home.social

#opinia — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #opinia, aggregated by home.social.

  1. Były szef Google X ostrzega: AI to koniec kapitalizmu, jaki znamy. „Roboty nie kupują towarów”

    Przez dekady słyszeliśmy, że technologia tworzy więcej miejsc pracy, niż niszczy. Mo Gawdat, były dyrektor biznesowy Google X, mówi wprost: tym razem będzie inaczej.

    Sztuczna inteligencja nie tylko zautomatyzuje zadania – ona podważy fundamentalną logikę kapitalizmu. Bo jeśli maszyny będą robić wszystko taniej, a ludzie stracą pracę, to kto będzie kupował te wszystkie produkty?

    Pętla zagłady kapitalizmu

    W rozmowie z Business Insiderem Gawdat kreśli scenariusz, który spędza sen z powiek ekonomistom. Kapitalizm opiera się na prostym cyklu: firma płaci pracownikowi, pracownik kupuje towary, firma zarabia. AI przerywa ten cykl.

    „Sama podstawa kapitalizmu, czyli arbitraż pracy – zatrudnienie cię za dolara i sprzedanie tego, co zrobisz, za dwa – zniknie” – twierdzi Gawdat.

    Gdy AI spycha koszty produkcji w stronę zera, a wydajność rośnie wykładniczo, system się zacina. Dlaczego? Bo bez płac nie ma konsumpcji. A bez konsumpcji nie ma gospodarki.

    Demokratyzacja bezrobocia

    Gawdat nie ma litości dla menadżerów z Doliny Krzemowej, którzy dziś zwalniają tysiące ludzi, zasłaniając się „efektywnością AI”. Jego zdaniem, ci sami CEO kopią pod sobą dołki.

    „Ci prezesi zapominają, że prędzej czy później AI zastąpi również ich” – ostrzega. „AI jest lepsza od ludzi w każdym zadaniu, łącznie z byciem CEO”.

    Zagrożeni są nie tylko pracownicy fizyczni, ale też analitycy, prawnicy, programiści i kadra zarządzająca. Gawdat przewiduje bezrobocie strukturalne sięgające 20-50% w kluczowych sektorach usługowych.

    Lekcja z historii (i nuta optymizmu)

    Warto jednak pamiętać, że scenariusz Gawdata to „wariant katastroficzny”, którego nie podzielają wszyscy ekonomiści. Historia rewolucji przemysłowych uczy nas ostrożności w wieszczeniu końca pracy. Mechanizacja rolnictwa czy wejście komputerów nie spowodowały trwałego bezrobocia, lecz transformację rynku. Technologia często eliminuje zawody, ale w zamian obniża koszty życia i kreuje popyt na zupełnie nowe usługi, których dziś nawet nie potrafimy nazwać. Pytanie brzmi: czy tempo zmian narzucone przez AI pozwoli nam na taką adaptację, czy tym razem krzywa wykładnicza nas wyprzedzi?

    Dochód gwarantowany albo upadek

    Jeśli jednak rację ma Gawdat, rządy staną przed koniecznością wprowadzenia jakiejś formy dochodu gwarantowanego. Nie z dobrego serca, ale z konieczności ekonomicznej. Żeby system przetrwał, ktoś musi mieć pieniądze, by kupować to, co wyprodukują maszyny.

    Problem, zdaniem Gawdata, nie leży w krzemie, ale w nas. „Wyzwanie, przed którym stoi ludzkość, to nie rozwój AI, ale rozwój AI w epoce, w której ludzka moralność sięgnęła dna” – podsumowuje wizjoner.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #AIARynekPracy #bezrobocieTechnologiczne #BusinessInsider #dochódGwarantowany #koniecKapitalizmu #MoGawdat #opinia
  2. Były szef Google X ostrzega: AI to koniec kapitalizmu, jaki znamy. „Roboty nie kupują towarów”

    Przez dekady słyszeliśmy, że technologia tworzy więcej miejsc pracy, niż niszczy. Mo Gawdat, były dyrektor biznesowy Google X, mówi wprost: tym razem będzie inaczej.

    Sztuczna inteligencja nie tylko zautomatyzuje zadania – ona podważy fundamentalną logikę kapitalizmu. Bo jeśli maszyny będą robić wszystko taniej, a ludzie stracą pracę, to kto będzie kupował te wszystkie produkty?

    Pętla zagłady kapitalizmu

    W rozmowie z Business Insiderem Gawdat kreśli scenariusz, który spędza sen z powiek ekonomistom. Kapitalizm opiera się na prostym cyklu: firma płaci pracownikowi, pracownik kupuje towary, firma zarabia. AI przerywa ten cykl.

    „Sama podstawa kapitalizmu, czyli arbitraż pracy – zatrudnienie cię za dolara i sprzedanie tego, co zrobisz, za dwa – zniknie” – twierdzi Gawdat.

