home.social

#francja — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #francja, aggregated by home.social.

  1. Moim zdaniem Jordan Bardella miał wiekszą szansę wygrać w walce o urząd prezydenta Francji niż Marine La Pen, zwłaszcza teraz po „wsparciu” Muska... #wybory #Francja

  2. Moim zdaniem Jordan Bardella miał wiekszą szansę wygrać w walce o urząd prezydenta Francji niż Marine La Pen, zwłaszcza teraz po „wsparciu” Muska... #wybory #Francja

  3. Marine Le Pen pozostaje skazana. Dlaczego więc może kandydować na prezydenta Francji?

    Wyrok apelacyjny z 7 lipca 2026 r. wywołał wiele komentarzy. Większość sprowadzała się do jednego zdania: Marine Le Pen będzie mogła wystartować w wyborach prezydenckich w 2027 roku.

    To prawda. Ale warto zrozumieć dlaczego.

    Sąd apelacyjny nie podważył ustaleń dotyczących winy. Marine Le Pen nadal została uznana za winną sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego przeznaczonych na fikcyjne etaty asystentów, które finansowały działalność RN.

    Zmienił się natomiast wymiar kary.

    W marcu 2025 r. sąd I instancji orzekł m.in. 5-letni zakaz kandydowania z rygorem natychmiastowej wykonalności. Kara zaczęła więc biec od razu, mimo apelacji.

    Sąd apelacyjny skrócił zakaz do 45 miesięcy, z czego 30 miesięcy zawiesił. Realnie oznacza to 15 miesięcy zakazu, które Le Pen zdążyła już odbyć. Dlatego może kandydować. Nie dlatego, że została uniewinniona, lecz dlatego, że wykonana część kary została zaliczona.

    RN podkreśla, że sąd stwierdził „brak osobistego wzbogacenia”. To prawda, ale nie oznacza niewinności. Pieniądze nie trafiły do prywatnych kieszeni, lecz finansowały działalność partii.

    Po wyroku z 2025 r. Marine Le Pen i Jordan Bardella mówili o „tyranii sędziów”. Tymczasem to właśnie sąd apelacyjny skrócił zakaz kandydowania w sposób umożliwiający jej start. W uzasadnieniu wyjaśniono, że uwzględniono także prawo kandydowania i wolność wyboru obywateli.

    Sprawa nie jest jednak zakończona. RN zapowiedziało skargę do Cour de cassation, który oceni wyłącznie prawidłowość zastosowania prawa.

    O tym, czy Marine Le Pen zostanie prezydentką Francji, zdecydują już wyborcy.

    📄 Pełna analiza:
    youtu.be/YUDPLdm9Y34

    #MarineLePen #Francja #RN #Prawo #Polityka #UE #Demokracja

    Obserwuj mnie także na eYou
    eyou.social/p/post_3GNCxSKKeJK

  4. Marine Le Pen pozostaje skazana. Dlaczego więc może kandydować na prezydenta Francji?

    Wyrok apelacyjny z 7 lipca 2026 r. wywołał wiele komentarzy. Większość sprowadzała się do jednego zdania: Marine Le Pen będzie mogła wystartować w wyborach prezydenckich w 2027 roku.

    To prawda. Ale warto zrozumieć dlaczego.

    Sąd apelacyjny nie podważył ustaleń dotyczących winy. Marine Le Pen nadal została uznana za winną sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego przeznaczonych na fikcyjne etaty asystentów, które finansowały działalność RN.

    Zmienił się natomiast wymiar kary.

    W marcu 2025 r. sąd I instancji orzekł m.in. 5-letni zakaz kandydowania z rygorem natychmiastowej wykonalności. Kara zaczęła więc biec od razu, mimo apelacji.

    Sąd apelacyjny skrócił zakaz do 45 miesięcy, z czego 30 miesięcy zawiesił. Realnie oznacza to 15 miesięcy zakazu, które Le Pen zdążyła już odbyć. Dlatego może kandydować. Nie dlatego, że została uniewinniona, lecz dlatego, że wykonana część kary została zaliczona.

    RN podkreśla, że sąd stwierdził „brak osobistego wzbogacenia”. To prawda, ale nie oznacza niewinności. Pieniądze nie trafiły do prywatnych kieszeni, lecz finansowały działalność partii.

    Po wyroku z 2025 r. Marine Le Pen i Jordan Bardella mówili o „tyranii sędziów”. Tymczasem to właśnie sąd apelacyjny skrócił zakaz kandydowania w sposób umożliwiający jej start. W uzasadnieniu wyjaśniono, że uwzględniono także prawo kandydowania i wolność wyboru obywateli.

