home.social

#tadziomueller — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #tadziomueller, aggregated by home.social.

  1. Tłumaczenie z

    https://steadyhq.com/de/friedlichesabotage/posts/69fc6efe-a06d-4eab-8220-b8eec0cc3f4b

    Drodzy przyjaciele,

    Kilka tygodni temu towarzysze ze szwedzkiego magazynu Flamman przeprowadzili ze mną wywiad, który zakończył się nieco smętną nutą: „Ludzie wolą spalić planetę niż poczuć się jak gówno i działać”. Uzgodniliśmy więc, że podejmę wątek w miejscu, na którym skończyliśmy, i napiszę o kolejnym kroku, o tym, który udało mi się zrobić w zeszłym roku po wizycie u mojego starego przyjaciela Pära Plüschke i jego społeczności kolapsowego aktywizmu pod hasłem „prepperstwo razem”: od akceptacji upadku do wzmocnienia pozycji w nowej polityce „nie tylko upadku, ale #justcollapse”. Ok, wciąż pracujemy nad przyzwoitym określeniem w języku angielskim [i w polskim – przyp. tłum.], ale myślę, że pomysły są całkiem solidne.

    Poniższy tekst został pierwotnie opublikowany w języku szwedzkim tutaj:

    Ett manifest för kollapsvänstern

    Zanim jednak przejdę do tego, jak radykalna lewica/polityka sprawiedliwości klimatycznej mogłaby wyglądać w kontekście zapaści, prawdopodobnie ważne jest, aby najpierw zająć się czymś innym, tą nową linią konfliktu, tym nowym rozłamem, który otworzył się bezpośrednio w ruchu klimatycznym i bańkach: konfliktem między tymi, którzy akceptują absolutną pewność załamania klimatu, a tymi, którzy nadal zaprzeczają temu faktowi, bez względu na to, jak wiele danych zaprzecza ich twierdzeniom. W rzeczywistości im bardziej załamanie klimatu staje się oczywiste, tym bardziej nasi byli towarzysze będą temu zaprzeczać: dynamika jest dokładnie taka sama, jak w przypadku wszystkich innych zaprzeczeń.

    A więc zaczynamy: jeszcze raz do szturmu, drodzy przyjaciele. A potem w przyszłość zmyślnej progresywnej strategii w ramach rzeczywistości, którą będziemy mieć, a nie tej, którą chcielibyśmy mieć, gdyby sprawy nie były tak cholernie gówniane.

    Dziś jest pojutrze

    Jest maj 2024 roku, a wiadomości o naszym załamującym się klimacie napływają szybko i intensywnie:

    • Zdecydowana większość naukowców zajmujących się klimatem jest pewna, że nie będziemy w stanie dotrzymać limitu 1,5 stopnia globalnego ocieplenia uzgodnionego w 2015 roku w Paryżu. Ponadto wielu z nich (tj. tych, którzy najlepiej wiedzą, jaka czeka nas klimatyczna przyszłość) rezygnuje z posiadania dzieci, ponieważ, no wiesz: upadek.
    • W wyniku gwałtownych powodzi w Afganistanie zginęło ponad 300 osób, a władze ogłosiły stan wyjątkowy.
    • Ulewne deszcze w brazylijskim Rio Grande do Sul spowodowały najgorszą powódź w kraju od 80 lat, wiele ofiar śmiertelnych i wysiedlenie tysięcy rodzin.
    • Od 4 maja 2023 r. temperatury powierzchni oceanów są rekordowe każdego dnia, a średnie globalne temperatury w ciągu ostatnich 12 miesięcy były najwyższe w historii i wyniosły 1,61 C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej.

    I to tylko z pierwszych dwóch tygodni maja.

    Może gdzieś indziej w multiwersum, ale tutaj…?

    Jednocześnie nigdzie nie widać tak zachwalanej „transformacji energetycznej” czy „zielonej transformacji”. Oczywiście, obserwujemy wzrost mocy zainstalowanej ze źródeł odnawialnych, ale widzimy również ogromne inwestycje w paliwa kopalne i infrastrukturę paliw kopalnych.

    W marcu 2024 r. odnotowano największy w historii wzrost poziomu CO2 w światowej atmosferze, nie tylko z powodu stale rosnącego zużycia paliw kopalnych.

    W 2023 r. po raz pierwszy od 2019 r. wzrosła globalna moc pochodząca ze spalania węgla.

    A wielkie światowe banki, od czasu podpisania porozumienia paryskiego, przekazały prawie siedem bilionów (7000 miliardów) dolarów amerykańskich na finansowanie przemysłu paliw kopalnych.

    Krótko mówiąc: załamanie klimatu albo już się dzieje, w którym to przypadku wszystkie stwierdzenia, że „możemy być w stanie ustabilizować…” są bezużyteczne, ponieważ w załamującym się klimacie nie ma już efektów liniowych, a wszystkie rodzaje punktów krytycznych zostaną koniecznie przekroczone. Lub też załamanie klimatu jest absolutnie nieuchronne, w którym to przypadku CO2 i metan znajdujące się obecnie w atmosferze (metan potrzebuje około 12 lat, aby ogrzać klimat, CO2 – ok. 50) z pewnością doprowadzą nas do krawędzi, podczas gdy metan i CO2, które obecnie emitujemy, sprawią, że będziemy coraz szybciej spadać z tej krawędzi.

    Rzeczywistość gryzie

    Nic z tego nie jest spekulacją: nie ma sposobu, absolutnie zero szansy (zero; nie zero-przecinek-zero-zero-coś, ale zero) na „uniknięcie” załamania klimatu.

    „Buuu”, niektórzy z was mogą teraz odpowiedzieć, „znowu apokaliptycyzm. Ten rodzaj szczerości przygnębia ludzi, prowadzi ich do depresji i politycznego obezwładnienia!”. Jest wielu towarzyszy na lewicy i w ruchu klimatycznym, którzy są urażeni moim „doomerstwem”, którzy twierdzą, że nie, ruch klimatyczny nie zawiódł, a nawet jeśli nie mamy już żadnego ruchu, będziemy nadal udawać, że się ruszamy.

    Rozumiem to: rozumiem, że nie jest łatwo pożegnać się z tym, co ostatecznie jest naszym własnym „biznesem jak zwykle”, który, podobnie jak „biznes jak zwykle” tych kapitalistów kopalnych, których lubimy krytykować, jest dostosowany do i funkcjonuje w świecie przed upadkiem. Rozumiem, że zaakceptowanie faktu, że „wszystko, co zrobiliśmy, nasz rodzaj »aktywizmu« jest w pewnym sensie skończony” jest naprawdę, naprawdę cholernie trudne. Nie tylko na poziomie praktycznym, chociaż zmiana sposobu robienia rzeczy to cholernie ciężka praca; mówię o emocjach. To poziom, na którym najtrudniej jest pożegnać się z własną przeszłością.

    Tak więc rozumiem, że wywiad z Flamman sprzed kilku miesięcy, który wydawał się kończyć w gąszczu narkotyków, seksu i depresji, mógł potwierdzić twój pogląd, że lepiej jest palić hopium fajkami, niż zmagać się z trudnym procesem akceptacji nieuchronności upadku na całym świecie.

    Większość mojej pracy politycznej finansuję za pośrednictwem mojego bloga i byłbym wdzięczny za wsparcie.

    Bez szeroko zamkniętych oczu

    Ale może opowiem o niektórych nowych wyzwaniach politycznych i społecznych, które z pewnością pojawią się na naszej drodze już wkrótce, jeśli jeszcze się z nimi nie zmierzyliśmy, nawet jeśli nie zgadzamy się co do tego, gdzie dokładnie stoimy wobec tego „upadku”.

    Pamiętam, jak zeszłej jesieni czytałem o powodziach w północnej Francji, które zagrażały około 200 tysiącom ludzi, grożąc przeciążeniem służb ratunkowych, i pomyślałem sobie: cholera, bycie przygotowanym na taką sytuację, posiadanie opartych na ruchu sieci pomocy wzajemnej w przypadku katastrof, które pozwoliłyby służbom ratunkowym skupić się na prawdziwych sytuacjach kryzysowych, i wzmacnianie pozycji ludzi jeszcze przed przybyciem tych służb, nawet w czasie katastrofy, wydaje się czymś, co lewicowcy powinni robić w przypadku katastrofy. A jeśli to prawda i jeśli prawdą jest również, że gdziekolwiek jesteśmy na skali upadku, to wspólne przygotowywanie się na katastrofy, które z pewnością nadejdą, musi być, jeśli nie jedyną pozycją, to główną pozycją w menu lewicowych praktyk? Nawet jeśli nie akceptujesz pewności upadku, nawet niewielka szansa na rzeczywisty upadek sprawia, że przygotowanie się na niego jest racjonalne, konieczne i (w końcu jesteśmy lewicowcami) słuszne.

    Aby więc rozpocząć te zbiorowe przygotowania na przyszłość, w której nastąpi coraz większy rozpad społeczny (nawet jeśli mylę się co do wielkiego upadku, realia wokół nas pokazują nam każdego dnia — od Ukrainy po Gazę, od Sahelu po Afganistan, ale także od Haninge po Hässelby — że już teraz coraz trudniej jest zaspokoić zbiorowe ludzkie potrzeby), musimy zacząć systematyzować pewne punkty dotyczące tego, co zostało nazwane „sprawiedliwą polityką upadku”, w tym sensie, że lewicowa polityka w ramach upadku musi zachować swoje zaangażowanie w naszą podstawową wartość, jaką jest sprawiedliwość, ale musi umiejscowić tę walkę w rzeczywistej, realistycznie rozumianej społecznej geografii upadku, a nie w świecie niemal ciągłej ekspansji materialnej, która była rzeczywistością większości ludzi na globalnej Północy przez ostatnie 70 lat.

    Praca emocjonalna, czyli strach jest zabójcą umysłu

    Podobnie jak w przypadku każdego zrozumienia, nasze zrozumienie strategicznej sytuacji, w którą wkraczamy, zaczyna się od pracy emocjonalnej niezbędnej do zaakceptowania faktycznych prawd jako akceptowalnych: w tym przypadku pracy emocjonalnej polegającej na uznaniu naszego strachu, że „społeczeństwo”, „świat”, „cywilizacja”, „ludzkość” upada; a także strach przed rzeczami, które musielibyśmy zrobić, aby te upadki były mniej straszne i aby się na nie przygotować; oraz poczucie winy i wstyd, które odczuwamy z powodu nierobienia tych rzeczy. Dopiero wtedy, gdy uznamy nasze lęki, możliwe staje się poradzenie sobie z realiami upadku, a raczej upadków, których obecnie doświadczamy i które nadchodzą.

    Wtedy możemy rozpocząć proces żałoby. W ogromnym uproszczeniu: my, jako społeczeństwo i jako jednostki, musimy przejść przez „etapy żałoby”, aż osiągniemy akceptację. Ponieważ poza akceptacją bardzo realnych horrorów i niebezpieczeństw, które *na pewno* nas czekają, są też pełne nadziei historie. Poza akceptacją leży prawdziwa nadzieja, a nie tylko szkodliwe hopium. Ale pozytywne historie, za którymi wszyscy tęsknimy, pojawiają się po drugiej stronie (nie „zamiast”) smutku.

    Weźmy na przykład ruch (na rzecz) sprawiedliwości klimatycznej i jego „niezawinioną porażkę”. Europejskie skrzydło ruchu pojawiło się około 2008 roku i postawiło sobie za cel pomoc w zapobieganiu załamaniu klimatycznemu, które właśnie nadeszło. Nie oznacza to, że nasze zmagania były bezcelowe lub że powinniśmy teraz przestać walczyć. Ale oznacza to, że ruch musi również przejść przez proces żałoby, aby narodzić się na nowo, aby rozpocząć kolejny cykl ruchu: ruch powstanie ponownie, powstanie jak feniks, ponieważ dokładnie tak poruszają się ruchy: w cyklach, poprzez porażki, poprzez produktywną porażkę, ale zawsze z miłością, solidarnością i nadzieją.

    Zrozumieć upadek? (albo: nic nie wiesz, Jon Snow)

    Ok, jasne, to może brzmieć trochę jak z bajki, podczas gdy w tej chwili jesteśmy albo na ziemi, zmiażdżeni, albo poza sceną, liżąc rany, zamiast być w stanie przejść do ofensywy z nowymi strategiami. Dlatego też w zeszłym roku pojechałem do Szwecji, kraju, który, jak czytam, doświadcza obecnie częściowego „załamania bezpieczeństwa” — w końcu nie jest „normalne”, by Szwecja doświadczała… średnio jednego zamachu bomowego w tygodniu? – gdzie moi towarzysze założyli grupę o nazwie „Prepping Together” i odchodzą od walk i praktyk motywowanych przede wszystkim przekonaniami politycznymi, a bardziej w kierunku polityki opartej na potrzebach. W tym sensie wyruszyłem w przyszłość, aby dowiedzieć się, jak może wyglądać lewicowa polityka po upadku.

    Zanim jednak przejdziemy dalej, musimy najpierw wypracować ważny punkt pojęciowy: czym właściwie jest upadek, co się załamuje i jak to się przedstawia z perspektywy nie upadającego systemu, ale podmiotów, z którymi się organizujemy, z którymi chcemy zmieniać świat?

