home.social

#smartfony — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #smartfony, aggregated by home.social.

  1. Samsung wpuszcza Androida 17 na salony. One UI 9 beta debiutuje na Galaxy S26, a Polska jest w pierwszej fali

    Zamiast czekać na jesienne premiery, Samsung odpala testy swojego najnowszego oprogramowania już teraz.

    Posiadacze flagowców z serii Galaxy S26 mogą na własnej skórze sprawdzić, jak zapowiada się interfejs One UI 9, zbudowany na fundamentach świeżego Androida 17. Co najważniejsze – Polska znalazła się na bardzo krótkiej liście krajów, które dostały dostęp do wersji beta w pierwszej kolejności.

    Koniec z chaosem w Szybkim Panelu

    Zmiany w nowej nakładce to nie tylko rzucenie okiem na kosmetykę. Koreańczycy postanowili wreszcie uporządkować Szybki Panel (Quick Panel), dając użytkownikom znacznie większą swobodę personalizacji.

    Od teraz suwaki jasności, głośności i kontrolki odtwarzacza multimediów można regulować całkowicie niezależnie od siebie. Dodano też nowe opcje skalowania elementów, więc jeśli kogoś irytował dotychczasowy układ powiadomień, teraz będzie mógł uszyć go idealnie pod własne przyzwyczajenia.

    Poprawiono także aplikację Samsung Notes, w której zaimplementowano zupełnie nowe narzędzia ułatwiające pracę kreatywną.

    Bezpieczeństwo i ułatwienia bez kompromisów

    Samsung mocno dokręca śrubę w kwestii ochrony naszych danych i to w sposób całkowicie bezpardonowy. One UI 9 wprowadza bardzo rygorystyczny mechanizm wykrywania aplikacji wysokiego ryzyka.

    System nie tylko ostrzega przed instalacją potencjalnie niebezpiecznego kodu, ale potrafi go wręcz zablokować na poziomie środowiska uruchomieniowego i automatycznie zarekomendować jego usunięcie.

    Ciekawie zapowiadają się również nowości ułatwiające dostępność, w tym funkcja Text Spotlight, która pozwala na wyraźne powiększenie i wyciągnięcie zaznaczonego tekstu do osobnego okna. To świetne rozwiązanie dla osób, które czytają na smartfonie długie artykuły lub dokumenty.

    Obecność Polski w elitarnym gronie zaledwie sześciu rynków testowych (obok m.in. USA, Korei, Niemiec i Wielkiej Brytanii) to dla nas znakomita wiadomość. Aby dołączyć do programu, wystarczy zarejestrować się przez aplikację Samsung Members.

    Trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek – to wciąż wersja beta, więc nie polecamy instalowania jej na urządzeniu, od którego zależy wasza codzienna praca i łączność ze światem. Producent zapowiada, że stabilna wersja One UI 9 zadebiutuje pod koniec roku wraz z nową generacją flagowców i przyniesie ze sobą potężną paczkę nowych funkcji Galaxy AI. Rozgrzewka z Androidem 17 właśnie się rozpoczęła, a jesień zapowiada się nadzwyczaj intensywnie.

    #aktualizacja #Android17 #GalaxyS26 #iMagazine #OneUI9 #OneUIBeta #Samsung #smartfony #technologia
  2. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  3. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  4. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  5. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  6. Cyfrowa żelazna kurtyna. USA uderza w chińskie laboratoria, a my liczymy koszty

    Wojna handlowa na linii Waszyngton-Pekin wchodzi w nową, bardzo kosztowną fazę.

    Amerykańska komisja FCC (Federalna Komisja Łączności) ogłosiła właśnie projekt regulacji, który może wyeliminować chińskie laboratoria z procesu certyfikacji urządzeń elektronicznych. Choć decyzja zapadła za oceanem, jej skutki mogą być odczuwalne również w polskich salonach z elektroniką. Dlaczego? Bo giganci technologii (Apple, Samsung, Google, etc) mają globalne marże i łańcuchy dostaw.

    Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

    Koniec zaufania do chińskich mierników

    Problem jest prosty, ale jego skala ogromna. Obecnie około 75% urządzeń przeznaczonych na rynek USA przechodzi kluczowe testy emisji fal radiowych czy bezpieczeństwa baterii w laboratoriach zlokalizowanych w Chinach. FCC twierdzi jednak, że w 2026 roku nie można już ufać wynikom z kraju, który USA uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

    Przyjęty właśnie projekt regulacji otwiera 60-dniowy okres konsultacji społecznych. Jeśli zakaz wejdzie w życie, producenci tacy jak Apple czy Samsung będą musieli przenieść testy do „zaufanych” krajów – np. do Japonii, Wietnamu czy bezpośrednio do USA.

    Dlaczego to nas dotyczy?

    Choć FCC to organ amerykański, elektronika użytkowa to system naczyń połączonych. Nieoficjalne szacunki branżowe są bezlitosne: certyfikacja urządzenia w Chinach jest nawet kilkukrotnie tańsza niż w USA czy Europie. Niektórzy analitycy wskazują na różnice rzędu kilku tysięcy dolarów na każdym testowanym wariancie urządzenia.

    Ponieważ giganci tacy jak Apple czy Google operują na ujednoliconych marżach globalnych, istnieje realne ryzyko, że koszty „bezpiecznej certyfikacji” zostaną rozłożone na cenę końcową urządzeń na każdym rynku – również w Polsce.

    Bruksela idzie w ślady Waszyngtonu?

    Warto trzymać rękę na pulsie, bo podobne nastroje panują w Unii Europejskiej. Trwające właśnie (maj 2026) prace nad rewizją Cybersecurity Act (tzw. CSA2) zakładają wzmocnienie odporności łańcucha dostaw.

    Choć na razie Bruksela nie planuje tak radykalnych kroków jak całkowity ban na chińskie laboratoria, widać wyraźny trend ograniczania roli dostawców z krajów o „wysokim ryzyku”. Jeśli UE zdecyduje się choćby na częściowe zaostrzenie norm, polski rynek znajdzie się w samym centrum nowej, cyfrowej żelaznej kurtyny. Dla nas może to oznaczać nie tylko droższy sprzęt, ale i ryzyko zatorów w certyfikacji, a co za tym idzie – opóźnień w lokalnych premierach.

    Co dalej?

    Na razie mamy do czynienia z projektem i zbieraniem opinii od branży. Praktycznie oznacza to około dwuletni okres przejściowy wynikający z naturalnego cyklu życia produktów – iPhone’y czy Pixele już obecne na półkach nie muszą być certyfikowane ponownie. Prawdziwym sprawdzianem będą jednak jesienne premiery 2026 roku. Jeśli producenci nie zdążą z przebudową swoich systemów testowych, tegoroczne zakupy mogą być nie tylko trudniejsze, ale i wyraźnie droższe.

    #Apple #Bezpieczeństwo #certyfikacja #chiny #CybersecurityAct #FCC #iMagazineTech #iPhone18 #smartfony #wojnaHandlowa
  7. Długie paznokcie i ekrany dotykowe to koszmar. Nowy lakier zamieni je w precyzyjny rysik

    Panowie raczej nie znają tego problemu, ale kobiety noszące sztuczne lub długie paznokcie – znają doskonale. Obsługa dotykowego ekranu w smartfonie bywa irytującym wyzwaniem.

    Użytkownicy zmuszeni są do nienaturalnego wyginania palców, by trafić w szkło opuszkami. Amerykańscy naukowcy znaleźli na to genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Stworzyli specjalny lakier, który „oszukuje” elektronikę i pozwala pisać po ekranie samym paznokciem.

    Jak oszukać ekran w smartfonie?

    Współczesne urządzenia mobilne pokryte są pod szkłem cienką warstwą przewodzącą, która generuje pole elektryczne. Dotknięcie panelu palcem zaburza to pole, co sprzęt odczytuje jako konkretne polecenie. Ponieważ naturalne i sztuczne paznokcie nie przewodzą prądu, ekrany całkowicie je ignorują.

    Naukowcy z Centenary College of Louisiana znaleźli sposób na obejście tej bariery. Dodali do zwykłego, bezbarwnego lakieru dwa związki chemiczne: etanoloaminę oraz taurynę. Mieszanka ta wykorzystuje naturalną chemię kwasowo-zasadową do skutecznego zaburzania pola elektrycznego wyświetlacza, w ułamku sekundy zamieniając paznokieć w funkcjonalny rysik.

    Innowacja, która wymaga jeszcze dopracowania

    Zaletą tego rozwiązania jest jego bezbarwna formuła, która pozwala na nałożenie powłoki na dowolny, gotowy manikiur. Zanim jednak produkt trafi na sklepowe półki i ułatwi życie posiadaczkom pięknych paznokci, badacze muszą wyeliminować kilka technologicznych przeszkód. Obecnie stężenie substancji aktywnych jest zbyt niskie, przez co w warunkach laboratoryjnych materiał musiał być nakładany bardzo grubymi warstwami, by w ogóle zadziałać.

    Dodatkowo innowacyjna warstwa dość szybko się ściera, a użyta w formule etanoloamina wykazuje lekką toksyczność, co na ten moment wyklucza ją z masowej produkcji konsumenckiej. To jednak dopiero początek drogi do rozwiązania problemu, który sami stworzyliśmy. Ekrany dotykowe opanowały nie tylko nasze kieszenie, ale też domowe systemy smart home i panele w samochodach. Ten niepozorny wynalazek amerykańskich chemików może w niedalekiej przyszłości ułatwić interakcję z otaczającym nas sprzętem.

    Koniec z wadliwym ekranem. Najmniejszy tablet Apple dostanie w tym roku rewolucyjną zmianę

    #CentenaryCollegeOfLouisiana #chemia #ekranyDotykowe #gadżety #innowacje #smartfony #technologieMobilne
  8. Długie paznokcie i ekrany dotykowe to koszmar. Nowy lakier zamieni je w precyzyjny rysik

    Panowie raczej nie znają tego problemu, ale kobiety noszące sztuczne lub długie paznokcie – znają doskonale. Obsługa dotykowego ekranu w smartfonie bywa irytującym wyzwaniem.

    Użytkownicy zmuszeni są do nienaturalnego wyginania palców, by trafić w szkło opuszkami. Amerykańscy naukowcy znaleźli na to genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Stworzyli specjalny lakier, który „oszukuje” elektronikę i pozwala pisać po ekranie samym paznokciem.

    Jak oszukać ekran w smartfonie?

    Współczesne urządzenia mobilne pokryte są pod szkłem cienką warstwą przewodzącą, która generuje pole elektryczne. Dotknięcie panelu palcem zaburza to pole, co sprzęt odczytuje jako konkretne polecenie. Ponieważ naturalne i sztuczne paznokcie nie przewodzą prądu, ekrany całkowicie je ignorują.

    Naukowcy z Centenary College of Louisiana znaleźli sposób na obejście tej bariery. Dodali do zwykłego, bezbarwnego lakieru dwa związki chemiczne: etanoloaminę oraz taurynę. Mieszanka ta wykorzystuje naturalną chemię kwasowo-zasadową do skutecznego zaburzania pola elektrycznego wyświetlacza, w ułamku sekundy zamieniając paznokieć w funkcjonalny rysik.

    Innowacja, która wymaga jeszcze dopracowania

    Zaletą tego rozwiązania jest jego bezbarwna formuła, która pozwala na nałożenie powłoki na dowolny, gotowy manikiur. Zanim jednak produkt trafi na sklepowe półki i ułatwi życie posiadaczkom pięknych paznokci, badacze muszą wyeliminować kilka technologicznych przeszkód. Obecnie stężenie substancji aktywnych jest zbyt niskie, przez co w warunkach laboratoryjnych materiał musiał być nakładany bardzo grubymi warstwami, by w ogóle zadziałać.

