home.social

#felieton — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #felieton, aggregated by home.social.

  1. Wszyscy wokół jeżdżą źle, tylko ja jestem mistrzem. Technologia nie wyleczy polskiego kierowcy

    Producenci samochodów prześcigają się w montowaniu kolejnych radarów, kamer 3D i elektronicznych kagańców, a Volvo od lat dba o to, by żaden ich model nie pojechał szybciej niż 180 km/h. Jednak nawet najdoskonalsza elektronika, dopóki nie mamy pełnej autonomii w transporcie, nie zastąpi tego, co masz w głowie.

    Nowoczesna inżynieria zderza się jednak z barierą, której żaden algorytm nie potrafi sforsować: ludzkim ego. Dane zebrane na zlecenie szwedzkiej marki bezlitośnie obnażają psychologiczny mechanizm panujący na polskich drogach – jesteśmy krajem, w którym niemal każdy uważa się za mistrza kierownicy, panicznie bojąc się przy tym innych uczestników ruchu.

    Matematyczny absurd: naród samych geniuszy

    Aż 75% polskich kierowców uważa się za bezpieczniejszych od innych. Z punktu widzenia czystej statystyki to oczywiście bzdura – niemożliwe jest, by trzy czwarte populacji plasowało się powyżej mediany umiejętności.

    Z tym niezłomnym przekonaniem o własnym geniuszu dziwnie kontrastują jednak codzienne nawyki deklarowane w tym samym badaniu. Niemal połowa kierowców (47%) bez cienia skrępowania przyznaje, że w ciągu ostatniego miesiąca przynajmniej raz przekroczyła dozwoloną prędkość o ponad 20 km/h poza terenem zabudowanym.

    Do tego dochodzi kolejne 57% badanych, którzy regularnie dociskają gaz na widok żółtego światła, byle tylko „zdążyć” przed zmianą sygnalizacji. W psychologii zjawisko to określa się mianem iluzji ponadprzeciętności. Na polskich drogach to po prostu standardowy wtorek.

    Boimy się potworów, którymi sami jesteśmy

    Prawdziwy dysonans poznawczy widać jednak w odpowiedzi na pytanie o subiektywny komfort jazdy. Zaledwie 52% polskich kierowców deklaruje, że czuje się bezpiecznie na drogach we własnym kraju. Wśród kobiet ten odsetek spada do alarmujących 46%.

    Mamy tu do czynienia z podręcznikowym rozdwojeniem jaźni na czterech kołach. Boimy się brawury, narzekamy na agresję i brak kultury na asfalcie, ale zagrożenie widzimy wyłącznie w „tych drugich”.

    My przecież kontrolujemy sytuację – my tylko „dynamicznie” przeskakujemy przez skrzyżowanie i „bezpiecznie” naginamy przepisy, bo akurat spieszymy się do pracy. Skoro trzy czwarte z nas uważa się za elitę odpowiedzialności, a połowa boi się wyjechać na trasę, to przed kim właściwie drżymy? Przed własnym odbiciem w lusterku wstecznym.

    Krzemowa bezradność wobec ułańskiej fantazji

    W tym kontekście wyjątkowo gorzko brzmią słowa Arka Nowińskiego, szefa Volvo Car Poland oraz prezydenta regionu EMEA & APEC w Volvo Cars:

    „Możemy bowiem produkować najbezpieczniejsze samochody na świecie, ale to w dużej mierze od kierowcy zależy, czy do takiego zdarzenia w ogóle dojdzie na drodze”.

    Gdy mówi to przedstawiciel marki, która zbudowała swoją reputację na pasach bezpieczeństwa i ochronie życia, brzmi to niemal jak inżynieryjna kapitulacja.

    Możemy napakować do aut dwanaście czujników ultradźwiękowych, lidar, zaawansowane układy Pilot Assist czy sztuczną inteligencję monitorującą ruch gałek ocznych. Nic z tego nie zadziała, jeśli kierowca wciąż będzie przekonany, że prawa fizyki obowiązują wszystkich dookoła, tylko nie jego. Komputer w samochodzie potrafi zapobiec kolizji, ale nie wyleczy kierowcy z arogancji.

    Dopóki nie zrozumiemy, że te 75% „wzorowych kierowców” to w rzeczywistości ta sama grupa, która wpycha się na żółtym i ignoruje ograniczenia prędkości, żadna technologia nie uczyni polskich dróg bezpiecznymi. Chcesz bezpieczniejszych dróg w Polsce? Zacznij od siebie.

    Volvo gruntownie odświeża serię 40. Nowe reflektory, ekran 11,2 cala i Google Gemini

    #bezpieczeństwoNaPolskichDrogach #felieton #motoryzacja #polscyKierowcy #przepisyDrogowe #psychologiaKierowców #technologiaWMotoryzacji #Volvo #VolvoForSafety
  2. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze SłuchaczamiCzytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  3. AI bez lukru #40: Czy AI jest kobietą?

    Cześć! Z tej strony Tomek Turba. AI bez lukru to cykl moich felietonów o sztucznej inteligencji bez marketingowego lukru, bez korporacyjnych slajdów i bez bajek o “rewolucji, która wszystko zmieni”. Pokazuję AI taką, jaka jest naprawdę: z absurdami, wpadkami, halucynacjami i konsekwencjami, o których rzadko mówi się głośno. Bez zadęcia,...

