home.social

Search

116 results for “SciEnby”

  1. It’s #NationalNachosDay! They’re often served with a smooth cheese dip—made by adding (tri)sodium citrate, or Na₃C₆H₅O₇, to cheese. It reduces the pH, makes the cheese proteins more soluble & prevents the mix separating.

    Ignoring the numbers, its formula spells… 😄 #272sci

    (Note for new followers: the hashtag #272sci came about because these small, sciency tweets are written to fit into Twitter’s 280 character count – 272 characters with the tag and a space.)

  2. It’s ! They’re often served with a smooth cheese dip—made by adding (tri)sodium citrate, or Na₃C₆H₅O₇, to cheese. It reduces the pH, makes the cheese proteins more soluble & prevents the mix separating.

    Ignoring the numbers, its formula spells… 😄

    (Note for new followers: the hashtag came about because these small, sciency tweets are written to fit into Twitter’s 280 character count – 272 characters with the tag and a space.)

  3. It’s #NationalNachosDay! They’re often served with a smooth cheese dip—made by adding (tri)sodium citrate, or Na₃C₆H₅O₇, to cheese. It reduces the pH, makes the cheese proteins more soluble & prevents the mix separating.

    Ignoring the numbers, its formula spells… 😄 #272sci

    (Note for new followers: the hashtag #272sci came about because these small, sciency tweets are written to fit into Twitter’s 280 character count – 272 characters with the tag and a space.)

  4. It’s #NationalNachosDay! They’re often served with a smooth cheese dip—made by adding (tri)sodium citrate, or Na₃C₆H₅O₇, to cheese. It reduces the pH, makes the cheese proteins more soluble & prevents the mix separating.

    Ignoring the numbers, its formula spells… 😄 #272sci

    (Note for new followers: the hashtag #272sci came about because these small, sciency tweets are written to fit into Twitter’s 280 character count – 272 characters with the tag and a space.)

  5. Sonos tnie ceny przed mundialem. Flagowy Arc Ultra tańszy o tysiąc złotych

    Z okazji zbliżających się mistrzostw świata w piłce nożnej, marka Sonos uruchomiła dużą akcję promocyjną na swoje zestawy kina domowego i głośniki bezprzewodowe.

    To świetna okazja, by zmodernizować nagłośnienie telewizora przed najważniejszymi sportowymi transmisjami tego lata, zwłaszcza że obniżki sięgają nawet 1000 złotych w przypadku flagowych modeli.

    Konkretne cięcia cenowe

    Zamiast budować napięcie, przechodzimy od razu do rzeczy. Sonos przecenił większość swojego kluczowego portfolio, obejmującego zarówno soundbary, jak i wspierające je subwoofery oraz głośniki efektowe.

    Sonos otwiera specjalne sale odsłuchowe w Polsce – nie musisz już kupować w ciemno

    Oto pełne zestawienie promocyjnych cen:

    • Arc Ultra: 3799 zł (zamiast 4799 zł).
    • Beam 2: 1649 zł (zamiast 2149 zł).
    • Ray: 849 zł (zamiast 999 zł) – najtańsza opcja wejścia w ekosystem kinowy Sonosa.
    • Sub 4: 3599 zł (zamiast 4299 zł).
    • Sub Mini: 1649 zł (zamiast 2149 zł).
    • Era 300: 1649 zł (zamiast 2149 zł).
    • Era 100 SL: 769 zł (zamiast 889 zł).
    • Uchwyt ścienny (dla modelu Ray): 99 zł (zamiast 219 zł).

    Gdzie i do kiedy?

    Akcja promocyjna właśnie ruszyła. Potrwa do 7 czerwca włącznie. Urządzenia w obniżonych cenach można znaleźć w salonach sieci Audio Forum oraz u wszystkich najważniejszych autoryzowanych sprzedawców elektroniki w Polsce.

    Przecieki potwierdzone. Sonos oficjalnie prezentuje głośniki Play i Era 100 SL

    #ArcUltra #iMagazine #kinoDomowe #mundial2026 #promocja #sonos #soundbar #sprzętAudio #zniżki
  6. Does heavy rain occur more often during the night?
    My impression was so. 3 Examples: Texas Chain Rain Massacre, Australia Deluge in their autumn, Belgium & Germany July 2021 #Bernd

    The heatmaps show 2 weather stations affected by Bernd, Ahrweiler and Kall-Sistig.
    Kahler Asten is not too far from them, it's where I grew up.
    Warnemünde is on the Baltic Coast in East Germany, where I now live.

    Last week was my first conscious heavy rain event, in fact a little like Bernd 2021, come to think of it, but now in the East with hardly any elevation, no steep narrow valleys or creeks.
    Warnemünde got 4 to 9mm of rain per hour so I took 4mm as threshold for heavy rain.
    Top row heatmaps is mm averaged on months where such events occurred,
    bottom row is the monthly counts of the events.

    Ahrweiler and Kall-Sistig are reporting hourly rain since 2004, the other 2 since 1995.

    What do I see?
    Looking primarily at the bottom heatmaps, the event count
    I see that heavy rain doesn't occur in the winter months.
    Doesn't occur in the wee hours.
    Doesn't occur when we commute to work.

    Does occur
    * during summer months
    * on our way home from work
    * during lunch break and
    * all afternoon
    * late night is more likely than wee hours
    * The 2 stations at higher elevation, Kall-Sistig and Kahler Asten, have a definite second peak count in the late night hours,
    apart from the mid afternoon peaks they share with the low-lying stations.

    I'm no meteorologist but I can hazard a guess why there's a higher likelihood for heavy rain events in the late hours than in the wee or early morning hours – at locations where elevation is a rainmaker.
    Temperature at high-er elevations cools down fast when the sun goes to sleep. The land stays warm for a while longer.
    But the warm air rises, while the cooler air descends, I guess, and when they meet and either air parcel is full of water,
    the water bomb explodes 💥 , from the molecular friction or something sciency 😁

    Data: opendata.dwd.de/climate_enviro

    #heavyRain #Flood #ClimateChange #weather #ExtremeWeather

  7. Powoli pracuję nad czymś nowym na bloga, a w międzyczasie trochę przyjrzałem się tematowi problemu roku 2038, i chciałbym podzielić się z wami kilkoma spostrzeżeniami.

    Zdaje się, że najczęściej ten problem porusza się głównie jako "przekręcenie się licznika" w 32-bitowych programach — ot, nagle cofniemy się z 2038 roku do 1901, i będzie "śmiesznie". W praktyce jednak najprawdopodobniej zobaczymy trochę inne problemy.

    Po pierwsze, `stat()` przestaje działać na plikach, których znaczniki czasu nie mieszczą się w 32-bitowym `time_t`; jednakże pliki w dalszym ciągu można otworzyć. Prowadzi to do dosyć nieintuicyjnej sytuacji — zwykle zakłada się, że to otwieranie plików jest bardziej restrykcyjne. W najbardziej absurdalnym przypadku, program będzie w stanie każdego pliku użyć tylko raz — po użyciu bowiem zaktualizowane zostaną znaczniki czasu i `stat()` przestanie działać.

    Po drugie, `time()` zwraca błąd. Wielu programistów (ze mną włącznie) nawet nie bierze pod uwagę, że `time()` może zwracać błąd — a po 2038 każde wywołanie będzie zwracać `-1`. Co to oznacza w praktyce? "Dobrze" napisane programy po prostu prędzej czy później zwrócą błąd i przestaną działać. "Źle" napisane programy z kolei "ugrzęzną" sekundę przed północą 31 grudnia 1969. W praktyce będzie to gorsze niż zwracanie "przekręconego" licznika czasu, bowiem każde wywołanie zwracać będzie tę samą wartość.

    Jakie to może mieć skutki? Zegar w programie będzie pokazywać niezmiennie tę samą godzinę i datę. Jakiekolwiek pętle oczekiwania oparte o zegar ścienny po prostu się zawieszą. A generatory liczb pseudolosowych, inicjowane zegarem (`srand(time(NULL))`) będą każdorazowo generować te same liczby.

    Problem ten dotknie wszystkich własnościowych programów na 32-bitowe platformy. Jeżeli będziemy chcieli np. pograć w jakąś starą grę, będziemy musieli sporo się namęczyć. Co gorsza, nie wystarczą narzędzia typu faketime, które "oszukają" wskazania zegara, ale nie wpływają na znaczniki czasu na plikach.

    #przenośność #32bit #Linux #Gentoo #y2k38

  8. Powoli pracuję nad czymś nowym na bloga, a w międzyczasie trochę przyjrzałem się tematowi problemu roku 2038, i chciałbym podzielić się z wami kilkoma spostrzeżeniami.

    Zdaje się, że najczęściej ten problem porusza się głównie jako "przekręcenie się licznika" w 32-bitowych programach — ot, nagle cofniemy się z 2038 roku do 1901, i będzie "śmiesznie". W praktyce jednak najprawdopodobniej zobaczymy trochę inne problemy.

    Po pierwsze, `stat()` przestaje działać na plikach, których znaczniki czasu nie mieszczą się w 32-bitowym `time_t`; jednakże pliki w dalszym ciągu można otworzyć. Prowadzi to do dosyć nieintuicyjnej sytuacji — zwykle zakłada się, że to otwieranie plików jest bardziej restrykcyjne. W najbardziej absurdalnym przypadku, program będzie w stanie każdego pliku użyć tylko raz — po użyciu bowiem zaktualizowane zostaną znaczniki czasu i `stat()` przestanie działać.

    Po drugie, `time()` zwraca błąd. Wielu programistów (ze mną włącznie) nawet nie bierze pod uwagę, że `time()` może zwracać błąd — a po 2038 każde wywołanie będzie zwracać `-1`. Co to oznacza w praktyce? "Dobrze" napisane programy po prostu prędzej czy później zwrócą błąd i przestaną działać. "Źle" napisane programy z kolei "ugrzęzną" sekundę przed północą 31 grudnia 1969. W praktyce będzie to gorsze niż zwracanie "przekręconego" licznika czasu, bowiem każde wywołanie zwracać będzie tę samą wartość.

    Jakie to może mieć skutki? Zegar w programie będzie pokazywać niezmiennie tę samą godzinę i datę. Jakiekolwiek pętle oczekiwania oparte o zegar ścienny po prostu się zawieszą. A generatory liczb pseudolosowych, inicjowane zegarem (`srand(time(NULL))`) będą każdorazowo generować te same liczby.

    Problem ten dotknie wszystkich własnościowych programów na 32-bitowe platformy. Jeżeli będziemy chcieli np. pograć w jakąś starą grę, będziemy musieli sporo się namęczyć. Co gorsza, nie wystarczą narzędzia typu faketime, które "oszukają" wskazania zegara, ale nie wpływają na znaczniki czasu na plikach.

    #przenośność #32bit #Linux #Gentoo #y2k38

  9. Powoli pracuję nad czymś nowym na bloga, a w międzyczasie trochę przyjrzałem się tematowi problemu roku 2038, i chciałbym podzielić się z wami kilkoma spostrzeżeniami.

    Zdaje się, że najczęściej ten problem porusza się głównie jako "przekręcenie się licznika" w 32-bitowych programach — ot, nagle cofniemy się z 2038 roku do 1901, i będzie "śmiesznie". W praktyce jednak najprawdopodobniej zobaczymy trochę inne problemy.

