home.social

#zdrowiepsychiczne — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #zdrowiepsychiczne, aggregated by home.social.

fetched live
  1. W latach, gdy rozprzestrzeniły się #smartfony i media aspołecznościowe na smartfonach, #depresja w Polsce rosła lawinowo.

    Wiem, wiem, to nie dowodzi związku przyczynowo skutkowego. Wiem, wiem, coraz lepsza jest diagnostyka. I w ogóle nie ma o czym mówić i proszę się rozejść, bo technologia nas zbawi.

    Z tym że nie.

    Źródło danych z tabelki: ceo.com.pl/coraz-wiecej-polako

    #psychika #Polska #smartfon #mediaAspołecznościowe #lekiPrzeciwdepresyjne #dusza #duchowość #zdrowie #zdrowiePsychiczne #statystyki #młodzież

  2. W latach, gdy rozprzestrzeniły się #smartfony i media aspołecznościowe na smartfonach, #depresja w Polsce rosła lawinowo.

    Wiem, wiem, to nie dowodzi związku przyczynowo skutkowego. Wiem, wiem, coraz lepsza jest diagnostyka. I w ogóle nie ma o czym mówić i proszę się rozejść, bo technologia nas zbawi.

    Z tym że nie.

    Źródło danych z tabelki: ceo.com.pl/coraz-wiecej-polako

    #psychika #Polska #smartfon #mediaAspołecznościowe #lekiPrzeciwdepresyjne #dusza #duchowość #zdrowie #zdrowiePsychiczne #statystyki #młodzież

  3. W latach, gdy rozprzestrzeniły się #smartfony i media aspołecznościowe na smartfonach, #depresja w Polsce rosła lawinowo.

    Wiem, wiem, to nie dowodzi związku przyczynowo skutkowego. Wiem, wiem, coraz lepsza jest diagnostyka. I w ogóle nie ma o czym mówić i proszę się rozejść, bo technologia nas zbawi.

    Z tym że nie.

    Źródło danych z tabelki: ceo.com.pl/coraz-wiecej-polako

    #psychika #Polska #smartfon #mediaAspołecznościowe #lekiPrzeciwdepresyjne #dusza #duchowość #zdrowie #zdrowiePsychiczne #statystyki #młodzież

  4. W latach, gdy rozprzestrzeniły się #smartfony i media aspołecznościowe na smartfonach, #depresja w Polsce rosła lawinowo.

    Wiem, wiem, to nie dowodzi związku przyczynowo skutkowego. Wiem, wiem, coraz lepsza jest diagnostyka. I w ogóle nie ma o czym mówić i proszę się rozejść, bo technologia nas zbawi.

    Z tym że nie.

    Źródło danych z tabelki: ceo.com.pl/coraz-wiecej-polako

    #psychika #Polska #smartfon #mediaAspołecznościowe #lekiPrzeciwdepresyjne #dusza #duchowość #zdrowie #zdrowiePsychiczne #statystyki #młodzież

  5. W latach, gdy rozprzestrzeniły się #smartfony i media aspołecznościowe na smartfonach, #depresja w Polsce rosła lawinowo.

    Wiem, wiem, to nie dowodzi związku przyczynowo skutkowego. Wiem, wiem, coraz lepsza jest diagnostyka. I w ogóle nie ma o czym mówić i proszę się rozejść, bo technologia nas zbawi.

    Z tym że nie.

    Źródło danych z tabelki: ceo.com.pl/coraz-wiecej-polako

    #psychika #Polska #smartfon #mediaAspołecznościowe #lekiPrzeciwdepresyjne #dusza #duchowość #zdrowie #zdrowiePsychiczne #statystyki #młodzież

  6. Siri AI nie będzie Twoim przyjacielem – i dobrze

    Nowe badanie Washington Post i Elon University pokazuje, że co czwarty Amerykanin traktuje chatboty AI jak bliskiego przyjaciela lub terapeutę. Ben Lovejoy z 9to5Mac przekonuje, że decyzja Apple o zaprojektowaniu Siri AI w zupełnie inny sposób jest właśnie teraz szczególnie na miejscu.

    Pisałem już wcześniej na iMagazine o tym, jak Craig Federighi otwarcie mówił, że Siri nie będzie Waszą cyfrową partnerką, a Apple świadomie stawia na narzędzie zamiast towarzysza. Dziś ta decyzja zyskuje dodatkowy, dość niepokojący kontekst.

    Elon University we współpracy z Washington Post przeprowadził badanie, którego wyniki opisuje w komentarzu Ben Lovejoy z 9to5Mac. Ponad jedna czwarta Amerykanów, dokładnie 27%, korzysta z chatbotów takich jak ChatGPT czy Gemini w sprawach osobistych, emocjonalnych lub towarzyskich — od poszukiwania rozrywki, przez rady dotyczące relacji, po rozmowy o charakterze romantycznym lub po prostu poczucie towarzystwa, gdy ktoś jest sam. Wśród osób korzystających z chatbotów właśnie w takich, osobistych celach, prawie 4 na 10 przyznało, że czasem rozmawiają z AI, żeby poczuć się mniej samotnie. Blisko jedna trzecia stwierdziła wprost, że traktuje najczęściej używanego chatbota jak przyjaciela.

    Lovejoy zaznacza, że część takiego wykorzystania może mieć pozytywne strony, ale prawdziwym problemem jest to, co dzieje się, gdy chatbot zaczyna zastępować prawdziwą, ludzką więź — zamiast być jej uzupełnieniem, staje się jej substytutem, obniżając motywację do inwestowania czasu i wysiłku w rzeczywiste relacje. To z kolei może prowadzić do spirali coraz głębszej izolacji społecznej, bo im mniej ćwiczymy prawdziwe relacje międzyludzkie, tym trudniej nam się w nich odnaleźć.

    Właśnie w tym kontekście Lovejoy przypomina wypowiedź Federighiego i Grega Joswiaka, którą cytowałem już wcześniej. Zapytani wprost, czy nowa Siri AI będzie w stanie pełnić rolę wirtualnego partnera romantycznego, obaj odpowiedzieli stanowczo przecząco. Joswiak zwrócił uwagę na coś, co jego zdaniem odróżnia Siri od wielu istniejących dziś chatbotów — te bywają skonstruowane wokół maksymalizowania zaangażowania użytkownika, często w sposób pochlebczy, zachęcający do dzielenia się coraz bardziej osobistymi informacjami, na bazie których budowana jest pozorna więź. Apple, jak podkreślił, zaprojektowało Siri odwrotnie: asystent ma jasno komunikować, że jego rolą jest pomoc w załatwianiu spraw i zdobywaniu wiedzy o świecie, a nie odgrywanie roli partnera emocjonalnego.

    Federighi: Siri nie będzie Twoją cyfrową partnerką — Apple stawia na narzędzie, nie towarzysza

     

    Lovejoy przyznaje, że wyniki badania uznał za wyjątkowo niepokojące — tym bardziej po wysłuchaniu podcastu „Suspicious Minds: AI and the Apocalypse”, poświęconego zjawisku urojeń napędzanych przez AI. Jego zdaniem stanowisko, jakie przyjęło w tej sprawie Apple, jest po prostu słuszne.

    Trudno się z tym nie zgodzić. Technologia, która ma nam pomagać, nie powinna jednocześnie żerować na naszej samotności — a to, że Apple postanowiło zaprojektować Siri właśnie w ten sposób, może z czasem okazać się jedną z ważniejszych, choć mniej efektownych decyzji w całej tegorocznej przebudowie asystenta.

    Siri AI w systemach 27. Największy skok od lat, którego w Polsce oficjalnie nie będzie

    #AppleIntelligence #BenLovejoy #chatboty #CraigFederighi #ElonUniversity #GregJoswiak #higienaCyfrowa #samotność #SiriAI #WashingtonPost #zdrowiePsychiczne
  7. Siri AI nie będzie Twoim przyjacielem – i dobrze

    Nowe badanie Washington Post i Elon University pokazuje, że co czwarty Amerykanin traktuje chatboty AI jak bliskiego przyjaciela lub terapeutę. Ben Lovejoy z 9to5Mac przekonuje, że decyzja Apple o zaprojektowaniu Siri AI w zupełnie inny sposób jest właśnie teraz szczególnie na miejscu.

    Pisałem już wcześniej na iMagazine o tym, jak Craig Federighi otwarcie mówił, że Siri nie będzie Waszą cyfrową partnerką, a Apple świadomie stawia na narzędzie zamiast towarzysza. Dziś ta decyzja zyskuje dodatkowy, dość niepokojący kontekst.

    Elon University we współpracy z Washington Post przeprowadził badanie, którego wyniki opisuje w komentarzu Ben Lovejoy z 9to5Mac. Ponad jedna czwarta Amerykanów, dokładnie 27%, korzysta z chatbotów takich jak ChatGPT czy Gemini w sprawach osobistych, emocjonalnych lub towarzyskich — od poszukiwania rozrywki, przez rady dotyczące relacji, po rozmowy o charakterze romantycznym lub po prostu poczucie towarzystwa, gdy ktoś jest sam. Wśród osób korzystających z chatbotów właśnie w takich, osobistych celach, prawie 4 na 10 przyznało, że czasem rozmawiają z AI, żeby poczuć się mniej samotnie. Blisko jedna trzecia stwierdziła wprost, że traktuje najczęściej używanego chatbota jak przyjaciela.

    Lovejoy zaznacza, że część takiego wykorzystania może mieć pozytywne strony, ale prawdziwym problemem jest to, co dzieje się, gdy chatbot zaczyna zastępować prawdziwą, ludzką więź — zamiast być jej uzupełnieniem, staje się jej substytutem, obniżając motywację do inwestowania czasu i wysiłku w rzeczywiste relacje. To z kolei może prowadzić do spirali coraz głębszej izolacji społecznej, bo im mniej ćwiczymy prawdziwe relacje międzyludzkie, tym trudniej nam się w nich odnaleźć.

