home.social

#smartfony — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #smartfony, aggregated by home.social.

  1. Podwójna promocja Samsunga. Nawet 1600 zł zwrotu przy zakupie serii Galaxy S26

    Samsung uruchomił nową ofertę promocyjną dla tegorocznych flagowców, łącząc mechanizm cashbacku z programem odkupu starych urządzeń.

    Klienci decydujący się na zakup topowego modelu Galaxy S26 Ultra mogą liczyć na łączny zwrot rzędu 1600 złotych. W przypadku wyboru wariantu Galaxy S26+ korzyść finansowa wynosi z kolei 1200 złotych. Promocja potrwa do 7 czerwca 2026 roku.

    Zwrot na wirtualną kartę

    Pierwszym filarem akcji jest promocja Cashback Wallet. Nabywcy modelu Ultra otrzymują 1000 złotych, natomiast kupujący wersję z plusem – 700 złotych. Środki nie trafiają bezpośrednio na konto bankowe, lecz są przekazywane w formie elektronicznej na wirtualną kartę w dedykowanej aplikacji „Samsung Zwrot na Kartę”, którą należy pobrać ze sklepu Galaxy Store lub Google Play.

    Aby otrzymać fundusze, użytkownik musi wypełnić formularz z dedykowanej strony promocyjnej. Pieniądze pojawią się na koncie w ciągu czternastu dni od pozytywnej weryfikacji zgłoszenia.

    Program odkupu i gwarantowane kwoty

    Drugim elementem obniżającym ostateczny koszt zakupu jest Program Odkup, realizowany we współpracy z firmą Foxway. Producent gwarantuje stały, minimalny bonus finansowy za oddanie starego sprzętu, niezależnie od jego stanu technicznego, pod warunkiem że urządzenie w ogóle nadaje się do odsprzedaży.

    Gwarantowana dopłata wynosi 600 złotych przy zakupie S26 Ultra, 500 złotych dla S26+ oraz 400 złotych dla bazowego modelu S26. Ostateczna wycena zależy od konkretnego modelu i stanu oddawanego smartfona.

    Odsprzedaż ubiegłorocznego wariantu Galaxy S25 Ultra z pamięcią 1 TB pozwala odzyskać nawet 3050 złotych. W tym wariancie promocyjnym należność wypłacana jest przelewem bankowym w ciągu 21 dni roboczych od dokonania wyceny urządzenia.

    Warunki i harmonogram

    Obie promocje obowiązują w tym samym czasie i można je ze sobą łączyć. Zgodnie z regulaminem, zakup objętego ofertą urządzenia musi nastąpić u wyznaczonych partnerów handlowych nie później niż 7 czerwca 2026 r.. Nowy sprzęt należy aktywować najpóźniej do 14 czerwca, natomiast ostateczny termin nadsyłania zgłoszeń w formularzu rejestracyjnym upływa 21 czerwca 2026 roku.

    Zwrot w strategii audio. Samsung i Xiaomi stawiają na klipsy

    #Android #cashback #GalaxyS26 #GalaxyS26Ultra #iMagazine #ProgramOdkup #promocje #Samsung #smartfony #Sprzęt
  2. Podwójna promocja Samsunga. Nawet 1600 zł zwrotu przy zakupie serii Galaxy S26

    Samsung uruchomił nową ofertę promocyjną dla tegorocznych flagowców, łącząc mechanizm cashbacku z programem odkupu starych urządzeń.

    Klienci decydujący się na zakup topowego modelu Galaxy S26 Ultra mogą liczyć na łączny zwrot rzędu 1600 złotych. W przypadku wyboru wariantu Galaxy S26+ korzyść finansowa wynosi z kolei 1200 złotych. Promocja potrwa do 7 czerwca 2026 roku.

    Zwrot na wirtualną kartę

    Pierwszym filarem akcji jest promocja Cashback Wallet. Nabywcy modelu Ultra otrzymują 1000 złotych, natomiast kupujący wersję z plusem – 700 złotych. Środki nie trafiają bezpośrednio na konto bankowe, lecz są przekazywane w formie elektronicznej na wirtualną kartę w dedykowanej aplikacji „Samsung Zwrot na Kartę”, którą należy pobrać ze sklepu Galaxy Store lub Google Play.

    Aby otrzymać fundusze, użytkownik musi wypełnić formularz z dedykowanej strony promocyjnej. Pieniądze pojawią się na koncie w ciągu czternastu dni od pozytywnej weryfikacji zgłoszenia.

    Program odkupu i gwarantowane kwoty

    Drugim elementem obniżającym ostateczny koszt zakupu jest Program Odkup, realizowany we współpracy z firmą Foxway. Producent gwarantuje stały, minimalny bonus finansowy za oddanie starego sprzętu, niezależnie od jego stanu technicznego, pod warunkiem że urządzenie w ogóle nadaje się do odsprzedaży.

    Gwarantowana dopłata wynosi 600 złotych przy zakupie S26 Ultra, 500 złotych dla S26+ oraz 400 złotych dla bazowego modelu S26. Ostateczna wycena zależy od konkretnego modelu i stanu oddawanego smartfona.

    Odsprzedaż ubiegłorocznego wariantu Galaxy S25 Ultra z pamięcią 1 TB pozwala odzyskać nawet 3050 złotych. W tym wariancie promocyjnym należność wypłacana jest przelewem bankowym w ciągu 21 dni roboczych od dokonania wyceny urządzenia.

    Warunki i harmonogram

    Obie promocje obowiązują w tym samym czasie i można je ze sobą łączyć. Zgodnie z regulaminem, zakup objętego ofertą urządzenia musi nastąpić u wyznaczonych partnerów handlowych nie później niż 7 czerwca 2026 r.. Nowy sprzęt należy aktywować najpóźniej do 14 czerwca, natomiast ostateczny termin nadsyłania zgłoszeń w formularzu rejestracyjnym upływa 21 czerwca 2026 roku.

    Zwrot w strategii audio. Samsung i Xiaomi stawiają na klipsy

    #Android #cashback #GalaxyS26 #GalaxyS26Ultra #iMagazine #ProgramOdkup #promocje #Samsung #smartfony #Sprzęt
  3. AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć

    Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.

    Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.

    Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie

    Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.

    Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.

    Rok zakazu publikacji. Serwis arXiv traci cierpliwość i karze naukowców za generowany przez AI bełkot

    Bariera wejścia spada

    Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.

    Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.

    Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencja
  4. AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć

    Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.

    Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.

    Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie

    Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.

    Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.

    Rok zakazu publikacji. Serwis arXiv traci cierpliwość i karze naukowców za generowany przez AI bełkot

    Bariera wejścia spada

    Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.

    Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.

    Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencja
  5. AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć

    Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.

    Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.

    Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie

    Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.

    Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.

    Rok zakazu publikacji. Serwis arXiv traci cierpliwość i karze naukowców za generowany przez AI bełkot

    Bariera wejścia spada

    Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.

    Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.

    Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencja
  6. AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć

    Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.

    Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.

    Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie

    Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.

    Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.

    Rok zakazu publikacji. Serwis arXiv traci cierpliwość i karze naukowców za generowany przez AI bełkot

    Bariera wejścia spada

    Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.

    Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.

    Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencja
  7. AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć

    Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.

    Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.

    Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie

    Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.

    Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.

    Rok zakazu publikacji. Serwis arXiv traci cierpliwość i karze naukowców za generowany przez AI bełkot

    Bariera wejścia spada

    Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.

    Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.

    Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #AI #Bezpieczeństwo #biometria #cyberbezpieczeństwo #hakerzy #iMagazine #odciskiPalców #smartfony #sztucznaInteligencja
  8. Polska drużyna walczy o finał na Gamescom. Ruszają kwalifikacje do #PlayGalaxy Cup 2026 w PUBG Mobile

    Wczoraj wieczorem wystartowały regionalne kwalifikacje do globalnego turnieju e-sportowego #PlayGalaxy Cup 2026 w grze PUBG Mobile.

    W stawce o bezpośredni awans na sierpniowe finały podczas targów Gamescom w Kolonii znajduje się polska reprezentacja twórców internetowych.

    Wojna klanów zamiast gry solo

    Tegoroczna edycja festiwalu mobilnego e-sportu, organizowanego przez firmę Samsung, odbywa się pod szyldem „The Clans’ War”. Format rozgrywek został zmieniony – zrezygnowano z rywalizacji indywidualnej na rzecz starć drużynowych (klanowych).

    Kwalifikacje rozpoczęły się 18 maja 2026 roku o godzinie 19:00 czasu polskiego na platformie Twitch. Struktura turnieju obejmuje zmagania zespołów podzielonych na pięć głównych regionów: Europę, Amerykę Północną, Azję Południowo-Wschodnią i Oceanię, Indie oraz Amerykę Łacińską. Z każdego z wymienionych rynków do sierpniowego Wielkiego Finału awansują wyłącznie dwa najlepsze zespoły.

    Zwieńczenie turnieju odbędzie się na żywo w Niemczech, podczas jednych z największych targów gamingowych na świecie – Gamescom.

    Polski klan na europejskim serwerze

    Polskę w europejskim koszyku reprezentuje drużyna o nazwie „Norki Potworki”, dowodzona przez Kubę Norka. W składzie znaleźli się również twórcy związani z marką (Team Galaxy): Maks Zalewski, Oliwia Mękała oraz Julia Menders.

    Po zakończeniu głównego turnieju wystartuje inicjatywa #PlayGalaxy Challengers, polegająca na otwartych wyzwaniach dla całej społeczności graczy.

    Wymagania sprzętowe mobilnego e-sportu

    Turniej jest platformą do demonstracji możliwości obliczeniowych najnowszej linii smartfonów z serii Galaxy S26. Rozgrywki na najwyższym poziomie wymagają utrzymania stałego, wysokiego klatkażu, co w przypadku topowego modelu Galaxy S26 Ultra ma zapewniać układ Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy.

    Aby zapobiec zjawisku throttlingu (spadku wydajności z powodu przegrzewania) podczas wielogodzinnych sesji turniejowych, producent zastosował w urządzeniu powiększoną komorę parową (Vapor Chamber). Smartfon obsługuje biblioteki Vulkan oraz technologię ray tracingu, a obraz z gry wyświetlany jest na 6,9-calowym panelu Dynamic AMOLED 2X.

    Gemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce

    #eSport #GalaxyS26Ultra #Gamescom #gamingMobilny #iMagazine #PlayGalaxyCup #PUBGMobile #Samsung #smartfony #Twitch
  9. Polska drużyna walczy o finał na Gamescom. Ruszają kwalifikacje do #PlayGalaxy Cup 2026 w PUBG Mobile

    Wczoraj wieczorem wystartowały regionalne kwalifikacje do globalnego turnieju e-sportowego #PlayGalaxy Cup 2026 w grze PUBG Mobile.

    W stawce o bezpośredni awans na sierpniowe finały podczas targów Gamescom w Kolonii znajduje się polska reprezentacja twórców internetowych.

    Wojna klanów zamiast gry solo

    Tegoroczna edycja festiwalu mobilnego e-sportu, organizowanego przez firmę Samsung, odbywa się pod szyldem „The Clans’ War”. Format rozgrywek został zmieniony – zrezygnowano z rywalizacji indywidualnej na rzecz starć drużynowych (klanowych).

    Kwalifikacje rozpoczęły się 18 maja 2026 roku o godzinie 19:00 czasu polskiego na platformie Twitch. Struktura turnieju obejmuje zmagania zespołów podzielonych na pięć głównych regionów: Europę, Amerykę Północną, Azję Południowo-Wschodnią i Oceanię, Indie oraz Amerykę Łacińską. Z każdego z wymienionych rynków do sierpniowego Wielkiego Finału awansują wyłącznie dwa najlepsze zespoły.

    Zwieńczenie turnieju odbędzie się na żywo w Niemczech, podczas jednych z największych targów gamingowych na świecie – Gamescom.

    Polski klan na europejskim serwerze

    Polskę w europejskim koszyku reprezentuje drużyna o nazwie „Norki Potworki”, dowodzona przez Kubę Norka. W składzie znaleźli się również twórcy związani z marką (Team Galaxy): Maks Zalewski, Oliwia Mękała oraz Julia Menders.

    Po zakończeniu głównego turnieju wystartuje inicjatywa #PlayGalaxy Challengers, polegająca na otwartych wyzwaniach dla całej społeczności graczy.

    Wymagania sprzętowe mobilnego e-sportu

    Turniej jest platformą do demonstracji możliwości obliczeniowych najnowszej linii smartfonów z serii Galaxy S26. Rozgrywki na najwyższym poziomie wymagają utrzymania stałego, wysokiego klatkażu, co w przypadku topowego modelu Galaxy S26 Ultra ma zapewniać układ Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy.

    Aby zapobiec zjawisku throttlingu (spadku wydajności z powodu przegrzewania) podczas wielogodzinnych sesji turniejowych, producent zastosował w urządzeniu powiększoną komorę parową (Vapor Chamber). Smartfon obsługuje biblioteki Vulkan oraz technologię ray tracingu, a obraz z gry wyświetlany jest na 6,9-calowym panelu Dynamic AMOLED 2X.

    Gemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce

    #eSport #GalaxyS26Ultra #Gamescom #gamingMobilny #iMagazine #PlayGalaxyCup #PUBGMobile #Samsung #smartfony #Twitch
  10. Honor Robot Phone zmierza na rynek. Smartfon z gimbalem i technologią ARRI zadebiutuje jesienią

    Wielu obserwatorów branży zakładało, że niezwykły smartfon z wbudowanym mechanizmem śledzenia, o którym pisaliśmy przy okazji targów MWC w Barcelonie, pozostanie jedynie technologiczną ciekawostką. Otóż nie.

