home.social

#prywatnosc-w-sieci — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #prywatnosc-w-sieci, aggregated by home.social.

fetched live
  1. RE: social.gamefan.net/@techwire/1

    Słabo do kwadratu... Bank potwierdza przekazanie danych klientów w ręce oszustów. #prywatnoscwsieci

  2. W Polsce chca zrobić weryfikacja wieku przez MObywatel...

    „Z najnowszych doniesień dowiadujemy się, że Komisja Europejska obecnie tylko rekomenduje, aby każde państwo członkowskie wprowadziło weryfikację wieku użytkownika do końca 2026 r. W tym momencie nie ma jednak jasnego obowiązku korzystania z tego oprogramowania. Jest to zatem obecnie tylko sugestia, aby to unijna aplikacja stała się podstawowym narzędziem. Rozwiązanie ma działać na wielu różnych platformach: zarówno na smartfonach, jak i komputerach osobistych [...] Już teraz wiemy, że pomimo zalecenia wprowadzenia unijnej aplikacji do końca 2026 r., Polska nie zdecyduje się na jej bezpośrednie wdrożenie. Jak wynika z doniesień przekazanych przez Ministerstwo Cyfryzacji dla serwisu Business Insider, u nas oprogramowanie to nie będzie dostępne jako osobna aplikacja. Zamiast tego weryfikacją wieku zajmie się cyfrowy portfel tożsamości, który ma zostać oddany do użytku pod koniec 2026 r. Z kolei ta usługa ma być częścią aplikacji mObywatel. Z czasem oprogramowanie będzie obsługiwać wszystkie funkcje europejskiego portfela tożsamości."

    Źródło: spidersweb.pl/2026/04/unia-eur

    ____
    #prywatnoscwsieci

  3. Powinienem zacząć od cytatu: „Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich, że zostali oszukani." — Mark Twain

    • Punktem w którym /e/OS/ wykreśla siebie z listy kandydatów zorientowanych na prywatność jest niepełne „odgooglowanie". Główna obietnica /e/OS, czyli całkowite usunięcie śladów Googla jest kwestionowana.

    Jest wciąż połączony z Google
    Mimo usunięcia aplikacji googla, system w tle wciąż łączy się z serwerami Googla. Dotyczy to takich funkcji jak sprawdzanie łączności z internetem (DNS), aktywacją eSIM, czy weryfikacją poświadczeń sprzętowych. To sprawia, że określenie "w pełni pozbawiony googla" jest mylące.

    • microG - pięta achillesowa
    /e/OS/ używa projektu microG, by zapewnić działanie aplikacji potrzebujących usług Googlla. Niestety, microG wciąż opiera się na zastrzeżonych plikach binarnych Googla i przyznaje aplikacji Googla uprzywilejowany dostęp, co w praktyce może być wykorzystane do ominięcia zabezpieczeń z następstwem utraty prywatności.

    GrapheneOS unika tego problemu całkowicie – oferuje piaskownicę Google Play, czyli oficjalne usługi Google uruchamiane jako zwykła aplikacja w trybie sandbox, bez żadnych przywilejów systemowych. To rozwiązanie nie wymaga latania dziur w zabezpieczeniach, bo po prostu ich nie tworzy: aplikacje Google nie mają dostępu do plików innych aplikacji ani do wrażliwych uprawnień systemowych.

    • „odgooglowanie"
    GrapheneOS domyślnie nie zawiera żadnych składników łączących się z Google – ani w tle, ani na żądanie. Użytkownik może samodzielnie zdecydować, czy chce zainstalować usługi Google (np. w postaci sandboxowanych Google Play).

    • /e/OS/ wysyła dane do OpenAI

    Oo połowy 2025 roku funkcja zmiany tekstu na mowę domyślnie i bez pytania o zgodę wysyłąła nagrania głosowe użytkowników do serwerów OpenAI. Chociaż problem został częściowo rozwiązany (dodano okno zgody i anonimizajcę) cały proces naprawy trwał blisko 8 miesięcy, co podważa zaufanie do priorytetów twórców w kwestii prywatności. GrapheneOS nie zawiera żadnych domyślnie włączonych funkcji wysyłających dane do zewnętrznych serwerów (w tym do chmur AI). Wszelkie usługi sieciowe są pod kontrolą użytkownika, a system domyślnie blokuje łączność z podejrzanymi domenami.

    • Opóźnione łatki bezpieczeństwa
    /e/OS znany jest z tego, że ostatnią rzeczą, którą wydaje to są łatki bezpieczeństwa, a w rankingu plasuje się samym końcu...

    • Brak dodatkowych zabezpieczeń względem czystego Androida
    e/OS nie implementuje żadnych ulepszeń bezpieczeństwa, znanych lub podobnych do tych z GrapheneOS (np. "utwardzonego alokatora pamięci", który skutecznie utrudnia wykorzystywanie ataków "przepełnienia pamięci" czy też zaawansowanej kontroli uprawnień (np. dostęp do przestrzeni dyskowej, kontaktów czy internetu), które uniemożliwiają aplikacjom dostęp bez świadomej zgody użytkownika.

    • Ryzyko związane z niezabezpieczonym bootloaderem
    Jedynie niewielki procent wspieranych urządzeń /e/OS/ oferuje możliwość ponownego blokowania bootloadera po instalacji (możliwe tylko na "oficjalnych" wydaniach /e/OS, opcja niedostępna w "społecznościowych", listę można sobie porównać tutaj: ⁨doc.e.foundation/devices⁩ ("Official" vs "Community").

    • /e/OS jest często opisywany jako system dla początkujących – zachęcając na papierze "łatwy w instalacji i przyjazny".
    Jeśli jednak priorytetem jest dla Ciebie prywatność oraz bezpieczeństwo, to niedaleko w zasięgu jest GrapheneOS – system, który nie idzie na kompromisy, lecz konsekwentnie podnosi poprzeczkę w zakresie ochrony użytkownika.
    Łatwy w instalacji! Wystarczy podpiąc ze sobą dwa smartfony!

    __
    Nowości w temacie GraphrneOS
    ⁨odysee.com/@%C5%81%C4%85cze:4/

    ---
    Aplikacje użyte do stworzenia niniejszego postu to: Vanadium, Markor, Pachli. System operacyjny GrapheneOS.
    ---

    ____

    #cyberbezpieczeństwo #prywatnoscwsieci #degoogle

  4. RE: fediscience.org/@adam_wysokins

    Dziękuje za ten komentarz. To jest pierwszy który na prawdę zauważa moc GrapheneOS, napisałeś to, co jest kluczowe, zamiast szukania dramatu.👌

    GrapheneOS

    • Odbiór i krytyka

    „W 2019 roku Georg Pichler z Der Standard i inne portale informacyjne zacytowały wypowiedź Edwarda Snowdena na Twitterze: „Gdybym dzisiaj konfigurował smartfona, jako podstawowego systemu operacyjnego użyłbym GrapheneOS Daniela Micay’a”

    „W lipcu 2022 roku Charlie Osborne z ZDNet zasugerował, aby osoby podejrzewające infekcję Pegasusem korzystały z drugiego urządzenia z GrapheneOS dla celów związanych z bezpieczną komunikacją."

    Źródło:
    pl.wikipedia.org/wiki/Graphene

    Warto zwrócić uwagę na całą listę funkcji która wprowadza GrapheneOS.
    Dostępna na oficjalnej stronie projektu:
    grapheneos.org/features

    Od lat wiele funkcji które początkowo dostępne w GrapheneOS, później implementowano w oficjalnej wersji Androida AOSP.

    Mówiłem też o tym tutaj:
    odysee.com/@%C5%81%C4%85cze:4/

    I pokaż mi inny taki projekt, który wnosi tak wiele do Androida. 🙂
    Praktycznie każdy użytkownik Androida korzysta z rozwoju który wprowadza GrapheneOS.

    GrapheneOS ma również na swoim koncie wyszukanie i załatanie wielu luk bezpieczeństwa w Androidzie. Są również takie, które nadal przez Google nie zastały naprawione, ale nie występują w GrapheneOS.

    Dodatkowo, zdarzało się że dzięki swojemu utwardzeniu które posiada GrapheneOS, nie był podatny na luki bezpieczeństwa które wynajdowano w Android AOSP.

    Niektóre aktualizacje pojawiają się nawet wcześniej w GrapheneOS, niż w oficjalnym systemie na Google Pixel.
    Natomiast inni producenci mają generalnie znaczne opóźnienie (tym samym narażają swoich użytkowników).

    ____
    ---
    Aplikacje użyte do stworzenia niniejszego postu to: Vanadium, Markor, Pachli. System operacyjny GrapheneOS.
    ---
    #cyberbezpieczeństwo #prywatnoscwsieci
    ____

  5. WYJDŹ Z CHAT CONTROL_

    „Zmiana narzędzi to akt indywidualnej odpowiedzialności, który należy do każdego z nas: w ten sposób odrzucasz nielegalną masową inwigilację”.

    Kontrola czatu chce skanować Twoje prywatne wiadomości. Oto, jak odzyskać kontrolę nad rozmowami, danymi i narzędziami...exitchatcontrol.org/#menace

    🔴 Usuń

    WhatsApp (Meta)
    Messenger (Meta)
    Instagram (Meta)
    Gmail (Google)
    Google Drive / Photos (Google)
    Outlook (Microsoft)
    OneDrive (Microsoft)
    Teams (Microsoft)
    Snapchat
    Discord
    TikTok
    Telegram

    🔽 Zadoptuj

    🔸GrapheneOS

    🔸Signal

    🔸SimpleX Chat

    🔸ElementX (Matrix)

    🔸Proton Mail

    🔸Tuta Mail

    ---
    @swieczkos @rafalstefaniak

    _____
    #prywatnoscwsieci

  6. Meta wycofuje kontrowersyjną funkcję po fali krytyki. Koniec z przetwarzaniem zdjęć na Instagramie

    Szybki rozwój algorytmów generatywnych coraz częściej zderza się z oporem użytkowników, którzy chcą mieć pełną kontrolę nad swoim wizerunkiem w sieci.

