home.social

#porady — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #porady, aggregated by home.social.

fetched live
  1. W dzisiejszym tutorialu z cyklu Porady Admina zajmiemy się programem bmon. bmon to monitor przepustowości wiersza poleceń, który obsługuje różne metody wyjściowe, w tym interaktywny... linuxiarze.pl/porady-admina-bm #linux #admin #porady #network

  2. W dzisiejszym tutorialu z cyklu Porady Admina zajmiemy się programem bmon. bmon to monitor przepustowości wiersza poleceń, który obsługuje różne metody wyjściowe, w tym interaktywny... linuxiarze.pl/porady-admina-bm #linux #admin #porady #network

  3. W dzisiejszym tutorialu z cyklu Porady Admina zajmiemy się programem bmon. bmon to monitor przepustowości wiersza poleceń, który obsługuje różne metody wyjściowe, w tym interaktywny... linuxiarze.pl/porady-admina-bm #linux #admin #porady #network

  4. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze Słuchaczami i Czytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  5. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze Słuchaczami i Czytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  6. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze Słuchaczami i Czytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  7. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze Słuchaczami i Czytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  8. W kolejnym wpisie z cyklu Porady Admina zajmiemy się programem ethtool. Program ethtool może być używany do przeglądania i zmieniania ustawień (takich jak: szybkość, automatyczne wyznaczanie charakterystyk oraz przesyłanie sum kontrolnych) wielu urządzeń sieciowych, w szczególności... linuxiarze.pl/porady-admina-et #porady #admin #linux #network

  9. W kolejnym wpisie z cyklu Porady Admina zajmiemy się programem ethtool. Program ethtool może być używany do przeglądania i zmieniania ustawień (takich jak: szybkość, automatyczne wyznaczanie charakterystyk oraz przesyłanie sum kontrolnych) wielu urządzeń sieciowych, w szczególności... linuxiarze.pl/porady-admina-et #porady #admin #linux #network

  10. W kolejnym wpisie z cyklu Porady Admina zajmiemy się programem ethtool. Program ethtool może być używany do przeglądania i zmieniania ustawień (takich jak: szybkość, automatyczne wyznaczanie charakterystyk oraz przesyłanie sum kontrolnych) wielu urządzeń sieciowych, w szczególności... linuxiarze.pl/porady-admina-et #porady #admin #linux #network

  11. W dzisiejszym tutorialu z cyklu Porady Admina zajmiemy się programem mtr. Polecenie mtr (My Traceroute) to zaawansowane narzędzie sieciowe w systemie Linux, które łączy funkcjonalność programów ping oraz traceroute w jedną całość. linuxiarze.pl/porady-admina-mt #linux #porady #admin #network

  12. W dzisiejszym tutorialu z cyklu Porady Admina zajmiemy się programem mtr. Polecenie mtr (My Traceroute) to zaawansowane narzędzie sieciowe w systemie Linux, które łączy funkcjonalność programów ping oraz traceroute w jedną całość. linuxiarze.pl/porady-admina-mt #linux #porady #admin #network

  13. W dzisiejszym tutorialu z cyklu Porady Admina zajmiemy się programem mtr. Polecenie mtr (My Traceroute) to zaawansowane narzędzie sieciowe w systemie Linux, które łączy funkcjonalność programów ping oraz traceroute w jedną całość. linuxiarze.pl/porady-admina-mt #linux #porady #admin #network

  14. W dzisiejszym tutorialu z cyklu Porady Admina zajmiemy się poleceniem dig. dig (Domain Information Groper) to elastyczne narzędzie do przeszukiwania... linuxiarze.pl/porady-admina-dn #linux #admin #porady

  15. W dzisiejszym tutorialu z cyklu Porady Admina zajmiemy się poleceniem dig. dig (Domain Information Groper) to elastyczne narzędzie do przeszukiwania... linuxiarze.pl/porady-admina-dn #linux #admin #porady

  16. Dzisiejszy wpis z cyklu Porady Admina poświęcony jest programowi nmap. Nmap (ang. „Network Mapper”) jest narzędziem open source do eksploracji sieci i audytów bezpieczeństwa. Został zaprojektowany do... linuxiarze.pl/porady-admina-nm #linux #admin #porady #network #cybersecurity