    Honor postanowił jednak udowodnić, że jest inaczej. Podczas trwającego festiwalu filmowego w Cannes firma nie tylko pozwoliła twórcom na bezpośrednie przetestowanie urządzenia, ale również zdradziła kluczowe informacje dotyczące jego rynkowego debiutu i specyfikacji aparatów.

    Koniec z prototypem za szybą

    Najważniejsza informacja z francuskiego festiwalu dotyczy harmonogramu. Honor oficjalnie potwierdził, że Robot Phone trafi do sprzedaży w trzecim kwartale 2026 roku (czyli między lipcem a końcem września). To istotne doprecyzowanie, ponieważ wcześniejsze komunikaty wspominały jedynie ogólnikowo o premierze „przed końcem bieżącego roku”. Podczas wcześniejszych imprez (CES oraz MWC) urządzenie było niedostępne do bezpośrednich testów, co rodziło spekulacje o jego wczesnej fazie rozwoju. W Cannes wybrane osoby mogły już wziąć sprzęt do rąk.

    Filmowe DNA dzięki współpracy z ARRI

    Drugą istotną nowością jest potwierdzenie współpracy z firmą ARRI – legendarnym niemieckim producentem profesjonalnych kamer filmowych, wykorzystywanych przy największych hollywoodzkich produkcjach od kilkunastu lat.

    Współpraca ta ma bezpośrednio przełożyć się na jakość rejestrowanego obrazu. Honor zapowiada, że wbudowany w urządzenie fizyczny gimbal (wyposażony w 200-megapikselową matrycę) pozwoli na nagrywanie złożonych, w pełni ustabilizowanych ujęć ze śledzeniem obiektów.

    Z kolei inżynierowie ARRI podkreślają, że podstawowe elementy ich autorskiej „nauki o obrazie” (Image Science) zostaną bezpośrednio zintegrowane z oprogramowaniem aparatu Robot Phone’a, co ma zapewnić profesjonalną reprodukcję kolorów i dynamikę tonalną.

    Wprowadzenie mechanicznego gimbala do obudowy smartfona to wciąż rozwiązanie niezwykle rzadkie i trudne inżynieryjnie. Pozostaje czekać do jesieni, by sprawdzić, jak technologia ARRI sprawdzi się w codziennym użytkowaniu zrobotyzowanego flagowca Honora.

    MWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca

    #Android #ARRI #Honor #iMagazine #innowacje #mobilnaFotografia #MWC2026 #RobotPhone #smartfony #Wideo
  11. Honor Robot Phone zmierza na rynek. Smartfon z gimbalem i technologią ARRI zadebiutuje jesienią

    Wielu obserwatorów branży zakładało, że niezwykły smartfon z wbudowanym mechanizmem śledzenia, o którym pisaliśmy przy okazji targów MWC w Barcelonie, pozostanie jedynie technologiczną ciekawostką. Otóż nie.

    Honor postanowił jednak udowodnić, że jest inaczej. Podczas trwającego festiwalu filmowego w Cannes firma nie tylko pozwoliła twórcom na bezpośrednie przetestowanie urządzenia, ale również zdradziła kluczowe informacje dotyczące jego rynkowego debiutu i specyfikacji aparatów.

    Koniec z prototypem za szybą

    Najważniejsza informacja z francuskiego festiwalu dotyczy harmonogramu. Honor oficjalnie potwierdził, że Robot Phone trafi do sprzedaży w trzecim kwartale 2026 roku (czyli między lipcem a końcem września). To istotne doprecyzowanie, ponieważ wcześniejsze komunikaty wspominały jedynie ogólnikowo o premierze „przed końcem bieżącego roku”. Podczas wcześniejszych imprez (CES oraz MWC) urządzenie było niedostępne do bezpośrednich testów, co rodziło spekulacje o jego wczesnej fazie rozwoju. W Cannes wybrane osoby mogły już wziąć sprzęt do rąk.

    Filmowe DNA dzięki współpracy z ARRI

    Drugą istotną nowością jest potwierdzenie współpracy z firmą ARRI – legendarnym niemieckim producentem profesjonalnych kamer filmowych, wykorzystywanych przy największych hollywoodzkich produkcjach od kilkunastu lat.

    Współpraca ta ma bezpośrednio przełożyć się na jakość rejestrowanego obrazu. Honor zapowiada, że wbudowany w urządzenie fizyczny gimbal (wyposażony w 200-megapikselową matrycę) pozwoli na nagrywanie złożonych, w pełni ustabilizowanych ujęć ze śledzeniem obiektów.

    Z kolei inżynierowie ARRI podkreślają, że podstawowe elementy ich autorskiej „nauki o obrazie” (Image Science) zostaną bezpośrednio zintegrowane z oprogramowaniem aparatu Robot Phone’a, co ma zapewnić profesjonalną reprodukcję kolorów i dynamikę tonalną.

    Wprowadzenie mechanicznego gimbala do obudowy smartfona to wciąż rozwiązanie niezwykle rzadkie i trudne inżynieryjnie. Pozostaje czekać do jesieni, by sprawdzić, jak technologia ARRI sprawdzi się w codziennym użytkowaniu zrobotyzowanego flagowca Honora.

    MWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca

    #Android #ARRI #Honor #iMagazine #innowacje #mobilnaFotografia #MWC2026 #RobotPhone #smartfony #Wideo
  12. Gemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce

    Google niedawno, podczas wydarzenia The Android Show 2026, zaprezentowało nowe funkcje oparte na zaawansowanej sztucznej inteligencji, zebrane pod szyldem Gemini Intelligence.

    Obejmują one między innymi ulepszone automatyczne uzupełnianie, zaawansowane zamienianie mowy na tekst w klawiaturze Gboard (funkcja „Rambler”) oraz inteligentne generowanie widżetów. Okazuje się jednak, że dostęp do tych nowości będzie mocno ograniczony. Nawet posiadacze ubiegłorocznych urządzeń z najwyższej półki, takich jak Pixel 9 czy Galaxy Z Fold 7, mogą obejść się smakiem.

    Wyśrubowane wymagania sprzętowe

    Jak wynika z informacji opublikowanych przez Google w przypisach dla deweloperów, próg wejścia do ekosystemu Gemini Intelligence jest bardzo wysoki. Aby smartfon obsłużył nowe funkcje, musi spełniać szereg rygorystycznych kryteriów:

    • Wyposażenie w układ klasy flagowej oraz moduł AI Core.
    • Minimum 12 GB pamięci RAM.
    • Obsługa modelu Gemini Nano w wersji 3 (lub nowszej).
    • Gwarancja co najmniej 5 dużych aktualizacji systemu operacyjnego Android.
    • Gwarancja 6 lat aktualizacji zabezpieczeń (wydawanych co najmniej kwartalnie).
    • Spełnienie określonych norm jakościowych (m.in. rygorystyczny wskaźnik stabilności i braku awarii).

    Bariera oprogramowania: Gemini Nano v3

    Największą przeszkodą dla sprzętu obecnego na rynku jest wymóg obsługi modelu Gemini Nano w wersji 3. Zestawienie udostępnione przez Google na stronach dla deweloperów jasno pokazuje, że wsparcie dla tego standardu mają niemal wyłącznie smartfony z rocznika 2026.

    Wśród urządzeń obsługujących Nano v3 (i tym samym sprzętowo gotowych na Gemini Intelligence) znajdują się m.in.:

    • Google: seria Pixel 10 i Pixel 10 Pro Fold
    • Samsung: seria Galaxy S26
    • Inne: wybrane modele z serii OPPO Find X9, OnePlus 15, vivo X200 i X300

    Z kolei urządzenia, które na ten moment pozostały na starszej wersji Nano v2, to między innymi:

    • Google: seria Pixel 9 i Pixel 9 Pro Fold
    • Samsung: Galaxy Z Fold 7 i Z TriFold
    • Inne: Xiaomi z serii 15 i 17, OnePlus 13

    Oznacza to, że użytkownicy urządzeń, które miały premierę stosunkowo niedawno i nierzadko kosztowały ponad 5 tysięcy złotych, mogą nie otrzymać dostępu do najnowszego pakietu funkcji AI od Google. Pozostaje otwartą kwestią, czy firma zdecyduje się zaktualizować obsługę API Nano do wersji 3 w ubiegłorocznych flagowcach poprzez przyszłe uaktualnienia systemu, czy też jest to trwała blokada po stronie procesorów.

    Wymóg RAM-u a przecieki

    Wymóg minimum 12 GB RAM rzuca również interesujące światło na branżowe plotki. Wcześniejsze przecieki sugerowały, że podstawowy model nadchodzącego Pixela 11 zostanie „odchudzony” i otrzyma zaledwie 8 GB RAM. Jeśli wytyczne dla Gemini Intelligence nie ulegną zmianie, oznaczałoby to, że Google pozbawiłoby własnego flagowca dostępu do swoich kluczowych usług AI. Zatem dotychczasowe przecieki mogą być całkowicie chybione.

    Wszystko wskazuje na to, że pakiet Gemini Intelligence zadebiutuje oficjalnie pod koniec tego roku, a z nieoficjalnych doniesień wynika, że pierwszym urządzeniem wykorzystującym jego potencjał od razu po wyjęciu z pudełka będzie najpewniej nadchodzący Samsung Galaxy Z Fold 8.

    Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali

    #AI #Android #GeminiIntelligence #GeminiNano #Google #iMagazine #Pixel10 #Pixel9 #SamsungGalaxyS26 #smartfony #sztucznaInteligencja
  13. Gemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce

    Google niedawno, podczas wydarzenia The Android Show 2026, zaprezentowało nowe funkcje oparte na zaawansowanej sztucznej inteligencji, zebrane pod szyldem Gemini Intelligence.

    Obejmują one między innymi ulepszone automatyczne uzupełnianie, zaawansowane zamienianie mowy na tekst w klawiaturze Gboard (funkcja „Rambler”) oraz inteligentne generowanie widżetów. Okazuje się jednak, że dostęp do tych nowości będzie mocno ograniczony. Nawet posiadacze ubiegłorocznych urządzeń z najwyższej półki, takich jak Pixel 9 czy Galaxy Z Fold 7, mogą obejść się smakiem.

    Wyśrubowane wymagania sprzętowe

    Jak wynika z informacji opublikowanych przez Google w przypisach dla deweloperów, próg wejścia do ekosystemu Gemini Intelligence jest bardzo wysoki. Aby smartfon obsłużył nowe funkcje, musi spełniać szereg rygorystycznych kryteriów:

    • Wyposażenie w układ klasy flagowej oraz moduł AI Core.
    • Minimum 12 GB pamięci RAM.
    • Obsługa modelu Gemini Nano w wersji 3 (lub nowszej).
    • Gwarancja co najmniej 5 dużych aktualizacji systemu operacyjnego Android.
    • Gwarancja 6 lat aktualizacji zabezpieczeń (wydawanych co najmniej kwartalnie).
    • Spełnienie określonych norm jakościowych (m.in. rygorystyczny wskaźnik stabilności i braku awarii).

    Bariera oprogramowania: Gemini Nano v3

    Największą przeszkodą dla sprzętu obecnego na rynku jest wymóg obsługi modelu Gemini Nano w wersji 3. Zestawienie udostępnione przez Google na stronach dla deweloperów jasno pokazuje, że wsparcie dla tego standardu mają niemal wyłącznie smartfony z rocznika 2026.

    Wśród urządzeń obsługujących Nano v3 (i tym samym sprzętowo gotowych na Gemini Intelligence) znajdują się m.in.:

    • Google: seria Pixel 10 i Pixel 10 Pro Fold
    • Samsung: seria Galaxy S26
    • Inne: wybrane modele z serii OPPO Find X9, OnePlus 15, vivo X200 i X300

    Z kolei urządzenia, które na ten moment pozostały na starszej wersji Nano v2, to między innymi:

    • Google: seria Pixel 9 i Pixel 9 Pro Fold
    • Samsung: Galaxy Z Fold 7 i Z TriFold
    • Inne: Xiaomi z serii 15 i 17, OnePlus 13

    Oznacza to, że użytkownicy urządzeń, które miały premierę stosunkowo niedawno i nierzadko kosztowały ponad 5 tysięcy złotych, mogą nie otrzymać dostępu do najnowszego pakietu funkcji AI od Google. Pozostaje otwartą kwestią, czy firma zdecyduje się zaktualizować obsługę API Nano do wersji 3 w ubiegłorocznych flagowcach poprzez przyszłe uaktualnienia systemu, czy też jest to trwała blokada po stronie procesorów.

    Wymóg RAM-u a przecieki

    Wymóg minimum 12 GB RAM rzuca również interesujące światło na branżowe plotki. Wcześniejsze przecieki sugerowały, że podstawowy model nadchodzącego Pixela 11 zostanie „odchudzony” i otrzyma zaledwie 8 GB RAM. Jeśli wytyczne dla Gemini Intelligence nie ulegną zmianie, oznaczałoby to, że Google pozbawiłoby własnego flagowca dostępu do swoich kluczowych usług AI. Zatem dotychczasowe przecieki mogą być całkowicie chybione.

    Wszystko wskazuje na to, że pakiet Gemini Intelligence zadebiutuje oficjalnie pod koniec tego roku, a z nieoficjalnych doniesień wynika, że pierwszym urządzeniem wykorzystującym jego potencjał od razu po wyjęciu z pudełka będzie najpewniej nadchodzący Samsung Galaxy Z Fold 8.

    Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali

    #AI #Android #GeminiIntelligence #GeminiNano #Google #iMagazine #Pixel10 #Pixel9 #SamsungGalaxyS26 #smartfony #sztucznaInteligencja
  14. Gemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce

    Google niedawno, podczas wydarzenia The Android Show 2026, zaprezentowało nowe funkcje oparte na zaawansowanej sztucznej inteligencji, zebrane pod szyldem Gemini Intelligence.

