home.social

#infrastruktura-krytyczna — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #infrastruktura-krytyczna, aggregated by home.social.

fetched live
  1. Koniec ślepej wiary w chmurę. Cisco buduje cyfrowe twierdze w Europie

    W dobie powszechnego zachwytu chmurą publiczną, firmy i instytucje z sektora infrastruktury krytycznej obierają dokładnie odwrotny kierunek.

    Chcą innowacji, ale boją się utraty kontroli nad danymi. Odpowiedzią na ten trend ma być portfolio Sovereign Critical Infrastructure (SCI) od firmy Cisco, które właśnie zadebiutowało na rynku w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). To czytelny sygnał: najważniejsze dane wracają za wysokie, w pełni kontrolowane mury.

    Powrót do środowisk „Air-gapped”

    Prawdziwa suwerenność danych w kluczowych sektorach wyklucza kompromisy. To bezpośredni efekt rosnących napięć geopolitycznych i rygorystycznych regulacji, które każą państwom trzymać kluczowe dane u siebie. Dlatego nowe rozwiązanie Cisco odpowiada na potrzeby organizacji, które w erze sztucznej inteligencji chcą budować własną, w pełni lokalną (on-premises) infrastrukturę. Klienci mogą konfigurować i obsługiwać systemy w środowiskach, które są całkowicie odseparowane od zewnętrznej sieci (tzw. air-gapped).

    Odcięcie od internetu nie oznacza jednak technologicznego zacofania. W ramach lokalnej infrastruktury organizacje otrzymują dostęp do kluczowych obszarów oferty Cisco, w tym zaawansowanych sieci, rozwiązań obliczeniowych, cyberbezpieczeństwa, zarządzania siecią, a także sztucznej inteligencji i potężnej platformy analitycznej Splunk. Gordon Thomson, prezes Cisco na region EMEA, wprost zaznacza, że dzisiejsza suwerenność musi oznaczać swobodę wprowadzania innowacji bez utraty kontroli nad cyfrowym środowiskiem.

    Lokalni eksperci zamiast globalnej chmury

    Sama infrastruktura sprzętowa i oprogramowanie to jednak tylko połowa sukcesu. Środowiska o tak rygorystycznych wymogach bezpieczeństwa wymagają wysoce wyspecjalizowanej obsługi technicznej. Z tego powodu zespół Cisco Customer Experience (CX) wprowadza dedykowane wsparcie i usługi skrojone pod środowiska odseparowane i lokalne.

    Aby to zrealizować, firma rozbudowuje sieć Critical National Services Centers (CNSC) w regionie EMEA – nowe punkty powstaną między innymi w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii i we Włoszech. Projekt ten opiera się na sprawdzonym od lat modelu funkcjonującym w Niemczech. Centra te mają zapewnić wsparcie zgodne z rygorystycznymi wymogami dotyczącymi suwerenności danych – oznacza to dedykowaną infrastrukturę, rygorystycznie kontrolowany dostęp oraz personel posiadający odpowiednie uprawnienia bezpieczeństwa.

    O ile mniejszy biznes wciąż optymalizuje koszty w chmurze, o tyle państwa i korporacje zarządzające zasobami krytycznymi stawiają na fizyczną izolację. To nie jest powrót do przeszłości. To nowy model internetu – podzielonego, kontrolowanego i coraz mniej globalnego.

    Luki w Wi-Fi kosztują firmy miliony. Raport Cisco pokazuje skalę problemu

    #airGapped #bezpieczeństwoDanych #Cisco #cyberbezpieczeństwo #EMEA #geopolityka #infrastrukturaKrytyczna #onPremises #Splunk #suwerennośćCyfrowa #sztucznaInteligencja
  2. Koniec ślepej wiary w chmurę. Cisco buduje cyfrowe twierdze w Europie

    W dobie powszechnego zachwytu chmurą publiczną, firmy i instytucje z sektora infrastruktury krytycznej obierają dokładnie odwrotny kierunek.

    Chcą innowacji, ale boją się utraty kontroli nad danymi. Odpowiedzią na ten trend ma być portfolio Sovereign Critical Infrastructure (SCI) od firmy Cisco, które właśnie zadebiutowało na rynku w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). To czytelny sygnał: najważniejsze dane wracają za wysokie, w pełni kontrolowane mury.

    Powrót do środowisk „Air-gapped”

    Prawdziwa suwerenność danych w kluczowych sektorach wyklucza kompromisy. To bezpośredni efekt rosnących napięć geopolitycznych i rygorystycznych regulacji, które każą państwom trzymać kluczowe dane u siebie. Dlatego nowe rozwiązanie Cisco odpowiada na potrzeby organizacji, które w erze sztucznej inteligencji chcą budować własną, w pełni lokalną (on-premises) infrastrukturę. Klienci mogą konfigurować i obsługiwać systemy w środowiskach, które są całkowicie odseparowane od zewnętrznej sieci (tzw. air-gapped).

    Odcięcie od internetu nie oznacza jednak technologicznego zacofania. W ramach lokalnej infrastruktury organizacje otrzymują dostęp do kluczowych obszarów oferty Cisco, w tym zaawansowanych sieci, rozwiązań obliczeniowych, cyberbezpieczeństwa, zarządzania siecią, a także sztucznej inteligencji i potężnej platformy analitycznej Splunk. Gordon Thomson, prezes Cisco na region EMEA, wprost zaznacza, że dzisiejsza suwerenność musi oznaczać swobodę wprowadzania innowacji bez utraty kontroli nad cyfrowym środowiskiem.

    Lokalni eksperci zamiast globalnej chmury

    Sama infrastruktura sprzętowa i oprogramowanie to jednak tylko połowa sukcesu. Środowiska o tak rygorystycznych wymogach bezpieczeństwa wymagają wysoce wyspecjalizowanej obsługi technicznej. Z tego powodu zespół Cisco Customer Experience (CX) wprowadza dedykowane wsparcie i usługi skrojone pod środowiska odseparowane i lokalne.

    Aby to zrealizować, firma rozbudowuje sieć Critical National Services Centers (CNSC) w regionie EMEA – nowe punkty powstaną między innymi w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii i we Włoszech. Projekt ten opiera się na sprawdzonym od lat modelu funkcjonującym w Niemczech. Centra te mają zapewnić wsparcie zgodne z rygorystycznymi wymogami dotyczącymi suwerenności danych – oznacza to dedykowaną infrastrukturę, rygorystycznie kontrolowany dostęp oraz personel posiadający odpowiednie uprawnienia bezpieczeństwa.

    O ile mniejszy biznes wciąż optymalizuje koszty w chmurze, o tyle państwa i korporacje zarządzające zasobami krytycznymi stawiają na fizyczną izolację. To nie jest powrót do przeszłości. To nowy model internetu – podzielonego, kontrolowanego i coraz mniej globalnego.

    Luki w Wi-Fi kosztują firmy miliony. Raport Cisco pokazuje skalę problemu

    #airGapped #bezpieczeństwoDanych #Cisco #cyberbezpieczeństwo #EMEA #geopolityka #infrastrukturaKrytyczna #onPremises #Splunk #suwerennośćCyfrowa #sztucznaInteligencja
  3. RE: ruhr.social/@julijane/11601411

    Tymczasem w Niemczech "Head of Security" w koncernie energetycznym ma na LinkedInie ból dupy o to, że nie dość, że na OpenStreetMapie podają informacje o jego podstacjach to jeszcze wpisują takie groźne szczegóły jak fakt, że… jest otoczona płotem!
    I jeszcze udowadnia swój niedobór kompetencji poprzez zaciemnienie informacji tak, że nie było aż tak trudno odgadnąć o którą podstację mu chodziło XD

    Kiedy edycja PL?

