home.social

#metalpany — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #metalpany, aggregated by home.social.

fetched live
  1. RE: mas.to/@markwyner/117412299764

    I to jest dobre podejście. Wbrew pozorom, metal i wiara (różna) naprawdę mogą iść w parze. Naprawdę nie trzeba być albo kompletnie anty, albo wręcz satanistą.

    @muzykametalowa #muzyka #MetalPany #Metal

  2. Wyróżnienia:

    - Cruenta Lacrymis, album "Sweetness and Blasphemy" - już były włoski zespół, który istniał krótko, ale przez ten czas zdążył wydać całkiem fajną płytę. To taki symfoniczny black, który nie przesada ze wstawkami "dzwonkowymi" czy epickimi i dobrze się go słucha nawet, gdy fanami symfonii nie jesteście.

    - Bloody Falls - melodyjny death metal z Finlandii, ale też podpisany jako "groove" i to czuć, bo praktycznie przez całe utwory czujemy, że to buja i jest mięsiste. A do tego wokal bardziej przypominający black metal niż death (co akurat mnie nie cieszy). Podchodziłem bez oczekiwań, a jest całkiem fajne.

    - Novae Militiae - możliwe, że już pisałem o tym francuskim zespole blackowym, ale w razie czego napiszę znowu - to taki Teitanblood, ale trochę więcej jest tutaj atmosfery, a nieco mniej całkowitego chaosu. Co nie znaczy, że to muzyka łatwa dla uszu, oj nie. Być może powinienem też przyrównać tę kapelę do Deathspell Omega, gdyż też pochodzą z Francji, członkowie również się ukrywają, a styl w sumie podobny, choć mniej awangardowy. Nie dla wszystkich - trzeba się zanurzyć.

    - Ominous Covenant - brytyjski black metal. W chwili, gdy to piszę, słyszałem dopiero dwa single (pełna płyta pojawiła się 9 października), ale już jest dobrze. Nieprzesadzone w żadną stronę, produkcyjnie dopieszczone. EDIT: Usłyszałem już cały album i jest nierówno, ale zrzucam to na karb debiutu - nadal chciałem zwrócić Waszą uwagę na ten zespół.

    - The Kryptik - brazylijskie, chaotyczne blackmetalowe walenie w bęben z wycofanymi wokalami i produkcją, która naturalnie robi ścianę dźwięku, bo po prostu niczego tam dobrze nie słychać. Ale przez to np. cover Mayhema, "Funeral Fog" brzmi tak super, a płyta "A Journey to the Darkest Kingdom" z kolei tak baśniowo.

    (2/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  3. CZAS NA MUZYKĘ METALOWĄ. Przyznam, że z powodu choroby średnio mi się chciało słuchać tak dużo, jak zwykle, ale mimo wszystko jest kilka rzeczy, które mogę Wam polecić.

    1. Bootes Void, album "Panta Rhei" - pisałem o tym zespole kilka tygodni temu, przesłuchałem teraz ich całą ostatnią płytę i podtrzymuję - to świetny black metal, lekko "zaciemniony" dźwiękowo, ale wciągający swoją hipnotycznością i pewną tajemnicą. Nawet outro sobie z przyjemnością przesłuchałem, co naprawdę rzadko mi się zdarza.

    2. Urgehal, album "Ikonoklast" - o samym zespołem pisałem już ponad rok temu, a kapela jest znana, bo pochodzi z 1992 roku. I już wtedy pisałem, że to dość prosty, ale bardzo klimatyczny i hitowy black metal. Dzisiaj bym dodał nawet, że ma takie fragmenty black'n'rollowe, które jeszcze bardziej podbijają hitowość. A dla ciekawych - "ikonoklasta" to przeciwnik kultu obrazów religijnych, inaczej "obrazoburca". Piszę o tym, bo poznałem nowe słowo, więc się nim dzielę.

    3. Temple of Oblivion - tutaj ważna uwaga. Zespół nagrywał w wytwórni, która ma na koncie opiekę nad kapelami NSBM, ale sam ToO (chyba) w tym obszarze się nie poruszał. Bo trudno mówić o tym, że darcie ryja o wyczynach armii pruskiej i niemieckiej, niekoniecznie z II WŚ (a to niemiecki zespół) automatycznie ich wrzucało w tę szufladkę, choć tekstów nie czytałem. Muzycznie świetnie to chodzi, gatunek "epic black metal" na MA jest zasłużony, bo czuć, że jest tutaj pewna podniosłość, ale nie przesłania agresji. Sam zespół już się zdążył rozpaść w 2019 roku.

    4. Detresse, album "Miseres" - austriacko-kanadyjski black metal wydał właśnie drugi album (rok po pierwszym) i jest to przyjemnie otulająca muzyka, w której nie ma eskapad i wirtuozerii, ale ma się radość z wyszukiwania dźwięku, a przede wszystkim pesymistycznej atmosfery przedstawianej porządnym growlem. Jeden z tych albumów, gdzie trudno wyróżnić konkretne utwory, bo ważniejsza jest całość.

    (1/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  4. Wyróżnienia:

    - Blodtar - szwedzki twór blackmetalowy, który urzeka natłoczeniem melodyjnego rąbania, ale nie jest to melodyjność w rodzaju Mgły. Bardziej pasowałoby mi porównanie do Windira, ale bez folku. Bardzo miło się słuchało, choć trochę bez różnorodności.

    - Visigoth - power metal, ale w innym stylu niż "hop, hop, dalej do przodu, o smokach, mieczach i skarbach!". Tutaj bardziej pasuje określenie, że jest to miks heavy i power metalu z epickim zacięciem. To nie wyścigi na to, kto szybciej gra, tylko raczej opiewanie wyczynów dzielnych bohaterów ojczyzny. I zrobione tak, że jest fajnie, choć czasem przynudza.

    - Tarfodd, album "En kansla av hopploshet" - generalnie lubię wszystko od tego szwedzkiego zespołu blackowego (choć na MA jest post-black/progressive), o czym już pisałem, aczkolwiek ten album jest taki sobie. Ale świetnie wpasował się w ponury, fatalistyczny nastrój, który miałem podczas słuchania po bardzo ciężkim dniu.