    Dodatkowo innowacyjna warstwa dość szybko się ściera, a użyta w formule etanoloamina wykazuje lekką toksyczność, co na ten moment wyklucza ją z masowej produkcji konsumenckiej. To jednak dopiero początek drogi do rozwiązania problemu, który sami stworzyliśmy. Ekrany dotykowe opanowały nie tylko nasze kieszenie, ale też domowe systemy smart home i panele w samochodach. Ten niepozorny wynalazek amerykańskich chemików może w niedalekiej przyszłości ułatwić interakcję z otaczającym nas sprzętem.

    Koniec z wadliwym ekranem. Najmniejszy tablet Apple dostanie w tym roku rewolucyjną zmianę

    #CentenaryCollegeOfLouisiana #chemia #ekranyDotykowe #gadżety #innowacje #smartfony #technologieMobilne
  9. Długie paznokcie i ekrany dotykowe to koszmar. Nowy lakier zamieni je w precyzyjny rysik

    Panowie raczej nie znają tego problemu, ale kobiety noszące sztuczne lub długie paznokcie – znają doskonale. Obsługa dotykowego ekranu w smartfonie bywa irytującym wyzwaniem.

    Użytkownicy zmuszeni są do nienaturalnego wyginania palców, by trafić w szkło opuszkami. Amerykańscy naukowcy znaleźli na to genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Stworzyli specjalny lakier, który „oszukuje” elektronikę i pozwala pisać po ekranie samym paznokciem.

    Jak oszukać ekran w smartfonie?

    Współczesne urządzenia mobilne pokryte są pod szkłem cienką warstwą przewodzącą, która generuje pole elektryczne. Dotknięcie panelu palcem zaburza to pole, co sprzęt odczytuje jako konkretne polecenie. Ponieważ naturalne i sztuczne paznokcie nie przewodzą prądu, ekrany całkowicie je ignorują.

    Naukowcy z Centenary College of Louisiana znaleźli sposób na obejście tej bariery. Dodali do zwykłego, bezbarwnego lakieru dwa związki chemiczne: etanoloaminę oraz taurynę. Mieszanka ta wykorzystuje naturalną chemię kwasowo-zasadową do skutecznego zaburzania pola elektrycznego wyświetlacza, w ułamku sekundy zamieniając paznokieć w funkcjonalny rysik.

    Innowacja, która wymaga jeszcze dopracowania

    Zaletą tego rozwiązania jest jego bezbarwna formuła, która pozwala na nałożenie powłoki na dowolny, gotowy manikiur. Zanim jednak produkt trafi na sklepowe półki i ułatwi życie posiadaczkom pięknych paznokci, badacze muszą wyeliminować kilka technologicznych przeszkód. Obecnie stężenie substancji aktywnych jest zbyt niskie, przez co w warunkach laboratoryjnych materiał musiał być nakładany bardzo grubymi warstwami, by w ogóle zadziałać.

    Dodatkowo innowacyjna warstwa dość szybko się ściera, a użyta w formule etanoloamina wykazuje lekką toksyczność, co na ten moment wyklucza ją z masowej produkcji konsumenckiej. To jednak dopiero początek drogi do rozwiązania problemu, który sami stworzyliśmy. Ekrany dotykowe opanowały nie tylko nasze kieszenie, ale też domowe systemy smart home i panele w samochodach. Ten niepozorny wynalazek amerykańskich chemików może w niedalekiej przyszłości ułatwić interakcję z otaczającym nas sprzętem.

    Koniec z wadliwym ekranem. Najmniejszy tablet Apple dostanie w tym roku rewolucyjną zmianę

    #CentenaryCollegeOfLouisiana #chemia #ekranyDotykowe #gadżety #innowacje #smartfony #technologieMobilne
  10. Długie paznokcie i ekrany dotykowe to koszmar. Nowy lakier zamieni je w precyzyjny rysik

    Panowie raczej nie znają tego problemu, ale kobiety noszące sztuczne lub długie paznokcie – znają doskonale. Obsługa dotykowego ekranu w smartfonie bywa irytującym wyzwaniem.

    Użytkownicy zmuszeni są do nienaturalnego wyginania palców, by trafić w szkło opuszkami. Amerykańscy naukowcy znaleźli na to genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Stworzyli specjalny lakier, który „oszukuje” elektronikę i pozwala pisać po ekranie samym paznokciem.

    Jak oszukać ekran w smartfonie?

    Współczesne urządzenia mobilne pokryte są pod szkłem cienką warstwą przewodzącą, która generuje pole elektryczne. Dotknięcie panelu palcem zaburza to pole, co sprzęt odczytuje jako konkretne polecenie. Ponieważ naturalne i sztuczne paznokcie nie przewodzą prądu, ekrany całkowicie je ignorują.

    Naukowcy z Centenary College of Louisiana znaleźli sposób na obejście tej bariery. Dodali do zwykłego, bezbarwnego lakieru dwa związki chemiczne: etanoloaminę oraz taurynę. Mieszanka ta wykorzystuje naturalną chemię kwasowo-zasadową do skutecznego zaburzania pola elektrycznego wyświetlacza, w ułamku sekundy zamieniając paznokieć w funkcjonalny rysik.

    Innowacja, która wymaga jeszcze dopracowania

    Zaletą tego rozwiązania jest jego bezbarwna formuła, która pozwala na nałożenie powłoki na dowolny, gotowy manikiur. Zanim jednak produkt trafi na sklepowe półki i ułatwi życie posiadaczkom pięknych paznokci, badacze muszą wyeliminować kilka technologicznych przeszkód. Obecnie stężenie substancji aktywnych jest zbyt niskie, przez co w warunkach laboratoryjnych materiał musiał być nakładany bardzo grubymi warstwami, by w ogóle zadziałać.

    Dodatkowo innowacyjna warstwa dość szybko się ściera, a użyta w formule etanoloamina wykazuje lekką toksyczność, co na ten moment wyklucza ją z masowej produkcji konsumenckiej. To jednak dopiero początek drogi do rozwiązania problemu, który sami stworzyliśmy. Ekrany dotykowe opanowały nie tylko nasze kieszenie, ale też domowe systemy smart home i panele w samochodach. Ten niepozorny wynalazek amerykańskich chemików może w niedalekiej przyszłości ułatwić interakcję z otaczającym nas sprzętem.

    Koniec z wadliwym ekranem. Najmniejszy tablet Apple dostanie w tym roku rewolucyjną zmianę

    #CentenaryCollegeOfLouisiana #chemia #ekranyDotykowe #gadżety #innowacje #smartfony #technologieMobilne
  11. Bieg w 50 minut. Humanoidalny robot producenta smartfonów rozbija ludzki rekord w półmaratonie

    Rynek smartfonów powoli łapie zadyszkę, więc technologiczni giganci szukają nowych wyzwań.

    Chiński producent sprzętu mobilnego, Honor, udowadnia właśnie, że jego inżynierowie potrafią budować nie tylko telefony. Podczas półmaratonu w Pekinie stworzony przez nich humanoidalny robot o nazwie Flash dosłownie zmiażdżył ludzki rekord świata, pokonując dystans w zaledwie 50 minut.

    Wydarzenie zorganizowane w stolicy Chin, w którym ze względów bezpieczeństwa na oddzielnych pasach startowali zarówno ludzie, jak i maszyny, pokazało niesamowite tempo ewolucji w dziedzinie robotyki. Zwycięski robot przebiegł dystans ponad 21 kilometrów (13 mil) w czasie dokładnie 50 minut i 26 sekund.

    MWC 2026. HONOR ogłasza smartfon z wbudowanym gimbalem oraz nowego flagowca

    Dla perspektywy: Flash pobił oficjalny, ludzki rekord świata należący do Jacoba Kiplimo o blisko siedem minut, utrzymując średnie tempo poniżej 4 minut na milę (ok. 2,5 min/km). Co więcej, postęp technologiczny na przestrzeni zaledwie kilkunastu miesięcy jest wręcz astronomiczny – jeszcze w zeszłym roku zwycięski humanoid potrzebował na pokonanie tego samego dystansu niemal trzech godzin.

    Smartfony z nogami, czyli dlaczego Honor?

    Fakt, że całe podium półmaratonu zajęły maszyny zbudowane przez markę Honor (znaną do tej pory z produkcji telefonów i laptopów), wcale nie jest dziełem przypadku. Smartfony i roboty humanoidalne dzielą ze sobą kluczowe DNA sprzętowe: zaawansowane procesory, dziesiątki czujników, kamery oraz systemy zasilania.

    Jak tłumaczą przedstawiciele firmy, ich wieloletnie doświadczenie w sektorze elektroniki użytkowej – szczególnie w obszarach takich jak zarządzanie termiczne (chłodzenie małych układów), projektowanie lekkich konstrukcji oraz niezawodność sprzętowa – stanowi doskonały fundament do stabilizowania ruchu humanoidalnych maszyn. Honor nie ukrywa też swoich ambicji: ich docelowym punktem zainteresowania w dziedzinie robotyki jest masowy rynek konsumencki.

    Nowy wyścig zbrojeń w Dolinie Krzemowej i Shenzhen

    Sukces marki Honor to tylko wycinek znacznie szerszego, globalnego trendu. W swoim najnowszym planie pięcioletnim chiński rząd wprost wskazał rozwój robotów humanoidalnych jako jeden z głównych priorytetów gospodarczych.

    Zachód również nie zasypia gruszek w popiele. Z najnowszych przecieków wynika, że Apple, poszukując nowego „kolejnego wielkiego produktu” po premierze gogli Vision Pro, intensywnie rozwija projekt domowego robota w swoich laboratoriach w Cupertino. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższej dekadzie firmy, które dziś nosimy w kieszeniach, będą próbowały na stałe wejść do naszych salonów – tym razem dosłownie na własnych nogach.

    Roboty uczą się od siebie jak po zmianie smartfona

    #Apple #elektronikaKonsumencka #Honor #rekordświata #robotHumanoidalny #robotyka #smartfony #sztucznaInteligencja #technologie
  12. Technologia na wybiegu. Samsung promuje Galaxy S26 Ultra u boku Mirandy Priestly

    Po dwudziestu latach fani wielkiej mody i ostrego jak brzytwa humoru doczekali się kontynuacji kultowego filmu.

    „Diabeł ubiera się u Prady 2” trafia do kin, a Samsung sprytnie wykorzystuje tę premierę, by zaprezentować flagowe funkcje modelu Galaxy S26 Ultra w naturalnym dla tego tytułu, wysoce stresującym środowisku.

    Lecimy na Luft Tokyo z Galaxy S26 Ultra [wideo]

    Zamiast tradycyjnych, technicznych spotów reklamowych, koreański producent postawił na mocny crossover z Hollywood. Firma ogłosiła globalną współpracę z 20th Century Studios, której centralnym punktem jest prezentacja możliwości sztucznej inteligencji i aparatów wtopiona w uniwersum słynnego magazynu „Runway”.

    Sztuczna inteligencja jako tajna broń

    Osią kampanii jest seria materiałów wideo z udziałem Helen J. Shen, wcielającej się w nową postać – asystentkę Jin. Wypuszczony właśnie spot ukazuje, jak technologia może uratować sytuację, gdy legendarna (i bezlitosna) Miranda Priestly staje przed niespodziewanym kryzysem.

    Rozwiązaniem okazuje się znana z najnowszych smartfonów z Androidem funkcja Circle to Search with Google. W reklamowym scenariuszu to właśnie ona pełni rolę „tajnej broni”, pozwalającej na błyskawiczne wyszukiwanie informacji o elementach garderoby poprzez proste zakreślenie obiektu na ekranie Galaxy S26 Ultra. To ciekawy i nieźle zrealizowany sposób na pokazanie praktycznego zastosowania AI w branży kreatywnej, w której liczą się ułamki sekund i bezbłędne oko.

