#metalpany — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #metalpany, aggregated by home.social.
-
Wyróżnienia:
- Termogaunt, album "Silvermoon's Cult" - początkowo tę hiszpańską kapelę black/thrash (raczej black) chciałem umieścić wyżej, gdyż gdy słuchałem jej na głośnikach, to niezwykle podobały mi się melodie oraz ogólne szaleństwo. Potem przeszedłem na słuchawki i przy większej selektywności już tak dobrze nie było, ale to nadal solidna robota.
- Belles - to nie jest żaden metal, żaden rock. Belles to country, ale raczej w tym kierunku popowym niż typowe wzięcie gitary i granie na niej na werandzie patrząc na krowy. Tym niemniej, jest to bardzo przyjemne, takie delikatne, choć tradycyjnie najbardziej podobają mi się żywsze, śpiewane pełnym głosem utwory. Ale ostrzegam - amerykańskość i taka "taylorswiftowość" w treści oraz wokalu jest tutaj mocno słyszalna. Ja to lubię, ale ja to ja.
- Shroud - jest dużo zespołów o tym mianie, ale mi chodzi o taki, co wydał dwa single w 2024 i 2025 roku: "All Creation" oraz "The Eternal Void". Taki black/death/thrash nie wiem skąd, bardzo energiczny, choć standardowy. Nic specjalnego, jednak za parę lat, jeśli zespół wyda coś więcej, może być niezła muzyka.
- Hecate - francuski black metal, który na początku mnie urzekł i już pędziłem, aby napisać o nim w rekomendacjach wyżej, ale jednak "zdegradowałem" tę kapelę do wyróżnień. To taki black uciekający nieco w post (ale tylko trochę), gdzie wokal jest kompletnie "nieczytelny", a gdy zaczyna się ściana dźwięku i ciekawa perkusja, to jest fajnie. Tylko że za dużo mimo wszystko tutaj momentów nudy i przestoju. Ale polecam sprawdzić jak najbardziej.
- Paterna Spirituum, album "Pieśni pogardy" - debiut zespołu, który istnieje w Częstochowie od 2015 roku. Niezłe, trochę agresywne, trochę melodyjnie, aczkolwiek przyznam, że nie porwało mnie aż tak. Tym niemniej, na pewno do obserwacji i plusik na zachętę.
(2/2)
-
Wyróżnienia:
- Termogaunt, album "Silvermoon's Cult" - początkowo tę hiszpańską kapelę black/thrash (raczej black) chciałem umieścić wyżej, gdyż gdy słuchałem jej na głośnikach, to niezwykle podobały mi się melodie oraz ogólne szaleństwo. Potem przeszedłem na słuchawki i przy większej selektywności już tak dobrze nie było, ale to nadal solidna robota.
- Belles - to nie jest żaden metal, żaden rock. Belles to country, ale raczej w tym kierunku popowym niż typowe wzięcie gitary i granie na niej na werandzie patrząc na krowy. Tym niemniej, jest to bardzo przyjemne, takie delikatne, choć tradycyjnie najbardziej podobają mi się żywsze, śpiewane pełnym głosem utwory. Ale ostrzegam - amerykańskość i taka "taylorswiftowość" w treści oraz wokalu jest tutaj mocno słyszalna. Ja to lubię, ale ja to ja.
- Shroud - jest dużo zespołów o tym mianie, ale mi chodzi o taki, co wydał dwa single w 2024 i 2025 roku: "All Creation" oraz "The Eternal Void". Taki black/death/thrash nie wiem skąd, bardzo energiczny, choć standardowy. Nic specjalnego, jednak za parę lat, jeśli zespół wyda coś więcej, może być niezła muzyka.
- Hecate - francuski black metal, który na początku mnie urzekł i już pędziłem, aby napisać o nim w rekomendacjach wyżej, ale jednak "zdegradowałem" tę kapelę do wyróżnień. To taki black uciekający nieco w post (ale tylko trochę), gdzie wokal jest kompletnie "nieczytelny", a gdy zaczyna się ściana dźwięku i ciekawa perkusja, to jest fajnie. Tylko że za dużo mimo wszystko tutaj momentów nudy i przestoju. Ale polecam sprawdzić jak najbardziej.
- Paterna Spirituum, album "Pieśni pogardy" - debiut zespołu, który istnieje w Częstochowie od 2015 roku. Niezłe, trochę agresywne, trochę melodyjnie, aczkolwiek przyznam, że nie porwało mnie aż tak. Tym niemniej, na pewno do obserwacji i plusik na zachętę.
(2/2)
-
Wyróżnienia:
- Termogaunt, album "Silvermoon's Cult" - początkowo tę hiszpańską kapelę black/thrash (raczej black) chciałem umieścić wyżej, gdyż gdy słuchałem jej na głośnikach, to niezwykle podobały mi się melodie oraz ogólne szaleństwo. Potem przeszedłem na słuchawki i przy większej selektywności już tak dobrze nie było, ale to nadal solidna robota.
- Belles - to nie jest żaden metal, żaden rock. Belles to country, ale raczej w tym kierunku popowym niż typowe wzięcie gitary i granie na niej na werandzie patrząc na krowy. Tym niemniej, jest to bardzo przyjemne, takie delikatne, choć tradycyjnie najbardziej podobają mi się żywsze, śpiewane pełnym głosem utwory. Ale ostrzegam - amerykańskość i taka "taylorswiftowość" w treści oraz wokalu jest tutaj mocno słyszalna. Ja to lubię, ale ja to ja.
- Shroud - jest dużo zespołów o tym mianie, ale mi chodzi o taki, co wydał dwa single w 2024 i 2025 roku: "All Creation" oraz "The Eternal Void". Taki black/death/thrash nie wiem skąd, bardzo energiczny, choć standardowy. Nic specjalnego, jednak za parę lat, jeśli zespół wyda coś więcej, może być niezła muzyka.
- Hecate - francuski black metal, który na początku mnie urzekł i już pędziłem, aby napisać o nim w rekomendacjach wyżej, ale jednak "zdegradowałem" tę kapelę do wyróżnień. To taki black uciekający nieco w post (ale tylko trochę), gdzie wokal jest kompletnie "nieczytelny", a gdy zaczyna się ściana dźwięku i ciekawa perkusja, to jest fajnie. Tylko że za dużo mimo wszystko tutaj momentów nudy i przestoju. Ale polecam sprawdzić jak najbardziej.
- Paterna Spirituum, album "Pieśni pogardy" - debiut zespołu, który istnieje w Częstochowie od 2015 roku. Niezłe, trochę agresywne, trochę melodyjnie, aczkolwiek przyznam, że nie porwało mnie aż tak. Tym niemniej, na pewno do obserwacji i plusik na zachętę.
(2/2)
-
Wyróżnienia:
- Termogaunt, album "Silvermoon's Cult" - początkowo tę hiszpańską kapelę black/thrash (raczej black) chciałem umieścić wyżej, gdyż gdy słuchałem jej na głośnikach, to niezwykle podobały mi się melodie oraz ogólne szaleństwo. Potem przeszedłem na słuchawki i przy większej selektywności już tak dobrze nie było, ale to nadal solidna robota.
- Belles - to nie jest żaden metal, żaden rock. Belles to country, ale raczej w tym kierunku popowym niż typowe wzięcie gitary i granie na niej na werandzie patrząc na krowy. Tym niemniej, jest to bardzo przyjemne, takie delikatne, choć tradycyjnie najbardziej podobają mi się żywsze, śpiewane pełnym głosem utwory. Ale ostrzegam - amerykańskość i taka "taylorswiftowość" w treści oraz wokalu jest tutaj mocno słyszalna. Ja to lubię, ale ja to ja.
- Shroud - jest dużo zespołów o tym mianie, ale mi chodzi o taki, co wydał dwa single w 2024 i 2025 roku: "All Creation" oraz "The Eternal Void". Taki black/death/thrash nie wiem skąd, bardzo energiczny, choć standardowy. Nic specjalnego, jednak za parę lat, jeśli zespół wyda coś więcej, może być niezła muzyka.
- Hecate - francuski black metal, który na początku mnie urzekł i już pędziłem, aby napisać o nim w rekomendacjach wyżej, ale jednak "zdegradowałem" tę kapelę do wyróżnień. To taki black uciekający nieco w post (ale tylko trochę), gdzie wokal jest kompletnie "nieczytelny", a gdy zaczyna się ściana dźwięku i ciekawa perkusja, to jest fajnie. Tylko że za dużo mimo wszystko tutaj momentów nudy i przestoju. Ale polecam sprawdzić jak najbardziej.
- Paterna Spirituum, album "Pieśni pogardy" - debiut zespołu, który istnieje w Częstochowie od 2015 roku. Niezłe, trochę agresywne, trochę melodyjnie, aczkolwiek przyznam, że nie porwało mnie aż tak. Tym niemniej, na pewno do obserwacji i plusik na zachętę.
(2/2)
-
Wyróżnienia:
- Termogaunt, album "Silvermoon's Cult" - początkowo tę hiszpańską kapelę black/thrash (raczej black) chciałem umieścić wyżej, gdyż gdy słuchałem jej na głośnikach, to niezwykle podobały mi się melodie oraz ogólne szaleństwo. Potem przeszedłem na słuchawki i przy większej selektywności już tak dobrze nie było, ale to nadal solidna robota.
- Belles - to nie jest żaden metal, żaden rock. Belles to country, ale raczej w tym kierunku popowym niż typowe wzięcie gitary i granie na niej na werandzie patrząc na krowy. Tym niemniej, jest to bardzo przyjemne, takie delikatne, choć tradycyjnie najbardziej podobają mi się żywsze, śpiewane pełnym głosem utwory. Ale ostrzegam - amerykańskość i taka "taylorswiftowość" w treści oraz wokalu jest tutaj mocno słyszalna. Ja to lubię, ale ja to ja.
- Shroud - jest dużo zespołów o tym mianie, ale mi chodzi o taki, co wydał dwa single w 2024 i 2025 roku: "All Creation" oraz "The Eternal Void". Taki black/death/thrash nie wiem skąd, bardzo energiczny, choć standardowy. Nic specjalnego, jednak za parę lat, jeśli zespół wyda coś więcej, może być niezła muzyka.
- Hecate - francuski black metal, który na początku mnie urzekł i już pędziłem, aby napisać o nim w rekomendacjach wyżej, ale jednak "zdegradowałem" tę kapelę do wyróżnień. To taki black uciekający nieco w post (ale tylko trochę), gdzie wokal jest kompletnie "nieczytelny", a gdy zaczyna się ściana dźwięku i ciekawa perkusja, to jest fajnie. Tylko że za dużo mimo wszystko tutaj momentów nudy i przestoju. Ale polecam sprawdzić jak najbardziej.
- Paterna Spirituum, album "Pieśni pogardy" - debiut zespołu, który istnieje w Częstochowie od 2015 roku. Niezłe, trochę agresywne, trochę melodyjnie, aczkolwiek przyznam, że nie porwało mnie aż tak. Tym niemniej, na pewno do obserwacji i plusik na zachętę.
(2/2)
-
Dzisiaj będzie relatywnie dużo rekomendacji muzycznych. Po pierwsze dlatego, że sporo z tego, co dotknęło moich uszu, mnie się spodobało. A po drugie, bo za tydzień prawdopodobnie nie będzie zestawienia.
