home.social

#slonimski — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #slonimski, aggregated by home.social.

fetched live
  1. Srebrna gwiazda zadrgała na niebie.
    Pachnie rosa, benzyna i bzy.
    Przytuleni idziemy do siebie
    I ja czuję to samo co ty.

    Słyszysz, wiatr, lekki wietrzyk szeleści,
    Ale minie za chwilę już, wiem.
    Wiem, że spokój, co płynie po mieście,
    Jest nieprawdą i tylko jest snem.

    Jeszcze teraz idziemy złączeni.
    Usta czule otula nam mrok.
    Nagle drgniemy we śnie obudzeni,
    Jakby w pustkę we śnie trafił krok.

    I znów dalej będziemy szli razem,
    Lecz te więzy, ten łańcuch już pękł
    W dwa ogniwa ciążące żelazem,
    W te dwa serca, które czują lęk.

    Nic się przecież, nic się nie zmieniło.
    I wiem wszystko, i czuję jak ty,
    Lecz osobno serce mi zabiło
    I osobno serce twoje drży.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  2. Srebrna gwiazda zadrgała na niebie.
    Pachnie rosa, benzyna i bzy.
    Przytuleni idziemy do siebie
    I ja czuję to samo co ty.

    Słyszysz, wiatr, lekki wietrzyk szeleści,
    Ale minie za chwilę już, wiem.
    Wiem, że spokój, co płynie po mieście,
    Jest nieprawdą i tylko jest snem.

    Jeszcze teraz idziemy złączeni.
    Usta czule otula nam mrok.
    Nagle drgniemy we śnie obudzeni,
    Jakby w pustkę we śnie trafił krok.

    I znów dalej będziemy szli razem,
    Lecz te więzy, ten łańcuch już pękł
    W dwa ogniwa ciążące żelazem,
    W te dwa serca, które czują lęk.

    Nic się przecież, nic się nie zmieniło.
    I wiem wszystko, i czuję jak ty,
    Lecz osobno serce mi zabiło
    I osobno serce twoje drży.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  3. Srebrna gwiazda zadrgała na niebie.
    Pachnie rosa, benzyna i bzy.
    Przytuleni idziemy do siebie
    I ja czuję to samo co ty.

    Słyszysz, wiatr, lekki wietrzyk szeleści,
    Ale minie za chwilę już, wiem.
    Wiem, że spokój, co płynie po mieście,
    Jest nieprawdą i tylko jest snem.

    Jeszcze teraz idziemy złączeni.
    Usta czule otula nam mrok.
    Nagle drgniemy we śnie obudzeni,
    Jakby w pustkę we śnie trafił krok.

    I znów dalej będziemy szli razem,
    Lecz te więzy, ten łańcuch już pękł
    W dwa ogniwa ciążące żelazem,
    W te dwa serca, które czują lęk.

    Nic się przecież, nic się nie zmieniło.
    I wiem wszystko, i czuję jak ty,
    Lecz osobno serce mi zabiło
    I osobno serce twoje drży.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  4. Srebrna gwiazda zadrgała na niebie.
    Pachnie rosa, benzyna i bzy.
    Przytuleni idziemy do siebie
    I ja czuję to samo co ty.

    Słyszysz, wiatr, lekki wietrzyk szeleści,
    Ale minie za chwilę już, wiem.
    Wiem, że spokój, co płynie po mieście,
    Jest nieprawdą i tylko jest snem.

    Jeszcze teraz idziemy złączeni.
    Usta czule otula nam mrok.
    Nagle drgniemy we śnie obudzeni,
    Jakby w pustkę we śnie trafił krok.

    I znów dalej będziemy szli razem,
    Lecz te więzy, ten łańcuch już pękł
    W dwa ogniwa ciążące żelazem,
    W te dwa serca, które czują lęk.

    Nic się przecież, nic się nie zmieniło.
    I wiem wszystko, i czuję jak ty,
    Lecz osobno serce mi zabiło
    I osobno serce twoje drży.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  5. Srebrna gwiazda zadrgała na niebie.
    Pachnie rosa, benzyna i bzy.
    Przytuleni idziemy do siebie
    I ja czuję to samo co ty.

    Słyszysz, wiatr, lekki wietrzyk szeleści,
    Ale minie za chwilę już, wiem.
    Wiem, że spokój, co płynie po mieście,
    Jest nieprawdą i tylko jest snem.

    Jeszcze teraz idziemy złączeni.
    Usta czule otula nam mrok.
    Nagle drgniemy we śnie obudzeni,
    Jakby w pustkę we śnie trafił krok.

    I znów dalej będziemy szli razem,
    Lecz te więzy, ten łańcuch już pękł
    W dwa ogniwa ciążące żelazem,
    W te dwa serca, które czują lęk.

    Nic się przecież, nic się nie zmieniło.
    I wiem wszystko, i czuję jak ty,
    Lecz osobno serce mi zabiło
    I osobno serce twoje drży.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  6. W obcym francuskim mieście
    Pijesz wino czerwone z karafki,
    Ciche morze oczy twe pieści,
    Domki małe jak białe zabawki.

    Jesteście tam na południu razem,
    Tam są twoje suknie, których nie znam,
    Ręce, które całowałem tyle razy,
    I pewnie u kapelusza woalka rzewna.

    Za długo już, moja jedyna…
    Pomyśl — trzy lata krążę
    Po hotelach i morskich głębinach
    I wiem, że uciec nie zdążę.

    Zabrałaś mi całą duszę.
    Przyznaję to cicho ze łzami.
    Tam daleko chcę cię wzruszyć
    Tymi drukowanymi literami.

    Przeczytasz to, co piszę,
    W obcym mieście przy jakimś stole.
    I dlaczego mnie to pociesza,
    Że i ciebie to także zaboli?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  7. W obcym francuskim mieście
    Pijesz wino czerwone z karafki,
    Ciche morze oczy twe pieści,
    Domki małe jak białe zabawki.

    Jesteście tam na południu razem,
    Tam są twoje suknie, których nie znam,
    Ręce, które całowałem tyle razy,
    I pewnie u kapelusza woalka rzewna.

    Za długo już, moja jedyna…
    Pomyśl — trzy lata krążę
    Po hotelach i morskich głębinach
    I wiem, że uciec nie zdążę.

    Zabrałaś mi całą duszę.
    Przyznaję to cicho ze łzami.
    Tam daleko chcę cię wzruszyć
    Tymi drukowanymi literami.