    Obejmują one między innymi ulepszone automatyczne uzupełnianie, zaawansowane zamienianie mowy na tekst w klawiaturze Gboard (funkcja „Rambler”) oraz inteligentne generowanie widżetów. Okazuje się jednak, że dostęp do tych nowości będzie mocno ograniczony. Nawet posiadacze ubiegłorocznych urządzeń z najwyższej półki, takich jak Pixel 9 czy Galaxy Z Fold 7, mogą obejść się smakiem.

    Wyśrubowane wymagania sprzętowe

    Jak wynika z informacji opublikowanych przez Google w przypisach dla deweloperów, próg wejścia do ekosystemu Gemini Intelligence jest bardzo wysoki. Aby smartfon obsłużył nowe funkcje, musi spełniać szereg rygorystycznych kryteriów:

    • Wyposażenie w układ klasy flagowej oraz moduł AI Core.
    • Minimum 12 GB pamięci RAM.
    • Obsługa modelu Gemini Nano w wersji 3 (lub nowszej).
    • Gwarancja co najmniej 5 dużych aktualizacji systemu operacyjnego Android.
    • Gwarancja 6 lat aktualizacji zabezpieczeń (wydawanych co najmniej kwartalnie).
    • Spełnienie określonych norm jakościowych (m.in. rygorystyczny wskaźnik stabilności i braku awarii).

    Bariera oprogramowania: Gemini Nano v3

    Największą przeszkodą dla sprzętu obecnego na rynku jest wymóg obsługi modelu Gemini Nano w wersji 3. Zestawienie udostępnione przez Google na stronach dla deweloperów jasno pokazuje, że wsparcie dla tego standardu mają niemal wyłącznie smartfony z rocznika 2026.

    Wśród urządzeń obsługujących Nano v3 (i tym samym sprzętowo gotowych na Gemini Intelligence) znajdują się m.in.:

    • Google: seria Pixel 10 i Pixel 10 Pro Fold
    • Samsung: seria Galaxy S26
    • Inne: wybrane modele z serii OPPO Find X9, OnePlus 15, vivo X200 i X300

    Z kolei urządzenia, które na ten moment pozostały na starszej wersji Nano v2, to między innymi:

    • Google: seria Pixel 9 i Pixel 9 Pro Fold
    • Samsung: Galaxy Z Fold 7 i Z TriFold
    • Inne: Xiaomi z serii 15 i 17, OnePlus 13

    Oznacza to, że użytkownicy urządzeń, które miały premierę stosunkowo niedawno i nierzadko kosztowały ponad 5 tysięcy złotych, mogą nie otrzymać dostępu do najnowszego pakietu funkcji AI od Google. Pozostaje otwartą kwestią, czy firma zdecyduje się zaktualizować obsługę API Nano do wersji 3 w ubiegłorocznych flagowcach poprzez przyszłe uaktualnienia systemu, czy też jest to trwała blokada po stronie procesorów.

    Wymóg RAM-u a przecieki

    Wymóg minimum 12 GB RAM rzuca również interesujące światło na branżowe plotki. Wcześniejsze przecieki sugerowały, że podstawowy model nadchodzącego Pixela 11 zostanie „odchudzony” i otrzyma zaledwie 8 GB RAM. Jeśli wytyczne dla Gemini Intelligence nie ulegną zmianie, oznaczałoby to, że Google pozbawiłoby własnego flagowca dostępu do swoich kluczowych usług AI. Zatem dotychczasowe przecieki mogą być całkowicie chybione.

    Wszystko wskazuje na to, że pakiet Gemini Intelligence zadebiutuje oficjalnie pod koniec tego roku, a z nieoficjalnych doniesień wynika, że pierwszym urządzeniem wykorzystującym jego potencjał od razu po wyjęciu z pudełka będzie najpewniej nadchodzący Samsung Galaxy Z Fold 8.

    Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali

    #AI #Android #GeminiIntelligence #GeminiNano #Google #iMagazine #Pixel10 #Pixel9 #SamsungGalaxyS26 #smartfony #sztucznaInteligencja
  15. Gemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce

    Google niedawno, podczas wydarzenia The Android Show 2026, zaprezentowało nowe funkcje oparte na zaawansowanej sztucznej inteligencji, zebrane pod szyldem Gemini Intelligence.

    Obejmują one między innymi ulepszone automatyczne uzupełnianie, zaawansowane zamienianie mowy na tekst w klawiaturze Gboard (funkcja „Rambler”) oraz inteligentne generowanie widżetów. Okazuje się jednak, że dostęp do tych nowości będzie mocno ograniczony. Nawet posiadacze ubiegłorocznych urządzeń z najwyższej półki, takich jak Pixel 9 czy Galaxy Z Fold 7, mogą obejść się smakiem.

    Wyśrubowane wymagania sprzętowe

    Jak wynika z informacji opublikowanych przez Google w przypisach dla deweloperów, próg wejścia do ekosystemu Gemini Intelligence jest bardzo wysoki. Aby smartfon obsłużył nowe funkcje, musi spełniać szereg rygorystycznych kryteriów:

    • Wyposażenie w układ klasy flagowej oraz moduł AI Core.
    • Minimum 12 GB pamięci RAM.
    • Obsługa modelu Gemini Nano w wersji 3 (lub nowszej).
    • Gwarancja co najmniej 5 dużych aktualizacji systemu operacyjnego Android.
    • Gwarancja 6 lat aktualizacji zabezpieczeń (wydawanych co najmniej kwartalnie).
    • Spełnienie określonych norm jakościowych (m.in. rygorystyczny wskaźnik stabilności i braku awarii).

    Bariera oprogramowania: Gemini Nano v3

    Największą przeszkodą dla sprzętu obecnego na rynku jest wymóg obsługi modelu Gemini Nano w wersji 3. Zestawienie udostępnione przez Google na stronach dla deweloperów jasno pokazuje, że wsparcie dla tego standardu mają niemal wyłącznie smartfony z rocznika 2026.

    Wśród urządzeń obsługujących Nano v3 (i tym samym sprzętowo gotowych na Gemini Intelligence) znajdują się m.in.:

    • Google: seria Pixel 10 i Pixel 10 Pro Fold
    • Samsung: seria Galaxy S26
    • Inne: wybrane modele z serii OPPO Find X9, OnePlus 15, vivo X200 i X300

    Z kolei urządzenia, które na ten moment pozostały na starszej wersji Nano v2, to między innymi:

    • Google: seria Pixel 9 i Pixel 9 Pro Fold
    • Samsung: Galaxy Z Fold 7 i Z TriFold
    • Inne: Xiaomi z serii 15 i 17, OnePlus 13

    Oznacza to, że użytkownicy urządzeń, które miały premierę stosunkowo niedawno i nierzadko kosztowały ponad 5 tysięcy złotych, mogą nie otrzymać dostępu do najnowszego pakietu funkcji AI od Google. Pozostaje otwartą kwestią, czy firma zdecyduje się zaktualizować obsługę API Nano do wersji 3 w ubiegłorocznych flagowcach poprzez przyszłe uaktualnienia systemu, czy też jest to trwała blokada po stronie procesorów.

    Wymóg RAM-u a przecieki

    Wymóg minimum 12 GB RAM rzuca również interesujące światło na branżowe plotki. Wcześniejsze przecieki sugerowały, że podstawowy model nadchodzącego Pixela 11 zostanie „odchudzony” i otrzyma zaledwie 8 GB RAM. Jeśli wytyczne dla Gemini Intelligence nie ulegną zmianie, oznaczałoby to, że Google pozbawiłoby własnego flagowca dostępu do swoich kluczowych usług AI. Zatem dotychczasowe przecieki mogą być całkowicie chybione.

    Wszystko wskazuje na to, że pakiet Gemini Intelligence zadebiutuje oficjalnie pod koniec tego roku, a z nieoficjalnych doniesień wynika, że pierwszym urządzeniem wykorzystującym jego potencjał od razu po wyjęciu z pudełka będzie najpewniej nadchodzący Samsung Galaxy Z Fold 8.

    Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali

    #AI #Android #GeminiIntelligence #GeminiNano #Google #iMagazine #Pixel10 #Pixel9 #SamsungGalaxyS26 #smartfony #sztucznaInteligencja
  16. Gemini Intelligence nie dla każdego. Wysokie wymagania odetną ubiegłoroczne flagowce

    Google niedawno, podczas wydarzenia The Android Show 2026, zaprezentowało nowe funkcje oparte na zaawansowanej sztucznej inteligencji, zebrane pod szyldem Gemini Intelligence.

    Obejmują one między innymi ulepszone automatyczne uzupełnianie, zaawansowane zamienianie mowy na tekst w klawiaturze Gboard (funkcja „Rambler”) oraz inteligentne generowanie widżetów. Okazuje się jednak, że dostęp do tych nowości będzie mocno ograniczony. Nawet posiadacze ubiegłorocznych urządzeń z najwyższej półki, takich jak Pixel 9 czy Galaxy Z Fold 7, mogą obejść się smakiem.

    Wyśrubowane wymagania sprzętowe

    Jak wynika z informacji opublikowanych przez Google w przypisach dla deweloperów, próg wejścia do ekosystemu Gemini Intelligence jest bardzo wysoki. Aby smartfon obsłużył nowe funkcje, musi spełniać szereg rygorystycznych kryteriów:

    • Wyposażenie w układ klasy flagowej oraz moduł AI Core.
    • Minimum 12 GB pamięci RAM.
    • Obsługa modelu Gemini Nano w wersji 3 (lub nowszej).
    • Gwarancja co najmniej 5 dużych aktualizacji systemu operacyjnego Android.
    • Gwarancja 6 lat aktualizacji zabezpieczeń (wydawanych co najmniej kwartalnie).
    • Spełnienie określonych norm jakościowych (m.in. rygorystyczny wskaźnik stabilności i braku awarii).

    Bariera oprogramowania: Gemini Nano v3

    Największą przeszkodą dla sprzętu obecnego na rynku jest wymóg obsługi modelu Gemini Nano w wersji 3. Zestawienie udostępnione przez Google na stronach dla deweloperów jasno pokazuje, że wsparcie dla tego standardu mają niemal wyłącznie smartfony z rocznika 2026.

    Wśród urządzeń obsługujących Nano v3 (i tym samym sprzętowo gotowych na Gemini Intelligence) znajdują się m.in.:

    • Google: seria Pixel 10 i Pixel 10 Pro Fold
    • Samsung: seria Galaxy S26
    • Inne: wybrane modele z serii OPPO Find X9, OnePlus 15, vivo X200 i X300

    Z kolei urządzenia, które na ten moment pozostały na starszej wersji Nano v2, to między innymi:

    • Google: seria Pixel 9 i Pixel 9 Pro Fold
    • Samsung: Galaxy Z Fold 7 i Z TriFold
    • Inne: Xiaomi z serii 15 i 17, OnePlus 13

    Oznacza to, że użytkownicy urządzeń, które miały premierę stosunkowo niedawno i nierzadko kosztowały ponad 5 tysięcy złotych, mogą nie otrzymać dostępu do najnowszego pakietu funkcji AI od Google. Pozostaje otwartą kwestią, czy firma zdecyduje się zaktualizować obsługę API Nano do wersji 3 w ubiegłorocznych flagowcach poprzez przyszłe uaktualnienia systemu, czy też jest to trwała blokada po stronie procesorów.

    Wymóg RAM-u a przecieki

    Wymóg minimum 12 GB RAM rzuca również interesujące światło na branżowe plotki. Wcześniejsze przecieki sugerowały, że podstawowy model nadchodzącego Pixela 11 zostanie „odchudzony” i otrzyma zaledwie 8 GB RAM. Jeśli wytyczne dla Gemini Intelligence nie ulegną zmianie, oznaczałoby to, że Google pozbawiłoby własnego flagowca dostępu do swoich kluczowych usług AI. Zatem dotychczasowe przecieki mogą być całkowicie chybione.

    Wszystko wskazuje na to, że pakiet Gemini Intelligence zadebiutuje oficjalnie pod koniec tego roku, a z nieoficjalnych doniesień wynika, że pierwszym urządzeniem wykorzystującym jego potencjał od razu po wyjęciu z pudełka będzie najpewniej nadchodzący Samsung Galaxy Z Fold 8.

    Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali

    #AI #Android #GeminiIntelligence #GeminiNano #Google #iMagazine #Pixel10 #Pixel9 #SamsungGalaxyS26 #smartfony #sztucznaInteligencja
  17. Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali

    Zamiast czekać na jesienne premiery, Samsung odpala testy swojego najnowszego oprogramowania już teraz.

    Posiadacze flagowców z serii Galaxy S26 mogą na własnej skórze sprawdzić, jak zapowiada się interfejs One UI 9, zbudowany na fundamentach świeżego Androida 17. Co najważniejsze – Polska znalazła się na bardzo krótkiej liście krajów, które dostały dostęp do wersji beta w pierwszej kolejności.

    Koniec z chaosem w Szybkim Panelu

    Zmiany w nowej nakładce to nie tylko rzucenie okiem na kosmetykę. Koreańczycy postanowili wreszcie uporządkować Szybki Panel (Quick Panel), dając użytkownikom znacznie większą swobodę personalizacji.

    Od teraz suwaki jasności, głośności i kontrolki odtwarzacza multimediów można regulować całkowicie niezależnie od siebie. Dodano też nowe opcje skalowania elementów, więc jeśli kogoś irytował dotychczasowy układ powiadomień, teraz będzie mógł uszyć go idealnie pod własne przyzwyczajenia.

