home.social

#eksploracja-kosmosu — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #eksploracja-kosmosu, aggregated by home.social.

fetched live
  1. Pół wieku w poczekalni. Dlaczego rekord Apollo 13 tak długo czekał na pobicie?

    Misja Artemis II oficjalnie zapisała się w podręcznikach historii. Czwórka astronautów minęła Księżyc, oddalając się od Ziemi na bezprecedensową odległość 406 771 kilometrów.

    Ustanowienie nowego rekordu oznacza, że po 56 latach zdetronizowano legendarną załogę Apollo 13. Tylko że dla Freda Haise’a, jedynego żyjącego uczestnika tamtej pamiętnej misji, ów rekord nigdy nie miał większego znaczenia.

    Dla większości z nas lot na Księżyc to czysta magia. Dla 92-letniego dziś Freda Haise’a, weterana programu Apollo – to przede wszystkim rygorystyczny program testowy i polityczno-budżetowa gra. Kiedy niedawno zapytano go, czy śledzi z zapartym tchem misję Artemis II, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: „Niespecjalnie. Właśnie wróciłem z meczu baseballowego mojego prawnuka”.

    Rekord z przypadku i na otarcie łez

    Załoga Apollo 13 ustanowiła swój rekord odległości (400 171 km) w kwietniu 1970 roku z powodów, które trudno nazwać powodem do świętowania. Poważna awaria – eksplozja zbiornika z tlenem – wymusiła przerwanie misji i wykorzystanie grawitacji Księżyca do katapultowania uszkodzonego statku z powrotem w stronę Ziemi. Zamiast spacerować po Srebrnym Globie, Haise, Lovell i Swigert walczyli o przetrwanie w zamarzającym module księżycowym.

    „Ktoś wymyślił, żeby wpisać ten rekord do Księgi Guinnessa, chyba po to, żebyśmy poczuli się lepiej, bo nie wylądowaliśmy. To było gigantyczne rozczarowanie” – wspomina dziś Haise. Z technicznego punktu widzenia, ówczesny rekord był dziełem czystego przypadku. Księżyc nie krąży wokół Ziemi po idealnym okręgu, lecz po elipsie. Podczas misji Apollo 13 znajdował się po prostu w pobliżu swojego apogeum, czyli w najdalszym punkcie od naszej planety. Jak kwituje astronauta: „Nie było w tym nic wielkiego. Zbiegło się to po prostu z faktem, że Księżyc był wtedy dalej”.

    Dlaczego czekaliśmy 56 lat?

    Skoro odległość zależy w tak dużej mierze od nieustannie zmieniającej się mechaniki orbitalnej (dystans Ziemia-Księżyc waha się od ok. 363 do 406 tysięcy kilometrów), dlaczego pobicie rekordu z 1970 roku zajęło nam ponad pół wieku? Odpowiedź Haise’a jest pozbawiona krzty romantyzmu: pieniądze.

    Były astronauta zwraca uwagę na gigantyczną przepaść między erą Apollo a współczesnymi realiami. W latach 60. NASA miała jasny cel poparty politycznym błogosławieństwem i – co najważniejsze – nieograniczonym w zasadzie strumieniem dolarów. „Startowaliśmy co dwa miesiące. Od Apollo 7 do Apollo 11 loty odbywały się regularnie” – przypomina.

    Dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej. Kapsuła Orion powstawała niemal trzy dekady. O budżety i opóźnienia trzeba nieustannie walczyć w Kongresie. W programie Artemis opóźnienia między lotami liczy się w latach.

    Z perspektywy pilota testowego

    Dla środowiska inżynierskiego, a Haise jako pilot testowy zdecydowanie do niego należy, entuzjazm mediów wokół samych zdjęć wykonywanych z pokładu Artemis II wydaje się nieco przesadzony. Choć astronauta przyznaje, że rozdzielczość współczesnych fotografii bije na głowę sprzęt z czasów Apollo, dla niego kluczowe jest zupełnie co innego.

    „Dla mnie to przede wszystkim wspaniała misja pilotów testowych” – podkreśla 92-latek. „Największą jej wartością, co moim zdaniem umyka w przekazie medialnym, jest fakt, że to lot testowy. Kto wcześniej leciał tą rakietą? Nikt. Kto leciał w tej kapsule? Nikt. Oni testują tę maszynę, upewniając się, że wszystkie systemy działają prawidłowo”.

    Wszystko wskazuje na to, że rekord ustanowiony przez Artemis II utrzyma się bardzo długo. Kolejne załogowe misje księżycowe będą najprawdopodobniej docierać do niższych orbit (ze względu na ograniczenia wydajnościowe samego Oriona i konieczność spotkania z lądownikami od SpaceX lub Blue Origin), a tym samym nie osiągną tak imponującej odległości od Ziemi. Zmiana lidera w tej kategorii nastąpi zapewne dopiero wtedy, gdy ludzkość obierze kurs na Marsa.

    Nowa próba rozwikłania paradoksu Hawkinga. Czarne dziury mogą ukrywać informacje w dodatkowych wymiarach

    #Apollo13 #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #FredHaise #historia #Księżyc #lotyZałogowe #NASA #Orion #wywiad
  2. Fragment rakiety Falcon 9 uderzy w Księżyc. Zbliża się kolizja z prędkością hipersoniczną

    Kosmiczne śmieci przestają być problemem wyłącznie na orbicie okołoziemskiej. Astronomowie potwierdzają, że w kierunku Srebrnego Globu pędzi ważący tony górny stopień rakiety należącej do SpaceX.

    Obiekt uderzy w powierzchnię Księżyca latem, osiągając prędkość siedmiokrotnie wyższą od prędkości dźwięku. To brutalne przypomnienie, że eksploracja kosmosu pod kątem przepisów bezpieczeństwa wciąż przypomina dziki zachód.

    „Ślepy” lot od początku 2025 roku

    Górny człon rakiety Falcon 9, o długości blisko 14 metrów i średnicy 3,7 metra, rozpoczął swoją podróż w styczniu 2025 roku. Wtedy to maszyna SpaceX wyniosła w kosmos dwa komercyjne lądowniki księżycowe. Podczas gdy same lądowniki i osłony ładunku zakończyły swoje zadania lub spłonęły w atmosferze, ogromny fragment rakiety utknął na chaotycznej orbicie.

    Jak wyliczył Bill Gray, astronom i twórca oprogramowania do śledzenia obiektów bliskich Ziemi (Project Pluto), po kilkunastu miesiącach dryfowania kolizja stała się nieunikniona. Eksperci zgromadzili ponad tysiąc obserwacji tego obiektu, co daje niemal stuprocentową pewność co do jego trajektorii.

    Uderzenie z siłą potężnego meteorytu

    Dokładny moment zderzenia wyznaczono na 5 sierpnia 2026 roku. Rozpędzony wrak ma uderzyć w okolice krateru Einsteina. Ponieważ nasz naturalny satelita nie posiada atmosfery, która mogłaby spalić intruza, ogromny metalowy element uderzy w powierzchnię w całości, z prędkością przekraczającą 8700 km/h (2,43 km/s).

    Zdarzenie wybije w gruncie nowy krater, choć widowisko będzie zbyt słabe, by zaobserwować je przez standardowe, naziemne teleskopy. Co ważne, zderzenie nie stanowi bezpośredniego zagrożenia – Księżyc jest martwy, a w planowanym miejscu upadku nie ma żadnych lądowników ani ludzkiej infrastruktury.

    Kosmiczne wysypisko. Dlaczego to musi się zmienić?

    Choć dziś takie incydenty traktujemy jako astronomiczną ciekawostkę, obnażają one poważny problem na przyszłość. NASA i Chiny są na zaawansowanym etapie planowania stałych baz w okolicach księżycowego bieguna południowego. Wraz z gwałtownym wzrostem liczby misji towarowych, ryzyko przypadkowego uderzenia we wrażliwą infrastrukturę drastycznie wzrośnie.

    Rozwiązaniem, które wkrótce powinno stać się twardym wymogiem branżowym, jest planowanie tzw. manewrów utylizacyjnych. Wystarczy, by firmy pokroju SpaceX zachowywały w zbiornikach odrobinę paliwa, co pozwoli bezpiecznie skierować zużyte moduły na „orbity cmentarne” wokół Słońca, z dala od Ziemi i Księżyca.

