home.social

#algorytmygoogle — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #algorytmygoogle, aggregated by home.social.

  1. Wyszukiwarka Google pozwala wybrać ulubione źródła. W Polsce

    Wyszukiwarka Google wreszcie oddaje część kontroli w ręce użytkowników. Zamiast zdawać się wyłącznie na kaprysy algorytmów, Polacy mogą teraz samodzielnie decydować, z jakich serwisów chcą czerpać informacje.

    Na naszym rynku debiutuje właśnie funkcja „preferowanych źródeł”, która pozwala przypiąć zaufanych wydawców do sekcji najważniejszych artykułów. To z pozoru mała zmiana w interfejsie, ale gigantyczny krok dla świadomego konsumowania treści w sieci.

    Jak działają preferowane źródła i jak je ustawić?

    Mechanizm personalizacji jest niezwykle prosty i wbudowany bezpośrednio w stronę z wynikami. Aby przejąć kontrolę nad wyświetlanymi newsami, wystarczy zlokalizować ikonę z gwiazdką, umieszczoną tuż obok nagłówka sekcji „Najważniejsze artykuły”.

    Jej kliknięcie wywołuje dedykowane okno. To tam możemy wyszukać i dodać konkretne strony internetowe (w tym iMagazine) do naszej prywatnej, zaufanej listy. Od tego momentu algorytm potraktuje nasz wybór priorytetowo. Oznacza to, że materiały od oznaczonych wydawców będą znacznie częściej i wyraźniej eksponowane w wynikach, pod warunkiem, że opublikują oni nowe treści powiązane z naszym zapytaniem.

    Wygoda dla czytelnika, nowa waluta dla wydawców

    Choć w Polsce to nowość, rozwiązanie zadebiutowało już w sierpniu 2025 roku w Stanach Zjednoczonych i Indiach. Od momentu wdrożenia użytkownicy wybrali w ten sposób ponad 200 tysięcy różnych witryn – od potężnych globalnych portali po niszowe, lokalne blogi. Dane Google jasno pokazują skuteczność tego mechanizmu: internauci są dwukrotnie bardziej skłonni kliknąć w link, jeśli wcześniej sami dodali dany serwis do ulubionych.

    Dla przeciętnego użytkownika to po prostu wygodny filtr chroniący przed dezinformacją i clickbaitami z podejrzanych domen. Dla redakcji to z kolei potężne wyzwanie i zmiana reguł gry. W czasach, gdy ruch z wyszukiwarek potrafi drastycznie spadać po pojedynczej aktualizacji algorytmu, zbudowanie bazy lojalnych czytelników, którzy świadomie przypną serwisowi „gwiazdkę”, staje się kluczową strategią przetrwania na medialnym rynku.

    Procesor w Pixel 11 zapowiada się na festiwal skrajności. Genialne CPU i rozczarowujące GPU

    #algorytmyGoogle #Google #nowościGoogle #personalizacjaWyników #PreferowaneŹródła #rynekMedialny #wyszukiwarkaGoogle
  2. Zmierzch wyszukiwarki, jaką znaliśmy. Google AI Mode zamyka użytkowników we własnym ekosystemie

    Najpopularniejsza wyszukiwarka świata przestaje być drogowskazem, a coraz częściej staje się miejscem docelowym.

    Nowy raport agencji SE Ranking ujawnia znaczącą zmianę w działaniu sztucznej inteligencji Google. Algorytmy giganta z Mountain View przestały odsyłać nas do zewnętrznych stron, serwując nam niemal trzykrotnie więcej odpowiedzi opartych na własnych zasobach firmy. To fundamentalna zmiana zasad gry w całym internecie.

    Jeszcze do niedawna, wpisując zapytanie w Google, otrzymywaliśmy listę linków i sami decydowaliśmy, w które źródło chcemy kliknąć. Wraz z szybkim rozwojem odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję (AI Mode), ten model powoli odchodzi do lamusa.

