home.social

#niemcy — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #niemcy, aggregated by home.social.

  1. RE: zug.network/@simonschre/117273

    Loteria Interraili na Niemcy dla mieszkańców Polski w wieku 18-26, 30 tys. do wygrania więc szanse wyglądają całkiem nieźle. Zapisy od dzisiaj do południa 22 września, możliwość aktywacji biletu od listopada 2026 do października 2027

    #Interrail #kolej #niemcy

  2. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Pułapka postprawdy

    Prawda, rozumiana jako obiektywna rzeczywistość, zasadniczo przestała się liczyć w polityce. Dawniej fakt, że polityk działał wbrew głoszonym poglądom, był dyskwalifikujący. Lewicowiec prowadzący firmę wyzyskującą pracowników czy prawicowiec mający trzecią żonę – takie sytuacje, choć się zdarzały, stanowiły asumpt do zakończenia politycznej kariery.

    Współcześnie sytuacja wygląda inaczej. Z jednej strony mamy media społecznościowe, które zasadniczo nie weryfikują przekazywanych informacji. Z drugiej — nawet jeśli ponad wszelką wątpliwość udowodnimy komuś kłamstwo, nie stanowi to powodu, by przestać go popierać.

    Polityka jako wyznanie wiary

    Plemienność sprawiła, że nie traktujemy już polityki jako poszukiwania najlepszego reprezentanta naszych interesów. Stała się ona wyznaniem wiary. Otwiera to przestrzeń do tolerowania nawet najgorszych zachowań, zgodnie z maksymą Henry’ego Kissingera: „Może to sukinsyn, ale to nasz sukinsyn”.

    Co więcej, tworzy to podstawy do stawiania polityków ponad sferą plebejskich ograniczeń moralnych czy obyczajowych. Fidesz mógł oficjalnie zwalczać „propagandę LGBT”, co zupełnie nie przeszkadzało w ignorowaniu udziału własnych polityków w gejowskich orgiach. Postać Alice Weidel stanowi wręcz wzorzec metra, jeśli chodzi o prawicową hipokryzję: to lesbijka mieszkająca w Szwajcarii i będąca w związku z ciemnoskórą imigrantką. Jej ukochany opór w czasie swojej wojennej kariery niejedną taką osobę wysłałby na „terminalne wczasy” w pasiastej piżamie z różowym trójkątem. Zwolennikom to jednak nie przeszkadza — w końcu wielu nazistów również nie stroniło od uciech w obrębie własnej płci.

    Bezkarność populistów

    Problem, nad którym warto się zastanowić, polega na tym, czy takie zachowanie nie gwarantuje radykalnym populistom określonej przewagi. Wychodzą oni z normalnego trybu politycznej konkurencji, co daje im bezkarność i zwalnia z ponoszenia rzeczywistych kosztów politycznych.

    USA stanowią tu najbardziej jaskrawy przykład: u władzy znajduje się patologiczny kłamca, który mimo to nie płaci za swoje kłamstwa żadnej ceny. Ceny tej nie obniżyły nawet wielokrotne i nieprawdziwe obietnice kolejnych gotówkowych łapówek. To nie są już mechanizmy demokratycznej polityki — to działanie sekty.

    Jak z tym walczyć?

    Łatwych metod prawdopodobnie nie ma. Uważam jednak, że podstawą powinno być znacznie aktywniejsze wymuszanie na platformach społecznościowych zwalczania kłamstw oraz ich realne, finansowe karanie — podobnie jak w przypadku działań Rafała Brzoski walczącego z wykorzystywaniem jego wizerunku do wyłudzeń.

    Nie łudźmy się: zarówno Facebook, jak i Google czy X doskonale potrafią identyfikować fake newsy. Nie robią tego tylko dlatego, że przychody z reklam generowanych przy okazji ich rozpowszechniania są zdecydowanie wyższe niż ewentualne kary. To musi się zmienić, a sprawa Brzoski daje do tego doskonały pretekst.

    Intelektualny fast food zamiast edukacji

    Można oczywiście apelować o „edukację obywateli”, ale pozostaję w tej kwestii sceptyczny. Po osobistych próbach stwierdzam, że krytyczny umysł jest na świecie raczej przywilejem niż regułą. Większość ludzi poszukuje intelektualnego fast foodu i łatwych recept na życie.

    Tak było od zawsze — sukcesy ruchu nazistowskiego czy powszechne oszołomienie komunizmem nie wzięły się znikąd. Zawsze łatwiej ogarniało się rzeczywistość według scenariusza napisanego przez kogoś innego. Gorzej, gdy te scenariusze piszą eksperci na moskiewskiej Łubiance.