    „Upadek” w sensie teorii systemów odnosi się do sytuacji, w której w ramach dowolnego systemu załamują się funkcjonalne relacje między jego komponentami, co oznacza, że system traci zdolność do reprodukowania się tak, jak wcześniej. Mniej abstrakcyjnie, załamanie oznacza, że rzeczy (nie obiekty, bardziej rzeczy takie jak „zaopatrzenie w wodę”, „szpitale”), które wcześniej funkcjonowały, już nie działają lub działają rzadko i niekompletnie. To, co wcześniej uważałeś za normalne (dotarcie do pracy, kupowanie jedzenia, wypłacanie pieniędzy, niedanie się zastrzelić), nagle staje się niezwykłe i trudne.

    Upadek nie następuje wtedy, gdy wszyscy umierają; upadek następuje wtedy, gdy nie można już brać rzeczy za pewnik. Kiedy nie możesz już podróżować do pracy albo dlatego, że nie masz już pracy, albo dlatego, że transport już nie działa. Upadek jest wtedy, gdy nie możesz już robić zakupów, ponieważ nie masz już pieniędzy lub nie ma już nic na półkach w supermarkecie. Upadek jest wtedy, gdy powstają milicje, aby egzekwować prawa i zasady społeczności, ponieważ państwo nie jest już w stanie lub nie chce egzekwować ich przez władzę wykonawczą na całym swoim terytorium.

    A ponieważ my, jako konkretne, fizyczne podmioty (ciała), żyjemy na przecięciu niezliczonych systemów (żywność, woda itp., ale można to naprawdę rozbić na najdrobniejsze szczegóły — twoje sąsiedztwo może funkcjonować jako system, twoja ulica i krąg przyjaciół), „upadek” nie przedstawia się większości ludzi jako wielkie, kataklizmiczne wydarzenie, ale jako czasami nagłe, czasami raczej stopniowe zanikanie normalności, a konkretnie niełatwa dostępność niezbędnych towarów i usług. Na przykład bezpieczeństwo, opieka medyczna, woda czy żywność.

    Ale jutro jest dzień po 2012 roku

    Prosty wniosek, jaki można wyciągnąć z powyższego, jest taki, że musimy nauczyć się organizować to skutecznie, solidarnie i otwarcie, tak jak zaczynają to robić towarzysze z Preppa Tillsammans. Sercem programu „polityki sprawiedliwego upadku” jest uświadomienie sobie, że „przygotowanie” nie dotyczy zapasów, ale relacji. Prepping to nic innego jak „przygotowanie się na kryzysy i katastrofy” i samo w sobie nie jest czymś nazistowskim — ale może się nim stać i pozostać, jeśli wkrótce nie weźmiemy się w garść.

    A jak sprawić, by sprawy ruszyły z miejsca? Z nowym cyklem walk, z nowymi praktykami ruchu, które poważnie traktują fakt, że globalne katastrofy społeczno-ekologiczne (nie tylko klimatyczne, ale także bioróżnorodność itp.) idą w parze z ogromnym wzrostem zagrożenia faszyzmem, a jak dotąd to głównie prawica zinstrumentalizowała obawy o przyszłość i upadek i przekształciła je w ruchy polityczne dla swojego projektu.

    Oznacza to, że nie możemy tłumić tych obaw w komunikacji politycznej, ale musimy je uznać. Musimy dążyć do akceptacji, a poprzez akceptację do realistycznej nadziei, nadziei na wspólnotę, solidarność i człowieczeństwo w ciemniejącym świecie, zamiast fałszywej nadziei opartej na bzdurach i wyparciu, która będzie coraz bardziej obezwładniająca, im bardziej upadek stanie się rzeczywistością.

    Chcę powiedzieć, że ci, którzy uważają, że uznanie rzeczywistości załamania klimatu jest defetyzmem, budują swoje strategie na samooszukiwaniu się; tylko ci, którzy wiedzą, co nadchodzi, mogą się przygotować, mogą nas przygotować, abyśmy nie zostawili załamania nazistom. A każdy, kto pozostawia upadek, tj. przyszłość, nazistom, już się poddał, już się poddał.

    Serdecznie pozdrawiam,

    Tadzio

    Drodzy przyjaciele,

    Kilka tygodni temu
    towarzysze ze szwedzkiego magazynu Flamman przeprowadzili ze mną
    wywiad, który zakończył się nieco smętną nutą: „Ludzie wolą
    spalić planetę niż poczuć się jak gówno i działać”.
    Uzgodniliśmy więc, że podejmę wątek w miejscu, na którym
    skończyliśmy, i napiszę o kolejnym kroku, o tym, który udało mi
    się zrobić w zeszłym roku po wizycie u mojego starego przyjaciela
    Pära Plüschke i jego społeczności kolapsowego aktywizmu pod
    hasłem „prepperstwo razem”: od akceptacji upadku do wzmocnienia
    pozycji w nowej polityce „nie tylko upadku, ale #justcollapse”.
    Ok, wciąż pracujemy nad przyzwoitym określeniem w języku
    angielskim [i w polskim – przyp. tłum.], ale myślę, że pomysły
    są całkiem solidne. Poniższy tekst został pierwotnie opublikowany
    w języku szwedzkim tutaj:

    https://www.flamman.se/ett-manifest-for-kollapsvanstern/

    Zanim jednak przejdę
    do tego, jak radykalna lewica/polityka sprawiedliwości klimatycznej
    mogłaby wyglądać w kontekście zapaści, prawdopodobnie ważne
    jest, aby najpierw zająć się czymś innym, tą nową linią
    konfliktu, tym nowym rozłamem, który otworzył się bezpośrednio w
    ruchu klimatycznym i bańkach: konfliktem między tymi, którzy
    akceptują absolutną pewność załamania klimatu, a tymi, którzy
    nadal zaprzeczają temu faktowi, bez względu na to, jak wiele danych
    zaprzecza ich twierdzeniom. W rzeczywistości im bardziej załamanie
    klimatu staje się oczywiste, tym bardziej nasi byli towarzysze będą
    temu zaprzeczać: dynamika jest dokładnie taka sama, jak w przypadku
    wszystkich innych zaprzeczeń.

    A więc zaczynamy:
    jeszcze raz do szturmu, drodzy przyjaciele. A potem w przyszłość
    zmyślnej progresywnej strategii w ramach rzeczywistości, którą
    będziemy mieć, a nie tej, którą chcielibyśmy mieć, gdyby sprawy
    nie były tak cholernie gówniane.

    Dziś jest pojutrze

    Jest maj 2024 roku,
    a wiadomości o naszym załamującym się klimacie napływają szybko
    i intensywnie:

    Zdecydowana
    większość naukowców zajmujących się klimatem jest pewna, że
    nie będziemy w stanie dotrzymać limitu 1,5 stopnia globalnego
    ocieplenia uzgodnionego w 2015 roku w Paryżu. Ponadto wielu z nich
    (tj. tych, którzy najlepiej wiedzą, jaka czeka nas klimatyczna
    przyszłość) rezygnuje z posiadania dzieci, ponieważ, no wiesz:
    upadek.

    W wyniku gwałtownych
    powodzi w Afganistanie zginęło ponad 300 osób, a władze ogłosiły
    stan wyjątkowy.

    Ulewne deszcze w
    brazylijskim Rio Grande do Sul spowodowały najgorszą powódź w
    kraju od 80 lat, wiele ofiar śmiertelnych i wysiedlenie tysięcy
    rodzin.

    Od 4 maja 2023 r.
    temperatury powierzchni oceanów są rekordowe każdego dnia, a
    średnie globalne temperatury w ciągu ostatnich 12 miesięcy były
    najwyższe w historii i wyniosły 1,61 C powyżej poziomu sprzed
    epoki przemysłowej.

    I to tylko z
    pierwszych dwóch tygodni maja.

    Może gdzieś
    indziej w multiwersum, ale tutaj…?

    Jednocześnie
    nigdzie nie widać tak zachwalanej „transformacji energetycznej”
    czy „zielonej transformacji”. Oczywiście, obserwujemy wzrost
    mocy zainstalowanej ze źródeł odnawialnych, ale widzimy również
    ogromne inwestycje w paliwa kopalne i infrastrukturę paliw
    kopalnych.

    W marcu 2024 r.
    odnotowano największy w historii wzrost poziomu CO2 w światowej
    atmosferze, nie tylko z powodu stale rosnącego zużycia paliw
    kopalnych.

    W 2023 r. po raz
    pierwszy od 2019 r. wzrosła globalna moc pochodząca ze spalania
    węgla.

    A wielkie światowe
    banki, od czasu podpisania porozumienia paryskiego, przekazały
    prawie siedem bilionów (7000 miliardów) dolarów amerykańskich na
    finansowanie przemysłu paliw kopalnych.

    Krótko mówiąc:
    załamanie klimatu albo już się dzieje, w którym to przypadku
    wszystkie stwierdzenia, że „możemy być w stanie
    ustabilizować…” są bezużyteczne, ponieważ w załamującym się
    klimacie nie ma już efektów liniowych, a wszystkie rodzaje punktów
    krytycznych zostaną koniecznie przekroczone. Lub też załamanie
    klimatu jest absolutnie nieuchronne, w którym to przypadku CO2 i
    metan znajdujące się obecnie w atmosferze (metan potrzebuje około
    12 lat, aby ogrzać klimat, CO2 – ok. 50) z pewnością doprowadzą
    nas do krawędzi, podczas gdy metan i CO2, które obecnie emitujemy,
    sprawią, że będziemy coraz szybciej spadać z tej krawędzi.

    Rzeczywistość
    gryzie

    Nic z tego nie jest
    spekulacją: nie ma sposobu, absolutnie zero szansy (zero. Nie
    zero-przecinek-zero-zero-coś, ale zero) na „uniknięcie”
    załamania klimatu.

    „Buuu”,
    niektórzy z was mogą teraz odpowiedzieć, „znowu apokaliptycyzm.
    Ten rodzaj szczerości przygnębia ludzi, prowadzi ich do depresji i
    politycznego obezwładnienia!”. Jest wielu towarzyszy na lewicy i w
    ruchu klimatycznym, którzy są urażeni moim „doomerstwem”,
    którzy twierdzą, że nie, ruch klimatyczny nie zawiódł, a nawet
    jeśli nie mamy już żadnego ruchu, będziemy nadal udawać, że się
    ruszamy.

    Rozumiem to:
    rozumiem, że nie jest łatwo pożegnać się z tym, co ostatecznie
    jest naszym własnym „biznesem jak zwykle”, który, podobnie jak
    „biznes jak zwykle” tych kapitalistów kopalnych, których lubimy
    krytykować, jest dostosowany do i funkcjonuje w świecie przed
    upadkiem. Rozumiem, że zaakceptowanie faktu, że „wszystko, co
    zrobiliśmy, nasz rodzaj »aktywizmu« jest w pewnym sensie
    skończony” jest naprawdę, naprawdę cholernie trudne. Nie tylko
    na poziomie praktycznym, chociaż zmiana sposobu robienia rzeczy to
    cholernie ciężka praca; mówię o emocjach. To poziom, na którym
    najtrudniej jest pożegnać się z własną przeszłością.

    Tak więc rozumiem,
    że wywiad z Flamman sprzed kilku miesięcy, który wydawał się
    kończyć w gąszczu narkotyków, seksu i depresji, mógł
    potwierdzić twój pogląd, że lepiej jest kontynuować palenie
    fajki hopium niż zmagać się z trudnym procesem akceptacji
    nieuchronności upadku na całym świecie.

    ___________________

    Większość mojej
    pracy politycznej finansuję za pośrednictwem tego bloga i byłbym
    wdzięczny za wsparcie.

    __________________

    Bez szeroko
    zamkniętych oczu

    Ale może opowiem o
    niektórych nowych wyzwaniach politycznych i społecznych, które z
    pewnością pojawią się na naszej drodze już wkrótce, jeśli
    jeszcze się z nimi nie zmierzyliśmy, nawet jeśli nie zgadzamy się
    co do tego, gdzie dokładnie stoimy wobec tego „upadku”.

    Pamiętam, jak
    zeszłej jesieni czytałem o powodziach w północnej Francji, które
    zagrażały około 200 tysiącom ludzi, grożąc przeciążeniem
    służb ratunkowych, i pomyślałem sobie: cholera, bycie
    przygotowanym na taką sytuację, posiadanie opartych na ruchu sieci
    pomocy wzajemnej w przypadku katastrof, które pozwoliłyby służbom
    ratunkowym skupić się na prawdziwych sytuacjach kryzysowych, i
    wzmacnianie pozycji ludzi jeszcze przed przybyciem tych służb,
    nawet w czasie katastrofy, wydaje się czymś, co lewicowcy powinni
    robić w przypadku katastrofy. A jeśli to prawda i jeśli prawdą
    jest również, że gdziekolwiek jesteśmy na skali upadku, to
    wspólne przygotowywanie się na katastrofy, które z pewnością
    nadejdą, musi być, jeśli nie jedyną pozycją, to główną
    pozycją w menu lewicowych praktyk? Nawet jeśli nie akceptujesz
    pewności upadku, nawet niewielka szansa na rzeczywisty upadek
    sprawia, że przygotowanie się na niego jest racjonalne, konieczne i
    (w końcu jesteśmy lewicowcami) słuszne.

    Aby więc rozpocząć
    te zbiorowe przygotowania na przyszłość, w której nastąpi coraz
    większy rozpad społeczny (nawet jeśli mylę się co do wielkiego
    upadku, realia wokół nas pokazują nam każdego dnia — od Ukrainy
    po Gazę, od Sahelu po Afganistan, ale także od Haninge po Hässelby
    — że już teraz coraz trudniej jest zaspokoić zbiorowe ludzkie
    potrzeby), musimy zacząć systematyzować pewne punkty dotyczące
    tego, co zostało nazwane „sprawiedliwą polityką upadku”, w tym
    sensie, że lewicowa polityka w ramach upadku musi zachować swoje
    zaangażowanie w naszą podstawową wartość, jaką jest
    sprawiedliwość, ale musi umiejscowić tę walkę w rzeczywistej,
    realistycznie rozumianej społecznej geografii upadku, a nie w
    świecie niemal ciągłej ekspansji materialnej, która była
    rzeczywistością większości ludzi na globalnej Północy przez
    ostatnie 70 lat.

