#wysocki — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #wysocki, aggregated by home.social.
-
Maderę piliśmy i rum, mieszając z bimbrem pół na pół,
i nagle alarm, wszyscy w dół - odcięło szyb,
a w szybie stachanowiec nasz, przodownik pracy - no i masz,
pod zawał trafił on, i więcej nikt.
Były oficer, gwiazda gwiazd, ozdoba zebrań, wzór dla mas,
jak pionier gotów cały czas tyrać za trzech,.
kilofa nie wypuszczał z rąk, wyrabiał dziennie tysiąc ton,
aż wreszcie spadło mu tych parę ton na łeb.
Zjeżdżamy na dół, a nasz szef, eks-wyrokowiec, łebski człek,
powiada: - Źle, chłopaki, źle, oj, biada nam!
Uratujemy go, a on? Znów zacznie tłuc po kilka norm,
pobije rekord, a nam co? Podniosą plan.
Pracujmy z głową, nie nerwowo, po co tak szybko go ratować,
sprawdzajmy dobrze każdą piędź i cal,
służył w Tallinie przy Stalinie, a teraz przywalony ginie -
naprawdę go nam jak cholera żal.Wysocki
-
Maderę piliśmy i rum, mieszając z bimbrem pół na pół,
i nagle alarm, wszyscy w dół - odcięło szyb,
a w szybie stachanowiec nasz, przodownik pracy - no i masz,
pod zawał trafił on, i więcej nikt.
Były oficer, gwiazda gwiazd, ozdoba zebrań, wzór dla mas,
jak pionier gotów cały czas tyrać za trzech,.
kilofa nie wypuszczał z rąk, wyrabiał dziennie tysiąc ton,
aż wreszcie spadło mu tych parę ton na łeb.
Zjeżdżamy na dół, a nasz szef, eks-wyrokowiec, łebski człek,
powiada: - Źle, chłopaki, źle, oj, biada nam!
Uratujemy go, a on? Znów zacznie tłuc po kilka norm,
pobije rekord, a nam co? Podniosą plan.
Pracujmy z głową, nie nerwowo, po co tak szybko go ratować,
sprawdzajmy dobrze każdą piędź i cal,
służył w Tallinie przy Stalinie, a teraz przywalony ginie -
naprawdę go nam jak cholera żal.Wysocki
-
Wzdłuż urwiska, nad przepaścią, po samym jej brzegu
Pędzę w saniach bijąc konie by zatracić je w biegu.
Piję wiatr i mgłę połykam, strach mi w płucach dech zapiera.
Czuję ze śmiertelną trwogą, jak przemijam, jak umieram!Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
Nie zwracajcie uwagi na bat!
Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam
Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiemZginę, wiem, jak płatek śniegu zimny wiatr mnie zmiecie z dłoni
Moje konie, mnie galopem będą niosły wzdłuż urwiska.
Ach ciągnijcie wolniej sanie! Ach nie spieszcie się tak konie!
Choć o chwilę, lecz przedłużcie drogę do cmentarzyska.Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
Nie zwracajcie uwagi na bat.
Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam!
Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem!Zdążyliśmy - tam gdzie jadę, spóźnień nigdy, nigdy nie ma.
Więc dlaczego chór aniołów gniewnym głosem pieśń swą śpiewa?
Czy to może dzwon gdzieś bije, bo się zaszedł od szlochania?
Albo ja na konie krzyczę, by ciągnęły wolniej sanie!Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się...
Nie zwracajcie uwagi na bat.
Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
Chociaż mija mój czas, chcę zaśpiewać choć raz...Ja me konie napoję, ja tę pieśń dośpiewam!
Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem.Wysocki
-
Wzdłuż urwiska, nad przepaścią, po samym jej brzegu
Pędzę w saniach bijąc konie by zatracić je w biegu.
Piję wiatr i mgłę połykam, strach mi w płucach dech zapiera.
Czuję ze śmiertelną trwogą, jak przemijam, jak umieram!Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
Nie zwracajcie uwagi na bat!
Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam
Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiemZginę, wiem, jak płatek śniegu zimny wiatr mnie zmiecie z dłoni
Moje konie, mnie galopem będą niosły wzdłuż urwiska.
