#dzienzwierszem — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #dzienzwierszem, aggregated by home.social.
-
Nie wiem gdzie to znalazłem. Może nawet tutaj. Ale fajne to podrzucam.
https://www.youtube.com/watch?v=0XdqXSBOIrA
#wiersz #dzieńzwierszem -
Godzina się zniża, dotyka mi czoła
metalem swych czystych brzmień,
i drżą moje zmysły. I czuję: podołam -
i chwytam plastyczny dzień.Nic jeszcze nie zaszło, aż wzrok się przekona,
ruch wszelki wstrzymany nagle.
Spojrzenia dojrzały i jak narzeczona
jest rzecz, gdy ktoś jej zapragnie.I nic mi za małe i wielbię je śpiewem,
w tle złotym malować je muszę,
i trzymam wysoko, i komu dziś, nie wiem,
uwalnia z więzów duszę...Rilke
-
O wiersze moje wiersze wiersze
Chłop się w nich czochra dziewka drzemie
maj z kosą wchodzi w trawy pierwsze
i buhaj rogiem bodzie ziemię
A w lesie głowa śpi odcięta
w jej oczy leśny mak się sypie
i przy niej kotne śpią zwierzęta
i cedzi na nią mleko lipiec
Głowa z tułowiem się nie zrasta
usta nie mogą wyrzec amen
i upadają w dzieżach ciasta
i cały w czerwiach jest sakrament
Poszedłbyś do niej pokuśtykał
pozszywał ją brzozową witką
jak każe przesąd i obyczaj
i to siejące wieczność sitko
Poszedłbyś miły i pozlepiał
głowę z tułowiem garścią gliny
żeby po trzykroć we wsi nie piał
żniwny poranek - kogut siny
Żeby na nasze pszenne chleby
senne sypały się czereśnie
mleko cedziło się i żeby
zrosła się ścięta głowa we śnie
O wiersze moje wiersze wiersze
Chłop się w nich czochra dziewka drzemie
maj z kosą wchodzi w trawy pierwsze
i buhaj rogiem bodzie ziemięNowak
-
Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
twoim imieniem po imieniu wołam.
Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.Faber
-
Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
twoim imieniem po imieniu wołam.
Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.Faber
-
Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
twoim imieniem po imieniu wołam.
Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.Faber
-
Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
twoim imieniem po imieniu wołam.
Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.Faber
-
Co on w niej widzi. Co ona w nim widzi.
Oto jest prawo pierwszego olśnienia.
Tacy zwyczajni, jak wróble na piasku.
Jałowość piachu w ziarno się zamienia.
To dzięki tobie przywłaszczam krajobraz.
Z tobą ma dla mnie leśny smak powietrze.
I nie zaprzeczy temu odkrywaniu
naiwność naszych barw, gdy czas je zetrze.
Rzecz sprawiedliwa. Gdy widzialny świat
twoim imieniem po imieniu wołam.
Zachowaj prawo pierwszego olśnienia,
tak właśnie trzeba patrzeć dookoła.Faber
-
Każdemu daj śmierć jego własną, Panie.
Daj umieranie, co wynika z życia,
gdzie miał swą miłość, cel i biedowanie.Myśmy łupina tylko i listowie.
A wielka śmierć, którą ma każdy w sobie,
to jest ów owoc, o który zabiegawszelki byt. Rosną dziewczęta dla niego
i wybuchają niby drzewo z lutni,
chłopcy chcą zmężnieć w tęsknocie okrutnej;
kobiety stają się powiernicami
wyrostków, co swych trwóg nie dzielą z nikim.
Dla niego trwa to, co jest tu ujrzane,
jak wieczne, mimo, że jest tylko cieniem -
i każdy, kto był twórcą, budownikiem,
światem dlań stawał się, ciepłym tchnieniem
owiewał, tajał, marzł. Światło skupione
w sercach i myśli biało rozżarzone
weszły w owego owocu okrągłość.-
Lecz twe anioły stadem ptaków ciągnąc
ujrzały: wszystkie owoce zielone.Rilke
-
Lojalnie mówię do żony;
„Małżonko, jestem wstawiony”.Odrzekła z pogardą: „Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem”.Mówię: „Przesada nie lubię.
Przysięgam ci, że mam w czubie”.Powiada: „Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany”.„Nie przeczę - mówię żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał”.Odrzekła: „Łżesz, jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty”.„Ja - mówię nic nie skłamałem;
Doprawdy, pałę zalałem”.„Kłamstwo - powiada - co krok!
jesteś urżnięty w sztok”.„Oszczerstwo! - oświadczam z gestem:
Pijany jak bela jestem”.„Baranek - krzyczy - bez winy!
A kurzy mu się z czupryny”.Wyję: „Niech pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie”.„Łżesz - mówi znów - jak najęty!
