#proza #opowiadanie #noir #sprawa_pierwszego #cz4
— Ustaliliście kim jest operator? — zapytałem, klęknąwszy ramię w ramię ze specjalistą od trupów.
— Wyłączyliśmy pole ochronne. — Mężczyzna w białym kitlu wstał i zlustrował mnie wzrokiem. Podał dłoń. — Jarecka.
Nie znałem go… Zawahałem się. Spojrzałem na Mirka zdziwiony. Byłem przekonany, że obok mnie klęczy pięćdziesięcioletni, gruby oblech, zapijający wrażenia z roboty tanim piwem i oglądający panienki na płatnych portalach. Westchnąłem, próbując złapać psychiczną równowagę. Musiała być nowa, pomyślałem. Nie znałem jej nazwiska, a większość gliniarzy z komendy głównej kojarzyłem. Ale skoro pracowała z Mirkiem, chyba można jej było zaufać. Pomimo całej tej otoczki dziwności. I pękających pleców.
— Broniewski. — Podałem dłoń kobiecie w męskim, nad wyraz ciężkim ciele. Miała na sobie biały kitel, przyciasny i miejscami niedoprany. Pod nim natomiast, znoszony i powyciągany sweter w romby opinał tak zwane męskie cycki. — I co znaleźliście? — dociekałem, próbując grać niewzruszonego.
— Dane osobowe, kartę kredytową i książkę kontaktów. — Wtrącił się Mirek. Z jakiegoś powodu z trudem powstrzymywał śmiech. — To doktor Jarecka. Ale… to nie jest jej prywatny awatar. — Parsknął. — Zapomniała karty i połączyła się postacią doktora Czerkawskiego.
— Nie mogliście od tego zacząć? — syknąłem z pretensją.
Oboje śmiali się tak, że prawie popuszczały im zwieracze. Co w przypadku powłoki grubasa, mogło prowadzić do większej lub mniejszej katastrofy naturalnej.
— Więc jak nazywa się nasz delikwent?
Mirek wyświetlił dane awatara wprost przed moją twarzą.
— Cz3’5!o 0dKrYwC4 — przeliterowałem. — Zameldowany: MetaWorld. To jakiś żart? Dlaczego w polu adres podał nazwę serwera? I to imię. Myślałem, że ten cholerny system ma jakąś politykę, zasady… — Zawiesiłem głos. — A może to kolejny wkręt?
Mirek spoważniał. Zacisnął wargi, jakby chciał powiedzieć coś, czego nie miałem ochoty usłyszeć.
/** Fragment opowiadania pt. "Sprawa pierwszego". Całość dostępna na mojej stronie **/