#recenzja — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #recenzja, aggregated by home.social.
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Nieskończona szachownica” Henry Kuttner«Bo tym, co stanowi o sile książki nie jest ani miejsce, ani czas akcji, ani nawet jej fabuła. Ba! Jeśli skupić się wyłącznie na powyższych elementach, lektura „Nieskończonej szachownicy” może nie dać satysfakcji. Jeśli jednak potraktować ją jak przypowieść o odpowiedzialności, zaczyna poruszać w nas struny, których istnienia nawet nie podejrzewamy.
#Fahrenheit_zin #HannaFronczak #recenzja #MariaSmulewska #DomWydawniczyRebis #Wehikułczasu #Rebis #AgnieszkaHorzowska #SławomirFolkman #IgorMorski #Nieskończonaszachownica #HenryKuttner #TheFairyChessmen #MarcinStec
-
https://www.europesays.com/pl/666407/ Test NVIDIA DLSS 5 w NBA 2K27 na GeForce RTX 5080 oraz GeForce RTX 5070 Ti Laptop. Szykuje się rewolucja w renderingu grafiki 3D #Dlss5 #geforce #GeforceRtx5070TiLaptopGpu #GeforceRtx5080 #Nauka #NaukaITechnika #NaukaTechnika #Nba2k27 #NeuralRendering #nvidia #NvidiaDlss5 #opinia #pc #PL #Poland #Polish #Polska #Polski #recenzja #RenderowanieNeuronowe #rtx #Rtx5070TiLaptopGpu #Rtx5080 #Science #ScienceAndTechnology #ScienceTechnology #Technika #Technology #test #wydajność
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Fikcja klimatyczna w Polsce” Krucza antologia«Niezależnie od formy i odmiany gatunkowej, jakość wszystkich tekstów jest bardzo wysoka, co nie powinno szczególnie zaskakiwać, ponieważ autorki i autorzy nie są debiutantami, lecz mogą pochwalić się mniejszym lub większym dorobkiem artystycznym; nie tylko literackim. W konsekwencji to na pewno jedna z najlepszych tegorocznych publikacji fantastycznych, po którą powinny sięgnąć osoby także na co dzień stroniące od fantastyki.
#Fahrenheit_zin #LechKamiński #recenzja #EwaMarczyńskaGoldstein #MaciejTomczak #MartynaBiesiada #IstvanVizvary #SidaOlesiak #RomualdPawlak #NataliaCiejka #TomaszKozłowski #ArturSiwek #MartaMagdalenaLasik #JakubSokołowski #MateuszWyszyński #MałgorzataLewandowska #GrzegorzCzapski #BiałyKruk #MartaGidyńska #KarolLigecki #PawełJakubDomownik #FikcjaklimatycznawPolsce
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Sądny dzień Carla” Matt Dinniman«Ponownie bowiem – mimo napakowania akcją po same brzegi okładek – książka Dinnimana okazuje się rewolucyjną (a może właśnie kontrrewolucyjną, biorąc pod uwagę fakt, że w oczach wielu rewolucja już dawno wygrała i okrzepła) włócznią, skierowaną prosto w tłuszczową oponkę naszego współczesnego społeczeństwa.
#Fahrenheit_zin #recenzja #CzarnaOwca #PiotrWojnarowicz #MagdalenaStonawska #BeataWójcik #MattDinniman #MaciejKarbasiński #DungeonCrawlerCarl #SądnydzieńCarla #CarlsDoomsday
-
Czy film o Black Widow to dobry pomysł?
-
Dlaczego nie warto się przejmować zdjęciami z planu
-
Trevor Noah - Nielegalny. Moje dzieciństwo w RPA
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Alchemia światła” Tomasz Kaczmarek«Zatem na „Alchemię Światła” składa się sześć opowiadań, pomiędzy którymi znalazły się krótkie wyimki lub fragmenty różnych ksiąg i pism opatrzonych przypisami i odnośnikami, co wspólnie daje względnie pełen obraz dystopijnego uniwersum stworzonego przez Tomasza Kaczmarka. (...) Zbiór pozornie odrębnych utworów, połączonych jedynie miejscem akcji, tworzy ostatecznie spójną fabularnie całość. Autor stopniowo odkrywa przed czytelnikiem podwaliny na poły boskiego Świetlistego Jeruzalem oraz pojawiające się na nich rysy.
#Fahrenheit_zin #recenzja #MaciejTomczak #MartaSobiecka #WydawnictwoIX #TomaszKaczmarek #KrzysztofBiliński #AnnaDzięgielewska #Alchemiaświatła
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Dungeon Crawler Carl” Matt Dinniman«Matt Dinniman niczym Monty Pythoni w swoich najlepszych latach balansuje na cienkiej granicy między groteską, parodią i kiczem a mocnym szturchaniem współczesnego społeczeństwa. W wyjątkowo atrakcyjny sposób drażni je i mówi: „Ej, obudźcie się, przecież to jesteście WY!”.
#Fahrenheit_zin #recenzja #CzarnaOwca #FilipKosior #PiotrWojnarowicz #BeataWójcik #dungeoncrawler #MattDinniman #SaraManasterska #MagdalenaSronawska #MaciejKarbasiński #WillStaehle #DungeonCrawlerCarl
-
Recenzja Shenmue na Segę DreamCast
-
The Order: 1886 - superprodukcja nie dla każdego
-
Dlaczego nie porzuciłem Apple Watch, choć biegam długie dystanse
Moja miłość do najpopularniejszego zegarka w historii świata jest z jednej strony banalnie prosta – nie wyobrażam sobie posiadania innego smartwatcha, a dlaczego, opowiem Wam w tym felietonie – z drugiej jednak od początku skomplikowana. Wszystko przez inny romans, czyli biegi długodystansowe, i to od nich zacznę.
Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 5/2026
Zauroczenie
Pierwszego Apple Watcha kupiłem, kiedy w Polsce ten produkt Apple nie był jeszcze w ogóle dostępny. Zapłaciłem za niego jakoś 25% więcej niż wynosiła oficjalna cena po wprowadzeniu go na nasz rynek. Redakcyjni koledzy pamiętają zresztą doskonale wycieczki do berlińskich salonów Apple, a potem do tamtejszych ulicznych handlarzy, aby w ogóle mieć szansę na zdobycie do recenzji pierwszych modeli nosidła z Cupertino. Wówczas, w 2015 roku, wybrałem wersję aluminiową Sport w kolorze srebrnym oraz z białym paskiem sportowym. Koperta miała wówczas bodaj 42 mm, przypominała prostokąt i gdy patrzę dziś na mojego Apple Watcha Ultra 3. generacji, to jego protoplasta wyglądał jak z innej epoki. Pierwszy Apple Watch nie potrafił też zbyt wiele bez udziału mocy obliczeniowej iPhone’a, zatem gdy brałem go na pierwsze treningi biegowe, towarzyszyły mu przewodowe słuchawki EarPods i iPhone 6s na moim bicepsie. Wtedy, na starcie pierwszego zorganizowanego biegu, w którym wziąłem udział jako totalny amator (do tego otyły), pewien inny zawodnik miał zdecydowaną rację, mówiąc: „Szkoda chłopie, że jeszcze laptopa na sobie nie masz na te 4 km biegu…”. Dobrze, że nie wiedział, iż tuż po jego zakończeniu bateria spadnie mi o 35%.
