home.social

#geopolityka — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #geopolityka, aggregated by home.social.

fetched live
  1. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Trump w wyścigu na dno

    Dość stały element tego bloga stanowi zastanawianie się, w jakim stopniu różnorakie „wystrzały” Donalda Trumpa są wynikiem świadomie prowadzonej polityki, a w jakim mieszaniną wybujałego ego z wątpliwej jakości kompetencjami i biografią wiecznego dziecka. I sam nie do końca potrafię na to odpowiedzieć.

    Pułapka prawyborów i bańka w Białym Domu

    Na pewno w kwestii wyborów „połówkowych” prezydent przeszedł na kryterium lojalności w wyborze kandydatów. Ponieważ jego zaplecze polityczne, czyli ruch MAGA, zdominowało Partię Republikańską, namaszczeni kandydaci z łatwością wygrywają prawybory partyjne stanowiące warunek uzyskania nominacji. Ale wygrana w wewnętrznym plebiscycie to jedno, a wygrana w wyborach właściwych to już coś zupełnie innego.

    Co z tego wynika? Sondażowe wyniki wielu kandydatów republikańskich, nawet w tradycyjnie „czerwonych” stanach, są póki co bardzo umiarkowane. Czemu zapewne nie pomagają ceny paliwa na stacjach. A to przyprawia otoczenie prezydenta o niemałą panikę. Choć sam Trump, trzymany w dość szczelnej bańce informacyjnej, dodatkowo wspieranej przez narcystyczną osobowość, przejmować się takimi drobiazgami nie zamierzał i nie zamierza.

    Obserwując to, co dzieje się tak w Białym Domu, jak i w całej polityce USA, pojawiła się u mnie teza, że Trump nie tyle posiada jakiś własny program (nie jest nim na pewno izolacjonistyczny Projekt 2025), ile pozostaje manipulowany przez kilka grup w swoim otoczeniu, realizujących osobne i często wzajemnie sprzeczne agendy. Poniżej spróbuję zidentyfikować te środowiska.

    1. Dolina Krzemowa i „techno-bracia”

    Pierwszą jest grupa tzw. techno bros, której podstawową agendą jest utrzymanie i pompowanie „bańki AI” oraz zabezpieczenie źródeł dochodu wynikających z asymetrycznych rozwiązań w zakresie sieci społecznościowych (brak odpowiedzialności prawnej nadawcy). Jej najbardziej widocznym reprezentantem jest Elon Musk, chociaż ważniejszym, tkwiącym bardziej na zapleczu graczem pozostaje Peter Thiel. Ich wkładem jest promocja Trumpa – przede wszystkim w obrębie mediów społecznościowych, głównie na Muskowym X-ie – oraz ogromne pieniądze.

    2. Tradycyjni miliarderzy i eksperymenty podatkowo-celne

    Druga grupa to tradycyjni miliarderzy. To oni odpowiadają zarówno za projekt prolongaty obniżek podatków, jak i powiązane z nim inicjatywy celne. Tu interesów pilnuje Howard Lutnick, sekretarz handlu. To on jest odpowiedzialny za lawinowe stosowanie „alarmowych” ceł na pograniczu legalności.

    Celem finalnym ma być zastąpienie podatku dochodowego wpływami z ceł. I nie chodzi o to, czy jest to cel osiągalny – bo nie jest – ale o to, że dążenie do niego utrzymuje ułudę systemu podatkowego wpędzającego USA w kolejne gigantyczne deficyty i napychającego sakwy najwyższemu procentowi najbogatszych obywateli.

    3. Jastrzębie polityki zagranicznej

    Trzecim kręgiem jest obszar „interwencyjny” z sekretarzem obrony Hegsethem i sekretarzem stanu Rubio na czele. Ci dwaj stają się orędownikami kolejnych eskapad zagranicznych i eskalowania idiotycznych gróźb wobec sojuszników.

    O ile jednak Hegseth, mając skromne kompetencje intelektualne, służy głównie za pas transmisyjny izraelskich polityków, o tyle Rubio wyraźnie za cel obrał sobie nowy porządek w obu Amerykach – z wielkim finałem zakończonym odbiciem Kuby. To wszystko, jak pokazuje przykład Wenezueli, odbywa się w modelu neokolonialnym, a nie dotychczas preferowanym demokratyzacyjnym.

    Co ciekawe, plany ekspansji nie obejmują na przykład Haiti, gdzie interwencja USA mogłaby przynieść realne korzyści. Wygląda jednak na to, że katastrofa bliskowschodnia może tutaj nieźle pokrzyżować im szyki. Zwłaszcza że potencjalna klęska w wyborach, o której pisałem na początku, w istocie sparaliżuje kolejne inicjatywy wojskowe.

    4. Radykałowie z ruchu MAGA

    Czwarty kręg to coś, co nazwałbym radykałami MAGA. To konglomerat ludzi zdeterminowanych do wdrożenia najbardziej skrajnych koncepcji ruchu, które są wzajemnie niespójne, ale wyjątkowo druzgocące w skutkach.

    Na czele mamy bardzo aktywny ruch antyimigracyjny, który po serii wizerunkowych katastrof został nieco wyhamowany, ale dalej de facto drastycznie ogranicza napływ imigrantów do USA. Do tego dochodzi katastrofalna polityka zdrowotna pod wodzą Kennedy’ego czy kolejne czystki w administracji. Co ciekawe, tu mamy do czynienia z największą elastycznością samego Trumpa, który najwierniejszych partyjnych Hunwejbinów traktuje bez sentymentów, pozbywając się ich z zadziwiającą łatwością.

    5. Rodzinny interes

    Piąty obszar to familia. Tu motywacje są wyjątkowo proste: nakraść, ile się da. Na czele tej grupy stoi Jared Kushner, a towarzyszą mu zarówno synowie prezydenta, jak i jego „specjalny wysłannik” oraz biznesowy konfidant Steve Witkoff.

    Normą w tym środowisku jest zarabianie na unikalnych informacjach (insider trading) oraz pobieranie różnego rodzaju opłat na rzecz interesów prezydenta i własnej kieszeni. Paradoksalnie, to właśnie w tym miejscu powstają dla państwa ogromne i bardzo długofalowe szkody.

    Podsumowanie: Chaos, który ma swoich autorów

    Kiedy decyzje Trumpa rozpatrujemy przez pryzmat zagubionego pięciolatka poruszającego się w otoczeniu ludzi posiadających własne, twarde interesy, otrzymujemy znacznie większą jasność co do tego, co naprawdę kieruje prezydentem USA. Te działania nie są spójne, bo spójne być nie mogą. Są chaosem i katastrofą – ale katastrofą, która ma bardzo konkretnych autorów i przyczyny.

    #DonaldTrump #geopolityka #USA
  2. Uchodźca: podbijemy Europę, elity nam pomagają!

    Islamizacja Europy i tajne plany lewicowych elit

    Paradoks nielegalnej imigracji. Wyruszają do Europy i do USA w strachu przed prześladowaniami i w związku z panującą w ich krajach złą sytuacją. Ale w krajach, do których przybywają, tworzą enklawy (dzielnice, strefy no go), w których panują dokładnie te same prześladowania i dokładnie ta sama zła sytuacja. Więc wniosek jest taki, że każdy naród ma swój kawałek ziemi, o który sam powinien dbać. Kto się zgadza?