    Praca emocjonalna,
    czyli strach jest zabójcą umysłu

    Podobnie jak w
    przypadku każdego zrozumienia, nasze zrozumienie strategicznej
    sytuacji, w którą wkraczamy, zaczyna się od pracy emocjonalnej
    niezbędnej do zaakceptowania faktycznych prawd jako akceptowalnych:
    w tym przypadku pracy emocjonalnej polegającej na uznaniu naszego
    strachu, że „społeczeństwo”, „świat”, „cywilizacja”,
    „ludzkość” upada; a także strach przed rzeczami, które
    musielibyśmy zrobić, aby te upadki były mniej straszne i aby się
    na nie przygotować; oraz poczucie winy i wstyd, które odczuwamy z
    powodu nierobienia tych rzeczy. Dopiero wtedy, gdy uznamy nasze lęki,
    możliwe staje się poradzenie sobie z realiami upadku, a raczej
    upadków, których obecnie doświadczamy i które nadchodzą.

    Wtedy możemy
    rozpocząć proces żałoby. W ogromnym uproszczeniu: my, jako
    społeczeństwo i jako jednostki, musimy przejść przez „etapy
    żałoby”, aż osiągniemy akceptację. Ponieważ poza akceptacją
    bardzo realnych horrorów i niebezpieczeństw, które *na pewno* nas
    czekają, są też pełne nadziei historie. Poza akceptacją leży
    prawdziwa nadzieja, a nie tylko szkodliwe hopium. Ale pozytywne
    historie, za którymi wszyscy tęsknimy, pojawiają się po drugiej
    stronie (nie „zamiast”) smutku.

    Weźmy na przykład
    ruch (na rzecz) sprawiedliwości klimatycznej i jego „niezawinioną
    porażkę”. Europejskie skrzydło ruchu pojawiło się około 2008
    roku i postawiło sobie za cel pomoc w zapobieganiu załamaniu
    klimatycznemu, które właśnie nadeszło. Nie oznacza to, że nasze
    zmagania były bezcelowe lub że powinniśmy teraz przestać walczyć.
    Ale oznacza to, że ruch musi również przejść przez proces
    żałoby, aby narodzić się na nowo, aby rozpocząć kolejny cykl
    ruchu: ruch powstanie ponownie, powstanie jak feniks, ponieważ
    dokładnie tak poruszają się ruchy: w cyklach, poprzez porażki,
    poprzez produktywną porażkę, ale zawsze z miłością,
    solidarnością i nadzieją.

    Zrozumieć upadek?
    (albo: nic nie wiesz, Jon Snow)

    Ok, jasne, to może
    brzmieć trochę jak z bajki, podczas gdy w tej chwili jesteśmy albo
    na ziemi, zmiażdżeni, albo poza sceną, liżąc rany, zamiast być
    w stanie przejść do ofensywy z nowymi strategiami. Dlatego też w
    zeszłym roku pojechałem do Szwecji, kraju, który, jak czytam,
    doświadcza obecnie częściowego „załamania bezpieczeństwa” —
    w końcu nie jest „normalne”, by Szwecja doświadczała…
    średnio jednego zamachu bomowego w tygodniu? – gdzie moi towarzysze
    założyli grupę o nazwie „Prepping Together” i odchodzą od
    walk i praktyk motywowanych przede wszystkim przekonaniami
    politycznymi, a bardziej w kierunku polityki opartej na potrzebach. W
    tym sensie wyruszyłem w przyszłość, aby dowiedzieć się, jak
    może wyglądać lewicowa polityka po upadku.

    Zanim jednak
    przejdziemy dalej, musimy najpierw wypracować ważny punkt
    pojęciowy: czym właściwie jest upadek, co się załamuje i jak to
    się przedstawia z perspektywy nie upadającego systemu, ale
    podmiotów, z którymi się organizujemy, z którymi chcemy zmieniać
    świat?

    „Upadek” w
    sensie teorii systemów odnosi się do sytuacji, w której w ramach
    dowolnego systemu załamują się funkcjonalne relacje między jego
    komponentami, co oznacza, że system traci zdolność do
    reprodukowania się tak, jak wcześniej. Mniej abstrakcyjnie,
    załamanie oznacza, że rzeczy (nie obiekty, bardziej rzeczy takie
    jak „zaopatrzenie w wodę”, „szpitale”), które wcześniej
    funkcjonowały, już nie działają lub działają rzadko i
    niekompletnie. To, co wcześniej uważałeś za normalne (dotarcie do
    pracy, kupowanie jedzenia, wypłacanie pieniędzy, niedanie się
    zastrzelić), nagle staje się niezwykłe i trudne.

    Upadek nie następuje
    wtedy, gdy wszyscy umierają; upadek następuje wtedy, gdy nie można
    już brać rzeczy za pewnik. Kiedy nie możesz już podróżować do
    pracy albo dlatego, że nie masz już pracy, albo dlatego, że
    transport już nie działa. Upadek jest wtedy, gdy nie możesz już
    robić zakupów, ponieważ nie masz już pieniędzy lub nie ma już
    nic na półkach w supermarkecie. Upadek jest wtedy, gdy powstają
    milicje, aby egzekwować prawa i zasady społeczności, ponieważ
    państwo nie jest już w stanie lub nie chce egzekwować ich przez
    władzę wykonawczą na całym swoim terytorium.

    A ponieważ my, jako
    konkretne, fizyczne podmioty (ciała), żyjemy na przecięciu
    niezliczonych systemów (żywność, woda itp., ale można to
    naprawdę rozbić na najdrobniejsze szczegóły — twoje sąsiedztwo
    może funkcjonować jako system, twoja ulica i krąg przyjaciół),
    „upadek” nie przedstawia się większości ludzi jako wielkie,
    kataklizmiczne wydarzenie, ale jako czasami nagłe, czasami raczej
    stopniowe zanikanie normalności, a konkretnie niełatwa dostępność
    niezbędnych towarów i usług. Na przykład bezpieczeństwo, opieka
    medyczna, woda czy żywność.

    Ale jutro jest dzień
    po 2012 roku

    Prosty wniosek, jaki
    można wyciągnąć z powyższego, jest taki, że musimy nauczyć się
    organizować to skutecznie, solidarnie i otwarcie, tak jak zaczynają
    to robić towarzysze z Preppa Tillsammans. Sercem programu „polityki
    sprawiedliwego upadku” jest uświadomienie sobie, że
    „przygotowanie” nie dotyczy zapasów, ale relacji. Prepping to
    nic innego jak „przygotowanie się na kryzysy i katastrofy” i
    samo w sobie nie jest czymś nazistowskim — ale może się nim stać
    i pozostać, jeśli wkrótce nie weźmiemy się w garść.

    A jak sprawić, by
    sprawy ruszyły z miejsca? Z nowym cyklem walk, z nowymi praktykami
    ruchu, które poważnie traktują fakt, że globalne katastrofy
    społeczno-ekologiczne (nie tylko klimatyczne, ale także
    bioróżnorodność itp.) idą w parze z ogromnym wzrostem zagrożenia
    faszyzmem, a jak dotąd to głównie prawica zinstrumentalizowała
    obawy o przyszłość i upadek i przekształciła je w ruchy
    polityczne dla swojego projektu.

    Oznacza to, że nie
    możemy tłumić tych obaw w komunikacji politycznej, ale musimy je
    uznać. Musimy dążyć do akceptacji, a poprzez akceptację do
    realistycznej nadziei, nadziei na wspólnotę, solidarność i
    człowieczeństwo w ciemniejącym świecie, zamiast fałszywej
    nadziei opartej na bzdurach i wyparciu, która będzie coraz bardziej
    obezwładniająca, im bardziej upadek stanie się rzeczywistością.

    Chcę powiedzieć,
    że ci, którzy uważają, że uznanie rzeczywistości załamania
    klimatu jest defetyzmem, budują swoje strategie na samooszukiwaniu
    się; tylko ci, którzy wiedzą, co nadchodzi, mogą się
    przygotować, mogą nas przygotować, abyśmy nie zostawili załamania
    nazistom. A każdy, kto pozostawia upadek, tj. przyszłość,
    nazistom, już się poddał, już się poddał.

    Serdecznie
    pozdrawiam,

    Tadzio

    https://tepewu.pl/2024/06/cos-w-rodzaju-manifestu-dla-lewicy-justcollapse/

    #Agitacja #TadzioMueller #Tłumaczenia

  2. Tłumaczenie z

    https://steadyhq.com/de/friedlichesabotage/posts/69fc6efe-a06d-4eab-8220-b8eec0cc3f4b

    Drodzy przyjaciele,

    Kilka tygodni temu towarzysze ze szwedzkiego magazynu Flamman przeprowadzili ze mną wywiad, który zakończył się nieco smętną nutą: „Ludzie wolą spalić planetę niż poczuć się jak gówno i działać”. Uzgodniliśmy więc, że podejmę wątek w miejscu, na którym skończyliśmy, i napiszę o kolejnym kroku, o tym, który udało mi się zrobić w zeszłym roku po wizycie u mojego starego przyjaciela Pära Plüschke i jego społeczności kolapsowego aktywizmu pod hasłem „prepperstwo razem”: od akceptacji upadku do wzmocnienia pozycji w nowej polityce „nie tylko upadku, ale #justcollapse”. Ok, wciąż pracujemy nad przyzwoitym określeniem w języku angielskim [i w polskim – przyp. tłum.], ale myślę, że pomysły są całkiem solidne.

    Poniższy tekst został pierwotnie opublikowany w języku szwedzkim tutaj:

    Ett manifest för kollapsvänstern

    Zanim jednak przejdę do tego, jak radykalna lewica/polityka sprawiedliwości klimatycznej mogłaby wyglądać w kontekście zapaści, prawdopodobnie ważne jest, aby najpierw zająć się czymś innym, tą nową linią konfliktu, tym nowym rozłamem, który otworzył się bezpośrednio w ruchu klimatycznym i bańkach: konfliktem między tymi, którzy akceptują absolutną pewność załamania klimatu, a tymi, którzy nadal zaprzeczają temu faktowi, bez względu na to, jak wiele danych zaprzecza ich twierdzeniom. W rzeczywistości im bardziej załamanie klimatu staje się oczywiste, tym bardziej nasi byli towarzysze będą temu zaprzeczać: dynamika jest dokładnie taka sama, jak w przypadku wszystkich innych zaprzeczeń.

    A więc zaczynamy: jeszcze raz do szturmu, drodzy przyjaciele. A potem w przyszłość zmyślnej progresywnej strategii w ramach rzeczywistości, którą będziemy mieć, a nie tej, którą chcielibyśmy mieć, gdyby sprawy nie były tak cholernie gówniane.

    Dziś jest pojutrze

    Jest maj 2024 roku, a wiadomości o naszym załamującym się klimacie napływają szybko i intensywnie:

    • Zdecydowana większość naukowców zajmujących się klimatem jest pewna, że nie będziemy w stanie dotrzymać limitu 1,5 stopnia globalnego ocieplenia uzgodnionego w 2015 roku w Paryżu. Ponadto wielu z nich (tj. tych, którzy najlepiej wiedzą, jaka czeka nas klimatyczna przyszłość) rezygnuje z posiadania dzieci, ponieważ, no wiesz: upadek.
    • W wyniku gwałtownych powodzi w Afganistanie zginęło ponad 300 osób, a władze ogłosiły stan wyjątkowy.
    • Ulewne deszcze w brazylijskim Rio Grande do Sul spowodowały najgorszą powódź w kraju od 80 lat, wiele ofiar śmiertelnych i wysiedlenie tysięcy rodzin.
    • Od 4 maja 2023 r. temperatury powierzchni oceanów są rekordowe każdego dnia, a średnie globalne temperatury w ciągu ostatnich 12 miesięcy były najwyższe w historii i wyniosły 1,61 C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej.

    I to tylko z pierwszych dwóch tygodni maja.

    Może gdzieś indziej w multiwersum, ale tutaj…?

    Jednocześnie nigdzie nie widać tak zachwalanej „transformacji energetycznej” czy „zielonej transformacji”. Oczywiście, obserwujemy wzrost mocy zainstalowanej ze źródeł odnawialnych, ale widzimy również ogromne inwestycje w paliwa kopalne i infrastrukturę paliw kopalnych.

    W marcu 2024 r. odnotowano największy w historii wzrost poziomu CO2 w światowej atmosferze, nie tylko z powodu stale rosnącego zużycia paliw kopalnych.

    W 2023 r. po raz pierwszy od 2019 r. wzrosła globalna moc pochodząca ze spalania węgla.

    A wielkie światowe banki, od czasu podpisania porozumienia paryskiego, przekazały prawie siedem bilionów (7000 miliardów) dolarów amerykańskich na finansowanie przemysłu paliw kopalnych.