Dziś wspominam tamte czasy z nutką nostalgii, ponieważ uświadamiają mnie, że nawet taka firma jak Apple, gdy wprowadza coś nowego do swojej oferty, czasami potrzebuje informacji zwrotnej z rynku, aby do końca zrozumieć, czego ten od danego produktu oczekuje. Tak było w przypadku Apple Watcha, który – przypominam – dostępny był także w wersji pokrytej złotem za około 90 000 zł, a rok później klienci, którzy ją kupili, nie otrzymali już aktualizacji watchOS. To był najkrócej wspierany sprzęt w historii Apple. Tak samo zdaje się być w przypadku Apple Vision Pro, choć wątpię, żeby Apple kiedykolwiek celowało w masową sprzedaż tego komputera przestrzennego. Dla mnie od początku jest jasne, że Vision Pro ma zbadać rynek i zmienić te rynki, na których faktycznie nie ma konkurencji (choćby dzięki mocy obliczeniowej układów Apple Silicon czy dokładności soczewek). I robi to – w medycynie, w branży lotniczej, w automotive czy architektonicznej. Masowy klient w momencie pisania tego felietonu czeka. Na co? Na moment, w którym – tak jak w przypadku Apple Watcha – firma z Cupertino nie wynajdzie koła na nowo, bowiem headsety AR/VR już dawno istnieją, ale zminiaturyzuje to, co najlepsze w Vision Pro, do lekkiej formy okularów i doda do tego magię swojego ekosystemu. Tak właśnie zrobili z Apple Watchem 2. generacji.
Ten zegarek kupiłem wówczas już z modemem LTE i był to prawdziwy moment definiujący w moim podejściu do tego produktu. Nadal bateria nie była rewelacyjna, ale zdecydowanie mogłem już zostawić iPhone’a w domu, a dzięki słuchawkom AirPods de facto biegać na nieznanym mi dotąd poziomie komfortu. Będąc przy tym uzbrojonym w Apple Pay i możliwość wezwania przez GSM pomocy w razie potrzeby. Nigdy później nie wyszedłem z telefonem biegać i tej zasady trzymam się do dziś. Dopiero model 4. generacji przyniósł większy ekran, którego o wiele łatwiej używało się z odświeżoną wersją watchOS, a także większe baterie i bardziej energooszczędne procesory. Czwórkę miałem najdłużej, a zastąpiłem ją dopiero modelem serii 9. generacji wykonanym już ze stali nierdzewnej. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Pamiętam, jak wówczas w moim podcaście „Bo czemu nie?” stanowczo deklarowałem, że nigdy nie porzucę stali nierdzewnej. Głównie dlatego, że po prostu pasowała do wszystkiego, a przede wszystkim do mojej kolekcji pasków, które od 2015 roku hobbystycznie zbieram. Drugim powodem była wytrzymałość szafirowego szkła i stalowej koperty, którą o wiele łatwiej było utrzymać w nienagannym stanie niż miękkie aluminium i szkło ceramiczne. Moje siłowe treningi nie wybaczały modelowi aluminiowemu niczego i tak jest do dziś, a uważam bardzo na sprzęt, który posiadam. Wychodzę jednak z założenia, że sportowy zegarek – no właśnie – powinien być niewidoczny. W końcu samo Apple ze stali zrezygnowało. I to był moment próby naszej miłości.
Energia na długim dystansie
Po pierwsze dlatego, że nigdy nie zostałem fanem polerowanego na wysoki połysk tytanu, który zbiera (jak to tytan) rysy od patrzenia. Po drugie, z uwagi na lekkość tego materiału, bo cechą dla mnie absolutnie pozytywną była większa waga stalowych wersji nosidła z Cupertino. I w końcu po trzecie – zacząłem biegać dystanse powyżej półmaratonu i maratony. O ile same zawody nie były tutaj problemem, o tyle treningi i długie wybiegania wymagały pamiętania o tym, żeby z domu wyjść z poziomem 100% naładowania ogniwa. A to ogranicza sprzęt, zamiast sprawiać, że ten nam służy – i jest to dla mnie nieakceptowalne. Dlatego w pewnym momencie musiałem podjąć decyzję, co dalej.
Naturalnym wyborem dla większości biegaczy byłby Garmin lub Coros (który robi świetne zegarki sportowe i ma kapitalną analitykę danych w komplecie), ale nie dla mnie. Dlaczego? Zacznę od najważniejszej kwestii – telefonu. Przesiadka na którykolwiek z wiodących zegarków do biegania wiązałaby się dla mnie z zabieraniem iPhone’a na trening. Dlaczego? Ponieważ jeszcze bardziej niż słaba materia nieakceptowalne jest dla mnie wgrywanie muzyki czy podcastów na zegarek w stylu rodem z lat 90. Krótko: jedyny scenariusz, który akceptuję, to ten, gdy wstając z fotela, mogę na zegarku kontynuować słuchanie podcastu od momentu, w którym je skończyłem – w ulubionej aplikacji na wszystkich systemach Apple, czyli Overcast, oraz słuchać muzyki w Apple Music. A tego nie oferuje nikt inny oprócz Apple Watcha, z uwagi na integrację z ekosystemem i złotą klatkę Apple. I tutaj przepadłem, a właściwie padłem ofiarą wygody, którą ten ekosystem oferuje.
Model Ultra 3. generacji zapewnił mi kontynuację tego, do czego zdążyłem przez lata przywyknąć, a przy tym zaoferował ogniwo, które w moim sposobie używania zegarka oraz z ograniczonymi do praktycznie zera powiadomieniami wystarcza mi na 2 pełne dni pracy. I tak, to nie tydzień czy dwa jak u konkurencji, ale ładowanie od około 20% do 100% zajmuje w tym modelu mniej, niż trwa mój prysznic. Śpię z tym zegarkiem, biegam z nim i ćwiczę co najmniej raz dziennie, i nadal na palcach jednej dłoni mogę policzyć dni, w których na ładowarkę trafiał z mniej niż 15% baterii. Czy jest tak pięknym zegarkiem jak nieodżałowany model ze stali nierdzewnej? Nie jest i nie będzie, bo ma inne przeznaczenie. Czy wolałbym, aby był nieco mniejszy? Tak. Czy jest idealny? Nie, ale dla mnie jest obecnie jedynym wyborem. I tak być nie powinno.
Drodzy producenci, zacznijcie robić zegarki, które do obsługi nie będą wymagały przewodowych połączeń, nauki Waszych autorskich rozwiązań czy doinstalowywania rozmaitych obejść rodem z czasów Windows XP. Konkurencja na tym rynku w kontekście wygody jest absolutnie konieczna!