1. Microtonal - zazwyczaj nie słucham takiej muzyki, bo nie wiem, czy jest to pełnoprawny thrash, jak stoi na MA. Ta brytyjska formacja gra potężnie, z pogłosem, przyspieszając w odpowiednich momentach, dudniąc i tak "nawołując" niższym głosem. Powiem tak - wciągające i jak już się rozkręci, to mocne i satysfakcjonujące.
2. Melechesh, singiel "Sentinels of Shamash" - normalnie nie wyróżniam singli, ale te trzy utwory są naprawdę wciągające. To death z orientalnymi elementami, jak przystało na ten zespół, ale słychać tutaj nawet po prostu heavymetalowe przypierdzielenie, a przede wszystkim jest klimat i brak nudy.
3. Capa Preta, album "Em Nome de Vossa Santidade Maioral de Todos os Infernos" - im dłużej tego słuchałem, tym bardziej mi się podobało. Natchione, szalone, chaotyczne, ale w tym wszystkim angażujące i nawet dość melodyjne jak na niemelodyjny black metal. Ale że to BM, to krzyczy wszystko. Pan wokalista też krzyczy, woła i chyba oddaje się jakimś medytacjom. A tak serio, to muzycznie bardzo dobrze to "chodzi".
4. Celestial Deconstruction, album "Transcosmic Spillover" - dziwne, ale ciekawe. To black metal, ale taki mający większe ambicje, z blastami i krzykiem, ale także melorecytacją, a także faktycznie kosmicznymi wstawkami elektronicznymi (choć jest ich bardzo mało). I mimo że jest tutaj ściana dźwięku i blasty, to nie tyle czuć agresję, co raczej podniosłe i głośne opowiadanie historii. Trochę nie mój typ, ale jest to na tyle interesujące, że zespół dołączam do grona wartych obserwacji.
(1/2)
-
Dzisiaj będzie relatywnie dużo rekomendacji muzycznych. Po pierwsze dlatego, że sporo z tego, co dotknęło moich uszu, mnie się spodobało. A po drugie, bo za tydzień prawdopodobnie nie będzie zestawienia.
1. Microtonal - zazwyczaj nie słucham takiej muzyki, bo nie wiem, czy jest to pełnoprawny thrash, jak stoi na MA. Ta brytyjska formacja gra potężnie, z pogłosem, przyspieszając w odpowiednich momentach, dudniąc i tak "nawołując" niższym głosem. Powiem tak - wciągające i jak już się rozkręci, to mocne i satysfakcjonujące.
2. Melechesh, singiel "Sentinels of Shamash" - normalnie nie wyróżniam singli, ale te trzy utwory są naprawdę wciągające. To death z orientalnymi elementami, jak przystało na ten zespół, ale słychać tutaj nawet po prostu heavymetalowe przypierdzielenie, a przede wszystkim jest klimat i brak nudy.
3. Capa Preta, album "Em Nome de Vossa Santidade Maioral de Todos os Infernos" - im dłużej tego słuchałem, tym bardziej mi się podobało. Natchione, szalone, chaotyczne, ale w tym wszystkim angażujące i nawet dość melodyjne jak na niemelodyjny black metal. Ale że to BM, to krzyczy wszystko. Pan wokalista też krzyczy, woła i chyba oddaje się jakimś medytacjom. A tak serio, to muzycznie bardzo dobrze to "chodzi".
4. Celestial Deconstruction, album "Transcosmic Spillover" - dziwne, ale ciekawe. To black metal, ale taki mający większe ambicje, z blastami i krzykiem, ale także melorecytacją, a także faktycznie kosmicznymi wstawkami elektronicznymi (choć jest ich bardzo mało). I mimo że jest tutaj ściana dźwięku i blasty, to nie tyle czuć agresję, co raczej podniosłe i głośne opowiadanie historii. Trochę nie mój typ, ale jest to na tyle interesujące, że zespół dołączam do grona wartych obserwacji.
(1/2)
-
Dzisiaj będzie relatywnie dużo rekomendacji muzycznych. Po pierwsze dlatego, że sporo z tego, co dotknęło moich uszu, mnie się spodobało. A po drugie, bo za tydzień prawdopodobnie nie będzie zestawienia.
1. Microtonal - zazwyczaj nie słucham takiej muzyki, bo nie wiem, czy jest to pełnoprawny thrash, jak stoi na MA. Ta brytyjska formacja gra potężnie, z pogłosem, przyspieszając w odpowiednich momentach, dudniąc i tak "nawołując" niższym głosem. Powiem tak - wciągające i jak już się rozkręci, to mocne i satysfakcjonujące.
2. Melechesh, singiel "Sentinels of Shamash" - normalnie nie wyróżniam singli, ale te trzy utwory są naprawdę wciągające. To death z orientalnymi elementami, jak przystało na ten zespół, ale słychać tutaj nawet po prostu heavymetalowe przypierdzielenie, a przede wszystkim jest klimat i brak nudy.
3. Capa Preta, album "Em Nome de Vossa Santidade Maioral de Todos os Infernos" - im dłużej tego słuchałem, tym bardziej mi się podobało. Natchione, szalone, chaotyczne, ale w tym wszystkim angażujące i nawet dość melodyjne jak na niemelodyjny black metal. Ale że to BM, to krzyczy wszystko. Pan wokalista też krzyczy, woła i chyba oddaje się jakimś medytacjom. A tak serio, to muzycznie bardzo dobrze to "chodzi".
4. Celestial Deconstruction, album "Transcosmic Spillover" - dziwne, ale ciekawe. To black metal, ale taki mający większe ambicje, z blastami i krzykiem, ale także melorecytacją, a także faktycznie kosmicznymi wstawkami elektronicznymi (choć jest ich bardzo mało). I mimo że jest tutaj ściana dźwięku i blasty, to nie tyle czuć agresję, co raczej podniosłe i głośne opowiadanie historii. Trochę nie mój typ, ale jest to na tyle interesujące, że zespół dołączam do grona wartych obserwacji.
(1/2)
-
Dzisiaj będzie relatywnie dużo rekomendacji muzycznych. Po pierwsze dlatego, że sporo z tego, co dotknęło moich uszu, mnie się spodobało. A po drugie, bo za tydzień prawdopodobnie nie będzie zestawienia.
1. Microtonal - zazwyczaj nie słucham takiej muzyki, bo nie wiem, czy jest to pełnoprawny thrash, jak stoi na MA. Ta brytyjska formacja gra potężnie, z pogłosem, przyspieszając w odpowiednich momentach, dudniąc i tak "nawołując" niższym głosem. Powiem tak - wciągające i jak już się rozkręci, to mocne i satysfakcjonujące.
2. Melechesh, singiel "Sentinels of Shamash" - normalnie nie wyróżniam singli, ale te trzy utwory są naprawdę wciągające. To death z orientalnymi elementami, jak przystało na ten zespół, ale słychać tutaj nawet po prostu heavymetalowe przypierdzielenie, a przede wszystkim jest klimat i brak nudy.
3. Capa Preta, album "Em Nome de Vossa Santidade Maioral de Todos os Infernos" - im dłużej tego słuchałem, tym bardziej mi się podobało. Natchione, szalone, chaotyczne, ale w tym wszystkim angażujące i nawet dość melodyjne jak na niemelodyjny black metal. Ale że to BM, to krzyczy wszystko. Pan wokalista też krzyczy, woła i chyba oddaje się jakimś medytacjom. A tak serio, to muzycznie bardzo dobrze to "chodzi".
4. Celestial Deconstruction, album "Transcosmic Spillover" - dziwne, ale ciekawe. To black metal, ale taki mający większe ambicje, z blastami i krzykiem, ale także melorecytacją, a także faktycznie kosmicznymi wstawkami elektronicznymi (choć jest ich bardzo mało). I mimo że jest tutaj ściana dźwięku i blasty, to nie tyle czuć agresję, co raczej podniosłe i głośne opowiadanie historii. Trochę nie mój typ, ale jest to na tyle interesujące, że zespół dołączam do grona wartych obserwacji.
(1/2)
-
Dzisiaj będzie relatywnie dużo rekomendacji muzycznych. Po pierwsze dlatego, że sporo z tego, co dotknęło moich uszu, mnie się spodobało. A po drugie, bo za tydzień prawdopodobnie nie będzie zestawienia.
1. Microtonal - zazwyczaj nie słucham takiej muzyki, bo nie wiem, czy jest to pełnoprawny thrash, jak stoi na MA. Ta brytyjska formacja gra potężnie, z pogłosem, przyspieszając w odpowiednich momentach, dudniąc i tak "nawołując" niższym głosem. Powiem tak - wciągające i jak już się rozkręci, to mocne i satysfakcjonujące.
2. Melechesh, singiel "Sentinels of Shamash" - normalnie nie wyróżniam singli, ale te trzy utwory są naprawdę wciągające. To death z orientalnymi elementami, jak przystało na ten zespół, ale słychać tutaj nawet po prostu heavymetalowe przypierdzielenie, a przede wszystkim jest klimat i brak nudy.
3. Capa Preta, album "Em Nome de Vossa Santidade Maioral de Todos os Infernos" - im dłużej tego słuchałem, tym bardziej mi się podobało. Natchione, szalone, chaotyczne, ale w tym wszystkim angażujące i nawet dość melodyjne jak na niemelodyjny black metal. Ale że to BM, to krzyczy wszystko. Pan wokalista też krzyczy, woła i chyba oddaje się jakimś medytacjom. A tak serio, to muzycznie bardzo dobrze to "chodzi".
4. Celestial Deconstruction, album "Transcosmic Spillover" - dziwne, ale ciekawe. To black metal, ale taki mający większe ambicje, z blastami i krzykiem, ale także melorecytacją, a także faktycznie kosmicznymi wstawkami elektronicznymi (choć jest ich bardzo mało). I mimo że jest tutaj ściana dźwięku i blasty, to nie tyle czuć agresję, co raczej podniosłe i głośne opowiadanie historii. Trochę nie mój typ, ale jest to na tyle interesujące, że zespół dołączam do grona wartych obserwacji.
(1/2)
-
idealny soundtrack do kręcenia km na rowerze:
mgła
najpierw "exercises if futility"
uzupełnione "world without us"
a na drugą połowę "age of excuses"optymistycznie, zachęcająco do wysiłku :D
#metal #metalpany #blackmetal -
idealny soundtrack do kręcenia km na rowerze:
mgła
najpierw "exercises if futility"
uzupełnione "world without us"
a na drugą połowę "age of excuses"optymistycznie, zachęcająco do wysiłku :D
#metal #metalpany #blackmetal -
idealny soundtrack do kręcenia km na rowerze:
mgła
najpierw "exercises if futility"
uzupełnione "world without us"
a na drugą połowę "age of excuses"optymistycznie, zachęcająco do wysiłku :D
#metal #metalpany #blackmetal -
idealny soundtrack do kręcenia km na rowerze:
mgła
najpierw "exercises if futility"
uzupełnione "world without us"
a na drugą połowę "age of excuses"optymistycznie, zachęcająco do wysiłku :D
#metal #metalpany #blackmetal -
idealny soundtrack do kręcenia km na rowerze:
mgła
najpierw "exercises if futility"
uzupełnione "world without us"
a na drugą połowę "age of excuses"optymistycznie, zachęcająco do wysiłku :D
#metal #metalpany #blackmetal -
5. Galibot, album "Calabase" - rewelacja. Pisałem już o tym zespole - to stosunkowo nowa francuska kapela blackmetalowa z wokalistką na pokładzie, którzy mniej idą w klimaty mistyczne, a bardziej w "miejskie", ale muzycznie nie jest to tzw. urban black metal, tylko dość melodyjne, szalone, natchnione granie, gdzie też praktycznie cały czas leci podwójna stopa, ale niekoniecznie blasty. Moje klimaty, ale jeśli ktoś szuka "szmatana", to go tutaj nie znajdzie.