    - Jack Kays, album "Call it what you want" - tutaj krótko: mogłem się myślami przenieść do czasów, kiedy ogrywałem THPS2. Przynajmniej przez większość płyty.

    (2/2)

    @muzykametalowa #muzyka #MetalPany #Metal #BlackMetal

  5. Wracam z rekomendacjami muzycznymi. Mimo próby odpoczynku, trochę słuchałem i aż to rozdzielę. Zapraszam.

    1. Severoth - z tego typu post-blackowymi, atmosferycznymi zespołami jest ten problem, że muszą trafić w dobrą atmosferę u mnie i nie można słuchać ich niespiesznie. To nie jest muzyka, która ma dowalić, dać pomachać głową i zapewnić dawkę wyszumienia się. To raczej tło do pracy i coś, co warto słuchać dłuższymi fragmentami, a nie zawsze mamy na to czas. Ukraiński Severoth (szczególnie na albumie "Waves") należy do tej grupy i ma właściwie wszystko, czego od takiej muzyki się oczekuje, czyli black z posmakiem piękna i kosmologii. Pytanie, czy na to czekacie, aczkolwiek pewnie też znajdziecie lepsze zespoły.

    2. Anthrax, album "Cursum Perficio" - studyjny powrót po wielu latach jednego z Wielkich Czterech Thrash Metalu. Bardzo udany - nigdy nie byłem fanatykiem Anthraxu i spodziewałem się takiego lelum polelum, ale jest to ciężkie, mięsiste, bujające i heavymetalowe w tym mocnym sensie. Naprawdę nóżka i główka chodzą podczas słuchania.

    3. Woeful Echo - jeśli szukacie muzyki odbierającej jakąkolwiek nadzieję nagrywaną w piwnicy i z wokalem przypominającym tarcie papieru ściernego o metal, to ten zespół powinien przypaść Wam do gustu. Stąd aż wali złem, szczególnie na albumie "Dampening Existence", który, gdy włączyłem, to jakoś od razu poczułem się jak w pieczarze. Bardzo dobra rzecz z USA.

    4. Servant, album "Lux Ex Inferis" - dużo bardziej rozbudowaną i głębszą recenzję znajdziecie w serwisie KVLT. Ja tylko powiem, że to taki nowoczesny black, który trochę przeplata się z post-blackiem i stara się trochę eksperymentować ze stylem. Zresztą, o tym niemieckim zespole kiedyś już pisałem i zdecydowanie warto poznać. Na pewno nie jest to granie "na jedno kopyto".

    (1/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  6. Nie mam pojęcia, co sądzić o nowym utworze, a raczej kierunku DragonForce. Mark zawiesił bycie wokalistą ze względu na szumy uszne, więc sprowadzili Alessio Garavello, ale nadal funkcjonuje pomysł z Alissą White-Gluz. Myślałem, że AWG będzie więcej czysto śpiewać, a tutaj wychodzi na to, że DragonForce przeistacza się z power nintendo metal w power death. I akurat nie wiem, czy ta zmiana jest w porządku.

    Choć widziałem też urywki starych utworów śpiewanych przez AWG i tam już daje radę na czysto.

    PS Ale podpisy fragmentów na YT nadal mają dobre ;)

    #muzyka #Metal #MetalPany @muzykametalowa

    youtube.com/watch?v=VDh_SzEZR_0

  7. 5. Stworz, album "Cóż po żyznych ziemiach" - jasne, że znałem ten album wcześniej (wyszedł w 2014 roku), podobnie jak i cały Stworz, choć ten 1-osobowy projekt wiążę bardziej z dwoma ostatnimi, mroczniejszymi płytami. "Cóż po..." ma inny klimat - sierpniowe kończenie sezonu rolniczego, dożynki, rodzimowiercze zwyczaje na wsi, jest dużo kolorytu, takiego "tanecznego" tempa, ale to nadal mocne pagan blackowe granie. Tu pozornie jest radość, ale tak naprawdę ból. No uwielbiam muzykę Stworza, agresję w głosie Wojsława i melodyjność całych utworów, mimo że to nie jest melodyjny metal.

    Wyróżnienia:

    - Audrey Horne, album "Achilles" - płyta po prostu dobra, ale ten zespół gra tak fajnego, dość skocznego rocka, że warto ich po prostu przesłuchać. Odkryłem ich jakiś czas temu i mimo że nie zostali moimi faworytami, to ich po prostu lubię, a tutaj nie rozczarowali.

    - Sanity - albo czegoś nie rozumiem, albo ci Niemcy przeszli duchową przemianę. Do 2001 roku był to black metal, w dodatku dość taki upiorny (przynajmniej to, co słyszałem), a po ponad 20 latach pokazali dwie EP-ki bardziej deathowe, symfoniczne, o... wydźwięku religijnym. I te dwie EP-ki są całkiem fajne.

    - Apostate, album "Elegy of Phantom Pain" - chodzi o płytę włoskiego zespołu z 2024 roku. Początkowo chciałem ją odrzucić, ponieważ jest to typowy black ze skrzekiem i nie taki szybki, lekko dungeonowaty. Ale tak sobie zostawiłem i w sumie to jak na tak niewiele numerów, było tam dość ciekawie i różnorodnie, a mimo wszystko mieszczą się w wyznaczonych sobie ramach.

    - Metalite - może to nie tak, że polecam. Ale wiem, że są osoby, które w obszarze cięższej muzyki szukają czegoś bardziej tanecznego, elektronicznego, popowego, a znudziło im się np. Amaranthe lub nie lubią growlu. No to tutaj macie wręcz do bólu taneczny, elektroniczny, popowy powiedzmy-że-metal. Niestety, wszystko na jedno kopyto i monotonne, ale, chcąc nie chcąc, wchodzi. No i kompletnie nie dziwię się, że to zespół ze Szwecji.

    (2/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  8. Dzisiaj ostatnie rekomendacje przed dwutygodniową przerwą spowodowaną urlopem. Ale jest za to mocno, bo sporo fajnego słyszałem lub sobie przypominałem. Zapraszam.