#AppleWatch11 #AppleWatchUltra3 #bieganie #biegiDługodystansowe #Kołacz #recenzja -
Komiks:
»[Recenzja] „Nikt” Guénaël Grabowski, Philippe Pelaez«Opowieść łączy wątki obyczajowe z kryminalnymi, ale najbardziej adekwatnym stwierdzeniem byłoby jednak określenie historii Philippe’a Pelaeza (scenariusz) i Guénaëla Grabowskiego (rysunki) jako kosmiczny thriller. Puste korytarze, mimo wszechobecnych kamer i sprawowanego przez mózg elektroniczny nadzoru, potęgują wrażenie niepewności i zarazem tajemnicy. Kolejne odkrycia, takie jak fragmenty nagrań czy dryfujące skafandry, zamiast zbliżać protagonistę do rozwiązania są wyłącznie przyczyną stawiania następnych pytań...
https://www.fahrenheit.net.pl/komiks/recenzja-nikt-guenael-grabowski-philippe-pelaez/
#Fahrenheit_zin #recenzja #komiks #MaciejTomczak #Nikt #JakubSyty #LostInTime #PhilippePelaez #GuénaëlGrabowski #recenzjakomiksu #IzabelaRutkowska #Personne #DenisBéchu
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Milenium” John Varley«Bardzo ciekawie i w intrygujący sposób, pełen cynizmu i ciętego, mrocznego humoru jest tu opisana przyszłość. Dystopijna, nieprzyjemna, pełna tajemnic, jak choćby początek programu podróży w czasie i początek całej intrygi.
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-milenium-john-varley/
#Fahrenheit_zin #recenzja #LechJęczmyk #DomWydawniczyRebis #Wehikułczasu #Rebis #KarolLigecki #JohnVarley #Milenium #Millennium #DWREbis
-
Komiks:
»[Recenzja] „Akira i Maniek. Jak pies z kotem” Paweł Ciołkiewicz«„Akira i Maniek. Jak pies z kotem” jest zbiorem pięciu krótkich, dwustronicowych epizodów. (...) Proste historie, oparte po części na doświadczeniach autora, a trochę na wyobrażeniach dotyczących zachowania czworonogów, są okraszone subtelnym humorem. Dodatkowo w treści znajdują się nawiązania do różnych motywów popkulturowych.
https://www.fahrenheit.net.pl/komiks/recenzja-akira-i-maniek-jak-pies-z-kotem-pawel-ciolkiewicz/
#Fahrenheit_zin #recenzja #komiks #PawełCiołkiewicz #WydawnictwoKurc #Kurc #recenzjakomiksu #AkiraiManiekJakpieszkotem #StudioLampoSisters #AkiraiManiek #AndrzejLachowicz
-
Aktualności:
»[Recenzja] „Starship. Tom 1: Bunt” Mike Resnick«Akcję „Starshipa” zaczynamy obserwować od momentu, kiedy Wilson Cole melduje się po raz pierwszy na pokładzie Roosevelta. I nawet nie za bardzo mamy czas się z tym faktem oswoić, gdyż fabuła pędzi do przodu galopem. Nie ma tu bowiem miejsca na długie opisy pomieszczeń, korytarzy, kajut, poznawanie głębi psychologicznej niespiesznie wprowadzanych bohaterów pobocznych, poznawanie geopolitycznego tła konfliktu. No nie, to jest naprawdę powieść w starym, dobrym (dla ludzi, którzy na tego typu książkach się wychowywali) stylu.
https://www.fahrenheit.net.pl/aktualnosci/recenzja-starship-tom-1-bunt-mike-resnick/
#Fahrenheit_zin #recenzja #MarcinPrzybyłek #RobertJSzmidt #KseniaOlkusz #JacekFalejczyk #TomaszMaroński #MikeResnick #Starship #Bunt #Mutiny
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Witamy w Funlandii” Katarzyna Okelo«Fabularnie jest to powieść w dużej mierze awanturniczo-przygodowa z domieszką survivalu i horroru. Ludzie mutują, zamieniają się w zombie, wszędzie roi się od potworów, upiorów i stworzeń zdających się przekraczać zwykłą rzeczywistość. Świat snu nie jest tu oczywiście przyjemnym sennym marzeniem, wręcz odwrotnie. Czyhają w nim upiory mogące jak najbardziej realnie skrzywdzić nieuważnego i nieprzygotowanego śniącego.
#Fahrenheit_zin #recenzja #KarolLigecki #recenzjaksiążki #PiotrOrleański #LepszeŚwiaty #KatarzynaOkelo #WitamywFunlandii #PatrycjaNadziak #AnnaSkóra
-
Bookiety:
»[Recenzja] „Połaniecka” Grzegorz Wielgus«Atutem powieści jest to, że autor próbuje wraz z porucznikiem Grewlingiem nie tylko dojść do tego, kto i jak popełnił tę zbrodnie […], ale zrozumieć jakim cudem tak liczne grono świadków tak łatwo przyjęło zmowę milczenia paraliżującą zarówno działania organów ścigania, jak i też ich własne sumienia.
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/bookiety/recenzja-polaniecka-grzegorz-wielgus/
#Fahrenheit_zin #recenzja #Initium #GrzegorzWielgus #MałgorzataStarosta #PiotrWojnarowicz #recenzjaksiążki #KatarzynaKusojć #Połaniecka #MałgorzataSzostak
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] LandsbergON nr 16«Humor i satyra szesnastego numeru Gorzowskiego Magazynu Fantastycznego „LandsbergON” wywołuje radość podszytą znaczną dawką goryczy. W podejmowanych zagadnieniach mniej jest wyśmiewania absurdów i niedorzeczności wynikających z otaczającej nas rzeczywistości, co przede wszystkim ukrytego lęku przed niepewną przyszłością. Dominuje dość oczywisty strach o los ludzkości w obliczu dokonujących się technologicznych przemian...
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-landsbergon-nr-16/
#Fahrenheit_zin #GeorgeDimitriu #recenzja #SebastianBaliński #MaciejTomczak #SebastianTrzoska #KrzysztofTDąbrowski #WaldemarJagliński #LandsbergON #MariuszSobkowiak #KamilKwiatkowski #SebastianGórny #PiotrJakubowski #AleksandraSobkowiak #PawełKarolczuk #MichałNarożniak #DariuszJacekBednarczyk #JoannaŁebkowska #DanutaGołąbek #AnnaPSzarejko
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] LandsbergON nr 16«Humor i satyra szesnastego numeru Gorzowskiego Magazynu Fantastycznego „LandsbergON” wywołuje radość podszytą znaczną dawką goryczy. W podejmowanych zagadnieniach mniej jest wyśmiewania absurdów i niedorzeczności wynikających z otaczającej nas rzeczywistości, co przede wszystkim ukrytego lęku przed niepewną przyszłością. Dominuje dość oczywisty strach o los ludzkości w obliczu dokonujących się technologicznych przemian...
