home.social

#sledzenie — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #sledzenie, aggregated by home.social.

  1. Fikcja banerów prywatności. Giganci ignorują nasze wybory w sieci

    Codziennie klikamy w powiadomienia o plikach cookie, wierząc, że mamy realny wpływ na naszą prywatność.

    Niezależny audyt udowadnia jednak, że największe firmy technologiczne w wielu przypadkach ignorują żądania użytkowników, którzy nie życzą sobie śledzenia. W procederze przodują Google, Meta oraz Microsoft, a narzędzia do zarządzania zgodą okazują się często jedynie zasłoną dymną.

    Raport przygotowany przez platformę webXray rzuca nowe światło na to, jak giganci traktują nasze informacje. Analizie poddano ruch sieciowy na 7634 popularnych witrynach, sprawdzając reakcję serwerów na wysyłany przez przeglądarkę sygnał GPC (Global Privacy Control), będący prawnie wiążącym żądaniem zaprzestania śledzenia.

    Wyniki są druzgocące. Aż 194 dostawców usług reklamowych po prostu zignorowało sygnały wysyłane przez internautów i mimo wyraźnej odmowy nadal instalowało w ich przeglądarkach elementy śledzące, potencjalnie naruszając obowiązujące w Kalifornii (tam przeprowadzono badanie) przepisy.

    Skala problemu u największych graczy

    Wielka trójka technologiczna wypada w tym badaniu wyjątkowo blado. Zgromadzone przez analityków statystyki pokazują niepokojący obraz traktowania prywatności przez rynkowych potentatów:

    • Google: odnotowało wskaźnik awaryjności na poziomie 86 procent. Mimo otrzymania czytelnego sygnału o rezygnacji ze śledzenia, serwery firmy odpowiadały jawną komendą wymuszającą zapisanie ciasteczek o długim terminie ważności.
    • Meta: w przypadku firmy Marka Zuckerberga wskaźnik ten wyniósł 69 procent. Audytorzy udowodnili, że udostępniany przez Metę kod śledzący (tzw. Pixel) jest pozbawiony mechanizmów sprawdzających, czy internauta wyraził zgodę na przetwarzanie swoich informacji.
    • Microsoft: sieć reklamowa twórców Windowsa zignorowała preferencje użytkowników w 50 procentach badanych przypadków.

    Certyfikowana ułuda

    Ogromnym problemem zbadanym w raporcie jest zachowanie platform zarządzania zgodą (CMP), czyli systemów wyświetlających irytujące powiadomienia z prośbą o akceptację ciasteczek. Jak wykazano, certyfikowane przez Google platformy tego typu zawodzą na całej linii i często dopuszczają do instalacji ciasteczek śledzących, nawet przy wyraźnym sprzeciwie ze strony przeglądarki.

    Na czele zespołu webXray stoi Dr Timothy Libert, były szef odpowiedzialny za politykę prywatności w Google. Ekspert udowadnia, że respektowanie praw internautów nie wymaga zaawansowanej inżynierii. Wystarczyłoby, aby serwery po odebraniu żądania GPC odsyłały prosty komunikat błędu „451 Unavailable For Legal Reasons”, co skutecznie blokowałoby transfer. Sam Libert nie przebiera w słowach: „To nie jest skomplikowane. Mówisz: nie ustawiaj ciastka. A oni i tak je ustawiają”.

    Giganci technologiczni odrzucają te oskarżenia, tłumacząc, że badanie opiera się na błędnym zrozumieniu działania ich systemów. Dla przeciętnego internauty ostateczny wniosek jest jednak wyjątkowo gorzki – klikanie opcji „odrzuć wszystko” na niewiele się zdaje, gdy system, który ma chronić użytkownika, działa jedynie na poziomie interfejsu.

    Absurdalne reklamy na YouTube. Błąd systemu czy badanie naszej cierpliwości?

    #ciasteczka #cookies #Google #Meta #Microsoft #ochronaDanych #prywatnośćWSieci #śledzenie #webXray
  2. Fikcja banerów prywatności. Giganci ignorują nasze wybory w sieci

    Codziennie klikamy w powiadomienia o plikach cookie, wierząc, że mamy realny wpływ na naszą prywatność.

