#mlynarski — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #mlynarski, aggregated by home.social.
-
Miłe Panie i Panowie bardzo mili,
Posłuchajcie kupleciku, jeśli wola –
Otóż, jak mi się wydaje,
Coraz częściej w naszym kraju
Krzyczy i zabiera głos Prawdziwy Polak.Gdy tak krzyczy i podkreśla, że prawdziwy,
Ja w tej sprawie mam z nim pogląd jednobrzmiący:
Polak musi być prawdziwy,
A nie jakiś robaczywy,
Niejadalny, jadowity czy trujący!Inna sprawa – po czym poznać, że prawdziwy?
Tu idea piękna trochę nam się gmatwa…
Hej, Rodacy! Hej, Rodacy!
Trzeba zabrać się do pracy
I należy szybko wydać jakiś atlas!I w Atlasie wyrysować z detalami,
Który Polak jest prawdziwy, kto fałszywy,
Żeby jasność miał odbiorca –
A jeżeli trzeba wzorca,
To polecam Mały Atlas Polskich Grzybów.Młynarski
-
Czy cię, słuchaczu, rozbawię, nie wiem,
lecz zacznę wierszyk od tego,
że kiedyś widział satyryk pewien
jak kopią leżącego.Przedtem pod peta poszła połówka,
więc zapał chłopców zdjął szczery,
aż w butach „Chełmek” pękła zełówka
wbijana w chude nery.Solidnie kogoś tam flekowali
i powtarzali: „A to skur",
aż pękła skóra i wyjrzał palic
z trzewika firmy „Radoskór".Satyryk, jasna rzecz, się nie wtrącał,
lecz myślał – strój, Muzo lirę,
bo ja potrzebę czuję palącą
by gruchnąć na to satyrę!Papier w maszynie umieścił z wprawą
i w trzy czy cztery minuty
rąbnął satyrę słuszną i krwawą -
na co? Rzecz jasna na buty!Nie może, pisał, epoka piękna
dać na ten fakt akceptacji,
że w butach „Chełmek” zelówka pęka
w normalnej eksploatacji!"A Muza nad nim polatywała
jak ten majowy motylek
szepcząc - kochany misiu, ty śmiało
możesz pisywać do „Szpilek”…Młynarski
-
Kiedyś, gdy się budziła Polska,
z przeszłości nieodległej znam to,
to jej śpiewała Rena Rolska,
Sława Przybylska, Irka Santor.Urocze były te piosenki,
małe dramaty i tęsknoty,
i odpływały kawiarenki,
na szczęście lśnił pierścionek złoty.A dziś kto powie: mea culpa,
gdy się przelewa wciąż od rana
muzyczna przeraźliwa pulpa
i słowa – dzieło grafomana.Melodie nie do powtórzenia,
fryzura, strój – małpiarstwa szczyt
i szczyt samozadowolenia
choreografia: święty Wit.A mnie troszeczkę to obchodzi,
więc takie oto ślę przesłanie:
ciut skromniej przyjaciele młodzi,
a wtedy po was coś zostanie.Wiem, dają za to Fryderyki,
na tym polega qui pro quo
i pseudokopia Ameryki,
ale, kochani, póki co
Przeklinam po angielsku: Goddam!
I, proszę cioć i proszę stryjców,
nigdy, przenigdy się nie poddam
tragicznej dyktaturze wyjców!Młynarski
-
Rozglądam się po mej Ojczyźnie
i myślę, szczerze zasmucony,
że przydałby się dziś polszczyźnie
Słownik Wyrazów Zagubionych.Słownik słów niegdyś znanych blisko,
które umknęły nam z języka,
bo nazywają te zjawiska,
których się raczej nie spotyka.Więc gdyby ktoś zapytał mnie,
słów takich wskazałbym obfitość,
a głównie na literę „pe”
niewielkie słowo: „przyzwoitość”.Znaczyło słowo to niemało,
kanaliom krzyżowało szyki,
aż wzięło i wyparowało
z kultury, nauki, polityki.Dlatego warto by pamięcią
w dość nieodległą przeszłość pobiec,
gdzie na historii znikł zakręcie
tak zwany przyzwoity człowiek.Przypomnieć chcę na parę chwil ja,
jak to ten człowiek w desperacji
swą wiarę w imponderabilia
skrył na wewnętrznej emigracji.Chcę wspomnieć, co ten człowiek kochał,
budząc w cwaniaczkach śmiech i litość,
a wtedy się przypomni trochę
niewielkie słowo – „przyzwoitość”…Młynarski
-
Przez kolejne grudnie… maje…
Każdy goni jak szalony
A za nami pozostaje
Sto okazji przegapionych
Ktoś wytyka nam, co chwilę
W mróz czy upał
W zimie, w lecie
Szans niedostrzeżonych tyle…
I ktoś rację ma… lecz przecieżJeszcze w zielone gramy,
jeszcze nie umieramy
Jeszcze któregoś rana,
odbijemy się od ściany
Jeszcze wiosenne deszcze
obudzą ruń zieloną
Jeszcze zimowe śmieci
na ogniskach wiosny spłoną
Jeszcze w zielone gramy,
jeszcze wzrok nam się pali
Jeszcze się nam pokłonią ci,
co palcem wygrażali
My możemy być w kłopocie,
ale na rozpaczy dnie
Jeszcze nie, długo nie.Więc nie martwmy się, bo w końcu
Nie nam jednym się nie klei
Ważne by, choć raz w miesiącu
Mieć dyktando u nadziei
Żeby w serca kajeciku
Po literkach zanotować
I powtarzać sobie cicho
Takie prościuteńkie słowa:Jeszcze w zielone gramy,
jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią nasze
piękne sny, marzenia, plany
Tylko nie ulegajmy
przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble,
które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy,
choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra
a oliwa sprawiedliwa
Różne drogi nas prowadzą,
lecz ta, która w przepaść rwie
Jeszcze nie, długo nieJeszcze w zielone gramy,
chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy
klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar,
co nieraz już w dół runął:
„Jakby powiało zdrowo,
to bym jeszcze raz pofrunął!”