    Sprawa nie jest jednak zakończona. RN zapowiedziało skargę do Cour de cassation, który oceni wyłącznie prawidłowość zastosowania prawa.

    O tym, czy Marine Le Pen zostanie prezydentką Francji, zdecydują już wyborcy.

    📄 Pełna analiza:
    youtu.be/YUDPLdm9Y34

    #MarineLePen #Francja #RN #Prawo #Polityka #UE #Demokracja

    Obserwuj mnie także na eYou
    eyou.social/p/post_3GNCxSKKeJK

  5. Marine Le Pen pozostaje skazana. Dlaczego więc może kandydować na prezydenta Francji?

    Wyrok apelacyjny z 7 lipca 2026 r. wywołał wiele komentarzy. Większość sprowadzała się do jednego zdania: Marine Le Pen będzie mogła wystartować w wyborach prezydenckich w 2027 roku.

    To prawda. Ale warto zrozumieć dlaczego.

    Sąd apelacyjny nie podważył ustaleń dotyczących winy. Marine Le Pen nadal została uznana za winną sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego przeznaczonych na fikcyjne etaty asystentów, które finansowały działalność RN.

    Zmienił się natomiast wymiar kary.

    W marcu 2025 r. sąd I instancji orzekł m.in. 5-letni zakaz kandydowania z rygorem natychmiastowej wykonalności. Kara zaczęła więc biec od razu, mimo apelacji.

    Sąd apelacyjny skrócił zakaz do 45 miesięcy, z czego 30 miesięcy zawiesił. Realnie oznacza to 15 miesięcy zakazu, które Le Pen zdążyła już odbyć. Dlatego może kandydować. Nie dlatego, że została uniewinniona, lecz dlatego, że wykonana część kary została zaliczona.

    RN podkreśla, że sąd stwierdził „brak osobistego wzbogacenia”. To prawda, ale nie oznacza niewinności. Pieniądze nie trafiły do prywatnych kieszeni, lecz finansowały działalność partii.

    Po wyroku z 2025 r. Marine Le Pen i Jordan Bardella mówili o „tyranii sędziów”. Tymczasem to właśnie sąd apelacyjny skrócił zakaz kandydowania w sposób umożliwiający jej start. W uzasadnieniu wyjaśniono, że uwzględniono także prawo kandydowania i wolność wyboru obywateli.

    Sprawa nie jest jednak zakończona. RN zapowiedziało skargę do Cour de cassation, który oceni wyłącznie prawidłowość zastosowania prawa.

    O tym, czy Marine Le Pen zostanie prezydentką Francji, zdecydują już wyborcy.

    📄 Pełna analiza:
    youtu.be/YUDPLdm9Y34

    #MarineLePen #Francja #RN #Prawo #Polityka #UE #Demokracja

    Obserwuj mnie także na eYou
    eyou.social/p/post_3GNCxSKKeJK

  6. Marine Le Pen pozostaje skazana. Dlaczego więc może kandydować na prezydenta Francji?

    Wyrok apelacyjny z 7 lipca 2026 r. wywołał wiele komentarzy. Większość sprowadzała się do jednego zdania: Marine Le Pen będzie mogła wystartować w wyborach prezydenckich w 2027 roku.

    To prawda. Ale warto zrozumieć dlaczego.

    Sąd apelacyjny nie podważył ustaleń dotyczących winy. Marine Le Pen nadal została uznana za winną sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego przeznaczonych na fikcyjne etaty asystentów, które finansowały działalność RN.

    Zmienił się natomiast wymiar kary.

    W marcu 2025 r. sąd I instancji orzekł m.in. 5-letni zakaz kandydowania z rygorem natychmiastowej wykonalności. Kara zaczęła więc biec od razu, mimo apelacji.

    Sąd apelacyjny skrócił zakaz do 45 miesięcy, z czego 30 miesięcy zawiesił. Realnie oznacza to 15 miesięcy zakazu, które Le Pen zdążyła już odbyć. Dlatego może kandydować. Nie dlatego, że została uniewinniona, lecz dlatego, że wykonana część kary została zaliczona.

    RN podkreśla, że sąd stwierdził „brak osobistego wzbogacenia”. To prawda, ale nie oznacza niewinności. Pieniądze nie trafiły do prywatnych kieszeni, lecz finansowały działalność partii.

    Po wyroku z 2025 r. Marine Le Pen i Jordan Bardella mówili o „tyranii sędziów”. Tymczasem to właśnie sąd apelacyjny skrócił zakaz kandydowania w sposób umożliwiający jej start. W uzasadnieniu wyjaśniono, że uwzględniono także prawo kandydowania i wolność wyboru obywateli.