    Poprawiono także aplikację Samsung Notes, w której zaimplementowano zupełnie nowe narzędzia ułatwiające pracę kreatywną.

    Bezpieczeństwo i ułatwienia bez kompromisów

    Samsung mocno dokręca śrubę w kwestii ochrony naszych danych i to w sposób całkowicie bezpardonowy. One UI 9 wprowadza bardzo rygorystyczny mechanizm wykrywania aplikacji wysokiego ryzyka.

    System nie tylko ostrzega przed instalacją potencjalnie niebezpiecznego kodu, ale potrafi go wręcz zablokować na poziomie środowiska uruchomieniowego i automatycznie zarekomendować jego usunięcie.

    Ciekawie zapowiadają się również nowości ułatwiające dostępność, w tym funkcja Text Spotlight, która pozwala na wyraźne powiększenie i wyciągnięcie zaznaczonego tekstu do osobnego okna. To świetne rozwiązanie dla osób, które czytają na smartfonie długie artykuły lub dokumenty.

    Obecność Polski w elitarnym gronie zaledwie sześciu rynków testowych (obok m.in. USA, Korei, Niemiec i Wielkiej Brytanii) to dla nas znakomita wiadomość. Aby dołączyć do programu, wystarczy zarejestrować się przez aplikację Samsung Members.

    Trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek – to wciąż wersja beta, więc nie polecamy instalowania jej na urządzeniu, od którego zależy wasza codzienna praca i łączność ze światem. Producent zapowiada, że stabilna wersja One UI 9 zadebiutuje pod koniec roku wraz z nową generacją flagowców i przyniesie ze sobą potężną paczkę nowych funkcji Galaxy AI. Rozgrzewka z Androidem 17 właśnie się rozpoczęła, a jesień zapowiada się nadzwyczaj intensywnie.

    #aktualizacja #Android17 #GalaxyS26 #iMagazine #OneUI9 #OneUIBeta #Samsung #smartfony #technologia
  18. Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali

    Zamiast czekać na jesienne premiery, Samsung odpala testy swojego najnowszego oprogramowania już teraz.

    Posiadacze flagowców z serii Galaxy S26 mogą na własnej skórze sprawdzić, jak zapowiada się interfejs One UI 9, zbudowany na fundamentach świeżego Androida 17. Co najważniejsze – Polska znalazła się na bardzo krótkiej liście krajów, które dostały dostęp do wersji beta w pierwszej kolejności.

    Koniec z chaosem w Szybkim Panelu

    Zmiany w nowej nakładce to nie tylko rzucenie okiem na kosmetykę. Koreańczycy postanowili wreszcie uporządkować Szybki Panel (Quick Panel), dając użytkownikom znacznie większą swobodę personalizacji.

    Od teraz suwaki jasności, głośności i kontrolki odtwarzacza multimediów można regulować całkowicie niezależnie od siebie. Dodano też nowe opcje skalowania elementów, więc jeśli kogoś irytował dotychczasowy układ powiadomień, teraz będzie mógł uszyć go idealnie pod własne przyzwyczajenia.

    Poprawiono także aplikację Samsung Notes, w której zaimplementowano zupełnie nowe narzędzia ułatwiające pracę kreatywną.

    Bezpieczeństwo i ułatwienia bez kompromisów

    Samsung mocno dokręca śrubę w kwestii ochrony naszych danych i to w sposób całkowicie bezpardonowy. One UI 9 wprowadza bardzo rygorystyczny mechanizm wykrywania aplikacji wysokiego ryzyka.

    System nie tylko ostrzega przed instalacją potencjalnie niebezpiecznego kodu, ale potrafi go wręcz zablokować na poziomie środowiska uruchomieniowego i automatycznie zarekomendować jego usunięcie.

    Ciekawie zapowiadają się również nowości ułatwiające dostępność, w tym funkcja Text Spotlight, która pozwala na wyraźne powiększenie i wyciągnięcie zaznaczonego tekstu do osobnego okna. To świetne rozwiązanie dla osób, które czytają na smartfonie długie artykuły lub dokumenty.

    Obecność Polski w elitarnym gronie zaledwie sześciu rynków testowych (obok m.in. USA, Korei, Niemiec i Wielkiej Brytanii) to dla nas znakomita wiadomość. Aby dołączyć do programu, wystarczy zarejestrować się przez aplikację Samsung Members.

    Trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek – to wciąż wersja beta, więc nie polecamy instalowania jej na urządzeniu, od którego zależy wasza codzienna praca i łączność ze światem. Producent zapowiada, że stabilna wersja One UI 9 zadebiutuje pod koniec roku wraz z nową generacją flagowców i przyniesie ze sobą potężną paczkę nowych funkcji Galaxy AI. Rozgrzewka z Androidem 17 właśnie się rozpoczęła, a jesień zapowiada się nadzwyczaj intensywnie.

    #aktualizacja #Android17 #GalaxyS26 #iMagazine #OneUI9 #OneUIBeta #Samsung #smartfony #technologia
  19. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  20. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  21. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  22. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  23. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  24. Długie paznokcie i ekrany dotykowe to koszmar. Nowy lakier zamieni je w precyzyjny rysik

    Panowie raczej nie znają tego problemu, ale kobiety noszące sztuczne lub długie paznokcie – znają doskonale. Obsługa dotykowego ekranu w smartfonie bywa irytującym wyzwaniem.

    Użytkownicy zmuszeni są do nienaturalnego wyginania palców, by trafić w szkło opuszkami. Amerykańscy naukowcy znaleźli na to genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Stworzyli specjalny lakier, który „oszukuje” elektronikę i pozwala pisać po ekranie samym paznokciem.

    Jak oszukać ekran w smartfonie?

    Współczesne urządzenia mobilne pokryte są pod szkłem cienką warstwą przewodzącą, która generuje pole elektryczne. Dotknięcie panelu palcem zaburza to pole, co sprzęt odczytuje jako konkretne polecenie. Ponieważ naturalne i sztuczne paznokcie nie przewodzą prądu, ekrany całkowicie je ignorują.

    Naukowcy z Centenary College of Louisiana znaleźli sposób na obejście tej bariery. Dodali do zwykłego, bezbarwnego lakieru dwa związki chemiczne: etanoloaminę oraz taurynę. Mieszanka ta wykorzystuje naturalną chemię kwasowo-zasadową do skutecznego zaburzania pola elektrycznego wyświetlacza, w ułamku sekundy zamieniając paznokieć w funkcjonalny rysik.

    Innowacja, która wymaga jeszcze dopracowania

    Zaletą tego rozwiązania jest jego bezbarwna formuła, która pozwala na nałożenie powłoki na dowolny, gotowy manikiur. Zanim jednak produkt trafi na sklepowe półki i ułatwi życie posiadaczkom pięknych paznokci, badacze muszą wyeliminować kilka technologicznych przeszkód. Obecnie stężenie substancji aktywnych jest zbyt niskie, przez co w warunkach laboratoryjnych materiał musiał być nakładany bardzo grubymi warstwami, by w ogóle zadziałać.

    Dodatkowo innowacyjna warstwa dość szybko się ściera, a użyta w formule etanoloamina wykazuje lekką toksyczność, co na ten moment wyklucza ją z masowej produkcji konsumenckiej. To jednak dopiero początek drogi do rozwiązania problemu, który sami stworzyliśmy. Ekrany dotykowe opanowały nie tylko nasze kieszenie, ale też domowe systemy smart home i panele w samochodach. Ten niepozorny wynalazek amerykańskich chemików może w niedalekiej przyszłości ułatwić interakcję z otaczającym nas sprzętem.

    Koniec z wadliwym ekranem. Najmniejszy tablet Apple dostanie w tym roku rewolucyjną zmianę

    #CentenaryCollegeOfLouisiana #chemia #ekranyDotykowe #gadżety #innowacje #smartfony #technologieMobilne
  25. Długie paznokcie i ekrany dotykowe to koszmar. Nowy lakier zamieni je w precyzyjny rysik

    Panowie raczej nie znają tego problemu, ale kobiety noszące sztuczne lub długie paznokcie – znają doskonale. Obsługa dotykowego ekranu w smartfonie bywa irytującym wyzwaniem.

    Użytkownicy zmuszeni są do nienaturalnego wyginania palców, by trafić w szkło opuszkami. Amerykańscy naukowcy znaleźli na to genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Stworzyli specjalny lakier, który „oszukuje” elektronikę i pozwala pisać po ekranie samym paznokciem.

    Jak oszukać ekran w smartfonie?

    Współczesne urządzenia mobilne pokryte są pod szkłem cienką warstwą przewodzącą, która generuje pole elektryczne. Dotknięcie panelu palcem zaburza to pole, co sprzęt odczytuje jako konkretne polecenie. Ponieważ naturalne i sztuczne paznokcie nie przewodzą prądu, ekrany całkowicie je ignorują.

    Naukowcy z Centenary College of Louisiana znaleźli sposób na obejście tej bariery. Dodali do zwykłego, bezbarwnego lakieru dwa związki chemiczne: etanoloaminę oraz taurynę. Mieszanka ta wykorzystuje naturalną chemię kwasowo-zasadową do skutecznego zaburzania pola elektrycznego wyświetlacza, w ułamku sekundy zamieniając paznokieć w funkcjonalny rysik.

    Innowacja, która wymaga jeszcze dopracowania

    Zaletą tego rozwiązania jest jego bezbarwna formuła, która pozwala na nałożenie powłoki na dowolny, gotowy manikiur. Zanim jednak produkt trafi na sklepowe półki i ułatwi życie posiadaczkom pięknych paznokci, badacze muszą wyeliminować kilka technologicznych przeszkód. Obecnie stężenie substancji aktywnych jest zbyt niskie, przez co w warunkach laboratoryjnych materiał musiał być nakładany bardzo grubymi warstwami, by w ogóle zadziałać.

    Dodatkowo innowacyjna warstwa dość szybko się ściera, a użyta w formule etanoloamina wykazuje lekką toksyczność, co na ten moment wyklucza ją z masowej produkcji konsumenckiej. To jednak dopiero początek drogi do rozwiązania problemu, który sami stworzyliśmy. Ekrany dotykowe opanowały nie tylko nasze kieszenie, ale też domowe systemy smart home i panele w samochodach. Ten niepozorny wynalazek amerykańskich chemików może w niedalekiej przyszłości ułatwić interakcję z otaczającym nas sprzętem.

    Koniec z wadliwym ekranem. Najmniejszy tablet Apple dostanie w tym roku rewolucyjną zmianę

    #CentenaryCollegeOfLouisiana #chemia #ekranyDotykowe #gadżety #innowacje #smartfony #technologieMobilne
  26. Długie paznokcie i ekrany dotykowe to koszmar. Nowy lakier zamieni je w precyzyjny rysik

    Panowie raczej nie znają tego problemu, ale kobiety noszące sztuczne lub długie paznokcie – znają doskonale. Obsługa dotykowego ekranu w smartfonie bywa irytującym wyzwaniem.

    Użytkownicy zmuszeni są do nienaturalnego wyginania palców, by trafić w szkło opuszkami. Amerykańscy naukowcy znaleźli na to genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Stworzyli specjalny lakier, który „oszukuje” elektronikę i pozwala pisać po ekranie samym paznokciem.

    Jak oszukać ekran w smartfonie?

    Współczesne urządzenia mobilne pokryte są pod szkłem cienką warstwą przewodzącą, która generuje pole elektryczne. Dotknięcie panelu palcem zaburza to pole, co sprzęt odczytuje jako konkretne polecenie. Ponieważ naturalne i sztuczne paznokcie nie przewodzą prądu, ekrany całkowicie je ignorują.

    Naukowcy z Centenary College of Louisiana znaleźli sposób na obejście tej bariery. Dodali do zwykłego, bezbarwnego lakieru dwa związki chemiczne: etanoloaminę oraz taurynę. Mieszanka ta wykorzystuje naturalną chemię kwasowo-zasadową do skutecznego zaburzania pola elektrycznego wyświetlacza, w ułamku sekundy zamieniając paznokieć w funkcjonalny rysik.

    Innowacja, która wymaga jeszcze dopracowania

    Zaletą tego rozwiązania jest jego bezbarwna formuła, która pozwala na nałożenie powłoki na dowolny, gotowy manikiur. Zanim jednak produkt trafi na sklepowe półki i ułatwi życie posiadaczkom pięknych paznokci, badacze muszą wyeliminować kilka technologicznych przeszkód. Obecnie stężenie substancji aktywnych jest zbyt niskie, przez co w warunkach laboratoryjnych materiał musiał być nakładany bardzo grubymi warstwami, by w ogóle zadziałać.

    Dodatkowo innowacyjna warstwa dość szybko się ściera, a użyta w formule etanoloamina wykazuje lekką toksyczność, co na ten moment wyklucza ją z masowej produkcji konsumenckiej. To jednak dopiero początek drogi do rozwiązania problemu, który sami stworzyliśmy. Ekrany dotykowe opanowały nie tylko nasze kieszenie, ale też domowe systemy smart home i panele w samochodach. Ten niepozorny wynalazek amerykańskich chemików może w niedalekiej przyszłości ułatwić interakcję z otaczającym nas sprzętem.

    Koniec z wadliwym ekranem. Najmniejszy tablet Apple dostanie w tym roku rewolucyjną zmianę

    #CentenaryCollegeOfLouisiana #chemia #ekranyDotykowe #gadżety #innowacje #smartfony #technologieMobilne
  27. Długie paznokcie i ekrany dotykowe to koszmar. Nowy lakier zamieni je w precyzyjny rysik

    Panowie raczej nie znają tego problemu, ale kobiety noszące sztuczne lub długie paznokcie – znają doskonale. Obsługa dotykowego ekranu w smartfonie bywa irytującym wyzwaniem.