    Osobne kwestie to wojny pośrednie pomiędzy Rosą a USA realizowane na Bliskim Wschodzie, Ukrainie, w Korei i w Wenezueli. Potęgi regionalne (Arabia Saudyjska, Iran, Turcja, Zjednoczone Emiraty Arabskie (Dubaj), Pakistan – też mieszają. Chiny intensywnie kolonizują Afrykę, a do gry w Afryce zaczęły włączać się Indonezja i Indie.

    Islamska kolonizacja Europy 2015 – dziś

    Już w 2015 roku niezależni obserwatorzy mówili o tym, że policja, prokuratury i sądy krajów, w których rozpoczynała się islamska kolonizacja, dostały od rządów tajny rozkaz. Nakazywał ulgowo traktować muzułmańskich uchodźców – umarzać postępowania, nie kierować spraw do sądu przez policę, zmieniać kwalifikację czynu na lżejszą, wypuszczać bez wyroków, dawać minimalne lub mniejsze wyroki, i tak dalej. Liberałowie chcą zrobić z nas bezmózgie, zatomizowane społeczeństwa.

    Człowiek-atom, bez wsparcia ze strony rodziny, płci, narodu, rasy i tak dalej, jest słaby i zdany na prowadzenie przez lewicowo-liberalny autorytaryzm. To będzie bardzo gorzka lekcja dla narodów Europy Zachodniej – że tożsamość i korzenie również są ważne. Oni wyparli się tych korzeni, więc zostaną przez „siły natury” brutalnie zmuszeni do powrotu do nich.

    Na wklejonego poniżej filmiku, który jest wypowiedzią afrykańskiego nielegalnego imigranta, znamiennych jest kilka rzeczy. Pierwsza – to kolejne potwierdzenie tego, że ten tajny rozkaz by traktować islamistów bardzo ulgowo, istnieje. Druga – to jego pełna pogardy wypowiedź. Że Wasi mężczyźni nie mają jaj, że Wasza policja nie ma jaj. Białych mężczyzn potwornie nienawidzą też feministki, za to islamistów uwielbiają.

    • (Dalsza część wpisu poniżej. Ten artykuł powstał dzięki Waszemu wsparciu. Jeśli leży Ci na sercu byt niezależnych mediów i chcesz, bym ujawniał dla Ciebie różne inne szokujące fakty i skandale, przejdź do opcji pod koniec tego artykułu)

    Dlaczego feministki lubią islamską, patriarchalną siłę?

    O to w tym chodzi – brak testosteronowej, brutalnej siły, której podświadomie i bardzo freudowsko pożądają feministki. Ich wsparcie najbardziej ludobójczej i totalitarnej doktryny na świecie, z jednoczesnym gnojeniem nas, w większości wrażliwych i empatycznych, białych mężczyzn, jest ostateczną klęską feminizmu. Klęską na żadnym polu – moralnym, etycznym i przede wszystkim… na tym najbardziej ludzkim polu. Bowiem to publikacje amerykańskich feministek o tym, by zabić 90% białych mężczyzn, nie tylko są „polubiane” i „udostępniane” dziesiątki tysięcy razy. Ale mają wpływ na miliony kobiet feminizmu trzeciej fali.

    Na marginesie, taki smutny, trochę gnostycki wniosek odnośnie świata. Zwiększenie poziomu serotoniny u badanych klinicznie świerszczy powodowało że stały się spokojniejsze, ale jednocześnie mniej zdolne do przeżycia. Ten kto czyta publikacje z dziedziny socjologii, biologii, psychologii i ezoteryzmu, umie pewne fakty połączyć. Lęk przetrwania, barbarzyństwo, zagryzanie się, rywalizacja, przemoc – są potrzebne do bezwzględnej walki o byt. Teraz jednak lepszy byt zapewnia spokojny i empatyczny artysta mający wolny zawód, lub nudny kujon-inżynier.

    Islam nie zna miłosierdzia ani litości?

    Ale póki co w pamięci ewolucyjnej wciąż żywy jest obraz brutalnego i umięśnionego jaskiniowca, który upoluje mamuta, a po przyrządzonej kolacji, zmusi swoją kobietę do seksu i zaśnie. Temu archetypowi najbardziej odpowiadają właśnie „dzikie”, afrykańskie i azjatyckie ludy, które umieją co najwyżej „upolować” kilkaset euro zasiłku. Ale to się oczywiście zmienia. Kobiety powoli zaczynają doceniać zwykłych, miłych chłopaków, do których można się przytulić i po prostu miło spędzić czas, zamiast lawiny emocji z draniem. Jest to proces powolny i będzie dynamiczny (ruchy szowinistyczne typu incele, mgtow itp), ale on już zachodzi.

    Ważne jest też to, co ci nielegalni imigranci widzieli i robili w swoich krajach jako dzieci. Jak kopali odcięte głowy członków innego plemienia. Jak zbierali odcięte części ciała jako trofea. Ci dorośli teraz ludzie nie znają miłosierdzia. Nie znają litości. Dla nich zgwałcić lub zabić, szczególnie białego człowieka, to tak jak splunąć. Dlatego uważam, że nasza cywilizacja i nasze humanistyczne wartości wymagają pewnej „ochrony” ze strony pierwiastka narodowego i nacjonalistycznego.

    Oni nie uszanują naszego postępu. Oni nie uszanują naszych wartości

    Jakoś tak jest, że cywilizacje hołdujące bardziej barbarzyńskim wzorcom w danej epoce historycznej, mają silniejsze geny, silniejszych wojaków, i większą tendencję do zajmowania terytoriów „cywilizacji dekadencko-liberalnych”. Vide: Cesarstwo Rzymskie i inwazja barbarzyńców, czy Konstantynopol i barbarzyńscy Turcy.

    Warto przeciwstawić się rządzącym (jeszcze..) w Europie elitom, tak zwanemu estabiliszmentowi. To są źli i zdemoralizowani ludzie, potwory w ciałach człowieka. Z jednej strony posyłają miliony ludzi w krajach Bliskiego Wschodu na śmieć. Niszczą tam reżimy, które choć nie są demokratyczne, to są świeckie, w miarę tolerancyjne, zapewniają ład i porządek. Sponsorują też grupy dżihadystów.

    Elita zaprasza do Europy mężczyzn w wieku poborowym

    A z drugiej strony, zapraszają do Europy miliony agresywnych mężczyzn w wieku poborowym. Którzy nie tylko nigdy się nie zasymilują. Ale chcą zniszczyć naszą cywilizację. Przeciwstawmy się ludobójstwu Białych Ludzi. W Republice Południowej Afryki ono już trwa, przy milczeniu liberalnych mediów.

    Owszem, mamy swoich dresiarzy, mamy swoich kiboli, swoją patologię.. Mamy jakiś procent społeczeństwa, który jest agresywny. Ale to wcale nie znaczy, że mamy do siebie zapraszać 10 razy bardziej agresywną patologię z zagranicy. I to wcale nie oznacza, że ta nasza „patola” to to samo, co państwo islamskie czy miliony DODATKOWYCH gwałtów, rozbojów i zabójstw rocznie. To kolejny błąd logiczny, jaki popełnia lewica.

