home.social

#moderacja-tresci — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #moderacja-tresci, aggregated by home.social.

fetched live
  1. Trump i szczepionki, czyli jak globalna dezinformacja wchodzi na najwyższy szczebel

    Internet nie ma granic. Kiedy w Stanach Zjednoczonych na najwyższych szczeblach władzy zapada decyzja o oficjalnym wsparciu dla dawno obalonych, szkodliwych teorii spiskowych, fala uderzeniowa dociera do algorytmów na całym świecie. To nie jest tekst o Białym Domu, to jest tekst o tym, co odczujesz Ty i Twoi bliscy.

    Jak donoszą amerykańskie media, Biały Dom pracuje nad rozporządzeniem wykonawczym, które ma instytucjonalnie powiązać szczepienia ochronne z autyzmem. Każdy kto zna historię największego fałszu w medycynie (praca Wakefielda) łapie się w tym momencie za głowę. Ale, Moi Drodzy! To nie o autyzm i szczepionki tu chodzi.

    Problem w naszym zalgorytmizowanym i zdigitalizowanym coraz bardziej świecie staje się znacznie poważniejszy, niżby sam wydawca dekretów w Waszyngtonie mógł przewidywać. To przede wszystkim fatalna wiadomość dla globalnej walki z dezinformacją, głównie naukową, ale tak naprawdę… jakąkolwiek.

    Co gorsza wszystko się dzieje w sytuacji, gdy obecnie ludzkość dysponuje narzędziami pozwalającymi jej fałszować rzeczywistość na nigdy niespotykaną wcześniej skalę… Zacznijmy jednak od tego, co się właściwie wydarzyło.

    Polityka oparta na sfałszowanych badaniach

    Jak wynika z niezależnych raportów „The Washington Post” oraz agencji Bloomberg, administracja Donalda Trumpa przygotowuje dokument wymierzony w kalendarz szczepień dziecięcych oraz badania nad autyzmem. Rozporządzenie może zostać ogłoszone już w przyszłym tygodniu. Pewnie wielu z Was zapyta: co mnie to obchodzi? To dotyczy amerykańskich obywateli, ich dzieci i szczepień. Tak, to prawda, ale konsekwencje, co już wcześniej wspomniałem, wychodzą poza medycynę, bo dotyczą propagacji informacji we współczesnym świecie.

    Problem polega na tym, że rzekomy związek między szczepionkami a autyzmem to najbardziej znany medyczny fake news w historii. Został wielokrotnie obalony przez dziesiątki rygorystycznych badań obejmujących miliony dzieci na całym świecie. Cała narracja opiera się na jednym, sfałszowanym i wycofanym przed laty artykule naukowym, którego autor (wspomniany Wakefield) został ostatecznie pozbawiony prawa wykonywania zawodu lekarza.

    Prezydenckie ambicje kosztem nauki

    Amerykańskie środowiska medyczne, naukowcy i organizacje zrzeszające pacjentów z autyzmem stanowczo potępiają te działania, nazywając je marnowaniem cennego czasu i zasobów, które powinny być przeznaczone na szukanie prawdziwych przyczyn zaburzeń. Skąd więc tak silne parcie na legislację?

    Według dziennika „The Wall Street Journal”, inicjatywa płynie bezpośrednio od prezydenta, który rzekomo chce zapisać się w historii jako polityk, który „wyleczył autyzm” poprzez ograniczenie programów szczepień. Istotną rolę odgrywa tu również Robert F. Kennedy Jr., znany ze swoich radykalnych poglądów antyszczepionkowych, który odpowiada w administracji za kwestie zdrowotne. Choć ten ostatni ostatnio zmienił mocno swoją retorykę w obliczu rozpędzającej się (w rzeczy samej największej od… 35 lat!) epidemii odry w USA publicznie wzywając (m.in. na antenie CNN) amerykańskich rodziców, by jednak szczepili swoje dzieci na odrę. Jednak raczej zrobił to nie ze względu na zmianę własnych przekonań, co po prostu ochronę własnego stołka… To jednak nie jest tematem mojego wywodu. Czas odpowiedzieć na jedno ważne pytanie, jakie znaczenie ma planowany przez amerykańską administrację dekret dla nas?

    Dlaczego to dotyczy również nas?

