home.social

#dzienzwierszem — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #dzienzwierszem, aggregated by home.social.

  1. Godzina się zniża, dotyka mi czoła
    metalem swych czystych brzmień,
    i drżą moje zmysły. I czuję: podołam -
    i chwytam plastyczny dzień.

    Nic jeszcze nie zaszło, aż wzrok się przekona,
    ruch wszelki wstrzymany nagle.
    Spojrzenia dojrzały i jak narzeczona
    jest rzecz, gdy ktoś jej zapragnie.

    I nic mi za małe i wielbię je śpiewem,
    w tle złotym malować je muszę,
    i trzymam wysoko, i komu dziś, nie wiem,
    uwalnia z więzów duszę...

    Rilke

    #dzieńzwierszem

    #Rilke

  2. O wiersze moje wiersze wiersze
    Chłop się w nich czochra dziewka drzemie
    maj z kosą wchodzi w trawy pierwsze
    i buhaj rogiem bodzie ziemię
    A w lesie głowa śpi odcięta
    w jej oczy leśny mak się sypie
    i przy niej kotne śpią zwierzęta
    i cedzi na nią mleko lipiec
    Głowa z tułowiem się nie zrasta
    usta nie mogą wyrzec amen
    i upadają w dzieżach ciasta
    i cały w czerwiach jest sakrament
    Poszedłbyś do niej pokuśtykał
    pozszywał ją brzozową witką
    jak każe przesąd i obyczaj
    i to siejące wieczność sitko
    Poszedłbyś miły i pozlepiał
    głowę z tułowiem garścią gliny
    żeby po trzykroć we wsi nie piał
    żniwny poranek - kogut siny
    Żeby na nasze pszenne chleby
    senne sypały się czereśnie
    mleko cedziło się i żeby
    zrosła się ścięta głowa we śnie
    O wiersze moje wiersze wiersze
    Chłop się w nich czochra dziewka drzemie
    maj z kosą wchodzi w trawy pierwsze
    i buhaj rogiem bodzie ziemię

    Nowak

    #dzieńzwierszem
    #Nowak

  3. Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
    Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
    Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
    Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
    To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
    Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
    I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
    naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
    Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
    twoim imieniem po imieniu wołam.
    Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
    tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.

    Faber

    #dzieńzwierszem

    #Faber

  4. Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
    Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
    Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
    Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
    To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
    Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
    I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
    naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
    Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
    twoim imieniem po imieniu wołam.
    Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
    tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.

    Faber

    #dzieńzwierszem

    #Faber

  5. Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
    Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
    Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
    Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
    To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
    Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
    I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
    naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
    Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
    twoim imieniem po imieniu wołam.
    Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
    tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.

    Faber

    #dzieńzwierszem

    #Faber

  6. Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
    Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
    Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
    Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
    To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
    Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
    I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
    naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
    Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
    twoim imieniem po imieniu wołam.
    Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
    tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.

    Faber

    #dzieńzwierszem

    #Faber

  7. Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
    Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
    Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
    Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
    To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
    Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
    I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
    naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
    Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
    twoim imieniem po imieniu wołam.
    Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
    tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.

    Faber

    #dzieńzwierszem

    #Faber

  8. Każdemu daj śmierć jego własną, Panie.
    Daj umieranie, co wynika z życia,
    gdzie miał swą miłość, cel i biedowanie.

    Myśmy łupina tylko i listowie.
    A wielka śmierć, którą ma każdy w sobie,
    to jest ów owoc, o który zabiega

    wszelki byt. Rosną dziewczęta dla niego
    i wybuchają niby drzewo z lutni,
    chłopcy chcą zmężnieć w tęsknocie okrutnej;
    kobiety stają się powiernicami
    wyrostków, co swych trwóg nie dzielą z nikim.
    Dla niego trwa to, co jest tu ujrzane,
    jak wieczne, mimo, że jest tylko cieniem -
    i każdy, kto był twórcą, budownikiem,
    światem dlań stawał się, ciepłym tchnieniem
    owiewał, tajał, marzł. Światło skupione
    w sercach i myśli biało rozżarzone
    weszły w owego owocu okrągłość.-
    Lecz twe anioły stadem ptaków ciągnąc
    ujrzały: wszystkie owoce zielone.

    Rilke

    #dzieńzwierszem

    #Rilke

  9. Lojalnie mówię do żony;
    „Małżonko, jestem wstawiony”.

    Odrzekła z pogardą: „Błazen!
    Uważam, że jesteś pod gazem”.

    Mówię: „Przesada nie lubię.
    Przysięgam ci, że mam w czubie”.

    Powiada: „Kłamiesz, kochany.
    Twierdzę, że jesteś pijany”.

    „Nie przeczę - mówię żem hulał,
    Lecz jam się tylko ululał”.

    Odrzekła: „Łżesz, jak najęty.
    Po prostu jesteś urżnięty”.

    „Ja - mówię nic nie skłamałem;
    Doprawdy, pałę zalałem”.

    „Kłamstwo - powiada - co krok!
    jesteś urżnięty w sztok”.

    „Oszczerstwo! - oświadczam z gestem:
    Pijany jak bela jestem”.

    „Baranek - krzyczy - bez winy!
    A kurzy mu się z czupryny”.

    Wyję: „Niech pani przestanie!
    Ja jestem w nietrzeźwym stanie”.

    „Łżesz - mówi znów - jak najęty!
    Trykniety jesteś, tryknięty!”

    „Nieprawda - ryknąłem na to -
    Ja jestem pod dobrą datą!”

    „Gadaj - powiada - do ściany,
    Wiem dobrze: jesteś zalany!”

    Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
    Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!”

    Godzinę trwała ta sprzeczka,
    Aż poszła na wódkę żoneczka.

    A ja, by się nie dać ogłupić
    Także poszedłem się upić.

