#smartfony — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #smartfony, aggregated by home.social.
-
Nowy bunt przeciwko maszynom. Pokolenie Z uczy się życia bez smartfonów na festiwalu w Nowym Jorku
Zamiast scrollować media społecznościowe, uczą się nawiązywać relacje offline, naprawiać odzież i obsługiwać sprzęt radiowy.
W nowojorskim Tompkins Square Park w miniony weekend (do 5 lipca br) odbył się festiwal „Summer of Ludd”. To zorganizowane oddolnie wydarzenie wymierzone w rynkową dominację gigantów technologicznych. Zjawisko to pokazuje istotną zmianę społeczną: zmęczenie ciągłym podłączeniem do sieci przestaje być domeną starszych roczników, a staje się realnym trendem wśród dwudziestolatków.
Festiwal promowany wyłącznie na papierze
Inicjatywa nawiązuje nazwą do XIX-wiecznego ruchu luddystów, którzy niszczyli maszyny włókiennicze w obawie przed utratą pracy. Współczesna wersja tego ruchu nie skupia się na fizycznym niszczeniu serwerowni, ale na budowaniu infrastruktury społecznej niezależnej od Doliny Krzemowej.
Na terenie festiwalu obowiązuje całkowity zakaz używania telefonów, robienia zdjęć i nagrywania wideo. Co więcej, wydarzenie to nie było w ogóle reklamowane w internecie. Informacje o harmonogramie, panelach dyskusyjnych czy pokazach filmów na taśmie 16 mm rozchodziły się wyłącznie za pomocą analogowych zinów i plakatów rozklejanych w kawiarniach i lokalnych centrach aktywizmu na nowojorskim East Village.
Uczestnicy mogą brać udział w praktycznych warsztatach z randkowania poza aplikacjami, poznawać zasady działania krótkofalówek czy dyskutować o sposobach uniezależnienia się od platform takich jak Spotify. Głos w imieniu anonimowych organizatorów zabiera… pacynka, co ma chronić ich tożsamość przed cyfrową identyfikacją.
Zmęczenie cyfrowych tubylców
Choć w festiwalu biorą udział osoby w różnym wieku, ruch ten jest silnie związany z pokoleniem Z – pierwszą generacją, która dorastała z urządzeniami mobilnymi w ręku. Dane potwierdzają zmianę ich nastawienia do technologii. Według badań Pew Research z 2025 roku, już 48 procent nastolatków uważa, że media społecznościowe mają negatywny wpływ na ich rówieśników. To wyraźny wzrost w porównaniu do 32 procent notowanych w roku 2022.
Festiwal przyciąga nie tylko studentów czy aktywistów, ale również osoby z wewnątrz samej branży technologicznej. Wśród uczestników znaleźli się deweloperzy oraz byli inżynierowie bezpieczeństwa, którzy zrezygnowali z pracy w dużych firmach w ramach sprzeciwu wobec forsowania generatywnej sztucznej inteligencji. Jak argumentują, przymuszanie nietechnicznych pracowników do pisania kodu przy pomocy AI stanowi realne zagrożenie dla stabilności oprogramowania.
Brak zgody na obecny kształt rynku technologii to coraz szersze zjawisko. Rośnie sprzedaż tak zwanych „głupich telefonów” (dumbphones), użytkownicy rezygnują z aplikacji randkowych na rzecz lokalnych klubów biegowych, a na uczelniach wyższych coraz częściej buczy się na mówców promujących AI. Nawet jeśli pojedynczy festiwal nie odwróci globalnych nawyków konsumenckich, wyznacza on wyraźny kierunek zmian w oczekiwaniach młodych użytkowników wobec technologii.
#BigTech #cyfrowyDetoks #mediaSpołecznościowe #pokolenieZ #smartfony #SummerOfLudd #sztucznaInteligencja #trendySpołeczne -
Nowy bunt przeciwko maszynom. Pokolenie Z uczy się życia bez smartfonów na festiwalu w Nowym Jorku
Zamiast scrollować media społecznościowe, uczą się nawiązywać relacje offline, naprawiać odzież i obsługiwać sprzęt radiowy.
W nowojorskim Tompkins Square Park w miniony weekend (do 5 lipca br) odbył się festiwal „Summer of Ludd”. To zorganizowane oddolnie wydarzenie wymierzone w rynkową dominację gigantów technologicznych. Zjawisko to pokazuje istotną zmianę społeczną: zmęczenie ciągłym podłączeniem do sieci przestaje być domeną starszych roczników, a staje się realnym trendem wśród dwudziestolatków.
Festiwal promowany wyłącznie na papierze
Inicjatywa nawiązuje nazwą do XIX-wiecznego ruchu luddystów, którzy niszczyli maszyny włókiennicze w obawie przed utratą pracy. Współczesna wersja tego ruchu nie skupia się na fizycznym niszczeniu serwerowni, ale na budowaniu infrastruktury społecznej niezależnej od Doliny Krzemowej.
Na terenie festiwalu obowiązuje całkowity zakaz używania telefonów, robienia zdjęć i nagrywania wideo. Co więcej, wydarzenie to nie było w ogóle reklamowane w internecie. Informacje o harmonogramie, panelach dyskusyjnych czy pokazach filmów na taśmie 16 mm rozchodziły się wyłącznie za pomocą analogowych zinów i plakatów rozklejanych w kawiarniach i lokalnych centrach aktywizmu na nowojorskim East Village.
Uczestnicy mogą brać udział w praktycznych warsztatach z randkowania poza aplikacjami, poznawać zasady działania krótkofalówek czy dyskutować o sposobach uniezależnienia się od platform takich jak Spotify. Głos w imieniu anonimowych organizatorów zabiera… pacynka, co ma chronić ich tożsamość przed cyfrową identyfikacją.
Zmęczenie cyfrowych tubylców
Choć w festiwalu biorą udział osoby w różnym wieku, ruch ten jest silnie związany z pokoleniem Z – pierwszą generacją, która dorastała z urządzeniami mobilnymi w ręku. Dane potwierdzają zmianę ich nastawienia do technologii. Według badań Pew Research z 2025 roku, już 48 procent nastolatków uważa, że media społecznościowe mają negatywny wpływ na ich rówieśników. To wyraźny wzrost w porównaniu do 32 procent notowanych w roku 2022.
Festiwal przyciąga nie tylko studentów czy aktywistów, ale również osoby z wewnątrz samej branży technologicznej. Wśród uczestników znaleźli się deweloperzy oraz byli inżynierowie bezpieczeństwa, którzy zrezygnowali z pracy w dużych firmach w ramach sprzeciwu wobec forsowania generatywnej sztucznej inteligencji. Jak argumentują, przymuszanie nietechnicznych pracowników do pisania kodu przy pomocy AI stanowi realne zagrożenie dla stabilności oprogramowania.
Brak zgody na obecny kształt rynku technologii to coraz szersze zjawisko. Rośnie sprzedaż tak zwanych „głupich telefonów” (dumbphones), użytkownicy rezygnują z aplikacji randkowych na rzecz lokalnych klubów biegowych, a na uczelniach wyższych coraz częściej buczy się na mówców promujących AI. Nawet jeśli pojedynczy festiwal nie odwróci globalnych nawyków konsumenckich, wyznacza on wyraźny kierunek zmian w oczekiwaniach młodych użytkowników wobec technologii.
#BigTech #cyfrowyDetoks #mediaSpołecznościowe #pokolenieZ #smartfony #SummerOfLudd #sztucznaInteligencja #trendySpołeczne -
Nothing Phone (1) otrzymuje swoją ostatnią aktualizację
Smartfon, który cztery lata temu wywołał na rynku spore zamieszanie swoim przezroczystym tyłem i świeżym interfejsem Glyph, oficjalnie przechodzi na emeryturę.
Firma Nothing potwierdziła, że lipcowa łatka zabezpieczeń to ostatni element oprogramowania wydany dla modelu Phone (1).
Obietnice zrealizowane co do joty
Trzeba przyznać, że marka prowadzona przez Carla Peia wywiązała się ze swoich początkowych deklaracji. Kiedy Nothing Phone (1) debiutował na rynku, producent obiecywał trzy duże aktualizacje systemu Android oraz równe cztery lata łatek bezpieczeństwa. Urządzenie wystartowało z Androidem 12, a na początku 2025 roku otrzymało w pełni stabilnego Androida 15.
Lipcowa paczka z 2026 roku nie przynosi już żadnych rewolucyjnych funkcji ani zmian w interfejsie. To typowe, czysto techniczne zamknięcie rozdziału – producent dostarcza najnowsze poprawki bezpieczeństwa oraz eliminuje ostatnie drobne błędy. Przedstawiciele firmy podkreślają, że choć oprogramowanie nie będzie już rozwijane, to właśnie „jedynka” przetarła szlaki dla czystego i minimalistycznego Nothing OS, z którego korzystamy dzisiaj. Oczywiście brak nowych aktualizacji nie oznacza, że telefon nagle przestanie działać – wciąż pozostaje w pełni użytecznym sprzętem.
Czas na przesiadkę?
Zakończenie wsparcia to jednak naturalny moment, w którym wielu użytkowników zaczyna rozglądać się za nowym urządzeniem ze względów bezpieczeństwa. Portfolio brytyjskiej firmy mocno się od tego czasu rozrosło, a świetnym kandydatem na następcę wydaje się wypuszczony w tym roku Nothing Phone (4a) Pro, który zbiera na rynku rewelacyjne opinie.
Jeśli używacie jeszcze pierwszego modelu i szukacie inspiracji do zmiany na coś nowszego, rzućcie okiem na wszystkie nasze materiały dotyczące sprzętu ze stajni Nothing – mamy nadzieję, że ułatwi to wybór nowego urządzenia, jeżeli chcecie pozostać przy tej samej marce.
#aktualizacjaAndroid #koniecWsparcia #Nothing #NothingPhone1 #NothingPhone4aPro #smartfony
-
Nothing Phone (1) otrzymuje swoją ostatnią aktualizację
Smartfon, który cztery lata temu wywołał na rynku spore zamieszanie swoim przezroczystym tyłem i świeżym interfejsem Glyph, oficjalnie przechodzi na emeryturę.
Firma Nothing potwierdziła, że lipcowa łatka zabezpieczeń to ostatni element oprogramowania wydany dla modelu Phone (1).
Obietnice zrealizowane co do joty
Trzeba przyznać, że marka prowadzona przez Carla Peia wywiązała się ze swoich początkowych deklaracji. Kiedy Nothing Phone (1) debiutował na rynku, producent obiecywał trzy duże aktualizacje systemu Android oraz równe cztery lata łatek bezpieczeństwa. Urządzenie wystartowało z Androidem 12, a na początku 2025 roku otrzymało w pełni stabilnego Androida 15.
Lipcowa paczka z 2026 roku nie przynosi już żadnych rewolucyjnych funkcji ani zmian w interfejsie. To typowe, czysto techniczne zamknięcie rozdziału – producent dostarcza najnowsze poprawki bezpieczeństwa oraz eliminuje ostatnie drobne błędy. Przedstawiciele firmy podkreślają, że choć oprogramowanie nie będzie już rozwijane, to właśnie „jedynka” przetarła szlaki dla czystego i minimalistycznego Nothing OS, z którego korzystamy dzisiaj. Oczywiście brak nowych aktualizacji nie oznacza, że telefon nagle przestanie działać – wciąż pozostaje w pełni użytecznym sprzętem.
Czas na przesiadkę?
Zakończenie wsparcia to jednak naturalny moment, w którym wielu użytkowników zaczyna rozglądać się za nowym urządzeniem ze względów bezpieczeństwa. Portfolio brytyjskiej firmy mocno się od tego czasu rozrosło, a świetnym kandydatem na następcę wydaje się wypuszczony w tym roku Nothing Phone (4a) Pro, który zbiera na rynku rewelacyjne opinie.
Jeśli używacie jeszcze pierwszego modelu i szukacie inspiracji do zmiany na coś nowszego, rzućcie okiem na wszystkie nasze materiały dotyczące sprzętu ze stajni Nothing – mamy nadzieję, że ułatwi to wybór nowego urządzenia, jeżeli chcecie pozostać przy tej samej marce.
#aktualizacjaAndroid #koniecWsparcia #Nothing #NothingPhone1 #NothingPhone4aPro #smartfony
-
Miliardowy wyrok dla Google. Sąd ostatecznie utrzymał gigantyczną karę za monopol Androida
Najwyższy sąd Unii Europejskiej odrzucił apelację amerykańskiego giganta i podtrzymał karę w wysokości 4,1 miliarda euro.4
To najwyższa sankcja finansowa w historii nałożona przez Komisję Europejską za praktyki monopolistyczne. Dla przeciętnego użytkownika smartfona ten wyrok to jasny sygnał: Google nie może bezkarnie ograniczać wolnego rynku, co w perspektywie czasu wymusi na korporacjach dawanie konsumentom większej swobody wyboru oprogramowania.
Sprawa ciągnie się od 2018 roku, kiedy to Komisja Europejska nałożyła pierwotną karę wynoszącą 4,3 miliarda euro (później skorygowaną do 4,1 miliarda). Google broniło się twierdzeniem, że jego model biznesowy wspiera otwartość systemu i daje konsumentom darmowe narzędzie. Unijni sędziowie uznali jednak te argumenty za bezpodstawne i definitywnie zamknęli drogę odwoławczą.
Trzy grzechy główne giganta technologicznego
Unijne śledztwo wykazało, że Google wykorzystywało dominującą pozycję systemu Android na rynku mobilnym. Praktyki te miały na celu całkowite odcięcie użytkowników od alternatywnych, konkurencyjnych rozwiązań:
- Wymuszanie instalacji aplikacji: producenci telefonów musieli domyślnie instalować wyszukiwarkę Google oraz przeglądarkę Chrome. Był to twardy warunek, aby w ogóle otrzymać licencję na kluczowy sklep z aplikacjami Google Play.
- Płatności za wyłączność: korporacja płaciła gigantyczne sumy największym producentom sprzętu oraz operatorom sieci komórkowych. Warunek był jeden: na urządzeniach miała znajdować się wyłącznie wyszukiwarka Google.
- Blokowanie niezależnych wersji systemu: Google groziło producentom cofnięciem pozwoleń na instalację swoich flagowych aplikacji, jeśli ci próbowali sprzedawać smartfony działające na alternatywnych, zmodyfikowanych wersjach Androida (tzw. forkach).
Unijne prawo nie zabrania preinstalowania własnego oprogramowania, o ile użytkownik może łatwo pobrać alternatywne programy. Niedozwolony jest natomiast odgórny szantaż biznesowy, który uniemożliwiał producentom sprzętu jakąkolwiek współpracę z konkurentami Google.
Seryjny monopolista pod lupą Brukseli
To nie pierwszy i zapewne nie ostatni gigantyczny rachunek, jaki Alphabet (spółka-matka Google) musi zapłacić w Europie. Unia Europejska systematycznie rozbija monopol firmy w kolejnych sektorach cyfrowej gospodarki.
W wrześniu 2024 roku potwierdzono karę 2,4 miliarda euro za faworyzowanie własnej porównywarki cenowej (Google Shopping) w wynikach wyszukiwania. Z kolei w wrześniu 2025 roku nałożono kolejne 2,95 miliarda euro grzywny za łamanie prawa antymonopolowego i niszczenie konkurencji na rynku reklam online.
Choć te kwoty robią wrażenie, bledną przy absurdalnym wyroku rosyjskiego sądu z października 2024 roku. Za blokowanie państwowych kanałów propagandowych na YouTube nałożono tam na Google karę dwóch sekstyliardów rubli – kwotę całkowicie abstrakcyjną, przewyższającą globalne PKB świata. Wyrok europejski, w przeciwieństwie do rosyjskiego, jest jednak w pełni egzekwowalny i realnie uderzy w finanse oraz dalszą strategię technologiczną korporacji.