    1. Sworn, album "Null Crowned the Infinite" - kilka tygodni temu napisałem, że "fajne, ale jakieś takie sobie". A ta płyta mnie przekonała, bo tutaj melodyjność, "kosmiczność" i pewna epickość i uczucie "patetycznego niepokoju" przewija się prawie przez wszystkie utwory. Może po prostu płyta trafiła na moment, w którym potrzebowałem takiego melodyjnego BM, ale i tak bardzo polecam. Tylko ostatni numer nudny i odbiega atmosferą od reszty.

    2. Boötes Void - w języku astronomów jest to coś, co po polsku nazywamy "Pustką w Wolarzu" i jest to pusty obszar we Wszechświecie. W świecie metalu jest to blackmetalowy twór z Niemiec, który gra ostro, pod hipnotyczność, z lekko zaciemnionym wokalem, z elementami post-blacka i pewnego romantyzmu. Bardzo to "chodzi" i nie nudzi, a nawet wciąga. Polecam.

    3. Oppression, album "No Safe Place" - jeśli w płycie podoba mi się nawet interludium, to musi być dobra. Francuski melodyjny black metal, dobrze wyprodukowany i ta melodyjność jest taka bardziej wyraźna dźwiękowo oraz bardzo szybka. Tutaj perkusja gra niekiedy nieco deathowo, są patenty i generalnie dużo się dzieje w każdej sekundzie. Nie jest to takie szatańskie granie, a raczej po prostu ekspresję w szeroko pojętym nurcie blackowym. Ale jakie to jest granie!

    4. Terrestrial Hospice, album "Omnicide - Chapter I" - płyta niewybitna, ale po prostu dobra, solidna, nie za szybka, ale też nie za wolna, dość "zła", ale nieprzesadzona. Na pewno warto poznać, zwłaszcza, że mam wrażenie, że przystępniejsza pozycja z dyskografii zespołu, który raczej hołduje "nieupiększaniu" swojej muzyki.

    (1/2)

    @muzykametalowa #muzyka #MetalPany #BlackMetal #metal

  9. Wyróżnienia:

    - Immortal, album "Northern Chaos Gods" - legendarny zespół drugiej fali norweskiego black metalu i ich przedostatni pełniak, kiedy już było po rozstaniu z Abbathem. Nigdy nie byłem wielkim fanem, ale doceniam tę kapelę, a tę płytę słucha się po prostu dobrze. Poniżej pewnego poziomu nie schodzi.

    - Triosphere - norweski power/progresywny metal, choć bardziej bym ich określił jako heavy metal. Baaaaaardzo radiowy, z refrenami, które są stworzone do tego, aby zapadać w pamięć. Dla niektórych będzie to wada, dla innych zaleta, ale fakt, że podczas słuchania czuje się tego "popowego" ducha, mimo że to jak najbardziej muzyka metalowa.

    - Sardonic Witchery, album "Hell's Thorn Attack" - zespół mi znany, to taki black, ale bardzo punkowy. Energetyczny, dość prosty, zabrudzony - nic niestandardowego, po prostu porządna muzyka na rozluźnienie.

    (2/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #deathcore

  10. Nie dosłuchałem wszystkiego z tego tygodnia do końca, ale prawdę mówiąc, już mi się nie chce. Zwłaszcza, że mam co polecić z muzyki.

    1. Udun, EP-ka "Lanza de Longinos - hiszpański zespół blackmetalowy (a raczej kataloński, jeśli ktoś tak woli), bardzo żywiołowy, z riffami wręcz rockowymi, ale to energiczny, krzykliwy, nieskomplikowany black, przy którym nawet bezwiednie nieco pomachałem głową. Troszeczkę hipnotyczny, ale nie w takim sensie jak Mgła - tutaj mamy po prostu żywioł.

    2. Satanic Assault Division - płonący nienawiścią i bluźnierstwem kiepsko nagrany (miejscami) black metal z Danii. To taki black metal, którego spodziewacie się po usłyszeniu terminu "black metal" - agresja, skrzekliwy wokal, strach, ból, cierpienie. Zespół już nie istnieje, ale nagrał bardzo dobrą płytę "March to Victory".

    3. Sun Eater - niemiecki zespół deathcore'owy, miejscami symfoniczny, a niekiedy nieco zelektronizowany, natomiast na pewno mocny. A miejscami brzmi nawet jak, co ciekawe, Slipknot ("Bones and All"). Jak prawie każdy deathcore, może nudzić po dłuższym przesłuchaniu, ale do tego czasu zapewnia solidną dawkę wrażeń i wygibasów wokalnych wokalisty. Słychać nawet czasem nieco mocniejszy bas. Całkiem równe.

    4. Immortal Disfigurement - jestem rozdarty. Z jednej strony POTĘŻNY WOKAL, Boże słodki, jaki to jest ryk! Jeden z najlepszych, jakie słyszałem w deathcorze (bo ten zespół gra właśnie symfoniczny deathcore). Z drugiej strony - nie bez powodu autor tego ryku, czyli C.J. McCreery został wyrzucony z Lorna Shore, bo według różnych źródeł i (chyba częściowo potwierdzonych) pogłosek krąży wokół niego fama rasisty, "molestatora", a także po prostu dupka, zarówno wobec współpracowników, jak i fanów. Tym niemniej, growlowo to bardzo wysoka półka i zespół opiera się głównie na nim - mniej tutaj czuć wirtuozerię instrumentów niż np. w Lorna Shore.

    (1/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #deathcore

  11. - Cruachan - bardzo podobna sytuacja jak powyżej, ale mam wrażenie, że jest tutaj mniej rocka, a więcej mroku. Też godny polecenia folk metal.

    - Beartooth, album "Pure Ecstasy" - kiedyś ich polubiłem, teraz są trochę "meh", ale w sumie to zaskakująco dobry i mocny album. Jeśli ktoś nie zna - metalcore w kierunku nu-metalu, mocno pod nowoczesną publikę, z metalem to bardzo dużo wspólnego nie ma, ale przyjemne fragmenty.

