home.social

#aplikacjemobilne — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #aplikacjemobilne, aggregated by home.social.

  1. Spotify zaczyna oznaczać prawdziwych artystów, ale to raczej nie koniec generowanej przez AI muzyki

    Płacisz za abonament, by wspierać ulubionych muzyków, a tymczasem twoja playlista potajemnie wypełnia się utworami wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję.

    Spotify wreszcie reaguje na gniew użytkowników. Szwedzki gigant wprowadza nowe, zielone znaczniki, które mają ułatwić odróżnienie ludzi z krwi i kości od wirtualnych farm kontentu. Eksperci ostrzegają jednak, że to rozwiązanie dziurawe, a rykoszetem oberwą początkujący twórcy.

    Zielony ptaszek gwarancją człowieczeństwa

    W ciągu najbliższych tygodni w najpopularniejszej aplikacji streamingowej na świecie pojawi się nowy status „Verified by Spotify”. Obok nazwy wykonawcy wyświetli się zielony znacznik, który ma stanowić oficjalny dowód, że za danym profilem stoi realny muzyk. Platforma zapowiada, że proces weryfikacji obejmie setki tysięcy artystów i pokryje ponad 99 procent najczęściej wyszukiwanych twórców.

    Aby uzyskać weryfikację, artyści będą musieli udowodnić swoją autentyczność. Algorytmy i moderatorzy będą sprawdzać między innymi powiązane konta w mediach społecznościowych, regularną aktywność słuchaczy, obecność na rynku gadżetów (merch) czy ogłoszone trasy koncertowe. Spotify wprost zaznacza, że priorytetowo potraktuje wykonawców z realnym wkładem w kulturę muzyczną, próbując w ten sposób odciąć tlen masowym farmom bezwartościowych treści.

    Problem, o którym platforma woli nie mówić

    Rozwiązanie to ma jednak dużą lukę, którą natychmiast wytknęli branżowi eksperci. Ed Newton-Rex, obrońca praw twórców, zauważa, że zielony znaczek potwierdza jedynie, że dany artysta istnieje, ale nie daje żadnej gwarancji, że jego muzyka nie powstała przy użyciu AI. Co gorsza, nowy system może wręcz ukarać prawdziwych, niezależnych muzyków. Początkujący artyści często nie mają funduszy na tłoczenie koszulek czy organizację biletowanych koncertów, przez co mogą zostać niesłusznie zepchnięci na margines.

    Znacznie uczciwszym rozwiązaniem byłoby oznaczanie samych utworów stworzonych przez AI. Profesor Nick Collins z University of Durham zauważa jednak, że to technicznie karkołomne zadanie. Wykorzystanie algorytmów rzadko jest dziś zero-jedynkowe – wielu uznanych artystów używa ich po prostu jako narzędzia do miksowania czy masteringu, przez co wytyczenie jasnej granicy staje się niemożliwe.

    Wirtualne zespoły zarabiały miliony

    Zniecierpliwienie subskrybentów rośnie od miesięcy. Na forach społecznościowych regularnie pojawiają się pytania, dlaczego użytkownicy mają płacić pełną stawkę za usługę, która jest po cichu zalewana sztucznymi utworami. Skala absurdu jest ogromna. Wystarczy przypomnieć ubiegłoroczną sprawę zespołu The Velvet Sundown, który gromadził aż 850 tysięcy słuchaczy miesięcznie.

    Dopiero po śledztwie zdezorientowanych internautów wyszło na jaw, że grupa nigdy nie zagrała na żywo ani nie udzieliła żadnego wywiadu, bo muzykę w całości generowały serwery. Dziś ich profil wprost informuje, że to „syntetyczny projekt muzyczny”, a widownia drastycznie stopniała. Szef Spotify, Daniel Ek, zapowiadał już wcześniej, że całkowitego zakazu dla AI na platformie nie będzie. Nowe znaczki to jedynie próba uspokojenia nastrojów, ale prawdziwa wojna o autentyczność w streamingu dopiero się zaczyna.

    Spotify to dopiero początek. Claude integruje się z cyfrowymi gigantami i zyskuje pamięć

    #AIWMuzyce #aplikacjeMobilne #rynekMuzyczny #spotify #streamingMuzyki #sztucznaInteligencja #TheVelvetSundown #weryfikacjaArtystów
  2. Spotify zaczyna oznaczać prawdziwych artystów, ale to raczej nie koniec generowanej przez AI muzyki

    Płacisz za abonament, by wspierać ulubionych muzyków, a tymczasem twoja playlista potajemnie wypełnia się utworami wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję.

    Spotify wreszcie reaguje na gniew użytkowników. Szwedzki gigant wprowadza nowe, zielone znaczniki, które mają ułatwić odróżnienie ludzi z krwi i kości od wirtualnych farm kontentu. Eksperci ostrzegają jednak, że to rozwiązanie dziurawe, a rykoszetem oberwą początkujący twórcy.

    Zielony ptaszek gwarancją człowieczeństwa

    W ciągu najbliższych tygodni w najpopularniejszej aplikacji streamingowej na świecie pojawi się nowy status „Verified by Spotify”. Obok nazwy wykonawcy wyświetli się zielony znacznik, który ma stanowić oficjalny dowód, że za danym profilem stoi realny muzyk. Platforma zapowiada, że proces weryfikacji obejmie setki tysięcy artystów i pokryje ponad 99 procent najczęściej wyszukiwanych twórców.

    Aby uzyskać weryfikację, artyści będą musieli udowodnić swoją autentyczność. Algorytmy i moderatorzy będą sprawdzać między innymi powiązane konta w mediach społecznościowych, regularną aktywność słuchaczy, obecność na rynku gadżetów (merch) czy ogłoszone trasy koncertowe. Spotify wprost zaznacza, że priorytetowo potraktuje wykonawców z realnym wkładem w kulturę muzyczną, próbując w ten sposób odciąć tlen masowym farmom bezwartościowych treści.

    Problem, o którym platforma woli nie mówić

    Rozwiązanie to ma jednak dużą lukę, którą natychmiast wytknęli branżowi eksperci. Ed Newton-Rex, obrońca praw twórców, zauważa, że zielony znaczek potwierdza jedynie, że dany artysta istnieje, ale nie daje żadnej gwarancji, że jego muzyka nie powstała przy użyciu AI. Co gorsza, nowy system może wręcz ukarać prawdziwych, niezależnych muzyków. Początkujący artyści często nie mają funduszy na tłoczenie koszulek czy organizację biletowanych koncertów, przez co mogą zostać niesłusznie zepchnięci na margines.

    Znacznie uczciwszym rozwiązaniem byłoby oznaczanie samych utworów stworzonych przez AI. Profesor Nick Collins z University of Durham zauważa jednak, że to technicznie karkołomne zadanie. Wykorzystanie algorytmów rzadko jest dziś zero-jedynkowe – wielu uznanych artystów używa ich po prostu jako narzędzia do miksowania czy masteringu, przez co wytyczenie jasnej granicy staje się niemożliwe.

    Wirtualne zespoły zarabiały miliony

    Zniecierpliwienie subskrybentów rośnie od miesięcy. Na forach społecznościowych regularnie pojawiają się pytania, dlaczego użytkownicy mają płacić pełną stawkę za usługę, która jest po cichu zalewana sztucznymi utworami. Skala absurdu jest ogromna. Wystarczy przypomnieć ubiegłoroczną sprawę zespołu The Velvet Sundown, który gromadził aż 850 tysięcy słuchaczy miesięcznie.

    Dopiero po śledztwie zdezorientowanych internautów wyszło na jaw, że grupa nigdy nie zagrała na żywo ani nie udzieliła żadnego wywiadu, bo muzykę w całości generowały serwery. Dziś ich profil wprost informuje, że to „syntetyczny projekt muzyczny”, a widownia drastycznie stopniała. Szef Spotify, Daniel Ek, zapowiadał już wcześniej, że całkowitego zakazu dla AI na platformie nie będzie. Nowe znaczki to jedynie próba uspokojenia nastrojów, ale prawdziwa wojna o autentyczność w streamingu dopiero się zaczyna.

    Spotify to dopiero początek. Claude integruje się z cyfrowymi gigantami i zyskuje pamięć

    #AIWMuzyce #aplikacjeMobilne #rynekMuzyczny #spotify #streamingMuzyki #sztucznaInteligencja #TheVelvetSundown #weryfikacjaArtystów
  3. Wyciek prosto od Google. Asystent COSMO trafił na chwilę do sklepu Play

    Google zaliczyło w weekend majowy niezłą wpadkę, która zdradza plany firmy na nadchodzącą konferencję I/O 2026.

    Przez przypadek do oficjalnego sklepu Play trafiła eksperymentalna aplikacja COSMO – zaawansowany asystent AI dla urządzeń z Androidem. Choć program został bardzo szybko usunięty ze sklepu, zdążył ujawnić, jak w niedalekiej przyszłości zmieni się obsługa naszych smartfonów. Zamiast prostego czatbota, dostaniemy narzędzie, które ma aktywnie przewidywać nasze potrzeby.

    Gigabajtowa aplikacja i sztuczna inteligencja w kieszeni

    COSMO to projekt stworzony przez dział Google Research, który wylądował na głównym koncie wydawcy jako potężna paczka o wadze 1,13 GB. Taki rozmiar nie jest przypadkowy – aplikacja ma wbudowany lokalny model językowy Gemini Nano. Oznacza to, że asystent potrafi przetwarzać informacje bezpośrednio na smartfonie, bez konieczności łączenia się z chmurą.`

    W teorii to dla potencjalnego użytkownika świetna wiadomość, bo oznacza większą prywatność i błyskawiczny czas reakcji bez pożerania pakietu danych. W ustawieniach wyciekłej aplikacji użytkownicy mogli zresztą wybrać, czy chcą korzystać wyłącznie z lokalnego modelu Nano, z zewnętrznych serwerów (oznaczonych skrótem „PI”), czy z trybu hybrydowego. Program prosił również o dostęp do ekranu i pozwalał na konfigurację dopasowania głosowego (Voice Match).

    Co potrafi nowy eksperyment od Google?

    Chociaż interfejs udostępnionej aplikacji był niezwykle surowy, lista ukrytych w niej „Umiejętności” (Skills) robi ogromne wrażenie. COSMO zaprojektowano tak, by działał w tle i reagował na szerszy kontekst naszych codziennych spraw. Przykładowo, jeśli w konwersacji padnie propozycja spotkania, asystent sam zaproponuje dodanie wydarzenia do kalendarza. Z kolei wzmianka o konkretnym zdjęciu wywoła automatyczne wyszukiwanie fotografii w galerii, byśmy mogli od razu się nią podzielić, bez przerywania rozmowy.

    Na tym możliwości się nie kończą. Program ma oferować między innymi:

    • Funkcję Deep Research do zaawansowanego zbierania i podsumowywania wielu źródeł w jeden raport.
    • Opcję Recall, która ułatwia przypominanie sobie ważnych informacji.
    • Narzędzie Document Writer, które automatycznie przygotowuje dokumenty, listy i streszczenia, o których wspomnimy.
    • Automatyczne tłumaczenie trudnego żargonu i podsumowywanie zakończonych konwersacji.

    Przedwczesna premiera przed wielkim wydarzeniem

    Wypuszczenie tak zaawansowanego, ale wciąż ewidentnie testowego narzędzia dla każdego użytkownika to wypadek przy pracy. Aplikacja nie była przeznaczona dla zwykłych konsumentów i zniknęła już z serwerów. Biorąc jednak pod uwagę zbliżającą się majową konferencję Google I/O 2026, możemy być pewni, że COSMO to poligon doświadczalny. Przetestowane w nim inteligentne funkcje z dużym prawdopodobieństwem trafią niedługo do oficjalnej wersji Gemini, całkowicie redefiniując to, czego oczekujemy od smartfonów.

    Czy asystent AI może pogłębić kryzys psychiczny? Grok i Gemini oblewają test bezpieczeństwa, Claude stawia granice

    #Android #aplikacjeMobilne #asystentAI #COSMO #GeminiNano #Google #GoogleIO2026 #sztucznaInteligencja #wyciek
  4. Wyciek prosto od Google. Asystent COSMO trafił na chwilę do sklepu Play

    Google zaliczyło w weekend majowy niezłą wpadkę, która zdradza plany firmy na nadchodzącą konferencję I/O 2026.

    Przez przypadek do oficjalnego sklepu Play trafiła eksperymentalna aplikacja COSMO – zaawansowany asystent AI dla urządzeń z Androidem. Choć program został bardzo szybko usunięty ze sklepu, zdążył ujawnić, jak w niedalekiej przyszłości zmieni się obsługa naszych smartfonów. Zamiast prostego czatbota, dostaniemy narzędzie, które ma aktywnie przewidywać nasze potrzeby.

    Gigabajtowa aplikacja i sztuczna inteligencja w kieszeni

    COSMO to projekt stworzony przez dział Google Research, który wylądował na głównym koncie wydawcy jako potężna paczka o wadze 1,13 GB. Taki rozmiar nie jest przypadkowy – aplikacja ma wbudowany lokalny model językowy Gemini Nano. Oznacza to, że asystent potrafi przetwarzać informacje bezpośrednio na smartfonie, bez konieczności łączenia się z chmurą.`

    W teorii to dla potencjalnego użytkownika świetna wiadomość, bo oznacza większą prywatność i błyskawiczny czas reakcji bez pożerania pakietu danych. W ustawieniach wyciekłej aplikacji użytkownicy mogli zresztą wybrać, czy chcą korzystać wyłącznie z lokalnego modelu Nano, z zewnętrznych serwerów (oznaczonych skrótem „PI”), czy z trybu hybrydowego. Program prosił również o dostęp do ekranu i pozwalał na konfigurację dopasowania głosowego (Voice Match).

    Co potrafi nowy eksperyment od Google?

