#gospodarka — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #gospodarka, aggregated by home.social.
-
Liniowość prognoz
Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.
Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.
Błąd myślenia liniowego
Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.
Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.
Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów
Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.
Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.
Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja
Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.
Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.
Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.
Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja
No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.
Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.
Świat nie działa w sposób liniowy
Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.
Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.
#demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka -
Liniowość prognoz
Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.
Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.
Błąd myślenia liniowego
Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.
Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.
Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów
Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.
Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.
Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja
Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.
Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.
Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.
Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja
No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.
Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.
Świat nie działa w sposób liniowy
Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.
Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.
#demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka -
Liniowość prognoz
Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.
Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.
Błąd myślenia liniowego
Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.
Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.
Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów
Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.
Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.
Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja
Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.
Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.
Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.
Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja
No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.
Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.
Świat nie działa w sposób liniowy
Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.
Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.
#demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka -
Liniowość prognoz
Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.
Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.
Błąd myślenia liniowego
Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.
Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.
Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów
Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.
Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.
Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja
Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.
Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.
Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.
Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja
No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.
Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.
Świat nie działa w sposób liniowy
Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.
Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.
#demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka -
Liniowość prognoz
Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.
Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.
Błąd myślenia liniowego
Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.
Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.
Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów
Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.
Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.
Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja
Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.
Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.
Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.
Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja
No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.
Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.
Świat nie działa w sposób liniowy
Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.
Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.
#demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka -
https://www.europesays.com/pl/679149/ Polska gospodarka pędzi, ale nadciąga wielki problem. Prof. Piątkowski: „Jedziemy na rezerwie” – Biznes Wprost #Biznes #Ekonomia #gospodarka #MarcinPiątkowski #MartaRoels #niemcy #OpinieIKomentarze #pkb #PL #Poland #Polish #Polska #Polski #Włochy #wprost
-
Pekin wzmacnia sejf, nie portfele mas
54 mld dolarów dla chińskich banków i ubezpieczycieli wygląda jak pakiet stymulacyjny. W rzeczywistości Pekin przede wszystkim wzmacnia system finansowy na wypadek, gdyby długi okres słabego wzrostu okazał się jeszcze dłuższy.
https://wp.me/p3fv0T-iwu #Chiny #ChRL #banki #finanse #gospodarka #ubezpieczenia #POLECANE
-
Pekin wzmacnia sejf, nie portfele mas
54 mld dolarów dla chińskich banków i ubezpieczycieli wygląda jak pakiet stymulacyjny. W rzeczywistości Pekin przede wszystkim wzmacnia system finansowy na wypadek, gdyby długi okres słabego wzrostu okazał się jeszcze dłuższy.
https://wp.me/p3fv0T-iwu #Chiny #ChRL #banki #finanse #gospodarka #ubezpieczenia #POLECANE
-
Pekin wzmacnia sejf, nie portfele mas
54 mld dolarów dla chińskich banków i ubezpieczycieli wygląda jak pakiet stymulacyjny. W rzeczywistości Pekin przede wszystkim wzmacnia system finansowy na wypadek, gdyby długi okres słabego wzrostu okazał się jeszcze dłuższy.
https://wp.me/p3fv0T-iwu #Chiny #ChRL #banki #finanse #gospodarka #ubezpieczenia #POLECANE
-
Pekin wzmacnia sejf, nie portfele mas
54 mld dolarów dla chińskich banków i ubezpieczycieli wygląda jak pakiet stymulacyjny. W rzeczywistości Pekin przede wszystkim wzmacnia system finansowy na wypadek, gdyby długi okres słabego wzrostu okazał się jeszcze dłuższy.
https://wp.me/p3fv0T-iwu #Chiny #ChRL #banki #finanse #gospodarka #ubezpieczenia #POLECANE
-
Pekin wzmacnia sejf, nie portfele mas
54 mld dolarów dla chińskich banków i ubezpieczycieli wygląda jak pakiet stymulacyjny. W rzeczywistości Pekin przede wszystkim wzmacnia system finansowy na wypadek, gdyby długi okres słabego wzrostu okazał się jeszcze dłuższy.
https://wp.me/p3fv0T-iwu #Chiny #ChRL #banki #finanse #gospodarka #ubezpieczenia #POLECANE
-
Za dużo robotów, za mało roboty
Przywódcy ChRL odkrywają po raz enty stary problem chińskiej polityki przemysłowej, kiedy wszyscy wykonują polecenia zbyt gorliwie, trzeba zacząć ich powstrzymywać. Problem w tym, że w Pekinie mogą to zauważyć zazwyczaj, kiedy jest za późno.
https://wp.me/p3fv0T-iwo #Chiny #ChRL #roboty #robotyka #przemysł #gospodarka #rozwój #technologie #POLECANE
-
Za dużo robotów, za mało roboty
Przywódcy ChRL odkrywają po raz enty stary problem chińskiej polityki przemysłowej, kiedy wszyscy wykonują polecenia zbyt gorliwie, trzeba zacząć ich powstrzymywać. Problem w tym, że w Pekinie mogą to zauważyć zazwyczaj, kiedy jest za późno.
https://wp.me/p3fv0T-iwo #Chiny #ChRL #roboty #robotyka #przemysł #gospodarka #rozwój #technologie #POLECANE
-
Za dużo robotów, za mało roboty
Przywódcy ChRL odkrywają po raz enty stary problem chińskiej polityki przemysłowej, kiedy wszyscy wykonują polecenia zbyt gorliwie, trzeba zacząć ich powstrzymywać. Problem w tym, że w Pekinie mogą to zauważyć zazwyczaj, kiedy jest za późno.
https://wp.me/p3fv0T-iwo #Chiny #ChRL #roboty #robotyka #przemysł #gospodarka #rozwój #technologie #POLECANE
-
Za dużo robotów, za mało roboty
Przywódcy ChRL odkrywają po raz enty stary problem chińskiej polityki przemysłowej, kiedy wszyscy wykonują polecenia zbyt gorliwie, trzeba zacząć ich powstrzymywać. Problem w tym, że w Pekinie mogą to zauważyć zazwyczaj, kiedy jest za późno.
https://wp.me/p3fv0T-iwo #Chiny #ChRL #roboty #robotyka #przemysł #gospodarka #rozwój #technologie #POLECANE
-
Za dużo robotów, za mało roboty
Przywódcy ChRL odkrywają po raz enty stary problem chińskiej polityki przemysłowej, kiedy wszyscy wykonują polecenia zbyt gorliwie, trzeba zacząć ich powstrzymywać. Problem w tym, że w Pekinie mogą to zauważyć zazwyczaj, kiedy jest za późno.
https://wp.me/p3fv0T-iwo #Chiny #ChRL #roboty #robotyka #przemysł #gospodarka #rozwój #technologie #POLECANE
-
AfD: strach ma wielkie oczy?
Sukces neonazistowskiej (nie bójmy się tego głośno mówić) Alternatywy dla Niemiec w lokalnych wyborach w Saksonii-Anhalt nie był niespodziewany. Wobec postawy niemieckich elit owy sukces można wręcz określić jako nieuchronny po latach „wielkich koalicji” od prawa do lewa, które wywołały w Niemczech wrażenie braku realnego wyboru.