    Tuwim

    #dzieńzwierszem
    #Tuwim

  10. Gdy szron osrebrzy nasze łany,
    Kiedy zapadłe senne sioła
    Na Anioł Pański dzwon zawoła,
    Nad zmarłym światem rozbujany,
    Niech z Twoich niebios, Panie Boże,
    Spłynie k'nam drogich kruków może.

    O dziwne wojska, wrzasku dziki!
    We wasze gniazda wichr uderza.
    Lećcie na zżółkłe wód wybrzeża,
    Na dróg krzyżowych rozstajniki.
    Gdzie się wądolne rosy kładą,
    Rozpierzchłe, łączcie się gromadą.

    Po polach Francji, gdzie się pleni
    Wczorajszych zmarłych grób przy grobie,
    Kołujcie w smutnej swej żałobie,
    By człowiek baczył o jesieni.
    twój krzyk, żałobny ty nasz ptaku,
    Niech nas przy wielkim skupia znaku.

    Zaś piegż majowych śpiew radosny
    Na wierzchach dębu, co w zaklęty
    Pokładł się wieczór, jak maszt ścięty,
    Zostawcie tym, o święci wiosny,
    Których wśród leśnych gdzieś gałęzi
    Snadź beznadziejna klęska więzi.

    Rimbaud

    #dzieńzwierszem

    #Rimbaud

  11. Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,
    Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
    Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
    Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.

    Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
    Wszystko to minie jako polna trawa;
    Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
    Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.

    Kochanowski

    #dzieńzwierszem

    #Kochanowski

  12. Jak wartownik, co winnicy strzeże,
    Z szatry czyniąc własny dom.
    Ja z Twych dłoni, Panie, czynię leże.
    W Twej pomroce skrywam ciemność mą.
    W Twych winnicach, w Twym rajskim ogrodzie,
    Gdzie prócz wiosny nie ma innych pór,
    Mój figowiec cudem owoc rodzi
    Z ziemi wyschniętej na wiór.
    Wonie Twe zieleń sieje wokół
    I nie pytasz, czy czuwając – śnię.
    Wielkość Twoja, pulsująca w sokach,
    Płonnie się unosi obok mnie.

    Rilke

    #dzieńzwierszem

    #Rilke

  13. Gwiazda w muszli twych uszu płakała różowo,
    Bezkres biało z twych ramion na biodra się stoczył,
    Morze spłoniło wzgórza twych piersi perłowo,
    A człowiek na twym łonie czarno krwią się zbroczył.

    Rimbaud
    #dzieńzwierszem

    #Rimbaud

  14. Ty masz różne miłości, ja tylko - otchłanie,
    W które mnie coraz głębiej twa nieczułość strąca.
    A jednak tyś jest światłość, tym mrokom świecąca.
    Gdy cię kochać przestanę - co się ze mną stanie?

    Złe myśli w moim sercu jak zgłodniała lwica,
    Jak pod wzrokiem pogromcy cichną pod twym wzrokiem.
    O! wstępuj w moje serce kochaniem głębokiem,
    W dzień jak słońce palące, w noc - jak blask księżyca

    Mówisz, że gniew mam w oczach. Bo po nocy błądzę
    I darmo wzrok mój światła w ciemnościach wygląda.
    Bo tyś jest razem piekło, gdzie rodzą się żądze,
    I niebo, gdzie miłość niczego nie żąda...

    Lechoń

    #dzieńzwierszem

    #lechon

  15. Maderę piliśmy i rum, mieszając z bimbrem pół na pół,
    i nagle alarm, wszyscy w dół - odcięło szyb,
    a w szybie stachanowiec nasz, przodownik pracy - no i masz,
    pod zawał trafił on, i więcej nikt.
    Były oficer, gwiazda gwiazd, ozdoba zebrań, wzór dla mas,
    jak pionier gotów cały czas tyrać za trzech,.
    kilofa nie wypuszczał z rąk, wyrabiał dziennie tysiąc ton,
    aż wreszcie spadło mu tych parę ton na łeb.
    Zjeżdżamy na dół, a nasz szef, eks-wyrokowiec, łebski człek,
    powiada: - Źle, chłopaki, źle, oj, biada nam!
    Uratujemy go, a on? Znów zacznie tłuc po kilka norm,
    pobije rekord, a nam co? Podniosą plan.
    Pracujmy z głową, nie nerwowo, po co tak szybko go ratować,
    sprawdzajmy dobrze każdą piędź i cal,
    służył w Tallinie przy Stalinie, a teraz przywalony ginie -
    naprawdę go nam jak cholera żal.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem

    #Wysocki

  16. Z dala od trzody, ptaków, wieśniaków urody,
    Cóż to piłem na klęczkach, z wrzosami przy twarzy,
    Dokoła mając świeżej leszczyny ustronie,
    W południa zielonym i ciepłym oparze?

    Cóż z młodziutkiej Oazy chłonąć mogłem wody,
    - Nieme wiązy, darń nagą, niebo w chmur zasłonie! -
    Pić w żółtych tykwach, z dala od błogiej zagrody?
    Złoty likwor, z którego pot bije na skroni.

    Zdawałem się gospody podejrzanym godłem.
    - Nawałnica pognała przez niebo. Z wieczora
    Nikły w dziewiczych piaskach leśne wody chłodne,
    Boży wiatr sople lodu ciskał na bajora;

    Płakałem, widząc złoto - ale pić nie mogłem.

    Rimbaud

    #dzieńzwierszem

    #Rimbaud

  17. Zdarto żagle, stér prysnął, ryk wód, szum zawiei,
    Głosy trwożnéj gromady, pomp złowieszcze jęki,
    Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki,
    Słońce krwawo zachodzi, z niém reszta nadziei.
    Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry,
    Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu,
    Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu,
    Jak żołniérz, szturmujący w połamane mury.
    Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie,
    Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada,
    Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać.
    Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie
    I pomyślił: szczęśliwy, kto siły postrada,
    Albo modlić się umié, lub ma z kim się żegnać.

