#404media — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #404media, aggregated by home.social.
-
Apple Fixes Hide My Email Vulnerability After 404 Media Coverage
https://www.404media.co/apple-fixes-hide-my-email-vulnerability-after-404-media-coverage/
-
Apple Fixes Hide My Email Vulnerability After 404 Media Coverage
https://www.404media.co/apple-fixes-hide-my-email-vulnerability-after-404-media-coverage/
-
Apple Fixes Hide My Email Vulnerability After 404 Media Coverage
https://www.404media.co/apple-fixes-hide-my-email-vulnerability-after-404-media-coverage/
-
Apple Fixes Hide My Email Vulnerability After 404 Media Coverage
https://www.404media.co/apple-fixes-hide-my-email-vulnerability-after-404-media-coverage/
-
Apple Fixes Hide My Email Vulnerability After 404 Media Coverage
https://www.404media.co/apple-fixes-hide-my-email-vulnerability-after-404-media-coverage/
-
ICE to Pay Thomson Reuters $125M to Find Voter Fraud
https://www.404media.co/ice-to-pay-thomson-reuters-125-million-to-find-voter-fraud/
-
ICE to Pay Thomson Reuters $125M to Find Voter Fraud
https://www.404media.co/ice-to-pay-thomson-reuters-125-million-to-find-voter-fraud/
-
ICE to Pay Thomson Reuters $125M to Find Voter Fraud
https://www.404media.co/ice-to-pay-thomson-reuters-125-million-to-find-voter-fraud/
-
ICE to Pay Thomson Reuters $125M to Find Voter Fraud
https://www.404media.co/ice-to-pay-thomson-reuters-125-million-to-find-voter-fraud/
-
ICE to Pay Thomson Reuters $125M to Find Voter Fraud
https://www.404media.co/ice-to-pay-thomson-reuters-125-million-to-find-voter-fraud/
-
How #Flock Uses Cameras to Track People Not Cars
-
How #Flock Uses Cameras to Track People Not Cars
-
How #Flock Uses Cameras to Track People Not Cars
-
How #Flock Uses Cameras to Track People Not Cars
-
How #Flock Uses Cameras to Track People Not Cars
-
AI klonuje gry jeszcze przed premierą. Deweloperzy przestają pokazywać swoje projekty
Niezależni twórcy wideo i programiści mierzą się z niespotykanym dotąd zagrożeniem, które uderza w same fundamenty cyfrowej twórczości.
Do tej pory bezczelna kradzież unikalnego pomysłu na aplikację czy mechanikę rozgrywki wymagała od plagiatorów czasu, zaawansowanych umiejętności oraz budżetu. Dziś, dzięki generatywnej sztucznej inteligencji, proces ten został maksymalnie uproszczony. Jak wynika ze śledztwa dziennikarki Nicole Carpenter z serwisu 404 Media, użytkownicy narzędzi AI potrafią na podstawie krótkiego klipu z mediów społecznościowych odtworzyć kod i stworzyć działający prototyp, zanim oryginalny autor skończy pracę nad swoim projektem.
Dla całej branży kreatywnej to paraliżująca zmiana kulturowa. Nie chodzi tylko o gry, ale o jakąkolwiek twórczość cyfrową. Strach przed natychmiastowym sklonowaniem sprawia, że twórcy masowo rezygnują z pokazywania kulis swojej pracy (WIP) w sieci. AI zmienia zachowanie ludzi – zabija kulturę otwartego developmentu, która przez lata była najważniejszym narzędziem marketingu szeptanego dla niezależnych autorów.
Prototyp w 24 godziny i luka w prawie autorskim
Zjawisko to doskonale ilustruje historia szwedzkiej programistki Freyi Holmér. Opublikowała ona krótki pokaz prototypu nowej gry – wariacji na temat Tetrisa, w której obraca się cała plansza. Zaledwie kilkadziesiąt godzin później użytkownicy narzędzi AI odtworzyli jej mechanikę, pisząc proste instrukcje w języku naturalnym. W ciągu kilku dni w sklepach mobilnych wylądowały cztery bliźniacze produkcje. Twórca jednej z nich wprost przyznał, że wygenerowanie działającego kodu za pomocą sztucznej inteligencji zajęło mu niespełna jeden dzień.
