home.social

#recenzja — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #recenzja, aggregated by home.social.

  1. iSzmata gen 2 – ścierka do czyszczenia 2. generacji od Apple

    Są takie premiery Apple, które zmieniają świat. Macintosh. iPod. iPhone. Apple Watch. Vision Pro.

    A potem pojawia się Apple Polishing Cloth. Ścierka do czyszczenia.

    Produkt tak absurdalny, że gdy Apple wprowadziło go w 2021 za 19 dolarów, internet przez kilka tygodni nie był w stanie zdecydować, czy bardziej chce się z niego śmiać, czy go zamówić. Ostatecznie zrobił jedno i drugie.

    Minęło pięć lat i wydarzyło się coś, czego prawdopodobnie nikt nie miał na swojej karcie bingo na 2026: Apple zaprezentowało iSzmatę drugiej generacji… i, co jeszcze bardziej niepokojące, są między nimi różnice.

    Ścierka do czyszczenia (2021)

    Pierwsza generacja była kwintesencją Apple. Kwadratowy kawałek materiału z zaokrąglonymi rogami. Wytłoczone logo Apple. Miękki materiał. Żadnego Bluetooth. Żadnego USB-C. Żadnego MagSafe.

    Cena – 19 dolarów lub 99 PLN.

    W zamian otrzymywaliśmy możliwość usuwania odcisków palców z ekranu w sposób, który — przynajmniej psychologicznie — wydawał się znacznie bardziej profesjonalny niż używanie koszulki czy rękawa. Wrażenie było trochę jak używanie bardzo małego kawałka Alcantary, który skończył Stanford i pracuje w Cupertino.

    Co najważniejsze, ta ścierka rzeczywiście działała.

    Ścierka do czyszczenia (2026)

    Pięć lat później Apple zrobiło rzecz niezwykle odważną. Usiadło. Spojrzało na szmatkę. I ją przeprojektowało.

    Nowa iSzmata jest nieco ciemniejsza i nieco mniejsza od poprzedniej. W dotyku nowa wersja jest podobno bliższa ściereczce dostarczanej z Vision Pro i ekranami Apple z nanoteksturą. Niestety, ja nie czuję różnicy – ewidentnie nie jestem odpowiednio wykwalifikowany do przeprowadzenia rzetelnego testu.

    Tymczasem, oficjalny opis produktu pozostał właściwie identyczny:

    Ta ściereczka wykonana z miękkiego materiału niepowodującego zarysowań umożliwia bezpieczne i skuteczne czyszczenie wszystkich wyświetlaczy Apple, również tych w wersji nanostrukturalnej.

    Apple nie podało również informacji o stosowanej architekturze włókien, 3-nanometrowego procesu produkcyjnego ani 40-procentowym wzroście wydajności w usuwaniu tłuszczu z kebaba.

    Szkoda.

    Największy upgrade nowej iSzmaty to oczywiście cena. Stara kosztowała 99 PLN, a nowa? 44 PLN!

    Apple… obniżyło… cenę… produktu… O ponad połowę!

    Nie jestem pewien, czy Komisja Europejska jest już poinformowana, ale prawdopodobnie powinna rozpocząć dochodzenie.

    Benchmarki

    Najważniejsze pytanie brzmi oczywiście: czy jest szybsza?

    Nie znalazłem jeszcze odpowiedniego Geekbencha dla tej szmatki, więc musimy oprzeć się na testach praktycznych. I tu rozczarowanie. Obie… czyszczą ekran. Bez zarysowań.

    Kompatybilność

    To tutaj dochodzimy do absolutnie mojego ulubionego fragmentu całego produktu. Apple ma dla iSzmatki oficjalną listę kompatybilności. To jest niesamowite! Bo gdybyście przypadkiem mieli iPhone’a 7 Plus i zastanawiali się:

    Czy mogę przetrzeć jego ekran tą szmatką?

    Apple spieszy z odpowiedzią.

    Tak!

    Ale żeby nie było żadnych wątpliwości, nie wszystko wolno nam ją czyścić. Na liście zgodności – tak, sprawdziłem całość – brakuje:

    • Apple Vision Pro
    • iPod touch – wszystkich generacji
    • iPodów
    • iPhone 4s i starszych
    • iPad 4. generacji i starszych
    • Mac mini – wszystkich generacji
    • Mac Studio – wszystkich generacji
    • Mac Pro – wszystkich generacji
    • starszych MacBooków Air sprzed generacji Retina
    • wiele starszych MacBooków Pro, w tym liczne modele 13″ i 15″
    • wiele starszych iMaców
    • Apple Thunderbolt Display
    • Apple LED Cinema Display
    • starszych Apple Cinema Display
    • AirPods – wszystkich generacji
    • AirPods Pro – wszystkich generacji
    • AirPods Max
    • HomePodów
    • HomePodów mini
    • Apple TV
    • AirTagów
    • Magic Keyboard
    • Magic Mouse
    • Magic Trackpad
    • Apple Pencil
    • Apple (Siri) Remote
    • ładowarek Apple

    Tak, Apple Vision Pro nie znajduje się na oficjalnej liście kompatybilności standardowej iSzmatki. Na szczęście Apple nie pozostawiło Was na pastwę losu – Vision Pro ma własną Apple Vision Pro Polishing Cloth. Tak czy inaczej, wsparcie wsteczne jest imponujące. USB-C może nie pasować do Lightning. Apple Pencil Pro może nie działać ze starszym iPadem.

    Ale szmatka działa.

    Mac Pro, Mac mini i Mac Studio, jak wspominałem, nie znajdują się na liście. Co jest logiczne. Nie mają ekranu. Można oczywiście je wytrzeć ściereczką, ale wtedy zaczynamy używać produktu poza specyfikacją i nie wiem, co na to AppleCare.

    Na serio

    A teraz na serio. To jedyny poważny fragment tej satyry…

    W instrukcji dla Pro Display XDR Apple nakazywało używać wyłącznie dołączonej Apple Polishing Cloth do wersji z nanoteksturą. Dla zwykłego szkła dopuszczało natomiast normalną mikrofibrę i wodę. Powód nie był taki, że zwykła mikrofibra natychmiast uszkadzało szkło. Chodziło o to, że powierzchnia nanoteksturalna była mikroskopijnie nierówna i optycznie bardzo precyzyjna. Niewłaściwa ściereczka albo środek czyszczący mogły potencjalnie:

    • pozostawić włókna, tłuszcz albo osad wewnątrz mikrotekstury,
    • wypolerować lub mechanicznie zmienić część powierzchni,
    • spowodować miejscowe różnice w sposobie rozpraszania światła,
    • zostawić plamy lub smugi, które na matowej powierzchni były trudniejsze do usunięcia niż na zwykłym szkle,
    • w skrajnym przypadku doprowadzić do trwałej, nierównomiernej zmiany wyglądu powierzchni.

