#tuwim — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #tuwim, aggregated by home.social.
-
Lojalnie mówię do żony;
„Małżonko, jestem wstawiony”.Odrzekła z pogardą: „Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem”.Mówię: „Przesada nie lubię.
Przysięgam ci, że mam w czubie”.Powiada: „Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany”.„Nie przeczę - mówię żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał”.Odrzekła: „Łżesz, jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty”.„Ja - mówię nic nie skłamałem;
Doprawdy, pałę zalałem”.„Kłamstwo - powiada - co krok!
jesteś urżnięty w sztok”.„Oszczerstwo! - oświadczam z gestem:
Pijany jak bela jestem”.„Baranek - krzyczy - bez winy!
A kurzy mu się z czupryny”.Wyję: „Niech pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie”.„Łżesz - mówi znów - jak najęty!
Trykniety jesteś, tryknięty!”„Nieprawda - ryknąłem na to -
Ja jestem pod dobrą datą!”„Gadaj - powiada - do ściany,
Wiem dobrze: jesteś zalany!”Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!”Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.A ja, by się nie dać ogłupić
Także poszedłem się upić.Tuwim
-
Lojalnie mówię do żony;
„Małżonko, jestem wstawiony”.Odrzekła z pogardą: „Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem”.Mówię: „Przesada nie lubię.
Przysięgam ci, że mam w czubie”.Powiada: „Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany”.„Nie przeczę - mówię żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał”.Odrzekła: „Łżesz, jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty”.„Ja - mówię nic nie skłamałem;
Doprawdy, pałę zalałem”.„Kłamstwo - powiada - co krok!
jesteś urżnięty w sztok”.„Oszczerstwo! - oświadczam z gestem:
Pijany jak bela jestem”.„Baranek - krzyczy - bez winy!
A kurzy mu się z czupryny”.Wyję: „Niech pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie”.„Łżesz - mówi znów - jak najęty!
Trykniety jesteś, tryknięty!”„Nieprawda - ryknąłem na to -
Ja jestem pod dobrą datą!”„Gadaj - powiada - do ściany,
Wiem dobrze: jesteś zalany!”Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!”Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.A ja, by się nie dać ogłupić
Także poszedłem się upić.Tuwim
-
Lojalnie mówię do żony;
„Małżonko, jestem wstawiony”.Odrzekła z pogardą: „Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem”.Mówię: „Przesada nie lubię.
Przysięgam ci, że mam w czubie”.Powiada: „Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany”.„Nie przeczę - mówię żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał”.Odrzekła: „Łżesz, jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty”.„Ja - mówię nic nie skłamałem;
Doprawdy, pałę zalałem”.„Kłamstwo - powiada - co krok!
jesteś urżnięty w sztok”.„Oszczerstwo! - oświadczam z gestem:
Pijany jak bela jestem”.„Baranek - krzyczy - bez winy!
A kurzy mu się z czupryny”.Wyję: „Niech pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie”.„Łżesz - mówi znów - jak najęty!
Trykniety jesteś, tryknięty!”„Nieprawda - ryknąłem na to -
Ja jestem pod dobrą datą!”„Gadaj - powiada - do ściany,
Wiem dobrze: jesteś zalany!”Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!”Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.A ja, by się nie dać ogłupić
Także poszedłem się upić.Tuwim
-
Lojalnie mówię do żony;
„Małżonko, jestem wstawiony”.Odrzekła z pogardą: „Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem”.Mówię: „Przesada nie lubię.
Przysięgam ci, że mam w czubie”.Powiada: „Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany”.„Nie przeczę - mówię żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał”.Odrzekła: „Łżesz, jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty”.„Ja - mówię nic nie skłamałem;
Doprawdy, pałę zalałem”.„Kłamstwo - powiada - co krok!
jesteś urżnięty w sztok”.„Oszczerstwo! - oświadczam z gestem:
Pijany jak bela jestem”.„Baranek - krzyczy - bez winy!
A kurzy mu się z czupryny”.Wyję: „Niech pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie”.„Łżesz - mówi znów - jak najęty!
Trykniety jesteś, tryknięty!”„Nieprawda - ryknąłem na to -
Ja jestem pod dobrą datą!”„Gadaj - powiada - do ściany,
Wiem dobrze: jesteś zalany!”Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!”Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.A ja, by się nie dać ogłupić
Także poszedłem się upić.Tuwim
-
Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.
Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.
Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań – na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.