    Po pierwsze, `stat()` przestaje działać na plikach, których znaczniki czasu nie mieszczą się w 32-bitowym `time_t`; jednakże pliki w dalszym ciągu można otworzyć. Prowadzi to do dosyć nieintuicyjnej sytuacji — zwykle zakłada się, że to otwieranie plików jest bardziej restrykcyjne. W najbardziej absurdalnym przypadku, program będzie w stanie każdego pliku użyć tylko raz — po użyciu bowiem zaktualizowane zostaną znaczniki czasu i `stat()` przestanie działać.

    Po drugie, `time()` zwraca błąd. Wielu programistów (ze mną włącznie) nawet nie bierze pod uwagę, że `time()` może zwracać błąd — a po 2038 każde wywołanie będzie zwracać `-1`. Co to oznacza w praktyce? "Dobrze" napisane programy po prostu prędzej czy później zwrócą błąd i przestaną działać. "Źle" napisane programy z kolei "ugrzęzną" sekundę przed północą 31 grudnia 1969. W praktyce będzie to gorsze niż zwracanie "przekręconego" licznika czasu, bowiem każde wywołanie zwracać będzie tę samą wartość.

    Jakie to może mieć skutki? Zegar w programie będzie pokazywać niezmiennie tę samą godzinę i datę. Jakiekolwiek pętle oczekiwania oparte o zegar ścienny po prostu się zawieszą. A generatory liczb pseudolosowych, inicjowane zegarem (`srand(time(NULL))`) będą każdorazowo generować te same liczby.

    Problem ten dotknie wszystkich własnościowych programów na 32-bitowe platformy. Jeżeli będziemy chcieli np. pograć w jakąś starą grę, będziemy musieli sporo się namęczyć. Co gorsza, nie wystarczą narzędzia typu faketime, które "oszukają" wskazania zegara, ale nie wpływają na znaczniki czasu na plikach.

    #przenośność #32bit #Linux #Gentoo #y2k38

  10. Powoli pracuję nad czymś nowym na bloga, a w międzyczasie trochę przyjrzałem się tematowi problemu roku 2038, i chciałbym podzielić się z wami kilkoma spostrzeżeniami.

    Zdaje się, że najczęściej ten problem porusza się głównie jako "przekręcenie się licznika" w 32-bitowych programach — ot, nagle cofniemy się z 2038 roku do 1901, i będzie "śmiesznie". W praktyce jednak najprawdopodobniej zobaczymy trochę inne problemy.

    Po pierwsze, `stat()` przestaje działać na plikach, których znaczniki czasu nie mieszczą się w 32-bitowym `time_t`; jednakże pliki w dalszym ciągu można otworzyć. Prowadzi to do dosyć nieintuicyjnej sytuacji — zwykle zakłada się, że to otwieranie plików jest bardziej restrykcyjne. W najbardziej absurdalnym przypadku, program będzie w stanie każdego pliku użyć tylko raz — po użyciu bowiem zaktualizowane zostaną znaczniki czasu i `stat()` przestanie działać.

    Po drugie, `time()` zwraca błąd. Wielu programistów (ze mną włącznie) nawet nie bierze pod uwagę, że `time()` może zwracać błąd — a po 2038 każde wywołanie będzie zwracać `-1`. Co to oznacza w praktyce? "Dobrze" napisane programy po prostu prędzej czy później zwrócą błąd i przestaną działać. "Źle" napisane programy z kolei "ugrzęzną" sekundę przed północą 31 grudnia 1969. W praktyce będzie to gorsze niż zwracanie "przekręconego" licznika czasu, bowiem każde wywołanie zwracać będzie tę samą wartość.

    Jakie to może mieć skutki? Zegar w programie będzie pokazywać niezmiennie tę samą godzinę i datę. Jakiekolwiek pętle oczekiwania oparte o zegar ścienny po prostu się zawieszą. A generatory liczb pseudolosowych, inicjowane zegarem (`srand(time(NULL))`) będą każdorazowo generować te same liczby.

    Problem ten dotknie wszystkich własnościowych programów na 32-bitowe platformy. Jeżeli będziemy chcieli np. pograć w jakąś starą grę, będziemy musieli sporo się namęczyć. Co gorsza, nie wystarczą narzędzia typu faketime, które "oszukają" wskazania zegara, ale nie wpływają na znaczniki czasu na plikach.

    #przenośność #32bit #Linux #Gentoo #y2k38

  11. Powoli pracuję nad czymś nowym na bloga, a w międzyczasie trochę przyjrzałem się tematowi problemu roku 2038, i chciałbym podzielić się z wami kilkoma spostrzeżeniami.

    Zdaje się, że najczęściej ten problem porusza się głównie jako "przekręcenie się licznika" w 32-bitowych programach — ot, nagle cofniemy się z 2038 roku do 1901, i będzie "śmiesznie". W praktyce jednak najprawdopodobniej zobaczymy trochę inne problemy.

    Po pierwsze, `stat()` przestaje działać na plikach, których znaczniki czasu nie mieszczą się w 32-bitowym `time_t`; jednakże pliki w dalszym ciągu można otworzyć. Prowadzi to do dosyć nieintuicyjnej sytuacji — zwykle zakłada się, że to otwieranie plików jest bardziej restrykcyjne. W najbardziej absurdalnym przypadku, program będzie w stanie każdego pliku użyć tylko raz — po użyciu bowiem zaktualizowane zostaną znaczniki czasu i `stat()` przestanie działać.

    Po drugie, `time()` zwraca błąd. Wielu programistów (ze mną włącznie) nawet nie bierze pod uwagę, że `time()` może zwracać błąd — a po 2038 każde wywołanie będzie zwracać `-1`. Co to oznacza w praktyce? "Dobrze" napisane programy po prostu prędzej czy później zwrócą błąd i przestaną działać. "Źle" napisane programy z kolei "ugrzęzną" sekundę przed północą 31 grudnia 1969. W praktyce będzie to gorsze niż zwracanie "przekręconego" licznika czasu, bowiem każde wywołanie zwracać będzie tę samą wartość.

    Jakie to może mieć skutki? Zegar w programie będzie pokazywać niezmiennie tę samą godzinę i datę. Jakiekolwiek pętle oczekiwania oparte o zegar ścienny po prostu się zawieszą. A generatory liczb pseudolosowych, inicjowane zegarem (`srand(time(NULL))`) będą każdorazowo generować te same liczby.

    Problem ten dotknie wszystkich własnościowych programów na 32-bitowe platformy. Jeżeli będziemy chcieli np. pograć w jakąś starą grę, będziemy musieli sporo się namęczyć. Co gorsza, nie wystarczą narzędzia typu faketime, które "oszukają" wskazania zegara, ale nie wpływają na znaczniki czasu na plikach.

    #przenośność #32bit #Linux #Gentoo #y2k38

  12. The last few days have put me into a prolonged, slow burning state of freak out. Fun.

    My friend’s father passed away on Monday. My father went into the hospital on Tuesday. No details on either situation will be forthcoming. We just got clobbered by a thunderstorm which, it turns out, was rough enough to knock out the power in the hospital. The backup generators kicked in a second later, but woah.

    I am planning to go to the hospital after work tonight. I need to make dinner first but then I’ll go for a quick visit before visiting hours end. Tomorrow morning is the funeral. I’ll go to the hospital afterwards. How’s that for a tough day? The last few days have been bad, but tomorrow… woah.

    On less important (re: not important at all) topics, I have one more episode of The Umbrella Academy’s final season to watch. I strongly suspect that once I finish that final episode I will immediately start a rewatch of the entire series from season one episode one. I think that is going to happen.

    Earlier today I was looking at Threads (the twitter alternative social network made by the same assholes who make instagram and bookfayce which begs the question why the fuck am I giving this new social network site the time of day) and I posted that musically speaking, today is a Porcupine Tree kinda day (from a mental health standpoint, of course… meaning heavy and complicated and confusing if you’re not paying close attention). TWELVE MINUTES LATER I got a notification that the Porcupine Tree instagram account had been ported to Threads. They haven’t posted anything yet but I guess I should say you’re welcome?

    I don’t know what the dad situation is going to be like this weekend but I do know that Bellana, my step daughter, is coming over for a visit. All the bad, scary stuff going on feels a little more bearable when the kids come by. I am really looking forward to seeing how she did at her conference this week. I want all the sciency details.

    Speaking of science, from a nutritional standpoint I screwed up yesterday. I spent the whole day at the hospital with Dad and when I left the house I forgot to take my pill case with me. I took my breakfast vitamin pills before I left, and took my lunch vitamin pills when I got home for dinner. I was going to take my dinner vitamin pills before I went to sleep, but I fell asleep earlier than expected and missed that dose. Dummy. Note to self: bring the friggin’ pill case tomorrow. Dumb ass.

    What else? Word from the hospital this afternoon is that Dad is starting to show early signs of coming out of whatever was wrong. My fingers and toes and eyes are all firmly crossed. Again, I am not sharing details beyond a small hint of optimism. Enjoy it while you can.

    Okay, Robert. Stop stressing and get back to work. You have stuff to do. Do it.

    https://robertjames1971.blog/2024/08/15/random-thoughts-9/

    #dad #diet #facebook #Family #father #freakingOut #health #hospital #Instagram #MentalHealth #mentalWellBeing #nutrition #parent #science #scienceCamp #scienceConference #socialNetwork #socialNetworks #StepDaughter #StepKids #storm

  13. The last few days have put me into a prolonged, slow burning state of freak out. Fun.

    My friend’s father passed away on Monday. My father went into the hospital on Tuesday. No details on either situation will be forthcoming. We just got clobbered by a thunderstorm which, it turns out, was rough enough to knock out the power in the hospital. The backup generators kicked in a second later, but woah.

    I am planning to go to the hospital after work tonight. I need to make dinner first but then I’ll go for a quick visit before visiting hours end. Tomorrow morning is the funeral. I’ll go to the hospital afterwards. How’s that for a tough day? The last few days have been bad, but tomorrow… woah.

    On less important (re: not important at all) topics, I have one more episode of The Umbrella Academy’s final season to watch. I strongly suspect that once I finish that final episode I will immediately start a rewatch of the entire series from season one episode one. I think that is going to happen.

    Earlier today I was looking at Threads (the twitter alternative social network made by the same assholes who make instagram and bookfayce which begs the question why the fuck am I giving this new social network site the time of day) and I posted that musically speaking, today is a Porcupine Tree kinda day (from a mental health standpoint, of course… meaning heavy and complicated and confusing if you’re not paying close attention). TWELVE MINUTES LATER I got a notification that the Porcupine Tree instagram account had been ported to Threads. They haven’t posted anything yet but I guess I should say you’re welcome?

    I don’t know what the dad situation is going to be like this weekend but I do know that Bellana, my step daughter, is coming over for a visit. All the bad, scary stuff going on feels a little more bearable when the kids come by. I am really looking forward to seeing how she did at her conference this week. I want all the sciency details.

    Speaking of science, from a nutritional standpoint I screwed up yesterday. I spent the whole day at the hospital with Dad and when I left the house I forgot to take my pill case with me. I took my breakfast vitamin pills before I left, and took my lunch vitamin pills when I got home for dinner. I was going to take my dinner vitamin pills before I went to sleep, but I fell asleep earlier than expected and missed that dose. Dummy. Note to self: bring the friggin’ pill case tomorrow. Dumb ass.