    Sprawa nie jest jednak zakończona. RN zapowiedziało skargę do Cour de cassation, który oceni wyłącznie prawidłowość zastosowania prawa.

    O tym, czy Marine Le Pen zostanie prezydentką Francji, zdecydują już wyborcy.

    📄 Pełna analiza:
    youtu.be/YUDPLdm9Y34

    #MarineLePen #Francja #RN #Prawo #Polityka #UE #Demokracja

    Obserwuj mnie także na eYou
    eyou.social/p/post_3GNCxSKKeJK

  7. Marine Le Pen pozostaje skazana. Dlaczego więc może kandydować na prezydenta Francji?

    Wyrok apelacyjny z 7 lipca 2026 r. wywołał wiele komentarzy. Większość sprowadzała się do jednego zdania: Marine Le Pen będzie mogła wystartować w wyborach prezydenckich w 2027 roku.

    To prawda. Ale warto zrozumieć dlaczego.

    Sąd apelacyjny nie podważył ustaleń dotyczących winy. Marine Le Pen nadal została uznana za winną sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego przeznaczonych na fikcyjne etaty asystentów, które finansowały działalność RN.

    Zmienił się natomiast wymiar kary.

    W marcu 2025 r. sąd I instancji orzekł m.in. 5-letni zakaz kandydowania z rygorem natychmiastowej wykonalności. Kara zaczęła więc biec od razu, mimo apelacji.

    Sąd apelacyjny skrócił zakaz do 45 miesięcy, z czego 30 miesięcy zawiesił. Realnie oznacza to 15 miesięcy zakazu, które Le Pen zdążyła już odbyć. Dlatego może kandydować. Nie dlatego, że została uniewinniona, lecz dlatego, że wykonana część kary została zaliczona.

    RN podkreśla, że sąd stwierdził „brak osobistego wzbogacenia”. To prawda, ale nie oznacza niewinności. Pieniądze nie trafiły do prywatnych kieszeni, lecz finansowały działalność partii.

    Po wyroku z 2025 r. Marine Le Pen i Jordan Bardella mówili o „tyranii sędziów”. Tymczasem to właśnie sąd apelacyjny skrócił zakaz kandydowania w sposób umożliwiający jej start. W uzasadnieniu wyjaśniono, że uwzględniono także prawo kandydowania i wolność wyboru obywateli.

    Sprawa nie jest jednak zakończona. RN zapowiedziało skargę do Cour de cassation, który oceni wyłącznie prawidłowość zastosowania prawa.

    O tym, czy Marine Le Pen zostanie prezydentką Francji, zdecydują już wyborcy.

    📄 Pełna analiza:
    youtu.be/YUDPLdm9Y34

    #MarineLePen #Francja #RN #Prawo #Polityka #UE #Demokracja

    Obserwuj mnie także na eYou
    eyou.social/p/post_3GNCxSKKeJK

  8. @m0bi Świetne!!! 📣 A tutaj jest katalog oprogramowania #FOSS na różnych etapach rekomendacji przez rząd Francji: code.gouv.fr/sill/

    #FOSSpoPolsku #Francja #FOSSgov

  9. @m0bi Świetne!!! 📣 A tutaj jest katalog oprogramowania #FOSS na różnych etapach rekomendacji przez rząd Francji: code.gouv.fr/sill/

    #FOSSpoPolsku #Francja #FOSSgov

  10. RE: social.numerique.gouv.fr/@ouve

    🇫🇷 "Międzyresortowa baza wolnego oprogramowania (SILL) ewoluuje!

    W obliczu rosnącego bogactwa ekosystemu open source oraz wyzwań związanych z suwerennością cyfrową, SILL staje się czymś więcej niż tylko listą wolnego oprogramowania rekomendowanego przez państwo francuskie – staje się wspólnym, udokumentowanym i ewoluującym zbiorem zaleceń.

    Pierwsze wyniki prac grupy roboczej DINUM są już dostępne online 👇️"

    [FR] -> ouvert.numerique.gouv.fr/actua

    #Francja #FOSS #rząd #WolneOprogramowanie

  11. RE: social.numerique.gouv.fr/@ouve

    🇫🇷 "Międzyresortowa baza wolnego oprogramowania (SILL) ewoluuje!

    W obliczu rosnącego bogactwa ekosystemu open source oraz wyzwań związanych z suwerennością cyfrową, SILL staje się czymś więcej niż tylko listą wolnego oprogramowania rekomendowanego przez państwo francuskie – staje się wspólnym, udokumentowanym i ewoluującym zbiorem zaleceń.