    Autor: Jarek Kefir

    Szok! Afrykański, islamski nielegalny imigrant mówi jak jest. Musisz to zobaczyć!

    https://youtube.com/watch?v=3cLqfci_Qy8&t=97s

    Zapraszam też na inne wpisy poświęcone islamizacji Europy:

    –Islam przejmuje Wasze kraje, nie będzie Was!
    –Islamskie gangi: chcesz tego w Polsce?
    –Czemu feministki kochają islam i nienawidzą białych mężczyzn?

    P.S. Podobał Ci się artykuł? Podaruj autorowi napiwek, w dowolnej kwocie:

    Moi drodzy, mogę pisać i działać dzięki Waszemu wsparciu. Nie mam funduszy od żadnych służb czy „filantropów”, jak duże, propagandowe meNdia. Działam czysto hobbystycznie, dzieląc się z Wami tym, co jest ukrywane bądź przemilczane. Wasze wsparcie umożliwia częste i regularne publikacje. Na pewno jest to dobrze wydany pieniądz. Więc jeśli chcesz, możesz skorzystać z opcji poniżej:

    1️⃣ BLIK na nr telefonu: 886 489 463

    2️⃣ Przelew bankowy: 16102047950000910201396282
    Dla: Jarosław Kasperski, Tytuł: Darowizna

    Przelewy z zagranicy: Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
    IBAN: PL16102047950000910201396282

    3️⃣ [ PayPal – link ], [ BuyCoffe – link ]

    #cywilizacja #elity #Europa #geopolityka #IIIWojnaświatowa #imigranci #islam #islamizacja #Społeczeństwo #uchodźcy
  3. Rozmowa w podcaście **Polityka Insight** nt. czasów między pokojem a wojną...

    youtu.be/qm93inV5GDE

    Mam kolejną propozycję na weekendowe przesłuchanie.
    Nie jest to długa audycja. Jednak ta rozmowa Anny Dyner i Ziemowita Szczerka skłoniła mnie do refleksji, a rozważania owe dotyczą czasów, w których żyjemy.

    Jak zrównoważyć prawa obywatelskie i prawa człowieka z ograniczeniami, które wprowadzane są na czas wojny?

    Nie żyjemy w czasach, które można jednoznacznie określić jako czas pokoju, ale nie znajdujemy się też w stanie wojny. Jesteśmy w takim stanie *szarym*, dla którego nie mamy do końca pasującej definicji ani żadnych ram prawnych.

    Kiedyś było prościej. Starożytni Rzymianie powoływali na czas wojny lub kryzysu dyktatora, który mając nadzwyczajne uprawnienia, sprawował władzę. Po zakończeniu kryzysu republika wracała do zwykłego porządku. Oczywiście zdarzały się odstępstwa, ale mechanizm był z grubsza ustalony.

    Czas pokoju to nie jest już tylko brak wojny.

    Podobnie było z podejściem do zdrowia. Przez długi czas sprowadzano je po prostu do braku choroby lub niepełnosprawności. Dopiero WHO po drugiej wojnie światowej określiła zdrowie jako stan fizycznego, psychicznego i społecznego dobrostanu. Zdrowie nie jest zero-jedynkowe, jest dużo bardziej złożone.

    I chyba podobnie powinniśmy zacząć myśleć o wojnie i pokoju...

    @anna_m_dyner
    @ziemowitszcze11

    #Geopolityka #Bezpieczeństwo #Wojna #Społeczeństwo #PolitykaInsight #Podcast

  4. 🇮🇷 Iran, ceny paliw i bezpieczeństwo energetyczne Europy

    Kryzys wokół Iranu i Cieśniny Ormuz ponownie pokazuje, jak silnie geopolityka wpływa na światowy rynek energii — od cen ropy i paliw, przez bezpieczeństwo energetyczne Europy, po ceny na polskich stacjach.

    👉 Zapraszamy do lektury pełnej analizy.

    rethinkenergyinstitute.substac

    #Iran #kryzys #paliwa #ropa #Polska #geopolityka #energia #gaz #Ormuz #Hormuz #wojna #ceny #energy

  5. Arcyciekawa rozmowa z prof. Markiem Węcowskim w podcaście: Wywiadowcy Podcast.

    youtube.com/watch?v=TTgE5XfJfCE

    Polecam na weekendowe przesłuchanie. 👍🏻

    Zdecydowanie nie doceniamy siły i odporności naszej europejskiej kultury i cywilizacji, która wyrosła między innymi na fundamentach starożytnej Grecji.

    Przez ostatnie dziesięciolecia Zachód mierzy się z wyzwaniami na wręcz niespotykaną skalę, a mimo to europejskie społeczeństwa żyją we względnym spokoju i bez większych napięć społecznych. Dla mnie to mocny argument za odpornością naszej kultury. Naszą siłą jest wspomniany przez Węcowskiego „grecki wynalazek” zdolności do autokorekty, debaty i ciągłego poddawania w wątpliwość funkcjonujących rozwiązań.

    Pytanie, jak sobie z tymi wyzwaniami poradzą wielkie reżimy autorytarne takie jak Rosja, Chiny czy Korea Północna. Moim zdaniem ich agresywne działania wcale nie gwarantują im przetrwania. 🤔

    I być może wtedy, na przekór tym wszystkim dzisiejszym Braunom, Bosakom czy innym Mentzenom może się okazać jak trwała i odporna jest cywilizacja zbudowana na fundamentach i rozwiązaniach, które wymyślili starożytni Grecy.

    P.S. Porównanie Herodota do Kapuścińskiego, po prostu genialne. 😎

    Oczywiście wątków poruszanych w tej rozmowie jest cała masa, a mi z tego wpisu wyszedł trochę manifest polityczny, ale co mi tam... 🤷‍♂️

    #Podcast #MarekWęcowski #Historia #Geopolityka #Europa #Cywilizacja #StarozytnaGrecja #Polecajka

  6. A #Chiny dalej cisną Europę...
    Zwiększając presję gospodarczą na Unię Europejską pokazują, że czują się coraz mocniejsze.
    Jak zwykle niezawodny #OSW .

    A ja myślę: Na ile to projekcja, a na ile ich faktyczna siła? 🤔
    youtube.com/watch?v=N3XRLAcN1Ic

    #Europa #UE #StosunkiMiedzynarodowe #Geopolityka

  7. Drożyzna w salonach Apple. Gigant po cichu lobbuje u Trumpa, by kupować pamięci od zbanowanej firmy z Chin

    Nagłe podwyżki cen komputerów Mac i iPadów zszokowały klientów, ale prawdziwa bitwa o Twoje pieniądze toczy się właśnie za zamkniętymi drzwiami Białego Domu.

    Apple próbuje nagiąć amerykańskie sankcje nałożone na chińskich producentów podzespołów, byle tylko ratować swoje topniejące marże. Jeśli administracja Donalda Trumpa powie „nie”, wysokie ceny elektroniki zostaną z nami na bardzo długo.