Krach tożsamości oparty na „made in Germany”
W tej sytuacji „alternatywa” staje się nią w rzeczywistości – zwłaszcza gdy Niemcy pogrążają się w kryzysie zarówno tożsamościowym, jak i gospodarczym. W powojennych Niemczech to właśnie sprawna gospodarka i marka „made in Germany” w dużej mierze zastępowały poczucie tożsamości narodowej.
AfD sprawnie identyfikuje niemieckie problemy, na czele z kompletną indolencją władz w kwestii masowej imigracji azylowej oraz wojny kulturowej. Oczywiście, jak to zwykle bywa w przypadku populistów, nie oznacza to wcale, że partyjni działacze mają jakiekolwiek skuteczne recepty. Jednak podobnie jak w przypadku polskiej Samoobrony, stała izolacja od władzy pozwala im skutecznie zajmować wygodną pozycję outsidera „na zewnątrz” systemu.
Populizm bez ekonomicznego pokrycia
Program AfD jest populistyczny w najbardziej klasyczny, przećwiczony sposób. Rozdawnictwo ma być sfinansowane z oszczędności uzyskanych po wydaleniu z kraju azylantów. Nie trzeba doktoratu z ekonomii, by stwierdzić, że te rachunki się nie zgadzają.
Jednak w kraju, w którym nagle ogłasza się, że w samym „świętym” Volkswagenie pracę straci 3000 osób, racjonalność już dawno wyleciała za okno. Niepokój wzbudza też prorosyjskość partii, ewidentnie posiadającej bliskie relacje z tamtejszym wywiadem. Choć, chcąc być uczciwym, podobne powiązania mają zarówno SPD, jak i Zieloni – niemiecka słabość do rosyjskich wpływów znana jest nie od dziś i nie stanowi szczególnego zaskoczenia.
Czy populizm da się ucywilizować?
Europa powoli dojrzewa do strategii „kontrolowanego wyburzania” populizmu. Wzorując się na doświadczeniach Grecji, Hiszpanii czy Włoch, można wskazać dwie drogi: kompromitację i dezintegrację ruchów radykalnych (jak w Grecji i Hiszpanii) albo ich ucywilizowanie (jak we Włoszech). Żadna z tych ścieżek nie doprowadziła do skrajnego eurosceptycyzmu. Co więcej, jedność populistów na drodze po władzę rzadko przetrwała pierwsze tygodnie jej sprawowania.
Czy więc AfD nie należy się bać? Aż tak daleko bym się nie posunął, ale pamiętajmy o kontekście międzynarodowym i lokalnym. Odmowa podjęcia problemu migracyjnego – zarówno we Francji, jak i w Niemczech – sprawia, że rośnie zapotrzebowanie na outsidera, który wprowadzi działania radykalne, na jakie establishment nie potrafi się zdobyć.
Inna sprawa, że rzeczywistych przyczyn problemów gospodarczych, czyli koszmarnie błędnej polityki Energiewende, nikt nawet nie próbuje ruszyć. Tymczasem ostatnie elektrownie atomowe Niemcy zamknęły 3 lata temu, energia pozostaje droga, konkurencyjność spada, a recept innych niż business as usual z Rosją wciąż nie widać.
Rachunek za zjednoczeniową kolonizację
Nie zapominajmy też o lokalnych przyczynach triumfu AfD: dekadach traktowania dawnego NRD jako terenów trzeciej kategorii, a mieszkańców tych ziem (Ossis) jako gorszych Niemców.
Dzisiejszy wynik wyborczy to dla dawnych Niemiec Zachodnich rachunek za brutalną politykę zjednoczeniową. Rachunek, który od dawna jest po terminie. Ani CDU/CSU, ani SPD nie potrafiły zrobić nic, aby mieszkańcom dawnego NRD przywrócić poczucie przynależności i godności. Skutki tego zaniedbania zobaczyliśmy przy urnach.
#emigracja #gospodarka #Niemcy #wybory -
1/6. Europa chce niezależności energetycznej. Ale czy ma z czego ją zbudować?
#Iran #gospodarka #handel #bezpieczeństwo #analiza #polityka #surowce #geopolityka #energia #ropa #Europa #problem #energetyka #rynek #dane #gaz #Polska #kryzys #wojna #system #UE #paliwo #ormuz #chiny
*główna grafika stworzona przy wsparciu narzędzi AI.
-
Kryptochryja
Kryptowaluty są czymś niesamowitym. Bo przecież tak na pierwszy, jak i na każdy kolejny rzut oka chodzi tu jedynie o wielki szwindel. Za kryptowalutami nie stoi absolutnie nic poza „dżentelmeńską” umową (choć tu potrzebny byłby potrójny cudzysłów, aby właściwie ująć ciężar ironii, jaki niesie w tym miejscu to pojęcie), że ten zestaw zer i jedynek jest cokolwiek wart. Mimo to nie tylko państwa Trzeciego Świata pozwalają na pełny i niekontrolowany obrót tym „środkiem płatniczym”. Służy on dzielnie organizacjom przestępczym, a w jego działaniu nie ma niczego, co w jakikolwiek sposób stanowiłoby innowację technologiczną czy stymulator rozwoju gospodarczego.
Mroczny cień internetowej waluty
Mimo to rynek kryptowalut istnieje i ma się dobrze. Obrósł mchem szemranych interesów oraz różnej maści typów spod ciemnej gwiazdy, daleko odjeżdżając od pierwotnych fantazji sympatycznych nerdów. Próby unormowania tej sytuacji – nie tylko w Polsce – napotykają dobrze zorganizowany opór, obficie podlany zasobami z nieznanych źródeł.
Nasza rodzima kryptoafera jest zaledwie małym odłamem tego, co dzieje się na świecie. Mimo to pozostaje odłamem znaczącym. Wydaje się bowiem, że pieniądze zaangażowane w korumpowanie prawicowych środowisk politycznych sięgnęły bardzo głęboko i szeroko – od sportu, przez politykę, na obszarze zorganizowanej przestępczości kończąc. Są także trupy oraz bierna postawa zarówno służb, jak i państwa. Prezydentura RP została sprowadzona do roli ekspozytury interesów branży krypto, pilnującej, aby nie pojawiły się żadne regulacje.
Iluzja łatwego zysku
Dodatkowym aspektem jest relatywna łatwość, z jaką kryptowaluty mogą być wykorzystywane do naciągania osób pozbawionych wiedzy finansowej. Same kryptowaluty mają dość skomplikowaną strukturę, w czym przypominają tajemniczy świat instrumentów pochodnych, jakimi raczono Polaków w okresie poprzedzającym kryzys finansowy. Opcje walutowe, polisolokaty, krypto – to kolejny epizod ze świata „niezwykłych okazji”, które mają w cudowny sposób pomnożyć majątek. Epizod kończący się – niemal bez wyjątku – takim samym płaczem i rozpaczą. Mimo licznych ostrzeżeń.