    Przeczytasz to, co piszę,
    W obcym mieście przy jakimś stole.
    I dlaczego mnie to pociesza,
    Że i ciebie to także zaboli?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  8. W obcym francuskim mieście
    Pijesz wino czerwone z karafki,
    Ciche morze oczy twe pieści,
    Domki małe jak białe zabawki.

    Jesteście tam na południu razem,
    Tam są twoje suknie, których nie znam,
    Ręce, które całowałem tyle razy,
    I pewnie u kapelusza woalka rzewna.

    Za długo już, moja jedyna…
    Pomyśl — trzy lata krążę
    Po hotelach i morskich głębinach
    I wiem, że uciec nie zdążę.

    Zabrałaś mi całą duszę.
    Przyznaję to cicho ze łzami.
    Tam daleko chcę cię wzruszyć
    Tymi drukowanymi literami.

    Przeczytasz to, co piszę,
    W obcym mieście przy jakimś stole.
    I dlaczego mnie to pociesza,
    Że i ciebie to także zaboli?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  9. W obcym francuskim mieście
    Pijesz wino czerwone z karafki,
    Ciche morze oczy twe pieści,
    Domki małe jak białe zabawki.

    Jesteście tam na południu razem,
    Tam są twoje suknie, których nie znam,
    Ręce, które całowałem tyle razy,
    I pewnie u kapelusza woalka rzewna.

    Za długo już, moja jedyna…
    Pomyśl — trzy lata krążę
    Po hotelach i morskich głębinach
    I wiem, że uciec nie zdążę.

    Zabrałaś mi całą duszę.
    Przyznaję to cicho ze łzami.
    Tam daleko chcę cię wzruszyć
    Tymi drukowanymi literami.

    Przeczytasz to, co piszę,
    W obcym mieście przy jakimś stole.
    I dlaczego mnie to pociesza,
    Że i ciebie to także zaboli?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  10. W obcym francuskim mieście
    Pijesz wino czerwone z karafki,
    Ciche morze oczy twe pieści,
    Domki małe jak białe zabawki.

    Jesteście tam na południu razem,
    Tam są twoje suknie, których nie znam,
    Ręce, które całowałem tyle razy,
    I pewnie u kapelusza woalka rzewna.

    Za długo już, moja jedyna…
    Pomyśl — trzy lata krążę
    Po hotelach i morskich głębinach
    I wiem, że uciec nie zdążę.

    Zabrałaś mi całą duszę.
    Przyznaję to cicho ze łzami.
    Tam daleko chcę cię wzruszyć
    Tymi drukowanymi literami.

    Przeczytasz to, co piszę,
    W obcym mieście przy jakimś stole.
    I dlaczego mnie to pociesza,
    Że i ciebie to także zaboli?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  11. W twojej ojczyźnie karki się zgina
    Przed każdą władzą,
    Dla zwyciężonych – wzgarda i ślina,
    Gdy ich na rzeź prowadzą.

    W twojej ojczyźnie, gdyś hołdy składał –
    Przed obce trony.
    W ojczyźnie mojej, jeśli kto padał,
    To krwią zbroczony

    W twojej ojczyźnie do obcych w wierze
    Bóg się nie zniża.
    Moja ojczyzna świat cały bierze
    W ramiona krzyża.

    W twojej ojczyźnie sławnych portrety –
    Tom w etażerce.
    W mojej ojczyźnie słowa poety
    Oprawne w serce.

    Chociaż ci sprzyja ten wieczór mglisty
    I noc bezgwiezdna,
    Jakże mnie wygnasz z ziemi ojczystej,
    Jeśli jej nie znasz?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  12. W twojej ojczyźnie karki się zgina
    Przed każdą władzą,
    Dla zwyciężonych – wzgarda i ślina,
    Gdy ich na rzeź prowadzą.

    W twojej ojczyźnie, gdyś hołdy składał –
    Przed obce trony.
    W ojczyźnie mojej, jeśli kto padał,
    To krwią zbroczony

    W twojej ojczyźnie do obcych w wierze
    Bóg się nie zniża.
    Moja ojczyzna świat cały bierze
    W ramiona krzyża.

    W twojej ojczyźnie sławnych portrety –
    Tom w etażerce.
    W mojej ojczyźnie słowa poety
    Oprawne w serce.

    Chociaż ci sprzyja ten wieczór mglisty
    I noc bezgwiezdna,
    Jakże mnie wygnasz z ziemi ojczystej,
    Jeśli jej nie znasz?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  13. W twojej ojczyźnie karki się zgina
    Przed każdą władzą,
    Dla zwyciężonych – wzgarda i ślina,
    Gdy ich na rzeź prowadzą.

    W twojej ojczyźnie, gdyś hołdy składał –
    Przed obce trony.
    W ojczyźnie mojej, jeśli kto padał,
    To krwią zbroczony

    W twojej ojczyźnie do obcych w wierze
    Bóg się nie zniża.
    Moja ojczyzna świat cały bierze
    W ramiona krzyża.

    W twojej ojczyźnie sławnych portrety –
    Tom w etażerce.
    W mojej ojczyźnie słowa poety
    Oprawne w serce.

    Chociaż ci sprzyja ten wieczór mglisty
    I noc bezgwiezdna,
    Jakże mnie wygnasz z ziemi ojczystej,
    Jeśli jej nie znasz?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  14. W twojej ojczyźnie karki się zgina
    Przed każdą władzą,
    Dla zwyciężonych – wzgarda i ślina,
    Gdy ich na rzeź prowadzą.

    W twojej ojczyźnie, gdyś hołdy składał –
    Przed obce trony.
    W ojczyźnie mojej, jeśli kto padał,
    To krwią zbroczony

    W twojej ojczyźnie do obcych w wierze
    Bóg się nie zniża.
    Moja ojczyzna świat cały bierze
    W ramiona krzyża.

    W twojej ojczyźnie sławnych portrety –
    Tom w etażerce.
    W mojej ojczyźnie słowa poety
    Oprawne w serce.

    Chociaż ci sprzyja ten wieczór mglisty
    I noc bezgwiezdna,
    Jakże mnie wygnasz z ziemi ojczystej,
    Jeśli jej nie znasz?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  15. W twojej ojczyźnie karki się zgina
    Przed każdą władzą,
    Dla zwyciężonych – wzgarda i ślina,
    Gdy ich na rzeź prowadzą.

    W twojej ojczyźnie, gdyś hołdy składał –
    Przed obce trony.
    W ojczyźnie mojej, jeśli kto padał,
    To krwią zbroczony

    W twojej ojczyźnie do obcych w wierze
    Bóg się nie zniża.
    Moja ojczyzna świat cały bierze
    W ramiona krzyża.