    #AfD #DonaldTrump #Niemcy #Polityka #USA
  3. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Pułapka postprawdy

    Prawda, rozumiana jako obiektywna rzeczywistość, zasadniczo przestała się liczyć w polityce. Dawniej fakt, że polityk działał wbrew głoszonym poglądom, był dyskwalifikujący. Lewicowiec prowadzący firmę wyzyskującą pracowników czy prawicowiec mający trzecią żonę – takie sytuacje, choć się zdarzały, stanowiły asumpt do zakończenia politycznej kariery.

    Współcześnie sytuacja wygląda inaczej. Z jednej strony mamy media społecznościowe, które zasadniczo nie weryfikują przekazywanych informacji. Z drugiej — nawet jeśli ponad wszelką wątpliwość udowodnimy komuś kłamstwo, nie stanowi to powodu, by przestać go popierać.

    Polityka jako wyznanie wiary

    Plemienność sprawiła, że nie traktujemy już polityki jako poszukiwania najlepszego reprezentanta naszych interesów. Stała się ona wyznaniem wiary. Otwiera to przestrzeń do tolerowania nawet najgorszych zachowań, zgodnie z maksymą Henry’ego Kissingera: „Może to sukinsyn, ale to nasz sukinsyn”.

    Co więcej, tworzy to podstawy do stawiania polityków ponad sferą plebejskich ograniczeń moralnych czy obyczajowych. Fidesz mógł oficjalnie zwalczać „propagandę LGBT”, co zupełnie nie przeszkadzało w ignorowaniu udziału własnych polityków w gejowskich orgiach. Postać Alice Weidel stanowi wręcz wzorzec metra, jeśli chodzi o prawicową hipokryzję: to lesbijka mieszkająca w Szwajcarii i będąca w związku z ciemnoskórą imigrantką. Jej ukochany opór w czasie swojej wojennej kariery niejedną taką osobę wysłałby na „terminalne wczasy” w pasiastej piżamie z różowym trójkątem. Zwolennikom to jednak nie przeszkadza — w końcu wielu nazistów również nie stroniło od uciech w obrębie własnej płci.

    Bezkarność populistów

    Problem, nad którym warto się zastanowić, polega na tym, czy takie zachowanie nie gwarantuje radykalnym populistom określonej przewagi. Wychodzą oni z normalnego trybu politycznej konkurencji, co daje im bezkarność i zwalnia z ponoszenia rzeczywistych kosztów politycznych.

    USA stanowią tu najbardziej jaskrawy przykład: u władzy znajduje się patologiczny kłamca, który mimo to nie płaci za swoje kłamstwa żadnej ceny. Ceny tej nie obniżyły nawet wielokrotne i nieprawdziwe obietnice kolejnych gotówkowych łapówek. To nie są już mechanizmy demokratycznej polityki — to działanie sekty.

    Jak z tym walczyć?

    Łatwych metod prawdopodobnie nie ma. Uważam jednak, że podstawą powinno być znacznie aktywniejsze wymuszanie na platformach społecznościowych zwalczania kłamstw oraz ich realne, finansowe karanie — podobnie jak w przypadku działań Rafała Brzoski walczącego z wykorzystywaniem jego wizerunku do wyłudzeń.

    Nie łudźmy się: zarówno Facebook, jak i Google czy X doskonale potrafią identyfikować fake newsy. Nie robią tego tylko dlatego, że przychody z reklam generowanych przy okazji ich rozpowszechniania są zdecydowanie wyższe niż ewentualne kary. To musi się zmienić, a sprawa Brzoski daje do tego doskonały pretekst.

    Intelektualny fast food zamiast edukacji

    Można oczywiście apelować o „edukację obywateli”, ale pozostaję w tej kwestii sceptyczny. Po osobistych próbach stwierdzam, że krytyczny umysł jest na świecie raczej przywilejem niż regułą. Większość ludzi poszukuje intelektualnego fast foodu i łatwych recept na życie.

    Tak było od zawsze — sukcesy ruchu nazistowskiego czy powszechne oszołomienie komunizmem nie wzięły się znikąd. Zawsze łatwiej ogarniało się rzeczywistość według scenariusza napisanego przez kogoś innego. Gorzej, gdy te scenariusze piszą eksperci na moskiewskiej Łubiance.

    #AfD #DonaldTrump #Niemcy #Polityka #USA
  4. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Pułapka postprawdy

    Prawda, rozumiana jako obiektywna rzeczywistość, zasadniczo przestała się liczyć w polityce. Dawniej fakt, że polityk działał wbrew głoszonym poglądom, był dyskwalifikujący. Lewicowiec prowadzący firmę wyzyskującą pracowników czy prawicowiec mający trzecią żonę – takie sytuacje, choć się zdarzały, stanowiły asumpt do zakończenia politycznej kariery.