    Właśnie w tym kontekście Lovejoy przypomina wypowiedź Federighiego i Grega Joswiaka, którą cytowałem już wcześniej. Zapytani wprost, czy nowa Siri AI będzie w stanie pełnić rolę wirtualnego partnera romantycznego, obaj odpowiedzieli stanowczo przecząco. Joswiak zwrócił uwagę na coś, co jego zdaniem odróżnia Siri od wielu istniejących dziś chatbotów — te bywają skonstruowane wokół maksymalizowania zaangażowania użytkownika, często w sposób pochlebczy, zachęcający do dzielenia się coraz bardziej osobistymi informacjami, na bazie których budowana jest pozorna więź. Apple, jak podkreślił, zaprojektowało Siri odwrotnie: asystent ma jasno komunikować, że jego rolą jest pomoc w załatwianiu spraw i zdobywaniu wiedzy o świecie, a nie odgrywanie roli partnera emocjonalnego.

    Federighi: Siri nie będzie Twoją cyfrową partnerką — Apple stawia na narzędzie, nie towarzysza

     

    Lovejoy przyznaje, że wyniki badania uznał za wyjątkowo niepokojące — tym bardziej po wysłuchaniu podcastu „Suspicious Minds: AI and the Apocalypse”, poświęconego zjawisku urojeń napędzanych przez AI. Jego zdaniem stanowisko, jakie przyjęło w tej sprawie Apple, jest po prostu słuszne.

    Trudno się z tym nie zgodzić. Technologia, która ma nam pomagać, nie powinna jednocześnie żerować na naszej samotności — a to, że Apple postanowiło zaprojektować Siri właśnie w ten sposób, może z czasem okazać się jedną z ważniejszych, choć mniej efektownych decyzji w całej tegorocznej przebudowie asystenta.

    Siri AI w systemach 27. Największy skok od lat, którego w Polsce oficjalnie nie będzie

    #AppleIntelligence #BenLovejoy #chatboty #CraigFederighi #ElonUniversity #GregJoswiak #higienaCyfrowa #samotność #SiriAI #WashingtonPost #zdrowiePsychiczne
  8. Siri AI nie będzie Twoim przyjacielem – i dobrze

    Nowe badanie Washington Post i Elon University pokazuje, że co czwarty Amerykanin traktuje chatboty AI jak bliskiego przyjaciela lub terapeutę. Ben Lovejoy z 9to5Mac przekonuje, że decyzja Apple o zaprojektowaniu Siri AI w zupełnie inny sposób jest właśnie teraz szczególnie na miejscu.

    Pisałem już wcześniej na iMagazine o tym, jak Craig Federighi otwarcie mówił, że Siri nie będzie Waszą cyfrową partnerką, a Apple świadomie stawia na narzędzie zamiast towarzysza. Dziś ta decyzja zyskuje dodatkowy, dość niepokojący kontekst.

    Elon University we współpracy z Washington Post przeprowadził badanie, którego wyniki opisuje w komentarzu Ben Lovejoy z 9to5Mac. Ponad jedna czwarta Amerykanów, dokładnie 27%, korzysta z chatbotów takich jak ChatGPT czy Gemini w sprawach osobistych, emocjonalnych lub towarzyskich — od poszukiwania rozrywki, przez rady dotyczące relacji, po rozmowy o charakterze romantycznym lub po prostu poczucie towarzystwa, gdy ktoś jest sam. Wśród osób korzystających z chatbotów właśnie w takich, osobistych celach, prawie 4 na 10 przyznało, że czasem rozmawiają z AI, żeby poczuć się mniej samotnie. Blisko jedna trzecia stwierdziła wprost, że traktuje najczęściej używanego chatbota jak przyjaciela.

    Lovejoy zaznacza, że część takiego wykorzystania może mieć pozytywne strony, ale prawdziwym problemem jest to, co dzieje się, gdy chatbot zaczyna zastępować prawdziwą, ludzką więź — zamiast być jej uzupełnieniem, staje się jej substytutem, obniżając motywację do inwestowania czasu i wysiłku w rzeczywiste relacje. To z kolei może prowadzić do spirali coraz głębszej izolacji społecznej, bo im mniej ćwiczymy prawdziwe relacje międzyludzkie, tym trudniej nam się w nich odnaleźć.

    Właśnie w tym kontekście Lovejoy przypomina wypowiedź Federighiego i Grega Joswiaka, którą cytowałem już wcześniej. Zapytani wprost, czy nowa Siri AI będzie w stanie pełnić rolę wirtualnego partnera romantycznego, obaj odpowiedzieli stanowczo przecząco. Joswiak zwrócił uwagę na coś, co jego zdaniem odróżnia Siri od wielu istniejących dziś chatbotów — te bywają skonstruowane wokół maksymalizowania zaangażowania użytkownika, często w sposób pochlebczy, zachęcający do dzielenia się coraz bardziej osobistymi informacjami, na bazie których budowana jest pozorna więź. Apple, jak podkreślił, zaprojektowało Siri odwrotnie: asystent ma jasno komunikować, że jego rolą jest pomoc w załatwianiu spraw i zdobywaniu wiedzy o świecie, a nie odgrywanie roli partnera emocjonalnego.

    Federighi: Siri nie będzie Twoją cyfrową partnerką — Apple stawia na narzędzie, nie towarzysza

     

    Lovejoy przyznaje, że wyniki badania uznał za wyjątkowo niepokojące — tym bardziej po wysłuchaniu podcastu „Suspicious Minds: AI and the Apocalypse”, poświęconego zjawisku urojeń napędzanych przez AI. Jego zdaniem stanowisko, jakie przyjęło w tej sprawie Apple, jest po prostu słuszne.

    Trudno się z tym nie zgodzić. Technologia, która ma nam pomagać, nie powinna jednocześnie żerować na naszej samotności — a to, że Apple postanowiło zaprojektować Siri właśnie w ten sposób, może z czasem okazać się jedną z ważniejszych, choć mniej efektownych decyzji w całej tegorocznej przebudowie asystenta.

    Siri AI w systemach 27. Największy skok od lat, którego w Polsce oficjalnie nie będzie

    #AppleIntelligence #BenLovejoy #chatboty #CraigFederighi #ElonUniversity #GregJoswiak #higienaCyfrowa #samotność #SiriAI #WashingtonPost #zdrowiePsychiczne
  9. Siri AI nie będzie Twoim przyjacielem – i dobrze

    Nowe badanie Washington Post i Elon University pokazuje, że co czwarty Amerykanin traktuje chatboty AI jak bliskiego przyjaciela lub terapeutę. Ben Lovejoy z 9to5Mac przekonuje, że decyzja Apple o zaprojektowaniu Siri AI w zupełnie inny sposób jest właśnie teraz szczególnie na miejscu.

    Pisałem już wcześniej na iMagazine o tym, jak Craig Federighi otwarcie mówił, że Siri nie będzie Waszą cyfrową partnerką, a Apple świadomie stawia na narzędzie zamiast towarzysza. Dziś ta decyzja zyskuje dodatkowy, dość niepokojący kontekst.

    Elon University we współpracy z Washington Post przeprowadził badanie, którego wyniki opisuje w komentarzu Ben Lovejoy z 9to5Mac. Ponad jedna czwarta Amerykanów, dokładnie 27%, korzysta z chatbotów takich jak ChatGPT czy Gemini w sprawach osobistych, emocjonalnych lub towarzyskich — od poszukiwania rozrywki, przez rady dotyczące relacji, po rozmowy o charakterze romantycznym lub po prostu poczucie towarzystwa, gdy ktoś jest sam. Wśród osób korzystających z chatbotów właśnie w takich, osobistych celach, prawie 4 na 10 przyznało, że czasem rozmawiają z AI, żeby poczuć się mniej samotnie. Blisko jedna trzecia stwierdziła wprost, że traktuje najczęściej używanego chatbota jak przyjaciela.

    Lovejoy zaznacza, że część takiego wykorzystania może mieć pozytywne strony, ale prawdziwym problemem jest to, co dzieje się, gdy chatbot zaczyna zastępować prawdziwą, ludzką więź — zamiast być jej uzupełnieniem, staje się jej substytutem, obniżając motywację do inwestowania czasu i wysiłku w rzeczywiste relacje. To z kolei może prowadzić do spirali coraz głębszej izolacji społecznej, bo im mniej ćwiczymy prawdziwe relacje międzyludzkie, tym trudniej nam się w nich odnaleźć.

    Właśnie w tym kontekście Lovejoy przypomina wypowiedź Federighiego i Grega Joswiaka, którą cytowałem już wcześniej. Zapytani wprost, czy nowa Siri AI będzie w stanie pełnić rolę wirtualnego partnera romantycznego, obaj odpowiedzieli stanowczo przecząco. Joswiak zwrócił uwagę na coś, co jego zdaniem odróżnia Siri od wielu istniejących dziś chatbotów — te bywają skonstruowane wokół maksymalizowania zaangażowania użytkownika, często w sposób pochlebczy, zachęcający do dzielenia się coraz bardziej osobistymi informacjami, na bazie których budowana jest pozorna więź. Apple, jak podkreślił, zaprojektowało Siri odwrotnie: asystent ma jasno komunikować, że jego rolą jest pomoc w załatwianiu spraw i zdobywaniu wiedzy o świecie, a nie odgrywanie roli partnera emocjonalnego.

    Federighi: Siri nie będzie Twoją cyfrową partnerką — Apple stawia na narzędzie, nie towarzysza

     

    Lovejoy przyznaje, że wyniki badania uznał za wyjątkowo niepokojące — tym bardziej po wysłuchaniu podcastu „Suspicious Minds: AI and the Apocalypse”, poświęconego zjawisku urojeń napędzanych przez AI. Jego zdaniem stanowisko, jakie przyjęło w tej sprawie Apple, jest po prostu słuszne.

    Trudno się z tym nie zgodzić. Technologia, która ma nam pomagać, nie powinna jednocześnie żerować na naszej samotności — a to, że Apple postanowiło zaprojektować Siri właśnie w ten sposób, może z czasem okazać się jedną z ważniejszych, choć mniej efektownych decyzji w całej tegorocznej przebudowie asystenta.

