#platyna — Public Fediverse posts
Live and recent posts from across the Fediverse tagged #platyna, aggregated by home.social.
-
Nie ma to jak raz na jakiś czas zagrać sobie w jakąś oldschoolową przygodówkę. Szczególnie jeśli łączy wątki cyberpunkowe z bagiennym klimatem południowych Stanów Zjednoczonych, tak jak robi to #Norco.
Norco opowiada historię Kay Madere, która wraca po latach do tytułowej mieściny w Luizjanie. Niedawno zmarła jej matka, a wiecznie sprawiający problemy brat - zaginął. Została tylko androidka Million, by przybliżyć nam ostatnie wydarzenia w rodzinnych stronach. A te skrywają znacznie więcej sekretów, niż początkowo się spodziewamy... Norco było wielokrotnie nagradzane za to, jak świetnie napisano jego fabułę, dialogi i cały setting - mogę się do tych pochwał tylko przychylić. Pod względem zniszczonego luizjańskiego zadupia kojarzyło mi się z 1. sezonem "True Detective". Przede wszystkim jednak od początku intryguje światem przedstawionym i wciąga losami zaprezentowanych nam postaci.
Co jeszcze ważniejsze, przy tak pieczołowicie ukształtowanej narracji nie rozczarowuje wcale jako gra. Mamy tu "mapę umysłu", całkiem podobną do tej z Alana Wake'a 2, gdzie na podstawie przeprowadzonych rozmów odblokowujemy kolejne przemyślenia. To skuteczny mechanizm eliminujący tak powszechny w klasycznych przygodówkach problem, kiedy nie wiemy, co robić dalej. Norco nie nuży również kombinowaniem ze zbieranymi przedmiotami czy absurdalnymi łamigłówkami. Te nieliczne są naturalnie wplecione w historię, a rozgrywkę co chwila urozmaica np. pływanie małym stateczkiem po mapie luizjańskiego bagna czy prosty system walk turowych.
Twórca gry, niejaki Yuts, wychował się w prawdziwym Norco i stworzył grę na podstawie własnego dokumentu, w którym prezentował wpływ huraganu Katrina na Luizjanę. To tłumaczy, czemu historia ma tak osobisty charakter i potrafi poruszyć najtwardszego gracza, a w budowaniu świata czuć mnóstwo włożonego researchu. Dodajmy do tego piękną, pixelartową oprawę graficzną i odpowiednio klimatyczną muzykę, a w efekcie wyjdzie gra, którą mogę tylko gorąco polecić.
-
Nie ma to jak raz na jakiś czas zagrać sobie w jakąś oldschoolową przygodówkę. Szczególnie jeśli łączy wątki cyberpunkowe z bagiennym klimatem południowych Stanów Zjednoczonych, tak jak robi to #Norco.
Norco opowiada historię Kay Madere, która wraca po latach do tytułowej mieściny w Luizjanie. Niedawno zmarła jej matka, a wiecznie sprawiający problemy brat - zaginął. Została tylko androidka Million, by przybliżyć nam ostatnie wydarzenia w rodzinnych stronach. A te skrywają znacznie więcej sekretów, niż początkowo się spodziewamy... Norco było wielokrotnie nagradzane za to, jak świetnie napisano jego fabułę, dialogi i cały setting - mogę się do tych pochwał tylko przychylić. Pod względem zniszczonego luizjańskiego zadupia kojarzyło mi się z 1. sezonem "True Detective". Przede wszystkim jednak od początku intryguje światem przedstawionym i wciąga losami zaprezentowanych nam postaci.
Co jeszcze ważniejsze, przy tak pieczołowicie ukształtowanej narracji nie rozczarowuje wcale jako gra. Mamy tu "mapę umysłu", całkiem podobną do tej z Alana Wake'a 2, gdzie na podstawie przeprowadzonych rozmów odblokowujemy kolejne przemyślenia. To skuteczny mechanizm eliminujący tak powszechny w klasycznych przygodówkach problem, kiedy nie wiemy, co robić dalej. Norco nie nuży również kombinowaniem ze zbieranymi przedmiotami czy absurdalnymi łamigłówkami. Te nieliczne są naturalnie wplecione w historię, a rozgrywkę co chwila urozmaica np. pływanie małym stateczkiem po mapie luizjańskiego bagna czy prosty system walk turowych.
Twórca gry, niejaki Yuts, wychował się w prawdziwym Norco i stworzył grę na podstawie własnego dokumentu, w którym prezentował wpływ huraganu Katrina na Luizjanę. To tłumaczy, czemu historia ma tak osobisty charakter i potrafi poruszyć najtwardszego gracza, a w budowaniu świata czuć mnóstwo włożonego researchu. Dodajmy do tego piękną, pixelartową oprawę graficzną i odpowiednio klimatyczną muzykę, a w efekcie wyjdzie gra, którą mogę tylko gorąco polecić.
