home.social

#czlowiek — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #czlowiek, aggregated by home.social.

  1. Człowiek jako ekosystem — to już nie metafora, ale coraz lepiej opisana rzeczywistość biologiczna.

    Mikrobiom współtworzy procesy trawienne, odporność i komunikację na osi jelito–mózg. To jedna z tych perspektyw, które zmieniają sposób patrzenia na zdrowie i funkcjonowanie organizmu.

    Pełny artykuł:
    faleinspiracji.pl/2026/02/23/2

    #FaleInspiracji #Czlowiek #Mikrobiom #Zdrowie #Biologia

  2. 🩸 ​W Twoim ciele znajduje się złoto. W organizmie przeciętnego człowieka ważącego 70 kg znajduje się około 0,2 miligrama czystego złota. Większość z niego jest rozpuszczona we krwi. Choć to ilość zbyt mała, by stać się bogatym, złoto odgrywa rolę w przewodzeniu sygnałów elektrycznych w stawach i regeneracji komórek.
    #ciekawostki #biologia #chemia #człowiek #ciekawostka

  3. Naukowcy z Uniwersytetu Cambridge przebadali za pomocą rezonansu magnetycznego mózgi czterech tysięcy osób, a wyniki tych badań zostały opublikowane pod koniec listopada w prestiżowym magazynie "Nature Comunications".

    Stwierdzili, że istnieją "punkty zwrotne", w których nasze mózgi się zmieniają:
    Od 0 do 9 lat trwa faza dziecięca,
    10-31 lat - to faza dojrzewania mózgu,
    32-65 lat - trwa faza dorosłości,
    66-82 lata - wczesne starzenie mózgu
    po 83 roku życia - następuje faza późnego starzenia.

    #nauka #mózg #człowiek #biologia #medycyna #rozwój

    tvn24.pl/zdrowie/nauka-mozg-zm

  4. Każdy człowiek nosi w sobie około 2 kg bakterii, to więcej niż waga przeciętnego mózgu.
    #ciekawostki #bakterie #człowiek

  5. #UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek

    Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.

    Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.

    Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.

    Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.

    Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.

    Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.

    Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
    Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.

    Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.

    W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.

    Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
    W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem.

  6. #UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek

    Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.

    Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.

    Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.

    Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.

    Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.

    Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.

    Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
    Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.

    Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.

    W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.

    Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
    W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem.

  7. #UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek

    Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.

    Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.

    Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.

    Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.

    Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.

    Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.

    Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
    Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.

    Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.

    W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.

    Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
    W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem.

  8. #UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek

    Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.

    Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.

    Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.

    Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.

    Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.

    Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.

    Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
    Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.

    Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.

    W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.

    Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
    W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem.

  9. #UwolnioneZFB #Leśnołaz #Wilk #Roztocze #Człowiek

    Jacek mieszkał na skraju boru, między Wieprzem a Bugiem, w miejscu, gdzie ziemia miewała w sobie pamięć i niechętnie oddawała ją płytkiej orce. Mówili o nim: samotnik, zawzięty, człowiek z lornetką w oczach i karabinem w duszy. Nie pił, nie mówił wiele, nie łasił się do ludzi. Tylko las go znał. Las i śmierć.

    Od dzieciństwa uczył się czytać ślady. Rysunek niedźwiedziej łapy z książki przyrodniczej umiał narysować szybciej niż literę A. Ale na Lubelszczyźnie niedźwiedzie nie chodziły od dawna. Były za to sarny, jelenie, dziki i bażanty. Na nie polował najczęściej.

    Jego chata stała pośród pól, które co roku wykrwawiały się pod kukurydzę. W oknach wisiała siatka przeciw komarom i obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który dostał od babci. Nad drzwiami wisiała głowa jelenia z krzywym porożem. Jacek mówił, że to symbol upartej wolności. Naprawdę był to jego pierwszy strzał, oddany w chłodnym poranku września.

    Pewnego dnia, wczesną wiosną, Jacek poszedł w las. Nie dla trofeum. Dla ciszy. Coś go ciągnęło. Może to był wiatr, który tej nocy brzmiał jak stary głos. Może wspomnienie snu, w którym jelenie mówiły ludzkimi słowami, a jego strzelba zamieniała się w bukowy kij pasterski.

    Wchodząc między dęby, zauważył ślady. Były świeże i niepewne. Małe. Jacek znał je. Młody wilk, szukający swojego miejsca w życiu. Poszedł za tropem bez pośpiechu, nie z bronią, tylko z pytaniem. I wtedy zobaczył.