    NASA optymalizuje wymogi dla SpaceX i Blue Origin. Wszystko po to, by zdążyć z lądowaniem na Księżycu w 2028 roku

    #bezpieczeństwoKosmiczne #BillGray #eksploracjaKosmosu #Falcon9 #kosmiczneśmieci #SpaceX #uderzenieWKsiężyc
  3. NASA sprzedaje oficjalną maskotkę z misji Artemis II. Kosmiczny pluszak trafia do sklepów

    Podczas startów rakiet uwaga świata skupia się zazwyczaj na potężnych silnikach i technologii, ale astronauci mają swoją małą, uroczą tradycję – zabierają na pokład wskaźniki stanu nieważkości (zero-g indicators).

    Teraz słynny pluszak „Rise”, który towarzyszył załodze niedawnej misji Artemis II, trafił do oficjalnego sklepu NASA. To świetny gadżet, na który stać każdego fana eksploracji kosmosu.

    Od dziecięcego projektu na orbitę Księżyca

    Projekt maskotki to dzieło 9-letniego Lucasa Ye z Kalifornii, który wygrał specjalny konkurs „Moon Mascot” zorganizowany przez agencję. Wygląd pluszaka bezpośrednio nawiązuje do słynnego zdjęcia „Earthrise” (Wschód Ziemi), uwiecznionego w 1968 roku przez załogę Apollo 8. „Rise” nosi na głowie charakterystyczną czapkę, która przypomina naszą planetę wyłaniającą się zza horyzontu Srebrnego Globu, a na daszku wyhaftowano gwiazdozbiór Oriona.

    Dla załogi Artemis II nie był to tylko zwykły rekwizyt. Lot ten w wielu aspektach odzwierciedlał historyczną misję Apollo 8, dlatego motyw wschodzącej Ziemi został włączony nie tylko w formę maskotki, ale i w oficjalny naszywkę misji oraz wartości wyznawane przez załogę.

    Czym różni się sklepowa replika od oryginału?

    Oficjalna replika pluszaka została wyceniona na zaledwie 25 dolarów i można ją już zamawiać na stronie NASA Exchange. Trzeba jednak mieć świadomość, że do naszych domów trafi wersja z masowej, seryjnej produkcji. Oryginał, który 1 kwietnia poleciał w kosmos na pokładzie statku Orion, został uszyty ręcznie przez pracowników agencji, a użyto do tego specjalistycznych materiałów pochodzących prosto z laboratorium osłon termicznych NASA.

    Kupiona w sklepie maskotka prawdopodobnie nie posiada również ukrytej kieszonki na spodzie. W egzemplarzu, który poleciał w kosmos, NASA ukryła tam kartę SD z zapisanymi nazwiskami ponad 5,6 miliona osób wspierających misję.

    Od momentu startu Artemis II w sieci zaroiło się od nieoficjalnych i słabych jakościowo podróbek maskotki. Oficjalna dystrybucja ma ukrócić ten proceder, ale fani muszą uzbroić się w cierpliwość. Ze względu na harmonogramy produkcyjne, na wysyłkę zamówienia trzeba poczekać nawet do ośmiu tygodni. Zyski ze sprzedaży zasilą fundusz wspierający morale pracowników amerykańskiej agencji kosmicznej.

    Srebrny Glob jest już w Google Maps. Czy misja Artemis II i ludzie we wszechświecie mają jeszcze naukowy sens?

    #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #gadżetyKosmiczne #Kosmos #maskotkaRise #NASA #wskaźnikNieważkości
  4. Chip pamięci rodem z piekieł. Przetrwa na Wenus i we wnętrzu wulkanu

    Eksploracja najmniej przyjaznych miejsc we wszechświecie wymaga elektroniki, która nie ulegnie stopieniu po kilku minutach pracy.

    Standardowe układy scalone to urządzenia niezwykle wrażliwe na najmniejsze wahania temperatur. Międzynarodowy zespół badaczy stworzył jednak układ, który bez problemu przetwarza dane w temperaturze 700 stopni Celsjusza.

    Standardowe układy krzemowe, z których korzystamy na co dzień w naszych smartfonach czy laptopach, kapitulują już przy temperaturach, które dla domowego piekarnika są normą. W ekstremalnych warunkach ich misterne, wewnętrzne warstwy zaczynają się nagrzewać, topić i sklejać ze sobą. Prowadzi to do błyskawicznego zwarcia. Rozwiązaniem tego problemu okazał się nowy wynalazek – memrystor zdolny do pracy w warunkach, w których dosłownie topi się aluminium.

    Międzynarodowy wysiłek i atomowy przełom

    Opublikowana w prestiżowym czasopiśmie „Science” praca to owoc imponującej, międzynarodowej współpracy. Głównym autorem badania, który fizycznie zbudował ten niezwykły układ, jest Jian Zhao z University of Southern California (USC). W projekcie brali udział eksperci z wielu dziedzin, a pomiary i charakteryzacja materiałów to zasługa zespołu doktora Sabyasachiego Ganguliego z Air Force Research Laboratory (AFRL). Za analizy teoretyczne odpowiadała grupa z USC (między innymi Rajiv K. Kalia, Aiichiro Nakano, Priya Vashishta) oraz naukowcy z japońskiego Uniwersytetu Kumamoto (Fuyuki Shimojo). Całość prac koordynował z ramienia USC profesor J. Joshua Yang, a inżynierowie (w tym Qiangfei Xia, Miao Hu, Ning Ge) już powołali do życia startup TetraMem, by docelowo skomercjalizować tę technologię.

    Trzy warstwy i niezwykła fizyka

    Sekretem niesamowitej wytrzymałości jest unikalna, potrójna budowa nowego memrystora (urządzenia będącego hybrydą przechowującej informacje pamięci oraz procesora). Zamiast polegać na tradycyjnych strukturach, badacze sformowali mikroskopijną warstwową strukturę z ekstremalnych materiałów:

    • Góra: wolfram – metal charakteryzujący się najwyższą temperaturą topnienia ze wszystkich znanych nam pierwiastków (zaczyna topić się dopiero przy ponad 3400°C).
    • Środek: tlenek hafnu – materiał ceramiczny pełniący rolę solidnego izolatora.
    • Dół: grafen – siatka atomów węgla o grubości zaledwie jednej warstwy.

    Istotna dla sukcesu układu okazała się fizyka powierzchni. W tradycyjnych elementach ekstremalne ciepło sprawia, że materiały zaczynają płynąć i się przenikać. Tymczasem grafen i wolfram na poziomie atomowym po prostu się „nie lubią”. Odpychają się od siebie niczym woda i olej, a ta naturalna właściwość fizycznie blokuje możliwość powstania zwarcia, nawet gdy ciepło przekracza granice wytrzymałości aparatury testowej.

    Od wulkanów po kosmos

    Testowany w laboratorium prototyp pracował bez chwili wytchnienia przez pięćdziesiąt godzin. W tym czasie przetworzył ponad miliard operacji przy napięciu zaledwie 1,5 wolta, tkwiąc w piecu rozgrzanym do 700°C – bo wyższej temperatury nie potrafiła wygenerować sama aparatura badawcza zespołu.

    Zastosowanie takiej technologii otwiera przed nami zupełnie nowe horyzonty. Twórcy wierzą, że po ustandaryzowaniu produkcji ich urządzenia staną się sercem zaawansowanych sond. Sprzęt ten wreszcie będzie w stanie przetrwać w gęstej, toksycznej i morderczo gorącej atmosferze Wenus. Rewolucyjne chipy mogą także usprawnić systemy monitorujące wnętrza reaktorów jądrowych oraz ułatwić zarządzanie narzędziami używanymi podczas najgłębszych, geotermalnych odwiertów w głąb naszej własnej planety.

    Ten chip Wi-Fi przetrwa wewnątrz reaktora jądrowego. Przełomowa inżynieria z Japonii

    #eksploracjaKosmosu #elektronikaEkstremalna #grafen #inżynieriaMateriałowa #memrystor #pamięć #Science #technologieKosmiczne #wolfram
  5. Srebrny Glob jest już w Google Maps. Czy misja Artemis II i ludzie we wszechświecie mają jeszcze naukowy sens?

