#gospodarka — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #gospodarka, aggregated by home.social.
-
Bliskowschodnie puzzle
W cieniu spadających na Polskę rosyjskich rakiet i kolejnych neonazistowskich zachowań w kierunku Ukraińców rozgrywa się dużo bardziej międzynarodowy dramat. Mimo kolejnych prób katastrofalna interwencja USA w Iranie nie tylko się nie zakończyła, ale pożar obejmuje kolejne kraje i kierunki. Już nie tylko Zatoka Perska, ale i Morze Czerwone, a w kolejce czekają zarówno Kanał Sueski, jak i Morze Śródziemne. W momencie, kiedy diabła dronowych ataków na żeglugę cywilną wypuszczono z pudełka, problem stał się istotny i palący.
Wyścig miecza z tarczą i paraliż instytucjonalny
Dlaczego tak jest? Z kilku powodów.
Pierwszy to odwieczny wyścig miecza i tarczy. Obecnie miecz (drony) okazał się i tani, i niszczycielski, a tarcza jeszcze nie powstała. Istniejące środki przeciwdziałania (rakiety przeciwlotnicze) mają wysoki koszt jednostkowy (dron kosztuje 40 tys. $, a rakieta od 1,5 do 3 milionów $), a ich zasoby są dużo mniejsze od zwalczanych celów. Nowe metody zwalczania są dopiero w powijakach i nic nie zapowiada ich szybkiej implementacji. Dodatkowo tzw. dywidenda pokojowa spowodowała redukcję sił morskich i teraz po prostu brakuje okrętów do eskortowania statków cywilnych.
Drugi powód to oczywiście Donald Trump i jego „wielka czystka”, która nie tyle brutalnością, ile efektem instytucjonalnym zaczęła już przypominać tę z lat 30. w ZSRR. Zarówno Departament Stanu (odpowiednik MSZ), jak i Departament Obrony pozbyły się większości fachowców i teraz nie są w stanie wygenerować realnego scenariusza ani planu wyjścia z kryzysu. A i tak na końcu całość trafi do Trumpa, którego zainteresowanie rozwiązaniem sytuacji jest wypadkową tego, w jakim stopniu połechtane zostanie jego kruche ego.
Trzecią kwestią są skrajnie rozbieżne interesy lokalnych graczy. Pogodzenie w jednym porozumieniu interesów Izraela i Iranu jest w obecnej sytuacji cokolwiek nierealistyczne.
Dlaczego powinno nas to obchodzić?
Bo przyprawa musi płynąć. Zablokowanie całości dostaw ropy z Zatoki Perskiej wprawi nasz system gospodarczy w drgania, które mogą skończyć się globalnym kryzysem – przy którym ten z 2008 roku będzie ledwie wspomnieniem.
Dodatkowo niepokoją paniczne ruchy USA. W poszukiwaniu rozwiązań zdążono już zaproponować Iranowi umowę, przy której krytykowany deal Obamy był wybitnie rygorystyczny i izolacjonistyczny, a następnie zaproponowano Arabii Saudyjskiej praktyczne zbudowanie programu nuklearnego. Wszystko to jest chaotyczne, nieprzemyślane i negocjowane przez rodzinę oraz przyjaciół Trumpa, z oczywistymi zaszytymi korzyściami o charakterze osobistym. Kiedyś nazywało się to korupcją, ale w dzisiejszych USA chyba potrzeba na to nowego słowa.
Kalendarz wyborczy jako ostatnia nadzieja
Oczywiście na razie sytuacja pozostaje względnie stabilna, a czarnowidztwo nieszczególnie się sprawdza. Jednak kolejne szlaki transportowe są sukcesywnie odcinane. Wpływ na ceny wydaje się póki co ograniczony, ale przecież taki stan nie może trwać wiecznie. Szczególnie że zachowanie administracji USA jest – najdelikatniej mówiąc – chaotyczne. Reszta świata wobec takiej postawy Waszyngtonu nie widzi realnych szans na włączenie się w rozwiązanie konfliktu. Trump, przerażony wizją odebrania mu domniemanych „zasług”, storpeduje wszak każde rozwiązanie pokojowe, często w sposób dosłowny.
Pamiętajmy także o stronie izraelskiej, gdzie w październiku odbędą się wybory do Knesetu. To właśnie w tych kalendarzach wyborczych – listopadowym w USA i październikowym w Izraelu – należy upatrywać szans na przełamanie kryzysu. Choć uczciwie trzeba przyznać, że wobec wewnętrznej polaryzacji w obu krajach sytuacja może się jeszcze bardziej pogłębić.
#DonaldTrump #geopolityka #gospodarka #Iran #Izrael #ropa #USA -
Druga lewa ręka…
Jak już wielokrotnie pisałem, staram się odchodzić od krytykowania i opisywania lewicy. Jak pokazuje moja poprzednia polecajka, wciąż uważam, że lewica ma do pokazania wiele, a jej recepty mają w wielu przypadkach udowodnioną skuteczność. Ale cóż ja mogę, skoro gdy tylko znajdę jednego lewicowca, który wreszcie wydaje się wychodzić poza zagrodę wyznaczoną przez konglomerat aktualnie modnych ideowych trendów, natychmiast pojawia się drugi, powielający najgorsze kalki?
I tak chwalony w poprzedniej notce Giezłak ma podcastowego kolegę, Dymka. Jest on lewicowcem wpisującym się w nurt – nazwijmy go, kierując się jego wykształceniem – „kulturoznawczy”. Cóż to oznacza? Specyficzną wizję rzeczywistości, w której firmy funkcjonują z powodów innych niż zysk, a samo dążenie do zarobku niesie ze sobą pewną moralną naganność.
Mit ideologicznego czyszczenia rynku
Pan Dymek walnął popularną w razemkowych kręgach tezą: jeśli firma, aby przetrwać, musi szukać tańszych pracowników – obniżać koszty pracy, sprowadzając i eksploatując migrantów zarobkowych – to nie powinna w ogóle istnieć.
Teza wydaje się pozornie oczywista i prawdziwa. W pewnym obszarze wręcz kapitalistyczna: eliminacja najsłabszych ogniw wzmocni rynek jako całość i pozwoli innowacyjnym podmiotom kwitnąć. Ach, gdybyż rzeczywistość była równie prosta, jak w świecie lewicowego kulturoznawcy lub prawicowego paleoliberała! Ale nie jest.
Presja kosztowa a polska rzeczywistość
Model konkurencyjności opartej na cenie produktu lub usługi jest najpopularniejszy – i nie bez powodu. Niska cena jest wskaźnikiem optymalnej alokacji zasobów, ale nie bierze się znikąd. Najczęściej stoi za nią niski poziom kosztów, a największym z nich od lat pozostają ludzie.