Polityczny poker czy chwilowa burza?
Czy to będzie trzęsienie ziemi w polskiej polityce? To zależy. Na pewno dla PiS-u, jak i dla prezydenta, to duży kłopot. Pytanie jednak, czy na tyle istotny, aby przebić się przez bańkę teflonowych przekonań większości elektoratu? W pojedynkę zapewne nie. Ale w kombinacji z trwającym w partii rokoszem może rzeczywiście zaszkodzić. Zwłaszcza że skala ekspozycji na krypto wśród działaczy Konfederacji i Korony nie jest znana – a i tu może być ciekawie.
Tym bardziej że Donald Tusk potrafił w tej kwestii zagrać w tzw. long game i poczekać z rozpoczęciem ataku na właściwy moment. Afera ma zdecydowanie potencjał rozwojowy, ale pamiętajmy też, że jej zrozumienie dla opinii publicznej – o ile przekaz nie zostanie oparty na takich kwestiach jak zabójstwa czy wyłudzenia – może być bardzo trudne. A trudno potępiać lub zasadniczo przejmować się czymś, czego się po prostu nie rozumie.
#afera #gospodarka #KarolNawrocki #PIS #Tusk -
Korpogwardia w służbie rządu: studium porażki i wielkiego fakapu
Mignęła mi w mediach konferencja anonsująca nową pełnomocniczkę do spraw promocji marki Polska. Nazywała się owa pani Barbara Mróz-Gorgoń i jakoś tak nie wzbudziła mojego szczególnego zaufania. Głównie dlatego, że na każdym kroku podkreślano, jak wybitną jest ekspertką od promocji marek. Nie jestem może jakoś szczególnie obyty w tych sprawach, ale nigdy o owej specjalistce nie słyszałem – nawet w kontekście udziału w charakterze gościa w jednym z podcastów, które obserwuję. Co oczywiście niczego nie przesądza, ale wzbudziło we mnie podskórną nieufność.
Czy „markę Polska” w ogóle trzeba promować?
Osobna kwestia to sama konieczność „promowania marki Polska”. Zapewne zaatakujecie mnie morzem kontrprzykładów, zwłaszcza z Dalekiego Wschodu (Korea, Japonia czy choćby Turcja), ale uważam, że promowanie kraju metodami – nazwijmy to – produktowymi jest drogą donikąd.
Najskuteczniejszą promocją Polski, z jaką się spotkałem, są czyste, bezpieczne i równe ulice, a nie plakaty w nowojorskim metrze. Opisywałem już na blogu zaskakujące dla mnie filmy zachłystujące się polskim cudem gospodarczym, opisujące wizyty we Wrocławiu, Warszawie, Gdańsku czy Białymstoku w kategoriach odkrycia roku. A tego w sieci jest naprawdę multum. Czesi nie przyjeżdżają nad Bałtyk, bo zobaczyli reklamę. Przyjeżdżają dla czystych plaż, kraftowego piwa (poważnie powiedział mi to jeden Pepiczek osobiście) i ścieżek rowerowych nad morzem. Jeden uśmiechnięty sprzedawca w Żabce może zrobić dla „marki Polska” więcej niż całe tabuny pełnomocników i ekspertek.
Generatywna ściema i korporacyjna nowomowa
Wkrótce jednak okazało się, że owa pełnomocniczka i „naukowiec” (cudzysłów zamierzony) w swojej twórczości nie stroni bynajmniej od korzystania z dobrodziejstw nowoczesnej techniki – w tym wypadku sztucznej inteligencji. Jest w tej dziedzinie na tyle „zaawansowana”, że rząd nader szybko zrezygnował z jej usług (albo sama złożyła dymisję 😉) wobec uzasadnionych podejrzeń, iż taniej i efektywniej będzie korzystać z ChatGPT bez pośredników – nawet jeśli mają tytuł profesorski.
W tym momencie warto pochylić się nad całością zjawiska owego marketingowego eksperctwa od promowania tego i owego oraz samego doradztwa. To typowy objaw czegoś, co David Graeber nazwał bullshit jobs – pracy polegającej bardziej na stwarzaniu pozorów i produkowaniu dokumentacji niż na oferowaniu społeczeństwu jakiejkolwiek wartości dodanej. Wszystko to jest oczywiście okraszone zasłoną dymną w postaci korpożargonu, nowomowy oraz odpowiednio dumnie brzmiących stanowisk.
Iluzja doradztwa za miliony dolarów
Renomowana niegdyś firma Deloitte do tego stopnia opierała się na narzędziach AI w swojej pracy, że rząd Australii rozstał się z nią z hukiem, a jej „analizy” okazały się niewiele warte. Podobne wpadki zanotowali jej konkurenci, z firmą PwC na czele. Od dawna mamy do czynienia ze światem równoległym, gdzie zamiast rzetelnej wiedzy oferuje się pięknie opracowane graficznie, ale merytorycznie puste „eseje na temat”, na które rządy wydają miliony dolarów.
To wszystko migruje ze świata biznesu do polityki. Co wybory ujawniają się „doradcy wizerunkowi” zwycięskich ugrupowań, upierający się, że to właśnie ich wskazówki, wytworzone „narracje” i niezwykle odkrywcze triki doprowadziły danego kandydata do wygranej. Porażki wyborcze tradycyjnie są sierotami, choć tam owe korporacyjne pomysły – pozbawione kontaktu z pozawarszawską rzeczywistością (jak choćby znana akcja jazdy z workiem ziemniaków do DPS-u) – bywają jeszcze bardziej dosadne.
Pozytywizm kontra agencje PR
Jako urodzony pozytywista uważam, że nic nie zastąpi mało korporacyjnej, ale za to skutecznej pracy u podstaw. Wybory są finalizacją lat politycznej roboty i rzadko kiedy marketingowe sztuczki – nawet obficie podlane finansowym rozdawnictwem – potrafią zawrócić bieg wydarzeń.
Podobnie kraje nie stają się modne tylko dlatego, że opłaciły dobrą agencję PR. Żadne pieniądze wydane przez państwa Zatoki Perskiej nie zmieniły faktu, że są to fundamentalistyczne monarchie religijne, w których liberalne enklawy kończą się na bramie hotelu. Z kolei podróż do Paryża czy Rzymu pozostaje niezapomnianym przeżyciem pomimo gór śmieci, kieszonkowców i średnio uprzejmych kelnerów.
Ale widać ta pozoracja działań jest komuś potrzebna. Może chociaż po to, aby krewni i znajomi królika zyskali nieco renomy oraz finansowego wsparcia.
#gospodarka #PO #Polityka #PR #wybory -
Energia - surowce - wodór ⚡️O co gra Europa?
Aktualny dyskurs i polityki Unii Europejskiej pokazują, że transformacja energetyczna nie dotyczy wyłącznie pytań o emisje i OZE, ale coraz częściej w o zależność surowcową państw europejskich.