    Pierwsze wyniki prac grupy roboczej DINUM są już dostępne online 👇️"

    [FR] -> ouvert.numerique.gouv.fr/actua

    #Francja #FOSS #rząd #WolneOprogramowanie

  12. RE: social.numerique.gouv.fr/@ouve

    🇫🇷 "Międzyresortowa baza wolnego oprogramowania (SILL) ewoluuje!

    W obliczu rosnącego bogactwa ekosystemu open source oraz wyzwań związanych z suwerennością cyfrową, SILL staje się czymś więcej niż tylko listą wolnego oprogramowania rekomendowanego przez państwo francuskie – staje się wspólnym, udokumentowanym i ewoluującym zbiorem zaleceń.

    Pierwsze wyniki prac grupy roboczej DINUM są już dostępne online 👇️"

    [FR] -> ouvert.numerique.gouv.fr/actua

    #Francja #FOSS #rząd #WolneOprogramowanie

  13. RE: social.numerique.gouv.fr/@ouve

    🇫🇷 "Międzyresortowa baza wolnego oprogramowania (SILL) ewoluuje!

    W obliczu rosnącego bogactwa ekosystemu open source oraz wyzwań związanych z suwerennością cyfrową, SILL staje się czymś więcej niż tylko listą wolnego oprogramowania rekomendowanego przez państwo francuskie – staje się wspólnym, udokumentowanym i ewoluującym zbiorem zaleceń.

    Pierwsze wyniki prac grupy roboczej DINUM są już dostępne online 👇️"

    [FR] -> ouvert.numerique.gouv.fr/actua

    #Francja #FOSS #rząd #WolneOprogramowanie

  14. RE: social.numerique.gouv.fr/@ouve

    🇫🇷 "Międzyresortowa baza wolnego oprogramowania (SILL) ewoluuje!

    W obliczu rosnącego bogactwa ekosystemu open source oraz wyzwań związanych z suwerennością cyfrową, SILL staje się czymś więcej niż tylko listą wolnego oprogramowania rekomendowanego przez państwo francuskie – staje się wspólnym, udokumentowanym i ewoluującym zbiorem zaleceń.

    Pierwsze wyniki prac grupy roboczej DINUM są już dostępne online 👇️"

    [FR] -> ouvert.numerique.gouv.fr/actua

    #Francja #FOSS #rząd #WolneOprogramowanie

  15. europesays.com/pl/519637/ Polska i Francja łączą siły. Wspólny front przeciw Mercosur i żywności spoza UE – AgroNews – Portal rolniczy – Wiadomości rolnicze #francja #mercosur #mrirw #PL #Poland #Polish #Polska #Polski #rolnictwo #żywność

  16. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Dekada Brexitu, czyli jak kompletnie nie uczyć się na własnych błędach

    Nowa funkcja WordPressa przypomina mi własne notatki z poprzednich lat i dzięki niej właśnie uświadomiłem sobie, że jutro mija dekada od największego (największego dotychczas 😉) aktu politycznej głupoty w historii Europy XXI wieku. Czy musiało do tego dojść? Znowu cytując klasyka: „Widocznie musiało, skoro doszło”.

    Medialna iluzja i imperialna nostalgia

    Brexit stanowi idealną metaforę współczesnej rzeczywistości medialnej. Latami grany w mediach temat, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, został rozpalony do takiego poziomu, że referendum zakończyło się wynikiem, na którym nikomu nie zależało. Co ciekawe, potem klasa polityczna, nie chcąc przyznać się do błędu, brnęła dalej w temat, który okazywał się coraz bardziej samobójczy. Produkowała po drodze kolejne mrzonki i iluzje, które również w komplecie okazały się nierealistyczne, oparte na daleko posuniętym myśleniu życzeniowym oraz nostalgii za czasami imperialnymi. Rezultaty były niewiele mniejsze niż katastrofalne – zarówno dla rozwoju Wielkiej Brytanii, jak i dla samych nadziei związanych z Brexitem.

    Rzeczywistość uderza w Wyspy

    Dekadę później wyspa ugina się pod problemami, które sama wytworzyła. Bliskich kulturowo imigrantów z Europy Środkowej zastąpiono tabunami uchodźców. Nieźle działający, choć kurczący się przemysł zarżnięto, pozbawiając go największego i najbliższego rynku zbytu. Usługi finansowe, niegdyś filar brytyjskiej ekonomii, również mają się coraz gorzej. Służba zdrowia zamiast obiecanego dofinansowania przechodzi z kryzysu w kryzys. Rządzący laburzyści, mimo ogromnego mandatu, po roku rządów obiektywnie nie mają innego pomysłu niż zmiana premiera. A największy dowcip? Liderem sondaży jest partia, która wprowadziła Anglików w to całe szambo. Logiczne, nieprawdaż?