    Otóż większość platform społecznościowych dostarczających informacje w cyberprzestrzeni to platformy amerykańskie. YouTube, Google (Alphabet), Facebook, Threads (Meta), X itp.  Zatem decyzje z Gabinetu Owalnego mają bezpośredni wpływ na to, jak globalne platformy technologiczne radzą sobie z moderacją treści. Kiedy medyczna dezinformacja staje się oficjalnym stanowiskiem rządu USA, korporacjom znacznie trudniej jest blokować i oznaczać takie treści jako szkodliwe. Rozumiecie? Algorytmy platform mogą oczywiście oznaczać lub ograniczać takie treści, ale kiedy dezinformacja pochodzi bezpośrednio od władz państwa, z którego te platformy się wywodzą, granica między moderacją szkodliwej informacji a ograniczaniem oficjalnego komunikatu władzy staje się znacznie trudniejsza do wyznaczenia.

    To z kolei otwiera furtkę do zalewu pseudonaukowych teorii spiskowych w każdym zakątku internetu, bezpowrotnie podważając zaufanie do współczesnej medycyny. Co gorsza, ten zalew może być dziś produkowany na skalę nie notowaną w historii ludzkości. Jak to wpłynie na nas wszystkich? Zostawiam Was z tym pytaniem…

    Sumienie AI

    #algorytmySpołecznościowe #BigTech #fakeNews #felieton #globalnaDezinformacja #moderacjaTreści #socialMedia #szczepionkiAAutyzm
  2. Telegram na chwilę zniknął z App Store. Durov mówi o wymuszeniu

    Apple na 40 minut usunęło Telegrama z App Store po znalezieniu treści naruszających zasady dotyczące materiałów przedstawiających wykorzystywanie seksualne dzieci. Paweł Durow twierdzi, że padł ofiarą szantażysty, który podrzucił nielegalne treści, żeby zmusić Apple do usunięcia aplikacji.

    W poniedziałek wieczorem Apple na krótko usunęło Telegrama z App Store, po tym jak przegląd treści wykazał materiał naruszający ścisłe zasady dotyczące ochrony dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym, jak informuje MacRumors na podstawie Reutersa. Aplikacja zniknęła z wyników wyszukiwania i bezpośredniego linku około godziny 21:30 czasu wschodniego, a wróciła do sklepu ok. 40 minut później. Obecni użytkownicy Telegrama mogli w tym czasie korzystać z aplikacji bez przerwy, a Telegram pozostał przez cały ten czas dostępny w Mac App Store.

    Sprawca był szantażystą typu „takedown” – osobą, która żąda okupu od właścicieli grup w zamian za nieatakowanie ich społeczności. Szantażyści ci wykorzystują zautomatyzowane konta do umieszczania nielegalnych treści w grupach publicznych, a następnie zgłaszają je bezpośrednio do firmy Apple, próbując doprowadzić do usunięcia legalnych społeczności, których właściciele odmówili im zapłaty.

    Apple potwierdziło w oficjalnym oświadczeniu, że powodem był materiał naruszający zasady dotyczące ochrony dzieci, a aplikacja wróciła do sklepu, gdy deweloper szybko usunął sporny materiał i zbanował użytkownika, który go opublikował. Telegram potwierdził, że chodziło o jedno konto, dodając, że w ciągu tego roku usunął już ponad 337 900 grup i kanałów związanych z tego rodzaju treściami, a w zeszłym roku niemal 30 tysięcy — w efekcie zgłoszeń organizacji zajmujących się ochroną dzieci.

    Durov: to była zorganizowana prowokacja

    Kilkanaście godzin później Paweł Durow, założyciel i CEO Telegrama, przedstawił własną wersję wydarzeń na platformie X, jak opisuje MacRumors. Według niego za incydentem stał tzw. „takedown extortionist” — ktoś, kto żąda okupu od administratorów grup w zamian za nieatakowanie ich społeczności, a gdy odmawiają zapłaty, podrzuca do publicznych grup nielegalne, wygenerowane sztucznie treści i zgłasza je bezpośrednio do Apple, licząc na usunięcie legalnie działającej społeczności.

    Last night Apple briefly removed Telegram from the AppStore because a user had planted illegal porn in a public chat.