    Siri AI w systemach 27. Największy skok od lat, którego w Polsce oficjalnie nie będzie

    #AppleIntelligence #BenLovejoy #chatboty #CraigFederighi #ElonUniversity #GregJoswiak #higienaCyfrowa #samotność #SiriAI #WashingtonPost #zdrowiePsychiczne
  10. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze SłuchaczamiCzytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  11. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze SłuchaczamiCzytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  12. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze SłuchaczamiCzytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  13. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze SłuchaczamiCzytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  14. Początki z AI w duchu slow

    Sporo rozmawiam ostatnio ze SłuchaczamiCzytelnikami na temat wyzwań, jakie niesie za sobą dziejąca się na naszych oczach rewolucja generatywnej sztucznej inteligencji. Najsilniej dostrzegalny jest tutaj pewien kontekst, a mianowicie ten związany ze swoistą klęską urodzaju, jeśli chodzi o liczbę dostępnych rozwiązań opartych na gen. AI. W momencie pierwszej fali boomu (upublicznienie ChatGPT) na rozwiązania AI dość łatwo było nam dostrzec tych, którzy doklejali do swoich aplikacji, usług, a czasami (o zgrozo!) fizycznych przedmiotów metkę AI. Pamiętam, że nawet producenci szkieł hartowanych próbowali robić z ludzi idiotów, dopisując naprędce, że ich szkła mają „funkcje AI”. A potem? Było i jest nam z tą selekcją coraz trudniej.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2026

    Nie mam na to AI czasu

    Dość szybko doszliśmy do momentu, w którym ta sama, uważana za cudowną, technologia, która miała nam odzyskać tonę czasu – zmarnowała go dwie tony więcej. Dlaczego? Cóż, nie zliczę, ile rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach dotyczyło dość prostego mechanizmu, w który – jak się okazało – w przeważającej większości popadliśmy. Scenariusz jest przeważnie ten sam i sprowadza się do krzykliwego: „Muszę zdążyć sprawdzić i przetestować wszystkie dostępne narzędzia, zanim świat, rewolucja i obiecane większe zarobki za nicnierobienie mi odjadą!”. Ludzie potrafią siedzieć tygodniami i testować każdą dostępną w App Store aplikację, o której usłyszeli w podcaście technologicznym lub przeczytali na łamach portali czy blogów w ramach tekstów sponsorowanych. I to wierząc, że każda kolejna jest „tą jedyną, ostateczną, która z dnia na dzień odmieni ich życie”. Zawsze wtedy przypominam sobie komediodramat „Klik: I robisz, co chcesz” z Adamem Sandlerem z 2006 roku. Tam mieliśmy dokładnie ten sam mechanizm obietnicy ukrytej pod tytułowym kliknięciem, które miało za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmienić.

    Gdy w końcu orientujemy się, że absolutnie nie możemy liczyć na cud w postaci rozszerzenia naszej doby do plus nieskończoności, a zatem nie zdążymy po prostu „wszystkiego” sprawdzić – pojawia się frustracja i poczucie zagubienia. Albo straconego czasu, co akurat jest najlepszym z wniosków, do których często można dojść, ale to temat na inny felieton. Do świata rewolucji AI zostaliśmy wrzuceni w takim momencie historii ludzkości, w którym nasza percepcja i bez sztucznej inteligencji nie była w stanie poradzić sobie z ilością docierających do naszych zmysłów bodźców. W każdej sekundzie. W czasach, w których media społecznościowe, sprzedając nam obraz życia idealnego u nieznajomego z drugiego końca świata, nagle stały się dealerami jeszcze bardziej boskiego wyobrażenia o upragnionej codzienności, które – dosłownie – nigdy nie istniało w świecie rzeczywistym. A w tym nadal żyjemy!

    Firmy, które wcześniej doklejały w roli wabika wspomniane metki z napisem „AI tu jest!”, szybko zrozumiały, że to droga donikąd, czego dowodem jest liczba spektakularnych bankructw start-upów zarejestrowanych w samej tylko Kalifornii w ciągu ostatnich 3 lat. Dane od Carta i innych analiz pokazują, że liczba zamknięć start-upów w USA znacznie wzrosła w ostatnich latach, np. z 769 w 2023 do 966 w 2024 – co oznacza ok. 25% wzrost rok do roku w liczbie start-upów, które zakończyły działalność. Boom inwestycyjny 2020–2021 (częściowo napędzany sztuczną inteligencją i innymi technologiami) doprowadził do powstania dużej liczby nowych venture‑backed spółek, które potem miały trudności z pozyskaniem kolejnych rund finansowania lub osiąganiem zysków, zwłaszcza po podwyżkach stóp procentowych i tej samej zmianie apetytu inwestorów. Dlaczego? Szybko okazało się, że za pomysłem nie stoi nic oprócz chęci manipulacji i pustego zysku. Użyteczność przeważającej większości aplikacji, które ukazały się w pierwszej fazie boomu na AI, była bliska zeru lub żadna.

    Co zatem zrobiły te firmy, których rozwiązania w jakiś sposób znalazły miejsce na rynku? Zaczęły sprzedawać je w ramach szerszej obietnicy, a mianowicie: „To jedno narzędzie zrobi za ciebie wszystko” – ponownie kupując naszą uwagę i czas, podczas gdy zazwyczaj my sami nie zdążyliśmy jeszcze porządnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Szukam czasu na i dla siebie

    To, co dziś jest pewne, to fakt, że przyszło nam żyć w czasach przejściowych, przynajmniej w kontekście rozwoju technologii i kolejnej jej rewolucji, w której niewątpliwie AI ma największy udział. Nie ma co liczyć na to, że Tim Cook czy którykolwiek CEO dostarczy nam w najbliższych latach rozwiązanie ostateczne, które wpuszczone do naszych żyć po prostu z dnia na dzień odmieni je o 180° i rozwiąże większość problemów naszych i świata. To się nie wydarzy. Przynajmniej nie w sposób zero-jedynkowy, choćbyśmy wykupili najwyższą z dostępnych subskrypcji.

    Faktem jest też to, że od zawsze szukamy i szukać będziemy dalej czasu dla siebie. Albo raczej – na siebie. Warto nasze wybory ukierunkować najpierw w swoją stronę i to nie jest zły egoizm. To troska o dobrostan, w ramach którego nie powinno być miejsca na bycie wolontariuszem czy beta testerem wszystkich cudzych biznesów, na które trafimy w technologicznej rzeczywistości. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w pierwszej kolejności warto natomiast znaleźć czas na zadanie sobie kilku podstawowych pytań, z których najważniejsze brzmi:

    „W czym AI w ogóle może mi pomóc i gdzie tej pomocy potrzebuję najbardziej?”.

    Dosłownie – zapisać je sobie ołówkiem (nie Apple Pencilem!) na kartce papieru (nie na kawałku ekranu) i chwilę nad tym podumać. Znalezione odpowiedzi możesz śmiało podzielić na prostą listę obszarów związanych z życiem prywatnym i firmą, w których faktycznie potrzebna byłaby ci pomoc. Nie musisz do tego znać możliwości całego AI czy skomplikowanych i specjalistycznych modeli językowych, których mamy dziś masę. Zacznij od wyartykułowania własnych, a nie czyichś potrzeb. Dopiero do ich zaspokojenia czy uproszczenia warto zacząć szukać odpowiednich rozwiązań (choćby pytając o to AI).

      • Dobre wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji to nie tylko to, co o niej wiecie. Jest to również zdolność do uniknięcia bycia dla siebie wąskim gardłem. Do otwartości na świat, w którym nikt za was nie zdecyduje o tym, jaki będzie wasz kolejny krok i nie weźmie jego konsekwencji na siebie. Nie musicie znać i wiedzieć wszystkiego.
      • Jeśli brakuje wam umiejętności lub wiedzy, bądźcie gotowi na to, aby wyglądać jak głupcy, gdy je zdobywacie – to oznacza, że nie stoicie w miejscu! Nawet jeżeli nauczycielem będzie AI.
      • Jeśli brakuje wam powiązań AI z własnym życiem lub pracą, miejcie na tyle odwagi, aby szukać ich do skutku, ale uwaga – w swojej skali! Testujcie i sprawdzajcie, ale te rozwiązania, które realnie mają szansę odpowiadać waszym potrzebom czy problemom, a nie wszystkie. Takie podejście buduje te powiązania, a nie trawi waszego czasu na testowanie wszystkich aplikacji i usług, które rynek wypuszcza dziś w liczbie przekraczającej możliwości ludzkiej percepcji.
      • Warto także zainteresować się stoicyzmem – jako uniwersalną filozofią radzenia sobie z tym, co od nas zależy, i akceptowania tego, co znajduje się poza naszą kontrolą. Nawet jeśli nic o nim nie wiecie. Zapytajcie AI – może was zainteresuje albo zacznijcie od podcastów Radka Budnickiego czy dr. Piotra Stankiewicza.

    Kreatywna selekcja jest dziś tą umiejętnością, którą warto moim zdaniem rozwijać w pierwszej kolejności. Więcej o niej pisałem w tym oraz tym wydaniu.

    #AI #felieton #jakKorzystamZAI #Kołacz #lifehack #Porady #slow #slowLife #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  15. Dlaczego wracamy do retro rzeczy

    Podczas gdy dookoła sporo mówi się o tym, że dziejąca się na naszych oczach rewolucja AI całkowicie zmienia nasz sposób używania elektroniki użytkowej, w bańce technologicznej od dobrych pięciu lat obserwuję, jak ochoczo szukamy tego, co z elektroniką ma niewiele wspólnego.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 2/2026

    Moda na retro czy retro ratunek?

    Jak zaczęła się wasza przygoda ze światem komputerów? Albo szerzej – elektroniki? Pamiętacie jeszcze swoje pierwsze gadżety? Ten retro zryw jest chyba jednym z najlepszych dowodów na to, jak bardzo mamy dość komplikowania sobie cyfrowego życia.