    #Aktualności #Teksty #Ai #BezLukru #Empatia #Felieton #Kobieta

    sekurak.pl/ai-bez-lukru-40-czy

  4. AI bez lukru #37: Zatrudniliśmy AI i jest drożej

    Cześć! Z tej strony Tomek Turba. AI bez lukru to cykl moich felietonów o sztucznej inteligencji bez marketingowego lukru, bez korporacyjnych slajdów i bez bajek o “rewolucji, która wszystko zmieni”. Pokazuję AI taką, jaka jest naprawdę: z absurdami, wpadkami, halucynacjami i konsekwencjami, o których rzadko mówi się głośno. Bez zadęcia,...

    #Aktualności #Teksty #Ai #BezLukru #Felieton #KosztyAI #ModelLokalny #Wdrożenie

    sekurak.pl/ai-bez-lukru-37-zat

  5. Pułapka optymalizacji. Dlaczego Google uważa, że AI niszczy startupy, które myślą tylko o oszczędzaniu?

    Założyciele startupów czy menedżerowie wielu firm planujących wdrożenie AI często opowiada zarówno sobie, jak i swoim inwestorom historię o tym, jak AI uczyni ich biznes tańszym, sprawniejszym i bardziej wydajnym. To bezpieczna i pozornie mądra narracja. Jednak według najnowszego raportu Google’a „Future of AI: Perspectives for Startups 2025”, jest to również najszybsza droga do rynkowej porażki. Sztuczna inteligencja nie jest bowiem od oszczędzania pieniędzy. Jest od ich zarabiania.

    Większość startupów traktuje dziś AI jak lśniące narzędzie do automatyzacji. Zastąpić kilku pracowników, urwać parę godzin z procesów i nazwać to innowacją. Problem? Konkurencja robi dokładnie to samo. Jak celnie zauważył Levi Altman w swoim eseju na Medium.com, a co w pełni potwierdza raport Google, prawdziwi zwycięzcy ery AI to nie ci, którzy używają jej do cięcia kosztów, ale ci, którzy używają jej do tworzenia zupełnie nowych wartości i źródeł przychodu.

    Myślenie wyłącznie o kosztach to prosta droga do porażki

    Startupy żyją dzięki wzrostowi i umierają, gdy wzrostu nie ma. Inwestorzy nie finansują historii o cięciu kosztów – finansują historie o wzroście. Prawdziwe pytanie, jakie każdy założyciel startupu powinien sobie zadać, brzmi: jak AI może zwiększyć moje przychody, a nie tylko chronić marżę?

    Arvind Jain, CEO firmy Glean, ujął to w raporcie Google wprost: „Postrzegaj AI jako sposób na zwiększenie przychodów i otwieranie nowych możliwości dla innowacji, a nie tylko jako narzędzie do zwiększania wydajności”.

    Oszczędności, które generuje AI, nie są celem samym w sobie. Są paliwem, które należy natychmiast reinwestować w rozwój – w inżynierów, którzy zbudują nowe funkcje, i w badania, które odkryją nowe potrzeby klientów.

    Co można stworzyć? Konkretne wizje z raportu Google

    Raport Google’a jest pełen wizji, które wykraczają daleko poza prostą optymalizację. Apoorva Agrawal z Altimeter Capital przewiduje na przykład nadejście ery multimodalnej AI, która zredukuje naszą zależność od ekranów, pozwalając na bardziej naturalną interakcję z technologią za pomocą głosu i obrazu. To nie jest usprawnienie istniejącego interfejsu – to jego unicestwienie i stworzenie czegoś zupełnie nowego.

    Google rewolucjonizuje Chrome dzięki AI. Nadchodzi inteligentny asystent, ale Polacy muszą poczekać

    David Friedberg z Ohalo Genetics idzie jeszcze dalej, wskazując biologię jako jedną z branż, która zostanie napisana na nowo. Jego wizja „językowych modeli genomu”, zdolnych do zaprojektowania sekwencji DNA w celu uzyskania pożądanej cechy rośliny lub leku, to doskonały przykład myślenia o AI w kategoriach kreacji, a nie oszczędności. To tworzenie czegoś, co wcześniej było domeną science-fiction.

    Kultura, która gra w ataku, a nie w obronie

    Aby myśleć w ten sposób, potrzebna jest odpowiednia kultura organizacyjna. Firmy, które traktują AI jak partnera we wzroście, zmiażdżą te, które widzą w niej tylko drogę na skróty. Oznacza to:

    • Zachęcanie do eksperymentów, nawet jeśli nie wszystkie się powiodą.
    • Zatrudnianie ludzi biegle i kreatywnie posługujących się AI, a nie tylko potrafiących wpisać prosty prompt.
    • Celebrowanie nowych, śmiałych pomysłów, które przesuwają firmę do przodu.

    Jak zauważa Yoav Shoham, współzałożyciel AI21 Labs, era prostego „wpisz prompt i módl się o wynik” dobiegła końca. Prawdziwa innowacja wymaga budowania złożonych „systemów AI”, które łączą wiele modeli i narzędzi, by dawać niezawodne, unikalne rezultaty.

    Dla polskich startupowców i menedżerów to dzwonek alarmowy. Okno na zdobycie przewagi dzięki prostym optymalizacjom właśnie się zamyka. Startupy, które będą grały zachowawczo i będą nastawione głównie na optymalizację kosztów za pomocą AI, zostaną zastąpione przez te, które zagrają odważnie. Bo, jak dosadnie podsumowuje raport Google’a, AI to nie jest narzędzie, którego używasz, by przetrwać. To narzędzie, którego używasz, by zdominować rynek.

    Sztuczna inteligencja Gemini usprawni pracę w Comarchu. Firma wdraża Google Workspace

    #AI #analiza #biznes #felieton #Google #innowacje #news #optymalizacja #startupy #sztucznaInteligencja #technologia #wzrost