home.social

#badanianaukowe — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #badanianaukowe, aggregated by home.social.

  1. Internet zbudowany przez naturę. Zaskakujące badania pokazują, jak grzyby reagują na związki chemiczne

    Większość z nas postrzega grzyby jedynie przez pryzmat owocników, które po deszczu wystają ponad ściółkę. W rzeczywistości pod naszymi stopami kryją się gigantyczne, podziemne sieci grzybni, które przypominają naturalny internet i nieustannie przekazują sobie sygnały elektryczne.

    Japońscy naukowcy postanowili sprawdzić, jak dokładnie działają te kanały, badając ich reakcję na wodę i konkretne związki chemiczne. Wyniki precyzyjnie pokazują, w jaki sposób biologiczna sieć reaguje na zmiany w środowisku.

    Elektrody podpięte do leśnej sieci

    Badacze z Uniwersytetu Tohoku opublikowali na łamach „Scientific Reports” wyniki fascynującego eksperymentu. Podłączyli oni mikroskopijne elektrody do 37 dziko rosnących grzybów ektomykoryzowych. Ten konkretny rodzaj grzybów charakteryzuje się bardzo dużą wrażliwością na wysokie stężenie amoniaku w glebie. Co ciekawe, w ramach eksperymentu naukowcy jako naturalnego źródła tego związku użyli ludzkiego moczu, chcąc zbadać reakcję sieci na codzienne, organiczne procesy zachodzące w przyrodzie.

    Naukowcy potraktowali badane obiekty wodą z kranu oraz wspomnianym źródłem amoniaku, a następnie mierzyli ich sygnały elektryczne. Badania potwierdziły, że przepływ ładunków w biologicznej sieci nie jest przypadkowy – aktywność elektryczna potrafi drastycznie wzrastać lub spadać w zależności od tego, z jakim bodźcem organizm wszedł w kontakt.

    Dlaczego podziemny internet nagle milknie?

    Zanotowane wyniki obalają mit, że system korzeniowy pulsuje nieprzerwanie i z taką samą intensywnością. Kiedy naukowcy polali wodą tylko jednego grzyba, jego aktywność elektryczna natychmiast wzrosła, co oznaczało zwiększoną aktywność sygnałów płynących do reszty sieci. Kiedy jednak wodę rozlano na znacznie większym obszarze, ogólna aktywność elektryczna spadła. Podobny efekt gwałtownego „wyciszenia” przesyłu sygnałów zaobserwowano po potraktowaniu pojedynczego grzyba amoniakiem.

    Skąd bierze się ta wybiórczość? Autorzy badania stawiają prostą i logiczną hipotezę: jeśli bodziec dotyka od razu dużego obszaru, podziemna sieć nie musi przesyłać dalej ładunków, bo wszystkie jej węzły już na niego zareagowały. Oprócz tego naukowcy zauważyli, że na jakość przesyłu danych mocno wpływa również dystans fizyczny oraz stopień pokrewieństwa genetycznego między poszczególnymi grzybami.

    Dla nas to nie tylko biologiczna ciekawostka. Rozszyfrowanie sposobu, w jaki rośliny i grzyby reagują na nagłe zmiany chemiczne czy suszę, to klucz do stworzenia rolnictwa przyszłości. W dłuższej perspektywie może to pomóc w projektowaniu naturalnie odpornych upraw, pozwalając ograniczyć zużycie sztucznych nawozów.

    Świadomość jako fundament wszechświata. Radykalna teoria fizyczki z Uppsali to nie pseudonauka

    #amoniak #badaniaNaukowe #biologia #ekosystemLeśny #grzybnia #grzyby #ScientificReports #UniwersytetTohoku
  2. Internet zbudowany przez naturę. Zaskakujące badania pokazują, jak grzyby reagują na związki chemiczne

    Większość z nas postrzega grzyby jedynie przez pryzmat owocników, które po deszczu wystają ponad ściółkę. W rzeczywistości pod naszymi stopami kryją się gigantyczne, podziemne sieci grzybni, które przypominają naturalny internet i nieustannie przekazują sobie sygnały elektryczne.

    Japońscy naukowcy postanowili sprawdzić, jak dokładnie działają te kanały, badając ich reakcję na wodę i konkretne związki chemiczne. Wyniki precyzyjnie pokazują, w jaki sposób biologiczna sieć reaguje na zmiany w środowisku.

    Elektrody podpięte do leśnej sieci

    Badacze z Uniwersytetu Tohoku opublikowali na łamach „Scientific Reports” wyniki fascynującego eksperymentu. Podłączyli oni mikroskopijne elektrody do 37 dziko rosnących grzybów ektomykoryzowych. Ten konkretny rodzaj grzybów charakteryzuje się bardzo dużą wrażliwością na wysokie stężenie amoniaku w glebie. Co ciekawe, w ramach eksperymentu naukowcy jako naturalnego źródła tego związku użyli ludzkiego moczu, chcąc zbadać reakcję sieci na codzienne, organiczne procesy zachodzące w przyrodzie.

    Naukowcy potraktowali badane obiekty wodą z kranu oraz wspomnianym źródłem amoniaku, a następnie mierzyli ich sygnały elektryczne. Badania potwierdziły, że przepływ ładunków w biologicznej sieci nie jest przypadkowy – aktywność elektryczna potrafi drastycznie wzrastać lub spadać w zależności od tego, z jakim bodźcem organizm wszedł w kontakt.

    Dlaczego podziemny internet nagle milknie?

    Zanotowane wyniki obalają mit, że system korzeniowy pulsuje nieprzerwanie i z taką samą intensywnością. Kiedy naukowcy polali wodą tylko jednego grzyba, jego aktywność elektryczna natychmiast wzrosła, co oznaczało zwiększoną aktywność sygnałów płynących do reszty sieci. Kiedy jednak wodę rozlano na znacznie większym obszarze, ogólna aktywność elektryczna spadła. Podobny efekt gwałtownego „wyciszenia” przesyłu sygnałów zaobserwowano po potraktowaniu pojedynczego grzyba amoniakiem.

    Skąd bierze się ta wybiórczość? Autorzy badania stawiają prostą i logiczną hipotezę: jeśli bodziec dotyka od razu dużego obszaru, podziemna sieć nie musi przesyłać dalej ładunków, bo wszystkie jej węzły już na niego zareagowały. Oprócz tego naukowcy zauważyli, że na jakość przesyłu danych mocno wpływa również dystans fizyczny oraz stopień pokrewieństwa genetycznego między poszczególnymi grzybami.

    Dla nas to nie tylko biologiczna ciekawostka. Rozszyfrowanie sposobu, w jaki rośliny i grzyby reagują na nagłe zmiany chemiczne czy suszę, to klucz do stworzenia rolnictwa przyszłości. W dłuższej perspektywie może to pomóc w projektowaniu naturalnie odpornych upraw, pozwalając ograniczyć zużycie sztucznych nawozów.

    Świadomość jako fundament wszechświata. Radykalna teoria fizyczki z Uppsali to nie pseudonauka

    #amoniak #badaniaNaukowe #biologia #ekosystemLeśny #grzybnia #grzyby #ScientificReports #UniwersytetTohoku
  3. Internet zbudowany przez naturę. Zaskakujące badania pokazują, jak grzyby reagują na związki chemiczne

    Większość z nas postrzega grzyby jedynie przez pryzmat owocników, które po deszczu wystają ponad ściółkę. W rzeczywistości pod naszymi stopami kryją się gigantyczne, podziemne sieci grzybni, które przypominają naturalny internet i nieustannie przekazują sobie sygnały elektryczne.

    Japońscy naukowcy postanowili sprawdzić, jak dokładnie działają te kanały, badając ich reakcję na wodę i konkretne związki chemiczne. Wyniki precyzyjnie pokazują, w jaki sposób biologiczna sieć reaguje na zmiany w środowisku.

    Elektrody podpięte do leśnej sieci

    Badacze z Uniwersytetu Tohoku opublikowali na łamach „Scientific Reports” wyniki fascynującego eksperymentu. Podłączyli oni mikroskopijne elektrody do 37 dziko rosnących grzybów ektomykoryzowych. Ten konkretny rodzaj grzybów charakteryzuje się bardzo dużą wrażliwością na wysokie stężenie amoniaku w glebie. Co ciekawe, w ramach eksperymentu naukowcy jako naturalnego źródła tego związku użyli ludzkiego moczu, chcąc zbadać reakcję sieci na codzienne, organiczne procesy zachodzące w przyrodzie.

    Naukowcy potraktowali badane obiekty wodą z kranu oraz wspomnianym źródłem amoniaku, a następnie mierzyli ich sygnały elektryczne. Badania potwierdziły, że przepływ ładunków w biologicznej sieci nie jest przypadkowy – aktywność elektryczna potrafi drastycznie wzrastać lub spadać w zależności od tego, z jakim bodźcem organizm wszedł w kontakt.

    Dlaczego podziemny internet nagle milknie?

    Zanotowane wyniki obalają mit, że system korzeniowy pulsuje nieprzerwanie i z taką samą intensywnością. Kiedy naukowcy polali wodą tylko jednego grzyba, jego aktywność elektryczna natychmiast wzrosła, co oznaczało zwiększoną aktywność sygnałów płynących do reszty sieci. Kiedy jednak wodę rozlano na znacznie większym obszarze, ogólna aktywność elektryczna spadła. Podobny efekt gwałtownego „wyciszenia” przesyłu sygnałów zaobserwowano po potraktowaniu pojedynczego grzyba amoniakiem.

    Skąd bierze się ta wybiórczość? Autorzy badania stawiają prostą i logiczną hipotezę: jeśli bodziec dotyka od razu dużego obszaru, podziemna sieć nie musi przesyłać dalej ładunków, bo wszystkie jej węzły już na niego zareagowały. Oprócz tego naukowcy zauważyli, że na jakość przesyłu danych mocno wpływa również dystans fizyczny oraz stopień pokrewieństwa genetycznego między poszczególnymi grzybami.

    Dla nas to nie tylko biologiczna ciekawostka. Rozszyfrowanie sposobu, w jaki rośliny i grzyby reagują na nagłe zmiany chemiczne czy suszę, to klucz do stworzenia rolnictwa przyszłości. W dłuższej perspektywie może to pomóc w projektowaniu naturalnie odpornych upraw, pozwalając ograniczyć zużycie sztucznych nawozów.

    Świadomość jako fundament wszechświata. Radykalna teoria fizyczki z Uppsali to nie pseudonauka

    #amoniak #badaniaNaukowe #biologia #ekosystemLeśny #grzybnia #grzyby #ScientificReports #UniwersytetTohoku
  4. Internet zbudowany przez naturę. Zaskakujące badania pokazują, jak grzyby reagują na związki chemiczne

    Większość z nas postrzega grzyby jedynie przez pryzmat owocników, które po deszczu wystają ponad ściółkę. W rzeczywistości pod naszymi stopami kryją się gigantyczne, podziemne sieci grzybni, które przypominają naturalny internet i nieustannie przekazują sobie sygnały elektryczne.

    Japońscy naukowcy postanowili sprawdzić, jak dokładnie działają te kanały, badając ich reakcję na wodę i konkretne związki chemiczne. Wyniki precyzyjnie pokazują, w jaki sposób biologiczna sieć reaguje na zmiany w środowisku.

    Elektrody podpięte do leśnej sieci

    Badacze z Uniwersytetu Tohoku opublikowali na łamach „Scientific Reports” wyniki fascynującego eksperymentu. Podłączyli oni mikroskopijne elektrody do 37 dziko rosnących grzybów ektomykoryzowych. Ten konkretny rodzaj grzybów charakteryzuje się bardzo dużą wrażliwością na wysokie stężenie amoniaku w glebie. Co ciekawe, w ramach eksperymentu naukowcy jako naturalnego źródła tego związku użyli ludzkiego moczu, chcąc zbadać reakcję sieci na codzienne, organiczne procesy zachodzące w przyrodzie.

    Naukowcy potraktowali badane obiekty wodą z kranu oraz wspomnianym źródłem amoniaku, a następnie mierzyli ich sygnały elektryczne. Badania potwierdziły, że przepływ ładunków w biologicznej sieci nie jest przypadkowy – aktywność elektryczna potrafi drastycznie wzrastać lub spadać w zależności od tego, z jakim bodźcem organizm wszedł w kontakt.

    Dlaczego podziemny internet nagle milknie?

    Zanotowane wyniki obalają mit, że system korzeniowy pulsuje nieprzerwanie i z taką samą intensywnością. Kiedy naukowcy polali wodą tylko jednego grzyba, jego aktywność elektryczna natychmiast wzrosła, co oznaczało zwiększoną aktywność sygnałów płynących do reszty sieci. Kiedy jednak wodę rozlano na znacznie większym obszarze, ogólna aktywność elektryczna spadła. Podobny efekt gwałtownego „wyciszenia” przesyłu sygnałów zaobserwowano po potraktowaniu pojedynczego grzyba amoniakiem.

    Skąd bierze się ta wybiórczość? Autorzy badania stawiają prostą i logiczną hipotezę: jeśli bodziec dotyka od razu dużego obszaru, podziemna sieć nie musi przesyłać dalej ładunków, bo wszystkie jej węzły już na niego zareagowały. Oprócz tego naukowcy zauważyli, że na jakość przesyłu danych mocno wpływa również dystans fizyczny oraz stopień pokrewieństwa genetycznego między poszczególnymi grzybami.

    Dla nas to nie tylko biologiczna ciekawostka. Rozszyfrowanie sposobu, w jaki rośliny i grzyby reagują na nagłe zmiany chemiczne czy suszę, to klucz do stworzenia rolnictwa przyszłości. W dłuższej perspektywie może to pomóc w projektowaniu naturalnie odpornych upraw, pozwalając ograniczyć zużycie sztucznych nawozów.

