#inteligentny-dom — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #inteligentny-dom, aggregated by home.social.
-
Ostrzeżenie dla właścicieli smart home. Ta aktualizacja zamienia Philips Hue Bridge Pro w bezużyteczną cegłę
Zamiast płynnego sterowania domowym oświetleniem, wita cię czerwona dioda i całkowity paraliż systemu.
Najnowsza łatka oprogramowania dla mostków Philips Hue Bridge Pro uszkadza urządzenia w taki sposób, że jedynym ratunkiem pozostaje ich fizyczna wymiana. Jeśli polegasz na tym sprzęcie, musisz natychmiast zablokować pobieranie uaktualnień.
Twardy reset nie rozwiązuje problemu
Sercem każdego zaawansowanego systemu oświetlenia od Philipsa jest mostek komunikacyjny. Ubiegłoroczny model Bridge Pro zaoferował potężny skok wydajnościowy, szybszy procesor i obsługę większej liczby akcesoriów. Niestety, najnowsze oprogramowanie układowe o numerze 2071353020 okazuje się dla niego zabójcze.
Użytkownicy masowo donoszą, że feralny update całkowicie uszkadza sprzęt. Po jego instalacji dioda na mostku zapala się na czerwono, a cała sieć oświetleniowa przestaje reagować na komendy. Co najgorsze, przywrócenie ustawień fabrycznych nie daje żadnego rezultatu. Hub staje się bezużyteczny, a jedynym wyjściem pozostaje kontakt ze wsparciem technicznym producenta w celu wymiany egzemplarza.
Konieczność budowy systemu od zera
Awaria wydaje się być loterią, ale ponieważ aktualizacje Philipsa są udostępniane globalnie, problem z tym samym prawdopodobieństwem dotyka użytkowników w Polsce. Dla każdego entuzjasty inteligentnego domu awaria centrali to najczarniejszy scenariusz z możliwych.
Wymiana „spalonego” huba to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Brak możliwości wykonania miękkiego resetu oznacza dla wielu osób koszmar ponownej, ręcznej konfiguracji infrastruktury od zera. Każdą żarówkę, taśmę LED, czujnik ruchu i przełącznik trzeba będzie sparować i zaprogramować na nowo.
Jak zablokować niebezpieczną aktualizację?
Zanim producent udostępni poprawkę eliminującą błąd, jedynym skutecznym sposobem ochrony jest prewencyjne zablokowanie instalacji nowego firmware’u. Należy to zrobić bezzwłocznie z poziomu oficjalnej aplikacji.
Wybierz kolejno: Ustawienia > Aktualizacja oprogramowania > Aktualizacje automatyczne i upewnij się, że suwak jest odznaczony. To proste działanie pozwoli przeczekać kryzys bez ryzyka utraty kontroli nad własnym domem.
#aktualizacjaOprogramowania #awariaSprzętu #błądFirmware #BridgePro #inteligentnyDom #philipsHue #smartHome
-
Ostrzeżenie dla właścicieli smart home. Ta aktualizacja zamienia Philips Hue Bridge Pro w bezużyteczną cegłę
Zamiast płynnego sterowania domowym oświetleniem, wita cię czerwona dioda i całkowity paraliż systemu.
Najnowsza łatka oprogramowania dla mostków Philips Hue Bridge Pro uszkadza urządzenia w taki sposób, że jedynym ratunkiem pozostaje ich fizyczna wymiana. Jeśli polegasz na tym sprzęcie, musisz natychmiast zablokować pobieranie uaktualnień.
Twardy reset nie rozwiązuje problemu
Sercem każdego zaawansowanego systemu oświetlenia od Philipsa jest mostek komunikacyjny. Ubiegłoroczny model Bridge Pro zaoferował potężny skok wydajnościowy, szybszy procesor i obsługę większej liczby akcesoriów. Niestety, najnowsze oprogramowanie układowe o numerze 2071353020 okazuje się dla niego zabójcze.
Użytkownicy masowo donoszą, że feralny update całkowicie uszkadza sprzęt. Po jego instalacji dioda na mostku zapala się na czerwono, a cała sieć oświetleniowa przestaje reagować na komendy. Co najgorsze, przywrócenie ustawień fabrycznych nie daje żadnego rezultatu. Hub staje się bezużyteczny, a jedynym wyjściem pozostaje kontakt ze wsparciem technicznym producenta w celu wymiany egzemplarza.
Konieczność budowy systemu od zera
Awaria wydaje się być loterią, ale ponieważ aktualizacje Philipsa są udostępniane globalnie, problem z tym samym prawdopodobieństwem dotyka użytkowników w Polsce. Dla każdego entuzjasty inteligentnego domu awaria centrali to najczarniejszy scenariusz z możliwych.
Wymiana „spalonego” huba to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Brak możliwości wykonania miękkiego resetu oznacza dla wielu osób koszmar ponownej, ręcznej konfiguracji infrastruktury od zera. Każdą żarówkę, taśmę LED, czujnik ruchu i przełącznik trzeba będzie sparować i zaprogramować na nowo.
Jak zablokować niebezpieczną aktualizację?
Zanim producent udostępni poprawkę eliminującą błąd, jedynym skutecznym sposobem ochrony jest prewencyjne zablokowanie instalacji nowego firmware’u. Należy to zrobić bezzwłocznie z poziomu oficjalnej aplikacji.
Wybierz kolejno: Ustawienia > Aktualizacja oprogramowania > Aktualizacje automatyczne i upewnij się, że suwak jest odznaczony. To proste działanie pozwoli przeczekać kryzys bez ryzyka utraty kontroli nad własnym domem.
#aktualizacjaOprogramowania #awariaSprzętu #błądFirmware #BridgePro #inteligentnyDom #philipsHue #smartHome
-
Ostrzeżenie dla właścicieli smart home. Ta aktualizacja zamienia Philips Hue Bridge Pro w bezużyteczną cegłę
Zamiast płynnego sterowania domowym oświetleniem, wita cię czerwona dioda i całkowity paraliż systemu.
Najnowsza łatka oprogramowania dla mostków Philips Hue Bridge Pro uszkadza urządzenia w taki sposób, że jedynym ratunkiem pozostaje ich fizyczna wymiana. Jeśli polegasz na tym sprzęcie, musisz natychmiast zablokować pobieranie uaktualnień.
Twardy reset nie rozwiązuje problemu
Sercem każdego zaawansowanego systemu oświetlenia od Philipsa jest mostek komunikacyjny. Ubiegłoroczny model Bridge Pro zaoferował potężny skok wydajnościowy, szybszy procesor i obsługę większej liczby akcesoriów. Niestety, najnowsze oprogramowanie układowe o numerze 2071353020 okazuje się dla niego zabójcze.
Użytkownicy masowo donoszą, że feralny update całkowicie uszkadza sprzęt. Po jego instalacji dioda na mostku zapala się na czerwono, a cała sieć oświetleniowa przestaje reagować na komendy. Co najgorsze, przywrócenie ustawień fabrycznych nie daje żadnego rezultatu. Hub staje się bezużyteczny, a jedynym wyjściem pozostaje kontakt ze wsparciem technicznym producenta w celu wymiany egzemplarza.
Konieczność budowy systemu od zera
Awaria wydaje się być loterią, ale ponieważ aktualizacje Philipsa są udostępniane globalnie, problem z tym samym prawdopodobieństwem dotyka użytkowników w Polsce. Dla każdego entuzjasty inteligentnego domu awaria centrali to najczarniejszy scenariusz z możliwych.
Wymiana „spalonego” huba to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Brak możliwości wykonania miękkiego resetu oznacza dla wielu osób koszmar ponownej, ręcznej konfiguracji infrastruktury od zera. Każdą żarówkę, taśmę LED, czujnik ruchu i przełącznik trzeba będzie sparować i zaprogramować na nowo.
Jak zablokować niebezpieczną aktualizację?
Zanim producent udostępni poprawkę eliminującą błąd, jedynym skutecznym sposobem ochrony jest prewencyjne zablokowanie instalacji nowego firmware’u. Należy to zrobić bezzwłocznie z poziomu oficjalnej aplikacji.
Wybierz kolejno: Ustawienia > Aktualizacja oprogramowania > Aktualizacje automatyczne i upewnij się, że suwak jest odznaczony. To proste działanie pozwoli przeczekać kryzys bez ryzyka utraty kontroli nad własnym domem.
#aktualizacjaOprogramowania #awariaSprzętu #błądFirmware #BridgePro #inteligentnyDom #philipsHue #smartHome
-
Philips Hue wchodzi na wyższy poziom integracji
Ile razy zdarzyło Ci się z poziomu aplikacji próbować włączyć inteligentną żarówkę, tylko po to, by odkryć, że ktoś wcześniej z rozpędu pstryknął fizyczny włącznik na ścianie, odcinając zasilanie? Signify, właściciel marki Philips Hue, zaprezentował dzisiaj nowe urządzenia, które ostatecznie rozwiązują ten irytujący problem, a przy okazji wprowadzają nowe lampy do domowego kina.
Ekosystem Philips Hue słynie ze swojej niezawodności, ale jak każdy system smart home oparty na inteligentnych żarówkach, cierpiał dotąd na konflikt z klasyczną instalacją elektryczną. Tradycyjny włącznik ścienny, odcinając fizycznie prąd, powodował utratę połączenia sieciowego z żarówką. Po ponownym, ręcznym włączeniu, oświetlenie często resetowało się do ustawień domyślnych, niszcząc misterne, barwne sceny.
Przewodowe moduły ścienne rozwiązują problem
Aby wyeliminować tę niedogodność, producent wprowadza Philips Hue przewodowy moduł przełącznika ściennego. To niewielka kostka montowana podtynkowo, bezpośrednio za klasycznym przełącznikiem. W przeciwieństwie do dotychczasowych wersji bateryjnych moduł ten jest wpięty bezpośrednio w sieć elektryczną i gwarantuje, że obwód zasilający inteligentną żarówkę pozostaje cały czas zamknięty.
Oznacza to, że po kliknięciu klasycznego włącznika na ścianie fizyczny prąd nie znika, a do żarówki wysyłany jest jedynie cyfrowy sygnał wygaszenia. W efekcie nasze oświetlenie jest zawsze „online”, gotowe na komendy z aplikacji, a domownicy mogą bezkarnie używać przełączników na ścianie, zyskując przy okazji możliwość konfigurowania z ich poziomu konkretnych scen świetlnych.
Równolegle na rynek trafia przewodowy przełącznik do lamp tradycyjnych, który pozwala zintegrować zwykłe, „nieinteligentne” oświetlenie (np. stare kinkiety czy żyrandole) z całym ekosystemem Hue i zarządzać nim z poziomu jednej aplikacji.
Nowy wymiar rozrywki: seria Play
Drugą istotną nowością jest poszerzenie oferty skierowanej do graczy i kinomanów. Philips zaprezentował trzy nowe produkty z serii Play:
- Lampę stołową Philips Hue Play White and Color Gradient,
- Kompaktową lampę podłogową Play White and Color Gradient,
- Dużą lampę podłogową Play White and Color Gradient Extra.
Zadaniem nowych urządzeń jest rozszerzenie doskonale znanej fanom technologii funkcji Ambilight poza ramki telewizora lub monitora. Dzięki współpracy z dedykowanym modułem HDMI Sync Box lub aplikacją Hue Sync na PC, lampy te dynamicznie przenoszą kolory i rozbłyski z ekranu na całe pomieszczenie, pogłębiając imersję podczas seansów i rozgrywki.
Odświeżone żarówki świecowe z pełnym spektrum i Matter
Dopełnieniem czerwcowych premier są zaktualizowane żarówki świecowe. Najważniejszą zmianą technologiczną w ich wnętrzu jest zastosowanie technologii pełnego spektrum światła dziennego. Mają one znacznie precyzyjniej naśladować naturalne światło słoneczne w ciągu dnia i oferować pełniejszą, bardziej spójną paletę barw niż ich poprzedniczki. Co bardzo istotne z punktu widzenia budowy niezależnego smart home, nowa generacja „świeczek” oficjalnie wspiera protokół Matter.
Wszystkie zaprezentowane nowości trafią do oficjalnej sprzedaży jeszcze w czerwcu bieżącego roku.
#automatykaDomowa #gadżety #inteligentnyDom #oświetlenie #philipsHue #smartHome #technologie #wystrójWnętrzPhilips Hue naprawia swoje sceny i… wpuszcza kamery do Apple Home
-
Philips Hue wchodzi na wyższy poziom integracji
Ile razy zdarzyło Ci się z poziomu aplikacji próbować włączyć inteligentną żarówkę, tylko po to, by odkryć, że ktoś wcześniej z rozpędu pstryknął fizyczny włącznik na ścianie, odcinając zasilanie? Signify, właściciel marki Philips Hue, zaprezentował dzisiaj nowe urządzenia, które ostatecznie rozwiązują ten irytujący problem, a przy okazji wprowadzają nowe lampy do domowego kina.
Ekosystem Philips Hue słynie ze swojej niezawodności, ale jak każdy system smart home oparty na inteligentnych żarówkach, cierpiał dotąd na konflikt z klasyczną instalacją elektryczną. Tradycyjny włącznik ścienny, odcinając fizycznie prąd, powodował utratę połączenia sieciowego z żarówką. Po ponownym, ręcznym włączeniu, oświetlenie często resetowało się do ustawień domyślnych, niszcząc misterne, barwne sceny.
Przewodowe moduły ścienne rozwiązują problem
Aby wyeliminować tę niedogodność, producent wprowadza Philips Hue przewodowy moduł przełącznika ściennego. To niewielka kostka montowana podtynkowo, bezpośrednio za klasycznym przełącznikiem. W przeciwieństwie do dotychczasowych wersji bateryjnych moduł ten jest wpięty bezpośrednio w sieć elektryczną i gwarantuje, że obwód zasilający inteligentną żarówkę pozostaje cały czas zamknięty.
Oznacza to, że po kliknięciu klasycznego włącznika na ścianie fizyczny prąd nie znika, a do żarówki wysyłany jest jedynie cyfrowy sygnał wygaszenia. W efekcie nasze oświetlenie jest zawsze „online”, gotowe na komendy z aplikacji, a domownicy mogą bezkarnie używać przełączników na ścianie, zyskując przy okazji możliwość konfigurowania z ich poziomu konkretnych scen świetlnych.
Równolegle na rynek trafia przewodowy przełącznik do lamp tradycyjnych, który pozwala zintegrować zwykłe, „nieinteligentne” oświetlenie (np. stare kinkiety czy żyrandole) z całym ekosystemem Hue i zarządzać nim z poziomu jednej aplikacji.
Nowy wymiar rozrywki: seria Play
Drugą istotną nowością jest poszerzenie oferty skierowanej do graczy i kinomanów. Philips zaprezentował trzy nowe produkty z serii Play:
- Lampę stołową Philips Hue Play White and Color Gradient,
- Kompaktową lampę podłogową Play White and Color Gradient,
- Dużą lampę podłogową Play White and Color Gradient Extra.
Zadaniem nowych urządzeń jest rozszerzenie doskonale znanej fanom technologii funkcji Ambilight poza ramki telewizora lub monitora. Dzięki współpracy z dedykowanym modułem HDMI Sync Box lub aplikacją Hue Sync na PC, lampy te dynamicznie przenoszą kolory i rozbłyski z ekranu na całe pomieszczenie, pogłębiając imersję podczas seansów i rozgrywki.
Odświeżone żarówki świecowe z pełnym spektrum i Matter
Dopełnieniem czerwcowych premier są zaktualizowane żarówki świecowe. Najważniejszą zmianą technologiczną w ich wnętrzu jest zastosowanie technologii pełnego spektrum światła dziennego. Mają one znacznie precyzyjniej naśladować naturalne światło słoneczne w ciągu dnia i oferować pełniejszą, bardziej spójną paletę barw niż ich poprzedniczki. Co bardzo istotne z punktu widzenia budowy niezależnego smart home, nowa generacja „świeczek” oficjalnie wspiera protokół Matter.
Wszystkie zaprezentowane nowości trafią do oficjalnej sprzedaży jeszcze w czerwcu bieżącego roku.
#automatykaDomowa #gadżety #inteligentnyDom #oświetlenie #philipsHue #smartHome #technologie #wystrójWnętrzPhilips Hue naprawia swoje sceny i… wpuszcza kamery do Apple Home
-
Sztuczna inteligencja zamiast lekarza? Samsung odkrywa karty przed VivaTech 2026
Zbieranie danych o tętnie czy liczbie kroków to dziś rynkowy standard, który już na nikim nie robi wrażenia.
Użytkownicy oczekują sprzętu, który nie tylko biernie rejestruje parametry, ale potrafi wyciągnąć z nich wnioski, zanim dopadnie nas choroba. Samsung dobrze wie, że przyszłość elektroniki noszonej to proaktywna profilaktyka napędzana przez AI, i to właśnie taki ujednolicony ekosystem pokaże podczas czerwcowych targów w Paryżu.
Zdrowie w centrum połączonego ekosystemu
W dniach 17–20 czerwca, podczas dziesiątej edycji targów VivaTech 2026, koreański producent zaprezentuje platformę opartą na koncepcji AI-powered Connected Care. Odrzucając na bok gładkie hasła z informacji prasowych, w praktyce oznacza to płynną i ciągłą integrację danych ze smartfonów, smartwatchy oraz aplikacji Samsung Health.
Zamiast zasypywać nas suchymi wykresami, algorytmy mają analizować nasz stan zdrowia w czasie rzeczywistym i podpowiadać konkretne działania zaradcze.
Nie tylko dla ludzi. AI zadba też o czworonogi
Ciekawym punktem zapowiedzi jest rozszerzenie technologicznej troski o dobrostan na nasze zwierzęta domowe. Skoro budujemy wokół siebie inteligentny dom i połączony ekosystem, włączenie w to monitorowania zdrowia pupili wydaje się logicznym krokiem, który może mocno wyróżnić markę na tle konkurencji. Oznacza to najpewniej nowe integracje w ramach SmartThings, choć więcej sprzętowych szczegółów poznamy 19 czerwca podczas specjalnego panelu dyskusyjnego.
Przekucie sztucznej inteligencji z technologicznej nowinki w realne narzędzie wspierające długowieczność to ambitny plan. Pozostaje nam czekać na pierwsze testy nowych rozwiązań, które udowodnią, że za obietnicami „zdrowszego jutra” idzie faktyczna, codzienna użyteczność.
#ekosystemGalaxy #elektronikaNoszona #inteligentnyDom #SamsungHealth #sztucznaInteligencjaWMedycynie #VivaTech2026Rozbity ekran na urlopie to koszmar. Samsung przypomina o pakiecie Care+ i naprawach za granicą
-
Sztuczna inteligencja zamiast lekarza? Samsung odkrywa karty przed VivaTech 2026
Zbieranie danych o tętnie czy liczbie kroków to dziś rynkowy standard, który już na nikim nie robi wrażenia.
Użytkownicy oczekują sprzętu, który nie tylko biernie rejestruje parametry, ale potrafi wyciągnąć z nich wnioski, zanim dopadnie nas choroba. Samsung dobrze wie, że przyszłość elektroniki noszonej to proaktywna profilaktyka napędzana przez AI, i to właśnie taki ujednolicony ekosystem pokaże podczas czerwcowych targów w Paryżu.
Zdrowie w centrum połączonego ekosystemu
W dniach 17–20 czerwca, podczas dziesiątej edycji targów VivaTech 2026, koreański producent zaprezentuje platformę opartą na koncepcji AI-powered Connected Care. Odrzucając na bok gładkie hasła z informacji prasowych, w praktyce oznacza to płynną i ciągłą integrację danych ze smartfonów, smartwatchy oraz aplikacji Samsung Health.
Zamiast zasypywać nas suchymi wykresami, algorytmy mają analizować nasz stan zdrowia w czasie rzeczywistym i podpowiadać konkretne działania zaradcze.
Nie tylko dla ludzi. AI zadba też o czworonogi
Ciekawym punktem zapowiedzi jest rozszerzenie technologicznej troski o dobrostan na nasze zwierzęta domowe. Skoro budujemy wokół siebie inteligentny dom i połączony ekosystem, włączenie w to monitorowania zdrowia pupili wydaje się logicznym krokiem, który może mocno wyróżnić markę na tle konkurencji. Oznacza to najpewniej nowe integracje w ramach SmartThings, choć więcej sprzętowych szczegółów poznamy 19 czerwca podczas specjalnego panelu dyskusyjnego.
