home.social

#przyszloscmediow — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #przyszloscmediow, aggregated by home.social.

  1. Google testuje podmienianie nagłówków w wyszukiwarce za pomocą AI

    Wydawało się, że spadek ruchu z wyszukiwarki i generowane przez sztuczną inteligencję podsumowania to największe problemy współczesnych wydawców. Tymczasem Google idzie o krok dalej.

    Gigant z Mountain View rozpoczął testy mechanizmu, w którym AI samodzielnie przepisuje nagłówki i tytuły artykułów w wynikach wyszukiwania. Dla twórców treści to bardzo niebezpieczny precedens.

    O sprawie jako pierwszy poinformował serwis The Verge, którego redaktorzy na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy zauważyli coś bardzo niepokojącego. Tytuły ich własnych artykułów, wyświetlane w wynikach wyszukiwania Google, nie zgadzały się z tym, co fizycznie opublikowano na stronie, ani nawet z metadanymi SEO. Zostały napisane od nowa przez kogoś – a raczej przez coś – zupełnie innego.

    AI decyduje, o czym napisałeś

    Google oficjalnie potwierdziło, że prowadzi obecnie „niewielki eksperyment”, w ramach którego modyfikuje nagłówki artykułów oraz nazwy stron internetowych w wynikach wyszukiwania. Firma tłumaczy to chęcią „lepszego dopasowania tytułów do zapytań użytkowników i ułatwienia interakcji z treściami w sieci”.

    Jak to wygląda w praktyce? The Verge podaje konkretne przykłady ingerencji w swoje teksty:

    • Oryginalny, autorski tytuł: „Microsoft robi rebranding Copilota w najbardziej microsoftowy z możliwych sposobów” został arbitralnie zmieniony przez Google na suchy i bezduszny komunikat: „Zmiany w Copilocie: Zespoły marketingowe znowu w akcji”.
    • Inny nagłówek, brzmiący: „Użyłem narzędzia AI do »oszukiwania we wszystkim« i nie pomogło mi to w oszukaniu w niczym”, wyszukiwarka uprościła do absurdalnego: „Narzędzie AI »Oszukuj we wszystkim«”.

    Warto zaznaczyć, że wydawcy od lat stosują różne tytuły dla czytelników na stronie i inne pod kątem wyszukiwarek (tzw. tytuły SEO). Różnica polega jednak na tym, że do tej pory to redakcja miała nad tym pełną kontrolę. Teraz Google po prostu ucina ten proces, przejmując stery. Co ciekawe, przedstawiciele firmy zarzekają się, że jeśli funkcja wejdzie do powszechnego użytku, „nie będzie korzystać z modeli generatywnych do tworzenia nagłówków” – cokolwiek to w obecnej, testowej fazie oznacza.

    Równia pochyła dla wydawców

    Dla właścicieli stron internetowych, portali i blogów to fatalna wiadomość. Jeśli Google może w dowolnej chwili i według własnego uznania wyświetlać własne, wygenerowane tytuły, istnieje ogromne ryzyko całkowitego wypaczenia intencji autora, a nawet szerzenia dezinformacji.

    Co więcej, dzieje się to w najgorszym z możliwych momentów. Wydawcy na całym świecie już teraz zmagają się z gigantycznymi spadkami ruchu (referrali) z Google, spowodowanymi wprowadzaniem funkcji AI Overviews, która odpowiada na pytania użytkowników bezpośrednio w wyszukiwarce. Automatyczne przepisywanie nagłówków, by jeszcze mocniej zatrzymać użytkownika w ekosystemie Google, to kolejny krok do marginalizacji twórców oryginalnych treści.

    Google odpala kombajn do „vibe codingu”, a Apple go blokuje. Dwie wizje przyszłości aplikacji

    #AIWGoogle #algorytmyGoogle #GoogleSearch #GoogleZmieniaNagłówki #przyszłośćMediów #ruchZWyszukiwarki #SEO #sztucznaInteligencjaGoogle #tytułyArtykułówGoogle #wyszukiwarkaGoogle
  2. Google testuje podmienianie nagłówków w wyszukiwarce za pomocą AI

    Wydawało się, że spadek ruchu z wyszukiwarki i generowane przez sztuczną inteligencję podsumowania to największe problemy współczesnych wydawców. Tymczasem Google idzie o krok dalej.