    What else? Word from the hospital this afternoon is that Dad is starting to show early signs of coming out of whatever was wrong. My fingers and toes and eyes are all firmly crossed. Again, I am not sharing details beyond a small hint of optimism. Enjoy it while you can.

    Okay, Robert. Stop stressing and get back to work. You have stuff to do. Do it.

    https://robertjames1971.blog/2024/08/15/random-thoughts-9/

    #dad #diet #facebook #Family #father #freakingOut #health #hospital #Instagram #MentalHealth #mentalWellBeing #nutrition #parent #science #scienceCamp #scienceConference #socialNetwork #socialNetworks #StepDaughter #StepKids #storm

  14. The last few days have put me into a prolonged, slow burning state of freak out. Fun.

    My friend’s father passed away on Monday. My father went into the hospital on Tuesday. No details on either situation will be forthcoming. We just got clobbered by a thunderstorm which, it turns out, was rough enough to knock out the power in the hospital. The backup generators kicked in a second later, but woah.

    I am planning to go to the hospital after work tonight. I need to make dinner first but then I’ll go for a quick visit before visiting hours end. Tomorrow morning is the funeral. I’ll go to the hospital afterwards. How’s that for a tough day? The last few days have been bad, but tomorrow… woah.

    On less important (re: not important at all) topics, I have one more episode of The Umbrella Academy’s final season to watch. I strongly suspect that once I finish that final episode I will immediately start a rewatch of the entire series from season one episode one. I think that is going to happen.

    Earlier today I was looking at Threads (the twitter alternative social network made by the same assholes who make instagram and bookfayce which begs the question why the fuck am I giving this new social network site the time of day) and I posted that musically speaking, today is a Porcupine Tree kinda day (from a mental health standpoint, of course… meaning heavy and complicated and confusing if you’re not paying close attention). TWELVE MINUTES LATER I got a notification that the Porcupine Tree instagram account had been ported to Threads. They haven’t posted anything yet but I guess I should say you’re welcome?

    I don’t know what the dad situation is going to be like this weekend but I do know that Bellana, my step daughter, is coming over for a visit. All the bad, scary stuff going on feels a little more bearable when the kids come by. I am really looking forward to seeing how she did at her conference this week. I want all the sciency details.

    Speaking of science, from a nutritional standpoint I screwed up yesterday. I spent the whole day at the hospital with Dad and when I left the house I forgot to take my pill case with me. I took my breakfast vitamin pills before I left, and took my lunch vitamin pills when I got home for dinner. I was going to take my dinner vitamin pills before I went to sleep, but I fell asleep earlier than expected and missed that dose. Dummy. Note to self: bring the friggin’ pill case tomorrow. Dumb ass.

    What else? Word from the hospital this afternoon is that Dad is starting to show early signs of coming out of whatever was wrong. My fingers and toes and eyes are all firmly crossed. Again, I am not sharing details beyond a small hint of optimism. Enjoy it while you can.

    Okay, Robert. Stop stressing and get back to work. You have stuff to do. Do it.

    https://robertjames1971.blog/2024/08/15/random-thoughts-9/

    #dad #diet #facebook #Family #father #freakingOut #health #hospital #Instagram #MentalHealth #mentalWellBeing #nutrition #parent #science #scienceCamp #scienceConference #socialNetwork #socialNetworks #StepDaughter #StepKids #storm

  15. The last few days have put me into a prolonged, slow burning state of freak out. Fun.

    My friend’s father passed away on Monday. My father went into the hospital on Tuesday. No details on either situation will be forthcoming. We just got clobbered by a thunderstorm which, it turns out, was rough enough to knock out the power in the hospital. The backup generators kicked in a second later, but woah.

    I am planning to go to the hospital after work tonight. I need to make dinner first but then I’ll go for a quick visit before visiting hours end. Tomorrow morning is the funeral. I’ll go to the hospital afterwards. How’s that for a tough day? The last few days have been bad, but tomorrow… woah.

    On less important (re: not important at all) topics, I have one more episode of The Umbrella Academy’s final season to watch. I strongly suspect that once I finish that final episode I will immediately start a rewatch of the entire series from season one episode one. I think that is going to happen.

    Earlier today I was looking at Threads (the twitter alternative social network made by the same assholes who make instagram and bookfayce which begs the question why the fuck am I giving this new social network site the time of day) and I posted that musically speaking, today is a Porcupine Tree kinda day (from a mental health standpoint, of course… meaning heavy and complicated and confusing if you’re not paying close attention). TWELVE MINUTES LATER I got a notification that the Porcupine Tree instagram account had been ported to Threads. They haven’t posted anything yet but I guess I should say you’re welcome?

    I don’t know what the dad situation is going to be like this weekend but I do know that Bellana, my step daughter, is coming over for a visit. All the bad, scary stuff going on feels a little more bearable when the kids come by. I am really looking forward to seeing how she did at her conference this week. I want all the sciency details.

    Speaking of science, from a nutritional standpoint I screwed up yesterday. I spent the whole day at the hospital with Dad and when I left the house I forgot to take my pill case with me. I took my breakfast vitamin pills before I left, and took my lunch vitamin pills when I got home for dinner. I was going to take my dinner vitamin pills before I went to sleep, but I fell asleep earlier than expected and missed that dose. Dummy. Note to self: bring the friggin’ pill case tomorrow. Dumb ass.

    What else? Word from the hospital this afternoon is that Dad is starting to show early signs of coming out of whatever was wrong. My fingers and toes and eyes are all firmly crossed. Again, I am not sharing details beyond a small hint of optimism. Enjoy it while you can.

    Okay, Robert. Stop stressing and get back to work. You have stuff to do. Do it.

    https://robertjames1971.blog/2024/08/15/random-thoughts-9/

    #dad #diet #facebook #Family #father #freakingOut #health #hospital #Instagram #MentalHealth #mentalWellBeing #nutrition #parent #powerOutage #science #scienceCamp #scienceConference #socialNetwork #socialNetworks #StepDaughter #StepKids #storm #storms #Stress #threads #Thunderstorm #thunderstorms #twitter #twitterAlternative #vitamins

  16. The last few days have put me into a prolonged, slow burning state of freak out. Fun.

    My friend’s father passed away on Monday. My father went into the hospital on Tuesday. No details on either situation will be forthcoming. We just got clobbered by a thunderstorm which, it turns out, was rough enough to knock out the power in the hospital. The backup generators kicked in a second later, but woah.

    I am planning to go to the hospital after work tonight. I need to make dinner first but then I’ll go for a quick visit before visiting hours end. Tomorrow morning is the funeral. I’ll go to the hospital afterwards. How’s that for a tough day? The last few days have been bad, but tomorrow… woah.

    On less important (re: not important at all) topics, I have one more episode of The Umbrella Academy’s final season to watch. I strongly suspect that once I finish that final episode I will immediately start a rewatch of the entire series from season one episode one. I think that is going to happen.

    Earlier today I was looking at Threads (the twitter alternative social network made by the same assholes who make instagram and bookfayce which begs the question why the fuck am I giving this new social network site the time of day) and I posted that musically speaking, today is a Porcupine Tree kinda day (from a mental health standpoint, of course… meaning heavy and complicated and confusing if you’re not paying close attention). TWELVE MINUTES LATER I got a notification that the Porcupine Tree instagram account had been ported to Threads. They haven’t posted anything yet but I guess I should say you’re welcome?

    I don’t know what the dad situation is going to be like this weekend but I do know that Bellana, my step daughter, is coming over for a visit. All the bad, scary stuff going on feels a little more bearable when the kids come by. I am really looking forward to seeing how she did at her conference this week. I want all the sciency details.

    Speaking of science, from a nutritional standpoint I screwed up yesterday. I spent the whole day at the hospital with Dad and when I left the house I forgot to take my pill case with me. I took my breakfast vitamin pills before I left, and took my lunch vitamin pills when I got home for dinner. I was going to take my dinner vitamin pills before I went to sleep, but I fell asleep earlier than expected and missed that dose. Dummy. Note to self: bring the friggin’ pill case tomorrow. Dumb ass.

    What else? Word from the hospital this afternoon is that Dad is starting to show early signs of coming out of whatever was wrong. My fingers and toes and eyes are all firmly crossed. Again, I am not sharing details beyond a small hint of optimism. Enjoy it while you can.

    Okay, Robert. Stop stressing and get back to work. You have stuff to do. Do it.

    https://robertjames1971.blog/2024/08/15/random-thoughts-9/

    #dad #diet #facebook #Family #father #freakingOut #health #hospital #Instagram #MentalHealth #mentalWellBeing #nutrition #parent #science #scienceCamp #scienceConference #socialNetwork #socialNetworks #StepDaughter #StepKids #storm

  17. Daily writing prompt Which aspects do you think makes a person unique? View all responses

    Is there a single thing that leads to uniqueness? Yes, I think, but it’s not something we can see or interact with. It’s not a trait or a characteristic either behavioral or physical. I am not the only tall, red haired, green eyed guy with a weight problem that required surgery to alleviate (or at least temporarily delay), who is a step father to two adults, who is married to the love of his life. There probably aren’t a lot of us who meet all of those things, but there are definitely more than one. None of those things, together or singularly, make me unique.

    So what does make us unique? Easy. DNA. Genetics. To misquote Breaking Bad, as most of us do, Science, Bitch! Forgive me for feeling all sciency on this the most holy of christian holidays, but only one of the two topics is actual truth and it ain’t the one about the guy who is his own father who died and came back to life to save humanity from himself. Nope. Not even close.

    Right then, let’s all take our unique selves and work our way through our unique days. Happy unique Sunday, everyone.

    https://robertjames1971.blog/2024/03/31/genetics/

    #dailyprompt #dailyprompt1894

  18. Daily writing prompt Which aspects do you think makes a person unique? View all responses

    Is there a single thing that leads to uniqueness? Yes, I think, but it’s not something we can see or interact with. It’s not a trait or a characteristic either behavioral or physical. I am not the only tall, red haired, green eyed guy with a weight problem that required surgery to alleviate (or at least temporarily delay), who is a step father to two adults, who is married to the love of his life. There probably aren’t a lot of us who meet all of those things, but there are definitely more than one. None of those things, together or singularly, make me unique.

    So what does make us unique? Easy. DNA. Genetics. To misquote Breaking Bad, as most of us do, Science, Bitch! Forgive me for feeling all sciency on this the most holy of christian holidays, but only one of the two topics is actual truth and it ain’t the one about the guy who is his own father who died and came back to life to save humanity from himself. Nope. Not even close.

    Right then, let’s all take our unique selves and work our way through our unique days. Happy unique Sunday, everyone.

    https://robertjames1971.blog/2024/03/31/genetics/

    #dailyprompt #dailyprompt1894

  19. Daily writing prompt Which aspects do you think makes a person unique? View all responses

    Is there a single thing that leads to uniqueness? Yes, I think, but it’s not something we can see or interact with. It’s not a trait or a characteristic either behavioral or physical. I am not the only tall, red haired, green eyed guy with a weight problem that required surgery to alleviate (or at least temporarily delay), who is a step father to two adults, who is married to the love of his life. There probably aren’t a lot of us who meet all of those things, but there are definitely more than one. None of those things, together or singularly, make me unique.

    So what does make us unique? Easy. DNA. Genetics. To misquote Breaking Bad, as most of us do, Science, Bitch! Forgive me for feeling all sciency on this the most holy of christian holidays, but only one of the two topics is actual truth and it ain’t the one about the guy who is his own father who died and came back to life to save humanity from himself. Nope. Not even close.