    Wyraźny wzrost autocytowań

    Dane z wspomnianego raportu nie pozostawiają złudzeń. Jeszcze w czerwcu 2025 roku udział wewnętrznych zasobów Google w źródłach podawanych przez moduł AI wynosił 5,7 proc. Obecnie ten wskaźnik wzrósł do 17,42 proc. Oznacza to, że blisko jedna na pięć odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję pochodzi z samego… Google.

    Zmiana ta wpływa przede wszystkim na konkretne branże. W sektorze podróży i turystyki skala autocytowania osiągnęła poziom 53,18 proc. Zamiast kierować nas do niezależnych blogów czy lokalnych serwisów, algorytm serwuje nam gotowe rozwiązania z własnych map czy modułów rezerwacyjnych. W segmencie rozrywki wskaźnik ten dobija do 49 proc., a w nieruchomościach przekracza 30 proc.

    Ponad połowa (59 proc.) wszystkich linków w trybie AI prowadzi po prostu do kolejnych tradycyjnych wyników wyszukiwania, a ponad 30 proc. kieruje użytkowników do profili firmowych uwięzionych wewnątrz usług Google. Gigant buduje z internetu zamknięty ekosystem – daje nam gotowe odpowiedzi, byśmy nie musieli (ani nie chcieli) klikać w zewnętrzne linki.

    Nowa era widoczności i stare problemy algorytmów

    Dla branży marketingowej to poważne przetasowanie. Marcin Stypuła, założyciel agencji Semcore, wprost mówi o zmierzchu klasycznego SEO. Zamiast walczyć o ruch na stronach, firmy muszą teraz zabiegać o tzw. „Share of LLM”, czyli udział w generowanych odpowiedziach. Kluczem staje się to, czy sztuczna inteligencja uzna dany podmiot za na tyle wiarygodny, by w ogóle o nim wspomnieć w swoim podsumowaniu.

    Problem w tym, że działanie Google bywa niestabilne i podatne na błędy. Badania na próbie 10 tysięcy zapytań pokazały, że AI Mode nie zachowuje konsekwencji. Przy trzykrotnym wpisaniu tego samego hasła, pokrycie zwracanych adresów URL wyniosło raptem 9,2 proc. Oznacza to, że użytkownik za każdym razem otrzymywał niemal zupełnie inny zestaw źródeł.

    Do tego dochodzi problem geograficznych preferencji i starych dobrych halucynacji. Zarówno modele Google, jak i te od OpenAI, wyraźnie promują źródła amerykańskie (w przypadku Gemini aż 74,5 proc. nietrafionych wyników wskazywało na podmioty z USA), marginalizując firmy z innych krajów, nawet jeśli te mają lepszą pozycję rynkową. Co więcej, moduły AI wciąż potrafią generować nieprawdziwe informacje, szczególnie w przypadku zapytań naukowych czy prawnych.

    Wygoda w internecie zawsze ma swoją cenę. Zamiast aktywnie poszukiwać i weryfikować wiedzę, coraz częściej po prostu ufamy maszynie, która dla zatrzymania ruchu u siebie, coraz mocniej opiera się na własnych usługach i wciąż, choć nie zawsze, zmyśla.

    Google chce przejąć kontrolę nad samochodem. Android Automotive wykracza poza infotainment

    #algorytmyGoogle #autocytowanieGoogle #GeminiWynikiWyszukiwania #GoogleAIMode #przyszłośćWyszukiwarek #raportSERanking #ShareOfLLM #sztucznaInteligencjaGoogle #zmianyWSEO
  3. Zmierzch wyszukiwarki, jaką znaliśmy. Google AI Mode zamyka użytkowników we własnym ekosystemie

    Najpopularniejsza wyszukiwarka świata przestaje być drogowskazem, a coraz częściej staje się miejscem docelowym.

    Nowy raport agencji SE Ranking ujawnia znaczącą zmianę w działaniu sztucznej inteligencji Google. Algorytmy giganta z Mountain View przestały odsyłać nas do zewnętrznych stron, serwując nam niemal trzykrotnie więcej odpowiedzi opartych na własnych zasobach firmy. To fundamentalna zmiana zasad gry w całym internecie.