Ach ciągnijcie wolniej sanie! Ach nie spieszcie się tak konie!
Choć o chwilę, lecz przedłużcie drogę do cmentarzyska.Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
Nie zwracajcie uwagi na bat.
Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam!
Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem!Zdążyliśmy - tam gdzie jadę, spóźnień nigdy, nigdy nie ma.
Więc dlaczego chór aniołów gniewnym głosem pieśń swą śpiewa?
Czy to może dzwon gdzieś bije, bo się zaszedł od szlochania?
Albo ja na konie krzyczę, by ciągnęły wolniej sanie!Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się...
Nie zwracajcie uwagi na bat.
Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
Chociaż mija mój czas, chcę zaśpiewać choć raz...Ja me konie napoję, ja tę pieśń dośpiewam!
Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem.Wysocki
-
Wytapiają się świece
Na wiekowe parkiety,
Ciurkiem spływa po plecach
Srebrny deszcz z epoletów.Jak w agonii się pieni
Złote wino w pucharze...
Niech się stare odmieni, odmieni, odmieni, odmieni,
Co ma nadejść - Nieważne.I w przedśmiertnej udręce,
w tył się wciąż oglądając,
Giną reny w ucieczce,
z pierwszą salwą padają.Ktoś już lufę kieruje
Między oczy niewinne...
Niech się stare odsunie, odsunie, odsunie, odsunie,
Niech nadejdzie to inne.Uśmiechnięty, skupiony,
Ktoś przebiegły i szczwany
Zatrutymi strzałami
Razi zachód czerwony.Słychać w burzy melodii
Nuty stale te same...
Już minione odchodzi, odchodzi, odchodzi, odchodzi.
Co ma przyjść - niech się stanie.Wysocki
-
Leży kamień w stepie,
A pod niego cieknie woda;
Na kamieniu jest napisane:
"Kto wybierze drogę w prawo -
ten skończy nieciekawie,
A kto pójdzie przed siebie -
Ten nie dojdzie do siebie,
A kto pójdzie na lewo
Nie zrozumie niczego i przepadnie"
Możesz pewien być tego.Przed kamieniem stoi trzech
Bez koni i bez broni,
Decydują iść czy nie trzeba.
Pierwszy był zły i srogi,
Powędrował prawą drogą,
Poszedł sam bez kolegów
I nie znalazł niczego;
Ani wsi, ani złota
I przyszedł z powrotem.Prosto nie ma nawet drogi
Lecz uparty był i srogi
Drugi z nich i poszedł przed siebie.
Poszedł prosto przez las
Lecz nie doszedł do miast,
Ciągle błądził wśród drzew,
Sam nie wiedział gdzie jest,
Wyszedł z lasu na błota
W końcu wrócił z powrotem.Trzeci młodzian głupi był,
Sam nie wiedział po co żył,
Poszedł sobie bez strachu na lewo.
Jak żołnierzyk maszerował,
W ogóle się nie przejmował.
Jadł i pił, hulał, żartował
I niczego nie pojmował.
Sam niczego nie pojmował,
Całe życie przewędrował
I nie przepadł i nie zwariował.Wysocki
-
Znowu jakiś żółty blask
Nocą mi się przyśnił
Krzyczę we śnie: „Jeszcze czas!
Rano coś wymyślisz…”
Ale rankiem znów ten sam
Smutek do mnie wraca,
Palę na czczo. Dwieście gram
Piję, lecząc kaca.E-ech raz, jeszcze raz,
Jeszcze jeden, jeden raz,
E-ech raz, jeszcze raz,
Piję, lecząc kaca.W szynku biały obrus, stół
I zielone sukno,
Błazen by tam rozkosz czuł,
A mi źle i smutno.
W cerkwi półmrok, światła brak,
Bicie dzwonów z wieży,
W cerkwi wszystko też nie tak,
Nie tak, jak należyPnę się, własny gubiąc cień,
Ścieżką kamienistą,
A tam tylko olchy pień,
Razem z lichą wiśnią.