    Right then, let’s all take our unique selves and work our way through our unique days. Happy unique Sunday, everyone.

    https://robertjames1971.blog/2024/03/31/genetics/

    #dailyprompt #dailyprompt1894

  20. Daily writing prompt Which aspects do you think makes a person unique? View all responses

    Is there a single thing that leads to uniqueness? Yes, I think, but it’s not something we can see or interact with. It’s not a trait or a characteristic either behavioral or physical. I am not the only tall, red haired, green eyed guy with a weight problem that required surgery to alleviate (or at least temporarily delay), who is a step father to two adults, who is married to the love of his life. There probably aren’t a lot of us who meet all of those things, but there are definitely more than one. None of those things, together or singularly, make me unique.

    So what does make us unique? Easy. DNA. Genetics. To misquote Breaking Bad, as most of us do, Science, Bitch! Forgive me for feeling all sciency on this the most holy of christian holidays, but only one of the two topics is actual truth and it ain’t the one about the guy who is his own father who died and came back to life to save humanity from himself. Nope. Not even close.

    Right then, let’s all take our unique selves and work our way through our unique days. Happy unique Sunday, everyone.

    https://robertjames1971.blog/2024/03/31/genetics/

    #dailyprompt #dailyprompt1894

  21. Daily writing prompt Which aspects do you think makes a person unique? View all responses

    Is there a single thing that leads to uniqueness? Yes, I think, but it’s not something we can see or interact with. It’s not a trait or a characteristic either behavioral or physical. I am not the only tall, red haired, green eyed guy with a weight problem that required surgery to alleviate (or at least temporarily delay), who is a step father to two adults, who is married to the love of his life. There probably aren’t a lot of us who meet all of those things, but there are definitely more than one. None of those things, together or singularly, make me unique.

    So what does make us unique? Easy. DNA. Genetics. To misquote Breaking Bad, as most of us do, Science, Bitch! Forgive me for feeling all sciency on this the most holy of christian holidays, but only one of the two topics is actual truth and it ain’t the one about the guy who is his own father who died and came back to life to save humanity from himself. Nope. Not even close.

    Right then, let’s all take our unique selves and work our way through our unique days. Happy unique Sunday, everyone.

    https://robertjames1971.blog/2024/03/31/genetics/

    #dailyprompt #dailyprompt1894

  22. It occurs to me that even though I've been here since December, I don't think I've ever done a proper #Introduction post.

    I'm Alioth! I'm a fox, full-time ABDL/furry artist, and daddyfur to five amazing cubs. I post a lot of #ABDL, #diaperfur, and #babyfur art, both SFW and NSFW. I sometimes do some #DaddyDom kinkposting when the mood strikes me, so be prepared for all of that if you decide to follow me. Don't worry, I will CW my posts appropriately!

    I also have monthly YCHs, Telegram stickers, and various other content that you can get from my #SubscribeStar (check here for more details)! In addition to that, @crinklecat and I run a large ABDL community on Telegram (you can join here, but make sure you have a username and PFP or you won't get approved), and we would love to have you there!

    Outside of the furry fandom, I'm a former community college educator, specializing in English (composition and literature) and political science (history and civics). I'm a bit of a weather geek and space geek, so I post sciency stuff from time to time too. I live in the Virginia Piedmont and have a love of Appalachian culture.

    My pronouns are he/him; I'm 37, pansexual, polyamorous, and in an open relationship.

    I think that covers everything! Thanks for following me - or if you're not following me, thanks for checking out my profile <3

    (Art is by @crepepup)

  23. Pośród praktycznie niczego, pośród pół i łąk, dumnie stoi jedna z piękniejszych, a może i najpiękniejsza w Polsce romańska świątynia dumnie górująca nad całą okolicą. Była ona świadkiem praktycznie całej historii naszego kraju, a z jej wież patrzy na nas prawie 10 wieków historii. Warto poświęcić dzień, by odwiedzić okolicę, wszak ma ona do zaoferowania kilka ciekawych, historycznych miejsc.

    Wcześniej byli benedyktyni

    Historia kolegiaty w Tumie łączy się historią najstarszego w Polsce opactwa benedyktynów. Czyli opactwa łęczyckiego, powstałego za sprawą fundującego klasztor Bolesława Chrobrego w 997 roku. Pierwszą głową opactwa był Astryk-Anastazy, jednak zamiast niego postacią najbardziej kojarzoną z tymże opactwem jest jego założyciel, czyliy św. Wojciech.
    Wznoszenie kolegiaty w Tumie rozpoczęto na początku lat 40. wielki XII na miejscu wspominanego, działającego pod tumskim grodem opactwa, pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Aleksego. Jego istnienie w roku 1136, poświadcza  bulla papieska „abbatia sancte Marie i castello Lancicie”.
    Mniej więcej na początku wieku XII zgromadzenie przeniesiono, budowlę rozebrano i poczęto stawiać kolegiatę. Budowę zainicjował prawdopodobnie arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina. Warto tutaj zauważyć, że wówczas Łęczyca znajdowała się we władaniu księżnej Salomei, po tym kiedy po śmierci Bolesława Krzywoustego wyodrębniono ją z dzielnicy senioralnej. Jednak inicjatywa budowy kolegiaty w Tumie mogła też należeć do jednego z książąt juniorów, będących synami Salomei i Bolesława. Do tego trzeba założyć, że budowa trwała nie więcej niż dwadzieścia lat, albowiem konsekracja świątyni miała miejsce w roku 1161.

    Kolegiata sumą innych świątyń

    Z konstrukcją obiektu powiązany jest płocki biskup Aleksander, który oprócz budowy kolegiaty w Tumie działał też czynnie przy budowie katedry w Płocku, czy pobliskim Czerwińsku. Więc tutejsza kolegiata poniekąd jest wynikiem połączenia wspomnianych budowli z ówczesną wawelską katedrą.
    Konsekracja kolegiaty można by rzec, że odbyła się ze sporym rozmachem, zjechali się kolejno: arcybiskup Janik (Jan Fryfita), wszyscy polscy biskupi i książęta, proceps Bolesław Kędzieżawy, i jego młodsi bracia, Henryk i Kazimierz (obaj byli później znani pod przydomkami Sandomierski i Sprawiedliwy), biskup krakowski Mateusz, wrocławski Walter, oraz kruszwicki Onold.

    O Borucie co kamienie nosił

    Będąc na zewnątrz kolegiaty warto poszukać kamienia z wgłębieniami, podobnież są to wgłębienia pazurów diabła Boruty. Boruta będąc oszukanym przez pewną pannę, nie chciał dopuścić do budowy kolegiaty więc począł ją niszczyć gołymi rękoma. A dokładniej to było to tak.
    Pewnego lat a Boruta siedział sobie pod drzewkiem, dokładniej wierzbą płacząca i rozmyślał jakby tu mieszkańcom dokuczyć, w tym też czasie obok tejże wierzby przeszło wielce nadobne dziewczę idące nad strumyk by obmyć nogi. Borucie serce wielce ujęła owa niewiasta i diabeł zakochał się w niej bez pamięci. Zamienił się więc w pięknego młodzieńca i całymi dniami spędzał z nią czas.
    Dziewczyna był córką ubogiego rolnika, który to wraz z sąsiadami pewnego dnia postanowił, iż zbudują sobie kościół, i to nie byle jaki kościół, więc potrzeba im dużo rąk do pracy. Niewiasta świerzo poznanego przyjaciela okłamała wiedząc że nie lubił on świątyń. Rzekła że, będzie stawiana karczma, i poprosiła go o pomoc w budowie. Zakochamy Boruta bardzo ochoczo wziął się do pracy, i począł nosić kamienie na budowę. W tym czasie panna ważyła strawę dla ciężko pracujących pracowników. Lecz gdy pewnego dnia budowla poczęła nabierać kształtów, i rozpoczęto wznosić prezbiterium, Boruta zrozumiał jak bardzo go oszukano. Więc co zrozumiałe wściekł się okrutnie i chciał świeżo powstałe mury obrócić w kupę gruzu, lecz nie mógł tego uczynić. Odcisnął jedynie ślad łapy w kamieniu, ślad ten do dziś możemy w tumie oglądać.

    Najstarsze w Polsce zgromadzenie

    Przy kolegiacie w Tumie osadzono dwunastoosobowe zgromadzenie kanoników świeckich. Było najstarsze w kraju, pełne zgromadzenie kanonickie. Tym sposobem pod-Łęczycka kolegiata stała się drugą po katedrze kościelną placówką w archidiecezji gnieźnieńskiej. Od ukończenia budowy miało tutaj miejsce 21 prowincjonalnych synodów łęczyckich. Były to zjazdy przedstawicieli duchowieństwa oraz osób świeckich, pierwszy miał miejsce w 1180 roku natomiast ostatni w roku 1547.

    Warto też wspomnieć, iż tumska kolegiata odegrała doniosłą rolę w polityce.  Gdyż na pierwszym zjeździe w roku 1180, którego to była gospodarzem zniesiono prawo senioratu, i ustanowiono sukcesję tronu po mieczu w linii Kazimierza sprawiedliwego. Natomiast podczas synodu z roku 1285, zwołanego przez arcybiskupa Józefa Świnkę podjęto znaczne krotki zapobiegające niemieckim wpływom na kościół w Polsce. Oba te wydarzenia uznaje się na początki parlamentaryzmu w kraju.

    Kolegiata oprócz oczywistej funkcji duchowej, oraz politycznej mogła też i pełniła zresztą funkcję obronne dla okolicznej ludności. Mianowicie w roku 1241 oparła się najazdowi Tatarów. Niestety nie udało się to w roku 1294, kiedy to Litwini pod wodzą Witenesa zdołali kolegiatę w Tumie zdobyć. Wtedy też część miejscowej ludności wzięto w niewolę, a część wymordowano. Samą świątynię natomiast spalono, zawaliło się wówczas prezbiterium i może też przegrody pomiędzy nawami. Kilkanaście lat później najechali Krzyżacy i w 1306 oraz 1331 spustoszyli ten i okoliczne tereny.

    Ruina, odbudowa i pożar

    Po tych wydarzenia na przełomie XIII i XIV wieku pozostaje zrujnowana. Stan ten zmienia dopiero arcybiskup Jarosław Bogoria ze Skotnik w drugim ćwierćwieczu wieku XIV. Odbudowując wprowadza do budynku trochę gotyckich elementów. Niestety odbudowana świątynia nie przetrwała długo, albowiem już w roku 1473 wybuch pożar, który to wymusił kolejny remont. Został on ukończony w roku 1487. W efekcie tego remontu i idących za nim zmianami w Tumie pojawiły się ostrołukowe arkady i ceglane, międzynawowe filary. Oprócz tego w nawach bocznych zrobiono krzyżowo-łukowe sklepienia. Rokiem 1569 przed głównym wejściem postawiono renesansową kruchtę, która osłoniła romańskie portal, a także zrobiono we wnętrzu tynki, pokryte freskami.

    Szwedzki potop, i następujący po nim remont.