    Apple po cichu i drastycznie podnosi ceny w Polsce. Sprzęt podrożał z minuty na minutę nawet o 2500 złotych

    Geopolityczny konflikt na linii Waszyngton – Pekin przestał być abstrakcyjnym tematem z wiadomości i uderzył bezpośrednio w portfele konsumentów. Dla nas to jasny sygnał, że giganci technologiczni tracą elastyczność w zarządzaniu łańcuchami dostaw. Skutki tych tarć są natychmiast przerzucane na ostateczną cenę urządzeń, które widzimy na sklepowych półkach.

    Podwyżki cen to nie przypadek. Tim Cook szuka ratunku w Chinach

    W miniony czwartek Apple oficjalnie i bez żadnych zapowiedzi podniosło ceny kilku swoich kluczowych produktów, w tym komputerów Mac oraz tabletów iPad. Szef koncernu, Tim Cook, już tydzień wcześniej sugerował w wywiadzie dla „The Wall Street Journal”, że firma nie ma wyjścia i musi podnieść ceny z powodu drastycznego wzrostu kosztów kości pamięci RAM oraz pamięci masowych na światowych rynkach.

    Zaznaczył wtedy, że w obliczu kryzysu dostaw korporacja jest zmuszona rozważyć „każde dostępne źródło” komponentów, o ile otrzyma na to odpowiednie zgody polityczne. Jak się okazuje, te słowa były gruntem pod znacznie poważniejszą i bardziej kontrowersyjną operację biznesową.

    Czarna lista Pentagonu na drodze korporacji

    Jak donosi redakcja „The Financial Times”, powołując się na sześć niezależnych źródeł, Apple od miesiąca potajemnie naciska na Departament Handlu oraz administrację prezydenta Donalda Trumpa. Amerykański gigant chce uzyskać specjalne zezwolenie na kupowanie kości pamięci od firmy ChangXin Memory Technologies (CXMT).

    Problem polega na tym, że CXMT to podmiot, który Pentagon umieścił na wojskowej czarnej liście (tzw. liście 1260H) z powodu podejrzenia o bezpośrednie powiązania z Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą. Władze USA stoją na twardym stanowisku, że finansowanie tego typu przedsiębiorstw przez amerykańskie firmy technologiczne bezpośrednio uderza w bezpieczeństwo narodowe.

    Choć obecność na tej liście nie oznacza automatycznego, pełnego zakazu handlu, to nakłada na korporacje z USA obowiązek uzyskiwania specjalnych rządowych licencji na współpracę. Apple próbuje teraz te obostrzenia poluzować, byle tylko zbić koszty produkcji.

    Co to oznacza dla kupujących?

    Jeśli administracja Donalda Trumpa postawi twarde weto, Apple będzie skazane na droższych dostawców z Korei czy Tajwanu. To z dużym prawdopodobieństwem zabetonuje wysokie ceny sprzętu na długie miesiące, a kolejne podwyżki będą tylko kwestią czasu.

    Z drugiej strony, ugięcie się Białego Domu pod naciskiem giganta z Cupertino i wydanie zgody na współpracę z firmą powiązaną z chińskim wojskiem wywoła potężny skandal polityczny w Waszyngtonie. Wybór między czystym wizerunkiem a zyskiem rzadko bywa dla korporacji z Dolnej Krzemowej tak namacalny i bolesny.

    #Apple #CXMT #DonaldTrump #geopolityka #iPad #Mac #pamięćRAM #Pentagon #podwyżkiCen #TimCook
  8. Amerykańskie prawo ważniejsze niż europejska prywatność? Microsoft w centrum afery z holenderskimi urzędnikami

    Europejskie rządy od lat zachodzą w głowę, jak uniezależnić się od amerykańskich gigantów technologicznych, a najnowsze doniesienia z Holandii pokazują, że nie są to tylko czcze obawy.

    Jak donoszą tamtejsze media, Microsoft miał przekazać amerykańskiemu Kongresowi nieocenzurowane dane holenderskich urzędników państwowych. Powód? Pracowali oni nad ustawą, która nie podoba się Waszyngtonowi.

    Choć sprawa wypłynęła na łamach holenderskiego portalu NL Times (powołującego się na śledztwo magazynu Vrij Nederland), jej echa mogą wkrótce wstrząsnąć całą Unią Europejską. To klasyczny, wręcz podręcznikowy przykład zderzenia dwóch potężnych systemów prawnych: europejskiego nacisku na prywatność z amerykańskim pociągiem do globalnej kontroli danych.

    O co dokładnie poszło?

    Według medialnych doniesień, Microsoft udostępnił amerykańskiej Izbie Reprezentantów zbiór maili, notatek ze spotkań oraz zaproszeń należących do holenderskich urzędników. Co kluczowe – firma nie zanonimizowała tych dokumentów, ujawniając Amerykanom imiona i nazwiska pracowników dwóch kluczowych organów: Holenderskiego Urzędu Ochrony Danych (AP) oraz Urzędu ds. Konsumentów i Rynków (ACM).

    Dlaczego amerykański rząd w ogóle interesował się holenderskimi urzędnikami? Byli oni zaangażowani we wdrażanie słynnego aktu o usługach cyfrowych (DSA). To europejska ustawa zmuszająca platformy technologiczne (takie jak Facebook, X czy Google) do znacznie ostrzejszej walki z nielegalnymi treściami, dezinformacją i materiałami wykorzystującymi dzieci. Problem w tym, że część amerykańskich polityków uważa europejskie regulacje DSA za zakamuflowaną formę cenzury, uderzającą w interesy firm z USA.

    Wszechpotężny Cloud Act

    Jak to możliwe, że Microsoft, operując w Europie, tak po prostu wydaje dane tutejszych urzędników obcemu rządowi? Odpowiedzią jest Cloud Act – kontrowersyjne amerykańskie prawo, które zmusza firmy technologiczne z USA do udostępniania danych na żądanie amerykańskich organów ścigania i rządu, niezależnie od tego, na jakich serwerach (i w jakim kraju) te dane są fizycznie przechowywane.

    Dla amerykańskich korporacji jest to sytuacja bez wyjścia – muszą wybierać między złamaniem europejskiego RODO a narażeniem się na potężne kary we własnym kraju. Microsoft właśnie dokonał wyboru.

    Dyplomatyczny zgrzyt i suwerenność cyfrowa

    Doniesienia wywołały spore poruszenie w holenderskim rządzie. Sekretarz stanu ds. gospodarki cyfrowej, Willemijn Aerdts, przyznała, że odbyła już w tej sprawie rozmowę z ambasadorem USA. „Powiedziałam mu, jak bardzo to niepożądane. Jeśli macie jakiś problem, walczcie z nami, rządem, albo z Europą, ale nie za plecami szeregowych urzędników państwowych” – stwierdziła Aerdts. Z kolei odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne Eric van der Burg zapowiedział szczegółowe śledztwo, które ma ustalić, jakie dokładnie dokumenty trafiły za ocean.

