home.social

#nowotwor — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #nowotwor, aggregated by home.social.

  1. Zaskakujący paradoks medycyny. Białko odpowiedzialne za Alzheimera może chronić przed rakiem

    Białko beta-amyloidowe od dekad jest uznawane za głównego winowajcę w rozwoju choroby Alzheimera, niszcząc neurony i prowadząc do utraty pamięci. Naukowcy odkryli jednak coś, co zmienia dotychczasowe postrzeganie tego związku.

    Najnowsze badania, opublikowane w prestiżowym czasopiśmie „Cancer Research”, rzucają jednak zupełnie nowe światło na tę czarną owcę biochemii. Naukowcy z Medical University of South Carolina (MUSC) Hollings Cancer Center odkryli, że to samo białko, które sieje spustoszenie w mózgu, może „odmładzać” komórki odpornościowe, czyniąc je super-skutecznymi w walce z nowotworami.

    Ten medyczny paradoks – fakt, że pacjenci z chorobą Alzheimera znacznie rzadziej zapadają na raka – intrygował naukowców od lat. Badacze z Hollings Cancer Center postanowili w końcu znaleźć jego przyczynę. Po przeanalizowaniu danych z pięciu lat ogólnokrajowych ankiet odkryli, że dorośli po 59. roku życia z diagnozą Alzheimera byli aż 21 razy mniej narażeni na rozwój nowotworu niż ich rówieśnicy. To nie mógł być przypadek.

    Co dzieje się w naszych komórkach?

    Kluczem do zagadki okazały się limfocyty T – wyspecjalizowane komórki naszego układu odpornościowego, których zadaniem jest tropienie i niszczenie komórek nowotworowych.

    Niestety, z wiekiem limfocyty T tracą swoją moc. W ich wnętrzu dochodzi do nadaktywacji procesu zwanego mitofagią, który można porównać do zbyt gorliwej ekipy sprzątającej. Zamiast usuwać tylko uszkodzone „elektrownie” komórkowe (mitochondria), zaczyna ona pozbywać się także tych w pełni sprawnych. W efekcie komórki odpornościowe słabną i stają się mniej skuteczne w walce z rakiem.

    Dowody z laboratorium

    Naukowcy przeprowadzili serię eksperymentów na myszach, które miały cechy podobne do choroby Alzheimera. Okazało się, że nowotwory rosły w ich organizmach znacznie wolniej.

    Co więcej, gdy badacze pobrali limfocyty T od myszy z „Alzheimerem” i przeszczepili je chorym na raka, zdrowym myszom, ich guzy również zaczęły się kurczyć. To był ostateczny dowód na to, że za antynowotworową tarczę odpowiada właśnie układ odpornościowy, a nie inne czynniki związane z chorobą neurodegeneracyjną.

    Zatem wspomniany beta-amyloid, główny czynnik degeneracyjny neuronów w chorobie Alzheimera nie jest jednocześnie lekarstwem na raka, to bardziej złożona kwestia. Białko ma jednak zdaniem naukowców korzystny wpływ na kondycję komórek układu odpornościowego, a te – w pełni sprawne – znacznie lepiej radzą sobie z detekcją i usuwaniem nowotworów.

    Jak działa ten mechanizm?

    Okazało się, że beta-amyloid zachowuje się w limfocytach T zupełnie inaczej niż w mózgu. Zamiast szkodzić, wnika do mitochondriów i działa jak hamulec bezpieczeństwa, blokując nadgorliwą „ekipę sprzątającą” (mitofagię).

    Dzięki temu komórki odpornościowe nie tracą swoich źródeł energii, pozostają zdrowe, w pełni funkcjonalne i gotowe do walki z rakiem. Co ciekawe, ten sam efekt zaobserwowano, analizując komórki pobrane od starszych pacjentów – u osób z Alzheimerem limfocyty T wyglądały i działały jak komórki osób znacznie młodszych.