    Koncern Meta, zaledwie kilka dni po premierze nowego narzędzia tekst-na-obraz o nazwie Muse Image, podjął decyzję o usunięciu jego najbardziej kontrowersyjnej opcji. Zaledwie wczoraj pisaliśmy o tym pomyśle, który od razu wzbudził ogromne emocje w mediach społecznościowych – dziś gigant technologiczny wycofuje się z rozwiązania umożliwiającego przetwarzanie publicznych fotografii przez osoby trzecie.

    Twój profil na Instagramie jako cyfrowy surowiec. Nowe narzędzie Mety wywołuje skandal

    Dla nas, jako użytkowników sieci, to ważny precedens. Pokazuje on, że skoordynowana presja społeczna i branżowa potrafi skutecznie wpłynąć na rozwój funkcji opartych na sztucznej inteligencji oraz zmusić cyfrowe korporacje do rewizji swoich planów.

    Przerabianie zdjęć jako materiał źródłowy

    Narzędzie, które zadebiutowało kilka dni temu w ramach chatbota Meta AI, dawało użytkownikom możliwość bezpośredniego wpływania na cudzą zawartość. W ramach nowej funkcji możliwe było otagowanie publicznego profilu na Instagramie, aby algorytm pobrał znajdujące się tam fotografie i wykorzystał je jako materiał źródłowy do wygenerowania nowej, zmodyfikowanej przez sztuczną inteligencję grafiki.

    Największe kontrowersje wzbudził fakt, że Meta zastosowała tu mechanizm domyślnej zgody. Wszyscy posiadacze kont publicznych spełniający warunki nowej funkcji zostali automatycznie włączeni do systemu (model opt-out). Osoby, które nie wyrażały zgody na to, by ich zdjęcia były wykorzystywane jako podkład dla algorytmów przez obcych ludzi, musiały samodzielnie odszukać odpowiednią opcję blokady w ustawieniach prywatności.

    Błyskawiczny odwrót i oficjalne stanowisko Mety

    Możliwość niekontrolowanej modyfikacji cudzego wizerunku wywołała natychmiastowy protest m.in. amerykańskiego związku zawodowego aktorów SAG-AFTRA, który wezwał internautów do ochrony swoich profilów. Głosy sprzeciwu poparła również brytyjska organizacja Privacy International, krytykując traktowanie publicznych galerii użytkowników jako surowca do swobodnej obróbki dla modeli generatywnych.

    W oficjalnym oświadczeniu przedstawiciele Mety przyznali, że w tym przypadku firma „chybiła celu” (we missed the mark) i podjęli decyzję o wycofaniu kontrowersyjnej opcji ze struktury serwerowej. Koncern deklaruje, że intencją było dostarczenie przydatnego, kreatywnego narzędzia, jednak skala negatywnego feedbacku zmusiła deweloperów do zmiany planów. Zamknięcie tego projektu na Instagramie nie oznacza jednak końca ofensywy – Meta nadal planuje głęboką integrację narzędzi generatywnych AI w aplikacjach WhatsApp, Facebook oraz Messenger.

    #generatorObrazów #Instagram #Meta #MetaAI #MuseImage #prywatnośćWSieci #SAGAFTRA #sztucznaInteligencja
  7. Twój profil na Instagramie jako cyfrowy surowiec. Nowe narzędzie Mety wywołuje skandal

    Prywatność w mediach społecznościowych staje się fikcją, a publicznie udostępniane zdjęcia twarzy oficjalnie posłużą jako darmowy budulec dla algorytmów.

    Meta uruchomiła nowe narzędzie z segmentu tekst-na-obraz o nazwie Muse Image, które pozwala użytkownikom generować syntetyczne grafiki z wykorzystaniem zdjęć profilowych innych osób. Co najgorsze, cały proces odbywa się automatycznie i bez jakiegokolwiek powiadamiania właścicieli kont.

    MacBooki Pro z M7, afera z Sony, Meta AI i nie publikujcie swoich dzieci w necie! | Raport iMagazine

    Dla milionów internautów to wizerunkowy poligon minowy. Decyzja Marka Zuckerberga pokazuje, że koncerny technologiczne traktują naszą tożsamość cyfrową jak darmowy, łatwy do wyeksploatowania surowiec.

    Muse Image, czyli fotomontaż na życzenie każdego internauty

    Nowe narzędzie zostało zintegrowane z aplikacją Meta AI, przeglądarkami internetowymi, a także z funkcją Instagram Stories i komunikatorem WhatsApp w USA. Działanie Muse Image opiera się na zaawansowanym łączeniu tekstu z elementami graficznymi pobranymi z platformy. Wystarczy wpisać prostą komendę, np. „stwórz zdjęcie, na którym użytkownik X prowadzi samochód”, a algorytm bez wiedzy danej osoby bezbłędnie wklei jej twarz w sztucznie wygenerowaną scenerię o wysokiej rozdzielczości.

    Organizacja Foxglove wprost nazywa to rozwiązanie „przepisem na katastrofę” i zwraca uwagę na gigantyczne ryzyko masowych manipulacji, nękania oraz tworzenia kompromitujących materiałów bez zgody ofiar. Narzędzie Mety wjeżdża na rynek w najgorszym możliwym momencie – brytyjski regulator Ofcom prowadzi już oficjalne śledztwo w sprawie konkurencyjnej platformy X i bota Grok, który posłużył do masowego generowania nielegalnych obrazów z wizerunkami realnych osób.

    Jak zablokować wykorzystanie swoich zdjęć przez AI?

    Meta broni się, twierdząc, że inwigilacja dotyczy wyłącznie kont publicznych, a w systemie zaszyto specjalny bezpiecznik. Problem polega na tym, że funkcja ta jest domyślnie włączona dla każdego użytkownika, a opcja rezygnacji (opt-out) została głęboko ukryta w menu aplikacji, zamiast wymagać świadomej, wcześniejszej zgody (opt-in). Jeśli Twoje konto jest prywatne, Twoje zdjęcia są bezpieczne.

    W przypadku profili publicznych, aby zablokować algorytm, należy wykonać następujące kroki:

    • Wejść w menu ustawień profilu na Instagramie.
    • Wybrać sekcję „Udostępnianie i ponowne wykorzystanie” (Sharing and Reuse).
    • Ręcznie odnaleźć i wyłączyć funkcję „Zezwalaj na ponowne wykorzystanie Twoich treści na Instagramie i w funkcjach AI w Meta”.

    Koncern zapowiedział już, że system Muse Image w najbliższym czasie trafi do użytkowników Facebooka oraz komunikatora Messenger, a także zostanie oddany w ręce komercyjnych reklamodawców. Równolegle w laboratoriach Mety trwają zaawansowane prace nad bliźniaczym modelem generującym pliki wideo, co jeszcze mocniej zatrze granicę między prawdą a cyfrową manipulacją.

    Kupiłeś okulary, teraz opłacaj abonament. Meta zamyka funkcje AI za paywallem

    #generatorObrazówAI #Instagram #kradzieżWizerunku #Meta #MetaAI #MuseImage #prywatnośćWSieci #sztucznaInteligencja
  8. Chat Control wraca, ale szyfrowanie obronione. Parlament Europejski zdecydował o inwigilacji

    Prywatność milionów Europejczyków w sieci utrzyma się na krawędzi przez kolejne dwa lata.

    Parlament Europejski poparł wniosek o przywrócenie tymczasowych przepisów znanych jako Chat Control 1.0. Regulacje te pozwalają technologicznym gigantom na automatyczne, masowe skanowanie prywatnych wiadomości i skrzynek pocztowych. Unijni urzędnicy wykorzystali specjalną procedurę pilną, by przepchnąć projekt, zanim poprzednie rozwiązania na dobre wygasły.

    Dla zwykłego użytkownika sieci to jasny komunikat – to, co wysyłasz w tradycyjnych, niezaszyfrowanych wiadomościach, trafia pod stały nadzór algorytmów. Pojawiło się jednak światełko w tunelu: obrońcom prywatności rzutem na taśmę udało się wywalczyć kluczowy bezpiecznik.

    Wyjątek dla bezpiecznych komunikatorów. Signal i WhatsApp bez skanowania

    Najważniejsza bitwa technologiczna tego głosowania dotyczyła kryptografii. Europosłowie wywalczyli poprawkę, która całkowicie zwalnia z obowiązku skanowania komunikację szyfrowaną end-to-end (E2EE). Oznacza to, że unijne algorytmy nie będą miały prawa (ani technicznej możliwości) ingerować w wiadomości przesyłane przez takie aplikacje jak Signal, WhatsApp czy Telegram.

    Wprowadzenie tego wyjątku rozwścieczyło zwolenników pełnej inwigilacji, ale uspokoiło ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa. Gdyby poprawka przepadła, dostawcy bezpiecznych komunikatorów zostaliby zmuszeni do instalowania cyfrowych wytrychów w kodzie aplikacji. To z kolei wystawiłoby dane wszystkich użytkowników na celownik hakerów i obcych służb.

    Jak działa Chat Control 1.0 i kogo weźmie pod lupę?