    Użytkownicy zmuszeni są do nienaturalnego wyginania palców, by trafić w szkło opuszkami. Amerykańscy naukowcy znaleźli na to genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Stworzyli specjalny lakier, który „oszukuje” elektronikę i pozwala pisać po ekranie samym paznokciem.

    Jak oszukać ekran w smartfonie?

    Współczesne urządzenia mobilne pokryte są pod szkłem cienką warstwą przewodzącą, która generuje pole elektryczne. Dotknięcie panelu palcem zaburza to pole, co sprzęt odczytuje jako konkretne polecenie. Ponieważ naturalne i sztuczne paznokcie nie przewodzą prądu, ekrany całkowicie je ignorują.

    Naukowcy z Centenary College of Louisiana znaleźli sposób na obejście tej bariery. Dodali do zwykłego, bezbarwnego lakieru dwa związki chemiczne: etanoloaminę oraz taurynę. Mieszanka ta wykorzystuje naturalną chemię kwasowo-zasadową do skutecznego zaburzania pola elektrycznego wyświetlacza, w ułamku sekundy zamieniając paznokieć w funkcjonalny rysik.

    Innowacja, która wymaga jeszcze dopracowania

    Zaletą tego rozwiązania jest jego bezbarwna formuła, która pozwala na nałożenie powłoki na dowolny, gotowy manikiur. Zanim jednak produkt trafi na sklepowe półki i ułatwi życie posiadaczkom pięknych paznokci, badacze muszą wyeliminować kilka technologicznych przeszkód. Obecnie stężenie substancji aktywnych jest zbyt niskie, przez co w warunkach laboratoryjnych materiał musiał być nakładany bardzo grubymi warstwami, by w ogóle zadziałać.

    Dodatkowo innowacyjna warstwa dość szybko się ściera, a użyta w formule etanoloamina wykazuje lekką toksyczność, co na ten moment wyklucza ją z masowej produkcji konsumenckiej. To jednak dopiero początek drogi do rozwiązania problemu, który sami stworzyliśmy. Ekrany dotykowe opanowały nie tylko nasze kieszenie, ale też domowe systemy smart home i panele w samochodach. Ten niepozorny wynalazek amerykańskich chemików może w niedalekiej przyszłości ułatwić interakcję z otaczającym nas sprzętem.

    Koniec z wadliwym ekranem. Najmniejszy tablet Apple dostanie w tym roku rewolucyjną zmianę

    #CentenaryCollegeOfLouisiana #chemia #ekranyDotykowe #gadżety #innowacje #smartfony #technologieMobilne
  28. Długie paznokcie i ekrany dotykowe to koszmar. Nowy lakier zamieni je w precyzyjny rysik

    Panowie raczej nie znają tego problemu, ale kobiety noszące sztuczne lub długie paznokcie – znają doskonale. Obsługa dotykowego ekranu w smartfonie bywa irytującym wyzwaniem.

    Użytkownicy zmuszeni są do nienaturalnego wyginania palców, by trafić w szkło opuszkami. Amerykańscy naukowcy znaleźli na to genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Stworzyli specjalny lakier, który „oszukuje” elektronikę i pozwala pisać po ekranie samym paznokciem.

    Jak oszukać ekran w smartfonie?

    Współczesne urządzenia mobilne pokryte są pod szkłem cienką warstwą przewodzącą, która generuje pole elektryczne. Dotknięcie panelu palcem zaburza to pole, co sprzęt odczytuje jako konkretne polecenie. Ponieważ naturalne i sztuczne paznokcie nie przewodzą prądu, ekrany całkowicie je ignorują.

    Naukowcy z Centenary College of Louisiana znaleźli sposób na obejście tej bariery. Dodali do zwykłego, bezbarwnego lakieru dwa związki chemiczne: etanoloaminę oraz taurynę. Mieszanka ta wykorzystuje naturalną chemię kwasowo-zasadową do skutecznego zaburzania pola elektrycznego wyświetlacza, w ułamku sekundy zamieniając paznokieć w funkcjonalny rysik.

    Innowacja, która wymaga jeszcze dopracowania

    Zaletą tego rozwiązania jest jego bezbarwna formuła, która pozwala na nałożenie powłoki na dowolny, gotowy manikiur. Zanim jednak produkt trafi na sklepowe półki i ułatwi życie posiadaczkom pięknych paznokci, badacze muszą wyeliminować kilka technologicznych przeszkód. Obecnie stężenie substancji aktywnych jest zbyt niskie, przez co w warunkach laboratoryjnych materiał musiał być nakładany bardzo grubymi warstwami, by w ogóle zadziałać.

    Dodatkowo innowacyjna warstwa dość szybko się ściera, a użyta w formule etanoloamina wykazuje lekką toksyczność, co na ten moment wyklucza ją z masowej produkcji konsumenckiej. To jednak dopiero początek drogi do rozwiązania problemu, który sami stworzyliśmy. Ekrany dotykowe opanowały nie tylko nasze kieszenie, ale też domowe systemy smart home i panele w samochodach. Ten niepozorny wynalazek amerykańskich chemików może w niedalekiej przyszłości ułatwić interakcję z otaczającym nas sprzętem.

    Koniec z wadliwym ekranem. Najmniejszy tablet Apple dostanie w tym roku rewolucyjną zmianę

    #CentenaryCollegeOfLouisiana #chemia #ekranyDotykowe #gadżety #innowacje #smartfony #technologieMobilne
  29. Bieg w 50 minut. Humanoidalny robot producenta smartfonów rozbija ludzki rekord w półmaratonie

    Rynek smartfonów powoli łapie zadyszkę, więc technologiczni giganci szukają nowych wyzwań.

    Chiński producent sprzętu mobilnego, Honor, udowadnia właśnie, że jego inżynierowie potrafią budować nie tylko telefony. Podczas półmaratonu w Pekinie stworzony przez nich humanoidalny robot o nazwie Flash dosłownie zmiażdżył ludzki rekord świata, pokonując dystans w zaledwie 50 minut.

    Wydarzenie zorganizowane w stolicy Chin, w którym ze względów bezpieczeństwa na oddzielnych pasach startowali zarówno ludzie, jak i maszyny, pokazało niesamowite tempo ewolucji w dziedzinie robotyki. Zwycięski robot przebiegł dystans ponad 21 kilometrów (13 mil) w czasie dokładnie 50 minut i 26 sekund.

    MWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca

    Dla perspektywy: Flash pobił oficjalny, ludzki rekord świata należący do Jacoba Kiplimo o blisko siedem minut, utrzymując średnie tempo poniżej 4 minut na milę (ok. 2,5 min/km). Co więcej, postęp technologiczny na przestrzeni zaledwie kilkunastu miesięcy jest wręcz astronomiczny – jeszcze w zeszłym roku zwycięski humanoid potrzebował na pokonanie tego samego dystansu niemal trzech godzin.

    Smartfony z nogami, czyli dlaczego Honor?

    Fakt, że całe podium półmaratonu zajęły maszyny zbudowane przez markę Honor (znaną do tej pory z produkcji telefonów i laptopów), wcale nie jest dziełem przypadku. Smartfony i roboty humanoidalne dzielą ze sobą kluczowe DNA sprzętowe: zaawansowane procesory, dziesiątki czujników, kamery oraz systemy zasilania.

    Jak tłumaczą przedstawiciele firmy, ich wieloletnie doświadczenie w sektorze elektroniki użytkowej – szczególnie w obszarach takich jak zarządzanie termiczne (chłodzenie małych układów), projektowanie lekkich konstrukcji oraz niezawodność sprzętowa – stanowi doskonały fundament do stabilizowania ruchu humanoidalnych maszyn. Honor nie ukrywa też swoich ambicji: ich docelowym punktem zainteresowania w dziedzinie robotyki jest masowy rynek konsumencki.

    Nowy wyścig zbrojeń w Dolinie Krzemowej i Shenzhen

    Sukces marki Honor to tylko wycinek znacznie szerszego, globalnego trendu. W swoim najnowszym planie pięcioletnim chiński rząd wprost wskazał rozwój robotów humanoidalnych jako jeden z głównych priorytetów gospodarczych.

    Zachód również nie zasypia gruszek w popiele. Z najnowszych przecieków wynika, że Apple, poszukując nowego „kolejnego wielkiego produktu” po premierze gogli Vision Pro, intensywnie rozwija projekt domowego robota w swoich laboratoriach w Cupertino. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższej dekadzie firmy, które dziś nosimy w kieszeniach, będą próbowały na stałe wejść do naszych salonów – tym razem dosłownie na własnych nogach.

    Roboty uczą się od siebie jak po zmianie smartfona

    #Apple #elektronikaKonsumencka #Honor #rekordświata #robotHumanoidalny #robotyka #smartfony #sztucznaInteligencja #technologie
  30. Bieg w 50 minut. Humanoidalny robot producenta smartfonów rozbija ludzki rekord w półmaratonie

    Rynek smartfonów powoli łapie zadyszkę, więc technologiczni giganci szukają nowych wyzwań.

    Chiński producent sprzętu mobilnego, Honor, udowadnia właśnie, że jego inżynierowie potrafią budować nie tylko telefony. Podczas półmaratonu w Pekinie stworzony przez nich humanoidalny robot o nazwie Flash dosłownie zmiażdżył ludzki rekord świata, pokonując dystans w zaledwie 50 minut.

    Wydarzenie zorganizowane w stolicy Chin, w którym ze względów bezpieczeństwa na oddzielnych pasach startowali zarówno ludzie, jak i maszyny, pokazało niesamowite tempo ewolucji w dziedzinie robotyki. Zwycięski robot przebiegł dystans ponad 21 kilometrów (13 mil) w czasie dokładnie 50 minut i 26 sekund.

    MWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca

    Dla perspektywy: Flash pobił oficjalny, ludzki rekord świata należący do Jacoba Kiplimo o blisko siedem minut, utrzymując średnie tempo poniżej 4 minut na milę (ok. 2,5 min/km). Co więcej, postęp technologiczny na przestrzeni zaledwie kilkunastu miesięcy jest wręcz astronomiczny – jeszcze w zeszłym roku zwycięski humanoid potrzebował na pokonanie tego samego dystansu niemal trzech godzin.

    Smartfony z nogami, czyli dlaczego Honor?

    Fakt, że całe podium półmaratonu zajęły maszyny zbudowane przez markę Honor (znaną do tej pory z produkcji telefonów i laptopów), wcale nie jest dziełem przypadku. Smartfony i roboty humanoidalne dzielą ze sobą kluczowe DNA sprzętowe: zaawansowane procesory, dziesiątki czujników, kamery oraz systemy zasilania.

    Jak tłumaczą przedstawiciele firmy, ich wieloletnie doświadczenie w sektorze elektroniki użytkowej – szczególnie w obszarach takich jak zarządzanie termiczne (chłodzenie małych układów), projektowanie lekkich konstrukcji oraz niezawodność sprzętowa – stanowi doskonały fundament do stabilizowania ruchu humanoidalnych maszyn. Honor nie ukrywa też swoich ambicji: ich docelowym punktem zainteresowania w dziedzinie robotyki jest masowy rynek konsumencki.

    Nowy wyścig zbrojeń w Dolinie Krzemowej i Shenzhen

    Sukces marki Honor to tylko wycinek znacznie szerszego, globalnego trendu. W swoim najnowszym planie pięcioletnim chiński rząd wprost wskazał rozwój robotów humanoidalnych jako jeden z głównych priorytetów gospodarczych.

    Zachód również nie zasypia gruszek w popiele. Z najnowszych przecieków wynika, że Apple, poszukując nowego „kolejnego wielkiego produktu” po premierze gogli Vision Pro, intensywnie rozwija projekt domowego robota w swoich laboratoriach w Cupertino. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższej dekadzie firmy, które dziś nosimy w kieszeniach, będą próbowały na stałe wejść do naszych salonów – tym razem dosłownie na własnych nogach.

    Roboty uczą się od siebie jak po zmianie smartfona

    #Apple #elektronikaKonsumencka #Honor #rekordświata #robotHumanoidalny #robotyka #smartfony #sztucznaInteligencja #technologie
  31. Bieg w 50 minut. Humanoidalny robot producenta smartfonów rozbija ludzki rekord w półmaratonie

    Rynek smartfonów powoli łapie zadyszkę, więc technologiczni giganci szukają nowych wyzwań.

    Chiński producent sprzętu mobilnego, Honor, udowadnia właśnie, że jego inżynierowie potrafią budować nie tylko telefony. Podczas półmaratonu w Pekinie stworzony przez nich humanoidalny robot o nazwie Flash dosłownie zmiażdżył ludzki rekord świata, pokonując dystans w zaledwie 50 minut.

    Wydarzenie zorganizowane w stolicy Chin, w którym ze względów bezpieczeństwa na oddzielnych pasach startowali zarówno ludzie, jak i maszyny, pokazało niesamowite tempo ewolucji w dziedzinie robotyki. Zwycięski robot przebiegł dystans ponad 21 kilometrów (13 mil) w czasie dokładnie 50 minut i 26 sekund.

    MWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca

    Dla perspektywy: Flash pobił oficjalny, ludzki rekord świata należący do Jacoba Kiplimo o blisko siedem minut, utrzymując średnie tempo poniżej 4 minut na milę (ok. 2,5 min/km). Co więcej, postęp technologiczny na przestrzeni zaledwie kilkunastu miesięcy jest wręcz astronomiczny – jeszcze w zeszłym roku zwycięski humanoid potrzebował na pokonanie tego samego dystansu niemal trzech godzin.

