Search
8 results for “ewen”
-
-
Czy Apple Glasses bez kamery mają sens? Prywatność stawia Apple przed trudnym wyborem
Prace nad smart okularami Apple od dawna budzą emocje w branży technologicznej, ale najnowsze doniesienia wskazują na poważny dylemat koncernu z Cupertino.
Według informacji ujawnionych przez agencję Bloomberg firma rozważa debiut swojego urządzenia bez wbudowanego aparatu i funkcji nagrywania wideo, by uniknąć kontrowersji wokół ochrony prywatności. Pozbawienie inteligentnych okularów obiektywu może jednak odebrać im funkcję, którą wielu użytkowników obecnych smart okularów uznaje za kluczową.
Prywatność jako wizerunkowy fundament Apple
Ochrona danych użytkowników stanowi kluczowy element strategii wizerunkowej Apple. Firma wyznacza rynkowe standardy, przetwarzając operacje sztucznej inteligencji bezpośrednio na urządzeniu, a w przypadku obliczeń chmurowych stosując architekturę Private Cloud Compute. W przypadku noszonych akcesoriów optycznych technologia zderza się jednak z wyzwaniami społecznymi.
Smart okulary wyposażone w kamery od dawna wywołują obawy:
- doświadczenia z Google Glass: pierwsi użytkownicy eksperymentalnego projektu sprzed lat szybko zyskali pejoratywne miano Glassholes, a sprzęt ostatecznie wycofano z rynku konsumenckiego,
- kontrowersje wokół Ray-Ban Meta: możliwość dyskretnego nagrywania osób w przestrzeni publicznej bez ich zgody spotkała się z krytyką ze strony obrońców praw do prywatności,
- analiza nagrań przez ludzi: wątpliwości budziło również przekazywanie fragmentów wideo do weryfikacji przez zewnętrznych analityków w celu szkolenia modeli AI.
W tym kontekście decyzja Apple o ewentualnym usunięciu aparatów z pierwszej generacji urządzenia wydaje się chęcią uniknięcia wizerunkowych kryzysów.
Aparat w okularach: kluczowa funkcja czy zbędny dodatek?
Rezygnacja z modułu optycznego ma jednak swoją drugą stronę. W analizie opublikowanej na łamach serwisu 9to5Mac redaktor Ben Lovejoy zwraca uwagę, że z jego perspektywy to właśnie możliwość natychmiastowego rejestrowania materiałów z perspektywy pierwszej osoby (POV) bywa w praktyce głównym powodem noszenia takiego sprzętu.
Inne funkcje inteligentnych okularów rzadko stanowią jedyny powód zakupu:
- pytania do sztucznej inteligencji: rozpoznawanie obiektów i analiza otoczenia przez AI robią wrażenie na początku, ale rzadko wymuszają codzienne noszenie okularów,
- odtwarzanie muzyki: niewielkie głośniki w zausznikach nie dorównują jakością klasycznym słuchawkom dousznym,
- połączenia i powiadomienia: przydają się np. podczas jazdy na rowerze, ale stanowią jedynie uzupełnienie smartfona.
Szybkie uwiecznienie widoku bez konieczności wyciągania telefonu z kieszeni jest zdaniem wielu entuzjastów technologii największą zaletą tej kategorii urządzeń. Bez obiektywu pierwsza generacja Apple Glasses mogłaby stracić spory kawałek swojej rynkowej atrakcyjności.
Jak pogodzić użyteczność z ochroną prywatności?
Zamiast całkowitego rezygnowania z aparatu Apple mogłoby wdrożyć zestaw rozwiązań technicznych, które wyraźnie sygnalizowałyby otoczeniu, że urządzenie rejestruje obraz.
Jednym z potencjalnych kierunków mogłoby być zastosowanie:
- bardzo jasnej diody LED: silny wskaźnik świetlny informujący o aktywnym nagrywaniu, niemożliwy do łatwego zakrycia,
- sygnałów dźwiękowych z głośników zewnętrznych: powiadomienie emitowane przy uruchomieniu i zakończeniu rejestracji wideo,
- wymogu komend głosowych: aktywacja migawki wyłącznie głosem zamiast dyskretnego przycisku na zauszniku.
Chociaż żadne zabezpieczenie nie wyeliminuje ryzyka nadużyć w stu procentach, odpowiednio wysoki próg techniczny mógłby zniechęcić osoby szukające dyskretnego podglądu, pozostawiając użyteczne narzędzie w rękach użytkowników.