    Krótko mówiąc: załamanie klimatu albo już się dzieje, w którym to przypadku wszystkie stwierdzenia, że „możemy być w stanie ustabilizować…” są bezużyteczne, ponieważ w załamującym się klimacie nie ma już efektów liniowych, a wszystkie rodzaje punktów krytycznych zostaną koniecznie przekroczone. Lub też załamanie klimatu jest absolutnie nieuchronne, w którym to przypadku CO2 i metan znajdujące się obecnie w atmosferze (metan potrzebuje około 12 lat, aby ogrzać klimat, CO2 – ok. 50) z pewnością doprowadzą nas do krawędzi, podczas gdy metan i CO2, które obecnie emitujemy, sprawią, że będziemy coraz szybciej spadać z tej krawędzi.

    Rzeczywistość gryzie

    Nic z tego nie jest spekulacją: nie ma sposobu, absolutnie zero szansy (zero; nie zero-przecinek-zero-zero-coś, ale zero) na „uniknięcie” załamania klimatu.

    „Buuu”, niektórzy z was mogą teraz odpowiedzieć, „znowu apokaliptycyzm. Ten rodzaj szczerości przygnębia ludzi, prowadzi ich do depresji i politycznego obezwładnienia!”. Jest wielu towarzyszy na lewicy i w ruchu klimatycznym, którzy są urażeni moim „doomerstwem”, którzy twierdzą, że nie, ruch klimatyczny nie zawiódł, a nawet jeśli nie mamy już żadnego ruchu, będziemy nadal udawać, że się ruszamy.

    Rozumiem to: rozumiem, że nie jest łatwo pożegnać się z tym, co ostatecznie jest naszym własnym „biznesem jak zwykle”, który, podobnie jak „biznes jak zwykle” tych kapitalistów kopalnych, których lubimy krytykować, jest dostosowany do i funkcjonuje w świecie przed upadkiem. Rozumiem, że zaakceptowanie faktu, że „wszystko, co zrobiliśmy, nasz rodzaj »aktywizmu« jest w pewnym sensie skończony” jest naprawdę, naprawdę cholernie trudne. Nie tylko na poziomie praktycznym, chociaż zmiana sposobu robienia rzeczy to cholernie ciężka praca; mówię o emocjach. To poziom, na którym najtrudniej jest pożegnać się z własną przeszłością.

    Tak więc rozumiem, że wywiad z Flamman sprzed kilku miesięcy, który wydawał się kończyć w gąszczu narkotyków, seksu i depresji, mógł potwierdzić twój pogląd, że lepiej jest palić hopium fajkami, niż zmagać się z trudnym procesem akceptacji nieuchronności upadku na całym świecie.

    Większość mojej pracy politycznej finansuję za pośrednictwem mojego bloga i byłbym wdzięczny za wsparcie.

    Bez szeroko zamkniętych oczu

    Ale może opowiem o niektórych nowych wyzwaniach politycznych i społecznych, które z pewnością pojawią się na naszej drodze już wkrótce, jeśli jeszcze się z nimi nie zmierzyliśmy, nawet jeśli nie zgadzamy się co do tego, gdzie dokładnie stoimy wobec tego „upadku”.

    Pamiętam, jak zeszłej jesieni czytałem o powodziach w północnej Francji, które zagrażały około 200 tysiącom ludzi, grożąc przeciążeniem służb ratunkowych, i pomyślałem sobie: cholera, bycie przygotowanym na taką sytuację, posiadanie opartych na ruchu sieci pomocy wzajemnej w przypadku katastrof, które pozwoliłyby służbom ratunkowym skupić się na prawdziwych sytuacjach kryzysowych, i wzmacnianie pozycji ludzi jeszcze przed przybyciem tych służb, nawet w czasie katastrofy, wydaje się czymś, co lewicowcy powinni robić w przypadku katastrofy. A jeśli to prawda i jeśli prawdą jest również, że gdziekolwiek jesteśmy na skali upadku, to wspólne przygotowywanie się na katastrofy, które z pewnością nadejdą, musi być, jeśli nie jedyną pozycją, to główną pozycją w menu lewicowych praktyk? Nawet jeśli nie akceptujesz pewności upadku, nawet niewielka szansa na rzeczywisty upadek sprawia, że przygotowanie się na niego jest racjonalne, konieczne i (w końcu jesteśmy lewicowcami) słuszne.

    Aby więc rozpocząć te zbiorowe przygotowania na przyszłość, w której nastąpi coraz większy rozpad społeczny (nawet jeśli mylę się co do wielkiego upadku, realia wokół nas pokazują nam każdego dnia — od Ukrainy po Gazę, od Sahelu po Afganistan, ale także od Haninge po Hässelby — że już teraz coraz trudniej jest zaspokoić zbiorowe ludzkie potrzeby), musimy zacząć systematyzować pewne punkty dotyczące tego, co zostało nazwane „sprawiedliwą polityką upadku”, w tym sensie, że lewicowa polityka w ramach upadku musi zachować swoje zaangażowanie w naszą podstawową wartość, jaką jest sprawiedliwość, ale musi umiejscowić tę walkę w rzeczywistej, realistycznie rozumianej społecznej geografii upadku, a nie w świecie niemal ciągłej ekspansji materialnej, która była rzeczywistością większości ludzi na globalnej Północy przez ostatnie 70 lat.

    Praca emocjonalna, czyli strach jest zabójcą umysłu

    Podobnie jak w przypadku każdego zrozumienia, nasze zrozumienie strategicznej sytuacji, w którą wkraczamy, zaczyna się od pracy emocjonalnej niezbędnej do zaakceptowania faktycznych prawd jako akceptowalnych: w tym przypadku pracy emocjonalnej polegającej na uznaniu naszego strachu, że „społeczeństwo”, „świat”, „cywilizacja”, „ludzkość” upada; a także strach przed rzeczami, które musielibyśmy zrobić, aby te upadki były mniej straszne i aby się na nie przygotować; oraz poczucie winy i wstyd, które odczuwamy z powodu nierobienia tych rzeczy. Dopiero wtedy, gdy uznamy nasze lęki, możliwe staje się poradzenie sobie z realiami upadku, a raczej upadków, których obecnie doświadczamy i które nadchodzą.

    Wtedy możemy rozpocząć proces żałoby. W ogromnym uproszczeniu: my, jako społeczeństwo i jako jednostki, musimy przejść przez „etapy żałoby”, aż osiągniemy akceptację. Ponieważ poza akceptacją bardzo realnych horrorów i niebezpieczeństw, które *na pewno* nas czekają, są też pełne nadziei historie. Poza akceptacją leży prawdziwa nadzieja, a nie tylko szkodliwe hopium. Ale pozytywne historie, za którymi wszyscy tęsknimy, pojawiają się po drugiej stronie (nie „zamiast”) smutku.

    Weźmy na przykład ruch (na rzecz) sprawiedliwości klimatycznej i jego „niezawinioną porażkę”. Europejskie skrzydło ruchu pojawiło się około 2008 roku i postawiło sobie za cel pomoc w zapobieganiu załamaniu klimatycznemu, które właśnie nadeszło. Nie oznacza to, że nasze zmagania były bezcelowe lub że powinniśmy teraz przestać walczyć. Ale oznacza to, że ruch musi również przejść przez proces żałoby, aby narodzić się na nowo, aby rozpocząć kolejny cykl ruchu: ruch powstanie ponownie, powstanie jak feniks, ponieważ dokładnie tak poruszają się ruchy: w cyklach, poprzez porażki, poprzez produktywną porażkę, ale zawsze z miłością, solidarnością i nadzieją.

    Zrozumieć upadek? (albo: nic nie wiesz, Jon Snow)

    Ok, jasne, to może brzmieć trochę jak z bajki, podczas gdy w tej chwili jesteśmy albo na ziemi, zmiażdżeni, albo poza sceną, liżąc rany, zamiast być w stanie przejść do ofensywy z nowymi strategiami. Dlatego też w zeszłym roku pojechałem do Szwecji, kraju, który, jak czytam, doświadcza obecnie częściowego „załamania bezpieczeństwa” — w końcu nie jest „normalne”, by Szwecja doświadczała… średnio jednego zamachu bomowego w tygodniu? – gdzie moi towarzysze założyli grupę o nazwie „Prepping Together” i odchodzą od walk i praktyk motywowanych przede wszystkim przekonaniami politycznymi, a bardziej w kierunku polityki opartej na potrzebach. W tym sensie wyruszyłem w przyszłość, aby dowiedzieć się, jak może wyglądać lewicowa polityka po upadku.

    Zanim jednak przejdziemy dalej, musimy najpierw wypracować ważny punkt pojęciowy: czym właściwie jest upadek, co się załamuje i jak to się przedstawia z perspektywy nie upadającego systemu, ale podmiotów, z którymi się organizujemy, z którymi chcemy zmieniać świat?

    „Upadek” w sensie teorii systemów odnosi się do sytuacji, w której w ramach dowolnego systemu załamują się funkcjonalne relacje między jego komponentami, co oznacza, że system traci zdolność do reprodukowania się tak, jak wcześniej. Mniej abstrakcyjnie, załamanie oznacza, że rzeczy (nie obiekty, bardziej rzeczy takie jak „zaopatrzenie w wodę”, „szpitale”), które wcześniej funkcjonowały, już nie działają lub działają rzadko i niekompletnie. To, co wcześniej uważałeś za normalne (dotarcie do pracy, kupowanie jedzenia, wypłacanie pieniędzy, niedanie się zastrzelić), nagle staje się niezwykłe i trudne.

    Upadek nie następuje wtedy, gdy wszyscy umierają; upadek następuje wtedy, gdy nie można już brać rzeczy za pewnik. Kiedy nie możesz już podróżować do pracy albo dlatego, że nie masz już pracy, albo dlatego, że transport już nie działa. Upadek jest wtedy, gdy nie możesz już robić zakupów, ponieważ nie masz już pieniędzy lub nie ma już nic na półkach w supermarkecie. Upadek jest wtedy, gdy powstają milicje, aby egzekwować prawa i zasady społeczności, ponieważ państwo nie jest już w stanie lub nie chce egzekwować ich przez władzę wykonawczą na całym swoim terytorium.

    A ponieważ my, jako konkretne, fizyczne podmioty (ciała), żyjemy na przecięciu niezliczonych systemów (żywność, woda itp., ale można to naprawdę rozbić na najdrobniejsze szczegóły — twoje sąsiedztwo może funkcjonować jako system, twoja ulica i krąg przyjaciół), „upadek” nie przedstawia się większości ludzi jako wielkie, kataklizmiczne wydarzenie, ale jako czasami nagłe, czasami raczej stopniowe zanikanie normalności, a konkretnie niełatwa dostępność niezbędnych towarów i usług. Na przykład bezpieczeństwo, opieka medyczna, woda czy żywność.

    Ale jutro jest dzień po 2012 roku

    Prosty wniosek, jaki można wyciągnąć z powyższego, jest taki, że musimy nauczyć się organizować to skutecznie, solidarnie i otwarcie, tak jak zaczynają to robić towarzysze z Preppa Tillsammans. Sercem programu „polityki sprawiedliwego upadku” jest uświadomienie sobie, że „przygotowanie” nie dotyczy zapasów, ale relacji. Prepping to nic innego jak „przygotowanie się na kryzysy i katastrofy” i samo w sobie nie jest czymś nazistowskim — ale może się nim stać i pozostać, jeśli wkrótce nie weźmiemy się w garść.

    A jak sprawić, by sprawy ruszyły z miejsca? Z nowym cyklem walk, z nowymi praktykami ruchu, które poważnie traktują fakt, że globalne katastrofy społeczno-ekologiczne (nie tylko klimatyczne, ale także bioróżnorodność itp.) idą w parze z ogromnym wzrostem zagrożenia faszyzmem, a jak dotąd to głównie prawica zinstrumentalizowała obawy o przyszłość i upadek i przekształciła je w ruchy polityczne dla swojego projektu.

    Oznacza to, że nie możemy tłumić tych obaw w komunikacji politycznej, ale musimy je uznać. Musimy dążyć do akceptacji, a poprzez akceptację do realistycznej nadziei, nadziei na wspólnotę, solidarność i człowieczeństwo w ciemniejącym świecie, zamiast fałszywej nadziei opartej na bzdurach i wyparciu, która będzie coraz bardziej obezwładniająca, im bardziej upadek stanie się rzeczywistością.

    Chcę powiedzieć, że ci, którzy uważają, że uznanie rzeczywistości załamania klimatu jest defetyzmem, budują swoje strategie na samooszukiwaniu się; tylko ci, którzy wiedzą, co nadchodzi, mogą się przygotować, mogą nas przygotować, abyśmy nie zostawili załamania nazistom. A każdy, kto pozostawia upadek, tj. przyszłość, nazistom, już się poddał, już się poddał.

    Serdecznie pozdrawiam,

    Tadzio

    Drodzy przyjaciele,

    Kilka tygodni temu
    towarzysze ze szwedzkiego magazynu Flamman przeprowadzili ze mną
    wywiad, który zakończył się nieco smętną nutą: „Ludzie wolą
    spalić planetę niż poczuć się jak gówno i działać”.
    Uzgodniliśmy więc, że podejmę wątek w miejscu, na którym
    skończyliśmy, i napiszę o kolejnym kroku, o tym, który udało mi
    się zrobić w zeszłym roku po wizycie u mojego starego przyjaciela
    Pära Plüschke i jego społeczności kolapsowego aktywizmu pod
    hasłem „prepperstwo razem”: od akceptacji upadku do wzmocnienia
    pozycji w nowej polityce „nie tylko upadku, ale #justcollapse”.
    Ok, wciąż pracujemy nad przyzwoitym określeniem w języku
    angielskim [i w polskim – przyp. tłum.], ale myślę, że pomysły
    są całkiem solidne. Poniższy tekst został pierwotnie opublikowany
    w języku szwedzkim tutaj:

    https://www.flamman.se/ett-manifest-for-kollapsvanstern/

    Zanim jednak przejdę
    do tego, jak radykalna lewica/polityka sprawiedliwości klimatycznej
    mogłaby wyglądać w kontekście zapaści, prawdopodobnie ważne
    jest, aby najpierw zająć się czymś innym, tą nową linią
    konfliktu, tym nowym rozłamem, który otworzył się bezpośrednio w
    ruchu klimatycznym i bańkach: konfliktem między tymi, którzy
    akceptują absolutną pewność załamania klimatu, a tymi, którzy
    nadal zaprzeczają temu faktowi, bez względu na to, jak wiele danych
    zaprzecza ich twierdzeniom. W rzeczywistości im bardziej załamanie
    klimatu staje się oczywiste, tym bardziej nasi byli towarzysze będą
    temu zaprzeczać: dynamika jest dokładnie taka sama, jak w przypadku
    wszystkich innych zaprzeczeń.