    Potop szwedzki także nie był łaskawy dla kolegiaty, w roku 1705 Łęczycę najechali Szwedzi, niszcząc podczas tego najazdu świątynię. Odbudowano ją prawie osiemdziesiąt lat później, z inicjatywy prymasa Łubieńskiego i dzięki fundacji Kajetana Sołtyka. Podczas tej odbudowy świątyni nadano styl klasycystyczny, kierował nimi architekt Efraim Szreger. Przebudował on wieże, główną nawę, zachodnią fasadę, szczyty, oraz okna i wnętrze.  Odciążono zewnętrzne mury obniżając je o 2 metry, zamurowano arkady empor, oraz wieże otrzymały klasycystyczne hełmy.
    Na czas remontu, chcąc parafianom zapewnić  miejsce do udziału w liturgii wybudowano stojący do dziś obok kolegiaty mały, drewniany kościółek, PW. św., Mikołaja, do roku 1819 pełnił on rolę kościoła parafialnego.
    Co warto zauważyć to, fakt iż rachunki z roku 1655 mówią o remoncie czterech wież kościelnych. Więc wielce prawdopodobnym jest fakt, iż dwie z tych wież są tera absydą północną i południową, o ile nie padły one ofiarą któregoś z pożarów.

    Rozbiory i czasy względnie współczesne

    Rokiem 1818 cara Aleksander I Romanow zarządził likwidację łęczyckiej kapituły. Została więc ona zlikwidowana, a Łęczyca utraciła swoje do tej pory spore znaczenie, od tej pory kolegiata stała się kościołem parafialnym. Druga wojna światowa także nie była łaskawa, podczas bitwy nad Bzurą w 1939 roku w północnej wieży ukrył się niemiecki obserwator, który kierował ogniem niemieckiej artylerii. Polacy skutecznie unieszkodliwili obserwatora, niszcząc niestety całą wieżę. Spowodowało to w kolegiacie pożar, który doszczętnie strawił drewniane elementy architektoniczne. Po przejściowej obecności w okolicach Łęczycy polskiego wojska kolegiata ucierpiała po raz kolejny, została albowiem zbombardowana przez Luftwaffe. Spowodowało to kolejne zniszczenia murów oraz stropów, oraz kolejny pożar. Ze świątyni zostały tylko mury.
    Dość szybko, albowiem trzy lata po zakończeniu wojny, na polecenie Jana Zachwatowicza rozpoczęto odbudowę kościoła. Kierowała nią Jan Witkiewicz Koszczyc. Jednakowoż początkowo były plany uznać kolegiatę za zbyt zniszczoną, zaniechać odbudowy a to, co zostało rozebrać, to na szczęście odbudowę zaczęto. Dwudziestego lipca tegoż roki łódzki ordynariusz we wstępnie uprzątniętych murach świątyni odprawił pierwszą po wojnie mszę świętą. I wzięto się do prac, które trwały przez następne kilka lat.

    Współcześnie, i trochę wcześniej

    Siedemnastego czerwca roku 1961 biskup Michał Klepacz dokonał ponownej konsekracji świątyni, która podniesiono do rangi bazyliki. Sześć lat później nastąpiły obchody millenium chrztu Polski, w związku z czym późniejszy papież, wtedy jeszcze kardynał odprawił tu mszę świętą. Niestety prace zatrzymały się, nie jako że je zakończone, lecz brakło na nie środków. W marcu 1992 papieską bullą Totus Tuus Poloniae populus parafię w Tumie włączono do diecezji łowickiej, kościół po raz kolejny podniesiono, tym razem do rangi archikolegiaty, a rok później erygowano łęczycką kapitułę. Tym samym rokiem rozpoczęto kolejny etap odbudowy świątyni, który całkiem niedawno się skończył.
    Na dziewięć lat przed nowym millenium, czyli w roku 1991, już w wolnej Polsce po raz kolejny przystąpiono do remontu świątyni w Tumie. Prace te niestety nie były zbytnio fachowe, ani też nie trwały zbyt długo. Niestety podczas tych prac zniszczono część odkrytego po wojnie fresku, poza tym na filary nałożono obejmy, i dokonano kilku widocznych do dziś odwiertów. Rok przed nowym millenium z Gniezna sprowadzono do Tumu relikwię św. Wojciecha, z okazji tegoż wydarzenia ufundowano ołtarz w nawie głównej, a obok wspominanego kościółka św. Mikołaja posadzono poświęcony św. Mikołajowi dąb.
    W latach 1995-2008 przeprowadzono kolejne prace konserwatorskie pod kierownictwem dr. Zenona Dudy z AGH w Krakowie, oraz prof. Andrzeja Kossa z ASP w Warszawie, oraz prof. Marii Roznerskiej i jej córki Ewy, które zajęły się konserwacją ściennych malowideł.

    Skarby i zabytki w Tumie

    Jak na tak starą świątynię, tak i Tumie zachowało się sporo oryginalnych, zabytkowych fragmentów budowli, między innymi:
    – zabytkowe XII wieczne polichromie z zachodnie absydy, jest to największe zachowana romańskie malowidło w Polsce;
    – kamienny fragment części ołtarza z XII wieku z przedstawieniem Chrystusa Pankratora, co ciekawe to do niedawna składała się tylko z torsu, jej głowa rzeźby została odnaleziona w 1995 roku;
    – jeden z najstarszych w Polsce kielichów z pateną z motywem Manus Dei;
    – srebrny krzyż z 2-3 ćw XII wieku;
    – pierścień arcybiskupi z ametystem;
    – kamienne portale w stylu romańskim i gotyckim;
    – kamienna chrzcielnica z XVI wieku;
    – pojedyncze deski stropowe pokryte polichromią z wieku XVI lub początku XVII

    Galeria

    https://turystyka-niecodzienna.pl/kolegiata-w-tumie/

    #Chrześcijaństwo #kolegiata #łódzkie

  24. Pośród praktycznie niczego, pośród pół i łąk, dumnie stoi jedna z piękniejszych, a może i najpiękniejsza w Polsce romańska świątynia dumnie górująca nad całą okolicą. Była ona świadkiem praktycznie całej historii naszego kraju, a z jej wież patrzy na nas prawie 10 wieków historii. Warto poświęcić dzień, by odwiedzić okolicę, wszak ma ona do zaoferowania kilka ciekawych, historycznych miejsc.

    Wcześniej byli benedyktyni

    Historia kolegiaty w Tumie łączy się historią najstarszego w Polsce opactwa benedyktynów. Czyli opactwa łęczyckiego, powstałego za sprawą fundującego klasztor Bolesława Chrobrego w 997 roku. Pierwszą głową opactwa był Astryk-Anastazy, jednak zamiast niego postacią najbardziej kojarzoną z tymże opactwem jest jego założyciel, czyliy św. Wojciech.
    Wznoszenie kolegiaty w Tumie rozpoczęto na początku lat 40. wielki XII na miejscu wspominanego, działającego pod tumskim grodem opactwa, pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Aleksego. Jego istnienie w roku 1136, poświadcza  bulla papieska „abbatia sancte Marie i castello Lancicie”.
    Mniej więcej na początku wieku XII zgromadzenie przeniesiono, budowlę rozebrano i poczęto stawiać kolegiatę. Budowę zainicjował prawdopodobnie arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina. Warto tutaj zauważyć, że wówczas Łęczyca znajdowała się we władaniu księżnej Salomei, po tym kiedy po śmierci Bolesława Krzywoustego wyodrębniono ją z dzielnicy senioralnej. Jednak inicjatywa budowy kolegiaty w Tumie mogła też należeć do jednego z książąt juniorów, będących synami Salomei i Bolesława. Do tego trzeba założyć, że budowa trwała nie więcej niż dwadzieścia lat, albowiem konsekracja świątyni miała miejsce w roku 1161.

    Kolegiata sumą innych świątyń

    Z konstrukcją obiektu powiązany jest płocki biskup Aleksander, który oprócz budowy kolegiaty w Tumie działał też czynnie przy budowie katedry w Płocku, czy pobliskim Czerwińsku. Więc tutejsza kolegiata poniekąd jest wynikiem połączenia wspomnianych budowli z ówczesną wawelską katedrą.
    Konsekracja kolegiaty można by rzec, że odbyła się ze sporym rozmachem, zjechali się kolejno: arcybiskup Janik (Jan Fryfita), wszyscy polscy biskupi i książęta, proceps Bolesław Kędzieżawy, i jego młodsi bracia, Henryk i Kazimierz (obaj byli później znani pod przydomkami Sandomierski i Sprawiedliwy), biskup krakowski Mateusz, wrocławski Walter, oraz kruszwicki Onold.

    O Borucie co kamienie nosił

    Będąc na zewnątrz kolegiaty warto poszukać kamienia z wgłębieniami, podobnież są to wgłębienia pazurów diabła Boruty. Boruta będąc oszukanym przez pewną pannę, nie chciał dopuścić do budowy kolegiaty więc począł ją niszczyć gołymi rękoma. A dokładniej to było to tak.
    Pewnego lat a Boruta siedział sobie pod drzewkiem, dokładniej wierzbą płacząca i rozmyślał jakby tu mieszkańcom dokuczyć, w tym też czasie obok tejże wierzby przeszło wielce nadobne dziewczę idące nad strumyk by obmyć nogi. Borucie serce wielce ujęła owa niewiasta i diabeł zakochał się w niej bez pamięci. Zamienił się więc w pięknego młodzieńca i całymi dniami spędzał z nią czas.
    Dziewczyna był córką ubogiego rolnika, który to wraz z sąsiadami pewnego dnia postanowił, iż zbudują sobie kościół, i to nie byle jaki kościół, więc potrzeba im dużo rąk do pracy. Niewiasta świerzo poznanego przyjaciela okłamała wiedząc że nie lubił on świątyń. Rzekła że, będzie stawiana karczma, i poprosiła go o pomoc w budowie. Zakochamy Boruta bardzo ochoczo wziął się do pracy, i począł nosić kamienie na budowę. W tym czasie panna ważyła strawę dla ciężko pracujących pracowników. Lecz gdy pewnego dnia budowla poczęła nabierać kształtów, i rozpoczęto wznosić prezbiterium, Boruta zrozumiał jak bardzo go oszukano. Więc co zrozumiałe wściekł się okrutnie i chciał świeżo powstałe mury obrócić w kupę gruzu, lecz nie mógł tego uczynić. Odcisnął jedynie ślad łapy w kamieniu, ślad ten do dziś możemy w tumie oglądać.

    Najstarsze w Polsce zgromadzenie

    Przy kolegiacie w Tumie osadzono dwunastoosobowe zgromadzenie kanoników świeckich. Było najstarsze w kraju, pełne zgromadzenie kanonickie. Tym sposobem pod-Łęczycka kolegiata stała się drugą po katedrze kościelną placówką w archidiecezji gnieźnieńskiej. Od ukończenia budowy miało tutaj miejsce 21 prowincjonalnych synodów łęczyckich. Były to zjazdy przedstawicieli duchowieństwa oraz osób świeckich, pierwszy miał miejsce w 1180 roku natomiast ostatni w roku 1547.

    Warto też wspomnieć, iż tumska kolegiata odegrała doniosłą rolę w polityce.  Gdyż na pierwszym zjeździe w roku 1180, którego to była gospodarzem zniesiono prawo senioratu, i ustanowiono sukcesję tronu po mieczu w linii Kazimierza sprawiedliwego. Natomiast podczas synodu z roku 1285, zwołanego przez arcybiskupa Józefa Świnkę podjęto znaczne krotki zapobiegające niemieckim wpływom na kościół w Polsce. Oba te wydarzenia uznaje się na początki parlamentaryzmu w kraju.