    Jeszcze do niedawna, wpisując zapytanie w Google, otrzymywaliśmy listę linków i sami decydowaliśmy, w które źródło chcemy kliknąć. Wraz z szybkim rozwojem odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję (AI Mode), ten model powoli odchodzi do lamusa.

    Wyraźny wzrost autocytowań

    Dane z wspomnianego raportu nie pozostawiają złudzeń. Jeszcze w czerwcu 2025 roku udział wewnętrznych zasobów Google w źródłach podawanych przez moduł AI wynosił 5,7 proc. Obecnie ten wskaźnik wzrósł do 17,42 proc. Oznacza to, że blisko jedna na pięć odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję pochodzi z samego… Google.

    Zmiana ta wpływa przede wszystkim na konkretne branże. W sektorze podróży i turystyki skala autocytowania osiągnęła poziom 53,18 proc. Zamiast kierować nas do niezależnych blogów czy lokalnych serwisów, algorytm serwuje nam gotowe rozwiązania z własnych map czy modułów rezerwacyjnych. W segmencie rozrywki wskaźnik ten dobija do 49 proc., a w nieruchomościach przekracza 30 proc.

    Ponad połowa (59 proc.) wszystkich linków w trybie AI prowadzi po prostu do kolejnych tradycyjnych wyników wyszukiwania, a ponad 30 proc. kieruje użytkowników do profili firmowych uwięzionych wewnątrz usług Google. Gigant buduje z internetu zamknięty ekosystem – daje nam gotowe odpowiedzi, byśmy nie musieli (ani nie chcieli) klikać w zewnętrzne linki.

    Nowa era widoczności i stare problemy algorytmów

    Dla branży marketingowej to poważne przetasowanie. Marcin Stypuła, założyciel agencji Semcore, wprost mówi o zmierzchu klasycznego SEO. Zamiast walczyć o ruch na stronach, firmy muszą teraz zabiegać o tzw. „Share of LLM”, czyli udział w generowanych odpowiedziach. Kluczem staje się to, czy sztuczna inteligencja uzna dany podmiot za na tyle wiarygodny, by w ogóle o nim wspomnieć w swoim podsumowaniu.

    Problem w tym, że działanie Google bywa niestabilne i podatne na błędy. Badania na próbie 10 tysięcy zapytań pokazały, że AI Mode nie zachowuje konsekwencji. Przy trzykrotnym wpisaniu tego samego hasła, pokrycie zwracanych adresów URL wyniosło raptem 9,2 proc. Oznacza to, że użytkownik za każdym razem otrzymywał niemal zupełnie inny zestaw źródeł.

    Do tego dochodzi problem geograficznych preferencji i starych dobrych halucynacji. Zarówno modele Google, jak i te od OpenAI, wyraźnie promują źródła amerykańskie (w przypadku Gemini aż 74,5 proc. nietrafionych wyników wskazywało na podmioty z USA), marginalizując firmy z innych krajów, nawet jeśli te mają lepszą pozycję rynkową. Co więcej, moduły AI wciąż potrafią generować nieprawdziwe informacje, szczególnie w przypadku zapytań naukowych czy prawnych.

    Wygoda w internecie zawsze ma swoją cenę. Zamiast aktywnie poszukiwać i weryfikować wiedzę, coraz częściej po prostu ufamy maszynie, która dla zatrzymania ruchu u siebie, coraz mocniej opiera się na własnych usługach i wciąż, choć nie zawsze, zmyśla.

    Google chce przejąć kontrolę nad samochodem. Android Automotive wykracza poza infotainment

    #algorytmyGoogle #autocytowanieGoogle #GeminiWynikiWyszukiwania #GoogleAIMode #przyszłośćWyszukiwarek #raportSERanking #ShareOfLLM #sztucznaInteligencjaGoogle #zmianyWSEO
  4. Zmierzch wyszukiwarki, jaką znaliśmy. Google AI Mode zamyka użytkowników we własnym ekosystemie

    Najpopularniejsza wyszukiwarka świata przestaje być drogowskazem, a coraz częściej staje się miejscem docelowym.

