home.social

#wysocki — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #wysocki, aggregated by home.social.

fetched live
  1. Maderę piliśmy i rum, mieszając z bimbrem pół na pół,
    i nagle alarm, wszyscy w dół - odcięło szyb,
    a w szybie stachanowiec nasz, przodownik pracy - no i masz,
    pod zawał trafił on, i więcej nikt.
    Były oficer, gwiazda gwiazd, ozdoba zebrań, wzór dla mas,
    jak pionier gotów cały czas tyrać za trzech,.
    kilofa nie wypuszczał z rąk, wyrabiał dziennie tysiąc ton,
    aż wreszcie spadło mu tych parę ton na łeb.
    Zjeżdżamy na dół, a nasz szef, eks-wyrokowiec, łebski człek,
    powiada: - Źle, chłopaki, źle, oj, biada nam!
    Uratujemy go, a on? Znów zacznie tłuc po kilka norm,
    pobije rekord, a nam co? Podniosą plan.
    Pracujmy z głową, nie nerwowo, po co tak szybko go ratować,
    sprawdzajmy dobrze każdą piędź i cal,
    służył w Tallinie przy Stalinie, a teraz przywalony ginie -
    naprawdę go nam jak cholera żal.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem

    #Wysocki

  2. Maderę piliśmy i rum, mieszając z bimbrem pół na pół,
    i nagle alarm, wszyscy w dół - odcięło szyb,
    a w szybie stachanowiec nasz, przodownik pracy - no i masz,
    pod zawał trafił on, i więcej nikt.
    Były oficer, gwiazda gwiazd, ozdoba zebrań, wzór dla mas,
    jak pionier gotów cały czas tyrać za trzech,.
    kilofa nie wypuszczał z rąk, wyrabiał dziennie tysiąc ton,
    aż wreszcie spadło mu tych parę ton na łeb.
    Zjeżdżamy na dół, a nasz szef, eks-wyrokowiec, łebski człek,
    powiada: - Źle, chłopaki, źle, oj, biada nam!
    Uratujemy go, a on? Znów zacznie tłuc po kilka norm,
    pobije rekord, a nam co? Podniosą plan.
    Pracujmy z głową, nie nerwowo, po co tak szybko go ratować,
    sprawdzajmy dobrze każdą piędź i cal,
    służył w Tallinie przy Stalinie, a teraz przywalony ginie -
    naprawdę go nam jak cholera żal.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem

    #Wysocki

  3. Wzdłuż urwiska, nad przepaścią, po samym jej brzegu
    Pędzę w saniach bijąc konie by zatracić je w biegu.
    Piję wiatr i mgłę połykam, strach mi w płucach dech zapiera.
    Czuję ze śmiertelną trwogą, jak przemijam, jak umieram!

    Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
    Nie zwracajcie uwagi na bat!
    Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
    Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...

    Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam
    Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem

    Zginę, wiem, jak płatek śniegu zimny wiatr mnie zmiecie z dłoni
    Moje konie, mnie galopem będą niosły wzdłuż urwiska.
    Ach ciągnijcie wolniej sanie! Ach nie spieszcie się tak konie!
    Choć o chwilę, lecz przedłużcie drogę do cmentarzyska.

    Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
    Nie zwracajcie uwagi na bat.
    Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
    Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...

    Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam!
    Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem!

    Zdążyliśmy - tam gdzie jadę, spóźnień nigdy, nigdy nie ma.
    Więc dlaczego chór aniołów gniewnym głosem pieśń swą śpiewa?
    Czy to może dzwon gdzieś bije, bo się zaszedł od szlochania?
    Albo ja na konie krzyczę, by ciągnęły wolniej sanie!

    Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się...
    Nie zwracajcie uwagi na bat.
    Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
    Chociaż mija mój czas, chcę zaśpiewać choć raz...

    Ja me konie napoję, ja tę pieśń dośpiewam!
    Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem
    #Wysocki

  4. Wzdłuż urwiska, nad przepaścią, po samym jej brzegu
    Pędzę w saniach bijąc konie by zatracić je w biegu.
    Piję wiatr i mgłę połykam, strach mi w płucach dech zapiera.
    Czuję ze śmiertelną trwogą, jak przemijam, jak umieram!

    Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
    Nie zwracajcie uwagi na bat!
    Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
    Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...

    Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam
    Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem

    Zginę, wiem, jak płatek śniegu zimny wiatr mnie zmiecie z dłoni
    Moje konie, mnie galopem będą niosły wzdłuż urwiska.
    Ach ciągnijcie wolniej sanie! Ach nie spieszcie się tak konie!
    Choć o chwilę, lecz przedłużcie drogę do cmentarzyska.

    Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się!
    Nie zwracajcie uwagi na bat.
    Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
    Chciałem śpiewać i żyć, ale kończy się czas...

    Ja me konie napoję, ja tą pieśń dośpiewam!
    Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem!

    Zdążyliśmy - tam gdzie jadę, spóźnień nigdy, nigdy nie ma.
    Więc dlaczego chór aniołów gniewnym głosem pieśń swą śpiewa?
    Czy to może dzwon gdzieś bije, bo się zaszedł od szlochania?
    Albo ja na konie krzyczę, by ciągnęły wolniej sanie!

    Trochę wolniej moje konie! Ach, nie spieszcie się...
    Nie zwracajcie uwagi na bat.
    Ach, co za konie narowiste, trafiły się mnie!
    Chociaż mija mój czas, chcę zaśpiewać choć raz...

    Ja me konie napoję, ja tę pieśń dośpiewam!
    Chociaż chwilę postoję nad przepaści brzegiem.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem
    #Wysocki

  5. Wytapiają się świece
    Na wiekowe parkiety,
    Ciurkiem spływa po plecach
    Srebrny deszcz z epoletów.

    Jak w agonii się pieni
    Złote wino w pucharze...
    Niech się stare odmieni, odmieni, odmieni, odmieni,
    Co ma nadejść - Nieważne.

    I w przedśmiertnej udręce,
    w tył się wciąż oglądając,
    Giną reny w ucieczce,
    z pierwszą salwą padają.

    Ktoś już lufę kieruje
    Między oczy niewinne...
    Niech się stare odsunie, odsunie, odsunie, odsunie,
    Niech nadejdzie to inne.

    Uśmiechnięty, skupiony,
    Ktoś przebiegły i szczwany
    Zatrutymi strzałami
    Razi zachód czerwony.

    Słychać w burzy melodii
    Nuty stale te same...
    Już minione odchodzi, odchodzi, odchodzi, odchodzi.
    Co ma przyjść - niech się stanie.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem
    #Wysocki

  6. Leży kamień w stepie,
    A pod niego cieknie woda;
    Na kamieniu jest napisane:
    "Kto wybierze drogę w prawo -
    ten skończy nieciekawie,
    A kto pójdzie przed siebie -
    Ten nie dojdzie do siebie,
    A kto pójdzie na lewo
    Nie zrozumie niczego i przepadnie"
    Możesz pewien być tego.

    Przed kamieniem stoi trzech
    Bez koni i bez broni,
    Decydują iść czy nie trzeba.
    Pierwszy był zły i srogi,
    Powędrował prawą drogą,
    Poszedł sam bez kolegów
    I nie znalazł niczego;
    Ani wsi, ani złota
    I przyszedł z powrotem.

    Prosto nie ma nawet drogi
    Lecz uparty był i srogi
    Drugi z nich i poszedł przed siebie.
    Poszedł prosto przez las
    Lecz nie doszedł do miast,
    Ciągle błądził wśród drzew,
    Sam nie wiedział gdzie jest,
    Wyszedł z lasu na błota
    W końcu wrócił z powrotem.

    Trzeci młodzian głupi był,
    Sam nie wiedział po co żył,
    Poszedł sobie bez strachu na lewo.
    Jak żołnierzyk maszerował,
    W ogóle się nie przejmował.
    Jadł i pił, hulał, żartował
    I niczego nie pojmował.
    Sam niczego nie pojmował,
    Całe życie przewędrował
    I nie przepadł i nie zwariował.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem

    #Wysocki

  7. Znowu jakiś żółty blask
    Nocą mi się przyśnił
    Krzyczę we śnie: „Jeszcze czas!
    Rano coś wymyślisz…”
    Ale rankiem znów ten sam
    Smutek do mnie wraca,
    Palę na czczo. Dwieście gram
    Piję, lecząc kaca.

    E-ech raz, jeszcze raz,
    Jeszcze jeden, jeden raz,
    E-ech raz, jeszcze raz,
    Piję, lecząc kaca.

    W szynku biały obrus, stół
    I zielone sukno,
    Błazen by tam rozkosz czuł,
    A mi źle i smutno.
    W cerkwi półmrok, światła brak,
    Bicie dzwonów z wieży,
    W cerkwi wszystko też nie tak,
    Nie tak, jak należy

    Pnę się, własny gubiąc cień,
    Ścieżką kamienistą,
    A tam tylko olchy pień,
    Razem z lichą wiśnią.
    Żeby chociaż piął się bluszcz
    Tym ponurym zboczem,
    Żebym nie powtarzał już:
    Wszystko źle się toczy…

    E-ech raz, jeszcze raz,
    Jeszcze jeden, jeden raz,
    E-ech raz, jeszcze raz,
    Wszystko źle się toczy.