    Sztuczna inteligencja schodzi pod strzechy. Samsung Galaxy A57 oraz A37 oficjalnie w Polsce

    Kamery na czerwonym dywanie

    Współpraca obu marek wykracza jednak poza wyreżyserowane spoty. Podczas światowej premiery filmu, Samsung zorganizował akcję pod szyldem „Runway Cam #withGalaxy”, instalując swoje flagowce bezpośrednio na czerwonym dywanie. Akcja miała na celu zaprezentowanie w praktyce zaawansowanych możliwości fotograficznych i wideo modelu S26 Ultra, zwłaszcza w trudnych, dynamicznych warunkach oświetleniowych, pełnych błysków fleszy.

    Sam film „Diabeł ubiera się u Prady 2” zadebiutuje na wielkim ekranie już 1 maja. Do swoich kultowych ról po dwóch dekadach powracają Meryl Streep, Anne Hathaway, Emily Blunt oraz Stanley Tucci, ponownie przenosząc widzów do nowojorskiego świata wielkiej mody.

    #AI #diabełUbieraSięUPrady #GalaxyS26Ultra #kino #Samsung #smartfony
  13. 300 złotych premii za stary sprzęt. Samsung rusza z nową promocją na modele Galaxy A57 5G i A37 5G

    Średnia półka smartfonów doczekała się finansowego wsparcia na start.

    Samsung uruchomił kolejną odsłonę swojego Programu Odkup, tym razem skupiając się na najnowszych modelach ze średniego segmentu. Klienci, którzy zdecydują się na zakup Galaxy A57 5G lub Galaxy A37 5G i oddadzą swój dotychczasowy telefon, otrzymają gwarantowane 300 złotych premii doliczane do standardowej wyceny oddawanego urządzenia.

    Promocja potrwa do 10 maja 2026 roku i jest dostępna zarówno w oficjalnym sklepie producenta (oraz dedykowanej aplikacji Samsung Shop), jak i u autoryzowanych partnerów handlowych. Cały proces wyceny i utylizacji starego sprzętu realizowany jest we współpracy z zewnętrznym operatorem – firmą Foxway.

    Dwie ścieżki rozliczenia do wyboru

    Samsung oferuje użytkownikom dwa modele partycypacji w promocji. Pierwszy, tradycyjny, zakłada zwrot środków na wskazane konto bankowe po sfinalizowaniu zakupu i weryfikacji odesłanego sprzętu.

    Znacznie ciekawiej prezentuje się jednak opcja „Natychmiastowa korzyść!”. W tym wariancie wartość wycenianego smartfona (wraz z promocyjnym bonusem 300 zł) jest od razu odliczana od wartości koszyka w momencie zakupu nowego Galaxy A.

    Sztuczna inteligencja schodzi pod strzechy. Samsung Galaxy A57 oraz A37 oficjalnie w Polsce

    Jak wygląda proces krok po kroku?

    Procedura została maksymalnie uproszczona, aby użytkownik nie musiał wychodzić z domu:

    • Szacunkowa wycena: podczas zakupu nowego telefonu klient wypełnia formularz określający stan starego urządzenia.
    • Odbiór i wysyłka: po odebraniu nowej przesyłki użytkownik ma 7 dni na darmowe odesłanie starego telefonu do partnera programu, posługując się przesłaną na maila instrukcją.
    • Finalna weryfikacja: urządzenie trafia do firmy Foxway, gdzie jest sprawdzane pod kątem zgodności z deklaracją.

    Należy pamiętać o jednym istotnym szczególe przy wyborze wariantu z natychmiastową obniżką. Jeśli technicy stwierdzą, że stan odesłanego telefonu jest gorszy, niż zadeklarowano to w internetowym formularzu, różnica w wycenie zostanie automatycznie pobrana z karty kredytowej podanej podczas zakupów.

    W segmencie, w którym klienci wyjątkowo uważnie liczą każdą wydaną złotówkę, perspektywa obniżenia ceny startowej o kilkaset złotych za sprzęt zalegający w szufladzie może być decydującym argumentem przy wyborze nowego smartfona.

    #Android #Foxway #GalaxyA375G #GalaxyA575G #ProgramOdkup #promocjeTechnologiczne #Samsung #smartfony
  14. Cięcia kosztów zamiast innowacji? Zaskakujące doniesienia w sprawie iPhone’a 18

    Zamiast windować cenę w górę, Apple może zdecydować się na niecodzienny ruch. Z najnowszych przecieków wynika, że bazowy wariant iPhone’a 18, który prawdopodobnie zadebiutuje wiosną 2027 roku, ma otrzymać uboższe podzespoły.

    Spodziewane cięcia miałyby objąć między innymi jakość ekranu i wydajność układu graficznego. Według plotek cel inżynierów z Cupertino jest jasny – upodobnić go technologicznie do tańszego wariantu „18e” i za wszelką cenę utrzymać dotychczasowy próg cenowy.

    Według informatora działającego w serwisie Weibo pod pseudonimem „Fixed Focus Digital”, firma wdraża drastyczne strategie kontroli kosztów produkcji. W przypadku standardowego iPhone’a 18 oszczędności mają dotknąć specyfikacji wyświetlacza, co mogłoby bezpośrednio przełożyć się na obniżenie parametrów obrazu względem poprzednika. Obecny na rynku model 17 oferuje technologię ProMotion oraz jasność sięgającą nawet 3000 nitów w trybach HDR. Ponieważ płynne odświeżanie było kluczowym ulepszeniem ubiegłego roku, analitycy spekulują, że regres uderzy w maksymalną jasność panelu. Informator twierdzi, że w tym wypadku zastosowane technologie produkcyjne wskazują na możliwy „krok wstecz”.

    Procesor pod ostrzałem księgowych

    Drugim obszarem podlegającym ewentualnej redukcji jest układ napędzający smartfona. Choć zarówno obecny iPhone 17, jak i jego tańsza wersja 17e korzystają z architektury procesora A19, wariant standardowy dysponuje 5-rdzeniowym układem graficznym (względem 4 rdzeni w wersji „e”). Według doniesień nowa rewizja chipu w iPhonie 18 może zostać okrojona o jeden rdzeń GPU. Co więcej, mówi się, że Apple zmodyfikuje nazewnictwo samego układu z serii A, co mogłoby skutecznie utrudnić bezpośrednie porównanie wydajności między generacjami.

    Wiarygodność źródła w tym wypadku jest oceniana wysoko – to samo konto trafnie potwierdziło utrzymanie klasycznego wcięcia (notcha) w modelu 17e, wbrew powszechnym plotkom wieszczącym tam wdrożenie Dynamic Island. Inżynieryjne testy walidacyjne (EVT) dla obu „osiemnastek” według przecieków wystartują równolegle w czerwcu tego roku.

    Nowy harmonogram premier

    Opisywana operacja idealnie wpisywałaby się w całkowicie nową, rozdzieloną strategię wydawniczą giganta. Jesienią podczas tradycyjnej konferencji zobaczylibyśmy wyłącznie urządzenia o najwyższej marży: iPhone’a 18 Pro, 18 Pro Max oraz zupełnie nowego, składanego smartfona, przewidywanego jako „iPhone Ultra”. Wersje przystępniejsze cenowo, czyli zaktualizowany 18e, wyczekiwany iPhone Air 2 oraz właśnie wspomniany, zubożony iPhone 18, trafią na półki sklepowe prawdopodobnie kilka miesięcy później, wiosną 2027 roku.

    Ewentualna decyzja o równaniu specyfikacji technicznej w dół pokazuje, jak dotkliwie rosnące koszty komponentów mogą wymuszać zmiany w portfolio firmy. Utrzymanie stałej ceny detalicznej, o której tak często wspomina Apple, tym razem może po prostu oznaczać kompromisy po stronie specyfikacji dla konsumenta końcowego.

    iPhone 18 Pro w czterech kolorach – kolejne potwierdzenie

    #Apple #iOS #iPhone18 #iPhone18e #nowościTechnologiczne #procesorASeries #przecieki #rynekMobilny #smartfony
  15. Wytnij irytujący hałas na żywo. Audio Eraser w Galaxy S26 przenosi miksowanie do kieszeni

    Wyciszanie otoczenia w smartfonach z serii Galaxy S26 to definitywne pożegnanie z uciążliwym tłem.

    Samsung wyciąga technologię Galaxy AI z postprodukcji prosto do odtwarzacza, pozwalając na filtrowanie audio na żywo. W praktyce przenosi to podstawowe narzędzia miksu dźwięku prosto do Twojej kieszeni.

    Funkcja Audio Eraser zadebiutowała w modelach Galaxy S25 jako narzędzie przeznaczone wyłącznie do obróbki nagranych wcześniej materiałów. W najnowszej serii, obejmującej smartfony Galaxy S26, S26+ oraz S26 Ultra, oprogramowanie po raz pierwszy analizuje strumień w czasie rzeczywistym. Sztuczna inteligencja separuje ścieżkę dźwiękową dokładnie w momencie odbioru transmisji. To funkcja, do której jeszcze niedawno potrzebowaliśmy profesjonalnych programów typu DAW, a dziś działa w locie na mobilnym procesorze.

    Sześć warstw dźwięku, ale skuteczność zależna od źródła

    Dla osób tworzących treści, system oferuje sporą swobodę. Narzędzie pozwala rozdzielić scenerię audio na sześć niezależnych warstw: głos, muzyka, wiatr, przyroda, tłum oraz pozostałe. Dzięki temu można precyzyjnie wzmacniać lub tłumić wybrane dźwięki, miksując elementy na bieżąco.

    Producent deklaruje działanie bez opóźnień, ale w tym miejscu warto zachować zdrowy redakcyjny dystans. Fizyki i ograniczeń małych mikrofonów nie da się w pełni oszukać. Nawet sam Samsung w drobnym druczku zastrzega, że skuteczność zależy od rodzaju nagrania, a dokładność wycinania poszczególnych pasm po prostu nie jest gwarantowana.

    Pełna kontrola pod jednym palcem

    Dostęp do nowej funkcji zaprojektowano z myślą o szybkiej obsłudze. Regulacja odbywa się bezpośrednio w Panelu szybkiego sterowania, bez pauzowania oglądanej treści. Po aktywacji użytkownik otrzymuje do dyspozycji:

    • Suwak „Siła” (Strength) do ręcznego, precyzyjnego dopasowania poziomu redukcji niepożądanych zakłóceń z otoczenia.
    • Tryb „Uwypuklenie głosów” (Voice Focus), by natychmiast podbić dialogi podczas transmisji na żywo.

    Gdzie to rozwiązanie sprawdzi się najlepiej?

    • Podczas wirtualnych koncertów: można zachować warstwę muzyki i głosu, wyciszając irytujący ryk tłumu, aby skupić się na występie.
    • Przy tworzeniu treści do sieci: twórcy mogą łatwo balansować dialog z tłem za pomocą intuicyjnego suwaka.
    • W zatłoczonych miejscach: nagrywając materiały w hałaśliwych przestrzeniach, obniżenie poziomu warstwy tłumu pozwoli na uratowanie wypowiedzi na pierwszym planie.

    7 lat aktualizacji i brak odblasków. Samsung trafia w realne problemy użytkowników

    #AudioEraser #edycjaDźwięku #GalaxyAI #nowościTechnologiczne #SamsungGalaxyS26 #smartfony #usuwanieDźwięku #VoiceFocus
  16. 178 m² technologii i prywatność w smartfonie. Samsung otwiera duży salon w Lublinie

    Mieszkańcy wschodniej Polski przez lata musieli zadowalać się zakupami w sieci lub wycieczkami do stolicy, by przetestować flagowe sprzęty Koreańczyków na żywo. To właśnie uległo zmianie.

