home.social

Search

1000 results for “rdpor”

  1. Raport Linuxiarzy z działalności w październiku 2025. W podsumowaniu października 2025 zostały wyszczególnione nowe wersje systemów operacyjnych z rodziny Linux, BSD i inne, które w tym czasie zostały wydane. Podsumowanie zawiera również nowe systemy operacyjne dodane do naszej bazy. linuxiarze.pl/raport-linuxiarz #linux #bsd #unix #dos #raport #donacje #support #linuxiarze #sparkylinux #archiveos

  2. Raport Linuxiarzy z działalności w październiku 2025. W podsumowaniu października 2025 zostały wyszczególnione nowe wersje systemów operacyjnych z rodziny Linux, BSD i inne, które w tym czasie zostały wydane. Podsumowanie zawiera również nowe systemy operacyjne dodane do naszej bazy. linuxiarze.pl/raport-linuxiarz #linux #bsd #unix #dos #raport #donacje #support #linuxiarze #sparkylinux #archiveos

  3. Raport Cisco Talos za I kwartał 2025: gwałtowny wzrost phishingu i ewolucja taktyk ransomware

    Zespół Cisco Talos Incident Response opublikował analizę zagrożeń cybernetycznych za pierwszy kwartał 2025 roku, wskazując na znaczący wzrost phishingu jako metody początkowego dostępu oraz utrzymującą się popularność ataków ransomware. Przemysł okazał się najczęściej atakowanym sektorem, stanowiąc cel 25% wszystkich zarejestrowanych incydentów.

    W I kwartale 2025 roku phishing zdominował metody uzyskiwania początkowego dostępu do systemów, odpowiadając za 50% przeanalizowanych przypadków. Stanowi to drastyczny wzrost w porównaniu z poprzednim kwartałem, kiedy odsetek ten nie przekraczał 10%. Najpowszechniejszą formą phishingu okazał się vishing (voice phishing), czyli oszustwa telefoniczne, które stanowiły ponad 60% wszystkich ataków phishingowych. Głównym celem tych działań było przejęcie kontroli nad kontami użytkowników oraz utrzymanie długotrwałej obecności w sieci ofiary, a nie, jak często bywało w przeszłości, wyłudzenie poufnych danych czy bezpośrednie transfery pieniężne. W jednej z zaobserwowanych kampanii vishingowych atakujący nakłaniali użytkowników telefonicznie do ustanowienia sesji zdalnego dostępu, którą następnie wykorzystywali do instalacji złośliwego oprogramowania, zapewnienia sobie trwałej obecności w systemie i wyłączania zabezpieczeń punktów końcowych. W innych sytuacjach cyberprzestępcy kradli legalne tokeny dostępu użytkowników lub klonowali aktywne tokeny, nadając nowe poświadczenia dla połączeń wychodzących, by następnie próbować eskalować uprawnienia.

    Incydenty związane z ransomware i działaniami przygotowawczymi do takich ataków (pre-ransomware) stanowiły ponad połowę wszystkich interwencji zespołu Cisco Talos, co oznacza wzrost z niecałych 30% w poprzednim kwartale. W ponad 60% ataków ransomware kluczową rolę odegrały złożone kampanie vishingowe, skierowane przeciwko firmom z sektora przemysłowego i budowlanego. Ataki te często rozpoczynały się od masowej wysyłki spamu, po czym przestępcy kontaktowali się z ofiarami za pośrednictwem Microsoft Teams, nakłaniając do uruchomienia Microsoft Quick Assist, co umożliwiało instalację narzędzi do zbierania danych i ustanowienie mechanizmów trwałej obecności. Początkowo w tych kampaniach wykorzystywano ransomware BlackBasta, jednak po upublicznieniu informacji na ten temat, atakujący przeszli na oprogramowanie Cactus, którego nowsza wersja oferowała większe możliwości kontroli.

    W analizowanym okresie Cisco Talos po raz pierwszy odnotował wzmożoną aktywność grupy Crytox, wykorzystującej narzędzie HRSword do wyłączania systemów ochrony EDR (endpoint detection and response). Crytox szyfruje dyski lokalne i sieciowe, pozostawiając ofiarom żądanie okupu z pięciodniowym ultimatum i komunikując się z nimi za pośrednictwem komunikatora uTox. Zarejestrowano incydent, w którym atakujący uzyskali początkowy dostęp poprzez publicznie dostępną aplikację niechronioną uwierzytelnianiem wieloskładnikowym (MFA), a następnie przeprowadzili atak ransomware, szyfrując dwa hypervisory obsługujące wiele serwerów wirtualnych.

    Kluczowe znaczenie w ograniczaniu skutków ataków ma wykrywanie i reagowanie na etapie pre-ransomware. Aż 75% incydentów związanych z ransomware w I kwartale 2025 roku dotyczyło tej właśnie fazy, kiedy atakujący uzyskali już dostęp do środowiska ofiary, ale nie zdążyli jeszcze uruchomić oprogramowania szyfrującego. Zespół Cisco Talos wskazał kilka czynników decydujących o skutecznym powstrzymaniu ataków: wdrożenie prawidłowo skonfigurowanego MFA (problemy z MFA wystąpiły w połowie wszystkich incydentów), szybka reakcja zespołów ds. reagowania na incydenty, odpowiednia ochrona punktów końcowych (w blisko 20% przypadków atakujący wyłączyli rozwiązania EDR) oraz edukacja użytkowników w zakresie phishingu i ataków socjotechnicznych.

    Cyberprzestępcy stale modyfikują swoje techniki i taktyki w odpowiedzi na ujawniane informacje o ich działaniach. Można spodziewać się, że będą kontynuować ten trend, wdrażając nowe narzędzia i rodziny ransomware. Skuteczne reagowanie i szybka identyfikacja aktywności na etapie pre-ransomware pozostają kluczowe dla minimalizowania skutków cyberataków.

    Cisco prezentuje postępy w sieciach kwantowych

    #bezpieczeństwoDanych #Cisco #CiscoTalos #news #phishing #raportCyberbezpieczeństwa

  4. Raport Cisco Talos za I kwartał 2025: gwałtowny wzrost phishingu i ewolucja taktyk ransomware

    Zespół Cisco Talos Incident Response opublikował analizę zagrożeń cybernetycznych za pierwszy kwartał 2025 roku, wskazując na znaczący wzrost phishingu jako metody początkowego dostępu oraz utrzymującą się popularność ataków ransomware. Przemysł okazał się najczęściej atakowanym sektorem, stanowiąc cel 25% wszystkich zarejestrowanych incydentów.

    W I kwartale 2025 roku phishing zdominował metody uzyskiwania początkowego dostępu do systemów, odpowiadając za 50% przeanalizowanych przypadków. Stanowi to drastyczny wzrost w porównaniu z poprzednim kwartałem, kiedy odsetek ten nie przekraczał 10%. Najpowszechniejszą formą phishingu okazał się vishing (voice phishing), czyli oszustwa telefoniczne, które stanowiły ponad 60% wszystkich ataków phishingowych. Głównym celem tych działań było przejęcie kontroli nad kontami użytkowników oraz utrzymanie długotrwałej obecności w sieci ofiary, a nie, jak często bywało w przeszłości, wyłudzenie poufnych danych czy bezpośrednie transfery pieniężne. W jednej z zaobserwowanych kampanii vishingowych atakujący nakłaniali użytkowników telefonicznie do ustanowienia sesji zdalnego dostępu, którą następnie wykorzystywali do instalacji złośliwego oprogramowania, zapewnienia sobie trwałej obecności w systemie i wyłączania zabezpieczeń punktów końcowych. W innych sytuacjach cyberprzestępcy kradli legalne tokeny dostępu użytkowników lub klonowali aktywne tokeny, nadając nowe poświadczenia dla połączeń wychodzących, by następnie próbować eskalować uprawnienia.

