home.social

#ksiezyc — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #ksiezyc, aggregated by home.social.

  1. Pół wieku w poczekalni. Dlaczego rekord Apollo 13 tak długo czekał na pobicie?

    Misja Artemis II oficjalnie zapisała się w podręcznikach historii. Czwórka astronautów minęła Księżyc, oddalając się od Ziemi na bezprecedensową odległość 406 771 kilometrów.

    Ustanowienie nowego rekordu oznacza, że po 56 latach zdetronizowano legendarną załogę Apollo 13. Tylko że dla Freda Haise’a, jedynego żyjącego uczestnika tamtej pamiętnej misji, ów rekord nigdy nie miał większego znaczenia.

    Dla większości z nas lot na Księżyc to czysta magia. Dla 92-letniego dziś Freda Haise’a, weterana programu Apollo – to przede wszystkim rygorystyczny program testowy i polityczno-budżetowa gra. Kiedy niedawno zapytano go, czy śledzi z zapartym tchem misję Artemis II, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: „Niespecjalnie. Właśnie wróciłem z meczu baseballowego mojego prawnuka”.

    Rekord z przypadku i na otarcie łez

    Załoga Apollo 13 ustanowiła swój rekord odległości (400 171 km) w kwietniu 1970 roku z powodów, które trudno nazwać powodem do świętowania. Poważna awaria – eksplozja zbiornika z tlenem – wymusiła przerwanie misji i wykorzystanie grawitacji Księżyca do katapultowania uszkodzonego statku z powrotem w stronę Ziemi. Zamiast spacerować po Srebrnym Globie, Haise, Lovell i Swigert walczyli o przetrwanie w zamarzającym module księżycowym.

    „Ktoś wymyślił, żeby wpisać ten rekord do Księgi Guinnessa, chyba po to, żebyśmy poczuli się lepiej, bo nie wylądowaliśmy. To było gigantyczne rozczarowanie” – wspomina dziś Haise. Z technicznego punktu widzenia, ówczesny rekord był dziełem czystego przypadku. Księżyc nie krąży wokół Ziemi po idealnym okręgu, lecz po elipsie. Podczas misji Apollo 13 znajdował się po prostu w pobliżu swojego apogeum, czyli w najdalszym punkcie od naszej planety. Jak kwituje astronauta: „Nie było w tym nic wielkiego. Zbiegło się to po prostu z faktem, że Księżyc był wtedy dalej”.

    Dlaczego czekaliśmy 56 lat?

    Skoro odległość zależy w tak dużej mierze od nieustannie zmieniającej się mechaniki orbitalnej (dystans Ziemia-Księżyc waha się od ok. 363 do 406 tysięcy kilometrów), dlaczego pobicie rekordu z 1970 roku zajęło nam ponad pół wieku? Odpowiedź Haise’a jest pozbawiona krzty romantyzmu: pieniądze.

    Były astronauta zwraca uwagę na gigantyczną przepaść między erą Apollo a współczesnymi realiami. W latach 60. NASA miała jasny cel poparty politycznym błogosławieństwem i – co najważniejsze – nieograniczonym w zasadzie strumieniem dolarów. „Startowaliśmy co dwa miesiące. Od Apollo 7 do Apollo 11 loty odbywały się regularnie” – przypomina.

    Dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej. Kapsuła Orion powstawała niemal trzy dekady. O budżety i opóźnienia trzeba nieustannie walczyć w Kongresie. W programie Artemis opóźnienia między lotami liczy się w latach.

    Z perspektywy pilota testowego

    Dla środowiska inżynierskiego, a Haise jako pilot testowy zdecydowanie do niego należy, entuzjazm mediów wokół samych zdjęć wykonywanych z pokładu Artemis II wydaje się nieco przesadzony. Choć astronauta przyznaje, że rozdzielczość współczesnych fotografii bije na głowę sprzęt z czasów Apollo, dla niego kluczowe jest zupełnie co innego.

    „Dla mnie to przede wszystkim wspaniała misja pilotów testowych” – podkreśla 92-latek. „Największą jej wartością, co moim zdaniem umyka w przekazie medialnym, jest fakt, że to lot testowy. Kto wcześniej leciał tą rakietą? Nikt. Kto leciał w tej kapsule? Nikt. Oni testują tę maszynę, upewniając się, że wszystkie systemy działają prawidłowo”.

    Wszystko wskazuje na to, że rekord ustanowiony przez Artemis II utrzyma się bardzo długo. Kolejne załogowe misje księżycowe będą najprawdopodobniej docierać do niższych orbit (ze względu na ograniczenia wydajnościowe samego Oriona i konieczność spotkania z lądownikami od SpaceX lub Blue Origin), a tym samym nie osiągną tak imponującej odległości od Ziemi. Zmiana lidera w tej kategorii nastąpi zapewne dopiero wtedy, gdy ludzkość obierze kurs na Marsa.

    Nowa próba rozwikłania paradoksu Hawkinga. Czarne dziury mogą ukrywać informacje w dodatkowych wymiarach

    #Apollo13 #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #FredHaise #historia #Księżyc #lotyZałogowe #NASA #Orion #wywiad
  2. Pół wieku w poczekalni. Dlaczego rekord Apollo 13 tak długo czekał na pobicie?

    Misja Artemis II oficjalnie zapisała się w podręcznikach historii. Czwórka astronautów minęła Księżyc, oddalając się od Ziemi na bezprecedensową odległość 406 771 kilometrów.

    Ustanowienie nowego rekordu oznacza, że po 56 latach zdetronizowano legendarną załogę Apollo 13. Tylko że dla Freda Haise’a, jedynego żyjącego uczestnika tamtej pamiętnej misji, ów rekord nigdy nie miał większego znaczenia.

    Dla większości z nas lot na Księżyc to czysta magia. Dla 92-letniego dziś Freda Haise’a, weterana programu Apollo – to przede wszystkim rygorystyczny program testowy i polityczno-budżetowa gra. Kiedy niedawno zapytano go, czy śledzi z zapartym tchem misję Artemis II, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: „Niespecjalnie. Właśnie wróciłem z meczu baseballowego mojego prawnuka”.

    Rekord z przypadku i na otarcie łez

    Załoga Apollo 13 ustanowiła swój rekord odległości (400 171 km) w kwietniu 1970 roku z powodów, które trudno nazwać powodem do świętowania. Poważna awaria – eksplozja zbiornika z tlenem – wymusiła przerwanie misji i wykorzystanie grawitacji Księżyca do katapultowania uszkodzonego statku z powrotem w stronę Ziemi. Zamiast spacerować po Srebrnym Globie, Haise, Lovell i Swigert walczyli o przetrwanie w zamarzającym module księżycowym.

    „Ktoś wymyślił, żeby wpisać ten rekord do Księgi Guinnessa, chyba po to, żebyśmy poczuli się lepiej, bo nie wylądowaliśmy. To było gigantyczne rozczarowanie” – wspomina dziś Haise. Z technicznego punktu widzenia, ówczesny rekord był dziełem czystego przypadku. Księżyc nie krąży wokół Ziemi po idealnym okręgu, lecz po elipsie. Podczas misji Apollo 13 znajdował się po prostu w pobliżu swojego apogeum, czyli w najdalszym punkcie od naszej planety. Jak kwituje astronauta: „Nie było w tym nic wielkiego. Zbiegło się to po prostu z faktem, że Księżyc był wtedy dalej”.

    Dlaczego czekaliśmy 56 lat?

    Skoro odległość zależy w tak dużej mierze od nieustannie zmieniającej się mechaniki orbitalnej (dystans Ziemia-Księżyc waha się od ok. 363 do 406 tysięcy kilometrów), dlaczego pobicie rekordu z 1970 roku zajęło nam ponad pół wieku? Odpowiedź Haise’a jest pozbawiona krzty romantyzmu: pieniądze.

    Były astronauta zwraca uwagę na gigantyczną przepaść między erą Apollo a współczesnymi realiami. W latach 60. NASA miała jasny cel poparty politycznym błogosławieństwem i – co najważniejsze – nieograniczonym w zasadzie strumieniem dolarów. „Startowaliśmy co dwa miesiące. Od Apollo 7 do Apollo 11 loty odbywały się regularnie” – przypomina.

    Dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej. Kapsuła Orion powstawała niemal trzy dekady. O budżety i opóźnienia trzeba nieustannie walczyć w Kongresie. W programie Artemis opóźnienia między lotami liczy się w latach.

    Z perspektywy pilota testowego

    Dla środowiska inżynierskiego, a Haise jako pilot testowy zdecydowanie do niego należy, entuzjazm mediów wokół samych zdjęć wykonywanych z pokładu Artemis II wydaje się nieco przesadzony. Choć astronauta przyznaje, że rozdzielczość współczesnych fotografii bije na głowę sprzęt z czasów Apollo, dla niego kluczowe jest zupełnie co innego.

    „Dla mnie to przede wszystkim wspaniała misja pilotów testowych” – podkreśla 92-latek. „Największą jej wartością, co moim zdaniem umyka w przekazie medialnym, jest fakt, że to lot testowy. Kto wcześniej leciał tą rakietą? Nikt. Kto leciał w tej kapsule? Nikt. Oni testują tę maszynę, upewniając się, że wszystkie systemy działają prawidłowo”.

    Wszystko wskazuje na to, że rekord ustanowiony przez Artemis II utrzyma się bardzo długo. Kolejne załogowe misje księżycowe będą najprawdopodobniej docierać do niższych orbit (ze względu na ograniczenia wydajnościowe samego Oriona i konieczność spotkania z lądownikami od SpaceX lub Blue Origin), a tym samym nie osiągną tak imponującej odległości od Ziemi. Zmiana lidera w tej kategorii nastąpi zapewne dopiero wtedy, gdy ludzkość obierze kurs na Marsa.

    Nowa próba rozwikłania paradoksu Hawkinga. Czarne dziury mogą ukrywać informacje w dodatkowych wymiarach

    #Apollo13 #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #FredHaise #historia #Księżyc #lotyZałogowe #NASA #Orion #wywiad
  3. Pół wieku w poczekalni. Dlaczego rekord Apollo 13 tak długo czekał na pobicie?

    Misja Artemis II oficjalnie zapisała się w podręcznikach historii. Czwórka astronautów minęła Księżyc, oddalając się od Ziemi na bezprecedensową odległość 406 771 kilometrów.

    Ustanowienie nowego rekordu oznacza, że po 56 latach zdetronizowano legendarną załogę Apollo 13. Tylko że dla Freda Haise’a, jedynego żyjącego uczestnika tamtej pamiętnej misji, ów rekord nigdy nie miał większego znaczenia.

    Dla większości z nas lot na Księżyc to czysta magia. Dla 92-letniego dziś Freda Haise’a, weterana programu Apollo – to przede wszystkim rygorystyczny program testowy i polityczno-budżetowa gra. Kiedy niedawno zapytano go, czy śledzi z zapartym tchem misję Artemis II, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: „Niespecjalnie. Właśnie wróciłem z meczu baseballowego mojego prawnuka”.

    Rekord z przypadku i na otarcie łez

    Załoga Apollo 13 ustanowiła swój rekord odległości (400 171 km) w kwietniu 1970 roku z powodów, które trudno nazwać powodem do świętowania. Poważna awaria – eksplozja zbiornika z tlenem – wymusiła przerwanie misji i wykorzystanie grawitacji Księżyca do katapultowania uszkodzonego statku z powrotem w stronę Ziemi. Zamiast spacerować po Srebrnym Globie, Haise, Lovell i Swigert walczyli o przetrwanie w zamarzającym module księżycowym.

    „Ktoś wymyślił, żeby wpisać ten rekord do Księgi Guinnessa, chyba po to, żebyśmy poczuli się lepiej, bo nie wylądowaliśmy. To było gigantyczne rozczarowanie” – wspomina dziś Haise. Z technicznego punktu widzenia, ówczesny rekord był dziełem czystego przypadku. Księżyc nie krąży wokół Ziemi po idealnym okręgu, lecz po elipsie. Podczas misji Apollo 13 znajdował się po prostu w pobliżu swojego apogeum, czyli w najdalszym punkcie od naszej planety. Jak kwituje astronauta: „Nie było w tym nic wielkiego. Zbiegło się to po prostu z faktem, że Księżyc był wtedy dalej”.

    Dlaczego czekaliśmy 56 lat?

    Skoro odległość zależy w tak dużej mierze od nieustannie zmieniającej się mechaniki orbitalnej (dystans Ziemia-Księżyc waha się od ok. 363 do 406 tysięcy kilometrów), dlaczego pobicie rekordu z 1970 roku zajęło nam ponad pół wieku? Odpowiedź Haise’a jest pozbawiona krzty romantyzmu: pieniądze.

    Były astronauta zwraca uwagę na gigantyczną przepaść między erą Apollo a współczesnymi realiami. W latach 60. NASA miała jasny cel poparty politycznym błogosławieństwem i – co najważniejsze – nieograniczonym w zasadzie strumieniem dolarów. „Startowaliśmy co dwa miesiące. Od Apollo 7 do Apollo 11 loty odbywały się regularnie” – przypomina.

    Dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej. Kapsuła Orion powstawała niemal trzy dekady. O budżety i opóźnienia trzeba nieustannie walczyć w Kongresie. W programie Artemis opóźnienia między lotami liczy się w latach.

    Z perspektywy pilota testowego

    Dla środowiska inżynierskiego, a Haise jako pilot testowy zdecydowanie do niego należy, entuzjazm mediów wokół samych zdjęć wykonywanych z pokładu Artemis II wydaje się nieco przesadzony. Choć astronauta przyznaje, że rozdzielczość współczesnych fotografii bije na głowę sprzęt z czasów Apollo, dla niego kluczowe jest zupełnie co innego.

    „Dla mnie to przede wszystkim wspaniała misja pilotów testowych” – podkreśla 92-latek. „Największą jej wartością, co moim zdaniem umyka w przekazie medialnym, jest fakt, że to lot testowy. Kto wcześniej leciał tą rakietą? Nikt. Kto leciał w tej kapsule? Nikt. Oni testują tę maszynę, upewniając się, że wszystkie systemy działają prawidłowo”.

    Wszystko wskazuje na to, że rekord ustanowiony przez Artemis II utrzyma się bardzo długo. Kolejne załogowe misje księżycowe będą najprawdopodobniej docierać do niższych orbit (ze względu na ograniczenia wydajnościowe samego Oriona i konieczność spotkania z lądownikami od SpaceX lub Blue Origin), a tym samym nie osiągną tak imponującej odległości od Ziemi. Zmiana lidera w tej kategorii nastąpi zapewne dopiero wtedy, gdy ludzkość obierze kurs na Marsa.