    Niezależny audyt udowadnia jednak, że największe firmy technologiczne w wielu przypadkach ignorują żądania użytkowników, którzy nie życzą sobie śledzenia. W procederze przodują Google, Meta oraz Microsoft, a narzędzia do zarządzania zgodą okazują się często jedynie zasłoną dymną.

    Raport przygotowany przez platformę webXray rzuca nowe światło na to, jak giganci traktują nasze informacje. Analizie poddano ruch sieciowy na 7634 popularnych witrynach, sprawdzając reakcję serwerów na wysyłany przez przeglądarkę sygnał GPC (Global Privacy Control), będący prawnie wiążącym żądaniem zaprzestania śledzenia.

    Wyniki są druzgocące. Aż 194 dostawców usług reklamowych po prostu zignorowało sygnały wysyłane przez internautów i mimo wyraźnej odmowy nadal instalowało w ich przeglądarkach elementy śledzące, potencjalnie naruszając obowiązujące w Kalifornii (tam przeprowadzono badanie) przepisy.

    Skala problemu u największych graczy

    Wielka trójka technologiczna wypada w tym badaniu wyjątkowo blado. Zgromadzone przez analityków statystyki pokazują niepokojący obraz traktowania prywatności przez rynkowych potentatów:

    • Google: odnotowało wskaźnik awaryjności na poziomie 86 procent. Mimo otrzymania czytelnego sygnału o rezygnacji ze śledzenia, serwery firmy odpowiadały jawną komendą wymuszającą zapisanie ciasteczek o długim terminie ważności.
    • Meta: w przypadku firmy Marka Zuckerberga wskaźnik ten wyniósł 69 procent. Audytorzy udowodnili, że udostępniany przez Metę kod śledzący (tzw. Pixel) jest pozbawiony mechanizmów sprawdzających, czy internauta wyraził zgodę na przetwarzanie swoich informacji.
    • Microsoft: sieć reklamowa twórców Windowsa zignorowała preferencje użytkowników w 50 procentach badanych przypadków.

    Certyfikowana ułuda

    Ogromnym problemem zbadanym w raporcie jest zachowanie platform zarządzania zgodą (CMP), czyli systemów wyświetlających irytujące powiadomienia z prośbą o akceptację ciasteczek. Jak wykazano, certyfikowane przez Google platformy tego typu zawodzą na całej linii i często dopuszczają do instalacji ciasteczek śledzących, nawet przy wyraźnym sprzeciwie ze strony przeglądarki.

    Na czele zespołu webXray stoi Dr Timothy Libert, były szef odpowiedzialny za politykę prywatności w Google. Ekspert udowadnia, że respektowanie praw internautów nie wymaga zaawansowanej inżynierii. Wystarczyłoby, aby serwery po odebraniu żądania GPC odsyłały prosty komunikat błędu „451 Unavailable For Legal Reasons”, co skutecznie blokowałoby transfer. Sam Libert nie przebiera w słowach: „To nie jest skomplikowane. Mówisz: nie ustawiaj ciastka. A oni i tak je ustawiają”.

    Giganci technologiczni odrzucają te oskarżenia, tłumacząc, że badanie opiera się na błędnym zrozumieniu działania ich systemów. Dla przeciętnego internauty ostateczny wniosek jest jednak wyjątkowo gorzki – klikanie opcji „odrzuć wszystko” na niewiele się zdaje, gdy system, który ma chronić użytkownika, działa jedynie na poziomie interfejsu.

    Absurdalne reklamy na YouTube. Błąd systemu czy badanie naszej cierpliwości?

    #ciasteczka #cookies #Google #Meta #Microsoft #ochronaDanych #prywatnośćWSieci #śledzenie #webXray
  3. Fikcja banerów prywatności. Giganci ignorują nasze wybory w sieci

    Codziennie klikamy w powiadomienia o plikach cookie, wierząc, że mamy realny wpływ na naszą prywatność.

    Niezależny audyt udowadnia jednak, że największe firmy technologiczne w wielu przypadkach ignorują żądania użytkowników, którzy nie życzą sobie śledzenia. W procederze przodują Google, Meta oraz Microsoft, a narzędzia do zarządzania zgodą okazują się często jedynie zasłoną dymną.