    Współcześnie sytuacja wygląda inaczej. Z jednej strony mamy media społecznościowe, które zasadniczo nie weryfikują przekazywanych informacji. Z drugiej — nawet jeśli ponad wszelką wątpliwość udowodnimy komuś kłamstwo, nie stanowi to powodu, by przestać go popierać.

    Polityka jako wyznanie wiary

    Plemienność sprawiła, że nie traktujemy już polityki jako poszukiwania najlepszego reprezentanta naszych interesów. Stała się ona wyznaniem wiary. Otwiera to przestrzeń do tolerowania nawet najgorszych zachowań, zgodnie z maksymą Henry’ego Kissingera: „Może to sukinsyn, ale to nasz sukinsyn”.

    Co więcej, tworzy to podstawy do stawiania polityków ponad sferą plebejskich ograniczeń moralnych czy obyczajowych. Fidesz mógł oficjalnie zwalczać „propagandę LGBT”, co zupełnie nie przeszkadzało w ignorowaniu udziału własnych polityków w gejowskich orgiach. Postać Alice Weidel stanowi wręcz wzorzec metra, jeśli chodzi o prawicową hipokryzję: to lesbijka mieszkająca w Szwajcarii i będąca w związku z ciemnoskórą imigrantką. Jej ukochany opór w czasie swojej wojennej kariery niejedną taką osobę wysłałby na „terminalne wczasy” w pasiastej piżamie z różowym trójkątem. Zwolennikom to jednak nie przeszkadza — w końcu wielu nazistów również nie stroniło od uciech w obrębie własnej płci.

    Bezkarność populistów

    Problem, nad którym warto się zastanowić, polega na tym, czy takie zachowanie nie gwarantuje radykalnym populistom określonej przewagi. Wychodzą oni z normalnego trybu politycznej konkurencji, co daje im bezkarność i zwalnia z ponoszenia rzeczywistych kosztów politycznych.

    USA stanowią tu najbardziej jaskrawy przykład: u władzy znajduje się patologiczny kłamca, który mimo to nie płaci za swoje kłamstwa żadnej ceny. Ceny tej nie obniżyły nawet wielokrotne i nieprawdziwe obietnice kolejnych gotówkowych łapówek. To nie są już mechanizmy demokratycznej polityki — to działanie sekty.

    Jak z tym walczyć?

    Łatwych metod prawdopodobnie nie ma. Uważam jednak, że podstawą powinno być znacznie aktywniejsze wymuszanie na platformach społecznościowych zwalczania kłamstw oraz ich realne, finansowe karanie — podobnie jak w przypadku działań Rafała Brzoski walczącego z wykorzystywaniem jego wizerunku do wyłudzeń.

    Nie łudźmy się: zarówno Facebook, jak i Google czy X doskonale potrafią identyfikować fake newsy. Nie robią tego tylko dlatego, że przychody z reklam generowanych przy okazji ich rozpowszechniania są zdecydowanie wyższe niż ewentualne kary. To musi się zmienić, a sprawa Brzoski daje do tego doskonały pretekst.

    Intelektualny fast food zamiast edukacji

    Można oczywiście apelować o „edukację obywateli”, ale pozostaję w tej kwestii sceptyczny. Po osobistych próbach stwierdzam, że krytyczny umysł jest na świecie raczej przywilejem niż regułą. Większość ludzi poszukuje intelektualnego fast foodu i łatwych recept na życie.

    Tak było od zawsze — sukcesy ruchu nazistowskiego czy powszechne oszołomienie komunizmem nie wzięły się znikąd. Zawsze łatwiej ogarniało się rzeczywistość według scenariusza napisanego przez kogoś innego. Gorzej, gdy te scenariusze piszą eksperci na moskiewskiej Łubiance.

    #AfD #DonaldTrump #Niemcy #Polityka #USA
  5. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Pułapka postprawdy

    Prawda, rozumiana jako obiektywna rzeczywistość, zasadniczo przestała się liczyć w polityce. Dawniej fakt, że polityk działał wbrew głoszonym poglądom, był dyskwalifikujący. Lewicowiec prowadzący firmę wyzyskującą pracowników czy prawicowiec mający trzecią żonę – takie sytuacje, choć się zdarzały, stanowiły asumpt do zakończenia politycznej kariery.

    Współcześnie sytuacja wygląda inaczej. Z jednej strony mamy media społecznościowe, które zasadniczo nie weryfikują przekazywanych informacji. Z drugiej — nawet jeśli ponad wszelką wątpliwość udowodnimy komuś kłamstwo, nie stanowi to powodu, by przestać go popierać.