    Spełnione proroctwa i amerykański sojusz

    Największy paradoks? Wszystkie te problemy były wskazywane w trakcie kampanii w 2016 roku! Wszystkie! I spełniły się co do jednego. Co za to się nie ziściło? Żadna z postulowanych brexitowych korzyści! Żadna! Długi urosły, rozwój stanął. W USA zamiast sojusznika jest Trump, który całe „specjalne stosunki” ma głęboko w okrężnicy. Pozostało jedyne wyjście: powrót do Unii. Ale tu nie obejdzie się bez Canossy i będzie drogo – bardzo drogo. Czy jest jednak inne wyjście?

    No chyba że oddadzą całość władzy w ręce Reform UK. I nawet z punktu widzenia reszty Europy próby naprawienia przez Nigela Farage’a tego, co zepsuł, będą zabawne. Ale jednak ludzi szkoda. Nawet tak niezwykłych w swoim przywiązaniu do imperialnych iluzji jak przeciętny obywatel Wielkiej Brytanii.

    Unijna lekcja przetrwania

    Lekcję Europa odrobiła. Miała być seria „exitów”, ale dziś nawet niedawni apologeci w stylu Zgromadzenia Narodowego we Francji czy AfD w Niemczech odżegnują się od tak samobójczych koncepcji. UE okazała się złem absolutnym, ale w tej swojej totalności – absolutnie koniecznym. Zwłaszcza że niedawny idealny sojusznik za oceanem okazał się oszalałym starcem z postępującą demencją. Na tle wyczynów pomarańczowego króla UE jawi się jako byt nie tylko stabilny, ale wręcz ostoja umiarkowania i rezerwy. A bez „hamulcowego” w postaci Wielkiej Brytanii jest zdolna także do o wiele szybszych decyzji.

    Puenta? Czasami, jak się piłuje gałąź, na której się siedzi, warto posłuchać ostrzeżeń. I to dobra rada nie tylko w kwestii polityki.

    #brexit #Francja #gospodarka #Niemcy #trump #UE #UK #USA
  17. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Dekada Brexitu, czyli jak kompletnie nie uczyć się na własnych błędach

    Nowa funkcja WordPressa przypomina mi własne notatki z poprzednich lat i dzięki niej właśnie uświadomiłem sobie, że jutro mija dekada od największego (największego dotychczas 😉) aktu politycznej głupoty w historii Europy XXI wieku. Czy musiało do tego dojść? Znowu cytując klasyka: „Widocznie musiało, skoro doszło”.

    Medialna iluzja i imperialna nostalgia

    Brexit stanowi idealną metaforę współczesnej rzeczywistości medialnej. Latami grany w mediach temat, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, został rozpalony do takiego poziomu, że referendum zakończyło się wynikiem, na którym nikomu nie zależało. Co ciekawe, potem klasa polityczna, nie chcąc przyznać się do błędu, brnęła dalej w temat, który okazywał się coraz bardziej samobójczy. Produkowała po drodze kolejne mrzonki i iluzje, które również w komplecie okazały się nierealistyczne, oparte na daleko posuniętym myśleniu życzeniowym oraz nostalgii za czasami imperialnymi. Rezultaty były niewiele mniejsze niż katastrofalne – zarówno dla rozwoju Wielkiej Brytanii, jak i dla samych nadziei związanych z Brexitem.

    Rzeczywistość uderza w Wyspy

    Dekadę później wyspa ugina się pod problemami, które sama wytworzyła. Bliskich kulturowo imigrantów z Europy Środkowej zastąpiono tabunami uchodźców. Nieźle działający, choć kurczący się przemysł zarżnięto, pozbawiając go największego i najbliższego rynku zbytu. Usługi finansowe, niegdyś filar brytyjskiej ekonomii, również mają się coraz gorzej. Służba zdrowia zamiast obiecanego dofinansowania przechodzi z kryzysu w kryzys. Rządzący laburzyści, mimo ogromnego mandatu, po roku rządów obiektywnie nie mają innego pomysłu niż zmiana premiera. A największy dowcip? Liderem sondaży jest partia, która wprowadziła Anglików w to całe szambo. Logiczne, nieprawdaż?

    Spełnione proroctwa i amerykański sojusz

    Największy paradoks? Wszystkie te problemy były wskazywane w trakcie kampanii w 2016 roku! Wszystkie! I spełniły się co do jednego. Co za to się nie ziściło? Żadna z postulowanych brexitowych korzyści! Żadna! Długi urosły, rozwój stanął. W USA zamiast sojusznika jest Trump, który całe „specjalne stosunki” ma głęboko w okrężnicy. Pozostało jedyne wyjście: powrót do Unii. Ale tu nie obejdzie się bez Canossy i będzie drogo – bardzo drogo. Czy jest jednak inne wyjście?