#9to5Mac #Apple #AppleGlasses #Bloomberg #prywatność #SmartOkulary #Sprzęt #technologiaApple pokaże okulary AI na WWDC 2027 – prywatność ma być głównym wyróżnikiem
-
Twój dom zacznie dbać o Twoje zdrowie. Samsung zdradza wizję Connected Care
Twój smartfon wie, że źle spałeś. Twoja inteligentna lodówka wie, co jesz, a sztuczna inteligencja przeanalizuje nawet kłopoty ze zdrowiem Twojego psa.
Podczas targów VivaTech 2026 w Paryżu Samsung pokazał, że era odizolowanych aplikacji zdrowotnych dobiega końca. Nadchodzi Connected Care – system, w którym wszystkie domowe urządzenia połączą siły w walce o nasze lepsze samopoczucie.
Medycyna wreszcie przestaje być wyłącznie reaktywna (leczymy, gdy już boli), a staje się proaktywna (zapobiegamy, analizując codzienne dane). Na targach VivaTech 2026 (odbywających się na Paris Expo Porte de Versailles) Samsung zaprezentował wizję, w której kluczową rolę odgrywa jeden, potężny ekosystem: smartfony i zegarki Galaxy, sprzęt AGD oraz platforma SmartThings spięta z autorską aplikacją Samsung Health.
Lodówka, która zbeszta za złą dietę
Jedną z najciekawszych innowacji pokazanych w strefie Connected Care Ecosystem było zastosowanie sztucznej inteligencji w kuchni. Dzięki lodówkom z serii Bespoke AI z wbudowanym ekranem Family Hub, inteligentne zarządzanie dietą nabiera nowego znaczenia.
Wbudowany w urządzenia AI Food Manager na bieżąco monitoruje daty ważności żywności i potrafi zawczasu wysłać powiadomienie na smartfon, że czas zjeść konkretne produkty, zanim się zepsują. Z kolei widżet FoodNote śledzi nasze kulinarne wybory z ostatniego tygodnia, analizując to, co aktualnie jemy i wyciągając na tej podstawie spersonalizowane statystyki.
AI na straży zdrowia (także Twojego psa)
Samsung udowadnia, że opieka zdrowotna oparta na AI nie dotyczy tylko ludzi. Producent zaprezentował funkcję monitorującą zdrowie naszych pupili. Dzięki partnerstwie z platformą Lifet, wystarczy zrobić smartfonem zdjęcie psu lub kotu, a sztuczna inteligencja przeanalizuje fotografię pod kątem oznak m.in. zaćmy, problemów z zębami czy nawet zwichnięcia rzepki.
Oczywiście w centrum tego wszystkiego wciąż pozostaje platforma Samsung Health, napędzana danymi ze smartwatchy Galaxy Watch. Firma zapowiedziała, że wraz z najnowszą aktualizacją (wersja 7.0), zegarki zyskają udoskonalone funkcje śledzenia pracy serca oraz zupełnie nowy wskaźnik mierzący codzienne obciążenie układu naczyniowego.
Wprost z domu do lekarza
Największym wyzwaniem zawsze pozostaje przepływ informacji pomiędzy systemami domowymi a faktycznym leczeniem klinicznym. Dlatego też w zeszłym roku Samsung kupił amerykańską platformę cyfrowej opieki zdrowotnej Xealth. Integracja obu środowisk pozwoli w przyszłości na płynne i bezpośrednie przekazywanie danych (z naszych zegarków i smartfonów Galaxy) bezpośrednio pracownikom medycznym, co umożliwi stałe monitorowanie pacjenta także po opuszczeniu murów szpitala.
Zabezpieczeniem przed ewentualnym wyciekiem tych niezwykle wrażliwych danych jest sprzętowe środowisko Samsung Knox.
Czym jest Samsung Knox? Warto wybierać bezpieczne urządzenia
Wszystko wskazuje na to, że w nadchodzących latach nasze urządzenia domowe i noszone na nadgarstkach całkowicie połączą siły. Przyszłość, w której telewizor zaserwuje nam sesję medytacyjną (jak prezentowana w Paryżu funkcja Visual Meditation), a smartfon we współpracy z lodówką ułoży tygodniowy jadłospis wspierający zdrowie serca, jest już na wyciągnięcie ręki.