    Nowa próba rozwikłania paradoksu Hawkinga. Czarne dziury mogą ukrywać informacje w dodatkowych wymiarach

    #Apollo13 #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #FredHaise #historia #Księżyc #lotyZałogowe #NASA #Orion #wywiad
  4. NASA optymalizuje wymogi dla SpaceX i Blue Origin. Wszystko po to, by zdążyć z lądowaniem na Księżycu w 2028 roku

    Podczas gdy statek Orion (misja Artemis II) radzi sobie w kosmosie doskonale, NASA ma inny, o wiele poważniejszy ból głowy: czym właściwie astronauci wylądują na powierzchni Księżyca?

    W najnowszym wywiadzie przedstawicielka agencji przyznała, że trwają intensywne prace nad uproszczeniem i optymalizacją wymagań dla lądowników tworzonych przez Elona Muska i Jeffa Bezosa.

    Obecnie architektura programu Artemis zakłada, że załoga dotrze na orbitę Księżyca w statku Orion, a stamtąd przesiądzie się do tzw. Human Landing System (HLS), czyli lądownika, który zabierze ich na samą powierzchnię. Kontrakty na budowę tych niezwykle skomplikowanych maszyn otrzymały dwie prywatne firmy: SpaceX (z modyfikowanym statkiem Starship) oraz Blue Origin (z lądownikiem Blue Moon). Problem w tym, że czas płynie nieubłaganie, a zaplanowane na 2028 rok lądowanie w ramach misji Artemis III wydaje się coraz trudniejsze do zrealizowania. Termin ten ma zresztą ogromne znaczenie geopolityczne – Stany Zjednoczone za wszelką cenę chcą wyprzedzić chińskie plany załogowego lądowania na Srebrnym Globie.

    Optymalizacja szans na sukces

    Jak ujawniła w rozmowie z serwisem Ars Technica Lori Glaze, szefowa programów głębokiej eksploracji w NASA, agencja poprosiła obie firmy o propozycje na przyspieszenie prac. Kluczowym postulatem okazało się odejście od sztywnego wymogu korzystania z bardzo trudnej i kosztownej paliwowo orbity NRHO (near-rectilinear halo orbit).

    Co to oznacza w praktyce? Pierwotnie lądowniki miały dokować do stacji Gateway właśnie na tej nietypowej, eliptycznej orbicie. SpaceX i Blue Origin zgodnie stwierdziły, że dotarcie tam, a następnie lądowanie i powrót, pożera potężne ilości cennego paliwa. NASA postanowiła rozważyć alternatywy. Jak przyznaje Glaze, agencja stara się zbalansować systemy, przenosząc część ciężaru manewrowego na statek Orion, odciążając tym samym komercyjne lądowniki.

    Uproszczone procedury na powierzchni

    Zmiany trajektorii to jednak nie wszystko. NASA przyznaje, że analizuje dostosowanie wymagań sprzętowych już na samej powierzchni Księżyca.

    Oznacza to potencjalną rezygnację z części zaawansowanych systemów komunikacji między lądownikiem a załogą, czy wręcz ograniczenie dystansu, na jaki astronauci będą mogli oddalić się od pojazdu. Krótko mówiąc: przeprojektowujemy architekturę i optymalizujemy ilość zabieranego sprzętu, by lądownik był gotowy na czas.

    Przed firmami kluczowe testy

    Napięty harmonogram wymaga szybkich działań. Przed SpaceX wciąż stoi ogromne wyzwanie, jakim jest przetestowanie przetaczania paliwa na orbicie (tzw. propellant transfer), co ma nastąpić jeszcze w tym roku. Z kolei Blue Origin szykuje się do lotu testowego bezzałogowego lądownika Blue Moon Mk. 1, który ma udowodnić, że systemy nawigacyjne firmy poradzą sobie z precyzyjnym lądowaniem w trudnym, księżycowym środowisku.

    Przedstawicielka NASA podkreśla, że obie firmy „traktują sprawę bardzo poważnie” i wykazują ogromne zaangażowanie, by zmieścić się w wyznaczonym na 2028 rok terminie. Pytanie jednak brzmi: jak wiele elementów architektury misji będzie musiała jeszcze dostosować NASA, by ten historyczny lot ostatecznie doszedł do skutku?

    Dlaczego Orion zamilkł na 41 minut? Technologia łączności już istnieje, ale nie dla NASA

    #ArtemisIII #BlueMoon #BlueOrigin #eksploracjaKosmosu #ElonMusk #JeffBezos #Księżyc #lądownikiKsiężycowe #NASA #politykaKosmiczna #SpaceX #Starship
  5. NASA optymalizuje wymogi dla SpaceX i Blue Origin. Wszystko po to, by zdążyć z lądowaniem na Księżycu w 2028 roku

    Podczas gdy statek Orion (misja Artemis II) radzi sobie w kosmosie doskonale, NASA ma inny, o wiele poważniejszy ból głowy: czym właściwie astronauci wylądują na powierzchni Księżyca?

    W najnowszym wywiadzie przedstawicielka agencji przyznała, że trwają intensywne prace nad uproszczeniem i optymalizacją wymagań dla lądowników tworzonych przez Elona Muska i Jeffa Bezosa.

    Obecnie architektura programu Artemis zakłada, że załoga dotrze na orbitę Księżyca w statku Orion, a stamtąd przesiądzie się do tzw. Human Landing System (HLS), czyli lądownika, który zabierze ich na samą powierzchnię. Kontrakty na budowę tych niezwykle skomplikowanych maszyn otrzymały dwie prywatne firmy: SpaceX (z modyfikowanym statkiem Starship) oraz Blue Origin (z lądownikiem Blue Moon). Problem w tym, że czas płynie nieubłaganie, a zaplanowane na 2028 rok lądowanie w ramach misji Artemis III wydaje się coraz trudniejsze do zrealizowania. Termin ten ma zresztą ogromne znaczenie geopolityczne – Stany Zjednoczone za wszelką cenę chcą wyprzedzić chińskie plany załogowego lądowania na Srebrnym Globie.

    Optymalizacja szans na sukces

    Jak ujawniła w rozmowie z serwisem Ars Technica Lori Glaze, szefowa programów głębokiej eksploracji w NASA, agencja poprosiła obie firmy o propozycje na przyspieszenie prac. Kluczowym postulatem okazało się odejście od sztywnego wymogu korzystania z bardzo trudnej i kosztownej paliwowo orbity NRHO (near-rectilinear halo orbit).

    Co to oznacza w praktyce? Pierwotnie lądowniki miały dokować do stacji Gateway właśnie na tej nietypowej, eliptycznej orbicie. SpaceX i Blue Origin zgodnie stwierdziły, że dotarcie tam, a następnie lądowanie i powrót, pożera potężne ilości cennego paliwa. NASA postanowiła rozważyć alternatywy. Jak przyznaje Glaze, agencja stara się zbalansować systemy, przenosząc część ciężaru manewrowego na statek Orion, odciążając tym samym komercyjne lądowniki.

    Uproszczone procedury na powierzchni

    Zmiany trajektorii to jednak nie wszystko. NASA przyznaje, że analizuje dostosowanie wymagań sprzętowych już na samej powierzchni Księżyca.

    Oznacza to potencjalną rezygnację z części zaawansowanych systemów komunikacji między lądownikiem a załogą, czy wręcz ograniczenie dystansu, na jaki astronauci będą mogli oddalić się od pojazdu. Krótko mówiąc: przeprojektowujemy architekturę i optymalizujemy ilość zabieranego sprzętu, by lądownik był gotowy na czas.

    Przed firmami kluczowe testy

    Napięty harmonogram wymaga szybkich działań. Przed SpaceX wciąż stoi ogromne wyzwanie, jakim jest przetestowanie przetaczania paliwa na orbicie (tzw. propellant transfer), co ma nastąpić jeszcze w tym roku. Z kolei Blue Origin szykuje się do lotu testowego bezzałogowego lądownika Blue Moon Mk. 1, który ma udowodnić, że systemy nawigacyjne firmy poradzą sobie z precyzyjnym lądowaniem w trudnym, księżycowym środowisku.

    Przedstawicielka NASA podkreśla, że obie firmy „traktują sprawę bardzo poważnie” i wykazują ogromne zaangażowanie, by zmieścić się w wyznaczonym na 2028 rok terminie. Pytanie jednak brzmi: jak wiele elementów architektury misji będzie musiała jeszcze dostosować NASA, by ten historyczny lot ostatecznie doszedł do skutku?

    Dlaczego Orion zamilkł na 41 minut? Technologia łączności już istnieje, ale nie dla NASA

    #ArtemisIII #BlueMoon #BlueOrigin #eksploracjaKosmosu #ElonMusk #JeffBezos #Księżyc #lądownikiKsiężycowe #NASA #politykaKosmiczna #SpaceX #Starship
  6. W kosmosie nie ma polityki ani technologii. Najbardziej ludzki moment misji Artemis II poruszył świat

    O tej historii od wczoraj rozpisują się największe światowe media, na czele z dziennikiem „The New York Times”. I trudno się temu dziwić. Wśród inżynieryjnego żargonu, politycznych wyścigów i testów potężnych rakiet, nagle zobaczyliśmy coś zupełnie innego. Dowódca misji Artemis II, znajdując się najdalej od Ziemi w historii załogowych lotów, złożył wyjątkowy hołd swojej zmarłej żonie.

    Są w eksploracji kosmosu momenty, w których cała ta niewyobrażalna technologia, budżety i narodowe ambicje nagle schodzą na drugi plan. Zamiast nich na pierwszym miejscu pojawia się człowiek, jego historia, kruchość i tęsknota. Taki właśnie moment przeżyliśmy podczas misji Artemis II, gdy statek Orion przemierzał mrok po niewidocznej stronie Srebrnego Globu.

    Ziemia z perspektywy straty

    Reid Wiseman, dowódca misji Artemis II, to weteran i twardy profesjonalista, na którego barkach spoczywa odpowiedzialność za cały historyczny lot. Jednak prywatnie to również człowiek, który przeszedł niewyobrażalną tragedię. W 2020 roku, po wyczerpującej walce z chorobą, zmarła jego żona, Carroll Wiseman.

    Znajdując się w najdalszym punkcie od naszej planety, w miejscu, z którego nikt wcześniej nie spoglądał na Ziemię, Wiseman postanowił przypomnieć o kobiecie swojego życia. Decyzja o nieoficjalnym nazwaniu jednego z mijanych kraterów księżycowych imieniem Carroll to gest, który natychmiast stał się symbolem. Zderzenie kosmicznej pustki, miliona linijek kodu i najwyższych osiągnięć inżynierii z intymną tęsknotą jednego człowieka to obraz, który uderza mocniej niż jakikolwiek techniczny sukces tej misji. To prawdopodobnie najbardziej samotny pomnik, jaki kiedykolwiek zbudowano z miłości.

    The Artemis II crew named a lunar crater after Commander Reid Wiseman's late wife, Carroll. What a beautiful and touching moment.

    I'm not crying, you're crying 🤧 pic.twitter.com/3D1qgxK0jB

    — Jenny Hautmann (@JennyHPhoto) April 6, 2026

    Dlaczego ta historia tak na nas działa?

    Temat, który wczoraj przebił się do głównego nurtu mediów, błyskawicznie obiegł świat. W komentarzach pod wpisami w mediach społecznościowych nie dyskutuje się już o przepustowości łącz, politycznych barierach czy specyfikacji technicznej Oriona. Ludzie dzielą się wzruszeniem, uświadamiając sobie, jak bardzo potrzebowali takiego ludzkiego akcentu w całej tej technologicznej machinie.

    Loty kosmiczne zawsze były świadectwem ludzkiego geniuszu, ale historia Reida Wisemana przypomina, że to, co napędza nas do przekraczania kolejnych granic, to nie tylko matematyka i inżynieria. Nawet lecąc na Księżyc, zamknięci w kapsule ze stali i tytanu, najważniejsze rzeczy wciąż zabieramy ze sobą w sercu.

    NASA chwali się zdjęciami z kosmosu. Tak Ziemię uwiecznił m.in. iPhone 17 Pro Max [galeria]

    #ArtemisII #astronauci #eksploracjaKosmosu #Księżyc #NASA #ReidWiseman #theNewYorkTimes #wzruszająceHistorie
  7. W kosmosie nie ma polityki ani technologii. Najbardziej ludzki moment misji Artemis II poruszył świat

    O tej historii od wczoraj rozpisują się największe światowe media, na czele z dziennikiem „The New York Times”. I trudno się temu dziwić. Wśród inżynieryjnego żargonu, politycznych wyścigów i testów potężnych rakiet, nagle zobaczyliśmy coś zupełnie innego. Dowódca misji Artemis II, znajdując się najdalej od Ziemi w historii załogowych lotów, złożył wyjątkowy hołd swojej zmarłej żonie.

    Są w eksploracji kosmosu momenty, w których cała ta niewyobrażalna technologia, budżety i narodowe ambicje nagle schodzą na drugi plan. Zamiast nich na pierwszym miejscu pojawia się człowiek, jego historia, kruchość i tęsknota. Taki właśnie moment przeżyliśmy podczas misji Artemis II, gdy statek Orion przemierzał mrok po niewidocznej stronie Srebrnego Globu.

    Ziemia z perspektywy straty

    Reid Wiseman, dowódca misji Artemis II, to weteran i twardy profesjonalista, na którego barkach spoczywa odpowiedzialność za cały historyczny lot. Jednak prywatnie to również człowiek, który przeszedł niewyobrażalną tragedię. W 2020 roku, po wyczerpującej walce z chorobą, zmarła jego żona, Carroll Wiseman.

    Znajdując się w najdalszym punkcie od naszej planety, w miejscu, z którego nikt wcześniej nie spoglądał na Ziemię, Wiseman postanowił przypomnieć o kobiecie swojego życia. Decyzja o nieoficjalnym nazwaniu jednego z mijanych kraterów księżycowych imieniem Carroll to gest, który natychmiast stał się symbolem. Zderzenie kosmicznej pustki, miliona linijek kodu i najwyższych osiągnięć inżynierii z intymną tęsknotą jednego człowieka to obraz, który uderza mocniej niż jakikolwiek techniczny sukces tej misji. To prawdopodobnie najbardziej samotny pomnik, jaki kiedykolwiek zbudowano z miłości.