    #sekjuriti #bezpieczeństwo #InfrastrukturaKrytyczna #OpenStreetMap #Niemcy

  4. RE: ruhr.social/@julijane/11601411

    Tymczasem w Niemczech "Head of Security" w koncernie energetycznym ma na LinkedInie ból dupy o to, że nie dość, że na OpenStreetMapie podają informacje o jego podstacjach to jeszcze wpisują takie groźne szczegóły jak fakt, że… jest otoczona płotem!
    I jeszcze udowadnia swój niedobór kompetencji poprzez zaciemnienie informacji tak, że nie było aż tak trudno odgadnąć o którą podstację mu chodziło XD

    Kiedy edycja PL?

    #sekjuriti #bezpieczeństwo #InfrastrukturaKrytyczna #OpenStreetMap #Niemcy

  5. RE: ruhr.social/@julijane/11601411

    Tymczasem w Niemczech "Head of Security" w koncernie energetycznym ma na LinkedInie ból dupy o to, że nie dość, że na OpenStreetMapie podają informacje o jego podstacjach to jeszcze wpisują takie groźne szczegóły jak fakt, że… jest otoczona płotem!
    I jeszcze udowadnia swój niedobór kompetencji poprzez zaciemnienie informacji tak, że nie było aż tak trudno odgadnąć o którą podstację mu chodziło XD

    Kiedy edycja PL?

    #sekjuriti #bezpieczeństwo #InfrastrukturaKrytyczna #OpenStreetMap #Niemcy

  6. RE: ruhr.social/@julijane/11601411

    Tymczasem w Niemczech "Head of Security" w koncernie energetycznym ma na LinkedInie ból dupy o to, że nie dość, że na OpenStreetMapie podają informacje o jego podstacjach to jeszcze wpisują takie groźne szczegóły jak fakt, że… jest otoczona płotem!
    I jeszcze udowadnia swój niedobór kompetencji poprzez zaciemnienie informacji tak, że nie było aż tak trudno odgadnąć o którą podstację mu chodziło XD

    Kiedy edycja PL?

    #sekjuriti #bezpieczeństwo #InfrastrukturaKrytyczna #OpenStreetMap #Niemcy

  7. RE: ruhr.social/@julijane/11601411

    Tymczasem w Niemczech "Head of Security" w koncernie energetycznym ma na LinkedInie ból dupy o to, że nie dość, że na OpenStreetMapie podają informacje o jego podstacjach to jeszcze wpisują takie groźne szczegóły jak fakt, że… jest otoczona płotem!
    I jeszcze udowadnia swój niedobór kompetencji poprzez zaciemnienie informacji tak, że nie było aż tak trudno odgadnąć o którą podstację mu chodziło XD

    Kiedy edycja PL?

    #sekjuriti #bezpieczeństwo #InfrastrukturaKrytyczna #OpenStreetMap #Niemcy

  8. Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    Mamy rok 2026. Świat płonie, a my wciąż pozwalamy, by algorytmy z Doliny Krzemowej dolewały benzyny do ognia. Nie jestem zwolennikiem cenzury. Jestem zwolennikiem przetrwania cywilizacji. A to, co serwuje nam dziś Meta, to egzystencjalne zagrożenie. I nie, nie przesadzam.

    Zacznijmy od konkretu, który przelał czarę goryczy. Jestem dziennikarzem technologicznym, staram się zachować higienę cyfrową. Na Facebooku mam garstkę znajomych – tych prawdziwych, z krwi i kości. Nigdy niczego tam nie komentuję. Nie subskrybuję politycznych fanpage’y. Mimo to, algorytm uznał, że musi mi wcisnąć do gardła wpis, który jest kwintesencją manipulacji.

    Oto co zobaczyłem (wpis – co znamienne – zniknął potem samoczynnie, jak wirus, który szukał nosiciela i go nie znalazł, więc poszedł dalej):

    „ZEBRAŁEM WSZYSTKIE ZNANE ZABURZENIA PSYCHICZNE DONALDA TRUMPA… ZŁOŚLIWY NARCYZM… OTĘPIENIE… FRONTOTEMPORAL DEMENTIA… Nie czyta dokumentów… Nie słucha ludzi… Pomiędzy decyzją o ataku a jej braku stoi tylko jego otoczenie…”

    Brzmi groźnie? Owszem. Jest merytoryczne? W żadnym razie. To pseudomedyczny bełkot. Zbiór teorii spiskowych, półprawd i diagnoz stawianych „na oko” przez ludzi, którzy nie widzieli pacjenta na oczy (łamiąc tym samym Zasadę Goldwatera – jeden z fundamentów etyki lekarskiej). To klasyczna „psychiatryzacja wroga” – metoda znana z ZSRR, służąca do odczłowieczania oponenta. Dla Sowietów każdy dysydent był psychicznie chory.

    Ale nie o Trumpa tu chodzi. Chodzi o mechanizm.

    Algorytm nie szuka prawdy. Szuka ofiary

    Dlaczego ten wpis trafił do mnie? Do osoby, która unika politycznych wojenek? Bo algorytm Meta już od dawna nie jest „społecznościowy”. On jest predykcyjny. Nie reaguje na to, co robisz (bo ja nic nie robiłem). Reaguje na to, kim jesteś statystycznie. Wiek, wykształcenie, lokalizacja, model telefonu. System uznał, że jestem „podatnym gruntem” pod testowanie nowej narracji. Wrzucił mi toksynę, zmierzył czas reakcji (zatrzymanie scrolla), a gdy nie chwyciło – zabrał ją i zaniósł komuś innemu.

    To nie jest „wolny rynek idei”. To są testy A/B na żywym organizmie społecznym. Testy, które promują treści skrajne, wywołujące lęk i gniew, bo to one najlepiej sprzedają reklamy. To system masowego testowania reakcji poznawczych. Bez zgody, bez etyki, bez odpowiedzialności.

    Szybciej niż bomby – i bez wypowiedzenia wojny

    Problem polega na tym, że państwa reagują na zagrożenia militarne, bo są widoczne, mają sprawcę i da się je nazwać agresją. Zagrożenia informacyjne są inne: są rozproszone, bez jasnego autora („to tylko błąd algorytmu”), bez widocznej intencji („to tylko optymalizacja zaangażowania”).

    A jednak efekt końcowy jest realny: rozpad zaufania społecznego, erozja demokracji, normalizacja przemocy symbolicznej, podatność na autorytaryzm. To dokładnie ten moment w historii, gdy nowy rodzaj broni wyprzedził język, którym potrafimy go opisać. Jak gaz bojowy w I wojnie światowej. Najpierw był „wynalazek”, potem szok, a dopiero na końcu konwencje genewskie.

    My jesteśmy w fazie szoku.

    Kłócimy się o to, co wisi na ścianie w klasie, a nie zauważamy, że telefon w kieszeni dziecka jest dziś silniejszym narzędziem indoktrynacji niż jakikolwiek polityk, nauczyciel, katecheta czy podręcznik. Deepfake’i i algorytmy wychowują całe pokolenie – bez programu, bez etyki i bez dorosłych przy stole.

    „Ale przecież UE nad tym pracuje…”

    Słyszę to ciągle. DSA, DMA, AI Act. Bruksela pisze ustawy, powołuje komisje, nakłada kary, które dla Mety są błędem zaokrąglenia w budżecie. To leczenie nowotworu witaminą C. Gdy pacjent ma złośliwego guza mózgu, nie mówisz mu: „proszę głęboko oddychać, legislacja jest w toku”. Wzywasz neurochirurga, a anestezjolog już czeka…

    Mówicie, że „nie da się” wyłączyć Facebooka? Że to zbyt skomplikowane? Że gospodarka? Przypomnijmy sobie lekcję historii. Gdy po ataku na Pearl Harbor USA przystąpiły do II Wojny Światowej, amerykańska gospodarka przestawiła się na tryb wojenny w 72 godziny. Trzy dni. Fabryki lodówek zaczęły robić amunicję. Wolny rynek zawieszono. Wprowadzono racjonowanie. TRZY DNI!

    Pearl Harbor to nie jest w tym kontekście metafora wojny. To precedens decyzyjny. USA nie przestawiły gospodarki w 72 godziny dlatego, że wojna była „bardziej realna”, ale dlatego, że uznano ją za zagrożenie systemowe dla państwa.

