home.social

#nowoscigoogle — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #nowoscigoogle, aggregated by home.social.

  1. Portfel Google zaczyna śledzić paczki. Powrót genialnej funkcji, ale jest haczyk

    Kiedyś system Android sam podpowiadał, gdzie jest nasza przesyłka, automatycznie skanując skrzynkę pocztową. Potem Google uśmierciło tę opcję, by teraz… przywrócić ją w zupełnie innej aplikacji. Portfel Google wkrótce nie będzie służył już wyłącznie do trzymania kart płatniczych i biletów.

    Starsi stażem użytkownicy smartfonów z pewnością pamiętają asystenta Google Now, który agregował dane o podróżach czy zakupach, zanim zmutował w dzisiejszy, prosty strumień wiadomości (Discover). Gigant z Mountain View postanowił właśnie odkurzyć swój stary, sprawdzony patent i zintegrować go z aplikacją, która siłą rzeczy i tak kojarzy się z wydawaniem pieniędzy.

    Jak działa śledzenie przesyłek w Portfelu Google?

    Mechanizm jest banalnie prosty i nie wymaga od użytkownika ręcznego wklepywania długich kodów. System dyskretnie skanuje naszą skrzynkę Gmail w poszukiwaniu cyfrowych paragonów oraz numerów listów przewozowych, a następnie zaciąga te dane do interfejsu Portfela.

    Dzięki temu status zamówionych przesyłek wyświetla się bezpośrednio na ekranie głównym aplikacji, tuż obok naszych wirtualnych kart kredytowych. Użytkownik zyskuje możliwość podglądu szczegółów dostawy, a po odebraniu towaru może jednym kliknięciem odrzucić powiadomienie. Co istotne, zarządzanie paczkami z poziomu Portfela w żaden sposób nie ingeruje w oryginalne wiadomości e-mail na naszej skrzynce. Aby nowość w ogóle ruszyła, konieczne jest uprzednie włączenie „inteligentnych funkcji” w ustawieniach samego Gmaila.

    Polscy klienci muszą uzbroić się w cierpliwość

    Jak to zwykle bywa z nowościami od Google, entuzjazm trzeba na razie delikatnie ostudzić. Obecnie funkcja jest w fazie testów i została udostępniona wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Według oficjalnych informacji, system prawidłowo interpretuje formaty e-maili od największych amerykańskich detalistów, ale nie radzi sobie jeszcze z mniejszymi sklepami.

    Oznacza to, że integracji z popularnymi u nas firmami kurierskimi na razie w Portfelu Google nie uświadczymy. Historia wdrażania usług giganta uczy jednak, że po udanych, amerykańskich testach, rozszerzenie funkcjonalności na europejskie rynki jest zazwyczaj tylko kwestią czasu.

    Koniec bałaganu w płatnościach. Portfel Google wreszcie z pełną historią (także z zegarka!)

    #aktualizacjeAplikacji #Android #ekosystemGoogle #Gmail #nowościGoogle #PortfelGoogle #śledzeniePrzesyłek #zakupyOnline
  2. Portfel Google zaczyna śledzić paczki. Powrót genialnej funkcji, ale jest haczyk

    Kiedyś system Android sam podpowiadał, gdzie jest nasza przesyłka, automatycznie skanując skrzynkę pocztową. Potem Google uśmierciło tę opcję, by teraz… przywrócić ją w zupełnie innej aplikacji. Portfel Google wkrótce nie będzie służył już wyłącznie do trzymania kart płatniczych i biletów.

    Starsi stażem użytkownicy smartfonów z pewnością pamiętają asystenta Google Now, który agregował dane o podróżach czy zakupach, zanim zmutował w dzisiejszy, prosty strumień wiadomości (Discover). Gigant z Mountain View postanowił właśnie odkurzyć swój stary, sprawdzony patent i zintegrować go z aplikacją, która siłą rzeczy i tak kojarzy się z wydawaniem pieniędzy.

    Jak działa śledzenie przesyłek w Portfelu Google?

    Mechanizm jest banalnie prosty i nie wymaga od użytkownika ręcznego wklepywania długich kodów. System dyskretnie skanuje naszą skrzynkę Gmail w poszukiwaniu cyfrowych paragonów oraz numerów listów przewozowych, a następnie zaciąga te dane do interfejsu Portfela.

    Dzięki temu status zamówionych przesyłek wyświetla się bezpośrednio na ekranie głównym aplikacji, tuż obok naszych wirtualnych kart kredytowych. Użytkownik zyskuje możliwość podglądu szczegółów dostawy, a po odebraniu towaru może jednym kliknięciem odrzucić powiadomienie. Co istotne, zarządzanie paczkami z poziomu Portfela w żaden sposób nie ingeruje w oryginalne wiadomości e-mail na naszej skrzynce. Aby nowość w ogóle ruszyła, konieczne jest uprzednie włączenie „inteligentnych funkcji” w ustawieniach samego Gmaila.