    Astronauci misji Artemis II bezpiecznie wrócili do domu. Oni wrócili, a w głowach pojawiają się pytania. Od ponad pięciu dekad polegamy na chłodnych, elektronicznych oczach robotów. Znamy już powierzchnię naszego naturalnego satelity niemal na pamięć.

    Załoga misji Artemis II przysłała na Ziemię niesamowite zdjęcia i pełne emocji relacje, ale w dobie wszechobecnych sond i laserowych skanerów rodzi się ważne pytanie: czy wysłanie człowieka to wciąż przełom naukowy, czy jedynie sprawna zagrywka wizerunkowa?

    To trochę tak, jakbyśmy wracali w miejsce, które znamy doskonale z wirtualnych map i satelitarnych zdjęć, ale dopiero gdy stajemy tam osobiście, zaczynamy je naprawdę rozumieć. Być może właśnie o to chodzi w Artemis II – nie o nowe, twarde dane z sensorów, ale o zupełnie nową perspektywę. Z matematycznego punktu widzenia to maszyny wygrywają w przedbiegach. Sondy, takie jak Lunar Reconnaissance Orbiter, krążą zaledwie 50 kilometrów nad powierzchnią, dostarczając obrazy o doskonałej wręcz szczegółowości. Astronauci statku Orion obserwowali ten sam teren z odległości ponad 6000 kilometrów.

    Przewaga ludzkiego umysłu nad maszyną

    Więc po co to wszystko? Odpowiedź kryje się w niezwykłych możliwościach naszej percepcji, których wciąż nie potrafimy zaprogramować w układach scalonych. Świadczą o tym wyjątkowe umiejętności, którymi astronauci wykazali się podczas lotu:

    • Błyskawiczna adaptacja: maszyna potrzebuje tygodni planowania, by zmienić obiektyw lub skierować czujniki na interesującą skałę. Człowiek robi to w ułamku sekundy, reagując na bieżąco na zmieniające się otoczenie.
    • Czułość na detale: oko astronauty potrafi w locie wyłapać subtelne przejścia barw. Załoga błyskawicznie zameldowała o specyficznych, zielonych i brązowych odcieniach wokół płaskowyżu Aristarchus, dając geologom gotowe wskazówki badawcze.
    • Naturalne poczucie przestrzeni: dzięki ludzkiemu refleksowi astronauci dostrzegli mikroskopijne błyski uderzających w powierzchnię mikrometeorytów, podając naukowcom na Ziemi bezcenny, przestrzenny kontekst zjawisk.

    Emocje ważniejsze niż suche fakty

    Eksperci nie ukrywają jednak, że pierwsze misje nowego programu mają do spełnienia jeszcze jeden, równie ważny cel. Jak przyznaje geolog planetarny Clive Neal, chodzi tu przede wszystkim o mocne „narzędzie PR-owe”. NASA chce ponownie rozbudzić w społeczeństwie ekscytację eksploracją wszechświata.

    To właśnie te budowane na nowo emocje – śledzenie relacji na żywo, słuchanie naturalnego zachwytu w głosach załogi i to jedno, epokowe ujęcie Wschodu Ziemi (patrz zdjęcie powyżej) – stanowią fundament pod przyszłe wyprawy. Prawdziwe, wstrząsające odkrycia naukowe nadejdą bowiem dopiero w okolicach 2028 roku, gdy ludzie z narzędziami w dłoniach znów postawią stopy na obcej ziemi.

    W kosmosie nie ma polityki ani technologii. Najbardziej ludzki moment misji Artemis II poruszył świat

    #ArtemisII #astronauci #astronomia #eksploracjaKosmosu #LRO #misjeZałogowe #NASA #naukaWKosmosie
  6. NASA optymalizuje wymogi dla SpaceX i Blue Origin. Wszystko po to, by zdążyć z lądowaniem na Księżycu w 2028 roku

    Podczas gdy statek Orion (misja Artemis II) radzi sobie w kosmosie doskonale, NASA ma inny, o wiele poważniejszy ból głowy: czym właściwie astronauci wylądują na powierzchni Księżyca?

    W najnowszym wywiadzie przedstawicielka agencji przyznała, że trwają intensywne prace nad uproszczeniem i optymalizacją wymagań dla lądowników tworzonych przez Elona Muska i Jeffa Bezosa.

    Obecnie architektura programu Artemis zakłada, że załoga dotrze na orbitę Księżyca w statku Orion, a stamtąd przesiądzie się do tzw. Human Landing System (HLS), czyli lądownika, który zabierze ich na samą powierzchnię. Kontrakty na budowę tych niezwykle skomplikowanych maszyn otrzymały dwie prywatne firmy: SpaceX (z modyfikowanym statkiem Starship) oraz Blue Origin (z lądownikiem Blue Moon). Problem w tym, że czas płynie nieubłaganie, a zaplanowane na 2028 rok lądowanie w ramach misji Artemis III wydaje się coraz trudniejsze do zrealizowania. Termin ten ma zresztą ogromne znaczenie geopolityczne – Stany Zjednoczone za wszelką cenę chcą wyprzedzić chińskie plany załogowego lądowania na Srebrnym Globie.

    Optymalizacja szans na sukces

    Jak ujawniła w rozmowie z serwisem Ars Technica Lori Glaze, szefowa programów głębokiej eksploracji w NASA, agencja poprosiła obie firmy o propozycje na przyspieszenie prac. Kluczowym postulatem okazało się odejście od sztywnego wymogu korzystania z bardzo trudnej i kosztownej paliwowo orbity NRHO (near-rectilinear halo orbit).

    Co to oznacza w praktyce? Pierwotnie lądowniki miały dokować do stacji Gateway właśnie na tej nietypowej, eliptycznej orbicie. SpaceX i Blue Origin zgodnie stwierdziły, że dotarcie tam, a następnie lądowanie i powrót, pożera potężne ilości cennego paliwa. NASA postanowiła rozważyć alternatywy. Jak przyznaje Glaze, agencja stara się zbalansować systemy, przenosząc część ciężaru manewrowego na statek Orion, odciążając tym samym komercyjne lądowniki.

    Uproszczone procedury na powierzchni

    Zmiany trajektorii to jednak nie wszystko. NASA przyznaje, że analizuje dostosowanie wymagań sprzętowych już na samej powierzchni Księżyca.

    Oznacza to potencjalną rezygnację z części zaawansowanych systemów komunikacji między lądownikiem a załogą, czy wręcz ograniczenie dystansu, na jaki astronauci będą mogli oddalić się od pojazdu. Krótko mówiąc: przeprojektowujemy architekturę i optymalizujemy ilość zabieranego sprzętu, by lądownik był gotowy na czas.

    Przed firmami kluczowe testy

    Napięty harmonogram wymaga szybkich działań. Przed SpaceX wciąż stoi ogromne wyzwanie, jakim jest przetestowanie przetaczania paliwa na orbicie (tzw. propellant transfer), co ma nastąpić jeszcze w tym roku. Z kolei Blue Origin szykuje się do lotu testowego bezzałogowego lądownika Blue Moon Mk. 1, który ma udowodnić, że systemy nawigacyjne firmy poradzą sobie z precyzyjnym lądowaniem w trudnym, księżycowym środowisku.

    Przedstawicielka NASA podkreśla, że obie firmy „traktują sprawę bardzo poważnie” i wykazują ogromne zaangażowanie, by zmieścić się w wyznaczonym na 2028 rok terminie. Pytanie jednak brzmi: jak wiele elementów architektury misji będzie musiała jeszcze dostosować NASA, by ten historyczny lot ostatecznie doszedł do skutku?

    Dlaczego Orion zamilkł na 41 minut? Technologia łączności już istnieje, ale nie dla NASA

    #ArtemisIII #BlueMoon #BlueOrigin #eksploracjaKosmosu #ElonMusk #JeffBezos #Księżyc #lądownikiKsiężycowe #NASA #politykaKosmiczna #SpaceX #Starship
  7. W kosmosie nie ma polityki ani technologii. Najbardziej ludzki moment misji Artemis II poruszył świat

    O tej historii od wczoraj rozpisują się największe światowe media, na czele z dziennikiem „The New York Times”. I trudno się temu dziwić. Wśród inżynieryjnego żargonu, politycznych wyścigów i testów potężnych rakiet, nagle zobaczyliśmy coś zupełnie innego. Dowódca misji Artemis II, znajdując się najdalej od Ziemi w historii załogowych lotów, złożył wyjątkowy hołd swojej zmarłej żonie.