    Dziś algorytmy ingerują w procesy wyborcze, destabilizują relacje społeczne, wpływają na zdrowie psychiczne całych pokoleń i są wykorzystywane w wojnach hybrydowych. To spełnia każde kryterium zagrożenia systemowego. Brakuje tylko decyzji politycznej, by to nazwać po imieniu. Da się.

    Czas to powiedzieć głośno: algorytmiczna destabilizacja społeczeństw JEST zagrożeniem egzystencjalnym. Facebook, TikTok i ich pochodne to nie „firmy technologiczne”. To operatorzy infrastruktury poznawczej, pozbawieni jakiejkolwiek odpowiedzialności i napędzani zyskiem, który nie ma moralności.

    Plan ratunkowy. Trzy opcje „atomowe”

    Nie musimy „zamykać internetu”, tak jak trudno nazwać uśmiercenie pacjenta jego wyleczeniem. Musimy odciąć zasilanie maszynie losującej nastroje społeczne. Oto co można zrobić – nie za 5 lat, ale w miesiąc.

    Opcja 1: stan wyjątkowy dla algorytmów

    Najczystsza opcja. Decyzją administracyjną (na poziomie UE lub krajowym) nakłada się zakaz stosowania algorytmów rekomendacyjnych dla treści niesubskrybowanych.

    Zostaje:

    • Chronologiczny feed od znajomych.
    • Treści, które świadomie zaobserwowałeś.
    • Wyszukiwarka.

    Znika:

    • „Sugerowane dla Ciebie”,
    • „Możesz to polubić”,
    • „Wpadnij w króliczą norę”.

    Efekt? Zasięgi toksycznych treści spadają o 90%. Wiralowość umiera. Facebook staje się nudnym narzędziem do kontaktu z ciocią. I o to chodzi. Ciocia na pewno się ucieszy, a Twój umysł Ci podziękuje.

    Opcja 2: algorytm jako broń (Infrastruktura Krytyczna)

    Zmiana definicji prawnej. Systemy rekomendacyjne o zasięgu powyżej X milionów użytkowników zostają uznane za infrastrukturę krytyczną (jak elektrownie czy wodociągi). Skutek?

    Obowiązkowe audyty kodu w czasie rzeczywistym (na wzór audytów finansowych i bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej) i odpowiedzialność karna zarządów. Nie „firmy”, ale konkretnych ludzi. Oni mają odpowiadać za skutki społeczne. To zmroziłoby Dolinę Krzemową w tydzień.

    Zuckerberg dwa razy zastanowiłby się, czy puścić w obieg algorytm promujący nienawiść, gdyby groziło mu za to więzienie, a nie grzywna.

    Opcja 3: odcięcie tlenu (zakaz mikrotargetowania)

    Model biznesowy Mety opiera się na sprzedawaniu naszych emocji. Wystarczy wprowadzić całkowity zakaz targetowania treści o charakterze politycznym, społecznym i zdrowotnym. Zero boostowania postów o „szczepionkach”, „wyborach” czy „wojnie”. Jeśli nie da się na tym zarobić, farmy trolli i fabryki fake newsów stracą rację bytu.

    Czas na decyzję

    To nie jest „radykalizm”. Radykalny jest system, który dla zysku napuszcza na siebie sąsiadów, promuje pseudomedycynę i niszczy demokrację. Jesteśmy zmęczeni. Widzimy więcej, niż algorytm by chciał. I mamy prawo żądać, by ktoś w końcu wyciągnął wtyczkę.

    Mój felieton nie ugasi pożaru świata. Ale może chociaż przestaniemy udawać, że to, co czujemy – ten ciągły lęk i wkurzenie – to nasza wina. To nie my zwariowaliśmy. To algorytm.

    #algorytmy #dezinformacja #DolinaKrzemowa #DonaldTrump #DSA #Facebook #fakeNews #felieton #higienaCyfrowa #infrastrukturaKrytyczna #manipulacja #Meta #socialMedia #zuckerberg
  9. Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    Mamy rok 2026. Świat płonie, a my wciąż pozwalamy, by algorytmy z Doliny Krzemowej dolewały benzyny do ognia. Nie jestem zwolennikiem cenzury. Jestem zwolennikiem przetrwania cywilizacji. A to, co serwuje nam dziś Meta, to egzystencjalne zagrożenie. I nie, nie przesadzam.

    Zacznijmy od konkretu, który przelał czarę goryczy. Jestem dziennikarzem technologicznym, staram się zachować higienę cyfrową. Na Facebooku mam garstkę znajomych – tych prawdziwych, z krwi i kości. Nigdy niczego tam nie komentuję. Nie subskrybuję politycznych fanpage’y. Mimo to, algorytm uznał, że musi mi wcisnąć do gardła wpis, który jest kwintesencją manipulacji.

    Oto co zobaczyłem (wpis – co znamienne – zniknął potem samoczynnie, jak wirus, który szukał nosiciela i go nie znalazł, więc poszedł dalej):

    „ZEBRAŁEM WSZYSTKIE ZNANE ZABURZENIA PSYCHICZNE DONALDA TRUMPA… ZŁOŚLIWY NARCYZM… OTĘPIENIE… FRONTOTEMPORAL DEMENTIA… Nie czyta dokumentów… Nie słucha ludzi… Pomiędzy decyzją o ataku a jej braku stoi tylko jego otoczenie…”

    Brzmi groźnie? Owszem. Jest merytoryczne? W żadnym razie. To pseudomedyczny bełkot. Zbiór teorii spiskowych, półprawd i diagnoz stawianych „na oko” przez ludzi, którzy nie widzieli pacjenta na oczy (łamiąc tym samym Zasadę Goldwatera – jeden z fundamentów etyki lekarskiej). To klasyczna „psychiatryzacja wroga” – metoda znana z ZSRR, służąca do odczłowieczania oponenta. Dla Sowietów każdy dysydent był psychicznie chory.

    Ale nie o Trumpa tu chodzi. Chodzi o mechanizm.

    Algorytm nie szuka prawdy. Szuka ofiary

    Dlaczego ten wpis trafił do mnie? Do osoby, która unika politycznych wojenek? Bo algorytm Meta już od dawna nie jest „społecznościowy”. On jest predykcyjny. Nie reaguje na to, co robisz (bo ja nic nie robiłem). Reaguje na to, kim jesteś statystycznie. Wiek, wykształcenie, lokalizacja, model telefonu. System uznał, że jestem „podatnym gruntem” pod testowanie nowej narracji. Wrzucił mi toksynę, zmierzył czas reakcji (zatrzymanie scrolla), a gdy nie chwyciło – zabrał ją i zaniósł komuś innemu.

    To nie jest „wolny rynek idei”. To są testy A/B na żywym organizmie społecznym. Testy, które promują treści skrajne, wywołujące lęk i gniew, bo to one najlepiej sprzedają reklamy. To system masowego testowania reakcji poznawczych. Bez zgody, bez etyki, bez odpowiedzialności.

    Szybciej niż bomby – i bez wypowiedzenia wojny

    Problem polega na tym, że państwa reagują na zagrożenia militarne, bo są widoczne, mają sprawcę i da się je nazwać agresją. Zagrożenia informacyjne są inne: są rozproszone, bez jasnego autora („to tylko błąd algorytmu”), bez widocznej intencji („to tylko optymalizacja zaangażowania”).

    A jednak efekt końcowy jest realny: rozpad zaufania społecznego, erozja demokracji, normalizacja przemocy symbolicznej, podatność na autorytaryzm. To dokładnie ten moment w historii, gdy nowy rodzaj broni wyprzedził język, którym potrafimy go opisać. Jak gaz bojowy w I wojnie światowej. Najpierw był „wynalazek”, potem szok, a dopiero na końcu konwencje genewskie.

    My jesteśmy w fazie szoku.