Jeszcze w zielone gramy,
choć życie nam doskwiera
Gramy w nim swoje role,
naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy,
lecz w tej, co się skończy źle
Jeszcze nie! Długo nie!!Młynarski
-
Zamiast wątpliwych sensacji wiru
Niech widz prawdziwej sensacji liźnie
Oto co wyznał mi pewien chirurg
Już w posttotalitarnej ojczyźnie
Wpadł do mnie facet o wczesnej porze
Miał jasne oko miłą prezencję
I szepnął cicho panie doktorze
Proszę mnie wyciąć inteligencję
Ja odbąknąłem cicho a ma pan
Owszem doktorze mam dosyć sporą
I przez to ciężki kac mnie dołapał
Jak w krąg spojrzę diabli mnie biorą
Choć wokół niby piękne przemiany
I Polska weszła na nowa drogę
Z inteligencja moją kochany
Spokojnie na to patrzeć nie mogę
Bo z jednej strony piękne wspomnienia
Gdyśmy mądrości nieśli proporce
Jesieni ludów będąc natchnieniem
Iskrą zarzewiem pochodnią wzorcem
A z drugiej strony buźki jak z buszu
Męty wszelkiego autoramentu
Czas dla cwaniaków raj dla chytrusów
I dno dla pełnych inteligentów
Ja na to patrzeć nie mogę ach nie
Z inteligencja mą nazbyt czułą
Niech pan ją wytnie niech pan ją ciachnie
Bym dostosował się do ogółu
Tu mu zadałem pytanie wartkie
Rzekł chirurg ciągnąc swa opowiastkę
Mam wyciąć całą zostaw pan ćwiartkę
Lub może jeszcze lepiej szesnastkę
Więc wykonałem zabieg udany
Bez komplikacji potknięć kolizji
Wkrótce mój pacjent zrobił się znany
Często widuję go w telewizji
Jak on gulgocze tam koncertowo
Jak oponentów bezwzględnie kruszy
Mówi ja swoją mam podmiotowość
I łatwo mnie się jej nie naruszy
Rwie się do czynu rwie się do głosu
Mówi pluralizm mówi dziedzictwo
I z świetlistego czerpiąc etosu
Założył właśnie nowe stronnictwo
Tu chirurg skończył pomilczał troszkę
I dodał patrz pan na co nam przyszło
A jam pomyślał o rany boskie
Oto chirurgia która ma przyszłość
I szybko wziąłem chirurga adres
Bo ja też odkąd wiatr przemian zawiał
Czuję wciąż nową psychiczną zadrę
Gdy widzę co się wokół wyprawiaMłynarski
-
Potwierdzają to setne przykłady,
Że westerny wciąż jeszcze są w modzie,
Wysłuchajcie więc, proszę, ballady
O tak zwanym najdzikszym zachodzie
Miasto było tam, jakich tysiące,
Wokół preria i skały naprzeciw,
Jak gdzie indziej, świeciło tam słońce,
Marli starcy, rodziły się dzieci,
I tym tylko od innych różni się ta ballada,
Że w tym mieście gdzieś na prerii krańcach
Na jednego mieszkańca jeden szeryf przypadał,
Jeden szeryf na jednego mieszkańca
Konsekwencje ten fakt miał ogromne,
Bo nikt w mieście za spluwę nie chwytał,
I od dawna już każdy zapomniał,
Jak wygląda prawdziwy bandyta.