#gaz #Iran #geopolityka #energetyka #handel #surowce #ropa #polityka #kryzys #analiza #gospodarka #energia #bezpieczeństwo #Polska #przemysł #Europa #dane #problem #rynek #węgiel #Chiny
*przygotowując grafikę wsparto się na narzędziach typu AI.
-
Zasoby irańskie to fundament globalnego systemu energetycznego - czyli o podsumowaniu cyklu słów kilka 🛢📣
Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa ok. 20% światowej ropy, przestała być ryzykiem teoretycznym. Konflikt z 2026 roku pokazał, jak szybko lokalne napięcia przekładają się na globalne ceny energii, inflację i wzrost gospodarczy.#energia #geopolityka #ropa #gaz #Iran #bezpieczeństwo #gospodarka #energetyka #system #handel #polityka #wojna #Europa #inflacja #kryzys #Polska #surowce #analiza
-
Zyski niektórych w przemyśle rosną, ale gospodarka rozszczepia się na „nową” i „starą”
Kontynuacja kombinacji wzmacniania strony podażowej przy tylko werbalnym wsparciu strony podażowej coraz wyraźniej tworzy w Chinach gospodarkę dwóch prędkości.
https://wp.me/p3fv0T-iv1 #Chiny #ChRL #gospodarka #NBS #dane #AI #przemysł #TheAILayoffTrap
-
Klamka zapadła nad Teslą w Chinach?
W ChRL rozpoczęła się największa w historii Chin kampania serwisowa w branży motoryzacyjnej, w związku z zaostrzeniem przez państwo kontroli nad systemami awaryjnego otwierania drzwi w pojazdach elektrycznych.
https://wp.me/p3fv0T-itZ #Chiny #ChRL #Tesla #EV #elektryki #klamki #regulacje #recall #gospodarka #POLECANE
-
Bliskowschodnie puzzle
W cieniu spadających na Polskę rosyjskich rakiet i kolejnych neonazistowskich zachowań w kierunku Ukraińców rozgrywa się dużo bardziej międzynarodowy dramat. Mimo kolejnych prób katastrofalna interwencja USA w Iranie nie tylko się nie zakończyła, ale pożar obejmuje kolejne kraje i kierunki. Już nie tylko Zatoka Perska, ale i Morze Czerwone, a w kolejce czekają zarówno Kanał Sueski, jak i Morze Śródziemne. W momencie, kiedy diabła dronowych ataków na żeglugę cywilną wypuszczono z pudełka, problem stał się istotny i palący.
Wyścig miecza z tarczą i paraliż instytucjonalny
Dlaczego tak jest? Z kilku powodów.
Pierwszy to odwieczny wyścig miecza i tarczy. Obecnie miecz (drony) okazał się i tani, i niszczycielski, a tarcza jeszcze nie powstała. Istniejące środki przeciwdziałania (rakiety przeciwlotnicze) mają wysoki koszt jednostkowy (dron kosztuje 40 tys. $, a rakieta od 1,5 do 3 milionów $), a ich zasoby są dużo mniejsze od zwalczanych celów. Nowe metody zwalczania są dopiero w powijakach i nic nie zapowiada ich szybkiej implementacji. Dodatkowo tzw. dywidenda pokojowa spowodowała redukcję sił morskich i teraz po prostu brakuje okrętów do eskortowania statków cywilnych.
Drugi powód to oczywiście Donald Trump i jego „wielka czystka”, która nie tyle brutalnością, ile efektem instytucjonalnym zaczęła już przypominać tę z lat 30. w ZSRR. Zarówno Departament Stanu (odpowiednik MSZ), jak i Departament Obrony pozbyły się większości fachowców i teraz nie są w stanie wygenerować realnego scenariusza ani planu wyjścia z kryzysu. A i tak na końcu całość trafi do Trumpa, którego zainteresowanie rozwiązaniem sytuacji jest wypadkową tego, w jakim stopniu połechtane zostanie jego kruche ego.
Trzecią kwestią są skrajnie rozbieżne interesy lokalnych graczy. Pogodzenie w jednym porozumieniu interesów Izraela i Iranu jest w obecnej sytuacji cokolwiek nierealistyczne.
Dlaczego powinno nas to obchodzić?
Bo przyprawa musi płynąć. Zablokowanie całości dostaw ropy z Zatoki Perskiej wprawi nasz system gospodarczy w drgania, które mogą skończyć się globalnym kryzysem – przy którym ten z 2008 roku będzie ledwie wspomnieniem.
Dodatkowo niepokoją paniczne ruchy USA. W poszukiwaniu rozwiązań zdążono już zaproponować Iranowi umowę, przy której krytykowany deal Obamy był wybitnie rygorystyczny i izolacjonistyczny, a następnie zaproponowano Arabii Saudyjskiej praktyczne zbudowanie programu nuklearnego. Wszystko to jest chaotyczne, nieprzemyślane i negocjowane przez rodzinę oraz przyjaciół Trumpa, z oczywistymi zaszytymi korzyściami o charakterze osobistym. Kiedyś nazywało się to korupcją, ale w dzisiejszych USA chyba potrzeba na to nowego słowa.
Kalendarz wyborczy jako ostatnia nadzieja
Oczywiście na razie sytuacja pozostaje względnie stabilna, a czarnowidztwo nieszczególnie się sprawdza. Jednak kolejne szlaki transportowe są sukcesywnie odcinane. Wpływ na ceny wydaje się póki co ograniczony, ale przecież taki stan nie może trwać wiecznie. Szczególnie że zachowanie administracji USA jest – najdelikatniej mówiąc – chaotyczne. Reszta świata wobec takiej postawy Waszyngtonu nie widzi realnych szans na włączenie się w rozwiązanie konfliktu. Trump, przerażony wizją odebrania mu domniemanych „zasług”, storpeduje wszak każde rozwiązanie pokojowe, często w sposób dosłowny.
Pamiętajmy także o stronie izraelskiej, gdzie w październiku odbędą się wybory do Knesetu. To właśnie w tych kalendarzach wyborczych – listopadowym w USA i październikowym w Izraelu – należy upatrywać szans na przełamanie kryzysu. Choć uczciwie trzeba przyznać, że wobec wewnętrznej polaryzacji w obu krajach sytuacja może się jeszcze bardziej pogłębić.
#DonaldTrump #geopolityka #gospodarka #Iran #Izrael #ropa #USA -
Druga lewa ręka…
Jak już wielokrotnie pisałem, staram się odchodzić od krytykowania i opisywania lewicy. Jak pokazuje moja poprzednia polecajka, wciąż uważam, że lewica ma do pokazania wiele, a jej recepty mają w wielu przypadkach udowodnioną skuteczność. Ale cóż ja mogę, skoro gdy tylko znajdę jednego lewicowca, który wreszcie wydaje się wychodzić poza zagrodę wyznaczoną przez konglomerat aktualnie modnych ideowych trendów, natychmiast pojawia się drugi, powielający najgorsze kalki?