Podobne obawy wyraził Lucas Pope, twórca kultowego „Papers, Please”, przyznając, że unika dzielenia się fragmentami kodu, by nie zostały skopiowane przez algorytmy. Problem polega na tym, że prawo autorskie chroni konkretne grafiki, zasoby lub unikalny kod źródłowy, ale sama mechanika, koncepcja czy ogólny pomysł na działanie programu nie podlegają ochronie patentowej. Tę lukę bezwzględnie wykorzystują plagiatorzy korzystający z generatywnych AI.
Fabryki cyfrowego spamu oszukują algorytmy
Sztuczna inteligencja nie stworzyła zjawiska piractwa, ale zradykalizowała jego skalę, obniżając próg wejścia – zarówno kompetencyjny, jak i budżetowy. Na rynku od lat funkcjonują wyspecjalizowane podmioty, które budują biznesy na kopiowaniu cudzych pomysłów. Przykładem jest mołdawska firma Midnight Works, która regularnie zalewa cyfrowe sklepy, takie jak PlayStation Store czy Nintendo eShop, niskiej jakości symulatorami będącymi uproszczonymi kopiami projektów zyskujących akurat popularność.
Byli pracownicy takich hurtowni oprogramowania potwierdzają, że generatywne AI jest tam wykorzystywane na każdym etapie: od tworzenia interfejsów (UI) i modeli 3D, po generowanie grafik promocyjnych. Gotowy produkt jest następnie pozycjonowany w sklepach za pomocą hurtowego upychania słów kluczowych.
Właściciele cyfrowych platform zarabiają prowizję od każdej sprzedaży, przez co ich systemy moderacji działają opieszale. Pierwsze kroki podjęło jednak Nintendo, zmieniając algorytm sekcji „Bestsellery” w eShopie – od teraz pozycje są tam ustalane na podstawie generowanego przychodu, a nie łącznej liczby pobrań, co ma zepchnąć tanie, generowane masowo przez AI klony na margines witryny.
#404Media #gamedev #gamedevSlop #NicoleCarpenter #NintendoEShop #openSource #plagiat #prawoAutorskie #programowanie #sztucznaInteligencja
-
AI klonuje gry jeszcze przed premierą. Deweloperzy przestają pokazywać swoje projekty
Niezależni twórcy wideo i programiści mierzą się z niespotykanym dotąd zagrożeniem, które uderza w same fundamenty cyfrowej twórczości.
Do tej pory bezczelna kradzież unikalnego pomysłu na aplikację czy mechanikę rozgrywki wymagała od plagiatorów czasu, zaawansowanych umiejętności oraz budżetu. Dziś, dzięki generatywnej sztucznej inteligencji, proces ten został maksymalnie uproszczony. Jak wynika ze śledztwa dziennikarki Nicole Carpenter z serwisu 404 Media, użytkownicy narzędzi AI potrafią na podstawie krótkiego klipu z mediów społecznościowych odtworzyć kod i stworzyć działający prototyp, zanim oryginalny autor skończy pracę nad swoim projektem.
Dla całej branży kreatywnej to paraliżująca zmiana kulturowa. Nie chodzi tylko o gry, ale o jakąkolwiek twórczość cyfrową. Strach przed natychmiastowym sklonowaniem sprawia, że twórcy masowo rezygnują z pokazywania kulis swojej pracy (WIP) w sieci. AI zmienia zachowanie ludzi – zabija kulturę otwartego developmentu, która przez lata była najważniejszym narzędziem marketingu szeptanego dla niezależnych autorów.
Prototyp w 24 godziny i luka w prawie autorskim
Zjawisko to doskonale ilustruje historia szwedzkiej programistki Freyi Holmér. Opublikowała ona krótki pokaz prototypu nowej gry – wariacji na temat Tetrisa, w której obraca się cała plansza. Zaledwie kilkadziesiąt godzin później użytkownicy narzędzi AI odtworzyli jej mechanikę, pisząc proste instrukcje w języku naturalnym. W ciągu kilku dni w sklepach mobilnych wylądowały cztery bliźniacze produkcje. Twórca jednej z nich wprost przyznał, że wygenerowanie działającego kodu za pomocą sztucznej inteligencji zajęło mu niespełna jeden dzień.