    Gdy AI spycha koszty produkcji w stronę zera, a wydajność rośnie wykładniczo, system się zacina. Dlaczego? Bo bez płac nie ma konsumpcji. A bez konsumpcji nie ma gospodarki.

    Demokratyzacja bezrobocia

    Gawdat nie ma litości dla menadżerów z Doliny Krzemowej, którzy dziś zwalniają tysiące ludzi, zasłaniając się „efektywnością AI”. Jego zdaniem, ci sami CEO kopią pod sobą dołki.

    „Ci prezesi zapominają, że prędzej czy później AI zastąpi również ich” – ostrzega. „AI jest lepsza od ludzi w każdym zadaniu, łącznie z byciem CEO”.

    Zagrożeni są nie tylko pracownicy fizyczni, ale też analitycy, prawnicy, programiści i kadra zarządzająca. Gawdat przewiduje bezrobocie strukturalne sięgające 20-50% w kluczowych sektorach usługowych.

    Lekcja z historii (i nuta optymizmu)

    Warto jednak pamiętać, że scenariusz Gawdata to „wariant katastroficzny”, którego nie podzielają wszyscy ekonomiści. Historia rewolucji przemysłowych uczy nas ostrożności w wieszczeniu końca pracy. Mechanizacja rolnictwa czy wejście komputerów nie spowodowały trwałego bezrobocia, lecz transformację rynku. Technologia często eliminuje zawody, ale w zamian obniża koszty życia i kreuje popyt na zupełnie nowe usługi, których dziś nawet nie potrafimy nazwać. Pytanie brzmi: czy tempo zmian narzucone przez AI pozwoli nam na taką adaptację, czy tym razem krzywa wykładnicza nas wyprzedzi?

    Dochód gwarantowany albo upadek

    Jeśli jednak rację ma Gawdat, rządy staną przed koniecznością wprowadzenia jakiejś formy dochodu gwarantowanego. Nie z dobrego serca, ale z konieczności ekonomicznej. Żeby system przetrwał, ktoś musi mieć pieniądze, by kupować to, co wyprodukują maszyny.

    Problem, zdaniem Gawdata, nie leży w krzemie, ale w nas. „Wyzwanie, przed którym stoi ludzkość, to nie rozwój AI, ale rozwój AI w epoce, w której ludzka moralność sięgnęła dna” – podsumowuje wizjoner.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #AIARynekPracy #bezrobocieTechnologiczne #BusinessInsider #dochódGwarantowany #koniecKapitalizmu #MoGawdat #opinia
  3. Były szef Google X ostrzega: AI to koniec kapitalizmu, jaki znamy. „Roboty nie kupują towarów”

    Przez dekady słyszeliśmy, że technologia tworzy więcej miejsc pracy, niż niszczy. Mo Gawdat, były dyrektor biznesowy Google X, mówi wprost: tym razem będzie inaczej.

    Sztuczna inteligencja nie tylko zautomatyzuje zadania – ona podważy fundamentalną logikę kapitalizmu. Bo jeśli maszyny będą robić wszystko taniej, a ludzie stracą pracę, to kto będzie kupował te wszystkie produkty?

    Pętla zagłady kapitalizmu

    W rozmowie z Business Insiderem Gawdat kreśli scenariusz, który spędza sen z powiek ekonomistom. Kapitalizm opiera się na prostym cyklu: firma płaci pracownikowi, pracownik kupuje towary, firma zarabia. AI przerywa ten cykl.

    „Sama podstawa kapitalizmu, czyli arbitraż pracy – zatrudnienie cię za dolara i sprzedanie tego, co zrobisz, za dwa – zniknie” – twierdzi Gawdat.

    Gdy AI spycha koszty produkcji w stronę zera, a wydajność rośnie wykładniczo, system się zacina. Dlaczego? Bo bez płac nie ma konsumpcji. A bez konsumpcji nie ma gospodarki.

    Demokratyzacja bezrobocia

    Gawdat nie ma litości dla menadżerów z Doliny Krzemowej, którzy dziś zwalniają tysiące ludzi, zasłaniając się „efektywnością AI”. Jego zdaniem, ci sami CEO kopią pod sobą dołki.

    „Ci prezesi zapominają, że prędzej czy później AI zastąpi również ich” – ostrzega. „AI jest lepsza od ludzi w każdym zadaniu, łącznie z byciem CEO”.

    Zagrożeni są nie tylko pracownicy fizyczni, ale też analitycy, prawnicy, programiści i kadra zarządzająca. Gawdat przewiduje bezrobocie strukturalne sięgające 20-50% w kluczowych sektorach usługowych.