Przekucie sztucznej inteligencji z technologicznej nowinki w realne narzędzie wspierające długowieczność to ambitny plan. Pozostaje nam czekać na pierwsze testy nowych rozwiązań, które udowodnią, że za obietnicami „zdrowszego jutra” idzie faktyczna, codzienna użyteczność.
#ekosystemGalaxy #elektronikaNoszona #inteligentnyDom #SamsungHealth #sztucznaInteligencjaWMedycynie #VivaTech2026Rozbity ekran na urlopie to koszmar. Samsung przypomina o pakiecie Care+ i naprawach za granicą
-
Sztuczna inteligencja zamiast lekarza? Samsung odkrywa karty przed VivaTech 2026
Zbieranie danych o tętnie czy liczbie kroków to dziś rynkowy standard, który już na nikim nie robi wrażenia.
Użytkownicy oczekują sprzętu, który nie tylko biernie rejestruje parametry, ale potrafi wyciągnąć z nich wnioski, zanim dopadnie nas choroba. Samsung dobrze wie, że przyszłość elektroniki noszonej to proaktywna profilaktyka napędzana przez AI, i to właśnie taki ujednolicony ekosystem pokaże podczas czerwcowych targów w Paryżu.
Zdrowie w centrum połączonego ekosystemu
W dniach 17–20 czerwca, podczas dziesiątej edycji targów VivaTech 2026, koreański producent zaprezentuje platformę opartą na koncepcji AI-powered Connected Care. Odrzucając na bok gładkie hasła z informacji prasowych, w praktyce oznacza to płynną i ciągłą integrację danych ze smartfonów, smartwatchy oraz aplikacji Samsung Health.
Zamiast zasypywać nas suchymi wykresami, algorytmy mają analizować nasz stan zdrowia w czasie rzeczywistym i podpowiadać konkretne działania zaradcze.
Nie tylko dla ludzi. AI zadba też o czworonogi
Ciekawym punktem zapowiedzi jest rozszerzenie technologicznej troski o dobrostan na nasze zwierzęta domowe. Skoro budujemy wokół siebie inteligentny dom i połączony ekosystem, włączenie w to monitorowania zdrowia pupili wydaje się logicznym krokiem, który może mocno wyróżnić markę na tle konkurencji. Oznacza to najpewniej nowe integracje w ramach SmartThings, choć więcej sprzętowych szczegółów poznamy 19 czerwca podczas specjalnego panelu dyskusyjnego.
Przekucie sztucznej inteligencji z technologicznej nowinki w realne narzędzie wspierające długowieczność to ambitny plan. Pozostaje nam czekać na pierwsze testy nowych rozwiązań, które udowodnią, że za obietnicami „zdrowszego jutra” idzie faktyczna, codzienna użyteczność.
#ekosystemGalaxy #elektronikaNoszona #inteligentnyDom #SamsungHealth #sztucznaInteligencjaWMedycynie #VivaTech2026Rozbity ekran na urlopie to koszmar. Samsung przypomina o pakiecie Care+ i naprawach za granicą
-
Sztuczna inteligencja zamiast lekarza? Samsung odkrywa karty przed VivaTech 2026
Zbieranie danych o tętnie czy liczbie kroków to dziś rynkowy standard, który już na nikim nie robi wrażenia.
Użytkownicy oczekują sprzętu, który nie tylko biernie rejestruje parametry, ale potrafi wyciągnąć z nich wnioski, zanim dopadnie nas choroba. Samsung dobrze wie, że przyszłość elektroniki noszonej to proaktywna profilaktyka napędzana przez AI, i to właśnie taki ujednolicony ekosystem pokaże podczas czerwcowych targów w Paryżu.
Zdrowie w centrum połączonego ekosystemu
W dniach 17–20 czerwca, podczas dziesiątej edycji targów VivaTech 2026, koreański producent zaprezentuje platformę opartą na koncepcji AI-powered Connected Care. Odrzucając na bok gładkie hasła z informacji prasowych, w praktyce oznacza to płynną i ciągłą integrację danych ze smartfonów, smartwatchy oraz aplikacji Samsung Health.
Zamiast zasypywać nas suchymi wykresami, algorytmy mają analizować nasz stan zdrowia w czasie rzeczywistym i podpowiadać konkretne działania zaradcze.
Nie tylko dla ludzi. AI zadba też o czworonogi
Ciekawym punktem zapowiedzi jest rozszerzenie technologicznej troski o dobrostan na nasze zwierzęta domowe. Skoro budujemy wokół siebie inteligentny dom i połączony ekosystem, włączenie w to monitorowania zdrowia pupili wydaje się logicznym krokiem, który może mocno wyróżnić markę na tle konkurencji. Oznacza to najpewniej nowe integracje w ramach SmartThings, choć więcej sprzętowych szczegółów poznamy 19 czerwca podczas specjalnego panelu dyskusyjnego.
Przekucie sztucznej inteligencji z technologicznej nowinki w realne narzędzie wspierające długowieczność to ambitny plan. Pozostaje nam czekać na pierwsze testy nowych rozwiązań, które udowodnią, że za obietnicami „zdrowszego jutra” idzie faktyczna, codzienna użyteczność.
#ekosystemGalaxy #elektronikaNoszona #inteligentnyDom #SamsungHealth #sztucznaInteligencjaWMedycynie #VivaTech2026Rozbity ekran na urlopie to koszmar. Samsung przypomina o pakiecie Care+ i naprawach za granicą
-
Sztuczna inteligencja zamiast lekarza? Samsung odkrywa karty przed VivaTech 2026
Zbieranie danych o tętnie czy liczbie kroków to dziś rynkowy standard, który już na nikim nie robi wrażenia.
Użytkownicy oczekują sprzętu, który nie tylko biernie rejestruje parametry, ale potrafi wyciągnąć z nich wnioski, zanim dopadnie nas choroba. Samsung dobrze wie, że przyszłość elektroniki noszonej to proaktywna profilaktyka napędzana przez AI, i to właśnie taki ujednolicony ekosystem pokaże podczas czerwcowych targów w Paryżu.
Zdrowie w centrum połączonego ekosystemu
W dniach 17–20 czerwca, podczas dziesiątej edycji targów VivaTech 2026, koreański producent zaprezentuje platformę opartą na koncepcji AI-powered Connected Care. Odrzucając na bok gładkie hasła z informacji prasowych, w praktyce oznacza to płynną i ciągłą integrację danych ze smartfonów, smartwatchy oraz aplikacji Samsung Health.
Zamiast zasypywać nas suchymi wykresami, algorytmy mają analizować nasz stan zdrowia w czasie rzeczywistym i podpowiadać konkretne działania zaradcze.
Nie tylko dla ludzi. AI zadba też o czworonogi
Ciekawym punktem zapowiedzi jest rozszerzenie technologicznej troski o dobrostan na nasze zwierzęta domowe. Skoro budujemy wokół siebie inteligentny dom i połączony ekosystem, włączenie w to monitorowania zdrowia pupili wydaje się logicznym krokiem, który może mocno wyróżnić markę na tle konkurencji. Oznacza to najpewniej nowe integracje w ramach SmartThings, choć więcej sprzętowych szczegółów poznamy 19 czerwca podczas specjalnego panelu dyskusyjnego.
Przekucie sztucznej inteligencji z technologicznej nowinki w realne narzędzie wspierające długowieczność to ambitny plan. Pozostaje nam czekać na pierwsze testy nowych rozwiązań, które udowodnią, że za obietnicami „zdrowszego jutra” idzie faktyczna, codzienna użyteczność.
#ekosystemGalaxy #elektronikaNoszona #inteligentnyDom #SamsungHealth #sztucznaInteligencjaWMedycynie #VivaTech2026Rozbity ekran na urlopie to koszmar. Samsung przypomina o pakiecie Care+ i naprawach za granicą
-
Twój smart home obniży koszty ubezpieczenia. Samsung i Ergo Hestia nagrodzeni za nietypowy projekt
Zalane mieszkanie lub zwarcie instalacji elektrycznej to koszmar każdego właściciela. Co jednak, gdyby sprzęt AGD nie tylko informował o awarii, ale jednocześnie ułatwiał zarządzanie polisą ubezpieczeniową?
Samsung i ERGO Hestia udowadniają, że inteligentny dom może przynieść wymierne korzyści finansowe i zdobywają za to branżowe wyróżnienie.
Ubezpieczenie prosto z aplikacji do zarządzania pralką
Współpraca giganta technologicznego i dużej grupy ubezpieczeniowej opiera się na popularnej platformie SmartThings. Użytkownicy podłączonych do sieci urządzeń AGD marki Samsung zyskują bezpośredni dostęp do specjalnych ofert ubezpieczeniowych przygotowanych przez ERGO Hestię (we współpracy z globalnym reasekuratorem Munich Re).
Samsung stawia na sztuczną inteligencję. Przegląd oferty telewizorów na 2026 rok
Zamiast wypełniać skomplikowane formularze u agenta, cały proces zawarcia umowy został mocno uproszczony i przeniesiony do cyfrowego środowiska. Klienci mogą zarządzać swoją ochroną majątkową dokładnie z tego samego miejsca, z którego na co dzień sterują domową elektroniką.
Prewencja zamiast kosztownej likwidacji szkód
Połączenie rynku smart home z sektorem ubezpieczeń to ważny krok w rozwoju obu branż. Systemy inteligentnego domu potrafią na bieżąco monitorować zagrożenia, takie jak wyciek wody, pojawienie się dymu czy nieautoryzowane otwarcie drzwi, pozwalając na błyskawiczną reakcję i zminimalizowanie strat.
Dla firm ubezpieczeniowych obecność takich czujników oznacza mniejsze ryzyko wypłaty potężnych odszkodowań. Dla samego użytkownika to z kolei szansa na optymalizację kosztów samej polisy. Mamy tu do czynienia z przejściem od tradycyjnego, reaktywnego modelu ubezpieczeń do aktywnej prewencji i zapobiegania szkodom.
Branża docenia nowy rynkowy standard
Inicjatywa łącząca domowe ekosystemy z ubezpieczeniami została właśnie doceniona przez rynek. Redakcja „Gazety Ubezpieczeniowej” przyznała firmom wyróżnienie za innowacyjność.
Nagroda ta potwierdza szerszy trend, który powoli dociera do Polski: urządzenia domowe przestają być tylko gadżetami ułatwiającymi sprzątanie czy gotowanie. Stają się centralnymi hubami informacyjnymi, które na bieżąco dbają o nasze bezpieczeństwo i mogą realnie obniżyć koszty utrzymania nieruchomości.
#ERGOHestia #innowacje #insurtech #inteligentnyDom #MunichRe #Samsung #smartHome #SmartThings #sprzętAgd #ubezpieczenieMieszkania -
Twój smart home obniży koszty ubezpieczenia. Samsung i Ergo Hestia nagrodzeni za nietypowy projekt
Zalane mieszkanie lub zwarcie instalacji elektrycznej to koszmar każdego właściciela. Co jednak, gdyby sprzęt AGD nie tylko informował o awarii, ale jednocześnie ułatwiał zarządzanie polisą ubezpieczeniową?
Samsung i ERGO Hestia udowadniają, że inteligentny dom może przynieść wymierne korzyści finansowe i zdobywają za to branżowe wyróżnienie.
Ubezpieczenie prosto z aplikacji do zarządzania pralką
Współpraca giganta technologicznego i dużej grupy ubezpieczeniowej opiera się na popularnej platformie SmartThings. Użytkownicy podłączonych do sieci urządzeń AGD marki Samsung zyskują bezpośredni dostęp do specjalnych ofert ubezpieczeniowych przygotowanych przez ERGO Hestię (we współpracy z globalnym reasekuratorem Munich Re).
Samsung stawia na sztuczną inteligencję. Przegląd oferty telewizorów na 2026 rok
Zamiast wypełniać skomplikowane formularze u agenta, cały proces zawarcia umowy został mocno uproszczony i przeniesiony do cyfrowego środowiska. Klienci mogą zarządzać swoją ochroną majątkową dokładnie z tego samego miejsca, z którego na co dzień sterują domową elektroniką.
Prewencja zamiast kosztownej likwidacji szkód
Połączenie rynku smart home z sektorem ubezpieczeń to ważny krok w rozwoju obu branż. Systemy inteligentnego domu potrafią na bieżąco monitorować zagrożenia, takie jak wyciek wody, pojawienie się dymu czy nieautoryzowane otwarcie drzwi, pozwalając na błyskawiczną reakcję i zminimalizowanie strat.
Dla firm ubezpieczeniowych obecność takich czujników oznacza mniejsze ryzyko wypłaty potężnych odszkodowań. Dla samego użytkownika to z kolei szansa na optymalizację kosztów samej polisy. Mamy tu do czynienia z przejściem od tradycyjnego, reaktywnego modelu ubezpieczeń do aktywnej prewencji i zapobiegania szkodom.
Branża docenia nowy rynkowy standard
Inicjatywa łącząca domowe ekosystemy z ubezpieczeniami została właśnie doceniona przez rynek. Redakcja „Gazety Ubezpieczeniowej” przyznała firmom wyróżnienie za innowacyjność.
Nagroda ta potwierdza szerszy trend, który powoli dociera do Polski: urządzenia domowe przestają być tylko gadżetami ułatwiającymi sprzątanie czy gotowanie. Stają się centralnymi hubami informacyjnymi, które na bieżąco dbają o nasze bezpieczeństwo i mogą realnie obniżyć koszty utrzymania nieruchomości.
#ERGOHestia #innowacje #insurtech #inteligentnyDom #MunichRe #Samsung #smartHome #SmartThings #sprzętAgd #ubezpieczenieMieszkania -
Napęd na cztery koła i nawigacja bez kabli. Roboty koszące Segway Navimow z nagrodami Red Dot
Konkurs Red Dot Design Awards to jedno z najstarszych wyróżnień w dziedzinie wzornictwa przemysłowego.
W tegorocznej edycji jury doceniło dwa bezprzewodowe roboty koszące marki Segway Navimow: modele X4 oraz H2. Za projektem obu urządzeń stoją konkretne rozwiązania techniczne, pozwalające na mapowanie ogrodu i koszenie trawy bez konieczności rozkładania fizycznych przewodów ograniczających.
Navimow X4: napęd AWD i radzenie sobie ze stromymi wzniesieniami
Pierwszym z nagrodzonych urządzeń jest model X4. To pierwszy robot w ofercie producenta wyposażony w napęd na cztery koła (AWD). Wykorzystuje on dwa niezależne silniki skrętu, co pozwala maszynie na pokonywanie wzniesień o nachyleniu sięgającym 84 proc.
Z punktu widzenia budowy, uwagę zwraca zastosowanie technologii Xero-Turn. Opiera się ona na mimośrodowej rotacji przednich kół, dzięki czemu kosiarka może obracać się w miejscu bez zrywania darni. System nawigacji zrezygnował z zewnętrznych anten na rzecz potrójnej częstotliwości RTK zintegrowanej z zestawem trzech kamer. Moduł ten pozwala na automatyczne mapowanie terenu i wykrywanie przeszkód w zakresie 360 stopni. Deklarowana wydajność modelu X4 to skoszenie do 2000 metrów kwadratowych w ciągu 8 godzin pracy.
Navimow H2: skanowanie 3D i koszenie krawędzi
Drugi wyróżniony model, Navimow H2, zaprojektowano z myślą o trawnikach o powierzchni od 500 do 3000 metrów kwadratowych. Urządzenie wyróżnia się konstrukcyjnie przesuniętą tarczą tnącą, co ma ułatwiać docinanie trawy tuż przy krawędziach i obrzeżach ogrodu.
System nawigacji w tym modelu opiera się na technologii EFLS LiDAR+, która współpracuje z Network RTK oraz modułem wizyjnym. Połączenie tych czujników umożliwia tworzenie trójwymiarowych map ogrodu w czasie rzeczywistym i optymalizację ścieżek koszenia. Producent podaje, że wbudowane kamery reagują na obiekty o wielkości od 1 centymetra i potrafią rozpoznać ponad 200 rodzajów przeszkód – od mebli ogrodowych po zwierzęta domowe.
Nagrody Red Dot dla modeli X4 i H2 to kolejne wyróżnienie branżowe dla robotów Segway. W ubiegłym roku seria Navimow X3 otrzymała statuetkę iF Design Award. Według danych firmy badawczej Euromonitor International, Segway Navimow utrzymał w latach 2024-2025 pierwszą pozycję na świecie pod względem sprzedaży detalicznej w kategorii bezprzewodowych robotów koszących.
#inteligentnyDom #kosiarkiBezprzewodowe #Lidar #nawigacjaRTK #RedDotDesignAwards #robotyKoszące #SegwayNavimow #technologieDoOgroduRobot koszący do najtrudniejszych zadań – Segway Navimow X430 (cz. 1) [wideo]
-
Napęd na cztery koła i nawigacja bez kabli. Roboty koszące Segway Navimow z nagrodami Red Dot
Konkurs Red Dot Design Awards to jedno z najstarszych wyróżnień w dziedzinie wzornictwa przemysłowego.
W tegorocznej edycji jury doceniło dwa bezprzewodowe roboty koszące marki Segway Navimow: modele X4 oraz H2. Za projektem obu urządzeń stoją konkretne rozwiązania techniczne, pozwalające na mapowanie ogrodu i koszenie trawy bez konieczności rozkładania fizycznych przewodów ograniczających.
Navimow X4: napęd AWD i radzenie sobie ze stromymi wzniesieniami
Pierwszym z nagrodzonych urządzeń jest model X4. To pierwszy robot w ofercie producenta wyposażony w napęd na cztery koła (AWD). Wykorzystuje on dwa niezależne silniki skrętu, co pozwala maszynie na pokonywanie wzniesień o nachyleniu sięgającym 84 proc.
Z punktu widzenia budowy, uwagę zwraca zastosowanie technologii Xero-Turn. Opiera się ona na mimośrodowej rotacji przednich kół, dzięki czemu kosiarka może obracać się w miejscu bez zrywania darni. System nawigacji zrezygnował z zewnętrznych anten na rzecz potrójnej częstotliwości RTK zintegrowanej z zestawem trzech kamer. Moduł ten pozwala na automatyczne mapowanie terenu i wykrywanie przeszkód w zakresie 360 stopni. Deklarowana wydajność modelu X4 to skoszenie do 2000 metrów kwadratowych w ciągu 8 godzin pracy.
Navimow H2: skanowanie 3D i koszenie krawędzi
Drugi wyróżniony model, Navimow H2, zaprojektowano z myślą o trawnikach o powierzchni od 500 do 3000 metrów kwadratowych. Urządzenie wyróżnia się konstrukcyjnie przesuniętą tarczą tnącą, co ma ułatwiać docinanie trawy tuż przy krawędziach i obrzeżach ogrodu.
System nawigacji w tym modelu opiera się na technologii EFLS LiDAR+, która współpracuje z Network RTK oraz modułem wizyjnym. Połączenie tych czujników umożliwia tworzenie trójwymiarowych map ogrodu w czasie rzeczywistym i optymalizację ścieżek koszenia. Producent podaje, że wbudowane kamery reagują na obiekty o wielkości od 1 centymetra i potrafią rozpoznać ponad 200 rodzajów przeszkód – od mebli ogrodowych po zwierzęta domowe.
Nagrody Red Dot dla modeli X4 i H2 to kolejne wyróżnienie branżowe dla robotów Segway. W ubiegłym roku seria Navimow X3 otrzymała statuetkę iF Design Award. Według danych firmy badawczej Euromonitor International, Segway Navimow utrzymał w latach 2024-2025 pierwszą pozycję na świecie pod względem sprzedaży detalicznej w kategorii bezprzewodowych robotów koszących.
#inteligentnyDom #kosiarkiBezprzewodowe #Lidar #nawigacjaRTK #RedDotDesignAwards #robotyKoszące #SegwayNavimow #technologieDoOgroduRobot koszący do najtrudniejszych zadań – Segway Navimow X430 (cz. 1) [wideo]
-
Zanim powstał SmartThings i Galaxy Watch. Tak Samsung wymyślił połączony świat w 1999 roku
Pamiętasz rok 1999? Większość z nas łączyła się z internetem przez piszczący modem, a szczytem mobilnej technologii był telefon z wężem i wystającą anteną.
