home.social

#ciekawostki-technologiczne — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #ciekawostki-technologiczne, aggregated by home.social.

fetched live
  1. Zmiany w Google Play. Wyszukiwarka w opiniach to strzał w dziesiątkę, ale zniknął kluczowy filtr

    Google po cichu wdraża aktualizację swojego sklepu z aplikacjami. Z jednej strony gigant wreszcie daje użytkownikom Androida narzędzie, na które czekali od lat. Z drugiej – niespodziewanie usuwa opcję, która była pomocna przy diagnozowaniu problemów ze smartfonem.

    Kiedy zainstalowana na telefonie aplikacja zaczyna sprawiać problemy, nasze pierwsze kroki często kierujemy do sekcji opinii w Google Play. Sprawdzamy tam, czy inni użytkownicy również doświadczają podobnych błędów. Najnowsza aktualizacja sklepu mocno przebudowuje ten proces, oferując mieszankę bardzo dobrych i nieco irytujących wieści.

    Łatwiejsze szukanie błędów

    W sekcji recenzji pojawia się właśnie długo wyczekiwana opcja wyszukiwania po słowach kluczowych. To pozornie prosta zmiana, która ułatwia życie.

    Jeśli po najnowszej aktualizacji komunikator nadmiernie zużywa baterię albo gra zacina się na konkretnym etapie, nie musisz już ręcznie przewijać setek komentarzy. Wystarczy wpisać odpowiednie hasło, by błyskawicznie sprawdzić, czy inni użytkownicy zgłaszają identyczny kłopot. To świetne narzędzie ułatwiające wstępne rozwiązywanie problemów.

    Koniec z filtrowaniem po modelu urządzenia

    Niestety, Google ma w zwyczaju usuwać użyteczne funkcje bez słowa wyjaśnienia. Z menu sortowania opinii (co wychwycił portal Android Authority) bezpowrotnie zniknął filtr „model tego urządzenia”. To spora strata dla użytkowników.

    W szerokim ekosystemie Androida, gdzie na rynku funkcjonują tysiące różnych konfiguracji sprzętowych, oprogramowanie może działać idealnie na flagowym Samsungu, a jednocześnie zawieszać się na budżetowym modelu Motoroli. Filtr modelu pozwalał w ułamku sekundy odsiać nieistotne recenzje i upewnić się, czy dany błąd dotyczy specyfiki naszego sprzętu, czy samej aplikacji. Teraz ta możliwość po prostu wyparowała.

    Jest też jedna, drobna zmiana wizualna – filtr pokazujący opinie wyłącznie z „najnowszej wersji” aplikacji nie zniknął, lecz funkcjonuje teraz jako wygodny, oddzielny przycisk na górze ekranu. Zmiany nie doczekały się oficjalnego komunikatu ze strony giganta z Mountain View, ale trafiają już falami do użytkowników na całym świecie.

    Google Meet oficjalnie w Apple CarPlay. Użytkownicy Android Auto muszą… poczekać na swoją kolej

    #aktualizacja #Android #Aplikacje #ciekawostkiTechnologiczne #Google #GooglePlay #Oprogramowanie #smartfony
  2. NASA chwali się zdjęciami z kosmosu. Tak Ziemię uwiecznił m.in. iPhone 17 Pro Max [galeria]

    Wspominaliśmy już o tym, że załoga historycznej misji Artemis II zabrała na pokład smartfony od Apple. NASA właśnie udostępniła pierwszą galerię zdjęć z podróży wokół Księżyca. Trzeba przyznać, że Ziemia fotografowana przez okno statku Orion za pomocą iPhone’a robi niesamowite wrażenie.

    Decyzja o włączeniu iPhone’ów 17 Pro Max do oficjalnego ekwipunku astronautów wywołała sporo emocji, ale teraz widzimy tego pierwsze efekty. Amerykańska agencja kosmiczna opublikowała galerię pod tytułem „Journey to the Moon”, w której znalazły się kadry z wnętrza kapsuły oraz spektakularne ujęcia naszej planety na tle głębokiej, kosmicznej czerni.

    Choć na pokładzie statku Orion znajduje się profesjonalny sprzęt (m.in. lustrzanka Nikona), większość zdjęć wnętrza, pozbawionych szczegółowych metadanych, zrobiono najprawdopodobniej właśnie smartfonami Apple. Zanim urządzenia trafiły w ręce astronautów (w tym dowódcy Reida Wisemana czy Kanadyjczyka Jeremy’ego Hansena), musiały przejść rygorystyczne testy bezpieczeństwa, w tym sprawdzenie odporności na rozbicie szkła w warunkach zerowej grawitacji.