    Nadzieja na przyszłość

    Jeszcze raz warto podkreślić, że nikt nie sugeruje, że choroba Alzheimera jest lekarstwem na raka. Jednak zrozumienie tego mechanizmu otwiera zupełnie nowe drzwi dla medycyny. Odkrycie sugeruje, że w przyszłości możliwe będzie opracowanie terapii, które naśladują ochronne działanie beta-amyloidu w układzie odpornościowym. Mogłoby to prowadzić do stworzenia leków „odmładzających” limfocyty T, co zrewolucjonizowałoby immunoterapię nowotworów, zwłaszcza u osób starszych.

    Zainteresowanych odsyłam zarówno do wspomnianego „Cancer Research” jak i informacji z MUSC Hollings Cancer Center.

    Microsoft: sztuczna inteligencja potrafi ominąć zabezpieczenia i stworzyć biologiczne zagrożenia „zero-day”

    #Alzheimer #badaniaNaukowe #białkoAmyloidowe #immunoterapia #limfocytyT #medycyna #news #nowotwór #rak #układOdpornościowy

  2. Wędlina rakotwórcza jak papierosy? Wyjaśniamy, co naprawdę mówi raport WHO

    Informacja o tym, że przetworzone mięso znalazło się na liście czynników rakotwórczych obok dymu tytoniowego i azbestu wywołuje w internecie falę niepokoju. Co i rusz wiele serwisów wręcz straszy swoich czytelników, zamiast podać informacje w sposób pozwalający zrozumieć potencjalne ryzyko. Jak zatem jest naprawdę? Czy popularne wędliny, parówki i kiełbasy są równie groźne jak papierosy lub alkohol? Kluczem do odpowiedzi jest zrozumienie, co dokładnie stwierdzili naukowcy ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

    Wszystko za sprawą głośnego raportu Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC), agendy WHO. Na podstawie analizy setek badań naukowych, eksperci umieścili przetworzone produkty mięsne w tzw. Grupie 1 czynników rakotwórczych. Klasyfikacja ta oznacza, że istnieją wystarczające i jednoznaczne dowody naukowe na to, że regularne spożywanie takich produktów zwiększa ryzyko nowotworu, zwłaszcza raka jelita grubego. W tej samej grupie, co istotne, znajdują się również m.in. alkohol, dym papierosowy, promieniowanie UV czy nawet… azbest.

    Ta sama grupa, to nie to samo ryzyko

    Tu jednak kryje się kluczowy niuans, który często umyka w medialnych doniesieniach. Grupy definiowane przez IARC nie określają poziomu zagrożenia, a jedynie siłę dowodów naukowych na istnienie tego zagrożenia. Mówiąc prościej: naukowcy są tak samo pewni rakotwórczego działania przetworzonego mięsa, jak w przypadku papierosów, ale nie oznacza to, że ryzyko jest równie wysokie. Umieszczenie ich w tej samej grupie nie czyni parówki równie groźną co papierosa.

    Najlepiej obrazuje to porównanie skali ryzyka. O ile w przypadku palenia tytoniu mówimy o wielokrotnym wzroście zagrożenia rakiem płuc, o tyle ryzyko związane z przetworzonym mięsem, choć statystycznie istotne, jest nieporównywalnie mniejsze.

    Czy mamy zapomnieć o kiełbasie? Niezupełnie

    Raport IARC precyzuje, że spożywanie 50 gramów przetworzonego mięsa dziennie (np. dwóch plasterków boczku lub jednej parówki) zwiększa względne ryzyko zachorowania na raka jelita grubego o około 18%. Jest to statystycznie istotny wzrost, jednak nieporównywalny z wielokrotnie wyższym ryzykiem raka płuc u palaczy. Naukowcy wskazują, że za szkodliwością przetworów mięsnych stoją głównie dodawane do nich w procesie peklowania azotany i azotyny oraz substancje powstające podczas wędzenia i grillowania.