    Najgorszym efektem nie musiała więc być rysa. Bardziej prawdopodobny problem to błyszcząca lub inaczej rozpraszająca światło plama na matowym ekranie. Na monitorze referencyjnym za kilka tysięcy dolarów byłoby to szczególnie irytujące, bo nawet niewielka lokalna zmiana charakterystyki powierzchni mogłaby być widoczna przy pracy z obrazem.

    Czy warto zrobić upgrade?

    Jeżeli macie iSzmatę pierwszej generacji, to nie. To jedna z nielicznych sytuacji w ekosystemie Apple, w której naprawdę możecie spokojnie przeczekać generację. Nie dostajecie wyższej częstotliwości odświeżania. Nie ma Apple Intelligence. Nie ma nawet Find My, co akurat byłoby najbardziej przydatną funkcją, jaką Apple mogłoby do tej rzeczy dodać.

    Jeżeli jednak jeszcze jej nie macie, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Za 44 PLN nowa wersja jest ponad dwa razy tańsza od starej i nadal oficjalnie nadaje się do czyszczenia ekranów z nanoteksturą.

    Czy zwykła dobra ściereczka z mikrofibry też wyczyści większość ekranów? Oczywiście. Czy będzie miała wytłoczone jabłko? No właśnie.

    Pozostaje teraz czekać na Apple Polishing Cloth Pro, która zawiera w sobie nici ze złota, srebra i jedwabiu, skropione łzami jednorożca i posypana sproszkowanym penisem yaka. Cena? Za mniej niż 199 PLN nie biorę!

    #ApplePolishingCloth #pierwszeWrażenia #recenzja #ściereczkaApple #Testy #unboxing #Wideo #wyjmujemyZPudełka
  2. iSzmata gen 2 – ścierka do czyszczenia 2. generacji od Apple

    Są takie premiery Apple, które zmieniają świat. Macintosh. iPod. iPhone. Apple Watch. Vision Pro.

    A potem pojawia się Apple Polishing Cloth. Ścierka do czyszczenia.

    Produkt tak absurdalny, że gdy Apple wprowadziło go w 2021 za 19 dolarów, internet przez kilka tygodni nie był w stanie zdecydować, czy bardziej chce się z niego śmiać, czy go zamówić. Ostatecznie zrobił jedno i drugie.

    Minęło pięć lat i wydarzyło się coś, czego prawdopodobnie nikt nie miał na swojej karcie bingo na 2026: Apple zaprezentowało iSzmatę drugiej generacji… i, co jeszcze bardziej niepokojące, są między nimi różnice.

    Ścierka do czyszczenia (2021)

    Pierwsza generacja była kwintesencją Apple. Kwadratowy kawałek materiału z zaokrąglonymi rogami. Wytłoczone logo Apple. Miękki materiał. Żadnego Bluetooth. Żadnego USB-C. Żadnego MagSafe.

    Cena – 19 dolarów lub 99 PLN.

    W zamian otrzymywaliśmy możliwość usuwania odcisków palców z ekranu w sposób, który — przynajmniej psychologicznie — wydawał się znacznie bardziej profesjonalny niż używanie koszulki czy rękawa. Wrażenie było trochę jak używanie bardzo małego kawałka Alcantary, który skończył Stanford i pracuje w Cupertino.

    Co najważniejsze, ta ścierka rzeczywiście działała.

    Ścierka do czyszczenia (2026)

    Pięć lat później Apple zrobiło rzecz niezwykle odważną. Usiadło. Spojrzało na szmatkę. I ją przeprojektowało.

    Nowa iSzmata jest nieco ciemniejsza i nieco mniejsza od poprzedniej. W dotyku nowa wersja jest podobno bliższa ściereczce dostarczanej z Vision Pro i ekranami Apple z nanoteksturą. Niestety, ja nie czuję różnicy – ewidentnie nie jestem odpowiednio wykwalifikowany do przeprowadzenia rzetelnego testu.

    Tymczasem, oficjalny opis produktu pozostał właściwie identyczny:

    Ta ściereczka wykonana z miękkiego materiału niepowodującego zarysowań umożliwia bezpieczne i skuteczne czyszczenie wszystkich wyświetlaczy Apple, również tych w wersji nanostrukturalnej.

    Apple nie podało również informacji o stosowanej architekturze włókien, 3-nanometrowego procesu produkcyjnego ani 40-procentowym wzroście wydajności w usuwaniu tłuszczu z kebaba.

    Szkoda.

    Największy upgrade nowej iSzmaty to oczywiście cena. Stara kosztowała 99 PLN, a nowa? 44 PLN!

    Apple… obniżyło… cenę… produktu… O ponad połowę!

    Nie jestem pewien, czy Komisja Europejska jest już poinformowana, ale prawdopodobnie powinna rozpocząć dochodzenie.

    Benchmarki

    Najważniejsze pytanie brzmi oczywiście: czy jest szybsza?

    Nie znalazłem jeszcze odpowiedniego Geekbencha dla tej szmatki, więc musimy oprzeć się na testach praktycznych. I tu rozczarowanie. Obie… czyszczą ekran. Bez zarysowań.

    Kompatybilność

    To tutaj dochodzimy do absolutnie mojego ulubionego fragmentu całego produktu. Apple ma dla iSzmatki oficjalną listę kompatybilności. To jest niesamowite! Bo gdybyście przypadkiem mieli iPhone’a 7 Plus i zastanawiali się:

    Czy mogę przetrzeć jego ekran tą szmatką?

    Apple spieszy z odpowiedzią.

    Tak!