#Alphabet #Android #Google #komisjaEuropejska #Monopol #prawoAntymonopolowe #smartfony #wyrokSąduWakacyjny nadzór nad smartfonem. Google rozbudowuje narzędzia kontroli w systemie Android
-
Miliardowy wyrok dla Google. Sąd ostatecznie utrzymał gigantyczną karę za monopol Androida
Najwyższy sąd Unii Europejskiej odrzucił apelację amerykańskiego giganta i podtrzymał karę w wysokości 4,1 miliarda euro.4
To najwyższa sankcja finansowa w historii nałożona przez Komisję Europejską za praktyki monopolistyczne. Dla przeciętnego użytkownika smartfona ten wyrok to jasny sygnał: Google nie może bezkarnie ograniczać wolnego rynku, co w perspektywie czasu wymusi na korporacjach dawanie konsumentom większej swobody wyboru oprogramowania.
Sprawa ciągnie się od 2018 roku, kiedy to Komisja Europejska nałożyła pierwotną karę wynoszącą 4,3 miliarda euro (później skorygowaną do 4,1 miliarda). Google broniło się twierdzeniem, że jego model biznesowy wspiera otwartość systemu i daje konsumentom darmowe narzędzie. Unijni sędziowie uznali jednak te argumenty za bezpodstawne i definitywnie zamknęli drogę odwoławczą.
Trzy grzechy główne giganta technologicznego
Unijne śledztwo wykazało, że Google wykorzystywało dominującą pozycję systemu Android na rynku mobilnym. Praktyki te miały na celu całkowite odcięcie użytkowników od alternatywnych, konkurencyjnych rozwiązań:
- Wymuszanie instalacji aplikacji: producenci telefonów musieli domyślnie instalować wyszukiwarkę Google oraz przeglądarkę Chrome. Był to twardy warunek, aby w ogóle otrzymać licencję na kluczowy sklep z aplikacjami Google Play.
- Płatności za wyłączność: korporacja płaciła gigantyczne sumy największym producentom sprzętu oraz operatorom sieci komórkowych. Warunek był jeden: na urządzeniach miała znajdować się wyłącznie wyszukiwarka Google.
- Blokowanie niezależnych wersji systemu: Google groziło producentom cofnięciem pozwoleń na instalację swoich flagowych aplikacji, jeśli ci próbowali sprzedawać smartfony działające na alternatywnych, zmodyfikowanych wersjach Androida (tzw. forkach).
Unijne prawo nie zabrania preinstalowania własnego oprogramowania, o ile użytkownik może łatwo pobrać alternatywne programy. Niedozwolony jest natomiast odgórny szantaż biznesowy, który uniemożliwiał producentom sprzętu jakąkolwiek współpracę z konkurentami Google.
Seryjny monopolista pod lupą Brukseli
To nie pierwszy i zapewne nie ostatni gigantyczny rachunek, jaki Alphabet (spółka-matka Google) musi zapłacić w Europie. Unia Europejska systematycznie rozbija monopol firmy w kolejnych sektorach cyfrowej gospodarki.
W wrześniu 2024 roku potwierdzono karę 2,4 miliarda euro za faworyzowanie własnej porównywarki cenowej (Google Shopping) w wynikach wyszukiwania. Z kolei w wrześniu 2025 roku nałożono kolejne 2,95 miliarda euro grzywny za łamanie prawa antymonopolowego i niszczenie konkurencji na rynku reklam online.
Choć te kwoty robią wrażenie, bledną przy absurdalnym wyroku rosyjskiego sądu z października 2024 roku. Za blokowanie państwowych kanałów propagandowych na YouTube nałożono tam na Google karę dwóch sekstyliardów rubli – kwotę całkowicie abstrakcyjną, przewyższającą globalne PKB świata. Wyrok europejski, w przeciwieństwie do rosyjskiego, jest jednak w pełni egzekwowalny i realnie uderzy w finanse oraz dalszą strategię technologiczną korporacji.
#Alphabet #Android #Google #komisjaEuropejska #Monopol #prawoAntymonopolowe #smartfony #wyrokSąduWakacyjny nadzór nad smartfonem. Google rozbudowuje narzędzia kontroli w systemie Android
-
Aktualizacja do Androida 17 psuje smartfony Google Pixel. Znowu. Tym razem zrywa Wi-Fi, a gry klatkują
Instalacja stabilnej wersji Androida 17 na smartfonach Google miała przynieść powiew świeżości, ale dla wielu właścicieli Pixeli oznacza powrót dobrze znanych usterek. Zamiast obiecanej płynności działania, użytkownicy masowo skarżą się na niestabilne połączenia sieciowe i irytujące zacięcia w grach.
Stare błędy w nowym systemie
Google ma niechlubną tradycję wydawania dużych aktualizacji, które w pierwszych dniach od udostępnienia potrafią mocno uprzykrzyć życie. Tym razem usterki uderzyły w łączność bezprzewodową. Użytkownicy raportują, że po przejściu na Androida 17 ich Pixele regularnie gubią zasięg Wi-Fi lub drastycznie ograniczają jego przepustowość. W skrajnych przypadkach sieć potrafi rozłączać się co kilka minut, co skutecznie paraliżuje normalne korzystanie z internetu i aplikacji.
Na tym kłopoty się nie kończą, ponieważ nowa wersja systemu negatywnie wpłynęła również na wydajność układów graficznych. Posiadacze Pixeli donoszą o drastycznych spadkach płynności w grach mobilnych. Co ciekawe, problem nie dotyczy wyłącznie najbardziej wymagających, trójwymiarowych tytułów. Klatkowanie i opóźnienia pojawiają się nawet w relatywnie prostych produkcjach, takich jak „Clash Royale” czy „Brawl Stars”.
Android 17 psuje ekrany w smartfonach Pixel. Gesty wariują, ale jest na to prosty sposób
Z przesiadką na nową wersję lepiej poczekać
Spadki wydajności nie występują na każdym urządzeniu i wydają się zależeć od indywidualnej konfiguracji oraz wersji usług Google Play, ale skala zgłoszeń na forach jest zbyt duża, by sprawę zignorować. Wszystko to nakłada się na wcześniej raportowane problemy z responsywnością ekranów dotykowych oraz zablokowanymi połączeniami głosowymi. Z perspektywy konsumenta wniosek z tej sytuacji jest tylko jeden – z przesiadką na najnowszego Androida 17 zdecydowanie warto wstrzymać się do czasu wydania przez producenta pierwszych łatek korygujących.
#AktualizacjaSystemu #Android17 #błędyOprogramowania #GooglePixel #łącznośćWiFi #smartfonySmartfony Google Pixel ignorują połączenia. Użytkownicy widzą tylko nieodebrane telefony
-
Aktualizacja do Androida 17 psuje smartfony Google Pixel. Znowu. Tym razem zrywa Wi-Fi, a gry klatkują
Instalacja stabilnej wersji Androida 17 na smartfonach Google miała przynieść powiew świeżości, ale dla wielu właścicieli Pixeli oznacza powrót dobrze znanych usterek. Zamiast obiecanej płynności działania, użytkownicy masowo skarżą się na niestabilne połączenia sieciowe i irytujące zacięcia w grach.
Stare błędy w nowym systemie
Google ma niechlubną tradycję wydawania dużych aktualizacji, które w pierwszych dniach od udostępnienia potrafią mocno uprzykrzyć życie. Tym razem usterki uderzyły w łączność bezprzewodową. Użytkownicy raportują, że po przejściu na Androida 17 ich Pixele regularnie gubią zasięg Wi-Fi lub drastycznie ograniczają jego przepustowość. W skrajnych przypadkach sieć potrafi rozłączać się co kilka minut, co skutecznie paraliżuje normalne korzystanie z internetu i aplikacji.
Na tym kłopoty się nie kończą, ponieważ nowa wersja systemu negatywnie wpłynęła również na wydajność układów graficznych. Posiadacze Pixeli donoszą o drastycznych spadkach płynności w grach mobilnych. Co ciekawe, problem nie dotyczy wyłącznie najbardziej wymagających, trójwymiarowych tytułów. Klatkowanie i opóźnienia pojawiają się nawet w relatywnie prostych produkcjach, takich jak „Clash Royale” czy „Brawl Stars”.
Android 17 psuje ekrany w smartfonach Pixel. Gesty wariują, ale jest na to prosty sposób
Z przesiadką na nową wersję lepiej poczekać
Spadki wydajności nie występują na każdym urządzeniu i wydają się zależeć od indywidualnej konfiguracji oraz wersji usług Google Play, ale skala zgłoszeń na forach jest zbyt duża, by sprawę zignorować. Wszystko to nakłada się na wcześniej raportowane problemy z responsywnością ekranów dotykowych oraz zablokowanymi połączeniami głosowymi. Z perspektywy konsumenta wniosek z tej sytuacji jest tylko jeden – z przesiadką na najnowszego Androida 17 zdecydowanie warto wstrzymać się do czasu wydania przez producenta pierwszych łatek korygujących.
#AktualizacjaSystemu #Android17 #błędyOprogramowania #GooglePixel #łącznośćWiFi #smartfonySmartfony Google Pixel ignorują połączenia. Użytkownicy widzą tylko nieodebrane telefony
-
Smartfony z recyklingu i system, który „widzi”. Oppo zdradza, jak zmienia swoje urządzenia
Raporty roczne gigantów technologicznych rzadko przynoszą ekscytujące wiadomości, ale najnowsze podsumowanie Oppo rzuca światło na realne zmiany, które odczują użytkownicy smartfonów.
Zamiast zasypywać nas marketingowymi hasłami o ratowaniu planety, chiński producent opublikował twarde liczby pokazujące, jak zmodyfikował produkcję swoich urządzeń i samo oprogramowanie. Dla nas to jasny sygnał, w jakim kierunku zmierza rynek.
Pudełka bez plastiku i europejski poligon doświadczalny
O pakowaniu elektroniki w sterty błyszczącej folii możemy powoli zapomnieć. Oppo przeprowadziło rygorystyczne analizy cyklu życia (LCA) dla 23 modeli swoich smartfonów. Zamiast plastiku, w opakowaniach z nowymi telefonami znajdziemy teraz głównie makulaturę – w skali globalnej stanowi ona już 43 proc. materiałów opakowaniowych.
To właśnie rynek europejski stał się głównym poligonem doświadczalnym dla ekologicznych rozwiązań producenta, gdzie tradycyjne tworzywa sztuczne są zastępowane materiałami papierowo-plastikowymi z włókien roślinnych. Przełożyło się to również na produkcję samych fabryk – firma obniżyła bezpośrednie emisje dwutlenku 가bęgla oraz zwiększyła wykorzystanie energii odnawialnej w swoich zakładach o blisko 70 proc.
ColorOS ułatwia życie osobom z niepełnosprawnościami
Technologia nie ma większego sensu, jeśli wyklucza część społeczeństwa. W ramach najnowszych aktualizacji Oppo mocno przebudowało swoją nakładkę systemową ColorOS, optymalizując aż 30 kluczowych aplikacji pod kątem osób z niepełnosprawnościami. To funkcjonalna zmiana dla użytkowników, którzy na co dzień zmagają się z obsługą dotykowych ekranów.
Użytkownicy z wadami wzroku zyskali ulepszone funkcje TalkBack i Image Description, które na bieżąco analizują i głosowo „czytają” zawartość ekranu. Wprowadzono też precyzyjniejszą korekcję i odwracanie kolorów dla poprawy czytelności. Z kolei dla osób niedosłyszących zintegrowano na poziomie systemu transkrypcję mowy na tekst w czasie rzeczywistym oraz alerty błyskowe.
Laboratorium zdrowia i wsparcie dla edukacji
Producent nie ogranicza się wyłącznie do oprogramowania w telefonach. W chińskim Binhaiwan ruszyło ogromne laboratorium Oppo skupione na cyfrowym zdrowiu i sporcie, gdzie we współpracy z instytucjami medycznymi badany jest wpływ technologii na sen, układ krążenia i ciśnienie krwi. Celem jest szybkie zintegrowanie tej wiedzy z algorytmami sztucznej inteligencji, by smartwatche i telefony stały się proaktywnymi asystentami zdrowotnymi.
Firma przekazała również tysiąc tabletów do szkół w Azji i Afryce w ramach współpracy z UNESCO. Pomaga to młodzieży z wykluczonych cyfrowo rejonów w nauce programowania, tworząc dla nich nowe ścieżki rozwoju.
#ColorOS #cyfroweZdrowie #ekologia #Oppo #rynekMobile #smartfony #technologieDlaNiepełnosprawnychFotograficzny flagowiec wyceniony. OPPO Find X9 Ultra debiutuje w Polsce
-
Smartfony z recyklingu i system, który „widzi”. Oppo zdradza, jak zmienia swoje urządzenia
Raporty roczne gigantów technologicznych rzadko przynoszą ekscytujące wiadomości, ale najnowsze podsumowanie Oppo rzuca światło na realne zmiany, które odczują użytkownicy smartfonów.
Zamiast zasypywać nas marketingowymi hasłami o ratowaniu planety, chiński producent opublikował twarde liczby pokazujące, jak zmodyfikował produkcję swoich urządzeń i samo oprogramowanie. Dla nas to jasny sygnał, w jakim kierunku zmierza rynek.
Pudełka bez plastiku i europejski poligon doświadczalny
O pakowaniu elektroniki w sterty błyszczącej folii możemy powoli zapomnieć. Oppo przeprowadziło rygorystyczne analizy cyklu życia (LCA) dla 23 modeli swoich smartfonów. Zamiast plastiku, w opakowaniach z nowymi telefonami znajdziemy teraz głównie makulaturę – w skali globalnej stanowi ona już 43 proc. materiałów opakowaniowych.
To właśnie rynek europejski stał się głównym poligonem doświadczalnym dla ekologicznych rozwiązań producenta, gdzie tradycyjne tworzywa sztuczne są zastępowane materiałami papierowo-plastikowymi z włókien roślinnych. Przełożyło się to również na produkcję samych fabryk – firma obniżyła bezpośrednie emisje dwutlenku 가bęgla oraz zwiększyła wykorzystanie energii odnawialnej w swoich zakładach o blisko 70 proc.
ColorOS ułatwia życie osobom z niepełnosprawnościami
Technologia nie ma większego sensu, jeśli wyklucza część społeczeństwa. W ramach najnowszych aktualizacji Oppo mocno przebudowało swoją nakładkę systemową ColorOS, optymalizując aż 30 kluczowych aplikacji pod kątem osób z niepełnosprawnościami. To funkcjonalna zmiana dla użytkowników, którzy na co dzień zmagają się z obsługą dotykowych ekranów.
Użytkownicy z wadami wzroku zyskali ulepszone funkcje TalkBack i Image Description, które na bieżąco analizują i głosowo „czytają” zawartość ekranu. Wprowadzono też precyzyjniejszą korekcję i odwracanie kolorów dla poprawy czytelności. Z kolei dla osób niedosłyszących zintegrowano na poziomie systemu transkrypcję mowy na tekst w czasie rzeczywistym oraz alerty błyskowe.
Laboratorium zdrowia i wsparcie dla edukacji
Producent nie ogranicza się wyłącznie do oprogramowania w telefonach. W chińskim Binhaiwan ruszyło ogromne laboratorium Oppo skupione na cyfrowym zdrowiu i sporcie, gdzie we współpracy z instytucjami medycznymi badany jest wpływ technologii na sen, układ krążenia i ciśnienie krwi. Celem jest szybkie zintegrowanie tej wiedzy z algorytmami sztucznej inteligencji, by smartwatche i telefony stały się proaktywnymi asystentami zdrowotnymi.
Firma przekazała również tysiąc tabletów do szkół w Azji i Afryce w ramach współpracy z UNESCO. Pomaga to młodzieży z wykluczonych cyfrowo rejonów w nauce programowania, tworząc dla nich nowe ścieżki rozwoju.