    W twojej ojczyźnie sławnych portrety –
    Tom w etażerce.
    W mojej ojczyźnie słowa poety
    Oprawne w serce.

    Chociaż ci sprzyja ten wieczór mglisty
    I noc bezgwiezdna,
    Jakże mnie wygnasz z ziemi ojczystej,
    Jeśli jej nie znasz?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #Słonimski

  16. Po się zrywasz rankiem, kiedy jeszcze ciemno?
    Po co śpieszysz się, biegniesz do szkoły zziębnięty?
    Jeszcze możesz przedłużyć tę chwilę tajemną,
    Spać i snuć dalej sen tak błogo rozpoczęty

    Krzątanina w pokojach i szum samowara
    Przemienia się w szum łodzi, którą płyniesz we śnie,
    Więc wiosłuj wiosłem wiosny w nadbrzeżnych szuwarach.
    Po co zrywać się, budzić? Jeszcze bardzo wcześnie.

    Za ciebie bracia starsi przeniosą na barkach
    Karabin maszynowy, naoliwią tryby.
    Pod brezentami już, w artyleryjskich parkach.
    Po krwawym deszczu rosną armaty jak grzyby.

    Po co się trudzić, po co ślęczyć pilnie,
    Schylony nad rajzbretem, żeby się nie zmylić?
    I tak nie zdążysz dość nisko się schylić,
    Kąt spadania pocisku obliczył już ktoś nieomylnie.

    Nie warto ci myć zębów ani płukać gardła.
    Po co ci szersze piersi, roślejsze ramiona?
    Aby je jedna kropla na wylot przeżarła,
    Aby pierś była głębiej kulą przewiercona?

    Śpij. Już od rana dudnią fabryczne motory,
    Galony, tony gazów kłębią w rezerwuarach.
    Powiedz matce: nie pójdę dziś, bo jestem chory.
    Dajcie mi spać, gdy jeszcze nie jestem w koszarach.

    Śpij. Bracia twoi za ciebie wybudują mosty,
    Przez które, gdy podrośniesz, będziesz biegł w pośpiechu,
    I przyczółek mostowy, gdzie poczujesz ostry
    I krótki ból i brak oddechu.

    Co masz dzisiaj zadane? Nauczyć się słówek?
    Jakąś tam deklinację wpisać do zeszytu?
    Chcesz lekcji? Zatemperuj ołówek
    I pisz „Iperyt, iperytem, śmierć od iperytu”.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #slonimski

  17. Po się zrywasz rankiem, kiedy jeszcze ciemno?
    Po co śpieszysz się, biegniesz do szkoły zziębnięty?
    Jeszcze możesz przedłużyć tę chwilę tajemną,
    Spać i snuć dalej sen tak błogo rozpoczęty

    Krzątanina w pokojach i szum samowara
    Przemienia się w szum łodzi, którą płyniesz we śnie,
    Więc wiosłuj wiosłem wiosny w nadbrzeżnych szuwarach.
    Po co zrywać się, budzić? Jeszcze bardzo wcześnie.

    Za ciebie bracia starsi przeniosą na barkach
    Karabin maszynowy, naoliwią tryby.
    Pod brezentami już, w artyleryjskich parkach.
    Po krwawym deszczu rosną armaty jak grzyby.

    Po co się trudzić, po co ślęczyć pilnie,
    Schylony nad rajzbretem, żeby się nie zmylić?
    I tak nie zdążysz dość nisko się schylić,
    Kąt spadania pocisku obliczył już ktoś nieomylnie.

    Nie warto ci myć zębów ani płukać gardła.
    Po co ci szersze piersi, roślejsze ramiona?
    Aby je jedna kropla na wylot przeżarła,
    Aby pierś była głębiej kulą przewiercona?

    Śpij. Już od rana dudnią fabryczne motory,
    Galony, tony gazów kłębią w rezerwuarach.
    Powiedz matce: nie pójdę dziś, bo jestem chory.
    Dajcie mi spać, gdy jeszcze nie jestem w koszarach.

    Śpij. Bracia twoi za ciebie wybudują mosty,
    Przez które, gdy podrośniesz, będziesz biegł w pośpiechu,
    I przyczółek mostowy, gdzie poczujesz ostry
    I krótki ból i brak oddechu.

    Co masz dzisiaj zadane? Nauczyć się słówek?
    Jakąś tam deklinację wpisać do zeszytu?
    Chcesz lekcji? Zatemperuj ołówek
    I pisz „Iperyt, iperytem, śmierć od iperytu”.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #slonimski

  18. Po się zrywasz rankiem, kiedy jeszcze ciemno?
    Po co śpieszysz się, biegniesz do szkoły zziębnięty?
    Jeszcze możesz przedłużyć tę chwilę tajemną,
    Spać i snuć dalej sen tak błogo rozpoczęty

    Krzątanina w pokojach i szum samowara
    Przemienia się w szum łodzi, którą płyniesz we śnie,
    Więc wiosłuj wiosłem wiosny w nadbrzeżnych szuwarach.
    Po co zrywać się, budzić? Jeszcze bardzo wcześnie.

    Za ciebie bracia starsi przeniosą na barkach
    Karabin maszynowy, naoliwią tryby.
    Pod brezentami już, w artyleryjskich parkach.
    Po krwawym deszczu rosną armaty jak grzyby.

    Po co się trudzić, po co ślęczyć pilnie,
    Schylony nad rajzbretem, żeby się nie zmylić?
    I tak nie zdążysz dość nisko się schylić,
    Kąt spadania pocisku obliczył już ktoś nieomylnie.

    Nie warto ci myć zębów ani płukać gardła.
    Po co ci szersze piersi, roślejsze ramiona?
    Aby je jedna kropla na wylot przeżarła,
    Aby pierś była głębiej kulą przewiercona?

    Śpij. Już od rana dudnią fabryczne motory,
    Galony, tony gazów kłębią w rezerwuarach.
    Powiedz matce: nie pójdę dziś, bo jestem chory.
    Dajcie mi spać, gdy jeszcze nie jestem w koszarach.

    Śpij. Bracia twoi za ciebie wybudują mosty,
    Przez które, gdy podrośniesz, będziesz biegł w pośpiechu,
    I przyczółek mostowy, gdzie poczujesz ostry
    I krótki ból i brak oddechu.

