home.social

#mlynarski — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #mlynarski, aggregated by home.social.

  1. Miłe Panie i Panowie bardzo mili,
    Posłuchajcie kupleciku, jeśli wola –
    Otóż, jak mi się wydaje,
    Coraz częściej w naszym kraju
    Krzyczy i zabiera głos Prawdziwy Polak.

    Gdy tak krzyczy i podkreśla, że prawdziwy,
    Ja w tej sprawie mam z nim pogląd jednobrzmiący:
    Polak musi być prawdziwy,
    A nie jakiś robaczywy,
    Niejadalny, jadowity czy trujący!

    Inna sprawa – po czym poznać, że prawdziwy?
    Tu idea piękna trochę nam się gmatwa…
    Hej, Rodacy! Hej, Rodacy!
    Trzeba zabrać się do pracy
    I należy szybko wydać jakiś atlas!

    I w Atlasie wyrysować z detalami,
    Który Polak jest prawdziwy, kto fałszywy,
    Żeby jasność miał odbiorca –
    A jeżeli trzeba wzorca,
    To polecam Mały Atlas Polskich Grzybów.

    Młynarski

    #dzieńzwierszem

    #Młynarski

  2. Czy cię, słuchaczu, rozbawię, nie wiem,
    lecz zacznę wierszyk od tego,
    że kiedyś widział satyryk pewien
    jak kopią leżącego.

    Przedtem pod peta poszła połówka,
    więc zapał chłopców zdjął szczery,
    aż w butach „Chełmek” pękła zełówka
    wbijana w chude nery.

    Solidnie kogoś tam flekowali
    i powtarzali: „A to skur",
    aż pękła skóra i wyjrzał palic
    z trzewika firmy „Radoskór".

    Satyryk, jasna rzecz, się nie wtrącał,
    lecz myślał – strój, Muzo lirę,
    bo ja potrzebę czuję palącą
    by gruchnąć na to satyrę!

    Papier w maszynie umieścił z wprawą
    i w trzy czy cztery minuty
    rąbnął satyrę słuszną i krwawą -
    na co? Rzecz jasna na buty!

    Nie może, pisał, epoka piękna
    dać na ten fakt akceptacji,
    że w butach „Chełmek” zelówka pęka
    w normalnej eksploatacji!"

    A Muza nad nim polatywała
    jak ten majowy motylek
    szepcząc - kochany misiu, ty śmiało
    możesz pisywać do „Szpilek”…

    Młynarski

    #dzieńzwierszem

    #Młynarski

  3. Kiedyś, gdy się budziła Polska,
    z przeszłości nieodległej znam to,
    to jej śpiewała Rena Rolska,
    Sława Przybylska, Irka Santor.

    Urocze były te piosenki,
    małe dramaty i tęsknoty,
    i odpływały kawiarenki,
    na szczęście lśnił pierścionek złoty.

    A dziś kto powie: mea culpa,
    gdy się przelewa wciąż od rana
    muzyczna przeraźliwa pulpa
    i słowa – dzieło grafomana.

    Melodie nie do powtórzenia,
    fryzura, strój – małpiarstwa szczyt
    i szczyt samozadowolenia
    choreografia: święty Wit.

    A mnie troszeczkę to obchodzi,
    więc takie oto ślę przesłanie:
    ciut skromniej przyjaciele młodzi,
    a wtedy po was coś zostanie.

    Wiem, dają za to Fryderyki,
    na tym polega qui pro quo
    i pseudokopia Ameryki,
    ale, kochani, póki co
    Przeklinam po angielsku: Goddam!
    I, proszę cioć i proszę stryjców,
    nigdy, przenigdy się nie poddam
    tragicznej dyktaturze wyjców!

    Młynarski

    #dzieńzwierszem

    #Młynarski

  4. Rozglądam się po mej Ojczyźnie
    i myślę, szczerze zasmucony,
    że przydałby się dziś polszczyźnie
    Słownik Wyrazów Zagubionych.

    Słownik słów niegdyś znanych blisko,
    które umknęły nam z języka,
    bo nazywają te zjawiska,
    których się raczej nie spotyka.