    Chociaż interfejs udostępnionej aplikacji był niezwykle surowy, lista ukrytych w niej „Umiejętności” (Skills) robi ogromne wrażenie. COSMO zaprojektowano tak, by działał w tle i reagował na szerszy kontekst naszych codziennych spraw. Przykładowo, jeśli w konwersacji padnie propozycja spotkania, asystent sam zaproponuje dodanie wydarzenia do kalendarza. Z kolei wzmianka o konkretnym zdjęciu wywoła automatyczne wyszukiwanie fotografii w galerii, byśmy mogli od razu się nią podzielić, bez przerywania rozmowy.

    Na tym możliwości się nie kończą. Program ma oferować między innymi:

    • Funkcję Deep Research do zaawansowanego zbierania i podsumowywania wielu źródeł w jeden raport.
    • Opcję Recall, która ułatwia przypominanie sobie ważnych informacji.
    • Narzędzie Document Writer, które automatycznie przygotowuje dokumenty, listy i streszczenia, o których wspomnimy.
    • Automatyczne tłumaczenie trudnego żargonu i podsumowywanie zakończonych konwersacji.

    Przedwczesna premiera przed wielkim wydarzeniem

    Wypuszczenie tak zaawansowanego, ale wciąż ewidentnie testowego narzędzia dla każdego użytkownika to wypadek przy pracy. Aplikacja nie była przeznaczona dla zwykłych konsumentów i zniknęła już z serwerów. Biorąc jednak pod uwagę zbliżającą się majową konferencję Google I/O 2026, możemy być pewni, że COSMO to poligon doświadczalny. Przetestowane w nim inteligentne funkcje z dużym prawdopodobieństwem trafią niedługo do oficjalnej wersji Gemini, całkowicie redefiniując to, czego oczekujemy od smartfonów.

    Czy asystent AI może pogłębić kryzys psychiczny? Grok i Gemini oblewają test bezpieczeństwa, Claude stawia granice

    #Android #aplikacjeMobilne #asystentAI #COSMO #GeminiNano #Google #GoogleIO2026 #sztucznaInteligencja #wyciek
  5. Rejestracja działalności gospodarczej ze smartfona. mObywatel dodaje usługę dla przedsiębiorców

    Zakładanie własnego biznesu staje się procesem w pełni mobilnym.

    Najnowsza aktualizacja najpopularniejszej rządowej aplikacji w Polsce – mObywatel w wersji 4.80.1 – wprowadza możliwość pełnej rejestracji jednoosobowej działalności gospodarczej. To bardzo pragmatyczny ruch, który eliminuje papierologię i potrzebę fizycznych wizyt w urzędzie.

    Do tej pory sekcja „Firma” w aplikacji pozwalała głównie na podgląd statusu obecnej działalności czy pobranie zaświadczenia z CEIDG. Teraz twórcy dodali narzędzie, na które wielu czekało. Użytkownicy planujący przejście na „swoje” mogą wypełnić i podpisać wniosek o wpis do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej wprost na ekranie smartfona. Aby to zrobić, wystarczy wejść w zakładkę Usługi, następnie Przedsiębiorca i wybrać opcję dotyczącą firmy.

    Cyfrowe usługi w pakiecie: od razu z e-Doręczeniami

    Wdrożenie nowej funkcji to nie tylko cyfrowe wypełnienie formularza. Proces został zaprojektowany tak, by przy okazji rejestracji firmy użytkownik mógł od razu podłączyć swoje konto do systemu e-Doręczeń. Z perspektywy przyszłego przedsiębiorcy to duże ułatwienie. Oznacza natychmiastowe przejście na oficjalną, elektroniczną komunikację z urzędami państwowymi, bez konieczności biegania na pocztę i odbierania tradycyjnych, papierowych awizo.

    Aktualizacja jest wynikiem zapowiadanej wcześniej cyfryzacji usług publicznych, realizowanej przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Ministerstwo Cyfryzacji oraz Centralny Ośrodek Informatyki. Twórcy zaznaczają, że wdrażanie nowej wersji (4.80.1) odbywa się falami. Jeśli nowa opcja nie jest jeszcze widoczna w systemach iOS czy Android, wystarczy poczekać na pobranie paczki z nowościami w App Store lub Google Play.

    Rozbudowa mObywatela o twarde narzędzia dla biznesu pokazuje świetny trend. Smartfon z zaufanym profilem staje się jedynym narzędziem, którego początkujący przedsiębiorca potrzebuje, by formalnie wystartować na rynku.

    mObywatel z ważnymi nowościami. Szybsza reakcja na kradzież tożsamości i śledzenie paszportu

    #aplikacjeMobilne #aplikacjeRządowe #biznes #CEIDG #cyfryzacja #eDoręczenia #mObywatel #usługiPubliczne #zakładanieFirmy
  6. Rejestracja działalności gospodarczej ze smartfona. mObywatel dodaje usługę dla przedsiębiorców

    Zakładanie własnego biznesu staje się procesem w pełni mobilnym.

    Najnowsza aktualizacja najpopularniejszej rządowej aplikacji w Polsce – mObywatel w wersji 4.80.1 – wprowadza możliwość pełnej rejestracji jednoosobowej działalności gospodarczej. To bardzo pragmatyczny ruch, który eliminuje papierologię i potrzebę fizycznych wizyt w urzędzie.

    Do tej pory sekcja „Firma” w aplikacji pozwalała głównie na podgląd statusu obecnej działalności czy pobranie zaświadczenia z CEIDG. Teraz twórcy dodali narzędzie, na które wielu czekało. Użytkownicy planujący przejście na „swoje” mogą wypełnić i podpisać wniosek o wpis do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej wprost na ekranie smartfona. Aby to zrobić, wystarczy wejść w zakładkę Usługi, następnie Przedsiębiorca i wybrać opcję dotyczącą firmy.

    Cyfrowe usługi w pakiecie: od razu z e-Doręczeniami

    Wdrożenie nowej funkcji to nie tylko cyfrowe wypełnienie formularza. Proces został zaprojektowany tak, by przy okazji rejestracji firmy użytkownik mógł od razu podłączyć swoje konto do systemu e-Doręczeń. Z perspektywy przyszłego przedsiębiorcy to duże ułatwienie. Oznacza natychmiastowe przejście na oficjalną, elektroniczną komunikację z urzędami państwowymi, bez konieczności biegania na pocztę i odbierania tradycyjnych, papierowych awizo.

    Aktualizacja jest wynikiem zapowiadanej wcześniej cyfryzacji usług publicznych, realizowanej przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Ministerstwo Cyfryzacji oraz Centralny Ośrodek Informatyki. Twórcy zaznaczają, że wdrażanie nowej wersji (4.80.1) odbywa się falami. Jeśli nowa opcja nie jest jeszcze widoczna w systemach iOS czy Android, wystarczy poczekać na pobranie paczki z nowościami w App Store lub Google Play.

    Rozbudowa mObywatela o twarde narzędzia dla biznesu pokazuje świetny trend. Smartfon z zaufanym profilem staje się jedynym narzędziem, którego początkujący przedsiębiorca potrzebuje, by formalnie wystartować na rynku.

    mObywatel z ważnymi nowościami. Szybsza reakcja na kradzież tożsamości i śledzenie paszportu

    #aplikacjeMobilne #aplikacjeRządowe #biznes #CEIDG #cyfryzacja #eDoręczenia #mObywatel #usługiPubliczne #zakładanieFirmy
  7. Nowości w YouTube Premium. Inteligentne tempo i ułatwienia w ruchu

    Platforma wideo od Google rozpoczęła testy dwóch intrygujących funkcji dla płacących użytkowników na systemie Android.

    Nowe eksperymenty mają uczynić oglądanie jeszcze bardziej płynnym – system sam dobierze szybkość odtwarzania, a gdy wykryje, że idziemy, całkowicie zmieni interfejs na przyjaźniejszy do obsługi jedną ręką.

    Na razie nowości są zablokowane za progiem abonamentu Premium i posiadają status eksperymentalny. Mają jednak potencjał, by na stałe zmienić sposób, w jaki konsumujemy treści wideo na smartfonach. Testy potrwają do 27 kwietnia.

    Dynamiczna szybkość i tryb spacerowy

    Pierwszą z nowości jest „Auto speed”. To inteligentne rozwinięcie klasycznego przyspieszania wideo. Zamiast ręcznie wymuszać tempo 1.5x czy 2x, system sam będzie dynamicznie zwalniał i przyspieszał materiał w zależności od tego, co aktualnie dzieje się na ekranie. Algorytm świetnie sprawdzi się na przykład podczas nużących, powtarzalnych fragmentów w poradnikach czy filmach kulinarnych.

    Druga funkcja, nazwana roboczo „On-the-go” (w drodze), wykorzystuje sensory ruchu w naszym telefonie. Jeśli oprogramowanie wykryje, że użytkownik przemieszcza się od co najmniej 60 sekund, zaproponuje przejście w specjalny tryb ułatwiony. Interfejs upodobni się wtedy do tego znanego z aplikacji muzycznych – przyciski sterujące staną się znacznie większe, pasek postępu łatwiejszy do trafienia kciukiem, a sam odtwarzacz bezpieczniejszy w obsłudze w trakcie marszu.

    YouTube Music – nowy wygląd odtwarzacza (split-view Now Playing)

    #Android #aplikacjeMobilne #AutoSpeed #funkcjeEksperymentalne #Google #wideoWInternecie #YouTubePremium
  8. Nowości w YouTube Premium. Inteligentne tempo i ułatwienia w ruchu

    Platforma wideo od Google rozpoczęła testy dwóch intrygujących funkcji dla płacących użytkowników na systemie Android.

    Nowe eksperymenty mają uczynić oglądanie jeszcze bardziej płynnym – system sam dobierze szybkość odtwarzania, a gdy wykryje, że idziemy, całkowicie zmieni interfejs na przyjaźniejszy do obsługi jedną ręką.

    Na razie nowości są zablokowane za progiem abonamentu Premium i posiadają status eksperymentalny. Mają jednak potencjał, by na stałe zmienić sposób, w jaki konsumujemy treści wideo na smartfonach. Testy potrwają do 27 kwietnia.

    Dynamiczna szybkość i tryb spacerowy

    Pierwszą z nowości jest „Auto speed”. To inteligentne rozwinięcie klasycznego przyspieszania wideo. Zamiast ręcznie wymuszać tempo 1.5x czy 2x, system sam będzie dynamicznie zwalniał i przyspieszał materiał w zależności od tego, co aktualnie dzieje się na ekranie. Algorytm świetnie sprawdzi się na przykład podczas nużących, powtarzalnych fragmentów w poradnikach czy filmach kulinarnych.

    Druga funkcja, nazwana roboczo „On-the-go” (w drodze), wykorzystuje sensory ruchu w naszym telefonie. Jeśli oprogramowanie wykryje, że użytkownik przemieszcza się od co najmniej 60 sekund, zaproponuje przejście w specjalny tryb ułatwiony. Interfejs upodobni się wtedy do tego znanego z aplikacji muzycznych – przyciski sterujące staną się znacznie większe, pasek postępu łatwiejszy do trafienia kciukiem, a sam odtwarzacz bezpieczniejszy w obsłudze w trakcie marszu.

    YouTube Music – nowy wygląd odtwarzacza (split-view Now Playing)

    #Android #aplikacjeMobilne #AutoSpeed #funkcjeEksperymentalne #Google #wideoWInternecie #YouTubePremium
  9. Autonomiczne algorytmy Google wyręczą nas w planowaniu. Zarezerwują stolik bez naszego udziału

    Sztuczna inteligencja wreszcie przestaje być tylko zaawansowanym chatbotem, a zaczyna realnie działać w naszym imieniu.

    Google ogłosiło globalne rozszerzenie funkcji autonomicznej rezerwacji w trybie AI Mode. Choć na razie nowość omija Polskę, to wyraźny sygnał, że era tak zwanego „agentic AI” staje się faktem na naszych smartfonach.

    Jeszcze do niedawna asystenci głosowi potrafili co najwyżej podać nam adres restauracji czy sprawdzić godziny otwarcia. Google idzie o wielki krok dalej. Zamiast zmuszać użytkownika do samodzielnego dzwonienia lub przeklikiwania się przez dziesiątki systemów rezerwacyjnych, AI Mode bierze to zadanie w pełni na siebie.

    Sztuczna inteligencja załatwi to za nas

    Wystarczy wpisać lub wypowiedzieć naturalne polecenie w stylu: „znajdź mi pobliską knajpę z sushi, która ma wolny stolik dla czterech osób i serwuje wegańską tempurę”. Autonomiczny agent Google sam przeszuka sieć, zintegrowane platformy rezerwacyjne oraz strony lokali, a następnie doprowadzi proces rezerwacji do końca. Co ważne, funkcja ta wychodzi z fazy eksperymentalnej i staje się powszechnie dostępna.

    Niestety, jak to niemal zawsze bywa w przypadku nowości od giganta z Mountain View, technologiczna rewolucja musi chwilę poczekać, zanim dotrze nad Wisłę. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, funkcja wychodzi poza Stany Zjednoczone, ale trafia wyłącznie na osiem nowych rynków. Są to:

    • Australia
    • Kanada
    • Hongkong
    • Indie
    • Nowa Zelandia
    • Singapur
    • Republika Południowej Afryki
    • Wielka Brytania

    Odświeżony interfejs aplikacji

    Przy okazji wprowadzania agenturalnych nowości, Google odświeża również sam wygląd narzędzia w aplikacjach na systemy Android oraz iOS. Dotychczasowe, wyskakujące okienko zostało zastąpione znacznie czytelniejszym panelem dolnym, który nie zasłania już całego ekranu.

    Użytkownicy zyskali łatwe w obsłudze przyciski szybkiego dostępu do aparatu i galerii, ułatwiające wprowadzanie wizualnego kontekstu do zapytań. Dodano również nową sekcję narzędzi (obecnie pozwalającą na szybkie generowanie obrazów bezpośrednio ze smartfona) oraz prosty przełącznik modeli językowych, pozwalający użytkownikom wymusić użycie potężniejszego wariantu Pro zamiast standardowego trybu Auto.