    The Artemis II crew named a lunar crater after Commander Reid Wiseman's late wife, Carroll. What a beautiful and touching moment.

    I'm not crying, you're crying 🤧 pic.twitter.com/3D1qgxK0jB

    — Jenny Hautmann (@JennyHPhoto) April 6, 2026

    Dlaczego ta historia tak na nas działa?

    Temat, który wczoraj przebił się do głównego nurtu mediów, błyskawicznie obiegł świat. W komentarzach pod wpisami w mediach społecznościowych nie dyskutuje się już o przepustowości łącz, politycznych barierach czy specyfikacji technicznej Oriona. Ludzie dzielą się wzruszeniem, uświadamiając sobie, jak bardzo potrzebowali takiego ludzkiego akcentu w całej tej technologicznej machinie.

    Loty kosmiczne zawsze były świadectwem ludzkiego geniuszu, ale historia Reida Wisemana przypomina, że to, co napędza nas do przekraczania kolejnych granic, to nie tylko matematyka i inżynieria. Nawet lecąc na Księżyc, zamknięci w kapsule ze stali i tytanu, najważniejsze rzeczy wciąż zabieramy ze sobą w sercu.

    NASA chwali się zdjęciami z kosmosu. Tak Ziemię uwiecznił m.in. iPhone 17 Pro Max [galeria]

    #ArtemisII #astronauci #eksploracjaKosmosu #Księżyc #NASA #ReidWiseman #theNewYorkTimes #wzruszająceHistorie
  8. W kosmosie nie ma polityki ani technologii. Najbardziej ludzki moment misji Artemis II poruszył świat

    O tej historii od wczoraj rozpisują się największe światowe media, na czele z dziennikiem „The New York Times”. I trudno się temu dziwić. Wśród inżynieryjnego żargonu, politycznych wyścigów i testów potężnych rakiet, nagle zobaczyliśmy coś zupełnie innego. Dowódca misji Artemis II, znajdując się najdalej od Ziemi w historii załogowych lotów, złożył wyjątkowy hołd swojej zmarłej żonie.

    Są w eksploracji kosmosu momenty, w których cała ta niewyobrażalna technologia, budżety i narodowe ambicje nagle schodzą na drugi plan. Zamiast nich na pierwszym miejscu pojawia się człowiek, jego historia, kruchość i tęsknota. Taki właśnie moment przeżyliśmy podczas misji Artemis II, gdy statek Orion przemierzał mrok po niewidocznej stronie Srebrnego Globu.

    Ziemia z perspektywy straty

    Reid Wiseman, dowódca misji Artemis II, to weteran i twardy profesjonalista, na którego barkach spoczywa odpowiedzialność za cały historyczny lot. Jednak prywatnie to również człowiek, który przeszedł niewyobrażalną tragedię. W 2020 roku, po wyczerpującej walce z chorobą, zmarła jego żona, Carroll Wiseman.

    Znajdując się w najdalszym punkcie od naszej planety, w miejscu, z którego nikt wcześniej nie spoglądał na Ziemię, Wiseman postanowił przypomnieć o kobiecie swojego życia. Decyzja o nieoficjalnym nazwaniu jednego z mijanych kraterów księżycowych imieniem Carroll to gest, który natychmiast stał się symbolem. Zderzenie kosmicznej pustki, miliona linijek kodu i najwyższych osiągnięć inżynierii z intymną tęsknotą jednego człowieka to obraz, który uderza mocniej niż jakikolwiek techniczny sukces tej misji. To prawdopodobnie najbardziej samotny pomnik, jaki kiedykolwiek zbudowano z miłości.

    The Artemis II crew named a lunar crater after Commander Reid Wiseman's late wife, Carroll. What a beautiful and touching moment.

    I'm not crying, you're crying 🤧 pic.twitter.com/3D1qgxK0jB

    — Jenny Hautmann (@JennyHPhoto) April 6, 2026

    Dlaczego ta historia tak na nas działa?

    Temat, który wczoraj przebił się do głównego nurtu mediów, błyskawicznie obiegł świat. W komentarzach pod wpisami w mediach społecznościowych nie dyskutuje się już o przepustowości łącz, politycznych barierach czy specyfikacji technicznej Oriona. Ludzie dzielą się wzruszeniem, uświadamiając sobie, jak bardzo potrzebowali takiego ludzkiego akcentu w całej tej technologicznej machinie.

    Loty kosmiczne zawsze były świadectwem ludzkiego geniuszu, ale historia Reida Wisemana przypomina, że to, co napędza nas do przekraczania kolejnych granic, to nie tylko matematyka i inżynieria. Nawet lecąc na Księżyc, zamknięci w kapsule ze stali i tytanu, najważniejsze rzeczy wciąż zabieramy ze sobą w sercu.

    NASA chwali się zdjęciami z kosmosu. Tak Ziemię uwiecznił m.in. iPhone 17 Pro Max [galeria]

    #ArtemisII #astronauci #eksploracjaKosmosu #Księżyc #NASA #ReidWiseman #theNewYorkTimes #wzruszająceHistorie
  9. W kosmosie nie ma polityki ani technologii. Najbardziej ludzki moment misji Artemis II poruszył świat

    O tej historii od wczoraj rozpisują się największe światowe media, na czele z dziennikiem „The New York Times”. I trudno się temu dziwić. Wśród inżynieryjnego żargonu, politycznych wyścigów i testów potężnych rakiet, nagle zobaczyliśmy coś zupełnie innego. Dowódca misji Artemis II, znajdując się najdalej od Ziemi w historii załogowych lotów, złożył wyjątkowy hołd swojej zmarłej żonie.

    Są w eksploracji kosmosu momenty, w których cała ta niewyobrażalna technologia, budżety i narodowe ambicje nagle schodzą na drugi plan. Zamiast nich na pierwszym miejscu pojawia się człowiek, jego historia, kruchość i tęsknota. Taki właśnie moment przeżyliśmy podczas misji Artemis II, gdy statek Orion przemierzał mrok po niewidocznej stronie Srebrnego Globu.

    Ziemia z perspektywy straty

    Reid Wiseman, dowódca misji Artemis II, to weteran i twardy profesjonalista, na którego barkach spoczywa odpowiedzialność za cały historyczny lot. Jednak prywatnie to również człowiek, który przeszedł niewyobrażalną tragedię. W 2020 roku, po wyczerpującej walce z chorobą, zmarła jego żona, Carroll Wiseman.

    Znajdując się w najdalszym punkcie od naszej planety, w miejscu, z którego nikt wcześniej nie spoglądał na Ziemię, Wiseman postanowił przypomnieć o kobiecie swojego życia. Decyzja o nieoficjalnym nazwaniu jednego z mijanych kraterów księżycowych imieniem Carroll to gest, który natychmiast stał się symbolem. Zderzenie kosmicznej pustki, miliona linijek kodu i najwyższych osiągnięć inżynierii z intymną tęsknotą jednego człowieka to obraz, który uderza mocniej niż jakikolwiek techniczny sukces tej misji. To prawdopodobnie najbardziej samotny pomnik, jaki kiedykolwiek zbudowano z miłości.

    The Artemis II crew named a lunar crater after Commander Reid Wiseman's late wife, Carroll. What a beautiful and touching moment.

    I'm not crying, you're crying 🤧 pic.twitter.com/3D1qgxK0jB

    — Jenny Hautmann (@JennyHPhoto) April 6, 2026

    Dlaczego ta historia tak na nas działa?

    Temat, który wczoraj przebił się do głównego nurtu mediów, błyskawicznie obiegł świat. W komentarzach pod wpisami w mediach społecznościowych nie dyskutuje się już o przepustowości łącz, politycznych barierach czy specyfikacji technicznej Oriona. Ludzie dzielą się wzruszeniem, uświadamiając sobie, jak bardzo potrzebowali takiego ludzkiego akcentu w całej tej technologicznej machinie.

    Loty kosmiczne zawsze były świadectwem ludzkiego geniuszu, ale historia Reida Wisemana przypomina, że to, co napędza nas do przekraczania kolejnych granic, to nie tylko matematyka i inżynieria. Nawet lecąc na Księżyc, zamknięci w kapsule ze stali i tytanu, najważniejsze rzeczy wciąż zabieramy ze sobą w sercu.

    NASA chwali się zdjęciami z kosmosu. Tak Ziemię uwiecznił m.in. iPhone 17 Pro Max [galeria]

    #ArtemisII #astronauci #eksploracjaKosmosu #Księżyc #NASA #ReidWiseman #theNewYorkTimes #wzruszająceHistorie
  10. W kosmosie nie ma polityki ani technologii. Najbardziej ludzki moment misji Artemis II poruszył świat

    O tej historii od wczoraj rozpisują się największe światowe media, na czele z dziennikiem „The New York Times”. I trudno się temu dziwić. Wśród inżynieryjnego żargonu, politycznych wyścigów i testów potężnych rakiet, nagle zobaczyliśmy coś zupełnie innego. Dowódca misji Artemis II, znajdując się najdalej od Ziemi w historii załogowych lotów, złożył wyjątkowy hołd swojej zmarłej żonie.

    Są w eksploracji kosmosu momenty, w których cała ta niewyobrażalna technologia, budżety i narodowe ambicje nagle schodzą na drugi plan. Zamiast nich na pierwszym miejscu pojawia się człowiek, jego historia, kruchość i tęsknota. Taki właśnie moment przeżyliśmy podczas misji Artemis II, gdy statek Orion przemierzał mrok po niewidocznej stronie Srebrnego Globu.

    Ziemia z perspektywy straty

    Reid Wiseman, dowódca misji Artemis II, to weteran i twardy profesjonalista, na którego barkach spoczywa odpowiedzialność za cały historyczny lot. Jednak prywatnie to również człowiek, który przeszedł niewyobrażalną tragedię. W 2020 roku, po wyczerpującej walce z chorobą, zmarła jego żona, Carroll Wiseman.

    Znajdując się w najdalszym punkcie od naszej planety, w miejscu, z którego nikt wcześniej nie spoglądał na Ziemię, Wiseman postanowił przypomnieć o kobiecie swojego życia. Decyzja o nieoficjalnym nazwaniu jednego z mijanych kraterów księżycowych imieniem Carroll to gest, który natychmiast stał się symbolem. Zderzenie kosmicznej pustki, miliona linijek kodu i najwyższych osiągnięć inżynierii z intymną tęsknotą jednego człowieka to obraz, który uderza mocniej niż jakikolwiek techniczny sukces tej misji. To prawdopodobnie najbardziej samotny pomnik, jaki kiedykolwiek zbudowano z miłości.

    The Artemis II crew named a lunar crater after Commander Reid Wiseman's late wife, Carroll. What a beautiful and touching moment.

    I'm not crying, you're crying 🤧 pic.twitter.com/3D1qgxK0jB

    — Jenny Hautmann (@JennyHPhoto) April 6, 2026

    Dlaczego ta historia tak na nas działa?

    Temat, który wczoraj przebił się do głównego nurtu mediów, błyskawicznie obiegł świat. W komentarzach pod wpisami w mediach społecznościowych nie dyskutuje się już o przepustowości łącz, politycznych barierach czy specyfikacji technicznej Oriona. Ludzie dzielą się wzruszeniem, uświadamiając sobie, jak bardzo potrzebowali takiego ludzkiego akcentu w całej tej technologicznej machinie.

    Loty kosmiczne zawsze były świadectwem ludzkiego geniuszu, ale historia Reida Wisemana przypomina, że to, co napędza nas do przekraczania kolejnych granic, to nie tylko matematyka i inżynieria. Nawet lecąc na Księżyc, zamknięci w kapsule ze stali i tytanu, najważniejsze rzeczy wciąż zabieramy ze sobą w sercu.

    NASA chwali się zdjęciami z kosmosu. Tak Ziemię uwiecznił m.in. iPhone 17 Pro Max [galeria]

    #ArtemisII #astronauci #eksploracjaKosmosu #Księżyc #NASA #ReidWiseman #theNewYorkTimes #wzruszająceHistorie
  11. Cholera jasna, dwa dni i runda... niezłe świry. Szkoda, że tak późno ludzkość to robi. Czasu straconego w "wiekach ciemnych" nic nam nie cofnie...
    #Orion #Księżyc #ArtemisII

  12. Punkt bez powrotu. Misja Artemis II opuściła orbitę Ziemi i leci w stronę Księżyca

    To już oficjalne. Po pomyślnym, trwającym niemal 6 minut odpaleniu głównych silników statku Orion, czworo astronautów misji Artemis II weszło na trajektorię, z której nie ma już odwrotu. Po raz pierwszy od ponad pół wieku ludzkość wyruszyła w głęboki kosmos.

    Mniej więcej trzy czwarte żyjącej obecnie populacji Ziemi nigdy nie widziało na własne oczy (nawet na ekranach telewizorów) momentu, w którym ludzie opuszczają niską orbitę okołoziemską. Ostatni taki manewr miał miejsce w 1972 roku podczas misji Apollo 17. Teraz historia dzieje się na nowo.

    Manewr „translunar injection” (TLI) polegał na precyzyjnym odpaleniu głównego silnika na 5 minut i 50 sekund, co nadało statkowi Orion odpowiednią prędkość, by wyrwać się z objęć ziemskiej grawitacji. Zanim podjęto tę kluczową decyzję, załoga (Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen) spędziła niezwykle intensywny dzień na orbicie, rygorystycznie testując systemy podtrzymywania życia i ręcznego sterowania (nie wszystko poszło jak trzeba, Outlook się wysypał, o czym pisałam wcześniej).

    Jak poinformował Howard Hu, kierownik programu Orion ze strony NASA, wszystkie 24 silniki manewrowe spisały się bez zarzutu, a statek reagował na polecenia pilota lepiej, niż zakładały to symulacje. Sukces ten to gigantyczny krok dla całej inicjatywy Artemis. Orion zbliży się do powierzchni Księżyca już w najbliższy poniedziałek, a powrót i wodowanie na Oceanie Spokojnym zaplanowano na 10 kwietnia.

    #ArtemisII #astronomia #eksploracjaKosmosu #Księżyc #lotyZałogowe #NASA #programArtemis #statekOrion
  13. Punkt bez powrotu. Misja Artemis II opuściła orbitę Ziemi i leci w stronę Księżyca

    To już oficjalne. Po pomyślnym, trwającym niemal 6 minut odpaleniu głównych silników statku Orion, czworo astronautów misji Artemis II weszło na trajektorię, z której nie ma już odwrotu. Po raz pierwszy od ponad pół wieku ludzkość wyruszyła w głęboki kosmos.