    No chyba że oddadzą całość władzy w ręce Reform UK. I nawet z punktu widzenia reszty Europy próby naprawienia przez Nigela Farage’a tego, co zepsuł, będą zabawne. Ale jednak ludzi szkoda. Nawet tak niezwykłych w swoim przywiązaniu do imperialnych iluzji jak przeciętny obywatel Wielkiej Brytanii.

    Unijna lekcja przetrwania

    Lekcję Europa odrobiła. Miała być seria „exitów”, ale dziś nawet niedawni apologeci w stylu Zgromadzenia Narodowego we Francji czy AfD w Niemczech odżegnują się od tak samobójczych koncepcji. UE okazała się złem absolutnym, ale w tej swojej totalności – absolutnie koniecznym. Zwłaszcza że niedawny idealny sojusznik za oceanem okazał się oszalałym starcem z postępującą demencją. Na tle wyczynów pomarańczowego króla UE jawi się jako byt nie tylko stabilny, ale wręcz ostoja umiarkowania i rezerwy. A bez „hamulcowego” w postaci Wielkiej Brytanii jest zdolna także do o wiele szybszych decyzji.

    Puenta? Czasami, jak się piłuje gałąź, na której się siedzi, warto posłuchać ostrzeżeń. I to dobra rada nie tylko w kwestii polityki.

    #brexit #Francja #gospodarka #Niemcy #trump #UE #UK #USA
  18. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Dekada Brexitu, czyli jak kompletnie nie uczyć się na własnych błędach

    Nowa funkcja WordPressa przypomina mi własne notatki z poprzednich lat i dzięki niej właśnie uświadomiłem sobie, że jutro mija dekada od największego (największego dotychczas 😉) aktu politycznej głupoty w historii Europy XXI wieku. Czy musiało do tego dojść? Znowu cytując klasyka: „Widocznie musiało, skoro doszło”.

    Medialna iluzja i imperialna nostalgia

    Brexit stanowi idealną metaforę współczesnej rzeczywistości medialnej. Latami grany w mediach temat, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, został rozpalony do takiego poziomu, że referendum zakończyło się wynikiem, na którym nikomu nie zależało. Co ciekawe, potem klasa polityczna, nie chcąc przyznać się do błędu, brnęła dalej w temat, który okazywał się coraz bardziej samobójczy. Produkowała po drodze kolejne mrzonki i iluzje, które również w komplecie okazały się nierealistyczne, oparte na daleko posuniętym myśleniu życzeniowym oraz nostalgii za czasami imperialnymi. Rezultaty były niewiele mniejsze niż katastrofalne – zarówno dla rozwoju Wielkiej Brytanii, jak i dla samych nadziei związanych z Brexitem.

    Rzeczywistość uderza w Wyspy

    Dekadę później wyspa ugina się pod problemami, które sama wytworzyła. Bliskich kulturowo imigrantów z Europy Środkowej zastąpiono tabunami uchodźców. Nieźle działający, choć kurczący się przemysł zarżnięto, pozbawiając go największego i najbliższego rynku zbytu. Usługi finansowe, niegdyś filar brytyjskiej ekonomii, również mają się coraz gorzej. Służba zdrowia zamiast obiecanego dofinansowania przechodzi z kryzysu w kryzys. Rządzący laburzyści, mimo ogromnego mandatu, po roku rządów obiektywnie nie mają innego pomysłu niż zmiana premiera. A największy dowcip? Liderem sondaży jest partia, która wprowadziła Anglików w to całe szambo. Logiczne, nieprawdaż?

    Spełnione proroctwa i amerykański sojusz

    Największy paradoks? Wszystkie te problemy były wskazywane w trakcie kampanii w 2016 roku! Wszystkie! I spełniły się co do jednego. Co za to się nie ziściło? Żadna z postulowanych brexitowych korzyści! Żadna! Długi urosły, rozwój stanął. W USA zamiast sojusznika jest Trump, który całe „specjalne stosunki” ma głęboko w okrężnicy. Pozostało jedyne wyjście: powrót do Unii. Ale tu nie obejdzie się bez Canossy i będzie drogo – bardzo drogo. Czy jest jednak inne wyjście?

    No chyba że oddadzą całość władzy w ręce Reform UK. I nawet z punktu widzenia reszty Europy próby naprawienia przez Nigela Farage’a tego, co zepsuł, będą zabawne. Ale jednak ludzi szkoda. Nawet tak niezwykłych w swoim przywiązaniu do imperialnych iluzji jak przeciętny obywatel Wielkiej Brytanii.