  17. Dzisiejszy wpis z cyklu Porady Admina poświęcony jest programowi nmap. Nmap (ang. „Network Mapper”) jest narzędziem open source do eksploracji sieci i audytów bezpieczeństwa. Został zaprojektowany do... linuxiarze.pl/porady-admina-nm #linux #admin #porady #network #cybersecurity

  18. Zbawienie w upały, problem przy awarii. Twój nowy klimatyzator może wyrządzić szkody za dziesiątki tysięcy złotych

    Postępujące zmiany klimatyczne i coraz bardziej dotkliwe fale letnich upałów sprawiają, że klimatyzacja przestaje być w Polsce dobrem luksusowym, a staje się standardowym wyposażeniem domów i mieszkań.

    O ile jednak instalując pralkę czy zmywarkę instynktownie zabezpieczamy się przed wyciekiem, o tyle o „klimie” w salonie rzadko myślimy w kategoriach zagrożenia wodnego. To błąd, który może nas słono kosztować.

    Cicha tykająca bomba

    Zasada działania klimatyzatora typu split (najpopularniejszego rozwiązania w polskich domach) nierozerwalnie wiąże się ze zjawiskiem kondensacji. Podczas chłodzenia ciepłego powietrza z pomieszczenia, na wymienniku ciepła (parowniku) wykrapla się woda. Urządzenie musi ją na bieżąco odprowadzać – grawitacyjnie (rurkami na zewnątrz budynku lub do kanalizacji) bądź za pomocą wbudowanej, niewielkiej pompki skroplin.

    Ogrzewanie mieszkania za złotówkę dziennie? LG udowadnia skuteczność nowoczesnej klimatyzacji

    Eksperci rynku ubezpieczeniowego ostrzegają, że wraz ze skokowym wzrostem liczby instalowanych urządzeń, rośnie też lawinowo liczba zgłaszanych szkód. Co najczęściej zawodzi?

    • Pompki skroplin: są to drobne elementy elektromechaniczne, narażone na zatarcie lub uszkodzenie (zwłaszcza przy braku regularnego serwisu). Gdy pompka przestaje działać, woda zaczyna przelewać się przez jednostkę wewnętrzną prosto na ścianę.
    • Zatkanie odpływu: rurki odprowadzające wilgoć mają niewielki przekrój. Gromadzący się wewnątrz kurz i rozwijające się grzyby potrafią po kilku sezonach całkowicie zaczopować odpływ.
    • Błędy montażowe: nieszczelne połączenia na izolacjach powodują powolne, początkowo niedostrzegalne „pocenie się” instalacji ukrytej w ścianach lub sufitach podwieszanych.

    Dlaczego awaria klimatyzacji jest tak kosztowna?

    Skutki zalania z klimatyzatora bywają znacznie bardziej dotkliwe niż w przypadku awarii wężyka w łazience. Wynika to z lokalizacji urządzenia. Jednostki wewnętrzne wiesza się zazwyczaj w salonach i sypialniach – nad drogimi podłogami z naturalnego drewna, zestawami wypoczynkowymi czy sprzętem RTV. Kapiąca powoli woda wsiąka w panele powodując ich nieodwracalne puchnięcie.

    Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej w blokach mieszkalnych. Niewykryty odpowiednio wcześnie wyciek z klimatyzatora potrafi wniknąć w stropy i trwale zniszczyć wykończenie mieszkania sąsiada znajdującego się piętro niżej.

    Jak zabezpieczyć swój portfel?

    Decydując się na montaż klimatyzatora (szczególnie w bloku), nie należy polegać wyłącznie na gwarancji instalatora. Zabezpieczeniem w przypadku zalania własnego mieszkania jest standardowa polisa ubezpieczeniowa nieruchomości.

    Kluczowe jest jednak rozszerzenie ochrony o klauzulę OC (odpowiedzialności cywilnej) w życiu prywatnym. To właśnie ten element ubezpieczenia uchroni nas przed gigantycznymi kosztami, gdy woda z naszego zepsutego klimatyzatora zrujnuje wyremontowany salon sąsiada. Warto podczas odnawiania polisy zwrócić szczególną uwagę na tzw. sumę gwarancyjną (maksymalną kwotę, jaką wypłaci ubezpieczyciel). Przy dzisiejszych cenach materiałów budowlanych i robocizny, suma gwarancyjna OC na poziomie 20 czy 30 tysięcy złotych może okazać się stanowczo zbyt niska na pokrycie roszczeń poszkodowanych sąsiadów.