    Są w eksploracji kosmosu momenty, w których cała ta niewyobrażalna technologia, budżety i narodowe ambicje nagle schodzą na drugi plan. Zamiast nich na pierwszym miejscu pojawia się człowiek, jego historia, kruchość i tęsknota. Taki właśnie moment przeżyliśmy podczas misji Artemis II, gdy statek Orion przemierzał mrok po niewidocznej stronie Srebrnego Globu.

    Ziemia z perspektywy straty

    Reid Wiseman, dowódca misji Artemis II, to weteran i twardy profesjonalista, na którego barkach spoczywa odpowiedzialność za cały historyczny lot. Jednak prywatnie to również człowiek, który przeszedł niewyobrażalną tragedię. W 2020 roku, po wyczerpującej walce z chorobą, zmarła jego żona, Carroll Wiseman.

    Znajdując się w najdalszym punkcie od naszej planety, w miejscu, z którego nikt wcześniej nie spoglądał na Ziemię, Wiseman postanowił przypomnieć o kobiecie swojego życia. Decyzja o nieoficjalnym nazwaniu jednego z mijanych kraterów księżycowych imieniem Carroll to gest, który natychmiast stał się symbolem. Zderzenie kosmicznej pustki, miliona linijek kodu i najwyższych osiągnięć inżynierii z intymną tęsknotą jednego człowieka to obraz, który uderza mocniej niż jakikolwiek techniczny sukces tej misji. To prawdopodobnie najbardziej samotny pomnik, jaki kiedykolwiek zbudowano z miłości.

    The Artemis II crew named a lunar crater after Commander Reid Wiseman's late wife, Carroll. What a beautiful and touching moment.

    I'm not crying, you're crying 🤧 pic.twitter.com/3D1qgxK0jB

    — Jenny Hautmann (@JennyHPhoto) April 6, 2026

    Dlaczego ta historia tak na nas działa?

    Temat, który wczoraj przebił się do głównego nurtu mediów, błyskawicznie obiegł świat. W komentarzach pod wpisami w mediach społecznościowych nie dyskutuje się już o przepustowości łącz, politycznych barierach czy specyfikacji technicznej Oriona. Ludzie dzielą się wzruszeniem, uświadamiając sobie, jak bardzo potrzebowali takiego ludzkiego akcentu w całej tej technologicznej machinie.

    Loty kosmiczne zawsze były świadectwem ludzkiego geniuszu, ale historia Reida Wisemana przypomina, że to, co napędza nas do przekraczania kolejnych granic, to nie tylko matematyka i inżynieria. Nawet lecąc na Księżyc, zamknięci w kapsule ze stali i tytanu, najważniejsze rzeczy wciąż zabieramy ze sobą w sercu.

    NASA chwali się zdjęciami z kosmosu. Tak Ziemię uwiecznił m.in. iPhone 17 Pro Max [galeria]

    #ArtemisII #astronauci #eksploracjaKosmosu #Księżyc #NASA #ReidWiseman #theNewYorkTimes #wzruszająceHistorie
  8. Sprzeczne sygnały z Białego Domu. Trump chce potężnych cięć w budżecie NASA tuż po starcie misji Artemis II

    Zaledwie dwa dni po tym, jak astronauci po raz pierwszy od ponad pół wieku ruszyli w stronę Księżyca, administracja Donalda Trumpa opublikowała nowy plan budżetowy dla NASA. Zakłada on cięcia na poziomie 23 procent. Pod topór mają pójść programy naukowe i stara infrastruktura, a wszystko w imię szybszej komercjalizacji kosmosu.

    Propozycja budżetowa na rok fiskalny 2027 to mocne uderzenie. Biały Dom wnioskuje o przyznanie NASA 18,8 miliarda dolarów, co oznacza spadek o 5,6 miliarda w stosunku do roku ubiegłego. Dokument tłumaczy te radykalne posunięcia chęcią rezygnacji z „niepotrzebnych i przepłaconych działań” oraz skupieniem się na absolutnym priorytecie: lądowaniu ludzi na Księżycu przed końcem kadencji prezydenta oraz budowie tamtejszej bazy.

    Księżyc zostaje, nauka idzie pod topór

    Nowy administrator NASA, Jared Isaacman, musi teraz publicznie bronić tych decyzji. W wydanym oświadczeniu podkreśla, że budżet promuje „utrzymanie amerykańskiego przywództwa w głębokim kosmosie” oraz rozwój innowacji.

    W praktyce oznacza to, że program Artemis otrzyma 8,5 miliarda dolarów. Pieniądze te zostaną wpompowane w komercyjne lądowniki, skafandry i łaziki. Ceną za ten księżycowy pośpiech jest jednak znaczne okrojenie programów badawczych. Budżet na naukę ma zostać zmniejszony o połowę (spadek o 3,4 miliarda dolarów), co oznacza anulowanie ponad 40 misji o „niskim priorytecie” – w tym de facto ostateczny koniec kosztownego programu Mars Sample Return (sprowadzenia próbek z Czerwonej Planety). Przedstawiciele The Planetary Society już nazwali te cięcia zagrożeniem dla amerykańskiego przywództwa w naukach o kosmosie.

    Koniec z SLS i Orionem?

    Niezwykle ciekawie zapowiada się również przyszłość samej logistyki. Biały Dom otwarcie wzywa do znalezienia „komercyjnych zamienników” dla gigantycznej rakiety SLS oraz statku Orion. Administracja uważa je za mało opłacalne w kontekście budowy bazy księżycowej.

    NASA ma w planach wykorzystać rakietę SLS jeszcze kilka razy (prawdopodobnie do misji Artemis V), ale sam Isaacman nie ukrywa, że agencja chce docelowo przejść na rozwiązania komercyjne. Do gry wkrótce wejdą tacy giganci jak SpaceX ze statkiem Starship czy Blue Origin z rakietą New Glenn, a NASA zamierza rozpocząć poszukiwania prywatnych przewoźników dla swoich astronautów już w 2027 roku.

    Co ciekawe, administracja planuje również uciąć finansowanie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) o 1,1 miliarda dolarów, trzymając się sztywno planu jej deorbitacji w 2030 roku. Jest to wyraźny prztyczek w nos dla części Kongresu, która forsuje wydłużenie życia stacji do 2032 roku.

    Wszystko wskazuje na to, że przed nami długa batalia polityczna. W zeszłym roku podobne propozycje cięć spotkały się z twardym oporem i ostatecznie zostały odrzucone. Niezależnie od wyniku głosowań, wizja NASA wyraźnie ewoluuje – z agencji budującej własne rakiety staje się ona powoli inwestorem kupującym bilety u prywatnych przewoźników.

    „Houston, mamy problem z pocztą”. Aplikacja Microsoft Outlook popsuła się w kosmosie

    #ArtemisII #budżet #DonaldTrump #eksploracjaKosmosu #JaredIsaacman #NASA #politykaKosmiczna #SLS #SpaceX #statekOrion
  9. Punkt bez powrotu. Misja Artemis II opuściła orbitę Ziemi i leci w stronę Księżyca

    To już oficjalne. Po pomyślnym, trwającym niemal 6 minut odpaleniu głównych silników statku Orion, czworo astronautów misji Artemis II weszło na trajektorię, z której nie ma już odwrotu. Po raz pierwszy od ponad pół wieku ludzkość wyruszyła w głęboki kosmos.

    Mniej więcej trzy czwarte żyjącej obecnie populacji Ziemi nigdy nie widziało na własne oczy (nawet na ekranach telewizorów) momentu, w którym ludzie opuszczają niską orbitę okołoziemską. Ostatni taki manewr miał miejsce w 1972 roku podczas misji Apollo 17. Teraz historia dzieje się na nowo.

    Manewr „translunar injection” (TLI) polegał na precyzyjnym odpaleniu głównego silnika na 5 minut i 50 sekund, co nadało statkowi Orion odpowiednią prędkość, by wyrwać się z objęć ziemskiej grawitacji. Zanim podjęto tę kluczową decyzję, załoga (Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen) spędziła niezwykle intensywny dzień na orbicie, rygorystycznie testując systemy podtrzymywania życia i ręcznego sterowania (nie wszystko poszło jak trzeba, Outlook się wysypał, o czym pisałam wcześniej).