    Niezależnie od tego, jak zakończy się holenderskie śledztwo, afera ta idealnie obrazuje pojęcie „suwerenności cyfrowej”. Europejscy politycy od lat podkreślają, że dopóki kluczowa infrastruktura państwowa (od poczty e-mail, przez serwery chmurowe, aż po komunikatory) będzie leżeć w rękach amerykańskich korporacji podlegających ustawie Cloud Act, Europa nigdy nie będzie w pełni niezależna technologicznie. Budowa własnych, europejskich alternatyw to jednak proces na lata, a do tego czasu nasze dane wciąż pozostaną zakładnikami w cyfrowej wojnie mocarstw.

    Microsoft Edge zmienia zasady gry. Menedżer haseł odblokujesz tylko przez Windows Hello

    #bezpieczeństwoWSieci #BigTech #chmuraObliczeniowa #CloudAct #DSA #geopolityka #Microsoft #prawoTechnologiczne #prywatność #UniaEuropejska
  9. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Nazajutrz

    Ameryka posiada znakomite zdolności do obalania reżimów w drodze militarnej interwencji. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Poważne wątpliwości budzi jednak zdolność USA do stworzenia czegoś więcej niż państwo upadłe lub amerykański protektorat, utrzymywany w jako takim stanie przez miliardy dolarów łapówek i dotacji.

    Kuba na celowniku walca

    Teraz, po paśmie „sukcesów” w Syrii, Libii, Afganistanie, Iraku czy ostatnio w Wenezueli i Iranie, amerykański walec za cel obrał sobie Kubę. Kuba, ze względu na bankrutujący ustrój realnego socjalizmu oraz faktyczną blokadę morską, jest właściwie na łasce i niełasce Stanów Zjednoczonych. Kraj jest systematycznie doprowadzany do stanu katastrofy gospodarczej i humanitarnej. To wszystko dzieje się w oczekiwaniu na kapitulację reżimu i zmianę władzy na… I tu kończą się pomysły, a zaczyna pobożne życzenie.

    Pomysłu na nazajutrz po upadku władzy na Kubie nie ma i nigdy nie było. W USA żyje masa ludzi, którzy kiedyś uciekli z wyspy i dziś funkcjonują w sferze iluzji co do tego, jak można rządzić tym krajem. Wierzą, że 10 milionów Kubańczyków z radością przyjmie „wolność” dowiezioną na amerykańskich bagnetach. Departament Stanu jest wyczyszczony z fachowców, a jego zadaniem stała się nie tyle analiza realnej sytuacji, ile wspieranie iluzji szefa, Marco Rubio (będącego potomkiem kubańskich uciekinierów), oraz uberszefa Donalda Trumpa, który oczekuje natychmiastowego i absolutnego sukcesu. Co może pójść nie tak?

    Widmo haitańskiej anarchii

    Eksperci ostrzegają, że Kuba znajduje się na krawędzi totalnego załamania struktur państwowych. A to jest już punkt bez powrotu. Przykład leży niedaleko – na Haiti. Moment, w którym plajtuje administracja i służby porządkowe, oznacza zamknięcie okna pogodowego, w którym możliwa jest relatywnie tania stabilizacja kraju. Zamiast tego zaczyna się walka z anarchią i załamaniem porządku społecznego.

    Pamiętajmy, że ze względu na bliskość Florydy, w takim momencie znaczna część Kubańczyków może zostać zmuszona do ucieczki z kraju. Jak USA poradzą sobie z kilkumilionową falą migracyjną? Nie wątpię, że wola polityczna do masowego zawracania (lub nawet porzucenia na morzu) Kubańczyków na tratwach by się znalazła, ale czy znajdzie to akceptację społeczną?

    Dziedzictwo cukrowego kolonializmu i pułapka Portoryko

    Tym bardziej że nawet w najlepszych okolicznościach doprowadzenie gospodarki Kuby do porządku nie będzie proste. To nie jest uprzemysłowiony przez socjalizm kraj europejski, ale utrzymywany przez lata przez ZSRR rezerwat u wybrzeży USA, który nigdy nie uwolnił się od dziedzictwa cukrowego kolonializmu. Opieranie gospodarki wyłącznie na turystyce jest możliwe, ale przy tej wielkości populacji i ogromnej konkurencji na Karaibach nie zapewni to oczekiwanego rozwoju. Alternatywnych modeli gospodarczych w okolicy brak.

    Z czego jak czego, ale z tego najlepiej powinny zdawać sobie sprawę same Stany Zjednoczone, które od lat usiłują doprowadzić do porządku własny protektorat w postaci Portoryko. Dodajmy: bez większych sukcesów. Do wszystkich tych czynników dochodzi jeszcze przyroda. Karaiby są regularnie dewastowane przez katastrofy naturalne, a opinia o idyllicznej rzeczywistości szybko weryfikuje się po zobaczeniu pierwszego huraganu.

    Lekcja, której zabrakło

    Czy te obawy powstrzymają Trumpa? Absolutnie nie! Kuba to „nisko wiszący owoc”. Wydaje się (i słusznie), że wystarczy ją kopnąć, by się przewróciła. I to prawda. Ale daleko nie cała. Po przewróceniu trzeba to wszystko podnieść i poskładać. I to właśnie wtedy koszty idą w miliardy, a ofiary w setki tysięcy.

    Każdy z nas rozkręcił kiedyś jakąś zabawkę. Po poskładaniu działała średnio, a w ręku zostawały nam śrubki. Donald Trump ewidentnie został przez nianię pozbawiony tej ważnej, życiowej lekcji pokoju i pokory.

    #DonaldTrump #geopolityka #Haiti #Kuba #trump #USA #ZSRR
  10. Zbieżność interesów. Watykan i twórcy modelu Claude wyznaczają etyczne granice AI

    W nadchodzącym tygodniu papież Leon XIV zaprezentuje pierwszą encyklikę swojego pontyfikatu, w całości poświęconą rozwojowi sztucznej inteligencji.

    Wydarzenie to wykracza jednak poza standardowe ramy teologiczne, ponieważ w Watykanie u boku głowy Kościoła stanie Chris Olah, miliarder i współzałożyciel firmy Anthropic. Ta bezprecedensowa obecność jednego z najważniejszych graczy w Dolinie Krzemowej zbiega się w czasie z narastającym napięciem na linii Watykan-Waszyngton oraz otwartym sporem samej spółki technologicznej z amerykańskim Departamentem Obrony wokół militaryzacji algorytmów.

    „Magnifica humanitas” i sprzeciw wobec broni autonomicznej

    Zaplanowana na 25 maja premiera dokumentu zatytułowanego „Magnifica humanitas” stanowi zwieńczenie prac watykańskiej grupy badawczej do spraw AI. Głównym założeniem tekstu jest obrona godności człowieka w erze masowej automatyzacji. Leon XIV wielokrotnie podkreślał, że technologia nie potrafi rozróżniać dobra od zła i nie może zastąpić ludzkiej inteligencji w kwestiach moralnych.

    Szczególny nacisk położono na wykorzystanie systemów autonomicznych w działaniach zbrojnych. Podczas niedawnego wystąpienia na rzymskim uniwersytecie La Sapienza papież otwarcie ostrzegał, że oddanie algorytmom kontroli nad uzbrojeniem zwalnia człowieka z odpowiedzialności za podejmowane wybory i grozi globalną eskalacją konfliktów.