Podobne obawy wyraził Lucas Pope, twórca kultowego „Papers, Please”, przyznając, że unika dzielenia się fragmentami kodu, by nie zostały skopiowane przez algorytmy. Problem polega na tym, że prawo autorskie chroni konkretne grafiki, zasoby lub unikalny kod źródłowy, ale sama mechanika, koncepcja czy ogólny pomysł na działanie programu nie podlegają ochronie patentowej. Tę lukę bezwzględnie wykorzystują plagiatorzy korzystający z generatywnych AI.
Fabryki cyfrowego spamu oszukują algorytmy
Sztuczna inteligencja nie stworzyła zjawiska piractwa, ale zradykalizowała jego skalę, obniżając próg wejścia – zarówno kompetencyjny, jak i budżetowy. Na rynku od lat funkcjonują wyspecjalizowane podmioty, które budują biznesy na kopiowaniu cudzych pomysłów. Przykładem jest mołdawska firma Midnight Works, która regularnie zalewa cyfrowe sklepy, takie jak PlayStation Store czy Nintendo eShop, niskiej jakości symulatorami będącymi uproszczonymi kopiami projektów zyskujących akurat popularność.
Byli pracownicy takich hurtowni oprogramowania potwierdzają, że generatywne AI jest tam wykorzystywane na każdym etapie: od tworzenia interfejsów (UI) i modeli 3D, po generowanie grafik promocyjnych. Gotowy produkt jest następnie pozycjonowany w sklepach za pomocą hurtowego upychania słów kluczowych.
Właściciele cyfrowych platform zarabiają prowizję od każdej sprzedaży, przez co ich systemy moderacji działają opieszale. Pierwsze kroki podjęło jednak Nintendo, zmieniając algorytm sekcji „Bestsellery” w eShopie – od teraz pozycje są tam ustalane na podstawie generowanego przychodu, a nie łącznej liczby pobrań, co ma zepchnąć tanie, generowane masowo przez AI klony na margines witryny.
#404Media #gamedev #gamedevSlop #NicoleCarpenter #NintendoEShop #openSource #plagiat #prawoAutorskie #programowanie #sztucznaInteligencja
-
AI klonuje gry jeszcze przed premierą. Deweloperzy przestają pokazywać swoje projekty
Niezależni twórcy wideo i programiści mierzą się z niespotykanym dotąd zagrożeniem, które uderza w same fundamenty cyfrowej twórczości.
Do tej pory bezczelna kradzież unikalnego pomysłu na aplikację czy mechanikę rozgrywki wymagała od plagiatorów czasu, zaawansowanych umiejętności oraz budżetu. Dziś, dzięki generatywnej sztucznej inteligencji, proces ten został maksymalnie uproszczony. Jak wynika ze śledztwa dziennikarki Nicole Carpenter z serwisu 404 Media, użytkownicy narzędzi AI potrafią na podstawie krótkiego klipu z mediów społecznościowych odtworzyć kod i stworzyć działający prototyp, zanim oryginalny autor skończy pracę nad swoim projektem.
Dla całej branży kreatywnej to paraliżująca zmiana kulturowa. Nie chodzi tylko o gry, ale o jakąkolwiek twórczość cyfrową. Strach przed natychmiastowym sklonowaniem sprawia, że twórcy masowo rezygnują z pokazywania kulis swojej pracy (WIP) w sieci. AI zmienia zachowanie ludzi – zabija kulturę otwartego developmentu, która przez lata była najważniejszym narzędziem marketingu szeptanego dla niezależnych autorów.
Prototyp w 24 godziny i luka w prawie autorskim
Zjawisko to doskonale ilustruje historia szwedzkiej programistki Freyi Holmér. Opublikowała ona krótki pokaz prototypu nowej gry – wariacji na temat Tetrisa, w której obraca się cała plansza. Zaledwie kilkadziesiąt godzin później użytkownicy narzędzi AI odtworzyli jej mechanikę, pisząc proste instrukcje w języku naturalnym. W ciągu kilku dni w sklepach mobilnych wylądowały cztery bliźniacze produkcje. Twórca jednej z nich wprost przyznał, że wygenerowanie działającego kodu za pomocą sztucznej inteligencji zajęło mu niespełna jeden dzień.
Podobne obawy wyraził Lucas Pope, twórca kultowego „Papers, Please”, przyznając, że unika dzielenia się fragmentami kodu, by nie zostały skopiowane przez algorytmy. Problem polega na tym, że prawo autorskie chroni konkretne grafiki, zasoby lub unikalny kod źródłowy, ale sama mechanika, koncepcja czy ogólny pomysł na działanie programu nie podlegają ochronie patentowej. Tę lukę bezwzględnie wykorzystują plagiatorzy korzystający z generatywnych AI.