    Nowy raport agencji SE Ranking ujawnia znaczącą zmianę w działaniu sztucznej inteligencji Google. Algorytmy giganta z Mountain View przestały odsyłać nas do zewnętrznych stron, serwując nam niemal trzykrotnie więcej odpowiedzi opartych na własnych zasobach firmy. To fundamentalna zmiana zasad gry w całym internecie.

    Jeszcze do niedawna, wpisując zapytanie w Google, otrzymywaliśmy listę linków i sami decydowaliśmy, w które źródło chcemy kliknąć. Wraz z szybkim rozwojem odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję (AI Mode), ten model powoli odchodzi do lamusa.

    Wyraźny wzrost autocytowań

    Dane z wspomnianego raportu nie pozostawiają złudzeń. Jeszcze w czerwcu 2025 roku udział wewnętrznych zasobów Google w źródłach podawanych przez moduł AI wynosił 5,7 proc. Obecnie ten wskaźnik wzrósł do 17,42 proc. Oznacza to, że blisko jedna na pięć odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję pochodzi z samego… Google.

    Zmiana ta wpływa przede wszystkim na konkretne branże. W sektorze podróży i turystyki skala autocytowania osiągnęła poziom 53,18 proc. Zamiast kierować nas do niezależnych blogów czy lokalnych serwisów, algorytm serwuje nam gotowe rozwiązania z własnych map czy modułów rezerwacyjnych. W segmencie rozrywki wskaźnik ten dobija do 49 proc., a w nieruchomościach przekracza 30 proc.

    Ponad połowa (59 proc.) wszystkich linków w trybie AI prowadzi po prostu do kolejnych tradycyjnych wyników wyszukiwania, a ponad 30 proc. kieruje użytkowników do profili firmowych uwięzionych wewnątrz usług Google. Gigant buduje z internetu zamknięty ekosystem – daje nam gotowe odpowiedzi, byśmy nie musieli (ani nie chcieli) klikać w zewnętrzne linki.

    Nowa era widoczności i stare problemy algorytmów

    Dla branży marketingowej to poważne przetasowanie. Marcin Stypuła, założyciel agencji Semcore, wprost mówi o zmierzchu klasycznego SEO. Zamiast walczyć o ruch na stronach, firmy muszą teraz zabiegać o tzw. „Share of LLM”, czyli udział w generowanych odpowiedziach. Kluczem staje się to, czy sztuczna inteligencja uzna dany podmiot za na tyle wiarygodny, by w ogóle o nim wspomnieć w swoim podsumowaniu.

    Problem w tym, że działanie Google bywa niestabilne i podatne na błędy. Badania na próbie 10 tysięcy zapytań pokazały, że AI Mode nie zachowuje konsekwencji. Przy trzykrotnym wpisaniu tego samego hasła, pokrycie zwracanych adresów URL wyniosło raptem 9,2 proc. Oznacza to, że użytkownik za każdym razem otrzymywał niemal zupełnie inny zestaw źródeł.

    Do tego dochodzi problem geograficznych preferencji i starych dobrych halucynacji. Zarówno modele Google, jak i te od OpenAI, wyraźnie promują źródła amerykańskie (w przypadku Gemini aż 74,5 proc. nietrafionych wyników wskazywało na podmioty z USA), marginalizując firmy z innych krajów, nawet jeśli te mają lepszą pozycję rynkową. Co więcej, moduły AI wciąż potrafią generować nieprawdziwe informacje, szczególnie w przypadku zapytań naukowych czy prawnych.

    Wygoda w internecie zawsze ma swoją cenę. Zamiast aktywnie poszukiwać i weryfikować wiedzę, coraz częściej po prostu ufamy maszynie, która dla zatrzymania ruchu u siebie, coraz mocniej opiera się na własnych usługach i wciąż, choć nie zawsze, zmyśla.

    Google chce przejąć kontrolę nad samochodem. Android Automotive wykracza poza infotainment

    #algorytmyGoogle #autocytowanieGoogle #GeminiWynikiWyszukiwania #GoogleAIMode #przyszłośćWyszukiwarek #raportSERanking #ShareOfLLM #sztucznaInteligencjaGoogle #zmianyWSEO
  5. Zmierzch wyszukiwarki, jaką znaliśmy. Google AI Mode zamyka użytkowników we własnym ekosystemie

    Najpopularniejsza wyszukiwarka świata przestaje być drogowskazem, a coraz częściej staje się miejscem docelowym.