    Raport przygotowany przez platformę webXray rzuca nowe światło na to, jak giganci traktują nasze informacje. Analizie poddano ruch sieciowy na 7634 popularnych witrynach, sprawdzając reakcję serwerów na wysyłany przez przeglądarkę sygnał GPC (Global Privacy Control), będący prawnie wiążącym żądaniem zaprzestania śledzenia.

    Wyniki są druzgocące. Aż 194 dostawców usług reklamowych po prostu zignorowało sygnały wysyłane przez internautów i mimo wyraźnej odmowy nadal instalowało w ich przeglądarkach elementy śledzące, potencjalnie naruszając obowiązujące w Kalifornii (tam przeprowadzono badanie) przepisy.

    Skala problemu u największych graczy

    Wielka trójka technologiczna wypada w tym badaniu wyjątkowo blado. Zgromadzone przez analityków statystyki pokazują niepokojący obraz traktowania prywatności przez rynkowych potentatów:

    • Google: odnotowało wskaźnik awaryjności na poziomie 86 procent. Mimo otrzymania czytelnego sygnału o rezygnacji ze śledzenia, serwery firmy odpowiadały jawną komendą wymuszającą zapisanie ciasteczek o długim terminie ważności.
    • Meta: w przypadku firmy Marka Zuckerberga wskaźnik ten wyniósł 69 procent. Audytorzy udowodnili, że udostępniany przez Metę kod śledzący (tzw. Pixel) jest pozbawiony mechanizmów sprawdzających, czy internauta wyraził zgodę na przetwarzanie swoich informacji.
    • Microsoft: sieć reklamowa twórców Windowsa zignorowała preferencje użytkowników w 50 procentach badanych przypadków.

    Certyfikowana ułuda

    Ogromnym problemem zbadanym w raporcie jest zachowanie platform zarządzania zgodą (CMP), czyli systemów wyświetlających irytujące powiadomienia z prośbą o akceptację ciasteczek. Jak wykazano, certyfikowane przez Google platformy tego typu zawodzą na całej linii i często dopuszczają do instalacji ciasteczek śledzących, nawet przy wyraźnym sprzeciwie ze strony przeglądarki.

    Na czele zespołu webXray stoi Dr Timothy Libert, były szef odpowiedzialny za politykę prywatności w Google. Ekspert udowadnia, że respektowanie praw internautów nie wymaga zaawansowanej inżynierii. Wystarczyłoby, aby serwery po odebraniu żądania GPC odsyłały prosty komunikat błędu „451 Unavailable For Legal Reasons”, co skutecznie blokowałoby transfer. Sam Libert nie przebiera w słowach: „To nie jest skomplikowane. Mówisz: nie ustawiaj ciastka. A oni i tak je ustawiają”.

    Giganci technologiczni odrzucają te oskarżenia, tłumacząc, że badanie opiera się na błędnym zrozumieniu działania ich systemów. Dla przeciętnego internauty ostateczny wniosek jest jednak wyjątkowo gorzki – klikanie opcji „odrzuć wszystko” na niewiele się zdaje, gdy system, który ma chronić użytkownika, działa jedynie na poziomie interfejsu.

    Absurdalne reklamy na YouTube. Błąd systemu czy badanie naszej cierpliwości?

    #ciasteczka #cookies #Google #Meta #Microsoft #ochronaDanych #prywatnośćWSieci #śledzenie #webXray
  4. Fikcja banerów prywatności. Giganci ignorują nasze wybory w sieci

    Codziennie klikamy w powiadomienia o plikach cookie, wierząc, że mamy realny wpływ na naszą prywatność.

    Niezależny audyt udowadnia jednak, że największe firmy technologiczne w wielu przypadkach ignorują żądania użytkowników, którzy nie życzą sobie śledzenia. W procederze przodują Google, Meta oraz Microsoft, a narzędzia do zarządzania zgodą okazują się często jedynie zasłoną dymną.

    Raport przygotowany przez platformę webXray rzuca nowe światło na to, jak giganci traktują nasze informacje. Analizie poddano ruch sieciowy na 7634 popularnych witrynach, sprawdzając reakcję serwerów na wysyłany przez przeglądarkę sygnał GPC (Global Privacy Control), będący prawnie wiążącym żądaniem zaprzestania śledzenia.

    Wyniki są druzgocące. Aż 194 dostawców usług reklamowych po prostu zignorowało sygnały wysyłane przez internautów i mimo wyraźnej odmowy nadal instalowało w ich przeglądarkach elementy śledzące, potencjalnie naruszając obowiązujące w Kalifornii (tam przeprowadzono badanie) przepisy.