Wyróżnienia:
- Abuser - wrocławski zespół thrash/death, który na razie niewiele wydał (mimo istnienia od 2018 roku), ale to, co słychać, to naprawdę solidna energia i agresja, w związku z czym warto ich mieć na uwadze. Tutaj nie ma pedału hamulca.
- Acolythus, album "Unearthly Kingdoms 'Neath Lifeless Stars" - singiel parę tygodnie temu bardzo pozytywnie mnie nastroił do debiutu tej fińskiej kapeli, aczkolwiek cała płyta jest nieco średniawa. Owszem, tam, gdzie jest typowy black, jest świetnie, natomiast są tutaj też nudnawe spokojniejsze fragmenty, które nie są nastrojowe i są takimi wypełniaczami. Nie jest to tak agresywna muzyka, jak mogłaby być, ona cały czas ma moc, ale jednocześnie włączony hamulec ręczny. I tak warto obserwować.
- Yoth Iria, album "Gone with the Devil" - nie jestem wielkim miłośnikiem tego zespołu, jakoś mi nie przypadł do gustu, podobnie jak cała grecka scena. Natomiast jest coś w tej płycie, co może nie sprawia, że od razu chce ją kupować, ale czuję się trochę oczarowany. Nie jest to standardowy black metal - dużo tutaj czystych wokali, trochę chórów i przede wszystkim epickość, ale nie ta pompatyczna, tylko taka... piękna. Trudno to wyrazić słowami, ale mimo że nie jest to muzyka moich marzeń, to jest tu coś, co "każe" jej słuchać.
(2/2)
-
5. Galibot, album "Calabase" - rewelacja. Pisałem już o tym zespole - to stosunkowo nowa francuska kapela blackmetalowa z wokalistką na pokładzie, którzy mniej idą w klimaty mistyczne, a bardziej w "miejskie", ale muzycznie nie jest to tzw. urban black metal, tylko dość melodyjne, szalone, natchnione granie, gdzie też praktycznie cały czas leci podwójna stopa, ale niekoniecznie blasty. Moje klimaty, ale jeśli ktoś szuka "szmatana", to go tutaj nie znajdzie.
Wyróżnienia:
- Abuser - wrocławski zespół thrash/death, który na razie niewiele wydał (mimo istnienia od 2018 roku), ale to, co słychać, to naprawdę solidna energia i agresja, w związku z czym warto ich mieć na uwadze. Tutaj nie ma pedału hamulca.
- Acolythus, album "Unearthly Kingdoms 'Neath Lifeless Stars" - singiel parę tygodnie temu bardzo pozytywnie mnie nastroił do debiutu tej fińskiej kapeli, aczkolwiek cała płyta jest nieco średniawa. Owszem, tam, gdzie jest typowy black, jest świetnie, natomiast są tutaj też nudnawe spokojniejsze fragmenty, które nie są nastrojowe i są takimi wypełniaczami. Nie jest to tak agresywna muzyka, jak mogłaby być, ona cały czas ma moc, ale jednocześnie włączony hamulec ręczny. I tak warto obserwować.
- Yoth Iria, album "Gone with the Devil" - nie jestem wielkim miłośnikiem tego zespołu, jakoś mi nie przypadł do gustu, podobnie jak cała grecka scena. Natomiast jest coś w tej płycie, co może nie sprawia, że od razu chce ją kupować, ale czuję się trochę oczarowany. Nie jest to standardowy black metal - dużo tutaj czystych wokali, trochę chórów i przede wszystkim epickość, ale nie ta pompatyczna, tylko taka... piękna. Trudno to wyrazić słowami, ale mimo że nie jest to muzyka moich marzeń, to jest tu coś, co "każe" jej słuchać.
(2/2)
-
5. Galibot, album "Calabase" - rewelacja. Pisałem już o tym zespole - to stosunkowo nowa francuska kapela blackmetalowa z wokalistką na pokładzie, którzy mniej idą w klimaty mistyczne, a bardziej w "miejskie", ale muzycznie nie jest to tzw. urban black metal, tylko dość melodyjne, szalone, natchnione granie, gdzie też praktycznie cały czas leci podwójna stopa, ale niekoniecznie blasty. Moje klimaty, ale jeśli ktoś szuka "szmatana", to go tutaj nie znajdzie.
Wyróżnienia:
- Abuser - wrocławski zespół thrash/death, który na razie niewiele wydał (mimo istnienia od 2018 roku), ale to, co słychać, to naprawdę solidna energia i agresja, w związku z czym warto ich mieć na uwadze. Tutaj nie ma pedału hamulca.
- Acolythus, album "Unearthly Kingdoms 'Neath Lifeless Stars" - singiel parę tygodnie temu bardzo pozytywnie mnie nastroił do debiutu tej fińskiej kapeli, aczkolwiek cała płyta jest nieco średniawa. Owszem, tam, gdzie jest typowy black, jest świetnie, natomiast są tutaj też nudnawe spokojniejsze fragmenty, które nie są nastrojowe i są takimi wypełniaczami. Nie jest to tak agresywna muzyka, jak mogłaby być, ona cały czas ma moc, ale jednocześnie włączony hamulec ręczny. I tak warto obserwować.
- Yoth Iria, album "Gone with the Devil" - nie jestem wielkim miłośnikiem tego zespołu, jakoś mi nie przypadł do gustu, podobnie jak cała grecka scena. Natomiast jest coś w tej płycie, co może nie sprawia, że od razu chce ją kupować, ale czuję się trochę oczarowany. Nie jest to standardowy black metal - dużo tutaj czystych wokali, trochę chórów i przede wszystkim epickość, ale nie ta pompatyczna, tylko taka... piękna. Trudno to wyrazić słowami, ale mimo że nie jest to muzyka moich marzeń, to jest tu coś, co "każe" jej słuchać.
(2/2)
-
5. Galibot, album "Calabase" - rewelacja. Pisałem już o tym zespole - to stosunkowo nowa francuska kapela blackmetalowa z wokalistką na pokładzie, którzy mniej idą w klimaty mistyczne, a bardziej w "miejskie", ale muzycznie nie jest to tzw. urban black metal, tylko dość melodyjne, szalone, natchnione granie, gdzie też praktycznie cały czas leci podwójna stopa, ale niekoniecznie blasty. Moje klimaty, ale jeśli ktoś szuka "szmatana", to go tutaj nie znajdzie.
Wyróżnienia:
- Abuser - wrocławski zespół thrash/death, który na razie niewiele wydał (mimo istnienia od 2018 roku), ale to, co słychać, to naprawdę solidna energia i agresja, w związku z czym warto ich mieć na uwadze. Tutaj nie ma pedału hamulca.
- Acolythus, album "Unearthly Kingdoms 'Neath Lifeless Stars" - singiel parę tygodnie temu bardzo pozytywnie mnie nastroił do debiutu tej fińskiej kapeli, aczkolwiek cała płyta jest nieco średniawa. Owszem, tam, gdzie jest typowy black, jest świetnie, natomiast są tutaj też nudnawe spokojniejsze fragmenty, które nie są nastrojowe i są takimi wypełniaczami. Nie jest to tak agresywna muzyka, jak mogłaby być, ona cały czas ma moc, ale jednocześnie włączony hamulec ręczny. I tak warto obserwować.
- Yoth Iria, album "Gone with the Devil" - nie jestem wielkim miłośnikiem tego zespołu, jakoś mi nie przypadł do gustu, podobnie jak cała grecka scena. Natomiast jest coś w tej płycie, co może nie sprawia, że od razu chce ją kupować, ale czuję się trochę oczarowany. Nie jest to standardowy black metal - dużo tutaj czystych wokali, trochę chórów i przede wszystkim epickość, ale nie ta pompatyczna, tylko taka... piękna. Trudno to wyrazić słowami, ale mimo że nie jest to muzyka moich marzeń, to jest tu coś, co "każe" jej słuchać.
(2/2)
-
5. Galibot, album "Calabase" - rewelacja. Pisałem już o tym zespole - to stosunkowo nowa francuska kapela blackmetalowa z wokalistką na pokładzie, którzy mniej idą w klimaty mistyczne, a bardziej w "miejskie", ale muzycznie nie jest to tzw. urban black metal, tylko dość melodyjne, szalone, natchnione granie, gdzie też praktycznie cały czas leci podwójna stopa, ale niekoniecznie blasty. Moje klimaty, ale jeśli ktoś szuka "szmatana", to go tutaj nie znajdzie.
Wyróżnienia:
- Abuser - wrocławski zespół thrash/death, który na razie niewiele wydał (mimo istnienia od 2018 roku), ale to, co słychać, to naprawdę solidna energia i agresja, w związku z czym warto ich mieć na uwadze. Tutaj nie ma pedału hamulca.
- Acolythus, album "Unearthly Kingdoms 'Neath Lifeless Stars" - singiel parę tygodnie temu bardzo pozytywnie mnie nastroił do debiutu tej fińskiej kapeli, aczkolwiek cała płyta jest nieco średniawa. Owszem, tam, gdzie jest typowy black, jest świetnie, natomiast są tutaj też nudnawe spokojniejsze fragmenty, które nie są nastrojowe i są takimi wypełniaczami. Nie jest to tak agresywna muzyka, jak mogłaby być, ona cały czas ma moc, ale jednocześnie włączony hamulec ręczny. I tak warto obserwować.
- Yoth Iria, album "Gone with the Devil" - nie jestem wielkim miłośnikiem tego zespołu, jakoś mi nie przypadł do gustu, podobnie jak cała grecka scena. Natomiast jest coś w tej płycie, co może nie sprawia, że od razu chce ją kupować, ale czuję się trochę oczarowany. Nie jest to standardowy black metal - dużo tutaj czystych wokali, trochę chórów i przede wszystkim epickość, ale nie ta pompatyczna, tylko taka... piękna. Trudno to wyrazić słowami, ale mimo że nie jest to muzyka moich marzeń, to jest tu coś, co "każe" jej słuchać.
(2/2)
-
Tym razem już przez większość tygodnia słuchałem black metalu. I jego jest najwięcej dzisiaj w polecajkach muzycznych. I nie, nie ma o nowym #Darkthrone, bo mi się nie podobał.
1. Vanir - zaskoczyło mnie to, bo zwykle nie lubię takiego wikińskiego (tak, tak - nie "wikingowskiego") grania, ale tutaj mi siadło. W zależności od płyty, jest to albo potężne, epickie granie z potężnym growlem, albo metal z dużym udziałem folku, albo nawet czasem nieco deathcore'u, choć pewnie nie taki był zamysł artystyczny. A to wszystko od zespołu z Danii, który wydał już całkiem dużo płyt i działa od 2009 roku.
