#nohavica — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #nohavica, aggregated by home.social.
-
Ujrzałem kometę ze złotym warkoczem
Zaśpiewać jej chciałem zniknęła mi z oczu
Przez chwilę świeciła nad lasem a potem
Zostały mi w oczach monety dwie złote
Monety ukryłem w szczelinie pod dębem
Gdy kiedyś powróci gdzie indziej już będę
Gdzie indziej już będę i duszą i ciałem
Ujrzałem kometę zaśpiewać jej chciałem
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
O wszystkich ludziach co żyli tu na tej planecie
Jak nocne pociągi po niebie mkną gwiazdy
Pan Kepler ustalił ich rozkład jazdy
Odnalazł wpatrzony w gwiaździste przestrzenie
Blask tej tajemnicy co nam jest jak brzemię
Cień wiecznie tajemnej reguły w przyrodzie
Że tylko z człowieka człowiek się narodzi
Pniem drzewa z gałęzią wciąż łączy się korzeń
Krew naszych nadziei wędruje przestworzem
Ujrzałem kometę na niebie szerokim
Jak relief artysty z minionej epoki
Sięgnąłem by chwycić zatrzymać przy sobie
I naraz poczułem jak mały jest człowiek
Jak posąg Dawida wykuty w marmurze
Wciąż stałem szukając komety tam w górze
Daremnie czekałem gdy ona powróci
Mnie już tu nie będzie kto inny zanuci
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
Piosenka będzie o nas … i komecieNohavica
-
Ujrzałem kometę ze złotym warkoczem
Zaśpiewać jej chciałem zniknęła mi z oczu
Przez chwilę świeciła nad lasem a potem
Zostały mi w oczach monety dwie złote
Monety ukryłem w szczelinie pod dębem
Gdy kiedyś powróci gdzie indziej już będę
Gdzie indziej już będę i duszą i ciałem
Ujrzałem kometę zaśpiewać jej chciałem
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
O wszystkich ludziach co żyli tu na tej planecie
Jak nocne pociągi po niebie mkną gwiazdy
Pan Kepler ustalił ich rozkład jazdy
Odnalazł wpatrzony w gwiaździste przestrzenie
Blask tej tajemnicy co nam jest jak brzemię
Cień wiecznie tajemnej reguły w przyrodzie
Że tylko z człowieka człowiek się narodzi
Pniem drzewa z gałęzią wciąż łączy się korzeń
Krew naszych nadziei wędruje przestworzem
Ujrzałem kometę na niebie szerokim
Jak relief artysty z minionej epoki
Sięgnąłem by chwycić zatrzymać przy sobie
I naraz poczułem jak mały jest człowiek
Jak posąg Dawida wykuty w marmurze
Wciąż stałem szukając komety tam w górze
Daremnie czekałem gdy ona powróci
Mnie już tu nie będzie kto inny zanuci
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
Piosenka będzie o nas … i komecieNohavica
-
Ujrzałem kometę ze złotym warkoczem
Zaśpiewać jej chciałem zniknęła mi z oczu
Przez chwilę świeciła nad lasem a potem
Zostały mi w oczach monety dwie złote
Monety ukryłem w szczelinie pod dębem
Gdy kiedyś powróci gdzie indziej już będę
Gdzie indziej już będę i duszą i ciałem
Ujrzałem kometę zaśpiewać jej chciałem
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
O wszystkich ludziach co żyli tu na tej planecie
Jak nocne pociągi po niebie mkną gwiazdy
Pan Kepler ustalił ich rozkład jazdy
Odnalazł wpatrzony w gwiaździste przestrzenie
Blask tej tajemnicy co nam jest jak brzemię
Cień wiecznie tajemnej reguły w przyrodzie
Że tylko z człowieka człowiek się narodzi
Pniem drzewa z gałęzią wciąż łączy się korzeń
Krew naszych nadziei wędruje przestworzem
Ujrzałem kometę na niebie szerokim
Jak relief artysty z minionej epoki
Sięgnąłem by chwycić zatrzymać przy sobie
I naraz poczułem jak mały jest człowiek
Jak posąg Dawida wykuty w marmurze
Wciąż stałem szukając komety tam w górze
Daremnie czekałem gdy ona powróci
Mnie już tu nie będzie kto inny zanuci
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
Piosenka będzie o nas … i komecieNohavica
-
Ujrzałem kometę ze złotym warkoczem
Zaśpiewać jej chciałem zniknęła mi z oczu
Przez chwilę świeciła nad lasem a potem
Zostały mi w oczach monety dwie złote
Monety ukryłem w szczelinie pod dębem
Gdy kiedyś powróci gdzie indziej już będę
Gdzie indziej już będę i duszą i ciałem
Ujrzałem kometę zaśpiewać jej chciałem
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
O wszystkich ludziach co żyli tu na tej planecie
Jak nocne pociągi po niebie mkną gwiazdy
Pan Kepler ustalił ich rozkład jazdy
Odnalazł wpatrzony w gwiaździste przestrzenie
Blask tej tajemnicy co nam jest jak brzemię
Cień wiecznie tajemnej reguły w przyrodzie
Że tylko z człowieka człowiek się narodzi
Pniem drzewa z gałęzią wciąż łączy się korzeń
Krew naszych nadziei wędruje przestworzem
Ujrzałem kometę na niebie szerokim
Jak relief artysty z minionej epoki
Sięgnąłem by chwycić zatrzymać przy sobie
I naraz poczułem jak mały jest człowiek
Jak posąg Dawida wykuty w marmurze
Wciąż stałem szukając komety tam w górze
Daremnie czekałem gdy ona powróci
Mnie już tu nie będzie kto inny zanuci
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
Piosenka będzie o nas … i komecieNohavica
-
Ujrzałem kometę ze złotym warkoczem
Zaśpiewać jej chciałem zniknęła mi z oczu
Przez chwilę świeciła nad lasem a potem
Zostały mi w oczach monety dwie złote
Monety ukryłem w szczelinie pod dębem
Gdy kiedyś powróci gdzie indziej już będę
Gdzie indziej już będę i duszą i ciałem
Ujrzałem kometę zaśpiewać jej chciałem
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
O wszystkich ludziach co żyli tu na tej planecie
Jak nocne pociągi po niebie mkną gwiazdy
Pan Kepler ustalił ich rozkład jazdy
Odnalazł wpatrzony w gwiaździste przestrzenie
Blask tej tajemnicy co nam jest jak brzemię
Cień wiecznie tajemnej reguły w przyrodzie
Że tylko z człowieka człowiek się narodzi
Pniem drzewa z gałęzią wciąż łączy się korzeń
Krew naszych nadziei wędruje przestworzem
Ujrzałem kometę na niebie szerokim
Jak relief artysty z minionej epoki
Sięgnąłem by chwycić zatrzymać przy sobie
I naraz poczułem jak mały jest człowiek
Jak posąg Dawida wykuty w marmurze
Wciąż stałem szukając komety tam w górze
Daremnie czekałem gdy ona powróci
Mnie już tu nie będzie kto inny zanuci
O lesie o trawie o wodzie
O śmierci co po każdego przychodzi
O miłości o zdradzie o świecie
Piosenka będzie o nas … i komecieNohavica
-
Przez Galicji ziemie zła wichura gna
To mało cośmy mieli zabrała woda nam
Jak spłoszone ptaki uciekamy stąd
Jak listy zagubione tak my krążymy wciąż
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
tam jutro rano ślub będziemy brać
Na wieki nas w kościele połączy dobry ksiądz
Wiązankę z tamaryszku rzucimy w rzeki toń
A woda ją zabierze aż na morza brzeg
My dwoje tu na dole – nad nami nieba biel
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano ślub będziemy brać
Z białego kamienia nam zbuduję dom
Z dębowego drewna solidnie zrobię go
Żeby każdy wiedział jak kochałem Cię
będzie stał na wieki, na dobre i na złe.