    Niezależnie od ubezpieczenia, najlepszą prewencją pozostaje regularny, coroczny przegląd urządzenia przez certyfikowanego serwisanta, obejmujący nie tylko odgrzybianie, ale przede wszystkim czyszczenie układu odprowadzania skroplin.

    #awariaKlimatyzacji #klimatyzacja #OCWżyciuPrywatnym #Porady #smartHome #sprzętAgd #ubezpieczenieMieszkania #utrzymanieDomu #zalanieMieszkania
  19. Zbawienie w upały, problem przy awarii. Twój nowy klimatyzator może wyrządzić szkody za dziesiątki tysięcy złotych

    Postępujące zmiany klimatyczne i coraz bardziej dotkliwe fale letnich upałów sprawiają, że klimatyzacja przestaje być w Polsce dobrem luksusowym, a staje się standardowym wyposażeniem domów i mieszkań.

    O ile jednak instalując pralkę czy zmywarkę instynktownie zabezpieczamy się przed wyciekiem, o tyle o „klimie” w salonie rzadko myślimy w kategoriach zagrożenia wodnego. To błąd, który może nas słono kosztować.

    Cicha tykająca bomba

    Zasada działania klimatyzatora typu split (najpopularniejszego rozwiązania w polskich domach) nierozerwalnie wiąże się ze zjawiskiem kondensacji. Podczas chłodzenia ciepłego powietrza z pomieszczenia, na wymienniku ciepła (parowniku) wykrapla się woda. Urządzenie musi ją na bieżąco odprowadzać – grawitacyjnie (rurkami na zewnątrz budynku lub do kanalizacji) bądź za pomocą wbudowanej, niewielkiej pompki skroplin.

    Ogrzewanie mieszkania za złotówkę dziennie? LG udowadnia skuteczność nowoczesnej klimatyzacji

    Eksperci rynku ubezpieczeniowego ostrzegają, że wraz ze skokowym wzrostem liczby instalowanych urządzeń, rośnie też lawinowo liczba zgłaszanych szkód. Co najczęściej zawodzi?

    • Pompki skroplin: są to drobne elementy elektromechaniczne, narażone na zatarcie lub uszkodzenie (zwłaszcza przy braku regularnego serwisu). Gdy pompka przestaje działać, woda zaczyna przelewać się przez jednostkę wewnętrzną prosto na ścianę.
    • Zatkanie odpływu: rurki odprowadzające wilgoć mają niewielki przekrój. Gromadzący się wewnątrz kurz i rozwijające się grzyby potrafią po kilku sezonach całkowicie zaczopować odpływ.
    • Błędy montażowe: nieszczelne połączenia na izolacjach powodują powolne, początkowo niedostrzegalne „pocenie się” instalacji ukrytej w ścianach lub sufitach podwieszanych.

    Dlaczego awaria klimatyzacji jest tak kosztowna?

    Skutki zalania z klimatyzatora bywają znacznie bardziej dotkliwe niż w przypadku awarii wężyka w łazience. Wynika to z lokalizacji urządzenia. Jednostki wewnętrzne wiesza się zazwyczaj w salonach i sypialniach – nad drogimi podłogami z naturalnego drewna, zestawami wypoczynkowymi czy sprzętem RTV. Kapiąca powoli woda wsiąka w panele powodując ich nieodwracalne puchnięcie.

    Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej w blokach mieszkalnych. Niewykryty odpowiednio wcześnie wyciek z klimatyzatora potrafi wniknąć w stropy i trwale zniszczyć wykończenie mieszkania sąsiada znajdującego się piętro niżej.

    Jak zabezpieczyć swój portfel?

    Decydując się na montaż klimatyzatora (szczególnie w bloku), nie należy polegać wyłącznie na gwarancji instalatora. Zabezpieczeniem w przypadku zalania własnego mieszkania jest standardowa polisa ubezpieczeniowa nieruchomości.