    Więc gdyby ktoś zapytał mnie,
    słów takich wskazałbym obfitość,
    a głównie na literę „pe”
    niewielkie słowo: „przyzwoitość”.

    Znaczyło słowo to niemało,
    kanaliom krzyżowało szyki,
    aż wzięło i wyparowało
    z kultury, nauki, polityki.

    Dlatego warto by pamięcią
    w dość nieodległą przeszłość pobiec,
    gdzie na historii znikł zakręcie
    tak zwany przyzwoity człowiek.

    Przypomnieć chcę na parę chwil ja,
    jak to ten człowiek w desperacji
    swą wiarę w imponderabilia
    skrył na wewnętrznej emigracji.

    Chcę wspomnieć, co ten człowiek kochał,
    budząc w cwaniaczkach śmiech i litość,
    a wtedy się przypomni trochę
    niewielkie słowo – „przyzwoitość”…

    Młynarski

    #dzieńzwierszem
    #mlynarski

  5. Przez kolejne grudnie… maje…
    Każdy goni jak szalony
    A za nami pozostaje
    Sto okazji przegapionych
    Ktoś wytyka nam, co chwilę
    W mróz czy upał
    W zimie, w lecie
    Szans niedostrzeżonych tyle…
    I ktoś rację ma… lecz przecież

    Jeszcze w zielone gramy,
    jeszcze nie umieramy
    Jeszcze któregoś rana,
    odbijemy się od ściany
    Jeszcze wiosenne deszcze
    obudzą ruń zieloną
    Jeszcze zimowe śmieci
    na ogniskach wiosny spłoną
    Jeszcze w zielone gramy,
    jeszcze wzrok nam się pali
    Jeszcze się nam pokłonią ci,
    co palcem wygrażali
    My możemy być w kłopocie,
    ale na rozpaczy dnie
    Jeszcze nie, długo nie.

    Więc nie martwmy się, bo w końcu
    Nie nam jednym się nie klei
    Ważne by, choć raz w miesiącu
    Mieć dyktando u nadziei
    Żeby w serca kajeciku
    Po literkach zanotować
    I powtarzać sobie cicho
    Takie prościuteńkie słowa:

    Jeszcze w zielone gramy,
    jeszcze nie umieramy
    Jeszcze się spełnią nasze
    piękne sny, marzenia, plany
    Tylko nie ulegajmy
    przedwczesnym niepokojom
    Bądźmy jak stare wróble,
    które stracha się nie boją
    Jeszcze w zielone gramy,
    choć skroń niejedna siwa
    Jeszcze sól będzie mądra
    a oliwa sprawiedliwa
    Różne drogi nas prowadzą,
    lecz ta, która w przepaść rwie
    Jeszcze nie, długo nie

    Jeszcze w zielone gramy,
    chęć życia nam nie zbrzydła
    Jeszcze na strychu każdy
    klei połamane skrzydła
    I myśli sobie Ikar,
    co nieraz już w dół runął:
    „Jakby powiało zdrowo,
    to bym jeszcze raz pofrunął!”
    Jeszcze w zielone gramy,
    choć życie nam doskwiera
    Gramy w nim swoje role,
    naturszczycy bez suflera
    W najróżniejszych sztukach gramy,
    lecz w tej, co się skończy źle
    Jeszcze nie! Długo nie!!