    To doskonały przykład tego, jak w najbliższych miesiącach zmieni się nasza interakcja ze smartfonami. Firmy technologiczne powoli przestają ścigać się na to, czyj model językowy napisze lepszy wiersz czy streszczenie maila. Prawdziwa walka toczy się teraz o to, czyje algorytmy szybciej i skuteczniej odciążą nas w codziennych, powtarzalnych obowiązkach.

    #agenticAI #AIMode #Android #aplikacjeMobilne #Google #iOS #nowościTechnologiczne #rezerwacje #sztucznaInteligencja
  10. Autonomiczne algorytmy Google wyręczą nas w planowaniu. Zarezerwują stolik bez naszego udziału

    Sztuczna inteligencja wreszcie przestaje być tylko zaawansowanym chatbotem, a zaczyna realnie działać w naszym imieniu.

    Google ogłosiło globalne rozszerzenie funkcji autonomicznej rezerwacji w trybie AI Mode. Choć na razie nowość omija Polskę, to wyraźny sygnał, że era tak zwanego „agentic AI” staje się faktem na naszych smartfonach.

    Jeszcze do niedawna asystenci głosowi potrafili co najwyżej podać nam adres restauracji czy sprawdzić godziny otwarcia. Google idzie o wielki krok dalej. Zamiast zmuszać użytkownika do samodzielnego dzwonienia lub przeklikiwania się przez dziesiątki systemów rezerwacyjnych, AI Mode bierze to zadanie w pełni na siebie.

    Sztuczna inteligencja załatwi to za nas

    Wystarczy wpisać lub wypowiedzieć naturalne polecenie w stylu: „znajdź mi pobliską knajpę z sushi, która ma wolny stolik dla czterech osób i serwuje wegańską tempurę”. Autonomiczny agent Google sam przeszuka sieć, zintegrowane platformy rezerwacyjne oraz strony lokali, a następnie doprowadzi proces rezerwacji do końca. Co ważne, funkcja ta wychodzi z fazy eksperymentalnej i staje się powszechnie dostępna.

    Niestety, jak to niemal zawsze bywa w przypadku nowości od giganta z Mountain View, technologiczna rewolucja musi chwilę poczekać, zanim dotrze nad Wisłę. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, funkcja wychodzi poza Stany Zjednoczone, ale trafia wyłącznie na osiem nowych rynków. Są to:

    • Australia
    • Kanada
    • Hongkong
    • Indie
    • Nowa Zelandia
    • Singapur
    • Republika Południowej Afryki
    • Wielka Brytania

    Odświeżony interfejs aplikacji

    Przy okazji wprowadzania agenturalnych nowości, Google odświeża również sam wygląd narzędzia w aplikacjach na systemy Android oraz iOS. Dotychczasowe, wyskakujące okienko zostało zastąpione znacznie czytelniejszym panelem dolnym, który nie zasłania już całego ekranu.

    Użytkownicy zyskali łatwe w obsłudze przyciski szybkiego dostępu do aparatu i galerii, ułatwiające wprowadzanie wizualnego kontekstu do zapytań. Dodano również nową sekcję narzędzi (obecnie pozwalającą na szybkie generowanie obrazów bezpośrednio ze smartfona) oraz prosty przełącznik modeli językowych, pozwalający użytkownikom wymusić użycie potężniejszego wariantu Pro zamiast standardowego trybu Auto.

    To doskonały przykład tego, jak w najbliższych miesiącach zmieni się nasza interakcja ze smartfonami. Firmy technologiczne powoli przestają ścigać się na to, czyj model językowy napisze lepszy wiersz czy streszczenie maila. Prawdziwa walka toczy się teraz o to, czyje algorytmy szybciej i skuteczniej odciążą nas w codziennych, powtarzalnych obowiązkach.

    #agenticAI #AIMode #Android #aplikacjeMobilne #Google #iOS #nowościTechnologiczne #rezerwacje #sztucznaInteligencja
  11. Autonomiczne algorytmy Google wyręczą nas w planowaniu. Zarezerwują stolik bez naszego udziału

    Sztuczna inteligencja wreszcie przestaje być tylko zaawansowanym chatbotem, a zaczyna realnie działać w naszym imieniu.

    Google ogłosiło globalne rozszerzenie funkcji autonomicznej rezerwacji w trybie AI Mode. Choć na razie nowość omija Polskę, to wyraźny sygnał, że era tak zwanego „agentic AI” staje się faktem na naszych smartfonach.

    Jeszcze do niedawna asystenci głosowi potrafili co najwyżej podać nam adres restauracji czy sprawdzić godziny otwarcia. Google idzie o wielki krok dalej. Zamiast zmuszać użytkownika do samodzielnego dzwonienia lub przeklikiwania się przez dziesiątki systemów rezerwacyjnych, AI Mode bierze to zadanie w pełni na siebie.

    Sztuczna inteligencja załatwi to za nas

    Wystarczy wpisać lub wypowiedzieć naturalne polecenie w stylu: „znajdź mi pobliską knajpę z sushi, która ma wolny stolik dla czterech osób i serwuje wegańską tempurę”. Autonomiczny agent Google sam przeszuka sieć, zintegrowane platformy rezerwacyjne oraz strony lokali, a następnie doprowadzi proces rezerwacji do końca. Co ważne, funkcja ta wychodzi z fazy eksperymentalnej i staje się powszechnie dostępna.

    Niestety, jak to niemal zawsze bywa w przypadku nowości od giganta z Mountain View, technologiczna rewolucja musi chwilę poczekać, zanim dotrze nad Wisłę. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, funkcja wychodzi poza Stany Zjednoczone, ale trafia wyłącznie na osiem nowych rynków. Są to:

    • Australia
    • Kanada
    • Hongkong
    • Indie
    • Nowa Zelandia
    • Singapur
    • Republika Południowej Afryki
    • Wielka Brytania

    Odświeżony interfejs aplikacji

    Przy okazji wprowadzania agenturalnych nowości, Google odświeża również sam wygląd narzędzia w aplikacjach na systemy Android oraz iOS. Dotychczasowe, wyskakujące okienko zostało zastąpione znacznie czytelniejszym panelem dolnym, który nie zasłania już całego ekranu.

    Użytkownicy zyskali łatwe w obsłudze przyciski szybkiego dostępu do aparatu i galerii, ułatwiające wprowadzanie wizualnego kontekstu do zapytań. Dodano również nową sekcję narzędzi (obecnie pozwalającą na szybkie generowanie obrazów bezpośrednio ze smartfona) oraz prosty przełącznik modeli językowych, pozwalający użytkownikom wymusić użycie potężniejszego wariantu Pro zamiast standardowego trybu Auto.

    To doskonały przykład tego, jak w najbliższych miesiącach zmieni się nasza interakcja ze smartfonami. Firmy technologiczne powoli przestają ścigać się na to, czyj model językowy napisze lepszy wiersz czy streszczenie maila. Prawdziwa walka toczy się teraz o to, czyje algorytmy szybciej i skuteczniej odciążą nas w codziennych, powtarzalnych obowiązkach.

    #agenticAI #AIMode #Android #aplikacjeMobilne #Google #iOS #nowościTechnologiczne #rezerwacje #sztucznaInteligencja
  12. Autonomiczne algorytmy Google wyręczą nas w planowaniu. Zarezerwują stolik bez naszego udziału

    Sztuczna inteligencja wreszcie przestaje być tylko zaawansowanym chatbotem, a zaczyna realnie działać w naszym imieniu.

    Google ogłosiło globalne rozszerzenie funkcji autonomicznej rezerwacji w trybie AI Mode. Choć na razie nowość omija Polskę, to wyraźny sygnał, że era tak zwanego „agentic AI” staje się faktem na naszych smartfonach.

    Jeszcze do niedawna asystenci głosowi potrafili co najwyżej podać nam adres restauracji czy sprawdzić godziny otwarcia. Google idzie o wielki krok dalej. Zamiast zmuszać użytkownika do samodzielnego dzwonienia lub przeklikiwania się przez dziesiątki systemów rezerwacyjnych, AI Mode bierze to zadanie w pełni na siebie.

    Sztuczna inteligencja załatwi to za nas

    Wystarczy wpisać lub wypowiedzieć naturalne polecenie w stylu: „znajdź mi pobliską knajpę z sushi, która ma wolny stolik dla czterech osób i serwuje wegańską tempurę”. Autonomiczny agent Google sam przeszuka sieć, zintegrowane platformy rezerwacyjne oraz strony lokali, a następnie doprowadzi proces rezerwacji do końca. Co ważne, funkcja ta wychodzi z fazy eksperymentalnej i staje się powszechnie dostępna.

    Niestety, jak to niemal zawsze bywa w przypadku nowości od giganta z Mountain View, technologiczna rewolucja musi chwilę poczekać, zanim dotrze nad Wisłę. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, funkcja wychodzi poza Stany Zjednoczone, ale trafia wyłącznie na osiem nowych rynków. Są to:

    • Australia
    • Kanada
    • Hongkong
    • Indie
    • Nowa Zelandia
    • Singapur
    • Republika Południowej Afryki
    • Wielka Brytania

    Odświeżony interfejs aplikacji

    Przy okazji wprowadzania agenturalnych nowości, Google odświeża również sam wygląd narzędzia w aplikacjach na systemy Android oraz iOS. Dotychczasowe, wyskakujące okienko zostało zastąpione znacznie czytelniejszym panelem dolnym, który nie zasłania już całego ekranu.

    Użytkownicy zyskali łatwe w obsłudze przyciski szybkiego dostępu do aparatu i galerii, ułatwiające wprowadzanie wizualnego kontekstu do zapytań. Dodano również nową sekcję narzędzi (obecnie pozwalającą na szybkie generowanie obrazów bezpośrednio ze smartfona) oraz prosty przełącznik modeli językowych, pozwalający użytkownikom wymusić użycie potężniejszego wariantu Pro zamiast standardowego trybu Auto.

    To doskonały przykład tego, jak w najbliższych miesiącach zmieni się nasza interakcja ze smartfonami. Firmy technologiczne powoli przestają ścigać się na to, czyj model językowy napisze lepszy wiersz czy streszczenie maila. Prawdziwa walka toczy się teraz o to, czyje algorytmy szybciej i skuteczniej odciążą nas w codziennych, powtarzalnych obowiązkach.

    #agenticAI #AIMode #Android #aplikacjeMobilne #Google #iOS #nowościTechnologiczne #rezerwacje #sztucznaInteligencja
  13. Autonomiczne algorytmy Google wyręczą nas w planowaniu. Zarezerwują stolik bez naszego udziału

    Sztuczna inteligencja wreszcie przestaje być tylko zaawansowanym chatbotem, a zaczyna realnie działać w naszym imieniu.

    Google ogłosiło globalne rozszerzenie funkcji autonomicznej rezerwacji w trybie AI Mode. Choć na razie nowość omija Polskę, to wyraźny sygnał, że era tak zwanego „agentic AI” staje się faktem na naszych smartfonach.

    Jeszcze do niedawna asystenci głosowi potrafili co najwyżej podać nam adres restauracji czy sprawdzić godziny otwarcia. Google idzie o wielki krok dalej. Zamiast zmuszać użytkownika do samodzielnego dzwonienia lub przeklikiwania się przez dziesiątki systemów rezerwacyjnych, AI Mode bierze to zadanie w pełni na siebie.

    Sztuczna inteligencja załatwi to za nas

    Wystarczy wpisać lub wypowiedzieć naturalne polecenie w stylu: „znajdź mi pobliską knajpę z sushi, która ma wolny stolik dla czterech osób i serwuje wegańską tempurę”. Autonomiczny agent Google sam przeszuka sieć, zintegrowane platformy rezerwacyjne oraz strony lokali, a następnie doprowadzi proces rezerwacji do końca. Co ważne, funkcja ta wychodzi z fazy eksperymentalnej i staje się powszechnie dostępna.

    Niestety, jak to niemal zawsze bywa w przypadku nowości od giganta z Mountain View, technologiczna rewolucja musi chwilę poczekać, zanim dotrze nad Wisłę. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, funkcja wychodzi poza Stany Zjednoczone, ale trafia wyłącznie na osiem nowych rynków. Są to:

    • Australia
    • Kanada
    • Hongkong
    • Indie
    • Nowa Zelandia
    • Singapur
    • Republika Południowej Afryki
    • Wielka Brytania

    Odświeżony interfejs aplikacji

    Przy okazji wprowadzania agenturalnych nowości, Google odświeża również sam wygląd narzędzia w aplikacjach na systemy Android oraz iOS. Dotychczasowe, wyskakujące okienko zostało zastąpione znacznie czytelniejszym panelem dolnym, który nie zasłania już całego ekranu.

    Użytkownicy zyskali łatwe w obsłudze przyciski szybkiego dostępu do aparatu i galerii, ułatwiające wprowadzanie wizualnego kontekstu do zapytań. Dodano również nową sekcję narzędzi (obecnie pozwalającą na szybkie generowanie obrazów bezpośrednio ze smartfona) oraz prosty przełącznik modeli językowych, pozwalający użytkownikom wymusić użycie potężniejszego wariantu Pro zamiast standardowego trybu Auto.

    To doskonały przykład tego, jak w najbliższych miesiącach zmieni się nasza interakcja ze smartfonami. Firmy technologiczne powoli przestają ścigać się na to, czyj model językowy napisze lepszy wiersz czy streszczenie maila. Prawdziwa walka toczy się teraz o to, czyje algorytmy szybciej i skuteczniej odciążą nas w codziennych, powtarzalnych obowiązkach.

    #agenticAI #AIMode #Android #aplikacjeMobilne #Google #iOS #nowościTechnologiczne #rezerwacje #sztucznaInteligencja
  14. Uratujesz przypadkowo usunięte SMS-y. Aplikacja Google zyskuje niezwykle przydatną opcję

    Wszyscy to znamy – jeden nieostrożny ruch palcem i ważna wymiana wiadomości znika na zawsze. Przez lata użytkownicy Androida musieli godzić się z faktem, że skasowanie SMS-a to wyrok ostateczny. Google postanowiło wreszcie naprawić to irytujące niedopatrzenie i wprowadza do swojej systemowej aplikacji wcześniej już ogłaszany bezpieczny bufor.