    Przywrócone prawo to w rzeczywistości powrót do tzw. derogacji (odstępstwa) od unijnej dyrektywy o prywatności, która obowiązywała od 2021 roku do kwietnia tego roku. Ponieważ kraje członkowskie od miesięcy nie potrafią porozumieć się w kwestii ostatecznego kształtu przepisów (projektu Chat Control 2.0), Bruksela postanowiła utrzymać status quo. Na mocy tych zasad giganci tacy jak Google czy Meta mogą „dobrowolnie” monitorować sieć.

    Zautomatyzowanej analizie pod kątem wykrywania materiałów związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci będą podlegać:

    • Tradycyjne wiadomości e-mail w usługach Gmail oraz iCloud.
    • Prywatne wiadomości (DM) na platformach Instagram, Snapchat, TikTok i Discord.
    • Komunikatory w usługach gamingowych, np. w sieci Xbox.

    Co dalej? Kraje członkowskie mają trzy miesiące

    Oficjalnym powodem forsowania tych przepisów przez Komisję Europejską jest ochrona najmłodszych przed drapieżnikami seksualnymi. Jednak przeciwnicy regulacji i obrońcy praw obywatelskich wprost nazywają to narzędziem masowej inwigilacji, które traktuje każdego internautę jak potencjalnego podejrzanego.

    Wczorajsza decyzja Parlamentu Europejskiego nie kończy jednak całego procesu legislacyjnego. Państwa członkowskie Unii Europejskiej mają teraz dokładnie trzy miesiące na decyzję, czy poprą wypracowane przez europosłów poprawki chroniące szyfrowanie. Jeśli kraje Rady UE nie zgłoszą sprzeciwu, tymczasowe zasady masowego skanowania niezaszyfrowanych rozmów będą obowiązywać co najmniej do 2028 roku.

    Myślałeś, że Chat Control umarło? Wróciło. Teraz UE chce Twojego dowodu, żebyś mógł wysłać wiadomość

    #ChatControl #Gmail #inwigilacja #ParlamentEuropejski #prywatnośćWSieci #Signal #szyfrowanieEndToEnd #UniaEuropejska #whatsapp
  9. Poważna luka w zabezpieczeniach Apple. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail” ujawnia prawdziwe dane użytkowników

    Płacisz za prywatność, a dostajesz dziurawy system. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail”, będąca sztandarowym elementem płatnego pakietu iCloud+, od ponad roku boryka się z krytyczną luką.

    Zamiast chronić tożsamość użytkowników, pozwala w banalny sposób odkryć ich prawdziwy, główny adres powiązany z kontem Apple.

    Dziura, o której firma wie od ponad roku

    Problem nagłośnił serwis 404 Media we współpracy z badaczami z EasyOptOuts. Luka pozwala praktycznie każdemu na powiązanie wygenerowanego, losowego adresu z rzeczywistym e-mailem ofiary. Co gorsza, w testach przeprowadzonych przez dziennikarzy podatność występowała w 100 procentach sprawdzanych przypadków. Odkrycie prawdziwego adresu zajmowało zaledwie kilka minut.

    Sytuacja jest o tyle bulwersująca, że Apple zostało oficjalnie poinformowane o zagrożeniu już w czerwcu 2025 roku. Mimo zapewnień o naprawieniu problemu w marcowej aktualizacji systemu, luka wciąż pozostaje aktywna. Dla osób korzystających z tej funkcji w celu ukrycia się przed brokerami danych czy stalkerami, tak rażące zaniedbanie to potężne zagrożenie dla ich cyfrowego bezpieczeństwa.

    Płatna ochrona, która przestaje mieć sens

    „Ukryj mój adres e-mail” to usługa, dla której wielu z nas decyduje się na opłacanie abonamentu iCloud+. Możliwość tworzenia unikalnych adresów do jednorazowych rejestracji świetnie chroni przed spamem i wyciekami z zewnętrznych baz. Ujawnienie powiązanego z kontem głównego e-maila całkowicie niweczy ten cel, demaskując naszą tożsamość.

    Na domiar złego, wszystko wskazuje na to, że usługa ta będzie z czasem coraz trudniejsza w użyciu. Apple planuje wkrótce zmienić domeny dla generowanych adresów z dotychczasowej @icloud.com na @private.icloud.com. Taki ruch sprawi, że strony internetowe będą mogły masowo i automatycznie blokować próby rejestracji z użyciem tej funkcji. Biorąc pod uwagę trwający od roku wyciek danych, sztandarowa usługa prywatności od Apple traci w oczach użytkowników resztki wiarygodności.

    Pozew zbiorowy na 3 miliardy funtów przeciwko Apple za iCloud dopuszczony do procesu

    #404Media #Apple #cyberbezpieczeństwo #iCloud #prywatnośćWSieci #ukryjMójAdresEMail #wyciekDanych
  10. Pixel podsłucha każdą rozmowę. Google szykuje funkcję „Audio Memory”, ale w Europie to prawny koszmar

    Dopiero co informowaliśmy o zmianach w zapisywaniu multimediów przez wyszukiwarkę Google, a w kodzie systemu Android właśnie odkryto znacznie bardziej radykalną funkcję.

    Amerykański gigant przygotowuje rozwiązanie „Audio Memory”, które ma stale monitorować otoczenie użytkownika i zapisywać wszystko – od piosenek po prywatne konwersacje. Choć to wielki krok w stronę wszechwiedzącego asystenta AI, europejskie przepisy o ochronie prywatności mogą zatrzymać tę nowość na granicy.

    Całodobowy nasłuch z myślą o notatkach AI

    Funkcja oznaczona w kodzie systemu jako „blueflax” została odnaleziona w najnowszej wersji narzędzia Android System Intelligence dla smartfonów Pixel. Oficjalne linijki kodu wprost opisują jej cel: narzędzie ma śledzić wszystko, co słyszysz w ciągu dnia. Rozwiązanie to ma działać na podobnej zasadzie, co fizyczne dyktapony AI zintegrowane z modelami językowymi. Ich zadaniem jest rejestrowanie spotkań na żywo, tworzenie dokładnych transkrypcji, a następnie generowanie na ich podstawie zwięzłych notatek.

    Google próbuje jednak tonować nastroje związane z prywatnością. Przetwarzanie całego zebranego dźwięku ma odbywać się w pełni lokalnie, bez jakiegokolwiek udziału chmury. Całość będzie oparta na bezpiecznej architekturze Private Compute Core, co w praktyce oznacza, że tło dźwiękowe oraz treść naszych prywatnych rozmów nigdy nie trafią na zewnętrzne serwery korporacji.

    Unijne przepisy kontra ambicje Doliny Krzemowej

    Dla europejskich organów regulacyjnych lokalne przetwarzanie danych to jednak o wiele za mało. Sam fakt, że system operacyjny w sposób ciągły analizuje i kataloguje ludzki głos bez aktywnego wywołania, kwalifikuje się jako przetwarzanie danych wrażliwych. Unijne rozporządzenie RODO jest w tej kwestii bezwzględne – na tego typu nasłuch użytkownik musi wyrazić jednoznaczną, uprzednią zgodę.

    Prawdziwym prawnym koszmarem jest jednak problem osób trzecich. Nawet jeśli właściciel Pixela zgodzi się na monitorowanie otoczenia, to jego znajomi, współpracownicy czy przypadkowy kelner w restauracji takiej zgody nie wyrazili. W świetle polskiego prawa pasywne nagrywanie i transkrypcja głosów osób postronnych bez ich wiedzy to rażące naruszenie dóbr osobistych.

    Muzyczna baza danych i niepewna przyszłość w Polsce

    Nowe narzędzie Google wchłonie również dotychczasową funkcję „Co gra?” (Now Playing). Oprócz rozpoznawania utworów granych na żywo w sklepie czy radiu, system zyska opcję monitorowania muzyki odtwarzanej z innych aplikacji bezpośrednio na telefonie, tworząc jedną, potężną historię tego, czego słuchaliśmy w ciągu dnia.

    Czy pełne „Audio Memory” trafi na polskie Pixele? Pamiętając potężne opóźnienia we wdrożeniu Apple Intelligence w Unii Europejskiej ze względu na restrykcyjny Akt o rynkach cyfrowych (DMA), plany Google mogą ulec poważnej zmianie. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to całkowita blokada modułu nagrywania rozmów w Europie lub udostępnienie mocno okrojonej wersji, skupiającej się wyłącznie na bezpiecznym identyfikowaniu piosenek.

    Pixele od Google nie otrzymają interfejsu inspirowanego „Liquid Glass”

    #Android #asystentAI #AudioMemory #GooglePixel #podsłuchiwanieRozmów #prywatnośćWSieci #RODO #sztucznaInteligencja #UniaEuropejska
  11. Google potajemnie zapisuje twoje zdjęcia i głos z wyszukiwarki. Jak zablokować to śledzenie?

    Korzystasz z funkcji „Circle to Search” albo szukasz piosenki przez mikrofon? Od teraz możesz nieświadomie pełnić rolę darmowego dostawcy danych dla sztucznej inteligencji.

    Google po cichu wdrożyło nową politykę, w ramach której domyślnie gromadzi na swoich serwerach przesyłane w ten sposób multimedia. Wyjaśniamy, co ląduje w archiwach giganta i jak szybko zablokować ten proceder.

    Twój smartfon karmi modele AI

    Zmiana, która trafia właśnie na smartfony z systemem Android, dotyczy Historii usług wyszukiwania. Podczas rutynowego korzystania z takich narzędzi jak Google Lens (Obiektyw), Tłumacz czy identyfikacja utworów muzycznych, na ekranie pojawia się niepozorne okienko. Komunikat informuje, że wszelkie zrzuty ekranu, zdjęcia i pliki audio używane do wyszukiwania są teraz automatycznie zapisywane.