Fabryki cyfrowego spamu oszukują algorytmy
Sztuczna inteligencja nie stworzyła zjawiska piractwa, ale zradykalizowała jego skalę, obniżając próg wejścia – zarówno kompetencyjny, jak i budżetowy. Na rynku od lat funkcjonują wyspecjalizowane podmioty, które budują biznesy na kopiowaniu cudzych pomysłów. Przykładem jest mołdawska firma Midnight Works, która regularnie zalewa cyfrowe sklepy, takie jak PlayStation Store czy Nintendo eShop, niskiej jakości symulatorami będącymi uproszczonymi kopiami projektów zyskujących akurat popularność.
Byli pracownicy takich hurtowni oprogramowania potwierdzają, że generatywne AI jest tam wykorzystywane na każdym etapie: od tworzenia interfejsów (UI) i modeli 3D, po generowanie grafik promocyjnych. Gotowy produkt jest następnie pozycjonowany w sklepach za pomocą hurtowego upychania słów kluczowych.
Właściciele cyfrowych platform zarabiają prowizję od każdej sprzedaży, przez co ich systemy moderacji działają opieszale. Pierwsze kroki podjęło jednak Nintendo, zmieniając algorytm sekcji „Bestsellery” w eShopie – od teraz pozycje są tam ustalane na podstawie generowanego przychodu, a nie łącznej liczby pobrań, co ma zepchnąć tanie, generowane masowo przez AI klony na margines witryny.
#404Media #gamedev #gamedevSlop #NicoleCarpenter #NintendoEShop #openSource #plagiat #prawoAutorskie #programowanie #sztucznaInteligencja
-
We Are Living in a ‘ChatGPT Flyer Pandemic’
#AI #404mediahttps://www.404media.co/we-are-living-in-a-chatgpt-flyer-pandemic/
-
We Are Living in a ‘ChatGPT Flyer Pandemic’
#AI #404mediahttps://www.404media.co/we-are-living-in-a-chatgpt-flyer-pandemic/
-
We Are Living in a ‘ChatGPT Flyer Pandemic’
#AI #404mediahttps://www.404media.co/we-are-living-in-a-chatgpt-flyer-pandemic/
-
We Are Living in a ‘ChatGPT Flyer Pandemic’
#AI #404mediahttps://www.404media.co/we-are-living-in-a-chatgpt-flyer-pandemic/
-
We Are Living in a ‘ChatGPT Flyer Pandemic’
#AI #404mediahttps://www.404media.co/we-are-living-in-a-chatgpt-flyer-pandemic/
-
Footage Shows Cop Stalking Woman After Surveilling Her with a LPR
-
Footage Shows Cop Stalking Woman After Surveilling Her with a LPR
-
Footage Shows Cop Stalking Woman After Surveilling Her with a LPR
-
Footage Shows Cop Stalking Woman After Surveilling Her with a LPR
-
Footage Shows Cop Stalking Woman After Surveilling Her with a LPR
-
@404mediaco's lastest podcast is all about how AI is getting expensive for companies.
A very interesting conversation.
-
@404mediaco's lastest podcast is all about how AI is getting expensive for companies.
A very interesting conversation.
-
@404mediaco's lastest podcast is all about how AI is getting expensive for companies.
A very interesting conversation.
-
@404mediaco's lastest podcast is all about how AI is getting expensive for companies.
A very interesting conversation.
-
@404mediaco's lastest podcast is all about how AI is getting expensive for companies.
A very interesting conversation.
-
Poważna luka w zabezpieczeniach Apple. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail” ujawnia prawdziwe dane użytkowników
Płacisz za prywatność, a dostajesz dziurawy system. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail”, będąca sztandarowym elementem płatnego pakietu iCloud+, od ponad roku boryka się z krytyczną luką.
Zamiast chronić tożsamość użytkowników, pozwala w banalny sposób odkryć ich prawdziwy, główny adres powiązany z kontem Apple.