I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc – widzą wszystko o d d z i e l n i e:
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...
Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż, papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.
I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.
Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.
Potem się modlą: „...od nagłej śmierci...
...od wojny ...głodu ...odpoczywanie”
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.
Tuwim
-
Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.
Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.
Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań – na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.
I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc – widzą wszystko o d d z i e l n i e:
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...
Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż, papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.
I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.
Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.
Potem się modlą: „...od nagłej śmierci...
...od wojny ...głodu ...odpoczywanie”
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.
Tuwim
-
Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.
Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.
Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań – na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.
I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc – widzą wszystko o d d z i e l n i e:
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...
Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż, papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.
I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.
Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.
Potem się modlą: „...od nagłej śmierci...
...od wojny ...głodu ...odpoczywanie”
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.
Tuwim
-
Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.
Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.
Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań – na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.
I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc – widzą wszystko o d d z i e l n i e:
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...
Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż, papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.
I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.
Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.
Potem się modlą: „...od nagłej śmierci...
...od wojny ...głodu ...odpoczywanie”
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.
Tuwim
-
Apsztyfikanci grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy,
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Izraeliccy doktorkowie,
Wiednia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z Naje Fraje
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan wie już za co, profesorze!)
I ty za młodu niedorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I ty fortunny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świńtuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Tuwim
-
Apsztyfikanci grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy,
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Izraeliccy doktorkowie,
Wiednia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z Naje Fraje
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan wie już za co, profesorze!)
I ty za młodu niedorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I ty fortunny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świńtuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Tuwim
-
Apsztyfikanci grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy,
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Izraeliccy doktorkowie,
Wiednia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z Naje Fraje
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan wie już za co, profesorze!)
I ty za młodu niedorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I ty fortunny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świńtuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Tuwim
-
Apsztyfikanci grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy,
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Izraeliccy doktorkowie,
Wiednia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z Naje Fraje
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan wie już za co, profesorze!)
I ty za młodu niedorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I ty fortunny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świńtuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Tuwim
-
Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni.
Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie! i patrzcie!
...Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
Twarze wasze, zbrodniarze - i niech was przywita
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.Tuwim
-
Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni.
Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie! i patrzcie!
...Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
Twarze wasze, zbrodniarze - i niech was przywita
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.Tuwim
-
Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni.
Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie! i patrzcie!
...Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
Twarze wasze, zbrodniarze - i niech was przywita
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.Tuwim
-
Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni.
Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie! i patrzcie!
...Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
Twarze wasze, zbrodniarze - i niech was przywita
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.Tuwim
-
Rozciągnęła się nuda nad nami,
Zatroskały się serca okrutnie,
Bo poczuliśmy śmierć nad głowami:
Zaszumiała tak cicho… tak smutnie...Z ciemnych ulic wracamy do domu
I coś korci nas, w duszach nurtuje,
Nie mówimy o niczym nikomu.
Samo stanie się. Każdy poczuje.... Siedzą chmurni, stroskani przy świecach,
I my przy nich siadamy w milczeniu,
Nagle… ciarki przebiegną po plecach…!!
Cisza. Każdy utonął w wspomnieniu.O, powiedzmy choć! O, już nie kryjmy!
O, zapłaczmy głęboko, rozpacznie!
...Później snem biało-śnieżnym zaśnijmy,
Może miłość znów śnić nam się zacznie…Może serca nam pękną z żałości,
Żeśmy byli tak bardzo szczęśliwi!
Żeśmy żyć nie umieli w miłości!
Może rozpacz nas, rozpacz ożywi!...Ale siedzą stroskani okrutnie,
I my z nimi i Nuda nad nami...
Zaszumiała nam cicho i smutnie,
Zaszumiała nam Śmierć nad głowami.Tuwim
-
Rozciągnęła się nuda nad nami,
Zatroskały się serca okrutnie,
Bo poczuliśmy śmierć nad głowami:
Zaszumiała tak cicho… tak smutnie...Z ciemnych ulic wracamy do domu
I coś korci nas, w duszach nurtuje,
Nie mówimy o niczym nikomu.
Samo stanie się. Każdy poczuje.... Siedzą chmurni, stroskani przy świecach,
I my przy nich siadamy w milczeniu,
Nagle… ciarki przebiegną po plecach…!!
Cisza. Każdy utonął w wspomnieniu.O, powiedzmy choć! O, już nie kryjmy!
O, zapłaczmy głęboko, rozpacznie!