    Mniej więcej trzy czwarte żyjącej obecnie populacji Ziemi nigdy nie widziało na własne oczy (nawet na ekranach telewizorów) momentu, w którym ludzie opuszczają niską orbitę okołoziemską. Ostatni taki manewr miał miejsce w 1972 roku podczas misji Apollo 17. Teraz historia dzieje się na nowo.

    Manewr „translunar injection” (TLI) polegał na precyzyjnym odpaleniu głównego silnika na 5 minut i 50 sekund, co nadało statkowi Orion odpowiednią prędkość, by wyrwać się z objęć ziemskiej grawitacji. Zanim podjęto tę kluczową decyzję, załoga (Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen) spędziła niezwykle intensywny dzień na orbicie, rygorystycznie testując systemy podtrzymywania życia i ręcznego sterowania (nie wszystko poszło jak trzeba, Outlook się wysypał, o czym pisałam wcześniej).

    Jak poinformował Howard Hu, kierownik programu Orion ze strony NASA, wszystkie 24 silniki manewrowe spisały się bez zarzutu, a statek reagował na polecenia pilota lepiej, niż zakładały to symulacje. Sukces ten to gigantyczny krok dla całej inicjatywy Artemis. Orion zbliży się do powierzchni Księżyca już w najbliższy poniedziałek, a powrót i wodowanie na Oceanie Spokojnym zaplanowano na 10 kwietnia.

    #ArtemisII #astronomia #eksploracjaKosmosu #Księżyc #lotyZałogowe #NASA #programArtemis #statekOrion
  14. Artemis II leci na Księżyc, z nim iPhone’y – trudno o lepsze świętowanie jubileuszu Apple

    Czekaliśmy na to ponad pół wieku. 2 kwietnia krótko po północy polskiego czasu najpotężniejsza rakieta w historii NASA wyniosła czworo astronautów w kierunku Księżyca.

    Misja Artemis II to nie tylko powrót ludzkości w głęboki kosmos po 54 latach przerwy, ale też – co zauważyli bystrzy fani nowych technologii – nieoficjalne, iście kosmiczne obchody 50. urodzin Apple.

    New iPhones are being packed into the suits of the Artemis II Crew!

    There is something very familiar about the iPhone look that will make the Moon feel accessible, we are literally going to see the lunar surface through the same lens we use to capture our own lives every day. pic.twitter.com/sDDM5NSRMX

    — Owen Sparks (@OwenSparks) April 1, 2026

    Ziemia drży, Orion leci w kosmos

    Start nastąpił dokładnie o 00:35 czasu polskiego (środa, 18:35 czasu wschodniego) z historycznego kompleksu startowego 39B w Centrum Kosmicznym im. Kennedy’ego na Florydzie. Potężna rakieta Space Launch System (SLS) o wysokości 98 metrów wygenerowała 39,1 miliona niutonów ciągu, oficjalnie przyćmiewając legendarne maszyny Saturn V z programu Apollo.

    Na szczycie tej imponującej konstrukcji, wewnątrz statku Orion, zasiadła czteroosobowa załoga:

    • Reid Wiseman (50 lat) – dowódca misji, kapitan Marynarki Wojennej USA.
    • Victor Glover – pilot statku.
    • Christina Koch – specjalistka misji.
    • Jeremy Hansen – kanadyjski astronauta, reprezentujący Kanadyjską Agencję Kosmiczną (CSA).

    Zaledwie kilka minut po starcie, przelatując nad Oceanem Atlantyckim, dowódca zameldował z kokpitu z niesamowitym spokojem: „Mamy piękny wschód Księżyca. Zmierzamy prosto na niego”.

    Kosmiczny jubileusz z nadgryzionym jabłkiem

    Start Artemis II zbiega się z wyjątkową datą dla branży technologicznej. Równo 50 lat temu, 1 kwietnia 1976 roku, Steve Jobs i Steve Wozniak założyli firmę Apple. Jak zauważają rozemocjonowani komentatorzy na platformie X (w tym m.in. znany obserwator branży Owen Sparks), trudno o lepsze uświetnienie tego jubileuszu.

    Na pokładzie statku kosmicznego zmierzającego w stronę Księżyca znalazły się urządzenia z iOS – w tym iPhone’y i iPady. Technologie konsumenckie Apple już wcześniej brały udział w testach interfejsów (np. w ramach projektu Callisto podczas bezzałogowej misji Artemis I), a dziś na dobre wpisały się w krajobraz współczesnej eksploracji kosmosu. Choć Orion posiada klasyczne, fizyczne kontrolery dla pilota, integracja nowoczesnych tabletów i smartfonów pomaga astronautom w komunikacji i zarządzaniu zadaniami w sposób, o jakim w czasach misji Apollo mogliśmy tylko czytać w literaturze science fiction.

    Dziewięć dni, które przejdą do historii

    Warto podkreślić, że Artemis II to misja testowa i załoga nie wyląduje jeszcze na Srebrnym Globie (to zadanie powierzono misji Artemis IV w 2028 roku). Astronauci wykonają przelot wokół Księżyca, testując systemy transportowe i podtrzymywania życia.

    Oto kluczowe liczby i etapy tej misji:

    • 406 840 km od Ziemi – na taką odległość odlecą astronauci. Nastąpi to w poniedziałek, 6 kwietnia. Nikt w dotychczasowej historii ludzkości nie znalazł się tak daleko od naszej planety.
    • Niewidoczna strona Księżyca – załoga zobaczy na własne oczy obszary, które dotąd eksplorowały głównie roboty i sondy. Będą weryfikować „gołym okiem” to, co dotychczas widzieliśmy tylko na zdjęciach z satelitów.
    • Ręczne sterowanie – pilot Victor Glover ręcznie poprowadzi statek Orion, zbliżając się do odrzuconego górnego stopnia rakiety SLS na odległość zaledwie 10 metrów, w celu przetestowania zwrotności i reakcji statku.
    • Prędkość wejścia: 40 000 km/h – wykorzystując asystę grawitacyjną Księżyca, Orion rozpędzi się do około 11 kilometrów na sekundę, zanim uderzy w ziemską atmosferę.
    • 10 kwietnia – tego dnia planowane jest wodowanie u wybrzeży Kalifornii.

    Stawka wyższa niż kiedykolwiek

    Dla NASA, która przez dwie dekady zainwestowała w program Artemis blisko 100 miliardów dolarów, ten start to ostateczny sprawdzian technologiczny. Agencja znajduje się w otwartym wyścigu kosmicznym z Chinami, a powodzenie obecnego lotu szeroko otwiera drzwi dla planowanych lądowników księżycowych od firm Elona Muska (SpaceX) i Jeffa Bezosa (Blue Origin).

    Klamka zapadła. Era powrotu na Księżyc rozpoczęła się na naszych oczach.

    #50UrodzinyApple #Apple #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #iPhoneWKosmosie #Księżyc #NASA #SpaceLaunchSystem #statekOrion #steveJobs
  15. Artemis II leci na Księżyc, z nim iPhone’y – trudno o lepsze świętowanie jubileuszu Apple

    Czekaliśmy na to ponad pół wieku. 2 kwietnia krótko po północy polskiego czasu najpotężniejsza rakieta w historii NASA wyniosła czworo astronautów w kierunku Księżyca.

    Misja Artemis II to nie tylko powrót ludzkości w głęboki kosmos po 54 latach przerwy, ale też – co zauważyli bystrzy fani nowych technologii – nieoficjalne, iście kosmiczne obchody 50. urodzin Apple.

    New iPhones are being packed into the suits of the Artemis II Crew!

    There is something very familiar about the iPhone look that will make the Moon feel accessible, we are literally going to see the lunar surface through the same lens we use to capture our own lives every day. pic.twitter.com/sDDM5NSRMX

    — Owen Sparks (@OwenSparks) April 1, 2026

    Ziemia drży, Orion leci w kosmos

    Start nastąpił dokładnie o 00:35 czasu polskiego (środa, 18:35 czasu wschodniego) z historycznego kompleksu startowego 39B w Centrum Kosmicznym im. Kennedy’ego na Florydzie. Potężna rakieta Space Launch System (SLS) o wysokości 98 metrów wygenerowała 39,1 miliona niutonów ciągu, oficjalnie przyćmiewając legendarne maszyny Saturn V z programu Apollo.

    Na szczycie tej imponującej konstrukcji, wewnątrz statku Orion, zasiadła czteroosobowa załoga:

    • Reid Wiseman (50 lat) – dowódca misji, kapitan Marynarki Wojennej USA.
    • Victor Glover – pilot statku.
    • Christina Koch – specjalistka misji.
    • Jeremy Hansen – kanadyjski astronauta, reprezentujący Kanadyjską Agencję Kosmiczną (CSA).

    Zaledwie kilka minut po starcie, przelatując nad Oceanem Atlantyckim, dowódca zameldował z kokpitu z niesamowitym spokojem: „Mamy piękny wschód Księżyca. Zmierzamy prosto na niego”.

    Kosmiczny jubileusz z nadgryzionym jabłkiem

    Start Artemis II zbiega się z wyjątkową datą dla branży technologicznej. Równo 50 lat temu, 1 kwietnia 1976 roku, Steve Jobs i Steve Wozniak założyli firmę Apple. Jak zauważają rozemocjonowani komentatorzy na platformie X (w tym m.in. znany obserwator branży Owen Sparks), trudno o lepsze uświetnienie tego jubileuszu.

    Na pokładzie statku kosmicznego zmierzającego w stronę Księżyca znalazły się urządzenia z iOS – w tym iPhone’y i iPady. Technologie konsumenckie Apple już wcześniej brały udział w testach interfejsów (np. w ramach projektu Callisto podczas bezzałogowej misji Artemis I), a dziś na dobre wpisały się w krajobraz współczesnej eksploracji kosmosu. Choć Orion posiada klasyczne, fizyczne kontrolery dla pilota, integracja nowoczesnych tabletów i smartfonów pomaga astronautom w komunikacji i zarządzaniu zadaniami w sposób, o jakim w czasach misji Apollo mogliśmy tylko czytać w literaturze science fiction.

    Dziewięć dni, które przejdą do historii

    Warto podkreślić, że Artemis II to misja testowa i załoga nie wyląduje jeszcze na Srebrnym Globie (to zadanie powierzono misji Artemis IV w 2028 roku). Astronauci wykonają przelot wokół Księżyca, testując systemy transportowe i podtrzymywania życia.

    Oto kluczowe liczby i etapy tej misji:

    • 406 840 km od Ziemi – na taką odległość odlecą astronauci. Nastąpi to w poniedziałek, 6 kwietnia. Nikt w dotychczasowej historii ludzkości nie znalazł się tak daleko od naszej planety.
    • Niewidoczna strona Księżyca – załoga zobaczy na własne oczy obszary, które dotąd eksplorowały głównie roboty i sondy. Będą weryfikować „gołym okiem” to, co dotychczas widzieliśmy tylko na zdjęciach z satelitów.
    • Ręczne sterowanie – pilot Victor Glover ręcznie poprowadzi statek Orion, zbliżając się do odrzuconego górnego stopnia rakiety SLS na odległość zaledwie 10 metrów, w celu przetestowania zwrotności i reakcji statku.
    • Prędkość wejścia: 40 000 km/h – wykorzystując asystę grawitacyjną Księżyca, Orion rozpędzi się do około 11 kilometrów na sekundę, zanim uderzy w ziemską atmosferę.
    • 10 kwietnia – tego dnia planowane jest wodowanie u wybrzeży Kalifornii.

    Stawka wyższa niż kiedykolwiek

    Dla NASA, która przez dwie dekady zainwestowała w program Artemis blisko 100 miliardów dolarów, ten start to ostateczny sprawdzian technologiczny. Agencja znajduje się w otwartym wyścigu kosmicznym z Chinami, a powodzenie obecnego lotu szeroko otwiera drzwi dla planowanych lądowników księżycowych od firm Elona Muska (SpaceX) i Jeffa Bezosa (Blue Origin).

    Klamka zapadła. Era powrotu na Księżyc rozpoczęła się na naszych oczach.

    #50UrodzinyApple #Apple #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #iPhoneWKosmosie #Księżyc #NASA #SpaceLaunchSystem #statekOrion #steveJobs
  16. Artemis II leci na Księżyc, z nim iPhone’y – trudno o lepsze świętowanie jubileuszu Apple

    Czekaliśmy na to ponad pół wieku. 2 kwietnia krótko po północy polskiego czasu najpotężniejsza rakieta w historii NASA wyniosła czworo astronautów w kierunku Księżyca.

    Misja Artemis II to nie tylko powrót ludzkości w głęboki kosmos po 54 latach przerwy, ale też – co zauważyli bystrzy fani nowych technologii – nieoficjalne, iście kosmiczne obchody 50. urodzin Apple.

    New iPhones are being packed into the suits of the Artemis II Crew!

    There is something very familiar about the iPhone look that will make the Moon feel accessible, we are literally going to see the lunar surface through the same lens we use to capture our own lives every day. pic.twitter.com/sDDM5NSRMX

    — Owen Sparks (@OwenSparks) April 1, 2026

    Ziemia drży, Orion leci w kosmos

    Start nastąpił dokładnie o 00:35 czasu polskiego (środa, 18:35 czasu wschodniego) z historycznego kompleksu startowego 39B w Centrum Kosmicznym im. Kennedy’ego na Florydzie. Potężna rakieta Space Launch System (SLS) o wysokości 98 metrów wygenerowała 39,1 miliona niutonów ciągu, oficjalnie przyćmiewając legendarne maszyny Saturn V z programu Apollo.

    Na szczycie tej imponującej konstrukcji, wewnątrz statku Orion, zasiadła czteroosobowa załoga:

    • Reid Wiseman (50 lat) – dowódca misji, kapitan Marynarki Wojennej USA.
    • Victor Glover – pilot statku.
    • Christina Koch – specjalistka misji.
    • Jeremy Hansen – kanadyjski astronauta, reprezentujący Kanadyjską Agencję Kosmiczną (CSA).

    Zaledwie kilka minut po starcie, przelatując nad Oceanem Atlantyckim, dowódca zameldował z kokpitu z niesamowitym spokojem: „Mamy piękny wschód Księżyca. Zmierzamy prosto na niego”.

    Kosmiczny jubileusz z nadgryzionym jabłkiem

    Start Artemis II zbiega się z wyjątkową datą dla branży technologicznej. Równo 50 lat temu, 1 kwietnia 1976 roku, Steve Jobs i Steve Wozniak założyli firmę Apple. Jak zauważają rozemocjonowani komentatorzy na platformie X (w tym m.in. znany obserwator branży Owen Sparks), trudno o lepsze uświetnienie tego jubileuszu.