W tym samym czasie w laboratoriach Samsunga powstawały już urządzenia, które o dwie dekady wyprzedzały swoją epokę. Zamiast produkować tylko izolowane sprzęty RTV i AGD, Koreańczycy zaczęli projektować system, w którym wszystko miało się ze sobą komunikować. Dziś nazywamy to inteligentnym domem, ale fundamenty pod aplikację SmartThings wylano ponad ćwierć wieku temu.
Zegarek z telefonem i MP3 w komórce. Inżynieryjne szaleństwo lat 90.
Pod koniec lat 90. rynek elektroniki użytkowej wyglądał zupełnie inaczej. W polskich domach królowały pękate telewizory z serii Plano oraz biurkowe monitory SyncMaster. Zmiana nadeszła, gdy do gry weszły rozwiązania ściśle multimedialne, takie jak choćby pierwsze odtwarzacze MP3 z kultowej serii Yepp. Jednak to, co Samsung prezentował za zamkniętymi drzwiami i na technologicznych targach, wręcz wyprzedzało czas.
Samsung stawia na sztuczną inteligencję. Przegląd oferty telewizorów na 2026 rok
W 1999 roku producent pokazał prototypy, które dzisiaj uznalibyśmy za standard, ale wtedy brzmiały jak rekwizyty z filmów science fiction. To właśnie wtedy zaprezentowano pierwszy na świecie telefon, który można było nosić na nadgarstku – bezpośredniego praprzodka dzisiejszych smartwatchy. Równolegle firma pochwaliła się komórką z wbudowanym odtwarzaczem plików MP3 oraz modelem wyposażonym w zintegrowany tuner telewizyjny. Jakby tego było mało, zaprezentowano gigantyczny, jak na ówczesne standardy, projekcyjny telewizor HDTV o przekątnej 65 cali.
Od „cyfrowej konwergencji” do ekosystemu w kieszeni
Wielu producentów próbowało wtedy tworzyć nowatorskie gadżety, ale kluczem do przetrwania okazało się połączenie ich w jedną sieć. Samsung nazwał to zjawisko „cyfrową konwergencją”. W praktyce oznaczało to budowanie pierwszego ekosystemu – sprzętów domowych, osobistych i mobilnych, które miały w przyszłości wymieniać się danymi.
Producent postawił wszystko na jedną kartę, inwestując potężne pieniądze w podzespoły, które miały zasilić ten nowy, połączony świat. W 1999 roku opracowano pierwszą pamięć 1Gb DDR SDRAM, bez której dzisiejsze zaawansowane komputery i smartfony nie mogłyby funkcjonować. W tym samym czasie inżynierowie marki przeprowadzili pierwsze publiczne testy technologii IMT-2000 opartej o standard cdma2000. W dużym uproszczeniu: były to fundamenty pod rozwój sieci 3G, która wkrótce potem pozwoliła nam na swobodne przeglądanie internetu z poziomu telefonu. To dzięki tym, z pozoru nudnym, inwestycjom w układy scalone, dziś możemy z drugiego końca świata uruchomić pralkę czy sprawdzić podgląd z kamer domowych za pomocą jednej aplikacji.
#ciekawostkiTechnologiczne #gadżetyRetro #historiaTechnologii #inteligentnyDom #Samsung #SmartThings #sprzętRTV #telefonyKomórkowe -
Zanim powstał SmartThings i Galaxy Watch. Tak Samsung wymyślił połączony świat w 1999 roku
Pamiętasz rok 1999? Większość z nas łączyła się z internetem przez piszczący modem, a szczytem mobilnej technologii był telefon z wężem i wystającą anteną.
W tym samym czasie w laboratoriach Samsunga powstawały już urządzenia, które o dwie dekady wyprzedzały swoją epokę. Zamiast produkować tylko izolowane sprzęty RTV i AGD, Koreańczycy zaczęli projektować system, w którym wszystko miało się ze sobą komunikować. Dziś nazywamy to inteligentnym domem, ale fundamenty pod aplikację SmartThings wylano ponad ćwierć wieku temu.
Zegarek z telefonem i MP3 w komórce. Inżynieryjne szaleństwo lat 90.
Pod koniec lat 90. rynek elektroniki użytkowej wyglądał zupełnie inaczej. W polskich domach królowały pękate telewizory z serii Plano oraz biurkowe monitory SyncMaster. Zmiana nadeszła, gdy do gry weszły rozwiązania ściśle multimedialne, takie jak choćby pierwsze odtwarzacze MP3 z kultowej serii Yepp. Jednak to, co Samsung prezentował za zamkniętymi drzwiami i na technologicznych targach, wręcz wyprzedzało czas.
Samsung stawia na sztuczną inteligencję. Przegląd oferty telewizorów na 2026 rok
W 1999 roku producent pokazał prototypy, które dzisiaj uznalibyśmy za standard, ale wtedy brzmiały jak rekwizyty z filmów science fiction. To właśnie wtedy zaprezentowano pierwszy na świecie telefon, który można było nosić na nadgarstku – bezpośredniego praprzodka dzisiejszych smartwatchy. Równolegle firma pochwaliła się komórką z wbudowanym odtwarzaczem plików MP3 oraz modelem wyposażonym w zintegrowany tuner telewizyjny. Jakby tego było mało, zaprezentowano gigantyczny, jak na ówczesne standardy, projekcyjny telewizor HDTV o przekątnej 65 cali.
Od „cyfrowej konwergencji” do ekosystemu w kieszeni
Wielu producentów próbowało wtedy tworzyć nowatorskie gadżety, ale kluczem do przetrwania okazało się połączenie ich w jedną sieć. Samsung nazwał to zjawisko „cyfrową konwergencją”. W praktyce oznaczało to budowanie pierwszego ekosystemu – sprzętów domowych, osobistych i mobilnych, które miały w przyszłości wymieniać się danymi.
Producent postawił wszystko na jedną kartę, inwestując potężne pieniądze w podzespoły, które miały zasilić ten nowy, połączony świat. W 1999 roku opracowano pierwszą pamięć 1Gb DDR SDRAM, bez której dzisiejsze zaawansowane komputery i smartfony nie mogłyby funkcjonować. W tym samym czasie inżynierowie marki przeprowadzili pierwsze publiczne testy technologii IMT-2000 opartej o standard cdma2000. W dużym uproszczeniu: były to fundamenty pod rozwój sieci 3G, która wkrótce potem pozwoliła nam na swobodne przeglądanie internetu z poziomu telefonu. To dzięki tym, z pozoru nudnym, inwestycjom w układy scalone, dziś możemy z drugiego końca świata uruchomić pralkę czy sprawdzić podgląd z kamer domowych za pomocą jednej aplikacji.
#ciekawostkiTechnologiczne #gadżetyRetro #historiaTechnologii #inteligentnyDom #Samsung #SmartThings #sprzętRTV #telefonyKomórkowe -
Cristiano Ronaldo z nowym kontraktem. Piłkarz został twarzą robotów sprzątających i sprzętu AGD
Kiedy myślisz o Cristiano Ronaldo, przed oczami masz rygorystyczne treningi i piłkarskie rekordy. Od dziś do tego zestawienia musisz dorzucić… inteligentne urządzenia sprzątające i sprzęt do pielęgnacji.
Marka Dreame Technology ogłosiła właśnie globalne partnerstwo z legendą futbolu. Angażując jednego z najpopularniejszych sportowców globu, producent wysyła jasny sygnał: gramy o najwyższą stawkę i pozycję lidera w segmencie premium sprzętu domowego.
Z boiska do inteligentnego domu. Dreame pręży muskuły
Producent inteligentnego sprzętu domowego oficjalnie potwierdził zawarcie umowy, na mocy której Cristiano Ronaldo został jego nowym, globalnym ambasadorem. Biznesowo to niezwykle przemyślany ruch. Wizerunek Portugalczyka jest na całym świecie synonimem niezachwianej samodyscypliny, wytrwałości i nieustannego dążenia do perfekcji. Dreame wyraźnie chce, by dokładnie te same cechy kojarzyły się z ich technologicznymi rozwiązaniami.
Główna kampania będzie opierać się na haśle „Dreame to Win”. Producent wykorzystuje popularność sportowca, by podkreślić swoją gotowość do objęcia przywództwa na światowym rynku zaawansowanych urządzeń gospodarstwa domowego. To czytelny krok w stronę utrwalenia wizerunku marki premium po latach dynamicznej, międzynarodowej ekspansji.
Nie tylko roboty sprzątające. Co dokładnie będzie promował CR7?
Jeśli myślicie, że piłkarz będzie pojawiał się wyłącznie na pudełkach autonomicznych odkurzaczy, jesteście w błędzie. Partnerstwo z Ronaldo obejmuje niemal cały ekosystem produktów z portfolio firmy. Wizerunek sportowca będzie oczywiście wspierał sprzedaż urządzeń sprzątających przeznaczonych zarówno do domu, jak i na zewnątrz.
Na tym jednak nie koniec. Globalna współpraca dotyczy również szerokiej gamy małego i dużego sprzętu AGD, rozwiązań kuchennych oraz zaawansowanych urządzeń z kategorii pielęgnacji osobistej (takich jak np. suszarki do włosów).
Inwestycje w technologie zamiast marketingowej nowomowy
Branża domowej elektroniki użytkowej nie wybacza kompromisów, a wieloletnie, gigantyczne inwestycje Dreame w silniki wysokoobrotowe oraz systemy sterowania oparte na sztucznej inteligencji właśnie procentują. Klienci oczekują dziś urządzeń, które realnie wyręczą ich w domowych obowiązkach. Sam zawodnik przyznał, że do podjęcia współpracy z marką przekonały go przede wszystkim innowacje, które podnoszą jakość życia i ułatwiają codzienne funkcjonowanie. Zaangażowanie tak potężnego nazwiska do globalnej promocji to ostateczny dowód na to, że rywalizacja na rynku technologii smart home weszła właśnie w zupełnie nową, znacznie droższą fazę.
#CristianoRonaldo #DreameTechnology #DreameToWin #inteligentnyDom #nowościTechnologiczne #robotySprzątające #smartHome #sprzętAgdDreame poszerza ofertę robotów. Do Polski wchodzą modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE i D30 Ultra
-
Cristiano Ronaldo z nowym kontraktem. Piłkarz został twarzą robotów sprzątających i sprzętu AGD
Kiedy myślisz o Cristiano Ronaldo, przed oczami masz rygorystyczne treningi i piłkarskie rekordy. Od dziś do tego zestawienia musisz dorzucić… inteligentne urządzenia sprzątające i sprzęt do pielęgnacji.
Marka Dreame Technology ogłosiła właśnie globalne partnerstwo z legendą futbolu. Angażując jednego z najpopularniejszych sportowców globu, producent wysyła jasny sygnał: gramy o najwyższą stawkę i pozycję lidera w segmencie premium sprzętu domowego.
Z boiska do inteligentnego domu. Dreame pręży muskuły
Producent inteligentnego sprzętu domowego oficjalnie potwierdził zawarcie umowy, na mocy której Cristiano Ronaldo został jego nowym, globalnym ambasadorem. Biznesowo to niezwykle przemyślany ruch. Wizerunek Portugalczyka jest na całym świecie synonimem niezachwianej samodyscypliny, wytrwałości i nieustannego dążenia do perfekcji. Dreame wyraźnie chce, by dokładnie te same cechy kojarzyły się z ich technologicznymi rozwiązaniami.
Główna kampania będzie opierać się na haśle „Dreame to Win”. Producent wykorzystuje popularność sportowca, by podkreślić swoją gotowość do objęcia przywództwa na światowym rynku zaawansowanych urządzeń gospodarstwa domowego. To czytelny krok w stronę utrwalenia wizerunku marki premium po latach dynamicznej, międzynarodowej ekspansji.
Nie tylko roboty sprzątające. Co dokładnie będzie promował CR7?
Jeśli myślicie, że piłkarz będzie pojawiał się wyłącznie na pudełkach autonomicznych odkurzaczy, jesteście w błędzie. Partnerstwo z Ronaldo obejmuje niemal cały ekosystem produktów z portfolio firmy. Wizerunek sportowca będzie oczywiście wspierał sprzedaż urządzeń sprzątających przeznaczonych zarówno do domu, jak i na zewnątrz.
Na tym jednak nie koniec. Globalna współpraca dotyczy również szerokiej gamy małego i dużego sprzętu AGD, rozwiązań kuchennych oraz zaawansowanych urządzeń z kategorii pielęgnacji osobistej (takich jak np. suszarki do włosów).
Inwestycje w technologie zamiast marketingowej nowomowy
Branża domowej elektroniki użytkowej nie wybacza kompromisów, a wieloletnie, gigantyczne inwestycje Dreame w silniki wysokoobrotowe oraz systemy sterowania oparte na sztucznej inteligencji właśnie procentują. Klienci oczekują dziś urządzeń, które realnie wyręczą ich w domowych obowiązkach. Sam zawodnik przyznał, że do podjęcia współpracy z marką przekonały go przede wszystkim innowacje, które podnoszą jakość życia i ułatwiają codzienne funkcjonowanie. Zaangażowanie tak potężnego nazwiska do globalnej promocji to ostateczny dowód na to, że rywalizacja na rynku technologii smart home weszła właśnie w zupełnie nową, znacznie droższą fazę.
#CristianoRonaldo #DreameTechnology #DreameToWin #inteligentnyDom #nowościTechnologiczne #robotySprzątające #smartHome #sprzętAgdDreame poszerza ofertę robotów. Do Polski wchodzą modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE i D30 Ultra
-
Dreame poszerza ofertę robotów. Do Polski wchodzą modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE i D30 Ultra
Chiński producent odkurzaczy automatycznych uzupełnił właśnie swoje polskie portfolio o trzy nowe konstrukcje.
Modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE oraz D30 Ultra zostały zaprojektowane tak, aby wypełnić luki w różnych segmentach cenowych, oferując przy tym rozwiązania techniczne znane do tej pory głównie z najdroższych flagowców.
Matrix10 Pro: system automatycznej wymiany padów
Najwyżej pozycjonowaną nowością jest Matrix10 Pro, który stanowi nieco skromniejszą, ale wciąż zaawansowaną alternatywę dla modelu Ultra. Najważniejszym wyróżnikiem tej konstrukcji jest stacja dokująca, która potrafi samodzielnie wymieniać pady mopujące wewnątrz robota. Urządzenie dobiera jeden z trzech rodzajów mopa (termiczny, szorujący lub chłonny) w zależności od tego, jaki rodzaj nawierzchni ma w danej chwili sprzątać.
Pod kątem czysto mechanicznym robot dysponuje siłą ssania na poziomie 30 000 Pa i wykorzystuje podwójną szczotkę główną, która ma minimalizować problem wplątywania się długich włosów. Sama stacja bazowa nie tylko opróżnia zbiornik na kurz, ale też myje mopy w wodzie o temperaturze 100°C, osusza je gorącym powietrzem i automatycznie dozuje odpowiednie środki czyszczące.
L50 Ultra AE: rozwiązanie dla posiadaczy zwierząt
Kolejny model, L50 Ultra AE, to propozycja dla osób, które zmagają się z dużą ilością sierści na podłogach. Producent zastosował tu specjalną szczotkę TriCut, wyposażoną w mechaniczne ostrza rozcinające zaplątane włosy. Rozwiązanie to ma zapobiegać blokowaniu się wałka i eliminować konieczność jego ręcznego czyszczenia.
Urządzenie oferuje siłę ssania wynoszącą 28 000 Pa oraz system wysuwanych mopów, które ułatwiają sprzątanie wzdłuż krawędzi mebli i listew przypodłogowych. W przypadku wjazdu na dywan, robot potrafi unieść mokre pady na wysokość 10,5 mm, co ma chronić tkaniny przed wilgocią. Stacja dokująca, podobnie jak w wyższym modelu, oferuje funkcję sterylizacji mopów we wrzątku.
D30 Ultra: funkcje premium w niższym budżecie
Ostatnią z nowości jest D30 Ultra, pozycjonowany jako następca budżetowego modelu D20. Mimo niższej ceny, sprzęt przejął kilka technologii z wyższych serii, w tym mechanizm MopExtend RoboSwing, który fizycznie przesuwa moduł mopujący do samych krawędzi ścian.
Robot dysponuje siłą ssania 25 000 Pa i wykorzystuje czujniki ultradźwiękowe do rozpoznawania dywanów. Jego stacja bazowa pozwala na około 100 dni pracy bez konieczności wymiany worka na kurz, a po zakończeniu cyklu sprzątania automatycznie myje i suszy elementy mopujące.
Ceny i oferta premierowa
Wszystkie trzy modele marki Dreame są już dostępne w regularnej sprzedaży. Cena katalogowa modelu Matrix10 Pro wynosi 3 999 zł, a w ramach oferty premierowej (do 19 maja) można go kupić z kuponem rabatowym o wartości 200 zł. L50 Ultra AE kosztuje 2 499 zł (w promocji taniej o 100 zł), natomiast bazowy model D30 Ultra został wyceniony na 1 699 zł.
#D30Ultra #Dreame #iMagazine #inteligentnyDom #L50UltraAE #Matrix10Pro #nowościProduktowe #odkurzaczAutomatyczny #robotSprzątający
-
Dreame poszerza ofertę robotów. Do Polski wchodzą modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE i D30 Ultra
Chiński producent odkurzaczy automatycznych uzupełnił właśnie swoje polskie portfolio o trzy nowe konstrukcje.
Modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE oraz D30 Ultra zostały zaprojektowane tak, aby wypełnić luki w różnych segmentach cenowych, oferując przy tym rozwiązania techniczne znane do tej pory głównie z najdroższych flagowców.
Matrix10 Pro: system automatycznej wymiany padów
Najwyżej pozycjonowaną nowością jest Matrix10 Pro, który stanowi nieco skromniejszą, ale wciąż zaawansowaną alternatywę dla modelu Ultra. Najważniejszym wyróżnikiem tej konstrukcji jest stacja dokująca, która potrafi samodzielnie wymieniać pady mopujące wewnątrz robota. Urządzenie dobiera jeden z trzech rodzajów mopa (termiczny, szorujący lub chłonny) w zależności od tego, jaki rodzaj nawierzchni ma w danej chwili sprzątać.
Pod kątem czysto mechanicznym robot dysponuje siłą ssania na poziomie 30 000 Pa i wykorzystuje podwójną szczotkę główną, która ma minimalizować problem wplątywania się długich włosów. Sama stacja bazowa nie tylko opróżnia zbiornik na kurz, ale też myje mopy w wodzie o temperaturze 100°C, osusza je gorącym powietrzem i automatycznie dozuje odpowiednie środki czyszczące.
L50 Ultra AE: rozwiązanie dla posiadaczy zwierząt
Kolejny model, L50 Ultra AE, to propozycja dla osób, które zmagają się z dużą ilością sierści na podłogach. Producent zastosował tu specjalną szczotkę TriCut, wyposażoną w mechaniczne ostrza rozcinające zaplątane włosy. Rozwiązanie to ma zapobiegać blokowaniu się wałka i eliminować konieczność jego ręcznego czyszczenia.
Urządzenie oferuje siłę ssania wynoszącą 28 000 Pa oraz system wysuwanych mopów, które ułatwiają sprzątanie wzdłuż krawędzi mebli i listew przypodłogowych. W przypadku wjazdu na dywan, robot potrafi unieść mokre pady na wysokość 10,5 mm, co ma chronić tkaniny przed wilgocią. Stacja dokująca, podobnie jak w wyższym modelu, oferuje funkcję sterylizacji mopów we wrzątku.
D30 Ultra: funkcje premium w niższym budżecie
Ostatnią z nowości jest D30 Ultra, pozycjonowany jako następca budżetowego modelu D20. Mimo niższej ceny, sprzęt przejął kilka technologii z wyższych serii, w tym mechanizm MopExtend RoboSwing, który fizycznie przesuwa moduł mopujący do samych krawędzi ścian.
Robot dysponuje siłą ssania 25 000 Pa i wykorzystuje czujniki ultradźwiękowe do rozpoznawania dywanów. Jego stacja bazowa pozwala na około 100 dni pracy bez konieczności wymiany worka na kurz, a po zakończeniu cyklu sprzątania automatycznie myje i suszy elementy mopujące.