    A więc zaczynamy:
    jeszcze raz do szturmu, drodzy przyjaciele. A potem w przyszłość
    zmyślnej progresywnej strategii w ramach rzeczywistości, którą
    będziemy mieć, a nie tej, którą chcielibyśmy mieć, gdyby sprawy
    nie były tak cholernie gówniane.

    Dziś jest pojutrze

    Jest maj 2024 roku,
    a wiadomości o naszym załamującym się klimacie napływają szybko
    i intensywnie:

    Zdecydowana
    większość naukowców zajmujących się klimatem jest pewna, że
    nie będziemy w stanie dotrzymać limitu 1,5 stopnia globalnego
    ocieplenia uzgodnionego w 2015 roku w Paryżu. Ponadto wielu z nich
    (tj. tych, którzy najlepiej wiedzą, jaka czeka nas klimatyczna
    przyszłość) rezygnuje z posiadania dzieci, ponieważ, no wiesz:
    upadek.

    W wyniku gwałtownych
    powodzi w Afganistanie zginęło ponad 300 osób, a władze ogłosiły
    stan wyjątkowy.

    Ulewne deszcze w
    brazylijskim Rio Grande do Sul spowodowały najgorszą powódź w
    kraju od 80 lat, wiele ofiar śmiertelnych i wysiedlenie tysięcy
    rodzin.

    Od 4 maja 2023 r.
    temperatury powierzchni oceanów są rekordowe każdego dnia, a
    średnie globalne temperatury w ciągu ostatnich 12 miesięcy były
    najwyższe w historii i wyniosły 1,61 C powyżej poziomu sprzed
    epoki przemysłowej.

    I to tylko z
    pierwszych dwóch tygodni maja.

    Może gdzieś
    indziej w multiwersum, ale tutaj…?

    Jednocześnie
    nigdzie nie widać tak zachwalanej „transformacji energetycznej”
    czy „zielonej transformacji”. Oczywiście, obserwujemy wzrost
    mocy zainstalowanej ze źródeł odnawialnych, ale widzimy również
    ogromne inwestycje w paliwa kopalne i infrastrukturę paliw
    kopalnych.

    W marcu 2024 r.
    odnotowano największy w historii wzrost poziomu CO2 w światowej
    atmosferze, nie tylko z powodu stale rosnącego zużycia paliw
    kopalnych.

    W 2023 r. po raz
    pierwszy od 2019 r. wzrosła globalna moc pochodząca ze spalania
    węgla.

    A wielkie światowe
    banki, od czasu podpisania porozumienia paryskiego, przekazały
    prawie siedem bilionów (7000 miliardów) dolarów amerykańskich na
    finansowanie przemysłu paliw kopalnych.

    Krótko mówiąc:
    załamanie klimatu albo już się dzieje, w którym to przypadku
    wszystkie stwierdzenia, że „możemy być w stanie
    ustabilizować…” są bezużyteczne, ponieważ w załamującym się
    klimacie nie ma już efektów liniowych, a wszystkie rodzaje punktów
    krytycznych zostaną koniecznie przekroczone. Lub też załamanie
    klimatu jest absolutnie nieuchronne, w którym to przypadku CO2 i
    metan znajdujące się obecnie w atmosferze (metan potrzebuje około
    12 lat, aby ogrzać klimat, CO2 – ok. 50) z pewnością doprowadzą
    nas do krawędzi, podczas gdy metan i CO2, które obecnie emitujemy,
    sprawią, że będziemy coraz szybciej spadać z tej krawędzi.

    Rzeczywistość
    gryzie

    Nic z tego nie jest
    spekulacją: nie ma sposobu, absolutnie zero szansy (zero. Nie
    zero-przecinek-zero-zero-coś, ale zero) na „uniknięcie”
    załamania klimatu.

    „Buuu”,
    niektórzy z was mogą teraz odpowiedzieć, „znowu apokaliptycyzm.
    Ten rodzaj szczerości przygnębia ludzi, prowadzi ich do depresji i
    politycznego obezwładnienia!”. Jest wielu towarzyszy na lewicy i w
    ruchu klimatycznym, którzy są urażeni moim „doomerstwem”,
    którzy twierdzą, że nie, ruch klimatyczny nie zawiódł, a nawet
    jeśli nie mamy już żadnego ruchu, będziemy nadal udawać, że się
    ruszamy.

    Rozumiem to:
    rozumiem, że nie jest łatwo pożegnać się z tym, co ostatecznie
    jest naszym własnym „biznesem jak zwykle”, który, podobnie jak
    „biznes jak zwykle” tych kapitalistów kopalnych, których lubimy
    krytykować, jest dostosowany do i funkcjonuje w świecie przed
    upadkiem. Rozumiem, że zaakceptowanie faktu, że „wszystko, co
    zrobiliśmy, nasz rodzaj »aktywizmu« jest w pewnym sensie
    skończony” jest naprawdę, naprawdę cholernie trudne. Nie tylko
    na poziomie praktycznym, chociaż zmiana sposobu robienia rzeczy to
    cholernie ciężka praca; mówię o emocjach. To poziom, na którym
    najtrudniej jest pożegnać się z własną przeszłością.

    Tak więc rozumiem,
    że wywiad z Flamman sprzed kilku miesięcy, który wydawał się
    kończyć w gąszczu narkotyków, seksu i depresji, mógł
    potwierdzić twój pogląd, że lepiej jest kontynuować palenie
    fajki hopium niż zmagać się z trudnym procesem akceptacji
    nieuchronności upadku na całym świecie.

    ___________________

    Większość mojej
    pracy politycznej finansuję za pośrednictwem tego bloga i byłbym
    wdzięczny za wsparcie.

    __________________

    Bez szeroko
    zamkniętych oczu

    Ale może opowiem o
    niektórych nowych wyzwaniach politycznych i społecznych, które z
    pewnością pojawią się na naszej drodze już wkrótce, jeśli
    jeszcze się z nimi nie zmierzyliśmy, nawet jeśli nie zgadzamy się
    co do tego, gdzie dokładnie stoimy wobec tego „upadku”.

    Pamiętam, jak
    zeszłej jesieni czytałem o powodziach w północnej Francji, które
    zagrażały około 200 tysiącom ludzi, grożąc przeciążeniem
    służb ratunkowych, i pomyślałem sobie: cholera, bycie
    przygotowanym na taką sytuację, posiadanie opartych na ruchu sieci
    pomocy wzajemnej w przypadku katastrof, które pozwoliłyby służbom
    ratunkowym skupić się na prawdziwych sytuacjach kryzysowych, i
    wzmacnianie pozycji ludzi jeszcze przed przybyciem tych służb,
    nawet w czasie katastrofy, wydaje się czymś, co lewicowcy powinni
    robić w przypadku katastrofy. A jeśli to prawda i jeśli prawdą
    jest również, że gdziekolwiek jesteśmy na skali upadku, to
    wspólne przygotowywanie się na katastrofy, które z pewnością
    nadejdą, musi być, jeśli nie jedyną pozycją, to główną
    pozycją w menu lewicowych praktyk? Nawet jeśli nie akceptujesz
    pewności upadku, nawet niewielka szansa na rzeczywisty upadek
    sprawia, że przygotowanie się na niego jest racjonalne, konieczne i
    (w końcu jesteśmy lewicowcami) słuszne.

    Aby więc rozpocząć
    te zbiorowe przygotowania na przyszłość, w której nastąpi coraz
    większy rozpad społeczny (nawet jeśli mylę się co do wielkiego
    upadku, realia wokół nas pokazują nam każdego dnia — od Ukrainy
    po Gazę, od Sahelu po Afganistan, ale także od Haninge po Hässelby
    — że już teraz coraz trudniej jest zaspokoić zbiorowe ludzkie
    potrzeby), musimy zacząć systematyzować pewne punkty dotyczące
    tego, co zostało nazwane „sprawiedliwą polityką upadku”, w tym
    sensie, że lewicowa polityka w ramach upadku musi zachować swoje
    zaangażowanie w naszą podstawową wartość, jaką jest
    sprawiedliwość, ale musi umiejscowić tę walkę w rzeczywistej,
    realistycznie rozumianej społecznej geografii upadku, a nie w
    świecie niemal ciągłej ekspansji materialnej, która była
    rzeczywistością większości ludzi na globalnej Północy przez
    ostatnie 70 lat.

    Praca emocjonalna,
    czyli strach jest zabójcą umysłu

    Podobnie jak w
    przypadku każdego zrozumienia, nasze zrozumienie strategicznej
    sytuacji, w którą wkraczamy, zaczyna się od pracy emocjonalnej
    niezbędnej do zaakceptowania faktycznych prawd jako akceptowalnych:
    w tym przypadku pracy emocjonalnej polegającej na uznaniu naszego
    strachu, że „społeczeństwo”, „świat”, „cywilizacja”,
    „ludzkość” upada; a także strach przed rzeczami, które
    musielibyśmy zrobić, aby te upadki były mniej straszne i aby się
    na nie przygotować; oraz poczucie winy i wstyd, które odczuwamy z
    powodu nierobienia tych rzeczy. Dopiero wtedy, gdy uznamy nasze lęki,
    możliwe staje się poradzenie sobie z realiami upadku, a raczej
    upadków, których obecnie doświadczamy i które nadchodzą.

    Wtedy możemy
    rozpocząć proces żałoby. W ogromnym uproszczeniu: my, jako
    społeczeństwo i jako jednostki, musimy przejść przez „etapy
    żałoby”, aż osiągniemy akceptację. Ponieważ poza akceptacją
    bardzo realnych horrorów i niebezpieczeństw, które *na pewno* nas
    czekają, są też pełne nadziei historie. Poza akceptacją leży
    prawdziwa nadzieja, a nie tylko szkodliwe hopium. Ale pozytywne
    historie, za którymi wszyscy tęsknimy, pojawiają się po drugiej
    stronie (nie „zamiast”) smutku.

    Weźmy na przykład
    ruch (na rzecz) sprawiedliwości klimatycznej i jego „niezawinioną
    porażkę”. Europejskie skrzydło ruchu pojawiło się około 2008
    roku i postawiło sobie za cel pomoc w zapobieganiu załamaniu
    klimatycznemu, które właśnie nadeszło. Nie oznacza to, że nasze
    zmagania były bezcelowe lub że powinniśmy teraz przestać walczyć.
    Ale oznacza to, że ruch musi również przejść przez proces
    żałoby, aby narodzić się na nowo, aby rozpocząć kolejny cykl
    ruchu: ruch powstanie ponownie, powstanie jak feniks, ponieważ
    dokładnie tak poruszają się ruchy: w cyklach, poprzez porażki,
    poprzez produktywną porażkę, ale zawsze z miłością,
    solidarnością i nadzieją.

    Zrozumieć upadek?
    (albo: nic nie wiesz, Jon Snow)

    Ok, jasne, to może
    brzmieć trochę jak z bajki, podczas gdy w tej chwili jesteśmy albo
    na ziemi, zmiażdżeni, albo poza sceną, liżąc rany, zamiast być
    w stanie przejść do ofensywy z nowymi strategiami. Dlatego też w
    zeszłym roku pojechałem do Szwecji, kraju, który, jak czytam,
    doświadcza obecnie częściowego „załamania bezpieczeństwa” —
    w końcu nie jest „normalne”, by Szwecja doświadczała…
    średnio jednego zamachu bomowego w tygodniu? – gdzie moi towarzysze
    założyli grupę o nazwie „Prepping Together” i odchodzą od
    walk i praktyk motywowanych przede wszystkim przekonaniami
    politycznymi, a bardziej w kierunku polityki opartej na potrzebach. W
    tym sensie wyruszyłem w przyszłość, aby dowiedzieć się, jak
    może wyglądać lewicowa polityka po upadku.

    Zanim jednak
    przejdziemy dalej, musimy najpierw wypracować ważny punkt
    pojęciowy: czym właściwie jest upadek, co się załamuje i jak to
    się przedstawia z perspektywy nie upadającego systemu, ale
    podmiotów, z którymi się organizujemy, z którymi chcemy zmieniać
    świat?

    „Upadek” w
    sensie teorii systemów odnosi się do sytuacji, w której w ramach
    dowolnego systemu załamują się funkcjonalne relacje między jego
    komponentami, co oznacza, że system traci zdolność do
    reprodukowania się tak, jak wcześniej. Mniej abstrakcyjnie,
    załamanie oznacza, że rzeczy (nie obiekty, bardziej rzeczy takie
    jak „zaopatrzenie w wodę”, „szpitale”), które wcześniej
    funkcjonowały, już nie działają lub działają rzadko i
    niekompletnie. To, co wcześniej uważałeś za normalne (dotarcie do
    pracy, kupowanie jedzenia, wypłacanie pieniędzy, niedanie się
    zastrzelić), nagle staje się niezwykłe i trudne.