    Ale żeby nie było żadnych wątpliwości, nie wszystko wolno nam ją czyścić. Na liście zgodności – tak, sprawdziłem całość – brakuje:

    • Apple Vision Pro
    • iPod touch – wszystkich generacji
    • iPodów
    • iPhone 4s i starszych
    • iPad 4. generacji i starszych
    • Mac mini – wszystkich generacji
    • Mac Studio – wszystkich generacji
    • Mac Pro – wszystkich generacji
    • starszych MacBooków Air sprzed generacji Retina
    • wiele starszych MacBooków Pro, w tym liczne modele 13″ i 15″
    • wiele starszych iMaców
    • Apple Thunderbolt Display
    • Apple LED Cinema Display
    • starszych Apple Cinema Display
    • AirPods – wszystkich generacji
    • AirPods Pro – wszystkich generacji
    • AirPods Max
    • HomePodów
    • HomePodów mini
    • Apple TV
    • AirTagów
    • Magic Keyboard
    • Magic Mouse
    • Magic Trackpad
    • Apple Pencil
    • Apple (Siri) Remote
    • ładowarek Apple

    Tak, Apple Vision Pro nie znajduje się na oficjalnej liście kompatybilności standardowej iSzmatki. Na szczęście Apple nie pozostawiło Was na pastwę losu – Vision Pro ma własną Apple Vision Pro Polishing Cloth. Tak czy inaczej, wsparcie wsteczne jest imponujące. USB-C może nie pasować do Lightning. Apple Pencil Pro może nie działać ze starszym iPadem.

    Ale szmatka działa.

    Mac Pro, Mac mini i Mac Studio, jak wspominałem, nie znajdują się na liście. Co jest logiczne. Nie mają ekranu. Można oczywiście je wytrzeć ściereczką, ale wtedy zaczynamy używać produktu poza specyfikacją i nie wiem, co na to AppleCare.

    Na serio

    A teraz na serio. To jedyny poważny fragment tej satyry…

    W instrukcji dla Pro Display XDR Apple nakazywało używać wyłącznie dołączonej Apple Polishing Cloth do wersji z nanoteksturą. Dla zwykłego szkła dopuszczało natomiast normalną mikrofibrę i wodę. Powód nie był taki, że zwykła mikrofibra natychmiast uszkadzało szkło. Chodziło o to, że powierzchnia nanoteksturalna była mikroskopijnie nierówna i optycznie bardzo precyzyjna. Niewłaściwa ściereczka albo środek czyszczący mogły potencjalnie:

    • pozostawić włókna, tłuszcz albo osad wewnątrz mikrotekstury,
    • wypolerować lub mechanicznie zmienić część powierzchni,
    • spowodować miejscowe różnice w sposobie rozpraszania światła,
    • zostawić plamy lub smugi, które na matowej powierzchni były trudniejsze do usunięcia niż na zwykłym szkle,
    • w skrajnym przypadku doprowadzić do trwałej, nierównomiernej zmiany wyglądu powierzchni.

    Najgorszym efektem nie musiała więc być rysa. Bardziej prawdopodobny problem to błyszcząca lub inaczej rozpraszająca światło plama na matowym ekranie. Na monitorze referencyjnym za kilka tysięcy dolarów byłoby to szczególnie irytujące, bo nawet niewielka lokalna zmiana charakterystyki powierzchni mogłaby być widoczna przy pracy z obrazem.

    Czy warto zrobić upgrade?

    Jeżeli macie iSzmatę pierwszej generacji, to nie. To jedna z nielicznych sytuacji w ekosystemie Apple, w której naprawdę możecie spokojnie przeczekać generację. Nie dostajecie wyższej częstotliwości odświeżania. Nie ma Apple Intelligence. Nie ma nawet Find My, co akurat byłoby najbardziej przydatną funkcją, jaką Apple mogłoby do tej rzeczy dodać.

    Jeżeli jednak jeszcze jej nie macie, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Za 44 PLN nowa wersja jest ponad dwa razy tańsza od starej i nadal oficjalnie nadaje się do czyszczenia ekranów z nanoteksturą.

    Czy zwykła dobra ściereczka z mikrofibry też wyczyści większość ekranów? Oczywiście. Czy będzie miała wytłoczone jabłko? No właśnie.

    Pozostaje teraz czekać na Apple Polishing Cloth Pro, która zawiera w sobie nici ze złota, srebra i jedwabiu, skropione łzami jednorożca i posypana sproszkowanym penisem yaka. Cena? Za mniej niż 199 PLN nie biorę!

    #ApplePolishingCloth #pierwszeWrażenia #recenzja #ściereczkaApple #Testy #unboxing #Wideo #wyjmujemyZPudełka
  3. Dlaczego nie porzuciłem Apple Watch, choć biegam długie dystanse

    Moja miłość do najpopularniejszego zegarka w historii świata jest z jednej strony banalnie prosta – nie wyobrażam sobie posiadania innego smartwatcha, a dlaczego, opowiem Wam w tym felietonie – z drugiej jednak od początku skomplikowana. Wszystko przez inny romans, czyli biegi długodystansowe, i to od nich zacznę.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 5/2026

    Zauroczenie

    Pierwszego Apple Watcha kupiłem, kiedy w Polsce ten produkt Apple nie był jeszcze w ogóle dostępny. Zapłaciłem za niego jakoś 25% więcej niż wynosiła oficjalna cena po wprowadzeniu go na nasz rynek. Redakcyjni koledzy pamiętają zresztą doskonale wycieczki do berlińskich salonów Apple, a potem do tamtejszych ulicznych handlarzy, aby w ogóle mieć szansę na zdobycie do recenzji pierwszych modeli nosidła z Cupertino. Wówczas, w 2015 roku, wybrałem wersję aluminiową Sport w kolorze srebrnym oraz z białym paskiem sportowym. Koperta miała wówczas bodaj 42 mm, przypominała prostokąt i gdy patrzę dziś na mojego Apple Watcha Ultra 3. generacji, to jego protoplasta wyglądał jak z innej epoki. Pierwszy Apple Watch nie potrafił też zbyt wiele bez udziału mocy obliczeniowej iPhone’a, zatem gdy brałem go na pierwsze treningi biegowe, towarzyszyły mu przewodowe słuchawki EarPods i iPhone 6s na moim bicepsie. Wtedy, na starcie pierwszego zorganizowanego biegu, w którym wziąłem udział jako totalny amator (do tego otyły), pewien inny zawodnik miał zdecydowaną rację, mówiąc: „Szkoda chłopie, że jeszcze laptopa na sobie nie masz na te 4 km biegu…”. Dobrze, że nie wiedział, iż tuż po jego zakończeniu bateria spadnie mi o 35%.