2. Svrm - już kiedyś przesłuchałem ten blackmetalowy zespół (jednoosobowy) z Ukrainy, ale jakoś chyba nie zwrócił mojej uwagi. Teraz być może trafił na mój lepszy (albo słabszy) moment, bo znalazłem w tym coś ze Stworza, ale na bardziej atmosferyczną modłę i blackmetalową modłę. Szczególnie płyta "Rozpad" przypadła mi do gustu. Jeśli lubisz Stworza, to tutaj powinno być nieźle.
3. Wandar - może trochę na wyrost rekomendacja, ale wyróżnienie należy się na pewno, bo to kawał dobrego atmosferycznego blackmetalowego grania z blastami, klimatem, a to wszystko z Niemiec. Wyraźna produkcja, nacisk na naturę (ale znowu w takim samym typie jak Winterfylleth) i... czasem przeciągnięte utwory. Ale i tak warto poznać.
4. Belialed, album "The Echoless Charm" - melodyjny black metal z Niemiec. Standardowo, warto sprawdzić, jeśli jesteście fanami Mgły, Grozy, Non Est Deus i innych tego typu kapel. Są talerzyki, spora rola perkusji, wokal podobny do tego z Mgły, a gitarowe melodie ciągną się przez całe utwory, choć nie wwiercają się w mózg tak, jak właśnie u krakowskich hegemonów takiego grania.
(1/2)
-
Tym razem już przez większość tygodnia słuchałem black metalu. I jego jest najwięcej dzisiaj w polecajkach muzycznych. I nie, nie ma o nowym #Darkthrone, bo mi się nie podobał.
1. Vanir - zaskoczyło mnie to, bo zwykle nie lubię takiego wikińskiego (tak, tak - nie "wikingowskiego") grania, ale tutaj mi siadło. W zależności od płyty, jest to albo potężne, epickie granie z potężnym growlem, albo metal z dużym udziałem folku, albo nawet czasem nieco deathcore'u, choć pewnie nie taki był zamysł artystyczny. A to wszystko od zespołu z Danii, który wydał już całkiem dużo płyt i działa od 2009 roku.
2. Svrm - już kiedyś przesłuchałem ten blackmetalowy zespół (jednoosobowy) z Ukrainy, ale jakoś chyba nie zwrócił mojej uwagi. Teraz być może trafił na mój lepszy (albo słabszy) moment, bo znalazłem w tym coś ze Stworza, ale na bardziej atmosferyczną modłę i blackmetalową modłę. Szczególnie płyta "Rozpad" przypadła mi do gustu. Jeśli lubisz Stworza, to tutaj powinno być nieźle.
3. Wandar - może trochę na wyrost rekomendacja, ale wyróżnienie należy się na pewno, bo to kawał dobrego atmosferycznego blackmetalowego grania z blastami, klimatem, a to wszystko z Niemiec. Wyraźna produkcja, nacisk na naturę (ale znowu w takim samym typie jak Winterfylleth) i... czasem przeciągnięte utwory. Ale i tak warto poznać.
4. Belialed, album "The Echoless Charm" - melodyjny black metal z Niemiec. Standardowo, warto sprawdzić, jeśli jesteście fanami Mgły, Grozy, Non Est Deus i innych tego typu kapel. Są talerzyki, spora rola perkusji, wokal podobny do tego z Mgły, a gitarowe melodie ciągną się przez całe utwory, choć nie wwiercają się w mózg tak, jak właśnie u krakowskich hegemonów takiego grania.
(1/2)
-
Tym razem już przez większość tygodnia słuchałem black metalu. I jego jest najwięcej dzisiaj w polecajkach muzycznych. I nie, nie ma o nowym #Darkthrone, bo mi się nie podobał.
1. Vanir - zaskoczyło mnie to, bo zwykle nie lubię takiego wikińskiego (tak, tak - nie "wikingowskiego") grania, ale tutaj mi siadło. W zależności od płyty, jest to albo potężne, epickie granie z potężnym growlem, albo metal z dużym udziałem folku, albo nawet czasem nieco deathcore'u, choć pewnie nie taki był zamysł artystyczny. A to wszystko od zespołu z Danii, który wydał już całkiem dużo płyt i działa od 2009 roku.
2. Svrm - już kiedyś przesłuchałem ten blackmetalowy zespół (jednoosobowy) z Ukrainy, ale jakoś chyba nie zwrócił mojej uwagi. Teraz być może trafił na mój lepszy (albo słabszy) moment, bo znalazłem w tym coś ze Stworza, ale na bardziej atmosferyczną modłę i blackmetalową modłę. Szczególnie płyta "Rozpad" przypadła mi do gustu. Jeśli lubisz Stworza, to tutaj powinno być nieźle.
3. Wandar - może trochę na wyrost rekomendacja, ale wyróżnienie należy się na pewno, bo to kawał dobrego atmosferycznego blackmetalowego grania z blastami, klimatem, a to wszystko z Niemiec. Wyraźna produkcja, nacisk na naturę (ale znowu w takim samym typie jak Winterfylleth) i... czasem przeciągnięte utwory. Ale i tak warto poznać.
4. Belialed, album "The Echoless Charm" - melodyjny black metal z Niemiec. Standardowo, warto sprawdzić, jeśli jesteście fanami Mgły, Grozy, Non Est Deus i innych tego typu kapel. Są talerzyki, spora rola perkusji, wokal podobny do tego z Mgły, a gitarowe melodie ciągną się przez całe utwory, choć nie wwiercają się w mózg tak, jak właśnie u krakowskich hegemonów takiego grania.
(1/2)
-
Tym razem już przez większość tygodnia słuchałem black metalu. I jego jest najwięcej dzisiaj w polecajkach muzycznych. I nie, nie ma o nowym #Darkthrone, bo mi się nie podobał.
1. Vanir - zaskoczyło mnie to, bo zwykle nie lubię takiego wikińskiego (tak, tak - nie "wikingowskiego") grania, ale tutaj mi siadło. W zależności od płyty, jest to albo potężne, epickie granie z potężnym growlem, albo metal z dużym udziałem folku, albo nawet czasem nieco deathcore'u, choć pewnie nie taki był zamysł artystyczny. A to wszystko od zespołu z Danii, który wydał już całkiem dużo płyt i działa od 2009 roku.
2. Svrm - już kiedyś przesłuchałem ten blackmetalowy zespół (jednoosobowy) z Ukrainy, ale jakoś chyba nie zwrócił mojej uwagi. Teraz być może trafił na mój lepszy (albo słabszy) moment, bo znalazłem w tym coś ze Stworza, ale na bardziej atmosferyczną modłę i blackmetalową modłę. Szczególnie płyta "Rozpad" przypadła mi do gustu. Jeśli lubisz Stworza, to tutaj powinno być nieźle.
3. Wandar - może trochę na wyrost rekomendacja, ale wyróżnienie należy się na pewno, bo to kawał dobrego atmosferycznego blackmetalowego grania z blastami, klimatem, a to wszystko z Niemiec. Wyraźna produkcja, nacisk na naturę (ale znowu w takim samym typie jak Winterfylleth) i... czasem przeciągnięte utwory. Ale i tak warto poznać.
4. Belialed, album "The Echoless Charm" - melodyjny black metal z Niemiec. Standardowo, warto sprawdzić, jeśli jesteście fanami Mgły, Grozy, Non Est Deus i innych tego typu kapel. Są talerzyki, spora rola perkusji, wokal podobny do tego z Mgły, a gitarowe melodie ciągną się przez całe utwory, choć nie wwiercają się w mózg tak, jak właśnie u krakowskich hegemonów takiego grania.
(1/2)
-
Tym razem już przez większość tygodnia słuchałem black metalu. I jego jest najwięcej dzisiaj w polecajkach muzycznych. I nie, nie ma o nowym #Darkthrone, bo mi się nie podobał.
1. Vanir - zaskoczyło mnie to, bo zwykle nie lubię takiego wikińskiego (tak, tak - nie "wikingowskiego") grania, ale tutaj mi siadło. W zależności od płyty, jest to albo potężne, epickie granie z potężnym growlem, albo metal z dużym udziałem folku, albo nawet czasem nieco deathcore'u, choć pewnie nie taki był zamysł artystyczny. A to wszystko od zespołu z Danii, który wydał już całkiem dużo płyt i działa od 2009 roku.
2. Svrm - już kiedyś przesłuchałem ten blackmetalowy zespół (jednoosobowy) z Ukrainy, ale jakoś chyba nie zwrócił mojej uwagi. Teraz być może trafił na mój lepszy (albo słabszy) moment, bo znalazłem w tym coś ze Stworza, ale na bardziej atmosferyczną modłę i blackmetalową modłę. Szczególnie płyta "Rozpad" przypadła mi do gustu. Jeśli lubisz Stworza, to tutaj powinno być nieźle.
3. Wandar - może trochę na wyrost rekomendacja, ale wyróżnienie należy się na pewno, bo to kawał dobrego atmosferycznego blackmetalowego grania z blastami, klimatem, a to wszystko z Niemiec. Wyraźna produkcja, nacisk na naturę (ale znowu w takim samym typie jak Winterfylleth) i... czasem przeciągnięte utwory. Ale i tak warto poznać.
4. Belialed, album "The Echoless Charm" - melodyjny black metal z Niemiec. Standardowo, warto sprawdzić, jeśli jesteście fanami Mgły, Grozy, Non Est Deus i innych tego typu kapel. Są talerzyki, spora rola perkusji, wokal podobny do tego z Mgły, a gitarowe melodie ciągną się przez całe utwory, choć nie wwiercają się w mózg tak, jak właśnie u krakowskich hegemonów takiego grania.
(1/2)
-
No to mnie mocno zaskoczyli - Alissa White-Gluz (wcześniej wokalistka w #ArchEnemy) dołącza do #Dragonforce. Występowali już razem, ale dla mnie to o tyle niezwykłe, ze przecież Alissa jest znana z growlu, a Dragonforce to przecież ultra power metalowy speedsterowy twór, w którym najważniejsi są gitarzyści. Jak to połączą - nie wiem, bo jeśli chcą iść w growl, to mi to nie pasuje, a jeśli ma być żeński czysty wokal, to jest to niewykorzystanie potencjału Alissy.
metalnews.pl/newsy/alissa-white-gluz-wokalistka-dragonforce/
-
No to mnie mocno zaskoczyli - Alissa White-Gluz (wcześniej wokalistka w #ArchEnemy) dołącza do #Dragonforce. Występowali już razem, ale dla mnie to o tyle niezwykłe, ze przecież Alissa jest znana z growlu, a Dragonforce to przecież ultra power metalowy speedsterowy twór, w którym najważniejsi są gitarzyści. Jak to połączą - nie wiem, bo jeśli chcą iść w growl, to mi to nie pasuje, a jeśli ma być żeński czysty wokal, to jest to niewykorzystanie potencjału Alissy.
metalnews.pl/newsy/alissa-white-gluz-wokalistka-dragonforce/
-
No to mnie mocno zaskoczyli - Alissa White-Gluz (wcześniej wokalistka w #ArchEnemy) dołącza do #Dragonforce. Występowali już razem, ale dla mnie to o tyle niezwykłe, ze przecież Alissa jest znana z growlu, a Dragonforce to przecież ultra power metalowy speedsterowy twór, w którym najważniejsi są gitarzyści. Jak to połączą - nie wiem, bo jeśli chcą iść w growl, to mi to nie pasuje, a jeśli ma być żeński czysty wokal, to jest to niewykorzystanie potencjału Alissy.
metalnews.pl/newsy/alissa-white-gluz-wokalistka-dragonforce/
-
No to mnie mocno zaskoczyli - Alissa White-Gluz (wcześniej wokalistka w #ArchEnemy) dołącza do #Dragonforce. Występowali już razem, ale dla mnie to o tyle niezwykłe, ze przecież Alissa jest znana z growlu, a Dragonforce to przecież ultra power metalowy speedsterowy twór, w którym najważniejsi są gitarzyści. Jak to połączą - nie wiem, bo jeśli chcą iść w growl, to mi to nie pasuje, a jeśli ma być żeński czysty wokal, to jest to niewykorzystanie potencjału Alissy.
metalnews.pl/newsy/alissa-white-gluz-wokalistka-dragonforce/
-
No to mnie mocno zaskoczyli - Alissa White-Gluz (wcześniej wokalistka w #ArchEnemy) dołącza do #Dragonforce. Występowali już razem, ale dla mnie to o tyle niezwykłe, ze przecież Alissa jest znana z growlu, a Dragonforce to przecież ultra power metalowy speedsterowy twór, w którym najważniejsi są gitarzyści. Jak to połączą - nie wiem, bo jeśli chcą iść w growl, to mi to nie pasuje, a jeśli ma być żeński czysty wokal, to jest to niewykorzystanie potencjału Alissy.
metalnews.pl/newsy/alissa-white-gluz-wokalistka-dragonforce/
-
Nie myślcie, że zapomniałem o rekomendacjach muzycznych! Ale fakt, że prawie zapomniałem...