    „Kiedyś było inaczej” – cytując słowa hip-hopowej piosenki sprzed dekad. I jasne, można stwierdzić, że moda na retro graty, retro wspomnienia i retro życie to nic innego jak efekt znudzenia ludzi po trzydziestce czy w kryzysie wieku średniego. Albo fatalny pomysł na starzenie się w stylu dziadersów. Ja wolę zapytać o powody tego zjawiska, ponieważ gdy ich poszukamy, sytuacja i perspektywa zmieniają się dość znacznie. Zresztą po przeprowadzeniu dziesiątek rozmów z moimi SłuchaczamiCzytelnikami dochodzę do wniosku, że wszystko z nami w porządku. Po dekadach życia w rytmie znaczących technologicznych przełomów (internet, telefonia komórkowa i słynna Nokia, o której przecież chętnie czytamy materiały takie jak ten, potem iPod, iPhone, płatności zbliżeniowe, asystenci głosowi, AirPods i w końcu AI), mówimy: stop. Gdy ten ostatni przełom, a więc generatywna sztuczna inteligencja, okazał się największy i pochłonął właściwie wszystkie poprzednie, tworząc początek nowego świata – reagujemy. Wiecie, dlaczego tak chętnie słuchamy i czytamy o początkach internetu w Polsce, choć obiektywnie nic przyjemnego w liczeniu impulsów Neostrady nie było?

    Dlatego, że tamte czasy pamiętamy jako okres, w którym posiadaliśmy jako taką kontrolę nad technologią.

    Wstawało się z kanapy, brało do ręki pilot i włączało wieżę stereo. Jak chciałeś konkretny album, musiałeś jeszcze włożyć kasetę lub płytę. Jak chciałaś posłuchać radia, to wybierałaś ulubione, prawda? Gdy pojawił się iPod, dał nam kontrolę nad muzyką – tysiącem piosenek w kieszeni, ale piosenek wybieranych przez nas. Playlist układanych przez nas, jak dawniej składanki na płytach dla ukochanej osoby. To właśnie ten sentyment prowadzi nas do eksperymentów z odstawieniem streamingu na jakiś czas, o czym wspominałem przed tygodniem. iPhone połączył iPoda, internet i telefon, przenosząc komputer do kieszeni. Ten komputer dał nam sieci społecznościowe zamknięte pod jedną ikoną aplikacji. Instagram w swojej pradawnej formie był miejscem, gdzie robiliśmy jedną rzecz: podziwialiśmy swoje zdjęcia. Na Twitterze pisaliśmy o tym, co u nas słychać i co jedliśmy na śniadanie, ponieważ niepojęte wydawało się, że ktoś z drugiego końca Ziemi może to przeczytać w tej samej chwili, gdy wciśniemy „Opublikuj”. I odpowiedzieć. Potem Facebook, który połączył nas i naszych znajomych w ramach internetowej społeczności, pozwolił nawiązywać kontakty o wiele szybsze niż te z internetowych forów tematycznych, ale też o wiele mniej trwałe.

    A potem efekt cyfrowej kuli śniegowej rozpędził się tak bardzo, że właściwie dopiero teraz zaczynamy zastanawiać się, kiedy ta pędząca, elektronowa kula zdążyła wchłonąć tamten telewizor, prostą konsolę, magnetofon, kasety, płyty, przewody od telefonów, umawianie się na pogaduchy na ławce pod blokiem w sobotę o 12:00, listy, pocztówki, treningi bez Stravy i pomiaru każdego parametru naszego organizmu, spacery dla spacerów, zdjęcia dla zdjęć, a nie dla algorytmów.

    Jutro będzie inaczej

    Nostalgiczne wspomnienia fanów technologii – albo szerzej – nas – współczesnych ludzi w tych technologii po uszy zanurzonych, biorą się stąd, że chcemy wspomnianą kontrolę odzyskać. Choć trochę. I wy, i ja. Choć każdy z nas zapewne w nieco innym obszarze. Próbujemy i będziemy próbowali – czy to usuwając konta w serwisach, w których obecność była dla nas jeszcze pięć lat temu tak oczywista i obowiązkowa jak kawa w poniedziałek rano. Usuwamy, omijamy i otwarcie o tym mówimy, a zaraz przestaniemy w ogóle informować innych, że już nas nie znajdą w tym czy innym cyfrowym miejscu. Dlaczego? Bo coraz lepiej jako społeczeństwo pamiętające komputerową i internetową rewolucję zdajemy sobie sprawę z faktu, iż mało kogo to obchodzi. Wracamy (i to widać!) do spotkań w domach, dążymy do utrzymywania jakościowych, a nie ilościowych przyjaźni i relacji, a nawet o nich marzymy. Tak, marzymy o człowieku. I słyszę to coraz częściej – wy też, prawda? Takim żywym, przed wami. Na kanapie. I jasne, że niewielu chciałoby wrócić do czasów wspomnianej Neostrady czy telefonów z przewodami, co jest normalne! Z technologii chcemy nauczyć się na nowo korzystać, a nie porzucać ją na dobre – i ten kierunek dla mnie jest właśnie innym jutrem.

    Innym, ponieważ będziemy musieli nauczyć się oczywiście żyć wespół ze sztuczną inteligencją (tą prawdziwą, nawet nie AGI, ale jeszcze piętro wyżej) w codzienności, przy czym dla mnie ta codzienność będzie miała o wiele wyraźniejsze granice, niż dziś myślimy. Nie znajdziemy takiej wizji w prospektach inwestycyjnych start-upów, a właśnie ona jest kluczowa. Zapewne to głos mojego i poprzedniego pokolenia, który jest przeterminowany już na starcie w 2026 roku, niemniej trochę jeszcze te nasze retro pokolenia na świecie pożyją. Między innymi dlatego, gdy widzę kolejny artykuł z nagłówkiem „AI zmieni życie wszystkich!”, coraz częściej uśmiecham się pod nosem, biorę łyk własnoręcznie zmielonej i zaparzonej w dripperze kawy, siadam na kanapie i biorę do ręki książkę albo papierowy dziennik. Odkładam ekran. Idę pobiegać bez podcastu czy muzyki.

    Jestem.

    To „bycie” doceniam każdego dnia, uważnie obserwując, co się dookoła dzieje. Nie wypieram zmian, ale wybieram te zmiany. Moje zmiany. O nich piszę na bieżąco tutaj.

    Wy spróbujcie ze swoimi. Warto!

    #balans #felieton #Kołacz #Retro #slow #slowLife #stareSprzęty #vintage #zdrowiePsychiczne
  16. europesays.com/pl/615397/ „Trzeba na chwilę się zatrzymać”. Ilona Cieślińska o pracy z energią, ciałem i codziennym przebodźcowaniu #HejPoznan #PL #Poland #Polish #Polska #Polski #poznan #ZdrowiePsychiczne

  17. Powrót do epoki urządzeń robiących jedną rzecz?

    To nie jest tekst o tym, że zaraz wszyscy wrócimy do stacjonarnych telefonów, odtwarzaczy płyt CD czy Forda T. Czy jednak i Wy nie macie tak, że coraz częściej w technologicznej bańce spotykacie dyskusje zaczynające się od „Ale ja chcę, żeby to robiło tylko…”? Ciągle na nie trafiam i myślę, że część z nas po prostu o wiele mniej potrzebuje przełomu pokroju kolejnego iPhone’a, a o wiele bardziej – ograniczeń, które ten wówczas posiadał.

    Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 5/2026

    Telefon, iPod i przeglądarka Internetu

    Gdy Jobs prezentował iPhone’a światu w 2007 roku, wypowiedział kultowe słowa, które przeszły do kanonu marketingowych podręczników i popkultury. iPhone miał być trzema urządzeniami w jednym: telefonem, iPodem i przeglądarką internetu w wydaniu, którego świat nie widział. iPhone pozwolił dosłownie dotknąć dłonią internetu. To, co jednak w tym marketingowym sloganie jest w mojej ocenie absolutnie kluczowe, to fakt, że choć iPhone miał trzy główne fundamenty, wówczas każdy z nich pełnił określoną rolę. Telefon służył do dzwonienia. iPod, jak dotąd, odtwarzał muzykę, choć był ukryty pod ikoną jednej aplikacji. Przeglądarka Safari pozwalała przeglądać internet w tak wygodny sposób, że właściwie nikt wcześniej nawet nie przypuszczał, że to możliwe. Kluczem do sukcesu modelu z 2007 roku był fakt, że to wszystko zamknięto w niewielkim i pięknym urządzeniu, które mieściło się w kieszeni spodni i damskiej kopertówce. Pierwszy iPhone nie obsługiwał nawet MMS-ów, ale na to narzekali tylko ludzie z technologicznej bańki, podczas gdy świat dosłownie pędził do sklepów Apple. Gdyby jednak telefon Apple pozostał na tym etapie swojego rozwoju, szybko byśmy o nim zapomnieli.

    To, czemu iPhone zawdzięczał ostateczny sukces, to stworzenie sklepu z aplikacjami, czyli App Store, i dostarczenie programistom prostych narzędzi oraz wytycznych, w ramach których ci mogli te aplikacje tworzyć. To ten moment zmienił na dobre świat, w którym żyjemy do dziś. iPhone, choć powstał na trzech fundamentach, o których wspomniałem wcześniej, stał się teraz czymś więcej – był platformą do nowej rzeczywistości i to taką, na którą rynek dosłownie się rzucił i w której utonął na dobre. Rynek, czyli my, którzy instalowaliśmy każdą nową aplikację, zachwycając się de facto nieograniczonymi możliwościami tego, co dzięki kreatywności twórców i sile konsumpcjonizmu potrafi niewielkich (wówczas) rozmiarów telefon. Choć między rokiem 2010, w którym debiutował model iPhone 4, a 2026 minęło 16 lat, mam wrażenie, że dla ludzkości to kilka wieków – oczywiście gdy spojrzy się na to przez pryzmat cywilizacyjnego i ekonomicznego rozwoju, jaki dokonaliśmy – a jednocześnie czuję, że to ledwie krótka chwila, w której trakcie kompletnie się pogubiliśmy.