#ColorOS #cyfroweZdrowie #ekologia #Oppo #rynekMobile #smartfony #technologieDlaNiepełnosprawnychFotograficzny flagowiec wyceniony. OPPO Find X9 Ultra debiutuje w Polsce
-
Zapomnij o ręcznym przeszukiwaniu Google Play. Gemini zyskuje nową funkcję na Androidzie
Przebijanie się przez setki podobnych do siebie programów w oficjalnym sklepie Androida bywa frustrujące. Google postanowiło wreszcie wyposażyć swojego flagowego asystenta w konkretne uprawnienia systemowe.
Nowa integracja pozwala sztucznej inteligencji na bezpośrednie przeszukiwanie zasobów Google Play, rekomendowanie narzędzi, a nawet robienie zakupów – wszystko z poziomu jednego okna czatu.
Asystent, który sam znajdzie i zainstaluje program
Nowa funkcja udostępniana jest w formie dedykowanego rozszerzenia. Po aktywacji modułu, Gemini zyskuje bezpośredni dostęp do ogromnej bazy sklepu oraz do katalogu programów już zainstalowanych na urządzeniu. Zamiast ręcznie przewijać zakładki, użytkownik może wydać asystentowi precyzyjne polecenie.
Wystarczy wpisać lub powiedzieć: „znajdź mi darmową nawigację na zagraniczny wyjazd”. W odpowiedzi sztuczna inteligencja nie tylko wygeneruje listę najsensowniejszych propozycji z opisami, ale wyświetli od razu bezpośrednie przyciski instalacji. Jedno kliknięcie płynnie przenosi nas do Google Play, by sfinalizować pobieranie, co drastycznie oszczędza czas.
Xcode 26.6 z Gemini — trzeci asystent AI dla deweloperów Apple
Wirtualne zakupy bez otwierania sklepu
Możliwości nowego modułu wykraczają jednak poza proste wyszukiwanie bezpłatnych narzędzi. Bezpośrednie połączenie usług pozwala na dokonywanie transakcji cyfrowych z poziomu interfejsu Gemini. Za pomocą komend tekstowych można błyskawicznie sprawdzić i kupić cyfrowe dodatki wewnątrz gier (na przykład nowe skórki) lub zaopatrzyć się w doładowania i karty podarunkowe.
Wdrożenie tej funkcji jest realizowane stopniowo po stronie serwerów Google, co oznacza, że nowość może pojawiać się na smartfonach falami. Aby upewnić się, że asystent jest gotowy do współpracy, należy ręcznie aktywować połączenie obu usług w zakładce rozszerzeń wewnątrz aplikacji Gemini.
#aktualizacjaAndroida #Android #GoogleGemini #GooglePlay #smartfony #sztucznaInteligencja #wirtualnyAsystent -
Zapomnij o ręcznym przeszukiwaniu Google Play. Gemini zyskuje nową funkcję na Androidzie
Przebijanie się przez setki podobnych do siebie programów w oficjalnym sklepie Androida bywa frustrujące. Google postanowiło wreszcie wyposażyć swojego flagowego asystenta w konkretne uprawnienia systemowe.
Nowa integracja pozwala sztucznej inteligencji na bezpośrednie przeszukiwanie zasobów Google Play, rekomendowanie narzędzi, a nawet robienie zakupów – wszystko z poziomu jednego okna czatu.
Asystent, który sam znajdzie i zainstaluje program
Nowa funkcja udostępniana jest w formie dedykowanego rozszerzenia. Po aktywacji modułu, Gemini zyskuje bezpośredni dostęp do ogromnej bazy sklepu oraz do katalogu programów już zainstalowanych na urządzeniu. Zamiast ręcznie przewijać zakładki, użytkownik może wydać asystentowi precyzyjne polecenie.
Wystarczy wpisać lub powiedzieć: „znajdź mi darmową nawigację na zagraniczny wyjazd”. W odpowiedzi sztuczna inteligencja nie tylko wygeneruje listę najsensowniejszych propozycji z opisami, ale wyświetli od razu bezpośrednie przyciski instalacji. Jedno kliknięcie płynnie przenosi nas do Google Play, by sfinalizować pobieranie, co drastycznie oszczędza czas.
Xcode 26.6 z Gemini — trzeci asystent AI dla deweloperów Apple
Wirtualne zakupy bez otwierania sklepu
Możliwości nowego modułu wykraczają jednak poza proste wyszukiwanie bezpłatnych narzędzi. Bezpośrednie połączenie usług pozwala na dokonywanie transakcji cyfrowych z poziomu interfejsu Gemini. Za pomocą komend tekstowych można błyskawicznie sprawdzić i kupić cyfrowe dodatki wewnątrz gier (na przykład nowe skórki) lub zaopatrzyć się w doładowania i karty podarunkowe.
Wdrożenie tej funkcji jest realizowane stopniowo po stronie serwerów Google, co oznacza, że nowość może pojawiać się na smartfonach falami. Aby upewnić się, że asystent jest gotowy do współpracy, należy ręcznie aktywować połączenie obu usług w zakładce rozszerzeń wewnątrz aplikacji Gemini.
#aktualizacjaAndroida #Android #GoogleGemini #GooglePlay #smartfony #sztucznaInteligencja #wirtualnyAsystent -
System /e/ zaktualizowany do wersji 4.0. ✅
Chociaż nie odbyło się bez strat i ofiar. 🤕🚑 Ale tak jest, jak człowiek lekkomyślnie lekceważy wielkie napisy grubą czerwoną czcionką ostrzegające "zrób backup swoich danych, bo wszystkie zostaną skasowane!". 😜
Faktycznie - zostały skasowane.
Teraz mi jakoś lżej. Chociaż ciężko. Jednocześnie.
-
System /e/ zaktualizowany do wersji 4.0. ✅
Chociaż nie odbyło się bez strat i ofiar. 🤕🚑 Ale tak jest, jak człowiek lekkomyślnie lekceważy wielkie napisy grubą czerwoną czcionką ostrzegające "zrób backup swoich danych, bo wszystkie zostaną skasowane!". 😜
Faktycznie - zostały skasowane.
Teraz mi jakoś lżej. Chociaż ciężko. Jednocześnie.
-
Android 17 psuje ekrany w smartfonach Pixel. Gesty wariują, ale jest na to prosty sposób
Stabilna wersja Androida 17 wylądowała na smartfonach Google Pixel, ale radość z aktualizacji szybko przerodziła się we frustrację.
Użytkownicy zgłaszają dziwne i niezwykle irytujące problemy z reakcją ekranów na dotyk. Podstawowe gesty przewijania nagle odmawiają posłuszeństwa.
Android 17 oficjalnie udostępniony. Bez uciążliwego przełączania aplikacji i nowa broń na złodziei
Zamiast w górę, przewijasz w dół. Jak objawia się błąd?
Użytkownicy na Reddicie alarmują, że po instalacji najnowszego systemu ich telefony mają ogromne problemy z interpretacją przewijania. Pociągnięcie palcem w górę potrafi zostać losowo odczytane jako gest w dół, co całkowicie burzy płynność korzystania z urządzenia. Inni donoszą o powtarzalnych „zawieszeniach” dotyku – ekran poprawnie rejestruje np. pięć przesunięć, po czym nagle przestaje reagować na krótką chwilę.
Zgłoszenia sugerują, że problem nie jest odosobniony i nie dotyczy jednego modelu. Błąd uderza w szeroką gamę urządzeń, począwszy od serii Pixel 7, obejmując większość dostępnych wariantów. To sytuacja o tyle absurdalna, że mówimy o podstawowej formie interakcji ze smartfonem, która powinna działać bezbłędnie.
Google wie o problemie, ale ratunek kryje się w ustawieniach
Producent jest świadomy istnienia błędu. Przedstawiciele Google zdążyli już odpowiedzieć na część zgłoszeń, oferując podstawowe porady diagnostyczne, jednak na oficjalną łatkę systemową trzeba będzie jeszcze poczekać. Na szczęście, społeczność znalazła własne obejście tego irytującego problemu.
Zbawienne okazuje się wyłączenie funkcji „potrójnego dotknięcia, by powiększyć” w ustawieniach ułatwień dostępu. Wiele wskazuje na to, że w Androidzie 17 ten konkretny mechanizm źle interpretuje polecenia, „zapychając” kolejkę wprowadzania dotyku. To kolejne potknięcie w finalnym wydaniu nowej platformy Google, po wcześniejszych raportach o znikających widżetach z ekranu głównego. Jeśli więc twój Pixel po aktualizacji nagle przestał cię „słuchać”, zanim wyślesz go do serwisu, zajrzyj do menu ułatwień dostępu.
#aktualizacja #Android17 #błądSystemu #ekran #GooglePixel #problemyZDotykiem #smartfony #ułatwieniaDostępu -
Android 17 psuje ekrany w smartfonach Pixel. Gesty wariują, ale jest na to prosty sposób
Stabilna wersja Androida 17 wylądowała na smartfonach Google Pixel, ale radość z aktualizacji szybko przerodziła się we frustrację.
Użytkownicy zgłaszają dziwne i niezwykle irytujące problemy z reakcją ekranów na dotyk. Podstawowe gesty przewijania nagle odmawiają posłuszeństwa.
Android 17 oficjalnie udostępniony. Bez uciążliwego przełączania aplikacji i nowa broń na złodziei
Zamiast w górę, przewijasz w dół. Jak objawia się błąd?
Użytkownicy na Reddicie alarmują, że po instalacji najnowszego systemu ich telefony mają ogromne problemy z interpretacją przewijania. Pociągnięcie palcem w górę potrafi zostać losowo odczytane jako gest w dół, co całkowicie burzy płynność korzystania z urządzenia. Inni donoszą o powtarzalnych „zawieszeniach” dotyku – ekran poprawnie rejestruje np. pięć przesunięć, po czym nagle przestaje reagować na krótką chwilę.
Zgłoszenia sugerują, że problem nie jest odosobniony i nie dotyczy jednego modelu. Błąd uderza w szeroką gamę urządzeń, począwszy od serii Pixel 7, obejmując większość dostępnych wariantów. To sytuacja o tyle absurdalna, że mówimy o podstawowej formie interakcji ze smartfonem, która powinna działać bezbłędnie.
Google wie o problemie, ale ratunek kryje się w ustawieniach
Producent jest świadomy istnienia błędu. Przedstawiciele Google zdążyli już odpowiedzieć na część zgłoszeń, oferując podstawowe porady diagnostyczne, jednak na oficjalną łatkę systemową trzeba będzie jeszcze poczekać. Na szczęście, społeczność znalazła własne obejście tego irytującego problemu.
Zbawienne okazuje się wyłączenie funkcji „potrójnego dotknięcia, by powiększyć” w ustawieniach ułatwień dostępu. Wiele wskazuje na to, że w Androidzie 17 ten konkretny mechanizm źle interpretuje polecenia, „zapychając” kolejkę wprowadzania dotyku. To kolejne potknięcie w finalnym wydaniu nowej platformy Google, po wcześniejszych raportach o znikających widżetach z ekranu głównego. Jeśli więc twój Pixel po aktualizacji nagle przestał cię „słuchać”, zanim wyślesz go do serwisu, zajrzyj do menu ułatwień dostępu.
#aktualizacja #Android17 #błądSystemu #ekran #GooglePixel #problemyZDotykiem #smartfony #ułatwieniaDostępu -
Nowy iOS 27 wreszcie cywilizuje SMS-y z Androidem. Szkoda, że w Polsce ta funkcja to wciąż fikcja
Wymiana wiadomości między użytkownikami Apple i Androida przez lata przypominała technologiczne średniowiecze. To się zmienia, ale nie do końca tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.
Otrzymywanie zdjęć w jakości kalkulatora i tekstowych opisów zamiast zwykłych reakcji emoji irytowało niemal każdego. Najnowsza beta systemu iOS 27 ostatecznie eliminuje te problemy, w pełni otwierając się na ulepszony standard RCS. Jest jednak jeden haczyk – przez opieszałość polskich telekomów, posiadacze iPhone’ów nad Wisłą mogą o tych ułatwieniach na razie tylko pomarzyć.
iOS 27 wprowadza porządek w wątkach
Apple nie zwalnia tempa we wdrażaniu nowej jakości komunikacji na linii iOS-Android. Druga wersja testowa systemu iOS 27 przynosi nowości, na które użytkownicy czekali bardzo długo. Najważniejszą z nich jest obsługa bezpośrednich odpowiedzi (inline replies) w mieszanych konwersacjach. Wystarczy długo przytrzymać dymek czatu na ekranie, aby stworzyć spójny wątek, który bez błędów wyświetli się również u odbiorcy z systemem operacyjnym od Google.
Rozwiązano też najbardziej denerwujący mankament komunikacji międzyplatformowej. Zamiast zasypywać skrzynkę dziwnymi SMS-ami o treści typu „Użytkownik polubił Twoje zdjęcie”, system nareszcie zacznie normalnie przypinać reakcje emoji do właściwych wiadomości. Te wszystkie usprawnienia są efektem wdrożenia kolejnych elementów specyfikacji RCS Universal Profile 2.7.
Polski beton komunikacyjny. Dlaczego to u nas nie działa?
I w tym miejscu docieramy do ściany, a dokładniej do oporu ze strony polskich operatorów komórkowych. Choć standard RCS to w dużym skrócie nowoczesny, darmowy przesył zaawansowanych wiadomości przez internet, właściciele iPhone’ów w Polsce są z niego całkowicie odcięci. Z technicznego punktu widzenia smartfony Apple są na to oprogramowanie gotowe, ale rodzime sieci – Orange, Play, Plus i T-Mobile – wciąż ociągają się z wdrożeniem odpowiednich certyfikatów dla urządzeń z iOS.
Sytuacja stała się na tyle kuriozalna i uciążliwa dla konsumentów, że w sprawę musieli zaangażować się urzędnicy. Ministerstwo Cyfryzacji oficjalnie naciska na krajowe telekomy, domagając się sprawnego odblokowania standardu RCS na sprzęcie z logo nadgryzionego jabłka. Jak dotąd twardych efektów brak, a operatorzy nie śpieszą się z podawaniem konkretnych terminów, zasłaniając się skomplikowanym procesem certyfikacji.
Paradoks Androida: tam wszystko działa bez łaski
Zapewne zastanawiasz się teraz, dlaczego twój znajomy z Samsungiem czy Motorolą bez problemu wysyła wyraźne zdjęcia przez RCS od kilku dobrych lat. Odpowiedź kryje się w bezkompromisowym podejściu do infrastruktury. Firma Google w pewnym momencie straciła cierpliwość do powolnych telekomów i wzięła sprawy we własne ręce. Przekierowała ruch ze swoich aplikacji na własne, globalne serwery Jibe, całkowicie omijając lokalne ograniczenia operatorów.
Apple wybrało z kolei bardziej oficjalną, ale też dłuższą drogę autoryzacji u każdego dostawcy komórkowego z osobna. Zanim więc jesienią z entuzjazmem pobierzesz finalną aktualizację do iOS 27, by wreszcie normalnie popisać z użytkownikami Androida, musisz uzbroić się w cierpliwość. Dopóki polskie sieci komórkowe nie odrobią lekcji, kapitalne nowości z Cupertino pozostaną u nas bezużyteczną obietnicą.
#Android #imessage #iOS27 #ministerstwoCyfryzacji #Orange #Play #Plus #polscyOperatorzy #smartfony #standardRCS #TMobile #wiadomościAppleiOS 27 – największa aktualizacja od lat. Tylko czy wszyscy dostaną to samo?
-
Nowy iOS 27 wreszcie cywilizuje SMS-y z Androidem. Szkoda, że w Polsce ta funkcja to wciąż fikcja
Wymiana wiadomości między użytkownikami Apple i Androida przez lata przypominała technologiczne średniowiecze. To się zmienia, ale nie do końca tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.