    Na pokładzie statku kosmicznego zmierzającego w stronę Księżyca znalazły się urządzenia z iOS – w tym iPhone’y i iPady. Technologie konsumenckie Apple już wcześniej brały udział w testach interfejsów (np. w ramach projektu Callisto podczas bezzałogowej misji Artemis I), a dziś na dobre wpisały się w krajobraz współczesnej eksploracji kosmosu. Choć Orion posiada klasyczne, fizyczne kontrolery dla pilota, integracja nowoczesnych tabletów i smartfonów pomaga astronautom w komunikacji i zarządzaniu zadaniami w sposób, o jakim w czasach misji Apollo mogliśmy tylko czytać w literaturze science fiction.

    Dziewięć dni, które przejdą do historii

    Warto podkreślić, że Artemis II to misja testowa i załoga nie wyląduje jeszcze na Srebrnym Globie (to zadanie powierzono misji Artemis IV w 2028 roku). Astronauci wykonają przelot wokół Księżyca, testując systemy transportowe i podtrzymywania życia.

    Oto kluczowe liczby i etapy tej misji:

    • 406 840 km od Ziemi – na taką odległość odlecą astronauci. Nastąpi to w poniedziałek, 6 kwietnia. Nikt w dotychczasowej historii ludzkości nie znalazł się tak daleko od naszej planety.
    • Niewidoczna strona Księżyca – załoga zobaczy na własne oczy obszary, które dotąd eksplorowały głównie roboty i sondy. Będą weryfikować „gołym okiem” to, co dotychczas widzieliśmy tylko na zdjęciach z satelitów.
    • Ręczne sterowanie – pilot Victor Glover ręcznie poprowadzi statek Orion, zbliżając się do odrzuconego górnego stopnia rakiety SLS na odległość zaledwie 10 metrów, w celu przetestowania zwrotności i reakcji statku.
    • Prędkość wejścia: 40 000 km/h – wykorzystując asystę grawitacyjną Księżyca, Orion rozpędzi się do około 11 kilometrów na sekundę, zanim uderzy w ziemską atmosferę.
    • 10 kwietnia – tego dnia planowane jest wodowanie u wybrzeży Kalifornii.

    Stawka wyższa niż kiedykolwiek

    Dla NASA, która przez dwie dekady zainwestowała w program Artemis blisko 100 miliardów dolarów, ten start to ostateczny sprawdzian technologiczny. Agencja znajduje się w otwartym wyścigu kosmicznym z Chinami, a powodzenie obecnego lotu szeroko otwiera drzwi dla planowanych lądowników księżycowych od firm Elona Muska (SpaceX) i Jeffa Bezosa (Blue Origin).

    Klamka zapadła. Era powrotu na Księżyc rozpoczęła się na naszych oczach.

    #50UrodzinyApple #Apple #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #iPhoneWKosmosie #Księżyc #NASA #SpaceLaunchSystem #statekOrion #steveJobs
  17. Artemis II leci na Księżyc, z nim iPhone’y – trudno o lepsze świętowanie jubileuszu Apple

    Czekaliśmy na to ponad pół wieku. 2 kwietnia krótko po północy polskiego czasu najpotężniejsza rakieta w historii NASA wyniosła czworo astronautów w kierunku Księżyca.

    Misja Artemis II to nie tylko powrót ludzkości w głęboki kosmos po 54 latach przerwy, ale też – co zauważyli bystrzy fani nowych technologii – nieoficjalne, iście kosmiczne obchody 50. urodzin Apple.

    New iPhones are being packed into the suits of the Artemis II Crew!

    There is something very familiar about the iPhone look that will make the Moon feel accessible, we are literally going to see the lunar surface through the same lens we use to capture our own lives every day. pic.twitter.com/sDDM5NSRMX

    — Owen Sparks (@OwenSparks) April 1, 2026

    Ziemia drży, Orion leci w kosmos

    Start nastąpił dokładnie o 00:35 czasu polskiego (środa, 18:35 czasu wschodniego) z historycznego kompleksu startowego 39B w Centrum Kosmicznym im. Kennedy’ego na Florydzie. Potężna rakieta Space Launch System (SLS) o wysokości 98 metrów wygenerowała 39,1 miliona niutonów ciągu, oficjalnie przyćmiewając legendarne maszyny Saturn V z programu Apollo.

    Na szczycie tej imponującej konstrukcji, wewnątrz statku Orion, zasiadła czteroosobowa załoga:

    • Reid Wiseman (50 lat) – dowódca misji, kapitan Marynarki Wojennej USA.
    • Victor Glover – pilot statku.
    • Christina Koch – specjalistka misji.
    • Jeremy Hansen – kanadyjski astronauta, reprezentujący Kanadyjską Agencję Kosmiczną (CSA).

    Zaledwie kilka minut po starcie, przelatując nad Oceanem Atlantyckim, dowódca zameldował z kokpitu z niesamowitym spokojem: „Mamy piękny wschód Księżyca. Zmierzamy prosto na niego”.

    Kosmiczny jubileusz z nadgryzionym jabłkiem

    Start Artemis II zbiega się z wyjątkową datą dla branży technologicznej. Równo 50 lat temu, 1 kwietnia 1976 roku, Steve Jobs i Steve Wozniak założyli firmę Apple. Jak zauważają rozemocjonowani komentatorzy na platformie X (w tym m.in. znany obserwator branży Owen Sparks), trudno o lepsze uświetnienie tego jubileuszu.

    Na pokładzie statku kosmicznego zmierzającego w stronę Księżyca znalazły się urządzenia z iOS – w tym iPhone’y i iPady. Technologie konsumenckie Apple już wcześniej brały udział w testach interfejsów (np. w ramach projektu Callisto podczas bezzałogowej misji Artemis I), a dziś na dobre wpisały się w krajobraz współczesnej eksploracji kosmosu. Choć Orion posiada klasyczne, fizyczne kontrolery dla pilota, integracja nowoczesnych tabletów i smartfonów pomaga astronautom w komunikacji i zarządzaniu zadaniami w sposób, o jakim w czasach misji Apollo mogliśmy tylko czytać w literaturze science fiction.

    Dziewięć dni, które przejdą do historii

    Warto podkreślić, że Artemis II to misja testowa i załoga nie wyląduje jeszcze na Srebrnym Globie (to zadanie powierzono misji Artemis IV w 2028 roku). Astronauci wykonają przelot wokół Księżyca, testując systemy transportowe i podtrzymywania życia.

    Oto kluczowe liczby i etapy tej misji:

    • 406 840 km od Ziemi – na taką odległość odlecą astronauci. Nastąpi to w poniedziałek, 6 kwietnia. Nikt w dotychczasowej historii ludzkości nie znalazł się tak daleko od naszej planety.
    • Niewidoczna strona Księżyca – załoga zobaczy na własne oczy obszary, które dotąd eksplorowały głównie roboty i sondy. Będą weryfikować „gołym okiem” to, co dotychczas widzieliśmy tylko na zdjęciach z satelitów.
    • Ręczne sterowanie – pilot Victor Glover ręcznie poprowadzi statek Orion, zbliżając się do odrzuconego górnego stopnia rakiety SLS na odległość zaledwie 10 metrów, w celu przetestowania zwrotności i reakcji statku.
    • Prędkość wejścia: 40 000 km/h – wykorzystując asystę grawitacyjną Księżyca, Orion rozpędzi się do około 11 kilometrów na sekundę, zanim uderzy w ziemską atmosferę.
    • 10 kwietnia – tego dnia planowane jest wodowanie u wybrzeży Kalifornii.

    Stawka wyższa niż kiedykolwiek

    Dla NASA, która przez dwie dekady zainwestowała w program Artemis blisko 100 miliardów dolarów, ten start to ostateczny sprawdzian technologiczny. Agencja znajduje się w otwartym wyścigu kosmicznym z Chinami, a powodzenie obecnego lotu szeroko otwiera drzwi dla planowanych lądowników księżycowych od firm Elona Muska (SpaceX) i Jeffa Bezosa (Blue Origin).

    Klamka zapadła. Era powrotu na Księżyc rozpoczęła się na naszych oczach.

    #50UrodzinyApple #Apple #ArtemisII #eksploracjaKosmosu #iPhoneWKosmosie #Księżyc #NASA #SpaceLaunchSystem #statekOrion #steveJobs
  18. Księżycowa katapulta od SpaceX. Elon Musk pokazuje, jak zrewolucjonizować transport surowców w kosmosie

    Kiedy Elon Musk wrzuca do sieci trzyipółminutowe wideo z krótkim dopiskiem „Mass drivers on the Moon!”, można być pewnym jednego: inżynierowie SpaceX właśnie wzięli na warsztat kolejną koncepcję rodem z twardego science fiction.

    Wizja budowy potężnych elektromagnetycznych wyrzutni na Srebrnym Globie to jednak nie tylko efektowna animacja. To pragmatyczny, oparty na bezlitosnych prawach fizyki plan na to, jak tanio i skutecznie eksploatować kosmos.

    Najnowszy materiał wideo udostępniony przez SpaceX i samego Muska na platformie X (dawniej Twitter) rozbudza wyobraźnię. Widzimy na nim koncepcję tak zwanego „mass drivera”, czyli potężnej, napędzanej elektromagnetycznie katapulty, zlokalizowanej na powierzchni Księżyca. Jej zadanie jest proste, ale fundamentalne dla przyszłości podboju kosmosu: wystrzeliwanie ładunków na orbitę bez użycia ani jednej kropli paliwa rakietowego.

    Mass drivers on the Moon!
    pic.twitter.com/fqMVuYwEi9

    — Elon Musk (@elonmusk) March 22, 2026

    Fizyka sprzyja odważnym. Dlaczego Księżyc?

    Aby zrozumieć, dlaczego SpaceX w ogóle zaprząta sobie głowę budową gigantycznych torów magnetycznych na innym ciele niebieskim, trzeba spojrzeć na warunki panujące na Srebrnym Globie. Księżyc to absolutnie idealne miejsce dla tego typu infrastruktury.

    Po pierwsze, grawitacja jest tam sześciokrotnie słabsza niż na Ziemi. Po drugie, i najważniejsze – Księżyc nie posiada gęstej atmosfery. Oznacza to brak oporu powietrza. Na Ziemi wystrzelenie ładunku z ogromną prędkością tuż nad powierzchnią gruntu skończyłoby się jego natychmiastowym spaleniem w wyniku tarcia (nie wspominając o potężnym gromie dźwiękowym). Na Księżycu? Ładunek może bez problemu rozpędzić się na długim, magnetycznym torze do pierwszej prędkości kosmicznej i gładko wejść na orbitę.

    Kawałek większej, surowcowej układanki

    Wideo opublikowane przez Muska to nie sztuka dla sztuki. Budowa „mass drivera” idealnie wpisuje się w szerszą strategię SpaceX oraz programów takich jak Artemis.

    Przyszłe bazy księżycowe będą musiały wydobywać lokalne surowce – lód wodny (do produkcji tlenu i wodoru), regolit do budowy habitatów czy cenne minerały (np. hel-3). Wynoszenie tych zasobów na orbitę księżycową za pomocą tradycyjnych rakiet byłoby skrajnie nieopłacalne, bo wymagałoby ciągłego dostarczania paliwa z Ziemi. Elektromagnetyczna katapulta rozwiązuje ten problem. Zasilana z ogromnych farm paneli słonecznych, może strzelać w kosmos tonami urobku, który następnie trafi do orbitalnych stacji przesiadkowych lub posłuży do tankowania statków Starship lecących w stronę Marsa.

    Oczywiście, to co pokazał Elon Musk, to na razie tylko (i aż) efektowny render. Zbudowanie kilometrowych torów magnetycznych w warunkach ekstremalnych różnic temperatur i wszechobecnego, niszczącego sprzęt pyłu księżycowego, to wyzwanie inżynieryjne najwyższej próby. Zanim w ogóle o tym pomyślimy, SpaceX musi najpierw dowieźć na Księżyc ciężki sprzęt, a do tego posłużą specjalne, księżycowe wersje Starshipa.

    Jeśli jednak firma z Hawthorne w ciągu ostatnich lat udowodniła nam cokolwiek, to to, że potrafi zamieniać szalone wizje w latający sprzęt szybciej, niż ktokolwiek zakładał. Katapulty na Księżycu przestały być domeną pisarzy science fiction – właśnie trafiły na deski kreślarskie jednej z najpotężniejszych firm kosmicznych świata.

    Elon Musk łączy SpaceX i xAI. Plan? Milion „latających serwerowni” i budowa „czującego słońca”

    #bazaNaKsiężycu #eksploracjaKosmosu #ElonMusk #górnictwoKosmiczne #katapultaElektromagnetyczna #Księżyc #MassDriver #NASAArtemis #SpaceX #Starship #wyrzutniaMagnetyczna
  19. Księżycowa katapulta od SpaceX. Elon Musk pokazuje, jak zrewolucjonizować transport surowców w kosmosie

    Kiedy Elon Musk wrzuca do sieci trzyipółminutowe wideo z krótkim dopiskiem „Mass drivers on the Moon!”, można być pewnym jednego: inżynierowie SpaceX właśnie wzięli na warsztat kolejną koncepcję rodem z twardego science fiction.

    Wizja budowy potężnych elektromagnetycznych wyrzutni na Srebrnym Globie to jednak nie tylko efektowna animacja. To pragmatyczny, oparty na bezlitosnych prawach fizyki plan na to, jak tanio i skutecznie eksploatować kosmos.

    Najnowszy materiał wideo udostępniony przez SpaceX i samego Muska na platformie X (dawniej Twitter) rozbudza wyobraźnię. Widzimy na nim koncepcję tak zwanego „mass drivera”, czyli potężnej, napędzanej elektromagnetycznie katapulty, zlokalizowanej na powierzchni Księżyca. Jej zadanie jest proste, ale fundamentalne dla przyszłości podboju kosmosu: wystrzeliwanie ładunków na orbitę bez użycia ani jednej kropli paliwa rakietowego.

    Mass drivers on the Moon!
    pic.twitter.com/fqMVuYwEi9

    — Elon Musk (@elonmusk) March 22, 2026

    Fizyka sprzyja odważnym. Dlaczego Księżyc?