Ceny i oferta premierowa
Wszystkie trzy modele marki Dreame są już dostępne w regularnej sprzedaży. Cena katalogowa modelu Matrix10 Pro wynosi 3 999 zł, a w ramach oferty premierowej (do 19 maja) można go kupić z kuponem rabatowym o wartości 200 zł. L50 Ultra AE kosztuje 2 499 zł (w promocji taniej o 100 zł), natomiast bazowy model D30 Ultra został wyceniony na 1 699 zł.
#D30Ultra #Dreame #iMagazine #inteligentnyDom #L50UltraAE #Matrix10Pro #nowościProduktowe #odkurzaczAutomatyczny #robotSprzątający
-
Bez wieżyczki laserowej i brudnych mopów. MOVA wchodzi do Polski z robotami o dużej mocy
Na polskim rynku inteligentnego sprzątania robi się tłoczno, a marka MOVA postanowiła wejść do gry, uderzając w najsłabsze punkty konkurencji.
Producent wprowadza jednocześnie dwie serie robotów, które pokazują różne podejście do czystości: ewolucyjny model P70 Pro Ultra z wyparzaniem mopów we wrzątku oraz rewolucyjną serię S70 Roller, która zamiast tradycyjnych padów wykorzystuje puszysty wałek myjący podłogę wyłącznie świeżą wodą.
MOVA P70 Pro Ultra: sterylizacja w 100°C
Model P70 Pro Ultra to bezpośredni następca popularnego modelu P50, ale skala zmian sugeruje zupełnie nową generację. Najbardziej imponującym parametrem jest siła ssania, która wzrosła z 19 000 Pa do aż 30 000 Pa, co pozwala podobno na skuteczne usuwanie zanieczyszczeń nawet z gęstych dywanów.
Producent postawił na higienę w stacji bazowej. Podczas gdy standardem rynkowym jest pranie mopów w letniej wodzie, P70 Pro Ultra wykorzystuje system grzewczy PTC, który podgrzewa wodę do 100°C. Takie wyparzanie padów eliminuje bakterie i bez trudu usuwa tłuste plamy. Całość dopełnia system MaxiReach, czyli wysuwane ramię szczotki bocznej i mopa, co pozwala robotowi doczyścić narożniki i krawędzie przy listwach bez zostawiania martwych stref.
Seria S70 Roller: rezygnacja z tradycyjnego mopowania
Największą innowacją jest jednak seria S70 Roller. MOVA zdecydowała się na całkowity reset w kwestii mycia podłóg. Zamiast płaskich padów, które jedynie przecierają nawierzchnię, zastosowano 27-centymetrowy, szybkoobrotowy wałek rolkowy (technologia nazwana przez producenta HydroForce). System 12 dysz stale podaje na niego świeżą wodę, a mechanizm odsysający natychmiast odprowadza brudną ciecz do oddzielnego zbiornika. Dzięki temu urządzenie nigdy nie myje podłogi brudnym elementem, co powinno eliminować smugi.
Seria S70 wyróżnia się też unikalną konstrukcją:
- Brak wieżyczki laserowej: dzięki ukrytej nawigacji CovertSense (opartej na czujnikach DToF), robot ma tylko 90 mm wysokości. To pozwala mu wjechać pod niskie sofy i meble, pod którymi modele z wystającym laserem zawsze utykały.
- Pokonywanie wysokich progów: flagowy model S70 Ultra Roller posiada zawieszenie StepPro 2.0, które pozwala mu przejeżdżać przez progi o wysokości do 40 mm.
- Moc 32 000 Pa: najwyższy model z serii S oferuje rekordową siłę ssania, co czyni go jednym z najmocniejszych urządzeń na rynku.
Ceny i majowa promocja na start
Wszystkie nowości od MOVA trafiają do sprzedaży w Polsce 6 maja 2026 roku. Do końca miesiąca (31 maja) urządzenia będą dostępne w specjalnej ofercie promocyjnej w największych sieciach handlowych:
- MOVA P70 Pro Ultra: cena katalogowa 2999 zł (dostępna z 13% rabatem).
- MOVA S70 Pro Roller: cena katalogowa 3399 zł (dostępna z 12% rabatem).
- MOVA S70 Ultra Roller: cena katalogowa 4299 zł (dostępna z 9% rabatem).
Nowe roboty można znaleźć m.in. w RTV Euro AGD, Media Expert, MediaMarkt oraz na Allegro. Biorąc pod uwagę parametry techniczne i innowacyjny system mopowania wałkiem, MOVA może poważnie namieszać w segmencie premium.
#HydroForce #inteligentnyDom #MOVA #MOVAP70ProUltra #MOVAS70Roller #odkurzaczAutomatyczny #robotSprzątający #technologieSprzątaniaMOVA idzie dalej niż roboty sprzątające. Asystent AI przypinany do smartfona i głośniki na start
-
Bez wieżyczki laserowej i brudnych mopów. MOVA wchodzi do Polski z robotami o dużej mocy
Na polskim rynku inteligentnego sprzątania robi się tłoczno, a marka MOVA postanowiła wejść do gry, uderzając w najsłabsze punkty konkurencji.
Producent wprowadza jednocześnie dwie serie robotów, które pokazują różne podejście do czystości: ewolucyjny model P70 Pro Ultra z wyparzaniem mopów we wrzątku oraz rewolucyjną serię S70 Roller, która zamiast tradycyjnych padów wykorzystuje puszysty wałek myjący podłogę wyłącznie świeżą wodą.
MOVA P70 Pro Ultra: sterylizacja w 100°C
Model P70 Pro Ultra to bezpośredni następca popularnego modelu P50, ale skala zmian sugeruje zupełnie nową generację. Najbardziej imponującym parametrem jest siła ssania, która wzrosła z 19 000 Pa do aż 30 000 Pa, co pozwala podobno na skuteczne usuwanie zanieczyszczeń nawet z gęstych dywanów.
Producent postawił na higienę w stacji bazowej. Podczas gdy standardem rynkowym jest pranie mopów w letniej wodzie, P70 Pro Ultra wykorzystuje system grzewczy PTC, który podgrzewa wodę do 100°C. Takie wyparzanie padów eliminuje bakterie i bez trudu usuwa tłuste plamy. Całość dopełnia system MaxiReach, czyli wysuwane ramię szczotki bocznej i mopa, co pozwala robotowi doczyścić narożniki i krawędzie przy listwach bez zostawiania martwych stref.
Seria S70 Roller: rezygnacja z tradycyjnego mopowania
Największą innowacją jest jednak seria S70 Roller. MOVA zdecydowała się na całkowity reset w kwestii mycia podłóg. Zamiast płaskich padów, które jedynie przecierają nawierzchnię, zastosowano 27-centymetrowy, szybkoobrotowy wałek rolkowy (technologia nazwana przez producenta HydroForce). System 12 dysz stale podaje na niego świeżą wodę, a mechanizm odsysający natychmiast odprowadza brudną ciecz do oddzielnego zbiornika. Dzięki temu urządzenie nigdy nie myje podłogi brudnym elementem, co powinno eliminować smugi.
Seria S70 wyróżnia się też unikalną konstrukcją:
- Brak wieżyczki laserowej: dzięki ukrytej nawigacji CovertSense (opartej na czujnikach DToF), robot ma tylko 90 mm wysokości. To pozwala mu wjechać pod niskie sofy i meble, pod którymi modele z wystającym laserem zawsze utykały.
- Pokonywanie wysokich progów: flagowy model S70 Ultra Roller posiada zawieszenie StepPro 2.0, które pozwala mu przejeżdżać przez progi o wysokości do 40 mm.
- Moc 32 000 Pa: najwyższy model z serii S oferuje rekordową siłę ssania, co czyni go jednym z najmocniejszych urządzeń na rynku.
Ceny i majowa promocja na start
Wszystkie nowości od MOVA trafiają do sprzedaży w Polsce 6 maja 2026 roku. Do końca miesiąca (31 maja) urządzenia będą dostępne w specjalnej ofercie promocyjnej w największych sieciach handlowych:
- MOVA P70 Pro Ultra: cena katalogowa 2999 zł (dostępna z 13% rabatem).
- MOVA S70 Pro Roller: cena katalogowa 3399 zł (dostępna z 12% rabatem).
- MOVA S70 Ultra Roller: cena katalogowa 4299 zł (dostępna z 9% rabatem).
Nowe roboty można znaleźć m.in. w RTV Euro AGD, Media Expert, MediaMarkt oraz na Allegro. Biorąc pod uwagę parametry techniczne i innowacyjny system mopowania wałkiem, MOVA może poważnie namieszać w segmencie premium.
#HydroForce #inteligentnyDom #MOVA #MOVAP70ProUltra #MOVAS70Roller #odkurzaczAutomatyczny #robotSprzątający #technologieSprzątaniaMOVA idzie dalej niż roboty sprzątające. Asystent AI przypinany do smartfona i głośniki na start
-
Tani Smart Home wreszcie ma sens. Sprzęty IKEA dogadują się z Samsung SmartThings bez dodatkowego huba
Budowanie inteligentnego domu z urządzeń różnych marek to często technologiczny koszmar pełen zrywających się połączeń i konieczności kupowania kolejnych „bramek”. Samsung i IKEA postanowili to w końcu naprawić. Aż 25 urządzeń szwedzkiego giganta zyskało właśnie natywną integrację z platformą SmartThings.
Jeśli kiedykolwiek próbowałeś spiąć tanie, ale bardzo przyzwoite akcesoria z IKEA z poważniejszym systemem Smart Home, wiesz, że wymagało to posiadania bramki DIRIGERA i sporo cierpliwości. Nowe porozumienie między markami całkowicie eliminuje ten problem.
Magia standardu Matter-over-Thread
Kluczem do sukcesu jest wykorzystanie protokołu Thread 1.4. Dzięki temu 25 najpopularniejszych urządzeń z IKEA (w tym inteligentne żarówki, gniazdka, sensory ruchu, temperatury, wilgotności, jakości powietrza i czujniki zalania) może łączyć się ze środowiskiem Samsung SmartThings bezpośrednio – bez żadnych sprzętowych pośredników.
To jednak nie tylko marketingowa naklejka „kompatybilne”. Integracja jest głęboka i pozwala na budowanie świetnych, zautomatyzowanych scen.
Przykłady? Czujniki jakości powietrza i temperatury z IKEA mogą teraz bezpośrednio karmić danymi system SmartThings, który na ich podstawie stworzy „Raport środowiska snu” lub automatycznie uruchomi tryb osuszania w klimatyzatorze. Prawdziwym hitem jest jednak obsługa bezprzewodowego, fizycznego pilota IKEA (z charakterystycznym pokrętłem) – można nim teraz precyzyjnie regulować natężenie i temperaturę światła w całym ekosystemie SmartThings, co jest znacznie wygodniejsze niż ciągłe odblokowywanie smartfona.
To doskonała wiadomość dla każdego, kto chce zbudować solidny inteligentny dom, nie wydając przy tym fortuny na peryferia.
#automatykaDomowa #czujnikiIKEA #ikea #inteligentnyDom #matter #samsungSmartThings #smartHome #Thread14
-
Tani Smart Home wreszcie ma sens. Sprzęty IKEA dogadują się z Samsung SmartThings bez dodatkowego huba
Budowanie inteligentnego domu z urządzeń różnych marek to często technologiczny koszmar pełen zrywających się połączeń i konieczności kupowania kolejnych „bramek”. Samsung i IKEA postanowili to w końcu naprawić. Aż 25 urządzeń szwedzkiego giganta zyskało właśnie natywną integrację z platformą SmartThings.
Jeśli kiedykolwiek próbowałeś spiąć tanie, ale bardzo przyzwoite akcesoria z IKEA z poważniejszym systemem Smart Home, wiesz, że wymagało to posiadania bramki DIRIGERA i sporo cierpliwości. Nowe porozumienie między markami całkowicie eliminuje ten problem.
Magia standardu Matter-over-Thread
Kluczem do sukcesu jest wykorzystanie protokołu Thread 1.4. Dzięki temu 25 najpopularniejszych urządzeń z IKEA (w tym inteligentne żarówki, gniazdka, sensory ruchu, temperatury, wilgotności, jakości powietrza i czujniki zalania) może łączyć się ze środowiskiem Samsung SmartThings bezpośrednio – bez żadnych sprzętowych pośredników.
To jednak nie tylko marketingowa naklejka „kompatybilne”. Integracja jest głęboka i pozwala na budowanie świetnych, zautomatyzowanych scen.
Przykłady? Czujniki jakości powietrza i temperatury z IKEA mogą teraz bezpośrednio karmić danymi system SmartThings, który na ich podstawie stworzy „Raport środowiska snu” lub automatycznie uruchomi tryb osuszania w klimatyzatorze. Prawdziwym hitem jest jednak obsługa bezprzewodowego, fizycznego pilota IKEA (z charakterystycznym pokrętłem) – można nim teraz precyzyjnie regulować natężenie i temperaturę światła w całym ekosystemie SmartThings, co jest znacznie wygodniejsze niż ciągłe odblokowywanie smartfona.
To doskonała wiadomość dla każdego, kto chce zbudować solidny inteligentny dom, nie wydając przy tym fortuny na peryferia.
#automatykaDomowa #czujnikiIKEA #ikea #inteligentnyDom #matter #samsungSmartThings #smartHome #Thread14
-
Arcydzieła na ścianie, ale tylko z abonamentem. Samsung rozbudowuje wirtualną galerię
Posiadanie oryginalnego płótna Jacksona Pollocka to przywilej garstki najbogatszych ludzi na świecie. Dzięki nowym technologiom, słynne obrazy mogą zagościć w naszych salonach, zamieniając czarne prostokąty ekranów w artystyczny element wystroju wnętrza.
Firma Samsung ogłosiła właśnie nawiązanie partnerstwa z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w San Francisco, rozbudowując swój wirtualny katalog.
To pierwsza tego typu współpraca południowokoreańskiego producenta z instytucją z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. W połowie marca udostępniono 34 nowe dzieła ze zbiorów tego muzeum. Użytkownicy mogą teraz wyświetlać w swoich domach prace najbardziej wpływowych artystów XX wieku. Na liście zadebiutowały między innymi:
- „The Flower Carrier” autorstwa Diego Rivery (z 1935 roku)
- „Femme au chapeau”, które namalował Henri Matisse (z 1905 roku)
- „Display Cakes” Wayne’a Thiebauda (z 1963 roku)
- „Guardians of the Secret” Jacksona Pollocka (z 1943 roku)
- „New York City 2” Pieta Mondriana (z 1941 roku)
Telewizor, który udaje płótno. Czy to działa?
Oczywiście wyświetlanie sztuki na zwykłym, błyszczącym ekranie przypominałoby oglądanie jej na tablecie – po prostu mija się z celem. Dlatego modele z serii The Frame i The Frame Pro zaprojektowano pod kątem imitacji materiału. Ekrany posiadają certyfikaty wierności barw (Pantone) oraz głęboko matową, antyrefleksyjną powłokę.
I choć brzmi to jak typowy bełkot z folderu reklamowego, w odpowiednim oświetleniu i z opcjonalnymi, wymiennymi ramkami, ten sprzęt faktycznie potrafi do złudzenia przypominać klasyczny obraz powieszony na ścianie. W wyższych modelach z serii Pro iluzję potęguje dodatkowy moduł bezprzewodowy, który pozwala na ukrycie wszystkich szpecących kabli.
Gdzie tkwi haczyk?
Rozbudowa cyfrowej galerii robi wrażenie, ponieważ platforma oferuje już dostęp do obszernego katalogu liczącego ponad 5000 dzieł autorstwa ponad 800 artystów. Trzeba jednak pamiętać o stronie finansowej całego przedsięwzięcia.
Dostęp do pełnego katalogu sztuki nie jest bowiem darmowym, miłym dodatkiem wbudowanym w drogi telewizor. Aby skorzystać z oferty muzeum z San Francisco, należy założyć konto użytkownika i wykupić cykliczny, płatny abonament. Ponadto, usługa zadziała tylko wtedy, gdy posiadamy jeden ze wskazanych modeli (wspierane są m.in. serie The Frame, Micro RGB, czy wybrane tegoroczne modele Neo QLED i OLED). Wirtualna sztuka to wciąż towar mocno ekskluzywny.
#aplikacjeSmartTV #inteligentnyDom #Samsung #SamsungArtStore #SFMOMA #subskrypcje #sztukaNowoczesna #telewizorySamsung #theFrame #TheFramePro -
Arcydzieła na ścianie, ale tylko z abonamentem. Samsung rozbudowuje wirtualną galerię
Posiadanie oryginalnego płótna Jacksona Pollocka to przywilej garstki najbogatszych ludzi na świecie. Dzięki nowym technologiom, słynne obrazy mogą zagościć w naszych salonach, zamieniając czarne prostokąty ekranów w artystyczny element wystroju wnętrza.
Firma Samsung ogłosiła właśnie nawiązanie partnerstwa z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w San Francisco, rozbudowując swój wirtualny katalog.
To pierwsza tego typu współpraca południowokoreańskiego producenta z instytucją z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. W połowie marca udostępniono 34 nowe dzieła ze zbiorów tego muzeum. Użytkownicy mogą teraz wyświetlać w swoich domach prace najbardziej wpływowych artystów XX wieku. Na liście zadebiutowały między innymi:
- „The Flower Carrier” autorstwa Diego Rivery (z 1935 roku)
- „Femme au chapeau”, które namalował Henri Matisse (z 1905 roku)
- „Display Cakes” Wayne’a Thiebauda (z 1963 roku)
- „Guardians of the Secret” Jacksona Pollocka (z 1943 roku)
- „New York City 2” Pieta Mondriana (z 1941 roku)
Telewizor, który udaje płótno. Czy to działa?
Oczywiście wyświetlanie sztuki na zwykłym, błyszczącym ekranie przypominałoby oglądanie jej na tablecie – po prostu mija się z celem. Dlatego modele z serii The Frame i The Frame Pro zaprojektowano pod kątem imitacji materiału. Ekrany posiadają certyfikaty wierności barw (Pantone) oraz głęboko matową, antyrefleksyjną powłokę.
I choć brzmi to jak typowy bełkot z folderu reklamowego, w odpowiednim oświetleniu i z opcjonalnymi, wymiennymi ramkami, ten sprzęt faktycznie potrafi do złudzenia przypominać klasyczny obraz powieszony na ścianie. W wyższych modelach z serii Pro iluzję potęguje dodatkowy moduł bezprzewodowy, który pozwala na ukrycie wszystkich szpecących kabli.
Gdzie tkwi haczyk?
Rozbudowa cyfrowej galerii robi wrażenie, ponieważ platforma oferuje już dostęp do obszernego katalogu liczącego ponad 5000 dzieł autorstwa ponad 800 artystów. Trzeba jednak pamiętać o stronie finansowej całego przedsięwzięcia.
Dostęp do pełnego katalogu sztuki nie jest bowiem darmowym, miłym dodatkiem wbudowanym w drogi telewizor. Aby skorzystać z oferty muzeum z San Francisco, należy założyć konto użytkownika i wykupić cykliczny, płatny abonament. Ponadto, usługa zadziała tylko wtedy, gdy posiadamy jeden ze wskazanych modeli (wspierane są m.in. serie The Frame, Micro RGB, czy wybrane tegoroczne modele Neo QLED i OLED). Wirtualna sztuka to wciąż towar mocno ekskluzywny.
#aplikacjeSmartTV #inteligentnyDom #Samsung #SamsungArtStore #SFMOMA #subskrypcje #sztukaNowoczesna #telewizorySamsung #theFrame #TheFramePro -
Asystent Google odchodzi do lamusa. Gemini dla Google Home wchodzi do Europy, ale omija Polskę
Użytkownicy inteligentnych głośników i ekranów od Google z utęsknieniem czekają na moment, w którym wysłużonego i coraz częściej zawodzącego Asystenta zastąpi nowa generacja AI.
Koncern z Mountain View właśnie otworzył bramy dla programu Gemini for Home w 16 nowych krajach. Niestety, my znów musimy obejść się smakiem. Nie ma co ukrywać – obecny Asystent Google potrafi mocno zirytować, nierzadko gubiąc kontekst prostych poleceń. Lekarstwem na te bolączki ma być głęboka integracja z modelem Gemini. Po udanych testach w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku, Google postanowiło wreszcie wypuścić swoją nową usługę na szersze wody.