    Telegram was restored within hours. But I want to explain what happened — to warn other app developers and help protect online communities from similar attacks.…

    — Pavel Durov (@durov) August 4, 2026

    Durow tłumaczył, że atakujący wykorzystał sposób pozwalający ominąć systemy moderacji, edytując starą, nieaktywną wiadomość w istniejącej już rozmowie grupowej — dzięki czemu członkowie grupy nigdy jej nie zobaczyli i nie mogli jej zgłosić samodzielnie. Zdaniem Durowa nielegalne treści w publicznych grupach nie są dla Telegrama systemowym problemem, bo platforma dysponuje skuteczną moderacją — to był raczej odosobniony przypadek wykorzystania luki w sposobie wykrywania takich treści.

    Durow zarzucił Apple, że usunęło aplikację, zanim w ogóle skontaktowało się z Telegramem, i że firma dała się sprowokować do przesadnej reakcji. Ostrzegł też przed tym, co nazwał potencjalnym ryzykiem systemowym dla każdej aplikacji mobilnej hostującej treści generowane przez użytkowników — sugerując, że podobny atak mógłby w teorii dotknąć dowolnego komunikatora czy platformy społecznościowej. Apple jak dotąd nie odniosło się do twierdzeń Durowa o rzekomym wymuszeniu.

    Krytyka Tima Sweeneya

    Cała sytuacja przyciągnęła też uwagę Tima Sweeneya, CEO Epic Games i długoletniego krytyka polityki App Store, prowadzącego własny spór antymonopolowy z Apple. Sweeney napisał na X, że App Store pilnie potrzebuje globalnej konkurencji, a Apple w sposób arbitralny odcięło od dostępności kluczowe narzędzie komunikacji i prywatności dla miliarda użytkowników — nazywając to niestety codziennością. Dopytywał też, jak w praktyce miałaby wyglądać spójna zasada usuwania aplikacji, skoro przy takim standardzie trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie na dużą skalę jakiegokolwiek komunikatora, włącznie z własnym iMessage Apple.

    Warto dodać kontekst historyczny: to nie pierwszy raz, gdy Telegram znika z App Store. W lutym 2018 roku Apple usunęło zarówno Telegrama, jak i klienta Telegram X, po czym przywróciło obie aplikacje dopiero po wprowadzeniu dodatkowych zabezpieczeń przez samego Durowa.

    #AppStore #Apple #bezpieczeństwoDzieci #EpicGames #moderacjaTreści #PawełDurow #Reuters #Telegram #TimSweeney #usunięcieAplikacji
  3. Koszmar dewelopera. Znalazł nielegalne treści w danych do AI, a Google go zbanował

    Praca nad narzędziami do filtrowania treści dla dorosłych zamieniła się w cyfrowe piekło dla pewnego programisty.

    Po tym, jak nieświadomie wgrał na Dysk Google popularny zbiór danych badawczych, algorytmy giganta oznaczyły go jako przestępcę posiadającego materiały CSAM. Stracił dostęp do maila, chmury i narzędzi pracy. Jego historia to przestroga dla każdego, kto pracuje z AI.

    Mark Russo, niezależny deweloper, pracował nad aplikacją wykrywającą treści NSFW (Not Safe For Work) bezpośrednio na urządzeniu użytkownika. Aby przetestować skuteczność swojego algorytmu, pobrał powszechnie dostępny w świecie naukowym zbiór danych NudeNet i rozpakował go na swoim Dysku Google.

    Nie wiedział, że w zbiorze liczącym 700 tysięcy zdjęć, używanym w ponad 250 pracach akademickich, ukryte były materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci (CSAM).

    Wyrok bez procesu

    Reakcja systemów Google była natychmiastowa. Konto Russo zostało zawieszone za „poważne naruszenie zasad”. Stracił dostęp do Gmaila (którego używał od 14 lat), platformy Firebase (na której stały jego aplikacje), sieci reklamowej AdMob i Google Cloud. „To nie było tylko uciążliwe, to było druzgocące. Leciałem na ślepo” – napisał na swoim blogu.

    Co gorsza, mechanizmy odwoławcze zawiodły. Russo tłumaczył, że to zbiór badawczy NudeNet, ale Google dwukrotnie odrzuciło jego apelację. Sam deweloper zachował się wzorowo – zgłosił znalezisko do organizacji C3P (Canadian Centre for Child Protection), co doprowadziło do usunięcia skażonego zbioru z sieci Academic Torrents. Mimo to, dla Google pozostawał „cyfrowym banitą”.