    W lubelskiej Galerii Vivo! otwarto oficjalny Brand Store, który jest jednym z największych salonów marki w kraju. Oprócz sporej przestrzeni testowej, firma przywiozła ze sobą nową funkcję ochrony prywatności dla smartfonów oraz mocną promocję na start.

    Drugi największy salon w kraju

    Nowy punkt na mapie Lublina to nie jest kolejny ciasny kiosk w pasażu. To przestrzeń o powierzchni 178 metrów kwadratowych, co czyni go drugim co do wielkości sklepem Samsunga w Polsce, ustępującym tylko placówce w warszawskiej Arkadii. Celem takiego metrażu jest przede wszystkim możliwość swobodnego sprawdzenia sprzętu w praktyce. Na miejscu znajdziemy pełną ofertę producenta – od najnowszych smartfonów i tabletów, przez zegarki, aż po zaawansowane systemy audio.

    Privacy Display – funkcja dla ceniących prywatność

    W centrum uwagi lubelskiego otwarcia znajduje się flagowy Galaxy S26 Ultra. Samsung mocno eksponuje w nim nową funkcję Privacy Display. To rozwiązanie, które chroni wyświetlane treści przed wścibskimi spojrzeniami osób postronnych – kąty widzenia są tak dobrane, by treść była czytelna tylko dla osoby trzymającej telefon prostopadle przed twarzą. To przydatny dodatek dla każdego, kto często pracuje na wrażliwych danych w pociągu czy kawiarni.

    Samsung Galaxy S26 Ultra chroni prywatność. Wyświetlacz odporny na podglądanie

    Darmowe słuchawki na start (kto pierwszy, ten lepszy)

    Sklep kusi też konkretną ofertą powitalną, która potrwa do 30 kwietnia. Wybierając topowe urządzenia (m.in. serię Galaxy S26, Galaxy Fold7, Flip7 czy tablety Tab S11), klienci mogą otrzymać w prezencie słuchawki Galaxy Buds 3 Pro. Z kolei przy zakupie modeli z popularnej serii Galaxy A, producent dorzuca słuchawki Galaxy Buds 3.

    Warto jednak nie zwlekać z wizytą – pula prezentów jest ograniczona do 100 sztuk na każdą z tych kategorii, więc decyduje kolejność zgłoszeń w salonie.

    #amsung #BrandStore #GalaxyBuds3Pro #GalaxyS26Ultra #GaleriaVivo #Lublin #PrivacyDisplay #promocjaSamsung #smartfony
  17. 178 m² technologii i prywatność w smartfonie. Samsung otwiera duży salon w Lublinie

    Mieszkańcy wschodniej Polski przez lata musieli zadowalać się zakupami w sieci lub wycieczkami do stolicy, by przetestować flagowe sprzęty Koreańczyków na żywo. To właśnie uległo zmianie.

    W lubelskiej Galerii Vivo! otwarto oficjalny Brand Store, który jest jednym z największych salonów marki w kraju. Oprócz sporej przestrzeni testowej, firma przywiozła ze sobą nową funkcję ochrony prywatności dla smartfonów oraz mocną promocję na start.

    Drugi największy salon w kraju

    Nowy punkt na mapie Lublina to nie jest kolejny ciasny kiosk w pasażu. To przestrzeń o powierzchni 178 metrów kwadratowych, co czyni go drugim co do wielkości sklepem Samsunga w Polsce, ustępującym tylko placówce w warszawskiej Arkadii. Celem takiego metrażu jest przede wszystkim możliwość swobodnego sprawdzenia sprzętu w praktyce. Na miejscu znajdziemy pełną ofertę producenta – od najnowszych smartfonów i tabletów, przez zegarki, aż po zaawansowane systemy audio.

    Privacy Display – funkcja dla ceniących prywatność

    W centrum uwagi lubelskiego otwarcia znajduje się flagowy Galaxy S26 Ultra. Samsung mocno eksponuje w nim nową funkcję Privacy Display. To rozwiązanie, które chroni wyświetlane treści przed wścibskimi spojrzeniami osób postronnych – kąty widzenia są tak dobrane, by treść była czytelna tylko dla osoby trzymającej telefon prostopadle przed twarzą. To przydatny dodatek dla każdego, kto często pracuje na wrażliwych danych w pociągu czy kawiarni.

    Samsung Galaxy S26 Ultra chroni prywatność. Wyświetlacz odporny na podglądanie

    Darmowe słuchawki na start (kto pierwszy, ten lepszy)

    Sklep kusi też konkretną ofertą powitalną, która potrwa do 30 kwietnia. Wybierając topowe urządzenia (m.in. serię Galaxy S26, Galaxy Fold7, Flip7 czy tablety Tab S11), klienci mogą otrzymać w prezencie słuchawki Galaxy Buds 3 Pro. Z kolei przy zakupie modeli z popularnej serii Galaxy A, producent dorzuca słuchawki Galaxy Buds 3.

    Warto jednak nie zwlekać z wizytą – pula prezentów jest ograniczona do 100 sztuk na każdą z tych kategorii, więc decyduje kolejność zgłoszeń w salonie.

    #amsung #BrandStore #GalaxyBuds3Pro #GalaxyS26Ultra #GaleriaVivo #Lublin #PrivacyDisplay #promocjaSamsung #smartfony
  18. 178 m² technologii i prywatność w smartfonie. Samsung otwiera duży salon w Lublinie

    Mieszkańcy wschodniej Polski przez lata musieli zadowalać się zakupami w sieci lub wycieczkami do stolicy, by przetestować flagowe sprzęty Koreańczyków na żywo. To właśnie uległo zmianie.

    W lubelskiej Galerii Vivo! otwarto oficjalny Brand Store, który jest jednym z największych salonów marki w kraju. Oprócz sporej przestrzeni testowej, firma przywiozła ze sobą nową funkcję ochrony prywatności dla smartfonów oraz mocną promocję na start.

    Drugi największy salon w kraju

    Nowy punkt na mapie Lublina to nie jest kolejny ciasny kiosk w pasażu. To przestrzeń o powierzchni 178 metrów kwadratowych, co czyni go drugim co do wielkości sklepem Samsunga w Polsce, ustępującym tylko placówce w warszawskiej Arkadii. Celem takiego metrażu jest przede wszystkim możliwość swobodnego sprawdzenia sprzętu w praktyce. Na miejscu znajdziemy pełną ofertę producenta – od najnowszych smartfonów i tabletów, przez zegarki, aż po zaawansowane systemy audio.

    Privacy Display – funkcja dla ceniących prywatność

    W centrum uwagi lubelskiego otwarcia znajduje się flagowy Galaxy S26 Ultra. Samsung mocno eksponuje w nim nową funkcję Privacy Display. To rozwiązanie, które chroni wyświetlane treści przed wścibskimi spojrzeniami osób postronnych – kąty widzenia są tak dobrane, by treść była czytelna tylko dla osoby trzymającej telefon prostopadle przed twarzą. To przydatny dodatek dla każdego, kto często pracuje na wrażliwych danych w pociągu czy kawiarni.

    Samsung Galaxy S26 Ultra chroni prywatność. Wyświetlacz odporny na podglądanie

    Darmowe słuchawki na start (kto pierwszy, ten lepszy)

    Sklep kusi też konkretną ofertą powitalną, która potrwa do 30 kwietnia. Wybierając topowe urządzenia (m.in. serię Galaxy S26, Galaxy Fold7, Flip7 czy tablety Tab S11), klienci mogą otrzymać w prezencie słuchawki Galaxy Buds 3 Pro. Z kolei przy zakupie modeli z popularnej serii Galaxy A, producent dorzuca słuchawki Galaxy Buds 3.

    Warto jednak nie zwlekać z wizytą – pula prezentów jest ograniczona do 100 sztuk na każdą z tych kategorii, więc decyduje kolejność zgłoszeń w salonie.

    #amsung #BrandStore #GalaxyBuds3Pro #GalaxyS26Ultra #GaleriaVivo #Lublin #PrivacyDisplay #promocjaSamsung #smartfony
  19. 178 m² technologii i prywatność w smartfonie. Samsung otwiera duży salon w Lublinie

    Mieszkańcy wschodniej Polski przez lata musieli zadowalać się zakupami w sieci lub wycieczkami do stolicy, by przetestować flagowe sprzęty Koreańczyków na żywo. To właśnie uległo zmianie.

    W lubelskiej Galerii Vivo! otwarto oficjalny Brand Store, który jest jednym z największych salonów marki w kraju. Oprócz sporej przestrzeni testowej, firma przywiozła ze sobą nową funkcję ochrony prywatności dla smartfonów oraz mocną promocję na start.

    Drugi największy salon w kraju

    Nowy punkt na mapie Lublina to nie jest kolejny ciasny kiosk w pasażu. To przestrzeń o powierzchni 178 metrów kwadratowych, co czyni go drugim co do wielkości sklepem Samsunga w Polsce, ustępującym tylko placówce w warszawskiej Arkadii. Celem takiego metrażu jest przede wszystkim możliwość swobodnego sprawdzenia sprzętu w praktyce. Na miejscu znajdziemy pełną ofertę producenta – od najnowszych smartfonów i tabletów, przez zegarki, aż po zaawansowane systemy audio.

    Privacy Display – funkcja dla ceniących prywatność

    W centrum uwagi lubelskiego otwarcia znajduje się flagowy Galaxy S26 Ultra. Samsung mocno eksponuje w nim nową funkcję Privacy Display. To rozwiązanie, które chroni wyświetlane treści przed wścibskimi spojrzeniami osób postronnych – kąty widzenia są tak dobrane, by treść była czytelna tylko dla osoby trzymającej telefon prostopadle przed twarzą. To przydatny dodatek dla każdego, kto często pracuje na wrażliwych danych w pociągu czy kawiarni.

    Samsung Galaxy S26 Ultra chroni prywatność. Wyświetlacz odporny na podglądanie

    Darmowe słuchawki na start (kto pierwszy, ten lepszy)

    Sklep kusi też konkretną ofertą powitalną, która potrwa do 30 kwietnia. Wybierając topowe urządzenia (m.in. serię Galaxy S26, Galaxy Fold7, Flip7 czy tablety Tab S11), klienci mogą otrzymać w prezencie słuchawki Galaxy Buds 3 Pro. Z kolei przy zakupie modeli z popularnej serii Galaxy A, producent dorzuca słuchawki Galaxy Buds 3.

    Warto jednak nie zwlekać z wizytą – pula prezentów jest ograniczona do 100 sztuk na każdą z tych kategorii, więc decyduje kolejność zgłoszeń w salonie.

    #amsung #BrandStore #GalaxyBuds3Pro #GalaxyS26Ultra #GaleriaVivo #Lublin #PrivacyDisplay #promocjaSamsung #smartfony
  20. 178 m² technologii i prywatność w smartfonie. Samsung otwiera duży salon w Lublinie

    Mieszkańcy wschodniej Polski przez lata musieli zadowalać się zakupami w sieci lub wycieczkami do stolicy, by przetestować flagowe sprzęty Koreańczyków na żywo. To właśnie uległo zmianie.

    W lubelskiej Galerii Vivo! otwarto oficjalny Brand Store, który jest jednym z największych salonów marki w kraju. Oprócz sporej przestrzeni testowej, firma przywiozła ze sobą nową funkcję ochrony prywatności dla smartfonów oraz mocną promocję na start.

    Drugi największy salon w kraju

    Nowy punkt na mapie Lublina to nie jest kolejny ciasny kiosk w pasażu. To przestrzeń o powierzchni 178 metrów kwadratowych, co czyni go drugim co do wielkości sklepem Samsunga w Polsce, ustępującym tylko placówce w warszawskiej Arkadii. Celem takiego metrażu jest przede wszystkim możliwość swobodnego sprawdzenia sprzętu w praktyce. Na miejscu znajdziemy pełną ofertę producenta – od najnowszych smartfonów i tabletów, przez zegarki, aż po zaawansowane systemy audio.