1. Doodswens, album "Doodswens" - może nie bomba, ale bardzo solidny black metal z grzańskiem, atmosferą, melodią i "rozlazłym", niezrozumiałym wokalem. Kobiecym, w dodatku. A żeby było jeszcze ciekawiej, to wokalistka jednocześnie gra na perkusji. Całość zrodziła się w Holandii i dobrze chodzi - zespół na pewno warty poznania, choć poprzednia płyta ("Lichtvrees") już tak mi się nie podobała - wolno i bardziej niepokojąco, co akurat tam IMHO nie wyszło.
2. Olde Bard - amerykańska kapela black/heavy (wg MA), ale nie łudźcie się - tutaj jest zdecydowanie black, tylko po prostu większe użycie gitar i czasem faktycznie "heavy'owa" aranżacja w starym stylu sprawiają, że ten podgatunek tutaj się znalazł. Ale czuć niepokój i słychać wokal jak z piwnic w latach 90. Może rekomendacja nieco na wyrost, ale zapisuję do obserwowanych.
3. Hellish Crossfire - niemiecki thrash, który wydał trzy płyty, ale dość dawno temu. Aczkolwiek nadal istnieje i chodzi jak szalony. To przykład takiego thrasha, który oferuje coś więcej niż tylko łupankę - ona tu, jak najbardziej, jest, ale utwory są nieco dłuższe z różnymi "zagłębieniami" i jako całość słucha się tego bardzo dobrze. Niezrozumiałe, agresywne, szybkie - me gusta.
4. The Cadaver Dog - thrash z Kanady, ale to raczej taki thrash z gatunku tych punkowych. Czuć tutaj szaleńczą energię i nawet można poskakać sobie na krześle lub przynajmniej pomachać głową. Są słabsze, nudniejsze momenty, ale całokształt jest niezwykle dynamiczny.
Wyróżnienia:
- Ritual Carnage - thrash z Japonii (poza wokalistą, który jest z USA). Ciekawy o tyle, że miejscami przebija się coś innego niż klasyczna młócka - mamy zmiany tempa i kombinowanie.
- Northborn - szwedzki melodic death, który dopiero zaczyna i w maju będzie pierwsza płyta. Całkiem przyjemne, trochę festyniarskie granie. Do obserwacji.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal
-
Nie myślcie, że zapomniałem o rekomendacjach muzycznych! Ale fakt, że prawie zapomniałem...
1. Doodswens, album "Doodswens" - może nie bomba, ale bardzo solidny black metal z grzańskiem, atmosferą, melodią i "rozlazłym", niezrozumiałym wokalem. Kobiecym, w dodatku. A żeby było jeszcze ciekawiej, to wokalistka jednocześnie gra na perkusji. Całość zrodziła się w Holandii i dobrze chodzi - zespół na pewno warty poznania, choć poprzednia płyta ("Lichtvrees") już tak mi się nie podobała - wolno i bardziej niepokojąco, co akurat tam IMHO nie wyszło.
2. Olde Bard - amerykańska kapela black/heavy (wg MA), ale nie łudźcie się - tutaj jest zdecydowanie black, tylko po prostu większe użycie gitar i czasem faktycznie "heavy'owa" aranżacja w starym stylu sprawiają, że ten podgatunek tutaj się znalazł. Ale czuć niepokój i słychać wokal jak z piwnic w latach 90. Może rekomendacja nieco na wyrost, ale zapisuję do obserwowanych.
3. Hellish Crossfire - niemiecki thrash, który wydał trzy płyty, ale dość dawno temu. Aczkolwiek nadal istnieje i chodzi jak szalony. To przykład takiego thrasha, który oferuje coś więcej niż tylko łupankę - ona tu, jak najbardziej, jest, ale utwory są nieco dłuższe z różnymi "zagłębieniami" i jako całość słucha się tego bardzo dobrze. Niezrozumiałe, agresywne, szybkie - me gusta.
4. The Cadaver Dog - thrash z Kanady, ale to raczej taki thrash z gatunku tych punkowych. Czuć tutaj szaleńczą energię i nawet można poskakać sobie na krześle lub przynajmniej pomachać głową. Są słabsze, nudniejsze momenty, ale całokształt jest niezwykle dynamiczny.
Wyróżnienia:
- Ritual Carnage - thrash z Japonii (poza wokalistą, który jest z USA). Ciekawy o tyle, że miejscami przebija się coś innego niż klasyczna młócka - mamy zmiany tempa i kombinowanie.
- Northborn - szwedzki melodic death, który dopiero zaczyna i w maju będzie pierwsza płyta. Całkiem przyjemne, trochę festyniarskie granie. Do obserwacji.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal
-
Nie myślcie, że zapomniałem o rekomendacjach muzycznych! Ale fakt, że prawie zapomniałem...
1. Doodswens, album "Doodswens" - może nie bomba, ale bardzo solidny black metal z grzańskiem, atmosferą, melodią i "rozlazłym", niezrozumiałym wokalem. Kobiecym, w dodatku. A żeby było jeszcze ciekawiej, to wokalistka jednocześnie gra na perkusji. Całość zrodziła się w Holandii i dobrze chodzi - zespół na pewno warty poznania, choć poprzednia płyta ("Lichtvrees") już tak mi się nie podobała - wolno i bardziej niepokojąco, co akurat tam IMHO nie wyszło.
2. Olde Bard - amerykańska kapela black/heavy (wg MA), ale nie łudźcie się - tutaj jest zdecydowanie black, tylko po prostu większe użycie gitar i czasem faktycznie "heavy'owa" aranżacja w starym stylu sprawiają, że ten podgatunek tutaj się znalazł. Ale czuć niepokój i słychać wokal jak z piwnic w latach 90. Może rekomendacja nieco na wyrost, ale zapisuję do obserwowanych.
3. Hellish Crossfire - niemiecki thrash, który wydał trzy płyty, ale dość dawno temu. Aczkolwiek nadal istnieje i chodzi jak szalony. To przykład takiego thrasha, który oferuje coś więcej niż tylko łupankę - ona tu, jak najbardziej, jest, ale utwory są nieco dłuższe z różnymi "zagłębieniami" i jako całość słucha się tego bardzo dobrze. Niezrozumiałe, agresywne, szybkie - me gusta.
4. The Cadaver Dog - thrash z Kanady, ale to raczej taki thrash z gatunku tych punkowych. Czuć tutaj szaleńczą energię i nawet można poskakać sobie na krześle lub przynajmniej pomachać głową. Są słabsze, nudniejsze momenty, ale całokształt jest niezwykle dynamiczny.
Wyróżnienia:
- Ritual Carnage - thrash z Japonii (poza wokalistą, który jest z USA). Ciekawy o tyle, że miejscami przebija się coś innego niż klasyczna młócka - mamy zmiany tempa i kombinowanie.
- Northborn - szwedzki melodic death, który dopiero zaczyna i w maju będzie pierwsza płyta. Całkiem przyjemne, trochę festyniarskie granie. Do obserwacji.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal
-
Nie myślcie, że zapomniałem o rekomendacjach muzycznych! Ale fakt, że prawie zapomniałem...
1. Doodswens, album "Doodswens" - może nie bomba, ale bardzo solidny black metal z grzańskiem, atmosferą, melodią i "rozlazłym", niezrozumiałym wokalem. Kobiecym, w dodatku. A żeby było jeszcze ciekawiej, to wokalistka jednocześnie gra na perkusji. Całość zrodziła się w Holandii i dobrze chodzi - zespół na pewno warty poznania, choć poprzednia płyta ("Lichtvrees") już tak mi się nie podobała - wolno i bardziej niepokojąco, co akurat tam IMHO nie wyszło.
2. Olde Bard - amerykańska kapela black/heavy (wg MA), ale nie łudźcie się - tutaj jest zdecydowanie black, tylko po prostu większe użycie gitar i czasem faktycznie "heavy'owa" aranżacja w starym stylu sprawiają, że ten podgatunek tutaj się znalazł. Ale czuć niepokój i słychać wokal jak z piwnic w latach 90. Może rekomendacja nieco na wyrost, ale zapisuję do obserwowanych.
3. Hellish Crossfire - niemiecki thrash, który wydał trzy płyty, ale dość dawno temu. Aczkolwiek nadal istnieje i chodzi jak szalony. To przykład takiego thrasha, który oferuje coś więcej niż tylko łupankę - ona tu, jak najbardziej, jest, ale utwory są nieco dłuższe z różnymi "zagłębieniami" i jako całość słucha się tego bardzo dobrze. Niezrozumiałe, agresywne, szybkie - me gusta.
4. The Cadaver Dog - thrash z Kanady, ale to raczej taki thrash z gatunku tych punkowych. Czuć tutaj szaleńczą energię i nawet można poskakać sobie na krześle lub przynajmniej pomachać głową. Są słabsze, nudniejsze momenty, ale całokształt jest niezwykle dynamiczny.
Wyróżnienia:
- Ritual Carnage - thrash z Japonii (poza wokalistą, który jest z USA). Ciekawy o tyle, że miejscami przebija się coś innego niż klasyczna młócka - mamy zmiany tempa i kombinowanie.
- Northborn - szwedzki melodic death, który dopiero zaczyna i w maju będzie pierwsza płyta. Całkiem przyjemne, trochę festyniarskie granie. Do obserwacji.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal
-
Nie myślcie, że zapomniałem o rekomendacjach muzycznych! Ale fakt, że prawie zapomniałem...
