home.social

#golebiowski — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #golebiowski, aggregated by home.social.

  1. Student z Katowic przejechał Saharę na rowerze! 🚴‍♂️💪

    Artur #Gołębiowski, student #UniwersytetEkonomiczny w Katowicach i absolwent #UniwersytetŚląski, w niespełna pięć tygodni pokonał 2700 km – z Agadiru w Maroku do Dakaru w Senegalu, przemierzając rowerem bezkresną Saharę.

    Jak mówi, największym wyzwaniem nie było słońce, lecz niebezpieczne granice, sfori psów i dylematy, czy zaufać przypadkowym ludziom oferującym jedzenie. Pomysł narodził się po jego poprzedniej wyprawie – Drodze Pamirskiej. „Z roku na rok podnoszę sobie poprzeczkę. Po zrobieniu researchu i oznaczeniu punktów z jedzeniem i stacjami stwierdziłem, że to możliwe” – opowiada.

    Dni były monotonne i wymagające – pobudka, pakowanie, śniadanie i cały dzień na rowerze pod palącym słońcem. „Nie ma drzew ani cienia. Jedynym ratunkiem są stacje benzynowe lub miasteczka, gdzie można odpocząć i wypić słodką miętową herbatę” – mówi Artur. Pokonywał dziennie od 100 do 210 km, śpiąc w hotelach, na campingach, a czasem „na dziko” – w wioskach, bazach wojskowych czy przy stacjach.

    Najtrudniejszy odcinek prowadził z Nawazibu do Nawakszutu w Mauretanii – silny wiatr, 45°C i słabe drogi sprawiały, że jechał tylko 10–15 km/h. Do tego brak zaopatrzenia i wszechobecny piach w łańcuchu. Mimo to podkreśla niezwykłą gościnność lokalnych ludzi, którzy często częstowali go wodą i jedzeniem.

    Choć jeszcze nie ma konkretnych planów, już myśli o kolejnej wyprawie – być może przez góry Chin lub Indii, w zależności od sytuacji geopolitycznej.

    To nie jego pierwsza ekstremalna podróż. Gołębiowski od lat pasjonuje się biketouringiem – wcześniej dotarł z Polski do Danii, zdobył Nordkapp i przejechał Drogę Pamirską w Azji Centralnej.

    #rower #Katowice #Sahara

  2. Student z Katowic przejechał Saharę na rowerze! 🚴‍♂️💪

    Artur #Gołębiowski, student #UniwersytetEkonomiczny w Katowicach i absolwent #UniwersytetŚląski, w niespełna pięć tygodni pokonał 2700 km – z Agadiru w Maroku do Dakaru w Senegalu, przemierzając rowerem bezkresną Saharę.

    Jak mówi, największym wyzwaniem nie było słońce, lecz niebezpieczne granice, sfori psów i dylematy, czy zaufać przypadkowym ludziom oferującym jedzenie. Pomysł narodził się po jego poprzedniej wyprawie – Drodze Pamirskiej. „Z roku na rok podnoszę sobie poprzeczkę. Po zrobieniu researchu i oznaczeniu punktów z jedzeniem i stacjami stwierdziłem, że to możliwe” – opowiada.

    Dni były monotonne i wymagające – pobudka, pakowanie, śniadanie i cały dzień na rowerze pod palącym słońcem. „Nie ma drzew ani cienia. Jedynym ratunkiem są stacje benzynowe lub miasteczka, gdzie można odpocząć i wypić słodką miętową herbatę” – mówi Artur. Pokonywał dziennie od 100 do 210 km, śpiąc w hotelach, na campingach, a czasem „na dziko” – w wioskach, bazach wojskowych czy przy stacjach.

    Najtrudniejszy odcinek prowadził z Nawazibu do Nawakszutu w Mauretanii – silny wiatr, 45°C i słabe drogi sprawiały, że jechał tylko 10–15 km/h. Do tego brak zaopatrzenia i wszechobecny piach w łańcuchu. Mimo to podkreśla niezwykłą gościnność lokalnych ludzi, którzy często częstowali go wodą i jedzeniem.

    Choć jeszcze nie ma konkretnych planów, już myśli o kolejnej wyprawie – być może przez góry Chin lub Indii, w zależności od sytuacji geopolitycznej.

    To nie jego pierwsza ekstremalna podróż. Gołębiowski od lat pasjonuje się biketouringiem – wcześniej dotarł z Polski do Danii, zdobył Nordkapp i przejechał Drogę Pamirską w Azji Centralnej.

    #rower #Katowice #Sahara

  3. Student z Katowic przejechał Saharę na rowerze! 🚴‍♂️💪

    Artur #Gołębiowski, student #UniwersytetEkonomiczny w Katowicach i absolwent #UniwersytetŚląski, w niespełna pięć tygodni pokonał 2700 km – z Agadiru w Maroku do Dakaru w Senegalu, przemierzając rowerem bezkresną Saharę.

    Jak mówi, największym wyzwaniem nie było słońce, lecz niebezpieczne granice, sfori psów i dylematy, czy zaufać przypadkowym ludziom oferującym jedzenie. Pomysł narodził się po jego poprzedniej wyprawie – Drodze Pamirskiej. „Z roku na rok podnoszę sobie poprzeczkę. Po zrobieniu researchu i oznaczeniu punktów z jedzeniem i stacjami stwierdziłem, że to możliwe” – opowiada.