    Co masz dzisiaj zadane? Nauczyć się słówek?
    Jakąś tam deklinację wpisać do zeszytu?
    Chcesz lekcji? Zatemperuj ołówek
    I pisz „Iperyt, iperytem, śmierć od iperytu”.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #slonimski

  19. Po się zrywasz rankiem, kiedy jeszcze ciemno?
    Po co śpieszysz się, biegniesz do szkoły zziębnięty?
    Jeszcze możesz przedłużyć tę chwilę tajemną,
    Spać i snuć dalej sen tak błogo rozpoczęty

    Krzątanina w pokojach i szum samowara
    Przemienia się w szum łodzi, którą płyniesz we śnie,
    Więc wiosłuj wiosłem wiosny w nadbrzeżnych szuwarach.
    Po co zrywać się, budzić? Jeszcze bardzo wcześnie.

    Za ciebie bracia starsi przeniosą na barkach
    Karabin maszynowy, naoliwią tryby.
    Pod brezentami już, w artyleryjskich parkach.
    Po krwawym deszczu rosną armaty jak grzyby.

    Po co się trudzić, po co ślęczyć pilnie,
    Schylony nad rajzbretem, żeby się nie zmylić?
    I tak nie zdążysz dość nisko się schylić,
    Kąt spadania pocisku obliczył już ktoś nieomylnie.

    Nie warto ci myć zębów ani płukać gardła.
    Po co ci szersze piersi, roślejsze ramiona?
    Aby je jedna kropla na wylot przeżarła,
    Aby pierś była głębiej kulą przewiercona?

    Śpij. Już od rana dudnią fabryczne motory,
    Galony, tony gazów kłębią w rezerwuarach.
    Powiedz matce: nie pójdę dziś, bo jestem chory.
    Dajcie mi spać, gdy jeszcze nie jestem w koszarach.

    Śpij. Bracia twoi za ciebie wybudują mosty,
    Przez które, gdy podrośniesz, będziesz biegł w pośpiechu,
    I przyczółek mostowy, gdzie poczujesz ostry
    I krótki ból i brak oddechu.

    Co masz dzisiaj zadane? Nauczyć się słówek?
    Jakąś tam deklinację wpisać do zeszytu?
    Chcesz lekcji? Zatemperuj ołówek
    I pisz „Iperyt, iperytem, śmierć od iperytu”.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #slonimski

  20. Po się zrywasz rankiem, kiedy jeszcze ciemno?
    Po co śpieszysz się, biegniesz do szkoły zziębnięty?
    Jeszcze możesz przedłużyć tę chwilę tajemną,
    Spać i snuć dalej sen tak błogo rozpoczęty

    Krzątanina w pokojach i szum samowara
    Przemienia się w szum łodzi, którą płyniesz we śnie,
    Więc wiosłuj wiosłem wiosny w nadbrzeżnych szuwarach.
    Po co zrywać się, budzić? Jeszcze bardzo wcześnie.

    Za ciebie bracia starsi przeniosą na barkach
    Karabin maszynowy, naoliwią tryby.
    Pod brezentami już, w artyleryjskich parkach.
    Po krwawym deszczu rosną armaty jak grzyby.

    Po co się trudzić, po co ślęczyć pilnie,
    Schylony nad rajzbretem, żeby się nie zmylić?
    I tak nie zdążysz dość nisko się schylić,
    Kąt spadania pocisku obliczył już ktoś nieomylnie.

    Nie warto ci myć zębów ani płukać gardła.
    Po co ci szersze piersi, roślejsze ramiona?
    Aby je jedna kropla na wylot przeżarła,
    Aby pierś była głębiej kulą przewiercona?

    Śpij. Już od rana dudnią fabryczne motory,
    Galony, tony gazów kłębią w rezerwuarach.
    Powiedz matce: nie pójdę dziś, bo jestem chory.
    Dajcie mi spać, gdy jeszcze nie jestem w koszarach.

    Śpij. Bracia twoi za ciebie wybudują mosty,
    Przez które, gdy podrośniesz, będziesz biegł w pośpiechu,
    I przyczółek mostowy, gdzie poczujesz ostry
    I krótki ból i brak oddechu.

    Co masz dzisiaj zadane? Nauczyć się słówek?
    Jakąś tam deklinację wpisać do zeszytu?
    Chcesz lekcji? Zatemperuj ołówek
    I pisz „Iperyt, iperytem, śmierć od iperytu”.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #slonimski

  21. — Mój drogi — prosiłaś cicho,
    Patrząc mi w oczy nieśmiele —
    Będziemy żyli ze sobą
    Naprawdę jak przyjaciele.

    Lecz przyjaźń taka na pewno
    Skończy się później czy prędzej.
    Bo cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie pożycza pieniędzy?

    I musi wracać do domu,
    Gdy bije dziesiąta godzina.
    I cóż mi to za przyjaciel,
    Który nie pije wina?

    I cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie wychodzi bez matki
    Ma wachlarz, pióra na głowie
    I jada tylko pomadki?

    I cóż mi po przyjacielu,
    Który ma parę warkoczy,
    I ma najsłodsze usta
    I najpiękniejsze oczy?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  22. — Mój drogi — prosiłaś cicho,
    Patrząc mi w oczy nieśmiele —
    Będziemy żyli ze sobą
    Naprawdę jak przyjaciele.

    Lecz przyjaźń taka na pewno
    Skończy się później czy prędzej.
    Bo cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie pożycza pieniędzy?

    I musi wracać do domu,
    Gdy bije dziesiąta godzina.
    I cóż mi to za przyjaciel,
    Który nie pije wina?

    I cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie wychodzi bez matki
    Ma wachlarz, pióra na głowie
    I jada tylko pomadki?

    I cóż mi po przyjacielu,
    Który ma parę warkoczy,
    I ma najsłodsze usta
    I najpiękniejsze oczy?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  23. — Mój drogi — prosiłaś cicho,
    Patrząc mi w oczy nieśmiele —
    Będziemy żyli ze sobą
    Naprawdę jak przyjaciele.

    Lecz przyjaźń taka na pewno
    Skończy się później czy prędzej.
    Bo cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie pożycza pieniędzy?

    I musi wracać do domu,
    Gdy bije dziesiąta godzina.
    I cóż mi to za przyjaciel,
    Który nie pije wina?

    I cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie wychodzi bez matki
    Ma wachlarz, pióra na głowie
    I jada tylko pomadki?

    I cóż mi po przyjacielu,
    Który ma parę warkoczy,
    I ma najsłodsze usta
    I najpiękniejsze oczy?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  24. — Mój drogi — prosiłaś cicho,
    Patrząc mi w oczy nieśmiele —
    Będziemy żyli ze sobą
    Naprawdę jak przyjaciele.

    Lecz przyjaźń taka na pewno
    Skończy się później czy prędzej.
    Bo cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie pożycza pieniędzy?