W takim kraju jak Polska, gdzie w wyniku oczekiwanego wzrostu dobrobytu gwałtownie rosną koszty pracy, firmy stają przed koniecznością ich zrekompensowania tak, aby w jak najmniejszym stopniu wpływało to na cenę finalną. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić – zwłaszcza kiedy sytuacja demograficzna wywołuje znaczną presję płacową.
Automatyzacja to nie czarodziejska różdżka
Część firm wybiera automatyzację. W usługach oznacza to wdrożenie AI, w produkcji – robotyzację. Jednak sprawa nigdy nie jest tak prosta, jak się wydaje. Przede wszystkim automatyzacja jest opłacalna w przypadku dużych i jasno zdefiniowanych procesów. Mniejsze firmy są znacznie elastyczniejsze organizacyjnie, co sprawia, że zastąpienie ludzi maszynami jest w nich bez porównania trudniejsze.
Do tego dochodzi coś, co można nazwać kosztem społecznym: automatyzacja oznacza zazwyczaj zwolnienia wśród najniżej wykwalifikowanej kadry.
Imigracja jako „hospicjum” dla prowincji
Pozostałe firmy muszą po prostu szukać tańszej siły roboczej, czyli sięgać po migrantów. Logiczne więc, że stanowią oni konkurencję dla polskich pracowników, prawda? Może dekadę temu tak było. Dziś demografia sprawia, że popyt na pracę w wielu miejscach przewyższa podaż. Zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, gdzie lokalny „Januszex” pozostaje jedynym pracodawcą.
Tam nie ma prostego wyboru. Upadłość takiej firmy zdewastuje nie tylko jej właściciela, ale całe otoczenie społeczne. I owszem – kapitalistyczny krwiopijca splajtuje, ale na jego miejsce wcale nie czeka kolejka inwestorów oferujących nowe miejsca pracy. Imigracja niskopłatnej siły roboczej to niejednokrotnie jedyny sposób na humanitarne wygaszenie prowincji i przedłużenie agonii w warunkach „hospicyjnych”, a nie paleokapitalistyczny strzał w tył głowy.
Zresztą, wbrew pozorom, rynek doskonale radzi sobie z wyplenianiem firm, w których głównym zajęciem właściciela jest wymiana auta na nowsze.
Generalizacja to zła ścieżka
A czasami niektóre z tych przedsiębiorstw dają radę nie tylko powoli dogorywać, ale też zbudować coś lokalnie: awansować na drabinie konkurencyjności, podnosić jakość i rozwinąć produkty. I nawet wtedy będą sięgać po migrantów.
To nie jest system idealny, ale nie jest to też system niewolniczej eksploatacji. Owszem, bywają patologie, co jednak nie oznacza, że kulturoznawca Dymek ma prawo do uogólnień. Przecież nie każdy kulturoznawca to rozpieszczony głąb, który poszedł na studia tylko dlatego, że były łatwe egzaminy i dużo się piło.
#emigracja #gospodarka #lewica -
Druga lewa ręka…
Jak już wielokrotnie pisałem, staram się odchodzić od krytykowania i opisywania lewicy. Jak pokazuje moja poprzednia polecajka, wciąż uważam, że lewica ma do pokazania wiele, a jej recepty mają w wielu przypadkach udowodnioną skuteczność. Ale cóż ja mogę, skoro gdy tylko znajdę jednego lewicowca, który wreszcie wydaje się wychodzić poza zagrodę wyznaczoną przez konglomerat aktualnie modnych ideowych trendów, natychmiast pojawia się drugi, powielający najgorsze kalki?
I tak chwalony w poprzedniej notce Giezłak ma podcastowego kolegę, Dymka. Jest on lewicowcem wpisującym się w nurt – nazwijmy go, kierując się jego wykształceniem – „kulturoznawczy”. Cóż to oznacza? Specyficzną wizję rzeczywistości, w której firmy funkcjonują z powodów innych niż zysk, a samo dążenie do zarobku niesie ze sobą pewną moralną naganność.
Mit ideologicznego czyszczenia rynku
Pan Dymek walnął popularną w razemkowych kręgach tezą: jeśli firma, aby przetrwać, musi szukać tańszych pracowników – obniżać koszty pracy, sprowadzając i eksploatując migrantów zarobkowych – to nie powinna w ogóle istnieć.
Teza wydaje się pozornie oczywista i prawdziwa. W pewnym obszarze wręcz kapitalistyczna: eliminacja najsłabszych ogniw wzmocni rynek jako całość i pozwoli innowacyjnym podmiotom kwitnąć. Ach, gdybyż rzeczywistość była równie prosta, jak w świecie lewicowego kulturoznawcy lub prawicowego paleoliberała! Ale nie jest.
Presja kosztowa a polska rzeczywistość
Model konkurencyjności opartej na cenie produktu lub usługi jest najpopularniejszy – i nie bez powodu. Niska cena jest wskaźnikiem optymalnej alokacji zasobów, ale nie bierze się znikąd. Najczęściej stoi za nią niski poziom kosztów, a największym z nich od lat pozostają ludzie.
W takim kraju jak Polska, gdzie w wyniku oczekiwanego wzrostu dobrobytu gwałtownie rosną koszty pracy, firmy stają przed koniecznością ich zrekompensowania tak, aby w jak najmniejszym stopniu wpływało to na cenę finalną. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić – zwłaszcza kiedy sytuacja demograficzna wywołuje znaczną presję płacową.
Automatyzacja to nie czarodziejska różdżka
Część firm wybiera automatyzację. W usługach oznacza to wdrożenie AI, w produkcji – robotyzację. Jednak sprawa nigdy nie jest tak prosta, jak się wydaje. Przede wszystkim automatyzacja jest opłacalna w przypadku dużych i jasno zdefiniowanych procesów. Mniejsze firmy są znacznie elastyczniejsze organizacyjnie, co sprawia, że zastąpienie ludzi maszynami jest w nich bez porównania trudniejsze.
Do tego dochodzi coś, co można nazwać kosztem społecznym: automatyzacja oznacza zazwyczaj zwolnienia wśród najniżej wykwalifikowanej kadry.
Imigracja jako „hospicjum” dla prowincji
Pozostałe firmy muszą po prostu szukać tańszej siły roboczej, czyli sięgać po migrantów. Logiczne więc, że stanowią oni konkurencję dla polskich pracowników, prawda? Może dekadę temu tak było. Dziś demografia sprawia, że popyt na pracę w wielu miejscach przewyższa podaż. Zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, gdzie lokalny „Januszex” pozostaje jedynym pracodawcą.