    Polityka jako wyznanie wiary

    Plemienność sprawiła, że nie traktujemy już polityki jako poszukiwania najlepszego reprezentanta naszych interesów. Stała się ona wyznaniem wiary. Otwiera to przestrzeń do tolerowania nawet najgorszych zachowań, zgodnie z maksymą Henry’ego Kissingera: „Może to sukinsyn, ale to nasz sukinsyn”.

    Co więcej, tworzy to podstawy do stawiania polityków ponad sferą plebejskich ograniczeń moralnych czy obyczajowych. Fidesz mógł oficjalnie zwalczać „propagandę LGBT”, co zupełnie nie przeszkadzało w ignorowaniu udziału własnych polityków w gejowskich orgiach. Postać Alice Weidel stanowi wręcz wzorzec metra, jeśli chodzi o prawicową hipokryzję: to lesbijka mieszkająca w Szwajcarii i będąca w związku z ciemnoskórą imigrantką. Jej ukochany opór w czasie swojej wojennej kariery niejedną taką osobę wysłałby na „terminalne wczasy” w pasiastej piżamie z różowym trójkątem. Zwolennikom to jednak nie przeszkadza — w końcu wielu nazistów również nie stroniło od uciech w obrębie własnej płci.

    Bezkarność populistów

    Problem, nad którym warto się zastanowić, polega na tym, czy takie zachowanie nie gwarantuje radykalnym populistom określonej przewagi. Wychodzą oni z normalnego trybu politycznej konkurencji, co daje im bezkarność i zwalnia z ponoszenia rzeczywistych kosztów politycznych.

    USA stanowią tu najbardziej jaskrawy przykład: u władzy znajduje się patologiczny kłamca, który mimo to nie płaci za swoje kłamstwa żadnej ceny. Ceny tej nie obniżyły nawet wielokrotne i nieprawdziwe obietnice kolejnych gotówkowych łapówek. To nie są już mechanizmy demokratycznej polityki — to działanie sekty.

    Jak z tym walczyć?

    Łatwych metod prawdopodobnie nie ma. Uważam jednak, że podstawą powinno być znacznie aktywniejsze wymuszanie na platformach społecznościowych zwalczania kłamstw oraz ich realne, finansowe karanie — podobnie jak w przypadku działań Rafała Brzoski walczącego z wykorzystywaniem jego wizerunku do wyłudzeń.

    Nie łudźmy się: zarówno Facebook, jak i Google czy X doskonale potrafią identyfikować fake newsy. Nie robią tego tylko dlatego, że przychody z reklam generowanych przy okazji ich rozpowszechniania są zdecydowanie wyższe niż ewentualne kary. To musi się zmienić, a sprawa Brzoski daje do tego doskonały pretekst.

    Intelektualny fast food zamiast edukacji

    Można oczywiście apelować o „edukację obywateli”, ale pozostaję w tej kwestii sceptyczny. Po osobistych próbach stwierdzam, że krytyczny umysł jest na świecie raczej przywilejem niż regułą. Większość ludzi poszukuje intelektualnego fast foodu i łatwych recept na życie.

    Tak było od zawsze — sukcesy ruchu nazistowskiego czy powszechne oszołomienie komunizmem nie wzięły się znikąd. Zawsze łatwiej ogarniało się rzeczywistość według scenariusza napisanego przez kogoś innego. Gorzej, gdy te scenariusze piszą eksperci na moskiewskiej Łubiance.

    #AfD #DonaldTrump #Niemcy #Polityka #USA
  6. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Pułapka postprawdy

    Prawda, rozumiana jako obiektywna rzeczywistość, zasadniczo przestała się liczyć w polityce. Dawniej fakt, że polityk działał wbrew głoszonym poglądom, był dyskwalifikujący. Lewicowiec prowadzący firmę wyzyskującą pracowników czy prawicowiec mający trzecią żonę – takie sytuacje, choć się zdarzały, stanowiły asumpt do zakończenia politycznej kariery.

    Współcześnie sytuacja wygląda inaczej. Z jednej strony mamy media społecznościowe, które zasadniczo nie weryfikują przekazywanych informacji. Z drugiej — nawet jeśli ponad wszelką wątpliwość udowodnimy komuś kłamstwo, nie stanowi to powodu, by przestać go popierać.

    Polityka jako wyznanie wiary

    Plemienność sprawiła, że nie traktujemy już polityki jako poszukiwania najlepszego reprezentanta naszych interesów. Stała się ona wyznaniem wiary. Otwiera to przestrzeń do tolerowania nawet najgorszych zachowań, zgodnie z maksymą Henry’ego Kissingera: „Może to sukinsyn, ale to nasz sukinsyn”.