Otrzymywanie zdjęć w jakości kalkulatora i tekstowych opisów zamiast zwykłych reakcji emoji irytowało niemal każdego. Najnowsza beta systemu iOS 27 ostatecznie eliminuje te problemy, w pełni otwierając się na ulepszony standard RCS. Jest jednak jeden haczyk – przez opieszałość polskich telekomów, posiadacze iPhone’ów nad Wisłą mogą o tych ułatwieniach na razie tylko pomarzyć.
iOS 27 wprowadza porządek w wątkach
Apple nie zwalnia tempa we wdrażaniu nowej jakości komunikacji na linii iOS-Android. Druga wersja testowa systemu iOS 27 przynosi nowości, na które użytkownicy czekali bardzo długo. Najważniejszą z nich jest obsługa bezpośrednich odpowiedzi (inline replies) w mieszanych konwersacjach. Wystarczy długo przytrzymać dymek czatu na ekranie, aby stworzyć spójny wątek, który bez błędów wyświetli się również u odbiorcy z systemem operacyjnym od Google.
Rozwiązano też najbardziej denerwujący mankament komunikacji międzyplatformowej. Zamiast zasypywać skrzynkę dziwnymi SMS-ami o treści typu „Użytkownik polubił Twoje zdjęcie”, system nareszcie zacznie normalnie przypinać reakcje emoji do właściwych wiadomości. Te wszystkie usprawnienia są efektem wdrożenia kolejnych elementów specyfikacji RCS Universal Profile 2.7.
Polski beton komunikacyjny. Dlaczego to u nas nie działa?
I w tym miejscu docieramy do ściany, a dokładniej do oporu ze strony polskich operatorów komórkowych. Choć standard RCS to w dużym skrócie nowoczesny, darmowy przesył zaawansowanych wiadomości przez internet, właściciele iPhone’ów w Polsce są z niego całkowicie odcięci. Z technicznego punktu widzenia smartfony Apple są na to oprogramowanie gotowe, ale rodzime sieci – Orange, Play, Plus i T-Mobile – wciąż ociągają się z wdrożeniem odpowiednich certyfikatów dla urządzeń z iOS.
Sytuacja stała się na tyle kuriozalna i uciążliwa dla konsumentów, że w sprawę musieli zaangażować się urzędnicy. Ministerstwo Cyfryzacji oficjalnie naciska na krajowe telekomy, domagając się sprawnego odblokowania standardu RCS na sprzęcie z logo nadgryzionego jabłka. Jak dotąd twardych efektów brak, a operatorzy nie śpieszą się z podawaniem konkretnych terminów, zasłaniając się skomplikowanym procesem certyfikacji.
Paradoks Androida: tam wszystko działa bez łaski
Zapewne zastanawiasz się teraz, dlaczego twój znajomy z Samsungiem czy Motorolą bez problemu wysyła wyraźne zdjęcia przez RCS od kilku dobrych lat. Odpowiedź kryje się w bezkompromisowym podejściu do infrastruktury. Firma Google w pewnym momencie straciła cierpliwość do powolnych telekomów i wzięła sprawy we własne ręce. Przekierowała ruch ze swoich aplikacji na własne, globalne serwery Jibe, całkowicie omijając lokalne ograniczenia operatorów.
Apple wybrało z kolei bardziej oficjalną, ale też dłuższą drogę autoryzacji u każdego dostawcy komórkowego z osobna. Zanim więc jesienią z entuzjazmem pobierzesz finalną aktualizację do iOS 27, by wreszcie normalnie popisać z użytkownikami Androida, musisz uzbroić się w cierpliwość. Dopóki polskie sieci komórkowe nie odrobią lekcji, kapitalne nowości z Cupertino pozostaną u nas bezużyteczną obietnicą.
#Android #imessage #iOS27 #ministerstwoCyfryzacji #Orange #Play #Plus #polscyOperatorzy #smartfony #standardRCS #TMobile #wiadomościAppleiOS 27 – największa aktualizacja od lat. Tylko czy wszyscy dostaną to samo?
-
Xiaomi obniża ceny na wakacje. Flagowy Xiaomi 17 Ultra tańszy o 600 zł, a POCO kusi pojemną baterią
Sezon urlopowy zbliża się wielkimi krokami, co w branży technologicznej często wiąże się z letnimi wyprzedażami.
Do akcji wkracza właśnie Xiaomi ze swoją ofertą. Wystartowała „Wyprzedaż Letnia”, z której wybraliśmy najciekawsze i najbardziej opłacalne propozycje.
Zakup sprzętu przed wakacjami to dobry moment na poszukiwanie rabatów. Xiaomi przeceniło m.in. swoje flagowe smartfony oraz elektronikę, która może przydać się w podróży. Promocja potrwa do 12 lipca (lub do wyczerpania zapasów). Co warto rozważyć?
Fotograficzny flagowiec taniej o 600 zł
Ciekawą ofertą w ramach letniej wyprzedaży jest zniżka na model Xiaomi 17 Ultra. To sprzęt dla osób, którym zależy na zaawansowanej fotografii mobilnej. Na pokładzie znajdziemy optykę zestrojoną z marką Leica (Summilux) oraz bardzo wydajny układ Snapdragon 8 Elite Gen 5.
W letniej promocji wariant z 16 GB RAM i 1 TB pamięci na dane kupimy za 6399 zł. To realna obniżka o 600 złotych względem ceny rekomendowanej.
Dla osób, które od fotografii z najwyższej półki wolą długi czas pracy na jednym ładowaniu, producent przygotował zniżkę na model POCO X8 Pro Max. Urządzenie to wyposażono w baterię o ponadprzeciętnej pojemności 8500 mAh. W połączeniu z układem MediaTek Dimensity 9500s i ekranem 120 Hz, czyni to z niego bardzo praktyczny smartfon na dłuższe wyjazdy bez częstego dostępu do gniazdka.
- Wariant 12/256 GB kupimy za 1799 zł (taniej o 300 zł),
- Wariant 12/512 GB wyceniono na 1999 zł (taniej o 300 zł).
Elektronika w drogę i do domu
Wyprzedaż obejmuje również mniejsze urządzenia przydatne podczas wyjazdów. Za 129 zł (obniżka z 149 zł) można nabyć podstawowy smartwatch Redmi Watch 5 Active. Z kolei osoby szukające niedrogiego ekranu do przeglądania multimediów w podróży mogą zwrócić uwagę na tablet Redmi Pad 2 9.7. Wersja 4/64 GB, wyposażona w ekran 2K 120 Hz, została przeceniona na 649 zł (taniej o 100 zł).
Jeśli spędzacie lato w mieście i planujecie wymianę domowego AGD, w promocyjnej ofercie znalazła się również inteligentna pralko-suszarka Mijia Front Load Washer Dryer 9kg. Sprzęt, który według deklaracji producenta zużywa do 40% mniej energii elektrycznej względem tradycyjnych urządzeń, współpracuje z aplikacją domową Xiaomi Home. Cena na czas wyprzedaży to 2199 zł (taniej o 300 zł).
Promocyjny sprzęt dostępny jest w oficjalnym sklepie internetowym producenta na mi.com oraz w stacjonarnych salonach Xiaomi Store (m.in. w warszawskiej Arkadii i Promenadzie oraz wrocławskiej Magnolia Park).
#AGD #gadżety #poco #promocje #Redmi #smartHome #smartfony #wyprzedaż #xiaomi #zakupyXiaomi pokazuje nowe zegarki i słuchawki, które dogadają się nawet z iPhonem
-
Xiaomi obniża ceny na wakacje. Flagowy Xiaomi 17 Ultra tańszy o 600 zł, a POCO kusi pojemną baterią
Sezon urlopowy zbliża się wielkimi krokami, co w branży technologicznej często wiąże się z letnimi wyprzedażami.
Do akcji wkracza właśnie Xiaomi ze swoją ofertą. Wystartowała „Wyprzedaż Letnia”, z której wybraliśmy najciekawsze i najbardziej opłacalne propozycje.
Zakup sprzętu przed wakacjami to dobry moment na poszukiwanie rabatów. Xiaomi przeceniło m.in. swoje flagowe smartfony oraz elektronikę, która może przydać się w podróży. Promocja potrwa do 12 lipca (lub do wyczerpania zapasów). Co warto rozważyć?
Fotograficzny flagowiec taniej o 600 zł
Ciekawą ofertą w ramach letniej wyprzedaży jest zniżka na model Xiaomi 17 Ultra. To sprzęt dla osób, którym zależy na zaawansowanej fotografii mobilnej. Na pokładzie znajdziemy optykę zestrojoną z marką Leica (Summilux) oraz bardzo wydajny układ Snapdragon 8 Elite Gen 5.
W letniej promocji wariant z 16 GB RAM i 1 TB pamięci na dane kupimy za 6399 zł. To realna obniżka o 600 złotych względem ceny rekomendowanej.
Dla osób, które od fotografii z najwyższej półki wolą długi czas pracy na jednym ładowaniu, producent przygotował zniżkę na model POCO X8 Pro Max. Urządzenie to wyposażono w baterię o ponadprzeciętnej pojemności 8500 mAh. W połączeniu z układem MediaTek Dimensity 9500s i ekranem 120 Hz, czyni to z niego bardzo praktyczny smartfon na dłuższe wyjazdy bez częstego dostępu do gniazdka.
- Wariant 12/256 GB kupimy za 1799 zł (taniej o 300 zł),
- Wariant 12/512 GB wyceniono na 1999 zł (taniej o 300 zł).
Elektronika w drogę i do domu
Wyprzedaż obejmuje również mniejsze urządzenia przydatne podczas wyjazdów. Za 129 zł (obniżka z 149 zł) można nabyć podstawowy smartwatch Redmi Watch 5 Active. Z kolei osoby szukające niedrogiego ekranu do przeglądania multimediów w podróży mogą zwrócić uwagę na tablet Redmi Pad 2 9.7. Wersja 4/64 GB, wyposażona w ekran 2K 120 Hz, została przeceniona na 649 zł (taniej o 100 zł).
Jeśli spędzacie lato w mieście i planujecie wymianę domowego AGD, w promocyjnej ofercie znalazła się również inteligentna pralko-suszarka Mijia Front Load Washer Dryer 9kg. Sprzęt, który według deklaracji producenta zużywa do 40% mniej energii elektrycznej względem tradycyjnych urządzeń, współpracuje z aplikacją domową Xiaomi Home. Cena na czas wyprzedaży to 2199 zł (taniej o 300 zł).
Promocyjny sprzęt dostępny jest w oficjalnym sklepie internetowym producenta na mi.com oraz w stacjonarnych salonach Xiaomi Store (m.in. w warszawskiej Arkadii i Promenadzie oraz wrocławskiej Magnolia Park).
#AGD #gadżety #poco #promocje #Redmi #smartHome #smartfony #wyprzedaż #xiaomi #zakupyXiaomi pokazuje nowe zegarki i słuchawki, które dogadają się nawet z iPhonem
-
Parawany, bary mleczne i wielka płyta. Samsung definiuje „Polishcore” i rozdaje smartfony Galaxy S26 Ultra
Wielkie agencje reklamowe przez lata próbowały nam wmówić, że idealne życie wygląda jak z katalogu prosto z Kalifornii. Tak nie jest.
Nasza prawdziwa, codzienna estetyka jest zupełnie inna – i właśnie staje się modna. Samsung ruszył z ciekawym projektem fotograficznym „Polishcore”, w którym bierze na warsztat blokowiska, niedzielne grille i pierogi od babci. A przy okazji zachęca nas do robienia zdjęć, w których do wygrania jest flagowy Galaxy S26 Ultra.
Zamiast udawać, że wszyscy pijemy sojowe latte w nowojorskich loftach, Samsung postanowił sfotografować prawdziwą Polskę. Projekt „Polishcore” to próba uchwycenia naszego unikalnego, kulturowego miksu. To estetyka, która nie powstała na eleganckich moodboardach w agencjach reklamowych, ale w prawdziwym życiu.
Samsung Health i nadchodzący Galaxy Watch zyskują analityka AI
Koreański producent oddał w ręce utalentowanych polskich fotografów (m.in. Kuby Dąbrowskiego czy Doroty Szulc) swoje flagowe smartfony Galaxy S26 Ultra, by udokumentowali naszą codzienność. Projekt został podzielony na pięć filarów, które najlepiej definiują współczesną polskość:
- Styl: czyli sztuka polowania na okazje w lumpeksach i noszenie ubrań po swojemu.
- Miejsca: krajobraz utkany z bloków z wielkiej płyty, osiedlowych ławek, barów mlecznych i działek ROD.
- Rytuały: zjawiska, których nikt nie musi nam tłumaczyć – odpalanie pierwszego grilla, gdy tylko termometr wskaże 18 stopni, czy słynne, poranne rezerwowanie plaży parawanem nad Bałtykiem.
- Kraft: powrót do rękodzieła, ceramiki, haftów i rzeczy „po babci”, które zyskują dziś drugie życie.
- Smaki: pierogi, pomidorowa i obiady, które budzą nostalgię znacznie mocniej niż wykwintne dania z gwiazdkowych restauracji.
Finałem całego przedsięwzięcia ma być fizyczny, limitowany album fotograficzny, który zostanie wydany na początku 2027 roku. I tu pojawia się najlepsza wiadomość – Twoje zdjęcia również mogą do niego trafić!
Pokaż swój #Polishcore i zgarnij sprzęt od Samsunga
Samsung zaprasza wszystkich do współtworzenia projektu. Obecnie wystartował pierwszy etap konkursu, skupiający się na rozdziale STYL. Zadanie jest proste, ale wymaga kreatywnego oka.
Co trzeba zrobić?
- Zrób zdjęcie smartfonem Samsung Galaxy, które Twoim zdaniem najlepiej oddaje współczesny, polski styl ubierania się.
- Opublikuj je na swoim publicznym profilu na Instagramie (jako post) lub w komentarzu pod postem konkursowym na Facebooku marki.
- Dodaj krótki opis, dlaczego właśnie ten kadr powinien wygrać.
- Pamiętaj o dodaniu obowiązkowych tagów: #polishcore #styl #withGalaxy oraz oznaczeniu profilu @samsungpolska.
Czas na zgłoszenia w tej kategorii mija 2 lipca 2026 roku (o 23:59).
Jury wybierze 25 wyróżnionych prac, z czego 5 najlepszych fotografii znajdzie się w oficjalnym, limitowanym albumie „Polishcore”. Autor absolutnie najlepszego zdjęcia zgarnie główną nagrodę w postaci flagowego smartfona Samsung Galaxy S26 Ultra. Pozostała czwórka laureatów wchodzących do albumu otrzyma topowe słuchawki Galaxy Buds4 Pro.
Jeśli więc w drodze do pracy mijasz kogoś ubranego w niepodrabialnym, polskim stylu, wyciągaj smartfon z kieszeni (pod warunkiem, że to Samsung Galaxy) – ten jeden kadr może być przepustką do nowego flagowca.
#fotografia #gadżety #GalaxyS26Ultra #konkurs #Lifestyle #Polishcore #Polska #Samsung #smartfony #socialMedia -
Parawany, bary mleczne i wielka płyta. Samsung definiuje „Polishcore” i rozdaje smartfony Galaxy S26 Ultra
Wielkie agencje reklamowe przez lata próbowały nam wmówić, że idealne życie wygląda jak z katalogu prosto z Kalifornii. Tak nie jest.
Nasza prawdziwa, codzienna estetyka jest zupełnie inna – i właśnie staje się modna. Samsung ruszył z ciekawym projektem fotograficznym „Polishcore”, w którym bierze na warsztat blokowiska, niedzielne grille i pierogi od babci. A przy okazji zachęca nas do robienia zdjęć, w których do wygrania jest flagowy Galaxy S26 Ultra.
Zamiast udawać, że wszyscy pijemy sojowe latte w nowojorskich loftach, Samsung postanowił sfotografować prawdziwą Polskę. Projekt „Polishcore” to próba uchwycenia naszego unikalnego, kulturowego miksu. To estetyka, która nie powstała na eleganckich moodboardach w agencjach reklamowych, ale w prawdziwym życiu.