    Amerykański gigant tłumaczy ten ruch chęcią „personalizacji i poprawy doświadczeń użytkownika”. W praktyce sprawa jest jednak znacznie prostsza: twoje osobiste pliki stają się darmowym paliwem do trenowania modeli sztucznej inteligencji. Zapisane zapytania wizualne czy komendy głosowe mogą być przechowywane na serwerach firmy nawet przez 4 lata. To gigantyczna ilość prywatnych informacji, nad którymi bardzo łatwo stracić kontrolę.

    Jak wyłączyć zapisywanie multimediów w Google?

    Dobra wiadomość jest taka, że wciąż możesz zablokować to masowe gromadzenie danych. Wyłączenie nowej opcji powstrzyma algorytmy przed wykorzystywaniem twoich przyszłych zdjęć i nagrań do treningu AI. Jeśli zignorowałeś lub przypadkiem zamknąłeś początkowe powiadomienie, wciąż możesz zmienić te ustawienia ręcznie.

    Oto co musisz zrobić, aby zachować prywatność:

    • Wejdź na stronę myactivity.google.com i zaloguj się na swoje konto.
    • Odszukaj i kliknij sekcję Historia usług wyszukiwania.
    • Znajdź opcję Zapisuj multimedia i po prostu odznacz to pole.

    W tym samym panelu znajdziesz przydatną funkcję automatycznego usuwania danych oraz możliwość ręcznego wyczyszczenia starszych plików, które Google zdążyło już pobrać. Zdecydowanie warto poświęcić na to kilka minut – wygoda szybkiego powrotu do archiwalnych wyników wyszukiwania rzadko jest warta oddawania korporacji prywatnych zdjęć czy zrzutów ekranu.

    Śmierć adblockerów w Chrome staje się faktem. Google zamyka ostatnią furtkę dla Manifest V2

    #Android #circleToSearch #daneUżytkowników #GoogleLens #prywatnośćWSieci #śledzenieGoogle #sztucznaInteligencja #trenowanieAI
  12. Wielki Brat z mopem. Ten startup posprząta ci mieszkanie za darmo, ale nagra każdy twój kąt

    Wyobraź sobie: do twojego mieszkania puka ekipa sprzątająca wyposażona w mopy, ścierki oraz… naszpikowane elektroniką kamery na głowach. To nie jest scenariusz nowego dystopijnego serialu, to nowojorska rzeczywistość.

    Firmy pracujące nad sztuczną inteligencją oferują darmowe sprzątanie, byle tylko zdobyć najcenniejsze paliwo współczesnego świata: dane przestrzenne twojego domu.

    W Stanach Zjednoczonych rośnie popularność niezwykłej usługi. Projekt o nazwie Shift, za którym stoi firma Micro AGI, wysyła do mieszkań na nowojorskim Upper East Side darmowe ekipy sprzątające, a nawet prywatnych kucharzy. Haczyk jest jeden: ci ludzie noszą na czapkach kamery podłączone bezpośrednio do smartfonów, które rejestrują z perspektywy pierwszej osoby absolutnie każdy zakamarek apartamentu oraz każdy ruch ich dłoni.

    Ręczne szkolenie cyber-gosposi

    Po co to wszystko? Cel jest prosty: zebranie terabajtów surowych danych wizualnych, które posłużą do wytrenowania kolejnej generacji humanoidalnych robotów domowych. Bercan Kilic, założyciel Shift, nie ukrywa wielkich ambicji. Tłumaczy to wprost: sztuczna inteligencja pokroju ChatGPT świetnie opanowała już tekst, ale fizyczny świat jest dla maszyn znacznie trudniejszy do zrozumienia. Każda kuchnia ma inne oświetlenie, każdy talerz inne gabaryty, a warunki zmieniają się z godziny na godzinę.

    Żeby roboty przyszłości potrafiły z niezwykłą zręcznością zmywać naczynia czy ścierać kurze, modele AI muszą najpierw „zobaczyć”, jak robią to ludzkie ręce. Startupy takie jak Shift zbierają te bezcenne nagrania, anonimizują je, a następnie sprzedają gigantom z branży robotyki.

    Szybszy od nauczyciela. System SAIL sprawi, że roboty w końcu przestaną się ślamazarzyć

    Czyste okna za inwazję w prywatność

    Eksperci od cyberbezpieczeństwa biją jednak na alarm. Oddawanie dostępu do najbardziej intymnej przestrzeni w zamian za umytą podłogę to zjawisko, które organizacja Electronic Frontier Foundation (EFF) nazywa wprost „przekupywaniem danymi”.

    Calli Schroeder, dyrektorka z organizacji Epic, określa ten pomysł jeszcze dosadniej: to diabolicznie kreatywny sposób na sprzedaż inwazji w prywatność. Zwraca uwagę na potężną dysproporcję: wartość darmowego sprzątania to absolutne grosze w porównaniu z gigantycznymi zyskami, jakie korporacje wygenerują na tak unikalnych zbiorach danych. Co więcej, kamery przemierzające nasze sypialnie i łazienki mogą uchwycić niezwykle wrażliwe informacje, z czego zachwyceni darmową usługą lokatorzy często w ogóle nie zdają sobie sprawy.

    Entuzjazm pokolenia Z

    Bercan Kilic odpiera te zarzuty, twierdząc, że jego model biznesowy jest wyjątkowo uczciwy: w internecie i tak codziennie oddajemy swoje dane wielkim platformom, nie dostając w zamian niczego namacalnego. Tutaj przynajmniej zyskujemy posprzątane mieszkanie.

    Najciekawszy w tym wszystkim wydaje się jednak profil samych sprzątaczy. To często dwudziestokilkuletni absolwenci wyższych uczelni, którzy szukają swojego miejsca w świecie startupów. Z entuzjazmem szorują nowojorskie toalety i zmywają blaty, wierząc, że uczestniczą w technologicznej rewolucji. Jak sami przyznają, zebrane przez nich nagrania sprawią, że pewnego dnia żaden człowiek nie będzie już musiał wykonywać tak żmudnej, manualnej pracy. Pytanie tylko, czy na drodze do tego technologicznego raju nie oddamy korporacjom resztek naszej domowej intymności.

    #AIWDomu #inwigilacja #MicroAGI #ochronaDanych #prywatnośćWSieci #robotyHumanoidalne #startupyTechnologiczne #sztucznaInteligencja #technologiePrzyszłości
  13. Bunt przeciwko sztucznej inteligencji w Google. Właściciele iPhone’ów masowo uciekają do DuckDuckGo

    Kiedy Google podczas konferencji I/O ogłaszało największą rewolucję w swojej wyszukiwarce od ćwierćwiecza, nie wszyscy klaskali z zachwytu.

    Okazuje się, że głęboka integracja sztucznej inteligencji wywołała odwrotny skutek u części użytkowników. Posiadacze urządzeń z systemem iOS w Stanach Zjednoczonych zaczęli masowo pobierać alternatywę stawiającą na prywatność – aplikację DuckDuckGo.

    Google I/O 2026: nadchodzi era agentów Gemini. Gigant stawia na autonomię, szybkość i potężną infrastrukturę

    Liczby mówią same za siebie

    Przedstawiciele DuckDuckGo potwierdzają, że po majowej konferencji Google I/O firma odnotowała skokowy i, co ważne, utrzymujący się wzrost zainteresowania swoimi usługami. W Stanach Zjednoczonych liczba instalacji przeglądarki na systemie iOS wzrosła z tygodnia na tydzień aż o 33 proc. (przy ogólnym wzroście na wszystkich platformach rzędu 18,1 proc.).

    Co ciekawe, trend ten nie wyhamował po pierwszym medialnym szumie. Firma zauważa, że dynamika pobrań wręcz przyspieszyła podczas długiego weekendu (Memorial Day), kiedy to ruch w sieci ma zazwyczaj tendencję zniżkową. Ponieważ wzrosty w USA są wielokrotnie wyższe niż na rynkach międzynarodowych, analitycy wprost łączą to z amerykańskimi, mocno zorientowanymi na sztuczną inteligencję zapowiedziami giganta z Mountain View.

    Internauci szukają klasycznej wyszukiwarki

    Bezpośrednią przyczyną tych migracji jest agresywne promowanie algorytmów generatywnych. Google pochwaliło się nowym interfejsem wyszukiwania, który niemal na każdym kroku stara się wyręczać użytkownika za pomocą AI. Jak widać, takie podejście wywołało irytację wśród osób, które oczekują tradycyjnego, prostego dostępu do linków.

    Klienci chcą mieć wybór, a mniejszy konkurent potrafi to świetnie wykorzystać. Choć DuckDuckGo również rozwija własne funkcje oparte na AI, to w przeciwieństwie do Google, firma wyraźnie komunikuje, że są one w 100 procentach opcjonalne.

    Odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku stała się wręcz specjalna subdomena „Kaczki”. Wersja wyszukiwarki całkowicie pozbawiona algorytmów sztucznej inteligencji zanotowała z tygodnia na tydzień wzrost ruchu o niemal 23 proc. To bardzo jasny sygnał: w sieci wciąż jest potężna grupa użytkowników, dla których klasyczny, bezpieczny i przewidywalny internet jest wart więcej niż najnowsze funkcje generatywne.