    Nowy raport agencji SE Ranking ujawnia znaczącą zmianę w działaniu sztucznej inteligencji Google. Algorytmy giganta z Mountain View przestały odsyłać nas do zewnętrznych stron, serwując nam niemal trzykrotnie więcej odpowiedzi opartych na własnych zasobach firmy. To fundamentalna zmiana zasad gry w całym internecie.

    Jeszcze do niedawna, wpisując zapytanie w Google, otrzymywaliśmy listę linków i sami decydowaliśmy, w które źródło chcemy kliknąć. Wraz z szybkim rozwojem odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję (AI Mode), ten model powoli odchodzi do lamusa.

    Wyraźny wzrost autocytowań

    Dane z wspomnianego raportu nie pozostawiają złudzeń. Jeszcze w czerwcu 2025 roku udział wewnętrznych zasobów Google w źródłach podawanych przez moduł AI wynosił 5,7 proc. Obecnie ten wskaźnik wzrósł do 17,42 proc. Oznacza to, że blisko jedna na pięć odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję pochodzi z samego… Google.

    Zmiana ta wpływa przede wszystkim na konkretne branże. W sektorze podróży i turystyki skala autocytowania osiągnęła poziom 53,18 proc. Zamiast kierować nas do niezależnych blogów czy lokalnych serwisów, algorytm serwuje nam gotowe rozwiązania z własnych map czy modułów rezerwacyjnych. W segmencie rozrywki wskaźnik ten dobija do 49 proc., a w nieruchomościach przekracza 30 proc.

    Ponad połowa (59 proc.) wszystkich linków w trybie AI prowadzi po prostu do kolejnych tradycyjnych wyników wyszukiwania, a ponad 30 proc. kieruje użytkowników do profili firmowych uwięzionych wewnątrz usług Google. Gigant buduje z internetu zamknięty ekosystem – daje nam gotowe odpowiedzi, byśmy nie musieli (ani nie chcieli) klikać w zewnętrzne linki.

    Nowa era widoczności i stare problemy algorytmów

    Dla branży marketingowej to poważne przetasowanie. Marcin Stypuła, założyciel agencji Semcore, wprost mówi o zmierzchu klasycznego SEO. Zamiast walczyć o ruch na stronach, firmy muszą teraz zabiegać o tzw. „Share of LLM”, czyli udział w generowanych odpowiedziach. Kluczem staje się to, czy sztuczna inteligencja uzna dany podmiot za na tyle wiarygodny, by w ogóle o nim wspomnieć w swoim podsumowaniu.

    Problem w tym, że działanie Google bywa niestabilne i podatne na błędy. Badania na próbie 10 tysięcy zapytań pokazały, że AI Mode nie zachowuje konsekwencji. Przy trzykrotnym wpisaniu tego samego hasła, pokrycie zwracanych adresów URL wyniosło raptem 9,2 proc. Oznacza to, że użytkownik za każdym razem otrzymywał niemal zupełnie inny zestaw źródeł.

    Do tego dochodzi problem geograficznych preferencji i starych dobrych halucynacji. Zarówno modele Google, jak i te od OpenAI, wyraźnie promują źródła amerykańskie (w przypadku Gemini aż 74,5 proc. nietrafionych wyników wskazywało na podmioty z USA), marginalizując firmy z innych krajów, nawet jeśli te mają lepszą pozycję rynkową. Co więcej, moduły AI wciąż potrafią generować nieprawdziwe informacje, szczególnie w przypadku zapytań naukowych czy prawnych.

    Wygoda w internecie zawsze ma swoją cenę. Zamiast aktywnie poszukiwać i weryfikować wiedzę, coraz częściej po prostu ufamy maszynie, która dla zatrzymania ruchu u siebie, coraz mocniej opiera się na własnych usługach i wciąż, choć nie zawsze, zmyśla.