    Jedna rzecz

    Dziś ilość dostępnych dzięki całemu rynkowi aplikacji i usług mobilnych możliwości nikogo już nie dziwi. Za to coraz więcej z nas zaczyna pytać samych siebie: po co mi kolejna aplikacja do tego? Dlaczego muszę płacić za kolejną subskrypcję?? Nie rozumiem, jak to wszystko ze sobą działa!

    Te pytania nie wynikają moim zdaniem w większości z nostalgii do czasów słusznie minionych, ale z ilości dostępnych dziś opcji, stylów życia czy szerzej – wygód – w których zaczęliśmy się po prostu gubić. Telefon kiedyś służył do dzwonienia. Aplikacja wiadomości – do wysyłania wiadomości, a nie kupowania pieluch, nagrywania rolek promujących pitą przez nas kawę z ulubionej palarni należącej do kogoś innego czy oddawania kasy znajomej. W internecie można było pracować, zarabiać, kupować, płacić rachunki, szukać informacji, ale nikt nie wchodził tam po to, aby niemalże dosłownie – żyć. Internet stał się dla wielu z nas czymś więcej niż źródłem nieustannie pompowanej dopaminy, ale wręcz – tlenem. Ten powrót mody na retro sprzęty, vintage’owe dyskusje i zawężone rozwiązania bierze się z tego, że dziś ograniczony wybór nie jest brakiem, lecz staje się luksusem. Widać to po ofercie najlepszych restauracji, marek modowych czy samochodowych, ale też po naszych – bardziej świadomych – wyborach. Także tych konsumenckich, choć one swoje źródła zawsze mają w głowie.

    A te nasze głowy już powoli nie chcą poświęcać uwagi i ograniczonego i tak mocno czasu na testowanie kolejnych rozwiązań tych samych – często już rozwiązanych – problemów. Zaczynamy liczyć kwoty wydawane na subskrypcje usług, które okazują się robić dokładnie to samo, co ich darmowe, systemowe odpowiedniki, za które już zapłaciliśmy (np. kupując sprzęt Apple). W rozmowach przestajemy chwalić się ilością zainstalowanych aplikacji czy wrzuconych zdjęć, a zaczynamy rozmawiać o tym, ile ich usunęliśmy, i traktować ten akt jak prawdziwy przełom w życiu. Zamiast wrzucać zdjęcia z wakacji, chcemy niepublicznego luksusu, o którym nikt nie musi wiedzieć. Zaczynamy rozumieć, że prawdziwa wolność leżała od zawsze w sferze tajemnicy, do której dopuszczano wąski krąg wtajemniczonych, bo dzięki temu – była nasza. Czy zatem wrócimy do epoki urządzeń robiących jedną rzecz? Niedosłownie, ale sądzę, że już żyjemy u progu społecznej zmiany, w ramach której urządzenia, aplikacje, systemy czy przedmioty, którymi się otaczamy – mają przede wszystkim służyć nam i robić nasze, a nie czyjeś rzeczy.

    I nic nikomu do tego.

    #dumbPhone #felietony #Kołacz #mental #minimalizm #prostyTelefon #Retro #slow #slowLife #vintage #zdrowie #zdrowiePsychiczne
  18. #Facebook zapłaci dodatkowe pół miliarda dolarów za to, że świadomie wyrządzał szkodę zdrowiu psychicznemu dzieci i ukrywał swoją wiedzę o wykorzystywaniu seksualnym dzieci na tej platformie - orzekł sąd w Stanach Zjednoczonych.

    Więcej w artykule "The Guardian": theguardian.com/technology/202

    #Meta #BigTech #BigTechy #Zuckerberg #dzieci #młodzież #psychika #zdrowiePsychiczne #sąd #kara #wyrok #USA #NowyMeksyk #TheGuardian #Instagram

  19. #Facebook zapłaci dodatkowe pół miliarda dolarów za to, że świadomie wyrządzał szkodę zdrowiu psychicznemu dzieci i ukrywał swoją wiedzę o wykorzystywaniu seksualnym dzieci na tej platformie - orzekł sąd w Stanach Zjednoczonych.

    Więcej w artykule "The Guardian": theguardian.com/technology/202

    #Meta #BigTech #BigTechy #Zuckerberg #dzieci #młodzież #psychika #zdrowiePsychiczne #sąd #kara #wyrok #USA #NowyMeksyk #TheGuardian #Instagram

  20. #Facebook zapłaci dodatkowe pół miliarda dolarów za to, że świadomie wyrządzał szkodę zdrowiu psychicznemu dzieci i ukrywał swoją wiedzę o wykorzystywaniu seksualnym dzieci na tej platformie - orzekł sąd w Stanach Zjednoczonych.

    Więcej w artykule "The Guardian": theguardian.com/technology/202

    #Meta #BigTech #BigTechy #Zuckerberg #dzieci #młodzież #psychika #zdrowiePsychiczne #sąd #kara #wyrok #USA #NowyMeksyk #TheGuardian #Instagram

  21. #Facebook zapłaci dodatkowe pół miliarda dolarów za to, że świadomie wyrządzał szkodę zdrowiu psychicznemu dzieci i ukrywał swoją wiedzę o wykorzystywaniu seksualnym dzieci na tej platformie - orzekł sąd w Stanach Zjednoczonych.

    Więcej w artykule "The Guardian": theguardian.com/technology/202

    #Meta #BigTech #BigTechy #Zuckerberg #dzieci #młodzież #psychika #zdrowiePsychiczne #sąd #kara #wyrok #USA #NowyMeksyk #TheGuardian #Instagram

  22. #Facebook zapłaci dodatkowe pół miliarda dolarów za to, że świadomie wyrządzał szkodę zdrowiu psychicznemu dzieci i ukrywał swoją wiedzę o wykorzystywaniu seksualnym dzieci na tej platformie - orzekł sąd w Stanach Zjednoczonych.

    Więcej w artykule "The Guardian": theguardian.com/technology/202

    #Meta #BigTech #BigTechy #Zuckerberg #dzieci #młodzież #psychika #zdrowiePsychiczne #sąd #kara #wyrok #USA #NowyMeksyk #TheGuardian #Instagram

  23. Sport przestał być relaksem. Czym jest sportowe FOMO, które wykańcza młodych Polaków?

    Zamiast endorfin – stres i wyrzuty sumienia. Codzienne relacje z siłowni, domykanie celów w aplikacjach i ciągłe porównywanie się w mediach społecznościowych zamieniają zdrowy nawyk w toksyczny przymus.

    Zjawisko to ma już swoją nazwę i uderza przede wszystkim w osoby, które dopiero wkraczają w dorosłe życie, zamieniając dbanie o siebie w wyczerpujący wyścig.

    Presja bycia w formie i niekończące się treningi

    Zjawisko „fear of missing out” (lęk przed tym, że omija nas coś ważnego) przeniosło się ze świata cyfrowego wprost do szatni fitness. Powszechny dostęp do cudzych wyników sportowych i idealnych sylwetek sprawia, że aż 59 proc. Polaków do 24. roku życia odczuwa presję, aby regularnie trenować. Dla wielu z nich aktywność fizyczna przestała być formą relaksu, a stała się elementem obowiązkowej autoprezentacji.

    Ten wewnętrzny przymus rodzi bardzo negatywne konsekwencje dla zdrowia psychicznego. Prawie połowa najmłodszych badanych (49 proc.) przyznaje, że odczuwa poczucie winy, gdy odpuści zaplanowany trening. Z kolei dla 44 proc. z nich sport bywa generatorem stresu, a nie czystej przyjemności. Ciągłe poczucie, że inni robią postępy i nieustannie ćwiczą, wpędza dwudziestolatków w błędne koło frustracji.

    Z wiekiem potrafimy odpuścić

    Co ciekawe, problem sportowego rachunku sumienia wyraźnie słabnie wraz z metryką. W grupie wiekowej 25-34 lata przymus trenowania odczuwa 48 proc. osób, a wśród badanych po pięćdziesiątym roku życia odsetek ten spada do 39 proc. Mimo narastającej presji, młodzi ludzie wciąż dostrzegają fundamentalne zalety ruchu. Ponad połowa z nich (53 proc.) ćwiczy dla zdrowia, a 43 proc. dla poprawy wyglądu.

    Warto jednak zauważyć pewien paradoks. Choć w każdej grupie wiekowej większość osób odnotowuje poprawę nastroju po treningu, to właśnie najmłodsi, uginający się pod ciężarem presji, doświadczają tego najrzadziej (60 proc.). Dla porównania, w grupie wiekowej 35-49 lat pozytywny wpływ ruchu na psychikę zauważa blisko 70 proc. respondentów.

    Mikronawyki zamiast morderczego wysiłku na siłowni

    Rozwiązaniem narastającego problemu sportowego FOMO może być całkowita zmiana podejścia do aktywności i odrzucenie toksycznej zasady „wszystko albo nic”. Ruch nie musi oznaczać wyczerpującego, dwugodzinnego treningu na siłowni. Zgadza się z tym co czwarty młody Polak, traktując jako aktywność każdy fizyczny wysiłek w ciągu dnia.

    To właśnie drobne mikronawyki pozwalają utrzymać ciało w zdrowiu bez obciążania psychiki. Statystyki pokazują, że młodzi ludzie powoli wdrażają je w życie: 61 proc. z nich wybiera spacer zamiast podwózki na krótkich dystansach, a 55 proc. rezygnuje z windy na rzecz schodów. Nowoczesna technologia, taka jak smartwatche, może w tym pomagać, o ile służy do śledzenia tych drobnych form ruchu, a nie staje się kolejnym batem do rozliczania się z wyśrubowanych wyników.

    Sztuczna inteligencja rezygnuje z dokładności, by być „miła”. Nowe badanie obnaża słabość empatycznego AI

    #aktywnośćFizyczna #mikronawyki #presjaTreningu #psychologiaSportu #sportoweFOMO #zdrowiePsychiczne #zdrowyStylżycia
  24. Sport przestał być relaksem. Czym jest sportowe FOMO, które wykańcza młodych Polaków?