    Kłócimy się o to, co wisi na ścianie w klasie, a nie zauważamy, że telefon w kieszeni dziecka jest dziś silniejszym narzędziem indoktrynacji niż jakikolwiek polityk, nauczyciel, katecheta czy podręcznik. Deepfake’i i algorytmy wychowują całe pokolenie – bez programu, bez etyki i bez dorosłych przy stole.

    „Ale przecież UE nad tym pracuje…”

    Słyszę to ciągle. DSA, DMA, AI Act. Bruksela pisze ustawy, powołuje komisje, nakłada kary, które dla Mety są błędem zaokrąglenia w budżecie. To leczenie nowotworu witaminą C. Gdy pacjent ma złośliwego guza mózgu, nie mówisz mu: „proszę głęboko oddychać, legislacja jest w toku”. Wzywasz neurochirurga, a anestezjolog już czeka…

    Mówicie, że „nie da się” wyłączyć Facebooka? Że to zbyt skomplikowane? Że gospodarka? Przypomnijmy sobie lekcję historii. Gdy po ataku na Pearl Harbor USA przystąpiły do II Wojny Światowej, amerykańska gospodarka przestawiła się na tryb wojenny w 72 godziny. Trzy dni. Fabryki lodówek zaczęły robić amunicję. Wolny rynek zawieszono. Wprowadzono racjonowanie. TRZY DNI!

    Pearl Harbor to nie jest w tym kontekście metafora wojny. To precedens decyzyjny. USA nie przestawiły gospodarki w 72 godziny dlatego, że wojna była „bardziej realna”, ale dlatego, że uznano ją za zagrożenie systemowe dla państwa.

    Dziś algorytmy ingerują w procesy wyborcze, destabilizują relacje społeczne, wpływają na zdrowie psychiczne całych pokoleń i są wykorzystywane w wojnach hybrydowych. To spełnia każde kryterium zagrożenia systemowego. Brakuje tylko decyzji politycznej, by to nazwać po imieniu. Da się.

    Czas to powiedzieć głośno: algorytmiczna destabilizacja społeczeństw JEST zagrożeniem egzystencjalnym. Facebook, TikTok i ich pochodne to nie „firmy technologiczne”. To operatorzy infrastruktury poznawczej, pozbawieni jakiejkolwiek odpowiedzialności i napędzani zyskiem, który nie ma moralności.

    Plan ratunkowy. Trzy opcje „atomowe”

    Nie musimy „zamykać internetu”, tak jak trudno nazwać uśmiercenie pacjenta jego wyleczeniem. Musimy odciąć zasilanie maszynie losującej nastroje społeczne. Oto co można zrobić – nie za 5 lat, ale w miesiąc.

    Opcja 1: stan wyjątkowy dla algorytmów

    Najczystsza opcja. Decyzją administracyjną (na poziomie UE lub krajowym) nakłada się zakaz stosowania algorytmów rekomendacyjnych dla treści niesubskrybowanych.

    Zostaje:

    • Chronologiczny feed od znajomych.
    • Treści, które świadomie zaobserwowałeś.
    • Wyszukiwarka.

    Znika:

    • „Sugerowane dla Ciebie”,
    • „Możesz to polubić”,
    • „Wpadnij w króliczą norę”.

    Efekt? Zasięgi toksycznych treści spadają o 90%. Wiralowość umiera. Facebook staje się nudnym narzędziem do kontaktu z ciocią. I o to chodzi. Ciocia na pewno się ucieszy, a Twój umysł Ci podziękuje.

    Opcja 2: algorytm jako broń (Infrastruktura Krytyczna)

    Zmiana definicji prawnej. Systemy rekomendacyjne o zasięgu powyżej X milionów użytkowników zostają uznane za infrastrukturę krytyczną (jak elektrownie czy wodociągi). Skutek?

    Obowiązkowe audyty kodu w czasie rzeczywistym (na wzór audytów finansowych i bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej) i odpowiedzialność karna zarządów. Nie „firmy”, ale konkretnych ludzi. Oni mają odpowiadać za skutki społeczne. To zmroziłoby Dolinę Krzemową w tydzień.

    Zuckerberg dwa razy zastanowiłby się, czy puścić w obieg algorytm promujący nienawiść, gdyby groziło mu za to więzienie, a nie grzywna.

    Opcja 3: odcięcie tlenu (zakaz mikrotargetowania)

    Model biznesowy Mety opiera się na sprzedawaniu naszych emocji. Wystarczy wprowadzić całkowity zakaz targetowania treści o charakterze politycznym, społecznym i zdrowotnym. Zero boostowania postów o „szczepionkach”, „wyborach” czy „wojnie”. Jeśli nie da się na tym zarobić, farmy trolli i fabryki fake newsów stracą rację bytu.

    Czas na decyzję

    To nie jest „radykalizm”. Radykalny jest system, który dla zysku napuszcza na siebie sąsiadów, promuje pseudomedycynę i niszczy demokrację. Jesteśmy zmęczeni. Widzimy więcej, niż algorytm by chciał. I mamy prawo żądać, by ktoś w końcu wyciągnął wtyczkę.

    Mój felieton nie ugasi pożaru świata. Ale może chociaż przestaniemy udawać, że to, co czujemy – ten ciągły lęk i wkurzenie – to nasza wina. To nie my zwariowaliśmy. To algorytm.

    #algorytmy #dezinformacja #DolinaKrzemowa #DonaldTrump #DSA #Facebook #fakeNews #felieton #higienaCyfrowa #infrastrukturaKrytyczna #manipulacja #Meta #socialMedia #zuckerberg
  10. Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    Mamy rok 2026. Świat płonie, a my wciąż pozwalamy, by algorytmy z Doliny Krzemowej dolewały benzyny do ognia. Nie jestem zwolennikiem cenzury. Jestem zwolennikiem przetrwania cywilizacji. A to, co serwuje nam dziś Meta, to egzystencjalne zagrożenie. I nie, nie przesadzam.

    Zacznijmy od konkretu, który przelał czarę goryczy. Jestem dziennikarzem technologicznym, staram się zachować higienę cyfrową. Na Facebooku mam garstkę znajomych – tych prawdziwych, z krwi i kości. Nigdy niczego tam nie komentuję. Nie subskrybuję politycznych fanpage’y. Mimo to, algorytm uznał, że musi mi wcisnąć do gardła wpis, który jest kwintesencją manipulacji.

    Oto co zobaczyłem (wpis – co znamienne – zniknął potem samoczynnie, jak wirus, który szukał nosiciela i go nie znalazł, więc poszedł dalej):

    „ZEBRAŁEM WSZYSTKIE ZNANE ZABURZENIA PSYCHICZNE DONALDA TRUMPA… ZŁOŚLIWY NARCYZM… OTĘPIENIE… FRONTOTEMPORAL DEMENTIA… Nie czyta dokumentów… Nie słucha ludzi… Pomiędzy decyzją o ataku a jej braku stoi tylko jego otoczenie…”

    Brzmi groźnie? Owszem. Jest merytoryczne? W żadnym razie. To pseudomedyczny bełkot. Zbiór teorii spiskowych, półprawd i diagnoz stawianych „na oko” przez ludzi, którzy nie widzieli pacjenta na oczy (łamiąc tym samym Zasadę Goldwatera – jeden z fundamentów etyki lekarskiej). To klasyczna „psychiatryzacja wroga” – metoda znana z ZSRR, służąca do odczłowieczania oponenta. Dla Sowietów każdy dysydent był psychicznie chory.

    Ale nie o Trumpa tu chodzi. Chodzi o mechanizm.

    Algorytm nie szuka prawdy. Szuka ofiary

    Dlaczego ten wpis trafił do mnie? Do osoby, która unika politycznych wojenek? Bo algorytm Meta już od dawna nie jest „społecznościowy”. On jest predykcyjny. Nie reaguje na to, co robisz (bo ja nic nie robiłem). Reaguje na to, kim jesteś statystycznie. Wiek, wykształcenie, lokalizacja, model telefonu. System uznał, że jestem „podatnym gruntem” pod testowanie nowej narracji. Wrzucił mi toksynę, zmierzył czas reakcji (zatrzymanie scrolla), a gdy nie chwyciło – zabrał ją i zaniósł komuś innemu.