Tam nie ma prostego wyboru. Upadłość takiej firmy zdewastuje nie tylko jej właściciela, ale całe otoczenie społeczne. I owszem – kapitalistyczny krwiopijca splajtuje, ale na jego miejsce wcale nie czeka kolejka inwestorów oferujących nowe miejsca pracy. Imigracja niskopłatnej siły roboczej to niejednokrotnie jedyny sposób na humanitarne wygaszenie prowincji i przedłużenie agonii w warunkach „hospicyjnych”, a nie paleokapitalistyczny strzał w tył głowy.
Zresztą, wbrew pozorom, rynek doskonale radzi sobie z wyplenianiem firm, w których głównym zajęciem właściciela jest wymiana auta na nowsze.
Generalizacja to zła ścieżka
A czasami niektóre z tych przedsiębiorstw dają radę nie tylko powoli dogorywać, ale też zbudować coś lokalnie: awansować na drabinie konkurencyjności, podnosić jakość i rozwinąć produkty. I nawet wtedy będą sięgać po migrantów.
To nie jest system idealny, ale nie jest to też system niewolniczej eksploatacji. Owszem, bywają patologie, co jednak nie oznacza, że kulturoznawca Dymek ma prawo do uogólnień. Przecież nie każdy kulturoznawca to rozpieszczony głąb, który poszedł na studia tylko dlatego, że były łatwe egzaminy i dużo się piło.
#emigracja #gospodarka #lewica -
Koichi Hamada, Anil K. Kashyap, David E. Weinstein (red.): Japan’s Bubble, Deflation, and Long-term Stagnation (Bańka spekulacyjna, deflacja i długotrwała stagnacja w Japonii)
To świetna analityczna mapa problemu, ale nie syntetyczna teoria japońskiej stagnacji. Jej największą zaletą jest to, że nie ucieka w orientalistyczne wyjaśnienia typu „Japonia jest inna”. Autorzy pokazują, że japoński kryzys można rozumieć narzędziami ekonomii głównego nurtu.
https://wp.me/p3fv0T-ipZ #Japonia #stagnacja #StraconaDekada #gospodarka #książka
-
Koichi Hamada, Anil K. Kashyap, David E. Weinstein (red.): Japan’s Bubble, Deflation, and Long-term Stagnation (Bańka spekulacyjna, deflacja i długotrwała stagnacja w Japonii)
To świetna analityczna mapa problemu, ale nie syntetyczna teoria japońskiej stagnacji. Jej największą zaletą jest to, że nie ucieka w orientalistyczne wyjaśnienia typu „Japonia jest inna”. Autorzy pokazują, że japoński kryzys można rozumieć narzędziami ekonomii głównego nurtu.
https://wp.me/p3fv0T-ipZ #Japonia #stagnacja #StraconaDekada #gospodarka #książka
-
Pułapka wynajmu tymczasowego
Biznesplan z Pierdziszewa
Weekendowa rozmowa z kolegą. Urodził się w niewielkim miasteczku – dajmy na to: Pierdziszewie Nadmorskim. Już tam nie mieszka, zostali tylko rodzice. Teraz w Pierdziszewie powstają nowe bloki, w których można kupić „apartamenty” za grubo ponad milion złotych za sztukę.
Mój znajomy kalkuluje to tak: załóżmy, że taki apartament wynajmujesz przez 120 dni w roku. To konserwatywne założenie – około 30% czasu. Za dzień kasujesz 500 zł. Dla 4-osobowej rodziny to i tak taniej niż hotel, a ponieważ w mieszkaniu jest kuchnia, to i na wyżywieniu oszczędzą. Z tych 500 złotych 100 idzie na obsługę, czyli pranie i sprzątanie. Kolejne 100 zł to czynsz. Zostaje 300 złotych czystego zysku. W skali roku daje to 36 000 złotych. I to przy bardzo ostrożnych szacunkach.
Lokalna rzeczywistość a wielki kapitał
Alternatywnie mógłbyś przecież wynająć ten „apartament” na stałe – zwykłej rodzinie lub osobie prywatnej. Zakładając wynajem przez 12 miesięcy, miesięczna opłata (bez czynszu) musiałaby wynosić 3 000 zł. Jak się domyślacie, liczba mieszkańców Pierdziszewa, których stać na taki wydatek, jest bardzo ograniczona. Nie mówiąc już o tym, że ryzyko przy długoterminowym najmie jest zdecydowanie większe niż przy krótkoterminowym. A każdy stracony miesiąc bez lokatora kosztuje znaczną część rocznego zysku.
Oczywiście praca w samym Pierdziszewie dostępna jest głównie w turystyce, a więc ma charakter sezonowy i często opiera się na najniższej krajowej. To nie są dochody, które pozwalają kupić mieszkanie za milion złotych lub wynajmować je za 3 000 zł miesięcznie.
Koniec świata, jaki znamy
Więc przyrost naturalny Pierdziszewa – jak się domyślacie – bije dziś rekordy. Przemysłu tu nie ma, bo mógłby wszak zaszkodzić atrakcyjności turystycznej. Niedługo nie będzie także przedszkoli, potem szkół. Na końcu zabraknie ludzi. Nawet tych do sprzątania wspomnianych „apartamentów”, których właścicielami jest warszawska lub krakowska klasa średnia.
Ta sama, która być może nawet się w tym Pierdziszewie urodziła. Albo i nie.
Morału nie będzie.
#demografia #gospodarka #Polska #turystyka #Varia -
Pułapka wynajmu tymczasowego
Biznesplan z Pierdziszewa
Weekendowa rozmowa z kolegą. Urodził się w niewielkim miasteczku – dajmy na to: Pierdziszewie Nadmorskim. Już tam nie mieszka, zostali tylko rodzice. Teraz w Pierdziszewie powstają nowe bloki, w których można kupić „apartamenty” za grubo ponad milion złotych za sztukę.
Mój znajomy kalkuluje to tak: załóżmy, że taki apartament wynajmujesz przez 120 dni w roku. To konserwatywne założenie – około 30% czasu. Za dzień kasujesz 500 zł. Dla 4-osobowej rodziny to i tak taniej niż hotel, a ponieważ w mieszkaniu jest kuchnia, to i na wyżywieniu oszczędzą. Z tych 500 złotych 100 idzie na obsługę, czyli pranie i sprzątanie. Kolejne 100 zł to czynsz. Zostaje 300 złotych czystego zysku. W skali roku daje to 36 000 złotych. I to przy bardzo ostrożnych szacunkach.