    Trudno nie odnieść wrażenia, że gigant z Mountain View po raz kolejny odkrywa koło na nowo. Przecież folder z usuniętymi elementami to absolutny standard w klientach pocztowych czy systemach operacyjnych na komputerach osobistych od dobrych kilkudziesięciu lat. Mimo wszystko, dodanie wirtualnego „Kosza” do Google Wiadomości to zmiana, która realnie ułatwi życie milionom posiadaczy smartfonów. Zamiast natychmiastowo pozbywać się danych z urządzenia, aplikacja da nam wreszcie margines na błąd.

    Wiadomości Google z dwiema nowościami. Kosz na SMS-y i oznaczanie w czatach RCS

    Jak to działa w praktyce?

    Zamiast tradycyjnego usuwania, aplikacja stosuje teraz „okres karencji”. Po najnowszej aktualizacji, pozbycie się rozmowy uruchamia nowy mechanizm:

    • Po naciśnięciu ikony usuwania, wątek trafia do specjalnego folderu na równo 30 dni.
    • Co ciekawe, w przypadku tańszych urządzeń z systemem Android Go, ten czas skrócono do zaledwie 7 dni (aby agresywniej oszczędzać wbudowaną pamięć masową).

    Dostęp do nowej sekcji uzyskamy, klikając swoje zdjęcie profilowe w prawym górnym rogu ekranu – opcja znajduje się tuż pod zarchiwizowanymi wiadomościami.

    Wewnątrz możemy przejrzeć stan naszego śmietnika, przywrócić poszczególne wątki na główny ekran lub pozbyć się ich już bezpowrotnie jednym kliknięciem.

    Sprytne zarządzanie nowymi wiadomościami

    Programiści Google całkiem logicznie rozwiązali też kwestię powrotu do przerwanej konwersacji. Jeśli ktoś z usuniętego wcześniej (i wciąż przebywającego w koszu) wątku wyśle nam nagle nową wiadomość, aplikacja nie wyciągnie starych SMS-ów z cyfrowego niebytu. Zamiast tego stworzy na głównym ekranie zupełnie nową, czystą rozmowę, pozostawiając historyczną korespondencję w śmietniku do czasu jej automatycznego wygaśnięcia.

    Funkcja, oznaczona w stabilnej wersji aplikacji jako 20260327_00_RC00, jest już sukcesywnie udostępniana globalnie. Choć to innowacja, która powinna być dostępna od dekady, świetnie pokazuje ona, że Google powoli doprowadza swój komunikator do rynkowych standardów, czyniąc z niego coraz bezpieczniejsze i wygodniejsze narzędzie.

    #Aktualizacje #Android #aplikacjeMobilne #Google #GoogleWiadomości #nowościTechnologiczne #smartfony #sms
  15. Uratujesz przypadkowo usunięte SMS-y. Aplikacja Google zyskuje niezwykle przydatną opcję

    Wszyscy to znamy – jeden nieostrożny ruch palcem i ważna wymiana wiadomości znika na zawsze. Przez lata użytkownicy Androida musieli godzić się z faktem, że skasowanie SMS-a to wyrok ostateczny. Google postanowiło wreszcie naprawić to irytujące niedopatrzenie i wprowadza do swojej systemowej aplikacji wcześniej już ogłaszany bezpieczny bufor.

    Trudno nie odnieść wrażenia, że gigant z Mountain View po raz kolejny odkrywa koło na nowo. Przecież folder z usuniętymi elementami to absolutny standard w klientach pocztowych czy systemach operacyjnych na komputerach osobistych od dobrych kilkudziesięciu lat. Mimo wszystko, dodanie wirtualnego „Kosza” do Google Wiadomości to zmiana, która realnie ułatwi życie milionom posiadaczy smartfonów. Zamiast natychmiastowo pozbywać się danych z urządzenia, aplikacja da nam wreszcie margines na błąd.

    Wiadomości Google z dwiema nowościami. Kosz na SMS-y i oznaczanie w czatach RCS

    Jak to działa w praktyce?

    Zamiast tradycyjnego usuwania, aplikacja stosuje teraz „okres karencji”. Po najnowszej aktualizacji, pozbycie się rozmowy uruchamia nowy mechanizm:

    • Po naciśnięciu ikony usuwania, wątek trafia do specjalnego folderu na równo 30 dni.
    • Co ciekawe, w przypadku tańszych urządzeń z systemem Android Go, ten czas skrócono do zaledwie 7 dni (aby agresywniej oszczędzać wbudowaną pamięć masową).

    Dostęp do nowej sekcji uzyskamy, klikając swoje zdjęcie profilowe w prawym górnym rogu ekranu – opcja znajduje się tuż pod zarchiwizowanymi wiadomościami.

    Wewnątrz możemy przejrzeć stan naszego śmietnika, przywrócić poszczególne wątki na główny ekran lub pozbyć się ich już bezpowrotnie jednym kliknięciem.

    Sprytne zarządzanie nowymi wiadomościami

    Programiści Google całkiem logicznie rozwiązali też kwestię powrotu do przerwanej konwersacji. Jeśli ktoś z usuniętego wcześniej (i wciąż przebywającego w koszu) wątku wyśle nam nagle nową wiadomość, aplikacja nie wyciągnie starych SMS-ów z cyfrowego niebytu. Zamiast tego stworzy na głównym ekranie zupełnie nową, czystą rozmowę, pozostawiając historyczną korespondencję w śmietniku do czasu jej automatycznego wygaśnięcia.

    Funkcja, oznaczona w stabilnej wersji aplikacji jako 20260327_00_RC00, jest już sukcesywnie udostępniana globalnie. Choć to innowacja, która powinna być dostępna od dekady, świetnie pokazuje ona, że Google powoli doprowadza swój komunikator do rynkowych standardów, czyniąc z niego coraz bezpieczniejsze i wygodniejsze narzędzie.

    #Aktualizacje #Android #aplikacjeMobilne #Google #GoogleWiadomości #nowościTechnologiczne #smartfony #sms
  16. Google z niezwykłym prezentem dla posiadaczy iPhone’ów. Świetna aplikacja AI bez abonamentu

    To sytuacja, która nie zdarza się często. Gigant z Mountain View wypuścił właśnie nowe, niezwykle użyteczne narzędzie oparte na sztucznej inteligencji.

    „Google AI Edge Eloquent” to aplikacja, która zamienia mowę na idealnie sformatowany tekst. Co ciekawe, oprogramowanie to jest w pełni darmowe, nie wymaga żadnych subskrypcji i póki co… zadebiutowało wyłącznie na systemie iOS.

    Każdemu z nas zdarza się moment, w którym mamy w głowie świetny pomysł, ale ubranie go w słowa na klawiaturze telefonu wydaje się zbyt mozolne. Google postanowiło rozwiązać ten problem, oferując narzędzie, które plasuje się gdzieś pomiędzy technologicznym eksperymentem a niezwykle praktyczną aplikacją użytkową.

    Od chaotycznej mowy do czystego tekstu

    Zasada działania „Google AI Edge Eloquent” jest banalnie prosta. Kiedy zaczynamy mówić, na ekranie pojawia się transkrypcja na żywo wraz z wykresem fali dźwiękowej. Główna magia dzieje się jednak po wciśnięciu przycisku stop. Sztuczna inteligencja błyskawicznie analizuje nasze „brudne” nagranie, usuwa zająknięcia, poprawia interpunkcję i tworzy czysty, spójny tekst, który automatycznie kopiowany jest do systemowego schowka, skąd można go wkleić do maila czy komunikatora.

    Aplikacja oferuje również świetne narzędzia do redakcji. Wygenerowany tekst można jednym kliknięciem skrócić, wydłużyć, nadać mu bardziej formalny ton lub poprosić o wyciągnięcie najważniejszych informacji w formie punktów.

    Prywatność, własny słownik i potęga modelu Gemma 4

    Najważniejszą zaletą nowej propozycji od Google jest podejście do prywatności. W prawym górnym rogu ekranu znajdziemy przełącznik pozwalający na pracę w trybie w pełni offline. Za takie lokalne przetwarzanie odpowiada model językowy Gemma 4, uruchamiany bezpośrednio na iPhonie. Oznacza to, że nasze prywatne notatki głosowe nigdy nie opuszczają pamięci urządzenia. Połączenie z siecią i uruchomienie chmurowego modelu Gemini jest wymagane tylko wtedy, gdy chcemy skorzystać z opcji zaawansowanego „szlifowania” stylu tekstu.

    Oprogramowanie pozwala także na stworzenie własnego słownika – możemy ręcznie wpisać lub zaimportować z Gmaila branżowy żargon i nietypowe nazwiska, co znacznie poprawia precyzję rozpoznawania mowy w naszym profesjonalnym środowisku.

    Aplikacja jest już dostępna w App Store, jednak wdrażana jest stopniowo i w chwili publikacji nie widać jej jeszcze w polskim sklepie. Program nie narzuca typowych limitów znanych z usług chmurowych (ponieważ większość operacji odbywa się bezpośrednio na urządzeniu) i – w przeciwieństwie do wielu współczesnych narzędzi AI – nie atakuje nas ekranami zachęcającymi do wykupienia abonamentu. Użytkownicy Androida mogą na razie czuć się lekko rozczarowani, ponieważ „Google AI Edge Eloquent” wciąż nie pojawiło się w sklepie Google Play.

    Zmiany w Google Play. Wyszukiwarka w opiniach to strzał w dziesiątkę, ale zniknął kluczowy filtr

     

    #aplikacjeMobilne #Gemini #Google #GoogleAIEdgeEloquent #iOS #iPhone #modelGemma4 #produktywność #sztucznaInteligencja #transkrypcjaMowy
  17. Google z niezwykłym prezentem dla posiadaczy iPhone’ów. Świetna aplikacja AI bez abonamentu

    To sytuacja, która nie zdarza się często. Gigant z Mountain View wypuścił właśnie nowe, niezwykle użyteczne narzędzie oparte na sztucznej inteligencji.

    „Google AI Edge Eloquent” to aplikacja, która zamienia mowę na idealnie sformatowany tekst. Co ciekawe, oprogramowanie to jest w pełni darmowe, nie wymaga żadnych subskrypcji i póki co… zadebiutowało wyłącznie na systemie iOS.

    Każdemu z nas zdarza się moment, w którym mamy w głowie świetny pomysł, ale ubranie go w słowa na klawiaturze telefonu wydaje się zbyt mozolne. Google postanowiło rozwiązać ten problem, oferując narzędzie, które plasuje się gdzieś pomiędzy technologicznym eksperymentem a niezwykle praktyczną aplikacją użytkową.

    Od chaotycznej mowy do czystego tekstu

    Zasada działania „Google AI Edge Eloquent” jest banalnie prosta. Kiedy zaczynamy mówić, na ekranie pojawia się transkrypcja na żywo wraz z wykresem fali dźwiękowej. Główna magia dzieje się jednak po wciśnięciu przycisku stop. Sztuczna inteligencja błyskawicznie analizuje nasze „brudne” nagranie, usuwa zająknięcia, poprawia interpunkcję i tworzy czysty, spójny tekst, który automatycznie kopiowany jest do systemowego schowka, skąd można go wkleić do maila czy komunikatora.

    Aplikacja oferuje również świetne narzędzia do redakcji. Wygenerowany tekst można jednym kliknięciem skrócić, wydłużyć, nadać mu bardziej formalny ton lub poprosić o wyciągnięcie najważniejszych informacji w formie punktów.

    Prywatność, własny słownik i potęga modelu Gemma 4

    Najważniejszą zaletą nowej propozycji od Google jest podejście do prywatności. W prawym górnym rogu ekranu znajdziemy przełącznik pozwalający na pracę w trybie w pełni offline. Za takie lokalne przetwarzanie odpowiada model językowy Gemma 4, uruchamiany bezpośrednio na iPhonie. Oznacza to, że nasze prywatne notatki głosowe nigdy nie opuszczają pamięci urządzenia. Połączenie z siecią i uruchomienie chmurowego modelu Gemini jest wymagane tylko wtedy, gdy chcemy skorzystać z opcji zaawansowanego „szlifowania” stylu tekstu.

    Oprogramowanie pozwala także na stworzenie własnego słownika – możemy ręcznie wpisać lub zaimportować z Gmaila branżowy żargon i nietypowe nazwiska, co znacznie poprawia precyzję rozpoznawania mowy w naszym profesjonalnym środowisku.

    Aplikacja jest już dostępna w App Store, jednak wdrażana jest stopniowo i w chwili publikacji nie widać jej jeszcze w polskim sklepie. Program nie narzuca typowych limitów znanych z usług chmurowych (ponieważ większość operacji odbywa się bezpośrednio na urządzeniu) i – w przeciwieństwie do wielu współczesnych narzędzi AI – nie atakuje nas ekranami zachęcającymi do wykupienia abonamentu. Użytkownicy Androida mogą na razie czuć się lekko rozczarowani, ponieważ „Google AI Edge Eloquent” wciąż nie pojawiło się w sklepie Google Play.

    Zmiany w Google Play. Wyszukiwarka w opiniach to strzał w dziesiątkę, ale zniknął kluczowy filtr

     

    #aplikacjeMobilne #Gemini #Google #GoogleAIEdgeEloquent #iOS #iPhone #modelGemma4 #produktywność #sztucznaInteligencja #transkrypcjaMowy
  18. Google z niezwykłym prezentem dla posiadaczy iPhone’ów. Świetna aplikacja AI bez abonamentu

    To sytuacja, która nie zdarza się często. Gigant z Mountain View wypuścił właśnie nowe, niezwykle użyteczne narzędzie oparte na sztucznej inteligencji.

    „Google AI Edge Eloquent” to aplikacja, która zamienia mowę na idealnie sformatowany tekst. Co ciekawe, oprogramowanie to jest w pełni darmowe, nie wymaga żadnych subskrypcji i póki co… zadebiutowało wyłącznie na systemie iOS.