Samsung Health i nadchodzący Galaxy Watch zyskują analityka AI
Koreański producent oddał w ręce utalentowanych polskich fotografów (m.in. Kuby Dąbrowskiego czy Doroty Szulc) swoje flagowe smartfony Galaxy S26 Ultra, by udokumentowali naszą codzienność. Projekt został podzielony na pięć filarów, które najlepiej definiują współczesną polskość:
- Styl: czyli sztuka polowania na okazje w lumpeksach i noszenie ubrań po swojemu.
- Miejsca: krajobraz utkany z bloków z wielkiej płyty, osiedlowych ławek, barów mlecznych i działek ROD.
- Rytuały: zjawiska, których nikt nie musi nam tłumaczyć – odpalanie pierwszego grilla, gdy tylko termometr wskaże 18 stopni, czy słynne, poranne rezerwowanie plaży parawanem nad Bałtykiem.
- Kraft: powrót do rękodzieła, ceramiki, haftów i rzeczy „po babci”, które zyskują dziś drugie życie.
- Smaki: pierogi, pomidorowa i obiady, które budzą nostalgię znacznie mocniej niż wykwintne dania z gwiazdkowych restauracji.
Finałem całego przedsięwzięcia ma być fizyczny, limitowany album fotograficzny, który zostanie wydany na początku 2027 roku. I tu pojawia się najlepsza wiadomość – Twoje zdjęcia również mogą do niego trafić!
Pokaż swój #Polishcore i zgarnij sprzęt od Samsunga
Samsung zaprasza wszystkich do współtworzenia projektu. Obecnie wystartował pierwszy etap konkursu, skupiający się na rozdziale STYL. Zadanie jest proste, ale wymaga kreatywnego oka.
Co trzeba zrobić?
- Zrób zdjęcie smartfonem Samsung Galaxy, które Twoim zdaniem najlepiej oddaje współczesny, polski styl ubierania się.
- Opublikuj je na swoim publicznym profilu na Instagramie (jako post) lub w komentarzu pod postem konkursowym na Facebooku marki.
- Dodaj krótki opis, dlaczego właśnie ten kadr powinien wygrać.
- Pamiętaj o dodaniu obowiązkowych tagów: #polishcore #styl #withGalaxy oraz oznaczeniu profilu @samsungpolska.
Czas na zgłoszenia w tej kategorii mija 2 lipca 2026 roku (o 23:59).
Jury wybierze 25 wyróżnionych prac, z czego 5 najlepszych fotografii znajdzie się w oficjalnym, limitowanym albumie „Polishcore”. Autor absolutnie najlepszego zdjęcia zgarnie główną nagrodę w postaci flagowego smartfona Samsung Galaxy S26 Ultra. Pozostała czwórka laureatów wchodzących do albumu otrzyma topowe słuchawki Galaxy Buds4 Pro.
Jeśli więc w drodze do pracy mijasz kogoś ubranego w niepodrabialnym, polskim stylu, wyciągaj smartfon z kieszeni (pod warunkiem, że to Samsung Galaxy) – ten jeden kadr może być przepustką do nowego flagowca.
#fotografia #gadżety #GalaxyS26Ultra #konkurs #Lifestyle #Polishcore #Polska #Samsung #smartfony #socialMedia -
Wszystkie bilety w jednym miejscu. Samsung Wallet zyskuje funkcję Podróże (szkoda, że nie w Polsce)
Znasz ten ból, gdy stoisz z walizkami na lotnisku i gorączkowo szukasz w mailach potwierdzenia rezerwacji hotelu, a kartę pokładową masz w zupełnie innej aplikacji? Samsung postanowił zrobić z tym porządek.
Do aplikacji Samsung Wallet trafia nowa funkcja „Podróże” (Trips), która zamieni smartfony Galaxy w osobistego asystenta wyjazdowego. Niestety, na liście rynków startowych zabrakło pewnego istotnego kraju z Europy Środkowej. Naszego.
Organizacja dłuższego wyjazdu, zwłaszcza takiego z przesiadkami, potrafi być prawdziwym chaosem. Bilety lotnicze w jednej aplikacji, rezerwacja samochodu w mailu, wejściówki do muzeum w pliku PDF pobranym do pamięci telefonu. Nowa funkcja ogłoszona przez koreańskiego producenta ma z tym ostatecznie skończyć.
Oś czasu, która sama poukłada Twój wyjazd
Kluczową nowością w Samsung Wallet jest wprowadzenie chronologicznej osi czasu podróży. Po dodaniu do portfela biletów na pociąg czy autobus, kart pokładowych, rezerwacji hoteli oraz wejściówek na wydarzenia, aplikacja automatycznie je przetworzy. Algorytmy pogrupują dokumenty na podstawie czasu i lokalizacji, układając z nich przejrzysty, spójny plan wyjazdu w jednym oknie.
Dzięki temu użytkownik nie musi już przeskakiwać między kilkoma programami w poszukiwaniu numeru rezerwacji czy adresu hotelu – wszystko jest pod ręką, zabezpieczone wielowarstwową ochroną biometryczną platformy Samsung Knox. Producent przewidział również opcję ręcznego dodawania własnych punktów planu oraz notatek i przypomnień do konkretnych etapów podróży.
Samsung Health i nadchodzący Galaxy Watch zyskują analityka AI
Świetny pomysł, gorsza dostępność
Funkcja „Podróże” to ewolucja Samsung Wallet we właściwym kierunku, zamieniająca apkę z prostego schowka na karty płatnicze w kompleksowy hub informacyjny. Jest jednak haczyk, i to dość spory.
Zgodnie z informacją przekazaną przez producenta, nowa funkcja zaczyna trafiać na kompatybilne smartfony z serii Galaxy (wymagany jest Samsung Wallet w wersji 5.9.32 lub nowszej), ale w pierwszej fali udostępniono ją wyłącznie w Korei Południowej, Stanach Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii.
Polsce i pozostałym europejskim rynkom pozostaje na razie uzbroić się w cierpliwość i tradycyjnie żonglować aplikacjami podczas tegorocznych wakacji, czekając na rozszerzenie dostępności usługi.
#Android #aplikacjeMobilne #Galaxy #nowości #podróże #Samsung #SamsungWallet #smartfony #technologieSprzętowy „sejf” w telefonie. Tak Samsung Knox Vault ma chronić naszą prywatność w dobie AI
-
Wszystkie bilety w jednym miejscu. Samsung Wallet zyskuje funkcję Podróże (szkoda, że nie w Polsce)
Znasz ten ból, gdy stoisz z walizkami na lotnisku i gorączkowo szukasz w mailach potwierdzenia rezerwacji hotelu, a kartę pokładową masz w zupełnie innej aplikacji? Samsung postanowił zrobić z tym porządek.
Do aplikacji Samsung Wallet trafia nowa funkcja „Podróże” (Trips), która zamieni smartfony Galaxy w osobistego asystenta wyjazdowego. Niestety, na liście rynków startowych zabrakło pewnego istotnego kraju z Europy Środkowej. Naszego.
Organizacja dłuższego wyjazdu, zwłaszcza takiego z przesiadkami, potrafi być prawdziwym chaosem. Bilety lotnicze w jednej aplikacji, rezerwacja samochodu w mailu, wejściówki do muzeum w pliku PDF pobranym do pamięci telefonu. Nowa funkcja ogłoszona przez koreańskiego producenta ma z tym ostatecznie skończyć.
Oś czasu, która sama poukłada Twój wyjazd
Kluczową nowością w Samsung Wallet jest wprowadzenie chronologicznej osi czasu podróży. Po dodaniu do portfela biletów na pociąg czy autobus, kart pokładowych, rezerwacji hoteli oraz wejściówek na wydarzenia, aplikacja automatycznie je przetworzy. Algorytmy pogrupują dokumenty na podstawie czasu i lokalizacji, układając z nich przejrzysty, spójny plan wyjazdu w jednym oknie.
Dzięki temu użytkownik nie musi już przeskakiwać między kilkoma programami w poszukiwaniu numeru rezerwacji czy adresu hotelu – wszystko jest pod ręką, zabezpieczone wielowarstwową ochroną biometryczną platformy Samsung Knox. Producent przewidział również opcję ręcznego dodawania własnych punktów planu oraz notatek i przypomnień do konkretnych etapów podróży.
Samsung Health i nadchodzący Galaxy Watch zyskują analityka AI
Świetny pomysł, gorsza dostępność
Funkcja „Podróże” to ewolucja Samsung Wallet we właściwym kierunku, zamieniająca apkę z prostego schowka na karty płatnicze w kompleksowy hub informacyjny. Jest jednak haczyk, i to dość spory.
Zgodnie z informacją przekazaną przez producenta, nowa funkcja zaczyna trafiać na kompatybilne smartfony z serii Galaxy (wymagany jest Samsung Wallet w wersji 5.9.32 lub nowszej), ale w pierwszej fali udostępniono ją wyłącznie w Korei Południowej, Stanach Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii.
Polsce i pozostałym europejskim rynkom pozostaje na razie uzbroić się w cierpliwość i tradycyjnie żonglować aplikacjami podczas tegorocznych wakacji, czekając na rozszerzenie dostępności usługi.
#Android #aplikacjeMobilne #Galaxy #nowości #podróże #Samsung #SamsungWallet #smartfony #technologieSprzętowy „sejf” w telefonie. Tak Samsung Knox Vault ma chronić naszą prywatność w dobie AI
-
Składany iPhone na pierwszych zdjęciach. Zaskakujący krok wstecz i tajna broń Apple
Wielu sądziło, że po tylu latach czekania na składanego iPhone’a, Apple od razu zaprezentuje urządzenie absolutnie bezkompromisowe. Najnowsze zdjęcia makiet projektowych, udostępnione przez niezawodnego Sonny’ego Dicksona, weryfikują te oczekiwania.
Pierwszy w historii iPhone Fold (lub Ultra) będzie sprzętem niezwykle intrygującym, ale nie uniknie kilku zaskakujących kompromisów.
Paszport zamiast telewizyjnego pilota
Z udostępnionych atrap wyłania się obraz urządzenia, które zrywa z proporcjami znanymi chociażby z pierwszych generacji Samsunga Galaxy Fold. Złożony iPhone ma przypominać raczej notatnik lub paszport – będzie niższy i szerszy od klasycznych smartfonów, oferując zewnętrzny ekran o przekątnej 5,5 cala. Taki zabieg sprawia, że zewnętrzny wyświetlacz będzie po prostu użyteczny na co dzień, bez wymuszania na systemie nienaturalnego ściskania interfejsu.
First look at the iPhone Fold dummy unit. It doesn't look like Apple will offer multiple colors, with white currently appearing to be the only option. What do you think? pic.twitter.com/olMzm6t6Ts
— Sonny Dickson (@SonnyDickson) June 7, 2026
Po rozłożeniu użytkownicy otrzymają do dyspozycji ekran o przekątnej około 7,8 cala, w którego lewym górnym rogu ukryto pojedynczy aparat do selfie. Z tyłu znajdziemy zaledwie dwa obiektywy, co sugeruje, że Apple mogło postawić na kompromis w module fotograficznym, choć ostateczna specyfikacja aparatów pozostaje nieznana.
Szokujący powrót do przeszłości. Gdzie jest Face ID?
Największym zaskoczeniem i zarazem dowodem na to, że inżynierowie w Cupertino wciąż walczą z fizyką, jest kwestia biometrii. Zgodnie z przeciekami, najdroższy i najbardziej innowacyjny iPhone w ofercie zostanie pozbawiony technologii Face ID.
Składana konstrukcja i dążenie do zminimalizowania grubości ekranu najwyraźniej uniemożliwiły zaimplementowanie skomplikowanego modułu kamer TrueDepth. W zamian użytkownicy będą musieli przeprosić się z technologią Touch ID – czytnik linii papilarnych zostanie zintegrowany z bocznym przyciskiem zasilania. Biorąc pod uwagę, jak mocno Apple zintegrowało skanowanie twarzy ze swoim ekosystemem, jest to jeden z najbardziej zaskakujących kompromisów konstrukcyjnych.
Status urządzenia „pierwszej generacji” podkreśla też doniesienie o kolorach. Dickson sugeruje, że smartfon zadebiutuje wyłącznie w jednym, białym wykończeniu. To iście apple’owski standard – warto przypomnieć, że pierwszy iPhone z 2007 roku oraz oryginalny iPad również nie dawały klientom żadnego wyboru w kwestii barwy obudowy.
Prawdziwa przewaga tkwi w oprogramowaniu
Dlaczego więc ktokolwiek miałby kupić sprzęt, który sprzętowo wydaje się mieć pewne braki względem klasycznego iPhone’a? Oprócz legendarnej już jakości wykonania (plotki mówią o niemal całkowicie niewidocznym zagięciu na ekranie), Apple może dysponować przewagą, której konkurenci długo nie byli w stanie osiągnąć – ogromną biblioteką aplikacji tabletowych rozwijaną od lat dla iPada.
Rozłożony, 7,8-calowy ekran to niemal dokładny odpowiednik iPada mini. Podczas gdy ekosystem Androida przez lata zmagał się z problemem optymalizacji aplikacji pod składane ekrany, Apple zaoferuje użytkownikom dojrzały i gotowy ekosystem tabletowy już w dniu premiery. Uruchamiając iPhone’a Fold, nie dostaniemy sztucznie rozciągniętego Instagrama, ale pełnoprawne wersje aplikacji z iPadOS, które idealnie wypełnią tę przestrzeń. I wszystko wskazuje na to, że to właśnie to oprogramowanie będzie największym asem w rękawie Tima Cooka.
#Apple #FaceID #iPadMini #iPhoneFold #nowościApple #przecieki #składanyIPhone #smartfony #SonnyDickson #TouchID #WWDC -
Składany iPhone na pierwszych zdjęciach. Zaskakujący krok wstecz i tajna broń Apple
Wielu sądziło, że po tylu latach czekania na składanego iPhone’a, Apple od razu zaprezentuje urządzenie absolutnie bezkompromisowe. Najnowsze zdjęcia makiet projektowych, udostępnione przez niezawodnego Sonny’ego Dicksona, weryfikują te oczekiwania.
Pierwszy w historii iPhone Fold (lub Ultra) będzie sprzętem niezwykle intrygującym, ale nie uniknie kilku zaskakujących kompromisów.
Paszport zamiast telewizyjnego pilota
Z udostępnionych atrap wyłania się obraz urządzenia, które zrywa z proporcjami znanymi chociażby z pierwszych generacji Samsunga Galaxy Fold. Złożony iPhone ma przypominać raczej notatnik lub paszport – będzie niższy i szerszy od klasycznych smartfonów, oferując zewnętrzny ekran o przekątnej 5,5 cala. Taki zabieg sprawia, że zewnętrzny wyświetlacz będzie po prostu użyteczny na co dzień, bez wymuszania na systemie nienaturalnego ściskania interfejsu.
First look at the iPhone Fold dummy unit. It doesn't look like Apple will offer multiple colors, with white currently appearing to be the only option. What do you think? pic.twitter.com/olMzm6t6Ts
— Sonny Dickson (@SonnyDickson) June 7, 2026
Po rozłożeniu użytkownicy otrzymają do dyspozycji ekran o przekątnej około 7,8 cala, w którego lewym górnym rogu ukryto pojedynczy aparat do selfie. Z tyłu znajdziemy zaledwie dwa obiektywy, co sugeruje, że Apple mogło postawić na kompromis w module fotograficznym, choć ostateczna specyfikacja aparatów pozostaje nieznana.
Szokujący powrót do przeszłości. Gdzie jest Face ID?
Największym zaskoczeniem i zarazem dowodem na to, że inżynierowie w Cupertino wciąż walczą z fizyką, jest kwestia biometrii. Zgodnie z przeciekami, najdroższy i najbardziej innowacyjny iPhone w ofercie zostanie pozbawiony technologii Face ID.