    Aby zrozumieć, dlaczego SpaceX w ogóle zaprząta sobie głowę budową gigantycznych torów magnetycznych na innym ciele niebieskim, trzeba spojrzeć na warunki panujące na Srebrnym Globie. Księżyc to absolutnie idealne miejsce dla tego typu infrastruktury.

    Po pierwsze, grawitacja jest tam sześciokrotnie słabsza niż na Ziemi. Po drugie, i najważniejsze – Księżyc nie posiada gęstej atmosfery. Oznacza to brak oporu powietrza. Na Ziemi wystrzelenie ładunku z ogromną prędkością tuż nad powierzchnią gruntu skończyłoby się jego natychmiastowym spaleniem w wyniku tarcia (nie wspominając o potężnym gromie dźwiękowym). Na Księżycu? Ładunek może bez problemu rozpędzić się na długim, magnetycznym torze do pierwszej prędkości kosmicznej i gładko wejść na orbitę.

    Kawałek większej, surowcowej układanki

    Wideo opublikowane przez Muska to nie sztuka dla sztuki. Budowa „mass drivera” idealnie wpisuje się w szerszą strategię SpaceX oraz programów takich jak Artemis.

    Przyszłe bazy księżycowe będą musiały wydobywać lokalne surowce – lód wodny (do produkcji tlenu i wodoru), regolit do budowy habitatów czy cenne minerały (np. hel-3). Wynoszenie tych zasobów na orbitę księżycową za pomocą tradycyjnych rakiet byłoby skrajnie nieopłacalne, bo wymagałoby ciągłego dostarczania paliwa z Ziemi. Elektromagnetyczna katapulta rozwiązuje ten problem. Zasilana z ogromnych farm paneli słonecznych, może strzelać w kosmos tonami urobku, który następnie trafi do orbitalnych stacji przesiadkowych lub posłuży do tankowania statków Starship lecących w stronę Marsa.

    Oczywiście, to co pokazał Elon Musk, to na razie tylko (i aż) efektowny render. Zbudowanie kilometrowych torów magnetycznych w warunkach ekstremalnych różnic temperatur i wszechobecnego, niszczącego sprzęt pyłu księżycowego, to wyzwanie inżynieryjne najwyższej próby. Zanim w ogóle o tym pomyślimy, SpaceX musi najpierw dowieźć na Księżyc ciężki sprzęt, a do tego posłużą specjalne, księżycowe wersje Starshipa.

    Jeśli jednak firma z Hawthorne w ciągu ostatnich lat udowodniła nam cokolwiek, to to, że potrafi zamieniać szalone wizje w latający sprzęt szybciej, niż ktokolwiek zakładał. Katapulty na Księżycu przestały być domeną pisarzy science fiction – właśnie trafiły na deski kreślarskie jednej z najpotężniejszych firm kosmicznych świata.

    Elon Musk łączy SpaceX i xAI. Plan? Milion „latających serwerowni” i budowa „czującego słońca”

    #bazaNaKsiężycu #eksploracjaKosmosu #ElonMusk #górnictwoKosmiczne #katapultaElektromagnetyczna #Księżyc #MassDriver #NASAArtemis #SpaceX #Starship #wyrzutniaMagnetyczna
  20. Księżycowa katapulta od SpaceX. Elon Musk pokazuje, jak zrewolucjonizować transport surowców w kosmosie

    Kiedy Elon Musk wrzuca do sieci trzyipółminutowe wideo z krótkim dopiskiem „Mass drivers on the Moon!”, można być pewnym jednego: inżynierowie SpaceX właśnie wzięli na warsztat kolejną koncepcję rodem z twardego science fiction.

    Wizja budowy potężnych elektromagnetycznych wyrzutni na Srebrnym Globie to jednak nie tylko efektowna animacja. To pragmatyczny, oparty na bezlitosnych prawach fizyki plan na to, jak tanio i skutecznie eksploatować kosmos.

    Najnowszy materiał wideo udostępniony przez SpaceX i samego Muska na platformie X (dawniej Twitter) rozbudza wyobraźnię. Widzimy na nim koncepcję tak zwanego „mass drivera”, czyli potężnej, napędzanej elektromagnetycznie katapulty, zlokalizowanej na powierzchni Księżyca. Jej zadanie jest proste, ale fundamentalne dla przyszłości podboju kosmosu: wystrzeliwanie ładunków na orbitę bez użycia ani jednej kropli paliwa rakietowego.

    Mass drivers on the Moon!
    pic.twitter.com/fqMVuYwEi9

    — Elon Musk (@elonmusk) March 22, 2026

    Fizyka sprzyja odważnym. Dlaczego Księżyc?

    Aby zrozumieć, dlaczego SpaceX w ogóle zaprząta sobie głowę budową gigantycznych torów magnetycznych na innym ciele niebieskim, trzeba spojrzeć na warunki panujące na Srebrnym Globie. Księżyc to absolutnie idealne miejsce dla tego typu infrastruktury.

    Po pierwsze, grawitacja jest tam sześciokrotnie słabsza niż na Ziemi. Po drugie, i najważniejsze – Księżyc nie posiada gęstej atmosfery. Oznacza to brak oporu powietrza. Na Ziemi wystrzelenie ładunku z ogromną prędkością tuż nad powierzchnią gruntu skończyłoby się jego natychmiastowym spaleniem w wyniku tarcia (nie wspominając o potężnym gromie dźwiękowym). Na Księżycu? Ładunek może bez problemu rozpędzić się na długim, magnetycznym torze do pierwszej prędkości kosmicznej i gładko wejść na orbitę.

    Kawałek większej, surowcowej układanki

    Wideo opublikowane przez Muska to nie sztuka dla sztuki. Budowa „mass drivera” idealnie wpisuje się w szerszą strategię SpaceX oraz programów takich jak Artemis.

    Przyszłe bazy księżycowe będą musiały wydobywać lokalne surowce – lód wodny (do produkcji tlenu i wodoru), regolit do budowy habitatów czy cenne minerały (np. hel-3). Wynoszenie tych zasobów na orbitę księżycową za pomocą tradycyjnych rakiet byłoby skrajnie nieopłacalne, bo wymagałoby ciągłego dostarczania paliwa z Ziemi. Elektromagnetyczna katapulta rozwiązuje ten problem. Zasilana z ogromnych farm paneli słonecznych, może strzelać w kosmos tonami urobku, który następnie trafi do orbitalnych stacji przesiadkowych lub posłuży do tankowania statków Starship lecących w stronę Marsa.

    Oczywiście, to co pokazał Elon Musk, to na razie tylko (i aż) efektowny render. Zbudowanie kilometrowych torów magnetycznych w warunkach ekstremalnych różnic temperatur i wszechobecnego, niszczącego sprzęt pyłu księżycowego, to wyzwanie inżynieryjne najwyższej próby. Zanim w ogóle o tym pomyślimy, SpaceX musi najpierw dowieźć na Księżyc ciężki sprzęt, a do tego posłużą specjalne, księżycowe wersje Starshipa.

    Jeśli jednak firma z Hawthorne w ciągu ostatnich lat udowodniła nam cokolwiek, to to, że potrafi zamieniać szalone wizje w latający sprzęt szybciej, niż ktokolwiek zakładał. Katapulty na Księżycu przestały być domeną pisarzy science fiction – właśnie trafiły na deski kreślarskie jednej z najpotężniejszych firm kosmicznych świata.

    Elon Musk łączy SpaceX i xAI. Plan? Milion „latających serwerowni” i budowa „czującego słońca”

    #bazaNaKsiężycu #eksploracjaKosmosu #ElonMusk #górnictwoKosmiczne #katapultaElektromagnetyczna #Księżyc #MassDriver #NASAArtemis #SpaceX #Starship #wyrzutniaMagnetyczna
  21. AI bez lukru #41: Podbój kosmosu tylko z AI

    Cześć! Z tej strony Tomek Turba. AI bez lukru to cykl moich felietonów o sztucznej inteligencji bez marketingowego lukru, bez korporacyjnych slajdów i bez bajek o “rewolucji, która wszystko zmieni”. Pokazuję AI taką, jaka jest naprawdę: z absurdami, wpadkami, halucynacjami i konsekwencjami, o których rzadko mówi się głośno. Bez zadęcia,...

    #Aktualności #Teksty #Ai #BezLukru #Felieton #Kosmos #Księżyc #Podbój

    sekurak.pl/ai-bez-lukru-41-pod

  22. Artemis II na start. Najpotężniejsza załogowa rakieta świata czeka na załogę. Kierunek: Księżyc

    Po ponad 50 latach ciszy ludzkość znów szykuje się do podróży w stronę Srebrnego Globu.

    W ten weekend w Kennedy Space Center na Florydzie wydarzyło się coś, na co czekaliśmy pół wieku. Gigantyczna rakieta SLS z kapsułą Orion na szczycie opuściła hangar i po 12-godzinnej podróży dotarła na stanowisko startowe 39B. To już nie są ćwiczenia. Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen są gotowi do lotu.

    Powrót króla

    Widok 111-metrowej rakiety Space Launch System (SLS) wyłaniającej się o świcie z legendarnego Vehicle Assembly Building (VAB) to obraz, który przejdzie do historii. Ten sam budynek, w którym składano rakiety Saturn V dla programu Apollo, teraz wypuścił następcę tronu. Podróż na gąsienicowym transporterze trwała 12 godzin, a kolos poruszał się z prędkością 1 mili na godzinę po drodze utwardzonej skałami z rzeki w Alabamie.

    NASA, już pod kierownictwem nowego administratora Jareda Isaacmana, określa ten moment jako symboliczny początek drogi do powrotu ludzi na Księżyc. Agencja podkreśla, że od czasu misji Apollo 17, żaden statek załogowy nie zapuścił się tak daleko.

    Misja, która bije rekordy

    Artemis II nie wyląduje na Księżycu (to zadanie dla Artemis III), ale zrobi coś równie spektakularnego. Załoga poleci dalej niż jakikolwiek człowiek w historii – ponad 6400 km poza odwrotną stronę Księżyca. Jest to obecnie najpotężniejsza rakieta zdolna do wyniesienia załogi poza niską orbitę okołoziemską.

    To misja „pierwszych razów”:

    • Christina Koch zostanie pierwszą kobietą, która poleci w okolice Księżyca.
    • Jeremy Hansen będzie pierwszym nie-amerykańskim astronautą (Kanada), który dokona tego samego.
    • Podczas powrotu kapsuła Orion wejdzie w atmosferę z prędkością ponad 40 000 km/h (25 000 mph), ustanawiając nowy rekord prędkości dla załogowego statku powracającego na Ziemię.

    Kalendarz napięty jak struna

    Kiedy start? NASA wciąż celuje w lutowe okno startowe, którego pierwszy możliwy termin wypada 6 lutego 2026 roku (kolejne to 7, 8, 10 i 11 lutego). Wszystko zależy jednak od kluczowego testu – tzw. Wet Dress Rehearsal (WDR), zaplanowanego na okolice 2 lutego.

    To próba generalna, podczas której do rakiety zostanie wpompowane ponad 2,8 miliona litrów ciekłego wodoru i tlenu. Pamiętamy problemy z wyciekami przy Artemis I, ale inżynierowie zapewniają, że wyciągnęli wnioski. Zmieniono procedury tankowania na „delikatniejsze”, by nie stresować uszczelek ekstremalnie zimnym paliwem. Jeśli ten test przebiegnie pomyślnie, droga do startu będzie otwarta.

    Sukces rodził się w bólach

    Program SLS jest opóźniony o co najmniej 5 lat i przekroczył budżet wielokrotnie, ale ostatnie 12 miesięcy w VAB to popis inżynierskiej sprawności. Zespół złożył rakietę o dwa miesiące szybciej niż przy poprzedniej misji.

    „Jesteśmy naprawdę gotowi” – zapewniał Reid Wiseman, dowódca misji. Załoga przyleciała na przylądek myśliwcami T-38 prosto z ostatnich symulacji w Houston. Teraz czekają ich testy ewakuacji z wieży startowej i ostatnie szlify procedur.

    Jeśli „mokra próba” pójdzie zgodnie z planem, luty 2026 roku zapisze się w podręcznikach historii jako moment, w którym człowiek ponownie opuścił bezpieczne granice orbity Ziemi. Margines błędu jest jednak minimalny, a menedżer misji Matt Ramsey przyznaje wprost: to harmonogram nastawiony na sukces, który nie zakłada większych potknięć.

    Grawitacja (a raczej jej brak) zmienia położenie mózgu. Nowe badania ostrzeżeniem przed misją na Marsa

    #ArtemisII #JaredIsaacman #KennedySpaceCenter #Księżyc #lotZałogowy #NASA #news #Orion #SLS
  23. „Gorączka startowa” w NASA. Rakieta misji Artemis II wyjeżdża na wyrzutnię

    Po ponad pół wieku przerwy ludzkość znów szykuje się do bezpośredniej podróży w stronę Srebrnego Globu.

    W sobotni poranek czasu amerykańskiego z hangaru w Centrum Kosmicznym Kennedy’ego wyłoniła się rakieta Space Launch System (SLS). Rozpoczyna się powolny, ale historyczny transport na platformę startową 39B. Choć presja polityczna na szybki start rośnie, inżynierowie NASA zapewniają, że priorytetem pozostaje bezpieczeństwo czteroosobowej załogi.

    Najcięższy pojazd świata w akcji

    Operacja transportu rakiety to logistyczny majstersztyk, który wygląda niemal identycznie jak w epoce Apollo. 98-metrowy kolos podróżuje na grzbiecie gąsienicowego transportera, pamiętającego jeszcze czasy rakiet Saturn V. Pojazd, certyfikowany przez Księgę Guinnessa jako najcięższy pojazd samojezdny świata, pokonuje czteromilowy odcinek (ok. 6,4 km) z prędkością mniejszą niż 1,6 km/h. Cała podróż z budynku montażowego (VAB) na nadmorską wyrzutnię zajmie od 8 do 10 godzin. To kluczowy moment dla misji Artemis II – pierwszego załogowego lotu w okolice Księżyca od grudnia 1972 roku.

    Pętla wokół Księżyca i rekord prędkości

    Artemis II nie wyląduje jeszcze na powierzchni naturalnego satelity Ziemi. Zadaniem załogi – w składzie: Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch oraz Kanadyjczyk Jeremy Hansen – jest lot wokół niewidocznej strony Księżyca. Astronauci oddalą się od Ziemi na rekordową odległość, bijąc osiągnięcia ery Apollo. Finałem misji będzie powrót i wejście w atmosferę z prędkością 40 000 km/h. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, misja zweryfikuje systemy podtrzymywania życia i nawigacji statku Orion w warunkach głębokiego kosmosu.