Choć finanse poniekąd leżały,
Gospodarka i przemysł był na nic,
Ale każdy, czy duży czy mały,
Czuł się za to bezpieczny bez granic
Bo tym tylko od innych różni się ta ballada,
Że w tym mieście gdzieś na prerii krańcach
Na jednego mieszkańca jeden szeryf przypadał,
Jeden szeryf na jednego mieszkańca
Jeśli państwa historia ta nudzi,
To pocieszcie się tym, że nareszcie
Którejś nocy krzyk ludzi obudził,
Bank rozbity! bandyci są w mieście
Dobrzy ludzie, na próżno wołacie,
Nikt nie wstanie, za spluwę nie chwyci,
Skoro każdy świadomość zatracił,
Czym się różnią od ludzi bandyci,
A tym tylko od innych różni się ta ballada,
Że w tym mieście gdzieś na prerii krańcach
Na każdego człowieka nagle strach upadł blady,
Od szeryfa do zwykłego mieszkańca
Potwierdzają to setne przykłady,
Że westerny wciąż jeszcze są w modzie,
Wysłuchaliście, państwo, ballady
O tzw. najdzikszym zachodzie,
Miasto było tam, jakich tysiące,
Ludzkie w nim krzyżowały się drogi,
Lecz nie wszystkim świeciło tam słońce,
Bo bandyci krążyli bez trwogi
Wyciągnijmy więc morał w tej balladzie ukryty,
Gdy nie grozi nam żadne riffifi,
Że czasami najtrudniej jest rozpoznać bandytę,
Gdy dokoła są sami szeryfiMłynarski
-
I znowu gna mnie, proszę was,
Inwencja poetycka,
By rzec, że w Krośnie żyła raz
Baba o sześciu cyckach.W chęci, by ten wspominać fakt,
Nie znajdziesz sensu szczypty,
Gdyby nie to, że akurat
Wynaleziono sztriptyz:Francuzi sous le ciel de Paris
To wymyślili pierwsi,
Że w szał publika wpadnie, gdy
Baba pokaże piersi.Kiedy obiegła Krosno ta
Rewelacyjna wieść,
Krosno krzyknęło – Ichnia dwa,
Nasza pokaże sześć!Pokaże sześć i c’est ci bon!
Żeby Francuzy cwane
Nie pomyślały, żeśmy są
Prowincja czy zaścianek!Pokaże sześć i mostek w przód,
By cudzoziemiec który,
Nie myślał, żeśmy nie ze
Śródziemnomorskiej kultury.Wspominam scenkę tę
Nie najweselszą bez wahania,
Gdy widzę, jak kochany kraj
Europę znów dogania.Gdy brokat w szpraju słodko drży
Na makijażu silnym
W pokazach mody, w spędach
Prywaciarsko-polonijnych,Gdy widzę polski porno film,
Awangardowy teatr,
Gdy twórcom się przyglądam tym,
Co tworzą modne dzieła,Gdy widzę, jak w ich oku gra
Iskierka neoficka,
To mi się przypomina ta
Baba o sześciu cyckach!Chęć, by pokazać cycków sześć,
Widzę u polskiej sztuki,
Większą niż chęć, by ludziom nieść
Łut sensu, cień nauki.I słyszę, jak nad Wisłą gdzieś
Tłum głupków się anieli:
Nasza pokaże sześć – i cześć!
Żeby se nie myśleli!Młynarski
-
Takie prościutkie przemyślenie
Na Święta w głowę mi się wwierca
Że każde Boże Narodzenie
To jest pytanie o stan serca
Gdy złączy nas stajenka cicha
Czujemy jedną chwilę małą
Że nasze serce jeszcze dycha
Że nie ze wszystkim nam stwardniało
Że został mały punkt, szczelina
Gdzie się choć jedna iskra złoci
Od której nagle się zaczyna
Płomyk nadziei i dobroci
Spójrz, znowu mamy po lat siedem
W kolebce Panna Syna pieści
W krąg jest inteligencka bieda
Ale stół biały wszystkich zmieści
Jest przy nim nas gromadka liczna
I chociaż goło, lecz wesoło
I twoja matka - jaka śliczna
Ściska się z tobą pod jemiołą
Pamiętasz to, poczułeś dreszcze
To znaczy, że nie zginiesz w tłumie
Wzruszyłeś się, pożyjesz jeszcze
I sercem parę spraw zrozumiesz
Bo jest w tym chyba jakaś racja
Że Święta w białych pól kobiercu
To jest magiczna operacja
Czyniona na otwartym sercu
Z tym sercem zawsze stara bieda
Stwardniałe, zimne, ciężko chodzi,
Więc taki zabieg mu się przyda
Na Święta, gdy się Chrystus rodzi
Nim się kłopotów zwali tyle,
Co zawsze były, są i będą
Otwórz swe serce i na chwilę
Spróbuj podleczyć je kolędą...Młynarski