    To nie jest „wolny rynek idei”. To są testy A/B na żywym organizmie społecznym. Testy, które promują treści skrajne, wywołujące lęk i gniew, bo to one najlepiej sprzedają reklamy. To system masowego testowania reakcji poznawczych. Bez zgody, bez etyki, bez odpowiedzialności.

    Szybciej niż bomby – i bez wypowiedzenia wojny

    Problem polega na tym, że państwa reagują na zagrożenia militarne, bo są widoczne, mają sprawcę i da się je nazwać agresją. Zagrożenia informacyjne są inne: są rozproszone, bez jasnego autora („to tylko błąd algorytmu”), bez widocznej intencji („to tylko optymalizacja zaangażowania”).

    A jednak efekt końcowy jest realny: rozpad zaufania społecznego, erozja demokracji, normalizacja przemocy symbolicznej, podatność na autorytaryzm. To dokładnie ten moment w historii, gdy nowy rodzaj broni wyprzedził język, którym potrafimy go opisać. Jak gaz bojowy w I wojnie światowej. Najpierw był „wynalazek”, potem szok, a dopiero na końcu konwencje genewskie.

    My jesteśmy w fazie szoku.

    Kłócimy się o to, co wisi na ścianie w klasie, a nie zauważamy, że telefon w kieszeni dziecka jest dziś silniejszym narzędziem indoktrynacji niż jakikolwiek polityk, nauczyciel, katecheta czy podręcznik. Deepfake’i i algorytmy wychowują całe pokolenie – bez programu, bez etyki i bez dorosłych przy stole.

    „Ale przecież UE nad tym pracuje…”

    Słyszę to ciągle. DSA, DMA, AI Act. Bruksela pisze ustawy, powołuje komisje, nakłada kary, które dla Mety są błędem zaokrąglenia w budżecie. To leczenie nowotworu witaminą C. Gdy pacjent ma złośliwego guza mózgu, nie mówisz mu: „proszę głęboko oddychać, legislacja jest w toku”. Wzywasz neurochirurga, a anestezjolog już czeka…

    Mówicie, że „nie da się” wyłączyć Facebooka? Że to zbyt skomplikowane? Że gospodarka? Przypomnijmy sobie lekcję historii. Gdy po ataku na Pearl Harbor USA przystąpiły do II Wojny Światowej, amerykańska gospodarka przestawiła się na tryb wojenny w 72 godziny. Trzy dni. Fabryki lodówek zaczęły robić amunicję. Wolny rynek zawieszono. Wprowadzono racjonowanie. TRZY DNI!

    Pearl Harbor to nie jest w tym kontekście metafora wojny. To precedens decyzyjny. USA nie przestawiły gospodarki w 72 godziny dlatego, że wojna była „bardziej realna”, ale dlatego, że uznano ją za zagrożenie systemowe dla państwa.

    Dziś algorytmy ingerują w procesy wyborcze, destabilizują relacje społeczne, wpływają na zdrowie psychiczne całych pokoleń i są wykorzystywane w wojnach hybrydowych. To spełnia każde kryterium zagrożenia systemowego. Brakuje tylko decyzji politycznej, by to nazwać po imieniu. Da się.

    Czas to powiedzieć głośno: algorytmiczna destabilizacja społeczeństw JEST zagrożeniem egzystencjalnym. Facebook, TikTok i ich pochodne to nie „firmy technologiczne”. To operatorzy infrastruktury poznawczej, pozbawieni jakiejkolwiek odpowiedzialności i napędzani zyskiem, który nie ma moralności.

    Plan ratunkowy. Trzy opcje „atomowe”

    Nie musimy „zamykać internetu”, tak jak trudno nazwać uśmiercenie pacjenta jego wyleczeniem. Musimy odciąć zasilanie maszynie losującej nastroje społeczne. Oto co można zrobić – nie za 5 lat, ale w miesiąc.

    Opcja 1: stan wyjątkowy dla algorytmów

    Najczystsza opcja. Decyzją administracyjną (na poziomie UE lub krajowym) nakłada się zakaz stosowania algorytmów rekomendacyjnych dla treści niesubskrybowanych.

    Zostaje:

    • Chronologiczny feed od znajomych.
    • Treści, które świadomie zaobserwowałeś.
    • Wyszukiwarka.

    Znika:

    • „Sugerowane dla Ciebie”,
    • „Możesz to polubić”,
    • „Wpadnij w króliczą norę”.

    Efekt? Zasięgi toksycznych treści spadają o 90%. Wiralowość umiera. Facebook staje się nudnym narzędziem do kontaktu z ciocią. I o to chodzi. Ciocia na pewno się ucieszy, a Twój umysł Ci podziękuje.

    Opcja 2: algorytm jako broń (Infrastruktura Krytyczna)

    Zmiana definicji prawnej. Systemy rekomendacyjne o zasięgu powyżej X milionów użytkowników zostają uznane za infrastrukturę krytyczną (jak elektrownie czy wodociągi). Skutek?

    Obowiązkowe audyty kodu w czasie rzeczywistym (na wzór audytów finansowych i bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej) i odpowiedzialność karna zarządów. Nie „firmy”, ale konkretnych ludzi. Oni mają odpowiadać za skutki społeczne. To zmroziłoby Dolinę Krzemową w tydzień.

    Zuckerberg dwa razy zastanowiłby się, czy puścić w obieg algorytm promujący nienawiść, gdyby groziło mu za to więzienie, a nie grzywna.

    Opcja 3: odcięcie tlenu (zakaz mikrotargetowania)

    Model biznesowy Mety opiera się na sprzedawaniu naszych emocji. Wystarczy wprowadzić całkowity zakaz targetowania treści o charakterze politycznym, społecznym i zdrowotnym. Zero boostowania postów o „szczepionkach”, „wyborach” czy „wojnie”. Jeśli nie da się na tym zarobić, farmy trolli i fabryki fake newsów stracą rację bytu.

    Czas na decyzję

    To nie jest „radykalizm”. Radykalny jest system, który dla zysku napuszcza na siebie sąsiadów, promuje pseudomedycynę i niszczy demokrację. Jesteśmy zmęczeni. Widzimy więcej, niż algorytm by chciał. I mamy prawo żądać, by ktoś w końcu wyciągnął wtyczkę.

    Mój felieton nie ugasi pożaru świata. Ale może chociaż przestaniemy udawać, że to, co czujemy – ten ciągły lęk i wkurzenie – to nasza wina. To nie my zwariowaliśmy. To algorytm.

    #algorytmy #dezinformacja #DolinaKrzemowa #DonaldTrump #DSA #Facebook #fakeNews #felieton #higienaCyfrowa #infrastrukturaKrytyczna #manipulacja #Meta #socialMedia #zuckerberg
  11. Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    Mamy rok 2026. Świat płonie, a my wciąż pozwalamy, by algorytmy z Doliny Krzemowej dolewały benzyny do ognia. Nie jestem zwolennikiem cenzury. Jestem zwolennikiem przetrwania cywilizacji. A to, co serwuje nam dziś Meta, to egzystencjalne zagrożenie. I nie, nie przesadzam.

    Zacznijmy od konkretu, który przelał czarę goryczy. Jestem dziennikarzem technologicznym, staram się zachować higienę cyfrową. Na Facebooku mam garstkę znajomych – tych prawdziwych, z krwi i kości. Nigdy niczego tam nie komentuję. Nie subskrybuję politycznych fanpage’y. Mimo to, algorytm uznał, że musi mi wcisnąć do gardła wpis, który jest kwintesencją manipulacji.