    Privacy Display – funkcja dla ceniących prywatność

    W centrum uwagi lubelskiego otwarcia znajduje się flagowy Galaxy S26 Ultra. Samsung mocno eksponuje w nim nową funkcję Privacy Display. To rozwiązanie, które chroni wyświetlane treści przed wścibskimi spojrzeniami osób postronnych – kąty widzenia są tak dobrane, by treść była czytelna tylko dla osoby trzymającej telefon prostopadle przed twarzą. To przydatny dodatek dla każdego, kto często pracuje na wrażliwych danych w pociągu czy kawiarni.

    Samsung Galaxy S26 Ultra chroni prywatność. Wyświetlacz odporny na podglądanie

    Darmowe słuchawki na start (kto pierwszy, ten lepszy)

    Sklep kusi też konkretną ofertą powitalną, która potrwa do 30 kwietnia. Wybierając topowe urządzenia (m.in. serię Galaxy S26, Galaxy Fold7, Flip7 czy tablety Tab S11), klienci mogą otrzymać w prezencie słuchawki Galaxy Buds 3 Pro. Z kolei przy zakupie modeli z popularnej serii Galaxy A, producent dorzuca słuchawki Galaxy Buds 3.

    Warto jednak nie zwlekać z wizytą – pula prezentów jest ograniczona do 100 sztuk na każdą z tych kategorii, więc decyduje kolejność zgłoszeń w salonie.

    #amsung #BrandStore #GalaxyBuds3Pro #GalaxyS26Ultra #GaleriaVivo #Lublin #PrivacyDisplay #promocjaSamsung #smartfony
  21. Premiera vivo X300 Ultra w Polsce. Zestaw z systemem ZEISS rzuca wyzwanie gigantom

    Po raz pierwszy seria Ultra od vivo oficjalnie pojawia się na naszym rynku. Model X300 Ultra to sprzęt, który ma ambicję zatrzeć granicę między smartfonem a profesjonalnym sprzętem fotograficznym i filmowym.

    Odzieramy tę premierę z haseł reklamowych i chłodno sprawdzamy, co dokładnie otrzymujemy za kwotę przekraczającą osiem tysięcy złotych oraz jak nowość wypada na tle rynkowych rywali.

    To nie jest uniwersalny smartfon dla mas, ale raczej zaawansowane narzędzie dla twórców wideo i fotografów. Vivo rzuca tu otwarte wyzwanie takim tuzom jak Samsung Galaxy S26 Ultra, Xiaomi 17 Ultra czy iPhone 17 Pro Max. O ile jednak rywale często stawiają na kompromisową wszechstronność, o tyle nowy gracz wyraźnie pozycjonuje swój sprzęt jako wysoce wyspecjalizowaną maszynę do rejestrowania obrazu.

    Optyka ZEISS i twarde realia mobilnej fotografii

    Producent postawił na moduł opracowany wspólnie z marką ZEISS, w którym każdy z trzech obiektywów (14 mm, 35 mm oraz 85 mm) z założenia pełni rolę jednostki głównej. Największe wrażenie na papierze robi teleobiektyw, który wykorzystuje ogromną matrycę Samsung HP0 o rozdzielczości 200 MP, wspieraną przez zaawansowaną stabilizację (tzw. OIS klasy gimbal) oraz bardzo szybkie śledzenie ostrości do 60 klatek na sekundę. Główna jednostka to z kolei również 200-megapikselowy sensor, tym razem Sony LYTIA 901.

    Trzeba jednak pamiętać, że w erze fotografii obliczeniowej potężne liczby i obietnice „gimbalowej” płynności to tylko połowa sukcesu. Ostateczny efekt i tak zawsze zależy od oprogramowania oraz algorytmów przetwarzania obrazu. Tę lekcję boleśnie odrobiło już wielu producentów w przeszłości.

    Wideo gotowe na postprodukcję

    Urządzenie pozwala na nagrywanie w rozdzielczości 4K przy 120 klatkach na sekundę (w 10-bitowym formacie Log oraz Dolby Vision) na wszystkich dostępnych ogniskowych. Profesjonaliści zyskują też natywną obsługę LUT-ów 3D oraz kompatybilność z systemem postprodukcji ACES. To właśnie te funkcje, a nie same megapiksele, stanowią o największej sile modelu w oczach świadomych twórców.

    Wnętrze i zapotrzebowanie na energię

    Aby płynnie przetworzyć tak ogromne ilości danych w czasie rzeczywistym, zastosowano flagowy procesor Snapdragon 8 Elite Gen 5, z którym współpracuje autorski układ obrazowania vivo VS1+. Stabilność pracy podczas ciągłego nagrywania ma zapewnić rozbudowany system chłodzenia z komorą parową. Energię dostarcza ogniwo o pojemności 6600 mAh (ładowanie 100W po kablu lub 40W bezprzewodowo). Front zajmuje z kolei 6,82-calowy panel 2K o szczytowej jasności sięgającej 4500 nitów.


    Ceny, akcesoria i rynkowy sens zakupu

    Sprzęt w wersji z 16 GB pamięci operacyjnej i 1 TB przestrzeni na dane trafił do sprzedaży w dwóch wariantach barwnych (Stepowa Zieleń oraz Wulkaniczna Czerń). Sugerowana cena detaliczna wynosi 8 499 złotych.

    Dla osób szukających wrażeń przypominających pracę z tradycyjnym aparatem, przygotowano pakiet Special Edition (9 499 zł). W jego skład wchodzi między innymi telekonwerter, zewnętrzna ładowarka oraz specjalny uchwyt z fizycznymi przyciskami i wbudowaną baterią. Pojawia się jednak pytanie, czy w dobie skrajnej miniaturyzacji znajdzie się wielu chętnych, by z i tak masywnego smartfona budować nieporęczny aparat za pomocą dołączanych rączek.

    Dla kogo więc faktycznie jest ten sprzęt? To zdecydowanie nie jest wybór dla przeciętnego użytkownika szukającego po prostu ładnych ujęć z wakacji. Vivo X300 Ultra to wąsko sprofilowana maszyna dla entuzjastów oraz twórców, którzy wiedzą, jak wykorzystać profile logarytmiczne i zaawansowaną korekcję barwną. Reszta rynku z czystym sumieniem zadowoli się tańszą i bardziej uniwersalną konkurencją.

    Baterie-monstra i obiecujące aparaty. vivo V70 i V70 FE debiutują w Polsce z mocnymi zniżkami na start

    #fotografiaMobilna #konkurencjaDlaGalaxyS24Ultra #nagrywanie4K #nowościTechnologiczne #smartfonFotograficzny #smartfony #Vivo #VivoX300Ultra #Zeiss
  22. Premiera vivo X300 Ultra w Polsce. Zestaw z systemem ZEISS rzuca wyzwanie gigantom

    Po raz pierwszy seria Ultra od vivo oficjalnie pojawia się na naszym rynku. Model X300 Ultra to sprzęt, który ma ambicję zatrzeć granicę między smartfonem a profesjonalnym sprzętem fotograficznym i filmowym.

    Odzieramy tę premierę z haseł reklamowych i chłodno sprawdzamy, co dokładnie otrzymujemy za kwotę przekraczającą osiem tysięcy złotych oraz jak nowość wypada na tle rynkowych rywali.

    To nie jest uniwersalny smartfon dla mas, ale raczej zaawansowane narzędzie dla twórców wideo i fotografów. Vivo rzuca tu otwarte wyzwanie takim tuzom jak Samsung Galaxy S26 Ultra, Xiaomi 17 Ultra czy iPhone 17 Pro Max. O ile jednak rywale często stawiają na kompromisową wszechstronność, o tyle nowy gracz wyraźnie pozycjonuje swój sprzęt jako wysoce wyspecjalizowaną maszynę do rejestrowania obrazu.

    Optyka ZEISS i twarde realia mobilnej fotografii

    Producent postawił na moduł opracowany wspólnie z marką ZEISS, w którym każdy z trzech obiektywów (14 mm, 35 mm oraz 85 mm) z założenia pełni rolę jednostki głównej. Największe wrażenie na papierze robi teleobiektyw, który wykorzystuje ogromną matrycę Samsung HP0 o rozdzielczości 200 MP, wspieraną przez zaawansowaną stabilizację (tzw. OIS klasy gimbal) oraz bardzo szybkie śledzenie ostrości do 60 klatek na sekundę. Główna jednostka to z kolei również 200-megapikselowy sensor, tym razem Sony LYTIA 901.

    Trzeba jednak pamiętać, że w erze fotografii obliczeniowej potężne liczby i obietnice „gimbalowej” płynności to tylko połowa sukcesu. Ostateczny efekt i tak zawsze zależy od oprogramowania oraz algorytmów przetwarzania obrazu. Tę lekcję boleśnie odrobiło już wielu producentów w przeszłości.

    Wideo gotowe na postprodukcję

    Urządzenie pozwala na nagrywanie w rozdzielczości 4K przy 120 klatkach na sekundę (w 10-bitowym formacie Log oraz Dolby Vision) na wszystkich dostępnych ogniskowych. Profesjonaliści zyskują też natywną obsługę LUT-ów 3D oraz kompatybilność z systemem postprodukcji ACES. To właśnie te funkcje, a nie same megapiksele, stanowią o największej sile modelu w oczach świadomych twórców.

    Wnętrze i zapotrzebowanie na energię

    Aby płynnie przetworzyć tak ogromne ilości danych w czasie rzeczywistym, zastosowano flagowy procesor Snapdragon 8 Elite Gen 5, z którym współpracuje autorski układ obrazowania vivo VS1+. Stabilność pracy podczas ciągłego nagrywania ma zapewnić rozbudowany system chłodzenia z komorą parową. Energię dostarcza ogniwo o pojemności 6600 mAh (ładowanie 100W po kablu lub 40W bezprzewodowo). Front zajmuje z kolei 6,82-calowy panel 2K o szczytowej jasności sięgającej 4500 nitów.


    Ceny, akcesoria i rynkowy sens zakupu

    Sprzęt w wersji z 16 GB pamięci operacyjnej i 1 TB przestrzeni na dane trafił do sprzedaży w dwóch wariantach barwnych (Stepowa Zieleń oraz Wulkaniczna Czerń). Sugerowana cena detaliczna wynosi 8 499 złotych.

    Dla osób szukających wrażeń przypominających pracę z tradycyjnym aparatem, przygotowano pakiet Special Edition (9 499 zł). W jego skład wchodzi między innymi telekonwerter, zewnętrzna ładowarka oraz specjalny uchwyt z fizycznymi przyciskami i wbudowaną baterią. Pojawia się jednak pytanie, czy w dobie skrajnej miniaturyzacji znajdzie się wielu chętnych, by z i tak masywnego smartfona budować nieporęczny aparat za pomocą dołączanych rączek.

    Dla kogo więc faktycznie jest ten sprzęt? To zdecydowanie nie jest wybór dla przeciętnego użytkownika szukającego po prostu ładnych ujęć z wakacji. Vivo X300 Ultra to wąsko sprofilowana maszyna dla entuzjastów oraz twórców, którzy wiedzą, jak wykorzystać profile logarytmiczne i zaawansowaną korekcję barwną. Reszta rynku z czystym sumieniem zadowoli się tańszą i bardziej uniwersalną konkurencją.