    Kolegiata oprócz oczywistej funkcji duchowej, oraz politycznej mogła też i pełniła zresztą funkcję obronne dla okolicznej ludności. Mianowicie w roku 1241 oparła się najazdowi Tatarów. Niestety nie udało się to w roku 1294, kiedy to Litwini pod wodzą Witenesa zdołali kolegiatę w Tumie zdobyć. Wtedy też część miejscowej ludności wzięto w niewolę, a część wymordowano. Samą świątynię natomiast spalono, zawaliło się wówczas prezbiterium i może też przegrody pomiędzy nawami. Kilkanaście lat później najechali Krzyżacy i w 1306 oraz 1331 spustoszyli ten i okoliczne tereny.

    Ruina, odbudowa i pożar

    Po tych wydarzenia na przełomie XIII i XIV wieku pozostaje zrujnowana. Stan ten zmienia dopiero arcybiskup Jarosław Bogoria ze Skotnik w drugim ćwierćwieczu wieku XIV. Odbudowując wprowadza do budynku trochę gotyckich elementów. Niestety odbudowana świątynia nie przetrwała długo, albowiem już w roku 1473 wybuch pożar, który to wymusił kolejny remont. Został on ukończony w roku 1487. W efekcie tego remontu i idących za nim zmianami w Tumie pojawiły się ostrołukowe arkady i ceglane, międzynawowe filary. Oprócz tego w nawach bocznych zrobiono krzyżowo-łukowe sklepienia. Rokiem 1569 przed głównym wejściem postawiono renesansową kruchtę, która osłoniła romańskie portal, a także zrobiono we wnętrzu tynki, pokryte freskami.

    Szwedzki potop, i następujący po nim remont.

    Potop szwedzki także nie był łaskawy dla kolegiaty, w roku 1705 Łęczycę najechali Szwedzi, niszcząc podczas tego najazdu świątynię. Odbudowano ją prawie osiemdziesiąt lat później, z inicjatywy prymasa Łubieńskiego i dzięki fundacji Kajetana Sołtyka. Podczas tej odbudowy świątyni nadano styl klasycystyczny, kierował nimi architekt Efraim Szreger. Przebudował on wieże, główną nawę, zachodnią fasadę, szczyty, oraz okna i wnętrze.  Odciążono zewnętrzne mury obniżając je o 2 metry, zamurowano arkady empor, oraz wieże otrzymały klasycystyczne hełmy.
    Na czas remontu, chcąc parafianom zapewnić  miejsce do udziału w liturgii wybudowano stojący do dziś obok kolegiaty mały, drewniany kościółek, PW. św., Mikołaja, do roku 1819 pełnił on rolę kościoła parafialnego.
    Co warto zauważyć to, fakt iż rachunki z roku 1655 mówią o remoncie czterech wież kościelnych. Więc wielce prawdopodobnym jest fakt, iż dwie z tych wież są tera absydą północną i południową, o ile nie padły one ofiarą któregoś z pożarów.

    Rozbiory i czasy względnie współczesne

    Rokiem 1818 cara Aleksander I Romanow zarządził likwidację łęczyckiej kapituły. Została więc ona zlikwidowana, a Łęczyca utraciła swoje do tej pory spore znaczenie, od tej pory kolegiata stała się kościołem parafialnym. Druga wojna światowa także nie była łaskawa, podczas bitwy nad Bzurą w 1939 roku w północnej wieży ukrył się niemiecki obserwator, który kierował ogniem niemieckiej artylerii. Polacy skutecznie unieszkodliwili obserwatora, niszcząc niestety całą wieżę. Spowodowało to w kolegiacie pożar, który doszczętnie strawił drewniane elementy architektoniczne. Po przejściowej obecności w okolicach Łęczycy polskiego wojska kolegiata ucierpiała po raz kolejny, została albowiem zbombardowana przez Luftwaffe. Spowodowało to kolejne zniszczenia murów oraz stropów, oraz kolejny pożar. Ze świątyni zostały tylko mury.
    Dość szybko, albowiem trzy lata po zakończeniu wojny, na polecenie Jana Zachwatowicza rozpoczęto odbudowę kościoła. Kierowała nią Jan Witkiewicz Koszczyc. Jednakowoż początkowo były plany uznać kolegiatę za zbyt zniszczoną, zaniechać odbudowy a to, co zostało rozebrać, to na szczęście odbudowę zaczęto. Dwudziestego lipca tegoż roki łódzki ordynariusz we wstępnie uprzątniętych murach świątyni odprawił pierwszą po wojnie mszę świętą. I wzięto się do prac, które trwały przez następne kilka lat.

    Współcześnie, i trochę wcześniej

    Siedemnastego czerwca roku 1961 biskup Michał Klepacz dokonał ponownej konsekracji świątyni, która podniesiono do rangi bazyliki. Sześć lat później nastąpiły obchody millenium chrztu Polski, w związku z czym późniejszy papież, wtedy jeszcze kardynał odprawił tu mszę świętą. Niestety prace zatrzymały się, nie jako że je zakończone, lecz brakło na nie środków. W marcu 1992 papieską bullą Totus Tuus Poloniae populus parafię w Tumie włączono do diecezji łowickiej, kościół po raz kolejny podniesiono, tym razem do rangi archikolegiaty, a rok później erygowano łęczycką kapitułę. Tym samym rokiem rozpoczęto kolejny etap odbudowy świątyni, który całkiem niedawno się skończył.
    Na dziewięć lat przed nowym millenium, czyli w roku 1991, już w wolnej Polsce po raz kolejny przystąpiono do remontu świątyni w Tumie. Prace te niestety nie były zbytnio fachowe, ani też nie trwały zbyt długo. Niestety podczas tych prac zniszczono część odkrytego po wojnie fresku, poza tym na filary nałożono obejmy, i dokonano kilku widocznych do dziś odwiertów. Rok przed nowym millenium z Gniezna sprowadzono do Tumu relikwię św. Wojciecha, z okazji tegoż wydarzenia ufundowano ołtarz w nawie głównej, a obok wspominanego kościółka św. Mikołaja posadzono poświęcony św. Mikołajowi dąb.
    W latach 1995-2008 przeprowadzono kolejne prace konserwatorskie pod kierownictwem dr. Zenona Dudy z AGH w Krakowie, oraz prof. Andrzeja Kossa z ASP w Warszawie, oraz prof. Marii Roznerskiej i jej córki Ewy, które zajęły się konserwacją ściennych malowideł.

    Skarby i zabytki w Tumie

    Jak na tak starą świątynię, tak i Tumie zachowało się sporo oryginalnych, zabytkowych fragmentów budowli, między innymi:
    – zabytkowe XII wieczne polichromie z zachodnie absydy, jest to największe zachowana romańskie malowidło w Polsce;
    – kamienny fragment części ołtarza z XII wieku z przedstawieniem Chrystusa Pankratora, co ciekawe to do niedawna składała się tylko z torsu, jej głowa rzeźby została odnaleziona w 1995 roku;
    – jeden z najstarszych w Polsce kielichów z pateną z motywem Manus Dei;
    – srebrny krzyż z 2-3 ćw XII wieku;
    – pierścień arcybiskupi z ametystem;
    – kamienne portale w stylu romańskim i gotyckim;
    – kamienna chrzcielnica z XVI wieku;
    – pojedyncze deski stropowe pokryte polichromią z wieku XVI lub początku XVII

    Galeria

    https://turystyka-niecodzienna.pl/kolegiata-w-tumie/

    #Chrześcijaństwo #kolegiata #łódzkie

  25. Pośród praktycznie niczego, pośród pół i łąk, dumnie stoi jedna z piękniejszych, a może i najpiękniejsza w Polsce romańska świątynia dumnie górująca nad całą okolicą. Była ona świadkiem praktycznie całej historii naszego kraju, a z jej wież patrzy na nas prawie 10 wieków historii. Warto poświęcić dzień, by odwiedzić okolicę, wszak ma ona do zaoferowania kilka ciekawych, historycznych miejsc.

    Wcześniej byli benedyktyni

    Historia kolegiaty w Tumie łączy się historią najstarszego w Polsce opactwa benedyktynów. Czyli opactwa łęczyckiego, powstałego za sprawą fundującego klasztor Bolesława Chrobrego w 997 roku. Pierwszą głową opactwa był Astryk-Anastazy, jednak zamiast niego postacią najbardziej kojarzoną z tymże opactwem jest jego założyciel, czyliy św. Wojciech.
    Wznoszenie kolegiaty w Tumie rozpoczęto na początku lat 40. wielki XII na miejscu wspominanego, działającego pod tumskim grodem opactwa, pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Aleksego. Jego istnienie w roku 1136, poświadcza  bulla papieska „abbatia sancte Marie i castello Lancicie”.
    Mniej więcej na początku wieku XII zgromadzenie przeniesiono, budowlę rozebrano i poczęto stawiać kolegiatę. Budowę zainicjował prawdopodobnie arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina. Warto tutaj zauważyć, że wówczas Łęczyca znajdowała się we władaniu księżnej Salomei, po tym kiedy po śmierci Bolesława Krzywoustego wyodrębniono ją z dzielnicy senioralnej. Jednak inicjatywa budowy kolegiaty w Tumie mogła też należeć do jednego z książąt juniorów, będących synami Salomei i Bolesława. Do tego trzeba założyć, że budowa trwała nie więcej niż dwadzieścia lat, albowiem konsekracja świątyni miała miejsce w roku 1161.

    Kolegiata sumą innych świątyń

    Z konstrukcją obiektu powiązany jest płocki biskup Aleksander, który oprócz budowy kolegiaty w Tumie działał też czynnie przy budowie katedry w Płocku, czy pobliskim Czerwińsku. Więc tutejsza kolegiata poniekąd jest wynikiem połączenia wspomnianych budowli z ówczesną wawelską katedrą.
    Konsekracja kolegiaty można by rzec, że odbyła się ze sporym rozmachem, zjechali się kolejno: arcybiskup Janik (Jan Fryfita), wszyscy polscy biskupi i książęta, proceps Bolesław Kędzieżawy, i jego młodsi bracia, Henryk i Kazimierz (obaj byli później znani pod przydomkami Sandomierski i Sprawiedliwy), biskup krakowski Mateusz, wrocławski Walter, oraz kruszwicki Onold.

    O Borucie co kamienie nosił

    Będąc na zewnątrz kolegiaty warto poszukać kamienia z wgłębieniami, podobnież są to wgłębienia pazurów diabła Boruty. Boruta będąc oszukanym przez pewną pannę, nie chciał dopuścić do budowy kolegiaty więc począł ją niszczyć gołymi rękoma. A dokładniej to było to tak.
    Pewnego lat a Boruta siedział sobie pod drzewkiem, dokładniej wierzbą płacząca i rozmyślał jakby tu mieszkańcom dokuczyć, w tym też czasie obok tejże wierzby przeszło wielce nadobne dziewczę idące nad strumyk by obmyć nogi. Borucie serce wielce ujęła owa niewiasta i diabeł zakochał się w niej bez pamięci. Zamienił się więc w pięknego młodzieńca i całymi dniami spędzał z nią czas.
    Dziewczyna był córką ubogiego rolnika, który to wraz z sąsiadami pewnego dnia postanowił, iż zbudują sobie kościół, i to nie byle jaki kościół, więc potrzeba im dużo rąk do pracy. Niewiasta świerzo poznanego przyjaciela okłamała wiedząc że nie lubił on świątyń. Rzekła że, będzie stawiana karczma, i poprosiła go o pomoc w budowie. Zakochamy Boruta bardzo ochoczo wziął się do pracy, i począł nosić kamienie na budowę. W tym czasie panna ważyła strawę dla ciężko pracujących pracowników. Lecz gdy pewnego dnia budowla poczęła nabierać kształtów, i rozpoczęto wznosić prezbiterium, Boruta zrozumiał jak bardzo go oszukano. Więc co zrozumiałe wściekł się okrutnie i chciał świeżo powstałe mury obrócić w kupę gruzu, lecz nie mógł tego uczynić. Odcisnął jedynie ślad łapy w kamieniu, ślad ten do dziś możemy w tumie oglądać.