    Oto co zobaczyłem (wpis – co znamienne – zniknął potem samoczynnie, jak wirus, który szukał nosiciela i go nie znalazł, więc poszedł dalej):

    „ZEBRAŁEM WSZYSTKIE ZNANE ZABURZENIA PSYCHICZNE DONALDA TRUMPA… ZŁOŚLIWY NARCYZM… OTĘPIENIE… FRONTOTEMPORAL DEMENTIA… Nie czyta dokumentów… Nie słucha ludzi… Pomiędzy decyzją o ataku a jej braku stoi tylko jego otoczenie…”

    Brzmi groźnie? Owszem. Jest merytoryczne? W żadnym razie. To pseudomedyczny bełkot. Zbiór teorii spiskowych, półprawd i diagnoz stawianych „na oko” przez ludzi, którzy nie widzieli pacjenta na oczy (łamiąc tym samym Zasadę Goldwatera – jeden z fundamentów etyki lekarskiej). To klasyczna „psychiatryzacja wroga” – metoda znana z ZSRR, służąca do odczłowieczania oponenta. Dla Sowietów każdy dysydent był psychicznie chory.

    Ale nie o Trumpa tu chodzi. Chodzi o mechanizm.

    Algorytm nie szuka prawdy. Szuka ofiary

    Dlaczego ten wpis trafił do mnie? Do osoby, która unika politycznych wojenek? Bo algorytm Meta już od dawna nie jest „społecznościowy”. On jest predykcyjny. Nie reaguje na to, co robisz (bo ja nic nie robiłem). Reaguje na to, kim jesteś statystycznie. Wiek, wykształcenie, lokalizacja, model telefonu. System uznał, że jestem „podatnym gruntem” pod testowanie nowej narracji. Wrzucił mi toksynę, zmierzył czas reakcji (zatrzymanie scrolla), a gdy nie chwyciło – zabrał ją i zaniósł komuś innemu.

    To nie jest „wolny rynek idei”. To są testy A/B na żywym organizmie społecznym. Testy, które promują treści skrajne, wywołujące lęk i gniew, bo to one najlepiej sprzedają reklamy. To system masowego testowania reakcji poznawczych. Bez zgody, bez etyki, bez odpowiedzialności.

    Szybciej niż bomby – i bez wypowiedzenia wojny

    Problem polega na tym, że państwa reagują na zagrożenia militarne, bo są widoczne, mają sprawcę i da się je nazwać agresją. Zagrożenia informacyjne są inne: są rozproszone, bez jasnego autora („to tylko błąd algorytmu”), bez widocznej intencji („to tylko optymalizacja zaangażowania”).

    A jednak efekt końcowy jest realny: rozpad zaufania społecznego, erozja demokracji, normalizacja przemocy symbolicznej, podatność na autorytaryzm. To dokładnie ten moment w historii, gdy nowy rodzaj broni wyprzedził język, którym potrafimy go opisać. Jak gaz bojowy w I wojnie światowej. Najpierw był „wynalazek”, potem szok, a dopiero na końcu konwencje genewskie.

    My jesteśmy w fazie szoku.

    Kłócimy się o to, co wisi na ścianie w klasie, a nie zauważamy, że telefon w kieszeni dziecka jest dziś silniejszym narzędziem indoktrynacji niż jakikolwiek polityk, nauczyciel, katecheta czy podręcznik. Deepfake’i i algorytmy wychowują całe pokolenie – bez programu, bez etyki i bez dorosłych przy stole.

    „Ale przecież UE nad tym pracuje…”

    Słyszę to ciągle. DSA, DMA, AI Act. Bruksela pisze ustawy, powołuje komisje, nakłada kary, które dla Mety są błędem zaokrąglenia w budżecie. To leczenie nowotworu witaminą C. Gdy pacjent ma złośliwego guza mózgu, nie mówisz mu: „proszę głęboko oddychać, legislacja jest w toku”. Wzywasz neurochirurga, a anestezjolog już czeka…

    Mówicie, że „nie da się” wyłączyć Facebooka? Że to zbyt skomplikowane? Że gospodarka? Przypomnijmy sobie lekcję historii. Gdy po ataku na Pearl Harbor USA przystąpiły do II Wojny Światowej, amerykańska gospodarka przestawiła się na tryb wojenny w 72 godziny. Trzy dni. Fabryki lodówek zaczęły robić amunicję. Wolny rynek zawieszono. Wprowadzono racjonowanie. TRZY DNI!

    Pearl Harbor to nie jest w tym kontekście metafora wojny. To precedens decyzyjny. USA nie przestawiły gospodarki w 72 godziny dlatego, że wojna była „bardziej realna”, ale dlatego, że uznano ją za zagrożenie systemowe dla państwa.

    Dziś algorytmy ingerują w procesy wyborcze, destabilizują relacje społeczne, wpływają na zdrowie psychiczne całych pokoleń i są wykorzystywane w wojnach hybrydowych. To spełnia każde kryterium zagrożenia systemowego. Brakuje tylko decyzji politycznej, by to nazwać po imieniu. Da się.

    Czas to powiedzieć głośno: algorytmiczna destabilizacja społeczeństw JEST zagrożeniem egzystencjalnym. Facebook, TikTok i ich pochodne to nie „firmy technologiczne”. To operatorzy infrastruktury poznawczej, pozbawieni jakiejkolwiek odpowiedzialności i napędzani zyskiem, który nie ma moralności.

    Plan ratunkowy. Trzy opcje „atomowe”

    Nie musimy „zamykać internetu”, tak jak trudno nazwać uśmiercenie pacjenta jego wyleczeniem. Musimy odciąć zasilanie maszynie losującej nastroje społeczne. Oto co można zrobić – nie za 5 lat, ale w miesiąc.

    Opcja 1: stan wyjątkowy dla algorytmów

    Najczystsza opcja. Decyzją administracyjną (na poziomie UE lub krajowym) nakłada się zakaz stosowania algorytmów rekomendacyjnych dla treści niesubskrybowanych.

    Zostaje:

    • Chronologiczny feed od znajomych.
    • Treści, które świadomie zaobserwowałeś.
    • Wyszukiwarka.

    Znika:

    • „Sugerowane dla Ciebie”,
    • „Możesz to polubić”,
    • „Wpadnij w króliczą norę”.

    Efekt? Zasięgi toksycznych treści spadają o 90%. Wiralowość umiera. Facebook staje się nudnym narzędziem do kontaktu z ciocią. I o to chodzi. Ciocia na pewno się ucieszy, a Twój umysł Ci podziękuje.

    Opcja 2: algorytm jako broń (Infrastruktura Krytyczna)

    Zmiana definicji prawnej. Systemy rekomendacyjne o zasięgu powyżej X milionów użytkowników zostają uznane za infrastrukturę krytyczną (jak elektrownie czy wodociągi). Skutek?

    Obowiązkowe audyty kodu w czasie rzeczywistym (na wzór audytów finansowych i bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej) i odpowiedzialność karna zarządów. Nie „firmy”, ale konkretnych ludzi. Oni mają odpowiadać za skutki społeczne. To zmroziłoby Dolinę Krzemową w tydzień.

    Zuckerberg dwa razy zastanowiłby się, czy puścić w obieg algorytm promujący nienawiść, gdyby groziło mu za to więzienie, a nie grzywna.

    Opcja 3: odcięcie tlenu (zakaz mikrotargetowania)

    Model biznesowy Mety opiera się na sprzedawaniu naszych emocji. Wystarczy wprowadzić całkowity zakaz targetowania treści o charakterze politycznym, społecznym i zdrowotnym. Zero boostowania postów o „szczepionkach”, „wyborach” czy „wojnie”. Jeśli nie da się na tym zarobić, farmy trolli i fabryki fake newsów stracą rację bytu.

    Czas na decyzję

    To nie jest „radykalizm”. Radykalny jest system, który dla zysku napuszcza na siebie sąsiadów, promuje pseudomedycynę i niszczy demokrację. Jesteśmy zmęczeni. Widzimy więcej, niż algorytm by chciał. I mamy prawo żądać, by ktoś w końcu wyciągnął wtyczkę.

    Mój felieton nie ugasi pożaru świata. Ale może chociaż przestaniemy udawać, że to, co czujemy – ten ciągły lęk i wkurzenie – to nasza wina. To nie my zwariowaliśmy. To algorytm.