    Świadomość jako fundament wszechświata. Radykalna teoria fizyczki z Uppsali to nie pseudonauka

    #amoniak #badaniaNaukowe #biologia #ekosystemLeśny #grzybnia #grzyby #ScientificReports #UniwersytetTohoku
  5. Internet zbudowany przez naturę. Zaskakujące badania pokazują, jak grzyby reagują na związki chemiczne

    Większość z nas postrzega grzyby jedynie przez pryzmat owocników, które po deszczu wystają ponad ściółkę. W rzeczywistości pod naszymi stopami kryją się gigantyczne, podziemne sieci grzybni, które przypominają naturalny internet i nieustannie przekazują sobie sygnały elektryczne.

    Japońscy naukowcy postanowili sprawdzić, jak dokładnie działają te kanały, badając ich reakcję na wodę i konkretne związki chemiczne. Wyniki precyzyjnie pokazują, w jaki sposób biologiczna sieć reaguje na zmiany w środowisku.

    Elektrody podpięte do leśnej sieci

    Badacze z Uniwersytetu Tohoku opublikowali na łamach „Scientific Reports” wyniki fascynującego eksperymentu. Podłączyli oni mikroskopijne elektrody do 37 dziko rosnących grzybów ektomykoryzowych. Ten konkretny rodzaj grzybów charakteryzuje się bardzo dużą wrażliwością na wysokie stężenie amoniaku w glebie. Co ciekawe, w ramach eksperymentu naukowcy jako naturalnego źródła tego związku użyli ludzkiego moczu, chcąc zbadać reakcję sieci na codzienne, organiczne procesy zachodzące w przyrodzie.

    Naukowcy potraktowali badane obiekty wodą z kranu oraz wspomnianym źródłem amoniaku, a następnie mierzyli ich sygnały elektryczne. Badania potwierdziły, że przepływ ładunków w biologicznej sieci nie jest przypadkowy – aktywność elektryczna potrafi drastycznie wzrastać lub spadać w zależności od tego, z jakim bodźcem organizm wszedł w kontakt.

    Dlaczego podziemny internet nagle milknie?

    Zanotowane wyniki obalają mit, że system korzeniowy pulsuje nieprzerwanie i z taką samą intensywnością. Kiedy naukowcy polali wodą tylko jednego grzyba, jego aktywność elektryczna natychmiast wzrosła, co oznaczało zwiększoną aktywność sygnałów płynących do reszty sieci. Kiedy jednak wodę rozlano na znacznie większym obszarze, ogólna aktywność elektryczna spadła. Podobny efekt gwałtownego „wyciszenia” przesyłu sygnałów zaobserwowano po potraktowaniu pojedynczego grzyba amoniakiem.

    Skąd bierze się ta wybiórczość? Autorzy badania stawiają prostą i logiczną hipotezę: jeśli bodziec dotyka od razu dużego obszaru, podziemna sieć nie musi przesyłać dalej ładunków, bo wszystkie jej węzły już na niego zareagowały. Oprócz tego naukowcy zauważyli, że na jakość przesyłu danych mocno wpływa również dystans fizyczny oraz stopień pokrewieństwa genetycznego między poszczególnymi grzybami.

    Dla nas to nie tylko biologiczna ciekawostka. Rozszyfrowanie sposobu, w jaki rośliny i grzyby reagują na nagłe zmiany chemiczne czy suszę, to klucz do stworzenia rolnictwa przyszłości. W dłuższej perspektywie może to pomóc w projektowaniu naturalnie odpornych upraw, pozwalając ograniczyć zużycie sztucznych nawozów.

    Świadomość jako fundament wszechświata. Radykalna teoria fizyczki z Uppsali to nie pseudonauka

    #amoniak #badaniaNaukowe #biologia #ekosystemLeśny #grzybnia #grzyby #ScientificReports #UniwersytetTohoku
  6. Sztuczna inteligencja rezygnuje z dokładności, by być „miła”. Nowe badanie obnaża słabość empatycznego AI

    Sztuczna inteligencja może być mniej dokładna, gdy za wszelką cenę próbuje być dla nas przyjazna.

    Z najnowszych badań wynika, że modele nastawione na empatię częściej potwierdzają błędne przekonania użytkowników, rezygnując z chłodnej precyzji na rzecz wirtualnej relacji – zwłaszcza gdy w grę wchodzą ludzkie emocje.

    Ciepły ton kosztem sprawdzonych faktów

    Twórcy sztucznej inteligencji coraz częściej trenują swoje algorytmy tak, aby brzmiały jak nasi dobrzy znajomi. Badacze z Oxford University’s Internet Institute dowiedli jednak na łamach magazynu „Nature”, że ten trend ma swoją zauważalną cenę. Okazuje się, że modele celowo dostrojone do „cieplejszego” tonu częściej popełniają błędy, próbując uniknąć bezpośredniego konfliktu z użytkownikiem.

    W testach weryfikujących m.in. wiedzę ogólną i odporność na dezinformację, ugrzecznione warianty AI myliły się średnio o 7,4 punktu procentowego częściej niż ich surowe, standardowe odpowiedniki. Choć maszyna oczywiście nie ma intencji „kłamania”, jej oprogramowanie staje przed dylematem, w którym podtrzymanie relacji z człowiekiem wygrywa z dostarczeniem precyzyjnej odpowiedzi.

    Medyczne benchmarki i potakiwanie w smutku

    To zjawisko widać wyraźnie w specjalistycznych benchmarkach. W popularnym teście MedQA, który sprawdza rzetelną wiedzę medyczną algorytmów, empatyczne modele notowały wzrost błędnych odpowiedzi o 8,6 punktu procentowego. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy człowiek dzieli się z maszyną negatywnymi emocjami.

    Jeśli użytkownik zasugeruje ewidentną bzdurę, a przy okazji wykaże w swoim zapytaniu smutek, „ciepłe” AI jest o 11 punktów procentowych bardziej skłonne do bezrefleksyjnego potwierdzenia tego błędnego przekonania. Model stara się dostosować do naszego nastroju, co w efekcie czyni z niego potakiwacza, wzmacniającego nasze własne pomyłki.

    Systemowy problem największych na rynku

    Ten kompromis między uprzejmością a dokładnością dotyczy największych technologicznych potęg na rynku. Testom poddano popularne modele o różnej architekturze – w tym GPT-4o czy systemy z rodziny Llama – i wszystkie wykazały podobną, systemową słabość.

    Dla użytkowników to niezwykle ważna lekcja na przyszłość. Coraz chętniej traktujemy czatboty jak cyfrowych towarzyszy czy powierników, ale musimy pamiętać o jednym: zaprogramowana empatia algorytmów może czasami przysłonić im chłodne fakty. Jeśli szukamy absolutnej prawdy, być może powinniśmy zrezygnować z wirtualnych uprzejmości z maszyną.

    Z darmowego słownika w trenera wymowy. Tłumacz Google kończy 20 lat i zyskuje rewelacyjną funkcję

    #AI #badaniaNaukowe #dużeModeleJęzykowe #halucynacjeAI #LLM #Nature #OpenAI #sztucznaInteligencja #uczenieMaszynowe
  7. Sztuczna inteligencja rezygnuje z dokładności, by być „miła”. Nowe badanie obnaża słabość empatycznego AI

    Sztuczna inteligencja może być mniej dokładna, gdy za wszelką cenę próbuje być dla nas przyjazna.

    Z najnowszych badań wynika, że modele nastawione na empatię częściej potwierdzają błędne przekonania użytkowników, rezygnując z chłodnej precyzji na rzecz wirtualnej relacji – zwłaszcza gdy w grę wchodzą ludzkie emocje.

    Ciepły ton kosztem sprawdzonych faktów

    Twórcy sztucznej inteligencji coraz częściej trenują swoje algorytmy tak, aby brzmiały jak nasi dobrzy znajomi. Badacze z Oxford University’s Internet Institute dowiedli jednak na łamach magazynu „Nature”, że ten trend ma swoją zauważalną cenę. Okazuje się, że modele celowo dostrojone do „cieplejszego” tonu częściej popełniają błędy, próbując uniknąć bezpośredniego konfliktu z użytkownikiem.

    W testach weryfikujących m.in. wiedzę ogólną i odporność na dezinformację, ugrzecznione warianty AI myliły się średnio o 7,4 punktu procentowego częściej niż ich surowe, standardowe odpowiedniki. Choć maszyna oczywiście nie ma intencji „kłamania”, jej oprogramowanie staje przed dylematem, w którym podtrzymanie relacji z człowiekiem wygrywa z dostarczeniem precyzyjnej odpowiedzi.

    Medyczne benchmarki i potakiwanie w smutku

    To zjawisko widać wyraźnie w specjalistycznych benchmarkach. W popularnym teście MedQA, który sprawdza rzetelną wiedzę medyczną algorytmów, empatyczne modele notowały wzrost błędnych odpowiedzi o 8,6 punktu procentowego. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy człowiek dzieli się z maszyną negatywnymi emocjami.

    Jeśli użytkownik zasugeruje ewidentną bzdurę, a przy okazji wykaże w swoim zapytaniu smutek, „ciepłe” AI jest o 11 punktów procentowych bardziej skłonne do bezrefleksyjnego potwierdzenia tego błędnego przekonania. Model stara się dostosować do naszego nastroju, co w efekcie czyni z niego potakiwacza, wzmacniającego nasze własne pomyłki.

    Systemowy problem największych na rynku

    Ten kompromis między uprzejmością a dokładnością dotyczy największych technologicznych potęg na rynku. Testom poddano popularne modele o różnej architekturze – w tym GPT-4o czy systemy z rodziny Llama – i wszystkie wykazały podobną, systemową słabość.

    Dla użytkowników to niezwykle ważna lekcja na przyszłość. Coraz chętniej traktujemy czatboty jak cyfrowych towarzyszy czy powierników, ale musimy pamiętać o jednym: zaprogramowana empatia algorytmów może czasami przysłonić im chłodne fakty. Jeśli szukamy absolutnej prawdy, być może powinniśmy zrezygnować z wirtualnych uprzejmości z maszyną.

    Z darmowego słownika w trenera wymowy. Tłumacz Google kończy 20 lat i zyskuje rewelacyjną funkcję

    #AI #badaniaNaukowe #dużeModeleJęzykowe #halucynacjeAI #LLM #Nature #OpenAI #sztucznaInteligencja #uczenieMaszynowe
  8. Sztuczna inteligencja rezygnuje z dokładności, by być „miła”. Nowe badanie obnaża słabość empatycznego AI

    Sztuczna inteligencja może być mniej dokładna, gdy za wszelką cenę próbuje być dla nas przyjazna.

    Z najnowszych badań wynika, że modele nastawione na empatię częściej potwierdzają błędne przekonania użytkowników, rezygnując z chłodnej precyzji na rzecz wirtualnej relacji – zwłaszcza gdy w grę wchodzą ludzkie emocje.

    Ciepły ton kosztem sprawdzonych faktów

    Twórcy sztucznej inteligencji coraz częściej trenują swoje algorytmy tak, aby brzmiały jak nasi dobrzy znajomi. Badacze z Oxford University’s Internet Institute dowiedli jednak na łamach magazynu „Nature”, że ten trend ma swoją zauważalną cenę. Okazuje się, że modele celowo dostrojone do „cieplejszego” tonu częściej popełniają błędy, próbując uniknąć bezpośredniego konfliktu z użytkownikiem.

    W testach weryfikujących m.in. wiedzę ogólną i odporność na dezinformację, ugrzecznione warianty AI myliły się średnio o 7,4 punktu procentowego częściej niż ich surowe, standardowe odpowiedniki. Choć maszyna oczywiście nie ma intencji „kłamania”, jej oprogramowanie staje przed dylematem, w którym podtrzymanie relacji z człowiekiem wygrywa z dostarczeniem precyzyjnej odpowiedzi.

    Medyczne benchmarki i potakiwanie w smutku

    To zjawisko widać wyraźnie w specjalistycznych benchmarkach. W popularnym teście MedQA, który sprawdza rzetelną wiedzę medyczną algorytmów, empatyczne modele notowały wzrost błędnych odpowiedzi o 8,6 punktu procentowego. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy człowiek dzieli się z maszyną negatywnymi emocjami.

    Jeśli użytkownik zasugeruje ewidentną bzdurę, a przy okazji wykaże w swoim zapytaniu smutek, „ciepłe” AI jest o 11 punktów procentowych bardziej skłonne do bezrefleksyjnego potwierdzenia tego błędnego przekonania. Model stara się dostosować do naszego nastroju, co w efekcie czyni z niego potakiwacza, wzmacniającego nasze własne pomyłki.

    Systemowy problem największych na rynku

    Ten kompromis między uprzejmością a dokładnością dotyczy największych technologicznych potęg na rynku. Testom poddano popularne modele o różnej architekturze – w tym GPT-4o czy systemy z rodziny Llama – i wszystkie wykazały podobną, systemową słabość.

    Dla użytkowników to niezwykle ważna lekcja na przyszłość. Coraz chętniej traktujemy czatboty jak cyfrowych towarzyszy czy powierników, ale musimy pamiętać o jednym: zaprogramowana empatia algorytmów może czasami przysłonić im chłodne fakty. Jeśli szukamy absolutnej prawdy, być może powinniśmy zrezygnować z wirtualnych uprzejmości z maszyną.