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-landsbergon-nr-16/
#Fahrenheit_zin #GeorgeDimitriu #recenzja #SebastianBaliński #MaciejTomczak #SebastianTrzoska #KrzysztofTDąbrowski #WaldemarJagliński #LandsbergON #MariuszSobkowiak #KamilKwiatkowski #SebastianGórny #PiotrJakubowski #AleksandraSobkowiak #PawełKarolczuk #MichałNarożniak #DariuszJacekBednarczyk #JoannaŁebkowska #DanutaGołąbek #AnnaPSzarejko
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] LandsbergON nr 16«Humor i satyra szesnastego numeru Gorzowskiego Magazynu Fantastycznego „LandsbergON” wywołuje radość podszytą znaczną dawką goryczy. W podejmowanych zagadnieniach mniej jest wyśmiewania absurdów i niedorzeczności wynikających z otaczającej nas rzeczywistości, co przede wszystkim ukrytego lęku przed niepewną przyszłością. Dominuje dość oczywisty strach o los ludzkości w obliczu dokonujących się technologicznych przemian...
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-landsbergon-nr-16/
#Fahrenheit_zin #GeorgeDimitriu #recenzja #SebastianBaliński #MaciejTomczak #SebastianTrzoska #KrzysztofTDąbrowski #WaldemarJagliński #LandsbergON #MariuszSobkowiak #KamilKwiatkowski #SebastianGórny #PiotrJakubowski #AleksandraSobkowiak #PawełKarolczuk #MichałNarożniak #DariuszJacekBednarczyk #JoannaŁebkowska #DanutaGołąbek #AnnaPSzarejko
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] LandsbergON nr 16«Humor i satyra szesnastego numeru Gorzowskiego Magazynu Fantastycznego „LandsbergON” wywołuje radość podszytą znaczną dawką goryczy. W podejmowanych zagadnieniach mniej jest wyśmiewania absurdów i niedorzeczności wynikających z otaczającej nas rzeczywistości, co przede wszystkim ukrytego lęku przed niepewną przyszłością. Dominuje dość oczywisty strach o los ludzkości w obliczu dokonujących się technologicznych przemian...
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-landsbergon-nr-16/
#Fahrenheit_zin #GeorgeDimitriu #recenzja #SebastianBaliński #MaciejTomczak #SebastianTrzoska #KrzysztofTDąbrowski #WaldemarJagliński #LandsbergON #MariuszSobkowiak #KamilKwiatkowski #SebastianGórny #PiotrJakubowski #AleksandraSobkowiak #PawełKarolczuk #MichałNarożniak #DariuszJacekBednarczyk #JoannaŁebkowska #DanutaGołąbek #AnnaPSzarejko
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] LandsbergON nr 16«Humor i satyra szesnastego numeru Gorzowskiego Magazynu Fantastycznego „LandsbergON” wywołuje radość podszytą znaczną dawką goryczy. W podejmowanych zagadnieniach mniej jest wyśmiewania absurdów i niedorzeczności wynikających z otaczającej nas rzeczywistości, co przede wszystkim ukrytego lęku przed niepewną przyszłością. Dominuje dość oczywisty strach o los ludzkości w obliczu dokonujących się technologicznych przemian...
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-landsbergon-nr-16/
#Fahrenheit_zin #GeorgeDimitriu #recenzja #SebastianBaliński #MaciejTomczak #SebastianTrzoska #KrzysztofTDąbrowski #WaldemarJagliński #LandsbergON #MariuszSobkowiak #KamilKwiatkowski #SebastianGórny #PiotrJakubowski #AleksandraSobkowiak #PawełKarolczuk #MichałNarożniak #DariuszJacekBednarczyk #JoannaŁebkowska #DanutaGołąbek #AnnaPSzarejko
-
Auto tygodnia #59 – Renault 4 E-Tech: powrót legendy w elektryzującym stylu [galeria]
Francuska marka od pewnego czasu proponuje swoim klientom fascynującą, retrofutyrystyczną przygodę, bo jak inaczej nazwać powrót na rynek legend z XX wieku jakimi były Renault 5 i Renault 4?
Dziś opowiem wam o tym drugim modelu. Oto nowe Renault 4 E-Tech, w topowej wersji Iconic z większą baterią. Bardzo sympatyczne auto, które nikogo nie pozostawia obojętnym. I o to tu chodzi.
Protoplasta samochodu, z którym miałem okazję bliżej się zapoznać, to symbol w kraju Franków. W istocie Renault 4 był samochodem, który w latach 60. ubiegłego wieku zmotoryzował Francję, miał też fanów w innych krajach zachodniej Europy. My wówczas byliśmy za Żelazną Kurtyną, u nas zamiast zakupów Renault 4 można było co najwyżej wysłuchać przemowy towarzysza Gomułki.
Wracając jednak do auta, nie ma nic w złego w sięganiu po dobrze zapamiętane modele, o ile ich reminiscencje nadążają za duchem czasu. Muszę przyznać, że retrofuturystyczna inkarnacja słynnego auta przypadła mi do gustu bardziej niż myślałem. Spędziłem tydzień z topową, 150-konną wersją Iconic, by sprawdzić, czy ta retrofuturystyczna koncepcja ma sens na polskich drogach i czy urok „Czwórki” wciąż działa. Moim zdaniem tak. I mam na to konkretne argumenty.
Design: z nutą nostalgii, ale bez przesady
Nowe Renault 4 to stylistyczny majstersztyk, który zręcznie balansuje między przeszłością a przyszłością. W odróżnieniu od nieco „cukierkowego” R5, „Czwórka” stawia na bardziej surowy, crossoverowy charakter z wyraźnymi nawiązaniami do protoplasty. Kanciasta sylwetka, niemal pionowo ścięty tył i charakterystyczny kształt trzeciej bocznej szyby to ukłon w stronę klasyka.
Jednocześnie projektanci nie bali się nowoczesnych akcentów. Reflektory LED schowane pod szerokim, przeszklonym panelem, potężne jak na segment B, aż 18-calowe felgi (standard w każdej wersji) czy pionowe tylne lampy w wystających, czarnych obudowach nadają autu futurystyczny sznyt.
Testowany egzemplarz w wersji Iconic, z czarnymi słupkami nadwozia i czarnym dachem wyglądał po prostu znakomicie. To nie jest samochód, który krzyczy i próbuje zwrócić na siebie uwagę za wszelką cenę. Jego styl docenia się z czasem – z każdym dniem podoba się coraz bardziej. Dokładnie takie miałem odczucia. Pierwszego dnia autko wydało mi się po prostu sympatyczne, ostatniego dnia testu żal było oddawać kluczyki (w zasadzie to kartę, typową dla modeli Renault), a niejeden znacznie droższy model nie pozostawiał we mnie takich wrażeń.
Wnętrze: cyfrowy kokpit z francuskim smakiem
W kabinie Renault 4 wita nas znajomy widok – deska rozdzielcza jest w zasadzie identyczna jak w mniejszym R5 i podobna, szczególnie jeżeli chodzi o liczne manetki przy kierownicy czy układ ekranów, do tej w wielu innych współczesnych modelach francuskiej marki. Taka unifikacja to moim zdaniem zaleta, nie musisz się uczyć każdego pojazdu z osobna.
W kokpicie R4, dominują dwa ekrany: 10,25-calowy dla cyfrowych zegarów i 10,1-calowy dla systemu multimedialnego. System OpenR Link, oparty na oprogramowaniu Google (dokładniej: Android Automotive OS), działa niezwykle płynnie, jest intuicyjny i oferuje zintegrowane mapy Google, które inteligentnie planują trasę z uwzględnieniem postojów na ładowanie.