    - Hesperia, album "Picenum (True Marchigian Black Metal Renaissance)" - już kiedyś ten pan zwrócił moją uwagę, bo to taka nietypowa muzyka - album stylizowany na niemalże sztukę operową, z długimi motywami muzyki średniowiecznej lub odgłosów przyrody. Ale poza tym jest to przyjemne, staromodne blackowe grzańsko. Dobre jako całość - singlowo tego nie da się słuchać.

    - .fun - to dziwne, ale ten zespół znany z przeboju "We are young" jest naprawdę całkiem sympatyczny i łączy taki stary amerykański styl z klimatem typu Queen. Lekki rock, raczej niezbyt intensywny, ale z dźwiękami dobrymi na uspokojenie.

    (3/3)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #Rock

  12. 5. The Warning, album "Everything's Falling" - uwielbiam tę kapelę trzech meksykańskich sióstr, które zawojowały świat hard rockiem, dlatego miałem bardzo wysokie oczekiwania. Ta płyta ich nie spełniła, jest gorsza niż poprzednia (która była po prostu mocna), ale to nie znaczy, że to zły album. Po prostu jest tutaj więcej spokojniejszych fragmentów (podejrzewam, że ważniejszych dla autorek pod kątem lirycznym), single takie sobie, ale nadal to porządne rockowe granie, wpadające w ucho, a i nawet darcie się pojawiło, co jest chyba nowością.

    Wyróżnienia:

    - Morgue - chodzi o francuski brutal death metal/grindcore, gdyż zespołów o tej nazwie jest dużo. Może to nie jest tak, że polecam, ale muszę oddać twórcom, że stworzyli niesamowitą siekę, minimalnie zaprawioną war metalem w rodzaju Teitanblood, szczególnie na EP-ce "Bonecrunch".

    - Benighted, album "Ekbom" - i znowu death metal z Francji. Benighted znałem już wcześniej, ale traktowałem go jako zasłużony choć "normalny" zespół deathowy, idący czasem nawet w kierunku brutal, grindcore. Jednak tutaj jest po prostu mocno, z nieprzesadzonymi gutturalami. Jest nawet gościnny udział Olivera, wokalisty Archspire. Zaskakująco przyjemny album.

    - Skyclad - wiem, że folk metal to obciach i w ogóle, ale mam to gdzieś, bo czasem lubię. A tutaj mamy jeden z pierwszych zespołów tego nurtu i w dodatku zaskoczyło mnie, jak mocno czasem potrafią zagrać.

    (2/3)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #Rock

  13. Do środy nie miałem praktycznie nic do polecenia z muzyki. Ale potem worek się rozwiązał - zapraszam.

    1. Mortifera, EP-ka "Sorgestadens Nycklar" - jest małe zamieszanie z tym zespołem, bo jest kilka o tej samej nazwie, natomiast chodzi mi o szwedzką kapelę, która wydała na razie jedną EP-kę w... 2014 roku. Ale za to to dobry melodyjny black/death, gdzie muzycy grają rzeczone melodie, ale tak wściekle, jakby zagniewany bard biegł na pociąg Intercity, co do którego i tak ma pewność, że będzie miał 200 minut opóźnienia. Polecam.

    2. Bagno - krótko istniejący zespół z Polski (mimo angielskich nazw utworów, da się usłyszeć teksty w naszym rodzimym języku), ale grający bardzo energicznie, mocno i krzykliwie. To black/death, a mimo rozpadu, muzyków możemy nadal słyszeć na naszej scenie (np. w Pandradorze).

    3. Vintekvlt - nieźle zapowiadający się atmosferyczno-blackmetalowy projekt z Białorusi. Sporo blastów, odpowiedniej agresji, ale też nie gna ona bez celu przed siebie, tylko opowiada historię. Na razie zespół (jeden człowiek?) wydaje same single, ale może będzie jakaś EP-ka czy album.

    4. Aversio Humanitatis, szczególnie album "To Become the Endless Static" - polecone przez Łukasza (dzięki!), a ja wsiąknąłem w ten bez wątpienia inspirowany Islandią black metal, który jest potępieńczy, apokaliptyczny i choć nie prezentuje wysokiej intensywności technicznej, to mam wrażenie, że każdy dźwięk tutaj ma znaczenie. Wokal sprawiający wrażenie, jakby ktoś wywoływał demona stojąc na skraju świata, kiedy wokół trzęsie się ziemia. Nawet spowolnienia mają tutaj swój urok i coś zapowiadają. A to wszystko z... Hiszpanii, co jest dość zaskakująco biorąc pod uwagę, jak zimna to muzyka. Rewelacja.

    (1/3)

    #muzyka @muzykametalowa #metal #MetalPany #BlackMetal #Rock

  14. Skradzione z profilu MetalNews.pl. Mnie rozbawiło.

    @muzykametalowa #muzyka #MetalPany #Metal

  15. - Necrohunter - zespół z Brazylii, który, jak słuchałem jego składanki, bardzo mnie zdziwił. Najpierw death metal, potem black metal i to w nurtach dość odległych od siebie. Potem doczytałem, że to faktycznie jeden zespół, który skrajnie zmienił styl po drodze i mimo że lubię oba, to jednak black im trochę lepiej wychodzi.

    - Inferna - meksykański black metal, bardzo standardowy, ale przyjemnie brzmiący, z lekkimi zmianami tempa, ale też solidnymi talerzykowymi blastami. Można się nawet pobujać.

    - The Archaic Epidemic - deathcore ma to do siebie, że jak już trafię i jest dobrze zrobiony (a ten jest), to z miłą chęcią posłucham, aczkolwiek na dłuższą metę mnie to męczy. Ale jeden zespół można wchłonąć, a ten jest całkiem niezły. Oczywiście (bo dla deathcore'u to najczęstsze) - rodem z USA. Wokalista wydziera się też z nieco bardziej symfonicznym zespole Worm Shepherd, który również można sobie sprawdzić, jeśli lubicie takie klimaty.