    Grawitacja (a raczej jej brak) zmienia położenie mózgu. Nowe badania ostrzeżeniem przed misją na Marsa

    Wyścig z czasem i Chinami

    Atmosfera wokół misji jest gęsta nie tylko od oparów paliwa, ale i od polityki. Nowy szef NASA w administracji Donalda Trumpa, Jared Isaacman, oraz kongresmeni naciskają, by USA wyprzedziły chiński program kosmiczny, który celuje w lądowanie na Księżycu do 2030 roku. Amerykański cel to teraz styczeń 2029 roku. Mimo presji na sukces, John Honeycutt, szef zespołu zarządzającego misją, studzi emocje, ostrzegając przed „gorączką startową”. – „Mam jedno zadanie i jest nim bezpieczny powrót Reida, Victora, Christiny i Jeremy’ego” – podkreśla Honeycutt.

    Kiedy start? Okienko jest wąskie

    Wyjazd rakiety na platformę nie oznacza natychmiastowego startu. Na początku lutego odbędzie się tzw. Wet Dress Rehearsal (WDR), czyli próbne odliczanie połączone z tankowaniem kriogenicznego wodoru i tlenu. To właśnie wycieki wodoru były zmorą poprzedniej misji, Artemis I. Jeśli testy przebiegną pomyślnie, NASA celuje w start najwcześniej 6 lutego. Okno startowe jest jednak bezlitosne – ze względu na mechanikę orbitalną, start jest możliwy tylko w dniach 6-11 lutego. Jeśli ten termin przepadnie, kolejna szansa pojawi się dopiero 6 marca.

    Wielki powrót na Księżyc. NASA celuje w lutowy start misji Artemis 2

    #ArtemisII #CentrumKosmiczneKennedyEgo #JaredIsaacman #Księżyc #NASA #news #Orion #ReidWiseman #SLS #wyścigKosmiczny
  24. Księżyc w 2028, atom i koniec ISS. Trump stawia zadania nowemu szefowi NASA

    Ledwo Jared Isaacman – miliarder, prywatny astronauta i dowódca misji Polaris – został zaprzysiężony na nowego administratora NASA, a już dostał na biurko listę zadań, która brzmi jak scenariusz filmu science-fiction.

    Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które wyznacza twardy kurs: lądowanie na Srebrnym Globie ma nastąpić za trzy lata, a zaraz potem Amerykanie mają tam postawić reaktory jądrowe.

    Jak donosi Eric Berger z Ars Technica, dokument zatytułowany „Ensuring American Space Superiority” (Zapewnienie amerykańskiej przewagi w kosmosie) nie pozostawia złudzeń. Nowa administracja chce szybkich sukcesów i pełnego oparcia się na sektorze prywatnym. Isaacman, który sam wywodzi się z komercyjnego rynku kosmicznego (i blisko współpracuje ze SpaceX), wydaje się idealnym wykonawcą tej woli.

    2028: termin ostateczny?

    Najważniejszym punktem jest powrót Amerykanów na Księżyc do 2028 roku w ramach programu Artemis. To niezwykle ambitny, wręcz karkołomny termin, biorąc pod uwagę obecne opóźnienia w budowie lądownika (Starship HLS) i skafandrów.

    Isaacman dostał 90 dni na przedstawienie planu, jak tego dokonać i jak naprawić obecne problemy programu. Możemy się spodziewać trzęsienia ziemi w kontraktach i przyspieszenia prac nad Human Landing System.

    Atomowa baza i koniec ISS

    Jeszcze ciekawiej robi się dalej. Rozporządzenie zakłada:

    • Reaktory jądrowe na Księżycu: do 2030 roku ma być gotowy do wystrzelenia reaktor powierzchniowy. To jasny sygnał, że USA myślą o stałej obecności i zasilaniu bazy, a nie tylko o „wbiciu flagi”.
    • Księżycowy przyczółek: do 2030 roku mają powstać elementy stałej bazy (na powierzchni lub na orbicie).
    • Koniec ISS: potwierdzono plan deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2030 roku. Jej następcami mają być wyłącznie stacje komercyjne.

    Mars? Może kiedyś

    Co ciekawe, w dokumencie praktycznie zniknął temat załogowej misji na Marsa. Czerwona Planeta jest wspomniana tylko jako odległy cel. Źródła Ars Technica sugerują, że Donald Trump stracił zainteresowanie Marsem, gdy dowiedział się, że lądowanie nie jest możliwe podczas jego kadencji. Priorytetem stał się więc Księżyc, który jest „w zasięgu”.

    Koniec biurokracji, czas na biznes

    Nowa polityka kładzie ogromny nacisk na „lean procurement” – czyli odchudzenie zamówień. Preferowane mają być gotowe rozwiązania komercyjne i kontrakty o stałej cenie, a nie – typowe dla starej NASA – kontrakty „cost-plus” (zwrot kosztów plus marża), które często prowadziły do gigantycznych przekroczeń budżetu.

    Jared Isaacman stoi przed tytanicznym wyzwaniem. Ma 3 lata, by dowieźć wynik, na który NASA pracuje od dekady. Czy metody znane z sektora prywatnego wystarczą, by nagiąć prawa fizyki i inżynierii do politycznego kalendarza? Przekonamy się wkrótce.

    LEGO pokazało ruchomy zestaw NASA Artemis. Startuje z biurka, ale dopiero po Gwiazdce

    #artemis #DonaldTrump #eksploracjaKosmosu #ISS #JaredIsaacman #Księżyc #NASA
  25. Księżyc w 2028, atom i koniec ISS. Trump stawia zadania nowemu szefowi NASA

    Ledwo Jared Isaacman – miliarder, prywatny astronauta i dowódca misji Polaris – został zaprzysiężony na nowego administratora NASA, a już dostał na biurko listę zadań, która brzmi jak scenariusz filmu science-fiction.

    Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które wyznacza twardy kurs: lądowanie na Srebrnym Globie ma nastąpić za trzy lata, a zaraz potem Amerykanie mają tam postawić reaktory jądrowe.

    Jak donosi Eric Berger z Ars Technica, dokument zatytułowany „Ensuring American Space Superiority” (Zapewnienie amerykańskiej przewagi w kosmosie) nie pozostawia złudzeń. Nowa administracja chce szybkich sukcesów i pełnego oparcia się na sektorze prywatnym. Isaacman, który sam wywodzi się z komercyjnego rynku kosmicznego (i blisko współpracuje ze SpaceX), wydaje się idealnym wykonawcą tej woli.

    2028: termin ostateczny?

    Najważniejszym punktem jest powrót Amerykanów na Księżyc do 2028 roku w ramach programu Artemis. To niezwykle ambitny, wręcz karkołomny termin, biorąc pod uwagę obecne opóźnienia w budowie lądownika (Starship HLS) i skafandrów.

    Isaacman dostał 90 dni na przedstawienie planu, jak tego dokonać i jak naprawić obecne problemy programu. Możemy się spodziewać trzęsienia ziemi w kontraktach i przyspieszenia prac nad Human Landing System.

    Atomowa baza i koniec ISS

    Jeszcze ciekawiej robi się dalej. Rozporządzenie zakłada:

    • Reaktory jądrowe na Księżycu: do 2030 roku ma być gotowy do wystrzelenia reaktor powierzchniowy. To jasny sygnał, że USA myślą o stałej obecności i zasilaniu bazy, a nie tylko o „wbiciu flagi”.
    • Księżycowy przyczółek: do 2030 roku mają powstać elementy stałej bazy (na powierzchni lub na orbicie).
    • Koniec ISS: potwierdzono plan deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2030 roku. Jej następcami mają być wyłącznie stacje komercyjne.

    Mars? Może kiedyś

    Co ciekawe, w dokumencie praktycznie zniknął temat załogowej misji na Marsa. Czerwona Planeta jest wspomniana tylko jako odległy cel. Źródła Ars Technica sugerują, że Donald Trump stracił zainteresowanie Marsem, gdy dowiedział się, że lądowanie nie jest możliwe podczas jego kadencji. Priorytetem stał się więc Księżyc, który jest „w zasięgu”.

    Koniec biurokracji, czas na biznes

    Nowa polityka kładzie ogromny nacisk na „lean procurement” – czyli odchudzenie zamówień. Preferowane mają być gotowe rozwiązania komercyjne i kontrakty o stałej cenie, a nie – typowe dla starej NASA – kontrakty „cost-plus” (zwrot kosztów plus marża), które często prowadziły do gigantycznych przekroczeń budżetu.

    Jared Isaacman stoi przed tytanicznym wyzwaniem. Ma 3 lata, by dowieźć wynik, na który NASA pracuje od dekady. Czy metody znane z sektora prywatnego wystarczą, by nagiąć prawa fizyki i inżynierii do politycznego kalendarza? Przekonamy się wkrótce.

    LEGO pokazało ruchomy zestaw NASA Artemis. Startuje z biurka, ale dopiero po Gwiazdce

    #artemis #DonaldTrump #eksploracjaKosmosu #ISS #JaredIsaacman #Księżyc #NASA
  26. Księżyc w 2028, atom i koniec ISS. Trump stawia zadania nowemu szefowi NASA

    Ledwo Jared Isaacman – miliarder, prywatny astronauta i dowódca misji Polaris – został zaprzysiężony na nowego administratora NASA, a już dostał na biurko listę zadań, która brzmi jak scenariusz filmu science-fiction.

    Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które wyznacza twardy kurs: lądowanie na Srebrnym Globie ma nastąpić za trzy lata, a zaraz potem Amerykanie mają tam postawić reaktory jądrowe.

    Jak donosi Eric Berger z Ars Technica, dokument zatytułowany „Ensuring American Space Superiority” (Zapewnienie amerykańskiej przewagi w kosmosie) nie pozostawia złudzeń. Nowa administracja chce szybkich sukcesów i pełnego oparcia się na sektorze prywatnym. Isaacman, który sam wywodzi się z komercyjnego rynku kosmicznego (i blisko współpracuje ze SpaceX), wydaje się idealnym wykonawcą tej woli.

    2028: termin ostateczny?

    Najważniejszym punktem jest powrót Amerykanów na Księżyc do 2028 roku w ramach programu Artemis. To niezwykle ambitny, wręcz karkołomny termin, biorąc pod uwagę obecne opóźnienia w budowie lądownika (Starship HLS) i skafandrów.

    Isaacman dostał 90 dni na przedstawienie planu, jak tego dokonać i jak naprawić obecne problemy programu. Możemy się spodziewać trzęsienia ziemi w kontraktach i przyspieszenia prac nad Human Landing System.

    Atomowa baza i koniec ISS

    Jeszcze ciekawiej robi się dalej. Rozporządzenie zakłada:

    • Reaktory jądrowe na Księżycu: do 2030 roku ma być gotowy do wystrzelenia reaktor powierzchniowy. To jasny sygnał, że USA myślą o stałej obecności i zasilaniu bazy, a nie tylko o „wbiciu flagi”.
    • Księżycowy przyczółek: do 2030 roku mają powstać elementy stałej bazy (na powierzchni lub na orbicie).
    • Koniec ISS: potwierdzono plan deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2030 roku. Jej następcami mają być wyłącznie stacje komercyjne.

    Mars? Może kiedyś

    Co ciekawe, w dokumencie praktycznie zniknął temat załogowej misji na Marsa. Czerwona Planeta jest wspomniana tylko jako odległy cel. Źródła Ars Technica sugerują, że Donald Trump stracił zainteresowanie Marsem, gdy dowiedział się, że lądowanie nie jest możliwe podczas jego kadencji. Priorytetem stał się więc Księżyc, który jest „w zasięgu”.

    Koniec biurokracji, czas na biznes

    Nowa polityka kładzie ogromny nacisk na „lean procurement” – czyli odchudzenie zamówień. Preferowane mają być gotowe rozwiązania komercyjne i kontrakty o stałej cenie, a nie – typowe dla starej NASA – kontrakty „cost-plus” (zwrot kosztów plus marża), które często prowadziły do gigantycznych przekroczeń budżetu.

    Jared Isaacman stoi przed tytanicznym wyzwaniem. Ma 3 lata, by dowieźć wynik, na który NASA pracuje od dekady. Czy metody znane z sektora prywatnego wystarczą, by nagiąć prawa fizyki i inżynierii do politycznego kalendarza? Przekonamy się wkrótce.

    LEGO pokazało ruchomy zestaw NASA Artemis. Startuje z biurka, ale dopiero po Gwiazdce

    #artemis #DonaldTrump #eksploracjaKosmosu #ISS #JaredIsaacman #Księżyc #NASA
  27. Księżyc w 2028, atom i koniec ISS. Trump stawia zadania nowemu szefowi NASA

    Ledwo Jared Isaacman – miliarder, prywatny astronauta i dowódca misji Polaris – został zaprzysiężony na nowego administratora NASA, a już dostał na biurko listę zadań, która brzmi jak scenariusz filmu science-fiction.

    Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które wyznacza twardy kurs: lądowanie na Srebrnym Globie ma nastąpić za trzy lata, a zaraz potem Amerykanie mają tam postawić reaktory jądrowe.

    Jak donosi Eric Berger z Ars Technica, dokument zatytułowany „Ensuring American Space Superiority” (Zapewnienie amerykańskiej przewagi w kosmosie) nie pozostawia złudzeń. Nowa administracja chce szybkich sukcesów i pełnego oparcia się na sektorze prywatnym. Isaacman, który sam wywodzi się z komercyjnego rynku kosmicznego (i blisko współpracuje ze SpaceX), wydaje się idealnym wykonawcą tej woli.

    2028: termin ostateczny?

    Najważniejszym punktem jest powrót Amerykanów na Księżyc do 2028 roku w ramach programu Artemis. To niezwykle ambitny, wręcz karkołomny termin, biorąc pod uwagę obecne opóźnienia w budowie lądownika (Starship HLS) i skafandrów.

    Isaacman dostał 90 dni na przedstawienie planu, jak tego dokonać i jak naprawić obecne problemy programu. Możemy się spodziewać trzęsienia ziemi w kontraktach i przyspieszenia prac nad Human Landing System.