#AI #innowacje #Samsung #smartHome #SmartThings #sztucznaInteligencja #technologie #VivaTech #wearable #zdrowie -
Koniec z silnikami i kablami. Inżynierowie ożywili origami, by zmienić przyszłość implantów
Wyobraź sobie miniaturowego robota, który porusza się wewnątrz twojego ciała, dostarczając lek prosto do chorego organu. Problem w tym, że dotychczas takie maszyny potrzebowały nieporęcznych silników, przekładni lub zewnętrznych rurek pompujących powietrze.
Inżynierowie z Uniwersytetu Princeton postanowili odejść od tego podejścia. Stworzyli maszynę z elastycznego polimeru, która wygina się i przemieszcza bez żadnego tradycyjnego napędu.
Jak wprawić w ruch coś, co nie ma silnika?
Zamiast polegać na klasycznej mechanice, twórcy postawili na inżynierię materiałową połączoną z japońską sztuką składania papieru. Sercem nowej maszyny jest drukowany w 3D elastyczny polimer (ciekłokrystaliczny elastomer), wewnątrz którego zatopiono giętkie układy elektroniczne. Co ważne, wszystkie te elementy są drukowane w jednym, płynnym procesie.
Tajemnica ruchu tkwi w precyzyjnym sterowaniu temperaturą. Wbudowane w materiał obwody punktowo podgrzewają strukturę robota, zmuszając ją do kurczenia się i zginania wzdłuż zaprogramowanych wcześniej „zawiasów”. Maszyna porusza się więc dzięki zmianom temperatury, imitując zagięcia znane z techniki origami. Aby zapobiec szybkiemu zużyciu materiału, wbudowane czujniki na bieżąco analizują temperaturę i korygują ewentualne odkształcenia. Co istotne, dzięki temu konstrukcja zachowuje swoją formę i może wykonywać skomplikowane ruchy wielokrotnie, bez odczuwalnej degradacji materiału.
Co to w praktyce oznacza dla pacjentów?
Do tej pory „miękkie roboty” obiecywały rewolucję w medycynie, ale w rzeczywistości były uwiązane na smyczy przewodów sterujących. Rozwiązanie z Princeton to istotny krok w stronę budowy całkowicie niezależnych, autonomicznych urządzeń.
Brak sztywnych, metalowych części i bezszelestne działanie sprawiają, że tego typu konstrukcje mogą w przyszłości służyć jako inteligentne implanty medyczne. Pozwolą też na bezinwazyjną eksplorację niebezpiecznych lub ekstremalnie ciasnych środowisk, w których tradycyjny sprzęt ratunkowy po prostu by ugrzązł.
Co ciekawe, ten obiecujący projekt nie jest dziełem wieloletnich badań wielkiej korporacji, ale rozpoczął się jako praca dyplomowa jednego ze studentów, Davida Bershadsky’ego. Zespół badawczy nie tylko udowodnił, że koncepcja działa, ale od razu udostępnił w sieci oprogramowanie. Dzięki niemu inni projektanci mogą teraz samodzielnie tworzyć własne, elastyczne roboty oparte na tej technologii. I to jest podejście, które realnie popycha innowacje do przodu.
#druk3D #implanty #innowacje #inżynieriaMateriałowa #miękkieRoboty #origami #Princeton #robotykaMedyczna #technologiaWMedycynieAI wchodzi pod skórę. Cochlear prezentuje implant słuchowy, który zaktualizujesz jak smartfona
-
Koniec z okularami do czytania? W USA zatwierdzono rewolucyjne krople do oczu
Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła pierwsze w historii krople do oczu, które mogą tymczasowo zastąpić okulary do czytania.
To przełomowe rozwiązanie dla milionów dorosłych na całym świecie zmagających się z prezbiopią, czyli starczowzrocznością. Preparat, stosowany raz dziennie, ma poprawiać ostrość widzenia z bliska na nawet 10 godzin.
Jak to działa? Magia „dziurki od klucza”
Substancją czynną w nowym leku jest aceklidyna, wykorzystywana wcześniej w leczeniu jaskry. Działa ona jako tzw. miotyk, czyli powoduje zwężenie źrenicy oka. Wywołuje to zjawisko znane w optyce jako „efekt dziurki od klucza” (pinhole effect), które naturalnie zwiększa głębię ostrości, pozwalając na wyraźne widzenie przedmiotów z bliska.