Dziura, o której firma wie od ponad roku
Problem nagłośnił serwis 404 Media we współpracy z badaczami z EasyOptOuts. Luka pozwala praktycznie każdemu na powiązanie wygenerowanego, losowego adresu z rzeczywistym e-mailem ofiary. Co gorsza, w testach przeprowadzonych przez dziennikarzy podatność występowała w 100 procentach sprawdzanych przypadków. Odkrycie prawdziwego adresu zajmowało zaledwie kilka minut.
Sytuacja jest o tyle bulwersująca, że Apple zostało oficjalnie poinformowane o zagrożeniu już w czerwcu 2025 roku. Mimo zapewnień o naprawieniu problemu w marcowej aktualizacji systemu, luka wciąż pozostaje aktywna. Dla osób korzystających z tej funkcji w celu ukrycia się przed brokerami danych czy stalkerami, tak rażące zaniedbanie to potężne zagrożenie dla ich cyfrowego bezpieczeństwa.
Płatna ochrona, która przestaje mieć sens
„Ukryj mój adres e-mail” to usługa, dla której wielu z nas decyduje się na opłacanie abonamentu iCloud+. Możliwość tworzenia unikalnych adresów do jednorazowych rejestracji świetnie chroni przed spamem i wyciekami z zewnętrznych baz. Ujawnienie powiązanego z kontem głównego e-maila całkowicie niweczy ten cel, demaskując naszą tożsamość.
Na domiar złego, wszystko wskazuje na to, że usługa ta będzie z czasem coraz trudniejsza w użyciu. Apple planuje wkrótce zmienić domeny dla generowanych adresów z dotychczasowej @icloud.com na @private.icloud.com. Taki ruch sprawi, że strony internetowe będą mogły masowo i automatycznie blokować próby rejestracji z użyciem tej funkcji. Biorąc pod uwagę trwający od roku wyciek danych, sztandarowa usługa prywatności od Apple traci w oczach użytkowników resztki wiarygodności.
#404Media #Apple #cyberbezpieczeństwo #iCloud #prywatnośćWSieci #ukryjMójAdresEMail #wyciekDanychPozew zbiorowy na 3 miliardy funtów przeciwko Apple za iCloud dopuszczony do procesu
-
Poważna luka w zabezpieczeniach Apple. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail” ujawnia prawdziwe dane użytkowników
Płacisz za prywatność, a dostajesz dziurawy system. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail”, będąca sztandarowym elementem płatnego pakietu iCloud+, od ponad roku boryka się z krytyczną luką.
Zamiast chronić tożsamość użytkowników, pozwala w banalny sposób odkryć ich prawdziwy, główny adres powiązany z kontem Apple.
Dziura, o której firma wie od ponad roku
Problem nagłośnił serwis 404 Media we współpracy z badaczami z EasyOptOuts. Luka pozwala praktycznie każdemu na powiązanie wygenerowanego, losowego adresu z rzeczywistym e-mailem ofiary. Co gorsza, w testach przeprowadzonych przez dziennikarzy podatność występowała w 100 procentach sprawdzanych przypadków. Odkrycie prawdziwego adresu zajmowało zaledwie kilka minut.
Sytuacja jest o tyle bulwersująca, że Apple zostało oficjalnie poinformowane o zagrożeniu już w czerwcu 2025 roku. Mimo zapewnień o naprawieniu problemu w marcowej aktualizacji systemu, luka wciąż pozostaje aktywna. Dla osób korzystających z tej funkcji w celu ukrycia się przed brokerami danych czy stalkerami, tak rażące zaniedbanie to potężne zagrożenie dla ich cyfrowego bezpieczeństwa.
Płatna ochrona, która przestaje mieć sens
„Ukryj mój adres e-mail” to usługa, dla której wielu z nas decyduje się na opłacanie abonamentu iCloud+. Możliwość tworzenia unikalnych adresów do jednorazowych rejestracji świetnie chroni przed spamem i wyciekami z zewnętrznych baz. Ujawnienie powiązanego z kontem głównego e-maila całkowicie niweczy ten cel, demaskując naszą tożsamość.
Na domiar złego, wszystko wskazuje na to, że usługa ta będzie z czasem coraz trudniejsza w użyciu. Apple planuje wkrótce zmienić domeny dla generowanych adresów z dotychczasowej @icloud.com na @private.icloud.com. Taki ruch sprawi, że strony internetowe będą mogły masowo i automatycznie blokować próby rejestracji z użyciem tej funkcji. Biorąc pod uwagę trwający od roku wyciek danych, sztandarowa usługa prywatności od Apple traci w oczach użytkowników resztki wiarygodności.