Lokalna rzeczywistość a wielki kapitał
Alternatywnie mógłbyś przecież wynająć ten „apartament” na stałe – zwykłej rodzinie lub osobie prywatnej. Zakładając wynajem przez 12 miesięcy, miesięczna opłata (bez czynszu) musiałaby wynosić 3 000 zł. Jak się domyślacie, liczba mieszkańców Pierdziszewa, których stać na taki wydatek, jest bardzo ograniczona. Nie mówiąc już o tym, że ryzyko przy długoterminowym najmie jest zdecydowanie większe niż przy krótkoterminowym. A każdy stracony miesiąc bez lokatora kosztuje znaczną część rocznego zysku.
Oczywiście praca w samym Pierdziszewie dostępna jest głównie w turystyce, a więc ma charakter sezonowy i często opiera się na najniższej krajowej. To nie są dochody, które pozwalają kupić mieszkanie za milion złotych lub wynajmować je za 3 000 zł miesięcznie.
Koniec świata, jaki znamy
Więc przyrost naturalny Pierdziszewa – jak się domyślacie – bije dziś rekordy. Przemysłu tu nie ma, bo mógłby wszak zaszkodzić atrakcyjności turystycznej. Niedługo nie będzie także przedszkoli, potem szkół. Na końcu zabraknie ludzi. Nawet tych do sprzątania wspomnianych „apartamentów”, których właścicielami jest warszawska lub krakowska klasa średnia.
Ta sama, która być może nawet się w tym Pierdziszewie urodziła. Albo i nie.
Morału nie będzie.
#demografia #gospodarka #Polska #turystyka #Varia -
1. Robimy system z wyłączeniem „jednorazowych opakowań szklanych” (świetny termin swoją drogą).
2. Wyłączamy też wielorazowe opakowania szklane, jeśli ich producentom tak się podoba.
3. Nikt nie wprowadza wielorazowego szkła w powszechnym systemie, więc automaty w supermarketach tworzy się tylko pod butelki PET i puszki.
4. Po ok. pół roku działania ogłaszamy, że system może obejmie też jednorazowe opakowania szklane.
5. ???Na co oni w tym momencie liczą? Chyba tylko na opór producentów i supermarketów, by móc powiedzieć jak to nic nie dało się już zrobić. Przecież w razie wejścia tego wszyscy szklarze będą stać w kolejkach do kas ze zwrotami, a producenci zareagują przejściem na tetrapaki i PET-y w miarę możliwości, by nie odstraszać klientów.
-
1. Robimy system z wyłączeniem „jednorazowych opakowań szklanych” (świetny termin swoją drogą).
2. Wyłączamy też wielorazowe opakowania szklane, jeśli ich producentom tak się podoba.
3. Nikt nie wprowadza wielorazowego szkła w powszechnym systemie, więc automaty w supermarketach tworzy się tylko pod butelki PET i puszki.
4. Po ok. pół roku działania ogłaszamy, że system może obejmie też jednorazowe opakowania szklane.
5. ???Na co oni w tym momencie liczą? Chyba tylko na opór producentów i supermarketów, by móc powiedzieć jak to nic nie dało się już zrobić. Przecież w razie wejścia tego wszyscy szklarze będą stać w kolejkach do kas ze zwrotami, a producenci zareagują przejściem na tetrapaki i PET-y w miarę możliwości, by nie odstraszać klientów.
-
Dekada Brexitu, czyli jak kompletnie nie uczyć się na własnych błędach
Nowa funkcja WordPressa przypomina mi własne notatki z poprzednich lat i dzięki niej właśnie uświadomiłem sobie, że jutro mija dekada od największego (największego dotychczas 😉) aktu politycznej głupoty w historii Europy XXI wieku. Czy musiało do tego dojść? Znowu cytując klasyka: „Widocznie musiało, skoro doszło”.
Medialna iluzja i imperialna nostalgia
Brexit stanowi idealną metaforę współczesnej rzeczywistości medialnej. Latami grany w mediach temat, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, został rozpalony do takiego poziomu, że referendum zakończyło się wynikiem, na którym nikomu nie zależało. Co ciekawe, potem klasa polityczna, nie chcąc przyznać się do błędu, brnęła dalej w temat, który okazywał się coraz bardziej samobójczy. Produkowała po drodze kolejne mrzonki i iluzje, które również w komplecie okazały się nierealistyczne, oparte na daleko posuniętym myśleniu życzeniowym oraz nostalgii za czasami imperialnymi. Rezultaty były niewiele mniejsze niż katastrofalne – zarówno dla rozwoju Wielkiej Brytanii, jak i dla samych nadziei związanych z Brexitem.
Rzeczywistość uderza w Wyspy
Dekadę później wyspa ugina się pod problemami, które sama wytworzyła. Bliskich kulturowo imigrantów z Europy Środkowej zastąpiono tabunami uchodźców. Nieźle działający, choć kurczący się przemysł zarżnięto, pozbawiając go największego i najbliższego rynku zbytu. Usługi finansowe, niegdyś filar brytyjskiej ekonomii, również mają się coraz gorzej. Służba zdrowia zamiast obiecanego dofinansowania przechodzi z kryzysu w kryzys. Rządzący laburzyści, mimo ogromnego mandatu, po roku rządów obiektywnie nie mają innego pomysłu niż zmiana premiera. A największy dowcip? Liderem sondaży jest partia, która wprowadziła Anglików w to całe szambo. Logiczne, nieprawdaż?
Spełnione proroctwa i amerykański sojusz
Największy paradoks? Wszystkie te problemy były wskazywane w trakcie kampanii w 2016 roku! Wszystkie! I spełniły się co do jednego. Co za to się nie ziściło? Żadna z postulowanych brexitowych korzyści! Żadna! Długi urosły, rozwój stanął. W USA zamiast sojusznika jest Trump, który całe „specjalne stosunki” ma głęboko w okrężnicy. Pozostało jedyne wyjście: powrót do Unii. Ale tu nie obejdzie się bez Canossy i będzie drogo – bardzo drogo. Czy jest jednak inne wyjście?
No chyba że oddadzą całość władzy w ręce Reform UK. I nawet z punktu widzenia reszty Europy próby naprawienia przez Nigela Farage’a tego, co zepsuł, będą zabawne. Ale jednak ludzi szkoda. Nawet tak niezwykłych w swoim przywiązaniu do imperialnych iluzji jak przeciętny obywatel Wielkiej Brytanii.
Unijna lekcja przetrwania
Lekcję Europa odrobiła. Miała być seria „exitów”, ale dziś nawet niedawni apologeci w stylu Zgromadzenia Narodowego we Francji czy AfD w Niemczech odżegnują się od tak samobójczych koncepcji. UE okazała się złem absolutnym, ale w tej swojej totalności – absolutnie koniecznym. Zwłaszcza że niedawny idealny sojusznik za oceanem okazał się oszalałym starcem z postępującą demencją. Na tle wyczynów pomarańczowego króla UE jawi się jako byt nie tylko stabilny, ale wręcz ostoja umiarkowania i rezerwy. A bez „hamulcowego” w postaci Wielkiej Brytanii jest zdolna także do o wiele szybszych decyzji.