    Mickiewicz

    #dzieńzwierszem
    #Mickiewicz

  18. Wysokie góry i odziane lasy!
    Jako rad na was patrzę, a swe czasy
    Młodsze wspominam, które tu zostały,
    Kiedy na statek człowiek mało dbały.
    Gdziem potym nie był? Czegom nie skosztował?
    Jażem przez morze głębokie żeglował,
    Jażem Francuzy, ja Niemce, ja Włochy,
    Jażem nawiedził Sybilline lochy.
    Dziś żak spokojny, jutro przypasany
    Do miecza rycerz dziś miedzy dworzany
    W pańskim pałacu, jutro zasię cichy
    Ksiądz w kapitule, tylko że nie z mnichy
    W szarej kapicy a z dwojakim płatem;
    I to czemu nic, jesliże opatem?
    Taki był Proteus, mieniąc się to w smoka,
    To w deszcz, to w ogień, to w barwę obłoka.
    Dalej co będzie? Srebrne w głowie nici,
    A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci.

    Kochanowski

    #dzieńzwierszem
    #Kochanowski

  19. Wzdłuż urwiska, nad przepaścią, po samym jej brzegu
    Pędzę w saniach bijąc konie by zatracić je w biegu.
    Piję wiatr i mgłę połykam, strach mi w płucach dech zapiera.
    Czuję ze śmiertelną trwogą, jak przemijam, jak umieram!

    Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
    Nie zwracajcie uwagi na bat!
    Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
    Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...

    Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam
    Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem

    Zginę, wiem, jak płatek śniegu zimny wiatr mnie zmiecie z dłoni
    Moje konie, mnie galopem będą niosły wzdłuż urwiska.
    Ach ciągnijcie wolniej sanie! Ach nie spieszcie się tak konie!
    Choć o chwilę, lecz przedłużcie drogę do cmentarzyska.

    Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
    Nie zwracajcie uwagi na bat.
    Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
    Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...

    Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam!
    Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem!

    Zdążyliśmy - tam gdzie jadę, spóźnień nigdy, nigdy nie ma.
    Więc dlaczego chór aniołów gniewnym głosem pieśń swą śpiewa?
    Czy to może dzwon gdzieś bije, bo się zaszedł od szlochania?
    Albo ja na konie krzyczę, by ciągnęły wolniej sanie!

    Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się...
    Nie zwracajcie uwagi na bat.
    Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
    Chociaż mija mój czas, chcę zaśpiewać choć raz...

    Ja me konie napoję, ja tę pieśń dośpiewam!
    Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem
    #Wysocki

  20. Wiatr wiosenny z ulicy porwał garstkę śmieci
    I niesie strzępy gazet z otwartych lufcików.
    Nad ściekiem, gdzie się z krzykiem bawią brudne dzieci,
    Przystanął biedny wózek z pękami goździków.

    Jak welon płynie za mną smuga lekkiej woni
    I staje się znów żywe, co spało tajemnie.
    Powracasz znów, umarła, i widzę w twej dłoni
    Goździki, któreś wtedy dostała ode mnie.

    W mym sercu jak w bursztynie na zawsze przetrwały,
    Choć ziemią przywalone: twych włosów ozdobny
    Kask złoty i kształt cudny twojej ręki białej
    I głos twój do żadnego w świecie niepodobny.

    Lechoń

    #dzieńzwierszem
    #Lechoń

  21. Zagaś mi oczy, Twój obraz nie zgaśnie,
    Uszy mi zasłoń, usłyszę Cię zawsze,
    Bez nóg za Tobą pójdę nad przepaście,
    Bez ust zaklinać będę imię najłaskawsze.

    Dłonie mi odejm, i tak Cię obejmie
    Serce me niczym ramieniem stęsknionym,
    Wyrwij mi serce, myśl zostanie we mnie,
    Gdy i myśl zechcesz płomieniem wypalić,
    Wtedy uniosę Cię w krwi mojej fali.

    Rilke

    #dzieńzwierszem

    #Rilke

  22. Jak kot puszysty noc się łasi
    do rąk nad ciepłą miską mleka
    i jabłka zrywa w drżącym sadzie,
    który po tysiąc razy usta
    pozdrawia szeptem słodkich wisien.

    Do okien księżyc światłem stuka
    i gwiazdy w kojcu nieba mruczą
    balladę dzieciom, które uśpił
    w kołyskach szept osiczyn.

    I tylko chłopiec w trwodze wichru
    nad modrą rzeką w nocy czuwa,
    aby nie wygasł w hutach ogień
    zdławiony stali burzą.

    A noc się zakochała w sadach,
    w pochyłych gruszach i jabłoniach,
    wśród których starzy cicho radzą
    i chłopcy grają na harmoniach.

    Do wtóru chłopcom sadu flety
    grały pod rytm oberka
    i drżał w warkoczach dziewcząt wieczór,
    gdy księżyc z gruszy zerkał.

    Nowak

    #dzieńzwierszem #Nowak

  23. Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach

    Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.

    Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach

    Zgroza zimowa, ciemne konanie.

    Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,

    Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.

    Trochę pochodzą, trochę posiedzą,

    I wszystko widmo. I wszystko fantom.

    Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,

    Krawacik musną, klapy obciągną

    I godnym krokiem z mieszkań – na ziemię,

    Taką wiadomą, taką okrągłą.

    I oto idą, zapięci szczelnie,

    Patrzą na prawo, patrzą na lewo.

    A patrząc – widzą wszystko o d d z i e l n i e:

    Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...