    #aplikacjeIOS #DuckDuckGo #GoogleIO #prywatnośćWSieci #rynekPrzeglądarek #sztucznaInteligencjaWGoogle #wyszukiwarkaInternetowa
  14. Darmowy ChatGPT ma ukrytą cenę. OpenAI wykorzysta dane użytkowników do targetowania reklam

    Używasz darmowej wersji najpopularniejszego chatbota na świecie? Przygotuj się na to, że twórcy zaczną wykorzystywać twoje dane do targetowania reklam poza platformą.

    OpenAI zaktualizowało swoją politykę prywatności w Stanach Zjednoczonych, domyślnie zgadzając się na przekazywanie ograniczonych informacji identyfikacyjnych zewnętrznym partnerom marketingowym.

    Ciasteczka, które nakarmią algorytmy

    Zgodnie z nowymi wytycznymi firma oficjalnie zaczyna wykorzystywać pliki cookie do promowania swoich produktów i usług na zewnętrznych stronach internetowych. Cel tego zabiegu jest bardzo jasny: OpenAI chce skutecznie zamienić użytkowników darmowych w płacących subskrybentów. Z perspektywy konsumenta kluczowy jest jednak sposób wdrożenia nowości – w przypadku darmowych kont opcja udostępniania danych marketingowych została włączona domyślnie. Właściciele abonamentów Plus oraz Enterprise mogą na razie spać spokojnie, gdyż u nich funkcja ta pozostaje zablokowana.

    Co dokładnie trafia w ręce reklamodawców? OpenAI wyraźnie podkreśla, że treści naszych rozmów z chatbotem pozostają w pełni prywatne i nie są nikomu udostępniane. Firma przekazuje jednak partnerom marketingowym tak zwane „ograniczone identyfikatory”, w tym adresy e-mail, identyfikatory plików cookie oraz dane urządzenia. Dzięki temu korporacja może precyzyjnie zmierzyć, czy użytkownik, który zobaczył reklamę ich autorskiego narzędzia (np. Codex) w mediach społecznościowych, faktycznie zdecydował się na jego przetestowanie.

    Jak wyłączyć marketingowe identyfikatory?

    Zastosowane przez OpenAI mechanizmy to klasyczna reklama ukierunkowana. Firma szuka dodatkowych sposobów na konwersję darmowych kont w płatne subskrypcje, co rynkowi analitycy łączą z przygotowaniami do potencjalnego debiutu giełdowego (IPO). Z punktu widzenia użytkownika najważniejsze jest to, że przed systemem reklamowym można się skutecznie obronić.

    Aby to zrobić, należy wejść w ustawienia swojego konta na stronie ChatGPT, przejść do zakładki kontroli danych (Data Controls) i ręcznie odznaczyć opcję prywatności marketingowej (Marketing Privacy). To prosty krok, który pozwala zachować pełną kontrolę nad własnymi danymi i uniknąć reklamowego targetowania.

    #bezpieczeństwoDanych #ChatGPT #OpenAI #plikiCookie #prywatnośćWSieci #reklamyInternetowe #sztucznaInteligencja #targetowanie
  15. Nagie ciała i intymne sytuacje w oku kamery. Moderatorzy Mety przerwali milczenie i stracili pracę

    Inteligentne okulary Mety z wbudowaną kamerą miały być technologiczną rewolucją, ale właśnie stały się centrum ogromnego skandalu.

    Pracownicy z Kenii, którzy trenowali sztuczną inteligencję giganta, stracili pracę niedługo po tym, jak ujawnili, że w ramach swoich obowiązków musieli oglądać nagie ciała i prywatne sytuacje nagrywane przez użytkowników sprzętu.

    Sprawa pokazuje, jak wysoką cenę płacimy za rozwój AI, nawet jeśli wcześniej wyraziliśmy na to formalną zgodę w regulaminie usługi.

    Intymne sytuacje na ekranach analityków

    W lutym tego roku szwedzkie gazety opublikowały głośny raport śledczy. Wynikało z niego, że pracownicy kenijskiej firmy Sama, wynajętej przez Metę do ręcznego oznaczania i weryfikacji danych dla AI, mieli dostęp do niezwykle prywatnych nagrań z inteligentnych okularów korporacji. Wśród analizowanych materiałów znalazły się między innymi ujęcia użytkowników korzystających z toalety czy nagrania stosunków seksualnych.

    Pierwsze wrażenia z Meta Ray-Ban Wayfarer – rób zdjęcia, wideo lub livestreamuj

    Jeden z anonimowych moderatorów przyznał wprost, że widzieli dosłownie wszystko – od zwykłych domowych salonów po nagie ciała, w tym nieświadomą kobietę przebierającą się we własnej sypialni. Meta w odpowiedzi na te doniesienia oficjalnie tłumaczy, że zdjęcia i filmy użytkowników pozostają prywatne, a ręczny przegląd treści przez ludzi ma służyć poprawie działania produktu i zawsze odbywa się za wyraźną zgodą użytkownika.

    Związkowcy sugerują karę za ujawnienie sprawy

    Zaledwie dwa miesiące po publikacji tych rewelacji Meta niespodziewanie zerwała współpracę z firmą Sama, co poskutkowało grupowym zwolnieniem 1108 pracowników. Jako oficjalny powód korporacja Marka Zuckerberga podała „niespełnianie standardów” przez podwykonawcę.

    Sama kategorycznie odpiera te zarzuty, zaznaczając, że wcześniej nie otrzymywała żadnych ostrzeżeń o braku rzetelności na tle jakości lub bezpieczeństwa. Kenijskie organizacje pracownicze mają własną teorię na temat tego nagłego zwrotu akcji. Związkowcy sugerują, że ucięcie kontraktu mogło być próbą uciszenia niewygodnego tematu i zablokowania kolejnych medialnych przecieków.

    Przedstawiciel Africa Tech Workers Movement wprost ocenił, że prawdziwe standardy, o których mówi w tym przypadku Meta, to w rzeczywistości „standardy tajemnicy”.

    Cena inteligentnych technologii

    Okulary tworzone przez Metę (we współpracy z marką Ray-Ban) posiadają wbudowane kamery, a wbudowany asystent potrafi na bieżąco analizować i tłumaczyć to, na co aktualnie patrzy właściciel. Wyciek informacji o kulisach treningu algorytmów wywołał jednak międzynarodowe oburzenie.

    Oczekując konkretnych wyjaśnień, śledztwa w sprawie możliwego naruszenia prywatności wszczęły już brytyjskie (ICO) oraz kenijskie urzędy ochrony danych osobowych. Ta afera dobitnie udowadnia, że oddając inteligentnym gadżetom dostęp do naszego wzroku, bardzo łatwo możemy stracić kontrolę nad najbardziej intymną strefą życia.

    #afera #MarkZuckerberg #Meta #moderatorzyTreści #okularyAR #prywatnośćWSieci #rayBan #Sama #śledztwo #sztucznaInteligencja
  16. Google wpycha AI do Gmaila na siłę. Wyłączenie Gemini to droga przez mękę i strata starych funkcji

    Google nie ustaje w wysiłkach, by przekonać nas, że sztuczna inteligencja to nasza nowa, lepsza rzeczywistość.

    Model Gemini wylewa się z każdego zakamarka usług z logo wielkiego G, na czele z Gmailem i Dyskiem. Gigant zarzeka się, że dba o naszą prywatność, ale w praktyce rezygnacja z asysty AI została zaprojektowana tak, by ostatecznie i tak zmusić nas do kliknięcia „zgadzam się”.

    Prywatne maile to karma dla AI

    Choć firma oficjalnie twierdzi, że nie używa naszych osobistych plików z Google Workspace i maili do trenowania fundamentalnych modeli AI, sprawa nie jest czarno-biała. Jeśli pozwolimy, aby Gemini miał dostęp do naszych aplikacji w celu podsumowywania wiadomości czy szukania dokumentów, model może wygenerować z nich tzw. „snippety”. Jak punktuje serwis Ars Technica, te wygenerowane podsumowania mogą już stać się „karmą” do dalszego trenowania algorytmów pod kątem lepszego reagowania na intencje użytkowników.

    Co gorsza, jedynym sposobem na całkowite zablokowanie uczenia się AI na naszych danych z czatów jest… wyłączenie opcji „Aktywność w aplikacjach Gemini”. Brzmi prosto, ale oznacza to, że tracimy dostęp do historii swoich wcześniejszych zapytań i rozmów z botem. Google stosuje tu klasyczny dylemat – albo oddajesz dane, albo tracisz kluczową funkcjonalność narzędzia.

    Sztuczna inteligencja nigdy nie zyska świadomości. Badacz Google DeepMind obnaża iluzję Doliny Krzemowej

    To działanie, które eksperci od UX wprost nazywają dark pattern, czyli manipulowaniem interfejsem przeciwko intencjom użytkownika.

    Chcesz wyłączyć AI? Pożegnaj się z ulubionymi funkcjami

    Jeszcze gorzej sytuacja wygląda, gdy chcemy po prostu pozbyć się natrętnego Gemini z poczty Gmail. Próżno szukać w ustawieniach jednego przycisku, który dezaktywuje wyłącznie nowości związane ze sztuczną inteligencją. Zamiast tego, Google ukryło tę opcję pod przyciskiem nazwanym „Inteligentne funkcje”.