    Lekcja z historii (i nuta optymizmu)

    Warto jednak pamiętać, że scenariusz Gawdata to „wariant katastroficzny”, którego nie podzielają wszyscy ekonomiści. Historia rewolucji przemysłowych uczy nas ostrożności w wieszczeniu końca pracy. Mechanizacja rolnictwa czy wejście komputerów nie spowodowały trwałego bezrobocia, lecz transformację rynku. Technologia często eliminuje zawody, ale w zamian obniża koszty życia i kreuje popyt na zupełnie nowe usługi, których dziś nawet nie potrafimy nazwać. Pytanie brzmi: czy tempo zmian narzucone przez AI pozwoli nam na taką adaptację, czy tym razem krzywa wykładnicza nas wyprzedzi?

    Dochód gwarantowany albo upadek

    Jeśli jednak rację ma Gawdat, rządy staną przed koniecznością wprowadzenia jakiejś formy dochodu gwarantowanego. Nie z dobrego serca, ale z konieczności ekonomicznej. Żeby system przetrwał, ktoś musi mieć pieniądze, by kupować to, co wyprodukują maszyny.

    Problem, zdaniem Gawdata, nie leży w krzemie, ale w nas. „Wyzwanie, przed którym stoi ludzkość, to nie rozwój AI, ale rozwój AI w epoce, w której ludzka moralność sięgnęła dna” – podsumowuje wizjoner.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #AIARynekPracy #bezrobocieTechnologiczne #BusinessInsider #dochódGwarantowany #koniecKapitalizmu #MoGawdat #opinia
  4. Były szef Google X ostrzega: AI to koniec kapitalizmu, jaki znamy. „Roboty nie kupują towarów”

    Przez dekady słyszeliśmy, że technologia tworzy więcej miejsc pracy, niż niszczy. Mo Gawdat, były dyrektor biznesowy Google X, mówi wprost: tym razem będzie inaczej.

    Sztuczna inteligencja nie tylko zautomatyzuje zadania – ona podważy fundamentalną logikę kapitalizmu. Bo jeśli maszyny będą robić wszystko taniej, a ludzie stracą pracę, to kto będzie kupował te wszystkie produkty?

    Pętla zagłady kapitalizmu

    W rozmowie z Business Insiderem Gawdat kreśli scenariusz, który spędza sen z powiek ekonomistom. Kapitalizm opiera się na prostym cyklu: firma płaci pracownikowi, pracownik kupuje towary, firma zarabia. AI przerywa ten cykl.

    „Sama podstawa kapitalizmu, czyli arbitraż pracy – zatrudnienie cię za dolara i sprzedanie tego, co zrobisz, za dwa – zniknie” – twierdzi Gawdat.

    Gdy AI spycha koszty produkcji w stronę zera, a wydajność rośnie wykładniczo, system się zacina. Dlaczego? Bo bez płac nie ma konsumpcji. A bez konsumpcji nie ma gospodarki.

    Demokratyzacja bezrobocia

    Gawdat nie ma litości dla menadżerów z Doliny Krzemowej, którzy dziś zwalniają tysiące ludzi, zasłaniając się „efektywnością AI”. Jego zdaniem, ci sami CEO kopią pod sobą dołki.

    „Ci prezesi zapominają, że prędzej czy później AI zastąpi również ich” – ostrzega. „AI jest lepsza od ludzi w każdym zadaniu, łącznie z byciem CEO”.

    Zagrożeni są nie tylko pracownicy fizyczni, ale też analitycy, prawnicy, programiści i kadra zarządzająca. Gawdat przewiduje bezrobocie strukturalne sięgające 20-50% w kluczowych sektorach usługowych.

    Lekcja z historii (i nuta optymizmu)

    Warto jednak pamiętać, że scenariusz Gawdata to „wariant katastroficzny”, którego nie podzielają wszyscy ekonomiści. Historia rewolucji przemysłowych uczy nas ostrożności w wieszczeniu końca pracy. Mechanizacja rolnictwa czy wejście komputerów nie spowodowały trwałego bezrobocia, lecz transformację rynku. Technologia często eliminuje zawody, ale w zamian obniża koszty życia i kreuje popyt na zupełnie nowe usługi, których dziś nawet nie potrafimy nazwać. Pytanie brzmi: czy tempo zmian narzucone przez AI pozwoli nam na taką adaptację, czy tym razem krzywa wykładnicza nas wyprzedzi?

    Dochód gwarantowany albo upadek

    Jeśli jednak rację ma Gawdat, rządy staną przed koniecznością wprowadzenia jakiejś formy dochodu gwarantowanego. Nie z dobrego serca, ale z konieczności ekonomicznej. Żeby system przetrwał, ktoś musi mieć pieniądze, by kupować to, co wyprodukują maszyny.