    Incydenty związane z ransomware i działaniami przygotowawczymi do takich ataków (pre-ransomware) stanowiły ponad połowę wszystkich interwencji zespołu Cisco Talos, co oznacza wzrost z niecałych 30% w poprzednim kwartale. W ponad 60% ataków ransomware kluczową rolę odegrały złożone kampanie vishingowe, skierowane przeciwko firmom z sektora przemysłowego i budowlanego. Ataki te często rozpoczynały się od masowej wysyłki spamu, po czym przestępcy kontaktowali się z ofiarami za pośrednictwem Microsoft Teams, nakłaniając do uruchomienia Microsoft Quick Assist, co umożliwiało instalację narzędzi do zbierania danych i ustanowienie mechanizmów trwałej obecności. Początkowo w tych kampaniach wykorzystywano ransomware BlackBasta, jednak po upublicznieniu informacji na ten temat, atakujący przeszli na oprogramowanie Cactus, którego nowsza wersja oferowała większe możliwości kontroli.

    W analizowanym okresie Cisco Talos po raz pierwszy odnotował wzmożoną aktywność grupy Crytox, wykorzystującej narzędzie HRSword do wyłączania systemów ochrony EDR (endpoint detection and response). Crytox szyfruje dyski lokalne i sieciowe, pozostawiając ofiarom żądanie okupu z pięciodniowym ultimatum i komunikując się z nimi za pośrednictwem komunikatora uTox. Zarejestrowano incydent, w którym atakujący uzyskali początkowy dostęp poprzez publicznie dostępną aplikację niechronioną uwierzytelnianiem wieloskładnikowym (MFA), a następnie przeprowadzili atak ransomware, szyfrując dwa hypervisory obsługujące wiele serwerów wirtualnych.

    Kluczowe znaczenie w ograniczaniu skutków ataków ma wykrywanie i reagowanie na etapie pre-ransomware. Aż 75% incydentów związanych z ransomware w I kwartale 2025 roku dotyczyło tej właśnie fazy, kiedy atakujący uzyskali już dostęp do środowiska ofiary, ale nie zdążyli jeszcze uruchomić oprogramowania szyfrującego. Zespół Cisco Talos wskazał kilka czynników decydujących o skutecznym powstrzymaniu ataków: wdrożenie prawidłowo skonfigurowanego MFA (problemy z MFA wystąpiły w połowie wszystkich incydentów), szybka reakcja zespołów ds. reagowania na incydenty, odpowiednia ochrona punktów końcowych (w blisko 20% przypadków atakujący wyłączyli rozwiązania EDR) oraz edukacja użytkowników w zakresie phishingu i ataków socjotechnicznych.

    Cyberprzestępcy stale modyfikują swoje techniki i taktyki w odpowiedzi na ujawniane informacje o ich działaniach. Można spodziewać się, że będą kontynuować ten trend, wdrażając nowe narzędzia i rodziny ransomware. Skuteczne reagowanie i szybka identyfikacja aktywności na etapie pre-ransomware pozostają kluczowe dla minimalizowania skutków cyberataków.

    Cisco prezentuje postępy w sieciach kwantowych

    #bezpieczeństwoDanych #Cisco #CiscoTalos #news #phishing #raportCyberbezpieczeństwa

  5. Raport Cisco Talos za I kwartał 2025: gwałtowny wzrost phishingu i ewolucja taktyk ransomware

    Zespół Cisco Talos Incident Response opublikował analizę zagrożeń cybernetycznych za pierwszy kwartał 2025 roku, wskazując na znaczący wzrost phishingu jako metody początkowego dostępu oraz utrzymującą się popularność ataków ransomware. Przemysł okazał się najczęściej atakowanym sektorem, stanowiąc cel 25% wszystkich zarejestrowanych incydentów.

    W I kwartale 2025 roku phishing zdominował metody uzyskiwania początkowego dostępu do systemów, odpowiadając za 50% przeanalizowanych przypadków. Stanowi to drastyczny wzrost w porównaniu z poprzednim kwartałem, kiedy odsetek ten nie przekraczał 10%. Najpowszechniejszą formą phishingu okazał się vishing (voice phishing), czyli oszustwa telefoniczne, które stanowiły ponad 60% wszystkich ataków phishingowych. Głównym celem tych działań było przejęcie kontroli nad kontami użytkowników oraz utrzymanie długotrwałej obecności w sieci ofiary, a nie, jak często bywało w przeszłości, wyłudzenie poufnych danych czy bezpośrednie transfery pieniężne. W jednej z zaobserwowanych kampanii vishingowych atakujący nakłaniali użytkowników telefonicznie do ustanowienia sesji zdalnego dostępu, którą następnie wykorzystywali do instalacji złośliwego oprogramowania, zapewnienia sobie trwałej obecności w systemie i wyłączania zabezpieczeń punktów końcowych. W innych sytuacjach cyberprzestępcy kradli legalne tokeny dostępu użytkowników lub klonowali aktywne tokeny, nadając nowe poświadczenia dla połączeń wychodzących, by następnie próbować eskalować uprawnienia.

    Incydenty związane z ransomware i działaniami przygotowawczymi do takich ataków (pre-ransomware) stanowiły ponad połowę wszystkich interwencji zespołu Cisco Talos, co oznacza wzrost z niecałych 30% w poprzednim kwartale. W ponad 60% ataków ransomware kluczową rolę odegrały złożone kampanie vishingowe, skierowane przeciwko firmom z sektora przemysłowego i budowlanego. Ataki te często rozpoczynały się od masowej wysyłki spamu, po czym przestępcy kontaktowali się z ofiarami za pośrednictwem Microsoft Teams, nakłaniając do uruchomienia Microsoft Quick Assist, co umożliwiało instalację narzędzi do zbierania danych i ustanowienie mechanizmów trwałej obecności. Początkowo w tych kampaniach wykorzystywano ransomware BlackBasta, jednak po upublicznieniu informacji na ten temat, atakujący przeszli na oprogramowanie Cactus, którego nowsza wersja oferowała większe możliwości kontroli.

    W analizowanym okresie Cisco Talos po raz pierwszy odnotował wzmożoną aktywność grupy Crytox, wykorzystującej narzędzie HRSword do wyłączania systemów ochrony EDR (endpoint detection and response). Crytox szyfruje dyski lokalne i sieciowe, pozostawiając ofiarom żądanie okupu z pięciodniowym ultimatum i komunikując się z nimi za pośrednictwem komunikatora uTox. Zarejestrowano incydent, w którym atakujący uzyskali początkowy dostęp poprzez publicznie dostępną aplikację niechronioną uwierzytelnianiem wieloskładnikowym (MFA), a następnie przeprowadzili atak ransomware, szyfrując dwa hypervisory obsługujące wiele serwerów wirtualnych.

    Kluczowe znaczenie w ograniczaniu skutków ataków ma wykrywanie i reagowanie na etapie pre-ransomware. Aż 75% incydentów związanych z ransomware w I kwartale 2025 roku dotyczyło tej właśnie fazy, kiedy atakujący uzyskali już dostęp do środowiska ofiary, ale nie zdążyli jeszcze uruchomić oprogramowania szyfrującego. Zespół Cisco Talos wskazał kilka czynników decydujących o skutecznym powstrzymaniu ataków: wdrożenie prawidłowo skonfigurowanego MFA (problemy z MFA wystąpiły w połowie wszystkich incydentów), szybka reakcja zespołów ds. reagowania na incydenty, odpowiednia ochrona punktów końcowych (w blisko 20% przypadków atakujący wyłączyli rozwiązania EDR) oraz edukacja użytkowników w zakresie phishingu i ataków socjotechnicznych.