    Najstarsze w Polsce zgromadzenie

    Przy kolegiacie w Tumie osadzono dwunastoosobowe zgromadzenie kanoników świeckich. Było najstarsze w kraju, pełne zgromadzenie kanonickie. Tym sposobem pod-Łęczycka kolegiata stała się drugą po katedrze kościelną placówką w archidiecezji gnieźnieńskiej. Od ukończenia budowy miało tutaj miejsce 21 prowincjonalnych synodów łęczyckich. Były to zjazdy przedstawicieli duchowieństwa oraz osób świeckich, pierwszy miał miejsce w 1180 roku natomiast ostatni w roku 1547.

    Warto też wspomnieć, iż tumska kolegiata odegrała doniosłą rolę w polityce.  Gdyż na pierwszym zjeździe w roku 1180, którego to była gospodarzem zniesiono prawo senioratu, i ustanowiono sukcesję tronu po mieczu w linii Kazimierza sprawiedliwego. Natomiast podczas synodu z roku 1285, zwołanego przez arcybiskupa Józefa Świnkę podjęto znaczne krotki zapobiegające niemieckim wpływom na kościół w Polsce. Oba te wydarzenia uznaje się na początki parlamentaryzmu w kraju.

    Kolegiata oprócz oczywistej funkcji duchowej, oraz politycznej mogła też i pełniła zresztą funkcję obronne dla okolicznej ludności. Mianowicie w roku 1241 oparła się najazdowi Tatarów. Niestety nie udało się to w roku 1294, kiedy to Litwini pod wodzą Witenesa zdołali kolegiatę w Tumie zdobyć. Wtedy też część miejscowej ludności wzięto w niewolę, a część wymordowano. Samą świątynię natomiast spalono, zawaliło się wówczas prezbiterium i może też przegrody pomiędzy nawami. Kilkanaście lat później najechali Krzyżacy i w 1306 oraz 1331 spustoszyli ten i okoliczne tereny.

    Ruina, odbudowa i pożar

    Po tych wydarzenia na przełomie XIII i XIV wieku pozostaje zrujnowana. Stan ten zmienia dopiero arcybiskup Jarosław Bogoria ze Skotnik w drugim ćwierćwieczu wieku XIV. Odbudowując wprowadza do budynku trochę gotyckich elementów. Niestety odbudowana świątynia nie przetrwała długo, albowiem już w roku 1473 wybuch pożar, który to wymusił kolejny remont. Został on ukończony w roku 1487. W efekcie tego remontu i idących za nim zmianami w Tumie pojawiły się ostrołukowe arkady i ceglane, międzynawowe filary. Oprócz tego w nawach bocznych zrobiono krzyżowo-łukowe sklepienia. Rokiem 1569 przed głównym wejściem postawiono renesansową kruchtę, która osłoniła romańskie portal, a także zrobiono we wnętrzu tynki, pokryte freskami.

    Szwedzki potop, i następujący po nim remont.

    Potop szwedzki także nie był łaskawy dla kolegiaty, w roku 1705 Łęczycę najechali Szwedzi, niszcząc podczas tego najazdu świątynię. Odbudowano ją prawie osiemdziesiąt lat później, z inicjatywy prymasa Łubieńskiego i dzięki fundacji Kajetana Sołtyka. Podczas tej odbudowy świątyni nadano styl klasycystyczny, kierował nimi architekt Efraim Szreger. Przebudował on wieże, główną nawę, zachodnią fasadę, szczyty, oraz okna i wnętrze.  Odciążono zewnętrzne mury obniżając je o 2 metry, zamurowano arkady empor, oraz wieże otrzymały klasycystyczne hełmy.
    Na czas remontu, chcąc parafianom zapewnić  miejsce do udziału w liturgii wybudowano stojący do dziś obok kolegiaty mały, drewniany kościółek, PW. św., Mikołaja, do roku 1819 pełnił on rolę kościoła parafialnego.
    Co warto zauważyć to, fakt iż rachunki z roku 1655 mówią o remoncie czterech wież kościelnych. Więc wielce prawdopodobnym jest fakt, iż dwie z tych wież są tera absydą północną i południową, o ile nie padły one ofiarą któregoś z pożarów.

    Rozbiory i czasy względnie współczesne

    Rokiem 1818 cara Aleksander I Romanow zarządził likwidację łęczyckiej kapituły. Została więc ona zlikwidowana, a Łęczyca utraciła swoje do tej pory spore znaczenie, od tej pory kolegiata stała się kościołem parafialnym. Druga wojna światowa także nie była łaskawa, podczas bitwy nad Bzurą w 1939 roku w północnej wieży ukrył się niemiecki obserwator, który kierował ogniem niemieckiej artylerii. Polacy skutecznie unieszkodliwili obserwatora, niszcząc niestety całą wieżę. Spowodowało to w kolegiacie pożar, który doszczętnie strawił drewniane elementy architektoniczne. Po przejściowej obecności w okolicach Łęczycy polskiego wojska kolegiata ucierpiała po raz kolejny, została albowiem zbombardowana przez Luftwaffe. Spowodowało to kolejne zniszczenia murów oraz stropów, oraz kolejny pożar. Ze świątyni zostały tylko mury.
    Dość szybko, albowiem trzy lata po zakończeniu wojny, na polecenie Jana Zachwatowicza rozpoczęto odbudowę kościoła. Kierowała nią Jan Witkiewicz Koszczyc. Jednakowoż początkowo były plany uznać kolegiatę za zbyt zniszczoną, zaniechać odbudowy a to, co zostało rozebrać, to na szczęście odbudowę zaczęto. Dwudziestego lipca tegoż roki łódzki ordynariusz we wstępnie uprzątniętych murach świątyni odprawił pierwszą po wojnie mszę świętą. I wzięto się do prac, które trwały przez następne kilka lat.

    Współcześnie, i trochę wcześniej

    Siedemnastego czerwca roku 1961 biskup Michał Klepacz dokonał ponownej konsekracji świątyni, która podniesiono do rangi bazyliki. Sześć lat później nastąpiły obchody millenium chrztu Polski, w związku z czym późniejszy papież, wtedy jeszcze kardynał odprawił tu mszę świętą. Niestety prace zatrzymały się, nie jako że je zakończone, lecz brakło na nie środków. W marcu 1992 papieską bullą Totus Tuus Poloniae populus parafię w Tumie włączono do diecezji łowickiej, kościół po raz kolejny podniesiono, tym razem do rangi archikolegiaty, a rok później erygowano łęczycką kapitułę. Tym samym rokiem rozpoczęto kolejny etap odbudowy świątyni, który całkiem niedawno się skończył.
    Na dziewięć lat przed nowym millenium, czyli w roku 1991, już w wolnej Polsce po raz kolejny przystąpiono do remontu świątyni w Tumie. Prace te niestety nie były zbytnio fachowe, ani też nie trwały zbyt długo. Niestety podczas tych prac zniszczono część odkrytego po wojnie fresku, poza tym na filary nałożono obejmy, i dokonano kilku widocznych do dziś odwiertów. Rok przed nowym millenium z Gniezna sprowadzono do Tumu relikwię św. Wojciecha, z okazji tegoż wydarzenia ufundowano ołtarz w nawie głównej, a obok wspominanego kościółka św. Mikołaja posadzono poświęcony św. Mikołajowi dąb.
    W latach 1995-2008 przeprowadzono kolejne prace konserwatorskie pod kierownictwem dr. Zenona Dudy z AGH w Krakowie, oraz prof. Andrzeja Kossa z ASP w Warszawie, oraz prof. Marii Roznerskiej i jej córki Ewy, które zajęły się konserwacją ściennych malowideł.

    Skarby i zabytki w Tumie

    Jak na tak starą świątynię, tak i Tumie zachowało się sporo oryginalnych, zabytkowych fragmentów budowli, między innymi:
    – zabytkowe XII wieczne polichromie z zachodnie absydy, jest to największe zachowana romańskie malowidło w Polsce;
    – kamienny fragment części ołtarza z XII wieku z przedstawieniem Chrystusa Pankratora, co ciekawe to do niedawna składała się tylko z torsu, jej głowa rzeźby została odnaleziona w 1995 roku;
    – jeden z najstarszych w Polsce kielichów z pateną z motywem Manus Dei;
    – srebrny krzyż z 2-3 ćw XII wieku;
    – pierścień arcybiskupi z ametystem;
    – kamienne portale w stylu romańskim i gotyckim;
    – kamienna chrzcielnica z XVI wieku;
    – pojedyncze deski stropowe pokryte polichromią z wieku XVI lub początku XVII

    Galeria

    https://turystyka-niecodzienna.pl/kolegiata-w-tumie/

    #Chrześcijaństwo #kolegiata #łódzkie

  26. Pośród praktycznie niczego, pośród pół i łąk, dumnie stoi jedna z piękniejszych, a może i najpiękniejsza w Polsce romańska świątynia dumnie górująca nad całą okolicą. Była ona świadkiem praktycznie całej historii naszego kraju, a z jej wież patrzy na nas prawie 10 wieków historii. Warto poświęcić dzień, by odwiedzić okolicę, wszak ma ona do zaoferowania kilka ciekawych, historycznych miejsc.

    Wcześniej byli benedyktyni

    Historia kolegiaty w Tumie łączy się historią najstarszego w Polsce opactwa benedyktynów. Czyli opactwa łęczyckiego, powstałego za sprawą fundującego klasztor Bolesława Chrobrego w 997 roku. Pierwszą głową opactwa był Astryk-Anastazy, jednak zamiast niego postacią najbardziej kojarzoną z tymże opactwem jest jego założyciel, czyliy św. Wojciech.
    Wznoszenie kolegiaty w Tumie rozpoczęto na początku lat 40. wielki XII na miejscu wspominanego, działającego pod tumskim grodem opactwa, pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Aleksego. Jego istnienie w roku 1136, poświadcza  bulla papieska „abbatia sancte Marie i castello Lancicie”.
    Mniej więcej na początku wieku XII zgromadzenie przeniesiono, budowlę rozebrano i poczęto stawiać kolegiatę. Budowę zainicjował prawdopodobnie arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina. Warto tutaj zauważyć, że wówczas Łęczyca znajdowała się we władaniu księżnej Salomei, po tym kiedy po śmierci Bolesława Krzywoustego wyodrębniono ją z dzielnicy senioralnej. Jednak inicjatywa budowy kolegiaty w Tumie mogła też należeć do jednego z książąt juniorów, będących synami Salomei i Bolesława. Do tego trzeba założyć, że budowa trwała nie więcej niż dwadzieścia lat, albowiem konsekracja świątyni miała miejsce w roku 1161.