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora już iść spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano miłość chcę Ci dać…
Nohavica
-
Przez Galicji ziemie zła wichura gna
To mało cośmy mieli zabrała woda nam
Jak spłoszone ptaki uciekamy stąd
Jak listy zagubione tak my krążymy wciąż
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
tam jutro rano ślub będziemy brać
Na wieki nas w kościele połączy dobry ksiądz
Wiązankę z tamaryszku rzucimy w rzeki toń
A woda ją zabierze aż na morza brzeg
My dwoje tu na dole – nad nami nieba biel
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano ślub będziemy brać
Z białego kamienia nam zbuduję dom
Z dębowego drewna solidnie zrobię go
Żeby każdy wiedział jak kochałem Cię
będzie stał na wieki, na dobre i na złe.
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora już iść spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano miłość chcę Ci dać…
Nohavica
-
Przez Galicji ziemie zła wichura gna
To mało cośmy mieli zabrała woda nam
Jak spłoszone ptaki uciekamy stąd
Jak listy zagubione tak my krążymy wciąż
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
tam jutro rano ślub będziemy brać
Na wieki nas w kościele połączy dobry ksiądz
Wiązankę z tamaryszku rzucimy w rzeki toń
A woda ją zabierze aż na morza brzeg
My dwoje tu na dole – nad nami nieba biel
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano ślub będziemy brać
Z białego kamienia nam zbuduję dom
Z dębowego drewna solidnie zrobię go
Żeby każdy wiedział jak kochałem Cię
będzie stał na wieki, na dobre i na złe.
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora już iść spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano miłość chcę Ci dać…
Nohavica
-
Przez Galicji ziemie zła wichura gna
To mało cośmy mieli zabrała woda nam
Jak spłoszone ptaki uciekamy stąd
Jak listy zagubione tak my krążymy wciąż
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
tam jutro rano ślub będziemy brać
Na wieki nas w kościele połączy dobry ksiądz
Wiązankę z tamaryszku rzucimy w rzeki toń
A woda ją zabierze aż na morza brzeg
My dwoje tu na dole – nad nami nieba biel
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano ślub będziemy brać
Z białego kamienia nam zbuduję dom
Z dębowego drewna solidnie zrobię go
Żeby każdy wiedział jak kochałem Cię
będzie stał na wieki, na dobre i na złe.
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora już iść spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano miłość chcę Ci dać…
Nohavica
-
Przez Galicji ziemie zła wichura gna
To mało cośmy mieli zabrała woda nam
Jak spłoszone ptaki uciekamy stąd
Jak listy zagubione tak my krążymy wciąż
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
tam jutro rano ślub będziemy brać
Na wieki nas w kościele połączy dobry ksiądz
Wiązankę z tamaryszku rzucimy w rzeki toń
A woda ją zabierze aż na morza brzeg
My dwoje tu na dole – nad nami nieba biel
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano ślub będziemy brać
Z białego kamienia nam zbuduję dom
Z dębowego drewna solidnie zrobię go
Żeby każdy wiedział jak kochałem Cię
będzie stał na wieki, na dobre i na złe.
Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora już iść spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano miłość chcę Ci dać…
Nohavica
-
Leżała w błocie gwiazda
pięcioramienna goła
widocznie komuś spadła
z ramienia albo z czoła
ot ktoś się rozstał z gwiazdą
nie zauważył tego
tak jest z miłością każdą
dotyczy to wszystkiegoSpojrzałem w kosmos w górę
i zobaczyłem w niebie dziurę
tak cię ukarał Bóg
za to żeś nieba sięgać mógłMyślałem o mym dziadku
na tle chmurnego nieba
o tym czy wszystkie drogi
prowadzą tam gdzie trzeba
podniosłem z błota gwiazdę
a serce moje czuło
że coś pięknego we mnie
na zawsze się zepsułoSpojrzałem w kosmos w górę …
Dlaczego mi kłamaliście
kosmiczni rozbójnicy
niebo jest poszarpane
i leży na ulicy
znalazłem wczoraj gwiazdę
brudną i lepką jak gleba
chciałem ją niebu zwrócić
lecz nie dosięgnę niebaWięc patrzę w kosmos w górę
i nadal widzę w niebie dziurę
to kara boska jest
za zadufany ludzki gestZnalazłem wczoraj gwiazdę
gasnącą gwiazdęNohavica
-
Leżała w błocie gwiazda
pięcioramienna goła
widocznie komuś spadła
z ramienia albo z czoła
ot ktoś się rozstał z gwiazdą
nie zauważył tego
tak jest z miłością każdą
dotyczy to wszystkiegoSpojrzałem w kosmos w górę
i zobaczyłem w niebie dziurę
tak cię ukarał Bóg
za to żeś nieba sięgać mógłMyślałem o mym dziadku
na tle chmurnego nieba
o tym czy wszystkie drogi
prowadzą tam gdzie trzeba
podniosłem z błota gwiazdę
a serce moje czuło
że coś pięknego we mnie
na zawsze się zepsułoSpojrzałem w kosmos w górę …
Dlaczego mi kłamaliście
kosmiczni rozbójnicy
niebo jest poszarpane
i leży na ulicy
znalazłem wczoraj gwiazdę
brudną i lepką jak gleba
chciałem ją niebu zwrócić
lecz nie dosięgnę niebaWięc patrzę w kosmos w górę
i nadal widzę w niebie dziurę
to kara boska jest
za zadufany ludzki gestZnalazłem wczoraj gwiazdę
gasnącą gwiazdęNohavica
-
Leżała w błocie gwiazda
pięcioramienna goła
widocznie komuś spadła
z ramienia albo z czoła
ot ktoś się rozstał z gwiazdą
nie zauważył tego
tak jest z miłością każdą
dotyczy to wszystkiegoSpojrzałem w kosmos w górę
i zobaczyłem w niebie dziurę
tak cię ukarał Bóg
za to żeś nieba sięgać mógłMyślałem o mym dziadku
na tle chmurnego nieba
o tym czy wszystkie drogi
prowadzą tam gdzie trzeba
podniosłem z błota gwiazdę
a serce moje czuło
że coś pięknego we mnie
na zawsze się zepsułoSpojrzałem w kosmos w górę …
Dlaczego mi kłamaliście
kosmiczni rozbójnicy
niebo jest poszarpane
i leży na ulicy
znalazłem wczoraj gwiazdę
brudną i lepką jak gleba
chciałem ją niebu zwrócić
lecz nie dosięgnę niebaWięc patrzę w kosmos w górę
i nadal widzę w niebie dziurę
to kara boska jest
za zadufany ludzki gestZnalazłem wczoraj gwiazdę
gasnącą gwiazdęNohavica
-
Leżała w błocie gwiazda
pięcioramienna goła
widocznie komuś spadła
z ramienia albo z czoła
ot ktoś się rozstał z gwiazdą
nie zauważył tego
tak jest z miłością każdą
dotyczy to wszystkiegoSpojrzałem w kosmos w górę
i zobaczyłem w niebie dziurę
tak cię ukarał Bóg
za to żeś nieba sięgać mógłMyślałem o mym dziadku
na tle chmurnego nieba
o tym czy wszystkie drogi
prowadzą tam gdzie trzeba
podniosłem z błota gwiazdę
a serce moje czuło
że coś pięknego we mnie
na zawsze się zepsułoSpojrzałem w kosmos w górę …
Dlaczego mi kłamaliście
kosmiczni rozbójnicy
niebo jest poszarpane
i leży na ulicy
znalazłem wczoraj gwiazdę
brudną i lepką jak gleba
chciałem ją niebu zwrócić
lecz nie dosięgnę niebaWięc patrzę w kosmos w górę
i nadal widzę w niebie dziurę
to kara boska jest
za zadufany ludzki gestZnalazłem wczoraj gwiazdę
gasnącą gwiazdęNohavica
-
Leżała w błocie gwiazda
pięcioramienna goła
widocznie komuś spadła
z ramienia albo z czoła
ot ktoś się rozstał z gwiazdą
nie zauważył tego
tak jest z miłością każdą
dotyczy to wszystkiegoSpojrzałem w kosmos w górę
i zobaczyłem w niebie dziurę
tak cię ukarał Bóg
za to żeś nieba sięgać mógłMyślałem o mym dziadku
na tle chmurnego nieba
o tym czy wszystkie drogi
prowadzą tam gdzie trzeba
podniosłem z błota gwiazdę
a serce moje czuło
że coś pięknego we mnie
na zawsze się zepsułoSpojrzałem w kosmos w górę …
Dlaczego mi kłamaliście
kosmiczni rozbójnicy
niebo jest poszarpane
i leży na ulicy
znalazłem wczoraj gwiazdę
brudną i lepką jak gleba
chciałem ją niebu zwrócić
lecz nie dosięgnę niebaWięc patrzę w kosmos w górę
i nadal widzę w niebie dziurę
to kara boska jest
za zadufany ludzki gestZnalazłem wczoraj gwiazdę
gasnącą gwiazdęNohavica
-
Ocean wokół mnie, a ponad głową błękit
Daleko został brzeg, na oślep płynę gdzieś
Busolę trafił szlag, zapadam się w odmęty
A diabeł waha się – ocalić mnie, czy nieZabłądziła moja łódź, unoszona biegiem fal
Zapomniałem już jak o pomoc wołać mam
Zabłądziła moja łódź, gna w cyklonu czarną kadź
I ciężko, gdy upadnę, będzie wstaćSpienione grzywy fal, jak burza twoich włosów
Gdy zdobyć chciałem świat, jak rycerz Scaramouche
Na sercu noszę znak, pamiątkę naszych losów
Tamtych szczęśliwych lat, które nie powrócą już...Zabłądziła moja łódź…
Za widnokręgu mgłą, choć nie wiem gdzie dokładnie
Już czeka nowy ląd, poznam triumfu smak
Czy chybotliwa łódź wytrwa, czy legnie na dnie
Przeżyje tylko ten, kto przed śmiercią skryje strachNohavica
-
Ocean wokół mnie, a ponad głową błękit
Daleko został brzeg, na oślep płynę gdzieś
Busolę trafił szlag, zapadam się w odmęty
A diabeł waha się – ocalić mnie, czy nieZabłądziła moja łódź, unoszona biegiem fal
Zapomniałem już jak o pomoc wołać mam
Zabłądziła moja łódź, gna w cyklonu czarną kadź
I ciężko, gdy upadnę, będzie wstaćSpienione grzywy fal, jak burza twoich włosów
Gdy zdobyć chciałem świat, jak rycerz Scaramouche
Na sercu noszę znak, pamiątkę naszych losów
Tamtych szczęśliwych lat, które nie powrócą już...Zabłądziła moja łódź…
Za widnokręgu mgłą, choć nie wiem gdzie dokładnie
Już czeka nowy ląd, poznam triumfu smak
Czy chybotliwa łódź wytrwa, czy legnie na dnie
Przeżyje tylko ten, kto przed śmiercią skryje strachNohavica
-
Ocean wokół mnie, a ponad głową błękit
Daleko został brzeg, na oślep płynę gdzieś
Busolę trafił szlag, zapadam się w odmęty
A diabeł waha się – ocalić mnie, czy nieZabłądziła moja łódź, unoszona biegiem fal
Zapomniałem już jak o pomoc wołać mam
Zabłądziła moja łódź, gna w cyklonu czarną kadź
I ciężko, gdy upadnę, będzie wstaćSpienione grzywy fal, jak burza twoich włosów