    Jego wyłączenie faktycznie uciszy AI, ale jednocześnie całkowicie zepsuje to, jak od lat korzystamy z poczty. Pozbędziemy się bowiem podziału skrzynki na kategorie (Społeczności, Oferty itp.), automatycznego wyciągania wydarzeń do Kalendarza, śledzenia przesyłek czy funkcji Smart Compose. Dla przeciętnego użytkownika to sytuacja bez wyjścia. Kiedy po rezygnacji z AI okazuje się, że skrzynka pocztowa tonie w chaosie starych powiadomień, Gmail litościwie wyświetla okienko z propozycją przywrócenia starych funkcji – co automatycznie oznacza ponowne wyrażenie zgody na obecność Gemini. Gigant z Mountain View doskonale wie, jak silna jest potęga domyślnych ustawień i robi wszystko, abyśmy w erze AI nawet nie próbowali ich zmieniać.

    #AIWUsługachGoogle #darkPatterns #Gemini #Gmail #Google #prywatnośćWSieci #sztucznaInteligencja #ustawieniaGoogle
  17. Fikcja banerów prywatności. Giganci ignorują nasze wybory w sieci

    Codziennie klikamy w powiadomienia o plikach cookie, wierząc, że mamy realny wpływ na naszą prywatność.

    Niezależny audyt udowadnia jednak, że największe firmy technologiczne w wielu przypadkach ignorują żądania użytkowników, którzy nie życzą sobie śledzenia. W procederze przodują Google, Meta oraz Microsoft, a narzędzia do zarządzania zgodą okazują się często jedynie zasłoną dymną.

    Raport przygotowany przez platformę webXray rzuca nowe światło na to, jak giganci traktują nasze informacje. Analizie poddano ruch sieciowy na 7634 popularnych witrynach, sprawdzając reakcję serwerów na wysyłany przez przeglądarkę sygnał GPC (Global Privacy Control), będący prawnie wiążącym żądaniem zaprzestania śledzenia.

    Wyniki są druzgocące. Aż 194 dostawców usług reklamowych po prostu zignorowało sygnały wysyłane przez internautów i mimo wyraźnej odmowy nadal instalowało w ich przeglądarkach elementy śledzące, potencjalnie naruszając obowiązujące w Kalifornii (tam przeprowadzono badanie) przepisy.

    Skala problemu u największych graczy

    Wielka trójka technologiczna wypada w tym badaniu wyjątkowo blado. Zgromadzone przez analityków statystyki pokazują niepokojący obraz traktowania prywatności przez rynkowych potentatów:

    • Google: odnotowało wskaźnik awaryjności na poziomie 86 procent. Mimo otrzymania czytelnego sygnału o rezygnacji ze śledzenia, serwery firmy odpowiadały jawną komendą wymuszającą zapisanie ciasteczek o długim terminie ważności.
    • Meta: w przypadku firmy Marka Zuckerberga wskaźnik ten wyniósł 69 procent. Audytorzy udowodnili, że udostępniany przez Metę kod śledzący (tzw. Pixel) jest pozbawiony mechanizmów sprawdzających, czy internauta wyraził zgodę na przetwarzanie swoich informacji.
    • Microsoft: sieć reklamowa twórców Windowsa zignorowała preferencje użytkowników w 50 procentach badanych przypadków.

    Certyfikowana ułuda

    Ogromnym problemem zbadanym w raporcie jest zachowanie platform zarządzania zgodą (CMP), czyli systemów wyświetlających irytujące powiadomienia z prośbą o akceptację ciasteczek. Jak wykazano, certyfikowane przez Google platformy tego typu zawodzą na całej linii i często dopuszczają do instalacji ciasteczek śledzących, nawet przy wyraźnym sprzeciwie ze strony przeglądarki.

    Na czele zespołu webXray stoi Dr Timothy Libert, były szef odpowiedzialny za politykę prywatności w Google. Ekspert udowadnia, że respektowanie praw internautów nie wymaga zaawansowanej inżynierii. Wystarczyłoby, aby serwery po odebraniu żądania GPC odsyłały prosty komunikat błędu „451 Unavailable For Legal Reasons”, co skutecznie blokowałoby transfer. Sam Libert nie przebiera w słowach: „To nie jest skomplikowane. Mówisz: nie ustawiaj ciastka. A oni i tak je ustawiają”.

    Giganci technologiczni odrzucają te oskarżenia, tłumacząc, że badanie opiera się na błędnym zrozumieniu działania ich systemów. Dla przeciętnego internauty ostateczny wniosek jest jednak wyjątkowo gorzki – klikanie opcji „odrzuć wszystko” na niewiele się zdaje, gdy system, który ma chronić użytkownika, działa jedynie na poziomie interfejsu.

    Absurdalne reklamy na YouTube. Błąd systemu czy badanie naszej cierpliwości?

    #ciasteczka #cookies #Google #Meta #Microsoft #ochronaDanych #prywatnośćWSieci #śledzenie #webXray
  18. Tryb incognito to „ściema”. Wyszukiwarka Perplexity potajemnie wysyłała intymne pytania do Google i Mety

    Sztuczna inteligencja miała być naszym prywatnym asystentem, a stała się idealnym narzędziem inwigilacji.

    Złożony właśnie pozew zbiorowy obnaża mroczną stronę wyszukiwarki Perplexity AI. Twórcy narzędzia, wbrew obietnicom, mieli karmić gigantów reklamowych najbardziej wrażliwymi danymi użytkowników – nawet wtedy, gdy ci korzystali z rzekomo bezpiecznego trybu incognito.

    Kiedy mamy problem medyczny, finansowy lub prawny, coraz częściej pytamy o to czatboty, zamiast szukać informacji na forach. Wyszukiwarka Perplexity wręcz zachęca do pogłębiania tematów w formie długich konwersacji. Użytkownicy, wierząc w obietnicę prywatności, dzielili się z maszyną informacjami o wynikach biopsji czy planach podatkowych. Jak ujawnia najnowszy pozew sądowy złożony w USA – robili to na własne ryzyko.

    Według oskarżycieli, tryb incognito w Perplexity był zwykłą „ściemą”. Pod maską minimalistycznego interfejsu rzekomo zaszyto skrypty śledzące (m.in. Facebook Meta Pixel oraz Google Ads). Mechanizm działał bezlitośnie: całe transkrypty zapytań (wraz z adresami e-mail i danymi pozwalającymi na identyfikację) trafiały prosto na serwery Mety i Google. Z technicznego punktu widzenia, skrypty te traktowały nasze rozmowy z AI jak każdą inną stronę internetową do sprofilowania.

    Sprawa jest o tyle bulwersująca, że Perplexity z pełną premedytacją miało nie informować o tym w swojej polityce prywatności, skrzętnie ukrywając fakt współpracy z brokerami danych. Jeśli pozew zakończy się po myśli oskarżycieli, firmę mogą czekać astronomiczne kary (do 5000 dolarów za jedno naruszenie), ale przede wszystkim – potężny kryzys zaufania. W świecie sztucznej inteligencji, jeśli nie płacisz za produkt, to znaczy, że Twoje najskrytsze myśli są towarem.

    Perplexity Computer łączy siły Opus, Gemini oraz ChatGPT

    #AI #bezpieczeństwoDanych #Google #Meta #Perplexity #pozewZbiorowy #prywatnośćWSieci #sztucznaInteligencja #trybIncognito #wyciekDanych
  19. TikTok idzie pod prąd. Dlaczego chiński gigant odmawia pełnego szyfrowania prywatnych wiadomości?

    Podczas gdy giganci tacy jak Apple czy Meta chwalą się pełnym szyfrowaniem naszych rozmów, TikTok mówi twarde „nie”.

    Włodarze najpopularniejszej aplikacji wideo na świecie oficjalnie potwierdzili, że nie wprowadzą szyfrowania end-to-end (E2EE) w prywatnych wiadomościach. Oficjalny powód? Troska o bezpieczeństwo najmłodszych. Nieoficjalny? Eksperci wskazują palcem na politykę Pekinu.

    Szyfrowanie end-to-end (E2EE) to obecnie złoty standard prywatności w cyfrowym świecie. Technologia ta sprawia, że treść wiadomości może odczytać wyłącznie nadawca i odbiorca. Nawet twórcy aplikacji nie mają klucza, by zajrzeć do naszych rozmów. To właśnie dlatego E2EE jest domyślnie stosowane w komunikatorach takich jak Signal, WhatsApp, iMessage od Apple, a od niedawna także w usłudze Messenger.

    TikTok postanowił jednak wyłamać się z tego branżowego trendu. Przedstawiciele firmy podczas briefingu w londyńskim biurze potwierdzili stacji BBC, że aplikacja celowo rezygnuje z tego rozwiązania, chcąc odróżnić się od rynkowych rywali.

    Bezpieczeństwo ponad absolutną prywatność

    Argumentacja TikToka jest prosta i niezwykle nośna wizerunkowo: pełne szyfrowanie ułatwia życie przestępcom. Brak dostępu do treści wiadomości (DMs) wiąże ręce moderatorom i organom ścigania, uniemożliwiając skuteczną walkę z nękaniem czy nagabywaniem nieletnich (tzw. groomingiem).

    Taka postawa spotkała się z ogromnym uznaniem fundacji charytatywnych. Brytyjskie organizacje, takie jak NSPCC czy Internet Watch Foundation (IWF), zajmujące się walką z wykorzystywaniem dzieci w sieci, biją brawo. Ich zdaniem ślepy pęd technologicznych gigantów ku absolutnej prywatności sprawia, że w sieci drastycznie spada wykrywalność przestępstw wobec najmłodszych.

    TikTok tłumaczy, że prywatne wiadomości w aplikacji są nadal zabezpieczone (korzystają ze standardowego szyfrowania, podobnie jak np. skrzynki Gmail), ale w uzasadnionych przypadkach – po zgłoszeniu od użytkownika lub na oficjalny wniosek policji – upoważnieni pracownicy firmy mogą uzyskać dostęp do ich treści.