    Jak ciasto biorą gazety w palce

    I żują, żują na papkę pulchną,

    Aż, papierowym wzdęte zakalcem,

    Wypchane głowy grubo im puchną.

    I znowu mówią, że Ford... że kino...

    Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...

    Warstwami rośnie brednia potworna

    I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

    Głowę rozdętą i coraz cięższą

    Ku wieczorowi ślepo zwieszają.

    Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,

    Łbem o nocniki chłodne trącając.

    I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,

    Spodnie na tyłkach zacerowane,

    Własność wielebną, święte nabytki,

    Swoje, wyłączne, zapracowane.

    Potem się modlą: „...od nagłej śmierci...

    ...od wojny ...głodu ...odpoczywanie”

    I zasypiają z mordą na piersi

    W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.

    Tuwim

    #dzieńzwierszem
    #Tuwim

  24. Apsztyfikanci grubej Berty

    I katowickie węglokopy,

    I borysławskie naftowierty,

    I lodzermensche, bycze chłopy,

    Warszawskie bubki, żygolaki

    Z szajką wytwornych pind na kupę,

    Rębajły, franty, zabijaki,

    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Izraeliccy doktorkowie,

    Wiednia, żydowskiej Mekki, flance,

    Co w Bochni, Stryju i Krakowie

    Szerzycie kulturalną francę!

    Którzy chlipiecie z Naje Fraje

    Swą intelektualną zupę,

    Mądrale, oczytane faje,

    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Item aryjskie rzeczoznawce,

    Wypierdy germańskiego ducha

    (Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,

    Wierzcie mi, jedna będzie jucha),

    Karne pętaki i szturmowcy,

    Zuchy z Makabi czy z Owupe,

    I rekordziści i sportowcy,

    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Socjały nudne i ponure,

    Pedeki, neokatoliki,

    Podskakiwacze pod kulturę,

    Czciciele radia i fizyki,

    Uczone małpy, ścisłowiedy,

    Co oglądacie świat przez lupę

    I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,

    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Item ów belfer szkoły żeńskiej,

    Co dużo chciałby, a nie może,

    Item profesor Cy... wileński

    (Pan wie już za co, profesorze!)

    I ty za młodu niedorżnięta

    Megiero, co masz taki tupet,

    Że szczujesz na mnie swe szczenięta,

    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    I ty fortunny skurwysynu,

    Gówniarzu uperfumowany,

    Co splendor oraz spleen Londynu

    Nosisz na gębie zakazanej,

    I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,

    A srać chodziłeś pod chałupę,

    Ty, wypasiony na Ikacu,

    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    I wy, o których zapomniałem,

    Lub pominąłem was przez litość,

    Albo dlatego, że się bałem,

    Albo, że taka was obfitość,

    I ty, cenzorze, co za wiersz ten

    Zapewne skarzesz mnie na ciupę,

    Iżem się stał świńtuchów hersztem,

    Całujcie mnie wszyscy w dupę!

    Tuwim

    #dzieńzwierszem
    #Tuwim

  25. Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni
    Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie
    Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni.
    Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie! i patrzcie!
    ...Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
    Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
    Twarze wasze, zbrodniarze - i niech was przywita
    Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.

    Tuwim

    #dzieńzwierszem
    #Tuwim

  26. Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
    Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa...
    Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa,
    Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy.
    Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy
    I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa,
    Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa,
    Kto nie lata jak orły - lecz stąpa jak lisy.
    Młodość winna być nagła i ostra jak klinga.
    Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga,
    Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy,
    Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy,
    Zanim los, orle skrzydła łamiący na strzępy,
    Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #Słonimski

  27. Są za borem takie wody
    które widzą nas na przestrzał
    Czemu od nich wilczku młody
    w ujadanie psich traw pierzchasz
    Są za wodą takie bory
    którte słyszą nas po stokroć
    Czemu w nich człowieku chory
    zbierasz sen swój chustką mokrą
    Od tej wody nie uciekniesz
    nie przepłyniesz jej wpław nigdy
    choćbyś wbijał w burze letnie
    po osierdzie gnojne widły
    i nie przejdziesz przez te bory
    choćbyś stał się mrówką nagle
    i wycinał z płatków kory
    od tęsknoty białe żagle
    Przyjdziesz do niej spojrzysz do dna
    gdzie na ciebie w piasku czeka
    twoja twarz śmiertelnie głodna
    nie dopitej kropli mleka
    Wbiegniesz w bory tak sękato
    jakbyś napaść chciał i zadźgać
    w mateczniku śpiące lato
    tatarakiem ściętym z bagna

    Nowak

    #dzieńzwierszem #Nowak

  28. Ludzie niepewni
    Ludzie pokorni
    Ludzie niemodni już dziś
    Ludzie zmęczeni
    Zawsze powolni
    Ci co nie wiedzą gdzie iść
    Idźcie do nieba
    Jeśli jest Bóg
    Spójrzcie niech zna On wasz ból
    Bądźcie zbawieni
    Wolni od trosk
    Wasz jest ten świat
    Ludzie normalni
    Ludzie powszedni
    Ludzie rozdarci przez byt
    Ludzie nieśmiali
    I niekonkretni
    Ci co nie wiedzą jak żyć
    Ludzie niemądrzy
    Wszędzie was tylu
    Ludzie straceni dla mas
    Ludzie idei
    Ale nie czynu
    Ci których wyrzekł się czas

    Zychowicz

    #dzieńzwierszem
    #Zychowicz

  29. ...
    Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;

    Łam, czego rozum nie złamie:

    Młodości! orla twych lotów potęga,

    Jako piorun twoje ramię.

    Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy

    Opaszmy ziemskie kolisko!

    Zestrzelmy myśli w jedno ognisko

    I w jedno ognisko duchy!...

    Dalej, bryło, z posad świata!