    Google chce przejąć kontrolę nad samochodem. Android Automotive wykracza poza infotainment

    #algorytmyGoogle #autocytowanieGoogle #GeminiWynikiWyszukiwania #GoogleAIMode #przyszłośćWyszukiwarek #raportSERanking #ShareOfLLM #sztucznaInteligencjaGoogle #zmianyWSEO
  6. Google testuje podmienianie nagłówków w wyszukiwarce za pomocą AI

    Wydawało się, że spadek ruchu z wyszukiwarki i generowane przez sztuczną inteligencję podsumowania to największe problemy współczesnych wydawców. Tymczasem Google idzie o krok dalej.

    Gigant z Mountain View rozpoczął testy mechanizmu, w którym AI samodzielnie przepisuje nagłówki i tytuły artykułów w wynikach wyszukiwania. Dla twórców treści to bardzo niebezpieczny precedens.

    O sprawie jako pierwszy poinformował serwis The Verge, którego redaktorzy na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy zauważyli coś bardzo niepokojącego. Tytuły ich własnych artykułów, wyświetlane w wynikach wyszukiwania Google, nie zgadzały się z tym, co fizycznie opublikowano na stronie, ani nawet z metadanymi SEO. Zostały napisane od nowa przez kogoś – a raczej przez coś – zupełnie innego.

    AI decyduje, o czym napisałeś

    Google oficjalnie potwierdziło, że prowadzi obecnie „niewielki eksperyment”, w ramach którego modyfikuje nagłówki artykułów oraz nazwy stron internetowych w wynikach wyszukiwania. Firma tłumaczy to chęcią „lepszego dopasowania tytułów do zapytań użytkowników i ułatwienia interakcji z treściami w sieci”.

    Jak to wygląda w praktyce? The Verge podaje konkretne przykłady ingerencji w swoje teksty:

    • Oryginalny, autorski tytuł: „Microsoft robi rebranding Copilota w najbardziej microsoftowy z możliwych sposobów” został arbitralnie zmieniony przez Google na suchy i bezduszny komunikat: „Zmiany w Copilocie: Zespoły marketingowe znowu w akcji”.
    • Inny nagłówek, brzmiący: „Użyłem narzędzia AI do »oszukiwania we wszystkim« i nie pomogło mi to w oszukaniu w niczym”, wyszukiwarka uprościła do absurdalnego: „Narzędzie AI »Oszukuj we wszystkim«”.

    Warto zaznaczyć, że wydawcy od lat stosują różne tytuły dla czytelników na stronie i inne pod kątem wyszukiwarek (tzw. tytuły SEO). Różnica polega jednak na tym, że do tej pory to redakcja miała nad tym pełną kontrolę. Teraz Google po prostu ucina ten proces, przejmując stery. Co ciekawe, przedstawiciele firmy zarzekają się, że jeśli funkcja wejdzie do powszechnego użytku, „nie będzie korzystać z modeli generatywnych do tworzenia nagłówków” – cokolwiek to w obecnej, testowej fazie oznacza.

    Równia pochyła dla wydawców

    Dla właścicieli stron internetowych, portali i blogów to fatalna wiadomość. Jeśli Google może w dowolnej chwili i według własnego uznania wyświetlać własne, wygenerowane tytuły, istnieje ogromne ryzyko całkowitego wypaczenia intencji autora, a nawet szerzenia dezinformacji.

    Co więcej, dzieje się to w najgorszym z możliwych momentów. Wydawcy na całym świecie już teraz zmagają się z gigantycznymi spadkami ruchu (referrali) z Google, spowodowanymi wprowadzaniem funkcji AI Overviews, która odpowiada na pytania użytkowników bezpośrednio w wyszukiwarce. Automatyczne przepisywanie nagłówków, by jeszcze mocniej zatrzymać użytkownika w ekosystemie Google, to kolejny krok do marginalizacji twórców oryginalnych treści.