    Jak poinformował Howard Hu, kierownik programu Orion ze strony NASA, wszystkie 24 silniki manewrowe spisały się bez zarzutu, a statek reagował na polecenia pilota lepiej, niż zakładały to symulacje. Sukces ten to gigantyczny krok dla całej inicjatywy Artemis. Orion zbliży się do powierzchni Księżyca już w najbliższy poniedziałek, a powrót i wodowanie na Oceanie Spokojnym zaplanowano na 10 kwietnia.

    #ArtemisII #astronomia #eksploracjaKosmosu #Księżyc #lotyZałogowe #NASA #programArtemis #statekOrion
  10. Artemis II leci na Księżyc, z nim iPhone’y – trudno o lepsze świętowanie jubileuszu Apple

    Czekaliśmy na to ponad pół wieku. 2 kwietnia krótko po północy polskiego czasu najpotężniejsza rakieta w historii NASA wyniosła czworo astronautów w kierunku Księżyca.

    Misja Artemis II to nie tylko powrót ludzkości w głęboki kosmos po 54 latach przerwy, ale też – co zauważyli bystrzy fani nowych technologii – nieoficjalne, iście kosmiczne obchody 50. urodzin Apple.

    New iPhones are being packed into the suits of the Artemis II Crew!

    There is something very familiar about the iPhone look that will make the Moon feel accessible, we are literally going to see the lunar surface through the same lens we use to capture our own lives every day. pic.twitter.com/sDDM5NSRMX

    — Owen Sparks (@OwenSparks) April 1, 2026

    Ziemia drży, Orion leci w kosmos

    Start nastąpił dokładnie o 00:35 czasu polskiego (środa, 18:35 czasu wschodniego) z historycznego kompleksu startowego 39B w Centrum Kosmicznym im. Kennedy’ego na Florydzie. Potężna rakieta Space Launch System (SLS) o wysokości 98 metrów wygenerowała 39,1 miliona niutonów ciągu, oficjalnie przyćmiewając legendarne maszyny Saturn V z programu Apollo.

    Na szczycie tej imponującej konstrukcji, wewnątrz statku Orion, zasiadła czteroosobowa załoga:

    • Reid Wiseman (50 lat) – dowódca misji, kapitan Marynarki Wojennej USA.
    • Victor Glover – pilot statku.
    • Christina Koch – specjalistka misji.
    • Jeremy Hansen – kanadyjski astronauta, reprezentujący Kanadyjską Agencję Kosmiczną (CSA).

    Zaledwie kilka minut po starcie, przelatując nad Oceanem Atlantyckim, dowódca zameldował z kokpitu z niesamowitym spokojem: „Mamy piękny wschód Księżyca. Zmierzamy prosto na niego”.

    Kosmiczny jubileusz z nadgryzionym jabłkiem

    Start Artemis II zbiega się z wyjątkową datą dla branży technologicznej. Równo 50 lat temu, 1 kwietnia 1976 roku, Steve Jobs i Steve Wozniak założyli firmę Apple. Jak zauważają rozemocjonowani komentatorzy na platformie X (w tym m.in. znany obserwator branży Owen Sparks), trudno o lepsze uświetnienie tego jubileuszu.

    Na pokładzie statku kosmicznego zmierzającego w stronę Księżyca znalazły się urządzenia z iOS – w tym iPhone’y i iPady. Technologie konsumenckie Apple już wcześniej brały udział w testach interfejsów (np. w ramach projektu Callisto podczas bezzałogowej misji Artemis I), a dziś na dobre wpisały się w krajobraz współczesnej eksploracji kosmosu. Choć Orion posiada klasyczne, fizyczne kontrolery dla pilota, integracja nowoczesnych tabletów i smartfonów pomaga astronautom w komunikacji i zarządzaniu zadaniami w sposób, o jakim w czasach misji Apollo mogliśmy tylko czytać w literaturze science fiction.

    Dziewięć dni, które przejdą do historii

    Warto podkreślić, że Artemis II to misja testowa i załoga nie wyląduje jeszcze na Srebrnym Globie (to zadanie powierzono misji Artemis IV w 2028 roku). Astronauci wykonają przelot wokół Księżyca, testując systemy transportowe i podtrzymywania życia.

    Oto kluczowe liczby i etapy tej misji:

    • 406 840 km od Ziemi – na taką odległość odlecą astronauci. Nastąpi to w poniedziałek, 6 kwietnia. Nikt w dotychczasowej historii ludzkości nie znalazł się tak daleko od naszej planety.
    • Niewidoczna strona Księżyca – załoga zobaczy na własne oczy obszary, które dotąd eksplorowały głównie roboty i sondy. Będą weryfikować „gołym okiem” to, co dotychczas widzieliśmy tylko na zdjęciach z satelitów.
    • Ręczne sterowanie – pilot Victor Glover ręcznie poprowadzi statek Orion, zbliżając się do odrzuconego górnego stopnia rakiety SLS na odległość zaledwie 10 metrów, w celu przetestowania zwrotności i reakcji statku.
    • Prędkość wejścia: 40 000 km/h – wykorzystując asystę grawitacyjną Księżyca, Orion rozpędzi się do około 11 kilometrów na sekundę, zanim uderzy w ziemską atmosferę.
    • 10 kwietnia – tego dnia planowane jest wodowanie u wybrzeży Kalifornii.

    Stawka wyższa niż kiedykolwiek

    Dla NASA, która przez dwie dekady zainwestowała w program Artemis blisko 100 miliardów dolarów, ten start to ostateczny sprawdzian technologiczny. Agencja znajduje się w otwartym wyścigu kosmicznym z Chinami, a powodzenie obecnego lotu szeroko otwiera drzwi dla planowanych lądowników księżycowych od firm Elona Muska (SpaceX) i Jeffa Bezosa (Blue Origin).

    Klamka zapadła. Era powrotu na Księżyc rozpoczęła się na naszych oczach.

    #50UrodzinyApple #Apple #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #iPhoneWKosmosie #Księżyc #NASA #SpaceLaunchSystem #statekOrion #steveJobs
  11. Księżycowa katapulta od SpaceX. Elon Musk pokazuje, jak zrewolucjonizować transport surowców w kosmosie

    Kiedy Elon Musk wrzuca do sieci trzyipółminutowe wideo z krótkim dopiskiem „Mass drivers on the Moon!”, można być pewnym jednego: inżynierowie SpaceX właśnie wzięli na warsztat kolejną koncepcję rodem z twardego science fiction.

    Wizja budowy potężnych elektromagnetycznych wyrzutni na Srebrnym Globie to jednak nie tylko efektowna animacja. To pragmatyczny, oparty na bezlitosnych prawach fizyki plan na to, jak tanio i skutecznie eksploatować kosmos.

    Najnowszy materiał wideo udostępniony przez SpaceX i samego Muska na platformie X (dawniej Twitter) rozbudza wyobraźnię. Widzimy na nim koncepcję tak zwanego „mass drivera”, czyli potężnej, napędzanej elektromagnetycznie katapulty, zlokalizowanej na powierzchni Księżyca. Jej zadanie jest proste, ale fundamentalne dla przyszłości podboju kosmosu: wystrzeliwanie ładunków na orbitę bez użycia ani jednej kropli paliwa rakietowego.

    Mass drivers on the Moon!
    pic.twitter.com/fqMVuYwEi9

    — Elon Musk (@elonmusk) March 22, 2026

    Fizyka sprzyja odważnym. Dlaczego Księżyc?

    Aby zrozumieć, dlaczego SpaceX w ogóle zaprząta sobie głowę budową gigantycznych torów magnetycznych na innym ciele niebieskim, trzeba spojrzeć na warunki panujące na Srebrnym Globie. Księżyc to absolutnie idealne miejsce dla tego typu infrastruktury.

    Po pierwsze, grawitacja jest tam sześciokrotnie słabsza niż na Ziemi. Po drugie, i najważniejsze – Księżyc nie posiada gęstej atmosfery. Oznacza to brak oporu powietrza. Na Ziemi wystrzelenie ładunku z ogromną prędkością tuż nad powierzchnią gruntu skończyłoby się jego natychmiastowym spaleniem w wyniku tarcia (nie wspominając o potężnym gromie dźwiękowym). Na Księżycu? Ładunek może bez problemu rozpędzić się na długim, magnetycznym torze do pierwszej prędkości kosmicznej i gładko wejść na orbitę.