    Polscy klienci muszą uzbroić się w cierpliwość

    Jak to zwykle bywa z nowościami od Google, entuzjazm trzeba na razie delikatnie ostudzić. Obecnie funkcja jest w fazie testów i została udostępniona wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Według oficjalnych informacji, system prawidłowo interpretuje formaty e-maili od największych amerykańskich detalistów, ale nie radzi sobie jeszcze z mniejszymi sklepami.

    Oznacza to, że integracji z popularnymi u nas firmami kurierskimi na razie w Portfelu Google nie uświadczymy. Historia wdrażania usług giganta uczy jednak, że po udanych, amerykańskich testach, rozszerzenie funkcjonalności na europejskie rynki jest zazwyczaj tylko kwestią czasu.

    Koniec bałaganu w płatnościach. Portfel Google wreszcie z pełną historią (także z zegarka!)

    #aktualizacjeAplikacji #Android #ekosystemGoogle #Gmail #nowościGoogle #PortfelGoogle #śledzeniePrzesyłek #zakupyOnline
  3. Portfel Google zaczyna śledzić paczki. Powrót genialnej funkcji, ale jest haczyk

    Kiedyś system Android sam podpowiadał, gdzie jest nasza przesyłka, automatycznie skanując skrzynkę pocztową. Potem Google uśmierciło tę opcję, by teraz… przywrócić ją w zupełnie innej aplikacji. Portfel Google wkrótce nie będzie służył już wyłącznie do trzymania kart płatniczych i biletów.

    Starsi stażem użytkownicy smartfonów z pewnością pamiętają asystenta Google Now, który agregował dane o podróżach czy zakupach, zanim zmutował w dzisiejszy, prosty strumień wiadomości (Discover). Gigant z Mountain View postanowił właśnie odkurzyć swój stary, sprawdzony patent i zintegrować go z aplikacją, która siłą rzeczy i tak kojarzy się z wydawaniem pieniędzy.

    Jak działa śledzenie przesyłek w Portfelu Google?

    Mechanizm jest banalnie prosty i nie wymaga od użytkownika ręcznego wklepywania długich kodów. System dyskretnie skanuje naszą skrzynkę Gmail w poszukiwaniu cyfrowych paragonów oraz numerów listów przewozowych, a następnie zaciąga te dane do interfejsu Portfela.

    Dzięki temu status zamówionych przesyłek wyświetla się bezpośrednio na ekranie głównym aplikacji, tuż obok naszych wirtualnych kart kredytowych. Użytkownik zyskuje możliwość podglądu szczegółów dostawy, a po odebraniu towaru może jednym kliknięciem odrzucić powiadomienie. Co istotne, zarządzanie paczkami z poziomu Portfela w żaden sposób nie ingeruje w oryginalne wiadomości e-mail na naszej skrzynce. Aby nowość w ogóle ruszyła, konieczne jest uprzednie włączenie „inteligentnych funkcji” w ustawieniach samego Gmaila.

    Polscy klienci muszą uzbroić się w cierpliwość

    Jak to zwykle bywa z nowościami od Google, entuzjazm trzeba na razie delikatnie ostudzić. Obecnie funkcja jest w fazie testów i została udostępniona wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Według oficjalnych informacji, system prawidłowo interpretuje formaty e-maili od największych amerykańskich detalistów, ale nie radzi sobie jeszcze z mniejszymi sklepami.

    Oznacza to, że integracji z popularnymi u nas firmami kurierskimi na razie w Portfelu Google nie uświadczymy. Historia wdrażania usług giganta uczy jednak, że po udanych, amerykańskich testach, rozszerzenie funkcjonalności na europejskie rynki jest zazwyczaj tylko kwestią czasu.

    Koniec bałaganu w płatnościach. Portfel Google wreszcie z pełną historią (także z zegarka!)

    #aktualizacjeAplikacji #Android #ekosystemGoogle #Gmail #nowościGoogle #PortfelGoogle #śledzeniePrzesyłek #zakupyOnline
  4. Wyszukiwarka Google pozwala wybrać ulubione źródła. W Polsce

    Wyszukiwarka Google wreszcie oddaje część kontroli w ręce użytkowników. Zamiast zdawać się wyłącznie na kaprysy algorytmów, Polacy mogą teraz samodzielnie decydować, z jakich serwisów chcą czerpać informacje.

    Na naszym rynku debiutuje właśnie funkcja „preferowanych źródeł”, która pozwala przypiąć zaufanych wydawców do sekcji najważniejszych artykułów. To z pozoru mała zmiana w interfejsie, ale gigantyczny krok dla świadomego konsumowania treści w sieci.

    Jak działają preferowane źródła i jak je ustawić?

    Mechanizm personalizacji jest niezwykle prosty i wbudowany bezpośrednio w stronę z wynikami. Aby przejąć kontrolę nad wyświetlanymi newsami, wystarczy zlokalizować ikonę z gwiazdką, umieszczoną tuż obok nagłówka sekcji „Najważniejsze artykuły”.