    Kluczowe jest jednak rozszerzenie ochrony o klauzulę OC (odpowiedzialności cywilnej) w życiu prywatnym. To właśnie ten element ubezpieczenia uchroni nas przed gigantycznymi kosztami, gdy woda z naszego zepsutego klimatyzatora zrujnuje wyremontowany salon sąsiada. Warto podczas odnawiania polisy zwrócić szczególną uwagę na tzw. sumę gwarancyjną (maksymalną kwotę, jaką wypłaci ubezpieczyciel). Przy dzisiejszych cenach materiałów budowlanych i robocizny, suma gwarancyjna OC na poziomie 20 czy 30 tysięcy złotych może okazać się stanowczo zbyt niska na pokrycie roszczeń poszkodowanych sąsiadów.

    Niezależnie od ubezpieczenia, najlepszą prewencją pozostaje regularny, coroczny przegląd urządzenia przez certyfikowanego serwisanta, obejmujący nie tylko odgrzybianie, ale przede wszystkim czyszczenie układu odprowadzania skroplin.

    #awariaKlimatyzacji #klimatyzacja #OCWżyciuPrywatnym #Porady #smartHome #sprzętAgd #ubezpieczenieMieszkania #utrzymanieDomu #zalanieMieszkania
  20. Kolejny tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest poleceniu ss. Polecenie ss (Socket Statistics) to narzędzie systemu Linux służące do wyświetlania szczegółowych informacji o... linuxiarze.pl/porady-admina-ip #linux #admin #network #porady

  21. Kolejny tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest poleceniu ss. Polecenie ss (Socket Statistics) to narzędzie systemu Linux służące do wyświetlania szczegółowych informacji o... linuxiarze.pl/porady-admina-ip #linux #admin #network #porady

  22. Dzisiejszy tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest aplikacji iperf. iperf to narzędzie testowe, które wykonuje pomiary ruchu sieciowego za pomocą gniazd sieciowych. Obsługiwane metryki wydajności obejmują przepustowość i opóźnienie... linuxiarze.pl/porady-admina-ip #admin #porady #linux #internet

  23. Dzisiejszy tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest aplikacji iperf. iperf to narzędzie testowe, które wykonuje pomiary ruchu sieciowego za pomocą gniazd sieciowych. Obsługiwane metryki wydajności obejmują przepustowość i opóźnienie... linuxiarze.pl/porady-admina-ip #admin #porady #linux #internet

  24. Dzisiejszy tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest poleceniu tree. Tree wyświetla wcięte drzewo katalogów w kolorze. linuxiarze.pl/porady-admina-tr #linux #admin #porady

  25. Dzisiejszy tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest poleceniu tree. Tree wyświetla wcięte drzewo katalogów w kolorze. linuxiarze.pl/porady-admina-tr #linux #admin #porady

  26. Dzisiejszy tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest poleceniu whois. whois – klient usługi katalogowej whois. whois to narzędzie wiersza poleceń służące do sprawdzania informacji o domenach internetowych, adresach IP oraz... linuxiarze.pl/porady-admina-wh #linux #porady #admin

  27. Dzisiejszy tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest poleceniu whois. whois – klient usługi katalogowej whois. whois to narzędzie wiersza poleceń służące do sprawdzania informacji o domenach internetowych, adresach IP oraz... linuxiarze.pl/porady-admina-wh #linux #porady #admin

  28. Kolejny tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest poleceniu update-alternatives. W systemie Linux polecenie update-alternatives służy do zarządzania wieloma wersjami tego samego programu zainstalowanymi w jednym systemie. Pozwala ono na łatwe przełączanie, która z tych wersji ma być domyślnie wywoływana przez system i użytkowników. linuxiarze.pl/porady-admina-up #linux #admin #porady

  29. Kolejny tutorial z cyklu Porady Admina poświęcony jest poleceniu update-alternatives. W systemie Linux polecenie update-alternatives służy do zarządzania wieloma wersjami tego samego programu zainstalowanymi w jednym systemie. Pozwala ono na łatwe przełączanie, która z tych wersji ma być domyślnie wywoływana przez system i użytkowników. linuxiarze.pl/porady-admina-up #linux #admin #porady