    Baterie-monstra i obiecujące aparaty. vivo V70 i V70 FE debiutują w Polsce z mocnymi zniżkami na start

    #fotografiaMobilna #konkurencjaDlaGalaxyS24Ultra #nagrywanie4K #nowościTechnologiczne #smartfonFotograficzny #smartfony #Vivo #VivoX300Ultra #Zeiss
  23. Zmiany w Google Play. Wyszukiwarka w opiniach to strzał w dziesiątkę, ale zniknął kluczowy filtr

    Google po cichu wdraża aktualizację swojego sklepu z aplikacjami. Z jednej strony gigant wreszcie daje użytkownikom Androida narzędzie, na które czekali od lat. Z drugiej – niespodziewanie usuwa opcję, która była pomocna przy diagnozowaniu problemów ze smartfonem.

    Kiedy zainstalowana na telefonie aplikacja zaczyna sprawiać problemy, nasze pierwsze kroki często kierujemy do sekcji opinii w Google Play. Sprawdzamy tam, czy inni użytkownicy również doświadczają podobnych błędów. Najnowsza aktualizacja sklepu mocno przebudowuje ten proces, oferując mieszankę bardzo dobrych i nieco irytujących wieści.

    Łatwiejsze szukanie błędów

    W sekcji recenzji pojawia się właśnie długo wyczekiwana opcja wyszukiwania po słowach kluczowych. To pozornie prosta zmiana, która ułatwia życie.

    Jeśli po najnowszej aktualizacji komunikator nadmiernie zużywa baterię albo gra zacina się na konkretnym etapie, nie musisz już ręcznie przewijać setek komentarzy. Wystarczy wpisać odpowiednie hasło, by błyskawicznie sprawdzić, czy inni użytkownicy zgłaszają identyczny kłopot. To świetne narzędzie ułatwiające wstępne rozwiązywanie problemów.

    Koniec z filtrowaniem po modelu urządzenia

    Niestety, Google ma w zwyczaju usuwać użyteczne funkcje bez słowa wyjaśnienia. Z menu sortowania opinii (co wychwycił portal Android Authority) bezpowrotnie zniknął filtr „model tego urządzenia”. To spora strata dla użytkowników.

    W szerokim ekosystemie Androida, gdzie na rynku funkcjonują tysiące różnych konfiguracji sprzętowych, oprogramowanie może działać idealnie na flagowym Samsungu, a jednocześnie zawieszać się na budżetowym modelu Motoroli. Filtr modelu pozwalał w ułamku sekundy odsiać nieistotne recenzje i upewnić się, czy dany błąd dotyczy specyfiki naszego sprzętu, czy samej aplikacji. Teraz ta możliwość po prostu wyparowała.

    Jest też jedna, drobna zmiana wizualna – filtr pokazujący opinie wyłącznie z „najnowszej wersji” aplikacji nie zniknął, lecz funkcjonuje teraz jako wygodny, oddzielny przycisk na górze ekranu. Zmiany nie doczekały się oficjalnego komunikatu ze strony giganta z Mountain View, ale trafiają już falami do użytkowników na całym świecie.

    Google Meet oficjalnie w Apple CarPlay. Użytkownicy Android Auto muszą… poczekać na swoją kolej

    #aktualizacja #Android #Aplikacje #ciekawostkiTechnologiczne #Google #GooglePlay #Oprogramowanie #smartfony
  24. Zmiany w Google Play. Wyszukiwarka w opiniach to strzał w dziesiątkę, ale zniknął kluczowy filtr

    Google po cichu wdraża aktualizację swojego sklepu z aplikacjami. Z jednej strony gigant wreszcie daje użytkownikom Androida narzędzie, na które czekali od lat. Z drugiej – niespodziewanie usuwa opcję, która była pomocna przy diagnozowaniu problemów ze smartfonem.

    Kiedy zainstalowana na telefonie aplikacja zaczyna sprawiać problemy, nasze pierwsze kroki często kierujemy do sekcji opinii w Google Play. Sprawdzamy tam, czy inni użytkownicy również doświadczają podobnych błędów. Najnowsza aktualizacja sklepu mocno przebudowuje ten proces, oferując mieszankę bardzo dobrych i nieco irytujących wieści.

    Łatwiejsze szukanie błędów

    W sekcji recenzji pojawia się właśnie długo wyczekiwana opcja wyszukiwania po słowach kluczowych. To pozornie prosta zmiana, która ułatwia życie.

    Jeśli po najnowszej aktualizacji komunikator nadmiernie zużywa baterię albo gra zacina się na konkretnym etapie, nie musisz już ręcznie przewijać setek komentarzy. Wystarczy wpisać odpowiednie hasło, by błyskawicznie sprawdzić, czy inni użytkownicy zgłaszają identyczny kłopot. To świetne narzędzie ułatwiające wstępne rozwiązywanie problemów.

    Koniec z filtrowaniem po modelu urządzenia

    Niestety, Google ma w zwyczaju usuwać użyteczne funkcje bez słowa wyjaśnienia. Z menu sortowania opinii (co wychwycił portal Android Authority) bezpowrotnie zniknął filtr „model tego urządzenia”. To spora strata dla użytkowników.

    W szerokim ekosystemie Androida, gdzie na rynku funkcjonują tysiące różnych konfiguracji sprzętowych, oprogramowanie może działać idealnie na flagowym Samsungu, a jednocześnie zawieszać się na budżetowym modelu Motoroli. Filtr modelu pozwalał w ułamku sekundy odsiać nieistotne recenzje i upewnić się, czy dany błąd dotyczy specyfiki naszego sprzętu, czy samej aplikacji. Teraz ta możliwość po prostu wyparowała.

    Jest też jedna, drobna zmiana wizualna – filtr pokazujący opinie wyłącznie z „najnowszej wersji” aplikacji nie zniknął, lecz funkcjonuje teraz jako wygodny, oddzielny przycisk na górze ekranu. Zmiany nie doczekały się oficjalnego komunikatu ze strony giganta z Mountain View, ale trafiają już falami do użytkowników na całym świecie.

    Google Meet oficjalnie w Apple CarPlay. Użytkownicy Android Auto muszą… poczekać na swoją kolej

    #aktualizacja #Android #Aplikacje #ciekawostkiTechnologiczne #Google #GooglePlay #Oprogramowanie #smartfony
  25. OnePlus może wycofać się z Europy. Firma szykuje duże zmiany w globalnej strategii

    Chiński producent smartfonów OnePlus może w najbliższych tygodniach znacząco ograniczyć swoją obecność poza Azją.

    Jak wynika z informacji serwisu 9to5Google, firma rozważa wycofanie się z części rynków globalnych, w tym z dużej części Europy, nawet już w kwietniu 2026 roku. Na ten moment nie ma oficjalnego komunikatu producenta, jednak doniesienia pochodzą z wiarygodnych źródeł zaznajomionych z wewnętrzną sytuacją firmy.

    Europa na wylocie? Decyzje już podobno zapadły

    Według ustaleń dziennikarzy, część pracowników OnePlusa została już poinformowana o nadchodzących zmianach, a niektórzy mieli otrzymać pakiety odpraw. To sugeruje, że decyzje nie są już na etapie planowania, lecz wdrażania.

    Zmiany mają dotyczyć przede wszystkim dużej części rynku europejskiego oraz wybranych innych regionów globalnych. Jednocześnie brak jest konkretnej, oficjalnej daty zakończenia działalności w tych obszarach.

    Powrót do korzeni i silniejszy zwrot w stronę Azji

    Z przecieków wynika, że OnePlus ma skupić się przede wszystkim na rynku chińskim, segmencie budżetowym i średniej półki w Indiach. To wyraźna zmiana strategii względem ostatnich lat, kiedy firma próbowała konkurować globalnie z największymi graczami premium. Dodatkowym sygnałem zmian jest odejście szefa OnePlus India – Robina Liu – który wrócił do Chin. Oficjalnie mówi się o „powodach osobistych”, ale moment tej decyzji tylko podsyca spekulacje.

    To nie pierwszy krok w tył

    Warto pamiętać, że OnePlus już wcześniej ograniczał swoją obecność w Europie. Po premierze serii Nord i odejściu współzałożyciela Carl Pei w 2020 roku firma zamknęła część biur m.in. w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Od tego czasu marka coraz mocniej integruje się ze strukturami Oppo, a jej rola jako niezależnego gracza stopniowo maleje. Szef OnePlusa, Pete Lau, objął jednocześnie wysokie stanowisko w Oppo, co tylko przyspieszyło ten proces.

    Co z użytkownikami i aktualizacjami? Na ten moment nie ma informacji o zmianach w zakresie wsparcia technicznego, aktualizacji oprogramowania, czy obsługi gwarancyjnej. Wcześniej firma zapewniała, że niezależnie od zmian strukturalnych użytkownicy mogą liczyć na pełne wsparcie posprzedażowe.

    Na rynku pojawiają się też spekulacje, że OnePlus może podzielić los marki realme i zostać w pełni wchłonięty jako subbrand Oppo, skupiony na konkretnym segmencie cenowym. Nie bez znaczenia są też czynniki rynkowe takie jak rosnące koszty komponentów, problemy z dostępnością pamięci i magazynów i coraz większa konkurencja w segmencie premium.

    Na razie więcej pytań niż odpowiedzi

    Choć wszystko wskazuje na poważne zmiany, sytuacja pozostaje dynamiczna. OnePlus wciąż ma w planach nowe premiery sprzętowe, jednak niewykluczone, że część z nich nigdy nie trafi na rynki globalne.

    Jeśli scenariusz wycofania się z Europy się potwierdzi, będzie to jeden z największych zwrotów strategicznych w historii marki, która jeszcze kilka lat temu była symbolem „flagship killerów”.

    Mały smartfon, gigantyczna bateria. OnePlus 15T zaoferuje aż 7500 mAh

    #9to5Google #Android #branżaMobilna #CarlPei #chiny #europa #Indie #OnePlus #Oppo #PeteLau #rynekSmartfonów #smartfony #wycofanieZRynku
  26. OnePlus może wycofać się z Europy. Firma szykuje duże zmiany w globalnej strategii

    Chiński producent smartfonów OnePlus może w najbliższych tygodniach znacząco ograniczyć swoją obecność poza Azją.

    Jak wynika z informacji serwisu 9to5Google, firma rozważa wycofanie się z części rynków globalnych, w tym z dużej części Europy, nawet już w kwietniu 2026 roku. Na ten moment nie ma oficjalnego komunikatu producenta, jednak doniesienia pochodzą z wiarygodnych źródeł zaznajomionych z wewnętrzną sytuacją firmy.

    Europa na wylocie? Decyzje już podobno zapadły

    Według ustaleń dziennikarzy, część pracowników OnePlusa została już poinformowana o nadchodzących zmianach, a niektórzy mieli otrzymać pakiety odpraw. To sugeruje, że decyzje nie są już na etapie planowania, lecz wdrażania.

    Zmiany mają dotyczyć przede wszystkim dużej części rynku europejskiego oraz wybranych innych regionów globalnych. Jednocześnie brak jest konkretnej, oficjalnej daty zakończenia działalności w tych obszarach.

    Powrót do korzeni i silniejszy zwrot w stronę Azji

    Z przecieków wynika, że OnePlus ma skupić się przede wszystkim na rynku chińskim, segmencie budżetowym i średniej półki w Indiach. To wyraźna zmiana strategii względem ostatnich lat, kiedy firma próbowała konkurować globalnie z największymi graczami premium. Dodatkowym sygnałem zmian jest odejście szefa OnePlus India – Robina Liu – który wrócił do Chin. Oficjalnie mówi się o „powodach osobistych”, ale moment tej decyzji tylko podsyca spekulacje.

    To nie pierwszy krok w tył

    Warto pamiętać, że OnePlus już wcześniej ograniczał swoją obecność w Europie. Po premierze serii Nord i odejściu współzałożyciela Carl Pei w 2020 roku firma zamknęła część biur m.in. w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Od tego czasu marka coraz mocniej integruje się ze strukturami Oppo, a jej rola jako niezależnego gracza stopniowo maleje. Szef OnePlusa, Pete Lau, objął jednocześnie wysokie stanowisko w Oppo, co tylko przyspieszyło ten proces.