    I musi wracać do domu,
    Gdy bije dziesiąta godzina.
    I cóż mi to za przyjaciel,
    Który nie pije wina?

    I cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie wychodzi bez matki
    Ma wachlarz, pióra na głowie
    I jada tylko pomadki?

    I cóż mi po przyjacielu,
    Który ma parę warkoczy,
    I ma najsłodsze usta
    I najpiękniejsze oczy?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  25. — Mój drogi — prosiłaś cicho,
    Patrząc mi w oczy nieśmiele —
    Będziemy żyli ze sobą
    Naprawdę jak przyjaciele.

    Lecz przyjaźń taka na pewno
    Skończy się później czy prędzej.
    Bo cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie pożycza pieniędzy?

    I musi wracać do domu,
    Gdy bije dziesiąta godzina.
    I cóż mi to za przyjaciel,
    Który nie pije wina?

    I cóż mi to za przyjaciel,
    Co nie wychodzi bez matki
    Ma wachlarz, pióra na głowie
    I jada tylko pomadki?

    I cóż mi po przyjacielu,
    Który ma parę warkoczy,
    I ma najsłodsze usta
    I najpiękniejsze oczy?

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  26. Zapach mokrych fiołków i deszczu kałuże…
    Wiosennej burzy ślad na płytach trotuaru…
    Powietrze było czyste i łzami oparu
    Nie zasnute. Stanęłaś przy schodów marmurze

    W białej sukni. Pamiętam głos twój pełen czaru:
    -Na pożegnanie daj mi dłoń. – Odrzekłem: – Służę.
    -Odchodzę – powiedziałaś. Uśmiech… Oczy mrużę.
    Nie rzekłem nic, choć milczeć nie miałem zamiaru.

    Dziś, gdy mnie wiatr pachnący wiosenny owionie,
    Gdy strąconych bzów mokry osypie mnie wianek,
    Jakby w omdleniu, serce we wspomnieniu tonie.

    Jestem jak chłopiec chory, co w słoneczny ranek
    Pierś poddaje otwartą i wychudłe dłonie
    Tchnieniom wiatru, co igra z koronką firanek.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  27. Zapach mokrych fiołków i deszczu kałuże…
    Wiosennej burzy ślad na płytach trotuaru…
    Powietrze było czyste i łzami oparu
    Nie zasnute. Stanęłaś przy schodów marmurze

    W białej sukni. Pamiętam głos twój pełen czaru:
    -Na pożegnanie daj mi dłoń. – Odrzekłem: – Służę.
    -Odchodzę – powiedziałaś. Uśmiech… Oczy mrużę.
    Nie rzekłem nic, choć milczeć nie miałem zamiaru.

    Dziś, gdy mnie wiatr pachnący wiosenny owionie,
    Gdy strąconych bzów mokry osypie mnie wianek,
    Jakby w omdleniu, serce we wspomnieniu tonie.

    Jestem jak chłopiec chory, co w słoneczny ranek
    Pierś poddaje otwartą i wychudłe dłonie
    Tchnieniom wiatru, co igra z koronką firanek.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  28. Zapach mokrych fiołków i deszczu kałuże…
    Wiosennej burzy ślad na płytach trotuaru…
    Powietrze było czyste i łzami oparu
    Nie zasnute. Stanęłaś przy schodów marmurze

    W białej sukni. Pamiętam głos twój pełen czaru:
    -Na pożegnanie daj mi dłoń. – Odrzekłem: – Służę.
    -Odchodzę – powiedziałaś. Uśmiech… Oczy mrużę.
    Nie rzekłem nic, choć milczeć nie miałem zamiaru.

    Dziś, gdy mnie wiatr pachnący wiosenny owionie,
    Gdy strąconych bzów mokry osypie mnie wianek,
    Jakby w omdleniu, serce we wspomnieniu tonie.

    Jestem jak chłopiec chory, co w słoneczny ranek
    Pierś poddaje otwartą i wychudłe dłonie
    Tchnieniom wiatru, co igra z koronką firanek.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  29. Zapach mokrych fiołków i deszczu kałuże…
    Wiosennej burzy ślad na płytach trotuaru…
    Powietrze było czyste i łzami oparu
    Nie zasnute. Stanęłaś przy schodów marmurze

    W białej sukni. Pamiętam głos twój pełen czaru:
    -Na pożegnanie daj mi dłoń. – Odrzekłem: – Służę.
    -Odchodzę – powiedziałaś. Uśmiech… Oczy mrużę.
    Nie rzekłem nic, choć milczeć nie miałem zamiaru.

    Dziś, gdy mnie wiatr pachnący wiosenny owionie,
    Gdy strąconych bzów mokry osypie mnie wianek,
    Jakby w omdleniu, serce we wspomnieniu tonie.

    Jestem jak chłopiec chory, co w słoneczny ranek
    Pierś poddaje otwartą i wychudłe dłonie
    Tchnieniom wiatru, co igra z koronką firanek.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  30. Zapach mokrych fiołków i deszczu kałuże…
    Wiosennej burzy ślad na płytach trotuaru…
    Powietrze było czyste i łzami oparu
    Nie zasnute. Stanęłaś przy schodów marmurze

    W białej sukni. Pamiętam głos twój pełen czaru:
    -Na pożegnanie daj mi dłoń. – Odrzekłem: – Służę.
    -Odchodzę – powiedziałaś. Uśmiech… Oczy mrużę.
    Nie rzekłem nic, choć milczeć nie miałem zamiaru.

    Dziś, gdy mnie wiatr pachnący wiosenny owionie,
    Gdy strąconych bzów mokry osypie mnie wianek,
    Jakby w omdleniu, serce we wspomnieniu tonie.

    Jestem jak chłopiec chory, co w słoneczny ranek
    Pierś poddaje otwartą i wychudłe dłonie
    Tchnieniom wiatru, co igra z koronką firanek.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem

    #slonimski

  31. Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
    Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa...
    Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa,
    Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy.
    Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy
    I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa,
    Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa,
    Kto nie lata jak orły - lecz stąpa jak lisy.
    Młodość winna być nagła i ostra jak klinga.
    Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga,
    Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy,
    Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy,
    Zanim los, orle skrzydła łamiący na strzępy,
    Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #Słonimski

  32. Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
    Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa...
    Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa,
    Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy.
    Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy
    I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa,
    Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa,
    Kto nie lata jak orły - lecz stąpa jak lisy.
    Młodość winna być nagła i ostra jak klinga.
    Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga,
    Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy,
    Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy,
    Zanim los, orle skrzydła łamiący na strzępy,
    Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #Słonimski

  33. Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
    Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa...
    Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa,
    Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy.
    Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy
    I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa,
    Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa,
    Kto nie lata jak orły - lecz stąpa jak lisy.
    Młodość winna być nagła i ostra jak klinga.
    Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga,
    Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy,
    Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy,
    Zanim los, orle skrzydła łamiący na strzępy,
    Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #Słonimski

  34. Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
    Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa...
    Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa,
    Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy.
    Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy
    I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa,
    Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa,
    Kto nie lata jak orły - lecz stąpa jak lisy.
    Młodość winna być nagła i ostra jak klinga.
    Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga,
    Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy,
    Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy,
    Zanim los, orle skrzydła łamiący na strzępy,
    Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem
    #Słonimski

  35. Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
    Mokre pachniały kasztany,
    Zbyt długo mi w oczy patrzałaś —
    Ogromnie byłem zmieszany.