    Co więcej, tworzy to podstawy do stawiania polityków ponad sferą plebejskich ograniczeń moralnych czy obyczajowych. Fidesz mógł oficjalnie zwalczać „propagandę LGBT”, co zupełnie nie przeszkadzało w ignorowaniu udziału własnych polityków w gejowskich orgiach. Postać Alice Weidel stanowi wręcz wzorzec metra, jeśli chodzi o prawicową hipokryzję: to lesbijka mieszkająca w Szwajcarii i będąca w związku z ciemnoskórą imigrantką. Jej ukochany opór w czasie swojej wojennej kariery niejedną taką osobę wysłałby na „terminalne wczasy” w pasiastej piżamie z różowym trójkątem. Zwolennikom to jednak nie przeszkadza — w końcu wielu nazistów również nie stroniło od uciech w obrębie własnej płci.

    Bezkarność populistów

    Problem, nad którym warto się zastanowić, polega na tym, czy takie zachowanie nie gwarantuje radykalnym populistom określonej przewagi. Wychodzą oni z normalnego trybu politycznej konkurencji, co daje im bezkarność i zwalnia z ponoszenia rzeczywistych kosztów politycznych.

    USA stanowią tu najbardziej jaskrawy przykład: u władzy znajduje się patologiczny kłamca, który mimo to nie płaci za swoje kłamstwa żadnej ceny. Ceny tej nie obniżyły nawet wielokrotne i nieprawdziwe obietnice kolejnych gotówkowych łapówek. To nie są już mechanizmy demokratycznej polityki — to działanie sekty.

    Jak z tym walczyć?

    Łatwych metod prawdopodobnie nie ma. Uważam jednak, że podstawą powinno być znacznie aktywniejsze wymuszanie na platformach społecznościowych zwalczania kłamstw oraz ich realne, finansowe karanie — podobnie jak w przypadku działań Rafała Brzoski walczącego z wykorzystywaniem jego wizerunku do wyłudzeń.

    Nie łudźmy się: zarówno Facebook, jak i Google czy X doskonale potrafią identyfikować fake newsy. Nie robią tego tylko dlatego, że przychody z reklam generowanych przy okazji ich rozpowszechniania są zdecydowanie wyższe niż ewentualne kary. To musi się zmienić, a sprawa Brzoski daje do tego doskonały pretekst.

    Intelektualny fast food zamiast edukacji

    Można oczywiście apelować o „edukację obywateli”, ale pozostaję w tej kwestii sceptyczny. Po osobistych próbach stwierdzam, że krytyczny umysł jest na świecie raczej przywilejem niż regułą. Większość ludzi poszukuje intelektualnego fast foodu i łatwych recept na życie.

    Tak było od zawsze — sukcesy ruchu nazistowskiego czy powszechne oszołomienie komunizmem nie wzięły się znikąd. Zawsze łatwiej ogarniało się rzeczywistość według scenariusza napisanego przez kogoś innego. Gorzej, gdy te scenariusze piszą eksperci na moskiewskiej Łubiance.

    #AfD #DonaldTrump #Niemcy #Polityka #USA
  7. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    AfD: strach ma wielkie oczy?

    Sukces neonazistowskiej (nie bójmy się tego głośno mówić) Alternatywy dla Niemiec w lokalnych wyborach w Saksonii-Anhalt nie był niespodziewany. Wobec postawy niemieckich elit owy sukces można wręcz określić jako nieuchronny po latach „wielkich koalicji” od prawa do lewa, które wywołały w Niemczech wrażenie braku realnego wyboru.

    Krach tożsamości oparty na „made in Germany”

    W tej sytuacji „alternatywa” staje się nią w rzeczywistości – zwłaszcza gdy Niemcy pogrążają się w kryzysie zarówno tożsamościowym, jak i gospodarczym. W powojennych Niemczech to właśnie sprawna gospodarka i marka „made in Germany” w dużej mierze zastępowały poczucie tożsamości narodowej.

    AfD sprawnie identyfikuje niemieckie problemy, na czele z kompletną indolencją władz w kwestii masowej imigracji azylowej oraz wojny kulturowej. Oczywiście, jak to zwykle bywa w przypadku populistów, nie oznacza to wcale, że partyjni działacze mają jakiekolwiek skuteczne recepty. Jednak podobnie jak w przypadku polskiej Samoobrony, stała izolacja od władzy pozwala im skutecznie zajmować wygodną pozycję outsidera „na zewnątrz” systemu.

    Populizm bez ekonomicznego pokrycia

    Program AfD jest populistyczny w najbardziej klasyczny, przećwiczony sposób. Rozdawnictwo ma być sfinansowane z oszczędności uzyskanych po wydaleniu z kraju azylantów. Nie trzeba doktoratu z ekonomii, by stwierdzić, że te rachunki się nie zgadzają.