    Zamiast endorfin – stres i wyrzuty sumienia. Codzienne relacje z siłowni, domykanie celów w aplikacjach i ciągłe porównywanie się w mediach społecznościowych zamieniają zdrowy nawyk w toksyczny przymus.

    Zjawisko to ma już swoją nazwę i uderza przede wszystkim w osoby, które dopiero wkraczają w dorosłe życie, zamieniając dbanie o siebie w wyczerpujący wyścig.

    Presja bycia w formie i niekończące się treningi

    Zjawisko „fear of missing out” (lęk przed tym, że omija nas coś ważnego) przeniosło się ze świata cyfrowego wprost do szatni fitness. Powszechny dostęp do cudzych wyników sportowych i idealnych sylwetek sprawia, że aż 59 proc. Polaków do 24. roku życia odczuwa presję, aby regularnie trenować. Dla wielu z nich aktywność fizyczna przestała być formą relaksu, a stała się elementem obowiązkowej autoprezentacji.

    Ten wewnętrzny przymus rodzi bardzo negatywne konsekwencje dla zdrowia psychicznego. Prawie połowa najmłodszych badanych (49 proc.) przyznaje, że odczuwa poczucie winy, gdy odpuści zaplanowany trening. Z kolei dla 44 proc. z nich sport bywa generatorem stresu, a nie czystej przyjemności. Ciągłe poczucie, że inni robią postępy i nieustannie ćwiczą, wpędza dwudziestolatków w błędne koło frustracji.

    Z wiekiem potrafimy odpuścić

    Co ciekawe, problem sportowego rachunku sumienia wyraźnie słabnie wraz z metryką. W grupie wiekowej 25-34 lata przymus trenowania odczuwa 48 proc. osób, a wśród badanych po pięćdziesiątym roku życia odsetek ten spada do 39 proc. Mimo narastającej presji, młodzi ludzie wciąż dostrzegają fundamentalne zalety ruchu. Ponad połowa z nich (53 proc.) ćwiczy dla zdrowia, a 43 proc. dla poprawy wyglądu.

    Warto jednak zauważyć pewien paradoks. Choć w każdej grupie wiekowej większość osób odnotowuje poprawę nastroju po treningu, to właśnie najmłodsi, uginający się pod ciężarem presji, doświadczają tego najrzadziej (60 proc.). Dla porównania, w grupie wiekowej 35-49 lat pozytywny wpływ ruchu na psychikę zauważa blisko 70 proc. respondentów.

    Mikronawyki zamiast morderczego wysiłku na siłowni

    Rozwiązaniem narastającego problemu sportowego FOMO może być całkowita zmiana podejścia do aktywności i odrzucenie toksycznej zasady „wszystko albo nic”. Ruch nie musi oznaczać wyczerpującego, dwugodzinnego treningu na siłowni. Zgadza się z tym co czwarty młody Polak, traktując jako aktywność każdy fizyczny wysiłek w ciągu dnia.

    To właśnie drobne mikronawyki pozwalają utrzymać ciało w zdrowiu bez obciążania psychiki. Statystyki pokazują, że młodzi ludzie powoli wdrażają je w życie: 61 proc. z nich wybiera spacer zamiast podwózki na krótkich dystansach, a 55 proc. rezygnuje z windy na rzecz schodów. Nowoczesna technologia, taka jak smartwatche, może w tym pomagać, o ile służy do śledzenia tych drobnych form ruchu, a nie staje się kolejnym batem do rozliczania się z wyśrubowanych wyników.

    Sztuczna inteligencja rezygnuje z dokładności, by być „miła”. Nowe badanie obnaża słabość empatycznego AI

    #aktywnośćFizyczna #mikronawyki #presjaTreningu #psychologiaSportu #sportoweFOMO #zdrowiePsychiczne #zdrowyStylżycia
  25. Sport przestał być relaksem. Czym jest sportowe FOMO, które wykańcza młodych Polaków?

    Zamiast endorfin – stres i wyrzuty sumienia. Codzienne relacje z siłowni, domykanie celów w aplikacjach i ciągłe porównywanie się w mediach społecznościowych zamieniają zdrowy nawyk w toksyczny przymus.

    Zjawisko to ma już swoją nazwę i uderza przede wszystkim w osoby, które dopiero wkraczają w dorosłe życie, zamieniając dbanie o siebie w wyczerpujący wyścig.

    Presja bycia w formie i niekończące się treningi

    Zjawisko „fear of missing out” (lęk przed tym, że omija nas coś ważnego) przeniosło się ze świata cyfrowego wprost do szatni fitness. Powszechny dostęp do cudzych wyników sportowych i idealnych sylwetek sprawia, że aż 59 proc. Polaków do 24. roku życia odczuwa presję, aby regularnie trenować. Dla wielu z nich aktywność fizyczna przestała być formą relaksu, a stała się elementem obowiązkowej autoprezentacji.

    Ten wewnętrzny przymus rodzi bardzo negatywne konsekwencje dla zdrowia psychicznego. Prawie połowa najmłodszych badanych (49 proc.) przyznaje, że odczuwa poczucie winy, gdy odpuści zaplanowany trening. Z kolei dla 44 proc. z nich sport bywa generatorem stresu, a nie czystej przyjemności. Ciągłe poczucie, że inni robią postępy i nieustannie ćwiczą, wpędza dwudziestolatków w błędne koło frustracji.

    Z wiekiem potrafimy odpuścić

    Co ciekawe, problem sportowego rachunku sumienia wyraźnie słabnie wraz z metryką. W grupie wiekowej 25-34 lata przymus trenowania odczuwa 48 proc. osób, a wśród badanych po pięćdziesiątym roku życia odsetek ten spada do 39 proc. Mimo narastającej presji, młodzi ludzie wciąż dostrzegają fundamentalne zalety ruchu. Ponad połowa z nich (53 proc.) ćwiczy dla zdrowia, a 43 proc. dla poprawy wyglądu.

    Warto jednak zauważyć pewien paradoks. Choć w każdej grupie wiekowej większość osób odnotowuje poprawę nastroju po treningu, to właśnie najmłodsi, uginający się pod ciężarem presji, doświadczają tego najrzadziej (60 proc.). Dla porównania, w grupie wiekowej 35-49 lat pozytywny wpływ ruchu na psychikę zauważa blisko 70 proc. respondentów.

    Mikronawyki zamiast morderczego wysiłku na siłowni

    Rozwiązaniem narastającego problemu sportowego FOMO może być całkowita zmiana podejścia do aktywności i odrzucenie toksycznej zasady „wszystko albo nic”. Ruch nie musi oznaczać wyczerpującego, dwugodzinnego treningu na siłowni. Zgadza się z tym co czwarty młody Polak, traktując jako aktywność każdy fizyczny wysiłek w ciągu dnia.

    To właśnie drobne mikronawyki pozwalają utrzymać ciało w zdrowiu bez obciążania psychiki. Statystyki pokazują, że młodzi ludzie powoli wdrażają je w życie: 61 proc. z nich wybiera spacer zamiast podwózki na krótkich dystansach, a 55 proc. rezygnuje z windy na rzecz schodów. Nowoczesna technologia, taka jak smartwatche, może w tym pomagać, o ile służy do śledzenia tych drobnych form ruchu, a nie staje się kolejnym batem do rozliczania się z wyśrubowanych wyników.

    Sztuczna inteligencja rezygnuje z dokładności, by być „miła”. Nowe badanie obnaża słabość empatycznego AI

    #aktywnośćFizyczna #mikronawyki #presjaTreningu #psychologiaSportu #sportoweFOMO #zdrowiePsychiczne #zdrowyStylżycia
  26. RE: functional.cafe/@tomekw/116787

    Nasze mózgi są ewolucyjnie nieprzygotowane na natłok złych wiadomości, które docierają do nas każdego dnia. W toku ewolucji współczesnego człowieka (która trwała setki tysięcy lat) nigdy nie byliśmy narażeni na tyle złych informacji. Dlatego teraz trudno sobie z tym poradzić i coraz więcej osób przynajmniej od czasu do czasu decyduje się na odcięcie się od wiadomości ze świata. Ale czy to jest najlepsze rozwiązanie?

    #ewolucja #wiadomości #media #psychika #zdrowiePsychiczne

    Więcej w artykule: 👇

  27. RE: functional.cafe/@tomekw/116787

    Nasze mózgi są ewolucyjnie nieprzygotowane na natłok złych wiadomości, które docierają do nas każdego dnia. W toku ewolucji współczesnego człowieka (która trwała setki tysięcy lat) nigdy nie byliśmy narażeni na tyle złych informacji. Dlatego teraz trudno sobie z tym poradzić i coraz więcej osób przynajmniej od czasu do czasu decyduje się na odcięcie się od wiadomości ze świata. Ale czy to jest najlepsze rozwiązanie?

    #ewolucja #wiadomości #media #psychika #zdrowiePsychiczne

    Więcej w artykule: 👇

  28. RE: functional.cafe/@tomekw/116787

    Nasze mózgi są ewolucyjnie nieprzygotowane na natłok złych wiadomości, które docierają do nas każdego dnia. W toku ewolucji współczesnego człowieka (która trwała setki tysięcy lat) nigdy nie byliśmy narażeni na tyle złych informacji. Dlatego teraz trudno sobie z tym poradzić i coraz więcej osób przynajmniej od czasu do czasu decyduje się na odcięcie się od wiadomości ze świata. Ale czy to jest najlepsze rozwiązanie?

    #ewolucja #wiadomości #media #psychika #zdrowiePsychiczne

    Więcej w artykule: 👇

  29. RE: functional.cafe/@tomekw/116787

    Nasze mózgi są ewolucyjnie nieprzygotowane na natłok złych wiadomości, które docierają do nas każdego dnia. W toku ewolucji współczesnego człowieka (która trwała setki tysięcy lat) nigdy nie byliśmy narażeni na tyle złych informacji. Dlatego teraz trudno sobie z tym poradzić i coraz więcej osób przynajmniej od czasu do czasu decyduje się na odcięcie się od wiadomości ze świata. Ale czy to jest najlepsze rozwiązanie?