    Młynarski

    #dzieńzwierszem
    #młynarski

  6. Zamiast wątpliwych sensacji wiru
    Niech widz prawdziwej sensacji liźnie
    Oto co wyznał mi pewien chirurg
    Już w posttotalitarnej ojczyźnie
    Wpadł do mnie facet o wczesnej porze
    Miał jasne oko miłą prezencję
    I szepnął cicho panie doktorze
    Proszę mnie wyciąć inteligencję
    Ja odbąknąłem cicho a ma pan
    Owszem doktorze mam dosyć sporą
    I przez to ciężki kac mnie dołapał
    Jak w krąg spojrzę diabli mnie biorą
    Choć wokół niby piękne przemiany
    I Polska weszła na nowa drogę
    Z inteligencja moją kochany
    Spokojnie na to patrzeć nie mogę
    Bo z jednej strony piękne wspomnienia
    Gdyśmy mądrości nieśli proporce
    Jesieni ludów będąc natchnieniem
    Iskrą zarzewiem pochodnią wzorcem
    A z drugiej strony buźki jak z buszu
    Męty wszelkiego autoramentu
    Czas dla cwaniaków raj dla chytrusów
    I dno dla pełnych inteligentów
    Ja na to patrzeć nie mogę ach nie
    Z inteligencja mą nazbyt czułą
    Niech pan ją wytnie niech pan ją ciachnie
    Bym dostosował się do ogółu
    Tu mu zadałem pytanie wartkie
    Rzekł chirurg ciągnąc swa opowiastkę
    Mam wyciąć całą zostaw pan ćwiartkę
    Lub może jeszcze lepiej szesnastkę
    Więc wykonałem zabieg udany
    Bez komplikacji potknięć kolizji
    Wkrótce mój pacjent zrobił się znany
    Często widuję go w telewizji
    Jak on gulgocze tam koncertowo
    Jak oponentów bezwzględnie kruszy
    Mówi ja swoją mam podmiotowość
    I łatwo mnie się jej nie naruszy
    Rwie się do czynu rwie się do głosu
    Mówi pluralizm mówi dziedzictwo
    I z świetlistego czerpiąc etosu
    Założył właśnie nowe stronnictwo
    Tu chirurg skończył pomilczał troszkę
    I dodał patrz pan na co nam przyszło
    A jam pomyślał o rany boskie
    Oto chirurgia która ma przyszłość
    I szybko wziąłem chirurga adres
    Bo ja też odkąd wiatr przemian zawiał
    Czuję wciąż nową psychiczną zadrę
    Gdy widzę co się wokół wyprawia

    Młynarski

    #dzieńzwierszem
    #Młynarski

  7. Potwierdzają to setne przykłady,
    Że westerny wciąż jeszcze są w modzie,
    Wysłuchajcie więc, proszę, ballady
    O tak zwanym najdzikszym zachodzie
    Miasto było tam, jakich tysiące,
    Wokół preria i skały naprzeciw,
    Jak gdzie indziej, świeciło tam słońce,
    Marli starcy, rodziły się dzieci,
    I tym tylko od innych różni się ta ballada,
    Że w tym mieście gdzieś na prerii krańcach
    Na jednego mieszkańca jeden szeryf przypadał,
    Jeden szeryf na jednego mieszkańca
    Konsekwencje ten fakt miał ogromne,
    Bo nikt w mieście za spluwę nie chwytał,
    I od dawna już każdy zapomniał,
    Jak wygląda prawdziwy bandyta.
    Choć finanse poniekąd leżały,
    Gospodarka i przemysł był na nic,
    Ale każdy, czy duży czy mały,
    Czuł się za to bezpieczny bez granic
    Bo tym tylko od innych różni się ta ballada,
    Że w tym mieście gdzieś na prerii krańcach
    Na jednego mieszkańca jeden szeryf przypadał,
    Jeden szeryf na jednego mieszkańca
    Jeśli państwa historia ta nudzi,
    To pocieszcie się tym, że nareszcie
    Którejś nocy krzyk ludzi obudził,
    Bank rozbity! bandyci są w mieście
    Dobrzy ludzie, na próżno wołacie,
    Nikt nie wstanie, za spluwę nie chwyci,
    Skoro każdy świadomość zatracił,
    Czym się różnią od ludzi bandyci,
    A tym tylko od innych różni się ta ballada,
    Że w tym mieście gdzieś na prerii krańcach
    Na każdego człowieka nagle strach upadł blady,
    Od szeryfa do zwykłego mieszkańca
    Potwierdzają to setne przykłady,
    Że westerny wciąż jeszcze są w modzie,
    Wysłuchaliście, państwo, ballady
    O tzw. najdzikszym zachodzie,
    Miasto było tam, jakich tysiące,
    Ludzkie w nim krzyżowały się drogi,
    Lecz nie wszystkim świeciło tam słońce,
    Bo bandyci krążyli bez trwogi
    Wyciągnijmy więc morał w tej balladzie ukryty,
    Gdy nie grozi nam żadne riffifi,
    Że czasami najtrudniej jest rozpoznać bandytę,
    Gdy dokoła są sami szeryfi