    - Sworn - norweski melodyjny black metal (który uwielbiam), ale z grający go tak, że trochę nie mogę go polubić. Próbują nieco symfonicznie, epicko, atmosferycznie, ale przyznam, że mi to po prostu nie siedzi. Natomiast wyróżniam, bo oni fragmentami są naprawdę bardzo dobrzy.

    (2/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #metalPany #BlackMetal

  16. Przez długi czas niewiele miałem dla Was w tym tygodniu. I mimo że koniec końców coś się zebrało, to nadal nie jestem zadowolony. Ale łapcie.

    1. Epine, album "Infernum Omnes" - kliknąłem przypadkiem i to był dobry "traf". Francusko-szwajcarska grupa gra symfoniczny black metal, ale w stylu bardziej epickim, z pewnym "tumultem", charakterystycznymi dla francuskiej sceny nawołaniami i ogólnie cały czas jest akcja oraz oczekiwanie na finał. Może nie zakochałem się, ale na pewno poczułem się zaciekawiony.

    2. Gleichmacher, album "Exil" - bardziej melodyjny black metal z Niemiec, gdzie melodia gitarowa odpowiada swoją historię i tworzy klimat. Wokal bardziej wrzaskliwy, natomiast nie jest to muzyka z tych agresywnych, atakujących - raczej siła jest tutaj w atmosferze, pewnym snuciu opowieści, choć to nie oznacza, że nie ma mocy. W każdym razie - dobre.

    3. Mithotyn, album "Gathered Around the Oaken Table" (remaster) - weseli wikingowie po udanym splądrowaniu nowych ziem, wrócili do bazy i wspólnie biesiadują, wesoło wywijając kuflami. Dokładnie taki obraz mam podczas słuchania płyty tego już nieistniejącego szwedzkiego zespołu (album jest z 1999 roku), który gra folk połączony z blackiem. Niektórzy powiedzą, że to festyniarskie granie niegodne metala. A ja powiem, że bawiłem się doskonale i dobrze wszedłem w piątek tą płytą (akurat słuchałem jej dzisiaj). Bardzo melodyjne, a jednocześnie mocne.

    Wyróżnienia:

    - Woe, album "Withdrawal" - gdybym oceniałbym tylko pierwszą połowę płyty, to bym powiedział, że to topka na mojej liście życzeń i cudo. Ale potem zrobiło się wolniej i gorzej. Tym niemniej, nie bez powodu wspominam o tym zespole chyba trzeci tydzień z rzędu i piąty w ogóle - nie mam pojęcia, jak mi ta kapela umknęła przy tylu tysiącach wysłuchanych godzin w black metalu.

    (1/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  17. Wyróżnienia:

    - Vermgod, album "When the End of Days Is Coming..." - to dość ciekawe, jak różne wydawnictwa tego zespołu różnią się od siebie. "Where I Become One..." jest mocne, ale takie trochę klimaciarskie. EP-ka "Into the Vortex of Sorrow" jest bardzo atmosferyczne i w sumie nieciekawe. A ta płyta z kolei jest bardzo agresywna i mocno satanistyczna. W słuchaniu - może nie bardzo dobra, ale dobra na pewno.

    - Necromorbid, album "Ceremonial Demonslaught", ale też kawałek "Satanarchrist Assaulter" - zaczęło się niemrawo i myślałem, że to taki black/death z przyciężkawym klimatem, ale potem się chłopaki rozwinęli i zaczęli miotać blastami. Do posłuchania w tle jak znalazł. Made in Italy, 100% diabeł (z piekła).

    - Falkenbach - stary niemiecki viking black metal z dużą dozą folkloru. Nie jest to mój typ muzyki, ale muszę przyznać, że słucha się tego przyjemnie, a na pierwszym długograju "...en their medh riki fara..." czuć jakąś taką pierwotną siłę.

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  18. 3. Dark Plague - francuski zespół blackmetalowy, który jest dość normalny. Ani za szybki, ani za wolny, ani nie krzykliwy, ani nie spokojny. Natomiast jest bardzo melodyjny, przy czym nie w takim sensie, w jakim melodyjna jest Mgła, Groza, Non Est Deus itd. - tutaj bardziej mamy wwiercające się w umysł riffy i na nich oparte są całe utwory. Więc mimo że wokal jest taki sobie, perkusja normalna, to riffy, pewna hipnotyczność i dobra produkcja sprawiają, że chce się tego słuchać i czas szybko przy tym mija.

    4. Malum - nie jest to zespół, który Was powali szybkością czy epickością. Ale spokojnie mogę go opisać jako bardziej posępną Mgłę, mimo że nie przedstawia się jako melodyjny BM. Hipnotyczne, oparte o jeden motyw na utwór (i to naprawdę przypominające Mgłę), z lekko ukrytym, nieczystym i niezrozumiałym wokalem (też przypominającym Mgłę) oraz talerzykami na perkusji (przypominającymi... już się pewnie domyślacie), który zapowiada nadciągającą apokalipsę lub przynajmniej zbliżającą się wizytę u dentysty. Posępny, nihilistyczny, niedający nadziei nastrój. Nie ma tutaj hitów, jest za to klimat rodem z Norwegii, bo to z tego kraju pochodzą muzycy.

    (2/3)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  19. Dzisiaj trochę skromniej, ale za to mam wrażenie, że o każdej pozycji napisałem trochę więcej niż powinienem.

    1. Woe, album "Quietly, Undramatically" - wspominałem już, że lubię ten zespół? Jeśli nie, to lubię, a ta płyta jest pierwsza, gdzie został zebrany zespół, a nie za wszystko odpowiadał Chris Grigg. Jest też agresywnie, mocno, złowieszczo  Świetny krążek. Chyba faktycznie muszę przesłuchać całą dyskografię Woe. Ciekawostka: sam Grigg ma bardzo mieszane uczucia na temat tego albumu, bo proces powstawania nie był dokładnie taki, jaki by chciał, aby był. Więcej o tym w książce o amerykańskim black metalu, którą niedawno polecałem.