I tak chwalony w poprzedniej notce Giezłak ma podcastowego kolegę, Dymka. Jest on lewicowcem wpisującym się w nurt – nazwijmy go, kierując się jego wykształceniem – „kulturoznawczy”. Cóż to oznacza? Specyficzną wizję rzeczywistości, w której firmy funkcjonują z powodów innych niż zysk, a samo dążenie do zarobku niesie ze sobą pewną moralną naganność.
Mit ideologicznego czyszczenia rynku
Pan Dymek walnął popularną w razemkowych kręgach tezą: jeśli firma, aby przetrwać, musi szukać tańszych pracowników – obniżać koszty pracy, sprowadzając i eksploatując migrantów zarobkowych – to nie powinna w ogóle istnieć.
Teza wydaje się pozornie oczywista i prawdziwa. W pewnym obszarze wręcz kapitalistyczna: eliminacja najsłabszych ogniw wzmocni rynek jako całość i pozwoli innowacyjnym podmiotom kwitnąć. Ach, gdybyż rzeczywistość była równie prosta, jak w świecie lewicowego kulturoznawcy lub prawicowego paleoliberała! Ale nie jest.
Presja kosztowa a polska rzeczywistość
Model konkurencyjności opartej na cenie produktu lub usługi jest najpopularniejszy – i nie bez powodu. Niska cena jest wskaźnikiem optymalnej alokacji zasobów, ale nie bierze się znikąd. Najczęściej stoi za nią niski poziom kosztów, a największym z nich od lat pozostają ludzie.
W takim kraju jak Polska, gdzie w wyniku oczekiwanego wzrostu dobrobytu gwałtownie rosną koszty pracy, firmy stają przed koniecznością ich zrekompensowania tak, aby w jak najmniejszym stopniu wpływało to na cenę finalną. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić – zwłaszcza kiedy sytuacja demograficzna wywołuje znaczną presję płacową.
Automatyzacja to nie czarodziejska różdżka
Część firm wybiera automatyzację. W usługach oznacza to wdrożenie AI, w produkcji – robotyzację. Jednak sprawa nigdy nie jest tak prosta, jak się wydaje. Przede wszystkim automatyzacja jest opłacalna w przypadku dużych i jasno zdefiniowanych procesów. Mniejsze firmy są znacznie elastyczniejsze organizacyjnie, co sprawia, że zastąpienie ludzi maszynami jest w nich bez porównania trudniejsze.
Do tego dochodzi coś, co można nazwać kosztem społecznym: automatyzacja oznacza zazwyczaj zwolnienia wśród najniżej wykwalifikowanej kadry.
Imigracja jako „hospicjum” dla prowincji
Pozostałe firmy muszą po prostu szukać tańszej siły roboczej, czyli sięgać po migrantów. Logiczne więc, że stanowią oni konkurencję dla polskich pracowników, prawda? Może dekadę temu tak było. Dziś demografia sprawia, że popyt na pracę w wielu miejscach przewyższa podaż. Zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, gdzie lokalny „Januszex” pozostaje jedynym pracodawcą.
Tam nie ma prostego wyboru. Upadłość takiej firmy zdewastuje nie tylko jej właściciela, ale całe otoczenie społeczne. I owszem – kapitalistyczny krwiopijca splajtuje, ale na jego miejsce wcale nie czeka kolejka inwestorów oferujących nowe miejsca pracy. Imigracja niskopłatnej siły roboczej to niejednokrotnie jedyny sposób na humanitarne wygaszenie prowincji i przedłużenie agonii w warunkach „hospicyjnych”, a nie paleokapitalistyczny strzał w tył głowy.
Zresztą, wbrew pozorom, rynek doskonale radzi sobie z wyplenianiem firm, w których głównym zajęciem właściciela jest wymiana auta na nowsze.
Generalizacja to zła ścieżka
A czasami niektóre z tych przedsiębiorstw dają radę nie tylko powoli dogorywać, ale też zbudować coś lokalnie: awansować na drabinie konkurencyjności, podnosić jakość i rozwinąć produkty. I nawet wtedy będą sięgać po migrantów.
To nie jest system idealny, ale nie jest to też system niewolniczej eksploatacji. Owszem, bywają patologie, co jednak nie oznacza, że kulturoznawca Dymek ma prawo do uogólnień. Przecież nie każdy kulturoznawca to rozpieszczony głąb, który poszedł na studia tylko dlatego, że były łatwe egzaminy i dużo się piło.
#emigracja #gospodarka #lewica -
Koichi Hamada, Anil K. Kashyap, David E. Weinstein (red.): Japan’s Bubble, Deflation, and Long-term Stagnation (Bańka spekulacyjna, deflacja i długotrwała stagnacja w Japonii)
To świetna analityczna mapa problemu, ale nie syntetyczna teoria japońskiej stagnacji. Jej największą zaletą jest to, że nie ucieka w orientalistyczne wyjaśnienia typu „Japonia jest inna”. Autorzy pokazują, że japoński kryzys można rozumieć narzędziami ekonomii głównego nurtu.
https://wp.me/p3fv0T-ipZ #Japonia #stagnacja #StraconaDekada #gospodarka #książka
-
Pułapka wynajmu tymczasowego
Biznesplan z Pierdziszewa
Weekendowa rozmowa z kolegą. Urodził się w niewielkim miasteczku – dajmy na to: Pierdziszewie Nadmorskim. Już tam nie mieszka, zostali tylko rodzice. Teraz w Pierdziszewie powstają nowe bloki, w których można kupić „apartamenty” za grubo ponad milion złotych za sztukę.
Mój znajomy kalkuluje to tak: załóżmy, że taki apartament wynajmujesz przez 120 dni w roku. To konserwatywne założenie – około 30% czasu. Za dzień kasujesz 500 zł. Dla 4-osobowej rodziny to i tak taniej niż hotel, a ponieważ w mieszkaniu jest kuchnia, to i na wyżywieniu oszczędzą. Z tych 500 złotych 100 idzie na obsługę, czyli pranie i sprzątanie. Kolejne 100 zł to czynsz. Zostaje 300 złotych czystego zysku. W skali roku daje to 36 000 złotych. I to przy bardzo ostrożnych szacunkach.
Lokalna rzeczywistość a wielki kapitał
Alternatywnie mógłbyś przecież wynająć ten „apartament” na stałe – zwykłej rodzinie lub osobie prywatnej. Zakładając wynajem przez 12 miesięcy, miesięczna opłata (bez czynszu) musiałaby wynosić 3 000 zł. Jak się domyślacie, liczba mieszkańców Pierdziszewa, których stać na taki wydatek, jest bardzo ograniczona. Nie mówiąc już o tym, że ryzyko przy długoterminowym najmie jest zdecydowanie większe niż przy krótkoterminowym. A każdy stracony miesiąc bez lokatora kosztuje znaczną część rocznego zysku.
Oczywiście praca w samym Pierdziszewie dostępna jest głównie w turystyce, a więc ma charakter sezonowy i często opiera się na najniższej krajowej. To nie są dochody, które pozwalają kupić mieszkanie za milion złotych lub wynajmować je za 3 000 zł miesięcznie.