    Unijna lekcja przetrwania

    Lekcję Europa odrobiła. Miała być seria „exitów”, ale dziś nawet niedawni apologeci w stylu Zgromadzenia Narodowego we Francji czy AfD w Niemczech odżegnują się od tak samobójczych koncepcji. UE okazała się złem absolutnym, ale w tej swojej totalności – absolutnie koniecznym. Zwłaszcza że niedawny idealny sojusznik za oceanem okazał się oszalałym starcem z postępującą demencją. Na tle wyczynów pomarańczowego króla UE jawi się jako byt nie tylko stabilny, ale wręcz ostoja umiarkowania i rezerwy. A bez „hamulcowego” w postaci Wielkiej Brytanii jest zdolna także do o wiele szybszych decyzji.

    Puenta? Czasami, jak się piłuje gałąź, na której się siedzi, warto posłuchać ostrzeżeń. I to dobra rada nie tylko w kwestii polityki.

    #brexit #Francja #gospodarka #Niemcy #trump #UE #UK #USA
  19. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Dekada Brexitu, czyli jak kompletnie nie uczyć się na własnych błędach

    Nowa funkcja WordPressa przypomina mi własne notatki z poprzednich lat i dzięki niej właśnie uświadomiłem sobie, że jutro mija dekada od największego (największego dotychczas 😉) aktu politycznej głupoty w historii Europy XXI wieku. Czy musiało do tego dojść? Znowu cytując klasyka: „Widocznie musiało, skoro doszło”.

    Medialna iluzja i imperialna nostalgia

    Brexit stanowi idealną metaforę współczesnej rzeczywistości medialnej. Latami grany w mediach temat, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, został rozpalony do takiego poziomu, że referendum zakończyło się wynikiem, na którym nikomu nie zależało. Co ciekawe, potem klasa polityczna, nie chcąc przyznać się do błędu, brnęła dalej w temat, który okazywał się coraz bardziej samobójczy. Produkowała po drodze kolejne mrzonki i iluzje, które również w komplecie okazały się nierealistyczne, oparte na daleko posuniętym myśleniu życzeniowym oraz nostalgii za czasami imperialnymi. Rezultaty były niewiele mniejsze niż katastrofalne – zarówno dla rozwoju Wielkiej Brytanii, jak i dla samych nadziei związanych z Brexitem.

    Rzeczywistość uderza w Wyspy

    Dekadę później wyspa ugina się pod problemami, które sama wytworzyła. Bliskich kulturowo imigrantów z Europy Środkowej zastąpiono tabunami uchodźców. Nieźle działający, choć kurczący się przemysł zarżnięto, pozbawiając go największego i najbliższego rynku zbytu. Usługi finansowe, niegdyś filar brytyjskiej ekonomii, również mają się coraz gorzej. Służba zdrowia zamiast obiecanego dofinansowania przechodzi z kryzysu w kryzys. Rządzący laburzyści, mimo ogromnego mandatu, po roku rządów obiektywnie nie mają innego pomysłu niż zmiana premiera. A największy dowcip? Liderem sondaży jest partia, która wprowadziła Anglików w to całe szambo. Logiczne, nieprawdaż?

    Spełnione proroctwa i amerykański sojusz

    Największy paradoks? Wszystkie te problemy były wskazywane w trakcie kampanii w 2016 roku! Wszystkie! I spełniły się co do jednego. Co za to się nie ziściło? Żadna z postulowanych brexitowych korzyści! Żadna! Długi urosły, rozwój stanął. W USA zamiast sojusznika jest Trump, który całe „specjalne stosunki” ma głęboko w okrężnicy. Pozostało jedyne wyjście: powrót do Unii. Ale tu nie obejdzie się bez Canossy i będzie drogo – bardzo drogo. Czy jest jednak inne wyjście?

    No chyba że oddadzą całość władzy w ręce Reform UK. I nawet z punktu widzenia reszty Europy próby naprawienia przez Nigela Farage’a tego, co zepsuł, będą zabawne. Ale jednak ludzi szkoda. Nawet tak niezwykłych w swoim przywiązaniu do imperialnych iluzji jak przeciętny obywatel Wielkiej Brytanii.

    Unijna lekcja przetrwania

    Lekcję Europa odrobiła. Miała być seria „exitów”, ale dziś nawet niedawni apologeci w stylu Zgromadzenia Narodowego we Francji czy AfD w Niemczech odżegnują się od tak samobójczych koncepcji. UE okazała się złem absolutnym, ale w tej swojej totalności – absolutnie koniecznym. Zwłaszcza że niedawny idealny sojusznik za oceanem okazał się oszalałym starcem z postępującą demencją. Na tle wyczynów pomarańczowego króla UE jawi się jako byt nie tylko stabilny, ale wręcz ostoja umiarkowania i rezerwy. A bez „hamulcowego” w postaci Wielkiej Brytanii jest zdolna także do o wiele szybszych decyzji.