    Cyberprzestępcy stale modyfikują swoje techniki i taktyki w odpowiedzi na ujawniane informacje o ich działaniach. Można spodziewać się, że będą kontynuować ten trend, wdrażając nowe narzędzia i rodziny ransomware. Skuteczne reagowanie i szybka identyfikacja aktywności na etapie pre-ransomware pozostają kluczowe dla minimalizowania skutków cyberataków.

    Cisco prezentuje postępy w sieciach kwantowych

    #bezpieczeństwoDanych #Cisco #CiscoTalos #news #phishing #raportCyberbezpieczeństwa

  6. X (eski adıyla Twitter) çöktü mü? 1 Kasım 2025'te birçok kullanıcı erişim sorunu yaşadı. Son 24 saatteki kesinti raporları ne gösteriyor? Gelişmeleri takipteyiz. Siz de etkilendiniz mi?

    🚩 #XDown #TwitterÇöktü #SosyalMedya #Kesinti #Teknoloji

  7. X'e (eski adıyla Twitter) erişimde sorunlar yaşandığına dair raporlar artıyor. Kullanıcılar platforma giriş yapamıyor. Sizde durum ne? Gelişmeleri izliyoruz.

    🚩 #XDown #TwitterKesintisi #SosyalMedya #Teknoloji

  8. X'te (eski adıyla Twitter) erişim sorunları yaşandığına dair raporlar geliyor. Siz de platforma girmekte zorlanıyor musunuz? Son durumu merak edenler için gelişmeleri takip ediyoruz.

    🚩 #XDown #TwitterKesintisi #SosyalMedya #ErişimSorunu

  9. Okulary Apple jak tanie Vision Pro? Ekspert bezlitośnie obala najnowszą plotkę

    Wszyscy fani Apple po cichu liczą, że nadchodzące inteligentne okulary marki staną się lżejszą i znacznie przystępniejszą alternatywą dla potwornie drogich gogli Vision Pro.

    Najnowsze przecieki sugerowały, że nadchodzący gadżet odziedziczy po swoim starszym bracie absolutnie najlepszą funkcję, czyli bezdotykowe sterowanie za pomocą gestów dłoni. Brzmi to rewelacyjnie, ale zderzenie tych rewelacji z twardą, technologiczną rzeczywistością nie pozostawia złudzeń.

    Apple Glasses: cztery projekty w testach, premium design i materiały – premiera możliwa w 2027

    Dwie kamery to za mało na magię

    Źródłem całego zamieszania jest raport serwisu MacRumors, który powołuje się na swoje wewnętrzne kontakty w branży. Według tych informacji, nadchodzące Apple Glasses mają zostać wyposażone w zaledwie dwa obiektywy.

    Pierwszy, o wysokiej rozdzielczości, posłuży do robienia zdjęć i kręcenia wideo na media społecznościowe. Druga, szerokokątna matryca o niskiej rozdzielczości, miałaby rzekomo bezbłędnie śledzić ruchy dłoni i stanowić wizualne wsparcie dla asystentki Siri.

    Problem w tym, że takie obietnice brzmią jak technologiczne mrzonki. Warto przypomnieć, że genialne śledzenie dłoni w Vision Pro to zasługa potężnego sprzętowego arsenału: aż ośmiu zewnętrznych i czterech wewnętrznych kamer. Oczekiwanie, że pojedyncze, słabe „oczko” w smukłych oprawkach poradzi sobie z tym samym zadaniem, jest po prostu naiwne.

    Sceptycyzmu nie kryje również Mark Gurman z Bloomberga, który wprost zaznacza, że technologia pozwalająca na tak precyzyjne odczytywanie skomplikowanych gestów z użyciem tylko jednej kamery obecnie nie istnieje.

    Jeśli nie dłonie, to co nam zostaje?

    Należy pamiętać, że pierwsza generacja Apple Glasses będzie najpewniej produktem dość podstawowym, mającym dopiero zbadać nastroje rynku. Wiele wskazuje na to, że informatorzy zbytnio ponieśli się fantazji i błędnie zinterpretowali strzępki danych o nadchodzącym sprzęcie.

    Prawdopodobnie zamiast skomplikowanych ruchów dłoni, okulary zaoferują wsparcie dla prostych gestów głową, takich jak potakiwanie czy przeczenie. To dokładnie ten sam, sprawdzony już mechanizm, który Apple niedawno wdrożyło do obsługi połączeń w słuchawkach AirPods. Na prawdziwą magię z Vision Pro na nosie musimy jeszcze poczekać.

    #Apple #AppleGlasses #inteligentneOkulary #MarkGurman #nowościApple #rzeczywistośćRozszerzona #sterowanieGestami #VisionPro
  10. Twórca Vision Pro rozważa odejście. Przetasowania na szczytach władzy w Apple

    Mike Rockwell, główny inżynier stojący za projektem gogli Vision Pro oraz obecny szef zespołu przebudowującego asystentkę Siri, rozważa opuszczenie struktur Apple.

    Według najnowszych doniesień menedżer może odejść z firmy lub przejść do roli doradczej już w przyszłym roku. To kolejny sygnał świadczący o głębokich roszadach w Cupertino w przededniu zapowiadanej zmiany na stanowisku dyrektora generalnego.

    Tim Cook oddaje stery, twórca iPhone’a Air nowym CEO Apple

    Jak wynika z informacji opublikowanych przez Marka Gurmana z agencji Bloomberg, Rockwell nie jest do końca zadowolony ze swojej obecnej pozycji. Według nieoficjalnych źródeł menedżer ma zastrzeżenia co do faktu, że po zmianach strukturalnych musi raportować bezpośrednio do Craiga Federighiego (szefa oprogramowania). Jego ambicje sięgały znacznie wyżej – w kuluarach mówiło się, że był on szykowany do roli decyzyjnej, przypominającej stanowisko głównego dyrektora technologicznego (CTO). Miałby w niej wyznaczać strategiczny kierunek rozwoju sprzętu i sztucznej inteligencji.

    Ambicje zderzone z rynkową rzeczywistością

    Plan ten opierał się jednak na założeniu, że urządzenia ubieralne (na czele z komputerem przestrzennym) staną się fundamentem nowej ery w historii Apple, docelowo zastępując iPhone’a. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te prognozy. Vision Pro nie zdobyło szerokiej popularności, a barierą nie do przejścia dla większości konsumentów okazała się bardzo wysoka cena (3499 dolarów) oraz fizyczny ciężar samego urządzenia.

    W obliczu tych rynkowych trudności trajektoria kariery Rockwella uległa zmianie. W marcu 2025 roku powierzono mu projekt gruntownej przebudowy Siri. Był to efekt utraty zaufania Tima Cooka do dotychczasowych postępów w dziedzinie AI, nad którymi wcześniej czuwał John Giannandrea.

    Raport Bloomberga sugeruje jednak, że Rockwell nie zamierza porzucać statku w połowie rejsu. Najprawdopodobniej dokończy on prace nad nową generacją asystenta głosowego, która według doniesień ma zadebiutować wraz z systemem iOS 27, i dopiero wtedy podejmie ostateczne decyzje zawodowe.

    Jesienna zmiana warty

    Ewentualne odejście Rockwella to tylko jeden z elementów znacznie większej układanki. Raport zwraca uwagę na fakt, że cała kadra kierownicza wyższego szczebla rozważa obecnie swoje kolejne kroki w związku ze zbliżającą się, historyczną zmianą. Przypomnijmy, że we wrześniu stery w Apple ma przejąć John Ternus, zastępując na stanowisku dyrektora generalnego Tima Cooka.