    Chiński słoń w pokoju

    Eksperci od spraw cyberbezpieczeństwa patrzą jednak na tę sprawę ze znacznie większym dystansem. Trudno bowiem ignorować fakt, że właścicielem TikToka jest chiński gigant ByteDance. Firma od lat boryka się z oskarżeniami o przekazywanie danych zachodnich użytkowników władzom w Pekinie (co ostatecznie doprowadziło do nakazu oddzielenia amerykańskich operacji od globalnego biznesu).

    Jak zauważa prof. Alan Woodward z Uniwersytetu w Surrey, decyzja firmy może mieć proste podłoże: technologia E2EE jest w Chinach w dużej mierze zakazana. Z kolei analityk branży mediów społecznościowych Matt Navarra uważa, że decyzja TikToka to niezwykle sprytny ruch PR-owy. Firma może teraz wiarygodnie głosić hasła o „proaktywnym bezpieczeństwie” i zjednywać sobie zachodnich polityków współpracą z policją, ale jednocześnie jej działania wzmacniają obawy o to, kto tak naprawdę może zaglądać w dane miliarda użytkowników.

    Niezależnie od intencji, wniosek z tej decyzji jest jeden: jeśli piszesz prywatne wiadomości na TikToku, miej świadomość, że nie jesteście w tym cyfrowym pokoju sami.

    Apple Music i TikTok łączą siły

    #bezpieczeństwoDzieciWInternecie #ByteDance #E2EE #inwigilacjaTikTok #komunikatorySzyfrowane #prywatnośćWSieci #szyfrowanieEndToEnd #TikTokWiadomościPrywatne
  20. • Monero

    [...] kryptowaluta typu open-source [...] koncentruje się na prywatności i decentralizacji [.…] każdy może wysyłać transakcje, ale żaden zewnętrzny obserwator nie może poznać źródła, kwoty lub miejsca przeznaczenia [...]

    pl.wikipedia.org/wiki/Monero

    _____
    #prywatnoscwsieci #technologie #otwarteoprogramowanie #wolneoprogramowanie

  21. Afera z fotobudkami w USA to ostrzeżenie dla Polski. Twoje „weselne 360” też może latać po sieci

    W USA wybuchła afera po tym, jak operator fotobudek wystawił na widok publiczny 100 GB prywatnych zdjęć z wesel. „To w Ameryce” – powiesz. Ale w Polsce, gdzie króluje moda na foto i wideobudki 360, mechanizm jest identyczny. Podajesz numer telefonu, żeby dostać filmik, i tracisz kontrolę nad tym, kto go ogląda.

    Co się stało za oceanem?

    Joseph Cox z 404 Media ujawnił, że firma Curator Live, obsługująca tysiące imprez w USA, zostawiła „otwarte drzwi” do swojej chmury. Każdy, kto znał prosty schemat linku, mógł pobrać zdjęcia pijanych gości weselnych, fotki dzieci, a nawet numery telefonów przypisane do twarzy. Firma zignorowała zgłoszenia ekspertów od zabezpieczeń („Fix your s**t” – pisał jeden z nich), dopóki sprawa nie trafiła do mediów.

    Polski kontekst: boom na „360-tki”

    W Polsce tradycyjne fotobudki (drukujące paski zdjęć) są wypierane przez fotobudki 360. To te platformy z obrotowym ramieniem, które kręcą efektowne filmy w slow-motion. Problem? Tego nie da się wydrukować. Aby dostać film, musisz podać swój numer telefonu, e-mail lub zeskanować kod QR.

    I tu zaczynają się schody. Wiele małych firm obsługujących polskie wesela i studniówki korzysta z gotowego oprogramowania (często właśnie z USA, jak Curator, Snappic czy Touchpix) lub – co gorsza – z „partyzanckich” rozwiązań.

    Grzechy główne polskich operatorów

    Choć RODO w Polsce teoretycznie nas chroni, praktyka bywa przerażająca:

    • Otwarte dyski: bywa, że filmy z całej nocy lądują w jednym folderze na Dysku Google/Dropboxie, a link do niego („Pobierz swoje wideo”) jest publiczny. Każdy gość widzi filmy wszystkich innych.
    • Brak hasła: galeria online często nie jest zabezpieczona PIN-em. Wystarczy, że ktoś wrzuci link na Facebooka i nagle Twoje tańce ogląda pół Internetu.
    • Baza numerów: podając numer telefonu „do wysyłki filmu”, często nieświadomie wyrażamy zgodę na marketing. Nie zdziw się, jeśli za tydzień zadzwoni fotowoltaika.

    Jak się bawić i nie płakać?

    Jako redakcja technologiczna zalecamy „cyfrową higienę”, nawet po kilku toastach:

    • AirDrop / QuickShare: jeśli obsługa to oferuje – to najbezpieczniejsza opcja. Plik leci bezpośrednio na Twój telefon, bez chmury.
    • QR z ekranu: jeśli masz zeskanować kod z ekranu tabletu, żeby pobrać tylko swój plik – zrób to.
    • Nie podawaj numeru:jeśli jedyną opcją jest wpisanie numeru telefonu do tabletu podłączonego do sieci – zastanów się dwa razy.

    Wesele to prywatna impreza, ale chmura, do której trafiają zdjęcia, jest już publiczna. Warto o tym pamiętać, zanim założymy te śmieszne okulary.

    Sony World Photography Awards 2026. Młodzi gniewni fotografii wybrani – finał w kwietniu

    #CuratorLiveAfera #fotobudka360Bezpieczeństwo #news #prywatnośćWSieci #RODONaWeselu #wyciekZdjęćZFotobudki
  22. Masz dość klikania w „ciasteczka”? To darmowe narzędzie automatycznie mówi „NIE” śledzeniu

    Unijne RODO miało chronić naszą prywatność, a w praktyce zafundowało nam niekończący się festiwal wyskakujących okienek. Jeśli masz dość tracenia czasu na szukanie przycisku „Odrzuć wszystko”, mamy dla Ciebie rozwiązanie.

    Wtyczka Consent-O-Matic robi to za Ciebie – szybko, skutecznie i co najważniejsze: dbając o Twoje dane.

    Problem: iluzja wyboru

    Każda wizyta na nowej stronie zaczyna się tak samo: atakuje nas baner z prośbą o zgodę na ciasteczka. Przycisk „Akceptuj” jest wielki i zielony. Przycisk „Odrzuć” (lub „Ustawienia”) jest mały, szary i ukryty. Zmęczeni użytkownicy często klikają ten pierwszy dla świętego spokoju, dobrowolnie oddając swoją prywatność firmom reklamowym. Istnieją wtyczki typu „I Don’t Care About Cookies”, ale one zazwyczaj po prostu… akceptują wszystko, byle okienko zniknęło. To wylanie dziecka z kąpielą.

    Rozwiązanie: Consent-O-Matic

    Tutaj na scenę wchodzi Consent-O-Matic. To darmowe rozszerzenie typu open-source, stworzone nie przez firmę zbierającą dane, ale przez naukowców z duńskiego Uniwersytetu w Aarhus. Jak to działa?

    • Automatyzacja: wtyczka wykrywa baner z ciasteczkami.
    • Ochrona: zamiast klikać „Akceptuj”, automat wchodzi w ustawienia i odznacza wszystkie zgody na śledzenie, marketing i analitykę.
    • Czystość: okienko znika, a Ty przeglądasz stronę bez reklam śledzących Cię po całej sieci.

    Czy to bezpieczne? (ważne!)

    Tutaj pewnie zapala się lampka ostrzegawcza: „A co z logowaniem do banku albo koszykiem w sklepie? Przecież one wymagają ciasteczek!”. Spokojnie. Wtyczka jest mądra. Zgodnie z prawem ciasteczka techniczne (niezbędne do działania strony) nie podlegają blokadzie. Consent-O-Matic odrzuca tylko „szpiegów” reklamowych. Twoja sesja w banku czy Netflixie pozostanie nienaruszona.

    Mimo to, w internecie zdarzają się strony napisane „na kolanie”. Jeśli kiedyś trafisz na witrynę, która po wejściu nie reaguje na kliknięcia – wystarczy kliknąć ikonę wtyczki i dodać tę konkretną stronę do wyjątków (Whitelist). To dwa kliknięcia, a problem znika.

    Jak zainstalować?

    Narzędzie jest dostępne na wszystkie najpopularniejsze przeglądarki (Safari, Chrome, Firefox, Edge).

    Warto dodać, że wtyczka działa też na iPhone’ach i iPadach (jako rozszerzenie do Safari), co czyni mobilne przeglądanie sieci o wiele przyjemniejszym. Zainstaluj, skonfiguruj raz i zapomnij o irytujących pop-upach. Twój czas i nerwy są tego warte.

    Apple bada rynek „iPhone Flip” – składany smartfon w stylu clamshell

    #blokowanieCiasteczek #ConsentOMatic #news #prywatnośćWSieci #RODOCookies #wtyczkaDoPrzeglądarki
  23. Google Search zajrzy ci w maile i zdjęcia. Nowa funkcja „Personal Intelligence” zmienia wyszukiwarkę w osobistego asystenta

    To była tylko kwestia czasu. Google oficjalnie zaciera granicę między „szukaniem w internecie” a „szukaniem w twoim życiu”.

    Nowa funkcja o nazwie Personal Intelligence pozwala modelom AI przekopać twoją skrzynkę Gmail i galerię Google Photos, by odpowiedzi w wyszukiwarce były skrojone idealnie pod ciebie. Brzmi wygodnie czy przerażająco?