Jakość wykończenia to udany kompromis. Mamy tu sporo twardych, ale solidnie spasowanych tworzyw, które jednak umiejętnie przełamano wstawkami z tkaniny (w testowanej wersji Iconic z eko-skóry i szarej tkaniny w pepitkę), co nadaje wnętrzu przytulności.
Na szczególną pochwałę zasługują fotele – są nie tylko świetnie wyprofilowane i wygodne, ale też pokryte tapicerką z kolorowymi akcentami, która nie tylko dobrze się prezentuje, ale też wygląda na trwałą. W topowej wersji Iconic fotele przednie są podgrzewane, podobnie jak kierownica. To detal, który docenimy w chłodniejsze dni.
Z tyłu bez problemu zmieszczą się dwie dorosłe osoby, a miejsca na nogi jest wystarczająco, by nie narzekać na ciasnotę. Owszem, nie jest to przestronność na miarę segmentu E, miejmy jednak na uwadze, że to miejski crossover. auto krótsze od 4,2 metra. Gdy usadowiłem się sam za sobą (mam 177 cm wzrostu) nie brakowało mi przestrzeni. Było miejsce na stopy, na kolana, nad głową. Jest ok.
Przy miejskich gabarytach sympatycznego Francuza imponuje bagażnik – oferuje aż 420 litrów pojemności, ma regularny kształt, niski próg załadunku i praktyczny schowek na kable pod podłogą. Jest dobrze. Przydałby się może frunk, którego tu nie ma, ale to raczej malkontenctwo niż realna uwaga.
Jazda i osiągi
Pod względem technicznym Renault 4 to dojrzała konstrukcja. Zaawansowane zawieszenie (kolumny McPhersona z przodu i układ wielowahaczowy z tyłu) to rzadkość w tej klasie i duży atut „Czwórki”. Zestrojono je z naciskiem na komfort – auto płynnie i cicho pokonuje nierówności, co w warunkach miejskich jest nieocenione. Jednocześnie prowadzenie jest pewne i przewidywalne, a układ kierowniczy, choć mocno wspomagany, daje wystarczające wyczucie drogi.
Testowana wersja Comfort Range dysponuje silnikiem o mocy 150 KM i momencie obrotowym 245 Nm. To w zupełności wystarcza, by sprawnie poruszać się zarówno w mieście, jak i poza nim. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 8,2 sekundy, a elastyczność jest typowa dla aut elektrycznych – natychmiastowa i satysfakcjonująca. Miejskie 50 km/h R4 osiąga w czasie krótszym od większości aut stojących z nim na światłach. Prędkość maksymalna wynosi tu 150 km/h, wystarczy, to nie jest auto sportowe.
Zasięg i ładowanie
Renault 4 E-Tech nie udaje długodystansowca i to jego największa siła. Wyposażony w akumulator o pojemności 52 kWh (netto) i standardową pompę ciepła, jest stworzony do codziennej eksploatacji. W mieście jego wydajność jest fenomenalna. Osiągnięcie zużycia na poziomie 11-13 kWh/100 km nie stanowi żadnego problemu, co przekłada się na realny zasięg przekraczający 400 km.
W trasie, jak w każdym elektryku, apetyt na energię rośnie. Przy prędkościach autostradowych (120-140 km/h) zużycie wzrasta do 19-24 kWh/100 km, co ogranicza realny zasięg do około 200-250 km.
Ładowanie auta nie bije rekordów prędkości, ale jest za to bezproblemowe. Pokładowa ładowarka AC ma moc 11 kW, co pozwala uzupełnić energię w z domowego trójfazowego wallboksa w około 5 godzin. Na szybkich stacjach DC „Czwórka” przyjmuje do 100 kW, co według deklaracji producenta pozwala naładować akumulator od 15% do 80% w około 30 minut.
W moim przypadku, gdy podpiąłem użyczony egzemplarz do stacji o nominalnej mocy 150 kW ze stanem baterii 10%, pojazd początkowo pobierał nieco ponad 60 kW, by w okolicach 30% baterii przekroczyć 90 kW, czyli już blisko nominalnego maksimum. 80% baterii uzyskałem po 33 minutach, co biorąc pod uwagę że startowałem z niższego (10% a nie 15%) pułapu niż deklaracja producenta, pozwala potwierdzić zgodność deklarowanego czasu z rzeczywistością.
Po przekroczeniu 80% tempo ładowania spada do ok. 40 kW, a gdy bateria była już niemal pełna (98%), z ładowarki DC elektrony sączyły się z mocą 7,9 kW. Ładowanie z 10% do pełna potrwało 63 minuty.
Po naładowaniu komputer pokładowy wyświetlił sugerowany zasięg 252 km. To mniej od wskazań wg WLTP, ale wynika po prostu z tego, że komputer dość mądrze analizuje styl jazdy kierowcy. A że poprzednia moja trasa biegła głównie drogami klasy A i S, zużycie było większe od homologowanego.
Zaprojektowany mądrze i ze smakiem
Renault 4 E-Tech to po prostu udany samochód. Jest stylowy, komfortowy, zaskakująco praktyczny i bardzo wydajny w warunkach, do których został stworzony. To idealne auto do miasta i na podmiejskie dojazdy, które może pełnić rolę jedynego samochodu w rodzinie, o ile dalekie podróże autostradami nie są na porządku dziennym. Jednak i tym jest w stanie podołać. Ile to auto kosztuje?
Ceny startują od 129 900 zł za wersję 120 KM z mniejszą baterią. Testowany, topowy wariant Iconic to wydatek 160 900 zł, a z kilkoma dodatkami cena zbliża się do 170 000 zł. To sporo, ale w zamian dostajemy kompletnie wyposażony, charyzmatyczny i świetnie jeżdżący samochód elektryczny, który na swój sposób jest wyróżniającą propozycją w segmencie. Rzeczywisty koszt można oczywiście obniżyć dzięki rządowym dotacjom, ale to już leży w gestii nabywcy. Reasumując, Renault tym modelem udowodniło, że potrafi grać na emocjach, nie zapominając przy tym o rozsądku. I za to należą się brawa.
Ocena ogólna Renault 4 E-Tech 150 KM Iconic: 5/6
- Design: 5/6
- Jakość wykonania: 4,5/6
- Oprogramowanie: 5/6
- Wydajność: 5/6
Plusy:
- Świetny, oryginalny design z nutą retro
- Komfortowe zawieszenie
- Dobre wyciszenie w miejskich i podmiejskich prędkościach (do 100 – 110 km/h)
- Przestronne wnętrze i duży, praktyczny bagażnik
- Znakomity i intuicyjny system multimedialny z usługami Google
- Bardzo niskie zużycie energii w jeździe miejskiej i podmiejskiej
- Standardowa pompa ciepła
Minusy:
- Słaba jakość obrazu z kamery cofania
- Ograniczony zasięg na autostradzie
- Twarde plastiki w niższych partiach kabiny
Renault 4 E-Tech 150 KM Iconic – galeria
#AndroidAutomotive #AutoTygodnia #elektromobilność #EV #motoryzacja #openRLink #recenzja #Renault #Renault4 #Renault4ETech #Retro #samochódElektryczny #test -
iPhone Air redefiniuje tryb portretowy w smartfonach z jedną kamerą
Od czasu iPhone’a XR, Apple stopniowo wprowadzało tryb portretowy do swoich smartfonów z pojedynczą tylną kamerą. Początkowo funkcja ta, choć imponująca, miała jedno kluczowe ograniczenie: działała tylko w przypadku ludzi i zwierząt.