    Problem, zdaniem Gawdata, nie leży w krzemie, ale w nas. „Wyzwanie, przed którym stoi ludzkość, to nie rozwój AI, ale rozwój AI w epoce, w której ludzka moralność sięgnęła dna” – podsumowuje wizjoner.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #AIARynekPracy #bezrobocieTechnologiczne #BusinessInsider #dochódGwarantowany #koniecKapitalizmu #MoGawdat #opinia
  5. Były szef Google X ostrzega: AI to koniec kapitalizmu, jaki znamy. „Roboty nie kupują towarów”

    Przez dekady słyszeliśmy, że technologia tworzy więcej miejsc pracy, niż niszczy. Mo Gawdat, były dyrektor biznesowy Google X, mówi wprost: tym razem będzie inaczej.

    Sztuczna inteligencja nie tylko zautomatyzuje zadania – ona podważy fundamentalną logikę kapitalizmu. Bo jeśli maszyny będą robić wszystko taniej, a ludzie stracą pracę, to kto będzie kupował te wszystkie produkty?

    Pętla zagłady kapitalizmu

    W rozmowie z Business Insiderem Gawdat kreśli scenariusz, który spędza sen z powiek ekonomistom. Kapitalizm opiera się na prostym cyklu: firma płaci pracownikowi, pracownik kupuje towary, firma zarabia. AI przerywa ten cykl.

    „Sama podstawa kapitalizmu, czyli arbitraż pracy – zatrudnienie cię za dolara i sprzedanie tego, co zrobisz, za dwa – zniknie” – twierdzi Gawdat.

    Gdy AI spycha koszty produkcji w stronę zera, a wydajność rośnie wykładniczo, system się zacina. Dlaczego? Bo bez płac nie ma konsumpcji. A bez konsumpcji nie ma gospodarki.

    Demokratyzacja bezrobocia

    Gawdat nie ma litości dla menadżerów z Doliny Krzemowej, którzy dziś zwalniają tysiące ludzi, zasłaniając się „efektywnością AI”. Jego zdaniem, ci sami CEO kopią pod sobą dołki.

    „Ci prezesi zapominają, że prędzej czy później AI zastąpi również ich” – ostrzega. „AI jest lepsza od ludzi w każdym zadaniu, łącznie z byciem CEO”.

    Zagrożeni są nie tylko pracownicy fizyczni, ale też analitycy, prawnicy, programiści i kadra zarządzająca. Gawdat przewiduje bezrobocie strukturalne sięgające 20-50% w kluczowych sektorach usługowych.

    Lekcja z historii (i nuta optymizmu)

    Warto jednak pamiętać, że scenariusz Gawdata to „wariant katastroficzny”, którego nie podzielają wszyscy ekonomiści. Historia rewolucji przemysłowych uczy nas ostrożności w wieszczeniu końca pracy. Mechanizacja rolnictwa czy wejście komputerów nie spowodowały trwałego bezrobocia, lecz transformację rynku. Technologia często eliminuje zawody, ale w zamian obniża koszty życia i kreuje popyt na zupełnie nowe usługi, których dziś nawet nie potrafimy nazwać. Pytanie brzmi: czy tempo zmian narzucone przez AI pozwoli nam na taką adaptację, czy tym razem krzywa wykładnicza nas wyprzedzi?

    Dochód gwarantowany albo upadek

    Jeśli jednak rację ma Gawdat, rządy staną przed koniecznością wprowadzenia jakiejś formy dochodu gwarantowanego. Nie z dobrego serca, ale z konieczności ekonomicznej. Żeby system przetrwał, ktoś musi mieć pieniądze, by kupować to, co wyprodukują maszyny.

    Problem, zdaniem Gawdata, nie leży w krzemie, ale w nas. „Wyzwanie, przed którym stoi ludzkość, to nie rozwój AI, ale rozwój AI w epoce, w której ludzka moralność sięgnęła dna” – podsumowuje wizjoner.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #AIARynekPracy #bezrobocieTechnologiczne #BusinessInsider #dochódGwarantowany #koniecKapitalizmu #MoGawdat #opinia
  6. Naukowcy ostrzegają: kosmos to nie miejsce dla ludzi

    Jeszcze chwilę temu karmiono nas wizjami orbitalnych hoteli i „Klubu 250 mil nad Ziemią”. Rzeczywistość to szybko zweryfikowała. Niedawne zamrożenie programu turystycznego przez Blue Origin to tylko wierzchołek góry lodowej. Jest głębszy, wręcz fundamentalny problem dotyczący naszej obecności w kosmosie.

    Najnowszy raport badawczy nie pozostawia złudzeń: seks i prokreacja w kosmosie to biologiczna rosyjska ruletka. Wygląda na to, że marzenia o kolonizacji zderzyły się ze ścianą – tym razem biologiczną.

    Koniec zabawy w astronautów?

    Decyzje biznesowe, takie jak wstrzymanie lotów New Shepard (o czym pisaliśmy niedawno), to symboliczny koniec pewnej epoki. Epoki, w której wierzono, że loty na orbitę staną się szybką i łatwą rozrywką. Okazuje się, że bariery techniczne i finansowe to pikuś przy tym, co szykuje nam natura. Turystyka kosmiczna, zamiast rozkwitać, zwija się, a entuzjaści „ucieczki z Ziemi” dostają kolejny cios.