    Z darmowego słownika w trenera wymowy. Tłumacz Google kończy 20 lat i zyskuje rewelacyjną funkcję

    #AI #badaniaNaukowe #dużeModeleJęzykowe #halucynacjeAI #LLM #Nature #OpenAI #sztucznaInteligencja #uczenieMaszynowe
  9. Sztuczna inteligencja rezygnuje z dokładności, by być „miła”. Nowe badanie obnaża słabość empatycznego AI

    Sztuczna inteligencja może być mniej dokładna, gdy za wszelką cenę próbuje być dla nas przyjazna.

    Z najnowszych badań wynika, że modele nastawione na empatię częściej potwierdzają błędne przekonania użytkowników, rezygnując z chłodnej precyzji na rzecz wirtualnej relacji – zwłaszcza gdy w grę wchodzą ludzkie emocje.

    Ciepły ton kosztem sprawdzonych faktów

    Twórcy sztucznej inteligencji coraz częściej trenują swoje algorytmy tak, aby brzmiały jak nasi dobrzy znajomi. Badacze z Oxford University’s Internet Institute dowiedli jednak na łamach magazynu „Nature”, że ten trend ma swoją zauważalną cenę. Okazuje się, że modele celowo dostrojone do „cieplejszego” tonu częściej popełniają błędy, próbując uniknąć bezpośredniego konfliktu z użytkownikiem.

    W testach weryfikujących m.in. wiedzę ogólną i odporność na dezinformację, ugrzecznione warianty AI myliły się średnio o 7,4 punktu procentowego częściej niż ich surowe, standardowe odpowiedniki. Choć maszyna oczywiście nie ma intencji „kłamania”, jej oprogramowanie staje przed dylematem, w którym podtrzymanie relacji z człowiekiem wygrywa z dostarczeniem precyzyjnej odpowiedzi.

    Medyczne benchmarki i potakiwanie w smutku

    To zjawisko widać wyraźnie w specjalistycznych benchmarkach. W popularnym teście MedQA, który sprawdza rzetelną wiedzę medyczną algorytmów, empatyczne modele notowały wzrost błędnych odpowiedzi o 8,6 punktu procentowego. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy człowiek dzieli się z maszyną negatywnymi emocjami.

    Jeśli użytkownik zasugeruje ewidentną bzdurę, a przy okazji wykaże w swoim zapytaniu smutek, „ciepłe” AI jest o 11 punktów procentowych bardziej skłonne do bezrefleksyjnego potwierdzenia tego błędnego przekonania. Model stara się dostosować do naszego nastroju, co w efekcie czyni z niego potakiwacza, wzmacniającego nasze własne pomyłki.

    Systemowy problem największych na rynku

    Ten kompromis między uprzejmością a dokładnością dotyczy największych technologicznych potęg na rynku. Testom poddano popularne modele o różnej architekturze – w tym GPT-4o czy systemy z rodziny Llama – i wszystkie wykazały podobną, systemową słabość.

    Dla użytkowników to niezwykle ważna lekcja na przyszłość. Coraz chętniej traktujemy czatboty jak cyfrowych towarzyszy czy powierników, ale musimy pamiętać o jednym: zaprogramowana empatia algorytmów może czasami przysłonić im chłodne fakty. Jeśli szukamy absolutnej prawdy, być może powinniśmy zrezygnować z wirtualnych uprzejmości z maszyną.

    Z darmowego słownika w trenera wymowy. Tłumacz Google kończy 20 lat i zyskuje rewelacyjną funkcję

    #AI #badaniaNaukowe #dużeModeleJęzykowe #halucynacjeAI #LLM #Nature #OpenAI #sztucznaInteligencja #uczenieMaszynowe
  10. Sztuczna inteligencja rezygnuje z dokładności, by być „miła”. Nowe badanie obnaża słabość empatycznego AI

    Sztuczna inteligencja może być mniej dokładna, gdy za wszelką cenę próbuje być dla nas przyjazna.

    Z najnowszych badań wynika, że modele nastawione na empatię częściej potwierdzają błędne przekonania użytkowników, rezygnując z chłodnej precyzji na rzecz wirtualnej relacji – zwłaszcza gdy w grę wchodzą ludzkie emocje.

    Ciepły ton kosztem sprawdzonych faktów

    Twórcy sztucznej inteligencji coraz częściej trenują swoje algorytmy tak, aby brzmiały jak nasi dobrzy znajomi. Badacze z Oxford University’s Internet Institute dowiedli jednak na łamach magazynu „Nature”, że ten trend ma swoją zauważalną cenę. Okazuje się, że modele celowo dostrojone do „cieplejszego” tonu częściej popełniają błędy, próbując uniknąć bezpośredniego konfliktu z użytkownikiem.

    W testach weryfikujących m.in. wiedzę ogólną i odporność na dezinformację, ugrzecznione warianty AI myliły się średnio o 7,4 punktu procentowego częściej niż ich surowe, standardowe odpowiedniki. Choć maszyna oczywiście nie ma intencji „kłamania”, jej oprogramowanie staje przed dylematem, w którym podtrzymanie relacji z człowiekiem wygrywa z dostarczeniem precyzyjnej odpowiedzi.

    Medyczne benchmarki i potakiwanie w smutku

    To zjawisko widać wyraźnie w specjalistycznych benchmarkach. W popularnym teście MedQA, który sprawdza rzetelną wiedzę medyczną algorytmów, empatyczne modele notowały wzrost błędnych odpowiedzi o 8,6 punktu procentowego. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy człowiek dzieli się z maszyną negatywnymi emocjami.

    Jeśli użytkownik zasugeruje ewidentną bzdurę, a przy okazji wykaże w swoim zapytaniu smutek, „ciepłe” AI jest o 11 punktów procentowych bardziej skłonne do bezrefleksyjnego potwierdzenia tego błędnego przekonania. Model stara się dostosować do naszego nastroju, co w efekcie czyni z niego potakiwacza, wzmacniającego nasze własne pomyłki.

    Systemowy problem największych na rynku

    Ten kompromis między uprzejmością a dokładnością dotyczy największych technologicznych potęg na rynku. Testom poddano popularne modele o różnej architekturze – w tym GPT-4o czy systemy z rodziny Llama – i wszystkie wykazały podobną, systemową słabość.

    Dla użytkowników to niezwykle ważna lekcja na przyszłość. Coraz chętniej traktujemy czatboty jak cyfrowych towarzyszy czy powierników, ale musimy pamiętać o jednym: zaprogramowana empatia algorytmów może czasami przysłonić im chłodne fakty. Jeśli szukamy absolutnej prawdy, być może powinniśmy zrezygnować z wirtualnych uprzejmości z maszyną.

    Z darmowego słownika w trenera wymowy. Tłumacz Google kończy 20 lat i zyskuje rewelacyjną funkcję

    #AI #badaniaNaukowe #dużeModeleJęzykowe #halucynacjeAI #LLM #Nature #OpenAI #sztucznaInteligencja #uczenieMaszynowe
  11. Tajemnice dawnych romansów. Zaskakujące odkrycie genetyków

    Współcześni ludzie noszą w sobie ułamek neandertalskiego DNA, co jest dowodem na to, że nasi przodkowie i neandertalczycy miewali ze sobą bliskie relacje.

    Najnowsze badania genetyczne rzucają jednak zupełnie nowe światło na tę prehistoryczną dynamikę. Okazuje się, że związki te nie były wcale symetryczne, a w starożytnych romansach panowały bardzo specyficzne preferencje.

    Zespół naukowców pod przewodnictwem Alexandra Platta z University of Pennsylvania opublikował w prestiżowym czasopiśmie „Science” wyniki analiz, które mogą zszokować niejednego antropologa. Wynika z nich jasno: potomstwo znacznie częściej rodziło się ze związków neandertalskich samców i samic z gatunku Homo sapiens, niż w odwrotnej konfiguracji.

    Zjawisko pustyni genetycznej na chromosomie X

    Sekret tego odkrycia leży w ludzkim genomie, a dokładniej w zjawisku zwanym „neandertalskimi pustyniami”. Są to specyficzne regiony w naszym DNA, w których allele (warianty genów) pochodzące od neandertalczyków są wręcz nienaturalnie rzadkie.

    Naukowcy zauważyli, że takie genetyczne pustynie występują masowo na ludzkim chromosomie X. Aby zrozumieć ten fenomen, badacze zestawili genomy neandertalczyków z danymi genetycznymi populacji subsaharyjskich, które nie posiadają neandertalskich przodków. Pozwoliło to na precyzyjne prześledzenie przepływu genów w obu kierunkach.

    Wyniki były zdumiewające. Podczas gdy na naszym chromosomie X brakuje śladów neandertalczyków, na neandertalskich chromosomach X odkryto prawdziwe „powodzie” ludzkiego DNA – odnotowano tam aż 62-procentowy nadmiar materiału genetycznego pochodzącego od anatomie współczesnego człowieka.

    Niezwykła asymetria w doborze partnerów

    Wnioski płynące z tych proporcji są jednoznaczne. Nasi przodkowie wnosili znacznie więcej swojego materiału do neandertalskiej puli genowej, podczas gdy neandertalczycy wnosili go mniej do naszej. Jest to najsilniejszy dowód na istnienie silnej preferencji płciowej podczas prehistorycznych zbliżeń.

    Z niewyjaśnionych do dziś przyczyn, przez niemal 200 tysięcy lat utrzymywał się ten sam, spójny wzorzec: zdecydowaną większość mieszanych par tworzyli mężczyźni o przeważającym rodowodzie neandertalskim oraz przedstawicielki gatunku Homo sapiens.

    Dlaczego starożytne samice naszego gatunku tak chętnie wybierały neandertalczyków na ojców swoich dzieci, a pary złożone z ludzkich mężczyzn i neandertalskich samic należały do rzadkości? Naukowcy nadal szukają odpowiedzi na to pytanie, ale jedno jest pewne: nasza prehistoryczna genealogia jest znacznie bardziej skomplikowana i fascynująca, niż mogłoby się wydawać.

    Nauka zjadana przez własny ogon. Eksperci alarmują: AI zalewa badania naukowe bezwartościowym chłamem

    #archeologia #badaniaNaukowe #biologia #DNA #ewolucja #genetyka #neandertalczycy #przodkowie #starożytność
  12. Tajemnice dawnych romansów. Zaskakujące odkrycie genetyków

    Współcześni ludzie noszą w sobie ułamek neandertalskiego DNA, co jest dowodem na to, że nasi przodkowie i neandertalczycy miewali ze sobą bliskie relacje.

    Najnowsze badania genetyczne rzucają jednak zupełnie nowe światło na tę prehistoryczną dynamikę. Okazuje się, że związki te nie były wcale symetryczne, a w starożytnych romansach panowały bardzo specyficzne preferencje.

    Zespół naukowców pod przewodnictwem Alexandra Platta z University of Pennsylvania opublikował w prestiżowym czasopiśmie „Science” wyniki analiz, które mogą zszokować niejednego antropologa. Wynika z nich jasno: potomstwo znacznie częściej rodziło się ze związków neandertalskich samców i samic z gatunku Homo sapiens, niż w odwrotnej konfiguracji.

    Zjawisko pustyni genetycznej na chromosomie X

    Sekret tego odkrycia leży w ludzkim genomie, a dokładniej w zjawisku zwanym „neandertalskimi pustyniami”. Są to specyficzne regiony w naszym DNA, w których allele (warianty genów) pochodzące od neandertalczyków są wręcz nienaturalnie rzadkie.

    Naukowcy zauważyli, że takie genetyczne pustynie występują masowo na ludzkim chromosomie X. Aby zrozumieć ten fenomen, badacze zestawili genomy neandertalczyków z danymi genetycznymi populacji subsaharyjskich, które nie posiadają neandertalskich przodków. Pozwoliło to na precyzyjne prześledzenie przepływu genów w obu kierunkach.

    Wyniki były zdumiewające. Podczas gdy na naszym chromosomie X brakuje śladów neandertalczyków, na neandertalskich chromosomach X odkryto prawdziwe „powodzie” ludzkiego DNA – odnotowano tam aż 62-procentowy nadmiar materiału genetycznego pochodzącego od anatomie współczesnego człowieka.

    Niezwykła asymetria w doborze partnerów

    Wnioski płynące z tych proporcji są jednoznaczne. Nasi przodkowie wnosili znacznie więcej swojego materiału do neandertalskiej puli genowej, podczas gdy neandertalczycy wnosili go mniej do naszej. Jest to najsilniejszy dowód na istnienie silnej preferencji płciowej podczas prehistorycznych zbliżeń.

    Z niewyjaśnionych do dziś przyczyn, przez niemal 200 tysięcy lat utrzymywał się ten sam, spójny wzorzec: zdecydowaną większość mieszanych par tworzyli mężczyźni o przeważającym rodowodzie neandertalskim oraz przedstawicielki gatunku Homo sapiens.

    Dlaczego starożytne samice naszego gatunku tak chętnie wybierały neandertalczyków na ojców swoich dzieci, a pary złożone z ludzkich mężczyzn i neandertalskich samic należały do rzadkości? Naukowcy nadal szukają odpowiedzi na to pytanie, ale jedno jest pewne: nasza prehistoryczna genealogia jest znacznie bardziej skomplikowana i fascynująca, niż mogłoby się wydawać.

    Nauka zjadana przez własny ogon. Eksperci alarmują: AI zalewa badania naukowe bezwartościowym chłamem

    #archeologia #badaniaNaukowe #biologia #DNA #ewolucja #genetyka #neandertalczycy #przodkowie #starożytność
  13. Badania naukowców z Michigan State University sugerują, że różnice w monocytach - komórkach odpornościowych regulowanych hormonami - mogą pomóc wyjaśnić, dlaczego przewlekły ból utrzymuje się dłużej u kobiet niż u mężczyzn.