Jeśli chciałeś zrobić portret kwiatka, talerza z jedzeniem czy ulubionego gadżetu, byłeś skazany na droższe modele z wieloma obiektywami. To się właśnie zmienia! Nowy iPhone Air łamie te bariery, oferując w pełni funkcjonalny, „nowej generacji” tryb portretowy, który działa z każdym obiektem.
Główna nowość, która trafia do iPhone’a Air, to możliwość robienia zdjęć portretowych dowolnego obiektu. Możesz teraz bez problemu stworzyć artystyczne ujęcie swojego śniadania z rozmytym tłem, portret ulubionej filiżanki kawy czy detalu architektonicznego.
To jednak nie wszystko. Wraz z tą zmianą, iPhone Air zyskuje wszystkie „next-generation” funkcje portretowe, w tym:
- Regulacja głębi ostrości (Depth Control): możliwość dostosowania intensywności rozmycia tła już po zrobieniu zdjęcia.
- Regulacja punktu ostrości (Focus Adjustment): zmiana obiektu, na którym skupia się ostrość, po wykonaniu zdjęcia.
- Automatyczne przechwytywanie informacji o głębi: niezwykle przydatna funkcja, która rozwiązuje odwieczny problem. Nawet jeśli zapomnisz włączyć tryb portretowy podczas robienia zdjęcia, iPhone Air automatycznie zapisze informacje o głębi. Oznacza to, że możesz włączyć tryb portretowy i zastosować wszystkie jego efekty do zdjęcia wykonanego w trybie standardowym.
- HDR w portretach: lepsza jakość zdjęć portretowych w trudnych warunkach oświetleniowych.
- Wyrazistsze szczegóły, żywsze kolory i lepsza wydajność w słabym oświetleniu: ogólna poprawa jakości obrazu w trybie portretowym.
Te udoskonalenia znacznie ułatwiają zaakceptowanie faktu posiadania tylko jednej tylnej kamery. Dla wielu użytkowników, pełnowartościowy tryb portretowy jest jedną z najbardziej pożądanych funkcji, a jego obecność w iPhone Air sprawia, że ten model staje się jeszcze bardziej atrakcyjny i wszechstronny. Czy faktycznie nowe funkcje usprawnią fotografię mobilną najcieńszym iPhone’em? Niebawem to sprawdzimy.
Gdy liczą się milimetry: porównujemy najsmuklejsze hity roku – iPhone Air kontra Samsung S25 Edge
#aparat #Apple #fotografiaMobilna #iPhone #iPhoneAir #news #nowości #recenzja #smartfon #technologia #trybPortretowy #zdjęcia
-
Katarzyna Puzyńska "Więcej czerwieni"
Uważam, że “Więcej czerwieni” nie utrzymała poziomu “Motylka”. Autorka poprawiła kilka warsztatowych niedociągnięć, ale fabularnie kontynuacja jest słabsza i to znacznie. Nie uznałbym jednak tej książki za kompletną klapę.
@ksiazki #ksiazki #książki #kryminał #puzyńska #czytam #recenzja #substack #lipowo #literatura #blejamichal
-
Katarzyna Puzyńska, "Motylek"
Uwielbiam historie o zbrodniach na prowincji (pozdrawiam podcast “Zbrodnie prowincjonalne”). Pewnie dlatego, że sam pochodzę z prowincji. Może nie tak głębokiej jak fikcyjne Lipowo, w którym dzieje się akcja książki, ale czuję ten klimat.
@ksiazki #książki #kryminał #kryminalpolski #Puzyńska #zbrodnieprowincjonalne #readlist2025pl #czytam #czytanie #recenzja #substack
-
Stanisław Lem "Wśród umarłych"
Powieść “Wśród umarłych” w najmniejszym stopniu nie zmieniła mojego podejścia do Lema - nadal jestem nie tyle czytelnikiem, co wyznawcą. Mam jednak wrażenie, że pomogła mi nieco lepiej zrozumieć zarówno jego, jak i jego twórczość.
@ksiazki #ksiazki #lem #readlist2025pl #worldwar2 #lwów #faszyzm #holocaust #powieść #czytam #wznowienie #recenzja #wydawnictwoliterackie
-
Stanisław Lem "Wśród umarłych"
Powieść “Wśród umarłych” w najmniejszym stopniu nie zmieniła mojego podejścia do Lema - nadal jestem nie tyle czytelnikiem, co wyznawcą. Mam jednak wrażenie, że pomogła mi nieco lepiej zrozumieć zarówno jego, jak i jego twórczość.
@ksiazki #ksiazki #lem #readlist2025pl #worldwar2 #lwów #faszyzm #holocaust #powieść #czytam #wznowienie #recenzja #wydawnictwoliterackie
-
Stanisław Lem "Wśród umarłych"
Powieść “Wśród umarłych” w najmniejszym stopniu nie zmieniła mojego podejścia do Lema - nadal jestem nie tyle czytelnikiem, co wyznawcą. Mam jednak wrażenie, że pomogła mi nieco lepiej zrozumieć zarówno jego, jak i jego twórczość.
@ksiazki #ksiazki #lem #readlist2025pl #worldwar2 #lwów #faszyzm #holocaust #powieść #czytam #wznowienie #recenzja #wydawnictwoliterackie
-
Stanisław Lem "Wśród umarłych"
Powieść “Wśród umarłych” w najmniejszym stopniu nie zmieniła mojego podejścia do Lema - nadal jestem nie tyle czytelnikiem, co wyznawcą. Mam jednak wrażenie, że pomogła mi nieco lepiej zrozumieć zarówno jego, jak i jego twórczość.
@ksiazki #ksiazki #lem #readlist2025pl #worldwar2 #lwów #faszyzm #holocaust #powieść #czytam #wznowienie #recenzja #wydawnictwoliterackie
-
Stanisław Lem "Wśród umarłych"
Powieść “Wśród umarłych” w najmniejszym stopniu nie zmieniła mojego podejścia do Lema - nadal jestem nie tyle czytelnikiem, co wyznawcą. Mam jednak wrażenie, że pomogła mi nieco lepiej zrozumieć zarówno jego, jak i jego twórczość.
@ksiazki #ksiazki #lem #readlist2025pl #worldwar2 #lwów #faszyzm #holocaust #powieść #czytam #wznowienie #recenzja #wydawnictwoliterackie
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Kultor” Artur Urbanowicz«„Kultor” to bardzo sprawnie napisany i wciągający najnowszy (maj 2025) horror w dorobku Artura Urbanowicza. Pewne elementy powieści nawiązują do jego innej publikacji, a mianowicie „Inkuba”, jednak nie trzeba znać tej książki, by w pełni czerpać radość – a raczej doświadczać strachu i rosnącego niepokoju – z lektury „Kultora”. Każda z nich odsłania jedynie pewien fragment mrocznego uniwersum, wykreowanego przez pochodzącego z Suwałk pisarza...