    Skala problemu u największych graczy

    Wielka trójka technologiczna wypada w tym badaniu wyjątkowo blado. Zgromadzone przez analityków statystyki pokazują niepokojący obraz traktowania prywatności przez rynkowych potentatów:

    • Google: odnotowało wskaźnik awaryjności na poziomie 86 procent. Mimo otrzymania czytelnego sygnału o rezygnacji ze śledzenia, serwery firmy odpowiadały jawną komendą wymuszającą zapisanie ciasteczek o długim terminie ważności.
    • Meta: w przypadku firmy Marka Zuckerberga wskaźnik ten wyniósł 69 procent. Audytorzy udowodnili, że udostępniany przez Metę kod śledzący (tzw. Pixel) jest pozbawiony mechanizmów sprawdzających, czy internauta wyraził zgodę na przetwarzanie swoich informacji.
    • Microsoft: sieć reklamowa twórców Windowsa zignorowała preferencje użytkowników w 50 procentach badanych przypadków.

    Certyfikowana ułuda

    Ogromnym problemem zbadanym w raporcie jest zachowanie platform zarządzania zgodą (CMP), czyli systemów wyświetlających irytujące powiadomienia z prośbą o akceptację ciasteczek. Jak wykazano, certyfikowane przez Google platformy tego typu zawodzą na całej linii i często dopuszczają do instalacji ciasteczek śledzących, nawet przy wyraźnym sprzeciwie ze strony przeglądarki.

    Na czele zespołu webXray stoi Dr Timothy Libert, były szef odpowiedzialny za politykę prywatności w Google. Ekspert udowadnia, że respektowanie praw internautów nie wymaga zaawansowanej inżynierii. Wystarczyłoby, aby serwery po odebraniu żądania GPC odsyłały prosty komunikat błędu „451 Unavailable For Legal Reasons”, co skutecznie blokowałoby transfer. Sam Libert nie przebiera w słowach: „To nie jest skomplikowane. Mówisz: nie ustawiaj ciastka. A oni i tak je ustawiają”.

    Giganci technologiczni odrzucają te oskarżenia, tłumacząc, że badanie opiera się na błędnym zrozumieniu działania ich systemów. Dla przeciętnego internauty ostateczny wniosek jest jednak wyjątkowo gorzki – klikanie opcji „odrzuć wszystko” na niewiele się zdaje, gdy system, który ma chronić użytkownika, działa jedynie na poziomie interfejsu.

    Absurdalne reklamy na YouTube. Błąd systemu czy badanie naszej cierpliwości?

    #ciasteczka #cookies #Google #Meta #Microsoft #ochronaDanych #prywatnośćWSieci #śledzenie #webXray
  5. Fikcja banerów prywatności. Giganci ignorują nasze wybory w sieci

    Codziennie klikamy w powiadomienia o plikach cookie, wierząc, że mamy realny wpływ na naszą prywatność.

    Niezależny audyt udowadnia jednak, że największe firmy technologiczne w wielu przypadkach ignorują żądania użytkowników, którzy nie życzą sobie śledzenia. W procederze przodują Google, Meta oraz Microsoft, a narzędzia do zarządzania zgodą okazują się często jedynie zasłoną dymną.

    Raport przygotowany przez platformę webXray rzuca nowe światło na to, jak giganci traktują nasze informacje. Analizie poddano ruch sieciowy na 7634 popularnych witrynach, sprawdzając reakcję serwerów na wysyłany przez przeglądarkę sygnał GPC (Global Privacy Control), będący prawnie wiążącym żądaniem zaprzestania śledzenia.

    Wyniki są druzgocące. Aż 194 dostawców usług reklamowych po prostu zignorowało sygnały wysyłane przez internautów i mimo wyraźnej odmowy nadal instalowało w ich przeglądarkach elementy śledzące, potencjalnie naruszając obowiązujące w Kalifornii (tam przeprowadzono badanie) przepisy.