    2. Kur-nu-gi-a, album "Im Angesicht des stummen Himmels" - jest aferka. Na Metal Archives nie ma tej kapeli - jest Kur*Nu*Gi*A (wstawcie kropki zamiast gwiazdek), który jest polską kapelą black/death, ale awangardową i ich nie ma np. na Spotify. AI, którą zaprzęgnąłem do pracy, podała mi informację, że opisywany zespół został pomylony z amerykańską kapelą deathowa Kurnugia, ale to też nie pasuje. Wreszcie, album "Im Angesicht…" można znaleźć na Bandcampie i podpisany jest rodowodem niemieckim ze Schweinfurtu (język na płycie się zgadza) i w składzie mają panią, która śpiewa i growluje. Jest też na zdjęciu na Bandcampie. Problem w tym, że to zdjęcie wygląda trochę, jakby zostało wygenerowane AI. Nie wiem, czy tak jest, ale to wszystko jest dziwne. A co z samą muzyką na tej wydanej w grudniu 2025 r. płycie? Na pewno nie jest oczywista i jest to black metal ze śpiewanymi wstawkami, trochę egzotycznymi (niedziwne, gdyż sama nazwa to świat podziemny z mitologii Sumeru), ale też wyraźnym niemieckim żeńskim growlem i solidnym dźwiękiem. Nie jest to spieszne, nie każdemu przypadnie do gustu, ale jest dynamiczne, wściekłe, wręcz przerażające.

    (1/3)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  20. Tak słucham sobie norweskiego #Malum i nie mogę pozbyć się wrażenia, że to #Mgła, która spędza wakacje w Norwegii i dla niepoznaki sobie tam występuje.

    #BlackMetal #Metal #Muzyka #MetalPany @muzykametalowa

  21. - Xandria, album "Eclipse" - bardzo lubię ten zespół grający symfoniczny metal, choć podobnie tak sobie traktuje sobie wokalistki. Teraz jest z nimi pani Ambre Vourvahis i, co ciekawe, nie tylko śpiewa jak na symfoniczny metal przystało, ale też growluje. Fajnie się tego słucha, utwory są bardzo hitowe, ale rewolucja to nie jest. No i z czysto symfonicznego brzmienia przesunęli się nieco bardziej w "pop metal", ale to nie zmienia faktu, że nadal mi się to podoba.

    - Thulnar, EP-ka "Nightfall in Theros" - bardzo sympatyczny symfoniczny black metal, ale zdecydowanie bardziej przypomina to symfoniczny epicki fantasy metal. Jest trochę growlu, ale nie rzuca się to tak w uszy. Przyjemne, podniosłe, zupełnie niemroczne. Nawet, gdybym nie sprawdził, to wiedziałbym, że to włoskie.

    - Chamber of Unlight - mogę napisać coś podobnego, jak przy Litosth, aczkolwiek tutaj już symfoniczność słychać bardziej, ale jest to bardziej pędzące niż podniosłe. Ale też nie tak pędzące, jak inne blackmetalowe utwory. Za to dosyć satysfakcjonujące i nie tak skrzekliwe, jak inni przedstawiciele symfonicznego BM. Finlandia.

    (3/3)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  22. 5. Hudoba, album "Price iz zrnine" - chorwacki black metal, bardzo smaczny. Porządna "mięsistość" w produkcji, głosie, gitarach, perkusji, srogie blastowanie, wściekłość wokalu i to pełnym (choć growlującym) gardłem. Czasem nieco nawet orientalny klimat, może solóweczki, ale to nadal porządny BM, choć nieco już zalatujący pod komercję. Co nie jest niczym złym (tak, herezja).

    6. Electric Callboy, album "Tanzneid" - czyli królowie tanecznego metalcore'u (electrocore'u) ostatnich lat, a już na pewno wyświetleń teledysków na YouTube. Nowa płyta jest hitowa i zabawna - tego można było się spodziewać. Nawet nie jest aż tak jednowymiarowa. Z jednej strony mamy typowe dla nich "Ratatata" znane już od dawna, ale mamy też cover Sum 41 "Still Waiting", który jest bardzo energetyczny.

    Wyróżnienia:

    - Insignium, album "Infamie und Urgewalt - Wenn Altes sich erhebt" - żywiołowy black metal, który pod pewnymi względami jest normalny, ale czuć w nich nieco rockowe zacięcie i chęć zrobienia go wyjątkowo "skocznie". To zresztą black/death, ale to nie do końca oddaje styl muzyczny tej ciekawej grupy z Niemiec. Co ciekawe, kapela istnieje od 1996 roku, ale ta płyta z 2018 roku jest ich jedynym dziełem.

    - 구룡 (Guryong) - zespół ciekawy, bardzo surowy, wręcz pierwotnie blackmetalowy, ale nawet fajnie to brzmi. Natomiast zastanawia mnie tematyka - kapela przedstawia się jako północnokoreańska i wydziera się o dyktaturze w swoich utworach. Niestety, nie umiem ocenić czy pozytywnie, czy negatywnie, bo by mnie szlag trafił przy tłumaczeniu sobie tekstów. Muzycznie za to jest to ciekawe.

    (2/3)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  23. Przez długi czas w tym tygodniu nie miałem nic ciekawego dla Was do polecenia, ale potem worek się rozwiązał. I to bez specjalnego rozluźniania zasad. Zapraszam.

    1. Litosth - mogłoby by być lepiej, ale to porządny i dobrze nagrany black metal z lekką nutką symfoniczności. A nawet nie tak lekką, ale nie jest to Dimmu Borgir i to bardzo dobrze, bo akurat nie lubię, gdy symfoniczność przejmuje stery. Czuć też klimat takiej nieuchronnej zagłady. Całkiem sympatyczne. Zespół z Brazylii.

    2. Pox - belgijska kapela BM, która ewoluowała tak, że na płycie ":BKW:" stworzyła całkiem hitowe numery, nadal pozostając w nurcie blackmetalowym, nie łącząc tego np. z thrashem. Z poprzednimi płytami już bywa różnie i są one bardziej "podziemne", a przynajmniej miałem takie odczucie.