    W badaniach laboratoryjnych zastosowano zaawansowaną technikę zwaną wysokowymiarową spektralną cytometrią przepływową. Metoda pozwoliła dokładnie zidentyfikować populacje monocytów odpowiedzialnych za produkcję interleukiny-10 (IL-10).

    Wykazano, że takie monocyty są bardziej aktywne u mężczyzn ze względu na wyższy poziom hormonów płciowych, takich jak testosteron.
    Kobiety natomiast doświadczały długotrwałego bólu i opóźnionego powrotu do zdrowia, ponieważ ich monocyty były mniej aktywne.

    #ból #BólPrzewlekły #LeczenieBólu #interleukina-10 #zdrowie #biologia #hormony #medycyna #nauka #BadaniaNaukowe

    tvn24.pl/zdrowie/przewlekly-bo

  14. Skład ciała, a dokładniej proporcje tkanki tłuszczowej do tzw. beztłuszczowej masy ciała, wpływa na parametry ludzkiego głosu.
    Większa zawartość tłuszczu w obrębie brzucha u kobiet wiąże się z większą donośnością głosu, natomiast u mężczyzn sprawia, że barwa staje się jaśniejsza/wyższa.

    #nauka #wiedza #BadaniaNaukowe #BarwaGłosu #głos #ciało #BudowaCiała #SkładCiała

    Źródło: naukawpolsce.pl

  15. Popularny słodzik erytrytol może osłabiać kluczową barierę ochronną naszego mózgu, otwierając drogę do niebezpiecznych zakrzepów i udarów niedokrwiennych.
    Wyniki tych badań opublikowano na łamach czasopisma "Journal of Applied Physiology".

    #erytrytol #żywność #słodzik #zdrowie #odchudzanie #dieta #SzkodliwaŻywnosć #BadaniaNaukowe #zakrzep #udar

    tvn24.pl/zdrowie/mial-odchudza

  16. Psychologowie Uniwersytetu SWPS i Uniwersytetu Wrocławskiego postanowili sprawdzić, w jaki sposób oceniamy osoby udzielające informacji zwrotnej - porównując osoby zawsze szczere z osobami, które posługują się kłamstwem po to, by nie zranić odbiorcy.

    Badanie wykazało, że w przypadku, gdy uczestnicy chcieli usłyszeć informację zwrotną dotyczącą ich własnych dokonań - chętniej brane pod uwagę były osoby udzielające szczerych odpowiedzi, w przeciwieństwie do tych, które posługiwały się prospołecznym kłamstwem.

    Sytuacja zmieniała się jednak, gdy chodziło o osobę, o której wiadomo było, że źle znosi krytykę. Dla osób emocjonalnie wrażliwych preferowano kogoś, kto je pocieszy i utrzyma ich motywację.

    Taka niekonsekwencja nie obniżała oceny moralnej tych osób, a uczestnicy badania akceptowali elastyczne podejście do prawdy, zakładając, że służy ono innym.

    #psychologia #socjologia #PsychologiaSpołeczna #szczerość #prawda #kłamstwo #moralność #wiedza #nauka #BadaniaNaukowe

    naukawpolsce.pl/aktualnosci/ne

  17. Hiszpańscy naukowcy z Narodowego Centrum Badań nad Rakiem udowodnili, że nietoksyczna terapia oparta na trzech lekach potrafiła całkowicie wyeliminować nowotwór trzustki i zapobiec jego nawrotom przez wiele miesięcy.
    Kolejny etap po opublikowaniu tych wyników to rozpoczęcie badania klinicznego, co będzie wymagało zabezpieczenia odpowiedniego finansowania oraz przejścia przez procesy regulacyjne.

    Rak trzustki przez długi czas rozwija się niemal bezobjawowo. Symptomy takie jak żółtaczka pojawiają się zwykle dopiero wtedy, gdy guz osiąga znaczne rozmiary i zaczyna uciskać sąsiednie struktury.
    W Polsce pięcioletnie przeżycie od zdiagnozowania choroby dotyczy zaledwie 5-6% pacjentów, co stawia raka trzustki wśród najbardziej śmiertelnych nowotworów w naszym kraju.

    #RakTrzustki #medycyna #nauka #BadaniaNaukowe #leczenie #terapia #onkologia

    tvn24.pl/zdrowie/guzy-zniknely

  18. Projekt prowadzony przez badaczy z Uniwersytet w Exeter i Kings College London we współpracy z NHS i ma na celu zrozumienie, w jaki sposób starzeje się mózg, dlaczego u ludzi rozwija się demencja i jak można opóźnić ten proces.
    Badania trwają od 10 lat i do tej pory zapisało się do niego ponad 25 tys. osób.

    Analiza zebranych informacji wykazała, że gra na instrumencie muzycznym lub aktywne uczestnictwo w chórze wiąże się z lepszym zdrowiem mózgu starszych osób.

    Największe pobudzenie funkcji poznawczych miało miejsce w przypadku pianina.
    Osoby grające wykazywały się znacznie lepszą wydajnością we wszystkich zadaniach związanych z pamięcią roboczą.
    Bycie muzykalnym może być więc sposobem na wykorzystanie plastyczności i odporności mózgu, czyli rezerwy poznawczej, a więc czegoś na kształt bufora chroniącego przed skutkami postępowania procesów starzenia.

    @Zenek73

    #muzyka #GraNaInstrumencie #zdrowie #mózg #demencja #FunkcjePoznawcze #pamięć #nauka #medycyna #BadaniaNaukowe

    dzienniknaukowy.pl/gra-na-inst

  19. Projekt prowadzony przez badaczy z Uniwersytet w Exeter i Kings College London we współpracy z NHS i ma na celu zrozumienie, w jaki sposób starzeje się mózg, dlaczego u ludzi rozwija się demencja i jak można opóźnić ten proces.
    Badania trwają od 10 lat i do tej pory zapisało się do niego ponad 25 tys. osób.

    Analiza zebranych informacji wykazała, że gra na instrumencie muzycznym lub aktywne uczestnictwo w chórze wiąże się z lepszym zdrowiem mózgu starszych osób.

    Największe pobudzenie funkcji poznawczych miało miejsce w przypadku pianina.
    Osoby grające wykazywały się znacznie lepszą wydajnością we wszystkich zadaniach związanych z pamięcią roboczą.
    Bycie muzykalnym może być więc sposobem na wykorzystanie plastyczności i odporności mózgu, czyli rezerwy poznawczej, a więc czegoś na kształt bufora chroniącego przed skutkami postępowania procesów starzenia.

    @Zenek73

    #muzyka #GraNaInstrumencie #zdrowie #mózg #demencja #FunkcjePoznawcze #pamięć #nauka #medycyna #BadaniaNaukowe

    dzienniknaukowy.pl/gra-na-inst

  20. Projekt prowadzony przez badaczy z Uniwersytet w Exeter i Kings College London we współpracy z NHS i ma na celu zrozumienie, w jaki sposób starzeje się mózg, dlaczego u ludzi rozwija się demencja i jak można opóźnić ten proces.
    Badania trwają od 10 lat i do tej pory zapisało się do niego ponad 25 tys. osób.

    Analiza zebranych informacji wykazała, że gra na instrumencie muzycznym lub aktywne uczestnictwo w chórze wiąże się z lepszym zdrowiem mózgu starszych osób.

    Największe pobudzenie funkcji poznawczych miało miejsce w przypadku pianina.
    Osoby grające wykazywały się znacznie lepszą wydajnością we wszystkich zadaniach związanych z pamięcią roboczą.
    Bycie muzykalnym może być więc sposobem na wykorzystanie plastyczności i odporności mózgu, czyli rezerwy poznawczej, a więc czegoś na kształt bufora chroniącego przed skutkami postępowania procesów starzenia.

    @Zenek73

    #muzyka #GraNaInstrumencie #zdrowie #mózg #demencja #FunkcjePoznawcze #pamięć #nauka #medycyna #BadaniaNaukowe

    dzienniknaukowy.pl/gra-na-inst

  21. Projekt prowadzony przez badaczy z Uniwersytet w Exeter i Kings College London we współpracy z NHS i ma na celu zrozumienie, w jaki sposób starzeje się mózg, dlaczego u ludzi rozwija się demencja i jak można opóźnić ten proces.
    Badania trwają od 10 lat i do tej pory zapisało się do niego ponad 25 tys. osób.

    Analiza zebranych informacji wykazała, że gra na instrumencie muzycznym lub aktywne uczestnictwo w chórze wiąże się z lepszym zdrowiem mózgu starszych osób.

    Największe pobudzenie funkcji poznawczych miało miejsce w przypadku pianina.
    Osoby grające wykazywały się znacznie lepszą wydajnością we wszystkich zadaniach związanych z pamięcią roboczą.
    Bycie muzykalnym może być więc sposobem na wykorzystanie plastyczności i odporności mózgu, czyli rezerwy poznawczej, a więc czegoś na kształt bufora chroniącego przed skutkami postępowania procesów starzenia.

    @Zenek73

    #muzyka #GraNaInstrumencie #zdrowie #mózg #demencja #FunkcjePoznawcze #pamięć #nauka #medycyna #BadaniaNaukowe

    dzienniknaukowy.pl/gra-na-inst

  22. Projekt prowadzony przez badaczy z Uniwersytet w Exeter i Kings College London we współpracy z NHS i ma na celu zrozumienie, w jaki sposób starzeje się mózg, dlaczego u ludzi rozwija się demencja i jak można opóźnić ten proces.
    Badania trwają od 10 lat i do tej pory zapisało się do niego ponad 25 tys. osób.

    Analiza zebranych informacji wykazała, że gra na instrumencie muzycznym lub aktywne uczestnictwo w chórze wiąże się z lepszym zdrowiem mózgu starszych osób.

    Największe pobudzenie funkcji poznawczych miało miejsce w przypadku pianina.
    Osoby grające wykazywały się znacznie lepszą wydajnością we wszystkich zadaniach związanych z pamięcią roboczą.
    Bycie muzykalnym może być więc sposobem na wykorzystanie plastyczności i odporności mózgu, czyli rezerwy poznawczej, a więc czegoś na kształt bufora chroniącego przed skutkami postępowania procesów starzenia.

    @Zenek73

    #muzyka #GraNaInstrumencie #zdrowie #mózg #demencja #FunkcjePoznawcze #pamięć #nauka #medycyna #BadaniaNaukowe

    dzienniknaukowy.pl/gra-na-inst

  23. Naukowcy z kolumbijskiego z University of the Andes w Kolumbii we współpracy z naukowcami z Wielkiej Brytanii przeprowadzili badanie, z którego wynika, że osoby regularnie ćwiczące mają o 10% mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia demencji w wieku 70 lat niż osoby, które nigdy nie ćwiczyły.

    Badania obejmowały cztery grupy ćwiczeń:

    1. Ćwiczenia aerobowe (szybki spacer, bieganie, pływanie, jazda na rowerze czy skakanie na skakance) – wystarczy godzina tygodniowo.

    2. Joga, tai-chi lub pilates – jedna sesja (30-60 minut) tygodniowo.
    Regularne ćwiczenie chroni mózg przed zanikiem istoty szarej.

    3. Spacer – wystarczy nawet 4 tys. kroków.
    Przeciętna liczba kroków dorosłego człowieka to 2-4 tys. kroków dziennie, a dodatkowe 10-20 minut spaceru każdego dnia może wpłynąć korzystnie na ochronę przed demencją

    4. Ćwiczenia siłowe – dwie 45-minutowe lub trzy 30-minutowe sesje w tygodniu.

    #zdrowie #demencja #nauka #medycyna #sport #BadaniaNaukowe #AktywnośćFizyczna

    newsmed.pl/aktualnosci/1186020

  24. Badacze z University of Sheffield oraz COMSATS University w Pakistanie zauważyli podczas badań nad właściwościami regeneracyjnymi dezoksyrybozy, że substancja ta znacząco przyspiesza gojenie się ran u myszy, a jednocześnie powoduje gwałtowny wzrost futra wokół leczonych miejsc. Obserwacja ta stała się bazą do podjęcia prac nad preparatem na porost włosów dla ludzi.

    Dezoksyryboza to naturalnie występujący cukier, będący składnikiem DNA.
    Stosowanie żelu na bazie dezoksyrybozy zwiększa liczbę naczyń krwionośnych wokół cebulek włosowych, co zapewnia im lepsze odżywienie, a w konsekwencji większą średnicę i szybszy wzrost włosów.
    Perspektywy na przyszłość są bardzo obiecujące, choć naukowcy podkreślają, że badania znajdują się jeszcze na wczesnym etapie.

    #włosy #ŁysienieDziedziczne #łysienie #PreparatNaPorostWłosów #nauka #BadaniaNaukowe #wiedza #DNA #dezoksyryboza #terapia #leczenie #regeneracja

    national-geographic.pl/nauka/n

  25. Badacze z University of Sheffield oraz COMSATS University w Pakistanie zauważyli podczas badań nad właściwościami regeneracyjnymi dezoksyrybozy, że substancja ta znacząco przyspiesza gojenie się ran u myszy, a jednocześnie powoduje gwałtowny wzrost futra wokół leczonych miejsc. Obserwacja ta stała się bazą do podjęcia prac nad preparatem na porost włosów dla ludzi.

    Dezoksyryboza to naturalnie występujący cukier, będący składnikiem DNA.
    Stosowanie żelu na bazie dezoksyrybozy zwiększa liczbę naczyń krwionośnych wokół cebulek włosowych, co zapewnia im lepsze odżywienie, a w konsekwencji większą średnicę i szybszy wzrost włosów.
    Perspektywy na przyszłość są bardzo obiecujące, choć naukowcy podkreślają, że badania znajdują się jeszcze na wczesnym etapie.