    Skala problemu u największych graczy

    Wielka trójka technologiczna wypada w tym badaniu wyjątkowo blado. Zgromadzone przez analityków statystyki pokazują niepokojący obraz traktowania prywatności przez rynkowych potentatów:

    • Google: odnotowało wskaźnik awaryjności na poziomie 86 procent. Mimo otrzymania czytelnego sygnału o rezygnacji ze śledzenia, serwery firmy odpowiadały jawną komendą wymuszającą zapisanie ciasteczek o długim terminie ważności.
    • Meta: w przypadku firmy Marka Zuckerberga wskaźnik ten wyniósł 69 procent. Audytorzy udowodnili, że udostępniany przez Metę kod śledzący (tzw. Pixel) jest pozbawiony mechanizmów sprawdzających, czy internauta wyraził zgodę na przetwarzanie swoich informacji.
    • Microsoft: sieć reklamowa twórców Windowsa zignorowała preferencje użytkowników w 50 procentach badanych przypadków.

    Certyfikowana ułuda

    Ogromnym problemem zbadanym w raporcie jest zachowanie platform zarządzania zgodą (CMP), czyli systemów wyświetlających irytujące powiadomienia z prośbą o akceptację ciasteczek. Jak wykazano, certyfikowane przez Google platformy tego typu zawodzą na całej linii i często dopuszczają do instalacji ciasteczek śledzących, nawet przy wyraźnym sprzeciwie ze strony przeglądarki.

    Na czele zespołu webXray stoi Dr Timothy Libert, były szef odpowiedzialny za politykę prywatności w Google. Ekspert udowadnia, że respektowanie praw internautów nie wymaga zaawansowanej inżynierii. Wystarczyłoby, aby serwery po odebraniu żądania GPC odsyłały prosty komunikat błędu „451 Unavailable For Legal Reasons”, co skutecznie blokowałoby transfer. Sam Libert nie przebiera w słowach: „To nie jest skomplikowane. Mówisz: nie ustawiaj ciastka. A oni i tak je ustawiają”.

    Giganci technologiczni odrzucają te oskarżenia, tłumacząc, że badanie opiera się na błędnym zrozumieniu działania ich systemów. Dla przeciętnego internauty ostateczny wniosek jest jednak wyjątkowo gorzki – klikanie opcji „odrzuć wszystko” na niewiele się zdaje, gdy system, który ma chronić użytkownika, działa jedynie na poziomie interfejsu.

    Absurdalne reklamy na YouTube. Błąd systemu czy badanie naszej cierpliwości?

    #ciasteczka #cookies #Google #Meta #Microsoft #ochronaDanych #prywatnośćWSieci #śledzenie #webXray
  6. Wyłączyłeś GPS i myślisz, że jesteś niewidzialny? Błąd. Google i tak wie, gdzie jesteś

    Wielu z nas żyje w przekonaniu, że wystarczy kliknąć ikonę „Lokalizacja” w pasku powiadomień, by zniknąć z radarów wielkich korporacji. To jedna z największych iluzji współczesnej technologii.

    Nawet jeśli odetniesz smartfon od satelitów GPS, Google wciąż potrafi z zadziwiającą precyzją określić, gdzie się znajdujesz. Jak to możliwe i czy da się przed tym bronić?

    Wyobraź sobie sytuację: wyłączasz GPS, by oszczędzać baterię lub zadbać o prywatność. Mimo to, gdy pytasz asystenta AI o pogodę, otrzymujesz prognozę idealnie dopasowaną do Twojej dzielnicy. To nie magia, lecz efekt działania potężnego ekosystemu danych, który Google budował przez lata. GPS to tylko wierzchołek góry lodowej.

    Niewidzialna mapa Wi-Fi i Bluetooth

    Najpotężniejszym narzędziem w arsenale Google, działającym bez udziału satelitów, są moduły łączności krótkiego zasięgu. Twój telefon nieustannie skanuje otoczenie w poszukiwaniu sieci Wi-Fi oraz urządzeń Bluetooth.

    Nie musisz się nawet z nimi łączyć. Wystarczy, że telefon „widzi” nazwy sieci (SSID) i unikalne adresy MAC routerów sąsiadów czy kawiarni, obok której właśnie przechodzisz. Google dysponuje gigantyczną bazą danych mapującą lokalizację punktów dostępowych na całym świecie (zbieraną m.in. przez samochody Street View oraz miliony telefonów z Androidem). Jeśli Twój telefon widzi „Wi-Fi_Kawiarnia_X” i „Wi-Fi_Biuro_Y”, algorytm wie, że stoisz na konkretnym rogu ulicy, nawet jeśli niebo jest zasłonięte.