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-kultor-artur-urbanowicz/
#Fahrenheit_zin #recenzja #MaciejTomczak #CzarnaOwca #ArturUrbanowicz #DawidBoldys #recenzjaksiążki #WydawnictwoCzarnaOwca #Kultor
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „Jak wysoko zajdziemy w ciemnościach” Sequoia Nagamatsu«Słodko-gorzka pigułka pisarskich refleksji opakowana jest w świetną literaturę i naprawdę warto docenić to, jak w kilku-kilkudziesięciostronicowych opowiadaniach Nagamasu pewną ręką tworzy […] portrety psychologiczne swoich postaci.
#Fahrenheit_zin #recenzja #WydawnictwoLiterackie #PiotrWojnarowicz #SequoiaNagamatsu #AnetaTkaczyk #JustynaTechmańska #AnnaDobosz #BiankaDziadkiewicz #AgnieszkaWalulik
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] LandsbergON nr 13«Zgromadzone w numerze opowiadania stanowią naprawdę porządną dawkę fantastycznej literatury, zapewniającą przyjemność z samej lektury, jak i pobudzającą do myślenia; nawet na podstawowym poziomie, jakim jest pochylenie się nad historią (odległą i bieżącą) Gorzowa Wielkopolskiego. A fakt, że półrocznik może wzbudzić już takie zainteresowanie, jest chyba najlepszą rekomendacją dla lokalnego magazynu fantastycznego promującego miasto i region.
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-landsbergon-nr-13/#Fahrenheit_zin #ArletaHanusek #recenzja #KrzysztofPoradziński #MaciejTomczak #Haftzludzkichżywotów #MagazynFantastyczny #Inszallach #LandsbergON #Theendisnear #MariuszSobkowiak #Częstotliwośćdeszczy #KamilKwiatkowski #StarzeczWyspowego #SebastianGórny #PiotrJakubowski #AleksandraSobkowiak #PawełKarolczuk #MichałNarożniak #JoannaŁebkowska #PiotrRossa #DanutaGołąbek #AnnaPSzarejko
-
Tegoroczny update iPada Air do Apple M2 jest zdecydowanie nudniejszy niż linia iPadów Pro, ale też jest to tańsza seria produktów, co przekonuje wielu. Jest też nowy wariant 13-calowy, który na pewno oferuje lepsze płótno do rysowania, ale jeśli poważnie rozważacie karierę w tym kierunku, to będziecie chcieli mieć 120 Hz ekran ze względu na to, jak Wasza kreska powstaje na ekranie. Wracając jednak do modelu 11-calowego…
Różnica względem iPada Pro
iPad Air 11” zaczyna się od 2999 PLN i w tej cenie mamy Apple M2 i 128 GB RAM. Różnica cenowa do najtańszego iPada Pro z M4 wynosi 2300 PLN, czyli blisko drugie tyle. W zamian tracimy znakomity ekran Tandem OLED, który oferuje 1000 nit w SDR i 1600 nit w peaku przy HDR (iPad Air nie ma w ogóle HDR), 128 GB bazowej pojemności (iPad Pro ma 256 GB), możliwość nagrywania wideo w ProRes, Face ID, Thunderbolt, mamy dwa głośniki zamiast czterech oraz dostęp do nowej klawiatury Magic Keyboard (musimy zadowolić się poprzednią, która jest akurat wystarczająco dobra, więc nie tutaj należy płakać).
Cena vs. iPad Pro
Nie będę Was oszukiwał – rozumiem całkowicie dlaczego nie chcecie dokładać tych 2300 PLN do Pro. Ale jeśli możecie, zależy Wam na dostępie do zdjęć i wideo w HDR, do prawdziwej czerni OLED-a oraz do 120 Hz, które powodują, że iPad Air wydaje się lagować na swoim 60 Hz ekranie, to zróbcie to. Osobiście szukałbym nowych iPadów Pro z M1 lub M2 u resellerów – są spore szanse, że coś traficie, a te sprzęty nadal uważam za lepsze niż nowy Air M2.
Konstrukcja
Konstrukcyjnie iPad Air 11” z M2 to odpowiednik iPada Pro 11” z M1 lub M2. Ich wymiary zewnętrzne są niemalże identyczne i wynoszą 247,6 x 178,5 x 6,1 mm – różnica jest w grubości, bo iPad Pro 11” z M2 był o 0,2 mm cieńszy (5,9 mm). Pod względem wagi jest również podobnie – nowy Air waży 462 g względem 466 g starszego Pro.
Ekran
W temacie ekranu jest różnica. Nowy iPad Air 11” ma rozdzielczość 2360×1640 px, iPad Pro 11” z M2 ma 2388×1668 px, a iPad Pro 11” z M4 ma 2420×1668 px. Nie robi to dużej różnicy, ale różnica między Air a nowym Pro jest zauważalna gołym okiem. Nie jest to jednak nic w porównaniu z brakiem 120 Hz – odczuwam to bardzo boleśnie.
Smart Folio
Nowością w przypadku nowego Smart Folio dla iPada Air M2 jest dodatkowy rząd magnesów na plecach, które umożliwiają ustawienie etui w nowej pozycji, pod nowym kątem, który jest zdecydowanie praktyczniejszy niż ten bardziej pionowy. Idealna byłaby oczywiście możliwość płynnej regulacji, ale to dobry kompromis.
Podsumowanie
Apple ostatnio przyznało się, jak traktują przydomki w swoich produktach. „Pro” to absolutnie najnowsze technologie, jakie są w stanie wprowadzić na rynek przy skali, jakiej potrzebują. „Air” to z kolei propozycja dla typowych konsumentów, którzy mają niższe oczekiwania, gdzie produkty z tym przydomkiem z czasem otrzymują funkcje z linii „Pro”. Brak przydomka to kategoria bazowa, gdzie wyjątkiem tutaj będzie nieoferowany już 12-calowy MacBook (nie rozumiem dlaczego dzisiaj takiego maluszka nie stworzą – mają w końcu do tego genialne układy dostępne, a wcześniej męczyli się na Intelu).
Osobiście namawiam na Pro, ale jeśli nie widzicie 120 Hz, to Air jest świetnym wyborem. Nie wykluczajcie jednak bazowego 10,5-calowego iPada 10. gen., który ostatnio doczekał się sporej obniżki cenowej i stanowi obecnie świetną wartość względem innych modeli rodziny.
Osobom szukającym tabletów tańszych, z innymi systemami operacyjnymi, przypominam jeszcze o dwóch kwestiach – aplikacjach oraz ekosystemie. iPad jest przede wszystkim genialnym tabletem, a z klawiaturą średnio-dobrym laptoptem. Taki Surface Pro z kolei jest świetnym laptopem, ale bardzo przeciętnym tabletem. Wybierajcie zgodnie ze swoimi potrzebami!