    Koniec kosmicznego wesołego miasteczka. Jeff Bezos „zawiesza” turystykę, by w końcu dogonić Elona Muska

    Biologia mówi: „wracajcie do domu”

    W cieniu problemów biznesowych pojawił się raport w Reproductive BioMedicine Online, który wylewa kubeł zimnej wody na plany Elona Muska i wizje kolonizacji Marsa. I nie jest to głos teoretyków. Za ostrzeżeniem stoi zespół pod wodzą Gilesa Anthony’ego Palmera z International IVF Initiative Inc. – organizacji skupiającej światowej klasy ekspertów od zapłodnienia in vitro.

    Przekaz jest jasny: skoro specjaliści, którzy na co dzień pokonują bariery niepłodności na Ziemi, twierdzą, że kosmos jest toksyczny dla naszego DNA, należy traktować to śmiertelnie poważnie. Eksperci wskazują, że promieniowanie kosmiczne, mikrograwitacja i stres oksydacyjny dewastują układ rozrodczy. Badania na gryzoniach wykazały drastyczne ryzyko nieprawidłowego podziału komórek. W skrócie: próba poczęcia dziecka poza Ziemią to gigantyczne ryzyko wad rozwojowych, a gametogeneza (tworzenie komórek rozrodczych) może zostać trwale zaburzona.

    Etyczny mur

    To prowadzi do wniosku, który może być trudny do przełknięcia dla techno-optymistów: Homo sapiens jest gatunkiem wyłącznie ziemskim. Jeśli nie jesteśmy w stanie donosić zdrowej ciąży poza Ziemią (a raport sugeruje, że bariery mogą być nie do przeskoczenia), to wszelkie plany „miast na Marsie” są mrzonką. Bez możliwości prokreacji, każda kolonia będzie tylko stacją badawczą z datą ważności.

    Wygląda na to, że w ten weekend warto docenić grawitację i ziemską atmosferę. Bo nigdzie indziej nie jesteśmy mile widziani. Zainteresowanych pogłębieniem tematyki odsyłam do naukowego źródła.

    #kolonizacjaMarsa #Nauka #opinia #raportIVF #rozmnażanieWKosmosie #turystykaKosmiczna #wpływKosmosuNaZdrowie
  7. Naukowcy ostrzegają: kosmos to nie miejsce dla ludzi

    Jeszcze chwilę temu karmiono nas wizjami orbitalnych hoteli i „Klubu 250 mil nad Ziemią”. Rzeczywistość to szybko zweryfikowała. Niedawne zamrożenie programu turystycznego przez Blue Origin to tylko wierzchołek góry lodowej. Jest głębszy, wręcz fundamentalny problem dotyczący naszej obecności w kosmosie.

    Najnowszy raport badawczy nie pozostawia złudzeń: seks i prokreacja w kosmosie to biologiczna rosyjska ruletka. Wygląda na to, że marzenia o kolonizacji zderzyły się ze ścianą – tym razem biologiczną.

    Koniec zabawy w astronautów?

    Decyzje biznesowe, takie jak wstrzymanie lotów New Shepard (o czym pisaliśmy niedawno), to symboliczny koniec pewnej epoki. Epoki, w której wierzono, że loty na orbitę staną się szybką i łatwą rozrywką. Okazuje się, że bariery techniczne i finansowe to pikuś przy tym, co szykuje nam natura. Turystyka kosmiczna, zamiast rozkwitać, zwija się, a entuzjaści „ucieczki z Ziemi” dostają kolejny cios.

    Koniec kosmicznego wesołego miasteczka. Jeff Bezos „zawiesza” turystykę, by w końcu dogonić Elona Muska

    Biologia mówi: „wracajcie do domu”

    W cieniu problemów biznesowych pojawił się raport w Reproductive BioMedicine Online, który wylewa kubeł zimnej wody na plany Elona Muska i wizje kolonizacji Marsa. I nie jest to głos teoretyków. Za ostrzeżeniem stoi zespół pod wodzą Gilesa Anthony’ego Palmera z International IVF Initiative Inc. – organizacji skupiającej światowej klasy ekspertów od zapłodnienia in vitro.

    Przekaz jest jasny: skoro specjaliści, którzy na co dzień pokonują bariery niepłodności na Ziemi, twierdzą, że kosmos jest toksyczny dla naszego DNA, należy traktować to śmiertelnie poważnie. Eksperci wskazują, że promieniowanie kosmiczne, mikrograwitacja i stres oksydacyjny dewastują układ rozrodczy. Badania na gryzoniach wykazały drastyczne ryzyko nieprawidłowego podziału komórek. W skrócie: próba poczęcia dziecka poza Ziemią to gigantyczne ryzyko wad rozwojowych, a gametogeneza (tworzenie komórek rozrodczych) może zostać trwale zaburzona.