    Jej kliknięcie wywołuje dedykowane okno. To tam możemy wyszukać i dodać konkretne strony internetowe (w tym iMagazine) do naszej prywatnej, zaufanej listy. Od tego momentu algorytm potraktuje nasz wybór priorytetowo. Oznacza to, że materiały od oznaczonych wydawców będą znacznie częściej i wyraźniej eksponowane w wynikach, pod warunkiem, że opublikują oni nowe treści powiązane z naszym zapytaniem.

    Wygoda dla czytelnika, nowa waluta dla wydawców

    Choć w Polsce to nowość, rozwiązanie zadebiutowało już w sierpniu 2025 roku w Stanach Zjednoczonych i Indiach. Od momentu wdrożenia użytkownicy wybrali w ten sposób ponad 200 tysięcy różnych witryn – od potężnych globalnych portali po niszowe, lokalne blogi. Dane Google jasno pokazują skuteczność tego mechanizmu: internauci są dwukrotnie bardziej skłonni kliknąć w link, jeśli wcześniej sami dodali dany serwis do ulubionych.

    Dla przeciętnego użytkownika to po prostu wygodny filtr chroniący przed dezinformacją i clickbaitami z podejrzanych domen. Dla redakcji to z kolei potężne wyzwanie i zmiana reguł gry. W czasach, gdy ruch z wyszukiwarek potrafi drastycznie spadać po pojedynczej aktualizacji algorytmu, zbudowanie bazy lojalnych czytelników, którzy świadomie przypną serwisowi „gwiazdkę”, staje się kluczową strategią przetrwania na medialnym rynku.

    Procesor w Pixel 11 zapowiada się na festiwal skrajności. Genialne CPU i rozczarowujące GPU

    #algorytmyGoogle #Google #nowościGoogle #personalizacjaWyników #PreferowaneŹródła #rynekMedialny #wyszukiwarkaGoogle
  5. Wyszukiwarka Google pozwala wybrać ulubione źródła. W Polsce

    Wyszukiwarka Google wreszcie oddaje część kontroli w ręce użytkowników. Zamiast zdawać się wyłącznie na kaprysy algorytmów, Polacy mogą teraz samodzielnie decydować, z jakich serwisów chcą czerpać informacje.

    Na naszym rynku debiutuje właśnie funkcja „preferowanych źródeł”, która pozwala przypiąć zaufanych wydawców do sekcji najważniejszych artykułów. To z pozoru mała zmiana w interfejsie, ale gigantyczny krok dla świadomego konsumowania treści w sieci.

    Jak działają preferowane źródła i jak je ustawić?

    Mechanizm personalizacji jest niezwykle prosty i wbudowany bezpośrednio w stronę z wynikami. Aby przejąć kontrolę nad wyświetlanymi newsami, wystarczy zlokalizować ikonę z gwiazdką, umieszczoną tuż obok nagłówka sekcji „Najważniejsze artykuły”.

    Jej kliknięcie wywołuje dedykowane okno. To tam możemy wyszukać i dodać konkretne strony internetowe (w tym iMagazine) do naszej prywatnej, zaufanej listy. Od tego momentu algorytm potraktuje nasz wybór priorytetowo. Oznacza to, że materiały od oznaczonych wydawców będą znacznie częściej i wyraźniej eksponowane w wynikach, pod warunkiem, że opublikują oni nowe treści powiązane z naszym zapytaniem.

    Wygoda dla czytelnika, nowa waluta dla wydawców

    Choć w Polsce to nowość, rozwiązanie zadebiutowało już w sierpniu 2025 roku w Stanach Zjednoczonych i Indiach. Od momentu wdrożenia użytkownicy wybrali w ten sposób ponad 200 tysięcy różnych witryn – od potężnych globalnych portali po niszowe, lokalne blogi. Dane Google jasno pokazują skuteczność tego mechanizmu: internauci są dwukrotnie bardziej skłonni kliknąć w link, jeśli wcześniej sami dodali dany serwis do ulubionych.

    Dla przeciętnego użytkownika to po prostu wygodny filtr chroniący przed dezinformacją i clickbaitami z podejrzanych domen. Dla redakcji to z kolei potężne wyzwanie i zmiana reguł gry. W czasach, gdy ruch z wyszukiwarek potrafi drastycznie spadać po pojedynczej aktualizacji algorytmu, zbudowanie bazy lojalnych czytelników, którzy świadomie przypną serwisowi „gwiazdkę”, staje się kluczową strategią przetrwania na medialnym rynku.

    Procesor w Pixel 11 zapowiada się na festiwal skrajności. Genialne CPU i rozczarowujące GPU

    #algorytmyGoogle #Google #nowościGoogle #personalizacjaWyników #PreferowaneŹródła #rynekMedialny #wyszukiwarkaGoogle
  6. Koniec Gmaila, jakiego znamy. Google wprowadza nową skrzynkę AI, ale cena zwala z nóg

    Otwierasz Gmaila i zamiast niekończącej się listy nieprzeczytanych wiadomości, widzisz krótkie podsumowanie tego, co musisz dziś zrobić i co ważnego wydarzyło się na świecie.