    Dziś wspominam tamte czasy z nutką nostalgii, ponieważ uświadamiają mnie, że nawet taka firma jak Apple, gdy wprowadza coś nowego do swojej oferty, czasami potrzebuje informacji zwrotnej z rynku, aby do końca zrozumieć, czego ten od danego produktu oczekuje. Tak było w przypadku Apple Watcha, który – przypominam – dostępny był także w wersji pokrytej złotem za około 90 000 zł, a rok później klienci, którzy ją kupili, nie otrzymali już aktualizacji watchOS. To był najkrócej wspierany sprzęt w historii Apple. Tak samo zdaje się być w przypadku Apple Vision Pro, choć wątpię, żeby Apple kiedykolwiek celowało w masową sprzedaż tego komputera przestrzennego. Dla mnie od początku jest jasne, że Vision Pro ma zbadać rynek i zmienić te rynki, na których faktycznie nie ma konkurencji (choćby dzięki mocy obliczeniowej układów Apple Silicon czy dokładności soczewek). I robi to – w medycynie, w branży lotniczej, w automotive czy architektonicznej. Masowy klient w momencie pisania tego felietonu czeka. Na co? Na moment, w którym – tak jak w przypadku Apple Watcha – firma z Cupertino nie wynajdzie koła na nowo, bowiem headsety AR/VR już dawno istnieją, ale zminiaturyzuje to, co najlepsze w Vision Pro, do lekkiej formy okularów i doda do tego magię swojego ekosystemu. Tak właśnie zrobili z Apple Watchem 2. generacji.

    Ten zegarek kupiłem wówczas już z modemem LTE i był to prawdziwy moment definiujący w moim podejściu do tego produktu. Nadal bateria nie była rewelacyjna, ale zdecydowanie mogłem już zostawić iPhone’a w domu, a dzięki słuchawkom AirPods de facto biegać na nieznanym mi dotąd poziomie komfortu. Będąc przy tym uzbrojonym w Apple Pay i możliwość wezwania przez GSM pomocy w razie potrzeby. Nigdy później nie wyszedłem z telefonem biegać i tej zasady trzymam się do dziś. Dopiero model 4. generacji przyniósł większy ekran, którego o wiele łatwiej używało się z odświeżoną wersją watchOS, a także większe baterie i bardziej energooszczędne procesory. Czwórkę miałem najdłużej, a zastąpiłem ją dopiero modelem serii 9. generacji wykonanym już ze stali nierdzewnej. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Pamiętam, jak wówczas w moim podcaście „Bo czemu nie?” stanowczo deklarowałem, że nigdy nie porzucę stali nierdzewnej. Głównie dlatego, że po prostu pasowała do wszystkiego, a przede wszystkim do mojej kolekcji pasków, które od 2015 roku hobbystycznie zbieram. Drugim powodem była wytrzymałość szafirowego szkła i stalowej koperty, którą o wiele łatwiej było utrzymać w nienagannym stanie niż miękkie aluminium i szkło ceramiczne. Moje siłowe treningi nie wybaczały modelowi aluminiowemu niczego i tak jest do dziś, a uważam bardzo na sprzęt, który posiadam. Wychodzę jednak z założenia, że sportowy zegarek – no właśnie – powinien być niewidoczny. W końcu samo Apple ze stali zrezygnowało. I to był moment próby naszej miłości.

    Energia na długim dystansie

    Po pierwsze dlatego, że nigdy nie zostałem fanem polerowanego na wysoki połysk tytanu, który zbiera (jak to tytan) rysy od patrzenia. Po drugie, z uwagi na lekkość tego materiału, bo cechą dla mnie absolutnie pozytywną była większa waga stalowych wersji nosidła z Cupertino. I w końcu po trzecie – zacząłem biegać dystanse powyżej półmaratonu i maratony. O ile same zawody nie były tutaj problemem, o tyle treningi i długie wybiegania wymagały pamiętania o tym, żeby z domu wyjść z poziomem 100% naładowania ogniwa. A to ogranicza sprzęt, zamiast sprawiać, że ten nam służy – i jest to dla mnie nieakceptowalne. Dlatego w pewnym momencie musiałem podjąć decyzję, co dalej.

    Naturalnym wyborem dla większości biegaczy byłby Garmin lub Coros (który robi świetne zegarki sportowe i ma kapitalną analitykę danych w komplecie), ale nie dla mnie. Dlaczego? Zacznę od najważniejszej kwestii – telefonu. Przesiadka na którykolwiek z wiodących zegarków do biegania wiązałaby się dla mnie z zabieraniem iPhone’a na trening. Dlaczego? Ponieważ jeszcze bardziej niż słaba materia nieakceptowalne jest dla mnie wgrywanie muzyki czy podcastów na zegarek w stylu rodem z lat 90. Krótko: jedyny scenariusz, który akceptuję, to ten, gdy wstając z fotela, mogę na zegarku kontynuować słuchanie podcastu od momentu, w którym je skończyłem – w ulubionej aplikacji na wszystkich systemach Apple, czyli Overcast, oraz słuchać muzyki w Apple Music. A tego nie oferuje nikt inny oprócz Apple Watcha, z uwagi na integrację z ekosystemem i złotą klatkę Apple. I tutaj przepadłem, a właściwie padłem ofiarą wygody, którą ten ekosystem oferuje.

    Model Ultra 3. generacji zapewnił mi kontynuację tego, do czego zdążyłem przez lata przywyknąć, a przy tym zaoferował ogniwo, które w moim sposobie używania zegarka oraz z ograniczonymi do praktycznie zera powiadomieniami wystarcza mi na 2 pełne dni pracy. I tak, to nie tydzień czy dwa jak u konkurencji, ale ładowanie od około 20% do 100% zajmuje w tym modelu mniej, niż trwa mój prysznic. Śpię z tym zegarkiem, biegam z nim i ćwiczę co najmniej raz dziennie, i nadal na palcach jednej dłoni mogę policzyć dni, w których na ładowarkę trafiał z mniej niż 15% baterii. Czy jest tak pięknym zegarkiem jak nieodżałowany model ze stali nierdzewnej? Nie jest i nie będzie, bo ma inne przeznaczenie. Czy wolałbym, aby był nieco mniejszy? Tak. Czy jest idealny? Nie, ale dla mnie jest obecnie jedynym wyborem. I tak być nie powinno.

    Drodzy producenci, zacznijcie robić zegarki, które do obsługi nie będą wymagały przewodowych połączeń, nauki Waszych autorskich rozwiązań czy doinstalowywania rozmaitych obejść rodem z czasów Windows XP. Konkurencja na tym rynku w kontekście wygody jest absolutnie konieczna!