    Pod mokre płaty gałęzi
    Szedłem za tobą w krok.
    Serce me trzymał w uwięzi
    Twój fiołkowy wzrok.

    Dawno zużyte słowa
    Wróciły do mnie znów
    I zrozumiałem od nowa
    Znaczenie prostych słów.

    I tak się jakoś stało,
    Że bez tak pachniał — jak bez,
    I słowo „pachnieć” pachniało,
    I łzy były pełne łez.

    Tęsknota, słowo zużyte,
    Otwarło mi swoją dal…
    Jak różne są rzeczy ukryte
    W króciutkim wyrazie: żal.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  36. Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
    Mokre pachniały kasztany,
    Zbyt długo mi w oczy patrzałaś —
    Ogromnie byłem zmieszany.

    Pod mokre płaty gałęzi
    Szedłem za tobą w krok.
    Serce me trzymał w uwięzi
    Twój fiołkowy wzrok.

    Dawno zużyte słowa
    Wróciły do mnie znów
    I zrozumiałem od nowa
    Znaczenie prostych słów.

    I tak się jakoś stało,
    Że bez tak pachniał — jak bez,
    I słowo „pachnieć” pachniało,
    I łzy były pełne łez.

    Tęsknota, słowo zużyte,
    Otwarło mi swoją dal…
    Jak różne są rzeczy ukryte
    W króciutkim wyrazie: żal.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  37. Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
    Mokre pachniały kasztany,
    Zbyt długo mi w oczy patrzałaś —
    Ogromnie byłem zmieszany.

    Pod mokre płaty gałęzi
    Szedłem za tobą w krok.
    Serce me trzymał w uwięzi
    Twój fiołkowy wzrok.

    Dawno zużyte słowa
    Wróciły do mnie znów
    I zrozumiałem od nowa
    Znaczenie prostych słów.

    I tak się jakoś stało,
    Że bez tak pachniał — jak bez,
    I słowo „pachnieć” pachniało,
    I łzy były pełne łez.

    Tęsknota, słowo zużyte,
    Otwarło mi swoją dal…
    Jak różne są rzeczy ukryte
    W króciutkim wyrazie: żal.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  38. Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
    Mokre pachniały kasztany,
    Zbyt długo mi w oczy patrzałaś —
    Ogromnie byłem zmieszany.

    Pod mokre płaty gałęzi
    Szedłem za tobą w krok.
    Serce me trzymał w uwięzi
    Twój fiołkowy wzrok.

    Dawno zużyte słowa
    Wróciły do mnie znów
    I zrozumiałem od nowa
    Znaczenie prostych słów.

    I tak się jakoś stało,
    Że bez tak pachniał — jak bez,
    I słowo „pachnieć” pachniało,
    I łzy były pełne łez.

    Tęsknota, słowo zużyte,
    Otwarło mi swoją dal…
    Jak różne są rzeczy ukryte
    W króciutkim wyrazie: żal.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  39. Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek,
    W Hrubieszowie, Karczewie, Brodach, Falenicy
    Próżno byś szukał w oknach zapalonych świeczek,
    I śpiewu nasłuchiwał z drewnianej bóżnicy.

    Znikły resztki ostatnie, żydowskie łachmany,
    Krew piaskiem przysypano, ślady uprzątnięto
    I wapnem sinym czysto wybielono ściany
    Jak po zarazie jakiejś lub na wielkie święto.

    Błyszczy tu księżyc jeden, chłodny, blady, obcy,
    Już za miastem na szosie, gdy noc się rozpala,
    Krewni moi żydowscy, poetyczni chłopcy,
    Nie odnajdą dwu złotych księżyców Chagala.

    Te księżyce nad inną już chodzą planetą,
    Odfrunęły spłoszone milczeniem ponurym.
    Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą,
    Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem.

    Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
    Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
    Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni
    Opłakiwali święte mury Jeruzalem.

    Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem,
    I cień ten kłaść się będzie między nasze słowa,
    Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa
    Dwa narody karmione stuleci cierpieniem.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  40. Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek,
    W Hrubieszowie, Karczewie, Brodach, Falenicy
    Próżno byś szukał w oknach zapalonych świeczek,
    I śpiewu nasłuchiwał z drewnianej bóżnicy.

    Znikły resztki ostatnie, żydowskie łachmany,
    Krew piaskiem przysypano, ślady uprzątnięto
    I wapnem sinym czysto wybielono ściany
    Jak po zarazie jakiejś lub na wielkie święto.

    Błyszczy tu księżyc jeden, chłodny, blady, obcy,
    Już za miastem na szosie, gdy noc się rozpala,
    Krewni moi żydowscy, poetyczni chłopcy,
    Nie odnajdą dwu złotych księżyców Chagala.

    Te księżyce nad inną już chodzą planetą,
    Odfrunęły spłoszone milczeniem ponurym.
    Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą,
    Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem.

    Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
    Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
    Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni
    Opłakiwali święte mury Jeruzalem.

    Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem,
    I cień ten kłaść się będzie między nasze słowa,
    Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa
    Dwa narody karmione stuleci cierpieniem.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  41. Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek,
    W Hrubieszowie, Karczewie, Brodach, Falenicy
    Próżno byś szukał w oknach zapalonych świeczek,
    I śpiewu nasłuchiwał z drewnianej bóżnicy.

    Znikły resztki ostatnie, żydowskie łachmany,
    Krew piaskiem przysypano, ślady uprzątnięto
    I wapnem sinym czysto wybielono ściany
    Jak po zarazie jakiejś lub na wielkie święto.

    Błyszczy tu księżyc jeden, chłodny, blady, obcy,
    Już za miastem na szosie, gdy noc się rozpala,
    Krewni moi żydowscy, poetyczni chłopcy,
    Nie odnajdą dwu złotych księżyców Chagala.