    Brzmi jak marzenie? Google właśnie zaczęło wdrażać nową funkcję AI Inbox, która całkowicie zmienia interfejs najpopularniejszej poczty świata. Niestety, za tę rewolucję trzeba będzie zapłacić, i to kwotę, która dla przeciętnego użytkownika jest wręcz absurdalna.

    AI Inbox: poczta zamienia się w listę zadań

    Jak wynika z informacji serwisu 9to5Google, nowa funkcja wychodzi z fazy zamkniętych testów i trafia do pierwszych użytkowników w wersji beta. AI Inbox nie usuwa klasycznej skrzynki, ale pojawia się nad nią jako zupełnie nowy, domyślny interfejs.

    Zamiast chronologicznej listy maili, sztuczna inteligencja (oparta na modelu Gemini 3) analizuje całą naszą korespondencję i dzieli ją na dwie konkretne sekcje:

    • Sugerowane zadania (Suggested to-dos): priorytetowe sprawy wymagające reakcji. AI wyciągnie z maili rachunki do zapłacenia, przypomnienia o spotkaniach czy krótkoterminowe zadania i ułoży je w formie listy kontrolnej (z opcją „odhaczenia” po wykonaniu).
    • Tematy do nadrobienia (Topics to catch up on): mniej pilne sprawy zgrupowane w konkretne kategorie, takie jak „Planowanie podróży”, „Wydarzenia” czy „Zdrowie”. Pod każdym z nich znajdziemy w punktach streszczenie najważniejszych informacji.

    Dopiero na samym końcu tych podsumowań znajdziemy linki odsyłające do oryginalnych wiadomości. Google chce, abyśmy przestali czytać maile, a zaczęli po prostu przeglądać gotowe briefingi.

    Co z naszą prywatnością?

    Wpuszczenie potężnego modelu AI do prywatnej skrzynki pocztowej budzi oczywiste obawy, ale Google twierdzi, że odrobiło lekcję. AI Inbox ma działać w nowym środowisku „zaprojektowanej prywatności” (engineered privacy). Oznacza to, że dane są przetwarzane w zamkniętej, dedykowanej przestrzeni, a producent po raz kolejny stanowczo podkreśla, że treści z prywatnych kont Workspace nie są wykorzystywane do trenowania jego ogólnodostępnych modeli AI.

    Rewolucja tylko dla bogatych

    Gdzie zatem tkwi haczyk? W dostępności. AI Inbox to obecnie funkcja ekskluzywna, udostępniana wyłącznie subskrybentom najwyższego pakietu Google AI Ultra, kosztującego w Polsce 1299,99 zł miesięcznie (w promocji przez 3 miesiące płacimy „jedynie” 609,99 zł za miesiąc).

    To jasno pokazuje, że na ten moment Google pozycjonuje swojego najnowszego, mailowego asystenta jako narzędzie klasy biznesowej dla dyrektorów i profesjonalistów, których skrzynki pękają w szwach. Zwykłemu Kowalskiemu wciąż pozostaje ręczne przebijanie się przez newslettery i spam, choć to prawdopodobnie tylko kwestia czasu, zanim okrojona wersja tych funkcji trafi do tańszych planów.

    #AIInbox #aktualizacjaGmail #Gemini3 #Gmail #GoogleAIUltra #nowościGoogle #pocztaEMail #sztucznaInteligencja
  7. Koniec Gmaila, jakiego znamy. Google wprowadza nową skrzynkę AI, ale cena zwala z nóg

    Otwierasz Gmaila i zamiast niekończącej się listy nieprzeczytanych wiadomości, widzisz krótkie podsumowanie tego, co musisz dziś zrobić i co ważnego wydarzyło się na świecie.

    Brzmi jak marzenie? Google właśnie zaczęło wdrażać nową funkcję AI Inbox, która całkowicie zmienia interfejs najpopularniejszej poczty świata. Niestety, za tę rewolucję trzeba będzie zapłacić, i to kwotę, która dla przeciętnego użytkownika jest wręcz absurdalna.

    AI Inbox: poczta zamienia się w listę zadań

    Jak wynika z informacji serwisu 9to5Google, nowa funkcja wychodzi z fazy zamkniętych testów i trafia do pierwszych użytkowników w wersji beta. AI Inbox nie usuwa klasycznej skrzynki, ale pojawia się nad nią jako zupełnie nowy, domyślny interfejs.

    Zamiast chronologicznej listy maili, sztuczna inteligencja (oparta na modelu Gemini 3) analizuje całą naszą korespondencję i dzieli ją na dwie konkretne sekcje:

    • Sugerowane zadania (Suggested to-dos): priorytetowe sprawy wymagające reakcji. AI wyciągnie z maili rachunki do zapłacenia, przypomnienia o spotkaniach czy krótkoterminowe zadania i ułoży je w formie listy kontrolnej (z opcją „odhaczenia” po wykonaniu).
    • Tematy do nadrobienia (Topics to catch up on): mniej pilne sprawy zgrupowane w konkretne kategorie, takie jak „Planowanie podróży”, „Wydarzenia” czy „Zdrowie”. Pod każdym z nich znajdziemy w punktach streszczenie najważniejszych informacji.