Puenta? Czasami, jak się piłuje gałąź, na której się siedzi, warto posłuchać ostrzeżeń. I to dobra rada nie tylko w kwestii polityki.
#brexit #Francja #gospodarka #Niemcy #trump #UE #UK #USA -
Dekada Brexitu, czyli jak kompletnie nie uczyć się na własnych błędach
Nowa funkcja WordPressa przypomina mi własne notatki z poprzednich lat i dzięki niej właśnie uświadomiłem sobie, że jutro mija dekada od największego (największego dotychczas 😉) aktu politycznej głupoty w historii Europy XXI wieku. Czy musiało do tego dojść? Znowu cytując klasyka: „Widocznie musiało, skoro doszło”.
Medialna iluzja i imperialna nostalgia
Brexit stanowi idealną metaforę współczesnej rzeczywistości medialnej. Latami grany w mediach temat, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, został rozpalony do takiego poziomu, że referendum zakończyło się wynikiem, na którym nikomu nie zależało. Co ciekawe, potem klasa polityczna, nie chcąc przyznać się do błędu, brnęła dalej w temat, który okazywał się coraz bardziej samobójczy. Produkowała po drodze kolejne mrzonki i iluzje, które również w komplecie okazały się nierealistyczne, oparte na daleko posuniętym myśleniu życzeniowym oraz nostalgii za czasami imperialnymi. Rezultaty były niewiele mniejsze niż katastrofalne – zarówno dla rozwoju Wielkiej Brytanii, jak i dla samych nadziei związanych z Brexitem.
Rzeczywistość uderza w Wyspy
Dekadę później wyspa ugina się pod problemami, które sama wytworzyła. Bliskich kulturowo imigrantów z Europy Środkowej zastąpiono tabunami uchodźców. Nieźle działający, choć kurczący się przemysł zarżnięto, pozbawiając go największego i najbliższego rynku zbytu. Usługi finansowe, niegdyś filar brytyjskiej ekonomii, również mają się coraz gorzej. Służba zdrowia zamiast obiecanego dofinansowania przechodzi z kryzysu w kryzys. Rządzący laburzyści, mimo ogromnego mandatu, po roku rządów obiektywnie nie mają innego pomysłu niż zmiana premiera. A największy dowcip? Liderem sondaży jest partia, która wprowadziła Anglików w to całe szambo. Logiczne, nieprawdaż?
Spełnione proroctwa i amerykański sojusz
Największy paradoks? Wszystkie te problemy były wskazywane w trakcie kampanii w 2016 roku! Wszystkie! I spełniły się co do jednego. Co za to się nie ziściło? Żadna z postulowanych brexitowych korzyści! Żadna! Długi urosły, rozwój stanął. W USA zamiast sojusznika jest Trump, który całe „specjalne stosunki” ma głęboko w okrężnicy. Pozostało jedyne wyjście: powrót do Unii. Ale tu nie obejdzie się bez Canossy i będzie drogo – bardzo drogo. Czy jest jednak inne wyjście?
No chyba że oddadzą całość władzy w ręce Reform UK. I nawet z punktu widzenia reszty Europy próby naprawienia przez Nigela Farage’a tego, co zepsuł, będą zabawne. Ale jednak ludzi szkoda. Nawet tak niezwykłych w swoim przywiązaniu do imperialnych iluzji jak przeciętny obywatel Wielkiej Brytanii.
Unijna lekcja przetrwania
Lekcję Europa odrobiła. Miała być seria „exitów”, ale dziś nawet niedawni apologeci w stylu Zgromadzenia Narodowego we Francji czy AfD w Niemczech odżegnują się od tak samobójczych koncepcji. UE okazała się złem absolutnym, ale w tej swojej totalności – absolutnie koniecznym. Zwłaszcza że niedawny idealny sojusznik za oceanem okazał się oszalałym starcem z postępującą demencją. Na tle wyczynów pomarańczowego króla UE jawi się jako byt nie tylko stabilny, ale wręcz ostoja umiarkowania i rezerwy. A bez „hamulcowego” w postaci Wielkiej Brytanii jest zdolna także do o wiele szybszych decyzji.
Puenta? Czasami, jak się piłuje gałąź, na której się siedzi, warto posłuchać ostrzeżeń. I to dobra rada nie tylko w kwestii polityki.
#brexit #Francja #gospodarka #Niemcy #trump #UE #UK #USA -
C. Miller: The Struggle to Save the Soviet Economy. Mikhail Gorbachev and the Collapse of the USSR
Chiny są w tej książce nie tłem, lecz lustrem, w którym sowieccy reformatorzy oglądali własne możliwości i ograniczenia. Jego zdaniem jednak chińska droga nie była dla ZSRR realistycznie dostępna.
https://wp.me/p3fv0T-ilH #Chiny #ChRL #gospodarka #książka #ZSRR
-
C. Miller: The Struggle to Save the Soviet Economy. Mikhail Gorbachev and the Collapse of the USSR
Chiny są w tej książce nie tłem, lecz lustrem, w którym sowieccy reformatorzy oglądali własne możliwości i ograniczenia. Jego zdaniem jednak chińska droga nie była dla ZSRR realistycznie dostępna.
https://wp.me/p3fv0T-ilH #Chiny #ChRL #gospodarka #książka #ZSRR
-
Biedna Europa, bogata Ameryka? Dlaczego potęga PKB USA to po części fikcja
Patrząc na PKB na osobę (wartości nominalne) i porównując USA do Europy, możemy dostrzec, że zaledwie cztery kraje UE (Luksemburg, Irlandia, Holandia i Dania) są „bogatsze” od najbiedniejszego stanu USA (Mississippi). Kilka dekad temu pewnie przyjęlibyśmy ten stan rzeczy z dobrodziejstwem inwentarza, wskazując na to, że widocznie niewystarczająco się w tej Europie jako lenie staramy, a Amerykanie niczym pracowite mróweczki budują swój dobrobyt. Mamy jednak XXI wiek – internet umożliwia nam dokładne zapoznanie się z codziennością pracy i życia mieszkańców Stanów Zjednoczonych. I to nie tylko z „biednego” Mississippi, ale też z ultrabogatej Kalifornii czy Nowego Jorku. W tym idealnym obrazku coś zaczyna nam zgrzytać.