    Każdemu z nas zdarza się moment, w którym mamy w głowie świetny pomysł, ale ubranie go w słowa na klawiaturze telefonu wydaje się zbyt mozolne. Google postanowiło rozwiązać ten problem, oferując narzędzie, które plasuje się gdzieś pomiędzy technologicznym eksperymentem a niezwykle praktyczną aplikacją użytkową.

    Od chaotycznej mowy do czystego tekstu

    Zasada działania „Google AI Edge Eloquent” jest banalnie prosta. Kiedy zaczynamy mówić, na ekranie pojawia się transkrypcja na żywo wraz z wykresem fali dźwiękowej. Główna magia dzieje się jednak po wciśnięciu przycisku stop. Sztuczna inteligencja błyskawicznie analizuje nasze „brudne” nagranie, usuwa zająknięcia, poprawia interpunkcję i tworzy czysty, spójny tekst, który automatycznie kopiowany jest do systemowego schowka, skąd można go wkleić do maila czy komunikatora.

    Aplikacja oferuje również świetne narzędzia do redakcji. Wygenerowany tekst można jednym kliknięciem skrócić, wydłużyć, nadać mu bardziej formalny ton lub poprosić o wyciągnięcie najważniejszych informacji w formie punktów.

    Prywatność, własny słownik i potęga modelu Gemma 4

    Najważniejszą zaletą nowej propozycji od Google jest podejście do prywatności. W prawym górnym rogu ekranu znajdziemy przełącznik pozwalający na pracę w trybie w pełni offline. Za takie lokalne przetwarzanie odpowiada model językowy Gemma 4, uruchamiany bezpośrednio na iPhonie. Oznacza to, że nasze prywatne notatki głosowe nigdy nie opuszczają pamięci urządzenia. Połączenie z siecią i uruchomienie chmurowego modelu Gemini jest wymagane tylko wtedy, gdy chcemy skorzystać z opcji zaawansowanego „szlifowania” stylu tekstu.

    Oprogramowanie pozwala także na stworzenie własnego słownika – możemy ręcznie wpisać lub zaimportować z Gmaila branżowy żargon i nietypowe nazwiska, co znacznie poprawia precyzję rozpoznawania mowy w naszym profesjonalnym środowisku.

    Aplikacja jest już dostępna w App Store, jednak wdrażana jest stopniowo i w chwili publikacji nie widać jej jeszcze w polskim sklepie. Program nie narzuca typowych limitów znanych z usług chmurowych (ponieważ większość operacji odbywa się bezpośrednio na urządzeniu) i – w przeciwieństwie do wielu współczesnych narzędzi AI – nie atakuje nas ekranami zachęcającymi do wykupienia abonamentu. Użytkownicy Androida mogą na razie czuć się lekko rozczarowani, ponieważ „Google AI Edge Eloquent” wciąż nie pojawiło się w sklepie Google Play.

    Zmiany w Google Play. Wyszukiwarka w opiniach to strzał w dziesiątkę, ale zniknął kluczowy filtr

     

    #aplikacjeMobilne #Gemini #Google #GoogleAIEdgeEloquent #iOS #iPhone #modelGemma4 #produktywność #sztucznaInteligencja #transkrypcjaMowy
  19. Google z niezwykłym prezentem dla posiadaczy iPhone’ów. Świetna aplikacja AI bez abonamentu

    To sytuacja, która nie zdarza się często. Gigant z Mountain View wypuścił właśnie nowe, niezwykle użyteczne narzędzie oparte na sztucznej inteligencji.

    „Google AI Edge Eloquent” to aplikacja, która zamienia mowę na idealnie sformatowany tekst. Co ciekawe, oprogramowanie to jest w pełni darmowe, nie wymaga żadnych subskrypcji i póki co… zadebiutowało wyłącznie na systemie iOS.

    Każdemu z nas zdarza się moment, w którym mamy w głowie świetny pomysł, ale ubranie go w słowa na klawiaturze telefonu wydaje się zbyt mozolne. Google postanowiło rozwiązać ten problem, oferując narzędzie, które plasuje się gdzieś pomiędzy technologicznym eksperymentem a niezwykle praktyczną aplikacją użytkową.

    Od chaotycznej mowy do czystego tekstu

    Zasada działania „Google AI Edge Eloquent” jest banalnie prosta. Kiedy zaczynamy mówić, na ekranie pojawia się transkrypcja na żywo wraz z wykresem fali dźwiękowej. Główna magia dzieje się jednak po wciśnięciu przycisku stop. Sztuczna inteligencja błyskawicznie analizuje nasze „brudne” nagranie, usuwa zająknięcia, poprawia interpunkcję i tworzy czysty, spójny tekst, który automatycznie kopiowany jest do systemowego schowka, skąd można go wkleić do maila czy komunikatora.

    Aplikacja oferuje również świetne narzędzia do redakcji. Wygenerowany tekst można jednym kliknięciem skrócić, wydłużyć, nadać mu bardziej formalny ton lub poprosić o wyciągnięcie najważniejszych informacji w formie punktów.

    Prywatność, własny słownik i potęga modelu Gemma 4

    Najważniejszą zaletą nowej propozycji od Google jest podejście do prywatności. W prawym górnym rogu ekranu znajdziemy przełącznik pozwalający na pracę w trybie w pełni offline. Za takie lokalne przetwarzanie odpowiada model językowy Gemma 4, uruchamiany bezpośrednio na iPhonie. Oznacza to, że nasze prywatne notatki głosowe nigdy nie opuszczają pamięci urządzenia. Połączenie z siecią i uruchomienie chmurowego modelu Gemini jest wymagane tylko wtedy, gdy chcemy skorzystać z opcji zaawansowanego „szlifowania” stylu tekstu.

    Oprogramowanie pozwala także na stworzenie własnego słownika – możemy ręcznie wpisać lub zaimportować z Gmaila branżowy żargon i nietypowe nazwiska, co znacznie poprawia precyzję rozpoznawania mowy w naszym profesjonalnym środowisku.

    Aplikacja jest już dostępna w App Store, jednak wdrażana jest stopniowo i w chwili publikacji nie widać jej jeszcze w polskim sklepie. Program nie narzuca typowych limitów znanych z usług chmurowych (ponieważ większość operacji odbywa się bezpośrednio na urządzeniu) i – w przeciwieństwie do wielu współczesnych narzędzi AI – nie atakuje nas ekranami zachęcającymi do wykupienia abonamentu. Użytkownicy Androida mogą na razie czuć się lekko rozczarowani, ponieważ „Google AI Edge Eloquent” wciąż nie pojawiło się w sklepie Google Play.

    Zmiany w Google Play. Wyszukiwarka w opiniach to strzał w dziesiątkę, ale zniknął kluczowy filtr

     

    #aplikacjeMobilne #Gemini #Google #GoogleAIEdgeEloquent #iOS #iPhone #modelGemma4 #produktywność #sztucznaInteligencja #transkrypcjaMowy
  20. Google z niezwykłym prezentem dla posiadaczy iPhone’ów. Świetna aplikacja AI bez abonamentu

    To sytuacja, która nie zdarza się często. Gigant z Mountain View wypuścił właśnie nowe, niezwykle użyteczne narzędzie oparte na sztucznej inteligencji.

    „Google AI Edge Eloquent” to aplikacja, która zamienia mowę na idealnie sformatowany tekst. Co ciekawe, oprogramowanie to jest w pełni darmowe, nie wymaga żadnych subskrypcji i póki co… zadebiutowało wyłącznie na systemie iOS.

    Każdemu z nas zdarza się moment, w którym mamy w głowie świetny pomysł, ale ubranie go w słowa na klawiaturze telefonu wydaje się zbyt mozolne. Google postanowiło rozwiązać ten problem, oferując narzędzie, które plasuje się gdzieś pomiędzy technologicznym eksperymentem a niezwykle praktyczną aplikacją użytkową.

    Od chaotycznej mowy do czystego tekstu

    Zasada działania „Google AI Edge Eloquent” jest banalnie prosta. Kiedy zaczynamy mówić, na ekranie pojawia się transkrypcja na żywo wraz z wykresem fali dźwiękowej. Główna magia dzieje się jednak po wciśnięciu przycisku stop. Sztuczna inteligencja błyskawicznie analizuje nasze „brudne” nagranie, usuwa zająknięcia, poprawia interpunkcję i tworzy czysty, spójny tekst, który automatycznie kopiowany jest do systemowego schowka, skąd można go wkleić do maila czy komunikatora.

    Aplikacja oferuje również świetne narzędzia do redakcji. Wygenerowany tekst można jednym kliknięciem skrócić, wydłużyć, nadać mu bardziej formalny ton lub poprosić o wyciągnięcie najważniejszych informacji w formie punktów.

    Prywatność, własny słownik i potęga modelu Gemma 4

    Najważniejszą zaletą nowej propozycji od Google jest podejście do prywatności. W prawym górnym rogu ekranu znajdziemy przełącznik pozwalający na pracę w trybie w pełni offline. Za takie lokalne przetwarzanie odpowiada model językowy Gemma 4, uruchamiany bezpośrednio na iPhonie. Oznacza to, że nasze prywatne notatki głosowe nigdy nie opuszczają pamięci urządzenia. Połączenie z siecią i uruchomienie chmurowego modelu Gemini jest wymagane tylko wtedy, gdy chcemy skorzystać z opcji zaawansowanego „szlifowania” stylu tekstu.

    Oprogramowanie pozwala także na stworzenie własnego słownika – możemy ręcznie wpisać lub zaimportować z Gmaila branżowy żargon i nietypowe nazwiska, co znacznie poprawia precyzję rozpoznawania mowy w naszym profesjonalnym środowisku.

    Aplikacja jest już dostępna w App Store, jednak wdrażana jest stopniowo i w chwili publikacji nie widać jej jeszcze w polskim sklepie. Program nie narzuca typowych limitów znanych z usług chmurowych (ponieważ większość operacji odbywa się bezpośrednio na urządzeniu) i – w przeciwieństwie do wielu współczesnych narzędzi AI – nie atakuje nas ekranami zachęcającymi do wykupienia abonamentu. Użytkownicy Androida mogą na razie czuć się lekko rozczarowani, ponieważ „Google AI Edge Eloquent” wciąż nie pojawiło się w sklepie Google Play.

    Zmiany w Google Play. Wyszukiwarka w opiniach to strzał w dziesiątkę, ale zniknął kluczowy filtr

     

    #aplikacjeMobilne #Gemini #Google #GoogleAIEdgeEloquent #iOS #iPhone #modelGemma4 #produktywność #sztucznaInteligencja #transkrypcjaMowy
  21. Skarbówka odda pieniądze naszemu Czytelnikowi (finał sprawy z błędem w e-Toll)

    W systemie e-Toll był błąd, który powodował naliczanie niesłusznych kar za rzekomo nieopłacone przejazdy autostradą (po latach!). Nasz Czytelnik Szymon podrążył temat i pieniądze odzyska. Było warto walczyć o swoje choć nie było całkiem łatwo.

    Przypomnijmy. W lutym pisaliśmy o tym, że niektórym osobom zdarza się dostać wezwanie za nieopłacony przejazd autostradą, mimo iż autostrady państwowe już dawno nie są płatne. Ewentualne wezwania dotyczą tego okresu, kiedy opłatę przejazd wnosiło się przez zakup biletu w aplikacji lub na stacji benzynowej. Opisywaliśmy przypadek Szymona, który porównał dane o przejeździe w systemie eToll z tymi, które miał w Google Maps. Okazało się, że system błędnie zarejestrował znaczniki czasowe przejazdu oraz – co najważniejsze – części przejzadu zaliczył do innego dnia co powodowało niesłuszne naliczenie opłaty.
    Szymona napisał.
    Sprawa w końcu ma swój (szczęśliwy) finał. Sprzeciw uwzględniony, pieniądze oddadzą w ciągu 30 dni. Ale ile czasu musiałem na to wszystko stracić… Ehhh, szkoda gadać. A w sumie nadal nie wiadomo ilu rzeczywiście jest pokrzywdzonych kierowców oraz jak często ten błąd występował. Bo w ich tłumaczenie, że to de facto wina mojego urządzenia, to nie wierzę. To u mnie w telefonie musiałaby się data nie zmienić i ich aplikacja odczytałaby z mojego smartfona błędną datę. Raczej nierealne, tym bardziej, że historia lokalizacji Google Maps nie miała żadnych błędów, a rejestrowała się dokładnie na tym samym urządzeniu. Błąd jest ewidentnie po ich stronie, ale nie wiem co trzeba by zrobić, żeby się przyznali.
    Pismo od skarbówki wyglądało tak.

    Już wcześniej w odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Finansów przyznało, że takie sytuacje [...]

    #AplikacjeMobilne #Błędy #Kas

    niebezpiecznik.pl/post/szymon-

  22. Skarbówka odda pieniądze naszemu Czytelnikowi (finał sprawy z błędem w e-Toll)

    W systemie e-Toll był błąd, który powodował naliczanie niesłusznych kar za rzekomo nieopłacone przejazdy autostradą (po latach!). Nasz Czytelnik Szymon podrążył temat i pieniądze odzyska. Było warto walczyć o swoje choć nie było całkiem łatwo.

    Przypomnijmy. W lutym pisaliśmy o tym, że niektórym osobom zdarza się dostać wezwanie za nieopłacony przejazd autostradą, mimo iż autostrady państwowe już dawno nie są płatne. Ewentualne wezwania dotyczą tego okresu, kiedy opłatę przejazd wnosiło się przez zakup biletu w aplikacji lub na stacji benzynowej. Opisywaliśmy przypadek Szymona, który porównał dane o przejeździe w systemie eToll z tymi, które miał w Google Maps. Okazało się, że system błędnie zarejestrował znaczniki czasowe przejazdu oraz – co najważniejsze – części przejzadu zaliczył do innego dnia co powodowało niesłuszne naliczenie opłaty.
    Szymona napisał.
    Sprawa w końcu ma swój (szczęśliwy) finał. Sprzeciw uwzględniony, pieniądze oddadzą w ciągu 30 dni. Ale ile czasu musiałem na to wszystko stracić… Ehhh, szkoda gadać. A w sumie nadal nie wiadomo ilu rzeczywiście jest pokrzywdzonych kierowców oraz jak często ten błąd występował. Bo w ich tłumaczenie, że to de facto wina mojego urządzenia, to nie wierzę. To u mnie w telefonie musiałaby się data nie zmienić i ich aplikacja odczytałaby z mojego smartfona błędną datę. Raczej nierealne, tym bardziej, że historia lokalizacji Google Maps nie miała żadnych błędów, a rejestrowała się dokładnie na tym samym urządzeniu. Błąd jest ewidentnie po ich stronie, ale nie wiem co trzeba by zrobić, żeby się przyznali.
    Pismo od skarbówki wyglądało tak.