    Sprzeczne sygnały z Białego Domu. Trump chce potężnych cięć w budżecie NASA tuż po starcie misji Artemis II

    Co ciekawe, funkcjonalność kosmicznych iPhone’ów została znacznie ograniczona. Służą one wyłącznie do rejestrowania zdjęć i wideo. Aby nie zakłócać pracy statku, urządzenia mają permanentnie zablokowany dostęp do Wi-Fi, Bluetooth oraz internetu. Z pewnością są to jednak „fotografie z iPhone’a” zrobione na najwyższej wysokości w historii. Zresztą, sami zobaczcie:









    #Apple #ArtemisII #ciekawostkiTechnologiczne #iPhone17ProMax #Kosmos #NASA #statekOrion #zdjęciaZKosmosu
  3. Ten chip Wi-Fi przetrwa wewnątrz reaktora jądrowego. Przełomowa inżynieria z Japonii

    Kiedy dochodzi do katastrofy nuklearnej, do akcji wkraczają roboty. Ich największym problemem nie jest jednak promieniowanie niszczące metal, ale… brak bezprzewodowej łączności. Naukowcy z Tokio zaprezentowali właśnie chip Wi-Fi, który potrafi bez szwanku przetrwać tam, gdzie standardowa elektronika umiera w ułamku sekundy.

    Podczas trwającego od lat oczyszczania zniszczonej elektrowni Fukushima Daiichi, inżynierowie mierzą się z trudnym problemem. Roboty operujące w skażonych strefach muszą być sterowane za pomocą długich kabli LAN. Dlaczego? Ponieważ standardowe, krzemowe układy łączności bezprzewodowej ulegają natychmiastowej degradacji pod wpływem promieniowania gamma. Kable plączą się w gruzach i znacznie utrudniają akcje ratunkowe.

    Zespół z Institute of Science Tokyo na konferencji ISSCC w San Francisco ogłosił przełom. Stworzono odbiornik sygnału bezprzewodowego, który może przyjąć dawkę 500 000 grejów (Gy) w ciągu sześciu miesięcy. Dla porównania: elektronika montowana w statkach kosmicznych musi wytrzymać zaledwie około 300 Gy na przestrzeni trzech lat.

    Jak tego dokonano? Zrezygnowano z tradycyjnych osłon ołowianych (które i tak blokują sygnał Wi-Fi) na rzecz całkowitego przeprojektowania architektury chipu. Naukowcy zredukowali do minimum liczbę tranzystorów, których warstwa tlenkowa jest wrażliwa na promieniowanie, zastępując je cewkami indukcyjnymi. Te tranzystory, które musiały zostać (typu NMOS), zostały powiększone i wydłużone, by zminimalizować degradację. Wyniki testów są imponujące: przy dawce 800 kGy odbiornik zanotował zaledwie 1,5 decybela utraty wzmocnienia sygnału. To otwiera drogę do całkowicie bezprzewodowej eksploracji najbardziej skażonych miejsc na Ziemi.

    Mobilny internet do kieszeni. TP-Link wprowadza tanie hotspoty LTE z WiFi 6 – M7352 i M7005

    #ciekawostkiTechnologiczne #Fukushima #inżynieriaMateriałowa #ISSCC #promieniowanie #robotykaRatunkowa #technologieBezprzewodowe #WiFi
  4. „Houston, mamy problem z pocztą”. Aplikacja Microsoft Outlook popsuła się w kosmosie

    Amerykańscy astronauci wracają w okolice Księżyca. NASA wydaje miliardy dolarów na najnowocześniejszy sprzęt, rakiety i rygorystyczne testy, a tymczasem na pokładzie statku Orion jednym z najbardziej irytujących wyzwań okazuje się… oprogramowanie Microsoftu. Dowódca misji Artemis II oficjalnie zgłosił awarię programu Outlook.

    Misja Artemis II to absolutnie historyczne wydarzenie – po raz pierwszy od 1972 roku załogowy statek kosmiczny wyrusza poza niską orbitę okołoziemską, by okrążyć Księżyc. Zanim jednak astronauci opuścili bezpośrednie sąsiedztwo naszej planety, musieli przeprowadzić serię testów pokładowych. To właśnie wtedy sprawy przybrały komicznie przyziemny obrót.