    Kolegiata sumą innych świątyń

    Z konstrukcją obiektu powiązany jest płocki biskup Aleksander, który oprócz budowy kolegiaty w Tumie działał też czynnie przy budowie katedry w Płocku, czy pobliskim Czerwińsku. Więc tutejsza kolegiata poniekąd jest wynikiem połączenia wspomnianych budowli z ówczesną wawelską katedrą.
    Konsekracja kolegiaty można by rzec, że odbyła się ze sporym rozmachem, zjechali się kolejno: arcybiskup Janik (Jan Fryfita), wszyscy polscy biskupi i książęta, proceps Bolesław Kędzieżawy, i jego młodsi bracia, Henryk i Kazimierz (obaj byli później znani pod przydomkami Sandomierski i Sprawiedliwy), biskup krakowski Mateusz, wrocławski Walter, oraz kruszwicki Onold.

    O Borucie co kamienie nosił

    Będąc na zewnątrz kolegiaty warto poszukać kamienia z wgłębieniami, podobnież są to wgłębienia pazurów diabła Boruty. Boruta będąc oszukanym przez pewną pannę, nie chciał dopuścić do budowy kolegiaty więc począł ją niszczyć gołymi rękoma. A dokładniej to było to tak.
    Pewnego lat a Boruta siedział sobie pod drzewkiem, dokładniej wierzbą płacząca i rozmyślał jakby tu mieszkańcom dokuczyć, w tym też czasie obok tejże wierzby przeszło wielce nadobne dziewczę idące nad strumyk by obmyć nogi. Borucie serce wielce ujęła owa niewiasta i diabeł zakochał się w niej bez pamięci. Zamienił się więc w pięknego młodzieńca i całymi dniami spędzał z nią czas.
    Dziewczyna był córką ubogiego rolnika, który to wraz z sąsiadami pewnego dnia postanowił, iż zbudują sobie kościół, i to nie byle jaki kościół, więc potrzeba im dużo rąk do pracy. Niewiasta świerzo poznanego przyjaciela okłamała wiedząc że nie lubił on świątyń. Rzekła że, będzie stawiana karczma, i poprosiła go o pomoc w budowie. Zakochamy Boruta bardzo ochoczo wziął się do pracy, i począł nosić kamienie na budowę. W tym czasie panna ważyła strawę dla ciężko pracujących pracowników. Lecz gdy pewnego dnia budowla poczęła nabierać kształtów, i rozpoczęto wznosić prezbiterium, Boruta zrozumiał jak bardzo go oszukano. Więc co zrozumiałe wściekł się okrutnie i chciał świeżo powstałe mury obrócić w kupę gruzu, lecz nie mógł tego uczynić. Odcisnął jedynie ślad łapy w kamieniu, ślad ten do dziś możemy w tumie oglądać.

    Najstarsze w Polsce zgromadzenie

    Przy kolegiacie w Tumie osadzono dwunastoosobowe zgromadzenie kanoników świeckich. Było najstarsze w kraju, pełne zgromadzenie kanonickie. Tym sposobem pod-Łęczycka kolegiata stała się drugą po katedrze kościelną placówką w archidiecezji gnieźnieńskiej. Od ukończenia budowy miało tutaj miejsce 21 prowincjonalnych synodów łęczyckich. Były to zjazdy przedstawicieli duchowieństwa oraz osób świeckich, pierwszy miał miejsce w 1180 roku natomiast ostatni w roku 1547.

    Warto też wspomnieć, iż tumska kolegiata odegrała doniosłą rolę w polityce.  Gdyż na pierwszym zjeździe w roku 1180, którego to była gospodarzem zniesiono prawo senioratu, i ustanowiono sukcesję tronu po mieczu w linii Kazimierza sprawiedliwego. Natomiast podczas synodu z roku 1285, zwołanego przez arcybiskupa Józefa Świnkę podjęto znaczne krotki zapobiegające niemieckim wpływom na kościół w Polsce. Oba te wydarzenia uznaje się na początki parlamentaryzmu w kraju.

    Kolegiata oprócz oczywistej funkcji duchowej, oraz politycznej mogła też i pełniła zresztą funkcję obronne dla okolicznej ludności. Mianowicie w roku 1241 oparła się najazdowi Tatarów. Niestety nie udało się to w roku 1294, kiedy to Litwini pod wodzą Witenesa zdołali kolegiatę w Tumie zdobyć. Wtedy też część miejscowej ludności wzięto w niewolę, a część wymordowano. Samą świątynię natomiast spalono, zawaliło się wówczas prezbiterium i może też przegrody pomiędzy nawami. Kilkanaście lat później najechali Krzyżacy i w 1306 oraz 1331 spustoszyli ten i okoliczne tereny.

    Ruina, odbudowa i pożar

    Po tych wydarzenia na przełomie XIII i XIV wieku pozostaje zrujnowana. Stan ten zmienia dopiero arcybiskup Jarosław Bogoria ze Skotnik w drugim ćwierćwieczu wieku XIV. Odbudowując wprowadza do budynku trochę gotyckich elementów. Niestety odbudowana świątynia nie przetrwała długo, albowiem już w roku 1473 wybuch pożar, który to wymusił kolejny remont. Został on ukończony w roku 1487. W efekcie tego remontu i idących za nim zmianami w Tumie pojawiły się ostrołukowe arkady i ceglane, międzynawowe filary. Oprócz tego w nawach bocznych zrobiono krzyżowo-łukowe sklepienia. Rokiem 1569 przed głównym wejściem postawiono renesansową kruchtę, która osłoniła romańskie portal, a także zrobiono we wnętrzu tynki, pokryte freskami.

    Szwedzki potop, i następujący po nim remont.

    Potop szwedzki także nie był łaskawy dla kolegiaty, w roku 1705 Łęczycę najechali Szwedzi, niszcząc podczas tego najazdu świątynię. Odbudowano ją prawie osiemdziesiąt lat później, z inicjatywy prymasa Łubieńskiego i dzięki fundacji Kajetana Sołtyka. Podczas tej odbudowy świątyni nadano styl klasycystyczny, kierował nimi architekt Efraim Szreger. Przebudował on wieże, główną nawę, zachodnią fasadę, szczyty, oraz okna i wnętrze.  Odciążono zewnętrzne mury obniżając je o 2 metry, zamurowano arkady empor, oraz wieże otrzymały klasycystyczne hełmy.
    Na czas remontu, chcąc parafianom zapewnić  miejsce do udziału w liturgii wybudowano stojący do dziś obok kolegiaty mały, drewniany kościółek, PW. św., Mikołaja, do roku 1819 pełnił on rolę kościoła parafialnego.
    Co warto zauważyć to, fakt iż rachunki z roku 1655 mówią o remoncie czterech wież kościelnych. Więc wielce prawdopodobnym jest fakt, iż dwie z tych wież są tera absydą północną i południową, o ile nie padły one ofiarą któregoś z pożarów.

    Rozbiory i czasy względnie współczesne

    Rokiem 1818 cara Aleksander I Romanow zarządził likwidację łęczyckiej kapituły. Została więc ona zlikwidowana, a Łęczyca utraciła swoje do tej pory spore znaczenie, od tej pory kolegiata stała się kościołem parafialnym. Druga wojna światowa także nie była łaskawa, podczas bitwy nad Bzurą w 1939 roku w północnej wieży ukrył się niemiecki obserwator, który kierował ogniem niemieckiej artylerii. Polacy skutecznie unieszkodliwili obserwatora, niszcząc niestety całą wieżę. Spowodowało to w kolegiacie pożar, który doszczętnie strawił drewniane elementy architektoniczne. Po przejściowej obecności w okolicach Łęczycy polskiego wojska kolegiata ucierpiała po raz kolejny, została albowiem zbombardowana przez Luftwaffe. Spowodowało to kolejne zniszczenia murów oraz stropów, oraz kolejny pożar. Ze świątyni zostały tylko mury.
    Dość szybko, albowiem trzy lata po zakończeniu wojny, na polecenie Jana Zachwatowicza rozpoczęto odbudowę kościoła. Kierowała nią Jan Witkiewicz Koszczyc. Jednakowoż początkowo były plany uznać kolegiatę za zbyt zniszczoną, zaniechać odbudowy a to, co zostało rozebrać, to na szczęście odbudowę zaczęto. Dwudziestego lipca tegoż roki łódzki ordynariusz we wstępnie uprzątniętych murach świątyni odprawił pierwszą po wojnie mszę świętą. I wzięto się do prac, które trwały przez następne kilka lat.

    Współcześnie, i trochę wcześniej

    Siedemnastego czerwca roku 1961 biskup Michał Klepacz dokonał ponownej konsekracji świątyni, która podniesiono do rangi bazyliki. Sześć lat później nastąpiły obchody millenium chrztu Polski, w związku z czym późniejszy papież, wtedy jeszcze kardynał odprawił tu mszę świętą. Niestety prace zatrzymały się, nie jako że je zakończone, lecz brakło na nie środków. W marcu 1992 papieską bullą Totus Tuus Poloniae populus parafię w Tumie włączono do diecezji łowickiej, kościół po raz kolejny podniesiono, tym razem do rangi archikolegiaty, a rok później erygowano łęczycką kapitułę. Tym samym rokiem rozpoczęto kolejny etap odbudowy świątyni, który całkiem niedawno się skończył.
    Na dziewięć lat przed nowym millenium, czyli w roku 1991, już w wolnej Polsce po raz kolejny przystąpiono do remontu świątyni w Tumie. Prace te niestety nie były zbytnio fachowe, ani też nie trwały zbyt długo. Niestety podczas tych prac zniszczono część odkrytego po wojnie fresku, poza tym na filary nałożono obejmy, i dokonano kilku widocznych do dziś odwiertów. Rok przed nowym millenium z Gniezna sprowadzono do Tumu relikwię św. Wojciecha, z okazji tegoż wydarzenia ufundowano ołtarz w nawie głównej, a obok wspominanego kościółka św. Mikołaja posadzono poświęcony św. Mikołajowi dąb.
    W latach 1995-2008 przeprowadzono kolejne prace konserwatorskie pod kierownictwem dr. Zenona Dudy z AGH w Krakowie, oraz prof. Andrzeja Kossa z ASP w Warszawie, oraz prof. Marii Roznerskiej i jej córki Ewy, które zajęły się konserwacją ściennych malowideł.

    Skarby i zabytki w Tumie

    Jak na tak starą świątynię, tak i Tumie zachowało się sporo oryginalnych, zabytkowych fragmentów budowli, między innymi:
    – zabytkowe XII wieczne polichromie z zachodnie absydy, jest to największe zachowana romańskie malowidło w Polsce;
    – kamienny fragment części ołtarza z XII wieku z przedstawieniem Chrystusa Pankratora, co ciekawe to do niedawna składała się tylko z torsu, jej głowa rzeźby została odnaleziona w 1995 roku;
    – jeden z najstarszych w Polsce kielichów z pateną z motywem Manus Dei;
    – srebrny krzyż z 2-3 ćw XII wieku;
    – pierścień arcybiskupi z ametystem;
    – kamienne portale w stylu romańskim i gotyckim;
    – kamienna chrzcielnica z XVI wieku;
    – pojedyncze deski stropowe pokryte polichromią z wieku XVI lub początku XVII

    Galeria

    https://turystyka-niecodzienna.pl/kolegiata-w-tumie/

    #Chrześcijaństwo #kolegiata #łódzkie