    Upadek nie następuje
    wtedy, gdy wszyscy umierają; upadek następuje wtedy, gdy nie można
    już brać rzeczy za pewnik. Kiedy nie możesz już podróżować do
    pracy albo dlatego, że nie masz już pracy, albo dlatego, że
    transport już nie działa. Upadek jest wtedy, gdy nie możesz już
    robić zakupów, ponieważ nie masz już pieniędzy lub nie ma już
    nic na półkach w supermarkecie. Upadek jest wtedy, gdy powstają
    milicje, aby egzekwować prawa i zasady społeczności, ponieważ
    państwo nie jest już w stanie lub nie chce egzekwować ich przez
    władzę wykonawczą na całym swoim terytorium.

    A ponieważ my, jako
    konkretne, fizyczne podmioty (ciała), żyjemy na przecięciu
    niezliczonych systemów (żywność, woda itp., ale można to
    naprawdę rozbić na najdrobniejsze szczegóły — twoje sąsiedztwo
    może funkcjonować jako system, twoja ulica i krąg przyjaciół),
    „upadek” nie przedstawia się większości ludzi jako wielkie,
    kataklizmiczne wydarzenie, ale jako czasami nagłe, czasami raczej
    stopniowe zanikanie normalności, a konkretnie niełatwa dostępność
    niezbędnych towarów i usług. Na przykład bezpieczeństwo, opieka
    medyczna, woda czy żywność.

    Ale jutro jest dzień
    po 2012 roku

    Prosty wniosek, jaki
    można wyciągnąć z powyższego, jest taki, że musimy nauczyć się
    organizować to skutecznie, solidarnie i otwarcie, tak jak zaczynają
    to robić towarzysze z Preppa Tillsammans. Sercem programu „polityki
    sprawiedliwego upadku” jest uświadomienie sobie, że
    „przygotowanie” nie dotyczy zapasów, ale relacji. Prepping to
    nic innego jak „przygotowanie się na kryzysy i katastrofy” i
    samo w sobie nie jest czymś nazistowskim — ale może się nim stać
    i pozostać, jeśli wkrótce nie weźmiemy się w garść.

    A jak sprawić, by
    sprawy ruszyły z miejsca? Z nowym cyklem walk, z nowymi praktykami
    ruchu, które poważnie traktują fakt, że globalne katastrofy
    społeczno-ekologiczne (nie tylko klimatyczne, ale także
    bioróżnorodność itp.) idą w parze z ogromnym wzrostem zagrożenia
    faszyzmem, a jak dotąd to głównie prawica zinstrumentalizowała
    obawy o przyszłość i upadek i przekształciła je w ruchy
    polityczne dla swojego projektu.

    Oznacza to, że nie
    możemy tłumić tych obaw w komunikacji politycznej, ale musimy je
    uznać. Musimy dążyć do akceptacji, a poprzez akceptację do
    realistycznej nadziei, nadziei na wspólnotę, solidarność i
    człowieczeństwo w ciemniejącym świecie, zamiast fałszywej
    nadziei opartej na bzdurach i wyparciu, która będzie coraz bardziej
    obezwładniająca, im bardziej upadek stanie się rzeczywistością.

    Chcę powiedzieć,
    że ci, którzy uważają, że uznanie rzeczywistości załamania
    klimatu jest defetyzmem, budują swoje strategie na samooszukiwaniu
    się; tylko ci, którzy wiedzą, co nadchodzi, mogą się
    przygotować, mogą nas przygotować, abyśmy nie zostawili załamania
    nazistom. A każdy, kto pozostawia upadek, tj. przyszłość,
    nazistom, już się poddał, już się poddał.

    Serdecznie
    pozdrawiam,

    Tadzio

    https://tepewu.pl/2024/06/cos-w-rodzaju-manifestu-dla-lewicy-justcollapse/

    #Agitacja #TadzioMueller #Tłumaczenia

  3. Tłumaczenie z

    https://steadyhq.com/de/friedlichesabotage/posts/69fc6efe-a06d-4eab-8220-b8eec0cc3f4b

    Drodzy przyjaciele,

    Kilka tygodni temu towarzysze ze szwedzkiego magazynu Flamman przeprowadzili ze mną wywiad, który zakończył się nieco smętną nutą: „Ludzie wolą spalić planetę niż poczuć się jak gówno i działać”. Uzgodniliśmy więc, że podejmę wątek w miejscu, na którym skończyliśmy, i napiszę o kolejnym kroku, o tym, który udało mi się zrobić w zeszłym roku po wizycie u mojego starego przyjaciela Pära Plüschke i jego społeczności kolapsowego aktywizmu pod hasłem „prepperstwo razem”: od akceptacji upadku do wzmocnienia pozycji w nowej polityce „nie tylko upadku, ale #justcollapse”. Ok, wciąż pracujemy nad przyzwoitym określeniem w języku angielskim [i w polskim – przyp. tłum.], ale myślę, że pomysły są całkiem solidne.

    Poniższy tekst został pierwotnie opublikowany w języku szwedzkim tutaj:

    Ett manifest för kollapsvänstern

    Zanim jednak przejdę do tego, jak radykalna lewica/polityka sprawiedliwości klimatycznej mogłaby wyglądać w kontekście zapaści, prawdopodobnie ważne jest, aby najpierw zająć się czymś innym, tą nową linią konfliktu, tym nowym rozłamem, który otworzył się bezpośrednio w ruchu klimatycznym i bańkach: konfliktem między tymi, którzy akceptują absolutną pewność załamania klimatu, a tymi, którzy nadal zaprzeczają temu faktowi, bez względu na to, jak wiele danych zaprzecza ich twierdzeniom. W rzeczywistości im bardziej załamanie klimatu staje się oczywiste, tym bardziej nasi byli towarzysze będą temu zaprzeczać: dynamika jest dokładnie taka sama, jak w przypadku wszystkich innych zaprzeczeń.

    A więc zaczynamy: jeszcze raz do szturmu, drodzy przyjaciele. A potem w przyszłość zmyślnej progresywnej strategii w ramach rzeczywistości, którą będziemy mieć, a nie tej, którą chcielibyśmy mieć, gdyby sprawy nie były tak cholernie gówniane.

    Dziś jest pojutrze

    Jest maj 2024 roku, a wiadomości o naszym załamującym się klimacie napływają szybko i intensywnie:

    • Zdecydowana większość naukowców zajmujących się klimatem jest pewna, że nie będziemy w stanie dotrzymać limitu 1,5 stopnia globalnego ocieplenia uzgodnionego w 2015 roku w Paryżu. Ponadto wielu z nich (tj. tych, którzy najlepiej wiedzą, jaka czeka nas klimatyczna przyszłość) rezygnuje z posiadania dzieci, ponieważ, no wiesz: upadek.
    • W wyniku gwałtownych powodzi w Afganistanie zginęło ponad 300 osób, a władze ogłosiły stan wyjątkowy.
    • Ulewne deszcze w brazylijskim Rio Grande do Sul spowodowały najgorszą powódź w kraju od 80 lat, wiele ofiar śmiertelnych i wysiedlenie tysięcy rodzin.
    • Od 4 maja 2023 r. temperatury powierzchni oceanów są rekordowe każdego dnia, a średnie globalne temperatury w ciągu ostatnich 12 miesięcy były najwyższe w historii i wyniosły 1,61 C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej.

    I to tylko z pierwszych dwóch tygodni maja.

    Może gdzieś indziej w multiwersum, ale tutaj…?

    Jednocześnie nigdzie nie widać tak zachwalanej „transformacji energetycznej” czy „zielonej transformacji”. Oczywiście, obserwujemy wzrost mocy zainstalowanej ze źródeł odnawialnych, ale widzimy również ogromne inwestycje w paliwa kopalne i infrastrukturę paliw kopalnych.

    W marcu 2024 r. odnotowano największy w historii wzrost poziomu CO2 w światowej atmosferze, nie tylko z powodu stale rosnącego zużycia paliw kopalnych.

    W 2023 r. po raz pierwszy od 2019 r. wzrosła globalna moc pochodząca ze spalania węgla.

    A wielkie światowe banki, od czasu podpisania porozumienia paryskiego, przekazały prawie siedem bilionów (7000 miliardów) dolarów amerykańskich na finansowanie przemysłu paliw kopalnych.

    Krótko mówiąc: załamanie klimatu albo już się dzieje, w którym to przypadku wszystkie stwierdzenia, że „możemy być w stanie ustabilizować…” są bezużyteczne, ponieważ w załamującym się klimacie nie ma już efektów liniowych, a wszystkie rodzaje punktów krytycznych zostaną koniecznie przekroczone. Lub też załamanie klimatu jest absolutnie nieuchronne, w którym to przypadku CO2 i metan znajdujące się obecnie w atmosferze (metan potrzebuje około 12 lat, aby ogrzać klimat, CO2 – ok. 50) z pewnością doprowadzą nas do krawędzi, podczas gdy metan i CO2, które obecnie emitujemy, sprawią, że będziemy coraz szybciej spadać z tej krawędzi.

    Rzeczywistość gryzie

    Nic z tego nie jest spekulacją: nie ma sposobu, absolutnie zero szansy (zero; nie zero-przecinek-zero-zero-coś, ale zero) na „uniknięcie” załamania klimatu.

    „Buuu”, niektórzy z was mogą teraz odpowiedzieć, „znowu apokaliptycyzm. Ten rodzaj szczerości przygnębia ludzi, prowadzi ich do depresji i politycznego obezwładnienia!”. Jest wielu towarzyszy na lewicy i w ruchu klimatycznym, którzy są urażeni moim „doomerstwem”, którzy twierdzą, że nie, ruch klimatyczny nie zawiódł, a nawet jeśli nie mamy już żadnego ruchu, będziemy nadal udawać, że się ruszamy.

    Rozumiem to: rozumiem, że nie jest łatwo pożegnać się z tym, co ostatecznie jest naszym własnym „biznesem jak zwykle”, który, podobnie jak „biznes jak zwykle” tych kapitalistów kopalnych, których lubimy krytykować, jest dostosowany do i funkcjonuje w świecie przed upadkiem. Rozumiem, że zaakceptowanie faktu, że „wszystko, co zrobiliśmy, nasz rodzaj »aktywizmu« jest w pewnym sensie skończony” jest naprawdę, naprawdę cholernie trudne. Nie tylko na poziomie praktycznym, chociaż zmiana sposobu robienia rzeczy to cholernie ciężka praca; mówię o emocjach. To poziom, na którym najtrudniej jest pożegnać się z własną przeszłością.

    Tak więc rozumiem, że wywiad z Flamman sprzed kilku miesięcy, który wydawał się kończyć w gąszczu narkotyków, seksu i depresji, mógł potwierdzić twój pogląd, że lepiej jest palić hopium fajkami, niż zmagać się z trudnym procesem akceptacji nieuchronności upadku na całym świecie.

    Większość mojej pracy politycznej finansuję za pośrednictwem mojego bloga i byłbym wdzięczny za wsparcie.

    Bez szeroko zamkniętych oczu

    Ale może opowiem o niektórych nowych wyzwaniach politycznych i społecznych, które z pewnością pojawią się na naszej drodze już wkrótce, jeśli jeszcze się z nimi nie zmierzyliśmy, nawet jeśli nie zgadzamy się co do tego, gdzie dokładnie stoimy wobec tego „upadku”.

    Pamiętam, jak zeszłej jesieni czytałem o powodziach w północnej Francji, które zagrażały około 200 tysiącom ludzi, grożąc przeciążeniem służb ratunkowych, i pomyślałem sobie: cholera, bycie przygotowanym na taką sytuację, posiadanie opartych na ruchu sieci pomocy wzajemnej w przypadku katastrof, które pozwoliłyby służbom ratunkowym skupić się na prawdziwych sytuacjach kryzysowych, i wzmacnianie pozycji ludzi jeszcze przed przybyciem tych służb, nawet w czasie katastrofy, wydaje się czymś, co lewicowcy powinni robić w przypadku katastrofy. A jeśli to prawda i jeśli prawdą jest również, że gdziekolwiek jesteśmy na skali upadku, to wspólne przygotowywanie się na katastrofy, które z pewnością nadejdą, musi być, jeśli nie jedyną pozycją, to główną pozycją w menu lewicowych praktyk? Nawet jeśli nie akceptujesz pewności upadku, nawet niewielka szansa na rzeczywisty upadek sprawia, że przygotowanie się na niego jest racjonalne, konieczne i (w końcu jesteśmy lewicowcami) słuszne.

    Aby więc rozpocząć te zbiorowe przygotowania na przyszłość, w której nastąpi coraz większy rozpad społeczny (nawet jeśli mylę się co do wielkiego upadku, realia wokół nas pokazują nam każdego dnia — od Ukrainy po Gazę, od Sahelu po Afganistan, ale także od Haninge po Hässelby — że już teraz coraz trudniej jest zaspokoić zbiorowe ludzkie potrzeby), musimy zacząć systematyzować pewne punkty dotyczące tego, co zostało nazwane „sprawiedliwą polityką upadku”, w tym sensie, że lewicowa polityka w ramach upadku musi zachować swoje zaangażowanie w naszą podstawową wartość, jaką jest sprawiedliwość, ale musi umiejscowić tę walkę w rzeczywistej, realistycznie rozumianej społecznej geografii upadku, a nie w świecie niemal ciągłej ekspansji materialnej, która była rzeczywistością większości ludzi na globalnej Północy przez ostatnie 70 lat.