    Jednak w kraju, w którym nagle ogłasza się, że w samym „świętym” Volkswagenie pracę straci 3000 osób, racjonalność już dawno wyleciała za okno. Niepokój wzbudza też prorosyjskość partii, ewidentnie posiadającej bliskie relacje z tamtejszym wywiadem. Choć, chcąc być uczciwym, podobne powiązania mają zarówno SPD, jak i Zieloni – niemiecka słabość do rosyjskich wpływów znana jest nie od dziś i nie stanowi szczególnego zaskoczenia.

    Czy populizm da się ucywilizować?

    Europa powoli dojrzewa do strategii „kontrolowanego wyburzania” populizmu. Wzorując się na doświadczeniach Grecji, Hiszpanii czy Włoch, można wskazać dwie drogi: kompromitację i dezintegrację ruchów radykalnych (jak w Grecji i Hiszpanii) albo ich ucywilizowanie (jak we Włoszech). Żadna z tych ścieżek nie doprowadziła do skrajnego eurosceptycyzmu. Co więcej, jedność populistów na drodze po władzę rzadko przetrwała pierwsze tygodnie jej sprawowania.

    Czy więc AfD nie należy się bać? Aż tak daleko bym się nie posunął, ale pamiętajmy o kontekście międzynarodowym i lokalnym. Odmowa podjęcia problemu migracyjnego – zarówno we Francji, jak i w Niemczech – sprawia, że rośnie zapotrzebowanie na outsidera, który wprowadzi działania radykalne, na jakie establishment nie potrafi się zdobyć.

    Inna sprawa, że rzeczywistych przyczyn problemów gospodarczych, czyli koszmarnie błędnej polityki Energiewende, nikt nawet nie próbuje ruszyć. Tymczasem ostatnie elektrownie atomowe Niemcy zamknęły 3 lata temu, energia pozostaje droga, konkurencyjność spada, a recept innych niż business as usual z Rosją wciąż nie widać.

    Rachunek za zjednoczeniową kolonizację

    Nie zapominajmy też o lokalnych przyczynach triumfu AfD: dekadach traktowania dawnego NRD jako terenów trzeciej kategorii, a mieszkańców tych ziem (Ossis) jako gorszych Niemców.

    Dzisiejszy wynik wyborczy to dla dawnych Niemiec Zachodnich rachunek za brutalną politykę zjednoczeniową. Rachunek, który od dawna jest po terminie. Ani CDU/CSU, ani SPD nie potrafiły zrobić nic, aby mieszkańcom dawnego NRD przywrócić poczucie przynależności i godności. Skutki tego zaniedbania zobaczyliśmy przy urnach.

    #emigracja #gospodarka #Niemcy #wybory
  8. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Dekada Brexitu, czyli jak kompletnie nie uczyć się na własnych błędach

    Nowa funkcja WordPressa przypomina mi własne notatki z poprzednich lat i dzięki niej właśnie uświadomiłem sobie, że jutro mija dekada od największego (największego dotychczas 😉) aktu politycznej głupoty w historii Europy XXI wieku. Czy musiało do tego dojść? Znowu cytując klasyka: „Widocznie musiało, skoro doszło”.

    Medialna iluzja i imperialna nostalgia

    Brexit stanowi idealną metaforę współczesnej rzeczywistości medialnej. Latami grany w mediach temat, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, został rozpalony do takiego poziomu, że referendum zakończyło się wynikiem, na którym nikomu nie zależało. Co ciekawe, potem klasa polityczna, nie chcąc przyznać się do błędu, brnęła dalej w temat, który okazywał się coraz bardziej samobójczy. Produkowała po drodze kolejne mrzonki i iluzje, które również w komplecie okazały się nierealistyczne, oparte na daleko posuniętym myśleniu życzeniowym oraz nostalgii za czasami imperialnymi. Rezultaty były niewiele mniejsze niż katastrofalne – zarówno dla rozwoju Wielkiej Brytanii, jak i dla samych nadziei związanych z Brexitem.

    Rzeczywistość uderza w Wyspy

    Dekadę później wyspa ugina się pod problemami, które sama wytworzyła. Bliskich kulturowo imigrantów z Europy Środkowej zastąpiono tabunami uchodźców. Nieźle działający, choć kurczący się przemysł zarżnięto, pozbawiając go największego i najbliższego rynku zbytu. Usługi finansowe, niegdyś filar brytyjskiej ekonomii, również mają się coraz gorzej. Służba zdrowia zamiast obiecanego dofinansowania przechodzi z kryzysu w kryzys. Rządzący laburzyści, mimo ogromnego mandatu, po roku rządów obiektywnie nie mają innego pomysłu niż zmiana premiera. A największy dowcip? Liderem sondaży jest partia, która wprowadziła Anglików w to całe szambo. Logiczne, nieprawdaż?