    Już wcześniej w odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Finansów przyznało, że takie sytuacje [...]

    #AplikacjeMobilne #Błędy #Kas

    niebezpiecznik.pl/post/szymon-

  23. Skarbówka odda pieniądze naszemu Czytelnikowi (finał sprawy z błędem w e-Toll)

    W systemie e-Toll był błąd, który powodował naliczanie niesłusznych kar za rzekomo nieopłacone przejazdy autostradą (po latach!). Nasz Czytelnik Szymon podrążył temat i pieniądze odzyska. Było warto walczyć o swoje choć nie było całkiem łatwo.

    Przypomnijmy. W lutym pisaliśmy o tym, że niektórym osobom zdarza się dostać wezwanie za nieopłacony przejazd autostradą, mimo iż autostrady państwowe już dawno nie są płatne. Ewentualne wezwania dotyczą tego okresu, kiedy opłatę przejazd wnosiło się przez zakup biletu w aplikacji lub na stacji benzynowej. Opisywaliśmy przypadek Szymona, który porównał dane o przejeździe w systemie eToll z tymi, które miał w Google Maps. Okazało się, że system błędnie zarejestrował znaczniki czasowe przejazdu oraz – co najważniejsze – części przejzadu zaliczył do innego dnia co powodowało niesłuszne naliczenie opłaty.
    Szymona napisał.
    Sprawa w końcu ma swój (szczęśliwy) finał. Sprzeciw uwzględniony, pieniądze oddadzą w ciągu 30 dni. Ale ile czasu musiałem na to wszystko stracić… Ehhh, szkoda gadać. A w sumie nadal nie wiadomo ilu rzeczywiście jest pokrzywdzonych kierowców oraz jak często ten błąd występował. Bo w ich tłumaczenie, że to de facto wina mojego urządzenia, to nie wierzę. To u mnie w telefonie musiałaby się data nie zmienić i ich aplikacja odczytałaby z mojego smartfona błędną datę. Raczej nierealne, tym bardziej, że historia lokalizacji Google Maps nie miała żadnych błędów, a rejestrowała się dokładnie na tym samym urządzeniu. Błąd jest ewidentnie po ich stronie, ale nie wiem co trzeba by zrobić, żeby się przyznali.
    Pismo od skarbówki wyglądało tak.

    Już wcześniej w odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Finansów przyznało, że takie sytuacje [...]

    #AplikacjeMobilne #Błędy #Kas

    niebezpiecznik.pl/post/szymon-

  24. Skarbówka odda pieniądze naszemu Czytelnikowi (finał sprawy z błędem w e-Toll)

    W systemie e-Toll był błąd, który powodował naliczanie niesłusznych kar za rzekomo nieopłacone przejazdy autostradą (po latach!). Nasz Czytelnik Szymon podrążył temat i pieniądze odzyska. Było warto walczyć o swoje choć nie było całkiem łatwo.

    Przypomnijmy. W lutym pisaliśmy o tym, że niektórym osobom zdarza się dostać wezwanie za nieopłacony przejazd autostradą, mimo iż autostrady państwowe już dawno nie są płatne. Ewentualne wezwania dotyczą tego okresu, kiedy opłatę przejazd wnosiło się przez zakup biletu w aplikacji lub na stacji benzynowej. Opisywaliśmy przypadek Szymona, który porównał dane o przejeździe w systemie eToll z tymi, które miał w Google Maps. Okazało się, że system błędnie zarejestrował znaczniki czasowe przejazdu oraz – co najważniejsze – części przejzadu zaliczył do innego dnia co powodowało niesłuszne naliczenie opłaty.
    Szymona napisał.
    Sprawa w końcu ma swój (szczęśliwy) finał. Sprzeciw uwzględniony, pieniądze oddadzą w ciągu 30 dni. Ale ile czasu musiałem na to wszystko stracić… Ehhh, szkoda gadać. A w sumie nadal nie wiadomo ilu rzeczywiście jest pokrzywdzonych kierowców oraz jak często ten błąd występował. Bo w ich tłumaczenie, że to de facto wina mojego urządzenia, to nie wierzę. To u mnie w telefonie musiałaby się data nie zmienić i ich aplikacja odczytałaby z mojego smartfona błędną datę. Raczej nierealne, tym bardziej, że historia lokalizacji Google Maps nie miała żadnych błędów, a rejestrowała się dokładnie na tym samym urządzeniu. Błąd jest ewidentnie po ich stronie, ale nie wiem co trzeba by zrobić, żeby się przyznali.
    Pismo od skarbówki wyglądało tak.

    Już wcześniej w odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Finansów przyznało, że takie sytuacje [...]

    #AplikacjeMobilne #Błędy #Kas

    niebezpiecznik.pl/post/szymon-

  25. Skarbówka odda pieniądze naszemu Czytelnikowi (finał sprawy z błędem w e-Toll)

    W systemie e-Toll był błąd, który powodował naliczanie niesłusznych kar za rzekomo nieopłacone przejazdy autostradą (po latach!). Nasz Czytelnik Szymon podrążył temat i pieniądze odzyska. Było warto walczyć o swoje choć nie było całkiem łatwo.

    Przypomnijmy. W lutym pisaliśmy o tym, że niektórym osobom zdarza się dostać wezwanie za nieopłacony przejazd autostradą, mimo iż autostrady państwowe już dawno nie są płatne. Ewentualne wezwania dotyczą tego okresu, kiedy opłatę przejazd wnosiło się przez zakup biletu w aplikacji lub na stacji benzynowej. Opisywaliśmy przypadek Szymona, który porównał dane o przejeździe w systemie eToll z tymi, które miał w Google Maps. Okazało się, że system błędnie zarejestrował znaczniki czasowe przejazdu oraz – co najważniejsze – części przejzadu zaliczył do innego dnia co powodowało niesłuszne naliczenie opłaty.
    Szymona napisał.
    Sprawa w końcu ma swój (szczęśliwy) finał. Sprzeciw uwzględniony, pieniądze oddadzą w ciągu 30 dni. Ale ile czasu musiałem na to wszystko stracić… Ehhh, szkoda gadać. A w sumie nadal nie wiadomo ilu rzeczywiście jest pokrzywdzonych kierowców oraz jak często ten błąd występował. Bo w ich tłumaczenie, że to de facto wina mojego urządzenia, to nie wierzę. To u mnie w telefonie musiałaby się data nie zmienić i ich aplikacja odczytałaby z mojego smartfona błędną datę. Raczej nierealne, tym bardziej, że historia lokalizacji Google Maps nie miała żadnych błędów, a rejestrowała się dokładnie na tym samym urządzeniu. Błąd jest ewidentnie po ich stronie, ale nie wiem co trzeba by zrobić, żeby się przyznali.
    Pismo od skarbówki wyglądało tak.

    Już wcześniej w odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Finansów przyznało, że takie sytuacje [...]

    #AplikacjeMobilne #Błędy #Kas

    niebezpiecznik.pl/post/szymon-

  26. Możesz dostać 500zł mandatu, bo system poboru opłat na A4 miał ciekawy błąd

    Jechałeś A4? To skarbówka może Cię wezwać do wniesienia opłaty za “nieopłacony przejazd autostradą” sprzed kilku (!) lat. I to mimo tego, że Ty przejazd opłaciłeś, a dziś podróż tym odcinkiem jest bezpłatna. Wiele osób po prostu płaci, choć niektóre z opłat są naliczone błędnie i Ministerstwo Finansów najwyraźniej o tym wie.
    Płacić już nie trzeba, ale…
    Czy pamiętacie system e-Toll i kupowanie biletów na niekulczykowe odcinki autostrad (na stacjach lub w aplikacji)? Zwykłemu obywatelowi może się wydawać, że te opłaty za niekulczykowe autostrady to przeszłość, ale… one mogą o sobie przypomnieć gdy się tego najmniej spodziewasz, chociaż od lipca 2023 płacić nie trzeba, przynajmniej jeśli jedziesz samochodem osobowym lub motocyklem.

    Wezwanie, za przejazd sprzed lat
    Nasz Czytelnik Szymon dostał wezwanie do zapłaty 500zł za przejazd autostradą A4 sprzed 3 lat. Początkowo rozważał zapłacenie, bo czy normalny człowiek może być pewien, że trzy lata wcześniej nie zapomniał odpalić aplikacji i przejechał autostradą bez wykupionego biletu? Szymon skonsultował znajomych i dowiedział się, że więcej osób takie wezwania otrzymało. Jedna z nich powiedziała mu, że zapłaciła dla świętego spokoju za wszystkie 3 wezwania, jakie dostała.
    Szymon postanowił drążyć sprawę. Zajrzał do galerii zdjęć w swoim smartfonie i ustalił, że tego dnia rzeczywiście odbył jednodniową wycieczkę do Wrocławia. Postanowił sprawdzić czy zapłacił za przejazd płatnym odcinkiem autostrady do Wrocławia, więc zalogował się na swoje koto w systemie e-TOLL, wszedł w zakładkę “historia przejazdów” i wybrał odpowiedni zakres dat. System jednak niczego nie pokazał, bo Szymon nie był w stanie wskazać [...]

    #Aplikacje #AplikacjeMobilne #Autostrady #Kas #MinisterstwoFinansów

    niebezpiecznik.pl/post/wezwani

  27. Możesz dostać 500zł mandatu, bo system poboru opłat na A4 miał ciekawy błąd

    Jechałeś A4? To skarbówka może Cię wezwać do wniesienia opłaty za “nieopłacony przejazd autostradą” sprzed kilku (!) lat. I to mimo tego, że Ty przejazd opłaciłeś, a dziś podróż tym odcinkiem jest bezpłatna. Wiele osób po prostu płaci, choć niektóre z opłat są naliczone błędnie i Ministerstwo Finansów najwyraźniej o tym wie.
    Płacić już nie trzeba, ale…
    Czy pamiętacie system e-Toll i kupowanie biletów na niekulczykowe odcinki autostrad (na stacjach lub w aplikacji)? Zwykłemu obywatelowi może się wydawać, że te opłaty za niekulczykowe autostrady to przeszłość, ale… one mogą o sobie przypomnieć gdy się tego najmniej spodziewasz, chociaż od lipca 2023 płacić nie trzeba, przynajmniej jeśli jedziesz samochodem osobowym lub motocyklem.

    Wezwanie, za przejazd sprzed lat
    Nasz Czytelnik Szymon dostał wezwanie do zapłaty 500zł za przejazd autostradą A4 sprzed 3 lat. Początkowo rozważał zapłacenie, bo czy normalny człowiek może być pewien, że trzy lata wcześniej nie zapomniał odpalić aplikacji i przejechał autostradą bez wykupionego biletu? Szymon skonsultował znajomych i dowiedział się, że więcej osób takie wezwania otrzymało. Jedna z nich powiedziała mu, że zapłaciła dla świętego spokoju za wszystkie 3 wezwania, jakie dostała.
    Szymon postanowił drążyć sprawę. Zajrzał do galerii zdjęć w swoim smartfonie i ustalił, że tego dnia rzeczywiście odbył jednodniową wycieczkę do Wrocławia. Postanowił sprawdzić czy zapłacił za przejazd płatnym odcinkiem autostrady do Wrocławia, więc zalogował się na swoje koto w systemie e-TOLL, wszedł w zakładkę “historia przejazdów” i wybrał odpowiedni zakres dat. System jednak niczego nie pokazał, bo Szymon nie był w stanie wskazać [...]

    #Aplikacje #AplikacjeMobilne #Autostrady #Kas #MinisterstwoFinansów

    niebezpiecznik.pl/post/wezwani

  28. Możesz dostać 500zł mandatu, bo system poboru opłat na A4 miał ciekawy błąd

    Jechałeś A4? To skarbówka może Cię wezwać do wniesienia opłaty za “nieopłacony przejazd autostradą” sprzed kilku (!) lat. I to mimo tego, że Ty przejazd opłaciłeś, a dziś podróż tym odcinkiem jest bezpłatna. Wiele osób po prostu płaci, choć niektóre z opłat są naliczone błędnie i Ministerstwo Finansów najwyraźniej o tym wie.
    Płacić już nie trzeba, ale…
    Czy pamiętacie system e-Toll i kupowanie biletów na niekulczykowe odcinki autostrad (na stacjach lub w aplikacji)? Zwykłemu obywatelowi może się wydawać, że te opłaty za niekulczykowe autostrady to przeszłość, ale… one mogą o sobie przypomnieć gdy się tego najmniej spodziewasz, chociaż od lipca 2023 płacić nie trzeba, przynajmniej jeśli jedziesz samochodem osobowym lub motocyklem.

    Wezwanie, za przejazd sprzed lat
    Nasz Czytelnik Szymon dostał wezwanie do zapłaty 500zł za przejazd autostradą A4 sprzed 3 lat. Początkowo rozważał zapłacenie, bo czy normalny człowiek może być pewien, że trzy lata wcześniej nie zapomniał odpalić aplikacji i przejechał autostradą bez wykupionego biletu? Szymon skonsultował znajomych i dowiedział się, że więcej osób takie wezwania otrzymało. Jedna z nich powiedziała mu, że zapłaciła dla świętego spokoju za wszystkie 3 wezwania, jakie dostała.
    Szymon postanowił drążyć sprawę. Zajrzał do galerii zdjęć w swoim smartfonie i ustalił, że tego dnia rzeczywiście odbył jednodniową wycieczkę do Wrocławia. Postanowił sprawdzić czy zapłacił za przejazd płatnym odcinkiem autostrady do Wrocławia, więc zalogował się na swoje koto w systemie e-TOLL, wszedł w zakładkę “historia przejazdów” i wybrał odpowiedni zakres dat. System jednak niczego nie pokazał, bo Szymon nie był w stanie wskazać [...]