Gdy zdobyć chciałem świat, jak rycerz Scaramouche
Na sercu noszę znak, pamiątkę naszych losów
Tamtych szczęśliwych lat, które nie powrócą już...Zabłądziła moja łódź…
Za widnokręgu mgłą, choć nie wiem gdzie dokładnie
Już czeka nowy ląd, poznam triumfu smak
Czy chybotliwa łódź wytrwa, czy legnie na dnie
Przeżyje tylko ten, kto przed śmiercią skryje strachNohavica
-
Ocean wokół mnie, a ponad głową błękit
Daleko został brzeg, na oślep płynę gdzieś
Busolę trafił szlag, zapadam się w odmęty
A diabeł waha się – ocalić mnie, czy nieZabłądziła moja łódź, unoszona biegiem fal
Zapomniałem już jak o pomoc wołać mam
Zabłądziła moja łódź, gna w cyklonu czarną kadź
I ciężko, gdy upadnę, będzie wstaćSpienione grzywy fal, jak burza twoich włosów
Gdy zdobyć chciałem świat, jak rycerz Scaramouche
Na sercu noszę znak, pamiątkę naszych losów
Tamtych szczęśliwych lat, które nie powrócą już...Zabłądziła moja łódź…
Za widnokręgu mgłą, choć nie wiem gdzie dokładnie
Już czeka nowy ląd, poznam triumfu smak
Czy chybotliwa łódź wytrwa, czy legnie na dnie
Przeżyje tylko ten, kto przed śmiercią skryje strachNohavica
-
Ocean wokół mnie, a ponad głową błękit
Daleko został brzeg, na oślep płynę gdzieś
Busolę trafił szlag, zapadam się w odmęty
A diabeł waha się – ocalić mnie, czy nieZabłądziła moja łódź, unoszona biegiem fal
Zapomniałem już jak o pomoc wołać mam
Zabłądziła moja łódź, gna w cyklonu czarną kadź
I ciężko, gdy upadnę, będzie wstaćSpienione grzywy fal, jak burza twoich włosów
Gdy zdobyć chciałem świat, jak rycerz Scaramouche
Na sercu noszę znak, pamiątkę naszych losów
Tamtych szczęśliwych lat, które nie powrócą już...Zabłądziła moja łódź…
Za widnokręgu mgłą, choć nie wiem gdzie dokładnie
Już czeka nowy ląd, poznam triumfu smak
Czy chybotliwa łódź wytrwa, czy legnie na dnie
Przeżyje tylko ten, kto przed śmiercią skryje strachNohavica
-
Panie Prezydencie przez naród wybrany
Pisze skargę bo przez moje dzieci czuję się zapomniany
Mówię o synu Karlu i młodszej córce Ewie
Rok już nie przyjeżdżali nawet nie pisali co mam robić nie wiemNiech mnie Pan zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyPanie Prezydencie skargę też dodaję
Że znów podrożały piwo jogurty parówki i tramwaje
I znaczki pocztowe notesy kolorowe
Nawet cielęcina trudno to wytrzymać – jak mam się utrzymaćNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Ja was popierałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie mojej republiki
A na dodatek właśnie dzisiaj zwolnili mnie z fabryki
Całych lat trzydzieści wszystko cacy było
Przyszli nowi młodzi jak zaczęli rządzić wszystko się skończyłoNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Też się narażałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie gdyby Agnieszka żyła
Za ten list co tu piszę to normalnie chyba by mnie zabiła
Rzekłaby Jarku przestań tak mu zawracać głowę
On ma ważną robotę dba o kraj Europę
I sprawy światoweAle Pan mnie zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyNohavica
-
Panie Prezydencie przez naród wybrany
Pisze skargę bo przez moje dzieci czuję się zapomniany
Mówię o synu Karlu i młodszej córce Ewie
Rok już nie przyjeżdżali nawet nie pisali co mam robić nie wiemNiech mnie Pan zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyPanie Prezydencie skargę też dodaję
Że znów podrożały piwo jogurty parówki i tramwaje
I znaczki pocztowe notesy kolorowe
Nawet cielęcina trudno to wytrzymać – jak mam się utrzymaćNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Ja was popierałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie mojej republiki
A na dodatek właśnie dzisiaj zwolnili mnie z fabryki
Całych lat trzydzieści wszystko cacy było
Przyszli nowi młodzi jak zaczęli rządzić wszystko się skończyłoNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Też się narażałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie gdyby Agnieszka żyła
Za ten list co tu piszę to normalnie chyba by mnie zabiła
Rzekłaby Jarku przestań tak mu zawracać głowę
On ma ważną robotę dba o kraj Europę
I sprawy światoweAle Pan mnie zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyNohavica
-
Panie Prezydencie przez naród wybrany
Pisze skargę bo przez moje dzieci czuję się zapomniany
Mówię o synu Karlu i młodszej córce Ewie
Rok już nie przyjeżdżali nawet nie pisali co mam robić nie wiemNiech mnie Pan zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyPanie Prezydencie skargę też dodaję
Że znów podrożały piwo jogurty parówki i tramwaje
I znaczki pocztowe notesy kolorowe
Nawet cielęcina trudno to wytrzymać – jak mam się utrzymaćNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Ja was popierałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie mojej republiki
A na dodatek właśnie dzisiaj zwolnili mnie z fabryki
Całych lat trzydzieści wszystko cacy było
Przyszli nowi młodzi jak zaczęli rządzić wszystko się skończyłoNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Też się narażałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie gdyby Agnieszka żyła
Za ten list co tu piszę to normalnie chyba by mnie zabiła
Rzekłaby Jarku przestań tak mu zawracać głowę
On ma ważną robotę dba o kraj Europę
I sprawy światoweAle Pan mnie zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyNohavica
-
Panie Prezydencie przez naród wybrany
Pisze skargę bo przez moje dzieci czuję się zapomniany
Mówię o synu Karlu i młodszej córce Ewie
Rok już nie przyjeżdżali nawet nie pisali co mam robić nie wiemNiech mnie Pan zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyPanie Prezydencie skargę też dodaję
Że znów podrożały piwo jogurty parówki i tramwaje
I znaczki pocztowe notesy kolorowe
Nawet cielęcina trudno to wytrzymać – jak mam się utrzymaćNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Ja was popierałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie mojej republiki
A na dodatek właśnie dzisiaj zwolnili mnie z fabryki
Całych lat trzydzieści wszystko cacy było
Przyszli nowi młodzi jak zaczęli rządzić wszystko się skończyłoNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Też się narażałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie gdyby Agnieszka żyła
Za ten list co tu piszę to normalnie chyba by mnie zabiła