Żeby chociaż piął się bluszcz
Tym ponurym zboczem,
Żebym nie powtarzał już:
Wszystko źle się toczy…E-ech raz, jeszcze raz,
Jeszcze jeden, jeden raz,
E-ech raz, jeszcze raz,
Wszystko źle się toczy.Na spotkanie z Bogiem gnam,
Znaleźć go nie mogę,
Ciemny las przed sobą mam,
I w nieznane drogę.
W lesie licho ma swój dom,
Baba Jaga pokój…
A u kresu drogi są:
Szafot, kat i topór.Jakiś jeździec szuka dnia,
Lecz i tak nie znajdzie:
Nie ma sensu droga ta,
A jej kres – tym bardziej.
W cerkwi, w szynku, tu, czy tam,
Ciemno, źle, i zimno,
Wszystko nie tak, mówię wam,
Nie tak, jak być winno.E-ech raz, jeszcze raz,
Jeszcze jeden, jeden raz,
E-ech raz, jeszcze raz,
Nie tak, jak być winno.Wysocki
-
U przyjaciół mam dług niespłacony
A i u nich też jest - wobec mnie,
Lecz przez ten świat pokręcony
Wciąż cudują i ja jak we śniePiszcie listy więc do mnie kochani
Podarujcie mi choć kilka chwil
Bo upłynie me życie w otchłani
Wasze także utraci swój styl.Mostów swoich nie palcie za sobą,
Nie rujnujcie też domków z kart.
Bóg więc z nimi, kto rwie się do boju
Przez kobiety i długi - nie fart!Piszcie listy więc do mnie, kochani.
Uszczęśliwcie mnie, byle jak,-
Bo bez tego umrę ja przez czekanie
Na maleńki łaski wasz znak.Wysocki
-
Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie, pieczęć złam
Brak mi sił ale trwam
I z goryczą się śmieję
Czy jestem aniołem
Co stracił nadzieję?Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie, pieczęć złam
Powiedz gdzie złożyć mam
Swoje skrzydła żebracze
Czy jestem aniołem
Dlatego, że płaczę?Ja anioł bezpański
Anioł bezbronny
Błąkam się
Wieki wieków bezdomny
Od dnia kiedy Anioł Pański
Wybrał mnie na wroga
Modły ślę wieki wieków do BogaNie wiem czy imię mam
Nazwij mnie, pieczęć złam
Co dzień się ranię sam
W rozpaczliwej zabawie
Czy jestem aniołem
Dlatego że krwawię?Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie, pieczęć złam
Nie chcę być dłużej sam
Przyjmij mnie pod opiekę
Czy jestem aniołem
Czy tylko człowiekiem?Ja anioł bezpański
Ja anioł bezdomnyWysocki
-
Gdyby wódkę pić sam człowiek mógł,
To by na tym skorzystał,
Ale zawsze pragnienie ktoś ma,
Ale zawsze ktoś spyta: „A ja?”,
A dla siebie samego masz grób,
Tylko grób i kołyskę.Kiedyś brzmiał nasz śpiew jak grom,
Lata były tłuste,
Teraz został pusty dom
I ulica pusta.
Fiński nóż pokrył kurz
Na zawsze chyba już.Tylko tobie twą żonę dał Bóg,
Niby rzecz oczywista,
Ale czasem urzeknie ją ktoś,
A czasami i dwóch nie ma dość,
A dla siebie samego masz grób,
Tylko grób i kołyskę.Kiedyś brzmiał nasz śpiew jak grom...
Ilu to chłopców przychodzi na świat,
Ilu ich śpiewać potrafi,
Ilu piosenki nuci zza krat,
Ilu ich jeszcze tam trafi...
Fiński nóż pokrył kurz
Na zawsze chyba już.Wysocki
-
I cios, i zwód, i sierp, i hak, szum w głowie, w piersi ból -
Budkiejew Borys bije tak, nokautów ciężkich król
I znów zapędził mnie do lin i choć zasłaniam się,
Znów Krasnodaru dzielny syn na deski posłał mnie.I myślał sięgając pięściami mych szczęk,
Że człowiek brzmi dum... i życie jest pięk…Na „siedem" leżę wciąż na wznak, trybuny wyją w głos,
Na „osiem" wstaję i znów hak, i cios, i zwód, i cios,
Zniszczony czuję się doszczętnie, bo wiem, co tu kryć,
Ja od dzieciństwa czuję wstręt by w twarz człowieka bić.