Co najważniejsze, mechanizm ten nie ingeruje w naturalną zdolność akomodacji soczewki oka, czyli jej dostosowywania się do patrzenia na różne odległości. Oznacza to, że krople poprawiają widzenie z bliska, nie powodując jednocześnie pogorszenia widzenia w dal, co było problemem we wcześniejszych próbach farmakologicznego leczenia prezbiopii.
Skuteczność i bezpieczeństwo potwierdzone w badaniach
Zatwierdzenie leku przez FDA oparto na wynikach trzech badań klinicznych fazy III. Wykazały one, że preparat zaczyna działać już po 30 minutach od aplikacji, a jego efekt utrzymuje się nawet przez 10 godzin. Krople charakteryzują się również dobrym profilem bezpieczeństwa. Najczęściej zgłaszane działania niepożądane miały łagodny i przejściowy charakter – były to m.in. podrażnienie oka czy umiarkowany ból głowy. W badaniach, obejmujących ponad 30 000 dni stosowania, nie odnotowano żadnych poważnych zdarzeń niepożądanych.
Kiedy w Polsce? Na rewolucję trzeba będzie poczekać
Jest jednak jedno bardzo ważne zastrzeżenie – na razie jest to wiadomość istotna głównie dla mieszkańców Stanów Zjednoczonych. To tam lek, wydawany na receptę, ma pojawić się w formie próbek od października 2025 roku, a jego pełna sprzedaż ma ruszyć pod koniec roku.
Zatwierdzenie przez amerykańską agencję FDA nie oznacza automatycznego dopuszczenia do obrotu w Europie. Za to odpowiada Europejska Agencja Leków (EMA), a proces ten może potrwać znacznie dłużej. Na ten moment nie jest znana data ewentualnej premiery kropli w Polsce. Mimo to, decyzja FDA to kamień milowy i fascynująca zapowiedź przyszłości w okulistyce, która może odmienić życie milionów ludzi.
Okulary AR „oczkiem w głowie” Tima Cooka: ambicją detronizacja Meta
#aceklidyna #farmacja #FDA #KropleDoOczu #medycyna #news #okulary #okulistyka #prezbiopia #starczowzroczność #technologia #wzrok
-
@Mateusz
Dziękuję za doinformowanie.
Poprowadzenie ruchu kołowego pod ziemią brzmi obiecująco. Ciekawe na ile przebudowa centrum poprawi jego funkcjonalność, a na ile będzie tylko radosną betonozową demolką?Jestem ciekawa rozwoju sytuacji, gdyż znając preferencje prezydenta Koalicjanta Deweloperskiego Arkadiusza Chęcińskiego, to dominuje „zabawka dla dużych chłopców” służąca do demolki zarówno z radości, że „nasi” wygrali, jak i z wściekłości z faktu, że przegrali.
Co jeszcze?
Publiczne „polerowanie gały” amazonowi z wdzięczności za zbudowanie na koszt miasta (wymusili nawet bezpłatne dostawy wody) obozu pracy przymusowej. Ale triada pt.: „Inwestor! Inwestycja w mieście!! Inwestycja zrealizowana!!!” przesłoniła koszty zewnętrzne, nie tylko społeczne, tej „inwestycji”.Aktualnie ważą się losy linii tramwajowej „27” na Kazimierz Górniczy. Ponieważ jakiekolwiek „dotknięcie tematu” wymaga wkładu finansowego z budżetu miasta, to remont i ewentualne przedłużenie jej do nowego torowiska na Zagórzu i połączenie z trójkątem torowym na Dańdówce można włożyć do segregatora pt. „Pobożne życzenia”. Wszak autka w centrum są ważniejsze.
Cudem ateistycznym będzie wyremontowanie torowiska przynajmniej od Klimotowa do pętli.
Większe szanse ma skrócenie torowiska do Klimontowa i wybudowanie „krańcówki”, czyli układu torowego umożliwiającego zmianę kierunku jazdy bez „użycia” pętli, co wymaga obsługi taborem dwukierunkowym.
Jednak obawiam się, że zaorzą całe torowisko od ostatniego odcinka lub rozjazdu użytkowanego przez inną linię i kupią „ekologiczne” autobusy. -
Jak zwykle w obszarze rażenia TransportuGZM i Tragedii Śląskich.
„Tramwaje Śląskie oraz Sosnowiec analizują przyszłość linii tramwajowej na Kazimierz Górniczy. Przewoźnik wraz z samorządem muszą wkrótce podjąć decyzję o tym, czy trasa przejdzie modernizację, czy też ruch tramwajowy zostanie w tym miejscu zastąpiony autobusami - na całości lub tylko na części trasy. Wszystko z powodu stanu infrastruktury i nikłych potoków podróżnych, notowanych na linii nr 27.”