    Praca emocjonalna, czyli strach jest zabójcą umysłu

    Podobnie jak w przypadku każdego zrozumienia, nasze zrozumienie strategicznej sytuacji, w którą wkraczamy, zaczyna się od pracy emocjonalnej niezbędnej do zaakceptowania faktycznych prawd jako akceptowalnych: w tym przypadku pracy emocjonalnej polegającej na uznaniu naszego strachu, że „społeczeństwo”, „świat”, „cywilizacja”, „ludzkość” upada; a także strach przed rzeczami, które musielibyśmy zrobić, aby te upadki były mniej straszne i aby się na nie przygotować; oraz poczucie winy i wstyd, które odczuwamy z powodu nierobienia tych rzeczy. Dopiero wtedy, gdy uznamy nasze lęki, możliwe staje się poradzenie sobie z realiami upadku, a raczej upadków, których obecnie doświadczamy i które nadchodzą.

    Wtedy możemy rozpocząć proces żałoby. W ogromnym uproszczeniu: my, jako społeczeństwo i jako jednostki, musimy przejść przez „etapy żałoby”, aż osiągniemy akceptację. Ponieważ poza akceptacją bardzo realnych horrorów i niebezpieczeństw, które *na pewno* nas czekają, są też pełne nadziei historie. Poza akceptacją leży prawdziwa nadzieja, a nie tylko szkodliwe hopium. Ale pozytywne historie, za którymi wszyscy tęsknimy, pojawiają się po drugiej stronie (nie „zamiast”) smutku.

    Weźmy na przykład ruch (na rzecz) sprawiedliwości klimatycznej i jego „niezawinioną porażkę”. Europejskie skrzydło ruchu pojawiło się około 2008 roku i postawiło sobie za cel pomoc w zapobieganiu załamaniu klimatycznemu, które właśnie nadeszło. Nie oznacza to, że nasze zmagania były bezcelowe lub że powinniśmy teraz przestać walczyć. Ale oznacza to, że ruch musi również przejść przez proces żałoby, aby narodzić się na nowo, aby rozpocząć kolejny cykl ruchu: ruch powstanie ponownie, powstanie jak feniks, ponieważ dokładnie tak poruszają się ruchy: w cyklach, poprzez porażki, poprzez produktywną porażkę, ale zawsze z miłością, solidarnością i nadzieją.

    Zrozumieć upadek? (albo: nic nie wiesz, Jon Snow)

    Ok, jasne, to może brzmieć trochę jak z bajki, podczas gdy w tej chwili jesteśmy albo na ziemi, zmiażdżeni, albo poza sceną, liżąc rany, zamiast być w stanie przejść do ofensywy z nowymi strategiami. Dlatego też w zeszłym roku pojechałem do Szwecji, kraju, który, jak czytam, doświadcza obecnie częściowego „załamania bezpieczeństwa” — w końcu nie jest „normalne”, by Szwecja doświadczała… średnio jednego zamachu bomowego w tygodniu? – gdzie moi towarzysze założyli grupę o nazwie „Prepping Together” i odchodzą od walk i praktyk motywowanych przede wszystkim przekonaniami politycznymi, a bardziej w kierunku polityki opartej na potrzebach. W tym sensie wyruszyłem w przyszłość, aby dowiedzieć się, jak może wyglądać lewicowa polityka po upadku.

    Zanim jednak przejdziemy dalej, musimy najpierw wypracować ważny punkt pojęciowy: czym właściwie jest upadek, co się załamuje i jak to się przedstawia z perspektywy nie upadającego systemu, ale podmiotów, z którymi się organizujemy, z którymi chcemy zmieniać świat?

    „Upadek” w sensie teorii systemów odnosi się do sytuacji, w której w ramach dowolnego systemu załamują się funkcjonalne relacje między jego komponentami, co oznacza, że system traci zdolność do reprodukowania się tak, jak wcześniej. Mniej abstrakcyjnie, załamanie oznacza, że rzeczy (nie obiekty, bardziej rzeczy takie jak „zaopatrzenie w wodę”, „szpitale”), które wcześniej funkcjonowały, już nie działają lub działają rzadko i niekompletnie. To, co wcześniej uważałeś za normalne (dotarcie do pracy, kupowanie jedzenia, wypłacanie pieniędzy, niedanie się zastrzelić), nagle staje się niezwykłe i trudne.

    Upadek nie następuje wtedy, gdy wszyscy umierają; upadek następuje wtedy, gdy nie można już brać rzeczy za pewnik. Kiedy nie możesz już podróżować do pracy albo dlatego, że nie masz już pracy, albo dlatego, że transport już nie działa. Upadek jest wtedy, gdy nie możesz już robić zakupów, ponieważ nie masz już pieniędzy lub nie ma już nic na półkach w supermarkecie. Upadek jest wtedy, gdy powstają milicje, aby egzekwować prawa i zasady społeczności, ponieważ państwo nie jest już w stanie lub nie chce egzekwować ich przez władzę wykonawczą na całym swoim terytorium.

    A ponieważ my, jako konkretne, fizyczne podmioty (ciała), żyjemy na przecięciu niezliczonych systemów (żywność, woda itp., ale można to naprawdę rozbić na najdrobniejsze szczegóły — twoje sąsiedztwo może funkcjonować jako system, twoja ulica i krąg przyjaciół), „upadek” nie przedstawia się większości ludzi jako wielkie, kataklizmiczne wydarzenie, ale jako czasami nagłe, czasami raczej stopniowe zanikanie normalności, a konkretnie niełatwa dostępność niezbędnych towarów i usług. Na przykład bezpieczeństwo, opieka medyczna, woda czy żywność.

    Ale jutro jest dzień po 2012 roku

    Prosty wniosek, jaki można wyciągnąć z powyższego, jest taki, że musimy nauczyć się organizować to skutecznie, solidarnie i otwarcie, tak jak zaczynają to robić towarzysze z Preppa Tillsammans. Sercem programu „polityki sprawiedliwego upadku” jest uświadomienie sobie, że „przygotowanie” nie dotyczy zapasów, ale relacji. Prepping to nic innego jak „przygotowanie się na kryzysy i katastrofy” i samo w sobie nie jest czymś nazistowskim — ale może się nim stać i pozostać, jeśli wkrótce nie weźmiemy się w garść.

    A jak sprawić, by sprawy ruszyły z miejsca? Z nowym cyklem walk, z nowymi praktykami ruchu, które poważnie traktują fakt, że globalne katastrofy społeczno-ekologiczne (nie tylko klimatyczne, ale także bioróżnorodność itp.) idą w parze z ogromnym wzrostem zagrożenia faszyzmem, a jak dotąd to głównie prawica zinstrumentalizowała obawy o przyszłość i upadek i przekształciła je w ruchy polityczne dla swojego projektu.

    Oznacza to, że nie możemy tłumić tych obaw w komunikacji politycznej, ale musimy je uznać. Musimy dążyć do akceptacji, a poprzez akceptację do realistycznej nadziei, nadziei na wspólnotę, solidarność i człowieczeństwo w ciemniejącym świecie, zamiast fałszywej nadziei opartej na bzdurach i wyparciu, która będzie coraz bardziej obezwładniająca, im bardziej upadek stanie się rzeczywistością.

    Chcę powiedzieć, że ci, którzy uważają, że uznanie rzeczywistości załamania klimatu jest defetyzmem, budują swoje strategie na samooszukiwaniu się; tylko ci, którzy wiedzą, co nadchodzi, mogą się przygotować, mogą nas przygotować, abyśmy nie zostawili załamania nazistom. A każdy, kto pozostawia upadek, tj. przyszłość, nazistom, już się poddał, już się poddał.

    Serdecznie pozdrawiam,

    Tadzio

    Drodzy przyjaciele,

    Kilka tygodni temu
    towarzysze ze szwedzkiego magazynu Flamman przeprowadzili ze mną
    wywiad, który zakończył się nieco smętną nutą: „Ludzie wolą
    spalić planetę niż poczuć się jak gówno i działać”.
    Uzgodniliśmy więc, że podejmę wątek w miejscu, na którym
    skończyliśmy, i napiszę o kolejnym kroku, o tym, który udało mi
    się zrobić w zeszłym roku po wizycie u mojego starego przyjaciela
    Pära Plüschke i jego społeczności kolapsowego aktywizmu pod
    hasłem „prepperstwo razem”: od akceptacji upadku do wzmocnienia
    pozycji w nowej polityce „nie tylko upadku, ale #justcollapse”.
    Ok, wciąż pracujemy nad przyzwoitym określeniem w języku
    angielskim [i w polskim – przyp. tłum.], ale myślę, że pomysły
    są całkiem solidne. Poniższy tekst został pierwotnie opublikowany
    w języku szwedzkim tutaj:

    https://www.flamman.se/ett-manifest-for-kollapsvanstern/

    Zanim jednak przejdę
    do tego, jak radykalna lewica/polityka sprawiedliwości klimatycznej
    mogłaby wyglądać w kontekście zapaści, prawdopodobnie ważne
    jest, aby najpierw zająć się czymś innym, tą nową linią
    konfliktu, tym nowym rozłamem, który otworzył się bezpośrednio w
    ruchu klimatycznym i bańkach: konfliktem między tymi, którzy
    akceptują absolutną pewność załamania klimatu, a tymi, którzy
    nadal zaprzeczają temu faktowi, bez względu na to, jak wiele danych
    zaprzecza ich twierdzeniom. W rzeczywistości im bardziej załamanie
    klimatu staje się oczywiste, tym bardziej nasi byli towarzysze będą
    temu zaprzeczać: dynamika jest dokładnie taka sama, jak w przypadku
    wszystkich innych zaprzeczeń.

    A więc zaczynamy:
    jeszcze raz do szturmu, drodzy przyjaciele. A potem w przyszłość
    zmyślnej progresywnej strategii w ramach rzeczywistości, którą
    będziemy mieć, a nie tej, którą chcielibyśmy mieć, gdyby sprawy
    nie były tak cholernie gówniane.

    Dziś jest pojutrze

    Jest maj 2024 roku,
    a wiadomości o naszym załamującym się klimacie napływają szybko
    i intensywnie:

    Zdecydowana
    większość naukowców zajmujących się klimatem jest pewna, że
    nie będziemy w stanie dotrzymać limitu 1,5 stopnia globalnego
    ocieplenia uzgodnionego w 2015 roku w Paryżu. Ponadto wielu z nich
    (tj. tych, którzy najlepiej wiedzą, jaka czeka nas klimatyczna
    przyszłość) rezygnuje z posiadania dzieci, ponieważ, no wiesz:
    upadek.

    W wyniku gwałtownych
    powodzi w Afganistanie zginęło ponad 300 osób, a władze ogłosiły
    stan wyjątkowy.

    Ulewne deszcze w
    brazylijskim Rio Grande do Sul spowodowały najgorszą powódź w
    kraju od 80 lat, wiele ofiar śmiertelnych i wysiedlenie tysięcy
    rodzin.

    Od 4 maja 2023 r.
    temperatury powierzchni oceanów są rekordowe każdego dnia, a
    średnie globalne temperatury w ciągu ostatnich 12 miesięcy były
    najwyższe w historii i wyniosły 1,61 C powyżej poziomu sprzed
    epoki przemysłowej.

    I to tylko z
    pierwszych dwóch tygodni maja.

    Może gdzieś
    indziej w multiwersum, ale tutaj…?

    Jednocześnie
    nigdzie nie widać tak zachwalanej „transformacji energetycznej”
    czy „zielonej transformacji”. Oczywiście, obserwujemy wzrost
    mocy zainstalowanej ze źródeł odnawialnych, ale widzimy również
    ogromne inwestycje w paliwa kopalne i infrastrukturę paliw
    kopalnych.

    W marcu 2024 r.
    odnotowano największy w historii wzrost poziomu CO2 w światowej
    atmosferze, nie tylko z powodu stale rosnącego zużycia paliw
    kopalnych.

    W 2023 r. po raz
    pierwszy od 2019 r. wzrosła globalna moc pochodząca ze spalania
    węgla.

    A wielkie światowe
    banki, od czasu podpisania porozumienia paryskiego, przekazały
    prawie siedem bilionów (7000 miliardów) dolarów amerykańskich na
    finansowanie przemysłu paliw kopalnych.

    Krótko mówiąc:
    załamanie klimatu albo już się dzieje, w którym to przypadku
    wszystkie stwierdzenia, że „możemy być w stanie
    ustabilizować…” są bezużyteczne, ponieważ w załamującym się
    klimacie nie ma już efektów liniowych, a wszystkie rodzaje punktów
    krytycznych zostaną koniecznie przekroczone. Lub też załamanie
    klimatu jest absolutnie nieuchronne, w którym to przypadku CO2 i
    metan znajdujące się obecnie w atmosferze (metan potrzebuje około
    12 lat, aby ogrzać klimat, CO2 – ok. 50) z pewnością doprowadzą
    nas do krawędzi, podczas gdy metan i CO2, które obecnie emitujemy,
    sprawią, że będziemy coraz szybciej spadać z tej krawędzi.

    Rzeczywistość
    gryzie

    Nic z tego nie jest
    spekulacją: nie ma sposobu, absolutnie zero szansy (zero. Nie
    zero-przecinek-zero-zero-coś, ale zero) na „uniknięcie”
    załamania klimatu.