    Dolina Krzemowa w starciu z Pentagonem

    Obecność reprezentanta Anthropic podczas watykańskiej premiery ma wymiar wysoce symboliczny. Firma, założona przez byłych inżynierów OpenAI, od dawna pozycjonuje się jako podmiot priorytetyzujący bezpieczeństwo systemów generatywnych. Kiedy dyrektor generalny Anthropic, Dario Amodei, otwarcie sprzeciwił się wykorzystywaniu technologii jego firmy przez Departament Obrony do masowej inwigilacji i tworzenia w pełni autonomicznej broni, wywołało to ostrą reakcję administracji Donalda Trumpa.

    Prezydent Stanów Zjednoczonych nazwał spółkę podmiotem „radykalnie lewicowym” i wezwał agencje federalne do zaprzestania korzystania z jej rozwiązań. Z kolei sekretarz obrony Pete Hegseth określił firmę mianem zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego, co ostatecznie skłoniło giganta technologicznego do złożenia pozwu sądowego przeciwko rządowi.

    Zaawansowany model Mythos jako karta przetargowa

    Sytuację komplikuje fakt, że Anthropic dysponuje nową generacją zaawansowanego modelu o nazwie Mythos. Amerykański Departament Obrony, ustami dyrektora do spraw technologii Emila Michaela, przyznał niedawno, że ten potężny system stanowi odrębną kategorię w kwestiach bezpieczeństwa państwowego, a Waszyngton – według nieoficjalnych doniesień – próbuje obecnie wynegocjować swoiste technologiczne zawieszenie broni.

    Koniec mitu niebezpiecznego AI? Model Mythos poległ na kodzie Curla

    W tym samym czasie relacje na linii Watykan-Biały Dom również pozostają niezwykle napięte. Papież Leon XIV stanowczo krytykuje amerykańskie zaangażowanie zbrojne w Iranie, co spotkało się z publicznymi atakami ze strony prezydenta USA oraz wiceprezydenta JD Vance’a.

    Choć trudno tu mówić o formalnym, politycznym sojuszu wymierzonym w Waszyngton, to zbieżność postaw jest wyraźna. Wspólny opór wobec zbrojeniowego wykorzystania sztucznej inteligencji stworzył przestrzeń, w której priorytety środowiska naukowego Doliny Krzemowej nieoczekiwanie spotkały się z nauczaniem Kościoła katolickiego.

    #AIWWojsku #Anthropic #ChrisOlah #DonaldTrump #etykaTechnologii #geopolityka #iMagazine #papieżLeonXIV #sztucznaInteligencja #Watykan
  11. Obecna wizyta polskich wiceministrów w Waszyngtonie wygląda bardziej na polityczne alibi niż rzeczywistą próbę naprawy relacji z USA. Kluczowe jest właśnie to, że wysłano wiceministrów, przy braku gestów premiera, marszałka sejmu czy chociażby szefa MSZ. W dyplomacji taki gest ma znaczenie. Ci, którzy wcześniej podgrzewali konflikt, sami nie "usiedli do stołu". Wysłano niższych urzędników, by odegrali rolę "gaszących pożar".

    Najpierw pojawiły się wypowiedzi Czarzastego. Był to polityczny test reakcji społecznych. Dopiero gdy okazało się, że większego oporu nie ma, do gry wszedł również Donald Tusk. Doszło do napięcia politycznego i decyzji Pentagonu o wstrzymaniu części rotacji wojsk do Polski. Teraz rząd próbuje zbudować wygodną narrację: "pojechaliśmy, rozmawialiśmy, chcieliśmy dialogu, ale to Amerykanie nie byli gotowi do współpracy".

    W tle pozostaje kwestia TVN i planowanego przejęcia przez Paramount Global. To właśnie ten element może być rzeczywistym powodem wcześniejszego podgrzewania nastrojów wobec USA. TVN jest postrzegany jako ważne zaplecze medialne obecnej władzy, a ograniczenie politycznego wpływu na stację oznaczałoby osłabienie istotnego narzędzia komunikacyjnego. Dlatego jeszcze przed przejęciem rozpoczęto stopniowe schładzanie nastrojów wobec USA, by ograniczyć wpływ TVN na opinię publiczną po ewentualnej zmianie linii publicystycznej stacji i osłabieniu jej dotychczasowego wsparcia dla obecnej władzy.

    Gdyby naprawdę chodziło o szybkie wygaszenie konfliktu, rząd od początku próbowałby załatwiać sprawę przez ambasadora Thomasa Rose'a - człowieka blisko Trumpa i bezpośredni kanał do jego administracji. Zwłaszcza że Rose jeszcze niedawno publicznie nazywał Polskę "modelowym sojusznikiem" USA.

    Całość zaczyna przypominać klasyczny mechanizm polityczny: najpierw podgrzewanie konfliktu, potem pozorowany gest pojednania, a na końcu próba przerzucenia winy na drugą stronę.

    #geopolityka #USA #bezpieczenstwo

  12. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Trump gardzi słabymi – geopolityczno-psychologiczna omyłka PiS-u

    Postawa zarówno Karola Nawrockiego, jak i większości polityków PiS-u wobec USA ogólnie, a Donalda Trumpa w szczególności, jest tyleż żałosna w swojej służalczości, co przeciwskuteczna. Ostatnie półtora roku prezydentury pokazuje dość jednoznacznie, że cechy osobiste Donalda Trumpa zdecydowanie przeważają nad kwestiami takimi jak interes strategiczny kraju czy dyplomatyczne konwenanse.

    Mit „klasztoru i przeora”

    W tej sytuacji kontynuowanie tej silnie wasalnej, momentami wręcz karykaturalnej postawy można już zupełnie realnie określić mianem strategicznego błędu. Traktowanie Ameryki jako obiektywnego nosiciela interesów, które są w dużej mierze niezależne od doraźnego kierownictwa (wyrażane przysłowiem „dłużej klasztora niż przeora”), jest obecnie naiwne i nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Świat na dobre i na złe stał się zakładnikiem narcystycznej osobowości prezydenta USA – należy więc grać według zasad psychologii, a nie logiki dyplomacji.

    Psychologia narcyzmu: szacunek tylko dla silnych

    A psychologia każe narcyzowi się opierać. Tylko silni zyskują szacunek; słabi i wasalni są wykorzystywani do maksimum, a następnie porzucani, gdy stracą przydatność. Lojalność dla Trumpa nie istnieje – szanuje on wyłącznie egoizm i siłę. Widać to dobrze po klęsce wszystkich „zaklinaczy Trumpa”, którzy jako tako radzili sobie podczas pierwszej kadencji; obecnie mamy do czynienia wyłącznie z zarządzaniem chaosem. Decyzja o wycofaniu zaplanowanej obecności wojsk USA w Polsce i stopniowym redukowaniu sił w Niemczech jest funkcją tej samej polityki opartej na zasadzie akcja-reakcja. Tymczasem szacunek i uwagę zyskuje Kanada, która zdecydowała się na otwarte zanegowanie strategii USA i twardy opór wobec gróźb dotyczących zarówno jej niezależności, jak i integralności terytorialnej.