    Nowymi cię pchniemy tory,

    Aż opleśniałej zbywszy się kory,

    Zielone przypomnisz lata.

    A jako w krajach zamętu i nocy,

    Skłóconych żywiołów waśnią,

    Jednym "stań się" z bożej mocy

    Świat rzeczy stanął na zrębie;

    Szumią wichry, cieką głębie,

    A gwiazdy błękit rozjaśnią -

    W krajach ludzkości jeszcze noc głucha:

    Żywioły chęci jeszcze są w wojnie;

    Oto miłość ogniem zionie,

    Wyjdzie z zamętu świat ducha:

    Młodość go pocznie na swoim łonie,

    A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.

    Pryskają nieczułe lody

    I przesądy światło ćmiące;

    Witaj, jutrzenko swobody,

    Zbawienia za tobą słońce!

    Mickiewicz

    #dzieńzwierszem
    #Mickiewicz

  30. Wbity nóż koło noża
    oszczep koło oszczepu
    W czarną jamę po słońcu
    ucieka mysz ze stepu
    Ucieka kotna mysz
    za ten widnokres z noży
    Czemu się twoje berło
    ojcze nasz stepie sroży
    Czemu nie chcesz bym w twojej
    malinowej papasze
    mogła rodzić w boleści
    żywe różańce nasze
    Na co spadnie twa sowa
    i z nieba siwy sokół
    gdy oszczep przy oszczepie
    i nóż przy nożu wokół
    Kto twoich traw byliny
    na potne wiechcie potnie
    by człowiek w jednych butach
    mógł obejść świat stokrotnie
    I kto nadzieję z dawna
    brzemiennie zwiastowaną
    przerazi by tak rzekło
    synku mój twoje siano

    Nowak

    #dzieńzwierszem #Nowak

  31. Nudzę się, nudzę piekielnie...

    Wszystko się stało tak marne,

    Tak małe i płaskie śmiertelnie,

    Że nawet kolonie karne

    Nie mogą dostarczyć kochanka,

    Godnego mych pragnień szalonych,

    Nie jestem ja nimfomanka,

    Ale wśród rozdrobnionych

    Uczuć i namiętności

    Pęka me serce ód nudy.

    Dusza dostaje nudności

    Od czasów naszych ułudy.

    Za jakąż, za jaką karę

    żyć muszę w tej marnej epoce,

    Gdzie kochać się można naprawdę

    w bawole chyba lub w foce.

    Och, czemuż nie jestem zwierzęciem

    W preriach lub w jakiejś wodzie!

    Och! Któż mnie wreszcie nasyci

    W miłości potwornym głodzie.

    Witkacy

    #dzieńzwierszem #Witkacy

  32. Ziemię pomierzył i głębokie morze,

    Wie, jako wstają i zachodzą zorze;

    Wiatrom rozumie, praktykuje komu,

    A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.

    Kochanowski

    #dzieńzwierszem
    #Kochanowski

  33. Wyrzuć z pamięci to jezioro
    jak się za siebie rzuca kamień
    i z brzózką na suchoty chorą
    ostatnim listkiem płuc się zamień
    Bo stoi w wodzie jak wrzeciono
    nawijające nić odwieczną
    cień nie oddany na płacz dzwonom
    i nie obmyty Drogą Mleczną
    Bo rozrzucone są bandaże
    zdarte z brzóz wielu i ran wielu
    i nadaremnie sypią straże
    na ropną pamięć sen po zielu
    Majowy lesie lazarecie
    od chloroformu duszny jeszcze
    jakże przez twoje trawy chce się
    biec w gorzkie od jodyny deszcze
    I jakże pragnie się oburącz
    targać gałęzie mościć nosze
    na których rotę białopiórą
    niosą cichsi od mchu dobosze

    Nowak

    #dzieńzwierszem
    #Nowak

  34. Wytapiają się świece
    Na wiekowe parkiety,
    Ciurkiem spływa po plecach
    Srebrny deszcz z epoletów.

    Jak w agonii się pieni
    Złote wino w pucharze...
    Niech się stare odmieni, odmieni, odmieni, odmieni,
    Co ma nadejść - Nieważne.

    I w przedśmiertnej udręce,
    w tył się wciąż oglądając,
    Giną reny w ucieczce,
    z pierwszą salwą padają.

    Ktoś już lufę kieruje
    Między oczy niewinne...
    Niech się stare odsunie, odsunie, odsunie, odsunie,
    Niech nadejdzie to inne.

    Uśmiechnięty, skupiony,
    Ktoś przebiegły i szczwany
    Zatrutymi strzałami
    Razi zachód czerwony.

    Słychać w burzy melodii
    Nuty stale te same...
    Już minione odchodzi, odchodzi, odchodzi, odchodzi.
    Co ma przyjść - niech się stanie.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem
    #Wysocki

  35. W swe miejsce nad rzeką
    Zabiera cię Zuzanna
    Możesz słuchać plusku łodzi
    Możesz zostać z nią do rana
    Wiesz, że trochę źle ma w głowie
    Lecz dlatego chcesz być tutaj
    Proponuje ci herbatę
    Oraz chińskie pomarańcze
    I gdy właśnie chcesz powiedzieć
    Że nie możesz jej pokochać
    Zmienia twoją długość fali
    I pozwala mówić rzece
    Że się zawsze w niej kochałeś

    I już chcesz z nią powędrować
    Powędrować chcesz na oślep
    Wiesz, że możesz jej zaufać
    Bo dotknęła twego ciała
    Myślą swą

    Pan Jezus był żeglarzem
    Gdy przechadzał się po wodzie
    Spędził lata na czuwaniu
    W swej samotnej wieży z drewna
    Gdy upewnił się, że tylko
    Mogą widzieć go tonący
    Rzekł - Żeglować będą ludzie
    Aż ich morze wyswobodzi...
    Lecz zwątpił zanim jeszcze
    Otworzyły się niebiosa
    Zdradzony, niemal ludzki
    Jak kamień zapadł wtedy
    W mądrość twą

    Cohen

    #dzieńzwierszem
    #Cohen

  36. Co tam widać w perspektywie?
    Góra łachów a się rusza.
    To dziad Kaczorowski wstaje,
    Szukać szczęścia w starych puszkach.