    #AppleWatch11 #AppleWatchUltra3 #bieganie #biegiDługodystansowe #Kołacz #recenzja
  4. Papier kontra Pencil

    Gdy jeden z Czytelników mojego newslettera „Bo czemu nie?” zadał mi pytanie o to, jaką rolę odgrywa u mnie obecnie Apple Pencil, skoro przeszedłem z pisania cyfrowego dziennika na wersję analogową – w mojej głowie powstał pomysł na ten felieton.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 4/2026

    Kredki

    Zacznę od tego, że iPad Pro jest od dekady moim podstawowym komputerem mobilnym i fakt ten nie jest bez znaczenia. Od zawsze mam go w zestawie z Apple Pencilem i przez wiele lat rola cyfrowego ołówka od Apple mocno się zmieniała. Na początku sama firma reklamowała go właściwie jako narzędzie skierowane głównie do artystów – swoisty przybornik z kredkami ukryty w formie magicznego połączenia sprzętu z oprogramowaniem. Czyli tak, jak u Apple bywa zazwyczaj. Pamiętam, że sam na początku korzystałem z Pencila głównie w procesie tworzenia map myśli i rysowania rozmaitych grafów. To były też zupełnie inne czasy pod kątem zawodowym, a w branży IT Pencil przydawał się na spotkaniach do sporządzania tego rodzaju notatek idealnie.

    Później przez pewien czas używałem Apple Pencila jako wskaźnika do iPada – po prostu, zamiast korzystać z dotykowego ekranu, gdy miałem wpiętego iPada Pro do oryginalnej klawiatury Magic Keyboard, korzystałem z Pencila. Już wtedy byłoby to dowodem szukania trochę na siłę zastosowania dla tego gadżetu, ale, rzecz jasna, jako fan marki tłumaczyłem to sobie na dziesiątki innych sposobów.

    W końcu nadszedł moment, w którym pojawił się Apple Pencil 2. generacji, a dzięki wsparciu dla niego w aplikacji Ferrite, w której montuję od lat podcasty, Pencil wrócił do łask i przydawał mi się przez dwa lata w tym procesie. Był używany coraz rzadziej, ale w miarę na bieżąco. Aż w końcu Apple wydało wersję Pro swojego ołówka, a przy okazji premiery mojego obecnego iPada Pro z Apple M4 pojawiła się także przebudowana klawiatura Magic Keyboard. Gładzik, który wprowadziło tam Apple, oraz aluminiowa rama sprawiły, że doświadczenie użytkownika iPada wpiętego do tego akcesorium jest dla mnie na równi z tym, które znam z MacBooków.

    Z tygodnia na tydzień Apple Pencila Pro używałem coraz rzadziej, aż w końcu przestałem używać go zupełnie i obecnie leży pod moim Apple Studio Display, odgrywając rolę ozdoby. Dlaczego tak się stało?

    Pencil kontra stalówka

    Myślę, że przyszło to dość naturalnie i zbiegło się z momentem wspomnianego debiutu nowej wersji Magic Keyboard oraz mojego przejścia z pisania cyfrowego dziennika na ten papierowy. Cały proces tej tranzycji opisałem w jednym z wydań newslettera. Kluczowy był i nadal jest tutaj powrót do papieru i bardzo świadomie wybranego długopisu, na który polowałem od lat. Jako orędownik intencjonalnego korzystania z technologii po prostu doszedłem do momentu, w którym ta zaczęła przeszkadzać tak intymnej czynności jak zapisywanie własnych myśli czy wspomnień w osobistym dzienniku. Co więcej, nigdy nie byłem artystą ani grafikiem, więc Apple Pencil nie był przeze mnie wykorzystywany w żadnym tego typu zastosowaniu.

    Czy żałuję tej decyzji? Absolutnie nie! Z każdym dniem ją doceniam i wątpię, że kiedykolwiek wrócę do pisania elektronicznym ołówkiem na czymkolwiek. Nawet na tak dobrym jak Tandem OLED, ekranie od Apple. Frajda z odręcznego pisma na papierze i doskonalenia go po latach, w których moja dłoń dosłownie zapomniała, jak się pisze (to bardzo przykre, ale prawdziwe!), jest nie do przecenienia. Do tego odejście od ekranu przy kolejnej z codziennych czynności wspiera moje zdrowie psychiczne i równowagę pomiędzy światem offline a online. Zwłaszcza o poranku, kiedy do określonej godziny nie dopuszczam do siebie świata zewnętrznego. Apple Pencil nie jest mi potrzebny. Po prostu.

    #ApplePencil #felieton #Kołacz #papier #recenzja #Retro #vintage
  5. W końcu możemy mieć mały telefon w kieszeni i duży tablet w dłoni – Samsung Galaxy Z Fold8

    Po paru dniach intensywnego używania nowego Galaxy Z Fold 8, w wariancie o bardziej kwadratowych proporcjach („paszportowym”), przychodzę do Was ze zbiorem moich przemyśleń i praktycznych uwag, wykraczających poza suche specyfikacje techniczne.

    W dzisiejszym wideo opowiadam, jak ten nietypowy, niższy format zmienia codzienne korzystanie z telefonu. Omawiam, jak sprawdza się zewnętrzny ekran, który o wiele lepiej leży w kieszeni niż w tradycyjnych, podłużnych Foldach, oraz jak wygodnie pisze się na szerszej, ale niższej klawiaturze. Najwięcej czasu poświęcam jednak na genialny moim zdaniem format ekranu głównego (4:3) i jego wpływ na czytanie ebooków, przeglądanie internetu, konsumpcję mediów oraz przede wszystkim niesamowitą użyteczność w środowisku wielozadaniowym i przy pracy na podzielonym ekranie. Nie zabrakło też uwag krytycznych na temat aparatów oraz ramek ekranu.

    Zapraszam do oglądania i zadawania pytań.

    #GalaxyZFold8 #hardware #pierwszeWrażenia #recenzja #Samsung #Sprzęt #test #Wideo
  6. W końcu możemy mieć mały telefon w kieszeni i duży tablet w dłoni – Samsung Galaxy Z Fold8

    Po paru dniach intensywnego używania nowego Galaxy Z Fold 8, w wariancie o bardziej kwadratowych proporcjach („paszportowym”), przychodzę do Was ze zbiorem moich przemyśleń i praktycznych uwag, wykraczających poza suche specyfikacje techniczne.

    W dzisiejszym wideo opowiadam, jak ten nietypowy, niższy format zmienia codzienne korzystanie z telefonu. Omawiam, jak sprawdza się zewnętrzny ekran, który o wiele lepiej leży w kieszeni niż w tradycyjnych, podłużnych Foldach, oraz jak wygodnie pisze się na szerszej, ale niższej klawiaturze. Najwięcej czasu poświęcam jednak na genialny moim zdaniem format ekranu głównego (4:3) i jego wpływ na czytanie ebooków, przeglądanie internetu, konsumpcję mediów oraz przede wszystkim niesamowitą użyteczność w środowisku wielozadaniowym i przy pracy na podzielonym ekranie. Nie zabrakło też uwag krytycznych na temat aparatów oraz ramek ekranu.