Rzekłaby Jarku przestań tak mu zawracać głowę
On ma ważną robotę dba o kraj Europę
I sprawy światoweAle Pan mnie zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyNohavica
-
Panie Prezydencie przez naród wybrany
Pisze skargę bo przez moje dzieci czuję się zapomniany
Mówię o synu Karlu i młodszej córce Ewie
Rok już nie przyjeżdżali nawet nie pisali co mam robić nie wiemNiech mnie Pan zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyPanie Prezydencie skargę też dodaję
Że znów podrożały piwo jogurty parówki i tramwaje
I znaczki pocztowe notesy kolorowe
Nawet cielęcina trudno to wytrzymać – jak mam się utrzymaćNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Ja was popierałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie mojej republiki
A na dodatek właśnie dzisiaj zwolnili mnie z fabryki
Całych lat trzydzieści wszystko cacy było
Przyszli nowi młodzi jak zaczęli rządzić wszystko się skończyłoNiech mi Pan pomoże
Pan przecież wszystko może
Pan wszystko załatwi Panu przecież łatwiej
Dość mam upokorzeń
Przecież ja chcę tylko
Szczęścia odrobiny
Też się narażałem lecz zawsze myślałem
Że o to walczymyPanie Prezydencie gdyby Agnieszka żyła
Za ten list co tu piszę to normalnie chyba by mnie zabiła
Rzekłaby Jarku przestań tak mu zawracać głowę
On ma ważną robotę dba o kraj Europę
I sprawy światoweAle Pan mnie zrozumie
Pan przecież wczuć się umie
Pan może to naprawić Pan się za mną wstawi
Mnie tak nie zostawi
Czy ja chcę zbyt wiele
Szczęścia kąsek mały
Czyśmy po to walczyli by nasze marzenia
Teraz się rozwiałyNohavica
-
Sześć milionów serc uleciało przez kominy
nasze małe kłamstwa dziś sobie wybaczymy
będziemy śmiać się tańcząc na rynku z wieśniakami
teraz już wiem
kocham cięMiłość i nienawiść różnią się niewiele
woźnica trzaska z bicza, jedziemy na wesele
w czerwonej bluzce z aksamitu
Marię i Ewę przypominasz mi
a mnie zabiją dziśDzieci to pojęły, patrzą na mnie smutno
na czole trzecie oko straszy zimną pustką
Bóg chyba wypił sporo bałkańskiego wina
i poszedł spać
inaczej sensu brakNohavica
-
Sześć milionów serc uleciało przez kominy
nasze małe kłamstwa dziś sobie wybaczymy
będziemy śmiać się tańcząc na rynku z wieśniakami
teraz już wiem
kocham cięMiłość i nienawiść różnią się niewiele
woźnica trzaska z bicza, jedziemy na wesele
w czerwonej bluzce z aksamitu
Marię i Ewę przypominasz mi
a mnie zabiją dziśDzieci to pojęły, patrzą na mnie smutno
na czole trzecie oko straszy zimną pustką
Bóg chyba wypił sporo bałkańskiego wina
i poszedł spać
inaczej sensu brakNohavica
-
Sześć milionów serc uleciało przez kominy
nasze małe kłamstwa dziś sobie wybaczymy
będziemy śmiać się tańcząc na rynku z wieśniakami
teraz już wiem
kocham cięMiłość i nienawiść różnią się niewiele
woźnica trzaska z bicza, jedziemy na wesele
w czerwonej bluzce z aksamitu
Marię i Ewę przypominasz mi
a mnie zabiją dziśDzieci to pojęły, patrzą na mnie smutno
na czole trzecie oko straszy zimną pustką
Bóg chyba wypił sporo bałkańskiego wina
i poszedł spać
inaczej sensu brakNohavica
-
Sześć milionów serc uleciało przez kominy
nasze małe kłamstwa dziś sobie wybaczymy
będziemy śmiać się tańcząc na rynku z wieśniakami
teraz już wiem
kocham cięMiłość i nienawiść różnią się niewiele
woźnica trzaska z bicza, jedziemy na wesele
w czerwonej bluzce z aksamitu
Marię i Ewę przypominasz mi
a mnie zabiją dziśDzieci to pojęły, patrzą na mnie smutno
na czole trzecie oko straszy zimną pustką
Bóg chyba wypił sporo bałkańskiego wina
i poszedł spać
inaczej sensu brakNohavica
-
Sześć milionów serc uleciało przez kominy
nasze małe kłamstwa dziś sobie wybaczymy
będziemy śmiać się tańcząc na rynku z wieśniakami
teraz już wiem
kocham cięMiłość i nienawiść różnią się niewiele
woźnica trzaska z bicza, jedziemy na wesele
w czerwonej bluzce z aksamitu
Marię i Ewę przypominasz mi
a mnie zabiją dziśDzieci to pojęły, patrzą na mnie smutno
na czole trzecie oko straszy zimną pustką
Bóg chyba wypił sporo bałkańskiego wina
i poszedł spać
inaczej sensu brakNohavica
-
Zdejmij moja miła koszulkę swą
zapadła noc gwiazdy na niebie śpią
do świtu daleko do serca nie
to piękne gdy ludzie kochają sięWczoraj mi uciekłaś dziś jesteś tu
tak jak ja nikt nie kołysze do snu
już lody topnieją i szumi las
być może to jest nasz ostatni razZdejmij swą koszulkę lekką jak kłos
piękniejszej dziewczyny nie da mi los
już krwawa jutrzenka na niebie drży
będziesz mą pierwszą ja twoim pierwszymNohavica
-
Zdejmij moja miła koszulkę swą
zapadła noc gwiazdy na niebie śpią
do świtu daleko do serca nie
to piękne gdy ludzie kochają sięWczoraj mi uciekłaś dziś jesteś tu
tak jak ja nikt nie kołysze do snu
już lody topnieją i szumi las
być może to jest nasz ostatni razZdejmij swą koszulkę lekką jak kłos
piękniejszej dziewczyny nie da mi los
już krwawa jutrzenka na niebie drży
będziesz mą pierwszą ja twoim pierwszymNohavica
-
Zdejmij moja miła koszulkę swą
zapadła noc gwiazdy na niebie śpią
do świtu daleko do serca nie
to piękne gdy ludzie kochają sięWczoraj mi uciekłaś dziś jesteś tu
tak jak ja nikt nie kołysze do snu
już lody topnieją i szumi las
być może to jest nasz ostatni razZdejmij swą koszulkę lekką jak kłos
piękniejszej dziewczyny nie da mi los
już krwawa jutrzenka na niebie drży
będziesz mą pierwszą ja twoim pierwszymNohavica
-
Zdejmij moja miła koszulkę swą
zapadła noc gwiazdy na niebie śpią
do świtu daleko do serca nie
to piękne gdy ludzie kochają sięWczoraj mi uciekłaś dziś jesteś tu
tak jak ja nikt nie kołysze do snu
już lody topnieją i szumi las
być może to jest nasz ostatni razZdejmij swą koszulkę lekką jak kłos
piękniejszej dziewczyny nie da mi los
już krwawa jutrzenka na niebie drży
będziesz mą pierwszą ja twoim pierwszymNohavica
-
Zdejmij moja miła koszulkę swą
zapadła noc gwiazdy na niebie śpią
do świtu daleko do serca nie
to piękne gdy ludzie kochają sięWczoraj mi uciekłaś dziś jesteś tu
tak jak ja nikt nie kołysze do snu
już lody topnieją i szumi las
być może to jest nasz ostatni razZdejmij swą koszulkę lekką jak kłos
piękniejszej dziewczyny nie da mi los
już krwawa jutrzenka na niebie drży
będziesz mą pierwszą ja twoim pierwszymNohavica
-
Gdybym się urodził przed stu laty
w moim grodzie
U Lariszów dla mej lubej rwałbym kwiaty
w ich ogrodzie.