Skoro już po 18:00 jeżdżą co pół godziny, zaś nawet nie remont, a bieżącą obsługę torowiska przewoźnik ma w głębokim poważaniu, to dlaczego ludzie mieliby częściej korzystać?
Nie ma to jak zdusić popyt, zrobić z tego pretekst do jeszcze większego „duszenia”, a potem chrzanić jak miś po sztucznym miodzie „no, tego owego, wicie, rozumicie, my to byśmy nawet może i chcieli, żeby ten tramwaj tam jeździł, ino ludzie nie kcom. Może to dobry pomysł z to rozbudowo, ale zlikwidować wyjdzie taniej”.„Ewentualne zawieszenie obsługi tej trasy tramwajami ma być jak na razie jedynym tego typu działaniem na sieci Tramwajów Śląskich. – Poza Kazimierzem Górniczym na razie nie rozważamy ewentualnego skracania czy likwidacji jakiejś linii – podsumowuje prezes Tramwajów Śląskich”.
Na terenie GOP-u jest bogata tradycja takiego „nierozważania ewentualnego skracania czy likwidacji jakiejś linii”. Wpierw takie komunikaty „uwalniane” są półgębkiem, a potem, cały na biało, wkracza zarząd (dez)organizatora transportu, obwieszczając, że przecież „autobusem ekologiczniej (!)* i taniej”.
Dzięki takiej polityce:
– mieszkanki i mieszkańcy Będzina i Wojkowic od 1.4.2006 roku zamiast tramwajem „25”, jeżdżą autobusem o tym samym numerze;
– mieszkanki i mieszkańcy Chorzowa i Siemianowic Śląskich od 1.4.2009 zamiast tramwajem „12” zlikwidowanym 31.12.2008, jeżdżą autobusem „190”;
– mieszkanki i mieszkańcy Gliwic od 1.9.2009 zamiast tramwajami „1” i „4” jeżdżą autobusem „A4”;
– mieszkanki i mieszkańcy Rudy Śląskiej i Bytomia od 14.2.2015 zamiast tramwajem „18” jeżdżą autobusem „118”.
To nic, że trasy tych linii średnio pokrywają się z trasami zlikwidowanych linii tramwajowych („Nie pasuje? Tym roszczeniowym pieniaczom zawsze coś nie pasuje! Niech sie cieszom, rze wogle coś jeździ!!”).
A, zapomniałabym. Mieszkańcy Dąbrówki Wielkiej i Szarleja, dzielnic Piekar Śląskich od 1.4.2006 zamiast tramwaju „8” nie mają czym jeździć...*) Zły władca Gliwic zygfryd frankieszeńka podczas tzw. „konsultacji społecznych” w UM Gliwice w czwartek 2.4.2009 orzekł, że „tramwaj jest nieekologiczny, bo jest zasilany prądem z elektrowni, która spala węgiel, więc zanieczyszcza środowisko”.
Kurtyna!CC: @robbli
#TragedieŚląskie #tramwaj #linia27 #Sosnowiec #KazimierzGórniczy
-
Właściwie nie wiem, dlaczego kupiłem "Ministerstwo moralnej paniki" Amandy Lee Koe. Trochę z uwagi na chwytliwy tytuł, a trochę dlatego, bo szukałem autorów spoza Europy i anglosfery. Autorka z Singapuru w sam raz wpasowywała się w moje potrzeby.
Tyle, że nie wiedziałem, że to zbiór opowiadań. Zgrabnych obrazków. To taka typowa obyczajowa proza, skrawki życia mieszkanek (przeważnie) Singapuru, zakochujących się, wspominających miłość, tęskniących za miłością. Prawie wszystkie podszyte melancholią i smutkiem, prawie wszystkie mówiące o braku spełnienia.
Przeczytałem i zapomnę. To nie jest rodzaj prozy, do której bym wracał. Ale sądzę, że mógłbym ją polecać moim koleżankom - niektórym takie obrazki mogłyby się spodobać. Dlaczego nie kolegom? Bo akurat moi koledzy wolą też szybką akcję, lasery lub, ewentualnie, pociski kalibru 9mm.
#readlist2023 #książki #MinisterstwoMoralnejPaniki #AmandaLeeKoe @ksiazki