Koniec świata, jaki znamy
Więc przyrost naturalny Pierdziszewa – jak się domyślacie – bije dziś rekordy. Przemysłu tu nie ma, bo mógłby wszak zaszkodzić atrakcyjności turystycznej. Niedługo nie będzie także przedszkoli, potem szkół. Na końcu zabraknie ludzi. Nawet tych do sprzątania wspomnianych „apartamentów”, których właścicielami jest warszawska lub krakowska klasa średnia.
Ta sama, która być może nawet się w tym Pierdziszewie urodziła. Albo i nie.
Morału nie będzie.
#demografia #gospodarka #Polska #turystyka #Varia -
1. Robimy system z wyłączeniem „jednorazowych opakowań szklanych” (świetny termin swoją drogą).
2. Wyłączamy też wielorazowe opakowania szklane, jeśli ich producentom tak się podoba.
3. Nikt nie wprowadza wielorazowego szkła w powszechnym systemie, więc automaty w supermarketach tworzy się tylko pod butelki PET i puszki.
4. Po ok. pół roku działania ogłaszamy, że system może obejmie też jednorazowe opakowania szklane.
5. ???Na co oni w tym momencie liczą? Chyba tylko na opór producentów i supermarketów, by móc powiedzieć jak to nic nie dało się już zrobić. Przecież w razie wejścia tego wszyscy szklarze będą stać w kolejkach do kas ze zwrotami, a producenci zareagują przejściem na tetrapaki i PET-y w miarę możliwości, by nie odstraszać klientów.
-
Dekada Brexitu, czyli jak kompletnie nie uczyć się na własnych błędach
Nowa funkcja WordPressa przypomina mi własne notatki z poprzednich lat i dzięki niej właśnie uświadomiłem sobie, że jutro mija dekada od największego (największego dotychczas 😉) aktu politycznej głupoty w historii Europy XXI wieku. Czy musiało do tego dojść? Znowu cytując klasyka: „Widocznie musiało, skoro doszło”.
Medialna iluzja i imperialna nostalgia
Brexit stanowi idealną metaforę współczesnej rzeczywistości medialnej. Latami grany w mediach temat, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, został rozpalony do takiego poziomu, że referendum zakończyło się wynikiem, na którym nikomu nie zależało. Co ciekawe, potem klasa polityczna, nie chcąc przyznać się do błędu, brnęła dalej w temat, który okazywał się coraz bardziej samobójczy. Produkowała po drodze kolejne mrzonki i iluzje, które również w komplecie okazały się nierealistyczne, oparte na daleko posuniętym myśleniu życzeniowym oraz nostalgii za czasami imperialnymi. Rezultaty były niewiele mniejsze niż katastrofalne – zarówno dla rozwoju Wielkiej Brytanii, jak i dla samych nadziei związanych z Brexitem.
Rzeczywistość uderza w Wyspy
Dekadę później wyspa ugina się pod problemami, które sama wytworzyła. Bliskich kulturowo imigrantów z Europy Środkowej zastąpiono tabunami uchodźców. Nieźle działający, choć kurczący się przemysł zarżnięto, pozbawiając go największego i najbliższego rynku zbytu. Usługi finansowe, niegdyś filar brytyjskiej ekonomii, również mają się coraz gorzej. Służba zdrowia zamiast obiecanego dofinansowania przechodzi z kryzysu w kryzys. Rządzący laburzyści, mimo ogromnego mandatu, po roku rządów obiektywnie nie mają innego pomysłu niż zmiana premiera. A największy dowcip? Liderem sondaży jest partia, która wprowadziła Anglików w to całe szambo. Logiczne, nieprawdaż?
Spełnione proroctwa i amerykański sojusz
Największy paradoks? Wszystkie te problemy były wskazywane w trakcie kampanii w 2016 roku! Wszystkie! I spełniły się co do jednego. Co za to się nie ziściło? Żadna z postulowanych brexitowych korzyści! Żadna! Długi urosły, rozwój stanął. W USA zamiast sojusznika jest Trump, który całe „specjalne stosunki” ma głęboko w okrężnicy. Pozostało jedyne wyjście: powrót do Unii. Ale tu nie obejdzie się bez Canossy i będzie drogo – bardzo drogo. Czy jest jednak inne wyjście?
No chyba że oddadzą całość władzy w ręce Reform UK. I nawet z punktu widzenia reszty Europy próby naprawienia przez Nigela Farage’a tego, co zepsuł, będą zabawne. Ale jednak ludzi szkoda. Nawet tak niezwykłych w swoim przywiązaniu do imperialnych iluzji jak przeciętny obywatel Wielkiej Brytanii.
Unijna lekcja przetrwania
Lekcję Europa odrobiła. Miała być seria „exitów”, ale dziś nawet niedawni apologeci w stylu Zgromadzenia Narodowego we Francji czy AfD w Niemczech odżegnują się od tak samobójczych koncepcji. UE okazała się złem absolutnym, ale w tej swojej totalności – absolutnie koniecznym. Zwłaszcza że niedawny idealny sojusznik za oceanem okazał się oszalałym starcem z postępującą demencją. Na tle wyczynów pomarańczowego króla UE jawi się jako byt nie tylko stabilny, ale wręcz ostoja umiarkowania i rezerwy. A bez „hamulcowego” w postaci Wielkiej Brytanii jest zdolna także do o wiele szybszych decyzji.
Puenta? Czasami, jak się piłuje gałąź, na której się siedzi, warto posłuchać ostrzeżeń. I to dobra rada nie tylko w kwestii polityki.
#brexit #Francja #gospodarka #Niemcy #trump #UE #UK #USA -
C. Miller: The Struggle to Save the Soviet Economy. Mikhail Gorbachev and the Collapse of the USSR
Chiny są w tej książce nie tłem, lecz lustrem, w którym sowieccy reformatorzy oglądali własne możliwości i ograniczenia. Jego zdaniem jednak chińska droga nie była dla ZSRR realistycznie dostępna.
https://wp.me/p3fv0T-ilH #Chiny #ChRL #gospodarka #książka #ZSRR
-
Biedna Europa, bogata Ameryka? Dlaczego potęga PKB USA to po części fikcja
Patrząc na PKB na osobę (wartości nominalne) i porównując USA do Europy, możemy dostrzec, że zaledwie cztery kraje UE (Luksemburg, Irlandia, Holandia i Dania) są „bogatsze” od najbiedniejszego stanu USA (Mississippi). Kilka dekad temu pewnie przyjęlibyśmy ten stan rzeczy z dobrodziejstwem inwentarza, wskazując na to, że widocznie niewystarczająco się w tej Europie jako lenie staramy, a Amerykanie niczym pracowite mróweczki budują swój dobrobyt. Mamy jednak XXI wiek – internet umożliwia nam dokładne zapoznanie się z codziennością pracy i życia mieszkańców Stanów Zjednoczonych. I to nie tylko z „biednego” Mississippi, ale też z ultrabogatej Kalifornii czy Nowego Jorku. W tym idealnym obrazku coś zaczyna nam zgrzytać.