    #włosy #ŁysienieDziedziczne #łysienie #PreparatNaPorostWłosów #nauka #BadaniaNaukowe #wiedza #DNA #dezoksyryboza #terapia #leczenie #regeneracja

    national-geographic.pl/nauka/n

  26. Badacze z University of Sheffield oraz COMSATS University w Pakistanie zauważyli podczas badań nad właściwościami regeneracyjnymi dezoksyrybozy, że substancja ta znacząco przyspiesza gojenie się ran u myszy, a jednocześnie powoduje gwałtowny wzrost futra wokół leczonych miejsc. Obserwacja ta stała się bazą do podjęcia prac nad preparatem na porost włosów dla ludzi.

    Dezoksyryboza to naturalnie występujący cukier, będący składnikiem DNA.
    Stosowanie żelu na bazie dezoksyrybozy zwiększa liczbę naczyń krwionośnych wokół cebulek włosowych, co zapewnia im lepsze odżywienie, a w konsekwencji większą średnicę i szybszy wzrost włosów.
    Perspektywy na przyszłość są bardzo obiecujące, choć naukowcy podkreślają, że badania znajdują się jeszcze na wczesnym etapie.

    #włosy #ŁysienieDziedziczne #łysienie #PreparatNaPorostWłosów #nauka #BadaniaNaukowe #wiedza #DNA #dezoksyryboza #terapia #leczenie #regeneracja

    national-geographic.pl/nauka/n

  27. Badacze z University of Sheffield oraz COMSATS University w Pakistanie zauważyli podczas badań nad właściwościami regeneracyjnymi dezoksyrybozy, że substancja ta znacząco przyspiesza gojenie się ran u myszy, a jednocześnie powoduje gwałtowny wzrost futra wokół leczonych miejsc. Obserwacja ta stała się bazą do podjęcia prac nad preparatem na porost włosów dla ludzi.

    Dezoksyryboza to naturalnie występujący cukier, będący składnikiem DNA.
    Stosowanie żelu na bazie dezoksyrybozy zwiększa liczbę naczyń krwionośnych wokół cebulek włosowych, co zapewnia im lepsze odżywienie, a w konsekwencji większą średnicę i szybszy wzrost włosów.
    Perspektywy na przyszłość są bardzo obiecujące, choć naukowcy podkreślają, że badania znajdują się jeszcze na wczesnym etapie.

    #włosy #ŁysienieDziedziczne #łysienie #PreparatNaPorostWłosów #nauka #BadaniaNaukowe #wiedza #DNA #dezoksyryboza #terapia #leczenie #regeneracja

    national-geographic.pl/nauka/n

  28. Badacze z University of Sheffield oraz COMSATS University w Pakistanie zauważyli podczas badań nad właściwościami regeneracyjnymi dezoksyrybozy, że substancja ta znacząco przyspiesza gojenie się ran u myszy, a jednocześnie powoduje gwałtowny wzrost futra wokół leczonych miejsc. Obserwacja ta stała się bazą do podjęcia prac nad preparatem na porost włosów dla ludzi.

    Dezoksyryboza to naturalnie występujący cukier, będący składnikiem DNA.
    Stosowanie żelu na bazie dezoksyrybozy zwiększa liczbę naczyń krwionośnych wokół cebulek włosowych, co zapewnia im lepsze odżywienie, a w konsekwencji większą średnicę i szybszy wzrost włosów.
    Perspektywy na przyszłość są bardzo obiecujące, choć naukowcy podkreślają, że badania znajdują się jeszcze na wczesnym etapie.

    #włosy #ŁysienieDziedziczne #łysienie #PreparatNaPorostWłosów #nauka #BadaniaNaukowe #wiedza #DNA #dezoksyryboza #terapia #leczenie #regeneracja

    national-geographic.pl/nauka/n

  29. Zespół badaczy z Uniwersytetu Wiedeńskiego przeanalizował trendy w tekstach popularnych piosenek z lat 1973-2023, a także spróbował powiązać je z wydarzeniami historycznymi w tym okresie.
    Analizie poddano ponad 20 tys. tekstów utworów popowych z list przebojów US Top 100, wykorzystując przetwarzanie języka naturalnego (NLP)

    Badano obecność słów związanych ze stresem, nastrojem oraz analizowano złożoność tekstów.

    Świat muzyki popularnej przez ostatnie dekady stał się mniej barwny i różnorodny, a bardziej zestresowany i ubogi.
    Teksty utworów w 2023 roku były znacząco smutniejsze niż w 1973. Wzrosło także użycie słownictwa związanego ze stresem.
    Zarówno słownictwo jak i melodie w muzyce popularnej stały się bardziej prymitywne.

    #muzyka #MuzykaPopularna #EwolucjaMuzyki #TrendyWMuzyce #BadaniaNaukowe #AnalizyNaukowe #sztuka #kultura #popkultura #wiedza #społeczeństwo

    geekweek.interia.pl/sztuka/new

  30. W 2012 r. na łamach Journal of Mammalogy ukazał się artykuł opisujący badania naukowe nad monogamią kojotów.
    Badania potwierdziły tezę, że zwierzęta te praktykują jeszcze rzadszą formę zaangażowania, tzw. monogamię genetyczną.
    Taka wierność ma swoje zalety. Pozwala na większe mioty, a ojcowie odgrywają aktywną rolę w opiece nad młodymi. Pomaga też w ustalaniu i utrzymywaniu terytorium - para kojotów oznacza je i aktywnie broni.
    Jedynym momentem, gdy rozstają się z partnerem jest śmierć.

    #kojot #KojotPreriowy #CanisLatrans #MonogamiaSsaków #zoologia #zwierzęta #nauka #wiedza #BadaniaNaukowe #ciekawostki

    zielona.interia.pl/przyroda/zw

  31. W 2012 r. na łamach Journal of Mammalogy ukazał się artykuł opisujący badania naukowe nad monogamią kojotów.
    Badania potwierdziły tezę, że zwierzęta te praktykują jeszcze rzadszą formę zaangażowania, tzw. monogamię genetyczną.
    Taka wierność ma swoje zalety. Pozwala na większe mioty, a ojcowie odgrywają aktywną rolę w opiece nad młodymi. Pomaga też w ustalaniu i utrzymywaniu terytorium - para kojotów oznacza je i aktywnie broni.
    Jedynym momentem, gdy rozstają się z partnerem jest śmierć.

    #kojot #KojotPreriowy #CanisLatrans #MonogamiaSsaków #zoologia #zwierzęta #nauka #wiedza #BadaniaNaukowe #ciekawostki

    zielona.interia.pl/przyroda/zw

  32. W 2012 r. na łamach Journal of Mammalogy ukazał się artykuł opisujący badania naukowe nad monogamią kojotów.
    Badania potwierdziły tezę, że zwierzęta te praktykują jeszcze rzadszą formę zaangażowania, tzw. monogamię genetyczną.
    Taka wierność ma swoje zalety. Pozwala na większe mioty, a ojcowie odgrywają aktywną rolę w opiece nad młodymi. Pomaga też w ustalaniu i utrzymywaniu terytorium - para kojotów oznacza je i aktywnie broni.
    Jedynym momentem, gdy rozstają się z partnerem jest śmierć.

    #kojot #KojotPreriowy #CanisLatrans #MonogamiaSsaków #zoologia #zwierzęta #nauka #wiedza #BadaniaNaukowe #ciekawostki

    zielona.interia.pl/przyroda/zw

  33. W 2012 r. na łamach Journal of Mammalogy ukazał się artykuł opisujący badania naukowe nad monogamią kojotów.
    Badania potwierdziły tezę, że zwierzęta te praktykują jeszcze rzadszą formę zaangażowania, tzw. monogamię genetyczną.
    Taka wierność ma swoje zalety. Pozwala na większe mioty, a ojcowie odgrywają aktywną rolę w opiece nad młodymi. Pomaga też w ustalaniu i utrzymywaniu terytorium - para kojotów oznacza je i aktywnie broni.
    Jedynym momentem, gdy rozstają się z partnerem jest śmierć.

    #kojot #KojotPreriowy #CanisLatrans #MonogamiaSsaków #zoologia #zwierzęta #nauka #wiedza #BadaniaNaukowe #ciekawostki

    zielona.interia.pl/przyroda/zw

  34. W 2012 r. na łamach Journal of Mammalogy ukazał się artykuł opisujący badania naukowe nad monogamią kojotów.
    Badania potwierdziły tezę, że zwierzęta te praktykują jeszcze rzadszą formę zaangażowania, tzw. monogamię genetyczną.
    Taka wierność ma swoje zalety. Pozwala na większe mioty, a ojcowie odgrywają aktywną rolę w opiece nad młodymi. Pomaga też w ustalaniu i utrzymywaniu terytorium - para kojotów oznacza je i aktywnie broni.
    Jedynym momentem, gdy rozstają się z partnerem jest śmierć.

    #kojot #KojotPreriowy #CanisLatrans #MonogamiaSsaków #zoologia #zwierzęta #nauka #wiedza #BadaniaNaukowe #ciekawostki

    zielona.interia.pl/przyroda/zw

  35. Anakonda w żyrandolu. Naukowcy zbadali, w którym momencie (i dlaczego) zaczynamy milczeć w sieci

    Wolność słowa w internecie to nie tylko kwestia tego, na co pozwala algorytm. To przede wszystkim kwestia tego, na co pozwalamy sobie sami.

    Nowe badanie opublikowane w „Proceedings of the National Academy of Sciences” pokazuje mechanizm autocenzury. Wniosek? Największym wrogiem autorytaryzmu (i korporacyjnej cenzury) jest nasza odwaga.

    Większość dyskusji o cenzurze w sieci skupia się na „złych moderatorach” lub „banowaniu kont”. Tymczasem naukowcy z Arizona State University postanowili zbadać coś znacznie ciekawszego: moment, w którym użytkownik sam postanawia zamilknąć, zanim ktokolwiek go ukarze. Stworzyli model symulacyjny, który wyjaśnia dynamikę strachu i buntu.

    Anakonda w żyrandolu

    Badacze wyróżnili trzy modele kontroli słowa, które obserwujemy na świecie (i w social mediach):

    • Model rosyjski (legalistyczny): władza tworzy tysiące szczegółowych przepisów. Jeśli zrobisz X, dostaniesz karę Y. Jest surowo, ale wiesz, na czym stoisz.
    • Model amerykański (korporacyjny): państwo umywa ręce, a o tym, co wolno, decydują prywatne firmy (Twitter, Meta) w oparciu o swoje regulaminy i zyski.
    • Model chiński (nieoznaczony): to najciekawszy i najbardziej przerażający mechanizm, nazwany przez badaczy „Anakondą w żyrandolu”.

    Na czym polega „Anakonda”? Władza (lub platforma) nie mówi, gdzie dokładnie przebiega czerwona linia. Mówi tylko: „zachowuj się, albo spadnie na ciebie wąż”. Brak jasnych reguł sprawia, że ludzie – ze strachu przed nieznanym – cenzurują się sami znacznie bardziej rygorystycznie, niż wymagałby tego jakikolwiek spisany regulamin. To mechanizm psychologiczny: gdy nie wiesz, co jest zakazane, zakładasz, że zakazane jest wszystko.

    Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026

    Bądź odważny (to spowalnia system)

    Symulacje wykazały, że autorytaryzm (czy to państwowy, czy narzucany przez algorytmy) „pełznie”. Zaczyna się łagodnie, jak w chińskiej Kampanii Stu Kwiatów, zachęcając do dyskusji, by potem nagle uderzyć.

    Jednak model matematyczny ujawnił też antidotum. Jest nim odwaga. Jeśli społeczeństwo (lub społeczność serwisu) jest wystarczająco „bezczelne” i mimo niejasnych gróźb nadal wyraża swoje zdanie, system represji się zacina. Władza nie może przejść do etapu „drakońskiego”, bo musiałaby ukarać wszystkich naraz, co jest zbyt kosztowne.

    – Bądź odważny – radzi Joshua Daymude, współautor badania. – To jedyna rzecz, która spowalnia pełzający autorytaryzm. Nawet jeśli nie wygrasz od razu, kupujesz czas.

    Mandat za prędkość a autocenzura

    Co ciekawe, autocenzura nie zawsze jest zła. Badacze porównują to do ograniczeń prędkości. W systemie „jednakowa kara dla wszystkich”, najbardziej milkną ci umiarkowani – bo ryzyko nie jest dla nich warte świeczki. Ekstremiści i tak krzyczą.

    W systemie „kara proporcjonalna do winy”, sytuacja się odwraca: ekstremiści milkną (bo kara za duże wykroczenie jest ogromna), a umiarkowani czują się swobodnie, naciągając zasady tylko „trochę”.

    To badanie to ważna lekcja dla nas wszystkich w 2026 roku. Niejasne „Standardy Społeczności” i bany za algorytmiczne domysły działają jak ta Anakonda – sprawiają, że boimy się odezwać. A jedynym sposobem, by wąż nie spadł, jest… hałasowanie.

    Apple Pay dla dowodu osobistego. Dlaczego Bruksela udaje, że technologia nie istnieje?

    #ArsTechnica #badaniaNaukowe #cenzura #PNAS #Psychologia #socialMedia #wolnośćSłowa
  36. Anakonda w żyrandolu. Naukowcy zbadali, w którym momencie (i dlaczego) zaczynamy milczeć w sieci

    Wolność słowa w internecie to nie tylko kwestia tego, na co pozwala algorytm. To przede wszystkim kwestia tego, na co pozwalamy sobie sami.

    Nowe badanie opublikowane w „Proceedings of the National Academy of Sciences” pokazuje mechanizm autocenzury. Wniosek? Największym wrogiem autorytaryzmu (i korporacyjnej cenzury) jest nasza odwaga.