    3. Vermgod - brazylijski black metal, szybki, ale z wyraźnymi naleciałościami z innych nurtów, przy czym nie wymieniam konkretnych jako że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest trochę groove'u, elementów przypominających folk, a nawet coś jak breakdowny. Trochę może znudzić, utwory mało się odróżniają, ale jest to kawał soczystego mięska.

    4. Hope Behind the Hills - grecki melodyjny black metal i to, że jest ten "melodyjny" słychać bardzo wyraźnie. Podobnie jak to, że dość wyraźne są tutaj słowa, mimo że to nadal chrapliwy, mgłopodobny growl. Im dłużej słuchałem tego zespołu, tym bardziej się przekonywałem do tej muzyki - trzeba w nią wsiąknąć, zasłuchać się w melodiach, czyli zrobić to samo, co z Mgłą, tylko że tutaj jest jednak nieco mniej depresyjnie i mniej mrocznie.

    (1/3)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  24. - Muse, album "The Wow! Signal" - Muse jak to Muse, album poprockowy (jest trochę gitary), czuć kosmos, jest trochę chwytliwych melodii i ogólnie da się tego posłuchać. Spodziewałem się, że będzie gorzej. Tutaj CC dla Oli, której handle'a nie pamiętam (a nie mogę znaleźć), ale wiem, że jest fanką Muse.

    - Volahn - totalna demolka, bestialstwo i dzikość. To jeden z zespołów z tzw. Black Twilight Circle, czyli nieformalnej grupy zrzeszającej zespoły z Kalifornii, głównie pochodzenia meksykańskiego lub gwatemalskiego, których tematyką są czasy Azteków itd. Trzeba też uczciwie przyznać, że to zespoły hermetyczne, dzikie i, niestety, o zabarwieniu NSBM. Ale oceniam muzykę, a ta jest... mało przystępna i intrygująca.

    - Ancient Torment - kolejny dobry amerykański zespół blackmetalowy (USBM). Aczkolwiek niczym się nie wyróżniający.

    (3/3)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  25. 5. Geheimnisvoll, album "Pale Triumph of the Hidden Flame" - piękna płyta. Jedna z tych, gdzie trudno wyróżnić konkretne utwory i zamiast tego lepiej posłuchać całości. To taki amerykański black metal z pogranicza atmosfery, przestrzeni i melodyjności. Coś jak Winterfylleth, tylko szybsze, z bardziej powtarzającymi się riffami, jednostajny, ale cudowny w tym, co robi.

    6. Black Witchcraft, album "Stare into the Blackest Depths of Hell" - bardzo dobry black metal w nurcie "korzennym", czyli nawiązującym do szmatana. Szybkie, agresywne, niezwalniające, buzujące, trochę straszne i dające porządną dawkę adrenaliny. To zresztą zespół z Torunia. Nowsza płyta, "Ex Ossibus Templum Ei Erigemus" ma już nieco inny klimat - to nadal dobra muzyka, ale już widać, że panowie chcieli kombinować, dodać klimatu. Paradoksalnie pierwsza płyta ma dla mnie więcej atmosfery mroku, druga to raczej "huzia na kościoły".

    Wyróżnienia:

    - Witch Burial, album "Maleficium" - porządny, już nieistniejący black metal z USA. Taki dość przebojowy.

    - Keitzer (nie mylić z Ketzer) - tym razem death metal z Niemiec i znowu po prostu porządne, solidne, mocne granie bez wirtuozerii, po prostu dobrze dające po uszach. Słuchałem głównie najnowszej płyty, "Pandemonium Humanitas".

    - False - już nieistniejący zespół blackmetalowy z Minnesoty, który grał długo, ale nie nudził. Muzyka ma w sobie ten ból i zaciętość, choć czasem nieco przeciąga. Zaskakująco mi się podobało jak na moje gusta.

    - Sienna Spiro - usłyszane w radio, potem przesłuchane i gdyby nie początek debiutanckiej płyty, to byłoby super. Nie wiem, jak określa się ten gatunek, bo zwykły pop to nie jest, a czysty jazz też raczej nie, ale spodziewajcie się klimatu wokalistki stojącej na scenie w klubie nocnym i śpiewającej przejmującym, łamiącym się głosem do kotleta. Dobrego kotleta.

    (2/3)

    @muzykametalowa #muzyka #metal #MetalPany #BlackMetal

  26. Jezu Chryste, ile tej muzyki dzisiaj dla Was mam. Dużo Ameryczki dzisiaj.

    1. Rove in the Dark - niestety, niewiele mogę na to, że często podoba mi się muzyka jakiegoś zespołu, a potem się okazuje, że to rosyjska (tfu!) kapela. Tak jest też tutaj, bo grają naprawdę fajny, melodyjny black metal, pełen pędu, trochę monotonnego, ale satysfakcjonującego wokalu i okazjonalnych melodii. To taki dość komercyjny BM muzycznie (nie ma tutaj dużo brudu), ale słucha się tego bardzo dobrze. Na razie wydali jedną płytę.

    2. Woe, album "A spell for the death of man" - niedawno pisałem o tym zespole, nie wiedząc, że to jedna z ważniejszych kapel dla amerykańskiego black metalu. Teraz już wiem i wróciłem do ich (a raczej jego, bo wówczas był to solowy projekt) debiutu i potwierdzam, że nie jest to black metal wgniatający w ziemię intensywnością, ale mimo wszystko robi przyjemną ścianę dźwięku i nie jest taki mdły.

    3. Bosse-de-Nage, album "Further Still" - uściślijmy jedną rzecz: to nie jest zespół i muzyka, którą polubiłem od razu. Dopiero płyta "Further Still", a wcześniej końcówka "All Fours" przypadły mi do gustu wirtuozerią na perkusji i darciem ryja. To post-black metal, ale nie taki gaze'owy (jak Deafheaven), nie ze ścianą dźwięku, tylko właśnie taki, w której wokalista się wydziera, a instrumentaliści starają się wycisnąć dużo pojedynczych dźwięków w krótkim czasie. I jeśli znajdą balans, to jest super.