    Smartfony z nogami, czyli dlaczego Honor?

    Fakt, że całe podium półmaratonu zajęły maszyny zbudowane przez markę Honor (znaną do tej pory z produkcji telefonów i laptopów), wcale nie jest dziełem przypadku. Smartfony i roboty humanoidalne dzielą ze sobą kluczowe DNA sprzętowe: zaawansowane procesory, dziesiątki czujników, kamery oraz systemy zasilania.

    Jak tłumaczą przedstawiciele firmy, ich wieloletnie doświadczenie w sektorze elektroniki użytkowej – szczególnie w obszarach takich jak zarządzanie termiczne (chłodzenie małych układów), projektowanie lekkich konstrukcji oraz niezawodność sprzętowa – stanowi doskonały fundament do stabilizowania ruchu humanoidalnych maszyn. Honor nie ukrywa też swoich ambicji: ich docelowym punktem zainteresowania w dziedzinie robotyki jest masowy rynek konsumencki.

    Nowy wyścig zbrojeń w Dolinie Krzemowej i Shenzhen

    Sukces marki Honor to tylko wycinek znacznie szerszego, globalnego trendu. W swoim najnowszym planie pięcioletnim chiński rząd wprost wskazał rozwój robotów humanoidalnych jako jeden z głównych priorytetów gospodarczych.

    Zachód również nie zasypia gruszek w popiele. Z najnowszych przecieków wynika, że Apple, poszukując nowego „kolejnego wielkiego produktu” po premierze gogli Vision Pro, intensywnie rozwija projekt domowego robota w swoich laboratoriach w Cupertino. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższej dekadzie firmy, które dziś nosimy w kieszeniach, będą próbowały na stałe wejść do naszych salonów – tym razem dosłownie na własnych nogach.

    Roboty uczą się od siebie jak po zmianie smartfona

    #Apple #elektronikaKonsumencka #Honor #rekordświata #robotHumanoidalny #robotyka #smartfony #sztucznaInteligencja #technologie
  32. Bieg w 50 minut. Humanoidalny robot producenta smartfonów rozbija ludzki rekord w półmaratonie

    Rynek smartfonów powoli łapie zadyszkę, więc technologiczni giganci szukają nowych wyzwań.

    Chiński producent sprzętu mobilnego, Honor, udowadnia właśnie, że jego inżynierowie potrafią budować nie tylko telefony. Podczas półmaratonu w Pekinie stworzony przez nich humanoidalny robot o nazwie Flash dosłownie zmiażdżył ludzki rekord świata, pokonując dystans w zaledwie 50 minut.

    Wydarzenie zorganizowane w stolicy Chin, w którym ze względów bezpieczeństwa na oddzielnych pasach startowali zarówno ludzie, jak i maszyny, pokazało niesamowite tempo ewolucji w dziedzinie robotyki. Zwycięski robot przebiegł dystans ponad 21 kilometrów (13 mil) w czasie dokładnie 50 minut i 26 sekund.

    MWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca

    Dla perspektywy: Flash pobił oficjalny, ludzki rekord świata należący do Jacoba Kiplimo o blisko siedem minut, utrzymując średnie tempo poniżej 4 minut na milę (ok. 2,5 min/km). Co więcej, postęp technologiczny na przestrzeni zaledwie kilkunastu miesięcy jest wręcz astronomiczny – jeszcze w zeszłym roku zwycięski humanoid potrzebował na pokonanie tego samego dystansu niemal trzech godzin.

    Smartfony z nogami, czyli dlaczego Honor?

    Fakt, że całe podium półmaratonu zajęły maszyny zbudowane przez markę Honor (znaną do tej pory z produkcji telefonów i laptopów), wcale nie jest dziełem przypadku. Smartfony i roboty humanoidalne dzielą ze sobą kluczowe DNA sprzętowe: zaawansowane procesory, dziesiątki czujników, kamery oraz systemy zasilania.

    Jak tłumaczą przedstawiciele firmy, ich wieloletnie doświadczenie w sektorze elektroniki użytkowej – szczególnie w obszarach takich jak zarządzanie termiczne (chłodzenie małych układów), projektowanie lekkich konstrukcji oraz niezawodność sprzętowa – stanowi doskonały fundament do stabilizowania ruchu humanoidalnych maszyn. Honor nie ukrywa też swoich ambicji: ich docelowym punktem zainteresowania w dziedzinie robotyki jest masowy rynek konsumencki.

    Nowy wyścig zbrojeń w Dolinie Krzemowej i Shenzhen

    Sukces marki Honor to tylko wycinek znacznie szerszego, globalnego trendu. W swoim najnowszym planie pięcioletnim chiński rząd wprost wskazał rozwój robotów humanoidalnych jako jeden z głównych priorytetów gospodarczych.

    Zachód również nie zasypia gruszek w popiele. Z najnowszych przecieków wynika, że Apple, poszukując nowego „kolejnego wielkiego produktu” po premierze gogli Vision Pro, intensywnie rozwija projekt domowego robota w swoich laboratoriach w Cupertino. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższej dekadzie firmy, które dziś nosimy w kieszeniach, będą próbowały na stałe wejść do naszych salonów – tym razem dosłownie na własnych nogach.

    Roboty uczą się od siebie jak po zmianie smartfona

    #Apple #elektronikaKonsumencka #Honor #rekordświata #robotHumanoidalny #robotyka #smartfony #sztucznaInteligencja #technologie
  33. Bieg w 50 minut. Humanoidalny robot producenta smartfonów rozbija ludzki rekord w półmaratonie

    Rynek smartfonów powoli łapie zadyszkę, więc technologiczni giganci szukają nowych wyzwań.

    Chiński producent sprzętu mobilnego, Honor, udowadnia właśnie, że jego inżynierowie potrafią budować nie tylko telefony. Podczas półmaratonu w Pekinie stworzony przez nich humanoidalny robot o nazwie Flash dosłownie zmiażdżył ludzki rekord świata, pokonując dystans w zaledwie 50 minut.

    Wydarzenie zorganizowane w stolicy Chin, w którym ze względów bezpieczeństwa na oddzielnych pasach startowali zarówno ludzie, jak i maszyny, pokazało niesamowite tempo ewolucji w dziedzinie robotyki. Zwycięski robot przebiegł dystans ponad 21 kilometrów (13 mil) w czasie dokładnie 50 minut i 26 sekund.

    MWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca

    Dla perspektywy: Flash pobił oficjalny, ludzki rekord świata należący do Jacoba Kiplimo o blisko siedem minut, utrzymując średnie tempo poniżej 4 minut na milę (ok. 2,5 min/km). Co więcej, postęp technologiczny na przestrzeni zaledwie kilkunastu miesięcy jest wręcz astronomiczny – jeszcze w zeszłym roku zwycięski humanoid potrzebował na pokonanie tego samego dystansu niemal trzech godzin.

    Smartfony z nogami, czyli dlaczego Honor?

    Fakt, że całe podium półmaratonu zajęły maszyny zbudowane przez markę Honor (znaną do tej pory z produkcji telefonów i laptopów), wcale nie jest dziełem przypadku. Smartfony i roboty humanoidalne dzielą ze sobą kluczowe DNA sprzętowe: zaawansowane procesory, dziesiątki czujników, kamery oraz systemy zasilania.

    Jak tłumaczą przedstawiciele firmy, ich wieloletnie doświadczenie w sektorze elektroniki użytkowej – szczególnie w obszarach takich jak zarządzanie termiczne (chłodzenie małych układów), projektowanie lekkich konstrukcji oraz niezawodność sprzętowa – stanowi doskonały fundament do stabilizowania ruchu humanoidalnych maszyn. Honor nie ukrywa też swoich ambicji: ich docelowym punktem zainteresowania w dziedzinie robotyki jest masowy rynek konsumencki.

    Nowy wyścig zbrojeń w Dolinie Krzemowej i Shenzhen

    Sukces marki Honor to tylko wycinek znacznie szerszego, globalnego trendu. W swoim najnowszym planie pięcioletnim chiński rząd wprost wskazał rozwój robotów humanoidalnych jako jeden z głównych priorytetów gospodarczych.

    Zachód również nie zasypia gruszek w popiele. Z najnowszych przecieków wynika, że Apple, poszukując nowego „kolejnego wielkiego produktu” po premierze gogli Vision Pro, intensywnie rozwija projekt domowego robota w swoich laboratoriach w Cupertino. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższej dekadzie firmy, które dziś nosimy w kieszeniach, będą próbowały na stałe wejść do naszych salonów – tym razem dosłownie na własnych nogach.

    Roboty uczą się od siebie jak po zmianie smartfona

    #Apple #elektronikaKonsumencka #Honor #rekordświata #robotHumanoidalny #robotyka #smartfony #sztucznaInteligencja #technologie
  34. Technologia na wybiegu. Samsung promuje Galaxy S26 Ultra u boku Mirandy Priestly

    Po dwudziestu latach fani wielkiej mody i ostrego jak brzytwa humoru doczekali się kontynuacji kultowego filmu.

    „Diabeł ubiera się u Prady 2” trafia do kin, a Samsung sprytnie wykorzystuje tę premierę, by zaprezentować flagowe funkcje modelu Galaxy S26 Ultra w naturalnym dla tego tytułu, wysoce stresującym środowisku.

    Lecimy na Luft Tokyo z Galaxy S26 Ultra [wideo]

    Zamiast tradycyjnych, technicznych spotów reklamowych, koreański producent postawił na mocny crossover z Hollywood. Firma ogłosiła globalną współpracę z 20th Century Studios, której centralnym punktem jest prezentacja możliwości sztucznej inteligencji i aparatów wtopiona w uniwersum słynnego magazynu „Runway”.

    Sztuczna inteligencja jako tajna broń

    Osią kampanii jest seria materiałów wideo z udziałem Helen J. Shen, wcielającej się w nową postać – asystentkę Jin. Wypuszczony właśnie spot ukazuje, jak technologia może uratować sytuację, gdy legendarna (i bezlitosna) Miranda Priestly staje przed niespodziewanym kryzysem.

    Rozwiązaniem okazuje się znana z najnowszych smartfonów z Androidem funkcja Circle to Search with Google. W reklamowym scenariuszu to właśnie ona pełni rolę „tajnej broni”, pozwalającej na błyskawiczne wyszukiwanie informacji o elementach garderoby poprzez proste zakreślenie obiektu na ekranie Galaxy S26 Ultra. To ciekawy i nieźle zrealizowany sposób na pokazanie praktycznego zastosowania AI w branży kreatywnej, w której liczą się ułamki sekund i bezbłędne oko.

    Sztuczna inteligencja schodzi pod strzechy. Samsung Galaxy A57 oraz A37 oficjalnie w Polsce

    Kamery na czerwonym dywanie

    Współpraca obu marek wykracza jednak poza wyreżyserowane spoty. Podczas światowej premiery filmu, Samsung zorganizował akcję pod szyldem „Runway Cam #withGalaxy”, instalując swoje flagowce bezpośrednio na czerwonym dywanie. Akcja miała na celu zaprezentowanie w praktyce zaawansowanych możliwości fotograficznych i wideo modelu S26 Ultra, zwłaszcza w trudnych, dynamicznych warunkach oświetleniowych, pełnych błysków fleszy.

    Sam film „Diabeł ubiera się u Prady 2” zadebiutuje na wielkim ekranie już 1 maja. Do swoich kultowych ról po dwóch dekadach powracają Meryl Streep, Anne Hathaway, Emily Blunt oraz Stanley Tucci, ponownie przenosząc widzów do nowojorskiego świata wielkiej mody.

    #AI #diabełUbieraSięUPrady #GalaxyS26Ultra #kino #Samsung #smartfony
  35. Technologia na wybiegu. Samsung promuje Galaxy S26 Ultra u boku Mirandy Priestly

    Po dwudziestu latach fani wielkiej mody i ostrego jak brzytwa humoru doczekali się kontynuacji kultowego filmu.

    „Diabeł ubiera się u Prady 2” trafia do kin, a Samsung sprytnie wykorzystuje tę premierę, by zaprezentować flagowe funkcje modelu Galaxy S26 Ultra w naturalnym dla tego tytułu, wysoce stresującym środowisku.

    Lecimy na Luft Tokyo z Galaxy S26 Ultra [wideo]

    Zamiast tradycyjnych, technicznych spotów reklamowych, koreański producent postawił na mocny crossover z Hollywood. Firma ogłosiła globalną współpracę z 20th Century Studios, której centralnym punktem jest prezentacja możliwości sztucznej inteligencji i aparatów wtopiona w uniwersum słynnego magazynu „Runway”.

    Sztuczna inteligencja jako tajna broń

    Osią kampanii jest seria materiałów wideo z udziałem Helen J. Shen, wcielającej się w nową postać – asystentkę Jin. Wypuszczony właśnie spot ukazuje, jak technologia może uratować sytuację, gdy legendarna (i bezlitosna) Miranda Priestly staje przed niespodziewanym kryzysem.

    Rozwiązaniem okazuje się znana z najnowszych smartfonów z Androidem funkcja Circle to Search with Google. W reklamowym scenariuszu to właśnie ona pełni rolę „tajnej broni”, pozwalającej na błyskawiczne wyszukiwanie informacji o elementach garderoby poprzez proste zakreślenie obiektu na ekranie Galaxy S26 Ultra. To ciekawy i nieźle zrealizowany sposób na pokazanie praktycznego zastosowania AI w branży kreatywnej, w której liczą się ułamki sekund i bezbłędne oko.