    Etyczny mur

    To prowadzi do wniosku, który może być trudny do przełknięcia dla techno-optymistów: Homo sapiens jest gatunkiem wyłącznie ziemskim. Jeśli nie jesteśmy w stanie donosić zdrowej ciąży poza Ziemią (a raport sugeruje, że bariery mogą być nie do przeskoczenia), to wszelkie plany „miast na Marsie” są mrzonką. Bez możliwości prokreacji, każda kolonia będzie tylko stacją badawczą z datą ważności.

    Wygląda na to, że w ten weekend warto docenić grawitację i ziemską atmosferę. Bo nigdzie indziej nie jesteśmy mile widziani. Zainteresowanych pogłębieniem tematyki odsyłam do naukowego źródła.

    #kolonizacjaMarsa #Nauka #opinia #raportIVF #rozmnażanieWKosmosie #turystykaKosmiczna #wpływKosmosuNaZdrowie
  8. Naukowcy ostrzegają: kosmos to nie miejsce dla ludzi

    Jeszcze chwilę temu karmiono nas wizjami orbitalnych hoteli i „Klubu 250 mil nad Ziemią”. Rzeczywistość to szybko zweryfikowała. Niedawne zamrożenie programu turystycznego przez Blue Origin to tylko wierzchołek góry lodowej. Jest głębszy, wręcz fundamentalny problem dotyczący naszej obecności w kosmosie.

    Najnowszy raport badawczy nie pozostawia złudzeń: seks i prokreacja w kosmosie to biologiczna rosyjska ruletka. Wygląda na to, że marzenia o kolonizacji zderzyły się ze ścianą – tym razem biologiczną.

    Koniec zabawy w astronautów?

    Decyzje biznesowe, takie jak wstrzymanie lotów New Shepard (o czym pisaliśmy niedawno), to symboliczny koniec pewnej epoki. Epoki, w której wierzono, że loty na orbitę staną się szybką i łatwą rozrywką. Okazuje się, że bariery techniczne i finansowe to pikuś przy tym, co szykuje nam natura. Turystyka kosmiczna, zamiast rozkwitać, zwija się, a entuzjaści „ucieczki z Ziemi” dostają kolejny cios.

    Koniec kosmicznego wesołego miasteczka. Jeff Bezos „zawiesza” turystykę, by w końcu dogonić Elona Muska

    Biologia mówi: „wracajcie do domu”

    W cieniu problemów biznesowych pojawił się raport w Reproductive BioMedicine Online, który wylewa kubeł zimnej wody na plany Elona Muska i wizje kolonizacji Marsa. I nie jest to głos teoretyków. Za ostrzeżeniem stoi zespół pod wodzą Gilesa Anthony’ego Palmera z International IVF Initiative Inc. – organizacji skupiającej światowej klasy ekspertów od zapłodnienia in vitro.

    Przekaz jest jasny: skoro specjaliści, którzy na co dzień pokonują bariery niepłodności na Ziemi, twierdzą, że kosmos jest toksyczny dla naszego DNA, należy traktować to śmiertelnie poważnie. Eksperci wskazują, że promieniowanie kosmiczne, mikrograwitacja i stres oksydacyjny dewastują układ rozrodczy. Badania na gryzoniach wykazały drastyczne ryzyko nieprawidłowego podziału komórek. W skrócie: próba poczęcia dziecka poza Ziemią to gigantyczne ryzyko wad rozwojowych, a gametogeneza (tworzenie komórek rozrodczych) może zostać trwale zaburzona.

    Etyczny mur

    To prowadzi do wniosku, który może być trudny do przełknięcia dla techno-optymistów: Homo sapiens jest gatunkiem wyłącznie ziemskim. Jeśli nie jesteśmy w stanie donosić zdrowej ciąży poza Ziemią (a raport sugeruje, że bariery mogą być nie do przeskoczenia), to wszelkie plany „miast na Marsie” są mrzonką. Bez możliwości prokreacji, każda kolonia będzie tylko stacją badawczą z datą ważności.

    Wygląda na to, że w ten weekend warto docenić grawitację i ziemską atmosferę. Bo nigdzie indziej nie jesteśmy mile widziani. Zainteresowanych pogłębieniem tematyki odsyłam do naukowego źródła.

    #kolonizacjaMarsa #Nauka #opinia #raportIVF #rozmnażanieWKosmosie #turystykaKosmiczna #wpływKosmosuNaZdrowie
  9. Naukowcy ostrzegają: kosmos to nie miejsce dla ludzi

    Jeszcze chwilę temu karmiono nas wizjami orbitalnych hoteli i „Klubu 250 mil nad Ziemią”. Rzeczywistość to szybko zweryfikowała. Niedawne zamrożenie programu turystycznego przez Blue Origin to tylko wierzchołek góry lodowej. Jest głębszy, wręcz fundamentalny problem dotyczący naszej obecności w kosmosie.