Trykniety jesteś, tryknięty!”„Nieprawda - ryknąłem na to -
Ja jestem pod dobrą datą!”„Gadaj - powiada - do ściany,
Wiem dobrze: jesteś zalany!”Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!”Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.A ja, by się nie dać ogłupić
Także poszedłem się upić.Tuwim
-
Gdy szron osrebrzy nasze łany,
Kiedy zapadłe senne sioła
Na Anioł Pański dzwon zawoła,
Nad zmarłym światem rozbujany,
Niech z Twoich niebios, Panie Boże,
Spłynie k'nam drogich kruków może.O dziwne wojska, wrzasku dziki!
We wasze gniazda wichr uderza.
Lećcie na zżółkłe wód wybrzeża,
Na dróg krzyżowych rozstajniki.
Gdzie się wądolne rosy kładą,
Rozpierzchłe, łączcie się gromadą.Po polach Francji, gdzie się pleni
Wczorajszych zmarłych grób przy grobie,
Kołujcie w smutnej swej żałobie,
By człowiek baczył o jesieni.
twój krzyk, żałobny ty nasz ptaku,
Niech nas przy wielkim skupia znaku.Zaś piegż majowych śpiew radosny
Na wierzchach dębu, co w zaklęty
Pokładł się wieczór, jak maszt ścięty,
Zostawcie tym, o święci wiosny,
Których wśród leśnych gdzieś gałęzi
Snadź beznadziejna klęska więzi.Rimbaud
-
Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,
Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.Kochanowski
-
Jak wartownik, co winnicy strzeże,
Z szatry czyniąc własny dom.
Ja z Twych dłoni, Panie, czynię leże.
W Twej pomroce skrywam ciemność mą.
W Twych winnicach, w Twym rajskim ogrodzie,
Gdzie prócz wiosny nie ma innych pór,
Mój figowiec cudem owoc rodzi
Z ziemi wyschniętej na wiór.
Wonie Twe zieleń sieje wokół
I nie pytasz, czy czuwając – śnię.
Wielkość Twoja, pulsująca w sokach,
Płonnie się unosi obok mnie.Rilke
-
Gwiazda w muszli twych uszu płakała różowo,
Bezkres biało z twych ramion na biodra się stoczył,
Morze spłoniło wzgórza twych piersi perłowo,
A człowiek na twym łonie czarno krwią się zbroczył.Rimbaud
#dzieńzwierszem -
Ty masz różne miłości, ja tylko - otchłanie,
W które mnie coraz głębiej twa nieczułość strąca.
A jednak tyś jest światłość, tym mrokom świecąca.
Gdy cię kochać przestanę - co się ze mną stanie?Złe myśli w moim sercu jak zgłodniała lwica,
Jak pod wzrokiem pogromcy cichną pod twym wzrokiem.
O! wstępuj w moje serce kochaniem głębokiem,
W dzień jak słońce palące, w noc - jak blask księżycaMówisz, że gniew mam w oczach. Bo po nocy błądzę
I darmo wzrok mój światła w ciemnościach wygląda.
Bo tyś jest razem piekło, gdzie rodzą się żądze,
I niebo, gdzie miłość niczego nie żąda...Lechoń
-
Maderę piliśmy i rum, mieszając z bimbrem pół na pół,
i nagle alarm, wszyscy w dół - odcięło szyb,
a w szybie stachanowiec nasz, przodownik pracy - no i masz,
pod zawał trafił on, i więcej nikt.
Były oficer, gwiazda gwiazd, ozdoba zebrań, wzór dla mas,
jak pionier gotów cały czas tyrać za trzech,.
kilofa nie wypuszczał z rąk, wyrabiał dziennie tysiąc ton,
aż wreszcie spadło mu tych parę ton na łeb.
Zjeżdżamy na dół, a nasz szef, eks-wyrokowiec, łebski człek,
powiada: - Źle, chłopaki, źle, oj, biada nam!
Uratujemy go, a on? Znów zacznie tłuc po kilka norm,
pobije rekord, a nam co? Podniosą plan.
Pracujmy z głową, nie nerwowo, po co tak szybko go ratować,
sprawdzajmy dobrze każdą piędź i cal,
służył w Tallinie przy Stalinie, a teraz przywalony ginie -
naprawdę go nam jak cholera żal.Wysocki
-
Z dala od trzody, ptaków, wieśniaków urody,
Cóż to piłem na klęczkach, z wrzosami przy twarzy,
Dokoła mając świeżej leszczyny ustronie,
W południa zielonym i ciepłym oparze?Cóż z młodziutkiej Oazy chłonąć mogłem wody,
- Nieme wiązy, darń nagą, niebo w chmur zasłonie! -
Pić w żółtych tykwach, z dala od błogiej zagrody?