...Później snem biało-śnieżnym zaśnijmy,
Może miłość znów śnić nam się zacznie…Może serca nam pękną z żałości,
Żeśmy byli tak bardzo szczęśliwi!
Żeśmy żyć nie umieli w miłości!
Może rozpacz nas, rozpacz ożywi!...Ale siedzą stroskani okrutnie,
I my z nimi i Nuda nad nami...
Zaszumiała nam cicho i smutnie,
Zaszumiała nam Śmierć nad głowami.Tuwim
-
Rozciągnęła się nuda nad nami,
Zatroskały się serca okrutnie,
Bo poczuliśmy śmierć nad głowami:
Zaszumiała tak cicho… tak smutnie...Z ciemnych ulic wracamy do domu
I coś korci nas, w duszach nurtuje,
Nie mówimy o niczym nikomu.
Samo stanie się. Każdy poczuje.... Siedzą chmurni, stroskani przy świecach,
I my przy nich siadamy w milczeniu,
Nagle… ciarki przebiegną po plecach…!!
Cisza. Każdy utonął w wspomnieniu.O, powiedzmy choć! O, już nie kryjmy!
O, zapłaczmy głęboko, rozpacznie!
...Później snem biało-śnieżnym zaśnijmy,
Może miłość znów śnić nam się zacznie…Może serca nam pękną z żałości,
Żeśmy byli tak bardzo szczęśliwi!
Żeśmy żyć nie umieli w miłości!
Może rozpacz nas, rozpacz ożywi!...Ale siedzą stroskani okrutnie,
I my z nimi i Nuda nad nami...
Zaszumiała nam cicho i smutnie,
Zaszumiała nam Śmierć nad głowami.Tuwim
-
Rozciągnęła się nuda nad nami,
Zatroskały się serca okrutnie,
Bo poczuliśmy śmierć nad głowami:
Zaszumiała tak cicho… tak smutnie...Z ciemnych ulic wracamy do domu
I coś korci nas, w duszach nurtuje,
Nie mówimy o niczym nikomu.
Samo stanie się. Każdy poczuje.... Siedzą chmurni, stroskani przy świecach,
I my przy nich siadamy w milczeniu,
Nagle… ciarki przebiegną po plecach…!!
Cisza. Każdy utonął w wspomnieniu.O, powiedzmy choć! O, już nie kryjmy!
O, zapłaczmy głęboko, rozpacznie!
...Później snem biało-śnieżnym zaśnijmy,
Może miłość znów śnić nam się zacznie…Może serca nam pękną z żałości,
Żeśmy byli tak bardzo szczęśliwi!
Żeśmy żyć nie umieli w miłości!
Może rozpacz nas, rozpacz ożywi!...Ale siedzą stroskani okrutnie,
I my z nimi i Nuda nad nami...
Zaszumiała nam cicho i smutnie,
Zaszumiała nam Śmierć nad głowami.Tuwim
-
Już w podziemiach synagog wszystko złoto leży.
Amunicję przenoszą czarni przemytnicy.
Naradzają się szeptem berlińscy bankierzy,
Dzwoni tajny telefon z warszawskiej bóżnicy.W Londynie, w wielkiej loży, już postanowiono...
Siedem pieczęci kładą masoni pod dekret.
Nad skrwawionym talmudem żółte świece płoną,
LW płachtę zwinęli szczątki i przysięgli sekret.I zaraz żydzi w Kremlu dostali depeszę!
I skoczyła iskrówka! Zawrzały redakcje!
Paryski Rotszyld ręce zaciera w uciesze:
W Amsterdamie i Rzymie wykupiono akcje.Smok olbrzymi od morza do morza się wije,
Nocą widzą go w ogniu najśmielsi lotnicy,
Ciemny łopoce w miastach i na trwogę bije,
Sygnał strzelił rakietę z nad pruskiej granicy....A po naszych miasteczkach, w straszne skwarne święto,
Wieje z sieni ziejących pomruk głuchych nowin:
„Do kościoła się zakradł pejsaty żydowin
I dzieweczkę w cegielni na macę zarżniętoTuwim
-
Już w podziemiach synagog wszystko złoto leży.
Amunicję przenoszą czarni przemytnicy.
Naradzają się szeptem berlińscy bankierzy,
Dzwoni tajny telefon z warszawskiej bóżnicy.W Londynie, w wielkiej loży, już postanowiono...
Siedem pieczęci kładą masoni pod dekret.