1. Doodswens, album "Doodswens" - może nie bomba, ale bardzo solidny black metal z grzańskiem, atmosferą, melodią i "rozlazłym", niezrozumiałym wokalem. Kobiecym, w dodatku. A żeby było jeszcze ciekawiej, to wokalistka jednocześnie gra na perkusji. Całość zrodziła się w Holandii i dobrze chodzi - zespół na pewno warty poznania, choć poprzednia płyta ("Lichtvrees") już tak mi się nie podobała - wolno i bardziej niepokojąco, co akurat tam IMHO nie wyszło.
2. Olde Bard - amerykańska kapela black/heavy (wg MA), ale nie łudźcie się - tutaj jest zdecydowanie black, tylko po prostu większe użycie gitar i czasem faktycznie "heavy'owa" aranżacja w starym stylu sprawiają, że ten podgatunek tutaj się znalazł. Ale czuć niepokój i słychać wokal jak z piwnic w latach 90. Może rekomendacja nieco na wyrost, ale zapisuję do obserwowanych.
3. Hellish Crossfire - niemiecki thrash, który wydał trzy płyty, ale dość dawno temu. Aczkolwiek nadal istnieje i chodzi jak szalony. To przykład takiego thrasha, który oferuje coś więcej niż tylko łupankę - ona tu, jak najbardziej, jest, ale utwory są nieco dłuższe z różnymi "zagłębieniami" i jako całość słucha się tego bardzo dobrze. Niezrozumiałe, agresywne, szybkie - me gusta.
4. The Cadaver Dog - thrash z Kanady, ale to raczej taki thrash z gatunku tych punkowych. Czuć tutaj szaleńczą energię i nawet można poskakać sobie na krześle lub przynajmniej pomachać głową. Są słabsze, nudniejsze momenty, ale całokształt jest niezwykle dynamiczny.
Wyróżnienia:
- Ritual Carnage - thrash z Japonii (poza wokalistą, który jest z USA). Ciekawy o tyle, że miejscami przebija się coś innego niż klasyczna młócka - mamy zmiany tempa i kombinowanie.
- Northborn - szwedzki melodic death, który dopiero zaczyna i w maju będzie pierwsza płyta. Całkiem przyjemne, trochę festyniarskie granie. Do obserwacji.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal
-
Dzisiaj krótko i mało, bo tak, jak poprzednio trafiłem dużo dobra, tak teraz była posucha. Przynajmniej zmieszczę się w jednym poście.
1. Prowl - jeju, ale darcie mordy. Specyficznie nagrane, wychodzący na pierwszy plan, ale tak jakby z przytłumieniem. Hardcore/thrash z Kanady (bardziej hardcore, to nie jest taki thrash, jaki zwykle występuje), bardzo satysfakcjonujący, z bardzo eksploatowanym wokalem. Fajne.
2. Acolythus - przyznaję bez bicia, że niewiele wiem o tym zespole poza tym, że to fiński black metal. Ale przesłuchałem singiel "Scholars of Empires Beyond" i już wiem, że warto śledzić poczynania tej grupki. Wkręcająca się melodia, porządnie wykonany black bez eksperymentów - me gusta.
3. Aria - może trochę na siłę, ale zaskoczył mnie ten zespół. Oczywiście, już istnieję, bo gdy mnie coś zainteresuje, to zwykle po fakcie. To był amerykański technical melodic death metal/metalcore - dobrze, że napisali to na MA, bo w życiu bym tego nie umiał określić. Jest czasem postowo, ale są blasty, czasem akustyka i tematy raczej okołodepresyjne. Właściwie wszystko z tej zbitki gatunkowej tutaj jest. Nie mówię, że rzecz w moim guście, ale na pewno ciekawa.
Wyróżnienia:
- Defacing God, album "Darkness is my crown" - symfoniczny black/gothic (choć raczej black) z Danii. Trochę plastikowy, generyczny, ale w sumie całkiem przyjemny. Dość wyraźna produkcja, a symfoniczność dobrze odczuwalna, choć czasem nudno.
- Vomitory, album "In Death Throes" - typowy album deathmetalowy, standardowy, na jedno kopyto, ale dobrze to kopyto kopie. Dobrze się przy tym cięło nożyczkami papier w dużej liczbie.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #DeathMetal
-
Dzisiaj krótko i mało, bo tak, jak poprzednio trafiłem dużo dobra, tak teraz była posucha. Przynajmniej zmieszczę się w jednym poście.
1. Prowl - jeju, ale darcie mordy. Specyficznie nagrane, wychodzący na pierwszy plan, ale tak jakby z przytłumieniem. Hardcore/thrash z Kanady (bardziej hardcore, to nie jest taki thrash, jaki zwykle występuje), bardzo satysfakcjonujący, z bardzo eksploatowanym wokalem. Fajne.
2. Acolythus - przyznaję bez bicia, że niewiele wiem o tym zespole poza tym, że to fiński black metal. Ale przesłuchałem singiel "Scholars of Empires Beyond" i już wiem, że warto śledzić poczynania tej grupki. Wkręcająca się melodia, porządnie wykonany black bez eksperymentów - me gusta.
3. Aria - może trochę na siłę, ale zaskoczył mnie ten zespół. Oczywiście, już istnieję, bo gdy mnie coś zainteresuje, to zwykle po fakcie. To był amerykański technical melodic death metal/metalcore - dobrze, że napisali to na MA, bo w życiu bym tego nie umiał określić. Jest czasem postowo, ale są blasty, czasem akustyka i tematy raczej okołodepresyjne. Właściwie wszystko z tej zbitki gatunkowej tutaj jest. Nie mówię, że rzecz w moim guście, ale na pewno ciekawa.
Wyróżnienia:
- Defacing God, album "Darkness is my crown" - symfoniczny black/gothic (choć raczej black) z Danii. Trochę plastikowy, generyczny, ale w sumie całkiem przyjemny. Dość wyraźna produkcja, a symfoniczność dobrze odczuwalna, choć czasem nudno.
- Vomitory, album "In Death Throes" - typowy album deathmetalowy, standardowy, na jedno kopyto, ale dobrze to kopyto kopie. Dobrze się przy tym cięło nożyczkami papier w dużej liczbie.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #DeathMetal
-
Dzisiaj krótko i mało, bo tak, jak poprzednio trafiłem dużo dobra, tak teraz była posucha. Przynajmniej zmieszczę się w jednym poście.
1. Prowl - jeju, ale darcie mordy. Specyficznie nagrane, wychodzący na pierwszy plan, ale tak jakby z przytłumieniem. Hardcore/thrash z Kanady (bardziej hardcore, to nie jest taki thrash, jaki zwykle występuje), bardzo satysfakcjonujący, z bardzo eksploatowanym wokalem. Fajne.
2. Acolythus - przyznaję bez bicia, że niewiele wiem o tym zespole poza tym, że to fiński black metal. Ale przesłuchałem singiel "Scholars of Empires Beyond" i już wiem, że warto śledzić poczynania tej grupki. Wkręcająca się melodia, porządnie wykonany black bez eksperymentów - me gusta.
3. Aria - może trochę na siłę, ale zaskoczył mnie ten zespół. Oczywiście, już istnieję, bo gdy mnie coś zainteresuje, to zwykle po fakcie. To był amerykański technical melodic death metal/metalcore - dobrze, że napisali to na MA, bo w życiu bym tego nie umiał określić. Jest czasem postowo, ale są blasty, czasem akustyka i tematy raczej okołodepresyjne. Właściwie wszystko z tej zbitki gatunkowej tutaj jest. Nie mówię, że rzecz w moim guście, ale na pewno ciekawa.
Wyróżnienia:
- Defacing God, album "Darkness is my crown" - symfoniczny black/gothic (choć raczej black) z Danii. Trochę plastikowy, generyczny, ale w sumie całkiem przyjemny. Dość wyraźna produkcja, a symfoniczność dobrze odczuwalna, choć czasem nudno.
- Vomitory, album "In Death Throes" - typowy album deathmetalowy, standardowy, na jedno kopyto, ale dobrze to kopyto kopie. Dobrze się przy tym cięło nożyczkami papier w dużej liczbie.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #DeathMetal
-
Dzisiaj krótko i mało, bo tak, jak poprzednio trafiłem dużo dobra, tak teraz była posucha. Przynajmniej zmieszczę się w jednym poście.
1. Prowl - jeju, ale darcie mordy. Specyficznie nagrane, wychodzący na pierwszy plan, ale tak jakby z przytłumieniem. Hardcore/thrash z Kanady (bardziej hardcore, to nie jest taki thrash, jaki zwykle występuje), bardzo satysfakcjonujący, z bardzo eksploatowanym wokalem. Fajne.
2. Acolythus - przyznaję bez bicia, że niewiele wiem o tym zespole poza tym, że to fiński black metal. Ale przesłuchałem singiel "Scholars of Empires Beyond" i już wiem, że warto śledzić poczynania tej grupki. Wkręcająca się melodia, porządnie wykonany black bez eksperymentów - me gusta.
3. Aria - może trochę na siłę, ale zaskoczył mnie ten zespół. Oczywiście, już istnieję, bo gdy mnie coś zainteresuje, to zwykle po fakcie. To był amerykański technical melodic death metal/metalcore - dobrze, że napisali to na MA, bo w życiu bym tego nie umiał określić. Jest czasem postowo, ale są blasty, czasem akustyka i tematy raczej okołodepresyjne. Właściwie wszystko z tej zbitki gatunkowej tutaj jest. Nie mówię, że rzecz w moim guście, ale na pewno ciekawa.
Wyróżnienia:
- Defacing God, album "Darkness is my crown" - symfoniczny black/gothic (choć raczej black) z Danii. Trochę plastikowy, generyczny, ale w sumie całkiem przyjemny. Dość wyraźna produkcja, a symfoniczność dobrze odczuwalna, choć czasem nudno.
- Vomitory, album "In Death Throes" - typowy album deathmetalowy, standardowy, na jedno kopyto, ale dobrze to kopyto kopie. Dobrze się przy tym cięło nożyczkami papier w dużej liczbie.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #DeathMetal
-
Dzisiaj krótko i mało, bo tak, jak poprzednio trafiłem dużo dobra, tak teraz była posucha. Przynajmniej zmieszczę się w jednym poście.
1. Prowl - jeju, ale darcie mordy. Specyficznie nagrane, wychodzący na pierwszy plan, ale tak jakby z przytłumieniem. Hardcore/thrash z Kanady (bardziej hardcore, to nie jest taki thrash, jaki zwykle występuje), bardzo satysfakcjonujący, z bardzo eksploatowanym wokalem. Fajne.
2. Acolythus - przyznaję bez bicia, że niewiele wiem o tym zespole poza tym, że to fiński black metal. Ale przesłuchałem singiel "Scholars of Empires Beyond" i już wiem, że warto śledzić poczynania tej grupki. Wkręcająca się melodia, porządnie wykonany black bez eksperymentów - me gusta.
3. Aria - może trochę na siłę, ale zaskoczył mnie ten zespół. Oczywiście, już istnieję, bo gdy mnie coś zainteresuje, to zwykle po fakcie. To był amerykański technical melodic death metal/metalcore - dobrze, że napisali to na MA, bo w życiu bym tego nie umiał określić. Jest czasem postowo, ale są blasty, czasem akustyka i tematy raczej okołodepresyjne. Właściwie wszystko z tej zbitki gatunkowej tutaj jest. Nie mówię, że rzecz w moim guście, ale na pewno ciekawa.
