Niemcy, kraj ludzi upartych
Prowadziłem ostatnio ciekawą rozmowę z kolegą zajmującym się tworzeniem różnego rodzaju strategicznych dokumentów dla firm. Rozmowa dotyczyła niemieckiej gospodarki i jej… cóż, z braku lepszego terminu, braku elastyczności. Pisałem już na tym blogu o samobójczym wręcz uporze we wdrażaniu polityki energetycznej mimo całkowitej i radykalnej zmiany sytuacji międzynarodowej. Wygląda na to, że te same mechanizmy dotyczą także sektorów prywatnych.
Iluzja potęgi i brak elastyczności przemysłu
Kilka lat temu na jednej z konferencji gospodarczych duża firma motoryzacyjna – słynąca z produkcji aut terenowych dla Wehrmachtu, które potem w milionach sztuk sprzedawano jako auta rodzinne po zmianie karoserii na nieco bardziej opływową – z dumą ogłaszała swoje plany podboju chińskiego rynku przez nową gamę pojazdów elektrycznych. Dziś ta sama firma musi zwalniać od 50 do 100 tysięcy pracowników w macierzystych zakładach, bo Chińczycy produkują elektryki zdecydowanie taniej, utrzymując przy tym akceptowalną jakość.
Mimo to nadal udaje się, że nic się nie stało i że globalne interesy w Chinach w zasadzie wykluczają jakikolwiek ruch w obszarze zwalczania chińskiego dumpingu cenowego. Nie mówiąc już o tym, że koncern nadal promuje cel „100% electric”, który przy obecnym poziomie rozwoju infrastruktury jest równie realny jak przejście na napęd antygrawitacyjny do 2050 roku.
Zapomniana część kraju i awans radykalizmu
Spójrzmy teraz w nieco innym kierunku. Kolejne sukcesy wyborcze Alternatywy dla Niemiec (AfD) w landach byłego NRD wprowadziły niemałe przerażenie w niemiecki establishment. Nie powinno to jednak zaskakiwać, bo były one przewidywane od co najmniej dekady. Strategia wobec NRD po zjednoczeniu była tyleż prosta, co niezbyt mądra: poprawić infrastrukturę i wyremontować, co się da. Ludzie? Tego plan nie obejmował.
Rezultatem stał się naturalny odpływ młodych w kierunku „lepszych” Niemiec zachodnich. W wyludnione miasta w dużej mierze weszli migranci. Pozostałe na miejscu osoby w średnim wieku są w znacznej części pozbawione szans na karierę w wyniku dość osobliwie przeprowadzonej dekomunizacji, a sam obszar dawnego NRD jest równolegle kolonizowany przez kadry z RFN.
Czy w tej sytuacji sukces AfD jest niespodzianką? Czy raczej naturalnym wynikiem polityki wobec jednej trzeciej kraju, którą traktowano jako obszar drugiej kategorii, a jej mieszkańców jako „gorszych” Niemców? Jedna Angela wiosny nie czyni. Jest wręcz odwrotnie – rządy Frau Merkel wymagały nieustannego uwiarygodniania jej pozycji w zachodnioniemieckim establishmencie, co spychało wschodnie landy w jeszcze większy polityczny i kulturowy niebyt. Zależność tę dobrze ilustruje zresztą rozmieszczenie najważniejszych niemieckich przedsiębiorstw.
Pętla polityki migracyjnej i paraliż koalicyjny
Na zakończenie warto przyjrzeć się podejściu do imigracji, które również nosi znamiona strategii samobójczej. Skoro tabelki wskazywały na potrzebę zasilenia gospodarki rąk do pracy, przyrost naturalny był mizerny, a Bliski Wschód obfitował w konflikty, podjęto określone decyzje. Problem polega na tym, że skala zjawiska wyklucza skuteczną kontrolę, a całe zagadnienie jest głęboko asymetryczne. Nawet jeśli 10 milionów imigrantów w Niemczech płaci podatki, pracuje i się uczy, a jeden rozjedzie ludzi na targowisku, skutek społeczny i polityczny będzie jednoznaczny.
Wszystko to nakłada się na strategię izolacji partii skrajnych (tzw. kordon sanitarny). Wpycha ona klasę polityczną w układ wielkich koalicji, zmuszając główne ugrupowania do żyrowania projektów jawnie sprzecznych z ich programem. W efekcie partie radykalne pozostają w wygodnej pozycji krytyka zwolnionego z odpowiedzialności. Dokładnie ten sam mechanizm doprowadził kilkadziesiąt lat wcześniej do triumfu radykalnej prawicy w Austrii.
Polski punkt widzenia
To nie tak, że kłopoty Niemiec są terminalne i nie do rozwiązania. W żadnym wypadku. To wciąż gospodarka numer jeden w Europie, a lekceważenie jej potencjału byłoby skrajną naiwnością. Jednak obserwując aktualne relacje Niemców ze światem, który zmienia się gwałtownie i chaotycznie, wypada dostrzec, że to, co jeszcze dekadę temu stanowiło ogromną zaletę – czyli konsekwentne, trzymające się sztywnych ram planowanie długoterminowe – dziś staje się obciążeniem.
A kłopoty Niemiec to także nasze kłopoty. Polska konsekwentnie znajduje się w pierwszej piątce ich największych partnerów handlowych, a nasze gospodarki łączą silne więzi zależności. Wbrew powierzchownym opiniom, problemy naszego sąsiada w żadnym wypadku nie są dla nas korzyścią.
#gospodarka #Niemcy #Polska