    #Aplikacje #AplikacjeMobilne #Autostrady #Kas #MinisterstwoFinansów

    niebezpiecznik.pl/post/wezwani

  29. Możesz dostać 500zł mandatu, bo system poboru opłat na A4 miał ciekawy błąd

    Jechałeś A4? To skarbówka może Cię wezwać do wniesienia opłaty za “nieopłacony przejazd autostradą” sprzed kilku (!) lat. I to mimo tego, że Ty przejazd opłaciłeś, a dziś podróż tym odcinkiem jest bezpłatna. Wiele osób po prostu płaci, choć niektóre z opłat są naliczone błędnie i Ministerstwo Finansów najwyraźniej o tym wie.
    Płacić już nie trzeba, ale…
    Czy pamiętacie system e-Toll i kupowanie biletów na niekulczykowe odcinki autostrad (na stacjach lub w aplikacji)? Zwykłemu obywatelowi może się wydawać, że te opłaty za niekulczykowe autostrady to przeszłość, ale… one mogą o sobie przypomnieć gdy się tego najmniej spodziewasz, chociaż od lipca 2023 płacić nie trzeba, przynajmniej jeśli jedziesz samochodem osobowym lub motocyklem.

    Wezwanie, za przejazd sprzed lat
    Nasz Czytelnik Szymon dostał wezwanie do zapłaty 500zł za przejazd autostradą A4 sprzed 3 lat. Początkowo rozważał zapłacenie, bo czy normalny człowiek może być pewien, że trzy lata wcześniej nie zapomniał odpalić aplikacji i przejechał autostradą bez wykupionego biletu? Szymon skonsultował znajomych i dowiedział się, że więcej osób takie wezwania otrzymało. Jedna z nich powiedziała mu, że zapłaciła dla świętego spokoju za wszystkie 3 wezwania, jakie dostała.
    Szymon postanowił drążyć sprawę. Zajrzał do galerii zdjęć w swoim smartfonie i ustalił, że tego dnia rzeczywiście odbył jednodniową wycieczkę do Wrocławia. Postanowił sprawdzić czy zapłacił za przejazd płatnym odcinkiem autostrady do Wrocławia, więc zalogował się na swoje koto w systemie e-TOLL, wszedł w zakładkę “historia przejazdów” i wybrał odpowiedni zakres dat. System jednak niczego nie pokazał, bo Szymon nie był w stanie wskazać [...]

    #Aplikacje #AplikacjeMobilne #Autostrady #Kas #MinisterstwoFinansów

    niebezpiecznik.pl/post/wezwani

  30. Możesz dostać 500zł mandatu, bo system poboru opłat na A4 miał ciekawy błąd

    Jechałeś A4? To skarbówka może Cię wezwać do wniesienia opłaty za “nieopłacony przejazd autostradą” sprzed kilku (!) lat. I to mimo tego, że Ty przejazd opłaciłeś, a dziś podróż tym odcinkiem jest bezpłatna. Wiele osób po prostu płaci, choć niektóre z opłat są naliczone błędnie i Ministerstwo Finansów najwyraźniej o tym wie.
    Płacić już nie trzeba, ale…
    Czy pamiętacie system e-Toll i kupowanie biletów na niekulczykowe odcinki autostrad (na stacjach lub w aplikacji)? Zwykłemu obywatelowi może się wydawać, że te opłaty za niekulczykowe autostrady to przeszłość, ale… one mogą o sobie przypomnieć gdy się tego najmniej spodziewasz, chociaż od lipca 2023 płacić nie trzeba, przynajmniej jeśli jedziesz samochodem osobowym lub motocyklem.

    Wezwanie, za przejazd sprzed lat
    Nasz Czytelnik Szymon dostał wezwanie do zapłaty 500zł za przejazd autostradą A4 sprzed 3 lat. Początkowo rozważał zapłacenie, bo czy normalny człowiek może być pewien, że trzy lata wcześniej nie zapomniał odpalić aplikacji i przejechał autostradą bez wykupionego biletu? Szymon skonsultował znajomych i dowiedział się, że więcej osób takie wezwania otrzymało. Jedna z nich powiedziała mu, że zapłaciła dla świętego spokoju za wszystkie 3 wezwania, jakie dostała.
    Szymon postanowił drążyć sprawę. Zajrzał do galerii zdjęć w swoim smartfonie i ustalił, że tego dnia rzeczywiście odbył jednodniową wycieczkę do Wrocławia. Postanowił sprawdzić czy zapłacił za przejazd płatnym odcinkiem autostrady do Wrocławia, więc zalogował się na swoje koto w systemie e-TOLL, wszedł w zakładkę “historia przejazdów” i wybrał odpowiedni zakres dat. System jednak niczego nie pokazał, bo Szymon nie był w stanie wskazać [...]

    #Aplikacje #AplikacjeMobilne #Autostrady #Kas #MinisterstwoFinansów

    niebezpiecznik.pl/post/wezwani

  31. Pokaż mi swoje Spotify, a powiem Ci, czy do siebie pasujemy. Czy muzyka to ostatnia deska ratunku dla randek online?

    Ile razy przewijaliście w lewo, widząc kolejny opis w stylu „lubię podróże i dobre jedzenie”? Aplikacje randkowe sprowadziły nas do kilku zdjęć i wyświechtanych haseł. Tymczasem w USA rośnie w siłę Vinylly – aplikacja, która wychodzi z założenia, że to nie wygląd, a wspólna playlista jest kluczem do serca. I wiecie co? Kupuję to.

    Jest taki moment na początku każdej znajomości, zazwyczaj w samochodzie lub podczas domówki, kiedy ktoś przejmuje kontrolę nad głośnikiem. To chwila prawdy. Jeśli on czy ona puszcza utwór, który sprawia, że Twoje serce bije szybciej, nagle staje się o 50% bardziej atrakcyjny/a. Jeśli puszcza coś, od czego więdną uszy – czar pryska.

    Twórcy aplikacji Vinylly postanowili zamienić ten mechanizm w cały model biznesowy. I robią to w sposób, który przywraca wiarę w to, że technologia może nas łączyć, a nie tylko „matchować”.

    Audialne DNA zamiast biogramu

    Zasada jest prosta i genialna w swojej niszowości: Vinylly nie pyta cię o wzrost czy znak zodiaku. Zamiast tego proszą o podpięcie konta Spotify lub Apple Music. Algorytm analizuje Twoją historię słuchania – Twoje „muzyczne DNA” – i na tej podstawie szuka kogoś, kto nadaje na tych samych falach.

    Dlaczego to ma sens? Bo muzyka to emocje. To system wartości. Jak zauważa Rachel Van Nortwick, założycielka aplikacji: „Dla wielu ludzi muzyka to tożsamość. Pokazanie siebie poprzez swoje muzyczne wybory prowadzi do głębszych rozmów znacznie szybciej”.

    I trudno się z tym nie zgodzić. O wiele łatwiej zacząć rozmowę od: „Też byłeś na koncercie Arctic Monkeys w 2023?” niż od drętwego „Hej, co tam?”.

    Taylor Swift łączy ludzi (nawet mężczyzn)

    Ciekawe są dane, które wyciąga Vinylly. Okazuje się, że stereotypy muzyczne można włożyć między bajki. Analiza 100 tysięcy użytkowników pokazała, że Taylor Swift króluje nie tylko na playlistach kobiet. U mężczyzn pojawia się ona w ścisłej czołówce, obok Drake’a, Radiohead i Kendricka Lamara.

    Z kolei kobiety, oprócz oczywistych wyborów jak Billie Eilish, masowo wracają do klasyki – Davida Bowiego, Fleetwood Mac czy The Beatles.

    Aplikacja identyfikuje też tzw. „artystów-mosty” (bridge artists). To wykonawcy, którzy łączą pozorne przeciwieństwa. Obecnie takim mostem jest np. zespół Sleep Token, który spaja fanów popu z miłośnikami cięższych brzmień. Jeśli oboje słuchacie Sleep Token – statystycznie macie ogromną szansę na udaną randkę. I chyba właśnie was namówiłam na sprawdzenie Sleep Token…

    AI w roli barmana, a nie poety

    To, co najbardziej ujęło mnie w podejściu Vinylly, to sposób, w jaki wykorzystują sztuczną inteligencję. W dobie, gdy Tinder i inne giganty chcą, by AI pisało za nas wiadomości na podryw (co jest przerażające i smutne zarazem), tutaj technologia pełni rolę… barmana.

    Funkcja „Digital Cocktail Lounge” pozwala wybrać dwa gatunki muzyczne (Twój i Twojej pary), a AI na ich podstawie tworzy przepis na unikalny drink, który pasuje do tego miksu. To urocze, niezobowiązujące i – co najważniejsze – zachęca do wyjścia do świata realnego, żeby ten koktajl wspólnie wypić.

    Chemia potwierdzona naukowo

    Choć brzmi to jak zabawa, stoją za tym twarde dane. Badania (m.in. z 2013 i 2024 roku) potwierdzają, że wspólne słuchanie muzyki obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) i wyrzuca dopaminę. Zgodność gustów muzycznych jest jednym z najsilniejszych predyktorów bliskości w związku.

    Muzyka to język, którym komunikujemy emocje, zanim jeszcze nauczymy się o nich rozmawiać.

    Czy to zadziała w Polsce?

    Pobierając Vinylly w Warszawie, możecie poczuć się trochę samotnie – aplikacja wciąż buduje swoją bazę głównie w USA, Kanadzie i UK. Ale może to dobry moment, by spojrzeć na nasze obecne relacje (lub poszukiwania) przez pryzmat słuchawek?

    Zamiast pytać kogoś o pracę czy hobby, zapytajcie o ostatnio zapętloną piosenkę. Odpowiedź może powiedzieć Wam o drugim człowieku więcej, niż tysiąc zdjęć na Instagramie. A jeśli Wasze playlisty się gryzą? Cóż, podobno przeciwieństwa się przyciągają. Ale na wszelki wypadek, w samochodzie to ja wybieram muzykę.

    Anna’s Archive kontra Spotify. 300 TB „muzycznej Arki Noego” czy największy akt cyfrowego piractwa? Raczej po prostu chaos

    #aplikacjeMobilne #Lifestyle #psychologiaMuzyki #randkiOnline #relacje #spotify #Vinylly
  32. ChatGPT kończy z „czarnym ekranem”. Tryb głosowy zintegrowany z interfejsem tekstowym

    OpenAI wprowadza istotną zmianę w sposobie, w jaki wchodzimy w interakcję z ChatGPT. Najnowsza aktualizacja aplikacji mobilnej (zarówno na iOS jak i Androida) domyślnie łączy tryb głosowy z głównym widokiem czatu tekstowego, eliminując dotychczasową barierę między rozmową a treściami wizualnymi.

    Do tej pory uruchomienie trybu głosowego przenosiło użytkownika do osobnego, minimalistycznego interfejsu. Nowe rozwiązanie sprawia, że konwersacja toczy się w standardowym oknie czatu. Ma to konkretne zalety użytkowe: OpenAI pokazuje, że asystent może teraz w trakcie rozmowy głosowej wyświetlać na ekranie na przykład mapy czy wyniki wyszukiwania. Dodatkowo, użytkownik widzi na bieżąco transkrypcję prowadzonej rozmowy, co ułatwia weryfikację, czy AI dobrze nas zrozumiało.

    Wybór należy do użytkownika

    Dla osób, które preferowały poprzednie rozwiązanie skupione wyłącznie na audio (bez rozpraszania ekranem), OpenAI pozostawiło furtkę. W ustawieniach aplikacji pojawił się nowy przełącznik, który pozwala przywrócić stary, odseparowany tryb głosowy.

    Aktualizacja ta jest częścią szerszej ofensywy produktowej OpenAI, która w ostatnim czasie obejmuje m.in. usprawnienia w przeglądarce Atlas AI, nowe funkcje czatów grupowych oraz prace nad modelem GPT-5.1.

    „To byłaby zdrada”. Dr Milagros Miceli, światowa ekspertka od AI ujawnia, dlaczego nie korzysta z ChatGPT

    #aiSi #aplikacjeMobilne #chatgpt #gpt51 #ios #iphone #news #openai #voiceMode

  33. ChatGPT kończy z „czarnym ekranem”. Tryb głosowy zintegrowany z interfejsem tekstowym

    OpenAI wprowadza istotną zmianę w sposobie, w jaki wchodzimy w interakcję z ChatGPT. Najnowsza aktualizacja aplikacji mobilnej (zarówno na iOS jak i Androida) domyślnie łączy tryb głosowy z głównym widokiem czatu tekstowego, eliminując dotychczasową barierę między rozmową a treściami wizualnymi.

    Do tej pory uruchomienie trybu głosowego przenosiło użytkownika do osobnego, minimalistycznego interfejsu. Nowe rozwiązanie sprawia, że konwersacja toczy się w standardowym oknie czatu. Ma to konkretne zalety użytkowe: OpenAI pokazuje, że asystent może teraz w trakcie rozmowy głosowej wyświetlać na ekranie na przykład mapy czy wyniki wyszukiwania. Dodatkowo, użytkownik widzi na bieżąco transkrypcję prowadzonej rozmowy, co ułatwia weryfikację, czy AI dobrze nas zrozumiało.

    Wybór należy do użytkownika

    Dla osób, które preferowały poprzednie rozwiązanie skupione wyłącznie na audio (bez rozpraszania ekranem), OpenAI pozostawiło furtkę. W ustawieniach aplikacji pojawił się nowy przełącznik, który pozwala przywrócić stary, odseparowany tryb głosowy.