    #algorytmy #dezinformacja #DolinaKrzemowa #DonaldTrump #DSA #Facebook #fakeNews #felieton #higienaCyfrowa #infrastrukturaKrytyczna #manipulacja #Meta #socialMedia #zuckerberg
  12. Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    Mamy rok 2026. Świat płonie, a my wciąż pozwalamy, by algorytmy z Doliny Krzemowej dolewały benzyny do ognia. Nie jestem zwolennikiem cenzury. Jestem zwolennikiem przetrwania cywilizacji. A to, co serwuje nam dziś Meta, to egzystencjalne zagrożenie. I nie, nie przesadzam.

    Zacznijmy od konkretu, który przelał czarę goryczy. Jestem dziennikarzem technologicznym, staram się zachować higienę cyfrową. Na Facebooku mam garstkę znajomych – tych prawdziwych, z krwi i kości. Nigdy niczego tam nie komentuję. Nie subskrybuję politycznych fanpage’y. Mimo to, algorytm uznał, że musi mi wcisnąć do gardła wpis, który jest kwintesencją manipulacji.

    Oto co zobaczyłem (wpis – co znamienne – zniknął potem samoczynnie, jak wirus, który szukał nosiciela i go nie znalazł, więc poszedł dalej):

    „ZEBRAŁEM WSZYSTKIE ZNANE ZABURZENIA PSYCHICZNE DONALDA TRUMPA… ZŁOŚLIWY NARCYZM… OTĘPIENIE… FRONTOTEMPORAL DEMENTIA… Nie czyta dokumentów… Nie słucha ludzi… Pomiędzy decyzją o ataku a jej braku stoi tylko jego otoczenie…”

    Brzmi groźnie? Owszem. Jest merytoryczne? W żadnym razie. To pseudomedyczny bełkot. Zbiór teorii spiskowych, półprawd i diagnoz stawianych „na oko” przez ludzi, którzy nie widzieli pacjenta na oczy (łamiąc tym samym Zasadę Goldwatera – jeden z fundamentów etyki lekarskiej). To klasyczna „psychiatryzacja wroga” – metoda znana z ZSRR, służąca do odczłowieczania oponenta. Dla Sowietów każdy dysydent był psychicznie chory.

    Ale nie o Trumpa tu chodzi. Chodzi o mechanizm.

    Algorytm nie szuka prawdy. Szuka ofiary

    Dlaczego ten wpis trafił do mnie? Do osoby, która unika politycznych wojenek? Bo algorytm Meta już od dawna nie jest „społecznościowy”. On jest predykcyjny. Nie reaguje na to, co robisz (bo ja nic nie robiłem). Reaguje na to, kim jesteś statystycznie. Wiek, wykształcenie, lokalizacja, model telefonu. System uznał, że jestem „podatnym gruntem” pod testowanie nowej narracji. Wrzucił mi toksynę, zmierzył czas reakcji (zatrzymanie scrolla), a gdy nie chwyciło – zabrał ją i zaniósł komuś innemu.

    To nie jest „wolny rynek idei”. To są testy A/B na żywym organizmie społecznym. Testy, które promują treści skrajne, wywołujące lęk i gniew, bo to one najlepiej sprzedają reklamy. To system masowego testowania reakcji poznawczych. Bez zgody, bez etyki, bez odpowiedzialności.

    Szybciej niż bomby – i bez wypowiedzenia wojny

    Problem polega na tym, że państwa reagują na zagrożenia militarne, bo są widoczne, mają sprawcę i da się je nazwać agresją. Zagrożenia informacyjne są inne: są rozproszone, bez jasnego autora („to tylko błąd algorytmu”), bez widocznej intencji („to tylko optymalizacja zaangażowania”).

    A jednak efekt końcowy jest realny: rozpad zaufania społecznego, erozja demokracji, normalizacja przemocy symbolicznej, podatność na autorytaryzm. To dokładnie ten moment w historii, gdy nowy rodzaj broni wyprzedził język, którym potrafimy go opisać. Jak gaz bojowy w I wojnie światowej. Najpierw był „wynalazek”, potem szok, a dopiero na końcu konwencje genewskie.

    My jesteśmy w fazie szoku.

    Kłócimy się o to, co wisi na ścianie w klasie, a nie zauważamy, że telefon w kieszeni dziecka jest dziś silniejszym narzędziem indoktrynacji niż jakikolwiek polityk, nauczyciel, katecheta czy podręcznik. Deepfake’i i algorytmy wychowują całe pokolenie – bez programu, bez etyki i bez dorosłych przy stole.

    „Ale przecież UE nad tym pracuje…”

    Słyszę to ciągle. DSA, DMA, AI Act. Bruksela pisze ustawy, powołuje komisje, nakłada kary, które dla Mety są błędem zaokrąglenia w budżecie. To leczenie nowotworu witaminą C. Gdy pacjent ma złośliwego guza mózgu, nie mówisz mu: „proszę głęboko oddychać, legislacja jest w toku”. Wzywasz neurochirurga, a anestezjolog już czeka…

    Mówicie, że „nie da się” wyłączyć Facebooka? Że to zbyt skomplikowane? Że gospodarka? Przypomnijmy sobie lekcję historii. Gdy po ataku na Pearl Harbor USA przystąpiły do II Wojny Światowej, amerykańska gospodarka przestawiła się na tryb wojenny w 72 godziny. Trzy dni. Fabryki lodówek zaczęły robić amunicję. Wolny rynek zawieszono. Wprowadzono racjonowanie. TRZY DNI!

    Pearl Harbor to nie jest w tym kontekście metafora wojny. To precedens decyzyjny. USA nie przestawiły gospodarki w 72 godziny dlatego, że wojna była „bardziej realna”, ale dlatego, że uznano ją za zagrożenie systemowe dla państwa.

    Dziś algorytmy ingerują w procesy wyborcze, destabilizują relacje społeczne, wpływają na zdrowie psychiczne całych pokoleń i są wykorzystywane w wojnach hybrydowych. To spełnia każde kryterium zagrożenia systemowego. Brakuje tylko decyzji politycznej, by to nazwać po imieniu. Da się.

    Czas to powiedzieć głośno: algorytmiczna destabilizacja społeczeństw JEST zagrożeniem egzystencjalnym. Facebook, TikTok i ich pochodne to nie „firmy technologiczne”. To operatorzy infrastruktury poznawczej, pozbawieni jakiejkolwiek odpowiedzialności i napędzani zyskiem, który nie ma moralności.

    Plan ratunkowy. Trzy opcje „atomowe”

    Nie musimy „zamykać internetu”, tak jak trudno nazwać uśmiercenie pacjenta jego wyleczeniem. Musimy odciąć zasilanie maszynie losującej nastroje społeczne. Oto co można zrobić – nie za 5 lat, ale w miesiąc.

    Opcja 1: stan wyjątkowy dla algorytmów

    Najczystsza opcja. Decyzją administracyjną (na poziomie UE lub krajowym) nakłada się zakaz stosowania algorytmów rekomendacyjnych dla treści niesubskrybowanych.

    Zostaje:

    • Chronologiczny feed od znajomych.
    • Treści, które świadomie zaobserwowałeś.
    • Wyszukiwarka.

    Znika:

    • „Sugerowane dla Ciebie”,
    • „Możesz to polubić”,
    • „Wpadnij w króliczą norę”.

    Efekt? Zasięgi toksycznych treści spadają o 90%. Wiralowość umiera. Facebook staje się nudnym narzędziem do kontaktu z ciocią. I o to chodzi. Ciocia na pewno się ucieszy, a Twój umysł Ci podziękuje.

    Opcja 2: algorytm jako broń (Infrastruktura Krytyczna)

    Zmiana definicji prawnej. Systemy rekomendacyjne o zasięgu powyżej X milionów użytkowników zostają uznane za infrastrukturę krytyczną (jak elektrownie czy wodociągi). Skutek?