    Te księżyce nad inną już chodzą planetą,
    Odfrunęły spłoszone milczeniem ponurym.
    Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą,
    Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem.

    Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
    Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
    Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni
    Opłakiwali święte mury Jeruzalem.

    Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem,
    I cień ten kłaść się będzie między nasze słowa,
    Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa
    Dwa narody karmione stuleci cierpieniem.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  42. Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek,
    W Hrubieszowie, Karczewie, Brodach, Falenicy
    Próżno byś szukał w oknach zapalonych świeczek,
    I śpiewu nasłuchiwał z drewnianej bóżnicy.

    Znikły resztki ostatnie, żydowskie łachmany,
    Krew piaskiem przysypano, ślady uprzątnięto
    I wapnem sinym czysto wybielono ściany
    Jak po zarazie jakiejś lub na wielkie święto.

    Błyszczy tu księżyc jeden, chłodny, blady, obcy,
    Już za miastem na szosie, gdy noc się rozpala,
    Krewni moi żydowscy, poetyczni chłopcy,
    Nie odnajdą dwu złotych księżyców Chagala.

    Te księżyce nad inną już chodzą planetą,
    Odfrunęły spłoszone milczeniem ponurym.
    Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą,
    Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem.

    Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
    Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
    Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni
    Opłakiwali święte mury Jeruzalem.

    Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem,
    I cień ten kłaść się będzie między nasze słowa,
    Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa
    Dwa narody karmione stuleci cierpieniem.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  43. Wirują, szumią w pędzie kolorowe szprychy.
    Na bulwarach świąteczna huczność tłumów wzbiera.
    Ponad ciżbą, gdzie rządzi gwałt, próżność, afera –
    Niebo miota zachodu ostatnie przepychy.

    W modnym sklepie za szybą, w oknie kunsthandlera,
    Przez czarne, wonne łąki i przez strumień cihcy,
    Blade pąki budząca i kwietne kielichy,
    Lekko, niemal nad ziemią, płynie Primavera.

    Za oszkloną witryną w półmroku się bieli…
    Gdy się oko przechodnia z jej okiem zestrzeli,
    Skarby od niej tajemne otrzymuje w dani.

    Przez jej oczy głębokie, jako oczy łani,
    Gwarne miasto zatapia w modrą toń otchłani
    Cisza, którą miał w sobie Sandro Botticelli.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  44. Wirują, szumią w pędzie kolorowe szprychy.
    Na bulwarach świąteczna huczność tłumów wzbiera.
    Ponad ciżbą, gdzie rządzi gwałt, próżność, afera –
    Niebo miota zachodu ostatnie przepychy.

    W modnym sklepie za szybą, w oknie kunsthandlera,
    Przez czarne, wonne łąki i przez strumień cihcy,
    Blade pąki budząca i kwietne kielichy,
    Lekko, niemal nad ziemią, płynie Primavera.

    Za oszkloną witryną w półmroku się bieli…
    Gdy się oko przechodnia z jej okiem zestrzeli,
    Skarby od niej tajemne otrzymuje w dani.

    Przez jej oczy głębokie, jako oczy łani,
    Gwarne miasto zatapia w modrą toń otchłani
    Cisza, którą miał w sobie Sandro Botticelli.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  45. Wirują, szumią w pędzie kolorowe szprychy.
    Na bulwarach świąteczna huczność tłumów wzbiera.
    Ponad ciżbą, gdzie rządzi gwałt, próżność, afera –
    Niebo miota zachodu ostatnie przepychy.

    W modnym sklepie za szybą, w oknie kunsthandlera,
    Przez czarne, wonne łąki i przez strumień cihcy,
    Blade pąki budząca i kwietne kielichy,
    Lekko, niemal nad ziemią, płynie Primavera.

    Za oszkloną witryną w półmroku się bieli…
    Gdy się oko przechodnia z jej okiem zestrzeli,
    Skarby od niej tajemne otrzymuje w dani.

    Przez jej oczy głębokie, jako oczy łani,
    Gwarne miasto zatapia w modrą toń otchłani
    Cisza, którą miał w sobie Sandro Botticelli.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  46. Wirują, szumią w pędzie kolorowe szprychy.
    Na bulwarach świąteczna huczność tłumów wzbiera.
    Ponad ciżbą, gdzie rządzi gwałt, próżność, afera –
    Niebo miota zachodu ostatnie przepychy.

    W modnym sklepie za szybą, w oknie kunsthandlera,
    Przez czarne, wonne łąki i przez strumień cihcy,
    Blade pąki budząca i kwietne kielichy,
    Lekko, niemal nad ziemią, płynie Primavera.

    Za oszkloną witryną w półmroku się bieli…
    Gdy się oko przechodnia z jej okiem zestrzeli,
    Skarby od niej tajemne otrzymuje w dani.

    Przez jej oczy głębokie, jako oczy łani,
    Gwarne miasto zatapia w modrą toń otchłani
    Cisza, którą miał w sobie Sandro Botticelli.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  47. Po dniach utrapień, zgiełku, wrzawy,
    Kiedy wytchnienia przyjdzie chwila,
    Gdy głowa sennie się przychyla
    I w ciszy płynie czas łaskawy,

    Kiedy się pióro chwieje w dłoni,
    Bezwolne nad stronicą czystą,
    Gdy srebrna cisza w uszach dzwoni,
    Wsłuchaj się w ciszę tę srebrzystą.

    Bo nie w zwycięstwach pyrrusowych,
    Triumfach, klęskach i zmaganiu
    Odnajdziesz prawdy głos surowy,
    Ale w tej ciszy i w słuchaniu.

    Jak ktoś, co wstrzymał się przed progiem,
    Nim zrobił pierwszy krok w nieznane,
    Zapomnij rany otrzymane,
    Pojednaj się z wczorajszym wrogiem,

    Rzuć pychę, która w bezsenności
    Groźnym rozrasta się koszmarem,
    A spokój smutki twe uprości,
    Właściwą im przywróci miarę.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  48. Po dniach utrapień, zgiełku, wrzawy,
    Kiedy wytchnienia przyjdzie chwila,
    Gdy głowa sennie się przychyla
    I w ciszy płynie czas łaskawy,

    Kiedy się pióro chwieje w dłoni,
    Bezwolne nad stronicą czystą,
    Gdy srebrna cisza w uszach dzwoni,
    Wsłuchaj się w ciszę tę srebrzystą.

    Bo nie w zwycięstwach pyrrusowych,
    Triumfach, klęskach i zmaganiu
    Odnajdziesz prawdy głos surowy,
    Ale w tej ciszy i w słuchaniu.