    Google odpala kombajn do „vibe codingu”, a Apple go blokuje. Dwie wizje przyszłości aplikacji

    #AIWGoogle #algorytmyGoogle #GoogleSearch #GoogleZmieniaNagłówki #przyszłośćMediów #ruchZWyszukiwarki #SEO #sztucznaInteligencjaGoogle #tytułyArtykułówGoogle #wyszukiwarkaGoogle
  7. Google testuje podmienianie nagłówków w wyszukiwarce za pomocą AI

    Wydawało się, że spadek ruchu z wyszukiwarki i generowane przez sztuczną inteligencję podsumowania to największe problemy współczesnych wydawców. Tymczasem Google idzie o krok dalej.

    Gigant z Mountain View rozpoczął testy mechanizmu, w którym AI samodzielnie przepisuje nagłówki i tytuły artykułów w wynikach wyszukiwania. Dla twórców treści to bardzo niebezpieczny precedens.

    O sprawie jako pierwszy poinformował serwis The Verge, którego redaktorzy na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy zauważyli coś bardzo niepokojącego. Tytuły ich własnych artykułów, wyświetlane w wynikach wyszukiwania Google, nie zgadzały się z tym, co fizycznie opublikowano na stronie, ani nawet z metadanymi SEO. Zostały napisane od nowa przez kogoś – a raczej przez coś – zupełnie innego.

    AI decyduje, o czym napisałeś

    Google oficjalnie potwierdziło, że prowadzi obecnie „niewielki eksperyment”, w ramach którego modyfikuje nagłówki artykułów oraz nazwy stron internetowych w wynikach wyszukiwania. Firma tłumaczy to chęcią „lepszego dopasowania tytułów do zapytań użytkowników i ułatwienia interakcji z treściami w sieci”.

    Jak to wygląda w praktyce? The Verge podaje konkretne przykłady ingerencji w swoje teksty:

    • Oryginalny, autorski tytuł: „Microsoft robi rebranding Copilota w najbardziej microsoftowy z możliwych sposobów” został arbitralnie zmieniony przez Google na suchy i bezduszny komunikat: „Zmiany w Copilocie: Zespoły marketingowe znowu w akcji”.
    • Inny nagłówek, brzmiący: „Użyłem narzędzia AI do »oszukiwania we wszystkim« i nie pomogło mi to w oszukaniu w niczym”, wyszukiwarka uprościła do absurdalnego: „Narzędzie AI »Oszukuj we wszystkim«”.

    Warto zaznaczyć, że wydawcy od lat stosują różne tytuły dla czytelników na stronie i inne pod kątem wyszukiwarek (tzw. tytuły SEO). Różnica polega jednak na tym, że do tej pory to redakcja miała nad tym pełną kontrolę. Teraz Google po prostu ucina ten proces, przejmując stery. Co ciekawe, przedstawiciele firmy zarzekają się, że jeśli funkcja wejdzie do powszechnego użytku, „nie będzie korzystać z modeli generatywnych do tworzenia nagłówków” – cokolwiek to w obecnej, testowej fazie oznacza.

    Równia pochyła dla wydawców

    Dla właścicieli stron internetowych, portali i blogów to fatalna wiadomość. Jeśli Google może w dowolnej chwili i według własnego uznania wyświetlać własne, wygenerowane tytuły, istnieje ogromne ryzyko całkowitego wypaczenia intencji autora, a nawet szerzenia dezinformacji.

    Co więcej, dzieje się to w najgorszym z możliwych momentów. Wydawcy na całym świecie już teraz zmagają się z gigantycznymi spadkami ruchu (referrali) z Google, spowodowanymi wprowadzaniem funkcji AI Overviews, która odpowiada na pytania użytkowników bezpośrednio w wyszukiwarce. Automatyczne przepisywanie nagłówków, by jeszcze mocniej zatrzymać użytkownika w ekosystemie Google, to kolejny krok do marginalizacji twórców oryginalnych treści.

    Google odpala kombajn do „vibe codingu”, a Apple go blokuje. Dwie wizje przyszłości aplikacji

    #AIWGoogle #algorytmyGoogle #GoogleSearch #GoogleZmieniaNagłówki #przyszłośćMediów #ruchZWyszukiwarki #SEO #sztucznaInteligencjaGoogle #tytułyArtykułówGoogle #wyszukiwarkaGoogle