Nad skrwawionym talmudem żółte świece płoną,
LW płachtę zwinęli szczątki i przysięgli sekret.I zaraz żydzi w Kremlu dostali depeszę!
I skoczyła iskrówka! Zawrzały redakcje!
Paryski Rotszyld ręce zaciera w uciesze:
W Amsterdamie i Rzymie wykupiono akcje.Smok olbrzymi od morza do morza się wije,
Nocą widzą go w ogniu najśmielsi lotnicy,
Ciemny łopoce w miastach i na trwogę bije,
Sygnał strzelił rakietę z nad pruskiej granicy....A po naszych miasteczkach, w straszne skwarne święto,
Wieje z sieni ziejących pomruk głuchych nowin:
„Do kościoła się zakradł pejsaty żydowin
I dzieweczkę w cegielni na macę zarżniętoTuwim
-
Już w podziemiach synagog wszystko złoto leży.
Amunicję przenoszą czarni przemytnicy.
Naradzają się szeptem berlińscy bankierzy,
Dzwoni tajny telefon z warszawskiej bóżnicy.W Londynie, w wielkiej loży, już postanowiono...
Siedem pieczęci kładą masoni pod dekret.
Nad skrwawionym talmudem żółte świece płoną,
LW płachtę zwinęli szczątki i przysięgli sekret.I zaraz żydzi w Kremlu dostali depeszę!
I skoczyła iskrówka! Zawrzały redakcje!
Paryski Rotszyld ręce zaciera w uciesze:
W Amsterdamie i Rzymie wykupiono akcje.Smok olbrzymi od morza do morza się wije,
Nocą widzą go w ogniu najśmielsi lotnicy,
Ciemny łopoce w miastach i na trwogę bije,
Sygnał strzelił rakietę z nad pruskiej granicy....A po naszych miasteczkach, w straszne skwarne święto,
Wieje z sieni ziejących pomruk głuchych nowin:
„Do kościoła się zakradł pejsaty żydowin
I dzieweczkę w cegielni na macę zarżniętoTuwim
-
Już w podziemiach synagog wszystko złoto leży.
Amunicję przenoszą czarni przemytnicy.
Naradzają się szeptem berlińscy bankierzy,
Dzwoni tajny telefon z warszawskiej bóżnicy.W Londynie, w wielkiej loży, już postanowiono...
Siedem pieczęci kładą masoni pod dekret.
Nad skrwawionym talmudem żółte świece płoną,
LW płachtę zwinęli szczątki i przysięgli sekret.I zaraz żydzi w Kremlu dostali depeszę!
I skoczyła iskrówka! Zawrzały redakcje!
Paryski Rotszyld ręce zaciera w uciesze:
W Amsterdamie i Rzymie wykupiono akcje.Smok olbrzymi od morza do morza się wije,
Nocą widzą go w ogniu najśmielsi lotnicy,
Ciemny łopoce w miastach i na trwogę bije,
Sygnał strzelił rakietę z nad pruskiej granicy....A po naszych miasteczkach, w straszne skwarne święto,
Wieje z sieni ziejących pomruk głuchych nowin:
„Do kościoła się zakradł pejsaty żydowin
I dzieweczkę w cegielni na macę zarżniętoTuwim
-
Nie, w Łodzi jeszcze nie spadł śnieg 😊, to zdjęcie ze stycznia, spokojnie! Dziś są 131 urodziny Juliana Tuwima, który przyszedł na świat w moim mieście. Na zdjęciu widzicie poetę na jego ławeczce przy Piotrkowskiej. #Łódź #Lodz #Piotrkowska #Tuwim
-
Nie, w Łodzi jeszcze nie spadł śnieg 😊, to zdjęcie ze stycznia, spokojnie! Dziś są 131 urodziny Juliana Tuwima, który przyszedł na świat w moim mieście. Na zdjęciu widzicie poetę na jego ławeczce przy Piotrkowskiej. #Łódź #Lodz #Piotrkowska #Tuwim
-
Nie, w Łodzi jeszcze nie spadł śnieg 😊, to zdjęcie ze stycznia, spokojnie! Dziś są 131 urodziny Juliana Tuwima, który przyszedł na świat w moim mieście. Na zdjęciu widzicie poetę na jego ławeczce przy Piotrkowskiej. #Łódź #Lodz #Piotrkowska #Tuwim
-
Nie, w Łodzi jeszcze nie spadł śnieg 😊, to zdjęcie ze stycznia, spokojnie! Dziś są 131 urodziny Juliana Tuwima, który przyszedł na świat w moim mieście. Na zdjęciu widzicie poetę na jego ławeczce przy Piotrkowskiej. #Łódź #Lodz #Piotrkowska #Tuwim
-
Trawo, trawo do kolan
Podnieś mi się do czoła
Żeby myślom nie było
Ani mnie ani polaŻebym ja się uzielił
Przekwiecił do rdzenia kości
I już się nie oddzielił
Słowami o twej świeżościAbym tobie i sobie