    Zapraszam do oglądania i zadawania pytań.

    #GalaxyZFold8 #hardware #pierwszeWrażenia #recenzja #Samsung #Sprzęt #test #Wideo
  7. W końcu możemy mieć mały telefon w kieszeni i duży tablet w dłoni – Samsung Galaxy Z Fold8

    Po paru dniach intensywnego używania nowego Galaxy Z Fold 8, w wariancie o bardziej kwadratowych proporcjach („paszportowym”), przychodzę do Was ze zbiorem moich przemyśleń i praktycznych uwag, wykraczających poza suche specyfikacje techniczne.

    W dzisiejszym wideo opowiadam, jak ten nietypowy, niższy format zmienia codzienne korzystanie z telefonu. Omawiam, jak sprawdza się zewnętrzny ekran, który o wiele lepiej leży w kieszeni niż w tradycyjnych, podłużnych Foldach, oraz jak wygodnie pisze się na szerszej, ale niższej klawiaturze. Najwięcej czasu poświęcam jednak na genialny moim zdaniem format ekranu głównego (4:3) i jego wpływ na czytanie ebooków, przeglądanie internetu, konsumpcję mediów oraz przede wszystkim niesamowitą użyteczność w środowisku wielozadaniowym i przy pracy na podzielonym ekranie. Nie zabrakło też uwag krytycznych na temat aparatów oraz ramek ekranu.

    Zapraszam do oglądania i zadawania pytań.

    #GalaxyZFold8 #hardware #pierwszeWrażenia #recenzja #Samsung #Sprzęt #test #Wideo
  8. W końcu możemy mieć mały telefon w kieszeni i duży tablet w dłoni – Samsung Galaxy Z Fold8

    Po paru dniach intensywnego używania nowego Galaxy Z Fold 8, w wariancie o bardziej kwadratowych proporcjach („paszportowym”), przychodzę do Was ze zbiorem moich przemyśleń i praktycznych uwag, wykraczających poza suche specyfikacje techniczne.

    W dzisiejszym wideo opowiadam, jak ten nietypowy, niższy format zmienia codzienne korzystanie z telefonu. Omawiam, jak sprawdza się zewnętrzny ekran, który o wiele lepiej leży w kieszeni niż w tradycyjnych, podłużnych Foldach, oraz jak wygodnie pisze się na szerszej, ale niższej klawiaturze. Najwięcej czasu poświęcam jednak na genialny moim zdaniem format ekranu głównego (4:3) i jego wpływ na czytanie ebooków, przeglądanie internetu, konsumpcję mediów oraz przede wszystkim niesamowitą użyteczność w środowisku wielozadaniowym i przy pracy na podzielonym ekranie. Nie zabrakło też uwag krytycznych na temat aparatów oraz ramek ekranu.

    Zapraszam do oglądania i zadawania pytań.

    #GalaxyZFold8 #hardware #pierwszeWrażenia #recenzja #Samsung #Sprzęt #test #Wideo
  9. Pierwsze wrażenia i polskie ceny nowych Galaxy Z Fold8, Galaxy Z Fold8 Ultra i Galaxy Z Flip8 [wideo]

    Miałem okazję zapoznać się z najnowszymi składanymi smartfonami od Samsunga, czyli całkowicie nowym Galaxy Z Fold8, modelem Galaxy Z Fold8 Ultra oraz Galaxy Z Flip8.

    Producent nieco namieszał w tym roku z nazewnictwem, dlatego w tym materiale dokładnie to porządkuję i pokazuję, z czym właściwie mamy do czynienia. Skupiam się na nowych proporcjach ekranów i weryfikuję, jak w praktyce wygląda zagięcie wyświetlacza po dodaniu nowej warstwy tytanu. Omawiam też zmienione zawiasy, różnice w grubości poszczególnych urządzeń oraz zupełnie nowe smartwatche, w tym model oferujący zaawansowane funkcje jako komputer nurkowy. Wideo zamykam kompletnym zestawieniem tegorocznych polskich cen i pakietem informacji o pokaźnych bonusach dostępnych w przedsprzedaży.

    Zapraszam do oglądania moich pierwszych wrażeń przed przygotowaniem pełnej recenzji.

    #GalaxyWatchUltra2 #GalaxyWatch9 #GalaxyZFlip8 #GalaxyZFold8 #GalaxyZFold8Ultra #hardware #pierwszeWrażenia #polskieCeny #recenzja #Samsung #Sprzęt #Testy #Wideo
  10. Kupiłem iPada Pro M5 – moje wrażenia w porównaniu do M1

    Po ponad pięciu latach pracy na iPadzie Pro z procesorem M1 postanowiłem w końcu przesiąść się na najnowszą generację z układem M5.

    W tym wideo dzielę się z Wami moimi pierwszymi i bardzo subiektywnymi wrażeniami z tej sprzętowej zmiany. Opowiadam o tym, jak w praktyce sprawdza się nowy ekran Tandem OLED, szczególnie w kontekście jasności podczas używania w pełnym słońcu, oraz co zmienia dla mnie obsługa zewnętrznych monitorów z odświeżaniem 120 Hz. Nie zabrakło też kilku słów narzekania na przesunięcie kamery, wymuszoną zmianę drogich akcesoriów oraz na usunięcie fizycznej tacki na kartę SIM, co odczuwalnie komplikuje moje przyzwyczajenia podczas dalekich podróży. Poruszam również kwestię optymalizacji samego systemu i ogromnego przeskoku wydajnościowego względem mojego poprzedniego tabletu.

    Zapraszam do obejrzenia materiału i podzielenia się swoimi uwagami w komentarzach.

    #AppleM5 #hardware #iPad #iPadPro #pierwszeWrażenia #recenzja #Testy #Wideo
  11. Kupiłem iPada Pro M5 – moje wrażenia w porównaniu do M1

    Po ponad pięciu latach pracy na iPadzie Pro z procesorem M1 postanowiłem w końcu przesiąść się na najnowszą generację z układem M5.