Moja żona byłaby starsza córką szewca
Kamińskiego, co wcześniej we Lwowie by mieszkał.
Kochałbym ją i pieścił
chyba lat dwieście.Mieszkalibyśmy na Sachsenbergu,
w kamienicy Żyda Kohna,
najpiękniejszą z wszystkich cieszyńską perłą
byłaby ona.
Mówiąc - mieszałaby czeski i polski,
szprechałaby czasem, a śmiech by miała boski.
Raz na sto lat cud by się dokonał,
cud się dokonał.Gdybym sto lat temu się narodził
byłby ze mnie introligator
U Prochazki bym robił po dwanaście godzin
i siedem złotych brałbym za to
Miałbym śliczną żonę i już trzecie dziecię,
w zdrowiu żył przez trzydzieści kilka lat na tym świecie
I całe długie życie przed sobą,
całe piękne dwudzieste stulecieGdybym się urodził przed stu laty
i z tobą spotkał
U Lariszów w ich ogrodzie rwałbym kwiaty
dla ciebie, słodka.
Tramwaj by jeździł pod górę za rzekę,
słońce wznosiło szlabanu powiekę
A z okien snułby się zapach
świątecznych potraw.Wiatr wieczorami niósłby po mieście
pieśni grane w dawnych wiekach.
Byłoby lato tysiąc dziewięćset dziesięć,
za domem by szumiała rzeka.
Widzę tam wszystkich nas - idących brzegiem,
mnie, żonę, dzieci pod cieszyńskim niebem.
Może i dobrze, że człowiek nie wie,
co go czeka.Nohavica
-
Gdybym się urodził przed stu laty
w moim grodzie
U Lariszów dla mej lubej rwałbym kwiaty
w ich ogrodzie.
Moja żona byłaby starsza córką szewca
Kamińskiego, co wcześniej we Lwowie by mieszkał.
Kochałbym ją i pieścił
chyba lat dwieście.Mieszkalibyśmy na Sachsenbergu,
w kamienicy Żyda Kohna,
najpiękniejszą z wszystkich cieszyńską perłą
byłaby ona.
Mówiąc - mieszałaby czeski i polski,
szprechałaby czasem, a śmiech by miała boski.
Raz na sto lat cud by się dokonał,
cud się dokonał.Gdybym sto lat temu się narodził
byłby ze mnie introligator
U Prochazki bym robił po dwanaście godzin
i siedem złotych brałbym za to
Miałbym śliczną żonę i już trzecie dziecię,
w zdrowiu żył przez trzydzieści kilka lat na tym świecie
I całe długie życie przed sobą,
całe piękne dwudzieste stulecieGdybym się urodził przed stu laty
i z tobą spotkał
U Lariszów w ich ogrodzie rwałbym kwiaty
dla ciebie, słodka.
Tramwaj by jeździł pod górę za rzekę,
słońce wznosiło szlabanu powiekę
A z okien snułby się zapach
świątecznych potraw.Wiatr wieczorami niósłby po mieście
pieśni grane w dawnych wiekach.
Byłoby lato tysiąc dziewięćset dziesięć,
za domem by szumiała rzeka.
Widzę tam wszystkich nas - idących brzegiem,
mnie, żonę, dzieci pod cieszyńskim niebem.
Może i dobrze, że człowiek nie wie,
co go czeka.Nohavica
-
Gdybym się urodził przed stu laty
w moim grodzie
U Lariszów dla mej lubej rwałbym kwiaty
w ich ogrodzie.
Moja żona byłaby starsza córką szewca
Kamińskiego, co wcześniej we Lwowie by mieszkał.
Kochałbym ją i pieścił
chyba lat dwieście.Mieszkalibyśmy na Sachsenbergu,
w kamienicy Żyda Kohna,
najpiękniejszą z wszystkich cieszyńską perłą
byłaby ona.
Mówiąc - mieszałaby czeski i polski,
szprechałaby czasem, a śmiech by miała boski.
Raz na sto lat cud by się dokonał,
cud się dokonał.Gdybym sto lat temu się narodził
byłby ze mnie introligator
U Prochazki bym robił po dwanaście godzin
i siedem złotych brałbym za to
Miałbym śliczną żonę i już trzecie dziecię,
w zdrowiu żył przez trzydzieści kilka lat na tym świecie
I całe długie życie przed sobą,
całe piękne dwudzieste stulecieGdybym się urodził przed stu laty
i z tobą spotkał
U Lariszów w ich ogrodzie rwałbym kwiaty
dla ciebie, słodka.
Tramwaj by jeździł pod górę za rzekę,
słońce wznosiło szlabanu powiekę
A z okien snułby się zapach
świątecznych potraw.Wiatr wieczorami niósłby po mieście
pieśni grane w dawnych wiekach.