    Sztuczna inteligencja schodzi pod strzechy. Samsung Galaxy A57 oraz A37 oficjalnie w Polsce

    Kamery na czerwonym dywanie

    Współpraca obu marek wykracza jednak poza wyreżyserowane spoty. Podczas światowej premiery filmu, Samsung zorganizował akcję pod szyldem „Runway Cam #withGalaxy”, instalując swoje flagowce bezpośrednio na czerwonym dywanie. Akcja miała na celu zaprezentowanie w praktyce zaawansowanych możliwości fotograficznych i wideo modelu S26 Ultra, zwłaszcza w trudnych, dynamicznych warunkach oświetleniowych, pełnych błysków fleszy.

    Sam film „Diabeł ubiera się u Prady 2” zadebiutuje na wielkim ekranie już 1 maja. Do swoich kultowych ról po dwóch dekadach powracają Meryl Streep, Anne Hathaway, Emily Blunt oraz Stanley Tucci, ponownie przenosząc widzów do nowojorskiego świata wielkiej mody.

    #AI #diabełUbieraSięUPrady #GalaxyS26Ultra #kino #Samsung #smartfony
  36. Technologia na wybiegu. Samsung promuje Galaxy S26 Ultra u boku Mirandy Priestly

    Po dwudziestu latach fani wielkiej mody i ostrego jak brzytwa humoru doczekali się kontynuacji kultowego filmu.

    „Diabeł ubiera się u Prady 2” trafia do kin, a Samsung sprytnie wykorzystuje tę premierę, by zaprezentować flagowe funkcje modelu Galaxy S26 Ultra w naturalnym dla tego tytułu, wysoce stresującym środowisku.

    Lecimy na Luft Tokyo z Galaxy S26 Ultra [wideo]

    Zamiast tradycyjnych, technicznych spotów reklamowych, koreański producent postawił na mocny crossover z Hollywood. Firma ogłosiła globalną współpracę z 20th Century Studios, której centralnym punktem jest prezentacja możliwości sztucznej inteligencji i aparatów wtopiona w uniwersum słynnego magazynu „Runway”.

    Sztuczna inteligencja jako tajna broń

    Osią kampanii jest seria materiałów wideo z udziałem Helen J. Shen, wcielającej się w nową postać – asystentkę Jin. Wypuszczony właśnie spot ukazuje, jak technologia może uratować sytuację, gdy legendarna (i bezlitosna) Miranda Priestly staje przed niespodziewanym kryzysem.

    Rozwiązaniem okazuje się znana z najnowszych smartfonów z Androidem funkcja Circle to Search with Google. W reklamowym scenariuszu to właśnie ona pełni rolę „tajnej broni”, pozwalającej na błyskawiczne wyszukiwanie informacji o elementach garderoby poprzez proste zakreślenie obiektu na ekranie Galaxy S26 Ultra. To ciekawy i nieźle zrealizowany sposób na pokazanie praktycznego zastosowania AI w branży kreatywnej, w której liczą się ułamki sekund i bezbłędne oko.

    Sztuczna inteligencja schodzi pod strzechy. Samsung Galaxy A57 oraz A37 oficjalnie w Polsce

    Kamery na czerwonym dywanie

    Współpraca obu marek wykracza jednak poza wyreżyserowane spoty. Podczas światowej premiery filmu, Samsung zorganizował akcję pod szyldem „Runway Cam #withGalaxy”, instalując swoje flagowce bezpośrednio na czerwonym dywanie. Akcja miała na celu zaprezentowanie w praktyce zaawansowanych możliwości fotograficznych i wideo modelu S26 Ultra, zwłaszcza w trudnych, dynamicznych warunkach oświetleniowych, pełnych błysków fleszy.

    Sam film „Diabeł ubiera się u Prady 2” zadebiutuje na wielkim ekranie już 1 maja. Do swoich kultowych ról po dwóch dekadach powracają Meryl Streep, Anne Hathaway, Emily Blunt oraz Stanley Tucci, ponownie przenosząc widzów do nowojorskiego świata wielkiej mody.

    #AI #diabełUbieraSięUPrady #GalaxyS26Ultra #kino #Samsung #smartfony
  37. Technologia na wybiegu. Samsung promuje Galaxy S26 Ultra u boku Mirandy Priestly

    Po dwudziestu latach fani wielkiej mody i ostrego jak brzytwa humoru doczekali się kontynuacji kultowego filmu.

    „Diabeł ubiera się u Prady 2” trafia do kin, a Samsung sprytnie wykorzystuje tę premierę, by zaprezentować flagowe funkcje modelu Galaxy S26 Ultra w naturalnym dla tego tytułu, wysoce stresującym środowisku.

    Lecimy na Luft Tokyo z Galaxy S26 Ultra [wideo]

    Zamiast tradycyjnych, technicznych spotów reklamowych, koreański producent postawił na mocny crossover z Hollywood. Firma ogłosiła globalną współpracę z 20th Century Studios, której centralnym punktem jest prezentacja możliwości sztucznej inteligencji i aparatów wtopiona w uniwersum słynnego magazynu „Runway”.

    Sztuczna inteligencja jako tajna broń

    Osią kampanii jest seria materiałów wideo z udziałem Helen J. Shen, wcielającej się w nową postać – asystentkę Jin. Wypuszczony właśnie spot ukazuje, jak technologia może uratować sytuację, gdy legendarna (i bezlitosna) Miranda Priestly staje przed niespodziewanym kryzysem.

    Rozwiązaniem okazuje się znana z najnowszych smartfonów z Androidem funkcja Circle to Search with Google. W reklamowym scenariuszu to właśnie ona pełni rolę „tajnej broni”, pozwalającej na błyskawiczne wyszukiwanie informacji o elementach garderoby poprzez proste zakreślenie obiektu na ekranie Galaxy S26 Ultra. To ciekawy i nieźle zrealizowany sposób na pokazanie praktycznego zastosowania AI w branży kreatywnej, w której liczą się ułamki sekund i bezbłędne oko.

    Sztuczna inteligencja schodzi pod strzechy. Samsung Galaxy A57 oraz A37 oficjalnie w Polsce

    Kamery na czerwonym dywanie

    Współpraca obu marek wykracza jednak poza wyreżyserowane spoty. Podczas światowej premiery filmu, Samsung zorganizował akcję pod szyldem „Runway Cam #withGalaxy”, instalując swoje flagowce bezpośrednio na czerwonym dywanie. Akcja miała na celu zaprezentowanie w praktyce zaawansowanych możliwości fotograficznych i wideo modelu S26 Ultra, zwłaszcza w trudnych, dynamicznych warunkach oświetleniowych, pełnych błysków fleszy.

    Sam film „Diabeł ubiera się u Prady 2” zadebiutuje na wielkim ekranie już 1 maja. Do swoich kultowych ról po dwóch dekadach powracają Meryl Streep, Anne Hathaway, Emily Blunt oraz Stanley Tucci, ponownie przenosząc widzów do nowojorskiego świata wielkiej mody.

    #AI #diabełUbieraSięUPrady #GalaxyS26Ultra #kino #Samsung #smartfony
  38. Technologia na wybiegu. Samsung promuje Galaxy S26 Ultra u boku Mirandy Priestly

    Po dwudziestu latach fani wielkiej mody i ostrego jak brzytwa humoru doczekali się kontynuacji kultowego filmu.

    „Diabeł ubiera się u Prady 2” trafia do kin, a Samsung sprytnie wykorzystuje tę premierę, by zaprezentować flagowe funkcje modelu Galaxy S26 Ultra w naturalnym dla tego tytułu, wysoce stresującym środowisku.

    Lecimy na Luft Tokyo z Galaxy S26 Ultra [wideo]

    Zamiast tradycyjnych, technicznych spotów reklamowych, koreański producent postawił na mocny crossover z Hollywood. Firma ogłosiła globalną współpracę z 20th Century Studios, której centralnym punktem jest prezentacja możliwości sztucznej inteligencji i aparatów wtopiona w uniwersum słynnego magazynu „Runway”.

    Sztuczna inteligencja jako tajna broń

    Osią kampanii jest seria materiałów wideo z udziałem Helen J. Shen, wcielającej się w nową postać – asystentkę Jin. Wypuszczony właśnie spot ukazuje, jak technologia może uratować sytuację, gdy legendarna (i bezlitosna) Miranda Priestly staje przed niespodziewanym kryzysem.

    Rozwiązaniem okazuje się znana z najnowszych smartfonów z Androidem funkcja Circle to Search with Google. W reklamowym scenariuszu to właśnie ona pełni rolę „tajnej broni”, pozwalającej na błyskawiczne wyszukiwanie informacji o elementach garderoby poprzez proste zakreślenie obiektu na ekranie Galaxy S26 Ultra. To ciekawy i nieźle zrealizowany sposób na pokazanie praktycznego zastosowania AI w branży kreatywnej, w której liczą się ułamki sekund i bezbłędne oko.

    Sztuczna inteligencja schodzi pod strzechy. Samsung Galaxy A57 oraz A37 oficjalnie w Polsce

    Kamery na czerwonym dywanie

    Współpraca obu marek wykracza jednak poza wyreżyserowane spoty. Podczas światowej premiery filmu, Samsung zorganizował akcję pod szyldem „Runway Cam #withGalaxy”, instalując swoje flagowce bezpośrednio na czerwonym dywanie. Akcja miała na celu zaprezentowanie w praktyce zaawansowanych możliwości fotograficznych i wideo modelu S26 Ultra, zwłaszcza w trudnych, dynamicznych warunkach oświetleniowych, pełnych błysków fleszy.

    Sam film „Diabeł ubiera się u Prady 2” zadebiutuje na wielkim ekranie już 1 maja. Do swoich kultowych ról po dwóch dekadach powracają Meryl Streep, Anne Hathaway, Emily Blunt oraz Stanley Tucci, ponownie przenosząc widzów do nowojorskiego świata wielkiej mody.

    #AI #diabełUbieraSięUPrady #GalaxyS26Ultra #kino #Samsung #smartfony
  39. 300 złotych premii za stary sprzęt. Samsung rusza z nową promocją na modele Galaxy A57 5G i A37 5G

    Średnia półka smartfonów doczekała się finansowego wsparcia na start.

    Samsung uruchomił kolejną odsłonę swojego Programu Odkup, tym razem skupiając się na najnowszych modelach ze średniego segmentu. Klienci, którzy zdecydują się na zakup Galaxy A57 5G lub Galaxy A37 5G i oddadzą swój dotychczasowy telefon, otrzymają gwarantowane 300 złotych premii doliczane do standardowej wyceny oddawanego urządzenia.

    Promocja potrwa do 10 maja 2026 roku i jest dostępna zarówno w oficjalnym sklepie producenta (oraz dedykowanej aplikacji Samsung Shop), jak i u autoryzowanych partnerów handlowych. Cały proces wyceny i utylizacji starego sprzętu realizowany jest we współpracy z zewnętrznym operatorem – firmą Foxway.

    Dwie ścieżki rozliczenia do wyboru

    Samsung oferuje użytkownikom dwa modele partycypacji w promocji. Pierwszy, tradycyjny, zakłada zwrot środków na wskazane konto bankowe po sfinalizowaniu zakupu i weryfikacji odesłanego sprzętu.

    Znacznie ciekawiej prezentuje się jednak opcja „Natychmiastowa korzyść!”. W tym wariancie wartość wycenianego smartfona (wraz z promocyjnym bonusem 300 zł) jest od razu odliczana od wartości koszyka w momencie zakupu nowego Galaxy A.

    Sztuczna inteligencja schodzi pod strzechy. Samsung Galaxy A57 oraz A37 oficjalnie w Polsce

    Jak wygląda proces krok po kroku?

    Procedura została maksymalnie uproszczona, aby użytkownik nie musiał wychodzić z domu:

    • Szacunkowa wycena: podczas zakupu nowego telefonu klient wypełnia formularz określający stan starego urządzenia.
    • Odbiór i wysyłka: po odebraniu nowej przesyłki użytkownik ma 7 dni na darmowe odesłanie starego telefonu do partnera programu, posługując się przesłaną na maila instrukcją.
    • Finalna weryfikacja: urządzenie trafia do firmy Foxway, gdzie jest sprawdzane pod kątem zgodności z deklaracją.

    Należy pamiętać o jednym istotnym szczególe przy wyborze wariantu z natychmiastową obniżką. Jeśli technicy stwierdzą, że stan odesłanego telefonu jest gorszy, niż zadeklarowano to w internetowym formularzu, różnica w wycenie zostanie automatycznie pobrana z karty kredytowej podanej podczas zakupów.

    W segmencie, w którym klienci wyjątkowo uważnie liczą każdą wydaną złotówkę, perspektywa obniżenia ceny startowej o kilkaset złotych za sprzęt zalegający w szufladzie może być decydującym argumentem przy wyborze nowego smartfona.

    #Android #Foxway #GalaxyA375G #GalaxyA575G #ProgramOdkup #promocjeTechnologiczne #Samsung #smartfony
  40. 300 złotych premii za stary sprzęt. Samsung rusza z nową promocją na modele Galaxy A57 5G i A37 5G

    Średnia półka smartfonów doczekała się finansowego wsparcia na start.

    Samsung uruchomił kolejną odsłonę swojego Programu Odkup, tym razem skupiając się na najnowszych modelach ze średniego segmentu. Klienci, którzy zdecydują się na zakup Galaxy A57 5G lub Galaxy A37 5G i oddadzą swój dotychczasowy telefon, otrzymają gwarantowane 300 złotych premii doliczane do standardowej wyceny oddawanego urządzenia.

    Promocja potrwa do 10 maja 2026 roku i jest dostępna zarówno w oficjalnym sklepie producenta (oraz dedykowanej aplikacji Samsung Shop), jak i u autoryzowanych partnerów handlowych. Cały proces wyceny i utylizacji starego sprzętu realizowany jest we współpracy z zewnętrznym operatorem – firmą Foxway.