Składana konstrukcja i dążenie do zminimalizowania grubości ekranu najwyraźniej uniemożliwiły zaimplementowanie skomplikowanego modułu kamer TrueDepth. W zamian użytkownicy będą musieli przeprosić się z technologią Touch ID – czytnik linii papilarnych zostanie zintegrowany z bocznym przyciskiem zasilania. Biorąc pod uwagę, jak mocno Apple zintegrowało skanowanie twarzy ze swoim ekosystemem, jest to jeden z najbardziej zaskakujących kompromisów konstrukcyjnych.
Status urządzenia „pierwszej generacji” podkreśla też doniesienie o kolorach. Dickson sugeruje, że smartfon zadebiutuje wyłącznie w jednym, białym wykończeniu. To iście apple’owski standard – warto przypomnieć, że pierwszy iPhone z 2007 roku oraz oryginalny iPad również nie dawały klientom żadnego wyboru w kwestii barwy obudowy.
Prawdziwa przewaga tkwi w oprogramowaniu
Dlaczego więc ktokolwiek miałby kupić sprzęt, który sprzętowo wydaje się mieć pewne braki względem klasycznego iPhone’a? Oprócz legendarnej już jakości wykonania (plotki mówią o niemal całkowicie niewidocznym zagięciu na ekranie), Apple może dysponować przewagą, której konkurenci długo nie byli w stanie osiągnąć – ogromną biblioteką aplikacji tabletowych rozwijaną od lat dla iPada.
Rozłożony, 7,8-calowy ekran to niemal dokładny odpowiednik iPada mini. Podczas gdy ekosystem Androida przez lata zmagał się z problemem optymalizacji aplikacji pod składane ekrany, Apple zaoferuje użytkownikom dojrzały i gotowy ekosystem tabletowy już w dniu premiery. Uruchamiając iPhone’a Fold, nie dostaniemy sztucznie rozciągniętego Instagrama, ale pełnoprawne wersje aplikacji z iPadOS, które idealnie wypełnią tę przestrzeń. I wszystko wskazuje na to, że to właśnie to oprogramowanie będzie największym asem w rękawie Tima Cooka.
#Apple #FaceID #iPadMini #iPhoneFold #nowościApple #przecieki #składanyIPhone #smartfony #SonnyDickson #TouchID #WWDC -
https://www.europesays.com/pl/470510/ Donald Tusk realizuje pomysł Klubu Jagiellońskiego. Chodzi o smartfony #DonaldTusk #edukacja #HigienaCyfrowa #MediaSpołecznościowe #MinisterstwoEdukacji #OchronaDzieci #OchronaPrzedPornografią #pornografia #PornografiaInternetowa #RaportKlubuJagiellońskiego #RządDonaldaTuska #smartfony #smartwica #TreściCyfrowe #UrządzeniaElektroniczne #WeryfikacjaWieku #ZakazSmartfonówWSzkołach #ZatrzymaćSmartwicę
-
Gemini Live staje się użytecznym asystentem. Google integruje sztuczną inteligencję z nowymi aplikacjami
Google wdraża zapowiadaną przebudowę asystenta Gemini Live na urządzeniach z systemem Android.
Najnowsza aktualizacja płynnie łączy tradycyjny czat tekstowy z konwersacją głosową w czasie rzeczywistym. Dzięki przeprojektowanemu, pływającemu interfejsowi użytkownicy mogą swobodnie przechodzić między ręcznym wpisywaniem zapytań a naturalną, płynną rozmową, bez utraty kontekstu zadania. Najważniejszą nowością jest jednak znaczne rozszerzenie listy obsługiwanych aplikacji i narzędzi systemowych, co fundamentalnie zmienia użyteczność całego rozwiązania.
Od prostych notatek do obsługi całego ekosystemu
Do tej pory głosowy wariant sztucznej inteligencji Google charakteryzował się mocno ograniczoną funkcjonalnością. Potrafił współpracować zaledwie z podstawowymi narzędziami pokroju Kalendarza, Zadań, notatnika Keep oraz Mapami Google, a także ich systemowymi odpowiednikami na nakładkach innych producentów. Najnowsza aktualizacja otwiera asystentowi dostęp do zupełnie nowej bazy danych i usług zewnętrznych.
Obecnie Gemini Live potrafi w locie obsługiwać zasoby platformy Workspace, przeszukiwać loty i hotele, a także generować obrazy w trakcie rozmowy. Algorytmy zyskały również pełen dostęp do platform multimedialnych, w tym YouTube’a, YouTube Music oraz konkurencyjnego Spotify. Z perspektywy codziennego użytkowania smartfona najistotniejsze okazuje się jednak wdrożenie obsługi narzędzi systemowych. Użytkownicy mogą wreszcie, w trakcie swobodnej konwersacji ze sztuczną inteligencją, poprosić o ustawienie systemowego alarmu czy minutnika.
Brakująca komunikacja i zrównanie możliwości
Rozszerzenie wsparcia dla aplikacji zewnętrznych sprawia, że wariant Live praktycznie zrównał się pod kątem możliwości z klasyczną, nakładkową aplikacją Gemini. Oprogramowanie to wciąż nie jest jednak kompletne. Pomimo integracji z tak dużą liczbą usług, gigant wyszukiwarkowy nadal nie wdrożył możliwości dyktowania i wysyłania wiadomości tekstowych z poziomu swobodnej konwersacji, co było jedną z flagowych obietnic podczas ubiegłorocznych prezentacji.
Mimo tych braków, najnowsza paczka nowości to dowód na to, że Google metodycznie przekształca swój model konwersacyjny w potężne, w pełni zintegrowane centrum zarządzania całym urządzeniem.
#Android #Aplikacje #asystentGłosowy #GeminiLive #Google #iMagazine #smartfony #spotify #sztucznaInteligencja #YouTube -
Gemini Live staje się użytecznym asystentem. Google integruje sztuczną inteligencję z nowymi aplikacjami
Google wdraża zapowiadaną przebudowę asystenta Gemini Live na urządzeniach z systemem Android.
Najnowsza aktualizacja płynnie łączy tradycyjny czat tekstowy z konwersacją głosową w czasie rzeczywistym. Dzięki przeprojektowanemu, pływającemu interfejsowi użytkownicy mogą swobodnie przechodzić między ręcznym wpisywaniem zapytań a naturalną, płynną rozmową, bez utraty kontekstu zadania. Najważniejszą nowością jest jednak znaczne rozszerzenie listy obsługiwanych aplikacji i narzędzi systemowych, co fundamentalnie zmienia użyteczność całego rozwiązania.
Od prostych notatek do obsługi całego ekosystemu
Do tej pory głosowy wariant sztucznej inteligencji Google charakteryzował się mocno ograniczoną funkcjonalnością. Potrafił współpracować zaledwie z podstawowymi narzędziami pokroju Kalendarza, Zadań, notatnika Keep oraz Mapami Google, a także ich systemowymi odpowiednikami na nakładkach innych producentów. Najnowsza aktualizacja otwiera asystentowi dostęp do zupełnie nowej bazy danych i usług zewnętrznych.
Obecnie Gemini Live potrafi w locie obsługiwać zasoby platformy Workspace, przeszukiwać loty i hotele, a także generować obrazy w trakcie rozmowy. Algorytmy zyskały również pełen dostęp do platform multimedialnych, w tym YouTube’a, YouTube Music oraz konkurencyjnego Spotify. Z perspektywy codziennego użytkowania smartfona najistotniejsze okazuje się jednak wdrożenie obsługi narzędzi systemowych. Użytkownicy mogą wreszcie, w trakcie swobodnej konwersacji ze sztuczną inteligencją, poprosić o ustawienie systemowego alarmu czy minutnika.
Brakująca komunikacja i zrównanie możliwości
Rozszerzenie wsparcia dla aplikacji zewnętrznych sprawia, że wariant Live praktycznie zrównał się pod kątem możliwości z klasyczną, nakładkową aplikacją Gemini. Oprogramowanie to wciąż nie jest jednak kompletne. Pomimo integracji z tak dużą liczbą usług, gigant wyszukiwarkowy nadal nie wdrożył możliwości dyktowania i wysyłania wiadomości tekstowych z poziomu swobodnej konwersacji, co było jedną z flagowych obietnic podczas ubiegłorocznych prezentacji.
Mimo tych braków, najnowsza paczka nowości to dowód na to, że Google metodycznie przekształca swój model konwersacyjny w potężne, w pełni zintegrowane centrum zarządzania całym urządzeniem.
#Android #Aplikacje #asystentGłosowy #GeminiLive #Google #iMagazine #smartfony #spotify #sztucznaInteligencja #YouTube -
Podwójna promocja Samsunga. Nawet 1600 zł zwrotu przy zakupie serii Galaxy S26
Samsung uruchomił nową ofertę promocyjną dla tegorocznych flagowców, łącząc mechanizm cashbacku z programem odkupu starych urządzeń.
Klienci decydujący się na zakup topowego modelu Galaxy S26 Ultra mogą liczyć na łączny zwrot rzędu 1600 złotych. W przypadku wyboru wariantu Galaxy S26+ korzyść finansowa wynosi z kolei 1200 złotych. Promocja potrwa do 7 czerwca 2026 roku.
Zwrot na wirtualną kartę
Pierwszym filarem akcji jest promocja Cashback Wallet. Nabywcy modelu Ultra otrzymują 1000 złotych, natomiast kupujący wersję z plusem – 700 złotych. Środki nie trafiają bezpośrednio na konto bankowe, lecz są przekazywane w formie elektronicznej na wirtualną kartę w dedykowanej aplikacji „Samsung Zwrot na Kartę”, którą należy pobrać ze sklepu Galaxy Store lub Google Play.
Aby otrzymać fundusze, użytkownik musi wypełnić formularz z dedykowanej strony promocyjnej. Pieniądze pojawią się na koncie w ciągu czternastu dni od pozytywnej weryfikacji zgłoszenia.
Program odkupu i gwarantowane kwoty
Drugim elementem obniżającym ostateczny koszt zakupu jest Program Odkup, realizowany we współpracy z firmą Foxway. Producent gwarantuje stały, minimalny bonus finansowy za oddanie starego sprzętu, niezależnie od jego stanu technicznego, pod warunkiem że urządzenie w ogóle nadaje się do odsprzedaży.
Gwarantowana dopłata wynosi 600 złotych przy zakupie S26 Ultra, 500 złotych dla S26+ oraz 400 złotych dla bazowego modelu S26. Ostateczna wycena zależy od konkretnego modelu i stanu oddawanego smartfona.
Odsprzedaż ubiegłorocznego wariantu Galaxy S25 Ultra z pamięcią 1 TB pozwala odzyskać nawet 3050 złotych. W tym wariancie promocyjnym należność wypłacana jest przelewem bankowym w ciągu 21 dni roboczych od dokonania wyceny urządzenia.
Warunki i harmonogram
Obie promocje obowiązują w tym samym czasie i można je ze sobą łączyć. Zgodnie z regulaminem, zakup objętego ofertą urządzenia musi nastąpić u wyznaczonych partnerów handlowych nie później niż 7 czerwca 2026 r.. Nowy sprzęt należy aktywować najpóźniej do 14 czerwca, natomiast ostateczny termin nadsyłania zgłoszeń w formularzu rejestracyjnym upływa 21 czerwca 2026 roku.
#Android #cashback #GalaxyS26 #GalaxyS26Ultra #iMagazine #ProgramOdkup #promocje #Samsung #smartfony #SprzętZwrot w strategii audio. Samsung i Xiaomi stawiają na klipsy
-
Podwójna promocja Samsunga. Nawet 1600 zł zwrotu przy zakupie serii Galaxy S26
Samsung uruchomił nową ofertę promocyjną dla tegorocznych flagowców, łącząc mechanizm cashbacku z programem odkupu starych urządzeń.
Klienci decydujący się na zakup topowego modelu Galaxy S26 Ultra mogą liczyć na łączny zwrot rzędu 1600 złotych. W przypadku wyboru wariantu Galaxy S26+ korzyść finansowa wynosi z kolei 1200 złotych. Promocja potrwa do 7 czerwca 2026 roku.
Zwrot na wirtualną kartę
Pierwszym filarem akcji jest promocja Cashback Wallet. Nabywcy modelu Ultra otrzymują 1000 złotych, natomiast kupujący wersję z plusem – 700 złotych. Środki nie trafiają bezpośrednio na konto bankowe, lecz są przekazywane w formie elektronicznej na wirtualną kartę w dedykowanej aplikacji „Samsung Zwrot na Kartę”, którą należy pobrać ze sklepu Galaxy Store lub Google Play.
Aby otrzymać fundusze, użytkownik musi wypełnić formularz z dedykowanej strony promocyjnej. Pieniądze pojawią się na koncie w ciągu czternastu dni od pozytywnej weryfikacji zgłoszenia.
Program odkupu i gwarantowane kwoty
Drugim elementem obniżającym ostateczny koszt zakupu jest Program Odkup, realizowany we współpracy z firmą Foxway. Producent gwarantuje stały, minimalny bonus finansowy za oddanie starego sprzętu, niezależnie od jego stanu technicznego, pod warunkiem że urządzenie w ogóle nadaje się do odsprzedaży.
Gwarantowana dopłata wynosi 600 złotych przy zakupie S26 Ultra, 500 złotych dla S26+ oraz 400 złotych dla bazowego modelu S26. Ostateczna wycena zależy od konkretnego modelu i stanu oddawanego smartfona.
Odsprzedaż ubiegłorocznego wariantu Galaxy S25 Ultra z pamięcią 1 TB pozwala odzyskać nawet 3050 złotych. W tym wariancie promocyjnym należność wypłacana jest przelewem bankowym w ciągu 21 dni roboczych od dokonania wyceny urządzenia.
Warunki i harmonogram
Obie promocje obowiązują w tym samym czasie i można je ze sobą łączyć. Zgodnie z regulaminem, zakup objętego ofertą urządzenia musi nastąpić u wyznaczonych partnerów handlowych nie później niż 7 czerwca 2026 r.. Nowy sprzęt należy aktywować najpóźniej do 14 czerwca, natomiast ostateczny termin nadsyłania zgłoszeń w formularzu rejestracyjnym upływa 21 czerwca 2026 roku.
#Android #cashback #GalaxyS26 #GalaxyS26Ultra #iMagazine #ProgramOdkup #promocje #Samsung #smartfony #SprzętZwrot w strategii audio. Samsung i Xiaomi stawiają na klipsy
-
Nadchodzi Google Health 5.0 i wielkie porządki w usługach fitness
Google oficjalnie rozpoczęło proces głębokiej konsolidacji swoich usług i aplikacji dedykowanych zdrowiu oraz aktywności fizycznej.
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, do użytkowników trafia właśnie duża aktualizacja oznaczona numerem 5.0. Całkowicie likwiduje ona dotychczasową aplikację Fitbit, zastępując ją nową platformą o nazwie Google Health. Zmiany oznaczają również rychły i ostateczny koniec wysłużonej usługi Google Fit.
Koniec aplikacji Fitbit. Google Health wchodzi do gry z osobistym trenerem AI od Gemini
Nowy program już zaczął trafiać do pierwszych użytkowników systemów Android, a pełną dostępność globalną ma osiągnąć do 26 maja 2026 roku.
Rebranding oprogramowania i hardware’owy „Fitbit Air”
Najważniejszą zmianą strategiczną jest całkowite usunięcie logotypów i nazwy „Fitbit” z warstwy oprogramowania. Zastąpiła ją nowa, minimalistyczna ikona Google Health. Koncern z Mountain View zdecydował, że kultowa marka Fitbit zostanie od teraz zarezerwowana wyłącznie dla fizycznych urządzeń – inteligentnych opasek oraz zegarków.