    „Buuu”,
    niektórzy z was mogą teraz odpowiedzieć, „znowu apokaliptycyzm.
    Ten rodzaj szczerości przygnębia ludzi, prowadzi ich do depresji i
    politycznego obezwładnienia!”. Jest wielu towarzyszy na lewicy i w
    ruchu klimatycznym, którzy są urażeni moim „doomerstwem”,
    którzy twierdzą, że nie, ruch klimatyczny nie zawiódł, a nawet
    jeśli nie mamy już żadnego ruchu, będziemy nadal udawać, że się
    ruszamy.

    Rozumiem to:
    rozumiem, że nie jest łatwo pożegnać się z tym, co ostatecznie
    jest naszym własnym „biznesem jak zwykle”, który, podobnie jak
    „biznes jak zwykle” tych kapitalistów kopalnych, których lubimy
    krytykować, jest dostosowany do i funkcjonuje w świecie przed
    upadkiem. Rozumiem, że zaakceptowanie faktu, że „wszystko, co
    zrobiliśmy, nasz rodzaj »aktywizmu« jest w pewnym sensie
    skończony” jest naprawdę, naprawdę cholernie trudne. Nie tylko
    na poziomie praktycznym, chociaż zmiana sposobu robienia rzeczy to
    cholernie ciężka praca; mówię o emocjach. To poziom, na którym
    najtrudniej jest pożegnać się z własną przeszłością.

    Tak więc rozumiem,
    że wywiad z Flamman sprzed kilku miesięcy, który wydawał się
    kończyć w gąszczu narkotyków, seksu i depresji, mógł
    potwierdzić twój pogląd, że lepiej jest kontynuować palenie
    fajki hopium niż zmagać się z trudnym procesem akceptacji
    nieuchronności upadku na całym świecie.

    ___________________

    Większość mojej
    pracy politycznej finansuję za pośrednictwem tego bloga i byłbym
    wdzięczny za wsparcie.

    __________________

    Bez szeroko
    zamkniętych oczu

    Ale może opowiem o
    niektórych nowych wyzwaniach politycznych i społecznych, które z
    pewnością pojawią się na naszej drodze już wkrótce, jeśli
    jeszcze się z nimi nie zmierzyliśmy, nawet jeśli nie zgadzamy się
    co do tego, gdzie dokładnie stoimy wobec tego „upadku”.

    Pamiętam, jak
    zeszłej jesieni czytałem o powodziach w północnej Francji, które
    zagrażały około 200 tysiącom ludzi, grożąc przeciążeniem
    służb ratunkowych, i pomyślałem sobie: cholera, bycie
    przygotowanym na taką sytuację, posiadanie opartych na ruchu sieci
    pomocy wzajemnej w przypadku katastrof, które pozwoliłyby służbom
    ratunkowym skupić się na prawdziwych sytuacjach kryzysowych, i
    wzmacnianie pozycji ludzi jeszcze przed przybyciem tych służb,
    nawet w czasie katastrofy, wydaje się czymś, co lewicowcy powinni
    robić w przypadku katastrofy. A jeśli to prawda i jeśli prawdą
    jest również, że gdziekolwiek jesteśmy na skali upadku, to
    wspólne przygotowywanie się na katastrofy, które z pewnością
    nadejdą, musi być, jeśli nie jedyną pozycją, to główną
    pozycją w menu lewicowych praktyk? Nawet jeśli nie akceptujesz
    pewności upadku, nawet niewielka szansa na rzeczywisty upadek
    sprawia, że przygotowanie się na niego jest racjonalne, konieczne i
    (w końcu jesteśmy lewicowcami) słuszne.

    Aby więc rozpocząć
    te zbiorowe przygotowania na przyszłość, w której nastąpi coraz
    większy rozpad społeczny (nawet jeśli mylę się co do wielkiego
    upadku, realia wokół nas pokazują nam każdego dnia — od Ukrainy
    po Gazę, od Sahelu po Afganistan, ale także od Haninge po Hässelby
    — że już teraz coraz trudniej jest zaspokoić zbiorowe ludzkie
    potrzeby), musimy zacząć systematyzować pewne punkty dotyczące
    tego, co zostało nazwane „sprawiedliwą polityką upadku”, w tym
    sensie, że lewicowa polityka w ramach upadku musi zachować swoje
    zaangażowanie w naszą podstawową wartość, jaką jest
    sprawiedliwość, ale musi umiejscowić tę walkę w rzeczywistej,
    realistycznie rozumianej społecznej geografii upadku, a nie w
    świecie niemal ciągłej ekspansji materialnej, która była
    rzeczywistością większości ludzi na globalnej Północy przez
    ostatnie 70 lat.

    Praca emocjonalna,
    czyli strach jest zabójcą umysłu

    Podobnie jak w
    przypadku każdego zrozumienia, nasze zrozumienie strategicznej
    sytuacji, w którą wkraczamy, zaczyna się od pracy emocjonalnej
    niezbędnej do zaakceptowania faktycznych prawd jako akceptowalnych:
    w tym przypadku pracy emocjonalnej polegającej na uznaniu naszego
    strachu, że „społeczeństwo”, „świat”, „cywilizacja”,
    „ludzkość” upada; a także strach przed rzeczami, które
    musielibyśmy zrobić, aby te upadki były mniej straszne i aby się
    na nie przygotować; oraz poczucie winy i wstyd, które odczuwamy z
    powodu nierobienia tych rzeczy. Dopiero wtedy, gdy uznamy nasze lęki,
    możliwe staje się poradzenie sobie z realiami upadku, a raczej
    upadków, których obecnie doświadczamy i które nadchodzą.

    Wtedy możemy
    rozpocząć proces żałoby. W ogromnym uproszczeniu: my, jako
    społeczeństwo i jako jednostki, musimy przejść przez „etapy
    żałoby”, aż osiągniemy akceptację. Ponieważ poza akceptacją
    bardzo realnych horrorów i niebezpieczeństw, które *na pewno* nas
    czekają, są też pełne nadziei historie. Poza akceptacją leży
    prawdziwa nadzieja, a nie tylko szkodliwe hopium. Ale pozytywne
    historie, za którymi wszyscy tęsknimy, pojawiają się po drugiej
    stronie (nie „zamiast”) smutku.

    Weźmy na przykład
    ruch (na rzecz) sprawiedliwości klimatycznej i jego „niezawinioną
    porażkę”. Europejskie skrzydło ruchu pojawiło się około 2008
    roku i postawiło sobie za cel pomoc w zapobieganiu załamaniu
    klimatycznemu, które właśnie nadeszło. Nie oznacza to, że nasze
    zmagania były bezcelowe lub że powinniśmy teraz przestać walczyć.
    Ale oznacza to, że ruch musi również przejść przez proces
    żałoby, aby narodzić się na nowo, aby rozpocząć kolejny cykl
    ruchu: ruch powstanie ponownie, powstanie jak feniks, ponieważ
    dokładnie tak poruszają się ruchy: w cyklach, poprzez porażki,
    poprzez produktywną porażkę, ale zawsze z miłością,
    solidarnością i nadzieją.

    Zrozumieć upadek?
    (albo: nic nie wiesz, Jon Snow)

    Ok, jasne, to może
    brzmieć trochę jak z bajki, podczas gdy w tej chwili jesteśmy albo
    na ziemi, zmiażdżeni, albo poza sceną, liżąc rany, zamiast być
    w stanie przejść do ofensywy z nowymi strategiami. Dlatego też w
    zeszłym roku pojechałem do Szwecji, kraju, który, jak czytam,
    doświadcza obecnie częściowego „załamania bezpieczeństwa” —
    w końcu nie jest „normalne”, by Szwecja doświadczała…
    średnio jednego zamachu bomowego w tygodniu? – gdzie moi towarzysze
    założyli grupę o nazwie „Prepping Together” i odchodzą od
    walk i praktyk motywowanych przede wszystkim przekonaniami
    politycznymi, a bardziej w kierunku polityki opartej na potrzebach. W
    tym sensie wyruszyłem w przyszłość, aby dowiedzieć się, jak
    może wyglądać lewicowa polityka po upadku.

    Zanim jednak
    przejdziemy dalej, musimy najpierw wypracować ważny punkt
    pojęciowy: czym właściwie jest upadek, co się załamuje i jak to
    się przedstawia z perspektywy nie upadającego systemu, ale
    podmiotów, z którymi się organizujemy, z którymi chcemy zmieniać
    świat?

    „Upadek” w
    sensie teorii systemów odnosi się do sytuacji, w której w ramach
    dowolnego systemu załamują się funkcjonalne relacje między jego
    komponentami, co oznacza, że system traci zdolność do
    reprodukowania się tak, jak wcześniej. Mniej abstrakcyjnie,
    załamanie oznacza, że rzeczy (nie obiekty, bardziej rzeczy takie
    jak „zaopatrzenie w wodę”, „szpitale”), które wcześniej
    funkcjonowały, już nie działają lub działają rzadko i
    niekompletnie. To, co wcześniej uważałeś za normalne (dotarcie do
    pracy, kupowanie jedzenia, wypłacanie pieniędzy, niedanie się
    zastrzelić), nagle staje się niezwykłe i trudne.

    Upadek nie następuje
    wtedy, gdy wszyscy umierają; upadek następuje wtedy, gdy nie można
    już brać rzeczy za pewnik. Kiedy nie możesz już podróżować do
    pracy albo dlatego, że nie masz już pracy, albo dlatego, że
    transport już nie działa. Upadek jest wtedy, gdy nie możesz już
    robić zakupów, ponieważ nie masz już pieniędzy lub nie ma już
    nic na półkach w supermarkecie. Upadek jest wtedy, gdy powstają
    milicje, aby egzekwować prawa i zasady społeczności, ponieważ
    państwo nie jest już w stanie lub nie chce egzekwować ich przez
    władzę wykonawczą na całym swoim terytorium.

    A ponieważ my, jako
    konkretne, fizyczne podmioty (ciała), żyjemy na przecięciu
    niezliczonych systemów (żywność, woda itp., ale można to
    naprawdę rozbić na najdrobniejsze szczegóły — twoje sąsiedztwo
    może funkcjonować jako system, twoja ulica i krąg przyjaciół),
    „upadek” nie przedstawia się większości ludzi jako wielkie,
    kataklizmiczne wydarzenie, ale jako czasami nagłe, czasami raczej
    stopniowe zanikanie normalności, a konkretnie niełatwa dostępność
    niezbędnych towarów i usług. Na przykład bezpieczeństwo, opieka
    medyczna, woda czy żywność.

    Ale jutro jest dzień
    po 2012 roku

    Prosty wniosek, jaki
    można wyciągnąć z powyższego, jest taki, że musimy nauczyć się
    organizować to skutecznie, solidarnie i otwarcie, tak jak zaczynają
    to robić towarzysze z Preppa Tillsammans. Sercem programu „polityki
    sprawiedliwego upadku” jest uświadomienie sobie, że
    „przygotowanie” nie dotyczy zapasów, ale relacji. Prepping to
    nic innego jak „przygotowanie się na kryzysy i katastrofy” i
    samo w sobie nie jest czymś nazistowskim — ale może się nim stać
    i pozostać, jeśli wkrótce nie weźmiemy się w garść.

    A jak sprawić, by
    sprawy ruszyły z miejsca? Z nowym cyklem walk, z nowymi praktykami
    ruchu, które poważnie traktują fakt, że globalne katastrofy
    społeczno-ekologiczne (nie tylko klimatyczne, ale także
    bioróżnorodność itp.) idą w parze z ogromnym wzrostem zagrożenia
    faszyzmem, a jak dotąd to głównie prawica zinstrumentalizowała
    obawy o przyszłość i upadek i przekształciła je w ruchy
    polityczne dla swojego projektu.

    Oznacza to, że nie
    możemy tłumić tych obaw w komunikacji politycznej, ale musimy je
    uznać. Musimy dążyć do akceptacji, a poprzez akceptację do
    realistycznej nadziei, nadziei na wspólnotę, solidarność i
    człowieczeństwo w ciemniejącym świecie, zamiast fałszywej
    nadziei opartej na bzdurach i wyparciu, która będzie coraz bardziej
    obezwładniająca, im bardziej upadek stanie się rzeczywistością.

    Chcę powiedzieć,
    że ci, którzy uważają, że uznanie rzeczywistości załamania
    klimatu jest defetyzmem, budują swoje strategie na samooszukiwaniu
    się; tylko ci, którzy wiedzą, co nadchodzi, mogą się
    przygotować, mogą nas przygotować, abyśmy nie zostawili załamania
    nazistom. A każdy, kto pozostawia upadek, tj. przyszłość,
    nazistom, już się poddał, już się poddał.

    Serdecznie
    pozdrawiam,

    Tadzio

    https://tepewu.pl/2024/06/cos-w-rodzaju-manifestu-dla-lewicy-justcollapse/

    #Agitacja #TadzioMueller #Tłumaczenia

  4. #Collapse #JustCollapse #Berlin #TadzioMueller #ClimateJustice #ClimateAction
    #anticapitalism #antifascim #anticolonialism #feminism #intersectionality

    ...All these examples show us that the design of the “just collapse” must be an intersectional process. This means that in the future we will have to think, plan and fight our fights together again.

    Just collapse is anti-capitalist.

    Just collapse is feminist.

    Just collapse is anti-colonialist.

    Just collapse is anti-fascist.

    Even if thoughts of collapse often seem overwhelming and discouraging: remember, you are not alone on the way to collapse acceptance. There are already groups, such as the Klima Kollaps Cafe, that deal with the psychological and emotional effects of the collapse.

    We must also start forming solidary and resilient communities that support each other with skill, knowledge and resource sharing. So: Network and form gangs!


    #JustCollapse speech – Berlin