    Większość dyskusji o cenzurze w sieci skupia się na „złych moderatorach” lub „banowaniu kont”. Tymczasem naukowcy z Arizona State University postanowili zbadać coś znacznie ciekawszego: moment, w którym użytkownik sam postanawia zamilknąć, zanim ktokolwiek go ukarze. Stworzyli model symulacyjny, który wyjaśnia dynamikę strachu i buntu.

    Anakonda w żyrandolu

    Badacze wyróżnili trzy modele kontroli słowa, które obserwujemy na świecie (i w social mediach):

    • Model rosyjski (legalistyczny): władza tworzy tysiące szczegółowych przepisów. Jeśli zrobisz X, dostaniesz karę Y. Jest surowo, ale wiesz, na czym stoisz.
    • Model amerykański (korporacyjny): państwo umywa ręce, a o tym, co wolno, decydują prywatne firmy (Twitter, Meta) w oparciu o swoje regulaminy i zyski.
    • Model chiński (nieoznaczony): to najciekawszy i najbardziej przerażający mechanizm, nazwany przez badaczy „Anakondą w żyrandolu”.

    Na czym polega „Anakonda”? Władza (lub platforma) nie mówi, gdzie dokładnie przebiega czerwona linia. Mówi tylko: „zachowuj się, albo spadnie na ciebie wąż”. Brak jasnych reguł sprawia, że ludzie – ze strachu przed nieznanym – cenzurują się sami znacznie bardziej rygorystycznie, niż wymagałby tego jakikolwiek spisany regulamin. To mechanizm psychologiczny: gdy nie wiesz, co jest zakazane, zakładasz, że zakazane jest wszystko.

    Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026

    Bądź odważny (to spowalnia system)

    Symulacje wykazały, że autorytaryzm (czy to państwowy, czy narzucany przez algorytmy) „pełznie”. Zaczyna się łagodnie, jak w chińskiej Kampanii Stu Kwiatów, zachęcając do dyskusji, by potem nagle uderzyć.

    Jednak model matematyczny ujawnił też antidotum. Jest nim odwaga. Jeśli społeczeństwo (lub społeczność serwisu) jest wystarczająco „bezczelne” i mimo niejasnych gróźb nadal wyraża swoje zdanie, system represji się zacina. Władza nie może przejść do etapu „drakońskiego”, bo musiałaby ukarać wszystkich naraz, co jest zbyt kosztowne.

    – Bądź odważny – radzi Joshua Daymude, współautor badania. – To jedyna rzecz, która spowalnia pełzający autorytaryzm. Nawet jeśli nie wygrasz od razu, kupujesz czas.

    Mandat za prędkość a autocenzura

    Co ciekawe, autocenzura nie zawsze jest zła. Badacze porównują to do ograniczeń prędkości. W systemie „jednakowa kara dla wszystkich”, najbardziej milkną ci umiarkowani – bo ryzyko nie jest dla nich warte świeczki. Ekstremiści i tak krzyczą.

    W systemie „kara proporcjonalna do winy”, sytuacja się odwraca: ekstremiści milkną (bo kara za duże wykroczenie jest ogromna), a umiarkowani czują się swobodnie, naciągając zasady tylko „trochę”.

    To badanie to ważna lekcja dla nas wszystkich w 2026 roku. Niejasne „Standardy Społeczności” i bany za algorytmiczne domysły działają jak ta Anakonda – sprawiają, że boimy się odezwać. A jedynym sposobem, by wąż nie spadł, jest… hałasowanie.

    Apple Pay dla dowodu osobistego. Dlaczego Bruksela udaje, że technologia nie istnieje?

    #ArsTechnica #badaniaNaukowe #cenzura #PNAS #Psychologia #socialMedia #wolnośćSłowa
  37. Anakonda w żyrandolu. Naukowcy zbadali, w którym momencie (i dlaczego) zaczynamy milczeć w sieci

    Wolność słowa w internecie to nie tylko kwestia tego, na co pozwala algorytm. To przede wszystkim kwestia tego, na co pozwalamy sobie sami.

    Nowe badanie opublikowane w „Proceedings of the National Academy of Sciences” pokazuje mechanizm autocenzury. Wniosek? Największym wrogiem autorytaryzmu (i korporacyjnej cenzury) jest nasza odwaga.

    Większość dyskusji o cenzurze w sieci skupia się na „złych moderatorach” lub „banowaniu kont”. Tymczasem naukowcy z Arizona State University postanowili zbadać coś znacznie ciekawszego: moment, w którym użytkownik sam postanawia zamilknąć, zanim ktokolwiek go ukarze. Stworzyli model symulacyjny, który wyjaśnia dynamikę strachu i buntu.

    Anakonda w żyrandolu

    Badacze wyróżnili trzy modele kontroli słowa, które obserwujemy na świecie (i w social mediach):

    • Model rosyjski (legalistyczny): władza tworzy tysiące szczegółowych przepisów. Jeśli zrobisz X, dostaniesz karę Y. Jest surowo, ale wiesz, na czym stoisz.
    • Model amerykański (korporacyjny): państwo umywa ręce, a o tym, co wolno, decydują prywatne firmy (Twitter, Meta) w oparciu o swoje regulaminy i zyski.
    • Model chiński (nieoznaczony): to najciekawszy i najbardziej przerażający mechanizm, nazwany przez badaczy „Anakondą w żyrandolu”.

    Na czym polega „Anakonda”? Władza (lub platforma) nie mówi, gdzie dokładnie przebiega czerwona linia. Mówi tylko: „zachowuj się, albo spadnie na ciebie wąż”. Brak jasnych reguł sprawia, że ludzie – ze strachu przed nieznanym – cenzurują się sami znacznie bardziej rygorystycznie, niż wymagałby tego jakikolwiek spisany regulamin. To mechanizm psychologiczny: gdy nie wiesz, co jest zakazane, zakładasz, że zakazane jest wszystko.

    Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026

    Bądź odważny (to spowalnia system)

    Symulacje wykazały, że autorytaryzm (czy to państwowy, czy narzucany przez algorytmy) „pełznie”. Zaczyna się łagodnie, jak w chińskiej Kampanii Stu Kwiatów, zachęcając do dyskusji, by potem nagle uderzyć.

    Jednak model matematyczny ujawnił też antidotum. Jest nim odwaga. Jeśli społeczeństwo (lub społeczność serwisu) jest wystarczająco „bezczelne” i mimo niejasnych gróźb nadal wyraża swoje zdanie, system represji się zacina. Władza nie może przejść do etapu „drakońskiego”, bo musiałaby ukarać wszystkich naraz, co jest zbyt kosztowne.

    – Bądź odważny – radzi Joshua Daymude, współautor badania. – To jedyna rzecz, która spowalnia pełzający autorytaryzm. Nawet jeśli nie wygrasz od razu, kupujesz czas.

    Mandat za prędkość a autocenzura

    Co ciekawe, autocenzura nie zawsze jest zła. Badacze porównują to do ograniczeń prędkości. W systemie „jednakowa kara dla wszystkich”, najbardziej milkną ci umiarkowani – bo ryzyko nie jest dla nich warte świeczki. Ekstremiści i tak krzyczą.

    W systemie „kara proporcjonalna do winy”, sytuacja się odwraca: ekstremiści milkną (bo kara za duże wykroczenie jest ogromna), a umiarkowani czują się swobodnie, naciągając zasady tylko „trochę”.

    To badanie to ważna lekcja dla nas wszystkich w 2026 roku. Niejasne „Standardy Społeczności” i bany za algorytmiczne domysły działają jak ta Anakonda – sprawiają, że boimy się odezwać. A jedynym sposobem, by wąż nie spadł, jest… hałasowanie.

    Apple Pay dla dowodu osobistego. Dlaczego Bruksela udaje, że technologia nie istnieje?

    #ArsTechnica #badaniaNaukowe #cenzura #PNAS #Psychologia #socialMedia #wolnośćSłowa
  38. Anakonda w żyrandolu. Naukowcy zbadali, w którym momencie (i dlaczego) zaczynamy milczeć w sieci

    Wolność słowa w internecie to nie tylko kwestia tego, na co pozwala algorytm. To przede wszystkim kwestia tego, na co pozwalamy sobie sami.

    Nowe badanie opublikowane w „Proceedings of the National Academy of Sciences” pokazuje mechanizm autocenzury. Wniosek? Największym wrogiem autorytaryzmu (i korporacyjnej cenzury) jest nasza odwaga.

    Większość dyskusji o cenzurze w sieci skupia się na „złych moderatorach” lub „banowaniu kont”. Tymczasem naukowcy z Arizona State University postanowili zbadać coś znacznie ciekawszego: moment, w którym użytkownik sam postanawia zamilknąć, zanim ktokolwiek go ukarze. Stworzyli model symulacyjny, który wyjaśnia dynamikę strachu i buntu.

    Anakonda w żyrandolu

    Badacze wyróżnili trzy modele kontroli słowa, które obserwujemy na świecie (i w social mediach):

    • Model rosyjski (legalistyczny): władza tworzy tysiące szczegółowych przepisów. Jeśli zrobisz X, dostaniesz karę Y. Jest surowo, ale wiesz, na czym stoisz.
    • Model amerykański (korporacyjny): państwo umywa ręce, a o tym, co wolno, decydują prywatne firmy (Twitter, Meta) w oparciu o swoje regulaminy i zyski.
    • Model chiński (nieoznaczony): to najciekawszy i najbardziej przerażający mechanizm, nazwany przez badaczy „Anakondą w żyrandolu”.

    Na czym polega „Anakonda”? Władza (lub platforma) nie mówi, gdzie dokładnie przebiega czerwona linia. Mówi tylko: „zachowuj się, albo spadnie na ciebie wąż”. Brak jasnych reguł sprawia, że ludzie – ze strachu przed nieznanym – cenzurują się sami znacznie bardziej rygorystycznie, niż wymagałby tego jakikolwiek spisany regulamin. To mechanizm psychologiczny: gdy nie wiesz, co jest zakazane, zakładasz, że zakazane jest wszystko.

    Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026

    Bądź odważny (to spowalnia system)

    Symulacje wykazały, że autorytaryzm (czy to państwowy, czy narzucany przez algorytmy) „pełznie”. Zaczyna się łagodnie, jak w chińskiej Kampanii Stu Kwiatów, zachęcając do dyskusji, by potem nagle uderzyć.

    Jednak model matematyczny ujawnił też antidotum. Jest nim odwaga. Jeśli społeczeństwo (lub społeczność serwisu) jest wystarczająco „bezczelne” i mimo niejasnych gróźb nadal wyraża swoje zdanie, system represji się zacina. Władza nie może przejść do etapu „drakońskiego”, bo musiałaby ukarać wszystkich naraz, co jest zbyt kosztowne.

    – Bądź odważny – radzi Joshua Daymude, współautor badania. – To jedyna rzecz, która spowalnia pełzający autorytaryzm. Nawet jeśli nie wygrasz od razu, kupujesz czas.

    Mandat za prędkość a autocenzura

    Co ciekawe, autocenzura nie zawsze jest zła. Badacze porównują to do ograniczeń prędkości. W systemie „jednakowa kara dla wszystkich”, najbardziej milkną ci umiarkowani – bo ryzyko nie jest dla nich warte świeczki. Ekstremiści i tak krzyczą.

    W systemie „kara proporcjonalna do winy”, sytuacja się odwraca: ekstremiści milkną (bo kara za duże wykroczenie jest ogromna), a umiarkowani czują się swobodnie, naciągając zasady tylko „trochę”.

    To badanie to ważna lekcja dla nas wszystkich w 2026 roku. Niejasne „Standardy Społeczności” i bany za algorytmiczne domysły działają jak ta Anakonda – sprawiają, że boimy się odezwać. A jedynym sposobem, by wąż nie spadł, jest… hałasowanie.

    Apple Pay dla dowodu osobistego. Dlaczego Bruksela udaje, że technologia nie istnieje?

    #ArsTechnica #badaniaNaukowe #cenzura #PNAS #Psychologia #socialMedia #wolnośćSłowa
  39. Anakonda w żyrandolu. Naukowcy zbadali, w którym momencie (i dlaczego) zaczynamy milczeć w sieci

    Wolność słowa w internecie to nie tylko kwestia tego, na co pozwala algorytm. To przede wszystkim kwestia tego, na co pozwalamy sobie sami.

    Nowe badanie opublikowane w „Proceedings of the National Academy of Sciences” pokazuje mechanizm autocenzury. Wniosek? Największym wrogiem autorytaryzmu (i korporacyjnej cenzury) jest nasza odwaga.

    Większość dyskusji o cenzurze w sieci skupia się na „złych moderatorach” lub „banowaniu kont”. Tymczasem naukowcy z Arizona State University postanowili zbadać coś znacznie ciekawszego: moment, w którym użytkownik sam postanawia zamilknąć, zanim ktokolwiek go ukarze. Stworzyli model symulacyjny, który wyjaśnia dynamikę strachu i buntu.

    Anakonda w żyrandolu

    Badacze wyróżnili trzy modele kontroli słowa, które obserwujemy na świecie (i w social mediach):

    • Model rosyjski (legalistyczny): władza tworzy tysiące szczegółowych przepisów. Jeśli zrobisz X, dostaniesz karę Y. Jest surowo, ale wiesz, na czym stoisz.
    • Model amerykański (korporacyjny): państwo umywa ręce, a o tym, co wolno, decydują prywatne firmy (Twitter, Meta) w oparciu o swoje regulaminy i zyski.
    • Model chiński (nieoznaczony): to najciekawszy i najbardziej przerażający mechanizm, nazwany przez badaczy „Anakondą w żyrandolu”.