    Media ratują sytuację

    Dopiero interwencja dziennikarza serwisu 404 Media sprawiła, że Google ponownie przyjrzało się sprawie. Rzecznik firmy przyznał: „W tym przypadku przegląd powinien był ustalić, że działanie użytkownika nie było złośliwe”. Konto Russo zostało przywrócone, ale niesmak pozostał.

    Ta historia rzuca światło na dwa problemy. Po pierwsze: jakość danych, na których uczymy AI, jest często przerażająco niska i – jak pokazuje ta historia – obecne są w nich nielegalne treści. Po drugie: w starciu z automatem moderującym Google, pojedynczy użytkownik – nawet mający rację – jest często bez szans bez wsparcia mediów.

    Google stanowczo: „Nie mamy planów na reklamy w Gemini”. To zupełnie inna droga niż OpenAI

    #404Media #bezpieczeństwoDanych #CSAMWAI #GoogleBan #MarkRusso #moderacjaTreści #news #NudeNet #sztucznaInteligencja

  4. Twórcy techniczni w panice. YouTube usuwa ich filmy, a system reklamacji to „murowana ściana”

    Wydawałoby się, że poradniki techniczne, takie jak instrukcja instalacji Windows 11 na niewspieranym sprzęcie, to krwiobieg technologicznego YouTube’a. Kiedyś faktycznie tak było, ale ostatnio ten mechanizm zaczął „zgrzytać”.

    W ostatnim tygodniu platforma zaczęła masowo usuwać tego typu treści, oznaczając je jako „niebezpieczne” lub „szkodliwe”. Twórcy, tacy jak Rich White (kanał CyberCPU Tech) czy Britec09 (prawie 900 tys. subskrybentów), wpadli w panikę, obawiając się o przyszłość swoich kanałów.

    Problem w tym, że filmy te, często generujące milionowe wyświetlenia, były akceptowane przez lata. Co więcej, jak zauważyli twórcy, narzędzia YouTube’a dla kreatorów same podpowiadały im, by tworzyli poradniki na te „chodliwe” tematy. Mimo to, nowe filmy były usuwane, a kanały otrzymywały ostrzeżenia (strike), grożące całkowitym banem. Twórcy natychmiast założyli, że to wina nadgorliwego algorytmu AI, który błędnie klasyfikuje ich materiały.

    Głównym dowodem na „winę AI” była procedura odwoławcza. Jak relacjonują poszkodowani, ich odwołania były odrzucane natychmiastowo – w jednym przypadku apelacja została odrzucona w mniej niż minutę. To czas fizycznie niemożliwy dla człowieka na rzetelne zapoznanie się ze sprawą. „Nie rozmawiasz z człowiekiem. Rozmawiasz z botem lub AI. Bot daje ci automatyczne odpowiedzi” – żalił się Britec.

    Gdy sprawą zajął się serwis ArsTechnica, nastąpił absurdalny zwrot akcji. Rzecznik YouTube co prawda przywrócił oflagowane filmy, ale jednocześnie… zaprzeczył, jakoby w procesie brała udział automatyzacja. Według oficjalnego stanowiska, zarówno pierwotne decyzje o usunięciu, jak i te błyskawiczne decyzje o odrzuceniu apelacji, nie były wynikiem błędu automatyzacji. Oznaczałoby to, że to ludzcy moderatorzy w minutę odrzucali odwołania, jednocześnie ignorując fakt, że inne działy YouTube’a zachęcały do tworzenia tych treści.

    Choć filmy wróciły, sytuacja wywołała efekt mrożący. Twórcy boją się teraz publikować jakiekolwiek poradniki, nie wiedząc, co nagle może zostać uznane za „niebezpieczne”. „Nie jesteśmy nawet pewni, o czym możemy robić filmy” – przyznał White w rozmowie z ArsTechnica. Wielu z nich, jak Britec, musiało wstrzymać umowy sponsorskie, ponosząc realne straty finansowe przez chaos w systemie moderacji YouTube’a.

    Stare filmiki na YouTube odzyskają blask. AI podbije jakość do „Super Resolution”

    #AI #ArsTechnica #cenzura #moderacjaTreści #news #poradnikiTechniczne #sztucznaInteligencja #twórcyYouTube #Windows11 #YouTube

Share on Mastodon

Enter the server where you have an account.