    Dwie ścieżki rozliczenia do wyboru

    Samsung oferuje użytkownikom dwa modele partycypacji w promocji. Pierwszy, tradycyjny, zakłada zwrot środków na wskazane konto bankowe po sfinalizowaniu zakupu i weryfikacji odesłanego sprzętu.

    Znacznie ciekawiej prezentuje się jednak opcja „Natychmiastowa korzyść!”. W tym wariancie wartość wycenianego smartfona (wraz z promocyjnym bonusem 300 zł) jest od razu odliczana od wartości koszyka w momencie zakupu nowego Galaxy A.

    Sztuczna inteligencja schodzi pod strzechy. Samsung Galaxy A57 oraz A37 oficjalnie w Polsce

    Jak wygląda proces krok po kroku?

    Procedura została maksymalnie uproszczona, aby użytkownik nie musiał wychodzić z domu:

    • Szacunkowa wycena: podczas zakupu nowego telefonu klient wypełnia formularz określający stan starego urządzenia.
    • Odbiór i wysyłka: po odebraniu nowej przesyłki użytkownik ma 7 dni na darmowe odesłanie starego telefonu do partnera programu, posługując się przesłaną na maila instrukcją.
    • Finalna weryfikacja: urządzenie trafia do firmy Foxway, gdzie jest sprawdzane pod kątem zgodności z deklaracją.

    Należy pamiętać o jednym istotnym szczególe przy wyborze wariantu z natychmiastową obniżką. Jeśli technicy stwierdzą, że stan odesłanego telefonu jest gorszy, niż zadeklarowano to w internetowym formularzu, różnica w wycenie zostanie automatycznie pobrana z karty kredytowej podanej podczas zakupów.

    W segmencie, w którym klienci wyjątkowo uważnie liczą każdą wydaną złotówkę, perspektywa obniżenia ceny startowej o kilkaset złotych za sprzęt zalegający w szufladzie może być decydującym argumentem przy wyborze nowego smartfona.

    #Android #Foxway #GalaxyA375G #GalaxyA575G #ProgramOdkup #promocjeTechnologiczne #Samsung #smartfony
  41. Cięcia kosztów zamiast innowacji? Zaskakujące doniesienia w sprawie iPhone’a 18

    Zamiast windować cenę w górę, Apple może zdecydować się na niecodzienny ruch. Z najnowszych przecieków wynika, że bazowy wariant iPhone’a 18, który prawdopodobnie zadebiutuje wiosną 2027 roku, ma otrzymać uboższe podzespoły.

    Spodziewane cięcia miałyby objąć między innymi jakość ekranu i wydajność układu graficznego. Według plotek cel inżynierów z Cupertino jest jasny – upodobnić go technologicznie do tańszego wariantu „18e” i za wszelką cenę utrzymać dotychczasowy próg cenowy.

    Według informatora działającego w serwisie Weibo pod pseudonimem „Fixed Focus Digital”, firma wdraża drastyczne strategie kontroli kosztów produkcji. W przypadku standardowego iPhone’a 18 oszczędności mają dotknąć specyfikacji wyświetlacza, co mogłoby bezpośrednio przełożyć się na obniżenie parametrów obrazu względem poprzednika. Obecny na rynku model 17 oferuje technologię ProMotion oraz jasność sięgającą nawet 3000 nitów w trybach HDR. Ponieważ płynne odświeżanie było kluczowym ulepszeniem ubiegłego roku, analitycy spekulują, że regres uderzy w maksymalną jasność panelu. Informator twierdzi, że w tym wypadku zastosowane technologie produkcyjne wskazują na możliwy „krok wstecz”.

    Procesor pod ostrzałem księgowych

    Drugim obszarem podlegającym ewentualnej redukcji jest układ napędzający smartfona. Choć zarówno obecny iPhone 17, jak i jego tańsza wersja 17e korzystają z architektury procesora A19, wariant standardowy dysponuje 5-rdzeniowym układem graficznym (względem 4 rdzeni w wersji „e”). Według doniesień nowa rewizja chipu w iPhonie 18 może zostać okrojona o jeden rdzeń GPU. Co więcej, mówi się, że Apple zmodyfikuje nazewnictwo samego układu z serii A, co mogłoby skutecznie utrudnić bezpośrednie porównanie wydajności między generacjami.

    Wiarygodność źródła w tym wypadku jest oceniana wysoko – to samo konto trafnie potwierdziło utrzymanie klasycznego wcięcia (notcha) w modelu 17e, wbrew powszechnym plotkom wieszczącym tam wdrożenie Dynamic Island. Inżynieryjne testy walidacyjne (EVT) dla obu „osiemnastek” według przecieków wystartują równolegle w czerwcu tego roku.

    Nowy harmonogram premier

    Opisywana operacja idealnie wpisywałaby się w całkowicie nową, rozdzieloną strategię wydawniczą giganta. Jesienią podczas tradycyjnej konferencji zobaczylibyśmy wyłącznie urządzenia o najwyższej marży: iPhone’a 18 Pro, 18 Pro Max oraz zupełnie nowego, składanego smartfona, przewidywanego jako „iPhone Ultra”. Wersje przystępniejsze cenowo, czyli zaktualizowany 18e, wyczekiwany iPhone Air 2 oraz właśnie wspomniany, zubożony iPhone 18, trafią na półki sklepowe prawdopodobnie kilka miesięcy później, wiosną 2027 roku.

    Ewentualna decyzja o równaniu specyfikacji technicznej w dół pokazuje, jak dotkliwie rosnące koszty komponentów mogą wymuszać zmiany w portfolio firmy. Utrzymanie stałej ceny detalicznej, o której tak często wspomina Apple, tym razem może po prostu oznaczać kompromisy po stronie specyfikacji dla konsumenta końcowego.

    iPhone 18 Pro w czterech kolorach – kolejne potwierdzenie

    #Apple #iOS #iPhone18 #iPhone18e #nowościTechnologiczne #procesorASeries #przecieki #rynekMobilny #smartfony
  42. Cięcia kosztów zamiast innowacji? Zaskakujące doniesienia w sprawie iPhone’a 18

    Zamiast windować cenę w górę, Apple może zdecydować się na niecodzienny ruch. Z najnowszych przecieków wynika, że bazowy wariant iPhone’a 18, który prawdopodobnie zadebiutuje wiosną 2027 roku, ma otrzymać uboższe podzespoły.

    Spodziewane cięcia miałyby objąć między innymi jakość ekranu i wydajność układu graficznego. Według plotek cel inżynierów z Cupertino jest jasny – upodobnić go technologicznie do tańszego wariantu „18e” i za wszelką cenę utrzymać dotychczasowy próg cenowy.

    Według informatora działającego w serwisie Weibo pod pseudonimem „Fixed Focus Digital”, firma wdraża drastyczne strategie kontroli kosztów produkcji. W przypadku standardowego iPhone’a 18 oszczędności mają dotknąć specyfikacji wyświetlacza, co mogłoby bezpośrednio przełożyć się na obniżenie parametrów obrazu względem poprzednika. Obecny na rynku model 17 oferuje technologię ProMotion oraz jasność sięgającą nawet 3000 nitów w trybach HDR. Ponieważ płynne odświeżanie było kluczowym ulepszeniem ubiegłego roku, analitycy spekulują, że regres uderzy w maksymalną jasność panelu. Informator twierdzi, że w tym wypadku zastosowane technologie produkcyjne wskazują na możliwy „krok wstecz”.

    Procesor pod ostrzałem księgowych

    Drugim obszarem podlegającym ewentualnej redukcji jest układ napędzający smartfona. Choć zarówno obecny iPhone 17, jak i jego tańsza wersja 17e korzystają z architektury procesora A19, wariant standardowy dysponuje 5-rdzeniowym układem graficznym (względem 4 rdzeni w wersji „e”). Według doniesień nowa rewizja chipu w iPhonie 18 może zostać okrojona o jeden rdzeń GPU. Co więcej, mówi się, że Apple zmodyfikuje nazewnictwo samego układu z serii A, co mogłoby skutecznie utrudnić bezpośrednie porównanie wydajności między generacjami.

    Wiarygodność źródła w tym wypadku jest oceniana wysoko – to samo konto trafnie potwierdziło utrzymanie klasycznego wcięcia (notcha) w modelu 17e, wbrew powszechnym plotkom wieszczącym tam wdrożenie Dynamic Island. Inżynieryjne testy walidacyjne (EVT) dla obu „osiemnastek” według przecieków wystartują równolegle w czerwcu tego roku.

    Nowy harmonogram premier

    Opisywana operacja idealnie wpisywałaby się w całkowicie nową, rozdzieloną strategię wydawniczą giganta. Jesienią podczas tradycyjnej konferencji zobaczylibyśmy wyłącznie urządzenia o najwyższej marży: iPhone’a 18 Pro, 18 Pro Max oraz zupełnie nowego, składanego smartfona, przewidywanego jako „iPhone Ultra”. Wersje przystępniejsze cenowo, czyli zaktualizowany 18e, wyczekiwany iPhone Air 2 oraz właśnie wspomniany, zubożony iPhone 18, trafią na półki sklepowe prawdopodobnie kilka miesięcy później, wiosną 2027 roku.

    Ewentualna decyzja o równaniu specyfikacji technicznej w dół pokazuje, jak dotkliwie rosnące koszty komponentów mogą wymuszać zmiany w portfolio firmy. Utrzymanie stałej ceny detalicznej, o której tak często wspomina Apple, tym razem może po prostu oznaczać kompromisy po stronie specyfikacji dla konsumenta końcowego.

    iPhone 18 Pro w czterech kolorach – kolejne potwierdzenie

    #Apple #iOS #iPhone18 #iPhone18e #nowościTechnologiczne #procesorASeries #przecieki #rynekMobilny #smartfony
  43. Cięcia kosztów zamiast innowacji? Zaskakujące doniesienia w sprawie iPhone’a 18

    Zamiast windować cenę w górę, Apple może zdecydować się na niecodzienny ruch. Z najnowszych przecieków wynika, że bazowy wariant iPhone’a 18, który prawdopodobnie zadebiutuje wiosną 2027 roku, ma otrzymać uboższe podzespoły.

    Spodziewane cięcia miałyby objąć między innymi jakość ekranu i wydajność układu graficznego. Według plotek cel inżynierów z Cupertino jest jasny – upodobnić go technologicznie do tańszego wariantu „18e” i za wszelką cenę utrzymać dotychczasowy próg cenowy.

    Według informatora działającego w serwisie Weibo pod pseudonimem „Fixed Focus Digital”, firma wdraża drastyczne strategie kontroli kosztów produkcji. W przypadku standardowego iPhone’a 18 oszczędności mają dotknąć specyfikacji wyświetlacza, co mogłoby bezpośrednio przełożyć się na obniżenie parametrów obrazu względem poprzednika. Obecny na rynku model 17 oferuje technologię ProMotion oraz jasność sięgającą nawet 3000 nitów w trybach HDR. Ponieważ płynne odświeżanie było kluczowym ulepszeniem ubiegłego roku, analitycy spekulują, że regres uderzy w maksymalną jasność panelu. Informator twierdzi, że w tym wypadku zastosowane technologie produkcyjne wskazują na możliwy „krok wstecz”.

    Procesor pod ostrzałem księgowych

    Drugim obszarem podlegającym ewentualnej redukcji jest układ napędzający smartfona. Choć zarówno obecny iPhone 17, jak i jego tańsza wersja 17e korzystają z architektury procesora A19, wariant standardowy dysponuje 5-rdzeniowym układem graficznym (względem 4 rdzeni w wersji „e”). Według doniesień nowa rewizja chipu w iPhonie 18 może zostać okrojona o jeden rdzeń GPU. Co więcej, mówi się, że Apple zmodyfikuje nazewnictwo samego układu z serii A, co mogłoby skutecznie utrudnić bezpośrednie porównanie wydajności między generacjami.

    Wiarygodność źródła w tym wypadku jest oceniana wysoko – to samo konto trafnie potwierdziło utrzymanie klasycznego wcięcia (notcha) w modelu 17e, wbrew powszechnym plotkom wieszczącym tam wdrożenie Dynamic Island. Inżynieryjne testy walidacyjne (EVT) dla obu „osiemnastek” według przecieków wystartują równolegle w czerwcu tego roku.

    Nowy harmonogram premier

    Opisywana operacja idealnie wpisywałaby się w całkowicie nową, rozdzieloną strategię wydawniczą giganta. Jesienią podczas tradycyjnej konferencji zobaczylibyśmy wyłącznie urządzenia o najwyższej marży: iPhone’a 18 Pro, 18 Pro Max oraz zupełnie nowego, składanego smartfona, przewidywanego jako „iPhone Ultra”. Wersje przystępniejsze cenowo, czyli zaktualizowany 18e, wyczekiwany iPhone Air 2 oraz właśnie wspomniany, zubożony iPhone 18, trafią na półki sklepowe prawdopodobnie kilka miesięcy później, wiosną 2027 roku.

    Ewentualna decyzja o równaniu specyfikacji technicznej w dół pokazuje, jak dotkliwie rosnące koszty komponentów mogą wymuszać zmiany w portfolio firmy. Utrzymanie stałej ceny detalicznej, o której tak często wspomina Apple, tym razem może po prostu oznaczać kompromisy po stronie specyfikacji dla konsumenta końcowego.

    iPhone 18 Pro w czterech kolorach – kolejne potwierdzenie

    #Apple #iOS #iPhone18 #iPhone18e #nowościTechnologiczne #procesorASeries #przecieki #rynekMobilny #smartfony