    Na czym polega „Anakonda”? Władza (lub platforma) nie mówi, gdzie dokładnie przebiega czerwona linia. Mówi tylko: „zachowuj się, albo spadnie na ciebie wąż”. Brak jasnych reguł sprawia, że ludzie – ze strachu przed nieznanym – cenzurują się sami znacznie bardziej rygorystycznie, niż wymagałby tego jakikolwiek spisany regulamin. To mechanizm psychologiczny: gdy nie wiesz, co jest zakazane, zakładasz, że zakazane jest wszystko.

    Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026

    Bądź odważny (to spowalnia system)

    Symulacje wykazały, że autorytaryzm (czy to państwowy, czy narzucany przez algorytmy) „pełznie”. Zaczyna się łagodnie, jak w chińskiej Kampanii Stu Kwiatów, zachęcając do dyskusji, by potem nagle uderzyć.

    Jednak model matematyczny ujawnił też antidotum. Jest nim odwaga. Jeśli społeczeństwo (lub społeczność serwisu) jest wystarczająco „bezczelne” i mimo niejasnych gróźb nadal wyraża swoje zdanie, system represji się zacina. Władza nie może przejść do etapu „drakońskiego”, bo musiałaby ukarać wszystkich naraz, co jest zbyt kosztowne.

    – Bądź odważny – radzi Joshua Daymude, współautor badania. – To jedyna rzecz, która spowalnia pełzający autorytaryzm. Nawet jeśli nie wygrasz od razu, kupujesz czas.

    Mandat za prędkość a autocenzura

    Co ciekawe, autocenzura nie zawsze jest zła. Badacze porównują to do ograniczeń prędkości. W systemie „jednakowa kara dla wszystkich”, najbardziej milkną ci umiarkowani – bo ryzyko nie jest dla nich warte świeczki. Ekstremiści i tak krzyczą.

    W systemie „kara proporcjonalna do winy”, sytuacja się odwraca: ekstremiści milkną (bo kara za duże wykroczenie jest ogromna), a umiarkowani czują się swobodnie, naciągając zasady tylko „trochę”.

    To badanie to ważna lekcja dla nas wszystkich w 2026 roku. Niejasne „Standardy Społeczności” i bany za algorytmiczne domysły działają jak ta Anakonda – sprawiają, że boimy się odezwać. A jedynym sposobem, by wąż nie spadł, jest… hałasowanie.

    Apple Pay dla dowodu osobistego. Dlaczego Bruksela udaje, że technologia nie istnieje?

    #ArsTechnica #badaniaNaukowe #cenzura #PNAS #Psychologia #socialMedia #wolnośćSłowa
  40. Myszom „wróciła pamięć”. Naukowcy cofnęli objawy Alzheimera w laboratorium, ale ostrzegają przed hurraoptymizmem

    To brzmi jak scenariusz filmu science-fiction: naukowcy podali myszom z zaawansowaną demencją eksperymentalny związek chemiczny, a te odzyskały zdolności poznawcze.

    Wyniki badań opublikowane w „Cell Reports Medicine” dają nadzieję, ale droga do aptek jest jeszcze bardzo długa i wyboista.

    Zespół amerykańskich badaczy pod kierownictwem prof. Andrew A. Piepera z Case Western Reserve University ogłosił sukces w badaniach przedklinicznych nad chorobą Alzheimera. Kluczem do sukcesu okazał się związek o nazwie P7C3-A20.

    Co dokładnie się stało?

    Naukowcy pracowali na myszach genetycznie zmodyfikowanych tak, by rozwijały ludzką wersję choroby Alzheimera (zarówno poprzez mutacje białka amyloidu, jak i białka tau – dwóch głównych winowajców choroby). Eksperyment podzielono na dwa etapy:

    • Prewencja: podano lek młodym myszom (2-miesięcznym). Związek P7C3-A20 skutecznie zapobiegł rozwojowi choroby.
    • Leczenie (tu uzyskano przełom): lek podano myszom starszym (6-miesięcznym), u których choroba była już zaawansowana. Wynik? Gryzonie odzyskały zdolności poznawcze, a procesy degeneracyjne w mózgu zostały zatrzymane lub cofnięte.

    Jak to działa? Kluczem jest energia mózgu

    Badacze odkryli, że w chorobie Alzheimera kluczowym problemem jest spadek poziomu koenzymu NAD+. Jest to cząsteczka niezbędna do metabolizmu komórkowego – mówiąc prościej: to paliwo dla komórek. Gdy poziom NAD+ spada, komórki mózgowe „głodują”, pojawia się stan zapalny i przestają one radzić sobie z usuwaniem toksycznych białek.

    Związek P7C3-A20 działa jak regenerator – przywraca zdolność mózgu do utrzymania właściwego poziomu NAD+, co pozwala komórkom „naprawić się” i wrócić do pracy. Co ważne, robi to bezpieczniej niż dostępne na rynku suplementy (prekursory NAD+), które przy nieostrożnym stosowaniu mogą podnosić poziom tego koenzymu tak bardzo, że staje się to toksyczne lub wręcz rakotwórcze.

    Dlaczego nie otwieramy szampana?

    Mimo że prof. Pieper mówi o „przesłaniu nadziei”, a inni eksperci (jak cytowana przez BBC prof. Tara Spires-Jones) przewidują przełom w ciągu 5-10 lat, musimy zachować chłodną głowę.

    Przede wszystkim mysz to nie człowiek. Nasze mózgi są znacznie bardziej skomplikowane. Historia medycyny zna tysiące leków na Alzheimera, które świetnie działały w klatkach laboratoryjnych, a kompletnie zawodziły w testach klinicznych na ludziach.

    To nie jest lek z apteki: P7C3-A20 to na razie związek chemiczny do badań. Choć w internecie już pojawiają się strony oferujące sprzedaż „cudownych fiolek” z tą substancją, naukowcy i lekarze stanowczo odradzają kupowanie ich na własną rękę. To niesprawdzone, nieprzetestowane na ludziach substancje, które mogą być śmiertelnie niebezpieczne.

    Na „lek na Alzheimera” musimy poczekać do wyników badań klinicznych na ludziach. Na razie mamy dowód, że uszkodzenia mózgu – przynajmniej u ssaków – nie muszą być nieodwracalne.

    #Alzheimer #badaniaNaukowe #CaseWesternReserveUniversity #demencja #medycyna #NAD #neurologia #P7C3A20
  41. Media społecznościowe niszczą nam mózgi. Zaskakujący ratunek: gry wideo

    Pojawił się nowy, nieoficjalny termin kliniczny: „cyfrowa demencja”. Jak donosi Windows Central, lekarze (początkowo w Korei Południowej) zaczęli tak nazywać rosnącą liczbę młodych ludzi wykazujących objawy spadku pamięci i uwagi, powiązane z intensywnym korzystaniem z social mediów.

    Choć nie jest to jeszcze oficjalna diagnoza, liczne badania naukowe zaczynają potwierdzać te obawy. Okazuje się jednak, że podczas gdy pasywne scrollowanie niszczy naszą koncentrację, inny rodzaj czasu ekranowego może działać jak antidotum.

    Problem: „śmieciowe jedzenie dla mózgu”

    Badania są coraz bardziej jednoznaczne. Przegląd 35 różnych badań, na który powołuje się serwis Windows Central, wykazał, że nawyki takie jak scrollowanie krótkich filmików (TikTok, Reels) i „doomscrolling” są powiązane z „poznawczym przeciążeniem” u młodych ludzi.

    Mózg jest trenowany, by szukać ciągłej nowości, a nie utrzymywać skupienie.

    Mechanizm social mediów: pasywne scrollowanie produkuje małe, nieprzewidywalne skoki dopaminy. Ten cykl nagrody wzmacnia nawyk „szybkiego sprawdzania” i prowadzi do fragmentaryzacji uwagi.

    Zaskakujące antidotum: gry wideo

    Tu jednak następuje zwrot akcji. Badania pokazują, że nie cały czas ekranowy jest sobie równy. Gry wideo, w przeciwieństwie do social mediów, są aktywną i intencjonalną formą rozrywki, która wymaga skupienia, rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji.

    Wyniki badań są zdumiewające:

    • Badanie Chaarani et al.: to samo badanie, które wykazało problemy z uwagą u dzieci intensywnie korzystających z social mediów, odkryło też, że dzieci, które grały w gry (nawet 3+ godziny dziennie), wykazywały poprawę kontroli impulsów i pamięci roboczej. Ich skany mózgu pokazały silniejszą aktywację w sieciach uwagi i pamięci.
    • Badanie Li et al.: wykorzystując obrazowanie mózgu, wykazano, że jedna godzina gry akcji poprawiła czas reakcji i dokładność badanych.
    • Badanie Martinez et al.: stwierdzono, że cotygodniowe granie przekładało się na lepszą pamięć roboczą, planowanie i elastyczność umysłową.

    Kluczem jest „jak”, a nie „ile”

    Wniosek, jaki płynie z analizy Windows Central, jest prosty: demonizowanie „czasu ekranowego” jako całości nie ma sensu. Kluczem jest sposób interakcji.

    Jak podsumowuje autor: „pasywne scrollowanie to zasadniczo śmieciowe jedzenie dla mózgu, podczas gdy granie, w wielu przypadkach, jest bliższe zjedzeniu zbilansowanego posiłku”.

    #badaniaNaukowe #cyfrowaDemencja #gryWideo #koncentracja #news #socialMedia #uwaga #windowsCentral

  42. Media społecznościowe niszczą nam mózgi. Zaskakujący ratunek: gry wideo

    Pojawił się nowy, nieoficjalny termin kliniczny: „cyfrowa demencja”. Jak donosi Windows Central, lekarze (początkowo w Korei Południowej) zaczęli tak nazywać rosnącą liczbę młodych ludzi wykazujących objawy spadku pamięci i uwagi, powiązane z intensywnym korzystaniem z social mediów.

    Choć nie jest to jeszcze oficjalna diagnoza, liczne badania naukowe zaczynają potwierdzać te obawy. Okazuje się jednak, że podczas gdy pasywne scrollowanie niszczy naszą koncentrację, inny rodzaj czasu ekranowego może działać jak antidotum.

    Problem: „śmieciowe jedzenie dla mózgu”

    Badania są coraz bardziej jednoznaczne. Przegląd 35 różnych badań, na który powołuje się serwis Windows Central, wykazał, że nawyki takie jak scrollowanie krótkich filmików (TikTok, Reels) i „doomscrolling” są powiązane z „poznawczym przeciążeniem” u młodych ludzi.

    Mózg jest trenowany, by szukać ciągłej nowości, a nie utrzymywać skupienie.

    Mechanizm social mediów: pasywne scrollowanie produkuje małe, nieprzewidywalne skoki dopaminy. Ten cykl nagrody wzmacnia nawyk „szybkiego sprawdzania” i prowadzi do fragmentaryzacji uwagi.

    Zaskakujące antidotum: gry wideo

    Tu jednak następuje zwrot akcji. Badania pokazują, że nie cały czas ekranowy jest sobie równy. Gry wideo, w przeciwieństwie do social mediów, są aktywną i intencjonalną formą rozrywki, która wymaga skupienia, rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji.

    Wyniki badań są zdumiewające:

    • Badanie Chaarani et al.: to samo badanie, które wykazało problemy z uwagą u dzieci intensywnie korzystających z social mediów, odkryło też, że dzieci, które grały w gry (nawet 3+ godziny dziennie), wykazywały poprawę kontroli impulsów i pamięci roboczej. Ich skany mózgu pokazały silniejszą aktywację w sieciach uwagi i pamięci.
    • Badanie Li et al.: wykorzystując obrazowanie mózgu, wykazano, że jedna godzina gry akcji poprawiła czas reakcji i dokładność badanych.
    • Badanie Martinez et al.: stwierdzono, że cotygodniowe granie przekładało się na lepszą pamięć roboczą, planowanie i elastyczność umysłową.

    Kluczem jest „jak”, a nie „ile”

    Wniosek, jaki płynie z analizy Windows Central, jest prosty: demonizowanie „czasu ekranowego” jako całości nie ma sensu. Kluczem jest sposób interakcji.

    Jak podsumowuje autor: „pasywne scrollowanie to zasadniczo śmieciowe jedzenie dla mózgu, podczas gdy granie, w wielu przypadkach, jest bliższe zjedzeniu zbilansowanego posiłku”.

    #badaniaNaukowe #cyfrowaDemencja #gryWideo #koncentracja #news #socialMedia #uwaga #windowsCentral

  43. Media społecznościowe niszczą nam mózgi. Zaskakujący ratunek: gry wideo

    Pojawił się nowy, nieoficjalny termin kliniczny: „cyfrowa demencja”. Jak donosi Windows Central, lekarze (początkowo w Korei Południowej) zaczęli tak nazywać rosnącą liczbę młodych ludzi wykazujących objawy spadku pamięci i uwagi, powiązane z intensywnym korzystaniem z social mediów.

    Choć nie jest to jeszcze oficjalna diagnoza, liczne badania naukowe zaczynają potwierdzać te obawy. Okazuje się jednak, że podczas gdy pasywne scrollowanie niszczy naszą koncentrację, inny rodzaj czasu ekranowego może działać jak antidotum.

    Problem: „śmieciowe jedzenie dla mózgu”

    Badania są coraz bardziej jednoznaczne. Przegląd 35 różnych badań, na który powołuje się serwis Windows Central, wykazał, że nawyki takie jak scrollowanie krótkich filmików (TikTok, Reels) i „doomscrolling” są powiązane z „poznawczym przeciążeniem” u młodych ludzi.

    Mózg jest trenowany, by szukać ciągłej nowości, a nie utrzymywać skupienie.