    Spełnione proroctwa i amerykański sojusz

    Największy paradoks? Wszystkie te problemy były wskazywane w trakcie kampanii w 2016 roku! Wszystkie! I spełniły się co do jednego. Co za to się nie ziściło? Żadna z postulowanych brexitowych korzyści! Żadna! Długi urosły, rozwój stanął. W USA zamiast sojusznika jest Trump, który całe „specjalne stosunki” ma głęboko w okrężnicy. Pozostało jedyne wyjście: powrót do Unii. Ale tu nie obejdzie się bez Canossy i będzie drogo – bardzo drogo. Czy jest jednak inne wyjście?

    No chyba że oddadzą całość władzy w ręce Reform UK. I nawet z punktu widzenia reszty Europy próby naprawienia przez Nigela Farage’a tego, co zepsuł, będą zabawne. Ale jednak ludzi szkoda. Nawet tak niezwykłych w swoim przywiązaniu do imperialnych iluzji jak przeciętny obywatel Wielkiej Brytanii.

    Unijna lekcja przetrwania

    Lekcję Europa odrobiła. Miała być seria „exitów”, ale dziś nawet niedawni apologeci w stylu Zgromadzenia Narodowego we Francji czy AfD w Niemczech odżegnują się od tak samobójczych koncepcji. UE okazała się złem absolutnym, ale w tej swojej totalności – absolutnie koniecznym. Zwłaszcza że niedawny idealny sojusznik za oceanem okazał się oszalałym starcem z postępującą demencją. Na tle wyczynów pomarańczowego króla UE jawi się jako byt nie tylko stabilny, ale wręcz ostoja umiarkowania i rezerwy. A bez „hamulcowego” w postaci Wielkiej Brytanii jest zdolna także do o wiele szybszych decyzji.

    Puenta? Czasami, jak się piłuje gałąź, na której się siedzi, warto posłuchać ostrzeżeń. I to dobra rada nie tylko w kwestii polityki.

    #brexit #Francja #gospodarka #Niemcy #trump #UE #UK #USA
  9. Przełom w relacjach z Niemcami? Kanclerz Merz zwraca Polsce zrabowane skarby, w tym dokumenty krzyżackie

    To może być najważniejszy moment w polsko-niemieckich relacjach dotyczących dóbr kultury od 1989 roku.

    Rząd w Berlinie podjął decyzję o zwrocie Polsce bezcennej kolekcji dokumentów oraz średniowiecznej rzeźby z Malborka. Ministerstwo Kultury mówi o „historycznym przełomie” i już składa wnioski o odzyskanie kolejnych dzieł, w tym rękopisu „Gaude Mater Polonia”.

    Decyzja zapadła podczas konsultacji międzyrządowych. Nowa administracja kanclerza Friedricha Merza wykonała gest, o który Polska zabiegała od dziesięcioleci. Minister kultury Marta Cienkowska w rozmowie z „Rzeczpospolitą” podkreśla, że sukces ten jest efektem zaangażowania władz na szczeblu federalnym, co daje nadzieję na trwałą zmianę w podejściu Berlina do kwestii restytucji.

    Co wraca do Polski?

    Odzyskane obiekty to prawdziwe perły dziedzictwa narodowego:

    • 73 dokumenty polsko-krzyżackie: pergaminy z XIII–XV wieku, dokumentujące burzliwe relacje Rzeczypospolitej z Zakonem. Zostały zrabowane w 1940 roku z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie i wywiezione do Królewca, a po wojnie trafiły do Berlina Zachodniego. Polska starała się o ich zwrot już od 1948 roku.
    • Głowa św. Jakuba Starszego: fragment gotyckiej rzeźby z ok. 1340 roku, pochodzący z kościoła NMP na zamku w Malborku. Rzeźba została uszkodzona podczas oblężenia w 1945 roku, a jej fragment nielegalnie wywieziono w 1957 roku. Odnalazł się w muzeum w Norymberdze.

    Kolejne wnioski na stole: hymn i królewski pierścień

    Resort kultury nie zamierza poprzestać na tym sukcesie, również niemieccy oficjele, skoro rozpoczęli ów ruch, powinni go kontynuować. Przy okazji rozmów złożono dziewięć kolejnych wniosków restytucyjnych obejmujących 35 obiektów.

    Na liście żądań znajdują się m.in.:

    • Fragment rękopisu z zapisem hymnu „Gaude Mater Polonia” (zrabowany z Płocka).
    • Rękopiśmienne dzienniki Stefana Żeromskiego.
    • Złoty pierścień z diamentem króla Zygmunta I Starego, będący częścią słynnej Szkatuły Królewskiej Izabeli Czartoryskiej, zrabowanej przez Niemców w Sieniawie.