    Ledwie świt nad miastem blady
    Drzwi śmietnika już odmyka
    Wczoraj z walizami gwiazdor,
    Dzisiaj z workiem jak słoikarz.

    By się życiem nie przejmować,
    Podśpiewuje pieśń radosną,
    Już dokładnie nie pamięta,
    Czy kaszubską, czy krakowską.

    Towarzyszka jego życia
    Dawno zeszła już na marne.
    Twarz od wódki fioletowa
    Garb na plecach, w ręku garnek.

    Chce zanucić coś do marszu,
    Lecz zapomniał jak piosneczka
    Szła. O, chyba już pamięta,
    Tak, to będzie „szła dzieweczka”.

    Społeczeństwo obok biegnie,
    A dziad siedzi, czyta neon.
    Każdy chętnie się pociesza,
    Że tan dziad to jeszcze nie on.

    I dlatego Kaczorowski
    Chce odwiedzić urząd miejski
    I zatwierdzić nowy etat:
    Wolny dziad obywatelski.

    – Ja tu niżej podpisany,
    W myśl pożytku ze mnie w mieście,
    W nawiązaniu do tobołów,
    Dawać mi tu dziesięć dwieście!

    A tymczasem w barze POSTiW
    Gra węgierski Locomotiv.
    Dziad zanuci, z resztek podje,
    Przecież świetnie zna melodię.

    I tak śni nasz pierwszy skrzypek,
    Lęka się, że dziadem będzie.
    Chciałby mary złe odgonić,
    Występować jak najprędzej.

    Nagle budzi go dyrygent:
    – To galówka! Kaczor nie śpij!
    Teatr Wielki, przemówienia!
    Więc on zrywa się do pieśni.

    Kleyff

    #dzieńzwierszem
    #Kleyff

  37. Woda przy brzegu ścięta mrozem
    jak twarz pod chustą i na chuście
    Nie wiem kto pędzi Wielkim Wozem
    ale przepuście go przepuście
    Chorzy tu mówią że on pędzi
    To on na pewno Choć być może
    stróż nocny spieszy do łabędzi
    wmarzniętych w kluch po kluczu w zorzę
    Zdrowi nie mówią nic gdyż zdrowi
    nie zarzynają snów swych piłą
    i widzą że się w łąjnie krowim
    stado gawronów rozgościło
    Są jeszcze święci ale oni
    za swoim cierniem weszli w kamień
    Po nocach kra po niebie dzwoni
    a we dnie się pod stopą łamie:
    woda przy brzego ścięta mrozem
    jak twarz pod chustą i na chuście
    Nie wiem kto pędzi Wielkim Wozem
    ale przepuście go przepuście

    Nowak

    #dzieńzwierszem #Nowak

  38. Rozciągnęła się nuda nad nami,
    Zatroskały się serca okrutnie,
    Bo poczuliśmy śmierć nad głowami:
    Zaszumiała tak cicho… tak smutnie...

    Z ciemnych ulic wracamy do domu
    I coś korci nas, w duszach nurtuje,
    Nie mówimy o niczym nikomu.
    Samo stanie się. Każdy poczuje.

    ... Siedzą chmurni, stroskani przy świecach,
    I my przy nich siadamy w milczeniu,
    Nagle… ciarki przebiegną po plecach…!!
    Cisza. Każdy utonął w wspomnieniu.

    O, powiedzmy choć! O, już nie kryjmy!
    O, zapłaczmy głęboko, rozpacznie!
    ...Później snem biało-śnieżnym zaśnijmy,
    Może miłość znów śnić nam się zacznie…

    Może serca nam pękną z żałości,
    Żeśmy byli tak bardzo szczęśliwi!
    Żeśmy żyć nie umieli w miłości!
    Może rozpacz nas, rozpacz ożywi!

    ...Ale siedzą stroskani okrutnie,
    I my z nimi i Nuda nad nami...
    Zaszumiała nam cicho i smutnie,
    Zaszumiała nam Śmierć nad głowami.

    Tuwim

    #dzieńzwierszem
    #Tuwim

  39. Więc jest to przede wszystkim typowy przyrząd dla Pań,
    Tak skonstruowany, by nie mógł usiąść na nim żaden męski drań.
    Nie dość, że bez żadnych ozdób, leluj, parzenic i rozet,
    Jest dla mężczyzny torturą wprost ten bezozdobny klozet!
    Lecz na tym jeszcze nie dość - jest ukaz: "Do zasypywań treści służyć ma torf!"
    Tak srogo mógłby postąpić sam zaufany Radziwiłłów Korff,
    Już pomijając, że tak pełno jest czasem cudzej treści,
    Iż gość się boi, że swojej już tam nie zmieści.
    Pewnikiem jest, że z próżnej skrzyni nie nasypiesz, bo nie ma w niej ani ani torfu,
    Jakby ten rzadki materiał sprowadzany był co najmniej gdzieś aż z wyspy Korfu!
    Nie napisano tam nawet, że do pewnych celów służy papier -
    To jest selbverständlich -
    Lecz skąd go wziąć w nagłej potrzebie? - chyba dobyć rapier
    I walczyć oń, wdychając straszną woń niedoszłych torfowisk, jak o największy skarb
    Z czytelniczkami "Kuriera",
    Które rano, zamknięte na cztery spusty, cubiculum tego zamku zawiera...
    Tak się człowieku z trudnościami od rana szarp i szarp...
    Nie mówiąc już o tym, że zawsze zalany jest sedes,
    Jakby na nim siedziała tylko co nie jakaś kasztelanka Dolores lub Mercedes,
    Lecz jakaś uosobiona wprost sikawka -
    A niech to porośnie psia - trawka!