-
Nie ma to jak raz na jakiś czas zagrać sobie w jakąś oldschoolową przygodówkę. Szczególnie jeśli łączy wątki cyberpunkowe z bagiennym klimatem południowych Stanów Zjednoczonych, tak jak robi to #Norco.
Norco opowiada historię Kay Madere, która wraca po latach do tytułowej mieściny w Luizjanie. Niedawno zmarła jej matka, a wiecznie sprawiający problemy brat - zaginął. Została tylko androidka Million, by przybliżyć nam ostatnie wydarzenia w rodzinnych stronach. A te skrywają znacznie więcej sekretów, niż początkowo się spodziewamy... Norco było wielokrotnie nagradzane za to, jak świetnie napisano jego fabułę, dialogi i cały setting - mogę się do tych pochwał tylko przychylić. Pod względem zniszczonego luizjańskiego zadupia kojarzyło mi się z 1. sezonem "True Detective". Przede wszystkim jednak od początku intryguje światem przedstawionym i wciąga losami zaprezentowanych nam postaci.
Co jeszcze ważniejsze, przy tak pieczołowicie ukształtowanej narracji nie rozczarowuje wcale jako gra. Mamy tu "mapę umysłu", całkiem podobną do tej z Alana Wake'a 2, gdzie na podstawie przeprowadzonych rozmów odblokowujemy kolejne przemyślenia. To skuteczny mechanizm eliminujący tak powszechny w klasycznych przygodówkach problem, kiedy nie wiemy, co robić dalej. Norco nie nuży również kombinowaniem ze zbieranymi przedmiotami czy absurdalnymi łamigłówkami. Te nieliczne są naturalnie wplecione w historię, a rozgrywkę co chwila urozmaica np. pływanie małym stateczkiem po mapie luizjańskiego bagna czy prosty system walk turowych.
Twórca gry, niejaki Yuts, wychował się w prawdziwym Norco i stworzył grę na podstawie własnego dokumentu, w którym prezentował wpływ huraganu Katrina na Luizjanę. To tłumaczy, czemu historia ma tak osobisty charakter i potrafi poruszyć najtwardszego gracza, a w budowaniu świata czuć mnóstwo włożonego researchu. Dodajmy do tego piękną, pixelartową oprawę graficzną i odpowiednio klimatyczną muzykę, a w efekcie wyjdzie gra, którą mogę tylko gorąco polecić.
-
Nie ma to jak raz na jakiś czas zagrać sobie w jakąś oldschoolową przygodówkę. Szczególnie jeśli łączy wątki cyberpunkowe z bagiennym klimatem południowych Stanów Zjednoczonych, tak jak robi to #Norco.
Norco opowiada historię Kay Madere, która wraca po latach do tytułowej mieściny w Luizjanie. Niedawno zmarła jej matka, a wiecznie sprawiający problemy brat - zaginął. Została tylko androidka Million, by przybliżyć nam ostatnie wydarzenia w rodzinnych stronach. A te skrywają znacznie więcej sekretów, niż początkowo się spodziewamy... Norco było wielokrotnie nagradzane za to, jak świetnie napisano jego fabułę, dialogi i cały setting - mogę się do tych pochwał tylko przychylić. Pod względem zniszczonego luizjańskiego zadupia kojarzyło mi się z 1. sezonem "True Detective". Przede wszystkim jednak od początku intryguje światem przedstawionym i wciąga losami zaprezentowanych nam postaci.
Co jeszcze ważniejsze, przy tak pieczołowicie ukształtowanej narracji nie rozczarowuje wcale jako gra. Mamy tu "mapę umysłu", całkiem podobną do tej z Alana Wake'a 2, gdzie na podstawie przeprowadzonych rozmów odblokowujemy kolejne przemyślenia. To skuteczny mechanizm eliminujący tak powszechny w klasycznych przygodówkach problem, kiedy nie wiemy, co robić dalej. Norco nie nuży również kombinowaniem ze zbieranymi przedmiotami czy absurdalnymi łamigłówkami. Te nieliczne są naturalnie wplecione w historię, a rozgrywkę co chwila urozmaica np. pływanie małym stateczkiem po mapie luizjańskiego bagna czy prosty system walk turowych.
Twórca gry, niejaki Yuts, wychował się w prawdziwym Norco i stworzył grę na podstawie własnego dokumentu, w którym prezentował wpływ huraganu Katrina na Luizjanę. To tłumaczy, czemu historia ma tak osobisty charakter i potrafi poruszyć najtwardszego gracza, a w budowaniu świata czuć mnóstwo włożonego researchu. Dodajmy do tego piękną, pixelartową oprawę graficzną i odpowiednio klimatyczną muzykę, a w efekcie wyjdzie gra, którą mogę tylko gorąco polecić.