    Według przecieków, odejście na emeryturę sonduje już szefowa działu HR i sprzedaży detalicznej Deirdre O’Brien, a szefowa spraw rządowych Kate Adams ma ustąpić ze stanowiska jeszcze w tym roku. Jeśli dodamy do tego weteranów, którzy zbliżają się do czterech dekad pracy w firmie – takich jak Greg Joswiak, Phil Schiller czy Eddy Cue – staje się jasne, że nowa administracja Ternusa będzie musiała w niedalekiej przyszłości zbudować zarząd Apple praktycznie od zera.

    #Apple #biznes #iOS27 #JohnTernus #MarkGurman #MikeRockwell #przecieki #Siri #TimCook #VisionPro #zmianyKadrowe
  11. Gigant kupuje firmę z… jednym pracownikiem. Apple przejmuje startup invrs.io i inwestuje w fotonikę

    Apple rzadko chwali się swoimi przejęciami, chyba że mówimy o wielomiliardowych transakcjach. Tym razem gigant z Cupertino dokonał zakupu na zupełnie innym biegunie skali.

    Unijne dokumenty ujawniły, że producent iPhone’ów po cichu wchłonął firmę składającą się z zaledwie jednego pracownika.

    Zgodnie z dokumentacją opublikowaną właśnie przez Komisję Europejską (o czym jako pierwszy poinformował serwis MacRumors), Apple przejęło wybrane aktywa oraz jedynego pracownika amerykańskiego startupu invrs.io. Transakcja została zgłoszona regulatorom w Europie jeszcze w październiku 2025 roku, ale dopiero teraz, po zakończeniu ustawowego czteromiesięcznego okresu oczekiwania, informacje ujrzały światło dzienne.

    Złote dziecko optyki i sztucznej inteligencji

    Tym „jedynym pracownikiem” i właścicielem firmy jest Martin Schubert. Zanim w 2023 roku założył własną działalność, przez ponad dekadę zdobywał doświadczenie w dziale badawczym Alphabet’s X (należącym do Google), Micron Technology, a także w Mecie. Specjalizuje się on w fotonice oraz projektowaniu zaawansowanych systemów optycznych wspieranych przez algorytmy sztucznej inteligencji.

    Jego startup, invrs.io, zajmował się tworzeniem otwartoźródłowych (open-source) środowisk badawczych do symulacji i optymalizacji projektów fotonicznych. Technologia ta ma kluczowe znaczenie w architekturze centrów danych, systemach pojazdów autonomicznych oraz – co z perspektywy Apple najważniejsze – w zestawach rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości (AR/VR).

    Co to oznacza dla sprzętu z logo nadgryzionego jabłka?

    Choć Apple tradycyjnie milczy na temat planów związanych z nowym nabytkiem, środowisko technologiczne nie ma wątpliwości, że technologia rozwijana przez invrs.io jest wprost skrojona pod rozwój kolejnych generacji gogli Apple Vision Pro. Narzędzia AI potrafiące precyzyjnie symulować zachowanie światła w skomplikowanych strukturach to również nieoceniona pomoc przy projektowaniu modułów aparatów, nowoczesnych wyświetlaczy oraz skanerów LiDAR dla nadchodzących iPhone’ów czy iPadów.

    Już domyślamy się, po co Apple wydało 2 mld dolarów. Okulary z Siri mogą „przeczytać” nasze słowa z mikroruchów twarzy

    Zaledwie miesiąc temu głośno było o tym, że Apple przejęło izraelski startup Q.ai (tworzący sztuczną inteligencję do analizy dźwięku) za zawrotną kwotę blisko 2 miliardów dolarów. Była to druga największa transakcja w historii firmy, zaraz po zakupie marki Beats za 3 miliardy dolarów w 2014 roku. Na tym tle wchłonięcie maleńkiego invrs.io to finansowa kropla w morzu, ale technologicznie ruch ten może okazać się niezwykle opłacalny.

    Siri 2.0 będzie czytać w Twoich myślach – Apple przejmuje Q.ai za 2 mld | Raport iMagazine

    #AppleGlasses #ApplePrzejęcie #AppleVisionPro #fotonika #innowacjeApple #invrsIo #Lidar #MartinSchubert #startupAI #sztucznaInteligencja
  12. Już domyślamy się, po co Apple wydało 2 mld dolarów. Okulary z Siri mogą „przeczytać” nasze słowa z mikroruchów twarzy

    Meta Ray-Ban to świetny gadżet, ale nikt nie chce rozmawiać ze sztuczną inteligencją na głos w zatłoczonym autobusie czy w biurze.

    Z najnowszych przecieków Bloomberga wynika, że Apple mocno przyspiesza prace nad własnymi inteligentnymi okularami. I tu wszystkie kropki zaczynają się łączyć – kluczem do ominięcia największej wady inteligentnych okularów może być technologia, o której zaledwie trzy tygodnie temu mówił Wojtek Pietrusiewicz w naszym Raporcie Wideo.

    Jeżeli śledzicie plotki ze świata Apple, z pewnością wiecie, że firma od dawna marzy o opanowaniu naszych twarzy. Choć Vision Pro to technologiczny cud, jest on sprzętem niszowym. Jak donosi Mark Gurman z Bloomberga, w laboratoriach w Cupertino właśnie zapadła decyzja o znacznym przyspieszeniu prac nad trzema nowymi urządzeniami ubieralnymi (wearables): inteligentnym wisiorkiem, słuchawkami AirPods wyposażonymi w kamery oraz – co najważniejsze – inteligentnymi okularami AI, będącymi bezpośrednią odpowiedzią na hitowe okulary Mety i Ray-Bana. Tylko jak Apple zamierza pokonać największy problem tego typu urządzeń?

    Pierwsze wrażenia z Meta Ray-Ban Wayfarer – rób zdjęcia, wideo lub livestreamuj

    Bariera wstydu, czyli dlaczego nie gadamy do okularów

    Okulary Meta Ray-Ban to sprzedażowy hit końca 2023 i początku 2024 roku. Mają świetne kamery, dobre głośniki i zintegrowanego asystenta Meta AI, który może analizować to, na co właśnie patrzymy. Problem polega na tym, że na co dzień ta ostatnia funkcja jest niemal bezużyteczna.

    Powód jest prozaiczny: bariera społeczna. Zdecydowana większość z nas czuje się bardzo niekomfortowo, wydając na głos komendy maszynie w przestrzeni publicznej. Pytanie asystenta na ulicy, w kawiarni czy w komunikacji miejskiej przyciąga niechciane spojrzenia i po prostu bywa krępujące. Nawet szept jest często zbyt głośny (lub niewyraźny dla mikrofonów w hałaśliwym otoczeniu).

    Rozwiązaniem tego problemu nie jest lepszy mikrofon. Rozwiązaniem jest interfejs, który pozwala „rozmawiać” w całkowitej ciszy.

    Połączmy kropki: raport wideo i akwizycja Q.ai

    Na początku lutego na naszym kanale YouTube opublikowaliśmy Raport Wideo, w którym Wojtek Pietrusiewicz wziął na tapet bardzo ciche, ale potężne przejęcie, jakiego dokonało Apple. Gigant zapłacił 2 miliardy dolarów za startup o nazwie Q.ai.

    Jak tłumaczył Wojtek w materiale, firma ta nie zajmuje się po prostu polepszaniem rozpoznawania mowy. Q.ai to specjaliści od silent voice input (bezgłośnego wprowadzania głosu) oraz systemów uczenia maszynowego potrafiących odczytywać mikroruchy mięśni twarzy. Krótko mówiąc: to technologia, która rozumie to, co mówisz, nawet jeśli z Twoich ust nie wydobywa się żaden dźwięk. Wystarczy sama praca aparatu mowy.