    Dowódca misji, Reid Wiseman (to jego zdjęcie jest ozdobą tego materiału, doskonała tapeta na Wasze komputery, najbardziej aktualne zdjęcie naszej planety), poinformował kontrolę lotów w Houston o usterce na swoim tablecie Microsoft Surface Pro. Komunikat, który poszedł w eter, brzmiał znajomo dla każdego pracownika korporacji na Ziemi: „Widzę, że mam dwa programy Microsoft Outlook i żaden z nich nie działa”.

    Astronauta NASA i dowódca Artemis II, Reid Wiseman, wykonał to zdjęcie Ziemi z okna statku kosmicznego Orion po zakończeniu operacji skoku translunarnego. Na zdjęciu widać dwie zorze polarne i delikatne światło zodiakalne — rzadki widok, który normalnie oglądamy tylko na wizualizacjach, a nie przez okno statku lecącego w stronę Księżyca. Nie wiemy, czy Reid próbował użyć Outlooka wysyłając tę piękną fotografię domu nas wszystkich.

    NASA, transmitująca wydarzenia na żywo, nie poinformowała natychmiast, czy z usterką udało się uporać. Ten absurdalnie przyziemny, do bólu ludzki incydent udowadnia jednak jedną, uniwersalną prawdę: nieważne, czy siedzisz przy biurku w Warszawie, czy lecisz w stronę Księżyca – fochy oprogramowania biurowego dopadną cię wszędzie. Nawet jeśli masz do dyspozycji rakietę wartą miliardy dolarów. Microsoft ma na Ziemi dwie wersje swojego klienta poczty (klasyczną i nową, opartą na przeglądarce). Wygląda na to, że w kosmosie obie radzą sobie równie słabo.

    #ArtemisII #awariaOprogramowania #ciekawostkiTechnologiczne #Kosmos #MicrosoftOutlook #NASA #ReidWiseman #SurfacePro
  5. Terminator wstał z kolan… i kopnął szefa. Chiński robot T800 udowadnia, że nie jest animacją CGI

    Jak udowodnić niedowiarkom, że Twój robot jest prawdziwy, super szybki i potrafi walczyć?

    Najlepiej pozwolić mu kopnąć prezesa w brzuch. Taką (dość bolesną) strategię marketingową obrała chińska firma EngineAI.

    Na początku grudnia firma EngineAI pokazała światu swojego humanoida o uroczej nazwie T800 (fani Arnolda Schwarzeneggera wiedzą, czym to pachnie). Na pierwszym wideo robot wyważał drzwi i wykonywał ciosy karate. Internet jednak nie uwierzył. Komentarze były bezlitosne: „To CGI”, „To człowiek w kostiumie”, „Fake”.

    Sparing z szefem

    Aby uciąć spekulacje, firma wypuściła drugie wideo. Tym razem widzimy CEO firmy, który staje do walki ze swoim dziełem. Robot najpierw markuje wysokie kopnięcie w głowę (High Kick), a chwilę później wyprowadza błyskawiczne kopnięcie w korpus, powalając szefa na ziemię. Prezes, mimo ochraniacza na tułów, przyznał, że siła uderzenia była tak duża, że bez zabezpieczenia skończyłoby się to złamaniem kości.

    75kg class head-on brawl! EngineAI T800 kicks the boss: Is this kick personal?#EngineAI #robotics #newtechnology #newproduct pic.twitter.com/UCRrP0qBaz

    — EngineAI (@engineairobot) December 6, 2025

    Po co komu robot-wojownik?

    Choć T800 wygląda jak maszyna do zabijania, EngineAI uspokaja – ich celem nie jest stworzenie armii Skynet. Robot ma trafić do sprzedaży w połowie 2026 roku i służyć do nudnych zadań w fabrykach i magazynach. Pokaz walki miał jedynie zademonstrować stabilność, szybkość i precyzję silników, których nie da się osiągnąć w tradycyjnych, sztywnych robotach.

    Cóż, miejmy nadzieję, że w fabrykach nikt nie wpadnie na pomysł, by uczyć je karate.

    Chiny mówią „basta”. Koniec z bezużytecznymi robotami, które tylko ładnie tańczą

    #ciekawostkiTechnologiczne #EngineAI #humanoidalne #roboty #sztucznaInteligencja #T800