Złoty likwor, z którego pot bije na skroni.Zdawałem się gospody podejrzanym godłem.
- Nawałnica pognała przez niebo. Z wieczora
Nikły w dziewiczych piaskach leśne wody chłodne,
Boży wiatr sople lodu ciskał na bajora;Płakałem, widząc złoto - ale pić nie mogłem.
Rimbaud
-
Zdarto żagle, stér prysnął, ryk wód, szum zawiei,
Głosy trwożnéj gromady, pomp złowieszcze jęki,
Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki,
Słońce krwawo zachodzi, z niém reszta nadziei.
Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry,
Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu,
Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu,
Jak żołniérz, szturmujący w połamane mury.
Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie,
Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada,
Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać.
Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie
I pomyślił: szczęśliwy, kto siły postrada,
Albo modlić się umié, lub ma z kim się żegnać.Mickiewicz
-
Wysokie góry i odziane lasy!
Jako rad na was patrzę, a swe czasy
Młodsze wspominam, które tu zostały,
Kiedy na statek człowiek mało dbały.
Gdziem potym nie był? Czegom nie skosztował?
Jażem przez morze głębokie żeglował,
Jażem Francuzy, ja Niemce, ja Włochy,
Jażem nawiedził Sybilline lochy.
Dziś żak spokojny, jutro przypasany
Do miecza rycerz dziś miedzy dworzany
W pańskim pałacu, jutro zasię cichy
Ksiądz w kapitule, tylko że nie z mnichy
W szarej kapicy a z dwojakim płatem;
I to czemu nic, jesliże opatem?
Taki był Proteus, mieniąc się to w smoka,
To w deszcz, to w ogień, to w barwę obłoka.
Dalej co będzie? Srebrne w głowie nici,
A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci.Kochanowski
-
Wzdłuż urwiska, nad przepaścią, po samym jej brzegu
Pędzę w saniach bijąc konie by zatracić je w biegu.
Piję wiatr i mgłę połykam, strach mi w płucach dech zapiera.
Czuję ze śmiertelną trwogą, jak przemijam, jak umieram!Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
Nie zwracajcie uwagi na bat!
Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam
Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiemZginę, wiem, jak płatek śniegu zimny wiatr mnie zmiecie z dłoni
Moje konie, mnie galopem będą niosły wzdłuż urwiska.
Ach ciągnijcie wolniej sanie! Ach nie spieszcie się tak konie!
Choć o chwilę, lecz przedłużcie drogę do cmentarzyska.Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
Nie zwracajcie uwagi na bat.
Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam!
Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem!Zdążyliśmy - tam gdzie jadę, spóźnień nigdy, nigdy nie ma.
Więc dlaczego chór aniołów gniewnym głosem pieśń swą śpiewa?
Czy to może dzwon gdzieś bije, bo się zaszedł od szlochania?
Albo ja na konie krzyczę, by ciągnęły wolniej sanie!Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się...
Nie zwracajcie uwagi na bat.
Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
Chociaż mija mój czas, chcę zaśpiewać choć raz...Ja me konie napoję, ja tę pieśń dośpiewam!
Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem.Wysocki
-
Wiatr wiosenny z ulicy porwał garstkę śmieci
I niesie strzępy gazet z otwartych lufcików.
Nad ściekiem, gdzie się z krzykiem bawią brudne dzieci,
Przystanął biedny wózek z pękami goździków.Jak welon płynie za mną smuga lekkiej woni
I staje się znów żywe, co spało tajemnie.
Powracasz znów, umarła, i widzę w twej dłoni
Goździki, któreś wtedy dostała ode mnie.W mym sercu jak w bursztynie na zawsze przetrwały,
Choć ziemią przywalone: twych włosów ozdobny
Kask złoty i kształt cudny twojej ręki białej
I głos twój do żadnego w świecie niepodobny.Lechoń
-
Zagaś mi oczy, Twój obraz nie zgaśnie,
Uszy mi zasłoń, usłyszę Cię zawsze,
Bez nóg za Tobą pójdę nad przepaście,
Bez ust zaklinać będę imię najłaskawsze.Dłonie mi odejm, i tak Cię obejmie
Serce me niczym ramieniem stęsknionym,
Wyrwij mi serce, myśl zostanie we mnie,
Gdy i myśl zechcesz płomieniem wypalić,
Wtedy uniosę Cię w krwi mojej fali.Rilke
-
Jak kot puszysty noc się łasi
do rąk nad ciepłą miską mleka
i jabłka zrywa w drżącym sadzie,
który po tysiąc razy usta
pozdrawia szeptem słodkich wisien.Do okien księżyc światłem stuka
i gwiazdy w kojcu nieba mruczą
balladę dzieciom, które uśpił
w kołyskach szept osiczyn.I tylko chłopiec w trwodze wichru
nad modrą rzeką w nocy czuwa,
aby nie wygasł w hutach ogień
zdławiony stali burzą.A noc się zakochała w sadach,
w pochyłych gruszach i jabłoniach,
wśród których starzy cicho radzą
i chłopcy grają na harmoniach.Do wtóru chłopcom sadu flety
grały pod rytm oberka
i drżał w warkoczach dziewcząt wieczór,
gdy księżyc z gruszy zerkał.Nowak
-
Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.
Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.
Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań – na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.
I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc – widzą wszystko o d d z i e l n i e:
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...
Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż, papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.
I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.
Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.
Potem się modlą: „...od nagłej śmierci...
...od wojny ...głodu ...odpoczywanie”
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.
Tuwim
-
Apsztyfikanci grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy,
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Izraeliccy doktorkowie,
Wiednia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z Naje Fraje
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan wie już za co, profesorze!)
I ty za młodu niedorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I ty fortunny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świńtuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Tuwim
-
Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni.
Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie! i patrzcie!
...Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
Twarze wasze, zbrodniarze - i niech was przywita
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.Tuwim
-
Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa...
Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa,
Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy.
Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy
I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa,
Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa,
Kto nie lata jak orły - lecz stąpa jak lisy.
Młodość winna być nagła i ostra jak klinga.
Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga,
Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy,
Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy,
Zanim los, orle skrzydła łamiący na strzępy,
Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.Słonimski
-
Są za borem takie wody
które widzą nas na przestrzał
Czemu od nich wilczku młody
w ujadanie psich traw pierzchasz
Są za wodą takie bory
którte słyszą nas po stokroć
Czemu w nich człowieku chory
zbierasz sen swój chustką mokrą
Od tej wody nie uciekniesz
nie przepłyniesz jej wpław nigdy
choćbyś wbijał w burze letnie
po osierdzie gnojne widły
i nie przejdziesz przez te bory
choćbyś stał się mrówką nagle
i wycinał z płatków kory
od tęsknoty białe żagle
Przyjdziesz do niej spojrzysz do dna
gdzie na ciebie w piasku czeka
twoja twarz śmiertelnie głodna
nie dopitej kropli mleka
Wbiegniesz w bory tak sękato
jakbyś napaść chciał i zadźgać
w mateczniku śpiące lato
tatarakiem ściętym z bagnaNowak
-
Ludzie niepewni
Ludzie pokorni
Ludzie niemodni już dziś
Ludzie zmęczeni
Zawsze powolni
Ci co nie wiedzą gdzie iść
Idźcie do nieba
Jeśli jest Bóg
Spójrzcie niech zna On wasz ból
Bądźcie zbawieni
Wolni od trosk
Wasz jest ten świat
Ludzie normalni
Ludzie powszedni
Ludzie rozdarci przez byt
Ludzie nieśmiali
I niekonkretni
Ci co nie wiedzą jak żyć
Ludzie niemądrzy
Wszędzie was tylu
Ludzie straceni dla mas
Ludzie idei
Ale nie czynu
Ci których wyrzekł się czasZychowicz
-
...
Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;Łam, czego rozum nie złamie:
Młodości! orla twych lotów potęga,
Jako piorun twoje ramię.
Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!...
Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.
A jako w krajach zamętu i nocy,
Skłóconych żywiołów waśnią,
Jednym "stań się" z bożej mocy
Świat rzeczy stanął na zrębie;
Szumią wichry, cieką głębie,
A gwiazdy błękit rozjaśnią -
W krajach ludzkości jeszcze noc głucha:
Żywioły chęci jeszcze są w wojnie;
Oto miłość ogniem zionie,
Wyjdzie z zamętu świat ducha:
Młodość go pocznie na swoim łonie,
A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.
Pryskają nieczułe lody
I przesądy światło ćmiące;
Witaj, jutrzenko swobody,
Zbawienia za tobą słońce!
Mickiewicz
-
Wbity nóż koło noża
oszczep koło oszczepu
W czarną jamę po słońcu
ucieka mysz ze stepu
Ucieka kotna mysz
za ten widnokres z noży
Czemu się twoje berło
ojcze nasz stepie sroży
Czemu nie chcesz bym w twojej
malinowej papasze
mogła rodzić w boleści
żywe różańce nasze
Na co spadnie twa sowa
i z nieba siwy sokół
gdy oszczep przy oszczepie
i nóż przy nożu wokół
Kto twoich traw byliny
na potne wiechcie potnie
by człowiek w jednych butach
mógł obejść świat stokrotnie
I kto nadzieję z dawna
brzemiennie zwiastowaną
przerazi by tak rzekło
synku mój twoje sianoNowak
-
Nudzę się, nudzę piekielnie...