Amerykański sen kontra rzeczywistość, czyli paradoks PKB
Szybka analiza warunków bytowych zwykłych mieszkańców USA wskazuje na pewne przewagi Europy, o których zresztą sami Amerykanie często wspominają. Mimo powszechnych narzekań na jakość i problemy opieki zdrowotnej w krajach europejskich (a są one niemałe), to, co dzieje się za oceanem, zakrawa bez mała na miano katastrofy. Dług medyczny jest tam zjawiskiem niemal powszechnym, a portale typu GoFundMe, organizujące internetowe zbiórki na podstawowe i rutynowe zabiegi medyczne, stają się powoli normą.
Obiektywne badania dowodzą, że Amerykanie na ochronę zdrowia wydają krocie, otrzymując w zamian niewiele. Wskaźniki zdrowia populacji plasują się tam na poziomie krajów rozwijających się, a koszty procedur nieobjętych ubezpieczeniem bywają astronomiczne. Co jednak kluczowe dla dzisiejszego wpisu – wszystko to wlicza się do PKB. Teoretycznie więc ten chory i niedomagający system poprzez swoje własne patologie generuje całkiem spory kawałek amerykańskiego dobrobytu, którego Europejczycy – paradoksalnie – są „pozbawieni”.
Kto naprawdę dominuje w przemyśle?
Kolejny niezwykle ciekawy temat to produkcja przemysłowa. W oficjalnych danych dotyczących wydajności Europa właściwie skapitulowała już dekady temu. Sęk w tym, że nawet w tak ultraamerykańskiej specjalności, jaką jest motoryzacja, na placu boju w USA pozostało trzech wielkich graczy oraz Tesla. Co ciekawe, jeden z owej „Wielkiej Trójki” od ponad dekady znajduje się w rękach Europejczyków. Ci sami Europejczycy równolegle zdominowali tamtejsze rynki – od samochodów ciężarowych po maszyny rolnicze.
O lotnictwie z litości ledwie wspomnę, ponieważ powstały w latach 70. XX wieku projekt pod nazwą Airbus nie tylko wykończył wszystkich amerykańskich wytwórców samolotów pasażerskich oprócz Boeinga, ale dodatkowo kilka lat temu powstrzymał się przed zadaniem mu ostatecznego ciosu (coup de grâce). Nie wynikało to bynajmniej z altruizmu, lecz z chłodnej kalkulacji duopolu jako znacznie bardziej stabilnego i zyskownego modelu biznesowego.
Skąd więc biorą się te rozbieżności?
O cóż więc chodzi z tymi rozbieżnościami finansowymi? Czy coś jest na rzeczy? Oczywiście, że tak. Nie da się ukryć, że zwłaszcza w obszarze nowoczesnych technologii IT oraz sztucznej inteligencji (AI), Europa dała się Amerykanom wyraźnie wyprzedzić. Pamiętajmy jednak, z czego to wynika.
Układ petrodolarowy, czyniący z amerykańskiej giełdy główne miejsce „parkowania” globalnego kapitału, generuje gigantyczną nadpłynność finansową w USA. To z kolei daje tamtejszym funduszom zdolność do dotowania projektów, które przez długie lata nie generują ani dolara zysku. W ten sposób „wyhodowano” między innymi Amazona, Ubera czy Airbnb. Dodatkowo niezmienione od lat 90 zasady ochrony praw autorskich oraz ograniczenie odpowiedzialności platform za treść w internecie gwarantują utrzymywanie faktycznych monopoli technologicznych przez Google, Meta (Facebook) i inne korporacje.
Zmierzch giganta i europejskie hospicjum
Najgorzej na tej systemowej dwoistości wychodzą sami Amerykanie, często niezdolni do zrozumienia, jak w „najpotężniejszym kraju świata” niemożliwe jest rozwiązanie kryzysu bezdomności, zapewnienie powszechnego leczenia, rzetelnej edukacji czy po prostu naprawienie dróg. Zdumiewa ich również fakt, że zacofane do niedawna Chiny, z PKB per capita wynoszącym mniej niż połowę amerykańskiego, potrafią budować sieci nowoczesnych autostrad i kolei dużych prędkości, o jakich dzisiejsze USA może tylko pomarzyć.
Choć akurat to nie powinno być niespodzianką – w końcu amerykańską infrastrukturę kolejową w XIX wieku budowali w dużej mierze właśnie chińscy robotnicy. Tymczasem Europa tradycyjnie, jak to czyni od tysiącleci, rzekomo „umiera” – robi to jednak w niezwykle komfortowych warunkach i z bardzo długą listą chętnych do zapisania się do tego specyficznego „hospicjum”.
#globalizacja #gospodarka #UE #USA -
Wielki Mur Świateł. Globalne skutki działalności chińskiej dalekomorskiej floty rybackiej
Chińska dalekomorska flota rybacka, realizując połowy komercyjne, w dużym stopniu nielegalne, a często de facto prowadząc działalność kłusowniczą, równocześnie wykonuje zadania postawione jej przez partię i państwo w zakresie bezpieczeństwa narodowego.
https://wp.me/p3fv0T-ikA @OSW_pl #Chiny #ChRL #Afryka #AmerykaPołudniowa #gospodarka #rybołówstwo #bezpieczeństwo #polityka #DWF #żywność #POLECANE
-
„Sześć Sieci”, czyli jak zapakować stare w nowe
Moim zdaniem inicjatywa „Sześciu Sieci” potwierdza polityczną niemożność przejścia Chin od modelu inwestycyjno-podażowego do konsumpcyjno-popytowego. To nie jest korekta modelu, tylko jego technologiczna modernizacja i propagandowe przepakowanie.
https://wp.me/p3fv0T-ikp #SześćSieci #六张网 #Chiny #ChRL #gospodarka #popyt #podaż #stymulacja #inwestycje #rozwój #POLECANE
-
Konflikt Irański to nie tylko sama dostępność i cena ropy, to także kwestie wpływu na pozostałe rynki - transportowy, logistyczny, ubezpieczeniowy i żywnościowy (nie tylko jako odbiorca paliwa ale też nawozów siarkowych).
#Iran #polityka #zatoka #paliwo #UE #gospodarka #PKB #rating #prognoza #dane #analiza #handel #bezpieczeństwo #infrastruktura #transport #problem #logistyka #przemysł #inflacja
-
Bardzo ciekawy podcast o tym, jak platformy hazardowe stają się potężnymi narzędziami wpływającymi na nastroje społeczne i gospodarkę.
#techstorie #hazard #gospodarka #społeczeństwo #prawo #ustrój #predykcja #sondaże #CzegoBojąSięPolitycy
https://www.youtube.com/watch?v=vGnO-YEvT_U&list=PLVLI1ArZ-BLYBJZ7GVuQjyjhgtdlZSh8l&index=1
-
Koszt destabilizacji Iranu: 100 dolarów za baryłkę, rekordowe ubezpieczenia morskie i 73 dni z rezerw strategicznych.