    Atomowa baza i koniec ISS

    Jeszcze ciekawiej robi się dalej. Rozporządzenie zakłada:

    • Reaktory jądrowe na Księżycu: do 2030 roku ma być gotowy do wystrzelenia reaktor powierzchniowy. To jasny sygnał, że USA myślą o stałej obecności i zasilaniu bazy, a nie tylko o „wbiciu flagi”.
    • Księżycowy przyczółek: do 2030 roku mają powstać elementy stałej bazy (na powierzchni lub na orbicie).
    • Koniec ISS: potwierdzono plan deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2030 roku. Jej następcami mają być wyłącznie stacje komercyjne.

    Mars? Może kiedyś

    Co ciekawe, w dokumencie praktycznie zniknął temat załogowej misji na Marsa. Czerwona Planeta jest wspomniana tylko jako odległy cel. Źródła Ars Technica sugerują, że Donald Trump stracił zainteresowanie Marsem, gdy dowiedział się, że lądowanie nie jest możliwe podczas jego kadencji. Priorytetem stał się więc Księżyc, który jest „w zasięgu”.

    Koniec biurokracji, czas na biznes

    Nowa polityka kładzie ogromny nacisk na „lean procurement” – czyli odchudzenie zamówień. Preferowane mają być gotowe rozwiązania komercyjne i kontrakty o stałej cenie, a nie – typowe dla starej NASA – kontrakty „cost-plus” (zwrot kosztów plus marża), które często prowadziły do gigantycznych przekroczeń budżetu.

    Jared Isaacman stoi przed tytanicznym wyzwaniem. Ma 3 lata, by dowieźć wynik, na który NASA pracuje od dekady. Czy metody znane z sektora prywatnego wystarczą, by nagiąć prawa fizyki i inżynierii do politycznego kalendarza? Przekonamy się wkrótce.

    LEGO pokazało ruchomy zestaw NASA Artemis. Startuje z biurka, ale dopiero po Gwiazdce

    #artemis #DonaldTrump #eksploracjaKosmosu #ISS #JaredIsaacman #Księżyc #NASA
  28. Księżyc w 2028, atom i koniec ISS. Trump stawia zadania nowemu szefowi NASA

    Ledwo Jared Isaacman – miliarder, prywatny astronauta i dowódca misji Polaris – został zaprzysiężony na nowego administratora NASA, a już dostał na biurko listę zadań, która brzmi jak scenariusz filmu science-fiction.

    Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które wyznacza twardy kurs: lądowanie na Srebrnym Globie ma nastąpić za trzy lata, a zaraz potem Amerykanie mają tam postawić reaktory jądrowe.

    Jak donosi Eric Berger z Ars Technica, dokument zatytułowany „Ensuring American Space Superiority” (Zapewnienie amerykańskiej przewagi w kosmosie) nie pozostawia złudzeń. Nowa administracja chce szybkich sukcesów i pełnego oparcia się na sektorze prywatnym. Isaacman, który sam wywodzi się z komercyjnego rynku kosmicznego (i blisko współpracuje ze SpaceX), wydaje się idealnym wykonawcą tej woli.

    2028: termin ostateczny?

    Najważniejszym punktem jest powrót Amerykanów na Księżyc do 2028 roku w ramach programu Artemis. To niezwykle ambitny, wręcz karkołomny termin, biorąc pod uwagę obecne opóźnienia w budowie lądownika (Starship HLS) i skafandrów.

    Isaacman dostał 90 dni na przedstawienie planu, jak tego dokonać i jak naprawić obecne problemy programu. Możemy się spodziewać trzęsienia ziemi w kontraktach i przyspieszenia prac nad Human Landing System.

    Atomowa baza i koniec ISS

    Jeszcze ciekawiej robi się dalej. Rozporządzenie zakłada:

    • Reaktory jądrowe na Księżycu: do 2030 roku ma być gotowy do wystrzelenia reaktor powierzchniowy. To jasny sygnał, że USA myślą o stałej obecności i zasilaniu bazy, a nie tylko o „wbiciu flagi”.
    • Księżycowy przyczółek: do 2030 roku mają powstać elementy stałej bazy (na powierzchni lub na orbicie).
    • Koniec ISS: potwierdzono plan deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2030 roku. Jej następcami mają być wyłącznie stacje komercyjne.

    Mars? Może kiedyś

    Co ciekawe, w dokumencie praktycznie zniknął temat załogowej misji na Marsa. Czerwona Planeta jest wspomniana tylko jako odległy cel. Źródła Ars Technica sugerują, że Donald Trump stracił zainteresowanie Marsem, gdy dowiedział się, że lądowanie nie jest możliwe podczas jego kadencji. Priorytetem stał się więc Księżyc, który jest „w zasięgu”.

    Koniec biurokracji, czas na biznes

    Nowa polityka kładzie ogromny nacisk na „lean procurement” – czyli odchudzenie zamówień. Preferowane mają być gotowe rozwiązania komercyjne i kontrakty o stałej cenie, a nie – typowe dla starej NASA – kontrakty „cost-plus” (zwrot kosztów plus marża), które często prowadziły do gigantycznych przekroczeń budżetu.

    Jared Isaacman stoi przed tytanicznym wyzwaniem. Ma 3 lata, by dowieźć wynik, na który NASA pracuje od dekady. Czy metody znane z sektora prywatnego wystarczą, by nagiąć prawa fizyki i inżynierii do politycznego kalendarza? Przekonamy się wkrótce.

    LEGO pokazało ruchomy zestaw NASA Artemis. Startuje z biurka, ale dopiero po Gwiazdce

    #artemis #DonaldTrump #eksploracjaKosmosu #ISS #JaredIsaacman #Księżyc #NASA
  29. Dżizas. Wreszcie trochę nieba. Oczywiście wieczorem i w nocy ma być całkiem zachmurzone. 🤬
    #ksiezyc #moon

  30. Dzisiaj kluczowy moment do fotografowania i obserwacji Księżyca Żniw i jak się nic nie zmieni to wszystko wskazuje na to, że "łysego" pooglądam sobie ... ale na cudzych zdjęciach :( #pogoda #chmury #księżyc #pełnia

  31. W niedzielę, 7 września, dojdzie do całkowitego zaćmienia Księżyca.

    W Polsce początek zaćmienia półcieniowego nastąpi o godzinie 17.28, a początek zaćmienia częściowego o godz. 18.27. Następnie, o godzinie 19.32, rozpocznie się zaćmienie całkowite. Maksimum przypadnie na godz. 20.13. Koniec zaćmienia całkowitego nastąpi o 20.53, zaćmienia częściowego o 21.56, a półcieniowego - o 22.56.

    Księżyc wzejdzie w Polsce około godz. 19 lub nieco później, w zależności od rejonu kraju, czyli mniej więcej na pół godziny przed rozpoczęciem fazy całkowitej.

    #księżyc #CałkowiteZaćmienieKsiężyca #KrwawyKsiężyc #astronomia

    tvn24.pl/tvnmeteo/najnowsze/za

  32. Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba dokonał kolejnego odkrycia. Uran ma nowy księżyc

    Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba (JWST) po raz kolejny dowiódł swoich niezwykłych możliwości. Analizując zdjęcia wykonane przez obserwatorium, zespół naukowców odkrył nieznany dotąd, niewielki księżyc krążący wokół Urana. Odkrycia dokonano 2 lutego, a łączna liczba znanych księżyców tej planety wzrosła do 29.

    Nowo odkryty obiekt jest niezwykle mały – jego szacowana średnica to zaledwie sześć mil (około 10 kilometrów). Krąży on w płaszczyźnie równikowej Urana w odległości około 35 000 mil (ok. 56 tys. kilometrów) od centrum planety. Co istotne, jego orbita jest niemal idealnie okrągła, co sugeruje, że mógł on powstać w pobliżu swojej obecnej lokalizacji, a nie zostać przechwycony przez grawitację planety. Księżyc, podobnie jak inne tego typu odkrycia, oczekuje teraz na oficjalną nazwę, która zostanie zatwierdzona przez Międzynarodową Unię Astronomiczną.

    Nowy wyścig na Księżyc. USA i Chiny chcą zbudować tam reaktory jądrowe

    Wykrycie tak niewielkiego i słabo świecącego obiektu było możliwe dzięki potężnym instrumentom teleskopu Webba. Zespół badawczy, kierowany przez Southwest Research Institute, zidentyfikował księżyc na podstawie 10 zdjęć wykonanych w bliskiej podczerwieni przez kamerę NIRCam. Każde ze zdjęć wymagało długiej, 40-minutowej ekspozycji, by uchwycić nikły punkt na tle olbrzymiej planety.

    Odkryto potencjalnie najmasywniejszą czarną dziurę w historii. Waży tyle, co 36 miliardów Słońc

    Odkrycie to jest niezwykle cenne z naukowego punktu widzenia. Jak zauważa Matthew Tiscareno z Instytutu SETI, „żadna inna planeta nie ma tylu małych wewnętrznych księżyców co Uran, a ich złożone powiązania z pierścieniami wskazują na chaotyczną historię, która zaciera granicę między systemem pierścieni a systemem księżyców”. Fakt, że udało się znaleźć obiekt mniejszy i znacznie ciemniejszy od dotychczas znanych, sugeruje, że w okolicach Urana wciąż może czekać na nas wiele nieodkrytych tajemnic.

    Co zrobimy, gdy odkryjemy obcą cywilizację? Naukowcy apelują o globalny plan

    #astronomia #JWST #KosmicznyTeleskopJamesaWebba #Kosmos #Księżyc #NASA #news #odkrycieNaukowe #UkładSłoneczny #Uran

  33. Nowy wyścig na Księżyc. USA i Chiny chcą zbudować tam reaktory jądrowe

    Pierwszy wyścig kosmiczny zakończył się pozostawieniem na Księżycu flag i śladów butów. Dziś, dekady później, celem nie jest już samo lądowanie, ale budowa stałej infrastruktury, a kluczem do jej powstania jest energia.

    Na naszych oczach rozpoczyna się nowy, strategiczny wyścig, w którym główną rolę odgrywają Chiny i Stany Zjednoczone, a stawką jest budowa pierwszego reaktora jądrowego na Srebrnym Globie.

    W kwietniu 2025 roku Chiny ogłosiły plan budowy księżycowej elektrowni jądrowej do 2035 roku, która ma zasilać ich międzynarodową stację badawczą. W odpowiedzi, w sierpniu tego samego roku, NASA zadeklarowała, że amerykański reaktor może być operacyjny na Księżycu już do 2030 roku. Choć brzmi to jak nagła eskalacja, NASA i Departament Energii USA od lat pracują nad małymi systemami energii jądrowej na potrzeby przyszłych baz i misji kosmicznych.

    Dlaczego energia jądrowa, a nie słoneczna?

    Księżyc jest niegościnnym miejscem. Noc trwa tam 14 ziemskich dni, a w niektórych kraterach na biegunach, gdzie odkryto lód wodny, światło słoneczne nie dociera nigdy. To sprawia, że energia słoneczna jest zawodnym lub wręcz niemożliwym do wykorzystania źródłem zasilania w wielu kluczowych dla przyszłych baz regionach.

    Mały reaktor jądrowy mógłby natomiast nieprzerwanie dostarczać energię przez ponad dekadę, zasilając habitaty, łaziki, systemy podtrzymywania życia, a nawet drukarki 3D do budowy struktur na miejscu.

    Czy to legalne i co to oznacza?

    Jak wyjaśniają prawnicy specjalizujący się w prawie kosmicznym, budowa reaktora jądrowego na Księżycu nie jest nielegalna. Traktat o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku nie zabrania pokojowego wykorzystania energii jądrowej, a rezolucja ONZ z 1992 roku uznaje ją za niezbędną dla misji, gdzie inne źródła energii są niewystarczające. Kluczowe jest jednak to, że chociaż nikt nie może „posiadać” Księżyca, to budowa tak kluczowej infrastruktury jest potężnym narzędziem wpływu. Kraj, który jako pierwszy postawi reaktor, de facto „rysuje linię na księżycowej mapie”, zmuszając innych do omijania jego strefy i dostosowywania się do jego obecności.

    Infrastruktura to wpływ. Budowa reaktora, zwłaszcza w bogatych w zasoby (lód wodny) rejonach bieguna południowego, cementuje obecność danego państwa i jego zdolność do korzystania z tych zasobów, potencjalnie utrudniając dostęp innym. Nie jest to roszczenie terytorialne w sensie prawnym, ale w praktyce daje ogromną przewagę strategiczną. Przyszłość Księżyca nie będzie więc zależeć od tego, kto zatknie więcej flag, ale od tego, kto, co i w jaki sposób na nim zbuduje.

    Odkryto potencjalnie najmasywniejszą czarną dziurę w historii. Waży tyle, co 36 miliardów Słońc

    #chiny #energia #infrastruktura #Księżyc #NASA #news #prawoKosmiczne #reaktorJądrowy #TraktatOPrzestrzeniKosmicznej #wyścigKosmiczny

  34. Siedzę, piję herbatę, a czuję, że ktoś do mnie puszcza oko. Marta? Nie, bo jest w łazience. Dzieciaki? Nie, jedzą śniadanie. To co u licha?! Idę na dwór, a tam uśmiecha się do mnie #łysy, a oko puszcza największy z księżycowych kraterów: #Tycho A dzisiaj w nocy szczyt Perseidów ;) #fotografia #księzyc #moon
    Edit: wrzuciłem lepszej jakości zdjęcie
    ---
    #NikonZ5
    #N70300VR

  35. Zrobiłam zdjęcia księżyca z full przybliżeniem #moon #księżyc

  36. Nad ranem, gdy poszedłem zabrać teleskop z nocnego smażenia galaktyk, wpadł mnie przywitać Księżyc.
    Teraz czas obrobić pewien obiekt, który „rozsadza banię”.
    Stay tuned!

    #księżyc #rześkiPoranek #moon

  37. Takie-tam, zabawy z Photoshopem i Księżycem.
    Jednak to prawda, że Księżyc jest z sera.
    Widoczne fragmenty zielonej i niebieskiej pleśni. ;-)

    #ksiezyc #moon

  38. Popatrzcie w #niebo - tam, gdzie nie ma chmur, widac #ksiezyc, a obok, bardzo blisko niego (chyba?) #Wenus - fajnie to wyglada bo Wenus jest przy nim taka malutka, ale nadal dosc widoczna

    #astronomia #ObserwacjeNieba

  39. Może i warunki pogodowe są kiepskie, ale za to światło Księżyca jeszcze to potęguje.
    Co chwilę chmurwy, poza tym światła miasta i 🌓
    1) w centrum Galaktyka Bodego (M81), w lewym, dolnym rogu Galaktyka Cygaro (M82).
    2) Księżyc
    #m81 #m82 #ksiezyc #moon #astrophotography