Wszystko się stało tak marne,
Tak małe i płaskie śmiertelnie,
Że nawet kolonie karne
Nie mogą dostarczyć kochanka,
Godnego mych pragnień szalonych,
Nie jestem ja nimfomanka,
Ale wśród rozdrobnionych
Uczuć i namiętności
Pęka me serce ód nudy.
Dusza dostaje nudności
Od czasów naszych ułudy.
Za jakąż, za jaką karę
żyć muszę w tej marnej epoce,
Gdzie kochać się można naprawdę
w bawole chyba lub w foce.
Och, czemuż nie jestem zwierzęciem
W preriach lub w jakiejś wodzie!
Och! Któż mnie wreszcie nasyci
W miłości potwornym głodzie.
Witkacy
-
Ziemię pomierzył i głębokie morze,
Wie, jako wstają i zachodzą zorze;
Wiatrom rozumie, praktykuje komu,
A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.
Kochanowski
-
Wyrzuć z pamięci to jezioro
jak się za siebie rzuca kamień
i z brzózką na suchoty chorą
ostatnim listkiem płuc się zamień
Bo stoi w wodzie jak wrzeciono
nawijające nić odwieczną
cień nie oddany na płacz dzwonom
i nie obmyty Drogą Mleczną
Bo rozrzucone są bandaże
zdarte z brzóz wielu i ran wielu
i nadaremnie sypią straże
na ropną pamięć sen po zielu
Majowy lesie lazarecie
od chloroformu duszny jeszcze
jakże przez twoje trawy chce się
biec w gorzkie od jodyny deszcze
I jakże pragnie się oburącz
targać gałęzie mościć nosze
na których rotę białopiórą
niosą cichsi od mchu doboszeNowak
-
Wytapiają się świece
Na wiekowe parkiety,
Ciurkiem spływa po plecach
Srebrny deszcz z epoletów.Jak w agonii się pieni
Złote wino w pucharze...
Niech się stare odmieni, odmieni, odmieni, odmieni,
Co ma nadejść - Nieważne.I w przedśmiertnej udręce,
w tył się wciąż oglądając,
Giną reny w ucieczce,
z pierwszą salwą padają.Ktoś już lufę kieruje
Między oczy niewinne...
Niech się stare odsunie, odsunie, odsunie, odsunie,
Niech nadejdzie to inne.Uśmiechnięty, skupiony,
Ktoś przebiegły i szczwany
Zatrutymi strzałami
Razi zachód czerwony.Słychać w burzy melodii
Nuty stale te same...
Już minione odchodzi, odchodzi, odchodzi, odchodzi.
Co ma przyjść - niech się stanie.Wysocki
-
W swe miejsce nad rzeką
Zabiera cię Zuzanna
Możesz słuchać plusku łodzi
Możesz zostać z nią do rana
Wiesz, że trochę źle ma w głowie
Lecz dlatego chcesz być tutaj
Proponuje ci herbatę
Oraz chińskie pomarańcze
I gdy właśnie chcesz powiedzieć
Że nie możesz jej pokochać
Zmienia twoją długość fali
I pozwala mówić rzece
Że się zawsze w niej kochałeśI już chcesz z nią powędrować
Powędrować chcesz na oślep
Wiesz, że możesz jej zaufać
Bo dotknęła twego ciała
Myślą swąPan Jezus był żeglarzem
Gdy przechadzał się po wodzie
Spędził lata na czuwaniu
W swej samotnej wieży z drewna
Gdy upewnił się, że tylko
Mogą widzieć go tonący
Rzekł - Żeglować będą ludzie
Aż ich morze wyswobodzi...
Lecz zwątpił zanim jeszcze
Otworzyły się niebiosa
Zdradzony, niemal ludzki
Jak kamień zapadł wtedy
W mądrość twąCohen
-
Co tam widać w perspektywie?
Góra łachów a się rusza.
To dziad Kaczorowski wstaje,
Szukać szczęścia w starych puszkach.Ledwie świt nad miastem blady
Drzwi śmietnika już odmyka
Wczoraj z walizami gwiazdor,
Dzisiaj z workiem jak słoikarz.By się życiem nie przejmować,
Podśpiewuje pieśń radosną,
Już dokładnie nie pamięta,
Czy kaszubską, czy krakowską.Towarzyszka jego życia
Dawno zeszła już na marne.
Twarz od wódki fioletowa
Garb na plecach, w ręku garnek.Chce zanucić coś do marszu,
Lecz zapomniał jak piosneczka
Szła. O, chyba już pamięta,
Tak, to będzie „szła dzieweczka”.Społeczeństwo obok biegnie,
A dziad siedzi, czyta neon.