    Najnowszy raport badawczy nie pozostawia złudzeń: seks i prokreacja w kosmosie to biologiczna rosyjska ruletka. Wygląda na to, że marzenia o kolonizacji zderzyły się ze ścianą – tym razem biologiczną.

    Koniec zabawy w astronautów?

    Decyzje biznesowe, takie jak wstrzymanie lotów New Shepard (o czym pisaliśmy niedawno), to symboliczny koniec pewnej epoki. Epoki, w której wierzono, że loty na orbitę staną się szybką i łatwą rozrywką. Okazuje się, że bariery techniczne i finansowe to pikuś przy tym, co szykuje nam natura. Turystyka kosmiczna, zamiast rozkwitać, zwija się, a entuzjaści „ucieczki z Ziemi” dostają kolejny cios.

    Koniec kosmicznego wesołego miasteczka. Jeff Bezos „zawiesza” turystykę, by w końcu dogonić Elona Muska

    Biologia mówi: „wracajcie do domu”

    W cieniu problemów biznesowych pojawił się raport w Reproductive BioMedicine Online, który wylewa kubeł zimnej wody na plany Elona Muska i wizje kolonizacji Marsa. I nie jest to głos teoretyków. Za ostrzeżeniem stoi zespół pod wodzą Gilesa Anthony’ego Palmera z International IVF Initiative Inc. – organizacji skupiającej światowej klasy ekspertów od zapłodnienia in vitro.

    Przekaz jest jasny: skoro specjaliści, którzy na co dzień pokonują bariery niepłodności na Ziemi, twierdzą, że kosmos jest toksyczny dla naszego DNA, należy traktować to śmiertelnie poważnie. Eksperci wskazują, że promieniowanie kosmiczne, mikrograwitacja i stres oksydacyjny dewastują układ rozrodczy. Badania na gryzoniach wykazały drastyczne ryzyko nieprawidłowego podziału komórek. W skrócie: próba poczęcia dziecka poza Ziemią to gigantyczne ryzyko wad rozwojowych, a gametogeneza (tworzenie komórek rozrodczych) może zostać trwale zaburzona.

    Etyczny mur

    To prowadzi do wniosku, który może być trudny do przełknięcia dla techno-optymistów: Homo sapiens jest gatunkiem wyłącznie ziemskim. Jeśli nie jesteśmy w stanie donosić zdrowej ciąży poza Ziemią (a raport sugeruje, że bariery mogą być nie do przeskoczenia), to wszelkie plany „miast na Marsie” są mrzonką. Bez możliwości prokreacji, każda kolonia będzie tylko stacją badawczą z datą ważności.

    Wygląda na to, że w ten weekend warto docenić grawitację i ziemską atmosferę. Bo nigdzie indziej nie jesteśmy mile widziani. Zainteresowanych pogłębieniem tematyki odsyłam do naukowego źródła.

    #kolonizacjaMarsa #Nauka #opinia #raportIVF #rozmnażanieWKosmosie #turystykaKosmiczna #wpływKosmosuNaZdrowie
  10. Naukowcy ostrzegają: kosmos to nie miejsce dla ludzi

    Jeszcze chwilę temu karmiono nas wizjami orbitalnych hoteli i „Klubu 250 mil nad Ziemią”. Rzeczywistość to szybko zweryfikowała. Niedawne zamrożenie programu turystycznego przez Blue Origin to tylko wierzchołek góry lodowej. Jest głębszy, wręcz fundamentalny problem dotyczący naszej obecności w kosmosie.

    Najnowszy raport badawczy nie pozostawia złudzeń: seks i prokreacja w kosmosie to biologiczna rosyjska ruletka. Wygląda na to, że marzenia o kolonizacji zderzyły się ze ścianą – tym razem biologiczną.

    Koniec zabawy w astronautów?

    Decyzje biznesowe, takie jak wstrzymanie lotów New Shepard (o czym pisaliśmy niedawno), to symboliczny koniec pewnej epoki. Epoki, w której wierzono, że loty na orbitę staną się szybką i łatwą rozrywką. Okazuje się, że bariery techniczne i finansowe to pikuś przy tym, co szykuje nam natura. Turystyka kosmiczna, zamiast rozkwitać, zwija się, a entuzjaści „ucieczki z Ziemi” dostają kolejny cios.

    Koniec kosmicznego wesołego miasteczka. Jeff Bezos „zawiesza” turystykę, by w końcu dogonić Elona Muska

    Biologia mówi: „wracajcie do domu”

    W cieniu problemów biznesowych pojawił się raport w Reproductive BioMedicine Online, który wylewa kubeł zimnej wody na plany Elona Muska i wizje kolonizacji Marsa. I nie jest to głos teoretyków. Za ostrzeżeniem stoi zespół pod wodzą Gilesa Anthony’ego Palmera z International IVF Initiative Inc. – organizacji skupiającej światowej klasy ekspertów od zapłodnienia in vitro.