Byłoby lato tysiąc dziewięćset dziesięć,
za domem by szumiała rzeka.
Widzę tam wszystkich nas - idących brzegiem,
mnie, żonę, dzieci pod cieszyńskim niebem.
Może i dobrze, że człowiek nie wie,
co go czeka.Nohavica
-
Gdybym się urodził przed stu laty
w moim grodzie
U Lariszów dla mej lubej rwałbym kwiaty
w ich ogrodzie.
Moja żona byłaby starsza córką szewca
Kamińskiego, co wcześniej we Lwowie by mieszkał.
Kochałbym ją i pieścił
chyba lat dwieście.Mieszkalibyśmy na Sachsenbergu,
w kamienicy Żyda Kohna,
najpiękniejszą z wszystkich cieszyńską perłą
byłaby ona.
Mówiąc - mieszałaby czeski i polski,
szprechałaby czasem, a śmiech by miała boski.
Raz na sto lat cud by się dokonał,
cud się dokonał.Gdybym sto lat temu się narodził
byłby ze mnie introligator
U Prochazki bym robił po dwanaście godzin
i siedem złotych brałbym za to
Miałbym śliczną żonę i już trzecie dziecię,
w zdrowiu żył przez trzydzieści kilka lat na tym świecie
I całe długie życie przed sobą,
całe piękne dwudzieste stulecieGdybym się urodził przed stu laty
i z tobą spotkał
U Lariszów w ich ogrodzie rwałbym kwiaty
dla ciebie, słodka.
Tramwaj by jeździł pod górę za rzekę,
słońce wznosiło szlabanu powiekę
A z okien snułby się zapach
świątecznych potraw.Wiatr wieczorami niósłby po mieście
pieśni grane w dawnych wiekach.
Byłoby lato tysiąc dziewięćset dziesięć,
za domem by szumiała rzeka.
Widzę tam wszystkich nas - idących brzegiem,
mnie, żonę, dzieci pod cieszyńskim niebem.
Może i dobrze, że człowiek nie wie,
co go czeka.Nohavica
-
Gdybym się urodził przed stu laty
w moim grodzie
U Lariszów dla mej lubej rwałbym kwiaty
w ich ogrodzie.
Moja żona byłaby starsza córką szewca
Kamińskiego, co wcześniej we Lwowie by mieszkał.
Kochałbym ją i pieścił
chyba lat dwieście.Mieszkalibyśmy na Sachsenbergu,
w kamienicy Żyda Kohna,
najpiękniejszą z wszystkich cieszyńską perłą
byłaby ona.
Mówiąc - mieszałaby czeski i polski,
szprechałaby czasem, a śmiech by miała boski.
Raz na sto lat cud by się dokonał,
cud się dokonał.Gdybym sto lat temu się narodził
byłby ze mnie introligator
U Prochazki bym robił po dwanaście godzin
i siedem złotych brałbym za to
Miałbym śliczną żonę i już trzecie dziecię,
w zdrowiu żył przez trzydzieści kilka lat na tym świecie
I całe długie życie przed sobą,
całe piękne dwudzieste stulecieGdybym się urodził przed stu laty
i z tobą spotkał
U Lariszów w ich ogrodzie rwałbym kwiaty
dla ciebie, słodka.
Tramwaj by jeździł pod górę za rzekę,
słońce wznosiło szlabanu powiekę
A z okien snułby się zapach
świątecznych potraw.Wiatr wieczorami niósłby po mieście
pieśni grane w dawnych wiekach.
Byłoby lato tysiąc dziewięćset dziesięć,
za domem by szumiała rzeka.
Widzę tam wszystkich nas - idących brzegiem,
mnie, żonę, dzieci pod cieszyńskim niebem.
Może i dobrze, że człowiek nie wie,
co go czeka.Nohavica
-
Gdy byłem mały wciąż mi mówił tata
że jeszcze zrobi ze mnie adwokata
więc paragrafy musiałem wbijać do głowyTaki adwokat grubą forsę kosi
siedzi w fotelu i dłubie palcem w nosie
a ja mu na to, że wolę wypasać krowyJa chciałbym
Mieć czapkę z pomponem z boku
jeść ulęgałki, pływać w potoku
i śpiewać przez cały dzień
refrenik ten, tak śpiewaćStosy książek pod choinkę dawali mi
ale nadal nie umiałem odnaleźć w nich
prostej instrukcji – jak wypasa się krowyPytałem starszych, lecz każdy się śmiał
i telefon do lekarza podać mi chciał
i pytał czy poza tym w domu wszyscy są zdrowiJa chciałbym…
Dziś choć podrosłem i swoje już wiem
parę rzeczy mogę zmienić, a paru nie
to gdy mi smutno w mokrej kładę się trawieZ dłońmi za głową sobie leżę, a co!
gapię się w granatowe nieba tło,
gdzie wśród obłoków moje łaciate krowy się bawiąNohavica
-
Gdy byłem mały wciąż mi mówił tata
że jeszcze zrobi ze mnie adwokata
więc paragrafy musiałem wbijać do głowyTaki adwokat grubą forsę kosi
siedzi w fotelu i dłubie palcem w nosie
a ja mu na to, że wolę wypasać krowyJa chciałbym
Mieć czapkę z pomponem z boku
jeść ulęgałki, pływać w potoku
i śpiewać przez cały dzień
refrenik ten, tak śpiewaćStosy książek pod choinkę dawali mi
ale nadal nie umiałem odnaleźć w nich
prostej instrukcji – jak wypasa się krowyPytałem starszych, lecz każdy się śmiał
i telefon do lekarza podać mi chciał
i pytał czy poza tym w domu wszyscy są zdrowiJa chciałbym…
Dziś choć podrosłem i swoje już wiem
parę rzeczy mogę zmienić, a paru nie
to gdy mi smutno w mokrej kładę się trawieZ dłońmi za głową sobie leżę, a co!