Amerykański sen kontra rzeczywistość, czyli paradoks PKB
Szybka analiza warunków bytowych zwykłych mieszkańców USA wskazuje na pewne przewagi Europy, o których zresztą sami Amerykanie często wspominają. Mimo powszechnych narzekań na jakość i problemy opieki zdrowotnej w krajach europejskich (a są one niemałe), to, co dzieje się za oceanem, zakrawa bez mała na miano katastrofy. Dług medyczny jest tam zjawiskiem niemal powszechnym, a portale typu GoFundMe, organizujące internetowe zbiórki na podstawowe i rutynowe zabiegi medyczne, stają się powoli normą.
Obiektywne badania dowodzą, że Amerykanie na ochronę zdrowia wydają krocie, otrzymując w zamian niewiele. Wskaźniki zdrowia populacji plasują się tam na poziomie krajów rozwijających się, a koszty procedur nieobjętych ubezpieczeniem bywają astronomiczne. Co jednak kluczowe dla dzisiejszego wpisu – wszystko to wlicza się do PKB. Teoretycznie więc ten chory i niedomagający system poprzez swoje własne patologie generuje całkiem spory kawałek amerykańskiego dobrobytu, którego Europejczycy – paradoksalnie – są „pozbawieni”.
Kto naprawdę dominuje w przemyśle?
Kolejny niezwykle ciekawy temat to produkcja przemysłowa. W oficjalnych danych dotyczących wydajności Europa właściwie skapitulowała już dekady temu. Sęk w tym, że nawet w tak ultraamerykańskiej specjalności, jaką jest motoryzacja, na placu boju w USA pozostało trzech wielkich graczy oraz Tesla. Co ciekawe, jeden z owej „Wielkiej Trójki” od ponad dekady znajduje się w rękach Europejczyków. Ci sami Europejczycy równolegle zdominowali tamtejsze rynki – od samochodów ciężarowych po maszyny rolnicze.
O lotnictwie z litości ledwie wspomnę, ponieważ powstały w latach 70. XX wieku projekt pod nazwą Airbus nie tylko wykończył wszystkich amerykańskich wytwórców samolotów pasażerskich oprócz Boeinga, ale dodatkowo kilka lat temu powstrzymał się przed zadaniem mu ostatecznego ciosu (coup de grâce). Nie wynikało to bynajmniej z altruizmu, lecz z chłodnej kalkulacji duopolu jako znacznie bardziej stabilnego i zyskownego modelu biznesowego.
Skąd więc biorą się te rozbieżności?
O cóż więc chodzi z tymi rozbieżnościami finansowymi? Czy coś jest na rzeczy? Oczywiście, że tak. Nie da się ukryć, że zwłaszcza w obszarze nowoczesnych technologii IT oraz sztucznej inteligencji (AI), Europa dała się Amerykanom wyraźnie wyprzedzić. Pamiętajmy jednak, z czego to wynika.
Układ petrodolarowy, czyniący z amerykańskiej giełdy główne miejsce „parkowania” globalnego kapitału, generuje gigantyczną nadpłynność finansową w USA. To z kolei daje tamtejszym funduszom zdolność do dotowania projektów, które przez długie lata nie generują ani dolara zysku. W ten sposób „wyhodowano” między innymi Amazona, Ubera czy Airbnb. Dodatkowo niezmienione od lat 90 zasady ochrony praw autorskich oraz ograniczenie odpowiedzialności platform za treść w internecie gwarantują utrzymywanie faktycznych monopoli technologicznych przez Google, Meta (Facebook) i inne korporacje.
Zmierzch giganta i europejskie hospicjum
Najgorzej na tej systemowej dwoistości wychodzą sami Amerykanie, często niezdolni do zrozumienia, jak w „najpotężniejszym kraju świata” niemożliwe jest rozwiązanie kryzysu bezdomności, zapewnienie powszechnego leczenia, rzetelnej edukacji czy po prostu naprawienie dróg. Zdumiewa ich również fakt, że zacofane do niedawna Chiny, z PKB per capita wynoszącym mniej niż połowę amerykańskiego, potrafią budować sieci nowoczesnych autostrad i kolei dużych prędkości, o jakich dzisiejsze USA może tylko pomarzyć.
Choć akurat to nie powinno być niespodzianką – w końcu amerykańską infrastrukturę kolejową w XIX wieku budowali w dużej mierze właśnie chińscy robotnicy. Tymczasem Europa tradycyjnie, jak to czyni od tysiącleci, rzekomo „umiera” – robi to jednak w niezwykle komfortowych warunkach i z bardzo długą listą chętnych do zapisania się do tego specyficznego „hospicjum”.
#globalizacja #gospodarka #UE #USA -
Biedna Europa, bogata Ameryka? Dlaczego potęga PKB USA to po części fikcja
Patrząc na PKB na osobę (wartości nominalne) i porównując USA do Europy, możemy dostrzec, że zaledwie cztery kraje UE (Luksemburg, Irlandia, Holandia i Dania) są „bogatsze” od najbiedniejszego stanu USA (Mississippi). Kilka dekad temu pewnie przyjęlibyśmy ten stan rzeczy z dobrodziejstwem inwentarza, wskazując na to, że widocznie niewystarczająco się w tej Europie jako lenie staramy, a Amerykanie niczym pracowite mróweczki budują swój dobrobyt. Mamy jednak XXI wiek – internet umożliwia nam dokładne zapoznanie się z codziennością pracy i życia mieszkańców Stanów Zjednoczonych. I to nie tylko z „biednego” Mississippi, ale też z ultrabogatej Kalifornii czy Nowego Jorku. W tym idealnym obrazku coś zaczyna nam zgrzytać.
Amerykański sen kontra rzeczywistość, czyli paradoks PKB
Szybka analiza warunków bytowych zwykłych mieszkańców USA wskazuje na pewne przewagi Europy, o których zresztą sami Amerykanie często wspominają. Mimo powszechnych narzekań na jakość i problemy opieki zdrowotnej w krajach europejskich (a są one niemałe), to, co dzieje się za oceanem, zakrawa bez mała na miano katastrofy. Dług medyczny jest tam zjawiskiem niemal powszechnym, a portale typu GoFundMe, organizujące internetowe zbiórki na podstawowe i rutynowe zabiegi medyczne, stają się powoli normą.
Obiektywne badania dowodzą, że Amerykanie na ochronę zdrowia wydają krocie, otrzymując w zamian niewiele. Wskaźniki zdrowia populacji plasują się tam na poziomie krajów rozwijających się, a koszty procedur nieobjętych ubezpieczeniem bywają astronomiczne. Co jednak kluczowe dla dzisiejszego wpisu – wszystko to wlicza się do PKB. Teoretycznie więc ten chory i niedomagający system poprzez swoje własne patologie generuje całkiem spory kawałek amerykańskiego dobrobytu, którego Europejczycy – paradoksalnie – są „pozbawieni”.
Kto naprawdę dominuje w przemyśle?