    W tym wideo dzielę się z Wami moimi pierwszymi i bardzo subiektywnymi wrażeniami z tej sprzętowej zmiany. Opowiadam o tym, jak w praktyce sprawdza się nowy ekran Tandem OLED, szczególnie w kontekście jasności podczas używania w pełnym słońcu, oraz co zmienia dla mnie obsługa zewnętrznych monitorów z odświeżaniem 120 Hz. Nie zabrakło też kilku słów narzekania na przesunięcie kamery, wymuszoną zmianę drogich akcesoriów oraz na usunięcie fizycznej tacki na kartę SIM, co odczuwalnie komplikuje moje przyzwyczajenia podczas dalekich podróży. Poruszam również kwestię optymalizacji samego systemu i ogromnego przeskoku wydajnościowego względem mojego poprzedniego tabletu.

    Zapraszam do obejrzenia materiału i podzielenia się swoimi uwagami w komentarzach.

    #AppleM5 #hardware #iPad #iPadPro #pierwszeWrażenia #recenzja #Testy #Wideo
  12. Kupiłem iPada Pro M5 – moje wrażenia w porównaniu do M1

    Po ponad pięciu latach pracy na iPadzie Pro z procesorem M1 postanowiłem w końcu przesiąść się na najnowszą generację z układem M5.

    W tym wideo dzielę się z Wami moimi pierwszymi i bardzo subiektywnymi wrażeniami z tej sprzętowej zmiany. Opowiadam o tym, jak w praktyce sprawdza się nowy ekran Tandem OLED, szczególnie w kontekście jasności podczas używania w pełnym słońcu, oraz co zmienia dla mnie obsługa zewnętrznych monitorów z odświeżaniem 120 Hz. Nie zabrakło też kilku słów narzekania na przesunięcie kamery, wymuszoną zmianę drogich akcesoriów oraz na usunięcie fizycznej tacki na kartę SIM, co odczuwalnie komplikuje moje przyzwyczajenia podczas dalekich podróży. Poruszam również kwestię optymalizacji samego systemu i ogromnego przeskoku wydajnościowego względem mojego poprzedniego tabletu.

    Zapraszam do obejrzenia materiału i podzielenia się swoimi uwagami w komentarzach.

    #AppleM5 #hardware #iPad #iPadPro #pierwszeWrażenia #recenzja #Testy #Wideo
  13. Recenzje fantastyczne:
    »[Recenzja] „Dzieci lodu” Tom Rob Smith«

    „Dzieci lodu” wpisują się w poczytny nurt powieści katastroficznych, proponując znany scenariusz usunięcia ludzkości z powierzchni Ziemi poza garstką ocalałych usiłujących przetrwać po apokalipsie. Autor włącza jednak do tego scenariusza dwa elementy, które dodają mu świeżości. Pierwszym z nich jest siódmy kontynent i jego wieczna zima, skrajnie niesprzyjająca zamieszkaniu tam na stałe.

    fahrenheit.net.pl/ksiazki/rece

    #Fahrenheit_zin #recenzja #WydawnictwoAlbatros #TomaszKokowski #Albatros #RobertGinalski #PiotrKrólak #TomRobSmith #Dziecilodu #ColdPeople #AnetaSkwara

  14. Recenzje fantastyczne:
    »[Recenzja] Antologia „Przestrzenie pomiędzy światami”«

    Zbiór IAtelier można porównać do muzycznego albumu koncepcyjnego, w którym wszystkie utwory są ze sobą powiązane, tworząc spójną całość. (...) Kolejne kroki nie są jednak przypadkowe, nawiązują do poprzedniego lub równoważą jego konsekwencje. Nawet jeśli nie wszystkie są równie doskonałe, raczej pod względem treści niż formy – ta bowiem jest zawsze bardzo dobra– to i tak wyróżniają się na tle innych tekstów, jakie pojawiają się w czasopismach czy innych antologiach. I zmuszają do przynajmniej chwilowego zatrzymania i zastanowienia...

    fahrenheit.net.pl/ksiazki/rece

    #Fahrenheit_zin #AlicjaWestphalKalinska #recenzja #KatarzynaGoworek #MaciejTomczak #PaulinaŻydek #TomaszKozłowski #BeataMrózMarczak #MartaMagdalenaLasik #ArturRWoźniak #AleksandraBednarska #SabinaBaciorChadryś #iatelier #WojciechMoska #Przestrzeniepomiędzyświatami #LeszekDziubek #MonikaSochaj #BarbaraUznańskaLoch #WiktoriaSzydłowska #PawełJakubDomownik

  15. Halls of Torment (PS5)
    Wolniejsze, zalatujące klimatem pierwszego Diablo. A wciąga tak samo, jak Vampire Survivors.
    presstart.pl/halls-of-torment-
    #ChasingCarrots #HallsOfTorment #PS5 #Recenzja

  16. Komiks:
    »[Recenzja] „Wyspa doktora Moreau” Dobbs, Fabrizio Fiorentino«

    Dziś swoją polską premierę ma komiksowa adaptacja powieści H.G. Wellsa „Wyspa doktora Moreau” wydana przez Egmont, w związku z czym możecie zapoznać się z naszą recenzją tego tytułu.

    Po przeczytaniu „Wyspy…”, niespełna sześćdziesięciostronicowego dzieła, mam wątpliwości, jak je ocenić. Cykl Adaptacje literatury powstał po to, żeby jak najlepiej przybliżyć odbiorcom oryginały i… paradoksalnie jest to jego zarówno zaletą, jak i największą wadą. To znaczy – zbytnia wierność oryginałowi, jaką prezentują wydania z tej serii.

    fahrenheit.net.pl/komiks/recen

    #Fahrenheit_zin #recenzja #komiks #Egmont #HerbertGeorgeWells #WyspadoktoraMoreau #HGWells #EgmontPolska #Moreau #Dobbs #FabrizioFiorentino #OlivierDobremel

  17. iPhone Air redefiniuje tryb portretowy w smartfonach z jedną kamerą

    Od czasu iPhone’a XR, Apple stopniowo wprowadzało tryb portretowy do swoich smartfonów z pojedynczą tylną kamerą. Początkowo funkcja ta, choć imponująca, miała jedno kluczowe ograniczenie: działała tylko w przypadku ludzi i zwierząt.

    Jeśli chciałeś zrobić portret kwiatka, talerza z jedzeniem czy ulubionego gadżetu, byłeś skazany na droższe modele z wieloma obiektywami. To się właśnie zmienia! Nowy iPhone Air łamie te bariery, oferując w pełni funkcjonalny, „nowej generacji” tryb portretowy, który działa z każdym obiektem.