I dumał Budkiejew, gdy wył wkoło tłum,
Że życie jest pięk... i człowiek brzmi dum…A na trybunach rośnie wrzask - Pruj flaki mu! To tchórz!
I znów mnie Borys dyszlem trzask, a ja na deskach już,
Sybirak, nie daruje mi, choć sam już ledwo tchnie,
Choć jęczę mu - przyhamuj i odpocznij durny łbie!Lecz on nie odpocznie, aż na gongu dźwięk,
Bo człowiek brzmi dum... i życie jest pięk…Znów czort po ringu goni mnie, aż nagle strasznie zbladł,
Bo tak tym biciem zmęczył się, że sam na deski padł,
Wzniesiono w górę moją dłoń, tę, co nie biła go.
Na ringu plackiem leżał on, Budkiejew, król K.O!I myślał, że człowiek brzmi dumnie, że hej,
A mnie czasem brzmi,a czasem ciut mniej…Wysocki
-
Dajcie psom mięsa i patrzcie
Jak będą o nie walczyły
Wódki pijakom dajcie
Może się o nią pobijąBy wrony zbóż nie dziobały
Strachy na polach stawiajcie
Żeby się pary kochały
Przytulny kącik im dajcieŻeby nasycić się chlebem
Siewu przeoczyć nie wolno
Dobrze, posłuszny wam będę
Lecz ofiarujcie mi wolnośćMięso podano ze smakiem
Psy nie zechciały spróbować
Dano i pijakom
A ci się nie chcą częstowaćChoć się straszenie nie kończy
Wrony i tak ziarno kradną
Pary się łączy i łączy
Te zaś rozłączyć się pragnąObficie pola polano
A zboże nie chce obrodzić
Dano mi wolność wczoraj
I co z nią teraz mam zrobić…Wysocki
-
Ja się na ten świat podły nie pchałem
Mimo woli zaczęło się życie
Ciemną nocą poczęty zostałem
Urodziłem się jednak o świcieSpokój miałem przez dziewięć miesięcy
Rok nie wyrok - pojąłem to w mig
Suto, ciepło, bezpiecznie, cóż więcej
Może chcieć człowiek nim pozna krzykJest dokument ważniejszy od wierszy
W swej metryce mam wpis drukiem tłustym
Że na wolność wyszedłem raz pierwszy
W tysiąc dziewięćset trzydziestym ósmymWinnych długo w pamięci szukałem
Winnych zsyłkom, rewizjom i łzom
Urodziłem się, trwałem, przetrwałem
Na Mieszczańskiej stał mój pierwszy domZłowieszczy krzyk w ciemności dopada mnie co dnia
I nie wiem wciąż kto krzyczy - przyjaciel, wróg, czy ja
Czy tylko echo krzyku na domu wraca próg
Systemem korytarzy, systemem ślepych drógZamknięte drzwi na głucho
A z czterech świata stron
Labirynt, tunel, kanał
Piwnica, bunkier, schronNie schodziła do schronu sąsiadka
Gdy syrena nad miastem zawyła
Wojna nie przerażała trzylatka
Tylko matka się strasznie martwiłaKażdy dzielił zapałkę na czworo
Naród cierpiał, cierpiałem i ja
Bardzo ciężko musiało być, skoro
Na konserwy zabrali mi psaWojna dla nas legendą się stała
Całą wojnę się w wojnę bawiłem
„Wcześniak” na mnie dzieciarnia wołała
Chociaż wcale wcześniakiem nie byłemWszędzie wokół czyhali wrogowie
Kto w niewoli - ten zdrajca i wróg
Powracali do domów ojcowie
Chociaż obcy już był domu prógZłowieszczy krzyk...
Podłe czasy nas wychowywały
Człowiek rósł, a wartości karlały
I płynęły, gdzie trzeba kanały
I wpadały, jak trzeba, gdzie miałyDzieci byłych sierżantów, majorów
Dziś patronów stadionów i szkół
Dokonały własnego wyboru
W własnej woli stoczyły się w dół...Wysocki