Wielka ekspansja (niemal) całej Europy
Zgodnie z najnowszymi informacjami, program wczesnego dostępu (Early Access) trafia właśnie do 16 nowych państw i zyskuje wsparcie dla 7 kolejnych języków. Na liście szczęśliwców znalazła się niemal cała Europa Zachodnia i Północna – w tym Wielka Brytania, Niemcy (Austria, Szwajcaria), Francja, Hiszpania, Włochy oraz kraje skandynawskie. Nowości dotarły również do Japonii, Australii i Nowej Zelandii.
Polski i języka polskiego w tym zestawieniu niestety zabrakło. Zważywszy na fakt, że obsługa komend głosowych w naszym języku od lat traktowana jest przez Google nieco po macoszemu, taki stan rzeczy nie powinien dziwić, choć z pewnością rozczarowuje. Aby skorzystać z nowości (nawet przebywając w obsługiwanym regionie), użytkownicy muszą ręcznie wyrazić na to zgodę z poziomu aplikacji Google Home.
Koniec z gadulstwem i szybsze reakcje
Ominięcie Polski boli tym bardziej, że zmiany wprowadzane przez Gemini to nie tylko marketingowe obietnice, ale realna poprawa komfortu użytkowania inteligentnego domu. Wśród najważniejszych nowości, którymi chwali się producent, znajdziemy:
- Zauważalnie wyższą prędkość: czas reakcji na podstawowe komendy (jak gaszenie światła) spadł nawet o 40%.
- Koniec z rozwlekłymi odpowiedziami: Gemini zostało zmuszone do zwięzłości. Ustawianie minutnika czy alarmu ma być teraz błyskawiczne i pozbawione niepotrzebnego, werbalnego potwierdzania każdego kroku.
- Lepsze rozumienie kontekstu: sztuczna inteligencja bez problemu odróżnia teraz główną lampę od małego oświetlenia bocznego, a także rozumie komendy pokroju „ustaw światło na kolor oceanu”.
- Alarmy oparte na wydarzeniach: asystenta można poprosić na przykład o „ustawienie budzika na początek meczu ulubionej drużyny”.
- Wyszukiwanie wideo na żywo: posiadacze subskrypcji Google Home Premium mogą w czasie rzeczywistym pytać AI o to, co aktualnie rejestrują ich domowe kamery Nest.
Globalne wdrażanie aktualizacji rozpoczęło się dzisiaj i potrwa około tygodnia. Nam pozostaje trzymać kciuki, by polscy inżynierowie pracujący w strukturach Google zdołali wkrótce przeforsować wdrożenie naszego języka do tego programu.
#Aktualizacje #AsystentGoogle #Gemini #Google #GoogleHome #inteligentnyDom #smartHome #sztucznaInteligencjaGemini w Google Home w końcu przyspiesza. Ale w Polsce i tak musisz obejść system
-
Asystent Google odchodzi do lamusa. Gemini dla Google Home wchodzi do Europy, ale omija Polskę
Użytkownicy inteligentnych głośników i ekranów od Google z utęsknieniem czekają na moment, w którym wysłużonego i coraz częściej zawodzącego Asystenta zastąpi nowa generacja AI.
Koncern z Mountain View właśnie otworzył bramy dla programu Gemini for Home w 16 nowych krajach. Niestety, my znów musimy obejść się smakiem. Nie ma co ukrywać – obecny Asystent Google potrafi mocno zirytować, nierzadko gubiąc kontekst prostych poleceń. Lekarstwem na te bolączki ma być głęboka integracja z modelem Gemini. Po udanych testach w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku, Google postanowiło wreszcie wypuścić swoją nową usługę na szersze wody.
Wielka ekspansja (niemal) całej Europy
Zgodnie z najnowszymi informacjami, program wczesnego dostępu (Early Access) trafia właśnie do 16 nowych państw i zyskuje wsparcie dla 7 kolejnych języków. Na liście szczęśliwców znalazła się niemal cała Europa Zachodnia i Północna – w tym Wielka Brytania, Niemcy (Austria, Szwajcaria), Francja, Hiszpania, Włochy oraz kraje skandynawskie. Nowości dotarły również do Japonii, Australii i Nowej Zelandii.
Polski i języka polskiego w tym zestawieniu niestety zabrakło. Zważywszy na fakt, że obsługa komend głosowych w naszym języku od lat traktowana jest przez Google nieco po macoszemu, taki stan rzeczy nie powinien dziwić, choć z pewnością rozczarowuje. Aby skorzystać z nowości (nawet przebywając w obsługiwanym regionie), użytkownicy muszą ręcznie wyrazić na to zgodę z poziomu aplikacji Google Home.
Koniec z gadulstwem i szybsze reakcje
Ominięcie Polski boli tym bardziej, że zmiany wprowadzane przez Gemini to nie tylko marketingowe obietnice, ale realna poprawa komfortu użytkowania inteligentnego domu. Wśród najważniejszych nowości, którymi chwali się producent, znajdziemy:
- Zauważalnie wyższą prędkość: czas reakcji na podstawowe komendy (jak gaszenie światła) spadł nawet o 40%.
- Koniec z rozwlekłymi odpowiedziami: Gemini zostało zmuszone do zwięzłości. Ustawianie minutnika czy alarmu ma być teraz błyskawiczne i pozbawione niepotrzebnego, werbalnego potwierdzania każdego kroku.
- Lepsze rozumienie kontekstu: sztuczna inteligencja bez problemu odróżnia teraz główną lampę od małego oświetlenia bocznego, a także rozumie komendy pokroju „ustaw światło na kolor oceanu”.
- Alarmy oparte na wydarzeniach: asystenta można poprosić na przykład o „ustawienie budzika na początek meczu ulubionej drużyny”.
- Wyszukiwanie wideo na żywo: posiadacze subskrypcji Google Home Premium mogą w czasie rzeczywistym pytać AI o to, co aktualnie rejestrują ich domowe kamery Nest.
Globalne wdrażanie aktualizacji rozpoczęło się dzisiaj i potrwa około tygodnia. Nam pozostaje trzymać kciuki, by polscy inżynierowie pracujący w strukturach Google zdołali wkrótce przeforsować wdrożenie naszego języka do tego programu.
#Aktualizacje #AsystentGoogle #Gemini #Google #GoogleHome #inteligentnyDom #smartHome #sztucznaInteligencjaGemini w Google Home w końcu przyspiesza. Ale w Polsce i tak musisz obejść system
-
Monitoring bez kabli i Wi-Fi. TP-Link idzie na całość i rzuca na rynek kamery na kartę SIM i słońce
Kiedyś instalacja monitoringu oznaczała kucie ścian i ciągnięcie kilometrów kabli zasilających oraz sieciowych. TP-Link właśnie udowodnił, że te czasy odeszły do lamusa.
Producent wprowadza do Polski aż dziesięć nowych urządzeń z serii Tapo. Zamiast jednak gubić się w gąszczu modeli i marketingowych haseł, warto zauważyć jedno: cała ta potężna premiera sprowadza się w praktyce do trzech kluczowych filarów. To pełna niezależność (modemy LTE + panele solarne), maksymalna wygoda instalacji oraz podwójne obiektywy.
Tapo C615G KIT
Kamera w środku lasu. Brzmi świetnie, ale czy zadziała?
Najciekawiej w nowym zestawieniu wypada model Tapo C615G KIT. To urządzenie zaprojektowane do pracy w ekstremalnych warunkach izolacji – na przykład na placu budowy lub odległej działce rekreacyjnej. Kamera łączy się z siecią za pomocą wbudowanego modemu 4G LTE, a zasilanie czerpie w 100% z dedykowanego panelu słonecznego. Zestaw wyceniono na bardzo rozsądne 450 zł.
Należy jednak pamiętać, że pełna niezależność na papierze brutalnie zderzy się z rzeczywistością. Skuteczność tego zestawu będzie w stu procentach uzależniona od siły zasięgu lokalnego operatora komórkowego oraz od tego, czy polska, kapryśna zima dostarczy panelom wystarczająco dużo słońca, by podtrzymać zasilanie akumulatora.
Tapo C465
Rozdzielczość 4K i magnetyczna wygoda
Drugim filarem nowej oferty są kamery takie jak Tapo C465 (ok. 560 zł), z panelem słonecznym zintegrowanym bezpośrednio w obudowie. Urządzenie rejestruje niezwykle ostry obraz w jakości 4K UHD (8MP). Marketing uwielbia znaczek „4K”, bo pozwala on na łatwe odczytywanie tablic rejestracyjnych, ale w praktyce tak wysoka rozdzielczość oznacza błyskawiczne zapychanie miejsca – warto więc od razu doliczyć do budżetu pojemną kartę pamięci lub subskrypcję w chmurze.
C615F KIT
Dla szukających ułatwień montażowych producent przygotował z kolei zestawy C615F KIT oraz C425 KIT wyposażone w magnetyczne uchwyty, które pozwalają na błyskawiczną zmianę kąta widzenia bez użycia narzędzi.
Tapo C645D KIT
Dwa obiektywy dla lepszej kontroli
Ostatnim mocnym akcentem są urządzenia z podwójną optyką. Zewnętrzna kamera Tapo C645D KIT (ok. 760 zł) łączy obiektyw szerokokątny do ogólnego poglądu terenu z obrotowym teleobiektywem do śledzenia detali. Podobny zabieg zastosowano w domowym modelu Tapo C245D (ok. 210 zł), który jednak – w trosce o intymność domowników – został wyposażony w tak potrzebną, fizyczną przesłonę obiektywu.
TP-Link wyraźnie upraszcza instalację monitoringu domowego i zdejmuje z naszych barków problem okablowania. Prawdziwy test tych rozwiązań rozegra się jednak nie w tabelkach ze specyfikacją, a w codziennym użytkowaniu na polskiej prowincji. To tam, w mroźne, pochmurne dni bez mocnego zasięgu LTE, okaże się, gdzie kończy się wygoda, a gdzie zaczyna technologiczna frustracja.
#bezpieczeństwoDomu #inteligentnyDom #kameraLTE #kameraNaKartęSIM #kameraZPanelemSłonecznym #monitoringBezprzewodowy #Tapo #TapoC615GKIT #TPLINKSpokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA
-
Monitoring bez kabli i Wi-Fi. TP-Link idzie na całość i rzuca na rynek kamery na kartę SIM i słońce
Kiedyś instalacja monitoringu oznaczała kucie ścian i ciągnięcie kilometrów kabli zasilających oraz sieciowych. TP-Link właśnie udowodnił, że te czasy odeszły do lamusa.
Producent wprowadza do Polski aż dziesięć nowych urządzeń z serii Tapo. Zamiast jednak gubić się w gąszczu modeli i marketingowych haseł, warto zauważyć jedno: cała ta potężna premiera sprowadza się w praktyce do trzech kluczowych filarów. To pełna niezależność (modemy LTE + panele solarne), maksymalna wygoda instalacji oraz podwójne obiektywy.
Tapo C615G KIT
Kamera w środku lasu. Brzmi świetnie, ale czy zadziała?
Najciekawiej w nowym zestawieniu wypada model Tapo C615G KIT. To urządzenie zaprojektowane do pracy w ekstremalnych warunkach izolacji – na przykład na placu budowy lub odległej działce rekreacyjnej. Kamera łączy się z siecią za pomocą wbudowanego modemu 4G LTE, a zasilanie czerpie w 100% z dedykowanego panelu słonecznego. Zestaw wyceniono na bardzo rozsądne 450 zł.
Należy jednak pamiętać, że pełna niezależność na papierze brutalnie zderzy się z rzeczywistością. Skuteczność tego zestawu będzie w stu procentach uzależniona od siły zasięgu lokalnego operatora komórkowego oraz od tego, czy polska, kapryśna zima dostarczy panelom wystarczająco dużo słońca, by podtrzymać zasilanie akumulatora.
Tapo C465
Rozdzielczość 4K i magnetyczna wygoda
Drugim filarem nowej oferty są kamery takie jak Tapo C465 (ok. 560 zł), z panelem słonecznym zintegrowanym bezpośrednio w obudowie. Urządzenie rejestruje niezwykle ostry obraz w jakości 4K UHD (8MP). Marketing uwielbia znaczek „4K”, bo pozwala on na łatwe odczytywanie tablic rejestracyjnych, ale w praktyce tak wysoka rozdzielczość oznacza błyskawiczne zapychanie miejsca – warto więc od razu doliczyć do budżetu pojemną kartę pamięci lub subskrypcję w chmurze.
C615F KIT
Dla szukających ułatwień montażowych producent przygotował z kolei zestawy C615F KIT oraz C425 KIT wyposażone w magnetyczne uchwyty, które pozwalają na błyskawiczną zmianę kąta widzenia bez użycia narzędzi.
Tapo C645D KIT
Dwa obiektywy dla lepszej kontroli
Ostatnim mocnym akcentem są urządzenia z podwójną optyką. Zewnętrzna kamera Tapo C645D KIT (ok. 760 zł) łączy obiektyw szerokokątny do ogólnego poglądu terenu z obrotowym teleobiektywem do śledzenia detali. Podobny zabieg zastosowano w domowym modelu Tapo C245D (ok. 210 zł), który jednak – w trosce o intymność domowników – został wyposażony w tak potrzebną, fizyczną przesłonę obiektywu.
TP-Link wyraźnie upraszcza instalację monitoringu domowego i zdejmuje z naszych barków problem okablowania. Prawdziwy test tych rozwiązań rozegra się jednak nie w tabelkach ze specyfikacją, a w codziennym użytkowaniu na polskiej prowincji. To tam, w mroźne, pochmurne dni bez mocnego zasięgu LTE, okaże się, gdzie kończy się wygoda, a gdzie zaczyna technologiczna frustracja.
#bezpieczeństwoDomu #inteligentnyDom #kameraLTE #kameraNaKartęSIM #kameraZPanelemSłonecznym #monitoringBezprzewodowy #Tapo #TapoC615GKIT #TPLINKSpokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA
-
Jonr wchodzi do Polski z własnymi fabrykami i robotem od 5-centymetrowych progów
Rynek autonomicznych odkurzaczy nad Wisłą pęka w szwach, ale to nie zniechęca kolejnych graczy. Właśnie zadebiutowała u nas marka Jonr, która do 2029 roku chce zagarnąć nawet 20 proc. europejskiego tortu.
To ekstremalnie agresywny i odważny cel w segmencie, gdzie lojalność klientów wobec iRobota czy Roborocka buduje się latami. Chiński producent ma jednak w zanadrzu nietypowe rozwiązania, którymi chce rozbić ten rynkowy beton.
Własna produkcja zamiast naklejania logo
Większość nowych marek AGD opiera się dziś na zewnętrznych podwykonawcach (ODM). W praktyce oznacza to wysyp identycznych, sklonowanych urządzeń, które różnią się od siebie wyłącznie kolorem obudowy i logotypem. Jonr deklaruje, że obiera inną drogę – firma twierdzi, że w pełni kontroluje cały cykl powstawania sprzętu we własnych fabrykach.
Za wprowadzenie urządzeń do Polski odpowiada firma Upun. Mają już oni na koncie wprowadzanie nad Wisłę marek takich jak TomTom czy Cecotec, co daje nadzieję na sensowne zorganizowanie dystrybucji, a nie tylko jednorazowy „strzał” sprzedażowy.
Płaskie odkurzacze i obietnica wielkich progów
Na start do polskich sklepów trafiają trzy modele. Pierwsze dwa to ultralekkie odkurzacze pionowe myjące podłogę: H2 oraz H2 Pro. Producent chwali się technologią Zero G, która pozwala na pracę w pozycji całkowicie płaskiej (180 stopni). Odkurzacz ma wtedy zaledwie 10,8 cm wysokości, co pozwala na wygodne sprzątanie pod niskimi meblami bez utraty mocy ssania.
Prawdziwym testem dla marki będzie jednak autonomiczny X9 Pro. Urządzenie posiada zaawansowaną stację dokującą (automatyczne mycie mopa gorącą wodą, suszenie i uzupełnianie płynów), ale to nie ona jest tu najważniejsza. Producent deklaruje, że jego robot potrafi pokonywać progi o wysokości aż 50 mm. Na papierze brzmi to jak absolutny przełom i wybawienie dla posiadaczy starszych mieszkań z wysokimi listwami. Tę imponującą obietnicę z dużą przyjemnością zweryfikujemy jednak podczas pierwszych redakcyjnych testów.
Czy specyfikacja wystarczy do sukcesu?
Sprzęt jest już dostępny w sieciach takich jak Media Expert, Neonet czy na Allegro. Ceny skalkulowano rozsądnie: za podstawowy odkurzacz pionowy Jonr H2 zapłacimy 849 zł, mocniejszy H2 Pro to wydatek 999 zł, z kolei flagowy robot X9 Pro kosztuje 3799 zł.
Jonr wchodzi na rynek z bardzo ciekawymi rozwiązaniami inżynieryjnymi. Należy jednak pamiętać, że papier przyjmie każdą specyfikację. W segmencie, który nie wybacza błędów w oprogramowaniu i awaryjności, same „bajery” to za mało. O tym, czy nowa marka faktycznie uszczknie 20 proc. rynku, zdecyduje wyłącznie to, jak jej roboty poradzą sobie w starciu z polskim kurzem, a nie w sterylnym laboratorium producenta.
#inteligentnyDom #Jonr #JonrH2 #JonrX9Pro #odkurzaczPionowy #robotySprzątające #sprzętAgd #UpunCecotec oficjalnie w Polsce. Hiszpańska marka AGD zaprezentowała portfolio w Warszawie
-
Jonr wchodzi do Polski z własnymi fabrykami i robotem od 5-centymetrowych progów
Rynek autonomicznych odkurzaczy nad Wisłą pęka w szwach, ale to nie zniechęca kolejnych graczy. Właśnie zadebiutowała u nas marka Jonr, która do 2029 roku chce zagarnąć nawet 20 proc. europejskiego tortu.
To ekstremalnie agresywny i odważny cel w segmencie, gdzie lojalność klientów wobec iRobota czy Roborocka buduje się latami. Chiński producent ma jednak w zanadrzu nietypowe rozwiązania, którymi chce rozbić ten rynkowy beton.
Własna produkcja zamiast naklejania logo
Większość nowych marek AGD opiera się dziś na zewnętrznych podwykonawcach (ODM). W praktyce oznacza to wysyp identycznych, sklonowanych urządzeń, które różnią się od siebie wyłącznie kolorem obudowy i logotypem. Jonr deklaruje, że obiera inną drogę – firma twierdzi, że w pełni kontroluje cały cykl powstawania sprzętu we własnych fabrykach.
Za wprowadzenie urządzeń do Polski odpowiada firma Upun. Mają już oni na koncie wprowadzanie nad Wisłę marek takich jak TomTom czy Cecotec, co daje nadzieję na sensowne zorganizowanie dystrybucji, a nie tylko jednorazowy „strzał” sprzedażowy.
Płaskie odkurzacze i obietnica wielkich progów
Na start do polskich sklepów trafiają trzy modele. Pierwsze dwa to ultralekkie odkurzacze pionowe myjące podłogę: H2 oraz H2 Pro. Producent chwali się technologią Zero G, która pozwala na pracę w pozycji całkowicie płaskiej (180 stopni). Odkurzacz ma wtedy zaledwie 10,8 cm wysokości, co pozwala na wygodne sprzątanie pod niskimi meblami bez utraty mocy ssania.
Prawdziwym testem dla marki będzie jednak autonomiczny X9 Pro. Urządzenie posiada zaawansowaną stację dokującą (automatyczne mycie mopa gorącą wodą, suszenie i uzupełnianie płynów), ale to nie ona jest tu najważniejsza. Producent deklaruje, że jego robot potrafi pokonywać progi o wysokości aż 50 mm. Na papierze brzmi to jak absolutny przełom i wybawienie dla posiadaczy starszych mieszkań z wysokimi listwami. Tę imponującą obietnicę z dużą przyjemnością zweryfikujemy jednak podczas pierwszych redakcyjnych testów.
Czy specyfikacja wystarczy do sukcesu?
