#czlowiek — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #czlowiek, aggregated by home.social.
-
https://www.europesays.com/pl/352742/ Ile realnie „powinien” zarabiać mężczyzna w Trójmieście? Wielkie kłamstwo o „normalnych” zarobkach #człowiek #fantazja #gdańsk #gole #informacje #internet #kłamstwo #koszykówka #mężczyzna #nagranie #oczekiwanie #OpinieUżytkowników #PiłkaNożna #PL #Poland #Polish #Polska #Polski #relacje #rzeczywistość #siatkowka #Sport #trojmiasto #Wiadomości #WiadomościSportowe #widelki #zarobek #zuzel
-
https://www.europesays.com/pl/332227/ „On nie chciałby pomników, tylko działania”. 10 lat bez ks. Jana Kaczkowskiego #bioetyka #człowiek #duchowny #dystans #działanie #dziedzictwo #fundacja #gdańsk #gdynia #glejak #jan #JanKaczkowski #kaczkowski #mozg #nauczanie #OjciecPio #pacjent #petarda #PL #podejście #Poland #Polish #Polska #Polski #pomnik #praca #PuckieHospicjum #rok #smierc #sopot #strata #swiat #twórca #wartość #wiara #wspomnienie #życie
-
Człowiek jako ekosystem — to już nie metafora, ale coraz lepiej opisana rzeczywistość biologiczna.
Mikrobiom współtworzy procesy trawienne, odporność i komunikację na osi jelito–mózg. To jedna z tych perspektyw, które zmieniają sposób patrzenia na zdrowie i funkcjonowanie organizmu.
Pełny artykuł:
https://faleinspiracji.pl/2026/02/23/20260223-mikrobiom-czlowieka-niewidzialny-organ/ -
🩸 W Twoim ciele znajduje się złoto. W organizmie przeciętnego człowieka ważącego 70 kg znajduje się około 0,2 miligrama czystego złota. Większość z niego jest rozpuszczona we krwi. Choć to ilość zbyt mała, by stać się bogatym, złoto odgrywa rolę w przewodzeniu sygnałów elektrycznych w stawach i regeneracji komórek.
#ciekawostki #biologia #chemia #człowiek #ciekawostka -
Naukowcy z Uniwersytetu Cambridge przebadali za pomocą rezonansu magnetycznego mózgi czterech tysięcy osób, a wyniki tych badań zostały opublikowane pod koniec listopada w prestiżowym magazynie "Nature Comunications".
Stwierdzili, że istnieją "punkty zwrotne", w których nasze mózgi się zmieniają:
Od 0 do 9 lat trwa faza dziecięca,
10-31 lat - to faza dojrzewania mózgu,
32-65 lat - trwa faza dorosłości,
66-82 lata - wczesne starzenie mózgu
po 83 roku życia - następuje faza późnego starzenia. -
https://www.europesays.com/pl/136507/ Percepcja czasu a mózg. Dlaczego z wiekiem czas płynie „szybciej” #badanie #BreakingNews #BreakingNews #czas #człowiek #FeaturedNews #FeaturedNews #Headlines #LatestNews #LatestNews #mozg #Nagłówki #NajważniejszeArtykuły #News #PL #Poland #Polish #Polska #Polski #Psychologia #TopStories #TopStories #Wiadomości
-
Każdy człowiek nosi w sobie około 2 kg bakterii, to więcej niż waga przeciętnego mózgu.
#ciekawostki #bakterie #człowiek -
#UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek
Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.
Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.
Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.
Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.
Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.
Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.
Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.
W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.
Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem. -
#UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek
Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.
Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.
Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.
Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.
Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.
Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.
Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.
W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.
Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem. -
#UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek
Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.
Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.
Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.
Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.
Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.
Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.
Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.
W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.
Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem. -
#UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek
Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.
Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.
Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.
Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.
Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.
Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.
Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.
W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.
Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem. -
#UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek
Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.
Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.
Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.
Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.
Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.
Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.
Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.
W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.
Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem. -
#przemyślenia Postanowiłem przejść się z Tyrionem. Wziąłem aparat, lornetkę i tak się złożyło, że dzisiaj najbardziej moją uwagę przykuły Góry Izerskie. Dłuższą chwilę patrzyłem na wieżę widokową na czeskim Smyrku i tak zacząłem się zastanawiać, czy ktoś tam właśnie jest? Czy patrzy w tę stronę? Czy to Polak, Czech, a może Niemiec? Mężczyzna, czy kobieta? Jaki ma zawód, czym się zajmuje? …
Czy trafił tam by nacieszyć się piękną pogodą, a może poszedł mając jakiś problem, a wyprawa w góry miała „przewietrzyć” głowę i znaleźć rozwiązanie? O czym teraz myśli? Jakie ma marzenia, plany? …
Tyle możliwości, nieskończona głębia człowieka, którego naprawdę nie da się skwantyfikować. Z drugiej strony też człowiek, ale „zwykły”, codzienny, pochłonięty płytką rutyną. Człowiek, który tak często odziera drugiego z należnej mu głębi, z jego wielowymiarowości.
Czyli ja, Ty, my, którzy ograniczają się jedynie do tego by patrzeć na drugiego przez pryzmat wykonywanej pracy, rywala do dobrego stanowiska, kogoś kto popiera taką, a nie inną partię, kogoś kto jest bogaty lub biedny. Stary lub młody. Zdrowy, bądź cierpiący…
Tym samym poprzez taką postawę przekreślamy tak naprawdę nie tylko jego, ale i nasze własne człowieczeństwo…
#człowiek #człowieczeństwo #drugi #osoba #codzienność #życie #góry #kochamwieś #kochambycwiesniakiem