    Google przykręca kurek. Darmowy Gemini 3 Pro i Nano Banana z nowymi, ostrymi limitami

    Maszty GSM: stara szkoła triangulacji

    Gdy zawodzi Wi-Fi, do gry wchodzi stara, dobra sieć komórkowa. Aby Twój telefon mógł dzwonić, musi być zalogowany do stacji bazowej (BTS).

    Mierząc siłę sygnału i opóźnienie w komunikacji z kilkoma najbliższymi wieżami, operator (a za nim system operacyjny telefonu) może zawęzić obszar Twojego pobytu. Nie jest to precyzja do jednego metra, ale wystarczy, by wiedzieć, w jakiej jesteś dzielnicy.

    Twój cyfrowy adres i… inteligencja

    Każde urządzenie podłączone do sieci posiada adres IP. Choć VPN może go zamaskować, to przy standardowym połączeniu adres ten często zdradza miasto lub region, w którym przebywasz.

    Co więcej, do gry wchodzi sztuczna inteligencja i wnioskowanie logiczne. Jeśli masz zapisane w mapach lokalizacje „Dom” i „Praca”, a twój telefon połączy się z inteligentnym głośnikiem lub telewizorem w jednym z tych miejsc, Google nie potrzebuje satelitów. System po prostu „wie”, że skoro twój telefon rozmawia z twoim domowym sprzętem smart home, to znaczy, że jesteś w domu.

    Jak (naprawdę) ograniczyć śledzenie?

    Całkowite ukrycie się przed gigantem z Mountain View jest trudne, ale można utrudnić mu zadanie. Samo wyłączenie GPS to zdecydowanie za mało. Poniżej kilka wskazówek:

    • Wyłącz „Dokładność lokalizacji Google”: w ustawieniach Androida znajdziesz opcję, która (gdy jest włączona) pozwala telefonowi używać Wi-Fi, Bluetooth i sieci komórkowych do ustalania położenia nawet przy wyłączonym GPS. Jej dezaktywacja to kluczowy krok.
    • Historia lokalizacji: w ustawieniach Konta Google warto sprawdzić (i ewentualnie wyłączyć lub ustawić autousuwanie) Historię lokalizacji. To tam zapisywana jest oś czasu Twoich podróży.
    • Uprawnienia aplikacji: przejrzyj, które aplikacje mają dostęp do lokalizacji. Zmień ustawienia na „Tylko podczas używania aplikacji”. Przy okazji, jeżeli zauważysz, że jakaś aplikacja „potrzebuje lokalizacji” choć jej funkcjonalność (np. latarka) wyklucza takie zapotrzebowanie, lepiej pozbądź się takiej aplikacji ze swojego smartfonu.
    • VPN: używanie zaufanego VPN-u pozwoli ukryć twój prawdziwy adres IP, co utrudni geolokalizację na poziomie sieciowym, gdy jesteś poza domem. Uwaga, słowo „zaufany” ma tu duże znaczenie (oznacza najczęściej usługę komercyjną, a nie darmowego VPN-a).

    Technologia lokalizacji bez GPS jest niezwykle przydatna – pozwala na szybkie ustalenie pozycji w budynkach i oszczędza energię. Warto jednak mieć świadomość, że nasz cyfrowy cień jest znacznie dłuższy, niż nam się wydaje. Warto też pamiętać o tym, że im bardziej dbasz o prywatność tym bardziej możesz utrudniać sobie korzystanie z wielu usług, które lokalizacji wymagają do działania.

    Święta z Gemini po polsku. Jak AI realnie pomoże Ci w przedświątecznej gorączce?

    #android #cyberbezpieczenstwo #google #gps #lokalizacja #news #poradnik #prywatnosc #sledzenie #vpn #wiFi

  7. Ok, jak korzystacie z pi-hole'a to upewnijcie się, że np. wasz smart tv go nie omija:

    labzilla.io/blog/force-dns-pih

    Np. Amazon Fire Sticki dopisują googleowego DNSa 8.8.8.8, nawet jeśli podacie dwa własne adresy.

    #privacy #pihole #ads #tracking #sledzenie #prywatnosc #prywatnoscwsieci #dns