Sprzęt jest już dostępny w sieciach takich jak Media Expert, Neonet czy na Allegro. Ceny skalkulowano rozsądnie: za podstawowy odkurzacz pionowy Jonr H2 zapłacimy 849 zł, mocniejszy H2 Pro to wydatek 999 zł, z kolei flagowy robot X9 Pro kosztuje 3799 zł.
Jonr wchodzi na rynek z bardzo ciekawymi rozwiązaniami inżynieryjnymi. Należy jednak pamiętać, że papier przyjmie każdą specyfikację. W segmencie, który nie wybacza błędów w oprogramowaniu i awaryjności, same „bajery” to za mało. O tym, czy nowa marka faktycznie uszczknie 20 proc. rynku, zdecyduje wyłącznie to, jak jej roboty poradzą sobie w starciu z polskim kurzem, a nie w sterylnym laboratorium producenta.
#inteligentnyDom #Jonr #JonrH2 #JonrX9Pro #odkurzaczPionowy #robotySprzątające #sprzętAgd #UpunCecotec oficjalnie w Polsce. Hiszpańska marka AGD zaprezentowała portfolio w Warszawie
-
Inteligentny dom z problemami. Standard Matter zawodzi w Apple i Google
Sprzęt smart home od firmy Ikea od lat cieszy się ogromną popularnością ze względu na przystępną cenę i prostotę obsługi.
Niestety, po wprowadzeniu do oferty nowych urządzeń wspierających protokół Matter over Thread, użytkownicy zaczęli masowo zgłaszać problemy z ich konfiguracją.
Ikea oficjalnie odniosła się do tych doniesień. Przedstawiciele firmy przyznali, że część klientów napotyka trudności podczas dodawania sprzętu do domowej sieci. Problem ten obnaża jednak znacznie poważniejszą wadę samego standardu Matter, który w teorii miał stanowić uniwersalne rozwiązanie dla całej branży.
Koniec marzeń o jednym standardzie
Początkowe założenia protokołu Matter były niezwykle obiecujące – jedno urządzenie miało bezproblemowo współpracować z każdą platformą, niezależnie od tego, czy mówimy o Apple Home, Asystencie Google czy systemie Amazon Alexa. Najnowszy raport serwisu The Verge wskazuje jednak, że technologiczni giganci porzucili ducha współpracy na rzecz promowania własnych, zamkniętych ekosystemów.
W efekcie obietnica rozwiązań typu „plug and play” okazała się mitem. Ciężar zapewnienia poprawnej kompatybilności ponownie spadł na barki samych producentów sprzętu. Sytuacja wróciła do punktu wyjścia sprzed premiery standardu Matter.
Usterki w ekosystemie Apple Home
Szczególnie dotkliwie odczuwają to użytkownicy rozwiązań od Apple. Próby znalezienia uniwersalnej metody naprawy błędów spełzły na niczym. Na podstawie zgłoszeń i testów wyłoniono kilka najczęściej powtarzających się problemów:
- Proces dodawania urządzeń do aplikacji Apple Home często zawiesza się, co ostatecznie skutkuje błędem przekroczenia czasu żądania.
- Wielokrotne próby parowania i usuwania sprzętu tworzą w systemie błędne stany resztkowe, które ustępują dopiero po dłuższym czasie.
- W przypadku korzystania z nowej bramki Dirigera jako mostka, świeżo dodane akcesoria mogą być niewidoczne do momentu ręcznego zrestartowania zarówno samego huba, jak i routerów brzegowych Apple.
Sytuacja ta pokazuje, że branża smart home nadal boryka się z fundamentalnymi problemami integracji. Ujednolicenie rynku za pomocą jednego standardu jest kluczowe dla spopularyzowania tej technologii, dlatego najwięksi gracze na rynku będą zmuszeni w końcu wypracować działający kompromis.
#AppleHome #IkeaDirigera #IkeaMatter #IkeaSmartHome #inteligentnyDom #problemyZMatter #protokółMatter #Thread #urządzeniaSmartHome2026 -
Inteligentny dom z problemami. Standard Matter zawodzi w Apple i Google
Sprzęt smart home od firmy Ikea od lat cieszy się ogromną popularnością ze względu na przystępną cenę i prostotę obsługi.
Niestety, po wprowadzeniu do oferty nowych urządzeń wspierających protokół Matter over Thread, użytkownicy zaczęli masowo zgłaszać problemy z ich konfiguracją.
Ikea oficjalnie odniosła się do tych doniesień. Przedstawiciele firmy przyznali, że część klientów napotyka trudności podczas dodawania sprzętu do domowej sieci. Problem ten obnaża jednak znacznie poważniejszą wadę samego standardu Matter, który w teorii miał stanowić uniwersalne rozwiązanie dla całej branży.
Koniec marzeń o jednym standardzie
Początkowe założenia protokołu Matter były niezwykle obiecujące – jedno urządzenie miało bezproblemowo współpracować z każdą platformą, niezależnie od tego, czy mówimy o Apple Home, Asystencie Google czy systemie Amazon Alexa. Najnowszy raport serwisu The Verge wskazuje jednak, że technologiczni giganci porzucili ducha współpracy na rzecz promowania własnych, zamkniętych ekosystemów.
W efekcie obietnica rozwiązań typu „plug and play” okazała się mitem. Ciężar zapewnienia poprawnej kompatybilności ponownie spadł na barki samych producentów sprzętu. Sytuacja wróciła do punktu wyjścia sprzed premiery standardu Matter.
Usterki w ekosystemie Apple Home
Szczególnie dotkliwie odczuwają to użytkownicy rozwiązań od Apple. Próby znalezienia uniwersalnej metody naprawy błędów spełzły na niczym. Na podstawie zgłoszeń i testów wyłoniono kilka najczęściej powtarzających się problemów:
- Proces dodawania urządzeń do aplikacji Apple Home często zawiesza się, co ostatecznie skutkuje błędem przekroczenia czasu żądania.
- Wielokrotne próby parowania i usuwania sprzętu tworzą w systemie błędne stany resztkowe, które ustępują dopiero po dłuższym czasie.
- W przypadku korzystania z nowej bramki Dirigera jako mostka, świeżo dodane akcesoria mogą być niewidoczne do momentu ręcznego zrestartowania zarówno samego huba, jak i routerów brzegowych Apple.
Sytuacja ta pokazuje, że branża smart home nadal boryka się z fundamentalnymi problemami integracji. Ujednolicenie rynku za pomocą jednego standardu jest kluczowe dla spopularyzowania tej technologii, dlatego najwięksi gracze na rynku będą zmuszeni w końcu wypracować działający kompromis.
#AppleHome #IkeaDirigera #IkeaMatter #IkeaSmartHome #inteligentnyDom #problemyZMatter #protokółMatter #Thread #urządzeniaSmartHome2026 -
Kolejne odejście z Apple. Szef sprzętu smart home przechodzi do Oura
Apple traci jednego z kluczowych menedżerów odpowiedzialnych za rozwój urządzeń domowych.
Jak donosi Bloomberg, Brian Lynch – dyrektor odpowiadający za hardware w segmencie smart home – opuszcza firmę i dołącza do producenta inteligentnych pierścieni Oura.
Lynch pracował w Apple od lat i od 2022 roku nadzorował rozwój sprzętu w ramach inicjatyw związanych z domem. Wcześniej był zaangażowany m.in. w projekt samochodu Apple oraz rozwój iPodów. W nowej roli obejmie stanowisko wiceprezesa ds. inżynierii sprzętu w Oura.
Kolejny problem dla smart home Apple
Odejście Lyncha to nie jest odosobniony przypadek. To już druga głośna zmiana kadrowa w tym zespole w ostatnich latach – wcześniej firmę opuścił DJ Novotney, odpowiadający za zarządzanie programami w dziale urządzeń domowych.
Zmiany kadrowe zbiegają się w czasie z problemami projektowymi. Apple od dłuższego czasu pracuje nad własnym urządzeniem smart home z ekranem, które ma być centralnym punktem sterowania domem. Premiera tego produktu była już kilkukrotnie przesuwana – według doniesień powodem są m.in. opóźnienia w rozwoju Siri.
Siri wciąż kluczowa
Nowe urządzenia Apple dla domu mają w dużej mierze opierać się na możliwościach asystenta głosowego. To właśnie Siri ma odpowiadać za personalizację i integrację danych w ekosystemie. Problem w tym, że rozwój tej technologii nie nadąża za ambicjami sprzętowymi.
Mimo tych trudności Apple nie rezygnuje z segmentu smart home. W planach mają znajdować się kolejne urządzenia, w tym m.in. wideodomofon z obsługą Face ID oraz integracją z inteligentnymi zamkami.
Odejście Lyncha to kolejny sygnał, że Apple wciąż szuka właściwego kierunku dla swojego ekosystemu domowego. Firma ma ambicje, by uczynić smart home jednym z filarów przyszłego wzrostu, ale na razie projekt pozostaje w fazie przeciągających się prac i wewnętrznych zmian.
#Apple #AppleHardware #AppleNews #ApplePlotki #AppleSmartHome #Bloomberg #BrianLynch #inteligentnyDom #iOS #Oura #Siri #smartHome #technologia #urządzeniaDomowe #wearablesRewolucja na palcu. Nowy Luna Ring odpowie na twoje pytania o zdrowie
-
Kolejne odejście z Apple. Szef sprzętu smart home przechodzi do Oura
Apple traci jednego z kluczowych menedżerów odpowiedzialnych za rozwój urządzeń domowych.
Jak donosi Bloomberg, Brian Lynch – dyrektor odpowiadający za hardware w segmencie smart home – opuszcza firmę i dołącza do producenta inteligentnych pierścieni Oura.
Lynch pracował w Apple od lat i od 2022 roku nadzorował rozwój sprzętu w ramach inicjatyw związanych z domem. Wcześniej był zaangażowany m.in. w projekt samochodu Apple oraz rozwój iPodów. W nowej roli obejmie stanowisko wiceprezesa ds. inżynierii sprzętu w Oura.
Kolejny problem dla smart home Apple
Odejście Lyncha to nie jest odosobniony przypadek. To już druga głośna zmiana kadrowa w tym zespole w ostatnich latach – wcześniej firmę opuścił DJ Novotney, odpowiadający za zarządzanie programami w dziale urządzeń domowych.
Zmiany kadrowe zbiegają się w czasie z problemami projektowymi. Apple od dłuższego czasu pracuje nad własnym urządzeniem smart home z ekranem, które ma być centralnym punktem sterowania domem. Premiera tego produktu była już kilkukrotnie przesuwana – według doniesień powodem są m.in. opóźnienia w rozwoju Siri.
Siri wciąż kluczowa
Nowe urządzenia Apple dla domu mają w dużej mierze opierać się na możliwościach asystenta głosowego. To właśnie Siri ma odpowiadać za personalizację i integrację danych w ekosystemie. Problem w tym, że rozwój tej technologii nie nadąża za ambicjami sprzętowymi.
Mimo tych trudności Apple nie rezygnuje z segmentu smart home. W planach mają znajdować się kolejne urządzenia, w tym m.in. wideodomofon z obsługą Face ID oraz integracją z inteligentnymi zamkami.
Odejście Lyncha to kolejny sygnał, że Apple wciąż szuka właściwego kierunku dla swojego ekosystemu domowego. Firma ma ambicje, by uczynić smart home jednym z filarów przyszłego wzrostu, ale na razie projekt pozostaje w fazie przeciągających się prac i wewnętrznych zmian.
#Apple #AppleHardware #AppleNews #ApplePlotki #AppleSmartHome #Bloomberg #BrianLynch #inteligentnyDom #iOS #Oura #Siri #smartHome #technologia #urządzeniaDomowe #wearablesRewolucja na palcu. Nowy Luna Ring odpowie na twoje pytania o zdrowie
-
Kolejne odejście z Apple. Szef sprzętu smart home przechodzi do Oura
Apple traci jednego z kluczowych menedżerów odpowiedzialnych za rozwój urządzeń domowych.
Jak donosi Bloomberg, Brian Lynch – dyrektor odpowiadający za hardware w segmencie smart home – opuszcza firmę i dołącza do producenta inteligentnych pierścieni Oura.
Lynch pracował w Apple od lat i od 2022 roku nadzorował rozwój sprzętu w ramach inicjatyw związanych z domem. Wcześniej był zaangażowany m.in. w projekt samochodu Apple oraz rozwój iPodów. W nowej roli obejmie stanowisko wiceprezesa ds. inżynierii sprzętu w Oura.
Kolejny problem dla smart home Apple
Odejście Lyncha to nie jest odosobniony przypadek. To już druga głośna zmiana kadrowa w tym zespole w ostatnich latach – wcześniej firmę opuścił DJ Novotney, odpowiadający za zarządzanie programami w dziale urządzeń domowych.
Zmiany kadrowe zbiegają się w czasie z problemami projektowymi. Apple od dłuższego czasu pracuje nad własnym urządzeniem smart home z ekranem, które ma być centralnym punktem sterowania domem. Premiera tego produktu była już kilkukrotnie przesuwana – według doniesień powodem są m.in. opóźnienia w rozwoju Siri.
Siri wciąż kluczowa
Nowe urządzenia Apple dla domu mają w dużej mierze opierać się na możliwościach asystenta głosowego. To właśnie Siri ma odpowiadać za personalizację i integrację danych w ekosystemie. Problem w tym, że rozwój tej technologii nie nadąża za ambicjami sprzętowymi.
Mimo tych trudności Apple nie rezygnuje z segmentu smart home. W planach mają znajdować się kolejne urządzenia, w tym m.in. wideodomofon z obsługą Face ID oraz integracją z inteligentnymi zamkami.
Odejście Lyncha to kolejny sygnał, że Apple wciąż szuka właściwego kierunku dla swojego ekosystemu domowego. Firma ma ambicje, by uczynić smart home jednym z filarów przyszłego wzrostu, ale na razie projekt pozostaje w fazie przeciągających się prac i wewnętrznych zmian.
#Apple #AppleHardware #AppleNews #ApplePlotki #AppleSmartHome #Bloomberg #BrianLynch #inteligentnyDom #iOS #Oura #Siri #smartHome #technologia #urządzeniaDomowe #wearablesRewolucja na palcu. Nowy Luna Ring odpowie na twoje pytania o zdrowie
-
Kolejne odejście z Apple. Szef sprzętu smart home przechodzi do Oura
Apple traci jednego z kluczowych menedżerów odpowiedzialnych za rozwój urządzeń domowych.
Jak donosi Bloomberg, Brian Lynch – dyrektor odpowiadający za hardware w segmencie smart home – opuszcza firmę i dołącza do producenta inteligentnych pierścieni Oura.
Lynch pracował w Apple od lat i od 2022 roku nadzorował rozwój sprzętu w ramach inicjatyw związanych z domem. Wcześniej był zaangażowany m.in. w projekt samochodu Apple oraz rozwój iPodów. W nowej roli obejmie stanowisko wiceprezesa ds. inżynierii sprzętu w Oura.
Kolejny problem dla smart home Apple
Odejście Lyncha to nie jest odosobniony przypadek. To już druga głośna zmiana kadrowa w tym zespole w ostatnich latach – wcześniej firmę opuścił DJ Novotney, odpowiadający za zarządzanie programami w dziale urządzeń domowych.
Zmiany kadrowe zbiegają się w czasie z problemami projektowymi. Apple od dłuższego czasu pracuje nad własnym urządzeniem smart home z ekranem, które ma być centralnym punktem sterowania domem. Premiera tego produktu była już kilkukrotnie przesuwana – według doniesień powodem są m.in. opóźnienia w rozwoju Siri.
Siri wciąż kluczowa
Nowe urządzenia Apple dla domu mają w dużej mierze opierać się na możliwościach asystenta głosowego. To właśnie Siri ma odpowiadać za personalizację i integrację danych w ekosystemie. Problem w tym, że rozwój tej technologii nie nadąża za ambicjami sprzętowymi.
Mimo tych trudności Apple nie rezygnuje z segmentu smart home. W planach mają znajdować się kolejne urządzenia, w tym m.in. wideodomofon z obsługą Face ID oraz integracją z inteligentnymi zamkami.
Odejście Lyncha to kolejny sygnał, że Apple wciąż szuka właściwego kierunku dla swojego ekosystemu domowego. Firma ma ambicje, by uczynić smart home jednym z filarów przyszłego wzrostu, ale na razie projekt pozostaje w fazie przeciągających się prac i wewnętrznych zmian.
#Apple #AppleHardware #AppleNews #ApplePlotki #AppleSmartHome #Bloomberg #BrianLynch #inteligentnyDom #iOS #Oura #Siri #smartHome #technologia #urządzeniaDomowe #wearablesRewolucja na palcu. Nowy Luna Ring odpowie na twoje pytania o zdrowie
-
Kolejne odejście z Apple. Szef sprzętu smart home przechodzi do Oura
Apple traci jednego z kluczowych menedżerów odpowiedzialnych za rozwój urządzeń domowych.
Jak donosi Bloomberg, Brian Lynch – dyrektor odpowiadający za hardware w segmencie smart home – opuszcza firmę i dołącza do producenta inteligentnych pierścieni Oura.
Lynch pracował w Apple od lat i od 2022 roku nadzorował rozwój sprzętu w ramach inicjatyw związanych z domem. Wcześniej był zaangażowany m.in. w projekt samochodu Apple oraz rozwój iPodów. W nowej roli obejmie stanowisko wiceprezesa ds. inżynierii sprzętu w Oura.
Kolejny problem dla smart home Apple
Odejście Lyncha to nie jest odosobniony przypadek. To już druga głośna zmiana kadrowa w tym zespole w ostatnich latach – wcześniej firmę opuścił DJ Novotney, odpowiadający za zarządzanie programami w dziale urządzeń domowych.
Zmiany kadrowe zbiegają się w czasie z problemami projektowymi. Apple od dłuższego czasu pracuje nad własnym urządzeniem smart home z ekranem, które ma być centralnym punktem sterowania domem. Premiera tego produktu była już kilkukrotnie przesuwana – według doniesień powodem są m.in. opóźnienia w rozwoju Siri.
Siri wciąż kluczowa
Nowe urządzenia Apple dla domu mają w dużej mierze opierać się na możliwościach asystenta głosowego. To właśnie Siri ma odpowiadać za personalizację i integrację danych w ekosystemie. Problem w tym, że rozwój tej technologii nie nadąża za ambicjami sprzętowymi.
Mimo tych trudności Apple nie rezygnuje z segmentu smart home. W planach mają znajdować się kolejne urządzenia, w tym m.in. wideodomofon z obsługą Face ID oraz integracją z inteligentnymi zamkami.
Odejście Lyncha to kolejny sygnał, że Apple wciąż szuka właściwego kierunku dla swojego ekosystemu domowego. Firma ma ambicje, by uczynić smart home jednym z filarów przyszłego wzrostu, ale na razie projekt pozostaje w fazie przeciągających się prac i wewnętrznych zmian.
#Apple #AppleHardware #AppleNews #ApplePlotki #AppleSmartHome #Bloomberg #BrianLynch #inteligentnyDom #iOS #Oura #Siri #smartHome #technologia #urządzeniaDomowe #wearablesRewolucja na palcu. Nowy Luna Ring odpowie na twoje pytania o zdrowie
-
Gemini w Google Home w końcu przyspiesza. Ale w Polsce i tak musisz obejść system
Zastąpienie wysłużonego Asystenta Google nową sztuczną inteligencją Gemini miało być rewolucją w inteligentnym domu. Szybko okazało się jednak, że o ile nowe AI świetnie radzi sobie ze złożonymi pytaniami, o tyle przy prostym gaszeniu światła… potwornie „muli”.
Google wdraża właśnie kluczową aktualizację, która to naprawia. Niestety, polscy użytkownicy znów mają pod górkę. Kiedy Google uruchomiło wczesny dostęp do funkcji „Gemini for Home”, entuzjazm szybko opadł. Użytkownicy zaczęli narzekać na irytujące opóźnienia. Sztuczna inteligencja potrzebowała zdecydowanie zbyt dużo czasu na przetworzenie banalnej prośby o włączenie telewizora czy zmianę temperatury. Na szczęście gigant z Mountain View właśnie załatał to wąskie gardło.