    Gigant z Mountain View rozpoczął testy mechanizmu, w którym AI samodzielnie przepisuje nagłówki i tytuły artykułów w wynikach wyszukiwania. Dla twórców treści to bardzo niebezpieczny precedens.

    O sprawie jako pierwszy poinformował serwis The Verge, którego redaktorzy na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy zauważyli coś bardzo niepokojącego. Tytuły ich własnych artykułów, wyświetlane w wynikach wyszukiwania Google, nie zgadzały się z tym, co fizycznie opublikowano na stronie, ani nawet z metadanymi SEO. Zostały napisane od nowa przez kogoś – a raczej przez coś – zupełnie innego.

    AI decyduje, o czym napisałeś

    Google oficjalnie potwierdziło, że prowadzi obecnie „niewielki eksperyment”, w ramach którego modyfikuje nagłówki artykułów oraz nazwy stron internetowych w wynikach wyszukiwania. Firma tłumaczy to chęcią „lepszego dopasowania tytułów do zapytań użytkowników i ułatwienia interakcji z treściami w sieci”.

    Jak to wygląda w praktyce? The Verge podaje konkretne przykłady ingerencji w swoje teksty:

    • Oryginalny, autorski tytuł: „Microsoft robi rebranding Copilota w najbardziej microsoftowy z możliwych sposobów” został arbitralnie zmieniony przez Google na suchy i bezduszny komunikat: „Zmiany w Copilocie: Zespoły marketingowe znowu w akcji”.
    • Inny nagłówek, brzmiący: „Użyłem narzędzia AI do »oszukiwania we wszystkim« i nie pomogło mi to w oszukaniu w niczym”, wyszukiwarka uprościła do absurdalnego: „Narzędzie AI »Oszukuj we wszystkim«”.

    Warto zaznaczyć, że wydawcy od lat stosują różne tytuły dla czytelników na stronie i inne pod kątem wyszukiwarek (tzw. tytuły SEO). Różnica polega jednak na tym, że do tej pory to redakcja miała nad tym pełną kontrolę. Teraz Google po prostu ucina ten proces, przejmując stery. Co ciekawe, przedstawiciele firmy zarzekają się, że jeśli funkcja wejdzie do powszechnego użytku, „nie będzie korzystać z modeli generatywnych do tworzenia nagłówków” – cokolwiek to w obecnej, testowej fazie oznacza.

    Równia pochyła dla wydawców

    Dla właścicieli stron internetowych, portali i blogów to fatalna wiadomość. Jeśli Google może w dowolnej chwili i według własnego uznania wyświetlać własne, wygenerowane tytuły, istnieje ogromne ryzyko całkowitego wypaczenia intencji autora, a nawet szerzenia dezinformacji.

    Co więcej, dzieje się to w najgorszym z możliwych momentów. Wydawcy na całym świecie już teraz zmagają się z gigantycznymi spadkami ruchu (referrali) z Google, spowodowanymi wprowadzaniem funkcji AI Overviews, która odpowiada na pytania użytkowników bezpośrednio w wyszukiwarce. Automatyczne przepisywanie nagłówków, by jeszcze mocniej zatrzymać użytkownika w ekosystemie Google, to kolejny krok do marginalizacji twórców oryginalnych treści.

    Google odpala kombajn do „vibe codingu”, a Apple go blokuje. Dwie wizje przyszłości aplikacji

    #AIWGoogle #algorytmyGoogle #GoogleSearch #GoogleZmieniaNagłówki #przyszłośćMediów #ruchZWyszukiwarki #SEO #sztucznaInteligencjaGoogle #tytułyArtykułówGoogle #wyszukiwarkaGoogle
  3. Koniec z anonimowym AI? Google wreszcie sypnie linkami i pozwoli nam wybierać ulubione media

    Google ogłosiło pakiet zmian w wyszukiwarce i asystencie Gemini, które mają uspokoić wydawców i dać użytkownikom większą kontrolę.