    Koniec z generycznymi odpowiedziami

    Robby Stein, VP of Product w Google, ogłosił wprowadzenie nowej funkcji dla subskrybentów płatnych planów Google AI Pro oraz AI Ultra. Nazywa się to „Personal Intelligence” i działa w trybie AI Mode w wyszukiwarce.

    Zasada jest prosta: zamiast tłumaczyć Google’owi kontekst swojego pytania, pozwalasz mu „zrozumieć” go samemu na podstawie twoich cyfrowych śladów.

    Jak to działa w praktyce?

    Google podaje konkretne przykłady, które robią wrażenie (i dają do myślenia):

    • Planowanie weekendu: pytasz wyszukiwarkę: „Co robić w weekend?” (w sumie niezbyt mądre pytanie do AI). AI zagląda do Gmaila, widzi rezerwację hotelu w innym mieście. Zagląda do Google Photos, widzi, że masz dzieci i mnóstwo zdjęć z lodami. Wynik? Propozycja interaktywnego muzeum dla dzieci i lodziarni w stylu retro w pobliżu twojego hotelu.
    • Zakupy: szukasz płaszcza. AI wie z Gmaila, że za tydzień lecisz do wietrznego Chicago (bilet lotniczy), a z historii zakupów zna twoje ulubione marki. Proponuje więc konkretny, wiatroszczelny model, który pasuje do pogody w miejscu docelowym.
    • Ego-trip: możesz nawet zapytać: „Gdyby moje życie było filmem, jaki byłby to gatunek?”. AI przeanalizuje twoje zdjęcia i maile, by stworzyć opis.

    Gemini 3 i kwestia prywatności

    Google zdaje sobie sprawę, że wpuszczenie AI do prywatnych maili i zdjęć to stąpanie po cienkim lodzie. Dlatego firma podkreśla trzy bezpieczniki:

    • Opt-in: funkcja jest domyślnie wyłączona. Musisz świadomie połączyć aplikacje w ustawieniach.
    • Brak treningu na danych: Google twierdzi, że model Gemini 3 nie trenuje się bezpośrednio na twojej skrzynce odbiorczej ani bibliotece zdjęć. Trenuje się jedynie na promptach i reakcjach (np. kciuk w dół).
    • Dostępność: funkcja na razie trafia jako eksperyment (Labs) tylko do użytkowników w USA, korzystających z języka angielskiego i płacących za najdroższe plany subskrypcji. Nie jest dostępna dla kont firmowych (Workspace).

    Dla użytkowników w Polsce to na razie pieśń przyszłości, ale kierunek jest jasny. Wyszukiwarka przestaje być encyklopedią, a staje się drugą półkulą mózgu, która pamięta za nas, gdzie jedziemy i co lubimy. Pytanie tylko, czy jesteśmy gotowi oddać jej aż tyle danych.

    Szewc w końcu kupił buty. Gemini wchodzi do przeglądarki na ChromeOS (z półrocznym poślizgiem)

    #AIWWyszukiwarce #Gemini3 #GmailIntegracja #GooglePersonalIntelligence #GooglePhotosAI #news #prywatnośćWSieci
  24. Koniec cyfrowej suwerenności? Indie zmuszają Apple do instalacji nieusuwalnej rządowej aplikacji

    Rząd w New Delhi wydał bezprecedensowy nakaz uderzający w politykę prywatności gigantów technologicznych.

    Apple oraz inni producenci smartfonów otrzymali ultimatum: muszą preinstalować na swoich urządzeniach państwową aplikację „Sanchar Saathi”. Co kluczowe – oprogramowania tego użytkownik nie będzie mógł usunąć ani wyłączyć.

    Decyzja indyjskiego Departamentu Telekomunikacji (DoT) z 28 listopada 2025 roku, do której dotarła agencja Reuters, stawia Apple pod ścianą. Firma z Cupertino, która od lat buduje swój wizerunek na ochronie prywatności użytkowników, ma 90 dni na dostosowanie się do nowych przepisów. Nakaz dotyczy nie tylko nowych urządzeń wchodzących na rynek, ale także tych, które już znajdują się w rękach klientów – producenci zostali zobowiązani do wymuszenia instalacji rządowego oprogramowania poprzez aktualizację systemu operacyjnego.

    Oficjalnie pomoc, nieoficjalnie inwigilacja

    Władze argumentują, że aplikacja „Sanchar Saathi” ma służyć do odzyskiwania zgubionych i skradzionych telefonów. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa nie mają jednak wątpliwości, że instalacja nieusuwalnego oprogramowania państwowego de facto otwiera rządowi furtkę do śledzenia lokalizacji i aktywności każdego obywatela posiadającego smartfon.

    To złamanie jednej z fundamentalnych zasad ekosystemu iOS, który do tej pory był wolny od zewnętrznego, wymuszonego oprogramowania.

    Atak na szyfrowanie

    To nie koniec kontrowersji. Równolegle procedowane są przepisy uderzające w komunikatory szyfrowane, takie jak WhatsApp. Nowe regulacje mają wymagać powiązania konta użytkownika z unikalnym numerem seryjnym karty SIM (IMSI).

    Ponieważ zakup karty SIM w Indiach wymaga wylegitymowania się rządowym dowodem tożsamości (podobnie jest w Polsce, każda karta SIM musi być zarejestrowana), w praktyce oznacza to koniec anonimowości i możliwość precyzyjnego przypisania każdej wysłanej wiadomości do konkretnej osoby fizycznej.

    Biznes ważniejszy niż wartości?

    Apple znajduje się w trudnym położeniu. Z jednej strony firma powinna bronić swoich wartości i prywatności klientów, z drugiej – Indie są obecnie kluczowym elementem strategii biznesowej Tima Cooka.

    Kraj ten staje się nie tylko gigantycznym rynkiem zbytu, ale przede wszystkim głównym hubem produkcyjnym, mającym uniezależnić Apple od Chin. Historia pokazuje jednak, że korporacja potrafi iść na ustępstwa. W Chinach Apple zgodziło się już na przechowywanie danych iCloud na państwowych serwerach oraz na usuwanie niewygodnych dla partii aplikacji, w tym narzędzi VPN. Wszystko wskazuje na to, że w imię zysków, podobny scenariusz zrealizuje się teraz w Indiach.

    Apple ponownie wesprze Global Fund w walce z AIDS, gruźlicą i malarią

    #apple #bloatware #cyberbezpieczenstwo #indie #inwigilacja #ios #news #prywatnoscWSieci #sancharSaathi

  25. Ale mnie to wku$%ia. Znów to samo. UPC przejął play i automagicznie po zmianie wszystkie zgody marketingowe znów oznaczone jako zatwierdzone. Noż $%%^%

    #korpo #play #gsm #marketing #panoptykon #prywatnoscwsieci

  26. 🔐 Odkryj, co musisz wiedzieć o przepisach dotyczących prywatności cyfrowej!

    Nasz najnowszy artykuł rzuca światło na RODO i polskie prawo ochrony danych.

    #prywatnośćwsieci #RODO

    prywatnie.eu/prawo-a-cyfrowa-p

  27. 🔒✨ Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak Twoje dane są chronione w Internecie? Odkryj sekrety kryptografii w naszym najnowszym artykule 'Kryptografia dla Początkujących'!

    #cyberbezpieczeństwo #prywatnośćwsieci

    prywatnie.eu/kryptografia-dla-

  28. 🤔 Czy wiesz, jak algorytmy analizy danych mogą zagrozić Twojej prywatności online?

    Nasz artykuł ujawnia tą niebezpieczną stronę technologicznego postępu. Dowiedz się, jak zabezpieczyć swoje dane 🛡️ #Cyberbezpieczeństwo #Prywatnośćwsieci

    prywatnie.eu/algorytmy-mroczne

  29. Ok, jak korzystacie z pi-hole'a to upewnijcie się, że np. wasz smart tv go nie omija:

    labzilla.io/blog/force-dns-pih

    Np. Amazon Fire Sticki dopisują googleowego DNSa 8.8.8.8, nawet jeśli podacie dwa własne adresy.

    #privacy #pihole #ads #tracking #sledzenie #prywatnosc #prywatnoscwsieci #dns

  30. Cyberpunk 2023: Czy wizje przyszłości z literatury science fiction stają się naszą rzeczywistością? 🤔

    #prywatnosc #prywatnośćwsieci #cyberpunk #cyberbezpieczenstwo

    prywatnie.eu/cyberpunk-2023/

  31. 🌐 Życie w erze post-prawdy: Jak fałszywe informacje mogą wpływać na naszą prywatność online?

    #prywatnosc #prywatnoscwsieci

    prywatnie.eu/zycie-w-erze-post

  32. 🤔 Czym jest uwierzytelnianie dwuskładnikowe? Odpowiedź, a także wyjaśnienie, jak działa taka autoryzacja, znajdziecie w poniższym artykule

    #prywatnosc #prywatnoscwsieci

    prywatnie.eu/uwierzytelnianie-

  33. Jakiś czas temu załamywałem ręce nad tym, ile ludzie udostępniają o sobie np. na Instagramie. W sumie nadal załamuję, ale teraz w formie tekstu, w którym opisuję przykład, do czego to może doprowadzić. Podaję również parę porad osobom mniej technicznym o tym, jak prawidłowo dbać o hasło czy nie klikać we wszystko, jak leci.

    Jeśli uważacie, ze tekst może się komuś przydać, to z miłą chęcią przyjmę boosta ;)

    #BezpieczeństwoWSieci #PrywatnośćWSieci #prywatność #cyberbezpieczeństwo

    wildasoftware.pl/post/jak-sie-

Share on Mastodon

Enter the server where you have an account.