Kolejny niezwykle ciekawy temat to produkcja przemysłowa. W oficjalnych danych dotyczących wydajności Europa właściwie skapitulowała już dekady temu. Sęk w tym, że nawet w tak ultraamerykańskiej specjalności, jaką jest motoryzacja, na placu boju w USA pozostało trzech wielkich graczy oraz Tesla. Co ciekawe, jeden z owej „Wielkiej Trójki” od ponad dekady znajduje się w rękach Europejczyków. Ci sami Europejczycy równolegle zdominowali tamtejsze rynki – od samochodów ciężarowych po maszyny rolnicze.
O lotnictwie z litości ledwie wspomnę, ponieważ powstały w latach 70. XX wieku projekt pod nazwą Airbus nie tylko wykończył wszystkich amerykańskich wytwórców samolotów pasażerskich oprócz Boeinga, ale dodatkowo kilka lat temu powstrzymał się przed zadaniem mu ostatecznego ciosu (coup de grâce). Nie wynikało to bynajmniej z altruizmu, lecz z chłodnej kalkulacji duopolu jako znacznie bardziej stabilnego i zyskownego modelu biznesowego.
Skąd więc biorą się te rozbieżności?
O cóż więc chodzi z tymi rozbieżnościami finansowymi? Czy coś jest na rzeczy? Oczywiście, że tak. Nie da się ukryć, że zwłaszcza w obszarze nowoczesnych technologii IT oraz sztucznej inteligencji (AI), Europa dała się Amerykanom wyraźnie wyprzedzić. Pamiętajmy jednak, z czego to wynika.
Układ petrodolarowy, czyniący z amerykańskiej giełdy główne miejsce „parkowania” globalnego kapitału, generuje gigantyczną nadpłynność finansową w USA. To z kolei daje tamtejszym funduszom zdolność do dotowania projektów, które przez długie lata nie generują ani dolara zysku. W ten sposób „wyhodowano” między innymi Amazona, Ubera czy Airbnb. Dodatkowo niezmienione od lat 90 zasady ochrony praw autorskich oraz ograniczenie odpowiedzialności platform za treść w internecie gwarantują utrzymywanie faktycznych monopoli technologicznych przez Google, Meta (Facebook) i inne korporacje.
Zmierzch giganta i europejskie hospicjum
Najgorzej na tej systemowej dwoistości wychodzą sami Amerykanie, często niezdolni do zrozumienia, jak w „najpotężniejszym kraju świata” niemożliwe jest rozwiązanie kryzysu bezdomności, zapewnienie powszechnego leczenia, rzetelnej edukacji czy po prostu naprawienie dróg. Zdumiewa ich również fakt, że zacofane do niedawna Chiny, z PKB per capita wynoszącym mniej niż połowę amerykańskiego, potrafią budować sieci nowoczesnych autostrad i kolei dużych prędkości, o jakich dzisiejsze USA może tylko pomarzyć.
Choć akurat to nie powinno być niespodzianką – w końcu amerykańską infrastrukturę kolejową w XIX wieku budowali w dużej mierze właśnie chińscy robotnicy. Tymczasem Europa tradycyjnie, jak to czyni od tysiącleci, rzekomo „umiera” – robi to jednak w niezwykle komfortowych warunkach i z bardzo długą listą chętnych do zapisania się do tego specyficznego „hospicjum”.
#globalizacja #gospodarka #UE #USA -
Wielki Mur Świateł. Globalne skutki działalności chińskiej dalekomorskiej floty rybackiej
Chińska dalekomorska flota rybacka, realizując połowy komercyjne, w dużym stopniu nielegalne, a często de facto prowadząc działalność kłusowniczą, równocześnie wykonuje zadania postawione jej przez partię i państwo w zakresie bezpieczeństwa narodowego.
https://wp.me/p3fv0T-ikA @OSW_pl #Chiny #ChRL #Afryka #AmerykaPołudniowa #gospodarka #rybołówstwo #bezpieczeństwo #polityka #DWF #żywność #POLECANE
-
Wielki Mur Świateł. Globalne skutki działalności chińskiej dalekomorskiej floty rybackiej
Chińska dalekomorska flota rybacka, realizując połowy komercyjne, w dużym stopniu nielegalne, a często de facto prowadząc działalność kłusowniczą, równocześnie wykonuje zadania postawione jej przez partię i państwo w zakresie bezpieczeństwa narodowego.
https://wp.me/p3fv0T-ikA @OSW_pl #Chiny #ChRL #Afryka #AmerykaPołudniowa #gospodarka #rybołówstwo #bezpieczeństwo #polityka #DWF #żywność #POLECANE
-
„Sześć Sieci”, czyli jak zapakować stare w nowe
Moim zdaniem inicjatywa „Sześciu Sieci” potwierdza polityczną niemożność przejścia Chin od modelu inwestycyjno-podażowego do konsumpcyjno-popytowego. To nie jest korekta modelu, tylko jego technologiczna modernizacja i propagandowe przepakowanie.
https://wp.me/p3fv0T-ikp #SześćSieci #六张网 #Chiny #ChRL #gospodarka #popyt #podaż #stymulacja #inwestycje #rozwój #POLECANE
-
„Sześć Sieci”, czyli jak zapakować stare w nowe
Moim zdaniem inicjatywa „Sześciu Sieci” potwierdza polityczną niemożność przejścia Chin od modelu inwestycyjno-podażowego do konsumpcyjno-popytowego. To nie jest korekta modelu, tylko jego technologiczna modernizacja i propagandowe przepakowanie.
https://wp.me/p3fv0T-ikp #SześćSieci #六张网 #Chiny #ChRL #gospodarka #popyt #podaż #stymulacja #inwestycje #rozwój #POLECANE
-
Konflikt Irański to nie tylko sama dostępność i cena ropy, to także kwestie wpływu na pozostałe rynki - transportowy, logistyczny, ubezpieczeniowy i żywnościowy (nie tylko jako odbiorca paliwa ale też nawozów siarkowych).
#Iran #polityka #zatoka #paliwo #UE #gospodarka #PKB #rating #prognoza #dane #analiza #handel #bezpieczeństwo #infrastruktura #transport #problem #logistyka #przemysł #inflacja
-
Konflikt Irański to nie tylko sama dostępność i cena ropy, to także kwestie wpływu na pozostałe rynki - transportowy, logistyczny, ubezpieczeniowy i żywnościowy (nie tylko jako odbiorca paliwa ale też nawozów siarkowych).
#Iran #polityka #zatoka #paliwo #UE #gospodarka #PKB #rating #prognoza #dane #analiza #handel #bezpieczeństwo #infrastruktura #transport #problem #logistyka #przemysł #inflacja
-
Bardzo ciekawy podcast o tym, jak platformy hazardowe stają się potężnymi narzędziami wpływającymi na nastroje społeczne i gospodarkę.