    Przekaz jest jasny: skoro specjaliści, którzy na co dzień pokonują bariery niepłodności na Ziemi, twierdzą, że kosmos jest toksyczny dla naszego DNA, należy traktować to śmiertelnie poważnie. Eksperci wskazują, że promieniowanie kosmiczne, mikrograwitacja i stres oksydacyjny dewastują układ rozrodczy. Badania na gryzoniach wykazały drastyczne ryzyko nieprawidłowego podziału komórek. W skrócie: próba poczęcia dziecka poza Ziemią to gigantyczne ryzyko wad rozwojowych, a gametogeneza (tworzenie komórek rozrodczych) może zostać trwale zaburzona.

    Etyczny mur

    To prowadzi do wniosku, który może być trudny do przełknięcia dla techno-optymistów: Homo sapiens jest gatunkiem wyłącznie ziemskim. Jeśli nie jesteśmy w stanie donosić zdrowej ciąży poza Ziemią (a raport sugeruje, że bariery mogą być nie do przeskoczenia), to wszelkie plany „miast na Marsie” są mrzonką. Bez możliwości prokreacji, każda kolonia będzie tylko stacją badawczą z datą ważności.

    Wygląda na to, że w ten weekend warto docenić grawitację i ziemską atmosferę. Bo nigdzie indziej nie jesteśmy mile widziani. Zainteresowanych pogłębieniem tematyki odsyłam do naukowego źródła.

    #kolonizacjaMarsa #Nauka #opinia #raportIVF #rozmnażanieWKosmosie #turystykaKosmiczna #wpływKosmosuNaZdrowie
  11. Gemini jest genialny, ale… głuchy. Dlaczego Google płaci dziś najwyższą cenę za śmierć Hangouts?

    Google chwali się, że Gemini to Twój „osobisty asystent”, który łączy kropki. Wie, gdzie lecisz (z Gmaila), wie, gdzie masz hotel (z Map) i wie, jak wyglądasz (ze Zdjęć). Ma jednak gigantyczną, wstydliwą dziurę w pamięci.

    Nie ma pojęcia, o czym rozmawiasz z żoną, przyjaciółmi czy szefem na komunikatorze. A to tam zapadają decyzje.

    Ślepa plamka sztucznej inteligencji

    Abner Li z 9to5Google trafił w sedno. „Inteligencja Osobista” Google opiera się na archiwach (dokumenty, maile), a nie na strumieniu życia (czaty). Problem w tym, że w 2026 roku mail służy głównie do odbierania faktur i newsletterów. „Wyślij mi ten link”, „Spotykamy się o 19:00 tam gdzie zawsze”, „Kup mleko” – te informacje przelatują przez WhatsAppa, iMessage czy Signala. Dla Gemini te dane nie istnieją.

    Grzechy przeszłości

    To moment, w którym Google płaci cenę za swoje porażki z ostatniej dekady. Pierwsza to brak własnego standardu. Gdyby Google nie uśmiercił Hangouts i nie błądził z Allo/Duo, miałby dziś własny ekosystem, w którym Gemini mógłby „czytać” nasze czaty (oczywiście za naszą zgodą, lokalnie na urządzeniu). Ponadto pamiętajmy, że Android to za mało. Nawet jeśli Google zintegruje Gemini z Wiadomościami Google (RCS), to w Europie – królestwie WhatsAppa – czegoś zabraknie, będzie luka w wiedzy Gemini.

    Pozostaje jeszcze kwestia konkurencyjnych rozwiązań, które dla Google stanowią raczej mur nie do przebicia. Czy Meta (właściciel WhatsAppa/Messengera) da Gemini dostęp do swoich danych? Nigdy. Mają własne AI (Meta AI) i własne ambicje. Apple z iMessage? Zapomnijcie.

    Asystent z amnezją

    Efekt jest taki, że mamy najmądrzejszego asystenta w historii, który potrafi napisać kod w Pythonie i zaplanować wakacje na podstawie PDF-a, ale nie potrafi przypomnieć Ci: „Co Darek prosił, żebym przyniosła na grilla?”, bo ta informacja padła na WhatsAppie.

    Google zbudowało potężny mózg, ale przez lata systematycznie odcinało mu uszy. I teraz, w erze AI, ta cisza jest ogłuszająca. Nawet jeżeli gigant z Mountain View zaskoczy jakąś rewolucyjną usługą to bezwładność rynku i przyzwyczajenia ludzi sprawią, że Gemini jeszcze długo może zostać częściowo „ślepe”

    Quick Share dogada się z iPhonem na każdym Androidzie? Google zapowiada ekspansję „very soon”

    #GoogleGemini #historiaGoogleHangouts #imessage #komunikatory #opinia #prywatnośćAI #sztucznaInteligencja #WhatsAppVsGoogle