    Najważniejsza nowość? Funkcja „Preferowane źródła”, która na początku przyszłego roku trafi do wszystkich wersji językowych, w tym polskiej.

    Gigant z Mountain View zdaje sobie sprawę, że sposób konsumowania informacji ewoluuje, dlatego wprowadza pięć kluczowych aktualizacji. Mają one na celu lepsze eksponowanie linków źródłowych w trybie AI oraz wsparcie twórców treści.

    Ty decydujesz, kogo czytasz

    Najciekawszą funkcją dla internautów (także w Polsce) będzie opcja „Preferred Sources” (Preferowane źródła). Pozwala ona użytkownikom na ręczne oznaczanie ulubionych stron (poprzez ikonę gwiazdki), co sprawi, że ich treści będą częściej pojawiać się w karuzeli „Top Stories” oraz w nowej sekcji „From your sources”.

    Google podaje, że użytkownicy, którzy wybiorą swoje preferowane media, klikają w ich artykuły średnio dwa razy częściej. Funkcja ta jest już dostępna w USA i Indiach, w najbliższych dniach trafi do użytkowników anglojęzycznych na całym świecie, a na początku przyszłego roku zostanie udostępniona dla wszystkich wspieranych języków (co oznacza, że trafi i do nas, bo język polski jest jednym z wspieranych przez Google’a języków). To świetna wiadomość dla czytelników, którzy chcą mieć pewność, że w wynikach wyszukiwania widzą treści z zaufanych serwisów, a nie przypadkowych farm treści.

    Gemini przestanie ukrywać źródła

    Google zapowiedziało również zwiększenie liczby linków wewnątrz tekstu (inline links) generowanego przez tryb AI oraz aplikację Gemini. Odpowiedzi mają teraz zawierać kontekstowe wprowadzenia do linków, wyjaśniające, dlaczego warto kliknąć w dany odnośnik (np. „Te artykuły sugerują pomysły na budżetowy wystrój…”).

    Co więcej, aplikacja Gemini zacznie priorytetowo traktować i podświetlać linki z serwisów, do których użytkownik posiada wykupioną subskrypcję.

    Eksperymenty w Google News

    Firma ogłosiła też nowy program partnerski z wybranymi wydawcami (m.in. The Guardian, Der Spiegel, El Pais), w ramach którego w Google News pojawią się generowane przez AI podsumowania artykułów oraz briefingi audio. Choć na liście partnerów nie ma na razie polskich mediów, kierunek zmian jest jasny – AI ma zachęcać do kliknięcia, dając szerszy kontekst przed wejściem w artykuł.

    Czy proponowane zmiany są dobre? I tak i nie. Tak, bo dają jakieś możliwości wydawcom i twórcom treści. Nie, bo wspomniany program partnerski póki co wygląda na zamknięty klub dla medialnych gigantów (Der Spiegel, The Guardian, The Washington Post, etc.). To oni dostaną dostęp do eksperymentów z Google News, audio-briefingów i (prawdopodobnie) pieniędzy. Tutaj mali wydawcy na razie nie mają wstępu.

    Z drugiej jednak strony szansą dla mniejszych (a często nawet bardziej rzetelnych od gigantów) twórców jest jednak wspomniana funkcja Preferowanych źródeł. Ceduje ona pozycjonowanie konkretnych serwisów i treści z algorytmów (jak jest dziś) na użytkowników. To brutalna gra, w której wygrają ci, którzy mają lojalną społeczność, a nie tylko przypadkowy ruch z SEO.

    Nowe narzędzia ułatwiające przenoszenie danych między iPhone’em a Androidem

    #AIWWyszukiwarce #Gemini #Google #GoogleNews #news #PreferowaneŹródła #przyszłośćMediów