    Wilczek leżał obok starej nory borsuka, oplątany w stalowy drut. Ktoś go tu zostawił, może kłusownik, może ktoś, kto nie odróżnia przyrody od pola bitwy. Zwierzę nie skomlało. Nie warczało. Leżało cicho i patrzyło. W jego oczach nie było strachu. Było coś, czego Jacek nie potrafił nazwać, choć znał wszystkie słowa z lasu. Może to była zgoda. A może głęboka, dzika prawda.

    Jacek uklęknął. Odetchnął tak, jak oddycha się przy grobie kogoś bliskiego. Wyjął multitool, przeciął drut. Wilczek wstał powoli, z trudem. Ich spojrzenia spotkały się jeszcze raz. Potem zwierzę zniknęło między leszczyną i młodymi świerkami.
    Tamten powrót do domu był najdłuższy. Droga, którą znał na pamięć, ciągnęła się, jakby prowadziła przez jego własne wnętrze. W chacie Jacek zdjął strzelbę ze ściany. Nie zawahał się. Poszedł nad rzekę i wrzucił ją w nurt. Żelazo utonęło bez słowa.

    Od tamtej pory ludzie mówili, że Jacek zdziwaczał. Sadził krzewy na miedzach. Budował budki dla puszczyków. Zamiast opowiadać o strzałach, opowiadał o gniazdach. Raz nawet próbował zaszczepić czarną porzeczkę na dzikim agreście i twierdził, że przemówił do niego dzik. Dzieci przychodziły, żeby słuchać tych bajek, choć dorośli się krzywili.

    W jego ogrodzie wyrósł dąb. Tuż obok miejsca, gdzie zakopał resztki amunicji. Na pniu tego drzewa Jacek powiesił tabliczkę: „Nie wszystko, co żyje, musi zabijać”.

    Wilk szary (Canis lupus) powrócił na Lubelszczyznę w ostatnich dekadach, tworząc stabilne grupy rodzinne w lasach Roztocza i Puszczy Solskiej. Objęty ścisłą ochroną gatunkową, pełni kluczową rolę w regulowaniu liczebności kopytnych i bobrów, przyczyniając się do równowagi ekologicznej. Wilki unikają ludzi. Przypadki agresji są skrajnie rzadkie i wiążą się z dokarmianiem lub próbami oswojenia. Większe zagrożenie stanowią bezpańskie psy i nielegalne wnyki, które ranią zarówno zwierzęta dzikie, jak i domowe.
    W miejscach, gdzie człowiek wybiera współistnienie, a nie dominację, wilk staje się nie wrogiem, lecz dobrym sąsiadem.

  10. #przemyślenia Postanowiłem przejść się z Tyrionem. Wziąłem aparat, lornetkę i tak się złożyło, że dzisiaj najbardziej moją uwagę przykuły Góry Izerskie. Dłuższą chwilę patrzyłem na wieżę widokową na czeskim Smyrku i tak zacząłem się zastanawiać, czy ktoś tam właśnie jest? Czy patrzy w tę stronę? Czy to Polak, Czech, a może Niemiec? Mężczyzna, czy kobieta? Jaki ma zawód, czym się zajmuje? …

    Czy trafił tam by nacieszyć się piękną pogodą, a może poszedł mając jakiś problem, a wyprawa w góry miała „przewietrzyć” głowę i znaleźć rozwiązanie? O czym teraz myśli? Jakie ma marzenia, plany? …

    Tyle możliwości, nieskończona głębia człowieka, którego naprawdę nie da się skwantyfikować. Z drugiej strony też człowiek, ale „zwykły”, codzienny, pochłonięty płytką rutyną. Człowiek, który tak często odziera drugiego z należnej mu głębi, z jego wielowymiarowości.

    Czyli ja, Ty, my, którzy ograniczają się jedynie do tego by patrzeć na drugiego przez pryzmat wykonywanej pracy, rywala do dobrego stanowiska, kogoś kto popiera taką, a nie inną partię, kogoś kto jest bogaty lub biedny. Stary lub młody. Zdrowy, bądź cierpiący…

    Tym samym poprzez taką postawę przekreślamy tak naprawdę nie tylko jego, ale i nasze własne człowieczeństwo…

    #człowiek #człowieczeństwo #drugi #osoba #codzienność #życie #góry #kochamwieś #kochambycwiesniakiem