    Dopiero na samym końcu tych podsumowań znajdziemy linki odsyłające do oryginalnych wiadomości. Google chce, abyśmy przestali czytać maile, a zaczęli po prostu przeglądać gotowe briefingi.

    Co z naszą prywatnością?

    Wpuszczenie potężnego modelu AI do prywatnej skrzynki pocztowej budzi oczywiste obawy, ale Google twierdzi, że odrobiło lekcję. AI Inbox ma działać w nowym środowisku „zaprojektowanej prywatności” (engineered privacy). Oznacza to, że dane są przetwarzane w zamkniętej, dedykowanej przestrzeni, a producent po raz kolejny stanowczo podkreśla, że treści z prywatnych kont Workspace nie są wykorzystywane do trenowania jego ogólnodostępnych modeli AI.

    Rewolucja tylko dla bogatych

    Gdzie zatem tkwi haczyk? W dostępności. AI Inbox to obecnie funkcja ekskluzywna, udostępniana wyłącznie subskrybentom najwyższego pakietu Google AI Ultra, kosztującego w Polsce 1299,99 zł miesięcznie (w promocji przez 3 miesiące płacimy „jedynie” 609,99 zł za miesiąc).

    To jasno pokazuje, że na ten moment Google pozycjonuje swojego najnowszego, mailowego asystenta jako narzędzie klasy biznesowej dla dyrektorów i profesjonalistów, których skrzynki pękają w szwach. Zwykłemu Kowalskiemu wciąż pozostaje ręczne przebijanie się przez newslettery i spam, choć to prawdopodobnie tylko kwestia czasu, zanim okrojona wersja tych funkcji trafi do tańszych planów.

    #AIInbox #aktualizacjaGmail #Gemini3 #Gmail #GoogleAIUltra #nowościGoogle #pocztaEMail #sztucznaInteligencja
  8. Premiera Google Pixel 10a w Polsce. Ewolucja czy odgrzewany kotlet?

    Google oficjalnie zaprezentowało dziś swój najnowszy smartfon ze średniej półki – model Pixel 10a.

    Na pierwszy rzut oka urządzenie wydaje się łudząco podobne do zeszłorocznego Pixela 9a, co może budzić wątpliwości dotyczące sensowności zakupu. Jeśli jednak odłożymy na bok marketingowe hasła i wczytamy się w specyfikację, widać kilka istotnych technicznych przewag nad poprzednikiem.

    Oto obiektywne podsumowanie tego, co naprawdę zmieniło się w nowym modelu i co oferuje Pixel 10a.

    Pixel 10a vs Pixel 9a – co faktycznie ulepszono?

    Główne różnice względem zeszłorocznego modelu sprowadzają się do poprawek w ekranie, baterii, wytrzymałości oraz procesorze:

    • Przekątna ekranu Actua wzrosła z 6,1 cala do 6,3 cala. Wyświetlacz cechuje się też wyższą szczytową jasnością, sięgającą 3000 nitów (zamiast 2000 nitów w Pixelu 9a).
    • Zastosowano nowsze szkło ochronne – Corning Gorilla Glass 7i, które zastąpiło wysłużone Gorilla Glass 3 z modelu 9a.
    • Certyfikat odporności na wodę i pył podniesiono ze standardu IP67 do IP68.
    • Bateria urosła z 4492 mAh do 5100 mAh. Zwiększono również moc ładowania przewodowego do 30 W. Urządzenie wspiera też ładowanie bezprzewodowe o mocy 10 W.
    • Za wydajność odpowiada teraz układ Google Tensor G4 (względem G3 w modelu 9a), wspierany przez 8 GB pamięci RAM.
    • Po raz pierwszy w serii „a” udostępniono funkcję satelitarnych połączeń alarmowych (Satellite SOS).

    Aparaty: mniej megapikseli, więcej AI

    Najbardziej zaskakująca zmiana zaszła w kwestii aparatów. Google zrezygnowało z 64-megapikselowej matrycy głównej znanej z Pixela 9a na rzecz sensora 48 Mpix ze światłem f/1.7. W zamian za to aparat główny wzbogacono o funkcję Macro Focus. Oczko ultraszerokokątne to nadal jednostka 13 Mpix. Z przodu znajdziemy aparat do selfie o rozdzielczości 13 Mpix.

    Firma wyraźnie przenosi ciężar z czystych parametrów optyki na oprogramowanie. Na pokładzie znalazły się funkcje oparte na sztucznej inteligencji, takie jak Fotoasystent (Camera Coach), pomagający w kompozycji zdjęć, oraz Automatyczne najlepsze ujęcie (Auto Best Take) i Dodaj mnie (Add Me), ułatwiające robienie zdjęć grupowych.