#404Media #Apple #cyberbezpieczeństwo #iCloud #prywatnośćWSieci #ukryjMójAdresEMail #wyciekDanychPozew zbiorowy na 3 miliardy funtów przeciwko Apple za iCloud dopuszczony do procesu
-
Poważna luka w zabezpieczeniach Apple. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail” ujawnia prawdziwe dane użytkowników
Płacisz za prywatność, a dostajesz dziurawy system. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail”, będąca sztandarowym elementem płatnego pakietu iCloud+, od ponad roku boryka się z krytyczną luką.
Zamiast chronić tożsamość użytkowników, pozwala w banalny sposób odkryć ich prawdziwy, główny adres powiązany z kontem Apple.
Dziura, o której firma wie od ponad roku
Problem nagłośnił serwis 404 Media we współpracy z badaczami z EasyOptOuts. Luka pozwala praktycznie każdemu na powiązanie wygenerowanego, losowego adresu z rzeczywistym e-mailem ofiary. Co gorsza, w testach przeprowadzonych przez dziennikarzy podatność występowała w 100 procentach sprawdzanych przypadków. Odkrycie prawdziwego adresu zajmowało zaledwie kilka minut.
Sytuacja jest o tyle bulwersująca, że Apple zostało oficjalnie poinformowane o zagrożeniu już w czerwcu 2025 roku. Mimo zapewnień o naprawieniu problemu w marcowej aktualizacji systemu, luka wciąż pozostaje aktywna. Dla osób korzystających z tej funkcji w celu ukrycia się przed brokerami danych czy stalkerami, tak rażące zaniedbanie to potężne zagrożenie dla ich cyfrowego bezpieczeństwa.
Płatna ochrona, która przestaje mieć sens
„Ukryj mój adres e-mail” to usługa, dla której wielu z nas decyduje się na opłacanie abonamentu iCloud+. Możliwość tworzenia unikalnych adresów do jednorazowych rejestracji świetnie chroni przed spamem i wyciekami z zewnętrznych baz. Ujawnienie powiązanego z kontem głównego e-maila całkowicie niweczy ten cel, demaskując naszą tożsamość.
Na domiar złego, wszystko wskazuje na to, że usługa ta będzie z czasem coraz trudniejsza w użyciu. Apple planuje wkrótce zmienić domeny dla generowanych adresów z dotychczasowej @icloud.com na @private.icloud.com. Taki ruch sprawi, że strony internetowe będą mogły masowo i automatycznie blokować próby rejestracji z użyciem tej funkcji. Biorąc pod uwagę trwający od roku wyciek danych, sztandarowa usługa prywatności od Apple traci w oczach użytkowników resztki wiarygodności.
#404Media #Apple #cyberbezpieczeństwo #iCloud #prywatnośćWSieci #ukryjMójAdresEMail #wyciekDanychPozew zbiorowy na 3 miliardy funtów przeciwko Apple za iCloud dopuszczony do procesu
-
Poważna luka w zabezpieczeniach Apple. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail” ujawnia prawdziwe dane użytkowników
Płacisz za prywatność, a dostajesz dziurawy system. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail”, będąca sztandarowym elementem płatnego pakietu iCloud+, od ponad roku boryka się z krytyczną luką.
Zamiast chronić tożsamość użytkowników, pozwala w banalny sposób odkryć ich prawdziwy, główny adres powiązany z kontem Apple.
Dziura, o której firma wie od ponad roku
Problem nagłośnił serwis 404 Media we współpracy z badaczami z EasyOptOuts. Luka pozwala praktycznie każdemu na powiązanie wygenerowanego, losowego adresu z rzeczywistym e-mailem ofiary. Co gorsza, w testach przeprowadzonych przez dziennikarzy podatność występowała w 100 procentach sprawdzanych przypadków. Odkrycie prawdziwego adresu zajmowało zaledwie kilka minut.
Sytuacja jest o tyle bulwersująca, że Apple zostało oficjalnie poinformowane o zagrożeniu już w czerwcu 2025 roku. Mimo zapewnień o naprawieniu problemu w marcowej aktualizacji systemu, luka wciąż pozostaje aktywna. Dla osób korzystających z tej funkcji w celu ukrycia się przed brokerami danych czy stalkerami, tak rażące zaniedbanie to potężne zagrożenie dla ich cyfrowego bezpieczeństwa.