Każdy chętnie się pociesza,
Że tan dziad to jeszcze nie on.I dlatego Kaczorowski
Chce odwiedzić urząd miejski
I zatwierdzić nowy etat:
Wolny dziad obywatelski.– Ja tu niżej podpisany,
W myśl pożytku ze mnie w mieście,
W nawiązaniu do tobołów,
Dawać mi tu dziesięć dwieście!A tymczasem w barze POSTiW
Gra węgierski Locomotiv.
Dziad zanuci, z resztek podje,
Przecież świetnie zna melodię.I tak śni nasz pierwszy skrzypek,
Lęka się, że dziadem będzie.
Chciałby mary złe odgonić,
Występować jak najprędzej.Nagle budzi go dyrygent:
– To galówka! Kaczor nie śpij!
Teatr Wielki, przemówienia!
Więc on zrywa się do pieśni.Kleyff
-
Woda przy brzegu ścięta mrozem
jak twarz pod chustą i na chuście
Nie wiem kto pędzi Wielkim Wozem
ale przepuście go przepuście
Chorzy tu mówią że on pędzi
To on na pewno Choć być może
stróż nocny spieszy do łabędzi
wmarzniętych w kluch po kluczu w zorzę
Zdrowi nie mówią nic gdyż zdrowi
nie zarzynają snów swych piłą
i widzą że się w łąjnie krowim
stado gawronów rozgościło
Są jeszcze święci ale oni
za swoim cierniem weszli w kamień
Po nocach kra po niebie dzwoni
a we dnie się pod stopą łamie:
woda przy brzego ścięta mrozem
jak twarz pod chustą i na chuście
Nie wiem kto pędzi Wielkim Wozem
ale przepuście go przepuścieNowak
-
Rozciągnęła się nuda nad nami,
Zatroskały się serca okrutnie,
Bo poczuliśmy śmierć nad głowami:
Zaszumiała tak cicho… tak smutnie...Z ciemnych ulic wracamy do domu
I coś korci nas, w duszach nurtuje,
Nie mówimy o niczym nikomu.
Samo stanie się. Każdy poczuje.... Siedzą chmurni, stroskani przy świecach,
I my przy nich siadamy w milczeniu,
Nagle… ciarki przebiegną po plecach…!!
Cisza. Każdy utonął w wspomnieniu.O, powiedzmy choć! O, już nie kryjmy!
O, zapłaczmy głęboko, rozpacznie!
...Później snem biało-śnieżnym zaśnijmy,
Może miłość znów śnić nam się zacznie…Może serca nam pękną z żałości,
Żeśmy byli tak bardzo szczęśliwi!
Żeśmy żyć nie umieli w miłości!
Może rozpacz nas, rozpacz ożywi!...Ale siedzą stroskani okrutnie,
I my z nimi i Nuda nad nami...
Zaszumiała nam cicho i smutnie,
Zaszumiała nam Śmierć nad głowami.Tuwim
-
Więc jest to przede wszystkim typowy przyrząd dla Pań,
Tak skonstruowany, by nie mógł usiąść na nim żaden męski drań.
Nie dość, że bez żadnych ozdób, leluj, parzenic i rozet,
Jest dla mężczyzny torturą wprost ten bezozdobny klozet!
Lecz na tym jeszcze nie dość - jest ukaz: "Do zasypywań treści służyć ma torf!"
Tak srogo mógłby postąpić sam zaufany Radziwiłłów Korff,
Już pomijając, że tak pełno jest czasem cudzej treści,
Iż gość się boi, że swojej już tam nie zmieści.
Pewnikiem jest, że z próżnej skrzyni nie nasypiesz, bo nie ma w niej ani ani torfu,
Jakby ten rzadki materiał sprowadzany był co najmniej gdzieś aż z wyspy Korfu!
Nie napisano tam nawet, że do pewnych celów służy papier -
To jest selbverständlich -
Lecz skąd go wziąć w nagłej potrzebie? - chyba dobyć rapier
I walczyć oń, wdychając straszną woń niedoszłych torfowisk, jak o największy skarb
Z czytelniczkami "Kuriera",
Które rano, zamknięte na cztery spusty, cubiculum tego zamku zawiera...
Tak się człowieku z trudnościami od rana szarp i szarp...
Nie mówiąc już o tym, że zawsze zalany jest sedes,
Jakby na nim siedziała tylko co nie jakaś kasztelanka Dolores lub Mercedes,
Lecz jakaś uosobiona wprost sikawka -
A niech to porośnie psia - trawka!Witkacy
-
Leży kamień w stepie,
A pod niego cieknie woda;
Na kamieniu jest napisane:
"Kto wybierze drogę w prawo -
ten skończy nieciekawie,
A kto pójdzie przed siebie -
Ten nie dojdzie do siebie,
A kto pójdzie na lewo
Nie zrozumie niczego i przepadnie"
Możesz pewien być tego.Przed kamieniem stoi trzech
Bez koni i bez broni,
Decydują iść czy nie trzeba.