    Witkacy

    #dzieńzwierszem #Witkacy

  40. Leży kamień w stepie,
    A pod niego cieknie woda;
    Na kamieniu jest napisane:
    "Kto wybierze drogę w prawo -
    ten skończy nieciekawie,
    A kto pójdzie przed siebie -
    Ten nie dojdzie do siebie,
    A kto pójdzie na lewo
    Nie zrozumie niczego i przepadnie"
    Możesz pewien być tego.

    Przed kamieniem stoi trzech
    Bez koni i bez broni,
    Decydują iść czy nie trzeba.
    Pierwszy był zły i srogi,
    Powędrował prawą drogą,
    Poszedł sam bez kolegów
    I nie znalazł niczego;
    Ani wsi, ani złota
    I przyszedł z powrotem.

    Prosto nie ma nawet drogi
    Lecz uparty był i srogi
    Drugi z nich i poszedł przed siebie.
    Poszedł prosto przez las
    Lecz nie doszedł do miast,
    Ciągle błądził wśród drzew,
    Sam nie wiedział gdzie jest,
    Wyszedł z lasu na błota
    W końcu wrócił z powrotem.

    Trzeci młodzian głupi był,
    Sam nie wiedział po co żył,
    Poszedł sobie bez strachu na lewo.
    Jak żołnierzyk maszerował,
    W ogóle się nie przejmował.
    Jadł i pił, hulał, żartował
    I niczego nie pojmował.
    Sam niczego nie pojmował,
    Całe życie przewędrował
    I nie przepadł i nie zwariował.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem

    #Wysocki

  41. Zabijcie drzwi do zorzy
    zasypcie jutrzni jamę
    zorza nas we śnie trwoży
    jutrznia nam kości łamie
    Będziemy żyć na oślep
    w domu gdzie komin tylko
    domyśla się że w sople
    ścina się wycie wilkom
    Będziemy po omacku
    czterech stron świata szukać
    i mówić o śnie maku
    że się nam szczeni suka
    Będziemy żyć na wiarę
    na kocią i psią łapę
    i dziergać z nudy starej
    naszą błazeńską czapę
    A gdy się syn urodzi
    na długiej pępowinie
    będziemy mówić złodziej
    nad domem naszym płynie
    I sypie nam przez komin
    zebrane końskie kule
    i już z uciechy gromi
    nasz Goliat kurnik czule
    I ssie pszeniczne mleko
    z piersi wezbranych żniwnie
    A zorza śpi za rzeką
    jutrznia rzęsą nie kiwnie
    Zabijcie drzwi do zorzy
    zasypcie jutrzni jamę
    zorza was we śnie trwoży
    jutrznia nam kości łamie

    Nowak

    #dzieńzwierszem #Nowak

  42. Zrobię ci bawarki… ale nie mam mleka
    trzeba kupić garnki… męka dla człowieka
    no możesz gotować…no ale gdzie schować?
    musisz kupić szafę…póki co pod pachę
    garnki już kupione, kuchnia elekstryczna…
    będzie więc potrzebna jeszcze jedna izba
    jeszcze jedna izba? …dwie izby mieszkanie
    nie szkodzi, nie szkodzi poczekam ja na nie
    oj najukochańsza jestem twoim sługą
    ale na mieszkanie czeka się tak długo…
    mleko com je kupił skisło już przed laty
    posiwiała szparka, naleję herbaty

    Kleyff

    #dzieńzwierszem
    #Kleyff

  43. Już w podziemiach synagog wszystko złoto leży.
    Amunicję przenoszą czarni przemytnicy.
    Naradzają się szeptem berlińscy bankierzy,
    Dzwoni tajny telefon z warszawskiej bóżnicy.

    W Londynie, w wielkiej loży, już postanowiono...
    Siedem pieczęci kładą masoni pod dekret.
    Nad skrwawionym talmudem żółte świece płoną,
    LW płachtę zwinęli szczątki i przysięgli sekret.

    I zaraz żydzi w Kremlu dostali depeszę!
    I skoczyła iskrówka! Zawrzały redakcje!
    Paryski Rotszyld ręce zaciera w uciesze:
    W Amsterdamie i Rzymie wykupiono akcje.

    Smok olbrzymi od morza do morza się wije,
    Nocą widzą go w ogniu najśmielsi lotnicy,
    Ciemny łopoce w miastach i na trwogę bije,
    Sygnał strzelił rakietę z nad pruskiej granicy.

    ...A po naszych miasteczkach, w straszne skwarne święto,
    Wieje z sieni ziejących pomruk głuchych nowin:
    „Do kościoła się zakradł pejsaty żydowin
    I dzieweczkę w cegielni na macę zarżnięto

    Tuwim

    #dzieńzwierszem
    #Tuwim

  44. Prowadzi droga za las
    codzienne nasze sprawy
    koń się za lasem znalazł
    anioł i pies kulawy
    za lasem się znalazło
    naszego zdrowia ziele
    wiara wsiana w żelazo
    kilka wesel chrztów wiele
    Chodzisz ty drogą za las
    po konia po anioła
    a koń do mrówki zmalał
    anioł zbiesić się zdołał
    tylko jak dawniej pies się
    pogruchotany ostał
    i szczeka przez las w lesie
    naszej wierze na postrach
    Chodzę ja drogą za las
    na chrzciny na wesela
    w ziele wniknąć się staram
    by odmiennie wyjść z ziela
    lecz i tak nie przynoszę
    ząbka zdrowia do domu
    tylko zbyteczne kosze
    podków odkutych z gromu
    A może drogę za las
    sen i paproć zarosła
    i zamiast na koń wsiadać
    trzeba wziąć się do wiosła
    zamiast szukać na oślep
    stopą drogi w paproci
    trzeba wziąć się za kosę
    ciąć i mysio się spocić