    Warto również odróżnić mięso przetworzone od świeżego mięsa czerwonego (wieprzowiny, wołowiny). To drugie zostało zaklasyfikowane do niższej kategorii – Grupy 2A, czyli czynników „prawdopodobnie rakotwórczych”. Oznacza to, że dowody na jego szkodliwość są ograniczone. W związku z tym eksperci ds. żywienia nie zalecają całkowitej rezygnacji z mięsa, a jedynie umiar i rozsądek. Rekomendacje WHO mówią o ograniczeniu spożycia czerwonego mięsa do maksymalnie 500 g tygodniowo oraz o możliwie jak największym ograniczeniu przetworzonych produktów mięsnych w diecie.

    W kraju, w którym blisko 8 milionów osób wciąż pali papierosy, a większość regularnie sięga po alkohol, raport WHO należy traktować jako cenną wskazówkę, a nie powód do paniki. Nie chodzi o to, by całkowicie rezygnować z kiełbasy czy wędlin, ale by mieć świadomość ryzyka i podejmować świadome decyzje. Umiar, zróżnicowana dieta i wybór zdrowszych metod obróbki cieplnej to najlepsza odpowiedź na naukowe doniesienia.

    Przesiadka na iPhone i aplikacja Zdrowie – tego w Androidzie brakuje

    #azotany #czerwoneMięso #Dieta #IARC #kiełbasa #news #nowotwór #parówki #przetworzoneMięso #rak #rakJelitaGrubego #wędliny #WHO #zdroweOdżywianie

  3. Wędlina rakotwórcza jak papierosy? Wyjaśniamy, co naprawdę mówi raport WHO

    Informacja o tym, że przetworzone mięso znalazło się na liście czynników rakotwórczych obok dymu tytoniowego i azbestu wywołuje w internecie falę niepokoju. Co i rusz wiele serwisów wręcz straszy swoich czytelników, zamiast podać informacje w sposób pozwalający zrozumieć potencjalne ryzyko. Jak zatem jest naprawdę? Czy popularne wędliny, parówki i kiełbasy są równie groźne jak papierosy lub alkohol? Kluczem do odpowiedzi jest zrozumienie, co dokładnie stwierdzili naukowcy ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

    Wszystko za sprawą głośnego raportu Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC), agendy WHO. Na podstawie analizy setek badań naukowych, eksperci umieścili przetworzone produkty mięsne w tzw. Grupie 1 czynników rakotwórczych. Klasyfikacja ta oznacza, że istnieją wystarczające i jednoznaczne dowody naukowe na to, że regularne spożywanie takich produktów zwiększa ryzyko nowotworu, zwłaszcza raka jelita grubego. W tej samej grupie, co istotne, znajdują się również m.in. alkohol, dym papierosowy, promieniowanie UV czy nawet… azbest.

    Ta sama grupa, to nie to samo ryzyko

    Tu jednak kryje się kluczowy niuans, który często umyka w medialnych doniesieniach. Grupy definiowane przez IARC nie określają poziomu zagrożenia, a jedynie siłę dowodów naukowych na istnienie tego zagrożenia. Mówiąc prościej: naukowcy są tak samo pewni rakotwórczego działania przetworzonego mięsa, jak w przypadku papierosów, ale nie oznacza to, że ryzyko jest równie wysokie. Umieszczenie ich w tej samej grupie nie czyni parówki równie groźną co papierosa.

    Najlepiej obrazuje to porównanie skali ryzyka. O ile w przypadku palenia tytoniu mówimy o wielokrotnym wzroście zagrożenia rakiem płuc, o tyle ryzyko związane z przetworzonym mięsem, choć statystycznie istotne, jest nieporównywalnie mniejsze.