Płatna ochrona, która przestaje mieć sens
„Ukryj mój adres e-mail” to usługa, dla której wielu z nas decyduje się na opłacanie abonamentu iCloud+. Możliwość tworzenia unikalnych adresów do jednorazowych rejestracji świetnie chroni przed spamem i wyciekami z zewnętrznych baz. Ujawnienie powiązanego z kontem głównego e-maila całkowicie niweczy ten cel, demaskując naszą tożsamość.
Na domiar złego, wszystko wskazuje na to, że usługa ta będzie z czasem coraz trudniejsza w użyciu. Apple planuje wkrótce zmienić domeny dla generowanych adresów z dotychczasowej @icloud.com na @private.icloud.com. Taki ruch sprawi, że strony internetowe będą mogły masowo i automatycznie blokować próby rejestracji z użyciem tej funkcji. Biorąc pod uwagę trwający od roku wyciek danych, sztandarowa usługa prywatności od Apple traci w oczach użytkowników resztki wiarygodności.
#404Media #Apple #cyberbezpieczeństwo #iCloud #prywatnośćWSieci #ukryjMójAdresEMail #wyciekDanychPozew zbiorowy na 3 miliardy funtów przeciwko Apple za iCloud dopuszczony do procesu
-
Poważna luka w zabezpieczeniach Apple. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail” ujawnia prawdziwe dane użytkowników
Płacisz za prywatność, a dostajesz dziurawy system. Funkcja „Ukryj mój adres e-mail”, będąca sztandarowym elementem płatnego pakietu iCloud+, od ponad roku boryka się z krytyczną luką.
Zamiast chronić tożsamość użytkowników, pozwala w banalny sposób odkryć ich prawdziwy, główny adres powiązany z kontem Apple.
Dziura, o której firma wie od ponad roku
Problem nagłośnił serwis 404 Media we współpracy z badaczami z EasyOptOuts. Luka pozwala praktycznie każdemu na powiązanie wygenerowanego, losowego adresu z rzeczywistym e-mailem ofiary. Co gorsza, w testach przeprowadzonych przez dziennikarzy podatność występowała w 100 procentach sprawdzanych przypadków. Odkrycie prawdziwego adresu zajmowało zaledwie kilka minut.
Sytuacja jest o tyle bulwersująca, że Apple zostało oficjalnie poinformowane o zagrożeniu już w czerwcu 2025 roku. Mimo zapewnień o naprawieniu problemu w marcowej aktualizacji systemu, luka wciąż pozostaje aktywna. Dla osób korzystających z tej funkcji w celu ukrycia się przed brokerami danych czy stalkerami, tak rażące zaniedbanie to potężne zagrożenie dla ich cyfrowego bezpieczeństwa.
Płatna ochrona, która przestaje mieć sens
„Ukryj mój adres e-mail” to usługa, dla której wielu z nas decyduje się na opłacanie abonamentu iCloud+. Możliwość tworzenia unikalnych adresów do jednorazowych rejestracji świetnie chroni przed spamem i wyciekami z zewnętrznych baz. Ujawnienie powiązanego z kontem głównego e-maila całkowicie niweczy ten cel, demaskując naszą tożsamość.
Na domiar złego, wszystko wskazuje na to, że usługa ta będzie z czasem coraz trudniejsza w użyciu. Apple planuje wkrótce zmienić domeny dla generowanych adresów z dotychczasowej @icloud.com na @private.icloud.com. Taki ruch sprawi, że strony internetowe będą mogły masowo i automatycznie blokować próby rejestracji z użyciem tej funkcji. Biorąc pod uwagę trwający od roku wyciek danych, sztandarowa usługa prywatności od Apple traci w oczach użytkowników resztki wiarygodności.
#404Media #Apple #cyberbezpieczeństwo #iCloud #prywatnośćWSieci #ukryjMójAdresEMail #wyciekDanychPozew zbiorowy na 3 miliardy funtów przeciwko Apple za iCloud dopuszczony do procesu
-
County with 37 Data Centers Asks Schools to 'Conserve Electricity'
https://www.404media.co/henrico-virginia-datacenter-energy-cost-email/
-
County with 37 Data Centers Asks Schools to 'Conserve Electricity'
https://www.404media.co/henrico-virginia-datacenter-energy-cost-email/