    Nowak

    #dzieńzwierszem #Nowak

  45. Rainer Maria Rilke
    Przekład: Mieczysław Jastrun

    “**Doświadczenie śmierci**

    O tych odejściach, których nasz los nie obchodzi,
    nie wiemy nic. Nie ma powodu, byśmy
    okazywali miłość, nienawiść lub podziw
    śmierci, którą odkształca w sposób tak wymyślny

    tragicznej skargi maska i żałoba.
    Świat jeszcze pełen jest ról, które gramy.
    Dopóki nam zależy, czy się podobamy,
    gra także śmierć, chociaż się nie podoba.

    Lecz gdyś odchodził, zabłysło na scenie
    pasmo rzeczywistości przez tę szparę,
    gdzieś zniknął; zieleń prawdziwej zieleni,
    prawdziwy promień, las, któremu dałeś wiarę.

    Lecz gramy dalej. Ciężko, gorzko wyuczone
    recytując, z gestami, z minami niekiedy;
    lecz życie twoje od nas oddalone
    i usunięte z tej naszej komedii

    może nas najść jak wiedza o doznanej
    rzeczywistości, spadając wśród blasku,
    tak, że możemy na chwilę porwani
    istnienie grać nie myśląc o oklasku”.

    #dzienzwierszem #rilke #poezja #poetry

  46. Sypie się owies sypie
    końskim pacierzem w ciszę
    trawy się spowiadają
    rosa dzwon swój kołysze
    i kret spod ziemi księgę
    skrzętnie spisaną niesie
    po słoju słój rozkręca
    las swoją wieczność w lesie
    A kret nasz brat oślepły
    w podziemnych bitwach z trwogi
    czytając księgę zrywa
    trawy na równe nogi
    i uciekają trawy
    za sen swój niedośniony
    o swiętojańskiej głowie
    na tacy przyniesionej
    Za trawą biegnie człowiek
    i wrzeszczy wniebogłosy
    jak gdyby go napadły
    przez wiek głodzone kosy
    jakby w tej księdze kreciej
    rebelii wszystkie noże
    darły na pasy niebo
    i dźgały chleby boże

    Nowak

    #dzieńzwierszem #Nowak

  47. Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,

    Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;

    Jednakże gdy cię długo nie oglądam,

    Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;

    I tęskniąc sobie zadaję pytanie:

    Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

    Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu

    W myśli twojego odnowić obrazu?

    Jednakże nieraz czuję mimo chęci,

    Że on jest zawsze blisko mej pamięci.

    I znowu sobie powtarzam pytanie:

    Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

    Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,

    Abym przed tobą szedł wylewać żale;

    Idąc bez celu, nie pilnując drogi,

    Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;

    I wchodząc sobie zadaję pytanie;

    Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?

    Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,

    Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;

    Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem,

    Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.

    I znowu sobie powtarzam pytanie:

    Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

    Kiedy położysz rękę na me dłonie,

    Luba mię jakaś spokojność owionie,

    Zda się, że lekkim snem zakończę życie;

    Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie,

    Które mi głośno zadaje pytanie:

    Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?

    Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,

    Wieszczy duch mymi ustami nie władał;

    Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,

    Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem;

    I zapisałem na końcu pytanie:

    Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?

    Mickiewicz

    #dzieńzwierszem #Mickiewicz

  48. Rozpalone głową usta
    i zamglone oczy sercem –
    – połóż przy mnie na kołderce
    i trochę ustań.

    Połóż przy mnie swoje troski
    na sosnowym taborecie,
    bo tu, bo tu, przede wszystkim
    dotykają naszych losów
    ludzie prości;
    tu dopiero są radości…

    …kochana…
    …tu czasami mamy troski;
    bo póki co,
    dookoła,
    jak żetony na rulecie,
    na tym świecie ludzie prości.

    A który raz to, który raz to,
    który raz to tutaj z rzędu,
    który raz, na naszych oczach,
    wielkie miasto
    każe prostym – na nas prosto
    wydostawać się z obłędu…

    …ale jednak, mimo wszystko,
    te rozpalone głową usta
    połóż przy mnie na kołderce
    i w zamglonych oczach ustań…
    spalać serce.

    Noc jest czysta, chociaż ciemno,
    ale zechciej, zechciej, zechciej
    w poparzonych sercach przystań…
    …znaleźć ze mną…

    Kleyff

    #dzieńzwierszem
    #Kleyff

  49. Bezmyślna moich grzechów nikczemność mnie nudzi
    Nie mogę nimi zapić mej duszy goryczy,
    Nie umiem sam być z sobą, uciekam od ludzi.
    A nuż jest Pan Bóg w niebie i wszystko to liczy?

    Jak ptak chcę lekko złożyć poranione skrzydła,
    Przeklinam mój początek, a nie pragnę końca.
    O! połóż mnie przed sobą na promienie słońca,
    Ciało moje mnie męczy, dusza mi obrzydła.

    Ach! Pan Bóg jest na pewno i nikczemnych sądzi
    A ufnych wyprowadza na gwiaździstą drogę.
    I nie wie nikt, gdzie zajdzie, gdy po ziemi błądzi.
    Lecz teraz chcę spoczynku. Modlić się nie mogę.

    Lechoń

    #dzieńzwierszem

    #lechon