    Czy mamy zapomnieć o kiełbasie? Niezupełnie

    Raport IARC precyzuje, że spożywanie 50 gramów przetworzonego mięsa dziennie (np. dwóch plasterków boczku lub jednej parówki) zwiększa względne ryzyko zachorowania na raka jelita grubego o około 18%. Jest to statystycznie istotny wzrost, jednak nieporównywalny z wielokrotnie wyższym ryzykiem raka płuc u palaczy. Naukowcy wskazują, że za szkodliwością przetworów mięsnych stoją głównie dodawane do nich w procesie peklowania azotany i azotyny oraz substancje powstające podczas wędzenia i grillowania.

    Warto również odróżnić mięso przetworzone od świeżego mięsa czerwonego (wieprzowiny, wołowiny). To drugie zostało zaklasyfikowane do niższej kategorii – Grupy 2A, czyli czynników „prawdopodobnie rakotwórczych”. Oznacza to, że dowody na jego szkodliwość są ograniczone. W związku z tym eksperci ds. żywienia nie zalecają całkowitej rezygnacji z mięsa, a jedynie umiar i rozsądek. Rekomendacje WHO mówią o ograniczeniu spożycia czerwonego mięsa do maksymalnie 500 g tygodniowo oraz o możliwie jak największym ograniczeniu przetworzonych produktów mięsnych w diecie.

    W kraju, w którym blisko 8 milionów osób wciąż pali papierosy, a większość regularnie sięga po alkohol, raport WHO należy traktować jako cenną wskazówkę, a nie powód do paniki. Nie chodzi o to, by całkowicie rezygnować z kiełbasy czy wędlin, ale by mieć świadomość ryzyka i podejmować świadome decyzje. Umiar, zróżnicowana dieta i wybór zdrowszych metod obróbki cieplnej to najlepsza odpowiedź na naukowe doniesienia.

    Przesiadka na iPhone i aplikacja Zdrowie – tego w Androidzie brakuje

    #azotany #czerwoneMięso #Dieta #IARC #kiełbasa #news #nowotwór #parówki #przetworzoneMięso #rak #rakJelitaGrubego #wędliny #WHO #zdroweOdżywianie

  4. Wędlina rakotwórcza jak papierosy? Wyjaśniamy, co naprawdę mówi raport WHO

    Informacja o tym, że przetworzone mięso znalazło się na liście czynników rakotwórczych obok dymu tytoniowego i azbestu wywołuje w internecie falę niepokoju. Co i rusz wiele serwisów wręcz straszy swoich czytelników, zamiast podać informacje w sposób pozwalający zrozumieć potencjalne ryzyko. Jak zatem jest naprawdę? Czy popularne wędliny, parówki i kiełbasy są równie groźne jak papierosy lub alkohol? Kluczem do odpowiedzi jest zrozumienie, co dokładnie stwierdzili naukowcy ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

    Wszystko za sprawą głośnego raportu Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC), agendy WHO. Na podstawie analizy setek badań naukowych, eksperci umieścili przetworzone produkty mięsne w tzw. Grupie 1 czynników rakotwórczych. Klasyfikacja ta oznacza, że istnieją wystarczające i jednoznaczne dowody naukowe na to, że regularne spożywanie takich produktów zwiększa ryzyko nowotworu, zwłaszcza raka jelita grubego. W tej samej grupie, co istotne, znajdują się również m.in. alkohol, dym papierosowy, promieniowanie UV czy nawet… azbest.

    Ta sama grupa, to nie to samo ryzyko

    Tu jednak kryje się kluczowy niuans, który często umyka w medialnych doniesieniach. Grupy definiowane przez IARC nie określają poziomu zagrożenia, a jedynie siłę dowodów naukowych na istnienie tego zagrożenia. Mówiąc prościej: naukowcy są tak samo pewni rakotwórczego działania przetworzonego mięsa, jak w przypadku papierosów, ale nie oznacza to, że ryzyko jest równie wysokie. Umieszczenie ich w tej samej grupie nie czyni parówki równie groźną co papierosa.

    Najlepiej obrazuje to porównanie skali ryzyka. O ile w przypadku palenia tytoniu mówimy o wielokrotnym wzroście zagrożenia rakiem płuc, o tyle ryzyko związane z przetworzonym mięsem, choć statystycznie istotne, jest nieporównywalnie mniejsze.