Jednym imieniem mówił
Albo obojgu – trawa
Albo obojgu – TuwimTuwim
-
Trawo, trawo do kolan
Podnieś mi się do czoła
Żeby myślom nie było
Ani mnie ani polaŻebym ja się uzielił
Przekwiecił do rdzenia kości
I już się nie oddzielił
Słowami o twej świeżościAbym tobie i sobie
Jednym imieniem mówił
Albo obojgu – trawa
Albo obojgu – TuwimTuwim
-
Trawo, trawo do kolan
Podnieś mi się do czoła
Żeby myślom nie było
Ani mnie ani polaŻebym ja się uzielił
Przekwiecił do rdzenia kości
I już się nie oddzielił
Słowami o twej świeżościAbym tobie i sobie
Jednym imieniem mówił
Albo obojgu – trawa
Albo obojgu – TuwimTuwim
-
Trawo, trawo do kolan
Podnieś mi się do czoła
Żeby myślom nie było
Ani mnie ani polaŻebym ja się uzielił
Przekwiecił do rdzenia kości
I już się nie oddzielił
Słowami o twej świeżościAbym tobie i sobie
Jednym imieniem mówił
Albo obojgu – trawa
Albo obojgu – TuwimTuwim
-
Płacze pani słowikowa w gniazdku na akacji,
Bo pan słowik przed dziewiątą miał być na kolacji.
Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,
A tu już po jedenastej - i słowika nie ma!
Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
A na deser - tort z wietrzyka w księżycowym blasku.
Może mu się co zdarzyło?Może go napadli?
Szare piórka oskubali, srebrny głosik skradli?
To przez zazdrość!To skowronek z bandą skowroniątek!
Piórka - głupstwo, bo odrosną, ale głos - majątek!
Nagle zjawia się pan słowik, poświstuje, skacze...
"Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!"
A pan słowik słodko ćwierka: "Wybacz moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!"Tuwim
-
Płacze pani słowikowa w gniazdku na akacji,
Bo pan słowik przed dziewiątą miał być na kolacji.
Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,
A tu już po jedenastej - i słowika nie ma!
Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
A na deser - tort z wietrzyka w księżycowym blasku.
Może mu się co zdarzyło?Może go napadli?
Szare piórka oskubali, srebrny głosik skradli?
To przez zazdrość!To skowronek z bandą skowroniątek!
Piórka - głupstwo, bo odrosną, ale głos - majątek!
Nagle zjawia się pan słowik, poświstuje, skacze...
"Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!"
A pan słowik słodko ćwierka: "Wybacz moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!"Tuwim
-
Płacze pani słowikowa w gniazdku na akacji,
Bo pan słowik przed dziewiątą miał być na kolacji.
Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,
A tu już po jedenastej - i słowika nie ma!
Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
A na deser - tort z wietrzyka w księżycowym blasku.
Może mu się co zdarzyło?Może go napadli?
Szare piórka oskubali, srebrny głosik skradli?
To przez zazdrość!To skowronek z bandą skowroniątek!
Piórka - głupstwo, bo odrosną, ale głos - majątek!
Nagle zjawia się pan słowik, poświstuje, skacze...
"Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!"
A pan słowik słodko ćwierka: "Wybacz moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!"Tuwim
-
Płacze pani słowikowa w gniazdku na akacji,
Bo pan słowik przed dziewiątą miał być na kolacji.
Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,
A tu już po jedenastej - i słowika nie ma!
Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
A na deser - tort z wietrzyka w księżycowym blasku.
Może mu się co zdarzyło?Może go napadli?
Szare piórka oskubali, srebrny głosik skradli?
To przez zazdrość!To skowronek z bandą skowroniątek!
Piórka - głupstwo, bo odrosną, ale głos - majątek!
Nagle zjawia się pan słowik, poświstuje, skacze...
"Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!"