    Kawałek większej, surowcowej układanki

    Wideo opublikowane przez Muska to nie sztuka dla sztuki. Budowa „mass drivera” idealnie wpisuje się w szerszą strategię SpaceX oraz programów takich jak Artemis.

    Przyszłe bazy księżycowe będą musiały wydobywać lokalne surowce – lód wodny (do produkcji tlenu i wodoru), regolit do budowy habitatów czy cenne minerały (np. hel-3). Wynoszenie tych zasobów na orbitę księżycową za pomocą tradycyjnych rakiet byłoby skrajnie nieopłacalne, bo wymagałoby ciągłego dostarczania paliwa z Ziemi. Elektromagnetyczna katapulta rozwiązuje ten problem. Zasilana z ogromnych farm paneli słonecznych, może strzelać w kosmos tonami urobku, który następnie trafi do orbitalnych stacji przesiadkowych lub posłuży do tankowania statków Starship lecących w stronę Marsa.

    Oczywiście, to co pokazał Elon Musk, to na razie tylko (i aż) efektowny render. Zbudowanie kilometrowych torów magnetycznych w warunkach ekstremalnych różnic temperatur i wszechobecnego, niszczącego sprzęt pyłu księżycowego, to wyzwanie inżynieryjne najwyższej próby. Zanim w ogóle o tym pomyślimy, SpaceX musi najpierw dowieźć na Księżyc ciężki sprzęt, a do tego posłużą specjalne, księżycowe wersje Starshipa.

    Jeśli jednak firma z Hawthorne w ciągu ostatnich lat udowodniła nam cokolwiek, to to, że potrafi zamieniać szalone wizje w latający sprzęt szybciej, niż ktokolwiek zakładał. Katapulty na Księżycu przestały być domeną pisarzy science fiction – właśnie trafiły na deski kreślarskie jednej z najpotężniejszych firm kosmicznych świata.

    Elon Musk łączy SpaceX i xAI. Plan? Milion „latających serwerowni” i budowa „czującego słońca”

    #bazaNaKsiężycu #eksploracjaKosmosu #ElonMusk #górnictwoKosmiczne #katapultaElektromagnetyczna #Księżyc #MassDriver #NASAArtemis #SpaceX #Starship #wyrzutniaMagnetyczna
  12. Kosmiczne górnictwo nabiera kształtów. TransAstra chce łapać asteroidy w gigantyczne worki

    Brzmi to jak scenariusz filmu science fiction, ale amerykańska firma TransAstra traktuje ten pomysł śmiertelnie poważnie.

    Startup z Los Angeles opracował plan lotu do niewielkiej asteroidy, zamknięcia jej w potężnym nadmuchiwanym worku i odholowania w bezpieczne miejsce, gdzie posłuży jako źródło cennych surowców.

    Wstrząsające wyznania szefów misji Artemis II. Powrót na Srebrny Glob budzi obawy

    Przedstawiciele firmy poinformowali właśnie, że anonimowy klient zgodził się sfinansować studium wykonalności misji o nazwie „New Moon”. Celem operacji jest przechwycenie obiektu wielkości domu o masie około 100 ton. Docelowo TransAstra chce zebrać dziesiątki, a później setki takich niewielkich asteroid i przetransportować je do punktu libracyjnego L2 układu Ziemia-Słońce, oddalonego o półtora miliona kilometrów od naszej planety. Ma tam powstać zrobotyzowana placówka badawczo-rozwojowa, zajmująca się przetwarzaniem materiałów i produkcją bezpośrednio na orbicie.

    Kosmiczna baza surowcowa

    Dyrektor generalny TransAstra, Joel Sercel, wskazuje, że w zasięgu zrobotyzowanych statków wielokrotnego użytku znajduje się obecnie nawet 250 potencjalnych celów o średnicy do 20 metrów. Pozyskiwanie surowców bezpośrednio w przestrzeni ma drastycznie obniżyć koszty przyszłych misji, eliminując konieczność wynoszenia ciężkich materiałów i paliwa z powierzchni Ziemi.

    Firma celuje przede wszystkim w dwa typy obiektów. Asteroidy klasy C mają stanowić bogate źródło wody, która po rozbiciu na wodór i tlen posłuży do produkcji paliwa rakietowego. Z kolei obiekty klasy M dostarczą metali niezbędnych do budowy infrastruktury, takiej jak panele słoneczne czy osłony przeciwradiacyjne dla załogowych statków.

    Technologia przetestowana na stacji ISS

    Koncepcja pakowania kosmicznych skał do ogromnych worków może wydawać się nieco abstrakcyjna, ale technologia ta ma już za sobą pierwsze, bardzo udane testy. Jesienią ubiegłego roku metrowy prototyp wykonany z wytrzymałych laminatów trafił na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Astronauci umieścili go w śluzie powietrznej Bishop, gdzie mechanizm z powodzeniem otwierał się i zamykał w warunkach próżni oraz mikrograwitacji.

    Sukces ten przyciągnął uwagę amerykańskiej administracji. TransAstra otrzymała od NASA kontrakt o wartości 2,5 miliona dolarów na powiększenie systemu łapiącego do średnicy 10 metrów. Fundusze te, połączone z równowartościowym wkładem od prywatnych inwestorów, pozwolą na znaczne przyspieszenie prac nad pełnowymiarowym wariantem innowacyjnego łapacza.

    Górnictwo w ułamku dotychczasowych kosztów

    Jeśli studium wykonalności, które ma zakończyć się w maju, przyniesie pozytywne rezultaty, a projekt zdobędzie pełne finansowanie, pierwsza misja do asteroidy mogłaby wystartować już na przełomie 2028 i 2029 roku. To niezwykle ambitny plan, zwłaszcza w zderzeniu z dotychczasowymi osiągnięciami w tej dziedzinie. Głośna misja badawcza OSIRIS-REx, która w 2023 roku dostarczyła na Ziemię zaledwie 121 gramów materiału z asteroidy Bennu, pochłonęła łącznie ponad miliard dolarów.

    TransAstra zamierza sprowadzić sto ton surowca za ułamek tej kwoty. Przedstawiciele startupu szacują koszty pierwszej misji na kilkaset milionów dolarów. Brzmi to niemal nieprawdopodobnie, ale analitycy branżowi podkreślają, że właśnie takich inżynieryjnych i finansowych przełomów potrzebuje ludzkość, aby realnie rozpocząć przemysłową eksplorację Układu Słonecznego.

    Kosmiczny przełom. Ludzkość po raz pierwszy w historii zmieniła orbitę asteroidy wokół Słońca

    #eksploracjaKosmosu #JoelSercel #kosmiczneGórnictwo #łapanieAsteroid #misjaNewMoon #NASACaptureBag #OSIRISREx #punktL2 #surowceWKosmosie #TransAstra
  13. Poczuj się jak w centrum dowodzenia w Houston. NASA pozwoli śledzić załogową misję Artemis II na żywo (nawet w AR)

    Misja Artemis II zbliża się wielkimi krokami. Już niedługo czteroosobowa załoga wsiądzie do statku Orion, by odbyć historyczny, 10-dniowy lot wokół Księżyca.

    Jeśli zawsze marzyliście, by usiąść za konsoletą w centrum kontroli lotów, NASA właśnie dała Wam do tego świetne narzędzie. Lot będzie można śledzić w czasie rzeczywistym, a nawet „zobaczyć” statek na niebie dzięki rozszerzonej rzeczywistości.

    Amerykańska agencja kosmiczna uruchomiła projekt o nazwie AROW (Artemis Real-time Orbit Website). To specjalna platforma internetowa i funkcja w oficjalnej aplikacji mobilnej NASA, która udostępni zwykłym zjadaczom chleba surowe dane telemetryczne prosto z czujników statku Orion. Transmisja danych rozpocznie się zaledwie minutę po starcie rakiety i potrwa aż do powrotu załogi na Ziemię.