    Dni były monotonne i wymagające – pobudka, pakowanie, śniadanie i cały dzień na rowerze pod palącym słońcem. „Nie ma drzew ani cienia. Jedynym ratunkiem są stacje benzynowe lub miasteczka, gdzie można odpocząć i wypić słodką miętową herbatę” – mówi Artur. Pokonywał dziennie od 100 do 210 km, śpiąc w hotelach, na campingach, a czasem „na dziko” – w wioskach, bazach wojskowych czy przy stacjach.

    Najtrudniejszy odcinek prowadził z Nawazibu do Nawakszutu w Mauretanii – silny wiatr, 45°C i słabe drogi sprawiały, że jechał tylko 10–15 km/h. Do tego brak zaopatrzenia i wszechobecny piach w łańcuchu. Mimo to podkreśla niezwykłą gościnność lokalnych ludzi, którzy często częstowali go wodą i jedzeniem.

    Choć jeszcze nie ma konkretnych planów, już myśli o kolejnej wyprawie – być może przez góry Chin lub Indii, w zależności od sytuacji geopolitycznej.

    To nie jego pierwsza ekstremalna podróż. Gołębiowski od lat pasjonuje się biketouringiem – wcześniej dotarł z Polski do Danii, zdobył Nordkapp i przejechał Drogę Pamirską w Azji Centralnej.

    #rower #Katowice #Sahara

  4. Student z Katowic przejechał Saharę na rowerze! 🚴‍♂️💪

    Artur #Gołębiowski, student #UniwersytetEkonomiczny w Katowicach i absolwent #UniwersytetŚląski, w niespełna pięć tygodni pokonał 2700 km – z Agadiru w Maroku do Dakaru w Senegalu, przemierzając rowerem bezkresną Saharę.

    Jak mówi, największym wyzwaniem nie było słońce, lecz niebezpieczne granice, sfori psów i dylematy, czy zaufać przypadkowym ludziom oferującym jedzenie. Pomysł narodził się po jego poprzedniej wyprawie – Drodze Pamirskiej. „Z roku na rok podnoszę sobie poprzeczkę. Po zrobieniu researchu i oznaczeniu punktów z jedzeniem i stacjami stwierdziłem, że to możliwe” – opowiada.

    Dni były monotonne i wymagające – pobudka, pakowanie, śniadanie i cały dzień na rowerze pod palącym słońcem. „Nie ma drzew ani cienia. Jedynym ratunkiem są stacje benzynowe lub miasteczka, gdzie można odpocząć i wypić słodką miętową herbatę” – mówi Artur. Pokonywał dziennie od 100 do 210 km, śpiąc w hotelach, na campingach, a czasem „na dziko” – w wioskach, bazach wojskowych czy przy stacjach.

    Najtrudniejszy odcinek prowadził z Nawazibu do Nawakszutu w Mauretanii – silny wiatr, 45°C i słabe drogi sprawiały, że jechał tylko 10–15 km/h. Do tego brak zaopatrzenia i wszechobecny piach w łańcuchu. Mimo to podkreśla niezwykłą gościnność lokalnych ludzi, którzy często częstowali go wodą i jedzeniem.

    Choć jeszcze nie ma konkretnych planów, już myśli o kolejnej wyprawie – być może przez góry Chin lub Indii, w zależności od sytuacji geopolitycznej.

    To nie jego pierwsza ekstremalna podróż. Gołębiowski od lat pasjonuje się biketouringiem – wcześniej dotarł z Polski do Danii, zdobył Nordkapp i przejechał Drogę Pamirską w Azji Centralnej.

    #rower #Katowice #Sahara

  5. Student z Katowic przejechał Saharę na rowerze! 🚴‍♂️💪

    Artur #Gołębiowski, student #UniwersytetEkonomiczny w Katowicach i absolwent #UniwersytetŚląski, w niespełna pięć tygodni pokonał 2700 km – z Agadiru w Maroku do Dakaru w Senegalu, przemierzając rowerem bezkresną Saharę.

    Jak mówi, największym wyzwaniem nie było słońce, lecz niebezpieczne granice, sfori psów i dylematy, czy zaufać przypadkowym ludziom oferującym jedzenie. Pomysł narodził się po jego poprzedniej wyprawie – Drodze Pamirskiej. „Z roku na rok podnoszę sobie poprzeczkę. Po zrobieniu researchu i oznaczeniu punktów z jedzeniem i stacjami stwierdziłem, że to możliwe” – opowiada.

    Dni były monotonne i wymagające – pobudka, pakowanie, śniadanie i cały dzień na rowerze pod palącym słońcem. „Nie ma drzew ani cienia. Jedynym ratunkiem są stacje benzynowe lub miasteczka, gdzie można odpocząć i wypić słodką miętową herbatę” – mówi Artur. Pokonywał dziennie od 100 do 210 km, śpiąc w hotelach, na campingach, a czasem „na dziko” – w wioskach, bazach wojskowych czy przy stacjach.

    Najtrudniejszy odcinek prowadził z Nawazibu do Nawakszutu w Mauretanii – silny wiatr, 45°C i słabe drogi sprawiały, że jechał tylko 10–15 km/h. Do tego brak zaopatrzenia i wszechobecny piach w łańcuchu. Mimo to podkreśla niezwykłą gościnność lokalnych ludzi, którzy często częstowali go wodą i jedzeniem.

    Choć jeszcze nie ma konkretnych planów, już myśli o kolejnej wyprawie – być może przez góry Chin lub Indii, w zależności od sytuacji geopolitycznej.

    To nie jego pierwsza ekstremalna podróż. Gołębiowski od lat pasjonuje się biketouringiem – wcześniej dotarł z Polski do Danii, zdobył Nordkapp i przejechał Drogę Pamirską w Azji Centralnej.

    #rower #Katowice #Sahara