    Siri, która czyta z twarzy

    Teraz, w świetle najnowszych raportów o przyspieszeniu prac nad okularami, przejęcie Q.ai nabiera zupełnie nowego, potężnego sensu. Apple nie potwierdziło jeszcze, do jakiego konkretnego produktu trafi ta technologia, ale analitycy rynku niemal jednogłośnie wskazują na przyszłe urządzenia ubieralne.

    Wiele wskazuje na to, że to nie był zakup wyłącznie z myślą o ulepszaniu Siri w iPhonie. Może to być fundament pod przyszłe Apple Glasses. Wyobraźcie to sobie: macie na nosie okulary od Apple. Sensory umieszczone w zausznikach (bezpośrednio przylegających do kości i mięśni twarzy) rejestrują minimalne, neuromięśniowe impulsy lub mikroruchy szczęki. Chcecie zapytać asystenta, do jakiego budynku właśnie podchodzicie, albo podyktować krótką odpowiedź na wiadomość z iMessage. Po prostu „wypowiadacie” te słowa pod nosem – zupełnie bezgłośnie. Asystent rozumie komendę i szepcze Wam odpowiedź bezpośrednio do ucha przez kierunkowe głośniki.

    Pełna dyskrecja, zero niezręczności i gigantyczny skok komfortu w przestrzeni publicznej.

    Apple po raz kolejny nie będzie pierwsze. Meta już pokazała, że inteligentne okulary z aparatem mają sens. Ale to firma Tima Cooka – kupując startup taki jak Q.ai za gigantyczne pieniądze – może jako pierwsza wyeliminować największy zgrzyt user experience (doświadczenia użytkownika), który powstrzymywał tę kategorię sprzętu przed staniem się prawdziwie masową.

    Jeśli jeszcze nie widzieliście materiału Wojtka, gorąco polecamy nadrobić zaległości – to świetny przykład tego, jak pozornie suche informacje finansowe z początku miesiąca pomagają wyobrazić sobie gadżety, które za chwilę będziemy nosić na nosie.

    #AppleGlasses #bezgłośneKomendyGłosowe #MetaRayBanKonkurencja #nowościAppleWearables #okularyAIApple #okularyApple #QAi #silentVoiceInput #WojtekPietrusiewiczRaport
  13. Obsesja Tima Cooka nabiera kształtów. Apple Glasses zobaczymy pod koniec przyszłego roku?

    Tim Cook ma jedno wielkie marzenie, zanim odda stery w Apple: chce wprowadzić na rynek lekkie okulary, które nałożą cyfrowy świat na ten prawdziwy.

    Według najnowszych raportów, rok 2026 może być przełomowy dla tego projektu – choć na pełną rewolucję jeszcze poczekamy.

    Jak donosi Mark Gurman z Bloomberga, nadchodzący rok przyniesie nie tylko ponad 20 nowych produktów Apple, ale także kluczowy krok w stronę „świętego graala” Tima Cooka – okularów AR.

    Priorytet numer jeden

    Mówi się, że CEO Apple jest „zdeterminowany”, by stworzyć wiodący produkt w tej kategorii, zanim zrobi to Meta. Anonimowe źródła twierdzą wręcz, że z punktu widzenia rozwoju produktów, „Tim nie interesuje się niczym innym” i jest to jedyna rzecz, której poświęca tak dużo uwagi. Jego wizja nie zmieniła się od dekady: lekkie okulary do noszenia przez cały dzień, nakładające dane na rzeczywistość.

    Co zobaczymy w 2026 roku?

    Plotki sugerują, że Apple może zaprezentować swoje okulary (roboczo zwane „Apple Glasses” lub „Apple Vision”) pod koniec 2026 roku. Jest jednak haczyk – urządzenie może trafić do sklepów dopiero w 2027 roku. Taka strategia „wczesnej zapowiedzi” była już stosowana przy Apple Watchu czy Vision Pro.

    Co ważne, ten pierwszy model nie będzie jeszcze oferował pełnej rozszerzonej rzeczywistości (AR). Technologia miniaturyzacji nie jest jeszcze na tym etapie. Zamiast tego, urządzenie ma skupiać się na wsparciu Siri i AI oraz działaniu jako akcesorium do iPhone’a (podobnie jak Apple Watch).

    Krok po kroku

    Można to traktować jako fundament. Vision Pro pokazało nam, jak Apple wyobraża sobie oprogramowanie (visionOS, spatial computing). Nadchodzące okulary pokażą nam, jak Apple wyobraża sobie sprzęt, który da się nosić na nosie bez bólu karku. Dopiero połączenie tych dwóch światów w przyszłości da nam wymarzone „prawdziwe AR” Tima Cooka.

    Naukowcy z MIT wykorzystali 3 miliony dni danych z Apple Watch

    #Apple #AppleGlasses #AR #Plotki #rozszerzonaRzeczywistość #TimCook #VisionPro #wearables
  14. Marcowa aktualizacja dla smartfonów Google Pixel. Ważne poprawki dla serii Pixel 10

    Google udostępniło marcową paczkę aktualizacji dla swoich smartfonów. Obok nowości wprowadzanych w ramach wydania Android 16 QPR3, producent skupił się na znacznych porządkach w kodzie.

    Rozwiązano 16 irytujących błędów, w tym te najbardziej uciążliwe, które dotykały najnowszych modeli z rodziny Pixel 10.

    Nowy firmware (oznaczony jako CP1A.260305.016) jest już sukcesywnie udostępniany dla wszystkich wspieranych urządzeń, począwszy od modeli z serii Pixel 6, na najnowszych Pixelach 10 kończąc. Choć marcowy biuletyn bezpieczeństwa łata łącznie ponad 130 podatności (od wysokiego do krytycznego stopnia zagrożenia), dla użytkowników najważniejsze są poprawki błędów systemowych.

    Najważniejsze zmiany dla serii Pixel 10

    Najnowsze flagowce Google otrzymały w tym miesiącu szczególną uwagę inżynierów. Lista zmian dedykowanych wyłącznie modelom Pixel 10, 10 Pro, 10 Pro XL oraz 10 Pro Fold (ten ostatni nieoferowany w Polsce) obejmuje:

    • Optymalizację układu graficznego (GPU): producent zoptymalizował sterownik OpenCL, co ma bezpośrednio przełożyć się na zmniejszenie obciążenia systemu, wyższą wydajność i lepsze wyniki w testach syntetycznych.
    • Koniec problemów z baterią: usunięto błąd, który powodował błędne raportowanie stanu akumulatora (system zgłaszał nienormalne temperatury lub wręcz „brak baterii”). Problem ten występował najczęściej podczas korzystania z ładowarek bezprzewodowych.
    • Stabilność ekranu: rozwiązano usterki powodujące sporadyczne „zamrażanie” się interfejsu (co czyniło telefon bezużytecznym) oraz błędne, nieostre wyświetlanie obrazu.

    Poprawki dla starszych modeli

    Aktualizacja rozwiązuje również szereg problemów w starszych generacjach smartfonów. W modelach od serii Pixel 9 wzwyż wyeliminowano błąd powodujący samoczynne zamykanie się usługi aparatu, a także załatano usterki prowadzące do nagłej, tymczasowej utraty zasięgu sieci komórkowej.

    Z kolei na wszystkich wspieranych urządzeniach (od Pixela 6 w górę) poprawiono m.in.: opóźnienia w wyświetlaniu ikony głośnika podczas zmiany ustawień audio, sporadyczne awarie dźwięku oraz błąd związany z przetwarzaniem w tle inteligentnych funkcji Androida, który mógł prowadzić do braku reakcji systemu na polecenia użytkownika.

    Aktualizacja jest instalowana w tle i wymaga jedynie ponownego uruchomienia smartfona.