    Design, oprogramowanie i AI

    Konstrukcja Pixela 10a jest całkowicie płaska – wyspa aparatu nie wystaje już poza obrys obudowy, dzięki czemu telefon leży idealnie płasko na powierzchni. Ramkę wykonano w 100% z aluminium pochodzącego z recyklingu, a tylny panel w 81% z tworzyw z odzysku.

    Smartfon debiutuje z zainstalowanym systemem Android 16. Google gwarantuje 7 lat wsparcia obejmującego aktualizacje systemu operacyjnego, poprawki zabezpieczeń oraz nowe funkcje (Pixel Drop). Urządzenie wykorzystuje modele Gemini 3, a wbudowany asystent Gemini Live pozwala na głosowe konwersacje oraz analizowanie obrazu z aparatu w czasie rzeczywistym.

    Ceny i dostępność w Polsce

    Smartfon trafi na polski rynek 5 marca. Urządzenie jest dostępne w czterech kolorach: jasnofioletowym (Lavender), malinowym (Berry), jasnoszarym (Fog) oraz obsydian (Obsidian).

    Polskie ceny prezentują się następująco:

    • Wersja z pamięcią 128 GB: 2349 zł.
    • Wersja z pamięcią 256 GB: 2799 zł.

    Podsumowując, choć wizualnie nowy model to tylko delikatna ewolucja, to z punktu widzenia użytkowego większa bateria, jaśniejszy ekran z twardszym szkłem i nowszy procesor są konkretnymi argumentami. Czy to wystarczy, by przesiąść się z Pixela 9a? Dla posiadaczy zeszłorocznego modelu różnica może być marginalna, jednak dla osób szukających nowego, długo wspieranego „średniaka” z czystym Androidem i AI od Google’a, specyfikacja modelu 10a prezentuje się solidnie. (Zdjęcia w materiale: Dominik Łada/iMagazine.pl)

    #Android16 #aparatPixel10a #GooglePixel10a #nowościGoogle #Pixel10aCenaPolska #Pixel10aVsPixel9a #premieraPixel10a #smartfonyGoogle #specyfikacjaPixel10a #telefonyZeśredniejPółki #TensorG4
  9. Premiera Google Pixel 10a w Polsce. Ewolucja czy odgrzewany kotlet?

    Google oficjalnie zaprezentowało dziś swój najnowszy smartfon ze średniej półki – model Pixel 10a.

    Na pierwszy rzut oka urządzenie wydaje się łudząco podobne do zeszłorocznego Pixela 9a, co może budzić wątpliwości dotyczące sensowności zakupu. Jeśli jednak odłożymy na bok marketingowe hasła i wczytamy się w specyfikację, widać kilka istotnych technicznych przewag nad poprzednikiem.

    Oto obiektywne podsumowanie tego, co naprawdę zmieniło się w nowym modelu i co oferuje Pixel 10a.

    Pixel 10a vs Pixel 9a – co faktycznie ulepszono?

    Główne różnice względem zeszłorocznego modelu sprowadzają się do poprawek w ekranie, baterii, wytrzymałości oraz procesorze:

    • Przekątna ekranu Actua wzrosła z 6,1 cala do 6,3 cala. Wyświetlacz cechuje się też wyższą szczytową jasnością, sięgającą 3000 nitów (zamiast 2000 nitów w Pixelu 9a).
    • Zastosowano nowsze szkło ochronne – Corning Gorilla Glass 7i, które zastąpiło wysłużone Gorilla Glass 3 z modelu 9a.
    • Certyfikat odporności na wodę i pył podniesiono ze standardu IP67 do IP68.
    • Bateria urosła z 4492 mAh do 5100 mAh. Zwiększono również moc ładowania przewodowego do 30 W. Urządzenie wspiera też ładowanie bezprzewodowe o mocy 10 W.
    • Za wydajność odpowiada teraz układ Google Tensor G4 (względem G3 w modelu 9a), wspierany przez 8 GB pamięci RAM.
    • Po raz pierwszy w serii „a” udostępniono funkcję satelitarnych połączeń alarmowych (Satellite SOS).

    Aparaty: mniej megapikseli, więcej AI

    Najbardziej zaskakująca zmiana zaszła w kwestii aparatów. Google zrezygnowało z 64-megapikselowej matrycy głównej znanej z Pixela 9a na rzecz sensora 48 Mpix ze światłem f/1.7. W zamian za to aparat główny wzbogacono o funkcję Macro Focus. Oczko ultraszerokokątne to nadal jednostka 13 Mpix. Z przodu znajdziemy aparat do selfie o rozdzielczości 13 Mpix.

    Firma wyraźnie przenosi ciężar z czystych parametrów optyki na oprogramowanie. Na pokładzie znalazły się funkcje oparte na sztucznej inteligencji, takie jak Fotoasystent (Camera Coach), pomagający w kompozycji zdjęć, oraz Automatyczne najlepsze ujęcie (Auto Best Take) i Dodaj mnie (Add Me), ułatwiające robienie zdjęć grupowych.