Przejście na wersję Google Health 5.0 jest zresztą wymogiem technologicznym, by móc sparować i skonfigurować najnowszy tracker producenta – Fitbit Air – którego oficjalna rynkowa premiera została zaplanowana na przyszły tydzień. Co istotne dla dotychczasowych fanów marki, wraz z nową aplikacją z interfejsu bezpowrotnie zniknęły niektóre starsze funkcje społecznościowe i grywalizacyjne, w tym m.in. popularne odznaki (Badges) oraz tzw. zwierzęta snu (sleep animals).
Nowy widżet na ekranie głównym Androida
Z perspektywy czysto użytkowej, wersja 5.0 na systemie Android wprowadza całkowicie przebudowany widżet szybkiego dostępu (Quick Access Widget). Zastępuje on dotychczasowy, prosty kołowy wskaźnik kroków zaawansowanym panelem informacyjnym, który bezpośrednio odzwierciedla sekcję podsumowania z karty „Dzisiaj”.
Widżet pozwala na szerokie opcje personalizacji w siatce ekranu głównego (maksymalnie do rozmiaru 5×3) i potrafi wyświetlać do sześciu metryk zdrowotnych jednocześnie (np. tętno, kroki, kalorie, sen). Kliknięcie w dowolny wskaźnik natychmiast przenosi użytkownika do pełnego ekranu analizy danych, a wbudowane skróty pozwalają na błyskawiczne wywołanie wirtualnego trenera (Health Coach) opartego na sztucznej inteligencji Gemini.
Google Fit odchodzi na emeryturę
Równolegle Google oficjalnie potwierdziło decyzję o zamknięciu swojej drugiej, klasycznej aplikacji fitnessowej – Google Fit. Program zostanie całkowicie wyłączony w najbliższych miesiącach na rzecz promowanego Google Health.
Aby użytkownicy nie stracili swoich wieloletnich zapisów treningowych, Google zapowiedziało udostępnienie dedykowanego narzędzia migracyjnego jeszcze w tym roku. Pozwoli ono w bezpieczny i zautomatyzowany sposób przenieść całą historię aktywności, pomiarów wagi oraz tętna z bazy Google Fit bezpośrednio do nowego ekosystemu Google Health.
#Android #fitbit #FitbitAir #fitness #GoogleFit #GoogleHealth #iMagazine #smartfony #smartwatche #Software -
Nadchodzi Google Health 5.0 i wielkie porządki w usługach fitness
Google oficjalnie rozpoczęło proces głębokiej konsolidacji swoich usług i aplikacji dedykowanych zdrowiu oraz aktywności fizycznej.
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, do użytkowników trafia właśnie duża aktualizacja oznaczona numerem 5.0. Całkowicie likwiduje ona dotychczasową aplikację Fitbit, zastępując ją nową platformą o nazwie Google Health. Zmiany oznaczają również rychły i ostateczny koniec wysłużonej usługi Google Fit.
Koniec aplikacji Fitbit. Google Health wchodzi do gry z osobistym trenerem AI od Gemini
Nowy program już zaczął trafiać do pierwszych użytkowników systemów Android, a pełną dostępność globalną ma osiągnąć do 26 maja 2026 roku.
Rebranding oprogramowania i hardware’owy „Fitbit Air”
Najważniejszą zmianą strategiczną jest całkowite usunięcie logotypów i nazwy „Fitbit” z warstwy oprogramowania. Zastąpiła ją nowa, minimalistyczna ikona Google Health. Koncern z Mountain View zdecydował, że kultowa marka Fitbit zostanie od teraz zarezerwowana wyłącznie dla fizycznych urządzeń – inteligentnych opasek oraz zegarków.
Przejście na wersję Google Health 5.0 jest zresztą wymogiem technologicznym, by móc sparować i skonfigurować najnowszy tracker producenta – Fitbit Air – którego oficjalna rynkowa premiera została zaplanowana na przyszły tydzień. Co istotne dla dotychczasowych fanów marki, wraz z nową aplikacją z interfejsu bezpowrotnie zniknęły niektóre starsze funkcje społecznościowe i grywalizacyjne, w tym m.in. popularne odznaki (Badges) oraz tzw. zwierzęta snu (sleep animals).
Nowy widżet na ekranie głównym Androida
Z perspektywy czysto użytkowej, wersja 5.0 na systemie Android wprowadza całkowicie przebudowany widżet szybkiego dostępu (Quick Access Widget). Zastępuje on dotychczasowy, prosty kołowy wskaźnik kroków zaawansowanym panelem informacyjnym, który bezpośrednio odzwierciedla sekcję podsumowania z karty „Dzisiaj”.
Widżet pozwala na szerokie opcje personalizacji w siatce ekranu głównego (maksymalnie do rozmiaru 5×3) i potrafi wyświetlać do sześciu metryk zdrowotnych jednocześnie (np. tętno, kroki, kalorie, sen). Kliknięcie w dowolny wskaźnik natychmiast przenosi użytkownika do pełnego ekranu analizy danych, a wbudowane skróty pozwalają na błyskawiczne wywołanie wirtualnego trenera (Health Coach) opartego na sztucznej inteligencji Gemini.
Google Fit odchodzi na emeryturę
Równolegle Google oficjalnie potwierdziło decyzję o zamknięciu swojej drugiej, klasycznej aplikacji fitnessowej – Google Fit. Program zostanie całkowicie wyłączony w najbliższych miesiącach na rzecz promowanego Google Health.
Aby użytkownicy nie stracili swoich wieloletnich zapisów treningowych, Google zapowiedziało udostępnienie dedykowanego narzędzia migracyjnego jeszcze w tym roku. Pozwoli ono w bezpieczny i zautomatyzowany sposób przenieść całą historię aktywności, pomiarów wagi oraz tętna z bazy Google Fit bezpośrednio do nowego ekosystemu Google Health.
#Android #fitbit #FitbitAir #fitness #GoogleFit #GoogleHealth #iMagazine #smartfony #smartwatche #Software -
AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć
Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.
Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.
Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie
Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.
Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.
Bariera wejścia spada
Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.
Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.
#AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencjaInwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny
-
AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć
Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.
Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.
Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie
Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.
Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.
Bariera wejścia spada
Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.
Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.
#AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencjaInwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny
-
AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć
Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.
Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.
Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie
Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.
Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.
Bariera wejścia spada
Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.
Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.
#AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencjaInwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny
-
AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć
Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.
Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.
Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie
Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.
Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.
Bariera wejścia spada
Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.
Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.
#AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencjaInwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny
-
AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć
Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.
Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.
Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie
Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.
Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.
Bariera wejścia spada
Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.
Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.
#AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencjaInwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny
-
Polska drużyna walczy o finał na Gamescom. Ruszają kwalifikacje do #PlayGalaxy Cup 2026 w PUBG Mobile
Wczoraj wieczorem wystartowały regionalne kwalifikacje do globalnego turnieju e-sportowego #PlayGalaxy Cup 2026 w grze PUBG Mobile.
W stawce o bezpośredni awans na sierpniowe finały podczas targów Gamescom w Kolonii znajduje się polska reprezentacja twórców internetowych.
Wojna klanów zamiast gry solo
Tegoroczna edycja festiwalu mobilnego e-sportu, organizowanego przez firmę Samsung, odbywa się pod szyldem „The Clans’ War”. Format rozgrywek został zmieniony – zrezygnowano z rywalizacji indywidualnej na rzecz starć drużynowych (klanowych).
Kwalifikacje rozpoczęły się 18 maja 2026 roku o godzinie 19:00 czasu polskiego na platformie Twitch. Struktura turnieju obejmuje zmagania zespołów podzielonych na pięć głównych regionów: Europę, Amerykę Północną, Azję Południowo-Wschodnią i Oceanię, Indie oraz Amerykę Łacińską. Z każdego z wymienionych rynków do sierpniowego Wielkiego Finału awansują wyłącznie dwa najlepsze zespoły.
Zwieńczenie turnieju odbędzie się na żywo w Niemczech, podczas jednych z największych targów gamingowych na świecie – Gamescom.
Polski klan na europejskim serwerze
Polskę w europejskim koszyku reprezentuje drużyna o nazwie „Norki Potworki”, dowodzona przez Kubę Norka. W składzie znaleźli się również twórcy związani z marką (Team Galaxy): Maks Zalewski, Oliwia Mękała oraz Julia Menders.
Po zakończeniu głównego turnieju wystartuje inicjatywa #PlayGalaxy Challengers, polegająca na otwartych wyzwaniach dla całej społeczności graczy.
Wymagania sprzętowe mobilnego e-sportu
Turniej jest platformą do demonstracji możliwości obliczeniowych najnowszej linii smartfonów z serii Galaxy S26. Rozgrywki na najwyższym poziomie wymagają utrzymania stałego, wysokiego klatkażu, co w przypadku topowego modelu Galaxy S26 Ultra ma zapewniać układ Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy.
Aby zapobiec zjawisku throttlingu (spadku wydajności z powodu przegrzewania) podczas wielogodzinnych sesji turniejowych, producent zastosował w urządzeniu powiększoną komorę parową (Vapor Chamber). Smartfon obsługuje biblioteki Vulkan oraz technologię ray tracingu, a obraz z gry wyświetlany jest na 6,9-calowym panelu Dynamic AMOLED 2X.
#eSport #GalaxyS26Ultra #Gamescom #gamingMobilny #iMagazine #PlayGalaxyCup #PUBGMobile #Samsung #smartfony #TwitchGemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce
-
Polska drużyna walczy o finał na Gamescom. Ruszają kwalifikacje do #PlayGalaxy Cup 2026 w PUBG Mobile
Wczoraj wieczorem wystartowały regionalne kwalifikacje do globalnego turnieju e-sportowego #PlayGalaxy Cup 2026 w grze PUBG Mobile.
W stawce o bezpośredni awans na sierpniowe finały podczas targów Gamescom w Kolonii znajduje się polska reprezentacja twórców internetowych.
Wojna klanów zamiast gry solo
Tegoroczna edycja festiwalu mobilnego e-sportu, organizowanego przez firmę Samsung, odbywa się pod szyldem „The Clans’ War”. Format rozgrywek został zmieniony – zrezygnowano z rywalizacji indywidualnej na rzecz starć drużynowych (klanowych).
Kwalifikacje rozpoczęły się 18 maja 2026 roku o godzinie 19:00 czasu polskiego na platformie Twitch. Struktura turnieju obejmuje zmagania zespołów podzielonych na pięć głównych regionów: Europę, Amerykę Północną, Azję Południowo-Wschodnią i Oceanię, Indie oraz Amerykę Łacińską. Z każdego z wymienionych rynków do sierpniowego Wielkiego Finału awansują wyłącznie dwa najlepsze zespoły.
Zwieńczenie turnieju odbędzie się na żywo w Niemczech, podczas jednych z największych targów gamingowych na świecie – Gamescom.
Polski klan na europejskim serwerze
Polskę w europejskim koszyku reprezentuje drużyna o nazwie „Norki Potworki”, dowodzona przez Kubę Norka. W składzie znaleźli się również twórcy związani z marką (Team Galaxy): Maks Zalewski, Oliwia Mękała oraz Julia Menders.
Po zakończeniu głównego turnieju wystartuje inicjatywa #PlayGalaxy Challengers, polegająca na otwartych wyzwaniach dla całej społeczności graczy.
Wymagania sprzętowe mobilnego e-sportu
Turniej jest platformą do demonstracji możliwości obliczeniowych najnowszej linii smartfonów z serii Galaxy S26. Rozgrywki na najwyższym poziomie wymagają utrzymania stałego, wysokiego klatkażu, co w przypadku topowego modelu Galaxy S26 Ultra ma zapewniać układ Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy.
Aby zapobiec zjawisku throttlingu (spadku wydajności z powodu przegrzewania) podczas wielogodzinnych sesji turniejowych, producent zastosował w urządzeniu powiększoną komorę parową (Vapor Chamber). Smartfon obsługuje biblioteki Vulkan oraz technologię ray tracingu, a obraz z gry wyświetlany jest na 6,9-calowym panelu Dynamic AMOLED 2X.
#eSport #GalaxyS26Ultra #Gamescom #gamingMobilny #iMagazine #PlayGalaxyCup #PUBGMobile #Samsung #smartfony #TwitchGemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce
-
Honor Robot Phone zmierza na rynek. Smartfon z gimbalem i technologią ARRI zadebiutuje jesienią
Wielu obserwatorów branży zakładało, że niezwykły smartfon z wbudowanym mechanizmem śledzenia, o którym pisaliśmy przy okazji targów MWC w Barcelonie, pozostanie jedynie technologiczną ciekawostką. Otóż nie.
Honor postanowił jednak udowodnić, że jest inaczej. Podczas trwającego festiwalu filmowego w Cannes firma nie tylko pozwoliła twórcom na bezpośrednie przetestowanie urządzenia, ale również zdradziła kluczowe informacje dotyczące jego rynkowego debiutu i specyfikacji aparatów.
Koniec z prototypem za szybą
Najważniejsza informacja z francuskiego festiwalu dotyczy harmonogramu. Honor oficjalnie potwierdził, że Robot Phone trafi do sprzedaży w trzecim kwartale 2026 roku (czyli między lipcem a końcem września). To istotne doprecyzowanie, ponieważ wcześniejsze komunikaty wspominały jedynie ogólnikowo o premierze „przed końcem bieżącego roku”. Podczas wcześniejszych imprez (CES oraz MWC) urządzenie było niedostępne do bezpośrednich testów, co rodziło spekulacje o jego wczesnej fazie rozwoju. W Cannes wybrane osoby mogły już wziąć sprzęt do rąk.
Filmowe DNA dzięki współpracy z ARRI
Drugą istotną nowością jest potwierdzenie współpracy z firmą ARRI – legendarnym niemieckim producentem profesjonalnych kamer filmowych, wykorzystywanych przy największych hollywoodzkich produkcjach od kilkunastu lat.
Współpraca ta ma bezpośrednio przełożyć się na jakość rejestrowanego obrazu. Honor zapowiada, że wbudowany w urządzenie fizyczny gimbal (wyposażony w 200-megapikselową matrycę) pozwoli na nagrywanie złożonych, w pełni ustabilizowanych ujęć ze śledzeniem obiektów.
Z kolei inżynierowie ARRI podkreślają, że podstawowe elementy ich autorskiej „nauki o obrazie” (Image Science) zostaną bezpośrednio zintegrowane z oprogramowaniem aparatu Robot Phone’a, co ma zapewnić profesjonalną reprodukcję kolorów i dynamikę tonalną.
Wprowadzenie mechanicznego gimbala do obudowy smartfona to wciąż rozwiązanie niezwykle rzadkie i trudne inżynieryjnie. Pozostaje czekać do jesieni, by sprawdzić, jak technologia ARRI sprawdzi się w codziennym użytkowaniu zrobotyzowanego flagowca Honora.
#Android #ARRI #Honor #iMagazine #innowacje #mobilnaFotografia #MWC2026 #RobotPhone #smartfony #WideoMWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca
-
Honor Robot Phone zmierza na rynek. Smartfon z gimbalem i technologią ARRI zadebiutuje jesienią
Wielu obserwatorów branży zakładało, że niezwykły smartfon z wbudowanym mechanizmem śledzenia, o którym pisaliśmy przy okazji targów MWC w Barcelonie, pozostanie jedynie technologiczną ciekawostką. Otóż nie.
Honor postanowił jednak udowodnić, że jest inaczej. Podczas trwającego festiwalu filmowego w Cannes firma nie tylko pozwoliła twórcom na bezpośrednie przetestowanie urządzenia, ale również zdradziła kluczowe informacje dotyczące jego rynkowego debiutu i specyfikacji aparatów.