    Młynarski

    #dzieńzwierszem
    #mlynarski

  8. I znowu gna mnie, proszę was,
    Inwencja poetycka,
    By rzec, że w Krośnie żyła raz
    Baba o sześciu cyckach.

    W chęci, by ten wspominać fakt,
    Nie znajdziesz sensu szczypty,
    Gdyby nie to, że akurat
    Wynaleziono sztriptyz:

    Francuzi sous le ciel de Paris
    To wymyślili pierwsi,
    Że w szał publika wpadnie, gdy
    Baba pokaże piersi.

    Kiedy obiegła Krosno ta
    Rewelacyjna wieść,
    Krosno krzyknęło – Ichnia dwa,
    Nasza pokaże sześć!

    Pokaże sześć i c’est ci bon!
    Żeby Francuzy cwane
    Nie pomyślały, żeśmy są
    Prowincja czy zaścianek!

    Pokaże sześć i mostek w przód,
    By cudzoziemiec który,
    Nie myślał, żeśmy nie ze
    Śródziemnomorskiej kultury.

    Wspominam scenkę tę
    Nie najweselszą bez wahania,
    Gdy widzę, jak kochany kraj
    Europę znów dogania.

    Gdy brokat w szpraju słodko drży
    Na makijażu silnym
    W pokazach mody, w spędach
    Prywaciarsko-polonijnych,

    Gdy widzę polski porno film,
    Awangardowy teatr,
    Gdy twórcom się przyglądam tym,
    Co tworzą modne dzieła,

    Gdy widzę, jak w ich oku gra
    Iskierka neoficka,
    To mi się przypomina ta
    Baba o sześciu cyckach!

    Chęć, by pokazać cycków sześć,
    Widzę u polskiej sztuki,
    Większą niż chęć, by ludziom nieść
    Łut sensu, cień nauki.

    I słyszę, jak nad Wisłą gdzieś
    Tłum głupków się anieli:
    Nasza pokaże sześć – i cześć!
    Żeby se nie myśleli!

    Młynarski

    #dzieńzwierszem #mlynarski

  9. Takie prościutkie przemyślenie
    Na Święta w głowę mi się wwierca
    Że każde Boże Narodzenie
    To jest pytanie o stan serca
    Gdy złączy nas stajenka cicha
    Czujemy jedną chwilę małą
    Że nasze serce jeszcze dycha
    Że nie ze wszystkim nam stwardniało
    Że został mały punkt, szczelina
    Gdzie się choć jedna iskra złoci
    Od której nagle się zaczyna
    Płomyk nadziei i dobroci
    Spójrz, znowu mamy po lat siedem
    W kolebce Panna Syna pieści
    W krąg jest inteligencka bieda
    Ale stół biały wszystkich zmieści
    Jest przy nim nas gromadka liczna
    I chociaż goło, lecz wesoło
    I twoja matka - jaka śliczna
    Ściska się z tobą pod jemiołą
    Pamiętasz to, poczułeś dreszcze
    To znaczy, że nie zginiesz w tłumie
    Wzruszyłeś się, pożyjesz jeszcze
    I sercem parę spraw zrozumiesz
    Bo jest w tym chyba jakaś racja
    Że Święta w białych pól kobiercu
    To jest magiczna operacja
    Czyniona na otwartym sercu
    Z tym sercem zawsze stara bieda
    Stwardniałe, zimne, ciężko chodzi,
    Więc taki zabieg mu się przyda
    Na Święta, gdy się Chrystus rodzi
    Nim się kłopotów zwali tyle,
    Co zawsze były, są i będą
    Otwórz swe serce i na chwilę
    Spróbuj podleczyć je kolędą...

    Młynarski

    #dzieńzwierszem #mlynarski