#techstorie #hazard #gospodarka #społeczeństwo #prawo #ustrój #predykcja #sondaże #CzegoBojąSięPolitycy
https://www.youtube.com/watch?v=vGnO-YEvT_U&list=PLVLI1ArZ-BLYBJZ7GVuQjyjhgtdlZSh8l&index=1
-
Bardzo ciekawy podcast o tym, jak platformy hazardowe stają się potężnymi narzędziami wpływającymi na nastroje społeczne i gospodarkę.
#techstorie #hazard #gospodarka #społeczeństwo #prawo #ustrój #predykcja #sondaże #CzegoBojąSięPolitycy
https://www.youtube.com/watch?v=vGnO-YEvT_U&list=PLVLI1ArZ-BLYBJZ7GVuQjyjhgtdlZSh8l&index=1
-
Koszt destabilizacji Iranu: 100 dolarów za baryłkę, rekordowe ubezpieczenia morskie i 73 dni z rezerw strategicznych.
Przez dekady stabilizacja Iranu była traktowana jako problem humanitarny lub prawnomiędzynarodowy. Matematyka surowcowa wskazuje, że to przede wszystkim problem ekonomiczny — dla całego świata.#energia #paliwo #surowce #rezerwy #kryzys #gospodarka #inflacja #Iran #cieśniana #Ormuz #baryłka #gaz #wojna #handel #wymiana #dyplomacja #biznes #koszty #UE #USA #Chiny #Izrael
-
Koszt destabilizacji Iranu: 100 dolarów za baryłkę, rekordowe ubezpieczenia morskie i 73 dni z rezerw strategicznych.
Przez dekady stabilizacja Iranu była traktowana jako problem humanitarny lub prawnomiędzynarodowy. Matematyka surowcowa wskazuje, że to przede wszystkim problem ekonomiczny — dla całego świata.#energia #paliwo #surowce #rezerwy #kryzys #gospodarka #inflacja #Iran #cieśniana #Ormuz #baryłka #gaz #wojna #handel #wymiana #dyplomacja #biznes #koszty #UE #USA #Chiny #Izrael
-
Surowce krytyczne i strategiczne Iranu
Gdy debata o Iranie koncentruje się wyłącznie na ropie i gazie, umyka, że Iran jest jednym z 15 najbogatszych mineralnie krajów świata, posiadającym 68 typów minerałów o udokumentowanych rezerwach wartych ok. 27,3 bln USD.#Iran #surowcekrytyczne #miedź #cynk #minerały #transformacjaenergetyczna #geopolityka #dane #geologia #biznes #Chiny #Malezja #handel #gospodarka #surowce #rozwój
-
Surowce krytyczne i strategiczne Iranu
Gdy debata o Iranie koncentruje się wyłącznie na ropie i gazie, umyka, że Iran jest jednym z 15 najbogatszych mineralnie krajów świata, posiadającym 68 typów minerałów o udokumentowanych rezerwach wartych ok. 27,3 bln USD.#Iran #surowcekrytyczne #miedź #cynk #minerały #transformacjaenergetyczna #geopolityka #dane #geologia #biznes #Chiny #Malezja #handel #gospodarka #surowce #rozwój
-
89% irańskiej ropy płynie do jednego kraju - dane eksportowe
Iran eksportuje ropę naftową od ponad wieku — ale nigdy w historii jego eksport nie był tak skoncentrowany geograficznie jak dziś. Sankcje USA wymusiły przebudowę całego łańcucha dostaw.#Iran #USA #Chiny #ZEA #ropa #nafta #surowce #paliwa #dostawy #łańcuchdostaw #cieśnina #polityka #gospodarka #ekonomia #handel #eksport #geopolityka #dane
-
Ceny rosną, ale spadają
Dane pokazują raczej bardzo umiarkowaną inflację roczną przy wyraźnym miesięcznym osłabieniu cen, szczególnie w żywności i usługach. To sugeruje, że popyt wewnętrzny w Chinach pozostaje kruchy, a presja deflacyjna nie została całkowicie przełamana.
https://wp.me/p3fv0T-ie7 #Chiny #ChRL #inflacja #gospodarka #CPI #NBS #dane
-
Od nafty korsarzy do czwartej rezerwy świata — 116 lat irańskiego sektora wydobywczego 🛢️⚔️
#Iran #energetyka #ropa #historia #geopolityka #surowce #polityka #eksport #gospodarka #rewolucja #szach #persja #kryzys #konflikt #sankcje #paliwo #cieśnina #wojna #BP
-
@caladean
Rzucam hasztagami #motoryzacja #Chiny #gospodarka -
Rozpoczynamy serię analiz poświęconych jednemu z kluczowych ogniw globalnego systemu surowcowego i energetycznego – Iranowi.
W debacie publicznej kraj ten najczęściej pojawia się w kontekście napięć geopolitycznych, sankcji czy bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie.#Iran #EU #UE #USA #Izrael #wpływy #handel #ropa #surowce #cieśnina #wojna #konflikt #kontrola #prawo #wiedza #polityka #gospodarka #ekonomia #analiza #biznes #stosunki #dyplomacja #historia
-
@emill1984 Rozumiem chęć „taniej tu i teraz”, serio. Tylko że polityka cenowa na paliwach to zawsze coś za coś — albo dopłacamy wszyscy gdzie indziej, albo gospodarka dostaje zadyszki później. Problem w tym, że szybkie decyzje dobrze wyglądają w nagłówkach, a skutki wychodzą dopiero po czasie. I wtedy już nikt nie klaska. #polityka #paliwa #gospodarka
-
"Niemiec płakał, jak sprzedawał" 😎
Teraz Polska! -
Japonia i USA będą rozmawiać o metalach ziem rzadkich
Co wiemy o złożach wokół Minamitorishima i ostanie misji?
https://wp.me/p3fv0T-iaa #Japonia #Chiny #ChRL #USA #Minamitorishima #MetaleZiemRzadkich #wydobycie #gospodarka #POLECANE
-
Taniejący Jen przywołuje koszmary z przeszłości
Problemy japońskiej waluty to kolejne reperkusje wojny z Iranem. Jeżeli konflikt nie skończy się szybko, to kolejne fale wstrząsowe będą rozchodzić się po świecie jak kręgi na wodzie.
https://wp.me/p3fv0T-i9s #Japonia #USA #jen #dolar #USD #JPY #kurs #gospodarka #Iran #wojna
-
No i znowu mam coś ciekawego z cyklu Teraz Polska! 🍻
PS. No no, Sroczyński w Zero - dla mnie transfer roku! Jeśli cokolwiek czytałem jeszcze na Gazecie, to właśnie jego. 😎