Gemini uczy się szybkiego reagowania
Anish Kattukaran, szef działu Google Home, ogłosił w serwisie X, że firma właśnie zakończyła wdrażanie potężnej aktualizacji infrastruktury dedykowanej wyłącznie pod „Gemini for Home”. Inżynierowie wzięli na warsztat setki najpopularniejszych komend domowych (takich jak „wyłącz światła”) i drastycznie zoptymalizowali sposób ich przetwarzania przez AI.
Efekty mają być natychmiastowe. Według oficjalnych danych opóźnienia w przetwarzaniu tych najczęstszych poleceń przez Gemini zostały ścięte aż o 30 do 40 procent. Oprócz samego przyspieszenia reakcji, Google chwali się również znaczącym spadkiem odsetka błędów.
Podwójny policzek dla Europy
Zanim jednak rzucicie się do testowania nowej, błyskawicznej sztucznej inteligencji w swoim salonie, musimy wylać na Wasze głowy kubeł zimnej wody. Integracja Gemini z inteligentnym domem jest obecnie oficjalnie niedostępna w Polsce.
I nie chodzi tu tylko o brak obsługi języka polskiego (głośniki z serii Nest od lat uparcie ignorują nasz język, zmuszając nas do wydawania komend po angielsku). Głównym problemem jest geoblokada. Ze względu na surowe unijne przepisy (w tym AI Act i RODO), Google wstrzymało europejską premierę „Gemini for Home”. Wczesny dostęp działa obecnie wyłącznie w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Australii, Nowej Zelandii i Irlandii. Oficjalne wejście na rynek europejski planowane jest dopiero na wiosnę tego roku.
Polak (i Europejczyk) potrafi
Dla zapaleńców technologicznych nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Na forach internetowych (m.in. na Reddicie) szybko pojawił się sprawdzony sposób na obejście regionalnych blokad Google’a.
Aby wymusić pobranie Gemini na swoje głośniki (i móc cieszyć się jego 40-procentowym przyspieszeniem), wystarczy w ustawieniach aplikacji Google Home na smartfonie tymczasowo zmienić swój adres zamieszkania na fikcyjny adres w Stanach Zjednoczonych. Po upływie kilkunastu godzin system powinien zaktualizować głośniki do nowej wersji, a my możemy bezpiecznie przywrócić nasz prawdziwy, polski adres.
Pamiętajcie jednak, że nawet po takim włamaniu do systemu, z domowym Gemini porozmawiacie wyłącznie w językach obcych.
#aktualizacjaGoogleHome2026 #AsystentGooglePoPolsku #blokadaRegionalnaGoogle #GeminiForHome #GoogleHome #inteligentnyDom #jakWłączyćGeminiWPolsce #komendyGłosoweGoogleGemini #smartHomeAI #sztucznaInteligencjaGoogleWielkie porządki w Google Home. Gemini wreszcie zrozumie kontekst (i daje nadzieję na nowe języki)
-
Gemini w Google Home w końcu przyspiesza. Ale w Polsce i tak musisz obejść system
Zastąpienie wysłużonego Asystenta Google nową sztuczną inteligencją Gemini miało być rewolucją w inteligentnym domu. Szybko okazało się jednak, że o ile nowe AI świetnie radzi sobie ze złożonymi pytaniami, o tyle przy prostym gaszeniu światła… potwornie „muli”.
Google wdraża właśnie kluczową aktualizację, która to naprawia. Niestety, polscy użytkownicy znów mają pod górkę. Kiedy Google uruchomiło wczesny dostęp do funkcji „Gemini for Home”, entuzjazm szybko opadł. Użytkownicy zaczęli narzekać na irytujące opóźnienia. Sztuczna inteligencja potrzebowała zdecydowanie zbyt dużo czasu na przetworzenie banalnej prośby o włączenie telewizora czy zmianę temperatury. Na szczęście gigant z Mountain View właśnie załatał to wąskie gardło.
Gemini uczy się szybkiego reagowania
Anish Kattukaran, szef działu Google Home, ogłosił w serwisie X, że firma właśnie zakończyła wdrażanie potężnej aktualizacji infrastruktury dedykowanej wyłącznie pod „Gemini for Home”. Inżynierowie wzięli na warsztat setki najpopularniejszych komend domowych (takich jak „wyłącz światła”) i drastycznie zoptymalizowali sposób ich przetwarzania przez AI.
Efekty mają być natychmiastowe. Według oficjalnych danych opóźnienia w przetwarzaniu tych najczęstszych poleceń przez Gemini zostały ścięte aż o 30 do 40 procent. Oprócz samego przyspieszenia reakcji, Google chwali się również znaczącym spadkiem odsetka błędów.
Podwójny policzek dla Europy
Zanim jednak rzucicie się do testowania nowej, błyskawicznej sztucznej inteligencji w swoim salonie, musimy wylać na Wasze głowy kubeł zimnej wody. Integracja Gemini z inteligentnym domem jest obecnie oficjalnie niedostępna w Polsce.
I nie chodzi tu tylko o brak obsługi języka polskiego (głośniki z serii Nest od lat uparcie ignorują nasz język, zmuszając nas do wydawania komend po angielsku). Głównym problemem jest geoblokada. Ze względu na surowe unijne przepisy (w tym AI Act i RODO), Google wstrzymało europejską premierę „Gemini for Home”. Wczesny dostęp działa obecnie wyłącznie w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Australii, Nowej Zelandii i Irlandii. Oficjalne wejście na rynek europejski planowane jest dopiero na wiosnę tego roku.
Polak (i Europejczyk) potrafi
Dla zapaleńców technologicznych nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Na forach internetowych (m.in. na Reddicie) szybko pojawił się sprawdzony sposób na obejście regionalnych blokad Google’a.
Aby wymusić pobranie Gemini na swoje głośniki (i móc cieszyć się jego 40-procentowym przyspieszeniem), wystarczy w ustawieniach aplikacji Google Home na smartfonie tymczasowo zmienić swój adres zamieszkania na fikcyjny adres w Stanach Zjednoczonych. Po upływie kilkunastu godzin system powinien zaktualizować głośniki do nowej wersji, a my możemy bezpiecznie przywrócić nasz prawdziwy, polski adres.
Pamiętajcie jednak, że nawet po takim włamaniu do systemu, z domowym Gemini porozmawiacie wyłącznie w językach obcych.
#aktualizacjaGoogleHome2026 #AsystentGooglePoPolsku #blokadaRegionalnaGoogle #GeminiForHome #GoogleHome #inteligentnyDom #jakWłączyćGeminiWPolsce #komendyGłosoweGoogleGemini #smartHomeAI #sztucznaInteligencjaGoogleWielkie porządki w Google Home. Gemini wreszcie zrozumie kontekst (i daje nadzieję na nowe języki)
-
Wielkie porządki w Google Home. Gemini wreszcie zrozumie kontekst (i daje nadzieję na nowe języki)
Dział inteligentnego domu w Google nareszcie zabrał się za łatanie irytujących błędów swojego asystenta.
Anish Kattukaran, dyrektor produktowy odpowiedzialny za Google Home, ogłosił potężną paczkę poprawek dla usługi Gemini for Home. System ma być mądrzejszy, mniej nadgorliwy i zaoferować nowe wyzwalacze automatyzacji. Dla polskich użytkowników najważniejsza wiadomość kryje się jednak w jednym z komentarzy.
Choć modele z rodziny Gemini potrafią imponować, ich integracja z inteligentnym domem często bywała frustrująca. Najnowsza aktualizacja, o której poinformował przedstawiciel Google za pośrednictwem platformy X (dawniej Twitter), ma bezpośrednio odpowiadać na najczęstsze skargi użytkowników.
We've been heads down working on improvements based on your feedback. Looking forward to sharing a number of fixes and updates today across Gemini for Home, the home app, automations and a number of our devices.
— Anish Kattukaran (@AnishKattukaran) March 2, 2026
Koniec z wyłączaniem połowy domu
Aktualizacja skupia się przede wszystkim na precyzji i kontekście. Od teraz komenda „wyłącz kuchnię” zgasi wyłącznie światła, ignorując inteligentne gniazdka czy inne, nieprzypisane wprost urządzenia. Naprawiono również błąd z poleceniem wyłączenia „wszystkich świateł” – Gemini wykona tę akcję tylko w bieżącym domu, zamiast aktywować ją we wszystkich lokalizacjach przypisanych do konta.
System nauczył się też lepszego rozpoznawania urządzeń (rozumie, czym jest dany sprzęt, nawet jeśli jego typ nie jest wprost wpisany w nazwę) oraz bezwzględnie trzyma się adresu domowego zdefiniowanego w aplikacji Google Home. Co równie istotne, Google deklaruje „znaczące zredukowanie” sytuacji, w których asystent przedwcześnie ucinał naszą wypowiedź. Poprawiono również stabilność codziennych komend: minutników, notatek i przypomnień.
Nowe warunki automatyzacji i integracje sprzętowe
Google Home zyskuje także nowe wyzwalacze dla rutyn. Użytkownicy mogą teraz tworzyć automatyzacje uruchamiane w oparciu o nowe scenariusze, takie jak: „kiedy system alarmowy zostanie uzbrojony…”, „jeśli urządzenie zostanie podłączone do prądu…” czy dość specyficzne: „jeśli Pixel Tablet nie zostanie zadokowany do godziny 21:00”.
Nowości dotknęły również konkretnych urządzeń:
- „Live Search” dla kamer: użytkownicy z płatną subskrypcją Google Home Premium Advanced mogą teraz zadawać Gemini naturalne pytania o aktualny stan domu, bazując na bieżącym obrazie z kamer Nest.
- Nest x Yale Lock: oficjalnie wdrożono wsparcie dla tych inteligentnych zamków.
- Nest Wifi Pro: rozpoczęło się wdrażanie marcowej aktualizacji, która ma poprawić wydajność sieci mesh.
Co z nowymi językami?
Obecnie pełne środowisko Gemini for Home jest ograniczone terytorialnie i językowo. Wątek ten został jednak poruszony pod wpisem dyrektora Google. Na bezpośrednie pytanie jednego z użytkowników serwisu X o to, kiedy pojawią się nowe języki, Anish Kattukaran odpowiedział krótko: „Jeszcze nie jesteśmy na tym etapie. Ale nastąpi to bardzo niedługo”.
Pozostaje nam trzymać trzymać kciuki, by w tym „niedługo” znalazło się również miejsce na oficjalne wsparcie dla języka polskiego.
#AnishKattukaran #asystentGłosowy #automatyzacjeGoogleHome #GeminiForHome #GeminiPoPolsku #GoogleHome #inteligentnyDom #NestWifiPro #NestXYaleLock #smartHomeAktualizacjaGoogle zabezpiecza internet przed komputerami kwantowymi. Rozwiązanie to czysty geniusz
-
Wielkie porządki w Google Home. Gemini wreszcie zrozumie kontekst (i daje nadzieję na nowe języki)
Dział inteligentnego domu w Google nareszcie zabrał się za łatanie irytujących błędów swojego asystenta.
Anish Kattukaran, dyrektor produktowy odpowiedzialny za Google Home, ogłosił potężną paczkę poprawek dla usługi Gemini for Home. System ma być mądrzejszy, mniej nadgorliwy i zaoferować nowe wyzwalacze automatyzacji. Dla polskich użytkowników najważniejsza wiadomość kryje się jednak w jednym z komentarzy.
Choć modele z rodziny Gemini potrafią imponować, ich integracja z inteligentnym domem często bywała frustrująca. Najnowsza aktualizacja, o której poinformował przedstawiciel Google za pośrednictwem platformy X (dawniej Twitter), ma bezpośrednio odpowiadać na najczęstsze skargi użytkowników.
We've been heads down working on improvements based on your feedback. Looking forward to sharing a number of fixes and updates today across Gemini for Home, the home app, automations and a number of our devices.
— Anish Kattukaran (@AnishKattukaran) March 2, 2026
Koniec z wyłączaniem połowy domu
Aktualizacja skupia się przede wszystkim na precyzji i kontekście. Od teraz komenda „wyłącz kuchnię” zgasi wyłącznie światła, ignorując inteligentne gniazdka czy inne, nieprzypisane wprost urządzenia. Naprawiono również błąd z poleceniem wyłączenia „wszystkich świateł” – Gemini wykona tę akcję tylko w bieżącym domu, zamiast aktywować ją we wszystkich lokalizacjach przypisanych do konta.
System nauczył się też lepszego rozpoznawania urządzeń (rozumie, czym jest dany sprzęt, nawet jeśli jego typ nie jest wprost wpisany w nazwę) oraz bezwzględnie trzyma się adresu domowego zdefiniowanego w aplikacji Google Home. Co równie istotne, Google deklaruje „znaczące zredukowanie” sytuacji, w których asystent przedwcześnie ucinał naszą wypowiedź. Poprawiono również stabilność codziennych komend: minutników, notatek i przypomnień.
Nowe warunki automatyzacji i integracje sprzętowe
Google Home zyskuje także nowe wyzwalacze dla rutyn. Użytkownicy mogą teraz tworzyć automatyzacje uruchamiane w oparciu o nowe scenariusze, takie jak: „kiedy system alarmowy zostanie uzbrojony…”, „jeśli urządzenie zostanie podłączone do prądu…” czy dość specyficzne: „jeśli Pixel Tablet nie zostanie zadokowany do godziny 21:00”.
Nowości dotknęły również konkretnych urządzeń:
- „Live Search” dla kamer: użytkownicy z płatną subskrypcją Google Home Premium Advanced mogą teraz zadawać Gemini naturalne pytania o aktualny stan domu, bazując na bieżącym obrazie z kamer Nest.
- Nest x Yale Lock: oficjalnie wdrożono wsparcie dla tych inteligentnych zamków.
- Nest Wifi Pro: rozpoczęło się wdrażanie marcowej aktualizacji, która ma poprawić wydajność sieci mesh.
Co z nowymi językami?
Obecnie pełne środowisko Gemini for Home jest ograniczone terytorialnie i językowo. Wątek ten został jednak poruszony pod wpisem dyrektora Google. Na bezpośrednie pytanie jednego z użytkowników serwisu X o to, kiedy pojawią się nowe języki, Anish Kattukaran odpowiedział krótko: „Jeszcze nie jesteśmy na tym etapie. Ale nastąpi to bardzo niedługo”.
Pozostaje nam trzymać trzymać kciuki, by w tym „niedługo” znalazło się również miejsce na oficjalne wsparcie dla języka polskiego.
#AnishKattukaran #asystentGłosowy #automatyzacjeGoogleHome #GeminiForHome #GeminiPoPolsku #GoogleHome #inteligentnyDom #NestWifiPro #NestXYaleLock #smartHomeAktualizacjaGoogle zabezpiecza internet przed komputerami kwantowymi. Rozwiązanie to czysty geniusz
-
🆕Dreame wprowadza inteligentny kosz na śmieci. Smart funkcje, które wyręczą domowników
➡️https://rootblog.pl/inteligentny-kosz-na-smieci-dreame-oficjalnie-debiutuje-na-rynku/ -
🆕Dreame wprowadza inteligentny kosz na śmieci. Smart funkcje, które wyręczą domowników
➡️https://rootblog.pl/inteligentny-kosz-na-smieci-dreame-oficjalnie-debiutuje-na-rynku/ -
🆕Dreame wprowadza inteligentny kosz na śmieci. Smart funkcje, które wyręczą domowników
➡️https://rootblog.pl/inteligentny-kosz-na-smieci-dreame-oficjalnie-debiutuje-na-rynku/ -
🆕Dreame wprowadza inteligentny kosz na śmieci. Smart funkcje, które wyręczą domowników
➡️https://rootblog.pl/inteligentny-kosz-na-smieci-dreame-oficjalnie-debiutuje-na-rynku/ -
Lodówka, która czyta etykiety. Samsung integruje Google Gemini ze swoim sprzętem kuchennym
Do tej pory „inteligentne lodówki” były często gadżetem, który potrafił co najwyżej pokazać zawartość półek na ekranie smartfona. Na targach CES 2026 Samsung zamierza zmienić zasady gry.
Dzięki integracji z Google Gemini, nowe urządzenia Bespoke AI nie tylko „widzą” jedzenie, ale też potrafią przeczytać datę ważności z opakowania.
Kluczową nowością w tegorocznej ofercie AGD Koreańczyków jest zaktualizowana technologia AI Vision Inside. Samsung połączył swoje kamery z modelem językowym Google Gemini i mocą obliczeniową Google Cloud. Efekt? Lodówka przestała być tylko chłodziarką, a stała się domowym asystentem logistycznym.
Koniec z ręcznym wpisywaniem dat
Największa zmiana dotyczy rozpoznawania produktów. Starsze systemy radziły sobie z owocami czy warzywami, ale gubiły się przy opakowaniach. Nowy system rozpoznaje już 60 kategorii produktów (w tym te pakowane). Co to oznacza w praktyce?
- Świeże produkty: jeśli włożysz jabłko, system automatycznie przypisze mu standardowy termin przydatności do spożycia (np. w oparciu o wytyczne odpowiednich organizacji takich jak np. USDA w Stanach Zjednoczonych).
- Produkty pakowane: dzięki rozpoznawaniu kodów QR i etykiet, lodówka zidentyfikuje konkretny produkt i (jeśli data jest nadrukowana w czytelny sposób) zapisze termin ważności. System wyśle powiadomienie, gdy serek wiejski lub mleko będą zbliżać się do przeterminowania.
Bixby wreszcie rozumie kontekst
Dzięki Gemini, asystent głosowy Bixby w kuchni ma stać się mniej „robotyczny”. Możesz zapytać lodówkę: „Co mogę z tego ugotować?”, a potem dopytać „A coś bez laktozy?”, bez konieczności powtarzania całego kontekstu. System zaproponuje przepis oparty wyłącznie na tym, co faktycznie znajduje się na półkach.
Bespoke 4-Door Flex i Zero Gap
Od strony sprzętowej, flagowym modelem jest nowa lodówka Bespoke 4-Door Flex. Samsung rozwiązał w niej jeden z największych problemów estetycznych w kuchniach zabudowanych. Dzięki zawiasom „Zero Gap”, lodówkę można dosunąć niemal płasko do ściany (wymagany odstęp to zaledwie 4 mm po bokach), a drzwi nadal otworzą się szeroko, nie uderzając w zabudowę.
Samsung z nowym audio na 2026 rok: obrotowy soundbar i głośniki „kropki”
Oprócz lodówki, na CES zobaczymy też nową mikrofalówkę (montowaną nad blatem) z systemem wentylacji nowej generacji oraz wsuwany piekarnik z oświetleniem ambientowym, które pełni też funkcję informacyjną (sygnalizuje stan pracy urządzenia).
Prośba: wypełnijcie naszą ankietę, pomoże nam to przygotowywać dla Was jeszcze lepszy iMagazine!
#AGD #AIVisionInside #bespoke #CES2026 #foodWaste #GoogleGemini #inteligentnyDom #SamsungPomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026
-
🆕Nowe centrum dowodzenia od Xiaomi. Home Screen 11 łączy design z funkcjonalnością
➡️https://rootblog.pl/xiaomi-home-screen-11-to-nowe-centrum-dowodzenia/#HyperOS #InteligentnyDom #IoT #smarthome #Xiaomi #XiaomiHomeScreen11 #XiaomiSmartHome
-
🆕Nowe centrum dowodzenia od Xiaomi. Home Screen 11 łączy design z funkcjonalnością
➡️https://rootblog.pl/xiaomi-home-screen-11-to-nowe-centrum-dowodzenia/#HyperOS #InteligentnyDom #IoT #smarthome #Xiaomi #XiaomiHomeScreen11 #XiaomiSmartHome
-
🆕Nowe centrum dowodzenia od Xiaomi. Home Screen 11 łączy design z funkcjonalnością
➡️https://rootblog.pl/xiaomi-home-screen-11-to-nowe-centrum-dowodzenia/#HyperOS #InteligentnyDom #IoT #smarthome #Xiaomi #XiaomiHomeScreen11 #XiaomiSmartHome
-
🆕Nowe centrum dowodzenia od Xiaomi. Home Screen 11 łączy design z funkcjonalnością
➡️https://rootblog.pl/xiaomi-home-screen-11-to-nowe-centrum-dowodzenia/#HyperOS #InteligentnyDom #IoT #smarthome #Xiaomi #XiaomiHomeScreen11 #XiaomiSmartHome
-
Luksus, który z Tobą porozmawia. LG SIGNATURE świętuje 10 lat i wprowadza generatywne AI do kuchni
Minęła dekada, odkąd LG wydzieliło swoją ultra-premium markę SIGNATURE. Na targach CES 2026 Koreańczycy zamierzają uczcić ten jubileusz z pompą, prezentując nową linię sprzętów.