    Główna nowość, która trafia do iPhone’a Air, to możliwość robienia zdjęć portretowych dowolnego obiektu. Możesz teraz bez problemu stworzyć artystyczne ujęcie swojego śniadania z rozmytym tłem, portret ulubionej filiżanki kawy czy detalu architektonicznego.

    To jednak nie wszystko. Wraz z tą zmianą, iPhone Air zyskuje wszystkie „next-generation” funkcje portretowe, w tym:

    • Regulacja głębi ostrości (Depth Control): możliwość dostosowania intensywności rozmycia tła już po zrobieniu zdjęcia.
    • Regulacja punktu ostrości (Focus Adjustment): zmiana obiektu, na którym skupia się ostrość, po wykonaniu zdjęcia.
    • Automatyczne przechwytywanie informacji o głębi: niezwykle przydatna funkcja, która rozwiązuje odwieczny problem. Nawet jeśli zapomnisz włączyć tryb portretowy podczas robienia zdjęcia, iPhone Air automatycznie zapisze informacje o głębi. Oznacza to, że możesz włączyć tryb portretowy i zastosować wszystkie jego efekty do zdjęcia wykonanego w trybie standardowym.
    • HDR w portretach: lepsza jakość zdjęć portretowych w trudnych warunkach oświetleniowych.
    • Wyrazistsze szczegóły, żywsze kolory i lepsza wydajność w słabym oświetleniu: ogólna poprawa jakości obrazu w trybie portretowym.

    Te udoskonalenia znacznie ułatwiają zaakceptowanie faktu posiadania tylko jednej tylnej kamery. Dla wielu użytkowników, pełnowartościowy tryb portretowy jest jedną z najbardziej pożądanych funkcji, a jego obecność w iPhone Air sprawia, że ten model staje się jeszcze bardziej atrakcyjny i wszechstronny. Czy faktycznie nowe funkcje usprawnią fotografię mobilną najcieńszym iPhone’em? Niebawem to sprawdzimy.

    Gdy liczą się milimetry: porównujemy najsmuklejsze hity roku – iPhone Air kontra Samsung S25 Edge

    #aparat #Apple #fotografiaMobilna #iPhone #iPhoneAir #news #nowości #recenzja #smartfon #technologia #trybPortretowy #zdjęcia

  18. Katarzyna Puzyńska "Więcej czerwieni"

    open.substack.com/pub/michalbl

    Uważam, że “Więcej czerwieni” nie utrzymała poziomu “Motylka”. Autorka poprawiła kilka warsztatowych niedociągnięć, ale fabularnie kontynuacja jest słabsza i to znacznie. Nie uznałbym jednak tej książki za kompletną klapę.

    @ksiazki #ksiazki #książki #kryminał #puzyńska #czytam #recenzja #substack #lipowo #literatura #blejamichal

  19. Katarzyna Puzyńska, "Motylek"

    open.substack.com/pub/michalbl

    Uwielbiam historie o zbrodniach na prowincji (pozdrawiam podcast “Zbrodnie prowincjonalne”). Pewnie dlatego, że sam pochodzę z prowincji. Może nie tak głębokiej jak fikcyjne Lipowo, w którym dzieje się akcja książki, ale czuję ten klimat.

    @ksiazki #książki #kryminał #kryminalpolski #Puzyńska #zbrodnieprowincjonalne #readlist2025pl #czytam #czytanie #recenzja #substack

  20. open.substack.com/pub/michalbl
    Zaczyna się – jak na kryminał – nietypowo, bo na pierwszego trupa czekamy do czterdziestej którejś strony. Zazwyczaj trup jest punktem wyjścia – w pierwszym akapicie komisarz patrzy na zmasakrowane zwłoki, paląc papierosa i nie dowierzając, że tacy zwyrodnialcy jak ten, który to zrobił, chodzą po świecie. Gortych idzie zupełnie inną drogą (...) @ksiazki #ksiazki #ksiazka #readlist2025pl #gortych #kryminaly #kryminal #recenzja #recenzje #substack #sudety #czytanie

  21. Recenzje fantastyczne:
    »[Recenzja] „Kłopoty w Hamdirholm” Wojciech Świdziniewski«

    „Kłopoty w Hamdirholm”, które zostały wydane niemal szesnaście lat temu, to debiutancki zbiór opowiadań autorstwa Wojciecha Świdziniewskiego. Debiutancki i niestety jedyny, ponieważ pochodzący z Białegostoku pisarz i członek redakcji Fahrenheita zmarł niespodziewanie kilka miesięcy przed ukazaniem się książki.

    fahrenheit.net.pl/ksiazki/rece

    #Fahrenheit_zin #recenzja #FabrykaSłów #MaciejTomczak #DominikaRepeczko #RafałSzłapa #WojciechŚwidziniewski #Krasnoludy #KłopotywHamdirholm #RenataSupryn #IwoWiduliński

  22. Dla zainteresowanych - polecam recenzje podstawki, oraz obu dodatków, na @pograneeu :

    Remnant II - autorstwa @Czesionyo - pograne.eu/remnant-2-recenzja-

    Remnant II The Awakened King - autorstwa @Czesionyo - pograne.eu/remnant-ii-the-awak

    Remnant II The Forgotten Kingdom - autorstwa mojego :P - pograne.eu/remnant-ii-the-forg

    Każdą osobę chcącą rozpocząć swoją przygodę w #Remnant2, a może nie wiedzącą do końca jak do tytułu podejść, albo chcąc zacząć od razu od gry w drużynie - zapraszam do kontaktu. Chętnie wyjaśnię, pomogę i pokręcę się po fantastycznych światach od #GunfireGames ❤️

    #giereczkowo #coop #recenzja

  23. Hehe, znowu się odbiłem od Twardocha. A przecież „Królestwo” mnie naprawdę podbiło i rozłożyło na łopaty.

    I to z jaką przyjemnością się dałem rozłożyć – tym większą chyba im bardziej mnie odrzucają inne rzeczy autora. 😉

    Otóż z „Chołodem” jest ten problem, że narracja jest przekombinowana, niespójna, totalnie trudno jej zaufać, nie mówiąc już o wierze w nią. (Szczególnie język bohatera jest tu przegięty w złą stronę)

    Oczywiście mam na myśli wiarę w konkretny głos, jego literacką podmiotowość, a nie wewnętrzny realizm samej narracji.

    A już kurde te elementy „prawdziwej historii”, jak to autor-Szczepan gdzieś pojechał i coś tam, sprawiły że szczerze śmiechłem. ;D

    @ksiazki #ksiazki #twardoch #recenzja #literatura #czytam