    Puenta? Czasami, jak się piłuje gałąź, na której się siedzi, warto posłuchać ostrzeżeń. I to dobra rada nie tylko w kwestii polityki.

    #brexit #Francja #gospodarka #Niemcy #trump #UE #UK #USA
  20. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Trump gardzi słabymi – geopolityczno-psychologiczna omyłka PiS-u

    Postawa zarówno Karola Nawrockiego, jak i większości polityków PiS-u wobec USA ogólnie, a Donalda Trumpa w szczególności, jest tyleż żałosna w swojej służalczości, co przeciwskuteczna. Ostatnie półtora roku prezydentury pokazuje dość jednoznacznie, że cechy osobiste Donalda Trumpa zdecydowanie przeważają nad kwestiami takimi jak interes strategiczny kraju czy dyplomatyczne konwenanse.

    Mit „klasztoru i przeora”

    W tej sytuacji kontynuowanie tej silnie wasalnej, momentami wręcz karykaturalnej postawy można już zupełnie realnie określić mianem strategicznego błędu. Traktowanie Ameryki jako obiektywnego nosiciela interesów, które są w dużej mierze niezależne od doraźnego kierownictwa (wyrażane przysłowiem „dłużej klasztora niż przeora”), jest obecnie naiwne i nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Świat na dobre i na złe stał się zakładnikiem narcystycznej osobowości prezydenta USA – należy więc grać według zasad psychologii, a nie logiki dyplomacji.

    Psychologia narcyzmu: szacunek tylko dla silnych

    A psychologia każe narcyzowi się opierać. Tylko silni zyskują szacunek; słabi i wasalni są wykorzystywani do maksimum, a następnie porzucani, gdy stracą przydatność. Lojalność dla Trumpa nie istnieje – szanuje on wyłącznie egoizm i siłę. Widać to dobrze po klęsce wszystkich „zaklinaczy Trumpa”, którzy jako tako radzili sobie podczas pierwszej kadencji; obecnie mamy do czynienia wyłącznie z zarządzaniem chaosem. Decyzja o wycofaniu zaplanowanej obecności wojsk USA w Polsce i stopniowym redukowaniu sił w Niemczech jest funkcją tej samej polityki opartej na zasadzie akcja-reakcja. Tymczasem szacunek i uwagę zyskuje Kanada, która zdecydowała się na otwarte zanegowanie strategii USA i twardy opór wobec gróźb dotyczących zarówno jej niezależności, jak i integralności terytorialnej.

    Portret „kulej kaczki” w cieniu kryzysu

    Można zresztą dostrzec, że coraz więcej światowych przywódców widzi w Trumpie de facto „kulawą kaczkę” (lame duck) – lidera niezdolnego do pełnej realizacji własnej polityki i pozbawionego nadziei na kontynuację władzy. Na zapleczu zaognia się walka „delfinów” o schedę, a sam Trump desperacko stara się zachować jakiekolwiek karty na okres po jesiennych wyborach połowicznych. Trwająca blokada cieśniny i pogarszająca się raptownie sytuacja gospodarcza w USA wprowadza wśród politycznego zaplecza i u samego prezydenta stan desperacji graniczącej z paniką. Wizyta w Chinach stanowi tego najlepszy przykład – jej wyniki są co najmniej rozczarowujące, także w kontekście konfliktu z Iranem.

    Europa musi stanąć okoniem

    Europa powinna więc strategicznie, ale i w sposób zintegrowany, „stanąć okoniem”, jednoznacznie artykułując niezadowolenie z eskalacji z Iranem oraz słabnącej roli USA w świecie. Nie należy bać się kolejnych ataków szału prezydenta – są one i tak nieuniknione. Zresztą, o ile polska prawica tego nie dostrzega, o tyle dość jednoznacznie amerykosceptyczną postawę zajmują jej dotychczasowi sojusznicy: Meloni we Włoszech, RN we Francji, a nawet AfD w Niemczech (mimo wsparcia ze strony Muska i Vance’a).

    Wobec tego wasalne bicie pokłonów zespołu Nawrocki-PiS jest nie tylko krótkowzroczne, ale wprost niebezpieczne. Podwórkowi bandyci szanują tylko silnych i bezczelnych. Skoro tacy ludzie są u władzy, trzeba się zaadaptować. Wydawało się, że akurat Karol Nawrocki tę „uliczną” filozofię powinien zrozumieć najlepiej.

    #DonaldTrump #Francja #geopolityka #Niemcy #PIS #Polska #UE #USA #Włochy