    Co z użytkownikami i aktualizacjami? Na ten moment nie ma informacji o zmianach w zakresie wsparcia technicznego, aktualizacji oprogramowania, czy obsługi gwarancyjnej. Wcześniej firma zapewniała, że niezależnie od zmian strukturalnych użytkownicy mogą liczyć na pełne wsparcie posprzedażowe.

    Na rynku pojawiają się też spekulacje, że OnePlus może podzielić los marki realme i zostać w pełni wchłonięty jako subbrand Oppo, skupiony na konkretnym segmencie cenowym. Nie bez znaczenia są też czynniki rynkowe takie jak rosnące koszty komponentów, problemy z dostępnością pamięci i magazynów i coraz większa konkurencja w segmencie premium.

    Na razie więcej pytań niż odpowiedzi

    Choć wszystko wskazuje na poważne zmiany, sytuacja pozostaje dynamiczna. OnePlus wciąż ma w planach nowe premiery sprzętowe, jednak niewykluczone, że część z nich nigdy nie trafi na rynki globalne.

    Jeśli scenariusz wycofania się z Europy się potwierdzi, będzie to jeden z największych zwrotów strategicznych w historii marki, która jeszcze kilka lat temu była symbolem „flagship killerów”.

    Mały smartfon, gigantyczna bateria. OnePlus 15T zaoferuje aż 7500 mAh

    #9to5Google #Android #branżaMobilna #CarlPei #chiny #europa #Indie #OnePlus #Oppo #PeteLau #rynekSmartfonów #smartfony #wycofanieZRynku
  27. Ciekawe znalezisko od @Techaltar – Samsung twierdzi, że potrafi dzięki nowej technologii ekranu dynamicznie włączać i wyłączać osłonę zmniejszającą kąt widzialności zawartości ekranu. Krótko mówiąc, do wpisywania haseł lub ochrony bardziej wstydliwych programów, by sąsiad w pociągu nie podglądał, ale by dało się dalej pokazać wygodnie zdjęcia grupie znajomych. Tego obecne naklejki „prywatnościowe” nie zapewniają.
    news.samsung.com/global/coming

    #technologia #telefony #Samsung #Android #smartfony

  28. Ciekawe znalezisko od @Techaltar – Samsung twierdzi, że potrafi dzięki nowej technologii ekranu dynamicznie włączać i wyłączać osłonę zmniejszającą kąt widzialności zawartości ekranu. Krótko mówiąc, do wpisywania haseł lub ochrony bardziej wstydliwych programów, by sąsiad w pociągu nie podglądał, ale by dało się dalej pokazać wygodnie zdjęcia grupie znajomych. Tego obecne naklejki „prywatnościowe” nie zapewniają.
    news.samsung.com/global/coming

    #technologia #telefony #Samsung #Android #smartfony

  29. Ciekawe znalezisko od @Techaltar – Samsung twierdzi, że potrafi dzięki nowej technologii ekranu dynamicznie włączać i wyłączać osłonę zmniejszającą kąt widzialności zawartości ekranu. Krótko mówiąc, do wpisywania haseł lub ochrony bardziej wstydliwych programów, by sąsiad w pociągu nie podglądał, ale by dało się dalej pokazać wygodnie zdjęcia grupie znajomych. Tego obecne naklejki „prywatnościowe” nie zapewniają.
    news.samsung.com/global/coming

    #technologia #telefony #Samsung #Android #smartfony

  30. Ciekawe znalezisko od @Techaltar – Samsung twierdzi, że potrafi dzięki nowej technologii ekranu dynamicznie włączać i wyłączać osłonę zmniejszającą kąt widzialności zawartości ekranu. Krótko mówiąc, do wpisywania haseł lub ochrony bardziej wstydliwych programów, by sąsiad w pociągu nie podglądał, ale by dało się dalej pokazać wygodnie zdjęcia grupie znajomych. Tego obecne naklejki „prywatnościowe” nie zapewniają.
    news.samsung.com/global/coming

    #technologia #telefony #Samsung #Android #smartfony

  31. Ciekawe znalezisko od @Techaltar – Samsung twierdzi, że potrafi dzięki nowej technologii ekranu dynamicznie włączać i wyłączać osłonę zmniejszającą kąt widzialności zawartości ekranu. Krótko mówiąc, do wpisywania haseł lub ochrony bardziej wstydliwych programów, by sąsiad w pociągu nie podglądał, ale by dało się dalej pokazać wygodnie zdjęcia grupie znajomych. Tego obecne naklejki „prywatnościowe” nie zapewniają.
    news.samsung.com/global/coming

    #technologia #telefony #Samsung #Android #smartfony

  32. Asystent Google jednak przeżyje ten rok. Pełna migracja na Gemini opóźniona do 2026

    Miało być szybko i nowocześnie, wyszło jak zwykle w IT – „będzie gotowe, jak będzie gotowe”.

    Google oficjalnie przyznało, że planowane na ten rok całkowite zastąpienie Asystenta Google przez Gemini nie dojdzie do skutku. Klasyczny Asystent zniknie z naszych telefonów dopiero w 2026 roku.

    Jeszcze w marcu Google zapowiadało, że rok 2025 będzie końcem ery starego Asystenta na urządzeniach mobilnych. Plan zakładał, że do Sylwestra większość z nas będzie już rozmawiać wyłącznie z Gemini. Jednak w najnowszej aktualizacji firma zmieniła narrację.

    „Płynne przejście” wymaga czasu

    Google poinformowało serwis 9to5Google, że prace nad aktualizacją doświadczeń użytkowników będą kontynuowane w 2026 roku, aby zapewnić „płynne przejście”. W tłumaczeniu z korporacyjnego na ludzki: Gemini prawdopodobnie nie jest jeszcze wystarczająco dobre w prostych zadaniach (jak sterowanie domem czy obsługa kalendarza), by bezboleśnie odciąć użytkownikom dostęp do starego, sprawdzonego narzędzia.

    Co to oznacza dla nas?

    Wciąż możesz ręcznie przełączać się między Gemini a Asystentem w ustawieniach, a aplikacja Asystenta na Androida i iOS nie zniknie w ciągu najbliższych tygodni. Pełna „śmierć” Asystenta (i usunięcie osobnej aplikacji na iOS) nastąpi w 2026 roku.

    Co ciekawe, rok 2026 będzie symbolicznym momentem na taką zmianę. Asystent Google zadebiutował w 2016 roku, więc jego odesłanie na emeryturę nastąpi dokładnie w jego 10. urodziny.

    Tymczasem Gemini powoli wkracza na inne terytoria – jest już dostępne na zegarkach z Wear OS, trafia do Google TV i Android Auto. Jednak w kieszeni, na smartfonie, stary Asystent dostał właśnie kilka miesięcy życia dłużej.

    Gemini 3 Flash: to nie jest wersja „Lite”. W kodowaniu bije nawet wersję Pro

    #AI #Android #AsystentGoogle #Gemini #Google #smartfony #sztucznaInteligencja
  33. Skradzione na Zachodzie smartfony lecą do Chin

    Chińczycy kupują skradzione na Zachodzie smartfony, aby uniknąć cenzury i kontroli ze strony władz.

    wp.me/p3fv0T-hUy #Chiny #ChRL #smartfony #kradzieże #kontrola #cenzura #telekomunikacja #społeczeństwo #POLECANE

  34. vivo wchodzi do Orange „z buta”. Flagowy X300 Pro na start z potężnym zestawem foto o wartości 1700 zł

    To nie jest cichy debiut. Marka vivo oficjalnie rozpoczyna współpracę z operatorem Orange i na powitanie wytacza najcięższe działa.

    Do oferty trafia flagowy model X300 Pro, a pierwsi klienci mogą liczyć na zestaw akcesoriów, który zmienia smartfon w profesjonalną kamerę.

    Współpraca z pomarańczowym operatorem zaczyna się od wysokiego C. vivo X300 Pro, jest już dostępny w sprzedaży – zarówno w ofercie abonamentowej, jak i bez umowy (w opcji ratalnej lub za gotówkę).

    Cena i warianty

    Smartfon wyceniono na 5 999 zł. Dostępny jest w dwóch wersjach kolorystycznych nazwanych: Głęboka Czerń oraz Pustynny Brąz.

    To, co wyróżnia ten debiut, to zawartość gratisowego pakietu. vivo nie ograniczyło się do dorzucenia słuchawek. Zestaw o wartości rynkowej ok. 1700 zł jest skrojony pod możliwości fotograficzne tego modelu.

    Bonusy

    Kupując X300 Pro w ramach oferty startowej (niezależnie czy w abonamencie, czy bez), otrzymujemy dodatkowo:

    • Zewnętrzny obiektyw vivo ZEISS 2,35x Telephoto Extender – rzadkość na rynku mobilnym, pozwalająca na uzyskanie kinowego formatu obrazu.
    • Dedykowane etui oraz adapter do montażu wspomnianego obiektywu.
    • Słuchawki vivo TWS 3E z aktywną redukcją szumów (ANC).
    • Szybką ładowarkę FlashCharge 90W (co w dzisiejszych czasach „odchudzonych pudełek” jest dużym plusem).

    Jeśli więc planowaliście zakup fotograficznego flagowca, oferta Orange wydaje się jedną z najciekawszych opcji na rynku, realnie obniżającą koszt samego urządzenia, jeśli weźmiemy pod uwagę wartość dodatków.

    Seria vivo X300 oficjalnie. Dwa aparaty 200 MP ZEISS i potężny teleobiektyw w modelu Pro

    #fotografiaMobilna #Orange #promocje #smartfony #Vivo #vivoX300Pro #Zeiss

  35. Motorola edge 70 w edycji Pantone 2026 i Swarovski. Biżuteria ze Snapdragonem

    Motorola oficjalnie zaprezentowała specjalną, limitowaną edycję swojego najnowszego smartfona.

    Motorola edge 70 w wariancie „Pantone Colour of the Year 2026” to urządzenie wyróżniające się kolorem Cloud Dancer oraz – co rzadkie w świecie elektroniki użytkowej – fizycznymi kryształami Swarovski wtopionymi w obudowę. Sprawdzamy, co ten biżuteryjny model kryje „pod maską”.

    Współpraca Motoroli z Instytutem Pantone trwa od lat, ale w tym roku producent poszedł o krok dalej, zapraszając do kooperacji markę Swarovski. Efektem jest smartfon, który łączy specyfikację techniczną modelu edge 70 z wykończeniem aspirującym do miana biżuterii technologicznej.


    Design: Cloud Dancer i kryształy Swarovski

    Głównym wyróżnikiem nowej edycji jest kolor obudowy – PANTONE 11-4201 Cloud Dancer. Jest to odcień złamanej bieli, który pokrywa plecki wykonane z materiału o pikowanym wzorze. W obudowie osadzono kryształy Swarovski, które stanowią integralną część designu.

    Urządzenie jest częścią szerszej serii „The Brilliant Collection”, obejmującej również akcesoria i inne modele marki (m.in. razr), utrzymane w tej samej stylistyce. Mimo biżuteryjnego charakteru, producent utrzymał imponujące gabaryty urządzenia. Motorola edge 70 ma zaledwie 5,99 mm grubości i waży 159 g , co czyni ją jednym z najsmuklejszych i najlżejszych smartfonów w swojej klasie.

    Specyfikacja techniczna: IP69 i krzemowa bateria

    Wygląd to nie wszystko. Nowa Motorola, mimo delikatnej powierzchowności, oferuje najwyższą normę odporności IP69 (ochrona przed wysokim ciśnieniem wody i zanurzeniem) oraz militarny standard wytrzymałości MIL-STD-810H.