Koniec z prototypem za szybą
Najważniejsza informacja z francuskiego festiwalu dotyczy harmonogramu. Honor oficjalnie potwierdził, że Robot Phone trafi do sprzedaży w trzecim kwartale 2026 roku (czyli między lipcem a końcem września). To istotne doprecyzowanie, ponieważ wcześniejsze komunikaty wspominały jedynie ogólnikowo o premierze „przed końcem bieżącego roku”. Podczas wcześniejszych imprez (CES oraz MWC) urządzenie było niedostępne do bezpośrednich testów, co rodziło spekulacje o jego wczesnej fazie rozwoju. W Cannes wybrane osoby mogły już wziąć sprzęt do rąk.
Filmowe DNA dzięki współpracy z ARRI
Drugą istotną nowością jest potwierdzenie współpracy z firmą ARRI – legendarnym niemieckim producentem profesjonalnych kamer filmowych, wykorzystywanych przy największych hollywoodzkich produkcjach od kilkunastu lat.
Współpraca ta ma bezpośrednio przełożyć się na jakość rejestrowanego obrazu. Honor zapowiada, że wbudowany w urządzenie fizyczny gimbal (wyposażony w 200-megapikselową matrycę) pozwoli na nagrywanie złożonych, w pełni ustabilizowanych ujęć ze śledzeniem obiektów.
Z kolei inżynierowie ARRI podkreślają, że podstawowe elementy ich autorskiej „nauki o obrazie” (Image Science) zostaną bezpośrednio zintegrowane z oprogramowaniem aparatu Robot Phone’a, co ma zapewnić profesjonalną reprodukcję kolorów i dynamikę tonalną.
Wprowadzenie mechanicznego gimbala do obudowy smartfona to wciąż rozwiązanie niezwykle rzadkie i trudne inżynieryjnie. Pozostaje czekać do jesieni, by sprawdzić, jak technologia ARRI sprawdzi się w codziennym użytkowaniu zrobotyzowanego flagowca Honora.
#Android #ARRI #Honor #iMagazine #innowacje #mobilnaFotografia #MWC2026 #RobotPhone #smartfony #WideoMWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca
-
Gemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce
Google niedawno, podczas wydarzenia The Android Show 2026, zaprezentowało nowe funkcje oparte na zaawansowanej sztucznej inteligencji, zebrane pod szyldem Gemini Intelligence.
Obejmują one między innymi ulepszone automatyczne uzupełnianie, zaawansowane zamienianie mowy na tekst w klawiaturze Gboard (funkcja „Rambler”) oraz inteligentne generowanie widżetów. Okazuje się jednak, że dostęp do tych nowości będzie mocno ograniczony. Nawet posiadacze ubiegłorocznych urządzeń z najwyższej półki, takich jak Pixel 9 czy Galaxy Z Fold 7, mogą obejść się smakiem.
Wyśrubowane wymagania sprzętowe
Jak wynika z informacji opublikowanych przez Google w przypisach dla deweloperów, próg wejścia do ekosystemu Gemini Intelligence jest bardzo wysoki. Aby smartfon obsłużył nowe funkcje, musi spełniać szereg rygorystycznych kryteriów:
- Wyposażenie w układ klasy flagowej oraz moduł AI Core.
- Minimum 12 GB pamięci RAM.
- Obsługa modelu Gemini Nano w wersji 3 (lub nowszej).
- Gwarancja co najmniej 5 dużych aktualizacji systemu operacyjnego Android.
- Gwarancja 6 lat aktualizacji zabezpieczeń (wydawanych co najmniej kwartalnie).
- Spełnienie określonych norm jakościowych (m.in. rygorystyczny wskaźnik stabilności i braku awarii).
Bariera oprogramowania: Gemini Nano v3
Największą przeszkodą dla sprzętu obecnego na rynku jest wymóg obsługi modelu Gemini Nano w wersji 3. Zestawienie udostępnione przez Google na stronach dla deweloperów jasno pokazuje, że wsparcie dla tego standardu mają niemal wyłącznie smartfony z rocznika 2026.
Wśród urządzeń obsługujących Nano v3 (i tym samym sprzętowo gotowych na Gemini Intelligence) znajdują się m.in.:
- Google: seria Pixel 10 i Pixel 10 Pro Fold
- Samsung: seria Galaxy S26
- Inne: wybrane modele z serii OPPO Find X9, OnePlus 15, vivo X200 i X300
Z kolei urządzenia, które na ten moment pozostały na starszej wersji Nano v2, to między innymi:
- Google: seria Pixel 9 i Pixel 9 Pro Fold
- Samsung: Galaxy Z Fold 7 i Z TriFold
- Inne: Xiaomi z serii 15 i 17, OnePlus 13
Oznacza to, że użytkownicy urządzeń, które miały premierę stosunkowo niedawno i nierzadko kosztowały ponad 5 tysięcy złotych, mogą nie otrzymać dostępu do najnowszego pakietu funkcji AI od Google. Pozostaje otwartą kwestią, czy firma zdecyduje się zaktualizować obsługę API Nano do wersji 3 w ubiegłorocznych flagowcach poprzez przyszłe uaktualnienia systemu, czy też jest to trwała blokada po stronie procesorów.
Wymóg RAM-u a przecieki
Wymóg minimum 12 GB RAM rzuca również interesujące światło na branżowe plotki. Wcześniejsze przecieki sugerowały, że podstawowy model nadchodzącego Pixela 11 zostanie „odchudzony” i otrzyma zaledwie 8 GB RAM. Jeśli wytyczne dla Gemini Intelligence nie ulegną zmianie, oznaczałoby to, że Google pozbawiłoby własnego flagowca dostępu do swoich kluczowych usług AI. Zatem dotychczasowe przecieki mogą być całkowicie chybione.
Wszystko wskazuje na to, że pakiet Gemini Intelligence zadebiutuje oficjalnie pod koniec tego roku, a z nieoficjalnych doniesień wynika, że pierwszym urządzeniem wykorzystującym jego potencjał od razu po wyjęciu z pudełka będzie najpewniej nadchodzący Samsung Galaxy Z Fold 8.
#AI #Android #GeminiIntelligence #GeminiNano #Google #iMagazine #Pixel10 #Pixel9 #SamsungGalaxyS26 #smartfony #sztucznaInteligencja
-
Gemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce
Google niedawno, podczas wydarzenia The Android Show 2026, zaprezentowało nowe funkcje oparte na zaawansowanej sztucznej inteligencji, zebrane pod szyldem Gemini Intelligence.
Obejmują one między innymi ulepszone automatyczne uzupełnianie, zaawansowane zamienianie mowy na tekst w klawiaturze Gboard (funkcja „Rambler”) oraz inteligentne generowanie widżetów. Okazuje się jednak, że dostęp do tych nowości będzie mocno ograniczony. Nawet posiadacze ubiegłorocznych urządzeń z najwyższej półki, takich jak Pixel 9 czy Galaxy Z Fold 7, mogą obejść się smakiem.
Wyśrubowane wymagania sprzętowe
Jak wynika z informacji opublikowanych przez Google w przypisach dla deweloperów, próg wejścia do ekosystemu Gemini Intelligence jest bardzo wysoki. Aby smartfon obsłużył nowe funkcje, musi spełniać szereg rygorystycznych kryteriów:
- Wyposażenie w układ klasy flagowej oraz moduł AI Core.
- Minimum 12 GB pamięci RAM.
- Obsługa modelu Gemini Nano w wersji 3 (lub nowszej).
- Gwarancja co najmniej 5 dużych aktualizacji systemu operacyjnego Android.
- Gwarancja 6 lat aktualizacji zabezpieczeń (wydawanych co najmniej kwartalnie).
- Spełnienie określonych norm jakościowych (m.in. rygorystyczny wskaźnik stabilności i braku awarii).
Bariera oprogramowania: Gemini Nano v3
Największą przeszkodą dla sprzętu obecnego na rynku jest wymóg obsługi modelu Gemini Nano w wersji 3. Zestawienie udostępnione przez Google na stronach dla deweloperów jasno pokazuje, że wsparcie dla tego standardu mają niemal wyłącznie smartfony z rocznika 2026.
Wśród urządzeń obsługujących Nano v3 (i tym samym sprzętowo gotowych na Gemini Intelligence) znajdują się m.in.:
- Google: seria Pixel 10 i Pixel 10 Pro Fold
- Samsung: seria Galaxy S26
- Inne: wybrane modele z serii OPPO Find X9, OnePlus 15, vivo X200 i X300
Z kolei urządzenia, które na ten moment pozostały na starszej wersji Nano v2, to między innymi:
- Google: seria Pixel 9 i Pixel 9 Pro Fold
- Samsung: Galaxy Z Fold 7 i Z TriFold
- Inne: Xiaomi z serii 15 i 17, OnePlus 13
Oznacza to, że użytkownicy urządzeń, które miały premierę stosunkowo niedawno i nierzadko kosztowały ponad 5 tysięcy złotych, mogą nie otrzymać dostępu do najnowszego pakietu funkcji AI od Google. Pozostaje otwartą kwestią, czy firma zdecyduje się zaktualizować obsługę API Nano do wersji 3 w ubiegłorocznych flagowcach poprzez przyszłe uaktualnienia systemu, czy też jest to trwała blokada po stronie procesorów.
Wymóg RAM-u a przecieki
Wymóg minimum 12 GB RAM rzuca również interesujące światło na branżowe plotki. Wcześniejsze przecieki sugerowały, że podstawowy model nadchodzącego Pixela 11 zostanie „odchudzony” i otrzyma zaledwie 8 GB RAM. Jeśli wytyczne dla Gemini Intelligence nie ulegną zmianie, oznaczałoby to, że Google pozbawiłoby własnego flagowca dostępu do swoich kluczowych usług AI. Zatem dotychczasowe przecieki mogą być całkowicie chybione.
Wszystko wskazuje na to, że pakiet Gemini Intelligence zadebiutuje oficjalnie pod koniec tego roku, a z nieoficjalnych doniesień wynika, że pierwszym urządzeniem wykorzystującym jego potencjał od razu po wyjęciu z pudełka będzie najpewniej nadchodzący Samsung Galaxy Z Fold 8.
#AI #Android #GeminiIntelligence #GeminiNano #Google #iMagazine #Pixel10 #Pixel9 #SamsungGalaxyS26 #smartfony #sztucznaInteligencja
-
Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali
Zamiast czekać na jesienne premiery, Samsung odpala testy swojego najnowszego oprogramowania już teraz.
Posiadacze flagowców z serii Galaxy S26 mogą na własnej skórze sprawdzić, jak zapowiada się interfejs One UI 9, zbudowany na fundamentach świeżego Androida 17. Co najważniejsze – Polska znalazła się na bardzo krótkiej liście krajów, które dostały dostęp do wersji beta w pierwszej kolejności.
Koniec z chaosem w Szybkim Panelu
Zmiany w nowej nakładce to nie tylko rzucenie okiem na kosmetykę. Koreańczycy postanowili wreszcie uporządkować Szybki Panel (Quick Panel), dając użytkownikom znacznie większą swobodę personalizacji.
Od teraz suwaki jasności, głośności i kontrolki odtwarzacza multimediów można regulować całkowicie niezależnie od siebie. Dodano też nowe opcje skalowania elementów, więc jeśli kogoś irytował dotychczasowy układ powiadomień, teraz będzie mógł uszyć go idealnie pod własne przyzwyczajenia.
Poprawiono także aplikację Samsung Notes, w której zaimplementowano zupełnie nowe narzędzia ułatwiające pracę kreatywną.
Bezpieczeństwo i ułatwienia bez kompromisów
Samsung mocno dokręca śrubę w kwestii ochrony naszych danych i to w sposób całkowicie bezpardonowy. One UI 9 wprowadza bardzo rygorystyczny mechanizm wykrywania aplikacji wysokiego ryzyka.
System nie tylko ostrzega przed instalacją potencjalnie niebezpiecznego kodu, ale potrafi go wręcz zablokować na poziomie środowiska uruchomieniowego i automatycznie zarekomendować jego usunięcie.
Ciekawie zapowiadają się również nowości ułatwiające dostępność, w tym funkcja Text Spotlight, która pozwala na wyraźne powiększenie i wyciągnięcie zaznaczonego tekstu do osobnego okna. To świetne rozwiązanie dla osób, które czytają na smartfonie długie artykuły lub dokumenty.
Obecność Polski w elitarnym gronie zaledwie sześciu rynków testowych (obok m.in. USA, Korei, Niemiec i Wielkiej Brytanii) to dla nas znakomita wiadomość. Aby dołączyć do programu, wystarczy zarejestrować się przez aplikację Samsung Members.
Trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek – to wciąż wersja beta, więc nie polecamy instalowania jej na urządzeniu, od którego zależy wasza codzienna praca i łączność ze światem. Producent zapowiada, że stabilna wersja One UI 9 zadebiutuje pod koniec roku wraz z nową generacją flagowców i przyniesie ze sobą potężną paczkę nowych funkcji Galaxy AI. Rozgrzewka z Androidem 17 właśnie się rozpoczęła, a jesień zapowiada się nadzwyczaj intensywnie.
#aktualizacja #Android17 #GalaxyS26 #iMagazine #OneUI9 #OneUIBeta #Samsung #smartfony #technologia -
Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali
Zamiast czekać na jesienne premiery, Samsung odpala testy swojego najnowszego oprogramowania już teraz.
Posiadacze flagowców z serii Galaxy S26 mogą na własnej skórze sprawdzić, jak zapowiada się interfejs One UI 9, zbudowany na fundamentach świeżego Androida 17. Co najważniejsze – Polska znalazła się na bardzo krótkiej liście krajów, które dostały dostęp do wersji beta w pierwszej kolejności.
Koniec z chaosem w Szybkim Panelu
Zmiany w nowej nakładce to nie tylko rzucenie okiem na kosmetykę. Koreańczycy postanowili wreszcie uporządkować Szybki Panel (Quick Panel), dając użytkownikom znacznie większą swobodę personalizacji.
Od teraz suwaki jasności, głośności i kontrolki odtwarzacza multimediów można regulować całkowicie niezależnie od siebie. Dodano też nowe opcje skalowania elementów, więc jeśli kogoś irytował dotychczasowy układ powiadomień, teraz będzie mógł uszyć go idealnie pod własne przyzwyczajenia.
Poprawiono także aplikację Samsung Notes, w której zaimplementowano zupełnie nowe narzędzia ułatwiające pracę kreatywną.
Bezpieczeństwo i ułatwienia bez kompromisów
Samsung mocno dokręca śrubę w kwestii ochrony naszych danych i to w sposób całkowicie bezpardonowy. One UI 9 wprowadza bardzo rygorystyczny mechanizm wykrywania aplikacji wysokiego ryzyka.
System nie tylko ostrzega przed instalacją potencjalnie niebezpiecznego kodu, ale potrafi go wręcz zablokować na poziomie środowiska uruchomieniowego i automatycznie zarekomendować jego usunięcie.
Ciekawie zapowiadają się również nowości ułatwiające dostępność, w tym funkcja Text Spotlight, która pozwala na wyraźne powiększenie i wyciągnięcie zaznaczonego tekstu do osobnego okna. To świetne rozwiązanie dla osób, które czytają na smartfonie długie artykuły lub dokumenty.
Obecność Polski w elitarnym gronie zaledwie sześciu rynków testowych (obok m.in. USA, Korei, Niemiec i Wielkiej Brytanii) to dla nas znakomita wiadomość. Aby dołączyć do programu, wystarczy zarejestrować się przez aplikację Samsung Members.
Trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek – to wciąż wersja beta, więc nie polecamy instalowania jej na urządzeniu, od którego zależy wasza codzienna praca i łączność ze światem. Producent zapowiada, że stabilna wersja One UI 9 zadebiutuje pod koniec roku wraz z nową generacją flagowców i przyniesie ze sobą potężną paczkę nowych funkcji Galaxy AI. Rozgrzewka z Androidem 17 właśnie się rozpoczęła, a jesień zapowiada się nadzwyczaj intensywnie.
#aktualizacja #Android17 #GalaxyS26 #iMagazine #OneUI9 #OneUIBeta #Samsung #smartfony #technologia