A pan słowik słodko ćwierka: "Wybacz moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!"Tuwim
-
Dobra wódka nie jest zła
Człowiek z niej pociechę ma
Trąbi trunek na frasunek
Z buteleczki aż do dnaAlkoholik, alkoholik
Proszę wierzyć, rozkoszny to fakt
Gdy się człowiek ubzdryngoli
Nie wie, co to jest smutek i strachKiedy świat kręci się wkoło, jak bąk
Szczęście samo przychodzi do rąk
Alkoholik, alkoholik
Wesolutki do wódki ma ciągRok za rokiem szybko mknie
Życie w mętnej płynie mgle
Znów się zalej, a co dalej
Wreszcie coś człowieka tknieAlkoholik, alkoholik
Taka smutna uczepi się myśl
Alkoholik, alkoholik
Ach, nie będę już pić, tylko dziśTylko dziś, ale ostatni to raz
Niech rozkoszny zamroczy mnie gaz
A nazajutrz znów ten stolik
I butelka i znów czysta razAż upiorny przyjdzie mus
Widmem trwogi będzie rósł
Drżące ręce, prędzej więcej
Jeszcze, jeszcze, koniec, szlusAlkoholik, alkoholik
Panie hrabio, jednego, pardon
Alkoholik, alkoholik
To nie ręce, to szklanki tak drżąCzarna noc rojem robaczków już drga
Czy to widmo tam stoi, czy ja
Alkoholik, alkoholik
Dzisiaj życie wypiję do dnaTuwim
-
Dobra wódka nie jest zła
Człowiek z niej pociechę ma
Trąbi trunek na frasunek
Z buteleczki aż do dnaAlkoholik, alkoholik
Proszę wierzyć, rozkoszny to fakt
Gdy się człowiek ubzdryngoli
Nie wie, co to jest smutek i strachKiedy świat kręci się wkoło, jak bąk
Szczęście samo przychodzi do rąk
Alkoholik, alkoholik
Wesolutki do wódki ma ciągRok za rokiem szybko mknie
Życie w mętnej płynie mgle
Znów się zalej, a co dalej
Wreszcie coś człowieka tknieAlkoholik, alkoholik
Taka smutna uczepi się myśl
Alkoholik, alkoholik
Ach, nie będę już pić, tylko dziśTylko dziś, ale ostatni to raz
Niech rozkoszny zamroczy mnie gaz
A nazajutrz znów ten stolik
I butelka i znów czysta razAż upiorny przyjdzie mus
Widmem trwogi będzie rósł
Drżące ręce, prędzej więcej
Jeszcze, jeszcze, koniec, szlusAlkoholik, alkoholik
Panie hrabio, jednego, pardon
Alkoholik, alkoholik
To nie ręce, to szklanki tak drżąCzarna noc rojem robaczków już drga
Czy to widmo tam stoi, czy ja
Alkoholik, alkoholik
Dzisiaj życie wypiję do dnaTuwim
-
Dobra wódka nie jest zła
Człowiek z niej pociechę ma
Trąbi trunek na frasunek
Z buteleczki aż do dnaAlkoholik, alkoholik
Proszę wierzyć, rozkoszny to fakt
Gdy się człowiek ubzdryngoli
Nie wie, co to jest smutek i strachKiedy świat kręci się wkoło, jak bąk
Szczęście samo przychodzi do rąk
Alkoholik, alkoholik
Wesolutki do wódki ma ciągRok za rokiem szybko mknie
Życie w mętnej płynie mgle
Znów się zalej, a co dalej
Wreszcie coś człowieka tknieAlkoholik, alkoholik
Taka smutna uczepi się myśl
Alkoholik, alkoholik
Ach, nie będę już pić, tylko dziśTylko dziś, ale ostatni to raz
Niech rozkoszny zamroczy mnie gaz
A nazajutrz znów ten stolik
I butelka i znów czysta razAż upiorny przyjdzie mus
Widmem trwogi będzie rósł
Drżące ręce, prędzej więcej
Jeszcze, jeszcze, koniec, szlusAlkoholik, alkoholik
Panie hrabio, jednego, pardon
Alkoholik, alkoholik
To nie ręce, to szklanki tak drżąCzarna noc rojem robaczków już drga
Czy to widmo tam stoi, czy ja
Alkoholik, alkoholik
Dzisiaj życie wypiję do dnaTuwim
-
Dobra wódka nie jest zła