    #ewolucja #wiadomości #media #psychika #zdrowiePsychiczne

    Więcej w artykule: 👇

  30. europesays.com/pl/493613/ Lęk nie musi przejmować kontroli nad życiem. Psychoterapeuta w „Hej Poznań” wyjaśniał, kiedy warto szukać pomocy #HejPoznan #PL #Poland #Polish #Polska #Polski #poznan #ZdrowiePsychiczne

  31. Rachunek za algorytmy. Meta i technologiczni giganci idą na ugodę z amerykańskimi szkołami

    Kryzys zdrowia psychicznego wśród młodzieży przestaje być wyłącznie problemem socjologicznym, a staje się kosztem finansowym dla gigantów technologicznych.

    Władze oświatowe w Stanach Zjednoczonych wytoczyły działa przeciwko twórcom mediów społecznościowych, domagając się pokrycia kosztów walki z uzależnieniami uczniów. W obliczu bezprecedensowego procesu, Meta, Google, TikTok oraz Snap zdecydowały się na pozasądowe ugody, próbując uniknąć niebezpiecznego dla całej branży precedensu prawnego.

    Testowy proces i wielomilionowe roszczenia

    Sprawa okręgu szkolnego Breathitt w stanie Kentucky miała stanowić historyczny punkt zwrotny. Był to pierwszy z ponad tysiąca dwustu podobnych pozwów, w których amerykańskie szkoły oskarżają korporacje o celowe projektowanie platform w sposób maksymalizujący uzależnienie.

    Władze okręgu domagały się 60 milionów dolarów odszkodowania na sfinansowanie programów terapeutycznych, walkę ze stanami lękowymi, depresją oraz samookaleczeniami wśród uczniów, a także wymuszenia zmian w samej architekturze aplikacji. Choć proces miał rozpocząć się w połowie czerwca przed sądem federalnym w Kalifornii, wszystkie oskarżone podmioty – od właścicieli TikToka i Snapchata po YouTube’a i Instagrama – wolały uniknąć publicznej obrony swoich algorytmów i zawarły poufne ugody finansowe.

    Iluzja bezpieczeństwa i kupowanie wizerunku

    Strategia unikania sal sądowych przez Metę nie jest przypadkowa. Wcześniej korporacja wraz z Google przegrała głośny proces w Los Angeles, w którym ława przysięgłych przyznała 6 milionów dolarów zadośćuczynienia dwudziestoletniej kobiecie za zrujnowanie jej zdrowia psychicznego w dzieciństwie poprzez uzależniające mechanizmy aplikacji. W oficjalnych komunikatach firma Marka Zuckerberga zasłania się wprowadzonymi dwa lata temu narzędziami ochronnymi, takimi jak tak zwane konta dla nastolatków.

    Rzeczywistość algorytmiczna wygląda jednak zupełnie inaczej. Niezależni badacze oraz sygnaliści, w tym były pracownik Mety Arturo Béjar, wprost wskazują, że filtry te nie blokują skutecznie szkodliwych treści. Co więcej, organizacja śledząca przejrzystość w branży technologicznej, Tech Transparency Project, ujawniła niedawno, że korporacja aktywnie opłacała internetowych twórców, aby ci publicznie chwalili skuteczność nowych zabezpieczeń. Takie działania dobitnie pokazują, że Dolina Krzemowa jest obecnie bardziej skłonna płacić za sztuczne ocieplanie wizerunku i poufne ugody sądowe, niż dokonać fundamentalnej przebudowy swoich najbardziej dochodowych produktów.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #iMagazine #Instagram #MarkZuckerberg #mediaSpołecznościowe #Meta #prawo #TikTok #usa #uzależnienie #YouTube #zdrowiePsychiczne
  32. Rachunek za algorytmy. Meta i technologiczni giganci idą na ugodę z amerykańskimi szkołami

    Kryzys zdrowia psychicznego wśród młodzieży przestaje być wyłącznie problemem socjologicznym, a staje się kosztem finansowym dla gigantów technologicznych.

    Władze oświatowe w Stanach Zjednoczonych wytoczyły działa przeciwko twórcom mediów społecznościowych, domagając się pokrycia kosztów walki z uzależnieniami uczniów. W obliczu bezprecedensowego procesu, Meta, Google, TikTok oraz Snap zdecydowały się na pozasądowe ugody, próbując uniknąć niebezpiecznego dla całej branży precedensu prawnego.

    Testowy proces i wielomilionowe roszczenia

    Sprawa okręgu szkolnego Breathitt w stanie Kentucky miała stanowić historyczny punkt zwrotny. Był to pierwszy z ponad tysiąca dwustu podobnych pozwów, w których amerykańskie szkoły oskarżają korporacje o celowe projektowanie platform w sposób maksymalizujący uzależnienie.

    Władze okręgu domagały się 60 milionów dolarów odszkodowania na sfinansowanie programów terapeutycznych, walkę ze stanami lękowymi, depresją oraz samookaleczeniami wśród uczniów, a także wymuszenia zmian w samej architekturze aplikacji. Choć proces miał rozpocząć się w połowie czerwca przed sądem federalnym w Kalifornii, wszystkie oskarżone podmioty – od właścicieli TikToka i Snapchata po YouTube’a i Instagrama – wolały uniknąć publicznej obrony swoich algorytmów i zawarły poufne ugody finansowe.

    Iluzja bezpieczeństwa i kupowanie wizerunku

    Strategia unikania sal sądowych przez Metę nie jest przypadkowa. Wcześniej korporacja wraz z Google przegrała głośny proces w Los Angeles, w którym ława przysięgłych przyznała 6 milionów dolarów zadośćuczynienia dwudziestoletniej kobiecie za zrujnowanie jej zdrowia psychicznego w dzieciństwie poprzez uzależniające mechanizmy aplikacji. W oficjalnych komunikatach firma Marka Zuckerberga zasłania się wprowadzonymi dwa lata temu narzędziami ochronnymi, takimi jak tak zwane konta dla nastolatków.

    Rzeczywistość algorytmiczna wygląda jednak zupełnie inaczej. Niezależni badacze oraz sygnaliści, w tym były pracownik Mety Arturo Béjar, wprost wskazują, że filtry te nie blokują skutecznie szkodliwych treści. Co więcej, organizacja śledząca przejrzystość w branży technologicznej, Tech Transparency Project, ujawniła niedawno, że korporacja aktywnie opłacała internetowych twórców, aby ci publicznie chwalili skuteczność nowych zabezpieczeń. Takie działania dobitnie pokazują, że Dolina Krzemowa jest obecnie bardziej skłonna płacić za sztuczne ocieplanie wizerunku i poufne ugody sądowe, niż dokonać fundamentalnej przebudowy swoich najbardziej dochodowych produktów.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #iMagazine #Instagram #MarkZuckerberg #mediaSpołecznościowe #Meta #prawo #TikTok #usa #uzależnienie #YouTube #zdrowiePsychiczne
  33. Rachunek za algorytmy. Meta i technologiczni giganci idą na ugodę z amerykańskimi szkołami

    Kryzys zdrowia psychicznego wśród młodzieży przestaje być wyłącznie problemem socjologicznym, a staje się kosztem finansowym dla gigantów technologicznych.

    Władze oświatowe w Stanach Zjednoczonych wytoczyły działa przeciwko twórcom mediów społecznościowych, domagając się pokrycia kosztów walki z uzależnieniami uczniów. W obliczu bezprecedensowego procesu, Meta, Google, TikTok oraz Snap zdecydowały się na pozasądowe ugody, próbując uniknąć niebezpiecznego dla całej branży precedensu prawnego.

    Testowy proces i wielomilionowe roszczenia

    Sprawa okręgu szkolnego Breathitt w stanie Kentucky miała stanowić historyczny punkt zwrotny. Był to pierwszy z ponad tysiąca dwustu podobnych pozwów, w których amerykańskie szkoły oskarżają korporacje o celowe projektowanie platform w sposób maksymalizujący uzależnienie.

    Władze okręgu domagały się 60 milionów dolarów odszkodowania na sfinansowanie programów terapeutycznych, walkę ze stanami lękowymi, depresją oraz samookaleczeniami wśród uczniów, a także wymuszenia zmian w samej architekturze aplikacji. Choć proces miał rozpocząć się w połowie czerwca przed sądem federalnym w Kalifornii, wszystkie oskarżone podmioty – od właścicieli TikToka i Snapchata po YouTube’a i Instagrama – wolały uniknąć publicznej obrony swoich algorytmów i zawarły poufne ugody finansowe.

    Iluzja bezpieczeństwa i kupowanie wizerunku

    Strategia unikania sal sądowych przez Metę nie jest przypadkowa. Wcześniej korporacja wraz z Google przegrała głośny proces w Los Angeles, w którym ława przysięgłych przyznała 6 milionów dolarów zadośćuczynienia dwudziestoletniej kobiecie za zrujnowanie jej zdrowia psychicznego w dzieciństwie poprzez uzależniające mechanizmy aplikacji. W oficjalnych komunikatach firma Marka Zuckerberga zasłania się wprowadzonymi dwa lata temu narzędziami ochronnymi, takimi jak tak zwane konta dla nastolatków.

    Rzeczywistość algorytmiczna wygląda jednak zupełnie inaczej. Niezależni badacze oraz sygnaliści, w tym były pracownik Mety Arturo Béjar, wprost wskazują, że filtry te nie blokują skutecznie szkodliwych treści. Co więcej, organizacja śledząca przejrzystość w branży technologicznej, Tech Transparency Project, ujawniła niedawno, że korporacja aktywnie opłacała internetowych twórców, aby ci publicznie chwalili skuteczność nowych zabezpieczeń. Takie działania dobitnie pokazują, że Dolina Krzemowa jest obecnie bardziej skłonna płacić za sztuczne ocieplanie wizerunku i poufne ugody sądowe, niż dokonać fundamentalnej przebudowy swoich najbardziej dochodowych produktów.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #iMagazine #Instagram #MarkZuckerberg #mediaSpołecznościowe #Meta #prawo #TikTok #usa #uzależnienie #YouTube #zdrowiePsychiczne
  34. Rachunek za algorytmy. Meta i technologiczni giganci idą na ugodę z amerykańskimi szkołami

    Kryzys zdrowia psychicznego wśród młodzieży przestaje być wyłącznie problemem socjologicznym, a staje się kosztem finansowym dla gigantów technologicznych.