Tym razem jednak nie chodzi tylko o minimalistyczny design i złote detale. Do gry wchodzi „LG AI Core-Tech”, co oznacza, że Twoja nowa lodówka będzie korzystać z dużych modeli językowych (LLM).
LG Electronics zapowiedziało premierę nowej odsłony swojej flagowej marki na targach w Las Vegas (6–9 stycznia 2026 r.). Nowa kolekcja ma łączyć charakterystyczną dla serii estetykę „Refined Minimal” z funkcjami, które do tej pory kojarzyliśmy raczej z chatbotami niż z AGD.
Lodówka, która przewiduje przyszłość (i robi listę zakupów)
Gwiazdą nowej oferty jest lodówka LG SIGNATURE. Producent wyposażył ją w funkcję konwersacyjnej AI opartej na modelach LLM. Oznacza to, że interakcja z urządzeniem ma być bardziej naturalna – zamiast klikać w menu, będzie można po prostu „porozmawiać” o zawartości chłodziarki.
Ciekawie brzmi funkcja AI Fresh. System monitoruje nawyki domowników i potrafi prewencyjnie schłodzić wnętrze na dwie godziny przed przewidywanym otwarciem drzwi, by zminimalizować wahania temperatury. Z kolei technologia Smart InstaView z kamerą i funkcją ThinQ Food rozpoznaje produkty, sugeruje przepisy, a nawet podpowiada zamienniki brakujących składników. Wizualnym „bajerem” jest zastosowanie przezroczystego ekranu T-OLED, który gdy nikt nie zagląda do środka, może wyświetlać ozdobne grafiki.
Piekarnik dla influencerów
W nowym piekarniku LG SIGNATURE również nie zabrakło kamer i algorytmów. Funkcja Gourmet AI rozpoznaje ponad 85 potraw i sama dobiera parametry pieczenia. Z kolei AI Browning pilnuje idealnego stopnia wypieczenia (np. skórki chleba) i wysyła powiadomienie, gdy cel zostanie osiągnięty.
LG puściło też oczko w stronę miłośników mediów społecznościowych. Dzięki kamerze wewnątrz piekarnika, użytkownik może podglądać proces pieczenia na telefonie, a nawet wygenerować nagranie poklatkowe (timelapse), by błyskawicznie wrzucić je na Instagrama czy TikToka.
Trzy odcienie luksusu
Nowa linia stawia na personalizację wnętrz. Klienci będą mieli do wyboru trzy kolekcje: Seamless, Iconic oraz Tailored. Ma to pozwolić na idealne dopasowanie sprzętów do architektury kuchni. Aby podkreślić ekskluzywny charakter, stoisko LG na CES 2026 zostanie zaaranżowane we współpracy z włoską marką luksusowych mebli Poliform
#AGD #CES2026 #design #inteligentnyDom #LG #LGSIGNATURE #smartHome #sztucznaInteligencja -
Matter 1.5 wprowadza obsługę kamer bezpieczeństwa
Matter 1.5 wprowadza obsługę kamer bezpieczeństwa i rozszerza możliwości inteligentnego domu.
Kamery Matter obsługują strumieniowanie wideo i audio, sterowanie PTZ, strefy prywatności oraz nagrywanie lokalne i w chmurze.
Aktualizacja dodaje także wsparcie dla rolet, bram, drzwi garażowych oraz czujników gleby, które umożliwiają inteligentne podlewanie roślin. Dodatkowo standard wspiera zarządzanie energią, umożliwiając śledzenie kosztów urządzeń, optymalizację zużycia oraz integrację danych z taryf i paneli fotowoltaicznych.
Matter 1.5 znacząco ułatwia kompatybilność z Apple Home, Google Home, Alexa i Samsung SmartThings. Więcej na temat jego działania możesz posłuchać w jednym z odcinków mojego podcastu „Bo czemu nie?”.
#appleHome #automatykaDomowa #automatyzacja #bramy #czujnikiGleby #homekit #inteligentnyDom #iot #kameryBezpieczenstwa #matter15 #rolety #smartHome #technologia #zarzadzanieEnergia
-
Matter 1.5 wprowadza obsługę kamer bezpieczeństwa
Matter 1.5 wprowadza obsługę kamer bezpieczeństwa i rozszerza możliwości inteligentnego domu.
Kamery Matter obsługują strumieniowanie wideo i audio, sterowanie PTZ, strefy prywatności oraz nagrywanie lokalne i w chmurze.
Aktualizacja dodaje także wsparcie dla rolet, bram, drzwi garażowych oraz czujników gleby, które umożliwiają inteligentne podlewanie roślin. Dodatkowo standard wspiera zarządzanie energią, umożliwiając śledzenie kosztów urządzeń, optymalizację zużycia oraz integrację danych z taryf i paneli fotowoltaicznych.
Matter 1.5 znacząco ułatwia kompatybilność z Apple Home, Google Home, Alexa i Samsung SmartThings. Więcej na temat jego działania możesz posłuchać w jednym z odcinków mojego podcastu „Bo czemu nie?”.
#appleHome #automatykaDomowa #automatyzacja #bramy #czujnikiGleby #homekit #inteligentnyDom #iot #kameryBezpieczenstwa #matter15 #rolety #smartHome #technologia #zarzadzanieEnergia
-
„Rozpoznaje kurczaka, ale myli strzelbę z narzędziem ogrodowym”. Jak naprawdę działa Gemini w Google Home
Nowe funkcje Gemini dla Google Home zaczęły trafiać do pierwszych użytkowników w USA w ramach programu Early Access.
Choć w Polsce na tę rewolucję jeszcze poczekamy, pierwsze, szczegółowe testy dają nam bezcenny wgląd w przyszłość inteligentnego domu. Jak donosi Ben Schoon z 9to5Google, jest to przyszłość, która jest jednocześnie niesamowicie inteligentna i… rozbrajająco głupia.
Trzy filary rewolucji, która działa
Na papierze Gemini wprowadza funkcje, o których marzyliśmy od lat, oparte na trzech filarach:
- Inteligentne etykiety: zamiast generycznego alertu „wykryto osobę”, Gemini analizuje obraz z kamery Nest i informuje np. „Ben gotuje kurczaka w kuchni”. (Tak, AI poprawnie rozpoznało kurczaka).
- „Ask Home”: możliwość zadawania pytań w naturalnym języku, np. „gdzie jest mój laptop?”, po czym AI przeszukuje nagrania i wskazuje moment, gdy widziała laptopa.
- „Home Brief”: automatyczne, codzienne podsumowanie wideo ze wszystkich zdarzeń zarejestrowanych przez kamery.
Jak pisze Schoon, „to jest przyszłość, prawda?”. Problem w tym, że ta przyszłość cierpi na „absurdalną nadmierną pewność siebie”.
Jak AI myli strzelbę z narzędziem ogrodowym
Na każdą poprawną identyfikację (jak wspomniany kurczak) przypada seria komicznych pomyłek. Gemini poinformowało testera, że „ładuje rower do samochodu”, podczas gdy był to wózek do disc golfa (który w niczym nie przypomina roweru). Innym razem pomyliło wynoszenie śmieci przez żonę testera z „kładzeniem przez nią paczki na ganku”. AI nie potrafiło też zdecydować, czy samochód testera jest niebieski (co jest prawdą) czy szary (co jest absurdem).
O ile są to drobne, irytujące pomyłki, reporterzy (m.in. z The Verge, na co powołuje się 9to5Google) odkryli znacznie poważniejsze błędy. W jednym z testów Gemini nie było w stanie rozpoznać właściciela domu idącego ze strzelbą, etykietując broń jako „narzędzie ogrodowe”. W innym przypadku AI całkowicie zignorowało leżący na widoku nóż.
Jak słusznie zauważa 9to5Google, w przypadku kamery bezpieczeństwa, noże i broń to obiekty, które powinny być na absolutnym szczycie listy priorytetów do identyfikacji.
Konkluzja Bena Schoona jest taka, że choć Google buduje świetny fundament, obecna generacja AI jest zbyt pewna siebie i podatna na błędy, które wyglądają po prostu głupio. Na szczęście, na razie wszystkie te funkcje są w fazie beta i trzeba je włączyć ręcznie.
Nam pozostaje mieć nadzieję, że do naszego kraju trafi już bardziej dopracowany produkt, wszak Amerykanie są de facto beta testerami.
Siri z Gemini to sytuacja „win-win”? Amerykanie są optymistami. My – nie.
#AI #błędyAI #Gemini #Google #GoogleHome #inteligentnyDom #NestCam #news #smartHome #sztucznaInteligencja
-
„Rozpoznaje kurczaka, ale myli strzelbę z narzędziem ogrodowym”. Jak naprawdę działa Gemini w Google Home
Nowe funkcje Gemini dla Google Home zaczęły trafiać do pierwszych użytkowników w USA w ramach programu Early Access.
Choć w Polsce na tę rewolucję jeszcze poczekamy, pierwsze, szczegółowe testy dają nam bezcenny wgląd w przyszłość inteligentnego domu. Jak donosi Ben Schoon z 9to5Google, jest to przyszłość, która jest jednocześnie niesamowicie inteligentna i… rozbrajająco głupia.
Trzy filary rewolucji, która działa
Na papierze Gemini wprowadza funkcje, o których marzyliśmy od lat, oparte na trzech filarach:
- Inteligentne etykiety: zamiast generycznego alertu „wykryto osobę”, Gemini analizuje obraz z kamery Nest i informuje np. „Ben gotuje kurczaka w kuchni”. (Tak, AI poprawnie rozpoznało kurczaka).
- „Ask Home”: możliwość zadawania pytań w naturalnym języku, np. „gdzie jest mój laptop?”, po czym AI przeszukuje nagrania i wskazuje moment, gdy widziała laptopa.
- „Home Brief”: automatyczne, codzienne podsumowanie wideo ze wszystkich zdarzeń zarejestrowanych przez kamery.
Jak pisze Schoon, „to jest przyszłość, prawda?”. Problem w tym, że ta przyszłość cierpi na „absurdalną nadmierną pewność siebie”.
Jak AI myli strzelbę z narzędziem ogrodowym
Na każdą poprawną identyfikację (jak wspomniany kurczak) przypada seria komicznych pomyłek. Gemini poinformowało testera, że „ładuje rower do samochodu”, podczas gdy był to wózek do disc golfa (który w niczym nie przypomina roweru). Innym razem pomyliło wynoszenie śmieci przez żonę testera z „kładzeniem przez nią paczki na ganku”. AI nie potrafiło też zdecydować, czy samochód testera jest niebieski (co jest prawdą) czy szary (co jest absurdem).
O ile są to drobne, irytujące pomyłki, reporterzy (m.in. z The Verge, na co powołuje się 9to5Google) odkryli znacznie poważniejsze błędy. W jednym z testów Gemini nie było w stanie rozpoznać właściciela domu idącego ze strzelbą, etykietując broń jako „narzędzie ogrodowe”. W innym przypadku AI całkowicie zignorowało leżący na widoku nóż.
Jak słusznie zauważa 9to5Google, w przypadku kamery bezpieczeństwa, noże i broń to obiekty, które powinny być na absolutnym szczycie listy priorytetów do identyfikacji.
Konkluzja Bena Schoona jest taka, że choć Google buduje świetny fundament, obecna generacja AI jest zbyt pewna siebie i podatna na błędy, które wyglądają po prostu głupio. Na szczęście, na razie wszystkie te funkcje są w fazie beta i trzeba je włączyć ręcznie.
Nam pozostaje mieć nadzieję, że do naszego kraju trafi już bardziej dopracowany produkt, wszak Amerykanie są de facto beta testerami.
Siri z Gemini to sytuacja „win-win”? Amerykanie są optymistami. My – nie.
#AI #błędyAI #Gemini #Google #GoogleHome #inteligentnyDom #NestCam #news #smartHome #sztucznaInteligencja
-
„Rozpoznaje kurczaka, ale myli strzelbę z narzędziem ogrodowym”. Jak naprawdę działa Gemini w Google Home
Nowe funkcje Gemini dla Google Home zaczęły trafiać do pierwszych użytkowników w USA w ramach programu Early Access.
Choć w Polsce na tę rewolucję jeszcze poczekamy, pierwsze, szczegółowe testy dają nam bezcenny wgląd w przyszłość inteligentnego domu. Jak donosi Ben Schoon z 9to5Google, jest to przyszłość, która jest jednocześnie niesamowicie inteligentna i… rozbrajająco głupia.
Trzy filary rewolucji, która działa
Na papierze Gemini wprowadza funkcje, o których marzyliśmy od lat, oparte na trzech filarach:
- Inteligentne etykiety: zamiast generycznego alertu „wykryto osobę”, Gemini analizuje obraz z kamery Nest i informuje np. „Ben gotuje kurczaka w kuchni”. (Tak, AI poprawnie rozpoznało kurczaka).
- „Ask Home”: możliwość zadawania pytań w naturalnym języku, np. „gdzie jest mój laptop?”, po czym AI przeszukuje nagrania i wskazuje moment, gdy widziała laptopa.
- „Home Brief”: automatyczne, codzienne podsumowanie wideo ze wszystkich zdarzeń zarejestrowanych przez kamery.
Jak pisze Schoon, „to jest przyszłość, prawda?”. Problem w tym, że ta przyszłość cierpi na „absurdalną nadmierną pewność siebie”.
Jak AI myli strzelbę z narzędziem ogrodowym
Na każdą poprawną identyfikację (jak wspomniany kurczak) przypada seria komicznych pomyłek. Gemini poinformowało testera, że „ładuje rower do samochodu”, podczas gdy był to wózek do disc golfa (który w niczym nie przypomina roweru). Innym razem pomyliło wynoszenie śmieci przez żonę testera z „kładzeniem przez nią paczki na ganku”. AI nie potrafiło też zdecydować, czy samochód testera jest niebieski (co jest prawdą) czy szary (co jest absurdem).
O ile są to drobne, irytujące pomyłki, reporterzy (m.in. z The Verge, na co powołuje się 9to5Google) odkryli znacznie poważniejsze błędy. W jednym z testów Gemini nie było w stanie rozpoznać właściciela domu idącego ze strzelbą, etykietując broń jako „narzędzie ogrodowe”. W innym przypadku AI całkowicie zignorowało leżący na widoku nóż.
Jak słusznie zauważa 9to5Google, w przypadku kamery bezpieczeństwa, noże i broń to obiekty, które powinny być na absolutnym szczycie listy priorytetów do identyfikacji.
Konkluzja Bena Schoona jest taka, że choć Google buduje świetny fundament, obecna generacja AI jest zbyt pewna siebie i podatna na błędy, które wyglądają po prostu głupio. Na szczęście, na razie wszystkie te funkcje są w fazie beta i trzeba je włączyć ręcznie.
Nam pozostaje mieć nadzieję, że do naszego kraju trafi już bardziej dopracowany produkt, wszak Amerykanie są de facto beta testerami.
Siri z Gemini to sytuacja „win-win”? Amerykanie są optymistami. My – nie.
#AI #błędyAI #Gemini #Google #GoogleHome #inteligentnyDom #NestCam #news #smartHome #sztucznaInteligencja
-
„Rozpoznaje kurczaka, ale myli strzelbę z narzędziem ogrodowym”. Jak naprawdę działa Gemini w Google Home
Nowe funkcje Gemini dla Google Home zaczęły trafiać do pierwszych użytkowników w USA w ramach programu Early Access.
Choć w Polsce na tę rewolucję jeszcze poczekamy, pierwsze, szczegółowe testy dają nam bezcenny wgląd w przyszłość inteligentnego domu. Jak donosi Ben Schoon z 9to5Google, jest to przyszłość, która jest jednocześnie niesamowicie inteligentna i… rozbrajająco głupia.
Trzy filary rewolucji, która działa
Na papierze Gemini wprowadza funkcje, o których marzyliśmy od lat, oparte na trzech filarach:
- Inteligentne etykiety: zamiast generycznego alertu „wykryto osobę”, Gemini analizuje obraz z kamery Nest i informuje np. „Ben gotuje kurczaka w kuchni”. (Tak, AI poprawnie rozpoznało kurczaka).
- „Ask Home”: możliwość zadawania pytań w naturalnym języku, np. „gdzie jest mój laptop?”, po czym AI przeszukuje nagrania i wskazuje moment, gdy widziała laptopa.
- „Home Brief”: automatyczne, codzienne podsumowanie wideo ze wszystkich zdarzeń zarejestrowanych przez kamery.
Jak pisze Schoon, „to jest przyszłość, prawda?”. Problem w tym, że ta przyszłość cierpi na „absurdalną nadmierną pewność siebie”.
Jak AI myli strzelbę z narzędziem ogrodowym
Na każdą poprawną identyfikację (jak wspomniany kurczak) przypada seria komicznych pomyłek. Gemini poinformowało testera, że „ładuje rower do samochodu”, podczas gdy był to wózek do disc golfa (który w niczym nie przypomina roweru). Innym razem pomyliło wynoszenie śmieci przez żonę testera z „kładzeniem przez nią paczki na ganku”. AI nie potrafiło też zdecydować, czy samochód testera jest niebieski (co jest prawdą) czy szary (co jest absurdem).
O ile są to drobne, irytujące pomyłki, reporterzy (m.in. z The Verge, na co powołuje się 9to5Google) odkryli znacznie poważniejsze błędy. W jednym z testów Gemini nie było w stanie rozpoznać właściciela domu idącego ze strzelbą, etykietując broń jako „narzędzie ogrodowe”. W innym przypadku AI całkowicie zignorowało leżący na widoku nóż.
Jak słusznie zauważa 9to5Google, w przypadku kamery bezpieczeństwa, noże i broń to obiekty, które powinny być na absolutnym szczycie listy priorytetów do identyfikacji.
Konkluzja Bena Schoona jest taka, że choć Google buduje świetny fundament, obecna generacja AI jest zbyt pewna siebie i podatna na błędy, które wyglądają po prostu głupio. Na szczęście, na razie wszystkie te funkcje są w fazie beta i trzeba je włączyć ręcznie.
Nam pozostaje mieć nadzieję, że do naszego kraju trafi już bardziej dopracowany produkt, wszak Amerykanie są de facto beta testerami.
Siri z Gemini to sytuacja „win-win”? Amerykanie są optymistami. My – nie.
#AI #błędyAI #Gemini #Google #GoogleHome #inteligentnyDom #NestCam #news #smartHome #sztucznaInteligencja
-
Apple opóźnia obowiązkową aktualizację aplikacji Dom do lutego 2026 roku
Apple przesunęło termin zakończenia wsparcia dla starszej wersji aplikacji Apple Home (HomeKit) na 10 lutego 2026 roku.
Pierwotnie aktualizacja miała być wymagana jesienią 2025, jednak użytkownicy zyskali kilka dodatkowych miesięcy na przejście na nową architekturę.
Nowy system HomeKit, wprowadzony wraz z iOS 16.4 w marcu 2023 roku, zapewnia szybsze i bardziej stabilne działanie inteligentnego domu, zwłaszcza przy dużej liczbie urządzeń HomeKit i Matter. Po lutym 2026 starsze wersje systemów – w tym iOS 16.1, iPadOS 16.1, macOS 13.0 i wcześniejsze – stracą dostęp do aplikacji Dom oraz możliwość sterowania akcesoriami i automatyzacjami.
Nowa architektura wprowadza m.in. dostęp dla gości, obsługę robotów sprzątających oraz historię aktywności. Aktualizację można zainstalować ręcznie w aplikacji Dom → Więcej → Ustawienia domu → Aktualizacja oprogramowania, choć Apple zapowiada, że część użytkowników otrzyma ją automatycznie.
Więcej na temat HomeKit możecie posłuchać między innymi w tym odcinku mojego podcastu „Bo czemu nie?”.
#aktualizacjaApple #Apple #AppleHome #automatyzacja #HomeKit #inteligentnydom #iOS18 #matter #nowyHomeKit #smarthome #technologia