    4. Uncle Acid & The Deadbeats, album "Blood Lust" - zaskoczyło mnie zupełnie, bo nie lubię doom metalu, aczkolwiek w MA widnieje przy tym jeszcze "psychodelic rock" i to bardzo pasuje do tej bujającej muzyki z wwiercającymi się riffami. Nie jest to wcale takie wolne. Aczkolwiek przyznam, że przesłuchałem kawałki innych płyt i już tak mi nie przypadły do gustu. Dzięki @frozette za polecenie :)

    (1/3)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  27. Książka w stylu "Black Metal. Ewolucja kultu", czyli bardzo dobra. Aczkolwiek początek mnie zniechęcał, bo wydawało mi się, że autor idzie wręcz na konfrontację z czytelnikiem i chce pokazać, że będzie ostro. A jest w porządku, inny klimat USA niż Europy, może trochę mniej historii, niektóre zespoły faworyzowane, ale czytało sie bardzo dobrze. Zachęca do poznania zespołów.

    lubimyczytac.pl/ksiazka/usbm-a

    @muzykametalowa #muzyka #MetalPany #Metal #BlackMetal @ksiazki #książki @bookstodon #bookstodon #Książkodon #FediKsiążki #czytam #Readlist2026PL

  28. Wyróżnienia:

    - Nihilistik - chciałem napisać, że dobrze zapowiadający się zespół z USA, ale wydali tylko jeden singiel "Darkness from the Light" i to w 2020 roku. Tym niemniej, jest to niezły kawałek muzyki, więc warto "obserwnąć".

    - Niveous - klasyczny black metal z rzężącym wokalem, bardzo w skandynawskim stylu, mimo że to zespół z USA i to stosunkowo nowy, bo rozpoczynający swoją przygodę w 2024 roku. Jeśli ktoś lubi takie niemelodyjne, klasyczne granie, to będzie mu pasować.

    - Judas Iscariot - powiem szczerze, że odsłuchałem (drugi raz) trochę z poczucia powinności, jako że chciałem lepiej poznać ten projekt. Nie sądziłem, że mi się spodoba, bo nie przepadam za klasyką BM i w dodatku kiedyś już się odbiłem. Ale nie było tak źle, a nawet na swój sposób przyjemnie. To taka muzyka, gdzie czuć ząb czasu, ale też pasję i niechęć do robienia czegoś przebojowego. Ma swój urok i wiem, że dla wielu jest to ważny rozdział.

    - Hemlock, album "Funeral Mask" - nie mogę sobie odmówić złośliwości, ale to brzmi jak coś, co sam bym mógł nagrać, gdybym umiał nagrywać i nie bał się o aparat mowy :wink:

    - Mordhell, album "Nekro Desecration" - zaskakująco dobrze się słucha tego brudnego black metalu z Polski, po prostu solidna robota i rozrywka, bo to prosta muzyka. Piszę "zaskakująco", bo po tytułach utworów i klimacie myślałem, że będzie tutaj tylko szokowanie (czego nie lubię), ale jednak są też dobre dźwięki. Ale to faktycznie raczej dla tych, co lubią lata 90.

    (2/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  29. Znowu mam dla Was trochę rekomendacyji muzycznyjych metalowyjich. Zapraszam.

    1. Suremad - wydali niedawno nowy album "Memento Mori" i jest to dobre. Może nie tak wyśmienite, abym się zachwycał i mówi "on nom nom", ale to black metal bliski temu, co lubię, z odpowiednim poziomem agresji, wściekłości, blastowania, a jednocześnie próbują kombinować. Słychać też kiepską produkcję, ale znowu - nie tak kiepską, aby to przeszkadzało. Do tego są momenty, w których słychać Francję, mimo że to niemiecka kapela, a jak wiecie, lubię Francję w black metalu.

    2. Necroligion, EP-ka "Necroligion" - o, Boziu. Brytyjski nowy black metal, ale dla panów to nie pierwszy zespół. Solidny black z małą ilością zwolnień tempa, ale też wokalem ociekającym agresją. A ten długi skrzek w "Spiritual Declension"... Wiem, że techniką fryscreamową nie jest to aż tak trudne, ale i tak rzadko się to słyszy w tym gatunku.

    3. Krieg, album "The Black House" - rzadko boję się czy wzdrygam podczas słuchania muzyki, ale tutaj się to udało i nawet podskoczyłem na krześle, gdy wokalista zaczął się drzeć podczas, gdy pracowałem. Klimat niesamowity, uwypuklony przez specjalnie złą produkcję, z ciągłym niepokojem w postaci blastów i tumultu, którego dobrze nie słychać, ale wiemy, że tam jest. A sam Krieg to jedna z ważniejszych grup amerykańskiego black metalu, taki klasyk. Z innych płyt, które słuchałem, polecam jeszcze "Destruction Ritual", ale np. "Blue Miasma" mnie wynudziło.

    4. Extirpation - niby nic takiego, bo kolejny black/thrash z wysokim wokalem (tym razem z Włoch). Ale jest w tej muzyce coś tak energicznego, żywego i prostolinijnego, że aż zacząłem podrygiwać na krześle i machać głową podczas słuchania, co mnie się naprawdę rzadko zdarza. Rewolucji tutaj nie ma, a i z tego nurtu znajdziecie dużo lepszych zespołów (choćby Hellripper), ale jest to po prostu dobre i chwyciło od razu

    (1/2)

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  30. A dzisiaj w pracy projektowanie systemu IT przy słuchaniu Kriega na słuchawkach (dokładniej płyty "The Black House", "Blue Miasma" i "Destruction Ritual"). Nie powiem, surrealistyczne uczucie, nawet dla mnie. Jakbym słuchał kogoś umierającego w męczarniach.

    Tymczasem parę metrów dalej koledzy na głośniku mają "Everytime we touch" zmiksowane do wersji z beatem.

    @muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

  31. W tym tygodniu mam całkiem dużo rekomendacji dla Was i, co ciekawe, spora część z tego to nie metal, tylko rock. Zapraszam. 101010.pl/@SceNtriC/11... #muzyka #Metal #MetalPany #Rock

    Jakub Rojek (@SceNtriC@101010....

Share on Mastodon

Enter the server where you have an account.