Pierwszy był zły i srogi,
Powędrował prawą drogą,
Poszedł sam bez kolegów
I nie znalazł niczego;
Ani wsi, ani złota
I przyszedł z powrotem.Prosto nie ma nawet drogi
Lecz uparty był i srogi
Drugi z nich i poszedł przed siebie.
Poszedł prosto przez las
Lecz nie doszedł do miast,
Ciągle błądził wśród drzew,
Sam nie wiedział gdzie jest,
Wyszedł z lasu na błota
W końcu wrócił z powrotem.Trzeci młodzian głupi był,
Sam nie wiedział po co żył,
Poszedł sobie bez strachu na lewo.
Jak żołnierzyk maszerował,
W ogóle się nie przejmował.
Jadł i pił, hulał, żartował
I niczego nie pojmował.
Sam niczego nie pojmował,
Całe życie przewędrował
I nie przepadł i nie zwariował.Wysocki
-
Zabijcie drzwi do zorzy
zasypcie jutrzni jamę
zorza nas we śnie trwoży
jutrznia nam kości łamie
Będziemy żyć na oślep
w domu gdzie komin tylko
domyśla się że w sople
ścina się wycie wilkom
Będziemy po omacku
czterech stron świata szukać
i mówić o śnie maku
że się nam szczeni suka
Będziemy żyć na wiarę
na kocią i psią łapę
i dziergać z nudy starej
naszą błazeńską czapę
A gdy się syn urodzi
na długiej pępowinie
będziemy mówić złodziej
nad domem naszym płynie
I sypie nam przez komin
zebrane końskie kule
i już z uciechy gromi
nasz Goliat kurnik czule
I ssie pszeniczne mleko
z piersi wezbranych żniwnie
A zorza śpi za rzeką
jutrznia rzęsą nie kiwnie
Zabijcie drzwi do zorzy
zasypcie jutrzni jamę
zorza was we śnie trwoży
jutrznia nam kości łamieNowak
-
Zrobię ci bawarki… ale nie mam mleka
trzeba kupić garnki… męka dla człowieka
no możesz gotować…no ale gdzie schować?
musisz kupić szafę…póki co pod pachę
garnki już kupione, kuchnia elekstryczna…
będzie więc potrzebna jeszcze jedna izba
jeszcze jedna izba? …dwie izby mieszkanie
nie szkodzi, nie szkodzi poczekam ja na nie
oj najukochańsza jestem twoim sługą
ale na mieszkanie czeka się tak długo…
mleko com je kupił skisło już przed laty
posiwiała szparka, naleję herbatyKleyff
-
Już w podziemiach synagog wszystko złoto leży.
Amunicję przenoszą czarni przemytnicy.
Naradzają się szeptem berlińscy bankierzy,
Dzwoni tajny telefon z warszawskiej bóżnicy.W Londynie, w wielkiej loży, już postanowiono...
Siedem pieczęci kładą masoni pod dekret.
Nad skrwawionym talmudem żółte świece płoną,
LW płachtę zwinęli szczątki i przysięgli sekret.I zaraz żydzi w Kremlu dostali depeszę!
I skoczyła iskrówka! Zawrzały redakcje!
Paryski Rotszyld ręce zaciera w uciesze:
W Amsterdamie i Rzymie wykupiono akcje.Smok olbrzymi od morza do morza się wije,
Nocą widzą go w ogniu najśmielsi lotnicy,
Ciemny łopoce w miastach i na trwogę bije,
Sygnał strzelił rakietę z nad pruskiej granicy....A po naszych miasteczkach, w straszne skwarne święto,
Wieje z sieni ziejących pomruk głuchych nowin:
„Do kościoła się zakradł pejsaty żydowin
I dzieweczkę w cegielni na macę zarżniętoTuwim
-
Prowadzi droga za las
codzienne nasze sprawy
koń się za lasem znalazł
anioł i pies kulawy
za lasem się znalazło
naszego zdrowia ziele
wiara wsiana w żelazo
kilka wesel chrztów wiele
Chodzisz ty drogą za las
po konia po anioła
a koń do mrówki zmalał
anioł zbiesić się zdołał
tylko jak dawniej pies się
pogruchotany ostał
i szczeka przez las w lesie
naszej wierze na postrach
Chodzę ja drogą za las
na chrzciny na wesela
w ziele wniknąć się staram
by odmiennie wyjść z ziela
lecz i tak nie przynoszę
ząbka zdrowia do domu
tylko zbyteczne kosze
podków odkutych z gromu
A może drogę za las
sen i paproć zarosła
i zamiast na koń wsiadać
trzeba wziąć się do wiosła
zamiast szukać na oślep
stopą drogi w paproci
trzeba wziąć się za kosę
ciąć i mysio się spocićNowak
-
Rainer Maria Rilke
Przekład: Mieczysław Jastrun“**Doświadczenie śmierci**
O tych odejściach, których nasz los nie obchodzi,
nie wiemy nic. Nie ma powodu, byśmy
okazywali miłość, nienawiść lub podziw
śmierci, którą odkształca w sposób tak wymyślnytragicznej skargi maska i żałoba.