    Na spotkanie z Bogiem gnam,
    Znaleźć go nie mogę,
    Ciemny las przed sobą mam,
    I w nieznane drogę.
    W lesie licho ma swój dom,
    Baba Jaga pokój…
    A u kresu drogi są:
    Szafot, kat i topór.

    Jakiś jeździec szuka dnia,
    Lecz i tak nie znajdzie:
    Nie ma sensu droga ta,
    A jej kres – tym bardziej.
    W cerkwi, w szynku, tu, czy tam,
    Ciemno, źle, i zimno,
    Wszystko nie tak, mówię wam,
    Nie tak, jak być winno.

    E-ech raz, jeszcze raz,
    Jeszcze jeden, jeden raz,
    E-ech raz, jeszcze raz,
    Nie tak, jak być winno.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem

    #Wysocki

  8. U przyjaciół mam dług niespłacony
    A i u nich też jest - wobec mnie,
    Lecz przez ten świat pokręcony
    Wciąż cudują i ja jak we śnie

    Piszcie listy więc do mnie kochani
    Podarujcie mi choć kilka chwil
    Bo upłynie me życie w otchłani
    Wasze także utraci swój styl.

    Mostów swoich nie palcie za sobą,
    Nie rujnujcie też domków z kart.
    Bóg więc z nimi, kto rwie się do boju
    Przez kobiety i długi - nie fart!

    Piszcie listy więc do mnie, kochani.
    Uszczęśliwcie mnie, byle jak,-
    Bo bez tego umrę ja przez czekanie
    Na maleńki łaski wasz znak.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem #Wysocki

  9. Nie wiem czy imię mam
    Nazwij mnie, pieczęć złam
    Brak mi sił ale trwam
    I z goryczą się śmieję
    Czy jestem aniołem
    Co stracił nadzieję?

    Nie wiem czy imię mam
    Nazwij mnie, pieczęć złam
    Powiedz gdzie złożyć mam
    Swoje skrzydła żebracze
    Czy jestem aniołem
    Dlatego, że płaczę?

    Ja anioł bezpański
    Anioł bezbronny
    Błąkam się
    Wieki wieków bezdomny
    Od dnia kiedy Anioł Pański
    Wybrał mnie na wroga
    Modły ślę wieki wieków do Boga

    Nie wiem czy imię mam
    Nazwij mnie, pieczęć złam
    Co dzień się ranię sam
    W rozpaczliwej zabawie
    Czy jestem aniołem
    Dlatego że krwawię?

    Nie wiem czy imię mam
    Nazwij mnie, pieczęć złam
    Nie chcę być dłużej sam
    Przyjmij mnie pod opiekę
    Czy jestem aniołem
    Czy tylko człowiekiem?

    Ja anioł bezpański
    Ja anioł bezdomny

    Wysocki

    #dzieńzwierszem #Wysocki

  10. Gdyby wódkę pić sam człowiek mógł,
    To by na tym skorzystał,
    Ale zawsze pragnienie ktoś ma,
    Ale zawsze ktoś spyta: „A ja?”,
    A dla siebie samego masz grób,
    Tylko grób i kołyskę.

    Kiedyś brzmiał nasz śpiew jak grom,
    Lata były tłuste,
    Teraz został pusty dom
    I ulica pusta.
    Fiński nóż pokrył kurz
    Na zawsze chyba już.

    Tylko tobie twą żonę dał Bóg,
    Niby rzecz oczywista,
    Ale czasem urzeknie ją ktoś,
    A czasami i dwóch nie ma dość,
    A dla siebie samego masz grób,
    Tylko grób i kołyskę.

    Kiedyś brzmiał nasz śpiew jak grom...

    Ilu to chłopców przychodzi na świat,
    Ilu ich śpiewać potrafi,
    Ilu piosenki nuci zza krat,
    Ilu ich jeszcze tam trafi...
    Fiński nóż pokrył kurz
    Na zawsze chyba już.

    Wysocki

    #dzieńzwierszem #Wysocki

  11. I cios, i zwód, i sierp, i hak, szum w głowie, w piersi ból -
    Budkiejew Borys bije tak, nokautów ciężkich król
    I znów zapędził mnie do lin i choć zasłaniam się,
    Znów Krasnodaru dzielny syn na deski posłał mnie.