    Obowiązkowe audyty kodu w czasie rzeczywistym (na wzór audytów finansowych i bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej) i odpowiedzialność karna zarządów. Nie „firmy”, ale konkretnych ludzi. Oni mają odpowiadać za skutki społeczne. To zmroziłoby Dolinę Krzemową w tydzień.

    Zuckerberg dwa razy zastanowiłby się, czy puścić w obieg algorytm promujący nienawiść, gdyby groziło mu za to więzienie, a nie grzywna.

    Opcja 3: odcięcie tlenu (zakaz mikrotargetowania)

    Model biznesowy Mety opiera się na sprzedawaniu naszych emocji. Wystarczy wprowadzić całkowity zakaz targetowania treści o charakterze politycznym, społecznym i zdrowotnym. Zero boostowania postów o „szczepionkach”, „wyborach” czy „wojnie”. Jeśli nie da się na tym zarobić, farmy trolli i fabryki fake newsów stracą rację bytu.

    Czas na decyzję

    To nie jest „radykalizm”. Radykalny jest system, który dla zysku napuszcza na siebie sąsiadów, promuje pseudomedycynę i niszczy demokrację. Jesteśmy zmęczeni. Widzimy więcej, niż algorytm by chciał. I mamy prawo żądać, by ktoś w końcu wyciągnął wtyczkę.

    Mój felieton nie ugasi pożaru świata. Ale może chociaż przestaniemy udawać, że to, co czujemy – ten ciągły lęk i wkurzenie – to nasza wina. To nie my zwariowaliśmy. To algorytm.

    #algorytmy #dezinformacja #DolinaKrzemowa #DonaldTrump #DSA #Facebook #fakeNews #felieton #higienaCyfrowa #infrastrukturaKrytyczna #manipulacja #Meta #socialMedia #zuckerberg
  13. O tym jak haker z Kostaryki myślał, że kontroluje sieć trakcyjną polskich kolei

    Badacze bezpieczeństwa nie próżnują (słusznie!) i co rusz wpadają na ciekawe znaleziska w sieci. Nie zawsze jednak są w stanie dokładnie oszacować wagę swojego znaleziska oraz odpowiednio zaadresować problem. Tutaj jednak ktoś chyba nie odrobił zadania domowego lub problemem stała się bariera językowa. A potem, jak to bywa, temat został...

    #WBiegu #InfrastrukturaKrytyczna #Ot #Pociągi #Scada #Tramwaje

    sekurak.pl/o-tym-jak-haker-z-k

  14. O tym jak haker z Kostaryki myślał, że kontroluje sieć trakcyjną polskich kolei

    Badacze bezpieczeństwa nie próżnują (słusznie!) i co rusz wpadają na ciekawe znaleziska w sieci. Nie zawsze jednak są w stanie dokładnie oszacować wagę swojego znaleziska oraz odpowiednio zaadresować problem. Tutaj jednak ktoś chyba nie odrobił zadania domowego lub problemem stała się bariera językowa. A potem, jak to bywa, temat został...

    #WBiegu #InfrastrukturaKrytyczna #Ot #Pociągi #Scada #Tramwaje

    sekurak.pl/o-tym-jak-haker-z-k

  15. O tym jak haker z Kostaryki myślał, że kontroluje sieć trakcyjną polskich kolei

    Badacze bezpieczeństwa nie próżnują (słusznie!) i co rusz wpadają na ciekawe znaleziska w sieci. Nie zawsze jednak są w stanie dokładnie oszacować wagę swojego znaleziska oraz odpowiednio zaadresować problem. Tutaj jednak ktoś chyba nie odrobił zadania domowego lub problemem stała się bariera językowa. A potem, jak to bywa, temat został...

    #WBiegu #InfrastrukturaKrytyczna #Ot #Pociągi #Scada #Tramwaje

    sekurak.pl/o-tym-jak-haker-z-k

  16. O tym jak haker z Kostaryki myślał, że kontroluje sieć trakcyjną polskich kolei

    Badacze bezpieczeństwa nie próżnują (słusznie!) i co rusz wpadają na ciekawe znaleziska w sieci. Nie zawsze jednak są w stanie dokładnie oszacować wagę swojego znaleziska oraz odpowiednio zaadresować problem. Tutaj jednak ktoś chyba nie odrobił zadania domowego lub problemem stała się bariera językowa. A potem, jak to bywa, temat został...

    #WBiegu #InfrastrukturaKrytyczna #Ot #Pociągi #Scada #Tramwaje

    sekurak.pl/o-tym-jak-haker-z-k

  17. FBI, NSA, CISA: chińskie grupy hackerskie po cichu zinfiltrowały sieci IT infrastruktury krytycznej USA. Są przygotowane do cyber-uderzenia w momencie wystąpienia konfliktu.

    Jeśli ktoś chce od razu przejść do raportu – oto link. Rozpoczyna się on dość niepokojąco: sponsorowani przez państwo hackerzy z Chińskiej Republiki Ludowej implantują się w sieciach IT, przygotowując się na zakłócające/niszczycielskie cyberataki na infrastrukturę krytyczną USA – w przypadku poważnego kryzysu lub konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. People’s Republic...

    #WBiegu #Apt #InfrastrukturaKrytyczna #Usa

    sekurak.pl/fbi-nsa-cisa-chinsk

  18. FBI, NSA, CISA: chińskie grupy hackerskie po cichu zinfiltrowały sieci IT infrastruktury krytycznej USA. Są przygotowane do cyber-uderzenia w momencie wystąpienia konfliktu.

    Jeśli ktoś chce od razu przejść do raportu – oto link. Rozpoczyna się on dość niepokojąco: sponsorowani przez państwo hackerzy z Chińskiej Republiki Ludowej implantują się w sieciach IT, przygotowując się na zakłócające/niszczycielskie cyberataki na infrastrukturę krytyczną USA – w przypadku poważnego kryzysu lub konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. People’s Republic...

    #WBiegu #Apt #InfrastrukturaKrytyczna #Usa

    sekurak.pl/fbi-nsa-cisa-chinsk

  19. BŁĄD KRYTYCZNY to nasz nowy podcast, który stworzyliśmy dla Audioteki. Posłuchajcie pierwszego odcinka o tytule "Coś kliknąłem i wszystko znikło" 🙈

    audtk.com/fb/go/blad-krytyczny

    Dyskutujemy o tym, jak wywołać całkowity paraliż infrastruktury krytycznej w Polsce 😈

    Partnerem podcastu jest Grupa Euvic

    #security #bezpieczenstwo #niebezpiecznik #hacking #bezpieczeństwo #cybersec #cybersecurity #cyberbezpieczeństwo #cyberbezpieczenstwo #infrastrukturakrytyczna #audioteka #euvic

  20. BŁĄD KRYTYCZNY to nasz nowy podcast, który stworzyliśmy dla Audioteki. Posłuchajcie pierwszego odcinka o tytule "Coś kliknąłem i wszystko znikło" 🙈

    audtk.com/fb/go/blad-krytyczny

    Dyskutujemy o tym, jak wywołać całkowity paraliż infrastruktury krytycznej w Polsce 😈

    Partnerem podcastu jest Grupa Euvic

    #security #bezpieczenstwo #niebezpiecznik #hacking #bezpieczeństwo #cybersec #cybersecurity #cyberbezpieczeństwo #cyberbezpieczenstwo #infrastrukturakrytyczna #audioteka #euvic

  21. BŁĄD KRYTYCZNY to nasz nowy podcast, który stworzyliśmy dla Audioteki. Posłuchajcie pierwszego odcinka o tytule "Coś kliknąłem i wszystko znikło" 🙈

    audtk.com/fb/go/blad-krytyczny

    Dyskutujemy o tym, jak wywołać całkowity paraliż infrastruktury krytycznej w Polsce 😈

    Partnerem podcastu jest Grupa Euvic

    #security #bezpieczenstwo #niebezpiecznik #hacking #bezpieczeństwo #cybersec #cybersecurity #cyberbezpieczeństwo #cyberbezpieczenstwo #infrastrukturakrytyczna #audioteka #euvic