Człowiek z niej pociechę ma
Trąbi trunek na frasunek
Z buteleczki aż do dnaAlkoholik, alkoholik
Proszę wierzyć, rozkoszny to fakt
Gdy się człowiek ubzdryngoli
Nie wie, co to jest smutek i strachKiedy świat kręci się wkoło, jak bąk
Szczęście samo przychodzi do rąk
Alkoholik, alkoholik
Wesolutki do wódki ma ciągRok za rokiem szybko mknie
Życie w mętnej płynie mgle
Znów się zalej, a co dalej
Wreszcie coś człowieka tknieAlkoholik, alkoholik
Taka smutna uczepi się myśl
Alkoholik, alkoholik
Ach, nie będę już pić, tylko dziśTylko dziś, ale ostatni to raz
Niech rozkoszny zamroczy mnie gaz
A nazajutrz znów ten stolik
I butelka i znów czysta razAż upiorny przyjdzie mus
Widmem trwogi będzie rósł
Drżące ręce, prędzej więcej
Jeszcze, jeszcze, koniec, szlusAlkoholik, alkoholik
Panie hrabio, jednego, pardon
Alkoholik, alkoholik
To nie ręce, to szklanki tak drżąCzarna noc rojem robaczków już drga
Czy to widmo tam stoi, czy ja
Alkoholik, alkoholik
Dzisiaj życie wypiję do dnaTuwim
-
Kocham w Tobie to zmierzchowe
Zadumanie, zamyślenie,
Kiedy smętnie schylasz głowę
W wieczorowe patrząc cienie...Kocham myśli twe tajone
I tęsknotę co ulata
W nieznajomą jakąś stronę,
Kiedyś w dal - na krańce świata...A choć wiem, że twa tęsknota
Szuka róż - na dawnym grobie,
Że do tamtych dni ulata...I to jednak kocham w Tobie...
Tuwim
-
Kocham w Tobie to zmierzchowe
Zadumanie, zamyślenie,
Kiedy smętnie schylasz głowę
W wieczorowe patrząc cienie...Kocham myśli twe tajone
I tęsknotę co ulata
W nieznajomą jakąś stronę,
Kiedyś w dal - na krańce świata...A choć wiem, że twa tęsknota
Szuka róż - na dawnym grobie,
Że do tamtych dni ulata...I to jednak kocham w Tobie...
Tuwim
-
Kocham w Tobie to zmierzchowe
Zadumanie, zamyślenie,
Kiedy smętnie schylasz głowę
W wieczorowe patrząc cienie...Kocham myśli twe tajone
I tęsknotę co ulata
W nieznajomą jakąś stronę,
Kiedyś w dal - na krańce świata...A choć wiem, że twa tęsknota
Szuka róż - na dawnym grobie,
Że do tamtych dni ulata...I to jednak kocham w Tobie...
Tuwim
-
Kocham w Tobie to zmierzchowe
Zadumanie, zamyślenie,
Kiedy smętnie schylasz głowę
W wieczorowe patrząc cienie...Kocham myśli twe tajone
I tęsknotę co ulata
W nieznajomą jakąś stronę,
Kiedyś w dal - na krańce świata...A choć wiem, że twa tęsknota
Szuka róż - na dawnym grobie,
Że do tamtych dni ulata...I to jednak kocham w Tobie...
Tuwim
-
Nad wymokłym męskim rodem groźny zawisł miecz,
Precz, panowie, niedołęgi, od roboty precz!
W sztuce czy w nauce nowy nastał prąd,
My rządzimy, biorąc was na sąd.
Dumny sztandar — to spódnica, w górę sztandar nasz,
O, tyrani, my wyzwanie wam rzucamy w twarz.
Do walki, siostry, niech miecz nasz ostry tej hydrze utnie łeb!Dzisiaj górą baby, drżyjcie głupie draby,
Bo władcami i sędziami dzisiaj będziem my!
Dosyć mamy słabych gap, niechaj żyje sowiet bab,
Kiedy męski ród sflaczały całkiem zszedł na psy.
A więc górą baby, zażądamy, aby
Wszystkie prawa, przywileje, odebrano wam,
Dosyć waszej laby, teraz rządzą baby,
Vive la Republique, panowie, republique de femmes!Wobec takiej rewolucji padnie stary rząd,
Sejm rozpędzi się bezwzględnie, senat pójdzie w kąt!
Armię się skobieci, według babskich rang,
I przerobi PKO i bank!