    I myślał sięgając pięściami mych szczęk,
    Że człowiek brzmi dum... i życie jest pięk…

    Na „siedem" leżę wciąż na wznak, trybuny wyją w głos,
    Na „osiem" wstaję i znów hak, i cios, i zwód, i cios,
    Zniszczony czuję się doszczętnie, bo wiem, co tu kryć,
    Ja od dzieciństwa czuję wstręt by w twarz człowieka bić.
    I dumał Budkiejew, gdy wył wkoło tłum,
    Że życie jest pięk... i człowiek brzmi dum…

    A na trybunach rośnie wrzask - Pruj flaki mu! To tchórz!
    I znów mnie Borys dyszlem trzask, a ja na deskach już,
    Sybirak, nie daruje mi, choć sam już ledwo tchnie,
    Choć jęczę mu - przyhamuj i odpocznij durny łbie!

    Lecz on nie odpocznie, aż na gongu dźwięk,
    Bo człowiek brzmi dum... i życie jest pięk…

    Znów czort po ringu goni mnie, aż nagle strasznie zbladł,
    Bo tak tym biciem zmęczył się, że sam na deski padł,
    Wzniesiono w górę moją dłoń, tę, co nie biła go.
    Na ringu plackiem leżał on, Budkiejew, król K.O!

    I myślał, że człowiek brzmi dumnie, że hej,
    A mnie czasem brzmi,a czasem ciut mniej…

    Wysocki

    #dzieńzwierszem #Wysocki

  12. Dajcie psom mięsa i patrzcie
    Jak będą o nie walczyły
    Wódki pijakom dajcie
    Może się o nią pobiją

    By wrony zbóż nie dziobały
    Strachy na polach stawiajcie
    Żeby się pary kochały
    Przytulny kącik im dajcie

    Żeby nasycić się chlebem
    Siewu przeoczyć nie wolno
    Dobrze, posłuszny wam będę
    Lecz ofiarujcie mi wolność

    Mięso podano ze smakiem
    Psy nie zechciały spróbować
    Dano i pijakom
    A ci się nie chcą częstować

    Choć się straszenie nie kończy
    Wrony i tak ziarno kradną
    Pary się łączy i łączy
    Te zaś rozłączyć się pragną

    Obficie pola polano
    A zboże nie chce obrodzić
    Dano mi wolność wczoraj
    I co z nią teraz mam zrobić…

    Wysocki

    #dzieńzwierszem #Wysocki

  13. Ja się na ten świat podły nie pchałem
    Mimo woli zaczęło się życie
    Ciemną nocą poczęty zostałem
    Urodziłem się jednak o świcie

    Spokój miałem przez dziewięć miesięcy
    Rok nie wyrok - pojąłem to w mig
    Suto, ciepło, bezpiecznie, cóż więcej
    Może chcieć człowiek nim pozna krzyk

    Jest dokument ważniejszy od wierszy
    W swej metryce mam wpis drukiem tłustym
    Że na wolność wyszedłem raz pierwszy
    W tysiąc dziewięćset trzydziestym ósmym

    Winnych długo w pamięci szukałem
    Winnych zsyłkom, rewizjom i łzom
    Urodziłem się, trwałem, przetrwałem
    Na Mieszczańskiej stał mój pierwszy dom

    Złowieszczy krzyk w ciemności dopada mnie co dnia
    I nie wiem wciąż kto krzyczy - przyjaciel, wróg, czy ja
    Czy tylko echo krzyku na domu wraca próg
    Systemem korytarzy, systemem ślepych dróg

    Zamknięte drzwi na głucho
    A z czterech świata stron
    Labirynt, tunel, kanał
    Piwnica, bunkier, schron

    Nie schodziła do schronu sąsiadka
    Gdy syrena nad miastem zawyła
    Wojna nie przerażała trzylatka
    Tylko matka się strasznie martwiła

    Każdy dzielił zapałkę na czworo
    Naród cierpiał, cierpiałem i ja
    Bardzo ciężko musiało być, skoro
    Na konserwy zabrali mi psa

    Wojna dla nas legendą się stała
    Całą wojnę się w wojnę bawiłem
    „Wcześniak” na mnie dzieciarnia wołała
    Chociaż wcale wcześniakiem nie byłem

    Wszędzie wokół czyhali wrogowie
    Kto w niewoli - ten zdrajca i wróg
    Powracali do domów ojcowie
    Chociaż obcy już był domu próg

    Złowieszczy krzyk...

    Podłe czasy nas wychowywały
    Człowiek rósł, a wartości karlały
    I płynęły, gdzie trzeba kanały
    I wpadały, jak trzeba, gdzie miały

    Dzieci byłych sierżantów, majorów
    Dziś patronów stadionów i szkół
    Dokonały własnego wyboru
    W własnej woli stoczyły się w dół...

    Wysocki

    #dzieńzwierszem #Wysocki