Przez dekady stabilizacja Iranu była traktowana jako problem humanitarny lub prawnomiędzynarodowy. Matematyka surowcowa wskazuje, że to przede wszystkim problem ekonomiczny — dla całego świata.#energia #paliwo #surowce #rezerwy #kryzys #gospodarka #inflacja #Iran #cieśniana #Ormuz #baryłka #gaz #wojna #handel #wymiana #dyplomacja #biznes #koszty #UE #USA #Chiny #Izrael
-
Surowce krytyczne i strategiczne Iranu
Gdy debata o Iranie koncentruje się wyłącznie na ropie i gazie, umyka, że Iran jest jednym z 15 najbogatszych mineralnie krajów świata, posiadającym 68 typów minerałów o udokumentowanych rezerwach wartych ok. 27,3 bln USD.#Iran #surowcekrytyczne #miedź #cynk #minerały #transformacjaenergetyczna #geopolityka #dane #geologia #biznes #Chiny #Malezja #handel #gospodarka #surowce #rozwój
-
89% irańskiej ropy płynie do jednego kraju - dane eksportowe
Iran eksportuje ropę naftową od ponad wieku — ale nigdy w historii jego eksport nie był tak skoncentrowany geograficznie jak dziś. Sankcje USA wymusiły przebudowę całego łańcucha dostaw.#Iran #USA #Chiny #ZEA #ropa #nafta #surowce #paliwa #dostawy #łańcuchdostaw #cieśnina #polityka #gospodarka #ekonomia #handel #eksport #geopolityka #dane
-
Ceny rosną, ale spadają
Dane pokazują raczej bardzo umiarkowaną inflację roczną przy wyraźnym miesięcznym osłabieniu cen, szczególnie w żywności i usługach. To sugeruje, że popyt wewnętrzny w Chinach pozostaje kruchy, a presja deflacyjna nie została całkowicie przełamana.
https://wp.me/p3fv0T-ie7 #Chiny #ChRL #inflacja #gospodarka #CPI #NBS #dane
-
Od nafty korsarzy do czwartej rezerwy świata — 116 lat irańskiego sektora wydobywczego 🛢️⚔️
#Iran #energetyka #ropa #historia #geopolityka #surowce #polityka #eksport #gospodarka #rewolucja #szach #persja #kryzys #konflikt #sankcje #paliwo #cieśnina #wojna #BP
-
Rozpoczynamy serię analiz poświęconych jednemu z kluczowych ogniw globalnego systemu surowcowego i energetycznego – Iranowi.
W debacie publicznej kraj ten najczęściej pojawia się w kontekście napięć geopolitycznych, sankcji czy bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie.#Iran #EU #UE #USA #Izrael #wpływy #handel #ropa #surowce #cieśnina #wojna #konflikt #kontrola #prawo #wiedza #polityka #gospodarka #ekonomia #analiza #biznes #stosunki #dyplomacja #historia
-
Czego nie pokazuje PKB ChRL
Główną sprzecznością w dzisiejszej gospodarce Chin jest zderzenie 20 bln RMB (2,8 bln USD) wzrostu PKB z oszałamiającą utratą 200 bln RMB (28 bln USD) bogactwa narodowego w ciągu ostatnich trzech lat.
https://wp.me/p3fv0T-hXR #Chiny #ChRL #PKB #BKB #Caixin #ZhaoJian #gospodarka #artykuł #POLECANE
-
Toshiba i Rohm znowu razem?
W swojej strategii dotyczącej przemysłu półprzewodników i technologii cyfrowych, opublikowanej w maju, rząd Japonii wezwał do dalszej współpracy przemysłowej i reorganizacji w oparciu również m.in o te partnerstwo.
https://wp.me/p3fv0T-hRS #Japonia#krborung #półprzewodniki #Toshiba #Fuji #Rohm #Denso #partnerstwo #gospodarka
-
IV Plenum KC XX Zjazdu KPCh: wielkie czystki w armii i partii
Komunikat z obrad ujawnił nieznane wcześniej rozmiary czystek w wojsku i aparacie partyjnym, które są porównywalne tylko z tymi z okresu maoistowskiego, lecz przyczyny i mechanizm czystki w wojsku nie są jasne.
https://wp.me/p3fv0T-hPi #KPCh #Chiny #ChRL #Plenum #czystka #ALW #armia #pięciolatka #gospodarka #POLECANE
-
Brazylijski eksport soi do Chin wzrósł w maju o ponad 37%
To prawda, że może to oznaczać, że Pekin sprowadza mniej ze Stanów Zjednoczonych, co jest formą nacisku na Donalda Trumpa. Jednak przede wszystkim to skutek pogody i spiętrzenia się dostaw, a nie polityki czy większego ożywienia w ChRL.
https://wp.me/p3fv0T-hxo #Chiny #ChRL #soja #import #Brazylia #gospodarka
-
📰 "Secret IRS Files ujawniły, że wielu amerykańskich oligarchów w ogóle nie płaci podatków. Niektórzy z nich otrzymują nawet dotacje przeznaczone dla ubogich rodzin, jak Jeff Bezos, którego sprawy podatkowe są tak oszukańcze, że był w stanie twierdzić, że należy do ubogich pracujących i otrzymać federalną ulgę podatkową na dzieci, prezent w wysokości 4000 dolarów od amerykańskiego społeczeństwa dla jednego z najbogatszych ludzi, jacy kiedykolwiek żyli."
Za @ethanjstark tutaj:
https://hachyderm.io/@ethanjstark/113346140191779833 -
1 maja, dzień pracowniczej walki został wyparty przez libkowe święto Unii Europejskiej. Prezydent Duda wygłosił orędzie z okazji wstąpienia do Unii, ale nie zająknął się nawet o tzw. święcie pracy.
Nic dziwnego, pracownicy zostali całkowicie wyparci ze świadomości celowo. Nie ma wszak już klasy pracującej, wszyscy teraz należymy do magmy zwanej klasą średnią, ewentualnie do "narodu". W ten oto prosty sposób i bogacz i biedak, i pracownik i kapitalista, i lokator i właściciel należą do jednej wielkiej rodziny.
A w rodzinie sobie pomagamy, dlatego należy kapitałowi obniżać składki i podatki, bo za wszystko zapłaci pracownik. Nie ma wszak interesu klasy pracującej, jest wyłącznie interes klasy średniej oraz interes narodowy (dla niepoznaki tak się określa interes klasy rządzącej).
-
Chińskie giełdy przestaną podawać obroty w czasie rzeczywistym
Dzienne dane będą nadal dostępne po zamknięciu rynków, ale w realiach politycznych ChRL musi to budzić obawy o przejrzystość informacji.
https://wp.me/p3fv0T-gh0#Chiny #ChRL #HongKong #giełdy #Szanghaj #Shenzhen #dane #obroty #czas #inwestycje #gospodarka #POLECANE