    Design, oprogramowanie i AI

    Konstrukcja Pixela 10a jest całkowicie płaska – wyspa aparatu nie wystaje już poza obrys obudowy, dzięki czemu telefon leży idealnie płasko na powierzchni. Ramkę wykonano w 100% z aluminium pochodzącego z recyklingu, a tylny panel w 81% z tworzyw z odzysku.

    Smartfon debiutuje z zainstalowanym systemem Android 16. Google gwarantuje 7 lat wsparcia obejmującego aktualizacje systemu operacyjnego, poprawki zabezpieczeń oraz nowe funkcje (Pixel Drop). Urządzenie wykorzystuje modele Gemini 3, a wbudowany asystent Gemini Live pozwala na głosowe konwersacje oraz analizowanie obrazu z aparatu w czasie rzeczywistym.

    Ceny i dostępność w Polsce

    Smartfon trafi na polski rynek 5 marca. Urządzenie jest dostępne w czterech kolorach: jasnofioletowym (Lavender), malinowym (Berry), jasnoszarym (Fog) oraz obsydian (Obsidian).

    Polskie ceny prezentują się następująco:

    • Wersja z pamięcią 128 GB: 2349 zł.
    • Wersja z pamięcią 256 GB: 2799 zł.

    Podsumowując, choć wizualnie nowy model to tylko delikatna ewolucja, to z punktu widzenia użytkowego większa bateria, jaśniejszy ekran z twardszym szkłem i nowszy procesor są konkretnymi argumentami. Czy to wystarczy, by przesiąść się z Pixela 9a? Dla posiadaczy zeszłorocznego modelu różnica może być marginalna, jednak dla osób szukających nowego, długo wspieranego „średniaka” z czystym Androidem i AI od Google’a, specyfikacja modelu 10a prezentuje się solidnie. (Zdjęcia w materiale: Dominik Łada/iMagazine.pl)

    #Android16 #aparatPixel10a #GooglePixel10a #nowościGoogle #Pixel10aCenaPolska #Pixel10aVsPixel9a #premieraPixel10a #smartfonyGoogle #specyfikacjaPixel10a #telefonyZeśredniejPółki #TensorG4
  10. Google robi porządki na belce powiadomień. Funkcja „Organizer” trafia na Pixele (ale jest haczyk)

    Google wypowiada wojnę chaosowi w powiadomieniach. Wraz z aktualizacją Android 16 QPR2 na smartfony Pixel trafia nowa funkcja „Notification Organizer”.

    Wykorzystuje ona sztuczną inteligencję do grupowania mniej istotnych alertów. Zła wiadomość? Oficjalnie Polski nie ma jeszcze na liście wspieranych krajów, choć jest sposób, by to obejść.

    Nowość, która zaczęła pojawiać się na urządzeniach Pixel 10, to kolejny krok po wprowadzonych w zeszłym miesiącu podsumowaniach AI. Funkcja automatycznie sortuje przychodzące powiadomienia na cztery kategorie: Promocje, Wiadomości (News), Społecznościowe oraz Sugerowane (oczywiście nazwy kategorii są po angielsku, przetłumaczyliśmy je, byście od razu mieli świadomość jakie bazowo kategorie przyjęło Google).

    Jak to wygląda w praktyce?

    Zamiast zalewać użytkownika dziesiątkami ikon na górnej belce, Organizer grupuje te mniej pilne w sekcji „Ciche” (Silent). Kategorie oznaczone są ikoną z charakterystyczną „iskierką AI”, a obok nich widzimy stos ikon aplikacji, których powiadomienia zostały tam „schowane”. Po stuknięciu w grupę, lista rozwija się, pozwalając na interakcję z konkretnymi alertami.

    Działa w Niemczech (po angielsku), w Polsce… trzeba kombinować

    Funkcja jest domyślnie włączona w najnowszej becie Androida, ale ma istotne ograniczenie. Aby zadziałała, główny język systemu musi być ustawiony na angielski.

    Oficjalna lista wspieranych krajów obejmuje Australię, Kanadę, Japonię, Wielką Brytanię, USA oraz – co ważne dla nas – Niemcy. Obecność naszego zachodniego sąsiada sugeruje, że nie są to blokady stricte regulacyjne (UE), lecz raczej językowe. Polscy użytkownicy Pixeli, którzy na co dzień korzystają z interfejsu w języku angielskim, mają więc dużą szansę na przetestowanie tej nowości już teraz. Pozostali muszą uzbroić się w cierpliwość.

    Jak dokładnie działają podsumowania AI w nowych Pixelach? Google stawia twarde warunki

    #Android16QPR2 #GooglePixel #news #NotificationOrganizer #nowościGoogle #Pixel10 #powiadomieniaAndroid

  11. Google robi porządki na belce powiadomień. Funkcja „Organizer” trafia na Pixele (ale jest haczyk)

    Google wypowiada wojnę chaosowi w powiadomieniach. Wraz z aktualizacją Android 16 QPR2 na smartfony Pixel trafia nowa funkcja „Notification Organizer”.