    Śledź statek Orion we własnym telefonie

    Za pomocą strony internetowej (nasa.gov/trackartemis) każdy będzie mógł na żywo podejrzeć aktualną pozycję statku w przestrzeni kosmicznej. System wyświetli kluczowe parametry: dokładną odległość od Ziemi, dystans od Księżyca, czas trwania misji oraz prędkość. Na interaktywnej mapie naniesiono też punkty orientacyjne, w tym historyczne miejsca lądowań misji Apollo.

    Najciekawiej zapowiada się jednak wersja mobilna (dostępna w darmowej aplikacji NASA). Wyposażono ją w funkcję śledzenia w rozszerzonej rzeczywistości (AR). Po krótkiej kalibracji smartfona, aplikacja nałoży na obraz z aparatu specjalne wskaźniki. Wystarczy podnieść telefon i skierować go w niebo, by zobaczyć, gdzie dokładnie względem naszej pozycji na Ziemi znajduje się w danej chwili pędzący statek Orion. Funkcja AR ruszy około trzy godziny po starcie, gdy statek oddzieli się od górnego stopnia rakiety.

    Gratka dla programistów i domowych astronomów

    NASA nie zapomniała też o największych geekach. Platforma AROW będzie udostępniać tzw. wektory stanu i efemerydy (dane o dokładnej trajektorii i ruchu statku) w formie plików do pobrania.

    Co to oznacza w praktyce? Jeśli potrafisz programować, możesz pobrać te dane i stworzyć własną aplikację do śledzenia lotu, model fizyczny, albo animację 3D. A jeśli dysponujesz zaawansowanym, skomputeryzowanym teleskopem, dane te pozwolą Ci idealnie wycelować sprzęt w niebo, by spróbować samodzielnie „ustrzelić” Oriona przemykającego na tle gwiazd.

    Lot Artemis II to pierwszy załogowy krok w kierunku powrotu ludzkości na powierzchnię Księżyca, a docelowo – lotu na Marsa. Dzięki nowym narzędziom NASA, ten historyczny moment będziemy mogli śledzić z niespotykaną dotąd dokładnością.

    Kolejny cios dla Boeinga. NASA traci cierpliwość i anuluje ważny element księżycowej rakiety

    #aplikacjaNASAAR #AROWNASA #astronomia #eksploracjaKosmosu #lotNaKsiężyc2026 #NASAArtemisII #powrótNaKsiężyc #śledzenieLotówKosmicznych #statekOrion
  14. Kolejny cios dla Boeinga. NASA traci cierpliwość i anuluje ważny element księżycowej rakiety

    Koszmar wizerunkowy i finansowy Boeinga trwa w najlepsze. Po głośnej aferze ze statkiem Starliner, który uwięził astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej na dziewięć miesięcy, NASA zadaje firmie kolejny bolesny cios.

    Z powodu gigantycznych opóźnień i przekroczenia budżetu agencja rezygnuje z kluczowego elementu rakiety księżycowej, za który miał odpowiadać amerykański gigant.

    Relacje na linii Boeing – NASA są obecnie napięte do granic możliwości. Najnowsze doniesienia wskazują, że amerykańska agencja kosmiczna postanowiła znacząco przebudować swój flagowy program księżycowy Artemis, a główną ofiarą tych zmian jest wart 3,2 miliarda dolarów kontrakt podpisany z Boeingiem w 2022 roku.

    Kasa płynie, postępów brak

    Sprawa dotyczy potężnego, górnego stopnia rakiety (Exploration Upper Stage – EUS), który miał być sercem zmodernizowanej wersji ogromnej rakiety SLS (Block 1B). Ten zaawansowany element miał być wyposażony w większe zbiorniki paliwa i cztery potężne silniki RL10, co miało umożliwić transport cięższych ładunków i załogi na Księżyc w późniejszych fazach programu.

    Problem w tym, że projekt zamienił się w finansową studnię bez dna. Raport biura audytorskiego NASA wykazał, że koszty stworzenia samego stopnia EUS drastycznie wymknęły się spod kontroli – z początkowo szacowanych 982 milionów dolarów w 2017 roku, kwota ta urosła do prognozowanych 2,8 miliarda dolarów. Co gorsza, termin oddania sprzętu przesunął się z 2021 na 2027 rok, co bezpośrednio zagrażało harmonogramowi misji Artemis 4.

    NASA wybiera alternatywę

    Agencja powiedziała wreszcie „dość”. Zdecydowano się anulować kosztowną aktualizację rakiety do wersji Block 1B i pozostać przy jej obecnej, sprawdzonej konfiguracji. Ten ruch ma pozwolić na utrzymanie szybszego tempa lotów, ale oznacza również wyrzucenie do kosza całego projektu EUS od Boeinga.

    Według nieoficjalnych informacji agencji Bloomberg, NASA zamierza zastąpić rozwiązanie Boeinga górnym stopniem Centaur V (pochodzącym z rakiety Vulcan), produkowanym przez United Launch Alliance (ULA). Sytuacja jest o tyle ironiczna, że ULA to spółka joint venture należąca po połowie do… Boeinga i Lockheed Martin. Mimo to, odcięcie od wyłącznego kontraktu to dla Boeinga potężny cios finansowy (wymuszający dzielenie się zyskami) i kolejna rysa na reputacji.

    Utracone zaufanie

    Odstawienie Boeinga na boczny tor w programie Artemis dobitnie pokazuje, że problemy firmy sięgają znacznie głębiej niż tylko nieudane loty komercyjne na ISS. Amerykański gigant lotniczy będzie musiał wykonać tytaniczną pracę, aby odbudować zaufanie NASA i udowodnić, że wciąż potrafi być wiarygodnym, strategicznym partnerem w podboju kosmosu. Szczególnie że w tle cały czas pręży muskuły SpaceX, które jest gotowe przejąć każdy ułamek kosmicznego tortu. Zatem Boeing na Księżyc nie poleci – ale Apple, owszem

    iPhone oficjalnie leci na Księżyc. NASA kończy z biurokracją i wpuszcza nowoczesne smartfony na pokład Artemis

    #BoeingNASA #eksploracjaKosmosu #EUS #ExplorationUpperStage #misjaNaKsiężyc #opóźnieniaBoeing #programArtemis #rakietaSLS #statekStarliner #UnitedLaunchAlliance
  15. Niespodziewana decyzja NASA. Lot na Księżyc opóźniony, rakieta SLS wraca do hangaru

    Kosmos nie wybacza pośpiechu, a inżynieria rakietowa to jazda bez trzymanki.

    W sobotę 21 lutego światowe media obiegła informacja o wyznaczeniu daty historycznego startu misji Artemis II na 6 marca. Dzień później NASA gasi ten entuzjazm: marcowy start jest nieaktualny, astronauci wychodzą z kwarantanny, a stumetrowa rakieta musi zostać wycofana z wyrzutni.

    Gdy w czwartek inżynierowie w Centrum Kosmicznym im. Kennedy’ego na Florydzie z powodzeniem zakończyli testy tankowania, pokonując ciągnące się miesiącami problemy z wyciekami wodoru, w NASA zapanowała euforia. Optymizm trwał jednak zaledwie kilkadziesiąt godzin. Zamiast odliczania do startu, mamy kolejny problem techniczny i decyzję o powrocie rakiety do budynku montażowego (tzw. procedura rollback).

    Artemis II: wodór znów dyktuje warunki. Dlaczego powrót na Księżyc może poczekać do marca?

    Po wodorze przyszedł czas na hel

    Jak wynika z najnowszego, oficjalnego komunikatu NASA opublikowanego 22 lutego, zespół napotkał problem z przepływem helu do górnego stopnia rakiety. Usterka okazała się na tyle problematyczna, że jej dokładne zdiagnozowanie i bezpieczna naprawa na otwartej platformie startowej są niemożliwe.

    Decyzja mogła być tylko jedna. Najwcześniej we wtorek, 24 lutego (o ile pozwoli na to pogoda), potężna rakieta Space Launch System (SLS) ze statkiem Orion na szczycie wyruszy w powolną, wielogodzinną podróż z powrotem do legendarnego hangaru Vehicle Assembly Building (VAB). Decyzję o przeniesieniu rakiety przyspieszyły również prognozy zapowiadające silne wiatry nad Space Coast – już 21 lutego podjęto prewencyjne kroki polegające na demontażu platform roboczych wokół maszyny.