    Sercem smartfona jest procesor Snapdragon 7 Gen 4 , wspierany przez 12 GB pamięci RAM LPDDR5X oraz 512 GB pamięci wewnętrznej. Całość działa pod kontrolą systemu Android 16.

    Kluczowe parametry techniczne:

    • Wyświetlacz: 6.67″ Extreme AMOLED, odświeżanie 120 Hz, jasność szczytowa aż 4500 nitów, obsługa HDR10+.
    • Bateria: Ogniwo krzemowo-węglowe (Silicon-Carbon) o pojemności 4800 mAh. Pozwoliło to zachować smukłość obudowy przy dużej gęstości energii. Ładowanie przewodowe 68W i bezprzewodowe 15W.
    • Aparaty: Główny moduł 50 Mpx (f/1.8, OIS) oraz szeroki kąt 50 Mpx z funkcją Macro (120 stopni pola widzenia). Z przodu również umieszczono sensor 50 Mpx.

    Warto wiedzieć: pełny test standardowej wersji tego modelu znajdziecie w najnowszym, grudniowym wydaniu iMagazine (12/2025). Sprawdziliśmy tam dokładnie, jak Snapdragon 7 Gen 4 radzi sobie w codziennym użytkowaniu.

    iMagazine 12/2025 – Zimowe uaktualnienie nastroju

    Dostępność

    Motorola edge 70 Pantone Colour of the Year 2026 z kryształami Swarovski trafi do sprzedaży na wybranych rynkach wkrótce. Cena w przesłanej do nas informacji nie została ujawniona. Dla przypomnienia standardowa wersja Motorola edge 70 kosztuje 3499 zł (ale w cenie do końca grudnia otrzymamy dodatkowe akcesoria, takie jak ładowarkę, słuchawki i smartwatch, warte łącznie 1100 zł).

    #CloudDancer #motorola #MotorolaEdge70 #news #Pantone #smartfony #Snapdragon7Gen4 #Swarovski

  36. Android 16 ląduje na tańszych Nothingach. Nothing OS 4.0 dla modeli (3a) i (3a) Pro

    Carl Pei i jego zespół nie zwalniają tempa. Zaledwie tydzień po udostępnieniu stabilnej wersji Nothing OS 4.0 dla flagowego modelu Phone (3), aktualizacja oparta na Androidzie 16 trafia do użytkowników tańszych urządzeń.

    To świetna wiadomość dla posiadaczy modeli Nothing Phone (3a) oraz (3a) Pro, którzy nie muszą czekać miesiącami na najnowsze funkcje.

    Nothing przedstawia Phone (3a) i Phone (3a) Pro

    Nothing OS 4.0 to spora ewolucja nakładki, która przynosi nie tylko nowości z samego Androida 16, ale też autorskie rozwiązania producenta. Aktualizacja jest już udostępniana w kanale stabilnym, choć producent zaznacza, że wdrażanie odbywa się etapami – na początek trafi do ograniczonej liczby użytkowników, by wykluczyć ewentualne błędy krytyczne.

    Nothing udostępniania najnowszy system Nothing OS 4.0

    Co nowego w Nothing OS 4.0?

    Lista zmian jest obszerna i prezentowaliśmy więcej szczegółów we wcześniejszym materiale o Nothing OS 4.0. Dla przypomnienia: najciekawszą nowością wydaje się pulpit nawigacyjny użycia AI. W dobie wszechobecnej sztucznej inteligencji Nothing stawia na transparentność – system automatycznie śledzi, jak i kiedy wykorzystywane są duże modele językowe (LLM) w telefonie.

    Oto najważniejsze zmiany:

    • Nowy wygląd: odświeżono ikony aplikacji systemowych oraz pasek statusu.
    • Pojawił się też tryb „Extra dark mode” dla fanów głębokiej czerni.
    • Prywatność: możliwość ukrywania aplikacji bezpośrednio z poziomu ekranu głównego i szuflady aplikacji.
    • Aparat: odświeżony interfejs, nowe presety kolorystyczne, ulepszone filtry oraz szybsze uruchamianie.
    • Glyph Interface: lepsza integracja z powiadomieniami „Live Update” z Androida 16 oraz nowa opcja decydująca, czy odwrócenie telefonu (Flip to Glyph) ma go wyciszać całkowicie, czy przełączać na wibracje.

    Pojawił się też Playground (w wersji Alpha) – przestrzeń dla społeczności, gdzie użytkownicy mogą dzielić się własnymi profilami korektora dźwięku czy ustawieniami aparatu.

    Jeśli posiadasz Nothing Phone (3a) lub (3a) Pro, warto zajrzeć do ustawień aktualizacji. Pamiętajcie jednak o wykonaniu kopii zapasowej danych przed instalacją nowej wersji systemu.

    Nothing Phone (3) – wyjmujemy z pudełka i pierwsze wrażenia

    #aiSi #aktualizacja #android16 #glyphInterface #news #nothing #nothingOs #nothingPhone3a #smartfony

  37. Black Friday z vivo w Media Expert. Rabaty do 500 zł na smartfony z optyką ZEISS

    Marka vivo ogłosiła ofertę promocyjną z okazji Black Friday, która obejmie wybrane modele smartfonów dostępnych w sieci Media Expert.

    Akcja promocyjna startuje 24 listopada i potrwa do 7 grudnia (lub do wyczerpania zapasów), a obniżki cen sięgają 500 zł. W ofercie znalazły się zarówno modele z wyższej półki z zaawansowaną optyką, jak i budżetowe propozycje.


    Flagowa jakość taniej o 500 zł

    Najciekawszą propozycją wydaje się model vivo X200 FE, który został przeceniony z 3 499 zł na 2 999 zł. To kompaktowy smartfon wyróżniający się możliwościami fotograficznymi opracowanymi we współpracy z marką ZEISS. Urządzenie oferuje teleobiektyw ZEISS Super Telephoto 50 MP z 3-krotnym zoomem optycznym (i cyfrowym do 100x). Napędza go flagowy procesor MediaTek Dimensity 9300+, a za energię odpowiada bateria BlueVolt o pojemności 6 500 mAh z szybkim ładowaniem 90 W. Całość zamknięta jest w obudowie z certyfikatem szczelności IP68/IP69.


    Średnia półka i budżetowce w niższych cenach

    Promocja obejmuje również serię V, nastawioną na fotografię portretową. Model vivo V50 będzie dostępny za 1 999 zł (taniej o 300 zł). Smartfon ten posiada potrójny aparat ZEISS, oświetlenie Aura Light 2.0 i procesor Snapdragon 7 Gen 3 wspierany przez 12 GB pamięci RAM.


    Dla szukających tańszych rozwiązań przeceniono modele z serii Lite:

    • vivo V50 Lite 5G z ekranem 120 Hz i głośnikami stereo kosztuje teraz 999 zł (zamiast 1 199 zł).
    • vivo V50 Lite 4G z procesorem Snapdragon 685 dostępny jest za 949 zł (zamiast 999 zł).

    Najtańszą opcją w zestawieniu jest budżetowy vivo Y19s (wersja 6/128 GB), który wyceniono na 399 zł. Telefon oferuje dużą baterię 5 150 mAh oraz charakterystyczną diodę powiadomień Dynamic Light. Jednak największą jego zaletą pozostaje niska cena.

    Seria vivo X300 debiutuje w Polsce. Aparat 200 MP ZEISS, 7 lat wsparcia i 5 lat gwarancji na baterię

    #blackFriday #mediaExpert #news #promocje #smartfony #v50 #vivo #x200Fe #zeiss

  38. Apple nadal planuje wydać nowy model MacBooka wiosną 2026

    Apple planuje wiosną 2026 wprowadzenie nowych, budżetowych modeli iPhone’a, iPadaMacBooka.

    Najważniejszą premierą ma być tani MacBook z procesorem Apple A18 Pro, znanym z iPhone’a 16 Pro, ekranem 13 cali i kolorami podobnymi do iPada (srebrny, niebieski, różowy, żółty). Aby utrzymać niską cenę ($699–$899), możliwe są kompromisy w designie, pamięci (8 GB – wątpię w to) i liczbie portów (jedynie USB-C).

    iPhone 17e ma otrzymać procesor Apple A19, kamerę 18 MP z funkcją Center Stage, modem C1 i ewentualnie Dynamic Island zamiast wcięcia. 12. generacja iPada zachowa dotychczasowy wygląd, ale zyska chip A18, umożliwiający korzystanie z Apple Intelligence.

    Według raportu Jeffa Pu, Apple planuje podział premier iPhone’ów: iPhone 18 Pro i pierwszy składany iPhone pojawią się w drugiej połowie 2026, natomiast iPhone 18, 18e i druga generacja iPhone Air – w pierwszej połowie 2027.

    #apple #appleintelligence #budzetowymacbook #dynamicisland #ipad12 #iphone17e #iphone18pro #macbook #macbooka18 #premiera2026 #skladanyiphone #smartfony #tablety #technologia

  39. Apple nadal planuje wydać nowy model MacBooka wiosną 2026

    Apple planuje wiosną 2026 wprowadzenie nowych, budżetowych modeli iPhone’a, iPadaMacBooka.

    Najważniejszą premierą ma być tani MacBook z procesorem Apple A18 Pro, znanym z iPhone’a 16 Pro, ekranem 13 cali i kolorami podobnymi do iPada (srebrny, niebieski, różowy, żółty). Aby utrzymać niską cenę ($699–$899), możliwe są kompromisy w designie, pamięci (8 GB – wątpię w to) i liczbie portów (jedynie USB-C).

    iPhone 17e ma otrzymać procesor Apple A19, kamerę 18 MP z funkcją Center Stage, modem C1 i ewentualnie Dynamic Island zamiast wcięcia. 12. generacja iPada zachowa dotychczasowy wygląd, ale zyska chip A18, umożliwiający korzystanie z Apple Intelligence.

    Według raportu Jeffa Pu, Apple planuje podział premier iPhone’ów: iPhone 18 Pro i pierwszy składany iPhone pojawią się w drugiej połowie 2026, natomiast iPhone 18, 18e i druga generacja iPhone Air – w pierwszej połowie 2027.

    #apple #appleintelligence #budzetowymacbook #dynamicisland #ipad12 #iphone17e #iphone18pro #macbook #macbooka18 #premiera2026 #skladanyiphone #smartfony #tablety #technologia

  40. Apple nadal planuje wydać nowy model MacBooka wiosną 2026

    Apple planuje wiosną 2026 wprowadzenie nowych, budżetowych modeli iPhone’a, iPadaMacBooka.

    Najważniejszą premierą ma być tani MacBook z procesorem Apple A18 Pro, znanym z iPhone’a 16 Pro, ekranem 13 cali i kolorami podobnymi do iPada (srebrny, niebieski, różowy, żółty). Aby utrzymać niską cenę ($699–$899), możliwe są kompromisy w designie, pamięci (8 GB – wątpię w to) i liczbie portów (jedynie USB-C).

    iPhone 17e ma otrzymać procesor Apple A19, kamerę 18 MP z funkcją Center Stage, modem C1 i ewentualnie Dynamic Island zamiast wcięcia. 12. generacja iPada zachowa dotychczasowy wygląd, ale zyska chip A18, umożliwiający korzystanie z Apple Intelligence.

    Według raportu Jeffa Pu, Apple planuje podział premier iPhone’ów: iPhone 18 Pro i pierwszy składany iPhone pojawią się w drugiej połowie 2026, natomiast iPhone 18, 18e i druga generacja iPhone Air – w pierwszej połowie 2027.

    #apple #appleintelligence #budzetowymacbook #dynamicisland #ipad12 #iphone17e #iphone18pro #macbook #macbooka18 #premiera2026 #skladanyiphone #smartfony #tablety #technologia