    Wykorzystuje ona sztuczną inteligencję do grupowania mniej istotnych alertów. Zła wiadomość? Oficjalnie Polski nie ma jeszcze na liście wspieranych krajów, choć jest sposób, by to obejść.

    Nowość, która zaczęła pojawiać się na urządzeniach Pixel 10, to kolejny krok po wprowadzonych w zeszłym miesiącu podsumowaniach AI. Funkcja automatycznie sortuje przychodzące powiadomienia na cztery kategorie: Promocje, Wiadomości (News), Społecznościowe oraz Sugerowane (oczywiście nazwy kategorii są po angielsku, przetłumaczyliśmy je, byście od razu mieli świadomość jakie bazowo kategorie przyjęło Google).

    Jak to wygląda w praktyce?

    Zamiast zalewać użytkownika dziesiątkami ikon na górnej belce, Organizer grupuje te mniej pilne w sekcji „Ciche” (Silent). Kategorie oznaczone są ikoną z charakterystyczną „iskierką AI”, a obok nich widzimy stos ikon aplikacji, których powiadomienia zostały tam „schowane”. Po stuknięciu w grupę, lista rozwija się, pozwalając na interakcję z konkretnymi alertami.

    Działa w Niemczech (po angielsku), w Polsce… trzeba kombinować

    Funkcja jest domyślnie włączona w najnowszej becie Androida, ale ma istotne ograniczenie. Aby zadziałała, główny język systemu musi być ustawiony na angielski.

    Oficjalna lista wspieranych krajów obejmuje Australię, Kanadę, Japonię, Wielką Brytanię, USA oraz – co ważne dla nas – Niemcy. Obecność naszego zachodniego sąsiada sugeruje, że nie są to blokady stricte regulacyjne (UE), lecz raczej językowe. Polscy użytkownicy Pixeli, którzy na co dzień korzystają z interfejsu w języku angielskim, mają więc dużą szansę na przetestowanie tej nowości już teraz. Pozostali muszą uzbroić się w cierpliwość.

    Jak dokładnie działają podsumowania AI w nowych Pixelach? Google stawia twarde warunki

    #Android16QPR2 #GooglePixel #news #NotificationOrganizer #nowościGoogle #Pixel10 #powiadomieniaAndroid

  12. NotebookLM zyskuje „oczy”. Aplikacja mobilna pozwoli skanować notatki i tablice bezpośrednio do projektu

    Google nie zwalnia tempa w rozwoju swojego asystenta do pracy z wiedzą. Mobilna wersja NotebookLM otrzymała właśnie aktualizację, która zaciera granicę między fizycznymi a cyfrowymi źródłami informacji.

    Od teraz użytkownicy systemów Android oraz iOS mogą wykorzystywać wbudowany w smartfon aparat do błyskawicznego dodawania zdjęć jako pełnoprawnych źródeł danych bez wychodzenia z aplikacji NotebookLM.

    Do tej pory mobilna odsłona NotebookLM służyła przede wszystkim do odsłuchiwania generowanych przez AI „Audio Overviews” w biegu. Google sukcesywnie rozbudowuje jednak jej funkcjonalność, czyniąc z niej samodzielne narzędzie do nauki i pracy. Nowa funkcja aparatu, dostępna pod pływającym przyciskiem (FAB) na ekranie głównym oraz w zakładce Źródła, pozwala na natychmiastowe sfotografowanie odręcznych notatek, treści zapisanych na tablicy np. podczas wykładu czy prezentacji, wydrukowanych materiałów czy infografik i dołączenie ich do analizowanego projektu.

    NotebookLM zyskuje nową supermoc. Funkcja „Deep Research” napisze wielostronicowy raport

    Zdjęcia, fiszki i quizy

    Oprócz wykonywania nowych zdjęć, aktualizacja wprowadza również przycisk umożliwiający dodawanie grafik bezpośrednio z lokalnej galerii urządzenia, co ułatwia pracę na zrzutach ekranu. Google wdraża tę funkcję po stronie serwera, więc jeśli nie widzisz jej jeszcze u siebie, pomocne może być wymuszenie zatrzymania i ponowne uruchomienie aplikacji.

    Warto przypomnieć, że w zeszłym miesiącu mobilny NotebookLM wzbogacił się o inne narzędzia sprzyjające nauce, takie jak generowanie fiszek oraz quizów sprawdzających wiedzę, które są już szeroko dostępne dla użytkowników.

    O fenomenie tego narzędzia i jego możliwościach pisaliśmy wielokrotnie na łamach iMagazine.

    NotebookLM zyskał nowe moce. Stworzy wideo-streszczenie notatek w stylu anime lub akwareli

    #AIDoNauki #aplikacjaNotebookLM #AudioOverviews #GoogleNotebookLM #news #nowościGoogle #skanowanieNotatek