    Mechanizm social mediów: pasywne scrollowanie produkuje małe, nieprzewidywalne skoki dopaminy. Ten cykl nagrody wzmacnia nawyk „szybkiego sprawdzania” i prowadzi do fragmentaryzacji uwagi.

    Zaskakujące antidotum: gry wideo

    Tu jednak następuje zwrot akcji. Badania pokazują, że nie cały czas ekranowy jest sobie równy. Gry wideo, w przeciwieństwie do social mediów, są aktywną i intencjonalną formą rozrywki, która wymaga skupienia, rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji.

    Wyniki badań są zdumiewające:

    • Badanie Chaarani et al.: to samo badanie, które wykazało problemy z uwagą u dzieci intensywnie korzystających z social mediów, odkryło też, że dzieci, które grały w gry (nawet 3+ godziny dziennie), wykazywały poprawę kontroli impulsów i pamięci roboczej. Ich skany mózgu pokazały silniejszą aktywację w sieciach uwagi i pamięci.
    • Badanie Li et al.: wykorzystując obrazowanie mózgu, wykazano, że jedna godzina gry akcji poprawiła czas reakcji i dokładność badanych.
    • Badanie Martinez et al.: stwierdzono, że cotygodniowe granie przekładało się na lepszą pamięć roboczą, planowanie i elastyczność umysłową.

    Kluczem jest „jak”, a nie „ile”

    Wniosek, jaki płynie z analizy Windows Central, jest prosty: demonizowanie „czasu ekranowego” jako całości nie ma sensu. Kluczem jest sposób interakcji.

    Jak podsumowuje autor: „pasywne scrollowanie to zasadniczo śmieciowe jedzenie dla mózgu, podczas gdy granie, w wielu przypadkach, jest bliższe zjedzeniu zbilansowanego posiłku”.

    #badaniaNaukowe #cyfrowaDemencja #gryWideo #koncentracja #news #socialMedia #uwaga #windowsCentral

  44. Media społecznościowe niszczą nam mózgi. Zaskakujący ratunek: gry wideo

    Pojawił się nowy, nieoficjalny termin kliniczny: „cyfrowa demencja”. Jak donosi Windows Central, lekarze (początkowo w Korei Południowej) zaczęli tak nazywać rosnącą liczbę młodych ludzi wykazujących objawy spadku pamięci i uwagi, powiązane z intensywnym korzystaniem z social mediów.

    Choć nie jest to jeszcze oficjalna diagnoza, liczne badania naukowe zaczynają potwierdzać te obawy. Okazuje się jednak, że podczas gdy pasywne scrollowanie niszczy naszą koncentrację, inny rodzaj czasu ekranowego może działać jak antidotum.

    Problem: „śmieciowe jedzenie dla mózgu”

    Badania są coraz bardziej jednoznaczne. Przegląd 35 różnych badań, na który powołuje się serwis Windows Central, wykazał, że nawyki takie jak scrollowanie krótkich filmików (TikTok, Reels) i „doomscrolling” są powiązane z „poznawczym przeciążeniem” u młodych ludzi.

    Mózg jest trenowany, by szukać ciągłej nowości, a nie utrzymywać skupienie.

    Mechanizm social mediów: pasywne scrollowanie produkuje małe, nieprzewidywalne skoki dopaminy. Ten cykl nagrody wzmacnia nawyk „szybkiego sprawdzania” i prowadzi do fragmentaryzacji uwagi.

    Zaskakujące antidotum: gry wideo

    Tu jednak następuje zwrot akcji. Badania pokazują, że nie cały czas ekranowy jest sobie równy. Gry wideo, w przeciwieństwie do social mediów, są aktywną i intencjonalną formą rozrywki, która wymaga skupienia, rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji.

    Wyniki badań są zdumiewające:

    • Badanie Chaarani et al.: to samo badanie, które wykazało problemy z uwagą u dzieci intensywnie korzystających z social mediów, odkryło też, że dzieci, które grały w gry (nawet 3+ godziny dziennie), wykazywały poprawę kontroli impulsów i pamięci roboczej. Ich skany mózgu pokazały silniejszą aktywację w sieciach uwagi i pamięci.
    • Badanie Li et al.: wykorzystując obrazowanie mózgu, wykazano, że jedna godzina gry akcji poprawiła czas reakcji i dokładność badanych.
    • Badanie Martinez et al.: stwierdzono, że cotygodniowe granie przekładało się na lepszą pamięć roboczą, planowanie i elastyczność umysłową.

    Kluczem jest „jak”, a nie „ile”

    Wniosek, jaki płynie z analizy Windows Central, jest prosty: demonizowanie „czasu ekranowego” jako całości nie ma sensu. Kluczem jest sposób interakcji.

    Jak podsumowuje autor: „pasywne scrollowanie to zasadniczo śmieciowe jedzenie dla mózgu, podczas gdy granie, w wielu przypadkach, jest bliższe zjedzeniu zbilansowanego posiłku”.

    #badaniaNaukowe #cyfrowaDemencja #gryWideo #koncentracja #news #socialMedia #uwaga #windowsCentral

  45. Media społecznościowe niszczą nam mózgi. Zaskakujący ratunek: gry wideo

    Pojawił się nowy, nieoficjalny termin kliniczny: „cyfrowa demencja”. Jak donosi Windows Central, lekarze (początkowo w Korei Południowej) zaczęli tak nazywać rosnącą liczbę młodych ludzi wykazujących objawy spadku pamięci i uwagi, powiązane z intensywnym korzystaniem z social mediów.

    Choć nie jest to jeszcze oficjalna diagnoza, liczne badania naukowe zaczynają potwierdzać te obawy. Okazuje się jednak, że podczas gdy pasywne scrollowanie niszczy naszą koncentrację, inny rodzaj czasu ekranowego może działać jak antidotum.

    Problem: „śmieciowe jedzenie dla mózgu”

    Badania są coraz bardziej jednoznaczne. Przegląd 35 różnych badań, na który powołuje się serwis Windows Central, wykazał, że nawyki takie jak scrollowanie krótkich filmików (TikTok, Reels) i „doomscrolling” są powiązane z „poznawczym przeciążeniem” u młodych ludzi.

    Mózg jest trenowany, by szukać ciągłej nowości, a nie utrzymywać skupienie.

    Mechanizm social mediów: pasywne scrollowanie produkuje małe, nieprzewidywalne skoki dopaminy. Ten cykl nagrody wzmacnia nawyk „szybkiego sprawdzania” i prowadzi do fragmentaryzacji uwagi.

    Zaskakujące antidotum: gry wideo

    Tu jednak następuje zwrot akcji. Badania pokazują, że nie cały czas ekranowy jest sobie równy. Gry wideo, w przeciwieństwie do social mediów, są aktywną i intencjonalną formą rozrywki, która wymaga skupienia, rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji.

    Wyniki badań są zdumiewające:

    • Badanie Chaarani et al.: to samo badanie, które wykazało problemy z uwagą u dzieci intensywnie korzystających z social mediów, odkryło też, że dzieci, które grały w gry (nawet 3+ godziny dziennie), wykazywały poprawę kontroli impulsów i pamięci roboczej. Ich skany mózgu pokazały silniejszą aktywację w sieciach uwagi i pamięci.
    • Badanie Li et al.: wykorzystując obrazowanie mózgu, wykazano, że jedna godzina gry akcji poprawiła czas reakcji i dokładność badanych.
    • Badanie Martinez et al.: stwierdzono, że cotygodniowe granie przekładało się na lepszą pamięć roboczą, planowanie i elastyczność umysłową.

    Kluczem jest „jak”, a nie „ile”

    Wniosek, jaki płynie z analizy Windows Central, jest prosty: demonizowanie „czasu ekranowego” jako całości nie ma sensu. Kluczem jest sposób interakcji.

    Jak podsumowuje autor: „pasywne scrollowanie to zasadniczo śmieciowe jedzenie dla mózgu, podczas gdy granie, w wielu przypadkach, jest bliższe zjedzeniu zbilansowanego posiłku”.

    #badaniaNaukowe #cyfrowaDemencja #gryWideo #koncentracja #news #socialMedia #uwaga #windowsCentral

  46. Polski królem AI? Amerykańskie badanie obala mit języka angielskiego

    Powszechne przekonanie, że ze sztuczną inteligencją „rozmawia się” najlepiej po angielsku, zostało właśnie mocno podważone.

    Zaskakujące wyniki nowej pracy badawczej naukowców z University of Maryland i Microsoftu wskazują, że w skomplikowanych zadaniach wymagających przetwarzania długiego kontekstu, to właśnie język polski okazał się najbardziej wydajny, wyprzedzając angielski i 24 inne języki.

    Odkrycie to jest efektem publikacji pracy „One ruler to measure them all:
    Benchmarking multilingual long-context language models”. Jej autorzy, w tym Marzena Karpińska z Microsoftu, stworzyli nowy, zaawansowany benchmark o nazwie ONERULER. Jego celem jest ocena, jak duże modele językowe (LLM), takie jak testowane Gemini 1.5 Flash, Llama 3.3 czy Qwen 2.5 , radzą sobie z przetwarzaniem bardzo długich fragmentów tekstu (sięgających 128 tysięcy tokenów) w 26 różnych językach. Ma to kluczowe znaczenie dla realnych zastosowań, jak streszczanie obszernych dokumentów czy odpowiadanie na pytania na ich podstawie, a dotychczasowe testy skupiały się głównie na języku angielskim.

    Badanie polegało na wielojęzycznej adaptacji popularnego testu „igły w stogu siana” (Needle-in-a-Haystack). W praktyce polega to na ukryciu konkretnej informacji (np. „magicznego numeru”) w bardzo długim, losowym tekście (np. fragmencie książki ), a następnie zapytaniu modelu o tę informację. Zespół ONERULER stworzył siedem różnych zadań syntetycznych, w tym warianty z wieloma „igłami” czy ukrytymi słowami kluczowymi. Kluczowe było to, że instrukcje do zadań zostały przetłumaczone przez native speakerów na 25 języków, aby zapewnić rzetelność porównania.

    Wyniki, zwłaszcza przy analizie długich kontekstów (64K i 128K tokenów), okazały się zaskakujące. Język polski osiągnął najwyższą średnią dokładność na poziomie 88%. Angielski, na którym trenowana jest absolutna większość modeli, zajął dopiero szóste miejsce z wynikiem 83,9%. Co ciekawe, języki słowiańskie (jak polski czy rosyjski), romańskie (francuski, włoski) i germańskie generalnie wypadły najlepiej.

    Jest też ciekawostka. Otóż prawdziwą porażkę poniósł język chiński, który pomimo bycia językiem o „wysokich zasobach” (dużej ilości danych treningowych), zajął czwarte miejsce od końca ze średnim wynikiem 62,1%.

    Praca rzuca też światło na inny fundamentalny problem: kruchość obecnych modeli AI. Naukowcy wprowadzili wariant testu, w którym poszukiwana „igła” mogła nie istnieć, a w poleceniu dodano prostą instrukcję: „Jeśli takie numery nie istnieją, odpowiedz 'brak’”. Okazało się, że sama ta sugestia dramatycznie obniżyła wydajność modeli – zaczęły one masowo odpowiadać „brak”, nawet wtedy, gdy informacja była obecna w tekście. Pokazuje to, jak łatwo jest „zbić z tropu” AI i jak bardzo potrzebne są nowe, wielojęzyczne metody testowania, takie jak ONERULER.

    Wielka rewolucja w Amazonie. Wewnętrzne plany zakładają zastąpienie 600 tys. etatów robotami

    #AI #badaniaNaukowe #benchmark #dużeModeleJęzykowe #Gemini #językPolski #LLaMA #LLM #MarzenaKarpińska #Microsoft #news #ONERULER #sztucznaInteligencja #UniversityOfMaryland

  47. Austriaccy naukowcy z Uniwersytetu Leopolda i Franciszka w Innsbrucku wykorzystują szczątki owadów pobrane z przednich szyb oraz masek autobusów miejskich do badań DNA, aby określić gatunek odnalezionego owada.
    Dzięki monitoringowi z wykorzystaniem miejskich autobusów naukowcy zidentyfikowali m.in. obecność gatunków inwazyjnych.
    Ich badania pozwalają również na wykrywanie potencjalnych roznosicieli chorób.

    #entomologia #bioróżnorodność #nauka #BadaniaNaukowe #MonitoringWystępowaniaOwadów

    tvn24.pl/tvnmeteo/nauka/austri

  48. Austriaccy naukowcy z Uniwersytetu Leopolda i Franciszka w Innsbrucku wykorzystują szczątki owadów pobrane z przednich szyb oraz masek autobusów miejskich do badań DNA, aby określić gatunek odnalezionego owada.
    Dzięki monitoringowi z wykorzystaniem miejskich autobusów naukowcy zidentyfikowali m.in. obecność gatunków inwazyjnych.
    Ich badania pozwalają również na wykrywanie potencjalnych roznosicieli chorób.

    #entomologia #bioróżnorodność #nauka #BadaniaNaukowe #MonitoringWystępowaniaOwadów

    tvn24.pl/tvnmeteo/nauka/austri

  49. Austriaccy naukowcy z Uniwersytetu Leopolda i Franciszka w Innsbrucku wykorzystują szczątki owadów pobrane z przednich szyb oraz masek autobusów miejskich do badań DNA, aby określić gatunek odnalezionego owada.
    Dzięki monitoringowi z wykorzystaniem miejskich autobusów naukowcy zidentyfikowali m.in. obecność gatunków inwazyjnych.
    Ich badania pozwalają również na wykrywanie potencjalnych roznosicieli chorób.

    #entomologia #bioróżnorodność #nauka #BadaniaNaukowe #MonitoringWystępowaniaOwadów

    tvn24.pl/tvnmeteo/nauka/austri