    Aktualizacja ta jest częścią szerszej ofensywy produktowej OpenAI, która w ostatnim czasie obejmuje m.in. usprawnienia w przeglądarce Atlas AI, nowe funkcje czatów grupowych oraz prace nad modelem GPT-5.1.

    „To byłaby zdrada”. Dr Milagros Miceli, światowa ekspertka od AI ujawnia, dlaczego nie korzysta z ChatGPT

    #aiSi #aplikacjeMobilne #chatgpt #gpt51 #ios #iphone #news #openai #voiceMode

  34. ChatGPT kończy z „czarnym ekranem”. Tryb głosowy zintegrowany z interfejsem tekstowym

    OpenAI wprowadza istotną zmianę w sposobie, w jaki wchodzimy w interakcję z ChatGPT. Najnowsza aktualizacja aplikacji mobilnej (zarówno na iOS jak i Androida) domyślnie łączy tryb głosowy z głównym widokiem czatu tekstowego, eliminując dotychczasową barierę między rozmową a treściami wizualnymi.

    Do tej pory uruchomienie trybu głosowego przenosiło użytkownika do osobnego, minimalistycznego interfejsu. Nowe rozwiązanie sprawia, że konwersacja toczy się w standardowym oknie czatu. Ma to konkretne zalety użytkowe: OpenAI pokazuje, że asystent może teraz w trakcie rozmowy głosowej wyświetlać na ekranie na przykład mapy czy wyniki wyszukiwania. Dodatkowo, użytkownik widzi na bieżąco transkrypcję prowadzonej rozmowy, co ułatwia weryfikację, czy AI dobrze nas zrozumiało.

    Wybór należy do użytkownika

    Dla osób, które preferowały poprzednie rozwiązanie skupione wyłącznie na audio (bez rozpraszania ekranem), OpenAI pozostawiło furtkę. W ustawieniach aplikacji pojawił się nowy przełącznik, który pozwala przywrócić stary, odseparowany tryb głosowy.

    Aktualizacja ta jest częścią szerszej ofensywy produktowej OpenAI, która w ostatnim czasie obejmuje m.in. usprawnienia w przeglądarce Atlas AI, nowe funkcje czatów grupowych oraz prace nad modelem GPT-5.1.

    „To byłaby zdrada”. Dr Milagros Miceli, światowa ekspertka od AI ujawnia, dlaczego nie korzysta z ChatGPT

    #aiSi #aplikacjeMobilne #chatgpt #gpt51 #ios #iphone #news #openai #voiceMode

  35. ChatGPT kończy z „czarnym ekranem”. Tryb głosowy zintegrowany z interfejsem tekstowym

    OpenAI wprowadza istotną zmianę w sposobie, w jaki wchodzimy w interakcję z ChatGPT. Najnowsza aktualizacja aplikacji mobilnej (zarówno na iOS jak i Androida) domyślnie łączy tryb głosowy z głównym widokiem czatu tekstowego, eliminując dotychczasową barierę między rozmową a treściami wizualnymi.

    Do tej pory uruchomienie trybu głosowego przenosiło użytkownika do osobnego, minimalistycznego interfejsu. Nowe rozwiązanie sprawia, że konwersacja toczy się w standardowym oknie czatu. Ma to konkretne zalety użytkowe: OpenAI pokazuje, że asystent może teraz w trakcie rozmowy głosowej wyświetlać na ekranie na przykład mapy czy wyniki wyszukiwania. Dodatkowo, użytkownik widzi na bieżąco transkrypcję prowadzonej rozmowy, co ułatwia weryfikację, czy AI dobrze nas zrozumiało.

    Wybór należy do użytkownika

    Dla osób, które preferowały poprzednie rozwiązanie skupione wyłącznie na audio (bez rozpraszania ekranem), OpenAI pozostawiło furtkę. W ustawieniach aplikacji pojawił się nowy przełącznik, który pozwala przywrócić stary, odseparowany tryb głosowy.

    Aktualizacja ta jest częścią szerszej ofensywy produktowej OpenAI, która w ostatnim czasie obejmuje m.in. usprawnienia w przeglądarce Atlas AI, nowe funkcje czatów grupowych oraz prace nad modelem GPT-5.1.

    „To byłaby zdrada”. Dr Milagros Miceli, światowa ekspertka od AI ujawnia, dlaczego nie korzysta z ChatGPT

    #aiSi #aplikacjeMobilne #chatgpt #gpt51 #ios #iphone #news #openai #voiceMode

  36. ChatGPT kończy z „czarnym ekranem”. Tryb głosowy zintegrowany z interfejsem tekstowym

    OpenAI wprowadza istotną zmianę w sposobie, w jaki wchodzimy w interakcję z ChatGPT. Najnowsza aktualizacja aplikacji mobilnej (zarówno na iOS jak i Androida) domyślnie łączy tryb głosowy z głównym widokiem czatu tekstowego, eliminując dotychczasową barierę między rozmową a treściami wizualnymi.

    Do tej pory uruchomienie trybu głosowego przenosiło użytkownika do osobnego, minimalistycznego interfejsu. Nowe rozwiązanie sprawia, że konwersacja toczy się w standardowym oknie czatu. Ma to konkretne zalety użytkowe: OpenAI pokazuje, że asystent może teraz w trakcie rozmowy głosowej wyświetlać na ekranie na przykład mapy czy wyniki wyszukiwania. Dodatkowo, użytkownik widzi na bieżąco transkrypcję prowadzonej rozmowy, co ułatwia weryfikację, czy AI dobrze nas zrozumiało.

    Wybór należy do użytkownika

    Dla osób, które preferowały poprzednie rozwiązanie skupione wyłącznie na audio (bez rozpraszania ekranem), OpenAI pozostawiło furtkę. W ustawieniach aplikacji pojawił się nowy przełącznik, który pozwala przywrócić stary, odseparowany tryb głosowy.

    Aktualizacja ta jest częścią szerszej ofensywy produktowej OpenAI, która w ostatnim czasie obejmuje m.in. usprawnienia w przeglądarce Atlas AI, nowe funkcje czatów grupowych oraz prace nad modelem GPT-5.1.

    „To byłaby zdrada”. Dr Milagros Miceli, światowa ekspertka od AI ujawnia, dlaczego nie korzysta z ChatGPT

    #aiSi #aplikacjeMobilne #chatgpt #gpt51 #ios #iphone #news #openai #voiceMode

  37. Google poprawiło bezpieczeństwo aplikacji w Google Play – szkodliwe programy automatycznie stracą uprawnienia

    Usługa Google Play Protect od dłuższego czasu automatycznie skanuje wszystkie aplikacje jakie możesz zainstalować z Google Play. Teraz dodano jeszcze jeden poziom ochrony.

    Jedną z nowości oficjalnie ogłoszonych na blogu Google dotyczącym bezpieczeństwa jest wyposażenie usługi Google Play Protect w mechanizm automatycznego cofania uprawnień dla potencjalnie niebezpiecznych aplikacji. Część tego rozwiązania w postaci mechanizmu cofającego uprawnienia działała już wcześniej, ale tylko dla tych aplikacji, z których użytkownik na swoim smartfonie nie korzystał przez długi czas.

    Teraz Google uruchomił pilotażowy program rozszerzonej ochrony przed oszustwami. Google Play Protect będzie automatycznie analizować, a także automatycznie blokować instalację aplikacji, które mogą używać poufnych uprawnień, często nadużywanych w różnego typu oszustwach finansowych.

    Ponadto użytkownicy smartfonów z Androidem, którzy wyłączą Google Play Protect będą automatycznie otrzymywać monity zarówno w systemie Android, jak i w mobilnej przeglądarce Chrome, zachęcające do ponownej aktywacji tej funkcji.

    Aplikacje VPN znikają z App Store i Google Play w Indiach

    #Android #aplikacjeMobilne #Bezpieczeństwo #GooglePlay #GooglePlayProtect #news

  38. Jeden lider, reszta daleko w tyle. Aplikacja ChatGPT zarobiła 53 razy więcej niż Grok

    Nowy raport firmy analitycznej Appfigures rzuca światło na finansową stronę rynku mobilnych asystentów AI i pokazuje, jak miażdżącą dominację osiągnęła aplikacja ChatGPT od OpenAI.

    Od swojej premiery w maju 2023 roku, aplikacja wygenerowała 2 miliardy dolarów globalnych wydatków konsumenckich. Tylko w 2025 roku jej przychody na platformach iOS i Android wzrosły o imponujące 673% w ujęciu rocznym.

    Wzrost finansowy idzie w parze z rosnącą popularnością. Jak podaje Appfigures, w bieżącym roku aplikację pobrano już 318 milionów razy, co stanowi 2,8-krotny wzrost w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym. Co ciekawe, rozkład geograficzny pokazuje, że za największą liczbę instalacji w historii aplikacji odpowiadają Indie (13,7%), a na drugim miejscu znajdują się Stany Zjednoczone (10,3%). Jednak to właśnie użytkownicy z USA generują blisko 40% całkowitych przychodów, a średni wydatek na jedno pobranie sięga tam 10 dolarów. Na drugim miejscu pod względem wydatków są Niemcy z wynikiem 5,3%.

    Nadchodzi „moment ChatGPT” dla robotów. Chiny chcą zdominować kolejną technologię

    Raport pokazuje również, jak ChatGPT radzi sobie z konkurencją pod względem monetyzacji. Biorąc pod uwagę globalny, historyczny przychód w przeliczeniu na jedną instalację, ChatGPT prowadzi ze średnią 2,91 dolara. Na drugim miejscu plasuje się Claude z wynikiem 2,55 dolara , a daleko w tyle pozostają Grok (0,75 dolara) i Copilot (0,27 dolara).

    Przewaga nad najgłośniejszym rywalem, czyli Grokiem od xAI, jest szczególnie widoczna w danych za bieżący rok. Od stycznia do sierpnia 2025 roku aplikacja ChatGPT zarobiła na platformach mobilnych 1,35 miliarda dolarów. To aż 53 razy więcej niż Grok, który w tym samym czasie wygenerował 25,6 miliona dolarów przychodu. Analitycy zaznaczają, że na niższe historyczne wyniki Groka mógł wpłynąć jego późniejszy debiut na urządzeniach mobilnych – aplikacja pojawiła się na iOS dopiero w styczniu 2025, a na Androidzie w marcu.

    Wyciekł mózg GPT-5. Jak myśli i działa nowa generacja ChatGPT?

    Dane z raportu Appfigures stanowią twardą odpowiedź na niedawne zarzuty Elona Muska, który sugerował, że Apple faworyzuje OpenAI w App Store. Liczby pokazują, że dominacja ChatGPT to nie tylko kwestia widoczności w sklepie, ale przede wszystkim efekt ogromnej popularności i skutecznej monetyzacji, która na ten moment pozostawia konkurencję daleko w tyle.

    #aplikacjeMobilne #Appfigures #ChatGPT #Claude #Copilot #Grok #news #OpenAI #przychody #raport #rynekAI #sztucznaInteligencja

  39. Jeden lider, reszta daleko w tyle. Aplikacja ChatGPT zarobiła 53 razy więcej niż Grok

    Nowy raport firmy analitycznej Appfigures rzuca światło na finansową stronę rynku mobilnych asystentów AI i pokazuje, jak miażdżącą dominację osiągnęła aplikacja ChatGPT od OpenAI.

    Od swojej premiery w maju 2023 roku, aplikacja wygenerowała 2 miliardy dolarów globalnych wydatków konsumenckich. Tylko w 2025 roku jej przychody na platformach iOS i Android wzrosły o imponujące 673% w ujęciu rocznym.

    Wzrost finansowy idzie w parze z rosnącą popularnością. Jak podaje Appfigures, w bieżącym roku aplikację pobrano już 318 milionów razy, co stanowi 2,8-krotny wzrost w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym. Co ciekawe, rozkład geograficzny pokazuje, że za największą liczbę instalacji w historii aplikacji odpowiadają Indie (13,7%), a na drugim miejscu znajdują się Stany Zjednoczone (10,3%). Jednak to właśnie użytkownicy z USA generują blisko 40% całkowitych przychodów, a średni wydatek na jedno pobranie sięga tam 10 dolarów. Na drugim miejscu pod względem wydatków są Niemcy z wynikiem 5,3%.

    Nadchodzi „moment ChatGPT” dla robotów. Chiny chcą zdominować kolejną technologię

    Raport pokazuje również, jak ChatGPT radzi sobie z konkurencją pod względem monetyzacji. Biorąc pod uwagę globalny, historyczny przychód w przeliczeniu na jedną instalację, ChatGPT prowadzi ze średnią 2,91 dolara. Na drugim miejscu plasuje się Claude z wynikiem 2,55 dolara , a daleko w tyle pozostają Grok (0,75 dolara) i Copilot (0,27 dolara).

    Przewaga nad najgłośniejszym rywalem, czyli Grokiem od xAI, jest szczególnie widoczna w danych za bieżący rok. Od stycznia do sierpnia 2025 roku aplikacja ChatGPT zarobiła na platformach mobilnych 1,35 miliarda dolarów. To aż 53 razy więcej niż Grok, który w tym samym czasie wygenerował 25,6 miliona dolarów przychodu. Analitycy zaznaczają, że na niższe historyczne wyniki Groka mógł wpłynąć jego późniejszy debiut na urządzeniach mobilnych – aplikacja pojawiła się na iOS dopiero w styczniu 2025, a na Androidzie w marcu.

    Wyciekł mózg GPT-5. Jak myśli i działa nowa generacja ChatGPT?

    Dane z raportu Appfigures stanowią twardą odpowiedź na niedawne zarzuty Elona Muska, który sugerował, że Apple faworyzuje OpenAI w App Store. Liczby pokazują, że dominacja ChatGPT to nie tylko kwestia widoczności w sklepie, ale przede wszystkim efekt ogromnej popularności i skutecznej monetyzacji, która na ten moment pozostawia konkurencję daleko w tyle.

    #aplikacjeMobilne #Appfigures #ChatGPT #Claude #Copilot #Grok #news #OpenAI #przychody #raport #rynekAI #sztucznaInteligencja