Świat jeszcze pełen jest ról, które gramy.
Dopóki nam zależy, czy się podobamy,
gra także śmierć, chociaż się nie podoba.Lecz gdyś odchodził, zabłysło na scenie
pasmo rzeczywistości przez tę szparę,
gdzieś zniknął; zieleń prawdziwej zieleni,
prawdziwy promień, las, któremu dałeś wiarę.Lecz gramy dalej. Ciężko, gorzko wyuczone
recytując, z gestami, z minami niekiedy;
lecz życie twoje od nas oddalone
i usunięte z tej naszej komediimoże nas najść jak wiedza o doznanej
rzeczywistości, spadając wśród blasku,
tak, że możemy na chwilę porwani
istnienie grać nie myśląc o oklasku”. -
Sypie się owies sypie
końskim pacierzem w ciszę
trawy się spowiadają
rosa dzwon swój kołysze
i kret spod ziemi księgę
skrzętnie spisaną niesie
po słoju słój rozkręca
las swoją wieczność w lesie
A kret nasz brat oślepły
w podziemnych bitwach z trwogi
czytając księgę zrywa
trawy na równe nogi
i uciekają trawy
za sen swój niedośniony
o swiętojańskiej głowie
na tacy przyniesionej
Za trawą biegnie człowiek
i wrzeszczy wniebogłosy
jak gdyby go napadły
przez wiek głodzone kosy
jakby w tej księdze kreciej
rebelii wszystkie noże
darły na pasy niebo
i dźgały chleby bożeNowak
-
Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,
Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;
Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?
Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu
W myśli twojego odnowić obrazu?
Jednakże nieraz czuję mimo chęci,
Że on jest zawsze blisko mej pamięci.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?
Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,
Abym przed tobą szedł wylewać żale;
Idąc bez celu, nie pilnując drogi,
Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;
I wchodząc sobie zadaję pytanie;
Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;
Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem,
Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?
Kiedy położysz rękę na me dłonie,
Luba mię jakaś spokojność owionie,
Zda się, że lekkim snem zakończę życie;
Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie,
Które mi głośno zadaje pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?
Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,
Wieszczy duch mymi ustami nie władał;
Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,
Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem;
I zapisałem na końcu pytanie:
Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?
Mickiewicz
-
Rozpalone głową usta
i zamglone oczy sercem –
– połóż przy mnie na kołderce
i trochę ustań.Połóż przy mnie swoje troski
na sosnowym taborecie,
bo tu, bo tu, przede wszystkim
dotykają naszych losów
ludzie prości;
tu dopiero są radości……kochana…
…tu czasami mamy troski;
bo póki co,
dookoła,
jak żetony na rulecie,
na tym świecie ludzie prości.A który raz to, który raz to,
który raz to tutaj z rzędu,
który raz, na naszych oczach,
wielkie miasto
każe prostym – na nas prosto
wydostawać się z obłędu……ale jednak, mimo wszystko,
te rozpalone głową usta
połóż przy mnie na kołderce
i w zamglonych oczach ustań…
spalać serce.Noc jest czysta, chociaż ciemno,
ale zechciej, zechciej, zechciej
w poparzonych sercach przystań…
…znaleźć ze mną…Kleyff
-
Bezmyślna moich grzechów nikczemność mnie nudzi
Nie mogę nimi zapić mej duszy goryczy,
Nie umiem sam być z sobą, uciekam od ludzi.
A nuż jest Pan Bóg w niebie i wszystko to liczy?Jak ptak chcę lekko złożyć poranione skrzydła,
Przeklinam mój początek, a nie pragnę końca.
O! połóż mnie przed sobą na promienie słońca,
Ciało moje mnie męczy, dusza mi obrzydła.Ach! Pan Bóg jest na pewno i nikczemnych sądzi
A ufnych wyprowadza na gwiaździstą drogę.
I nie wie nikt, gdzie zajdzie, gdy po ziemi błądzi.
Lecz teraz chcę spoczynku. Modlić się nie mogę.Lechoń