Więcej w temacie iPadów Pro i Air…
iPad Pro 13” z M4 – czy niższa waga zwiększa jego użyteczność na co dzień?
https://imagazine.pl/2024/05/28/ipad-air-11-z-m2-prawie-jak-ipad-pro/
#AppleM2 #hardware #iPad #iPadPro #MagicKeyboard #PencilPro #pierwszeWrażenia #recenzja #Sprzęt #Testy #Wideo
-
Tegoroczny update iPada Air do Apple M2 jest zdecydowanie nudniejszy niż linia iPadów Pro, ale też jest to tańsza seria produktów, co przekonuje wielu. Jest też nowy wariant 13-calowy, który na pewno oferuje lepsze płótno do rysowania, ale jeśli poważnie rozważacie karierę w tym kierunku, to będziecie chcieli mieć 120 Hz ekran ze względu na to, jak Wasza kreska powstaje na ekranie. Wracając jednak do modelu 11-calowego…
Różnica względem iPada Pro
iPad Air 11” zaczyna się od 2999 PLN i w tej cenie mamy Apple M2 i 128 GB RAM. Różnica cenowa do najtańszego iPada Pro z M4 wynosi 2300 PLN, czyli blisko drugie tyle. W zamian tracimy znakomity ekran Tandem OLED, który oferuje 1000 nit w SDR i 1600 nit w peaku przy HDR (iPad Air nie ma w ogóle HDR), 128 GB bazowej pojemności (iPad Pro ma 256 GB), możliwość nagrywania wideo w ProRes, Face ID, Thunderbolt, mamy dwa głośniki zamiast czterech oraz dostęp do nowej klawiatury Magic Keyboard (musimy zadowolić się poprzednią, która jest akurat wystarczająco dobra, więc nie tutaj należy płakać).
Cena vs. iPad Pro
Nie będę Was oszukiwał – rozumiem całkowicie dlaczego nie chcecie dokładać tych 2300 PLN do Pro. Ale jeśli możecie, zależy Wam na dostępie do zdjęć i wideo w HDR, do prawdziwej czerni OLED-a oraz do 120 Hz, które powodują, że iPad Air wydaje się lagować na swoim 60 Hz ekranie, to zróbcie to. Osobiście szukałbym nowych iPadów Pro z M1 lub M2 u resellerów – są spore szanse, że coś traficie, a te sprzęty nadal uważam za lepsze niż nowy Air M2.
Konstrukcja
Konstrukcyjnie iPad Air 11” z M2 to odpowiednik iPada Pro 11” z M1 lub M2. Ich wymiary zewnętrzne są niemalże identyczne i wynoszą 247,6 x 178,5 x 6,1 mm – różnica jest w grubości, bo iPad Pro 11” z M2 był o 0,2 mm cieńszy (5,9 mm). Pod względem wagi jest również podobnie – nowy Air waży 462 g względem 466 g starszego Pro.
Ekran
W temacie ekranu jest różnica. Nowy iPad Air 11” ma rozdzielczość 2360×1640 px, iPad Pro 11” z M2 ma 2388×1668 px, a iPad Pro 11” z M4 ma 2420×1668 px. Nie robi to dużej różnicy, ale różnica między Air a nowym Pro jest zauważalna gołym okiem. Nie jest to jednak nic w porównaniu z brakiem 120 Hz – odczuwam to bardzo boleśnie.
Smart Folio
Nowością w przypadku nowego Smart Folio dla iPada Air M2 jest dodatkowy rząd magnesów na plecach, które umożliwiają ustawienie etui w nowej pozycji, pod nowym kątem, który jest zdecydowanie praktyczniejszy niż ten bardziej pionowy. Idealna byłaby oczywiście możliwość płynnej regulacji, ale to dobry kompromis.
Podsumowanie
Apple ostatnio przyznało się, jak traktują przydomki w swoich produktach. „Pro” to absolutnie najnowsze technologie, jakie są w stanie wprowadzić na rynek przy skali, jakiej potrzebują. „Air” to z kolei propozycja dla typowych konsumentów, którzy mają niższe oczekiwania, gdzie produkty z tym przydomkiem z czasem otrzymują funkcje z linii „Pro”. Brak przydomka to kategoria bazowa, gdzie wyjątkiem tutaj będzie nieoferowany już 12-calowy MacBook (nie rozumiem dlaczego dzisiaj takiego maluszka nie stworzą – mają w końcu do tego genialne układy dostępne, a wcześniej męczyli się na Intelu).
Osobiście namawiam na Pro, ale jeśli nie widzicie 120 Hz, to Air jest świetnym wyborem. Nie wykluczajcie jednak bazowego 10,5-calowego iPada 10. gen., który ostatnio doczekał się sporej obniżki cenowej i stanowi obecnie świetną wartość względem innych modeli rodziny.
Osobom szukającym tabletów tańszych, z innymi systemami operacyjnymi, przypominam jeszcze o dwóch kwestiach – aplikacjach oraz ekosystemie. iPad jest przede wszystkim genialnym tabletem, a z klawiaturą średnio-dobrym laptoptem. Taki Surface Pro z kolei jest świetnym laptopem, ale bardzo przeciętnym tabletem. Wybierajcie zgodnie ze swoimi potrzebami!
Więcej w temacie iPadów Pro i Air…
iPad Pro 13” z M4 – czy niższa waga zwiększa jego użyteczność na co dzień?
https://imagazine.pl/2024/05/28/ipad-air-11-z-m2-prawie-jak-ipad-pro/
#AppleM2 #hardware #iPad #iPadPro #MagicKeyboard #PencilPro #pierwszeWrażenia #recenzja #Sprzęt #Testy #Wideo
-
Recenzje fantastyczne:
»[Recenzja] „LandsbergON” – Gorzowski Magazyn Fantastyczny«W konsekwencji „LandsbergON” jawi się jako bardzo udane przedsięwzięcie, łączące lokalny patriotyzm twórców z ich zamiłowaniem do literatury fantastycznej, którą starają się promować i popularyzować. Gazeta jest profesjonalnie przygotowana od strony technicznej, a jej niewielkie rozmiary – zarówno w wydaniu wirtualnym, jak i fizycznym – sprawiają, że może być idealną lekturą, gdy pojawi się nagła potrzeba oderwania się choćby na chwilę od rzeczywistości.
https://www.fahrenheit.net.pl/ksiazki/recenzje/fantastyczne/recenzja-landsbergon-gorzowski-magazyn-fantastyczny/#Fahrenheit_zin #Dlaczegomnieprześladujesz #recenzja #EmilZawadzki #MaciejTomczak #Strzałahistorii #PawełMajka #MichałNarożniak #LandsbergON #Zadwiedwunasta #GorzowskiMagazynFantastyczny #SandraKomenda #StowarzyszenienarzeczInnowacjiSpołecznych #JanProch #MariuszSobkowiak #Wszyscyżyjemywhistoriialternatywnej #KamilKwiatkowski #MariuszSobkowiaka #SebastianGórny #PiotrJakubowski #AleksandraSobkowiak #KarolWojdyło #MartaKudelska #PawełKarolczuk #Zmiany