    Nagrywanie rozmów powoli trafia na europejskie smartfony Google Pixel

    #aktualizacjaPixel #Android16QPR3 #błędyAndroid16 #GooglePixel10 #łatkiBezpieczeństwaGoogle #marcowaPoprawkaPixel #Pixel9Aparat #poprawkaGPUPixel10 #problemZBateriąPixel
  15. Marcowa aktualizacja dla smartfonów Google Pixel. Ważne poprawki dla serii Pixel 10

    Google udostępniło marcową paczkę aktualizacji dla swoich smartfonów. Obok nowości wprowadzanych w ramach wydania Android 16 QPR3, producent skupił się na znacznych porządkach w kodzie.

    Rozwiązano 16 irytujących błędów, w tym te najbardziej uciążliwe, które dotykały najnowszych modeli z rodziny Pixel 10.

    Nowy firmware (oznaczony jako CP1A.260305.016) jest już sukcesywnie udostępniany dla wszystkich wspieranych urządzeń, począwszy od modeli z serii Pixel 6, na najnowszych Pixelach 10 kończąc. Choć marcowy biuletyn bezpieczeństwa łata łącznie ponad 130 podatności (od wysokiego do krytycznego stopnia zagrożenia), dla użytkowników najważniejsze są poprawki błędów systemowych.

    Najważniejsze zmiany dla serii Pixel 10

    Najnowsze flagowce Google otrzymały w tym miesiącu szczególną uwagę inżynierów. Lista zmian dedykowanych wyłącznie modelom Pixel 10, 10 Pro, 10 Pro XL oraz 10 Pro Fold (ten ostatni nieoferowany w Polsce) obejmuje:

    • Optymalizację układu graficznego (GPU): producent zoptymalizował sterownik OpenCL, co ma bezpośrednio przełożyć się na zmniejszenie obciążenia systemu, wyższą wydajność i lepsze wyniki w testach syntetycznych.
    • Koniec problemów z baterią: usunięto błąd, który powodował błędne raportowanie stanu akumulatora (system zgłaszał nienormalne temperatury lub wręcz „brak baterii”). Problem ten występował najczęściej podczas korzystania z ładowarek bezprzewodowych.
    • Stabilność ekranu: rozwiązano usterki powodujące sporadyczne „zamrażanie” się interfejsu (co czyniło telefon bezużytecznym) oraz błędne, nieostre wyświetlanie obrazu.

    Poprawki dla starszych modeli

    Aktualizacja rozwiązuje również szereg problemów w starszych generacjach smartfonów. W modelach od serii Pixel 9 wzwyż wyeliminowano błąd powodujący samoczynne zamykanie się usługi aparatu, a także załatano usterki prowadzące do nagłej, tymczasowej utraty zasięgu sieci komórkowej.

    Z kolei na wszystkich wspieranych urządzeniach (od Pixela 6 w górę) poprawiono m.in.: opóźnienia w wyświetlaniu ikony głośnika podczas zmiany ustawień audio, sporadyczne awarie dźwięku oraz błąd związany z przetwarzaniem w tle inteligentnych funkcji Androida, który mógł prowadzić do braku reakcji systemu na polecenia użytkownika.

    Aktualizacja jest instalowana w tle i wymaga jedynie ponownego uruchomienia smartfona.

    Nagrywanie rozmów powoli trafia na europejskie smartfony Google Pixel

    #aktualizacjaPixel #Android16QPR3 #błędyAndroid16 #GooglePixel10 #łatkiBezpieczeństwaGoogle #marcowaPoprawkaPixel #Pixel9Aparat #poprawkaGPUPixel10 #problemZBateriąPixel
  16. AMD udowadnia, że zakup laptopa z AMD Ryzen do pracy to oszczędność

    Signal65 we współpracy z AMD opublikowały raport, który wskazuje, że zakup laptopów z procesorami AMD Ryzen AI PRO może przynieść ponad 50 milionów USD oszczędności w pracowniczych kosztach pracy.

    Wnioski te wyciągnięto na podstawie testów porównawczych laptopa Lenovo T14s z procesorem AMD Ryzen AI 7 PRO 360 i odpowiednika z procesorem Intel Core Ultra 7 165U. Wyniki w szczególności wykazały, że ww. laptop na najnowszej platformie AMD:

    • jest nawet o 75% szybszy w aplikacjach do pracy kreatywnej,
    • jest nawet o 50% szybszy w scenariuszach wielowątkowej pracy w aplikacjach biurowych i kreatywnych,
    • zużywa mniej energii podczas długotrwałej pracy w aplikacjach biurowych.

    Raport Signal65 przedstawia szczegóły testów i analizy współczynnika TCO.

    To nie wszystkie nowości od AMD. Ostatnio na blogu AMD przedstawiono też optymalne konfiguracje akceleratorów AMD Instinct MI300X, dzięki którym mogą być one szybsze od NVIDIA H100 w zadaniach zależnych od pamięci, jak te korzystające z długich sekwencji lub mających ograniczenia w zakresie czasu generowania wyników. Dzięki dużej pojemności pamięci akceleratory te obsługują duże modele, jak Llama-3.1 405B, DeepSeek V3 i R1, ale znakomicie radzą sobie także z mniejszymi (poniżej 30B) zmniejszając narzut na procesor graficzny. We wpisie na blogu przedstawia też, jak akceleratory AMD Instinct MI300X pozwalają tworzyć systemy z mniejszą liczbą maszyn, co przekłada się na niższe koszty i wyższą niezawodność przy dużych modelach językowych.

    AMD EPYC napędza polski hosting

    #akceleratoryAI #AMD #AMDInstinctMI300X #AMDRyzen #laptopy #news #procesory

  17. Polski startup Tracelight zebrał 14 mln zł. Chcą dać Excelowi sterydy za pomocą AI

    Polsko-brytyjski startup Tracelight pozyskał 14 milionów złotych (3,6 mln dolarów) w rundzie zalążkowej na rozwój narzędzia, które ma zautomatyzować do 90% pracy w programie Microsoft Excel.

    Wśród inwestorów znaleźli się m.in. fundusz Inovo.vc oraz byli dyrektorzy Microsoftu. Założona przez Polaków firma chce zintegrować potęgę modeli językowych bezpośrednio z arkuszem kalkulacyjnym.

    Excel od dekad pozostaje kluczowym narzędziem dla analityków i finansistów, ale wiąże się to z wieloma powtarzalnymi i czasochłonnymi zadaniami. Startup Tracelight, założony przez Aleksandra Misztala i Jana Zimocha, ma na celu wyeliminowanie tej żmudnej pracy. Ich produkt to dodatek do Excela, który wykorzystuje moc obliczeniową chmury oraz modele językowe od OpenAI i Anthropic, aby w inteligentny sposób wspierać użytkownika.

    Apple stworzyło AI, która sama uczy się programować. Imponujący wynik, mimo że na starcie prawie nie znała kodu

    Jak wyjaśnia współzałożyciel firmy, Jan Zimoch, nie jest to proste podłączenie ChataGPT do arkusza. „Excel to struktura złożona z liczb, formuł i tabel – zupełnie inna od danych, na których te modele były pierwotnie trenowane. Dlatego dostroiliśmy je do naszych potrzeb w oparciu o tysiące przykładów pracy z arkuszami” – tłumaczy Zimoch. W efekcie powstał „Agent AI”, który rozumie logikę arkusza i potrafi automatyzować całe procesy analityczne, od wypełniania szablonów po generowanie raportów.

    Narzędzie pozwala m.in. na generowanie fragmentów analiz finansowych (rachunki zysków i strat, bilanse), formatowanie arkuszy czy szybkie wyjaśnianie logiki modeli stworzonych przez inne osoby. Firma podaje przykład klienta, u którego cykliczny proces przygotowania wykresów, zajmujący dotąd 1,5 godziny, został skrócony do zaledwie 5 minut.