    Portret „kulej kaczki” w cieniu kryzysu

    Można zresztą dostrzec, że coraz więcej światowych przywódców widzi w Trumpie de facto „kulawą kaczkę” (lame duck) – lidera niezdolnego do pełnej realizacji własnej polityki i pozbawionego nadziei na kontynuację władzy. Na zapleczu zaognia się walka „delfinów” o schedę, a sam Trump desperacko stara się zachować jakiekolwiek karty na okres po jesiennych wyborach połowicznych. Trwająca blokada cieśniny i pogarszająca się raptownie sytuacja gospodarcza w USA wprowadza wśród politycznego zaplecza i u samego prezydenta stan desperacji graniczącej z paniką. Wizyta w Chinach stanowi tego najlepszy przykład – jej wyniki są co najmniej rozczarowujące, także w kontekście konfliktu z Iranem.

    Europa musi stanąć okoniem

    Europa powinna więc strategicznie, ale i w sposób zintegrowany, „stanąć okoniem”, jednoznacznie artykułując niezadowolenie z eskalacji z Iranem oraz słabnącej roli USA w świecie. Nie należy bać się kolejnych ataków szału prezydenta – są one i tak nieuniknione. Zresztą, o ile polska prawica tego nie dostrzega, o tyle dość jednoznacznie amerykosceptyczną postawę zajmują jej dotychczasowi sojusznicy: Meloni we Włoszech, RN we Francji, a nawet AfD w Niemczech (mimo wsparcia ze strony Muska i Vance’a).

    Wobec tego wasalne bicie pokłonów zespołu Nawrocki-PiS jest nie tylko krótkowzroczne, ale wprost niebezpieczne. Podwórkowi bandyci szanują tylko silnych i bezczelnych. Skoro tacy ludzie są u władzy, trzeba się zaadaptować. Wydawało się, że akurat Karol Nawrocki tę „uliczną” filozofię powinien zrozumieć najlepiej.

    #DonaldTrump #Francja #geopolityka #Niemcy #PIS #Polska #UE #USA #Włochy
  13. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    UK tonie (znowu), czyli brytyjskie „meh”

    Wybory lokalne w Wielkiej Brytanii zakończyły się bez zaskoczeń. Partia Pracy, zaledwie dwa lata po potężnym wyborczym triumfie, równie szybko traci poparcie, naśladując w ten sposób losy Partii Konserwatywnej. Triumfatorką jest brytyjska odpowiedniczka polskiej Konfederacji, czyli Reform UK. Ofiarą padł natomiast Keir Starmer – premier grzęznący w kolejnych falach politycznych skandali i borykający się z postbrexitową gospodarką. Otwarte pozostaje pytanie, czy przetrwa następne miesiące, tym bardziej że rzędy lojalnych dotąd partyjnych towarzyszy, wyposażonych w „długie noże” i żądzę władzy, ruszyły już do rozliczeń. Starmer wydaje się dość odporny na kolejne ciosy, co jednak nie zmienia faktu, że pomysłu na Zjednoczone Królestwo nie ma obecnie żadna z aspirujących czy rządzących partii.

    Sto lat żałoby i sueski kac

    Na czym polega problem? W uproszczeniu można powiedzieć, że to ponad 100 lat żałoby po Imperium, ostatecznie dobitym przez kryzys sueski w 1956 roku. Ekonomia UK, silnie niegdyś związana z zamorskimi dominiami, od dekad walczy o wytworzenie samodzielnych motorów wzrostu – i tę walkę przegrywa. Posiadając równolegle relatywnie szczodre programy socjalne i bardzo przyjazne imigrantom (zwłaszcza azylowym) podejście na tle pozostałych krajów europejskich, kraj ten ugrzązł w stagnacji. Ta mieszanka od lat gwarantuje polityczny i gospodarczy paraliż. Kolejno aplikowane recepty nie działają, a gospodarka, która przecież potrafi wytwarzać zaawansowane technologicznie produkty znakomitej jakości, pozostaje w tyle za resztą Europy. Jest to o tyle frapujące, że trudno znaleźć obszary, w których Brytyjczycy nie posiadaliby przewag w zakresie technologii, nauki czy zasobów finansowych. To wszystko jednak nie przekłada się na rozwój gospodarczy na miarę ich ambicji i oczekiwań.

    Mistrzowie marnowania okazji

    Wielka Brytania jest mistrzynią świata w marnowaniu własnych możliwości. To Brytyjczycy nauczyli Azjatów budować samochody, a dziś posiadają jedynie resztki przemysłu motoryzacyjnego, w dodatku w większości pod obcym zarządem. To oni rozpoczęli naftowy boom na Morzu Północnym, ale podczas gdy Norwegowie stworzyli fundusz na ciężkie czasy, hołubiona przez wielu Margaret Thatcher wydała zyski na nieskuteczne obniżki podatków i brutalną deindustrializację kraju. Posiadali niemal monopol na finansową obsługę kapitału w UE, więc postanowili z tej Unii wyjść. Takich strzałów we własną stopę było więcej – wymieniam tylko te najistotniejsze. Co najgorsze, nie wydaje się, aby ów cykl miał ulec zakończeniu. Gospodarcze recepty Reform UK to thatcheryzm w wersji ekstremalnej, który z tak marnym skutkiem próbowała zaimplementować Liz Truss podczas swojego krótkiego premierowania. Wiara w magiczne właściwości „gospodarki skapywania” i krzywej Laffera jest wśród elit równie silna, co system klasowy i miłość do rodziny królewskiej.

    Między młotem a kowadłem deglobalizacji

    Brytania nie jest pod tym względem odosobniona, ponieważ ekstrema polityczne są obecnie w natarciu w całej Europie. Co prawda nie „dowożą” one wyników tak ekstremalnie, jak obiecują, ale w erze mediów społecznościowych obietnice liczą się bardziej niż rezultaty. Skutkiem jest coraz krótszy cykl polityczny i narastająca niemożność przezwyciężenia impasu. Nawet proeuropejski zwrot, który w erze Trumpa i post-Trumpa wydaje się nieunikniony, będzie zapewne kwestionowany. Czy jednak w relacjach z USA jest przyszłość? Powątpiewam – zwłaszcza w realiach deglobalizującego się świata i rosnących napięć na linii USA – Unia Europejska. Obawiam się, że w tym starciu UK, jako „piąta kolumna” jankeskiej ekstremy, może tylko stracić.

    Mitologia kontra rzeczywistość

    Tym bardziej że podstawowym problemem od lat wydaje się niekontrolowana migracja. Wyjście z UE (Brexit) paradoksalnie zwiększyło jej zakres. Postkolonialna przeszłość sprawia, że Wyspy stają się dogodnym obszarem osiedlania się dla ludności dawnych azjatyckich i afrykańskich kolonii. Ciągły napływ jest obciążeniem zarówno dla systemu opieki socjalnej, jak i dla porządku oraz bezpieczeństwa publicznego. W rezultacie ekstrema niemające do zaoferowania niczego oprócz słabo ukrywanego rasizmu i żądzy odwetu, zaczynają dyrygować polityką wewnętrzną i zagraniczną. Wyjścia z matni nie widać, bo póki co nie uznano jeszcze bankructwa systemu wsparcia socjalnego ani polityki azylowej. Ten moment zbliża się jednak wielkimi krokami.