gapię się w granatowe nieba tło,
gdzie wśród obłoków moje łaciate krowy się bawiąNohavica
-
Gdy byłem mały wciąż mi mówił tata
że jeszcze zrobi ze mnie adwokata
więc paragrafy musiałem wbijać do głowyTaki adwokat grubą forsę kosi
siedzi w fotelu i dłubie palcem w nosie
a ja mu na to, że wolę wypasać krowyJa chciałbym
Mieć czapkę z pomponem z boku
jeść ulęgałki, pływać w potoku
i śpiewać przez cały dzień
refrenik ten, tak śpiewaćStosy książek pod choinkę dawali mi
ale nadal nie umiałem odnaleźć w nich
prostej instrukcji – jak wypasa się krowyPytałem starszych, lecz każdy się śmiał
i telefon do lekarza podać mi chciał
i pytał czy poza tym w domu wszyscy są zdrowiJa chciałbym…
Dziś choć podrosłem i swoje już wiem
parę rzeczy mogę zmienić, a paru nie
to gdy mi smutno w mokrej kładę się trawieZ dłońmi za głową sobie leżę, a co!
gapię się w granatowe nieba tło,
gdzie wśród obłoków moje łaciate krowy się bawiąNohavica
-
Gdy byłem mały wciąż mi mówił tata
że jeszcze zrobi ze mnie adwokata
więc paragrafy musiałem wbijać do głowyTaki adwokat grubą forsę kosi
siedzi w fotelu i dłubie palcem w nosie
a ja mu na to, że wolę wypasać krowyJa chciałbym
Mieć czapkę z pomponem z boku
jeść ulęgałki, pływać w potoku
i śpiewać przez cały dzień
refrenik ten, tak śpiewaćStosy książek pod choinkę dawali mi
ale nadal nie umiałem odnaleźć w nich
prostej instrukcji – jak wypasa się krowyPytałem starszych, lecz każdy się śmiał
i telefon do lekarza podać mi chciał
i pytał czy poza tym w domu wszyscy są zdrowiJa chciałbym…
Dziś choć podrosłem i swoje już wiem
parę rzeczy mogę zmienić, a paru nie
to gdy mi smutno w mokrej kładę się trawieZ dłońmi za głową sobie leżę, a co!
gapię się w granatowe nieba tło,
gdzie wśród obłoków moje łaciate krowy się bawiąNohavica
-
Gdy byłem mały wciąż mi mówił tata
że jeszcze zrobi ze mnie adwokata
więc paragrafy musiałem wbijać do głowyTaki adwokat grubą forsę kosi
siedzi w fotelu i dłubie palcem w nosie
a ja mu na to, że wolę wypasać krowyJa chciałbym
Mieć czapkę z pomponem z boku
jeść ulęgałki, pływać w potoku
i śpiewać przez cały dzień
refrenik ten, tak śpiewaćStosy książek pod choinkę dawali mi
ale nadal nie umiałem odnaleźć w nich
prostej instrukcji – jak wypasa się krowyPytałem starszych, lecz każdy się śmiał
i telefon do lekarza podać mi chciał
i pytał czy poza tym w domu wszyscy są zdrowiJa chciałbym…
Dziś choć podrosłem i swoje już wiem
parę rzeczy mogę zmienić, a paru nie
to gdy mi smutno w mokrej kładę się trawieZ dłońmi za głową sobie leżę, a co!
gapię się w granatowe nieba tło,
gdzie wśród obłoków moje łaciate krowy się bawiąNohavica
-
W górę z dymem poszło sześć milionów serc
nasze małe kłamstwa są nieważne dzisiaj wiedz
będziemy tańczyć z wieśniakami roześmiani w słońcu
i we mgle
kocham cięMiłość jest siostrą nienawiści odkąd światem świat
jedziemy na wesele wozem w górze śwista bat
w czerwonej aksamitnej bluzce jesteś Ewą Marią
któż to wie
dzisiaj zabiją mnieDzieci już zrozumiały tępo się wpatrują w stół
na czole trzecie oko to zwyczajny pusty dół
Pan Bóg się chyba upił tanim bałkańskim winem
i zapadł w sen
jeśli nawet czuwa gdzie tu sensNohavica
-
W górę z dymem poszło sześć milionów serc
nasze małe kłamstwa są nieważne dzisiaj wiedz
będziemy tańczyć z wieśniakami roześmiani w słońcu
i we mgle
kocham cięMiłość jest siostrą nienawiści odkąd światem świat
jedziemy na wesele wozem w górze śwista bat
w czerwonej aksamitnej bluzce jesteś Ewą Marią
któż to wie
dzisiaj zabiją mnieDzieci już zrozumiały tępo się wpatrują w stół
na czole trzecie oko to zwyczajny pusty dół
Pan Bóg się chyba upił tanim bałkańskim winem
i zapadł w sen
jeśli nawet czuwa gdzie tu sensNohavica
-
W górę z dymem poszło sześć milionów serc
nasze małe kłamstwa są nieważne dzisiaj wiedz
będziemy tańczyć z wieśniakami roześmiani w słońcu
i we mgle
kocham cięMiłość jest siostrą nienawiści odkąd światem świat
jedziemy na wesele wozem w górze śwista bat
w czerwonej aksamitnej bluzce jesteś Ewą Marią
któż to wie
dzisiaj zabiją mnieDzieci już zrozumiały tępo się wpatrują w stół
na czole trzecie oko to zwyczajny pusty dół
Pan Bóg się chyba upił tanim bałkańskim winem
i zapadł w sen
jeśli nawet czuwa gdzie tu sensNohavica
-
W górę z dymem poszło sześć milionów serc
nasze małe kłamstwa są nieważne dzisiaj wiedz
będziemy tańczyć z wieśniakami roześmiani w słońcu
i we mgle
kocham cięMiłość jest siostrą nienawiści odkąd światem świat
jedziemy na wesele wozem w górze śwista bat
w czerwonej aksamitnej bluzce jesteś Ewą Marią
któż to wie
dzisiaj zabiją mnieDzieci już zrozumiały tępo się wpatrują w stół
na czole trzecie oko to zwyczajny pusty dół
Pan Bóg się chyba upił tanim bałkańskim winem
i zapadł w sen
jeśli nawet czuwa gdzie tu sensNohavica
-
W górę z dymem poszło sześć milionów serc
nasze małe kłamstwa są nieważne dzisiaj wiedz
będziemy tańczyć z wieśniakami roześmiani w słońcu
i we mgle
kocham cięMiłość jest siostrą nienawiści odkąd światem świat
jedziemy na wesele wozem w górze śwista bat
w czerwonej aksamitnej bluzce jesteś Ewą Marią
któż to wie
dzisiaj zabiją mnieDzieci już zrozumiały tępo się wpatrują w stół
na czole trzecie oko to zwyczajny pusty dół
Pan Bóg się chyba upił tanim bałkańskim winem
i zapadł w sen
jeśli nawet czuwa gdzie tu sensNohavica