    Hakerzy mogą przejąć Twoje życie przez kalendarz. Nowy atak „promptware” wykorzystuje AI przeciwko Tobie

    Tracelight jest już dostępny w Microsoft Add-In Store w modelu subskrypcyjnym, sam startup oferuje trzy plany abonamentowe: darmowy (z ograniczeniami generacji), Pro (40 dolarów miesięcznie na użytkownika) oraz Enterprise (stawki ustalane indywidualnie). Startup celuje głównie w analityków finansowych i duże korporacje, dlatego kluczowe jest dla niego bezpieczeństwo. Firma zapewnia szyfrowanie end-to-end, posiada certyfikację SOC 2 i stosuje politykę „Zero Data Retention”, co oznacza, że dane klientów nie są przechowywane po zakończeniu ich przetwarzania.

    Chociaż ambicje Tracelight są globalne, założyciele podkreślają znaczenie polskiego rynku. Już teraz współpracują z firmą z tzw. Wielkiej Czwórki oraz jednym z dziesięciu największych funduszy private credit na świecie. W planach jest także integracja z Arkuszami Google.

    #AI #AleksanderMisztal #analityka #excel #finanse #InovoVc #JanZimoch #Microsoft #news #startup #sztucznaInteligencja #Tracelight

  18. Ministerstwo Zdrowia otwiera szkołę na roślinne posiłki

    W zeszłym tygodniu Ministerstwo Zdrowia opublikowało raport z konsultacji publicznych tzw. rozporządzenia sklepikowego, w którym wprost deklaruje zapewnienie dzieciom i młodzieży roślinnych posiłków w szkołach. Wydarzyło się to dzięki zaangażowaniu obywateli i pracy organizacji pozarządowych. Mieliśmy w tym swój udział. 💚
    Wielka mobilizacja zaowocowała ponad 800 stanowiskami w sprawie projektu rozporządzenia. Wiele z naszych uwag zostało przyjętych, na przykład ta o doprecyzowaniu, że posiłek oparty na strączkach ma być roślinnym posiłkiem, nie zaś grochówką z kiełbasą.
    Autorzy projektu przyjęli również argument, że mleka roślinne, fortyfikowane w wapń i witaminę B12, stanowią ważny element diety roślinnej czy bezmlecznej. Z uwagi na rosnącą liczbę osób uczulonych na białko krowiego mleka dzieci i młodzież powinny mieć możliwość wybrania roślinnego produktu do każdego posiłku, a nie tylko jednego z dwóch, jak zakładał pierwotny projekt.
    Uwzględniono również naszą uwagę o wprowadzeniu zup na bazie wywaru warzywnego do jadłospisu. Sezonowe, świeże warzywa będą dla diety młodzieży dużo korzystniejsze, niż mięso niskiej jakości pochodzące z odpadów produkcyjnych lub mięso przetworzone.
    Projekt będzie też zawierał zapis, że w dniach, gdy będzie podawane mięso lub ryby, uczeń będzie miał możliwość wybrania innego, roślinnego posiłku opartego na nasionach roślin strączkowych.
    Częściowo uwzględniono naszą uwagę o produktach pełnoziarnistych podkreślając ich znaczenie: “Co najmniej jedna porcja produktów zbożowych, w tym pełnoziarnistych, w śniadaniu, obiedzie, oraz kolacji, a w przypadku obiadu jedna porcja produktów zbożowych może być zastąpiona porcją ziemniaków”.
    Cieszymy się, gratulujemy
    i dziękujemy za współpracę innym organizacjom: GreenRev Institute, Koalicja Future Food 4 Climate, RoślinnieJemy, ProVeg Polska, WWF. To nie koniec naszego działania: przed nami monitorowanie, jaki kształt przyjmie rozporządzenie po przyjęciu uwag. Chcemy, aby przepisy dały nam naprawdę roślinną szkołę.

    Artkuł pochodzi ze strony Rodzice dla Klimatu.

  19. Żelazna kurtyna dla dronów opadła. USA oficjalnie zamykają rynek dla nowych modeli DJI

    Stało się to, o czym spekulowano od miesięcy. Federalna Komisja Łączności (FCC) wpisała zagraniczne drony na czarną listę zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.

    Dla Amerykanów oznacza to koniec dostępu do najnowszych gadżetów DJI. Dla reszty świata – wielki znak zapytania o przyszłość branży.

    Jak informuje Ars Technica, w USA obowiązuje zakaz importu i certyfikacji nowych dronów produkowanych przez „zagranicznych adwersarzy” (czytaj: głównie Chiny). Decyzja ta jest pokłosiem ustawy Countering CCP Drones Act i wpisuje urządzenia latające na tzw. Covered List – obok sprzętu Huawei czy ZTE.

    Co to oznacza w praktyce dla użytkowników w USA?

    Użytkownicy dronów (osoby, które już mają taki sprzęt) mogą z niego dalej korzystać. Zakaz nie uziemia fizycznie obecnych w USA urządzeń (choć poszczególne stany mogą wprowadzać własne restrykcje).  Ponadto sklepy w Stanach wciąż mogą sprzedawać zapasy. Modele, które uzyskały certyfikację FCC przed wejściem zakazu (np. obecne generacje DJI Mini czy Mavic), nadal mogą być sprzedawane.

    Niemniej każdy nowy model, który DJI (lub Autel) chciałoby wypuścić na rynek USA od teraz, nie dostanie zgody FCC. Nie wjedzie legalnie do Stanów Zjednoczonych.

    Bezpieczeństwo czy protekcjonizm?

    Oficjalny powód to „nieakceptowalne ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego”. FCC i Biały Dom obawiają się, że chińskie drony mogą służyć do inwigilacji infrastruktury krytycznej, tłumów na imprezach masowych (jak nadchodzący Mundial) czy przesyłania danych do Pekinu.

    DJI w swoim oświadczeniu nazywa to wprost „protekcjonizmem”. I trudno nie przyznać im racji w jednym aspekcie – amerykańskie alternatywy (np. Skydio) są powszechnie uważane za droższe i technologicznie słabsze. Jak powiedział New York Timesowi jeden z ekspertów: „Amerykańskie drony są w połowie tak dobre, a kosztują znacznie więcej”. Mimo to, rodzimi producenci w USA otwierają szampana, wieszcząc „uwolnienie amerykańskiej dominacji”.

    Co z Europą?

    Dla nas, użytkowników w Polsce, kluczowe jest pytanie: czy Bruksela pójdzie śladem Waszyngtonu? Biorąc pod uwagę rosnące napięcie geopolityczne i raporty (jak ten OSW o chińskich samochodach), drony mogą być następne w kolejce do regulacji.

    Na razie jednak możemy spać spokojnie – i latać naszymi Mini 5 Pro legalnie. Ale warto obserwować sytuację, bo jeśli DJI straci rynek amerykański, może to spowolnić tempo innowacji, do którego przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach.

    Twój nowy chiński samochód wie o Tobie wszystko. Raport OSW obnaża „cyfrową hipokryzję” Pekinu

    #Autel #bezpieczeństwoNarodowe #chiny #DJI #drony #FCC #PrawoLotnicze #usa #zakaz
  20. Yamaha RX500A i RX300A: nowe centrum dowodzenia dla graczy i kinomanów

    Yamaha właśnie odświeżyła swoją linię amplitunerów AV, wprowadzając dwa modele: 7.2-kanałowy RX500A oraz 5.2-kanałowy RX300A. Nie chodzi tylko o liczbę kanałów i jakość brzmienia, ten sprzęt powinien ucieszyć gamerów.

    Japończycy postawili na konkretne rozwiązanie problemu, który często dzielił użytkowników: jak połączyć wysokiej jakości dźwięk filmowy z wymogami najnowszych konsol i komputerów.