    Czy mamy zapomnieć o kiełbasie? Niezupełnie

    Raport IARC precyzuje, że spożywanie 50 gramów przetworzonego mięsa dziennie (np. dwóch plasterków boczku lub jednej parówki) zwiększa względne ryzyko zachorowania na raka jelita grubego o około 18%. Jest to statystycznie istotny wzrost, jednak nieporównywalny z wielokrotnie wyższym ryzykiem raka płuc u palaczy. Naukowcy wskazują, że za szkodliwością przetworów mięsnych stoją głównie dodawane do nich w procesie peklowania azotany i azotyny oraz substancje powstające podczas wędzenia i grillowania.

    Warto również odróżnić mięso przetworzone od świeżego mięsa czerwonego (wieprzowiny, wołowiny). To drugie zostało zaklasyfikowane do niższej kategorii – Grupy 2A, czyli czynników „prawdopodobnie rakotwórczych”. Oznacza to, że dowody na jego szkodliwość są ograniczone. W związku z tym eksperci ds. żywienia nie zalecają całkowitej rezygnacji z mięsa, a jedynie umiar i rozsądek. Rekomendacje WHO mówią o ograniczeniu spożycia czerwonego mięsa do maksymalnie 500 g tygodniowo oraz o możliwie jak największym ograniczeniu przetworzonych produktów mięsnych w diecie.

    W kraju, w którym blisko 8 milionów osób wciąż pali papierosy, a większość regularnie sięga po alkohol, raport WHO należy traktować jako cenną wskazówkę, a nie powód do paniki. Nie chodzi o to, by całkowicie rezygnować z kiełbasy czy wędlin, ale by mieć świadomość ryzyka i podejmować świadome decyzje. Umiar, zróżnicowana dieta i wybór zdrowszych metod obróbki cieplnej to najlepsza odpowiedź na naukowe doniesienia.

    Przesiadka na iPhone i aplikacja Zdrowie – tego w Androidzie brakuje

    #azotany #czerwoneMięso #Dieta #IARC #kiełbasa #news #nowotwór #parówki #przetworzoneMięso #rak #rakJelitaGrubego #wędliny #WHO #zdroweOdżywianie

  5. Wędlina rakotwórcza jak papierosy? Wyjaśniamy, co naprawdę mówi raport WHO

    Informacja o tym, że przetworzone mięso znalazło się na liście czynników rakotwórczych obok dymu tytoniowego i azbestu wywołuje w internecie falę niepokoju. Co i rusz wiele serwisów wręcz straszy swoich czytelników, zamiast podać informacje w sposób pozwalający zrozumieć potencjalne ryzyko. Jak zatem jest naprawdę? Czy popularne wędliny, parówki i kiełbasy są równie groźne jak papierosy lub alkohol? Kluczem do odpowiedzi jest zrozumienie, co dokładnie stwierdzili naukowcy ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

    Wszystko za sprawą głośnego raportu Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC), agendy WHO. Na podstawie analizy setek badań naukowych, eksperci umieścili przetworzone produkty mięsne w tzw. Grupie 1 czynników rakotwórczych. Klasyfikacja ta oznacza, że istnieją wystarczające i jednoznaczne dowody naukowe na to, że regularne spożywanie takich produktów zwiększa ryzyko nowotworu, zwłaszcza raka jelita grubego. W tej samej grupie, co istotne, znajdują się również m.in. alkohol, dym papierosowy, promieniowanie UV czy nawet… azbest.

    Ta sama grupa, to nie to samo ryzyko

    Tu jednak kryje się kluczowy niuans, który często umyka w medialnych doniesieniach. Grupy definiowane przez IARC nie określają poziomu zagrożenia, a jedynie siłę dowodów naukowych na istnienie tego zagrożenia. Mówiąc prościej: naukowcy są tak samo pewni rakotwórczego działania przetworzonego mięsa, jak w przypadku papierosów, ale nie oznacza to, że ryzyko jest równie wysokie. Umieszczenie ich w tej samej grupie nie czyni parówki równie groźną co papierosa.