Kto chce wiedzieć, jak to będzie, niech wytęży słuch,
Baby wszędzie, baby wszędzie, zdrowy babski duch,
A oto lista jest uroczysta, oto nowy rząd:Prezesowa babska, miła pani Grabska,
Będzie także finansami rządzić, że ha!
Wojsko dla Sikorskiej jest, będzie armią rządzić fest,
A Raczkiewiczowa spraw wewnętrznych berło ma!
Zjawi się Tyszkowa oraz Sokalowa,
Radwanowa i Żychlińska, same tęgie łby,
Tylko Skrzyńskiej nie ma, bo jej Skrzyński nie ma,
Trzeba dać mu żonę, żeby sprawy dobrze szłyTuwim
-
Nad wymokłym męskim rodem groźny zawisł miecz,
Precz, panowie, niedołęgi, od roboty precz!
W sztuce czy w nauce nowy nastał prąd,
My rządzimy, biorąc was na sąd.
Dumny sztandar — to spódnica, w górę sztandar nasz,
O, tyrani, my wyzwanie wam rzucamy w twarz.
Do walki, siostry, niech miecz nasz ostry tej hydrze utnie łeb!Dzisiaj górą baby, drżyjcie głupie draby,
Bo władcami i sędziami dzisiaj będziem my!
Dosyć mamy słabych gap, niechaj żyje sowiet bab,
Kiedy męski ród sflaczały całkiem zszedł na psy.
A więc górą baby, zażądamy, aby
Wszystkie prawa, przywileje, odebrano wam,
Dosyć waszej laby, teraz rządzą baby,
Vive la Republique, panowie, republique de femmes!Wobec takiej rewolucji padnie stary rząd,
Sejm rozpędzi się bezwzględnie, senat pójdzie w kąt!
Armię się skobieci, według babskich rang,
I przerobi PKO i bank!
Kto chce wiedzieć, jak to będzie, niech wytęży słuch,
Baby wszędzie, baby wszędzie, zdrowy babski duch,
A oto lista jest uroczysta, oto nowy rząd:Prezesowa babska, miła pani Grabska,
Będzie także finansami rządzić, że ha!
Wojsko dla Sikorskiej jest, będzie armią rządzić fest,
A Raczkiewiczowa spraw wewnętrznych berło ma!
Zjawi się Tyszkowa oraz Sokalowa,
Radwanowa i Żychlińska, same tęgie łby,
Tylko Skrzyńskiej nie ma, bo jej Skrzyński nie ma,
Trzeba dać mu żonę, żeby sprawy dobrze szłyTuwim
-
Nad wymokłym męskim rodem groźny zawisł miecz,
Precz, panowie, niedołęgi, od roboty precz!
W sztuce czy w nauce nowy nastał prąd,
My rządzimy, biorąc was na sąd.
Dumny sztandar — to spódnica, w górę sztandar nasz,
O, tyrani, my wyzwanie wam rzucamy w twarz.
Do walki, siostry, niech miecz nasz ostry tej hydrze utnie łeb!Dzisiaj górą baby, drżyjcie głupie draby,
Bo władcami i sędziami dzisiaj będziem my!
Dosyć mamy słabych gap, niechaj żyje sowiet bab,
Kiedy męski ród sflaczały całkiem zszedł na psy.
A więc górą baby, zażądamy, aby
Wszystkie prawa, przywileje, odebrano wam,
Dosyć waszej laby, teraz rządzą baby,
Vive la Republique, panowie, republique de femmes!Wobec takiej rewolucji padnie stary rząd,
Sejm rozpędzi się bezwzględnie, senat pójdzie w kąt!
Armię się skobieci, według babskich rang,
I przerobi PKO i bank!
Kto chce wiedzieć, jak to będzie, niech wytęży słuch,
Baby wszędzie, baby wszędzie, zdrowy babski duch,
A oto lista jest uroczysta, oto nowy rząd:Prezesowa babska, miła pani Grabska,
Będzie także finansami rządzić, że ha!
Wojsko dla Sikorskiej jest, będzie armią rządzić fest,
A Raczkiewiczowa spraw wewnętrznych berło ma!
Zjawi się Tyszkowa oraz Sokalowa,
Radwanowa i Żychlińska, same tęgie łby,
Tylko Skrzyńskiej nie ma, bo jej Skrzyński nie ma,
Trzeba dać mu żonę, żeby sprawy dobrze szłyTuwim