    Polscy specjaliści w kwietniu tego roku uzyskali dostęp do Państwowej Biblioteki w Berlinie, co pozwoliło na precyzyjne zbadanie proweniencji przechowywanych tam dokumentów i przygotowanie twardych dowodów na ich polskie pochodzenie.

    Niemcy chcą zablokować dostęp Apple i innych firm z USA do unijnego systemu danych finansowych

    #dokumentyKrzyzackie #friedrichMerz #malbork #martaCienkowska #mkidn #news #niemcy #restytucja #zabytki #zygmuntIStary

  10. Zaskakujący optymizm Polaków. Zielona transformacja to dla nich szansa, a nie zagrożenie

    Polscy pracownicy przemysłu z zaskakującym optymizmem podchodzą do zielonej transformacji. Widzą w niej przede wszystkim szansę na rozwój gospodarczy i nowe miejsca pracy.

    Takie wnioski płyną z międzynarodowego badania przeprowadzonego przez Wittenberg Center for Global Ethics przy wsparciu Fundacji E.ON w Polsce, Francji i Niemczech.

    Badanie, w którym wzięło udział ponad 4 tys. pracowników sektora przemysłowego, ujawniło znaczące różnice w postawach między narodami. W Polsce aż 42% respondentów ocenia transformację klimatyczną pozytywnie, podczas gdy pesymistów jest zaledwie 16%. Dla porównania, w Niemczech nastroje są znacznie bardziej spolaryzowane – odsetek optymistów (29%) jest niemal równy liczbie pesymistów (28%). Co więcej, niemal połowa ankietowanych Polaków postrzega te zmiany jako szansę dla własnej kariery.

    „Cieszy nas, że Polacy przywiązują dużą wagę do transformacji klimatycznej w przemyśle. Nie tylko niemal połowa respondentów z naszego kraju postrzega ją jako szansę do rozwoju własnej ścieżki kariery, ale także wiąże ją z perspektywami dla całego kraju” – komentuje Andrzej Modzelewski, prezes E.ON Polska.

    Zdaniem autorów raportu, ten optymizm jest silnie powiązany z dobrą kondycją gospodarczą. W 2024 roku PKB Polski wzrosło o 2,9%, podczas gdy gospodarka Niemiec skurczyła się o 0,2%. Im wyższy wzrost gospodarczy, tym społeczeństwo jest bardziej przychylnie nastawione do zmian.

    Polacy mają również jasno sprecyzowane oczekiwania wobec władz. Aż 45% badanych uważa, że absolutnym priorytetem rządu powinny być inwestycje w innowacyjne i ekologiczne technologie. Ważnym aspektem jest także obniżanie cen energii dla przemysłu, na co wskazało 39% respondentów. Wyniki badania pokazują również dużą elastyczność polskich pracowników – wykazują oni największą gotowość do relokacji w poszukiwaniu nowej pracy (22% w porównaniu do Francji i Niemiec).

    „Wyniki tego badania są wyraźnym sygnałem dla decydentów w całej Europie: ludzie są gotowi przyczynić się do transformacji neutralnej dla klimatu, jeśli aktywnie włączy się ich w ten proces” – podsumowuje Stephan Muschick, prezes Fundacji E.ON w Niemczech.

    Badanie podkreśla, że kluczem do sukcesu zielonej transformacji jest nie tylko jej konieczność ekologiczna, ale także zapewnienie, że będzie ona zrównoważona społecznie.

    NASA wyłączy legendarne sondy? „Gdy to zrobimy, nie będzie już powrotu”

    #badania #EON #news #Niemcy #optymizm #Polska #przemysł #rynekPracy #transformacjaKlimatyczna #zielonaTransformacja

  11. W najbliższą środę 13.11.2024 o godzinie 17:00 w opolskim
    Centrum Dokumentacyjno-Wystawienniczym Niemców w Polsce, mieszczącym się w Opolu przy ulicy Szpitalnej 11, odbędzie się spotkanie literackie poświęcone publikacji Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej pt. „Historia zapisana na śląskich cmentarzach” autorstwa historyka i regionalisty Dawida Smolorza.

    Wstęp bezpłatny.

    @litwanieojczyzna

    hausbooks.pl/pl/p/Historia-zap

    haus.pl/

    #KSW #Kulturalny #Serwis #Wiadomości #GórnyŚląsk #Górny #Śląsk #Opole #ulica #Szpitalna #DawidSmolorz #Dawid #Smolorz
    #śląskiecmentarze #śląski #cmentarz
    #historia
    #Dom #Współpraca #Polska #Niemcy
    #Centrum #Dokumentacyjne #Wystawiennicze