    Jak ktoś, co wstrzymał się przed progiem,
    Nim zrobił pierwszy krok w nieznane,
    Zapomnij rany otrzymane,
    Pojednaj się z wczorajszym wrogiem,

    Rzuć pychę, która w bezsenności
    Groźnym rozrasta się koszmarem,
    A spokój smutki twe uprości,
    Właściwą im przywróci miarę.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  49. Po dniach utrapień, zgiełku, wrzawy,
    Kiedy wytchnienia przyjdzie chwila,
    Gdy głowa sennie się przychyla
    I w ciszy płynie czas łaskawy,

    Kiedy się pióro chwieje w dłoni,
    Bezwolne nad stronicą czystą,
    Gdy srebrna cisza w uszach dzwoni,
    Wsłuchaj się w ciszę tę srebrzystą.

    Bo nie w zwycięstwach pyrrusowych,
    Triumfach, klęskach i zmaganiu
    Odnajdziesz prawdy głos surowy,
    Ale w tej ciszy i w słuchaniu.

    Jak ktoś, co wstrzymał się przed progiem,
    Nim zrobił pierwszy krok w nieznane,
    Zapomnij rany otrzymane,
    Pojednaj się z wczorajszym wrogiem,

    Rzuć pychę, która w bezsenności
    Groźnym rozrasta się koszmarem,
    A spokój smutki twe uprości,
    Właściwą im przywróci miarę.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  50. Po dniach utrapień, zgiełku, wrzawy,
    Kiedy wytchnienia przyjdzie chwila,
    Gdy głowa sennie się przychyla
    I w ciszy płynie czas łaskawy,

    Kiedy się pióro chwieje w dłoni,
    Bezwolne nad stronicą czystą,
    Gdy srebrna cisza w uszach dzwoni,
    Wsłuchaj się w ciszę tę srebrzystą.

    Bo nie w zwycięstwach pyrrusowych,
    Triumfach, klęskach i zmaganiu
    Odnajdziesz prawdy głos surowy,
    Ale w tej ciszy i w słuchaniu.

    Jak ktoś, co wstrzymał się przed progiem,
    Nim zrobił pierwszy krok w nieznane,
    Zapomnij rany otrzymane,
    Pojednaj się z wczorajszym wrogiem,

    Rzuć pychę, która w bezsenności
    Groźnym rozrasta się koszmarem,
    A spokój smutki twe uprości,
    Właściwą im przywróci miarę.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #slonimski

  51. Gdy modny bełkot snobistycznej blagi,
    krytyk zaciemnia kadzidlanym dymem
    doszło do tego, że aktem odwagi,
    jest wiersz napisać z rytmem, sensem, rymem.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #Słonimski

  52. Gdy modny bełkot snobistycznej blagi,
    krytyk zaciemnia kadzidlanym dymem
    doszło do tego, że aktem odwagi,
    jest wiersz napisać z rytmem, sensem, rymem.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #Słonimski

  53. Gdy modny bełkot snobistycznej blagi,
    krytyk zaciemnia kadzidlanym dymem
    doszło do tego, że aktem odwagi,
    jest wiersz napisać z rytmem, sensem, rymem.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #Słonimski

  54. Gdy modny bełkot snobistycznej blagi,
    krytyk zaciemnia kadzidlanym dymem
    doszło do tego, że aktem odwagi,
    jest wiersz napisać z rytmem, sensem, rymem.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #Słonimski

  55. I cóż powiedzą tomy słowników,
    lekcje historii i geografii,
    gdy tylko o niej mówić potrafi
    krzak bzu kwitnący i śpiew słowików.

    Choć jej granice znajdziesz na mapach,
    ale o treści, co je wypełnia,
    powie ci tylko księżyca pełnia
    i mgła nad łąką, i liści zapach.

    Pytasz się, synu, gdzie jest i jaka?
    W niewymierzonej krainie leży.
    Jest w każdym wiernym sercu Polaka,
    co o nią walczył, cierpiał i wierzył.

    W szumie gołębi na starym rynku,
    w książce poety i na budowie,
    w codziennej pracy, w życzliwym słowie,
    znajdziesz ją w każdym dobrym uczynku.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #Słonimski

  56. I cóż powiedzą tomy słowników,
    lekcje historii i geografii,
    gdy tylko o niej mówić potrafi
    krzak bzu kwitnący i śpiew słowików.

    Choć jej granice znajdziesz na mapach,
    ale o treści, co je wypełnia,
    powie ci tylko księżyca pełnia
    i mgła nad łąką, i liści zapach.

    Pytasz się, synu, gdzie jest i jaka?
    W niewymierzonej krainie leży.
    Jest w każdym wiernym sercu Polaka,
    co o nią walczył, cierpiał i wierzył.

    W szumie gołębi na starym rynku,
    w książce poety i na budowie,
    w codziennej pracy, w życzliwym słowie,
    znajdziesz ją w każdym dobrym uczynku.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #Słonimski

  57. I cóż powiedzą tomy słowników,
    lekcje historii i geografii,
    gdy tylko o niej mówić potrafi
    krzak bzu kwitnący i śpiew słowików.

    Choć jej granice znajdziesz na mapach,
    ale o treści, co je wypełnia,
    powie ci tylko księżyca pełnia
    i mgła nad łąką, i liści zapach.

    Pytasz się, synu, gdzie jest i jaka?
    W niewymierzonej krainie leży.
    Jest w każdym wiernym sercu Polaka,
    co o nią walczył, cierpiał i wierzył.

    W szumie gołębi na starym rynku,
    w książce poety i na budowie,
    w codziennej pracy, w życzliwym słowie,
    znajdziesz ją w każdym dobrym uczynku.

    Słonimski

    #dzieńzwierszem #Słonimski

  58. Kończy się październik, a zaczyna sezon „grobbingu”, zaś ja przypomniałam sobie o tekście, który „popełniłam” równo dziesięć lat temu.
    olgamatna.wordpress.com/2014/1

    #Dziady #Zaduszki #Antoni #Słonimski #Notes #Pustki

  59. Kończy się październik, a zaczyna sezon „grobbingu”, zaś ja przypomniałam sobie o tekście, który „popełniłam” równo dziesięć lat temu.
    olgamatna.wordpress.com/2014/1

    #Dziady #Zaduszki #Antoni #Słonimski #Notes #Pustki

  60. Kończy się październik, a zaczyna sezon „grobbingu”, zaś ja przypomniałam sobie o tekście, który „popełniłam” równo dziesięć lat temu.
    olgamatna.wordpress.com/2014/1

    #Dziady #Zaduszki #Antoni #Słonimski #Notes #Pustki