Wyróżnienia:
- Defacing God, album "Darkness is my crown" - symfoniczny black/gothic (choć raczej black) z Danii. Trochę plastikowy, generyczny, ale w sumie całkiem przyjemny. Dość wyraźna produkcja, a symfoniczność dobrze odczuwalna, choć czasem nudno.
- Vomitory, album "In Death Throes" - typowy album deathmetalowy, standardowy, na jedno kopyto, ale dobrze to kopyto kopie. Dobrze się przy tym cięło nożyczkami papier w dużej liczbie.
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #DeathMetal
-
- Hellslaught (dawniej Kömmand) - amerykański thrash, ale z mocnym blackowym klimatem i bardzo charczącym wokalem (np. w "Liminal Bridges"). Z tego, co zdążyłem zauważyć, wcześniej (jako Kömmand) był to bardziej klasyczny thrash, ale od momentu "rebrandingu" bardziej oddali się blackowi. Do obserwacji.
- Hazzerd - bardzo przyjemne thrashowe "patataj" z Kanady, nie takie mroczne, bardzo solówkowe, aczkolwiek też dość generyczne.
- Sarcator - szwedzki blackened thrash, ale nie nazwałbym tak granej przez nich muzyki. Tutaj jest sporo melodeatha, czasem jakieś progresywne nawiązania i ogólnie jest to muzyka dźwiękowo chwytliwa, ale też czasem zastanawiająca. Niekoniecznie oczywisty twór.
- Gladie - amerykański indie rock, który gra tak, jak zwyczajowo gra indie rock. Aczkolwiek jest tutaj nieco mniej plumkania i niedbałego wokalu, a czuć trochę echa muzyki Beatlesów, "standardowego" (choć spokojniejszego) rocka, Boba Dylana, a także country. Nie zasłuchiwałbym się, ale zwróciło moją uwagę.
- Lavalove, album "Tan Lines" - dziewczyny (i jeden chłopak) z Los Angeles grają indie rocka, przy czym styl dość mocno różni pomiędzy np. albumem "Love Sick" a najnowszym "Tan Lines". Ten drugi jest czasem nieco przesłodzony, ze zbyt dużą ilością chórku, ale za to żywy (np. "Hopelessly Devoted") i dynamiczny.
- Riot V (albo po prostu Riot) - amerykański heavy metal jeszcze z lat 70., ale ciągle grający. Standardowe to bardzo, ale wciąga i sprawia, że nóżka chodzi pod biurkiem. Taki "patataj" metal, ale nie aż tak szybki.
(3/3)
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal #Rock
-
- Hellslaught (dawniej Kömmand) - amerykański thrash, ale z mocnym blackowym klimatem i bardzo charczącym wokalem (np. w "Liminal Bridges"). Z tego, co zdążyłem zauważyć, wcześniej (jako Kömmand) był to bardziej klasyczny thrash, ale od momentu "rebrandingu" bardziej oddali się blackowi. Do obserwacji.
- Hazzerd - bardzo przyjemne thrashowe "patataj" z Kanady, nie takie mroczne, bardzo solówkowe, aczkolwiek też dość generyczne.
- Sarcator - szwedzki blackened thrash, ale nie nazwałbym tak granej przez nich muzyki. Tutaj jest sporo melodeatha, czasem jakieś progresywne nawiązania i ogólnie jest to muzyka dźwiękowo chwytliwa, ale też czasem zastanawiająca. Niekoniecznie oczywisty twór.
- Gladie - amerykański indie rock, który gra tak, jak zwyczajowo gra indie rock. Aczkolwiek jest tutaj nieco mniej plumkania i niedbałego wokalu, a czuć trochę echa muzyki Beatlesów, "standardowego" (choć spokojniejszego) rocka, Boba Dylana, a także country. Nie zasłuchiwałbym się, ale zwróciło moją uwagę.
- Lavalove, album "Tan Lines" - dziewczyny (i jeden chłopak) z Los Angeles grają indie rocka, przy czym styl dość mocno różni pomiędzy np. albumem "Love Sick" a najnowszym "Tan Lines". Ten drugi jest czasem nieco przesłodzony, ze zbyt dużą ilością chórku, ale za to żywy (np. "Hopelessly Devoted") i dynamiczny.
- Riot V (albo po prostu Riot) - amerykański heavy metal jeszcze z lat 70., ale ciągle grający. Standardowe to bardzo, ale wciąga i sprawia, że nóżka chodzi pod biurkiem. Taki "patataj" metal, ale nie aż tak szybki.
(3/3)
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal #Rock
-
- Hellslaught (dawniej Kömmand) - amerykański thrash, ale z mocnym blackowym klimatem i bardzo charczącym wokalem (np. w "Liminal Bridges"). Z tego, co zdążyłem zauważyć, wcześniej (jako Kömmand) był to bardziej klasyczny thrash, ale od momentu "rebrandingu" bardziej oddali się blackowi. Do obserwacji.
- Hazzerd - bardzo przyjemne thrashowe "patataj" z Kanady, nie takie mroczne, bardzo solówkowe, aczkolwiek też dość generyczne.
- Sarcator - szwedzki blackened thrash, ale nie nazwałbym tak granej przez nich muzyki. Tutaj jest sporo melodeatha, czasem jakieś progresywne nawiązania i ogólnie jest to muzyka dźwiękowo chwytliwa, ale też czasem zastanawiająca. Niekoniecznie oczywisty twór.
- Gladie - amerykański indie rock, który gra tak, jak zwyczajowo gra indie rock. Aczkolwiek jest tutaj nieco mniej plumkania i niedbałego wokalu, a czuć trochę echa muzyki Beatlesów, "standardowego" (choć spokojniejszego) rocka, Boba Dylana, a także country. Nie zasłuchiwałbym się, ale zwróciło moją uwagę.
- Lavalove, album "Tan Lines" - dziewczyny (i jeden chłopak) z Los Angeles grają indie rocka, przy czym styl dość mocno różni pomiędzy np. albumem "Love Sick" a najnowszym "Tan Lines". Ten drugi jest czasem nieco przesłodzony, ze zbyt dużą ilością chórku, ale za to żywy (np. "Hopelessly Devoted") i dynamiczny.
- Riot V (albo po prostu Riot) - amerykański heavy metal jeszcze z lat 70., ale ciągle grający. Standardowe to bardzo, ale wciąga i sprawia, że nóżka chodzi pod biurkiem. Taki "patataj" metal, ale nie aż tak szybki.
(3/3)
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal #Rock
-
- Hellslaught (dawniej Kömmand) - amerykański thrash, ale z mocnym blackowym klimatem i bardzo charczącym wokalem (np. w "Liminal Bridges"). Z tego, co zdążyłem zauważyć, wcześniej (jako Kömmand) był to bardziej klasyczny thrash, ale od momentu "rebrandingu" bardziej oddali się blackowi. Do obserwacji.
- Hazzerd - bardzo przyjemne thrashowe "patataj" z Kanady, nie takie mroczne, bardzo solówkowe, aczkolwiek też dość generyczne.
- Sarcator - szwedzki blackened thrash, ale nie nazwałbym tak granej przez nich muzyki. Tutaj jest sporo melodeatha, czasem jakieś progresywne nawiązania i ogólnie jest to muzyka dźwiękowo chwytliwa, ale też czasem zastanawiająca. Niekoniecznie oczywisty twór.
- Gladie - amerykański indie rock, który gra tak, jak zwyczajowo gra indie rock. Aczkolwiek jest tutaj nieco mniej plumkania i niedbałego wokalu, a czuć trochę echa muzyki Beatlesów, "standardowego" (choć spokojniejszego) rocka, Boba Dylana, a także country. Nie zasłuchiwałbym się, ale zwróciło moją uwagę.
- Lavalove, album "Tan Lines" - dziewczyny (i jeden chłopak) z Los Angeles grają indie rocka, przy czym styl dość mocno różni pomiędzy np. albumem "Love Sick" a najnowszym "Tan Lines". Ten drugi jest czasem nieco przesłodzony, ze zbyt dużą ilością chórku, ale za to żywy (np. "Hopelessly Devoted") i dynamiczny.
- Riot V (albo po prostu Riot) - amerykański heavy metal jeszcze z lat 70., ale ciągle grający. Standardowe to bardzo, ale wciąga i sprawia, że nóżka chodzi pod biurkiem. Taki "patataj" metal, ale nie aż tak szybki.
(3/3)
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal #Rock
-
- Hellslaught (dawniej Kömmand) - amerykański thrash, ale z mocnym blackowym klimatem i bardzo charczącym wokalem (np. w "Liminal Bridges"). Z tego, co zdążyłem zauważyć, wcześniej (jako Kömmand) był to bardziej klasyczny thrash, ale od momentu "rebrandingu" bardziej oddali się blackowi. Do obserwacji.
- Hazzerd - bardzo przyjemne thrashowe "patataj" z Kanady, nie takie mroczne, bardzo solówkowe, aczkolwiek też dość generyczne.
- Sarcator - szwedzki blackened thrash, ale nie nazwałbym tak granej przez nich muzyki. Tutaj jest sporo melodeatha, czasem jakieś progresywne nawiązania i ogólnie jest to muzyka dźwiękowo chwytliwa, ale też czasem zastanawiająca. Niekoniecznie oczywisty twór.
- Gladie - amerykański indie rock, który gra tak, jak zwyczajowo gra indie rock. Aczkolwiek jest tutaj nieco mniej plumkania i niedbałego wokalu, a czuć trochę echa muzyki Beatlesów, "standardowego" (choć spokojniejszego) rocka, Boba Dylana, a także country. Nie zasłuchiwałbym się, ale zwróciło moją uwagę.
- Lavalove, album "Tan Lines" - dziewczyny (i jeden chłopak) z Los Angeles grają indie rocka, przy czym styl dość mocno różni pomiędzy np. albumem "Love Sick" a najnowszym "Tan Lines". Ten drugi jest czasem nieco przesłodzony, ze zbyt dużą ilością chórku, ale za to żywy (np. "Hopelessly Devoted") i dynamiczny.
- Riot V (albo po prostu Riot) - amerykański heavy metal jeszcze z lat 70., ale ciągle grający. Standardowe to bardzo, ale wciąga i sprawia, że nóżka chodzi pod biurkiem. Taki "patataj" metal, ale nie aż tak szybki.
(3/3)
@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #ThrashMetal #Rock
-
5. Hostilia - nie mylić z naszą polską Hostią. Hostilia to szwedzka kapela thrashowa, co do której na początku miałem skojarzenie, że brzmi jakby była wygenerowana z AI. Ale nie chodzi o to, że źle - po prostu brzmi to tak bardzo "produkcyjnie", że nawet miałem wrażenie, iż sztucznie. Natomiast jest to kawał dobrego metalu, niekoniecznie szybkiego, ale takiego "potężnego". Bardzo przypomina mi to momentami wczesną Metallicę.
6. Haeresis, album "Bete Noire" - wzięli starsze nagrania, zremasterowali i zrobili z nich płytę. Ale to nadal Haeresis, więc tę polecajkę zacząłem pisać jeszcze w trakcie słuchania pierwszego utworu, mimo że wolę "Si Vis Pacem Para Bellum". Klimat apokalipsy, ale nie "wybuchowej", jak u Panzerfausta, tylko takiej "kroczącej". Post-black z drącymi, lekko wygaszonymi wokalami, tworzeniem klimatu i ściany dźwięku. Mnie ten zespół zagarnął od pierwszego odsłuchu rok temu i nic się tutaj nie zmienia.