    Najlepiej obrazuje to porównanie skali ryzyka. O ile w przypadku palenia tytoniu mówimy o wielokrotnym wzroście zagrożenia rakiem płuc, o tyle ryzyko związane z przetworzonym mięsem, choć statystycznie istotne, jest nieporównywalnie mniejsze.

    Czy mamy zapomnieć o kiełbasie? Niezupełnie

    Raport IARC precyzuje, że spożywanie 50 gramów przetworzonego mięsa dziennie (np. dwóch plasterków boczku lub jednej parówki) zwiększa względne ryzyko zachorowania na raka jelita grubego o około 18%. Jest to statystycznie istotny wzrost, jednak nieporównywalny z wielokrotnie wyższym ryzykiem raka płuc u palaczy. Naukowcy wskazują, że za szkodliwością przetworów mięsnych stoją głównie dodawane do nich w procesie peklowania azotany i azotyny oraz substancje powstające podczas wędzenia i grillowania.

    Warto również odróżnić mięso przetworzone od świeżego mięsa czerwonego (wieprzowiny, wołowiny). To drugie zostało zaklasyfikowane do niższej kategorii – Grupy 2A, czyli czynników „prawdopodobnie rakotwórczych”. Oznacza to, że dowody na jego szkodliwość są ograniczone. W związku z tym eksperci ds. żywienia nie zalecają całkowitej rezygnacji z mięsa, a jedynie umiar i rozsądek. Rekomendacje WHO mówią o ograniczeniu spożycia czerwonego mięsa do maksymalnie 500 g tygodniowo oraz o możliwie jak największym ograniczeniu przetworzonych produktów mięsnych w diecie.

    W kraju, w którym blisko 8 milionów osób wciąż pali papierosy, a większość regularnie sięga po alkohol, raport WHO należy traktować jako cenną wskazówkę, a nie powód do paniki. Nie chodzi o to, by całkowicie rezygnować z kiełbasy czy wędlin, ale by mieć świadomość ryzyka i podejmować świadome decyzje. Umiar, zróżnicowana dieta i wybór zdrowszych metod obróbki cieplnej to najlepsza odpowiedź na naukowe doniesienia.

    Przesiadka na iPhone i aplikacja Zdrowie – tego w Androidzie brakuje

    #azotany #czerwoneMięso #Dieta #IARC #kiełbasa #news #nowotwór #parówki #przetworzoneMięso #rak #rakJelitaGrubego #wędliny #WHO #zdroweOdżywianie

  6. Ej ludki, ja wiem że tego jest mnóstwo i każdy kto widzi podobne zrzutki myśli, eee kolejna. Ale to jest mój kumpel, admin zza biurka. Koleś rok starszy ode mnie (44 lata). Sytuacja jest trudna, żeby nie powiedzieć beznadziejna. Dlatego kto może niech dorzuci do pieca, a jak nie może to chociaż udostępni zrzutka.pl/hxwz2r #zrzutka #leczenie #nowotwór P.S. jak ktoś ma konto na wykopie to też może kopnąć wykop.pl/wpis/76205565/wiem-ze

  7. Powiem coś wprost: rzygać mi się chce, gdy czytam, że Zero Ziobro nie może nic robić publicznie, bo ma drugą chemię i czeka na operację. Nowotwór to ciężka choroba i nikomu jej nie życzę, nawet Ziobrze. Ale - moja siostra miała kilka chemii, dwie operacje i w tzw. międzyczasie musiała ogarniać wszystkie papiery, a na komisji w ZUSie musiała osobiście udowadniać, że z tym rakiem to nie ściema (bo z definicji każdy dla ZUSu jest oszustem).

    Równi i równiejsi, k. mać.

    #polityka #nowotwór