    A mnie mimo wszystko trochę żal tego mitycznego i nieistniejącego UK Monty Pythona i Czarnej Żmii. Londynu ze Slow Horses i Jersey z Bergeraca. Pewnie już nie dam rady tam pojechać, choćby jako turysta. Był sobie kraj…

    #brexit #DonaldTrump #emigracja #geopolityka #UE #UK #USA #WielkaBrytania
  14. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Iran w pułapce bez pomysłu

    Bardak w Iranie i w Cieśninie Ormuz trwa już od dwóch miesięcy. Przyczyny tej interwencji nadal nie są do końca jasne, ale większość obserwatorów skłania się ku wariantowi, który można nazwać „spiskowo-osobistym”. Chodzi mianowicie o ratowanie skóry przez Netanjahu i Trumpa w obliczu widma wyborczej porażki w Izraelu oraz ujawniania akt Epsteina w USA. Nie zmienia to jednak faktu, że o ile militarna strona operacji była i jest prowadzona dość sprawnie w zakresie samych bombardowań, o tyle strona polityczna po prostu nie istnieje. Brakuje zarówno pomysłu, jak i woli realizacji.

    Zakładnicy

    W desperacji Trump co rusz grozi bombardowaniem cywilnej infrastruktury, chcąc wziąć za zakładników 90 milionów Irańczyków. Liczy na to, że perspektywa klęski głodu i pragnienia dostarczy im odpowiedniej motywacji, by z gołymi rękami iść na karabiny i obalić reżim. A przecież rok wcześniej próbowali właśnie tego przy całkowitej bezczynności USA. Teraz, będąc świadkami masowych bombardowań własnego kraju i cofania go do średniowiecza, nawet najwierniejsi widzowie amerykańskich seriali bynajmniej nie zaczną nagle pałać do Ameryki miłością. Inna sprawa, że po dekadach prowadzenia wobec Iranu neokolonialnej polityki, Stany Zjednoczone wydają się wyjątkowo kiepskim kandydatem na zbawiciela.

    Równolegle Iran zdołał wziąć za zakładnika cały petrodolarowy system gospodarczy, szachując „wąskie gardło” w postaci Cieśniny Ormuz. Oczywiście reżim został w dużej mierze sparaliżowany poprzez naloty, ale okazuje się, że bez interwencji lądowej sprokurowanie jakichkolwiek zmian będzie ekstremalnie trudne. Ofensywa powietrzna ma swoje ograniczenia i jest niezwykle kosztowna. Tymczasem ataki na infrastrukturę naftową krajów Zatoki Perskiej wykonywane są skutecznie relatywnie tanimi i trudnymi do zniszczenia środkami. Rezultaty są niewspółmiernie duże w stosunku do nakładów. „Miękkie podbrzusze” producentów ropy okazało się wyjątkowo podatne na tego rodzaju działania.

    Niechciana wojna asymetryczna

    Donald Trump słabo przygotował się do tej interwencji i niemal całkowicie zignorował głosy rozsądniejszej części swojej „wypatroszonej” administracji. Głosy te ostrzegały przed ryzykiem ponownego wplątania USA w wojnę asymetryczną, w której pozorne słabości stają się realnymi przewagami. Równanie z ziemią infrastruktury państwa irańskiego pozbawia USA kolejnych punktów nacisku – infrastrukturę można przecież zniszczyć tylko raz. Tymczasem irańskie ataki na państwa Zatoki w zasadzie rozmontowały w miesiąc strukturę petrodolarowych zależności między regionem a Ameryką. Prawdziwe skutki tej zmiany dopiero nadejdą. Wiemy na pewno, że powstałego węzła gordyjskiego nie da się przeciąć w prosty sposób.

    Strategiczny dylemat

    Patrząc na sprawę realistycznie, Donald Trump ma dwie alternatywy. Pierwsza to „iść na całość” (ang. double down), czyli de facto interwencja lądowa. Byłaby ona kosztowna i krwawa, a przede wszystkim – nie ukrywajmy – piekielnie niepopularna w kraju i całkowicie niepopierana przez niedawnych sojuszników. Tu nawet Izrael nie wyśle żołnierzy. Samoloty z „ładunkiem 200” (ciałami poległych) wracające w listopadzie do USA to recepta na historyczną klęskę w wyborach połówkowych, a nie „efekt flagi”.

    Druga opcja to kompromis. Niestety, jak podkreślają obserwatorzy, to, co obecnie zadowoliłoby Iran, będzie rozwiązaniem gorszym od słynnej umowy Obamy. Demokraci na pewno nie omieszkają wytknąć tego przed wyborami. I tu wracamy do punktu wyjścia. Ego Donalda Trumpa wskazywałoby na opcję pierwszą, ale wtedy ceny ropy poszybują w kosmos, a porażka Republikanów w listopadzie może przerodzić się w hekatombę.

    Wariant trzeci: niemożliwy, ale ciekawy

    Może jednak istnieje wyjście „ratujące twarz” i ego Trumpa jednocześnie? Choć politycznie kosztowne w zupełnie innym wymiarze i dziś mało prawdopodobne, pojawia się koncepcja „blame Israel”. Innymi słowy: zwalenie wszystkiego na „złowrogie knowania” sojusznika, który wprowadził USA w błąd. USA wykonują wtedy rejteradę, a sprząta Europa i Azja (bo tam im zależy). Trump zaś z żalem oznajmia, że zawiódł się na partnerze. Dziś to opcja abstrakcyjna, ale przy rosnących cenach ropy może stać się atrakcyjna. Tym bardziej że wśród twardego elektoratu MAGA komponent antysemicki był zawsze aktywny, a Netanjahu – słabnący i ponoć chory – nadaje się na kozła ofiarnego znakomicie. Ten wariant naruszałby jednak zbyt wiele strategicznych interesów, jest więc nieracjonalny. Ale czy Donald Trump jest racjonalny?

    Podsumowanie: USA w kryzysie na własne życzenie

    Kryzys irański nie był nieunikniony. Na drodze do eskalacji istniało wiele okazji, by rozładować sytuację lub zatrzymać machinę wojenną. Jednak iluzję łatwych militarnych rozstrzygnięć (stworzoną przy okazji Wenezueli) trudno porzucić. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z przywódcą nieprzewidywalnym, o narastających problemach kognitywnych i słabo maskowanym narcyzmie. Dzisiaj tkwienie w tym kryzysie oznacza, że zakładnikiem jest nie tylko USA, ale cały świat. Problem w tym, że świat nie jest zakładnikiem systemu, lecz czyjegoś ego.

    #DonaldTrump #geopolityka #Iran #Izrael #USA #wojna
  15. #geopolityka #strategia #Grenlandia #USA

    Jak aneksją Grenlandii przez USA wpłynie na sytu.ację gospodarczą i polityczną Polski?