7. The Molotovs - a to z kolei brytyjski duet rockowy (rodzeństwo), który gra coś bliższego rockability czy też starego rock'n'rolla. Taka wesoła, skoczna, nieagresywna muzyka utrzymana w nieco szybszym tempie. Takiego czegoś też człowiek czasem potrzebuje.
Wyróżnienia:
- Tarask (szczególnie album "Pharus Morti") - bardzo przyjemne darcie ryja. Nie rzuci Was na kolana i też nie ma swojej unikalnej cechy, która by szczególnie przyciągała, ale to po prostu dobrze zrealizowany black metal z blastami, kompletnie niezrozumiałym francuskim (stąd pochodzi, dokładniej z Tuluzy) wokalem.
- Infestation (niemiecki) - thrash metal zza naszej wschodniej granicy. Początkowo pomyślałem, że to nic specjalnego i faktycznie tak jest. Ale jest to dobrze wykonane, przyciągające uwagę, chwytliwe i nieźle wyprodukowane. Solidna muzyka.
- Bastard Cross - tym razem amerykański thrash i podobna historia jak wyżej, tylko jest tutaj więcej "zblackowania" i jakieś takie przyjemnie brudne.
(2/3)
@muzykametalowa #muzyka #MetalPany #Metal #BlackMetal #ThrashMetal #Rock
-
5. Hostilia - nie mylić z naszą polską Hostią. Hostilia to szwedzka kapela thrashowa, co do której na początku miałem skojarzenie, że brzmi jakby była wygenerowana z AI. Ale nie chodzi o to, że źle - po prostu brzmi to tak bardzo "produkcyjnie", że nawet miałem wrażenie, iż sztucznie. Natomiast jest to kawał dobrego metalu, niekoniecznie szybkiego, ale takiego "potężnego". Bardzo przypomina mi to momentami wczesną Metallicę.
6. Haeresis, album "Bete Noire" - wzięli starsze nagrania, zremasterowali i zrobili z nich płytę. Ale to nadal Haeresis, więc tę polecajkę zacząłem pisać jeszcze w trakcie słuchania pierwszego utworu, mimo że wolę "Si Vis Pacem Para Bellum". Klimat apokalipsy, ale nie "wybuchowej", jak u Panzerfausta, tylko takiej "kroczącej". Post-black z drącymi, lekko wygaszonymi wokalami, tworzeniem klimatu i ściany dźwięku. Mnie ten zespół zagarnął od pierwszego odsłuchu rok temu i nic się tutaj nie zmienia.
7. The Molotovs - a to z kolei brytyjski duet rockowy (rodzeństwo), który gra coś bliższego rockability czy też starego rock'n'rolla. Taka wesoła, skoczna, nieagresywna muzyka utrzymana w nieco szybszym tempie. Takiego czegoś też człowiek czasem potrzebuje.
Wyróżnienia:
- Tarask (szczególnie album "Pharus Morti") - bardzo przyjemne darcie ryja. Nie rzuci Was na kolana i też nie ma swojej unikalnej cechy, która by szczególnie przyciągała, ale to po prostu dobrze zrealizowany black metal z blastami, kompletnie niezrozumiałym francuskim (stąd pochodzi, dokładniej z Tuluzy) wokalem.
- Infestation (niemiecki) - thrash metal zza naszej wschodniej granicy. Początkowo pomyślałem, że to nic specjalnego i faktycznie tak jest. Ale jest to dobrze wykonane, przyciągające uwagę, chwytliwe i nieźle wyprodukowane. Solidna muzyka.
- Bastard Cross - tym razem amerykański thrash i podobna historia jak wyżej, tylko jest tutaj więcej "zblackowania" i jakieś takie przyjemnie brudne.
(2/3)
@muzykametalowa #muzyka #MetalPany #Metal #BlackMetal #ThrashMetal #Rock
-
5. Hostilia - nie mylić z naszą polską Hostią. Hostilia to szwedzka kapela thrashowa, co do której na początku miałem skojarzenie, że brzmi jakby była wygenerowana z AI. Ale nie chodzi o to, że źle - po prostu brzmi to tak bardzo "produkcyjnie", że nawet miałem wrażenie, iż sztucznie. Natomiast jest to kawał dobrego metalu, niekoniecznie szybkiego, ale takiego "potężnego". Bardzo przypomina mi to momentami wczesną Metallicę.
6. Haeresis, album "Bete Noire" - wzięli starsze nagrania, zremasterowali i zrobili z nich płytę. Ale to nadal Haeresis, więc tę polecajkę zacząłem pisać jeszcze w trakcie słuchania pierwszego utworu, mimo że wolę "Si Vis Pacem Para Bellum". Klimat apokalipsy, ale nie "wybuchowej", jak u Panzerfausta, tylko takiej "kroczącej". Post-black z drącymi, lekko wygaszonymi wokalami, tworzeniem klimatu i ściany dźwięku. Mnie ten zespół zagarnął od pierwszego odsłuchu rok temu i nic się tutaj nie zmienia.
7. The Molotovs - a to z kolei brytyjski duet rockowy (rodzeństwo), który gra coś bliższego rockability czy też starego rock'n'rolla. Taka wesoła, skoczna, nieagresywna muzyka utrzymana w nieco szybszym tempie. Takiego czegoś też człowiek czasem potrzebuje.
Wyróżnienia:
- Tarask (szczególnie album "Pharus Morti") - bardzo przyjemne darcie ryja. Nie rzuci Was na kolana i też nie ma swojej unikalnej cechy, która by szczególnie przyciągała, ale to po prostu dobrze zrealizowany black metal z blastami, kompletnie niezrozumiałym francuskim (stąd pochodzi, dokładniej z Tuluzy) wokalem.
- Infestation (niemiecki) - thrash metal zza naszej wschodniej granicy. Początkowo pomyślałem, że to nic specjalnego i faktycznie tak jest. Ale jest to dobrze wykonane, przyciągające uwagę, chwytliwe i nieźle wyprodukowane. Solidna muzyka.
- Bastard Cross - tym razem amerykański thrash i podobna historia jak wyżej, tylko jest tutaj więcej "zblackowania" i jakieś takie przyjemnie brudne.
(2/3)
@muzykametalowa #muzyka #MetalPany #Metal #BlackMetal #ThrashMetal #Rock
-
5. Hostilia - nie mylić z naszą polską Hostią. Hostilia to szwedzka kapela thrashowa, co do której na początku miałem skojarzenie, że brzmi jakby była wygenerowana z AI. Ale nie chodzi o to, że źle - po prostu brzmi to tak bardzo "produkcyjnie", że nawet miałem wrażenie, iż sztucznie. Natomiast jest to kawał dobrego metalu, niekoniecznie szybkiego, ale takiego "potężnego". Bardzo przypomina mi to momentami wczesną Metallicę.
6. Haeresis, album "Bete Noire" - wzięli starsze nagrania, zremasterowali i zrobili z nich płytę. Ale to nadal Haeresis, więc tę polecajkę zacząłem pisać jeszcze w trakcie słuchania pierwszego utworu, mimo że wolę "Si Vis Pacem Para Bellum". Klimat apokalipsy, ale nie "wybuchowej", jak u Panzerfausta, tylko takiej "kroczącej". Post-black z drącymi, lekko wygaszonymi wokalami, tworzeniem klimatu i ściany dźwięku. Mnie ten zespół zagarnął od pierwszego odsłuchu rok temu i nic się tutaj nie zmienia.
7. The Molotovs - a to z kolei brytyjski duet rockowy (rodzeństwo), który gra coś bliższego rockability czy też starego rock'n'rolla. Taka wesoła, skoczna, nieagresywna muzyka utrzymana w nieco szybszym tempie. Takiego czegoś też człowiek czasem potrzebuje.
Wyróżnienia:
- Tarask (szczególnie album "Pharus Morti") - bardzo przyjemne darcie ryja. Nie rzuci Was na kolana i też nie ma swojej unikalnej cechy, która by szczególnie przyciągała, ale to po prostu dobrze zrealizowany black metal z blastami, kompletnie niezrozumiałym francuskim (stąd pochodzi, dokładniej z Tuluzy) wokalem.
- Infestation (niemiecki) - thrash metal zza naszej wschodniej granicy. Początkowo pomyślałem, że to nic specjalnego i faktycznie tak jest. Ale jest to dobrze wykonane, przyciągające uwagę, chwytliwe i nieźle wyprodukowane. Solidna muzyka.
- Bastard Cross - tym razem amerykański thrash i podobna historia jak wyżej, tylko jest tutaj więcej "zblackowania" i jakieś takie przyjemnie brudne.
(2/3)
@muzykametalowa #muzyka #MetalPany #Metal #BlackMetal #ThrashMetal #Rock
-
5. Hostilia - nie mylić z naszą polską Hostią. Hostilia to szwedzka kapela thrashowa, co do której na początku miałem skojarzenie, że brzmi jakby była wygenerowana z AI. Ale nie chodzi o to, że źle - po prostu brzmi to tak bardzo "produkcyjnie", że nawet miałem wrażenie, iż sztucznie. Natomiast jest to kawał dobrego metalu, niekoniecznie szybkiego, ale takiego "potężnego". Bardzo przypomina mi to momentami wczesną Metallicę.
6. Haeresis, album "Bete Noire" - wzięli starsze nagrania, zremasterowali i zrobili z nich płytę. Ale to nadal Haeresis, więc tę polecajkę zacząłem pisać jeszcze w trakcie słuchania pierwszego utworu, mimo że wolę "Si Vis Pacem Para Bellum". Klimat apokalipsy, ale nie "wybuchowej", jak u Panzerfausta, tylko takiej "kroczącej". Post-black z drącymi, lekko wygaszonymi wokalami, tworzeniem klimatu i ściany dźwięku. Mnie ten zespół zagarnął od pierwszego odsłuchu rok temu i nic się tutaj nie zmienia.
7. The Molotovs - a to z kolei brytyjski duet rockowy (rodzeństwo), który gra coś bliższego rockability czy też starego rock'n'rolla. Taka wesoła, skoczna, nieagresywna muzyka utrzymana w nieco szybszym tempie. Takiego czegoś też człowiek czasem potrzebuje.
Wyróżnienia:
- Tarask (szczególnie album "Pharus Morti") - bardzo przyjemne darcie ryja. Nie rzuci Was na kolana i też nie ma swojej unikalnej cechy, która by szczególnie przyciągała, ale to po prostu dobrze zrealizowany black metal z blastami, kompletnie niezrozumiałym francuskim (stąd pochodzi, dokładniej z Tuluzy) wokalem.
- Infestation (niemiecki) - thrash metal zza naszej wschodniej granicy. Początkowo pomyślałem, że to nic specjalnego i faktycznie tak jest. Ale jest to dobrze wykonane, przyciągające uwagę, chwytliwe i nieźle wyprodukowane. Solidna muzyka.
- Bastard Cross - tym razem amerykański thrash i podobna historia jak wyżej, tylko jest tutaj więcej "zblackowania" i jakieś takie przyjemnie brudne.
(2/3)
@muzykametalowa #muzyka #MetalPany #Metal #BlackMetal #ThrashMetal #Rock