    Kwarantanna przerwana, marzec nieaktualny

    Dla fanów eksploracji kosmosu najsmutniejszym fragmentem komunikatu NASA jest informacja o załodze. Czwórka astronautów (Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen), która w piątek rozpoczęła rygorystyczną, przedstartową kwarantannę medyczną, została z niej oficjalnie zwolniona i pozostaje w Houston.

    To ostatecznie grzebie szanse na start 6 marca. Jak twierdzi NASA, szybka decyzja o cofnięciu rakiety do VAB ma na celu uratowanie chociaż okienka startowego w kwietniu. Wszystko zależy jednak od tego, co inżynierowie znajdą po dokładnych oględzinach w hangarze i jak długo potrwa naprawa systemu helowego.

    Historyczny lot, w którym ludzie mają okrążyć Księżyc po raz pierwszy od ponad 50 lat, musi jeszcze trochę poczekać. Lepiej jednak opóźnić misję o kilka tygodni na Ziemi, niż zmagać się z usterką górnego stopnia rakiety w drodze na Srebrny Glob. W nadchodzących dniach NASA ma zorganizować specjalną konferencję prasową, na której poznamy nowy harmonogram misji Artemis II.

    #ArtemisIIOpóźnienie #astronauciArtemis #eksploracjaKosmosu #kiedyStartArtemis2 #misjaNaKsiężyc #NASA #rakietaSLSRollback #VAB #wyciekHeluSLS
  16. Księżyc w 2028, atom i koniec ISS. Trump stawia zadania nowemu szefowi NASA

    Ledwo Jared Isaacman – miliarder, prywatny astronauta i dowódca misji Polaris – został zaprzysiężony na nowego administratora NASA, a już dostał na biurko listę zadań, która brzmi jak scenariusz filmu science-fiction.

    Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które wyznacza twardy kurs: lądowanie na Srebrnym Globie ma nastąpić za trzy lata, a zaraz potem Amerykanie mają tam postawić reaktory jądrowe.

    Jak donosi Eric Berger z Ars Technica, dokument zatytułowany „Ensuring American Space Superiority” (Zapewnienie amerykańskiej przewagi w kosmosie) nie pozostawia złudzeń. Nowa administracja chce szybkich sukcesów i pełnego oparcia się na sektorze prywatnym. Isaacman, który sam wywodzi się z komercyjnego rynku kosmicznego (i blisko współpracuje ze SpaceX), wydaje się idealnym wykonawcą tej woli.

    2028: termin ostateczny?

    Najważniejszym punktem jest powrót Amerykanów na Księżyc do 2028 roku w ramach programu Artemis. To niezwykle ambitny, wręcz karkołomny termin, biorąc pod uwagę obecne opóźnienia w budowie lądownika (Starship HLS) i skafandrów.

    Isaacman dostał 90 dni na przedstawienie planu, jak tego dokonać i jak naprawić obecne problemy programu. Możemy się spodziewać trzęsienia ziemi w kontraktach i przyspieszenia prac nad Human Landing System.

    Atomowa baza i koniec ISS

    Jeszcze ciekawiej robi się dalej. Rozporządzenie zakłada:

    • Reaktory jądrowe na Księżycu: do 2030 roku ma być gotowy do wystrzelenia reaktor powierzchniowy. To jasny sygnał, że USA myślą o stałej obecności i zasilaniu bazy, a nie tylko o „wbiciu flagi”.
    • Księżycowy przyczółek: do 2030 roku mają powstać elementy stałej bazy (na powierzchni lub na orbicie).
    • Koniec ISS: potwierdzono plan deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2030 roku. Jej następcami mają być wyłącznie stacje komercyjne.

    Mars? Może kiedyś

    Co ciekawe, w dokumencie praktycznie zniknął temat załogowej misji na Marsa. Czerwona Planeta jest wspomniana tylko jako odległy cel. Źródła Ars Technica sugerują, że Donald Trump stracił zainteresowanie Marsem, gdy dowiedział się, że lądowanie nie jest możliwe podczas jego kadencji. Priorytetem stał się więc Księżyc, który jest „w zasięgu”.

    Koniec biurokracji, czas na biznes

    Nowa polityka kładzie ogromny nacisk na „lean procurement” – czyli odchudzenie zamówień. Preferowane mają być gotowe rozwiązania komercyjne i kontrakty o stałej cenie, a nie – typowe dla starej NASA – kontrakty „cost-plus” (zwrot kosztów plus marża), które często prowadziły do gigantycznych przekroczeń budżetu.

    Jared Isaacman stoi przed tytanicznym wyzwaniem. Ma 3 lata, by dowieźć wynik, na który NASA pracuje od dekady. Czy metody znane z sektora prywatnego wystarczą, by nagiąć prawa fizyki i inżynierii do politycznego kalendarza? Przekonamy się wkrótce.

    LEGO pokazało ruchomy zestaw NASA Artemis. Startuje z biurka, ale dopiero po Gwiazdce

    #artemis #DonaldTrump #eksploracjaKosmosu #ISS #JaredIsaacman #Księżyc #NASA
  17. Koniec legendarnej stacji kosmicznej jest bliski. SpaceX i NASA przeprowadziły kluczowy test

    Era Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), największej struktury zbudowanej przez człowieka w kosmosie, nieuchronnie zbliża się do końca.

    NASA i SpaceX zrobiły właśnie milowy krok w przygotowaniach do jej spektakularnego finału. 3 września 2025 roku kapsuła Dragon po raz pierwszy w historii samodzielnie podniosła orbitę stacji, co jest kluczowym testem przed misją kontrolowanego zniszczenia orbitalnego laboratorium.

    Ostatnia misja w historii ISS

    Ważąca niemal 420 ton i mierząca 110 metrów długości stacja kosmiczna nie może zostać po prostu porzucona na orbicie. Jej niekontrolowane wejście w atmosferę groziłoby deszczem odłamków nad zamieszkałymi terenami.

    Dlatego NASA opracowała szczegółowy plan bezpiecznego sprowadzenia jej resztek do niezamieszkanego rejonu Oceanu Spokojnego. Do tego zadania, w ramach kontraktu wartego 843 miliony dolarów, została wybrana firma SpaceX, która ma zbudować specjalny amerykański pojazd deorbitacyjny (US Deorbit Vehicle).

    Potężny Dragon do zadań specjalnych

    Pojazd, który sprowadzi ISS na ostatnią drogę, będzie potężnie zmodyfikowaną wersją sprawdzonej kapsuły Dragon. Zamiast standardowych 16 silników Draco, zostanie wyposażony w aż 46, a jego zapasy paliwa będą sześciokrotnie większe.

    Ta potężna maszyna zadokuje do stacji na około 18 miesięcy przed planowaną deorbitacją i będzie czekać na odpowiedni moment do rozpoczęcia operacji. Wybór SpaceX był podyktowany chęcią wykorzystania sprawdzonej i niezawodnej technologii, by uniknąć ryzyka związanego z budową zupełnie nowej konstrukcji.

    Scenariusz pożegnania

    Plan deorbitacji zakłada, że ostatnia załoga opuści pokład ISS, gdy ta znajdzie się na wysokości około 330 kilometrów, co ma nastąpić na około sześć miesięcy przed finałem.

    Następnie bezzałogowa już stacja, połączona z pojazdem deorbitacyjnym, rozpocznie ostatnią podróż. US Deorbit Vehicle przeprowadzi serię precyzyjnych odpaleń silników, aby skierować cały kompleks na trajektorię prowadzącą prosto w ziemską atmosferę nad Pacyfikiem.

    Nowa era komercyjnych stacji

    Koniec służby ISS, która przez ponad ćwierć wieku służyła jako orbitalne laboratorium, symbolizuje jednocześnie początek nowej ery. W latach 30. XXI wieku NASA planuje w pełni przenieść swoje działania na komercyjne stacje kosmiczne.

    Firmy takie jak Axiom Space czy Blue Origin już teraz intensywnie pracują nad projektami, które mają zastąpić legendarne laboratorium i kontynuować misję stałej obecności człowieka na orbicie.

    SpaceX wyśle w kosmos Dragonfly – misja na Tytana

    #deorbitacja #Dragon #eksploracjaKosmosu #ISS #koniecISS #międzynarodowaStacjaKosmiczna #NASA #news #SpaceX #stacjaKosmiczna #USDeorbitVehicle