    Gaming bez kompromisów: 4K/120 i 8K/60

    Najważniejszą zmianą jest pełne wsparcie dla standardów, które jeszcze niedawno były zarezerwowane tylko dla flagowców. Oba modele posiadają cztery wejścia HDMI kompatybilne z rozdzielczościami 4K przy 120 Hz oraz 8K przy 60 Hz.

    Dla graczy kluczowe są jednak trzy inne skróty:

    • ALLM (Auto Low Latency Mode): automatycznie przełącza system w tryb niskiego opóźnienia po wykryciu konsoli.
    • VRR (Variable Refresh Rate): eliminuje rozrywanie obrazu (tearing), dbając o płynność w dynamicznych scenach.
    • Wsparcie HDR: urządzenia obsługują Dolby Vision™ oraz HDR10+, co gwarantuje pełną rozpiętość tonalną w najnowszych produkcjach.

    W efekcie nowe amplitunery podpięte pod system kina domowego czy konsolę nie degradują gamingowych funkcji (jak to miało miejsce w przypadku starych modeli), ani jakości obrazu przekazywanego za ich pośrednictwem.

    Atmos fizyczny vs wirtualny

    W kwestii dźwięku przestrzennego Yamaha zastosowała dwa różne podejścia, zależnie od tego, jak bardzo chcemy ingerować w sufit naszego salonu:

    • RX500A (7.2): pozwala na stworzenie pełnego systemu Dolby Atmos w konfiguracji 5.2.2. Oznacza to, że możemy podłączyć fizyczne głośniki sufitowe lub moduły typu up-firing.
    • RX300A (5.2): to rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą dodatkowego okablowania nad głową. Wykorzystuje Dolby Atmos oraz DTS Virtual:X do wirtualizacji efektów wysokościowych, tworząc iluzję dźwięku dobiegającego z góry za pomocą standardowego zestawu głośników.

    Inżynieria w tle: chłodzenie i wibracje

    Warto też spojrzeć na konstrukcję. Yamaha przeniosła do tych modeli rozwiązania z wyższych serii. Pojawił się system A.R.T. Wedge, czyli dodatkowa, piąta nóżka umieszczona centralnie pod obudową, która redukuje wibracje transformatora.

    Zadbano też o rozbudowane chłodzenie sekcji wideo. Przy przesyłaniu sygnałów o wysokiej przepustowości (jak 8K) układy mocno się grzeją, a nowa konstrukcja ma zapobiegać awariom przy długich sesjach gamingowych.

    Łączność i dostępność

    Model RX500A jest pełnoprawnym odtwarzaczem sieciowym, obsługującym Spotify Connect, AirPlay 2, Google Cast oraz TIDAL i Qobuz Connect. Oba amplitunery wspierają także Bluetooth Multipoint, umożliwiając jednoczesne sparowanie dwóch urządzeń.

    Pierwsze egzemplarze Yamaha RX300A mają pojawić się w sprzedaży w sierpniu, natomiast mocniejszy RX500A dołączy do oferty we wrześniu.

    iPhone Ultra, 18, Pro i Air 2 – nowe przecieki – i wiele więcej newsów | Raport iMagazine

    #amplitunerAV #DolbyAtmos #gaming #HDMI21 #iMagazineAudio #RX300A #RX500A #Yamaha
  21. Polska stoi. Łódź i Lublin w globalnej czołówce najbardziej zakorkowanych miast

    Jeśli masz wrażenie, że spędzasz życie w samochodzie, to prawdopodobnie mieszkasz w Polsce. TomTom opublikował właśnie 15. edycję swojego corocznego raportu Traffic Index i wnioski dla nas są, delikatnie mówiąc, przygnębiające.

    W skali globalnej Łódź i Lublin wyprzedzają pod względem zatłoczenia wielomilionowe metropolie Azji i Ameryki Południowej. Jesteśmy drogowym skansenem Europy, jeżeli chodzi o infrastrukturę drogową w miastach.

    Łódź i Lublin: światowa ekstraklasa (w korkach)

    Najnowsze dane za rok 2025 nie pozostawiają złudzeń. Wskaźnik poziomu zatłoczenia, który mierzy, o ile dłużej zajmuje podróż w godzinach szczytu względem pustego miasta, winduje Łódź na 4. miejsce na świecie (sic!). Z wynikiem 73% polskie miasto ustępuje jedynie Meksykowi, Bengaluru i Dublinowi.

    Tuż za plecami Łodzi, na 6. miejscu w globalnym rankingu, znalazł się Lublin z poziomem zatłoczenia wynoszącym 70%. Oznacza to, że w obu tych miastach podróż w godzinach szczytu trwa niemal trzy czwarte dłużej niż powinna. Wyprzedziliśmy takie „legendy” korków jak Bogota, Bangkok czy Lima.

    Sytuacja w Europie wygląda jeszcze gorzej. W pierwszej dziesiątce najbardziej zatłoczonych miast Starego Kontynentu aż sześć pochodzi z Polski. Oprócz wspomnianych liderów, w czołówce wstydu znalazły się także Poznań, Wrocław, Bydgoszcz i Kraków.

    Wrocław: najwolniejsze miasto w Polsce

    Warto rozróżnić poziom zatłoczenia od samej prędkości przemieszczania się. Tutaj niechlubnym liderem jest stolica Dolnego Śląska. Wrocław to miasto, w którym pokonanie 10 kilometrów zajmuje najwięcej czasu w Polsce – średnio aż 30 minut.

    Dla porównania, w Poznaniu ten sam dystans pokonujemy średnio w 28 minut i 2 sekundy, a w Łodzi w 26 minut i 40 sekund. Dlaczego tak jest? TomTom wskazuje na czynniki statyczne, takie jak infrastruktura i organizacja ruchu, które we Wrocławiu po prostu nie pozwalają na szybszą jazdę, nawet jeśli sam wskaźnik procentowy korków jest niższy niż w Łodzi.

    Tydzień życia wyrzucony do kosza

    Raport TomTom Traffic Index 2026 brutalnie wylicza też czas bezpowrotnie stracony. Rekordzistami są kierowcy w Poznaniu, którzy w minionym roku spędzili w korkach (tylko z powodu zatorów, nie wliczając samej jazdy) 5 dni i 19 godzin. To prawie tydzień urlopu spędzony na oglądaniu zderzaka auta przed nami.

    Wrocławianie stracili w ten sposób 5 dni i 18 godzin, a łodzianie – 5 dni i 15 godzin.

    Dlaczego stoimy?

    Analitycy TomTom wskazują, że poziom zatłoczenia pogorszył się we wszystkich badanych polskich miastach. Największy regres zanotował Szczecin (wzrost o 6 punktów procentowych) oraz Bydgoszcz, Warszawa i Katowice (wzrost o 5 p.p.).

    Ciekawostką są daty najgorszych korków. W Warszawie paraliż nastąpił 18 grudnia, co wiązało się z wizytą prezydenta Ukrainy, we Wrocławiu 19 grudnia (wypadki) , a w Poznaniu miasto stanęło 6 czerwca przez wydarzenia artystyczne.

    Wnioski? Jest źle i będzie gorzej. Ralf-Peter Schäfer z TomTom zauważa, że bez radykalnych zmian w planowaniu mobilności i inwestycji w transport zbiorowy, miasta po prostu się zatkają. Patrząc na polskie wyniki – my już jesteśmy na tym etapie.

    TomTom na CES 2026: twój samochód w końcu Cię zrozumie. Współpraca z Amazon i SoundHound AI

    #korkiWPolsce #lodz #Lublin #news #Poznań #rankingZakorkowanychMiast #TomTomTrafficIndex2026 #Wrocław