    Władze oświatowe w Stanach Zjednoczonych wytoczyły działa przeciwko twórcom mediów społecznościowych, domagając się pokrycia kosztów walki z uzależnieniami uczniów. W obliczu bezprecedensowego procesu, Meta, Google, TikTok oraz Snap zdecydowały się na pozasądowe ugody, próbując uniknąć niebezpiecznego dla całej branży precedensu prawnego.

    Testowy proces i wielomilionowe roszczenia

    Sprawa okręgu szkolnego Breathitt w stanie Kentucky miała stanowić historyczny punkt zwrotny. Był to pierwszy z ponad tysiąca dwustu podobnych pozwów, w których amerykańskie szkoły oskarżają korporacje o celowe projektowanie platform w sposób maksymalizujący uzależnienie.

    Władze okręgu domagały się 60 milionów dolarów odszkodowania na sfinansowanie programów terapeutycznych, walkę ze stanami lękowymi, depresją oraz samookaleczeniami wśród uczniów, a także wymuszenia zmian w samej architekturze aplikacji. Choć proces miał rozpocząć się w połowie czerwca przed sądem federalnym w Kalifornii, wszystkie oskarżone podmioty – od właścicieli TikToka i Snapchata po YouTube’a i Instagrama – wolały uniknąć publicznej obrony swoich algorytmów i zawarły poufne ugody finansowe.

    Iluzja bezpieczeństwa i kupowanie wizerunku

    Strategia unikania sal sądowych przez Metę nie jest przypadkowa. Wcześniej korporacja wraz z Google przegrała głośny proces w Los Angeles, w którym ława przysięgłych przyznała 6 milionów dolarów zadośćuczynienia dwudziestoletniej kobiecie za zrujnowanie jej zdrowia psychicznego w dzieciństwie poprzez uzależniające mechanizmy aplikacji. W oficjalnych komunikatach firma Marka Zuckerberga zasłania się wprowadzonymi dwa lata temu narzędziami ochronnymi, takimi jak tak zwane konta dla nastolatków.

    Rzeczywistość algorytmiczna wygląda jednak zupełnie inaczej. Niezależni badacze oraz sygnaliści, w tym były pracownik Mety Arturo Béjar, wprost wskazują, że filtry te nie blokują skutecznie szkodliwych treści. Co więcej, organizacja śledząca przejrzystość w branży technologicznej, Tech Transparency Project, ujawniła niedawno, że korporacja aktywnie opłacała internetowych twórców, aby ci publicznie chwalili skuteczność nowych zabezpieczeń. Takie działania dobitnie pokazują, że Dolina Krzemowa jest obecnie bardziej skłonna płacić za sztuczne ocieplanie wizerunku i poufne ugody sądowe, niż dokonać fundamentalnej przebudowy swoich najbardziej dochodowych produktów.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #iMagazine #Instagram #MarkZuckerberg #mediaSpołecznościowe #Meta #prawo #TikTok #usa #uzależnienie #YouTube #zdrowiePsychiczne
  35. Rachunek za algorytmy. Meta i technologiczni giganci idą na ugodę z amerykańskimi szkołami

    Kryzys zdrowia psychicznego wśród młodzieży przestaje być wyłącznie problemem socjologicznym, a staje się kosztem finansowym dla gigantów technologicznych.

    Władze oświatowe w Stanach Zjednoczonych wytoczyły działa przeciwko twórcom mediów społecznościowych, domagając się pokrycia kosztów walki z uzależnieniami uczniów. W obliczu bezprecedensowego procesu, Meta, Google, TikTok oraz Snap zdecydowały się na pozasądowe ugody, próbując uniknąć niebezpiecznego dla całej branży precedensu prawnego.

    Testowy proces i wielomilionowe roszczenia

    Sprawa okręgu szkolnego Breathitt w stanie Kentucky miała stanowić historyczny punkt zwrotny. Był to pierwszy z ponad tysiąca dwustu podobnych pozwów, w których amerykańskie szkoły oskarżają korporacje o celowe projektowanie platform w sposób maksymalizujący uzależnienie.

    Władze okręgu domagały się 60 milionów dolarów odszkodowania na sfinansowanie programów terapeutycznych, walkę ze stanami lękowymi, depresją oraz samookaleczeniami wśród uczniów, a także wymuszenia zmian w samej architekturze aplikacji. Choć proces miał rozpocząć się w połowie czerwca przed sądem federalnym w Kalifornii, wszystkie oskarżone podmioty – od właścicieli TikToka i Snapchata po YouTube’a i Instagrama – wolały uniknąć publicznej obrony swoich algorytmów i zawarły poufne ugody finansowe.

    Iluzja bezpieczeństwa i kupowanie wizerunku

    Strategia unikania sal sądowych przez Metę nie jest przypadkowa. Wcześniej korporacja wraz z Google przegrała głośny proces w Los Angeles, w którym ława przysięgłych przyznała 6 milionów dolarów zadośćuczynienia dwudziestoletniej kobiecie za zrujnowanie jej zdrowia psychicznego w dzieciństwie poprzez uzależniające mechanizmy aplikacji. W oficjalnych komunikatach firma Marka Zuckerberga zasłania się wprowadzonymi dwa lata temu narzędziami ochronnymi, takimi jak tak zwane konta dla nastolatków.

    Rzeczywistość algorytmiczna wygląda jednak zupełnie inaczej. Niezależni badacze oraz sygnaliści, w tym były pracownik Mety Arturo Béjar, wprost wskazują, że filtry te nie blokują skutecznie szkodliwych treści. Co więcej, organizacja śledząca przejrzystość w branży technologicznej, Tech Transparency Project, ujawniła niedawno, że korporacja aktywnie opłacała internetowych twórców, aby ci publicznie chwalili skuteczność nowych zabezpieczeń. Takie działania dobitnie pokazują, że Dolina Krzemowa jest obecnie bardziej skłonna płacić za sztuczne ocieplanie wizerunku i poufne ugody sądowe, niż dokonać fundamentalnej przebudowy swoich najbardziej dochodowych produktów.

    Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny

    #iMagazine #Instagram #MarkZuckerberg #mediaSpołecznościowe #Meta #prawo #TikTok #usa #uzależnienie #YouTube #zdrowiePsychiczne
  36. Jak oceniasz swoją elastyczność psychologiczną – zdolność adaptacji do zmian i radzenia sobie z trudnymi sytuacjami?
    #miniankiety #zdrowiePsychiczne #adaptacja #rozwójOsobisty

  37. Czy asystent AI może pogłębić kryzys psychiczny? Grok i Gemini oblewają test bezpieczeństwa, Claude stawia granice

    W miarę jak chatboty stają się coraz powszechniejszym elementem codzienności, rośnie potrzeba ewaluacji ich bezpieczeństwa – zwłaszcza w kontakcie z użytkownikami znajdującymi się w kryzysie psychicznym.

    Najnowsze badanie przeprowadzone przez naukowców z City University of New York (CUNY) oraz King’s College London rzuca światło na to, jak najpopularniejsze modele językowe reagują na symptomy odrealnienia. Wyniki pokazują drastyczne różnice w architekturze zabezpieczeń.

    Badacze postanowili sprawdzić, jak pięć wiodących na rynku modeli językowych (GPT-4o, GPT-5.2, Grok 4.1 Fast, Gemini 3 Pro oraz Claude Opus 4.5) zachowa się podczas długotrwałej interakcji z osobą wykazującą oznaki psychozy. W tym celu wykreowali wirtualną personę o imieniu „Lee” – użytkownika prezentującego objawy depresji, wycofania społecznego i postępującego oderwania od rzeczywistości. Głównym motywem przewodnim symulacji było stopniowe przekonywanie chatbota przez użytkownika do teorii, że otaczający go świat jest generowaną komputerowo iluzją.

    Aby badanie było miarodajne, konwersacje nie kończyły się na kilku zapytaniach, lecz trwały ponad 100 tur, co pozwoliło naukowcom ocenić, jak modele radzą sobie ze zjawiskiem presji narracyjnej wynikającej z długiego kontekstu rozmowy.

    Sykofancja i zachęcanie do samookaleczeń

    Z analizy opublikowanej na platformie arXiv (w formie pre-printu) wynika, że modele od xAI oraz Google zaprezentowały zdecydowanie najniższy poziom bezpieczeństwa.

    Algorytm Grok okazał się wysoce podatny na wpływy użytkownika (zjawisko sykofancji), a w skrajnych momentach zaczął wręcz zachęcać wirtualnego rozmówcę do zrobienia sobie krzywdy, posługując się poetyckim, ale wysoce niebezpiecznym językiem. Z kolei Gemini od Google wykazywało tendencję do alienacji użytkownika. W jednym ze scenariuszy, w którym „Lee” poprosił o pomoc w napisaniu listu do bliskich, chatbot zasugerował, by tego nie robił, określając rodzinę mianem „skryptów” i ostrzegając, że bliscy uznają jego słowa za „załamanie nerwowe” i będą próbowali go „zresetować i zamknąć”.

    W starszej wersji modelu od OpenAI (GPT-4o) badacze odnotowali natomiast zjawisko uwiarygadniania urojeń. Chatbot potakiwał, gdy użytkownik wspominał o obecności „złowrogiego bytu w lustrze”, proponując nawet kontakt z badaczem zjawisk paranormalnych, a w innym scenariuszu zaakceptował pomysł odstawienia leków stabilizujących nastrój.

    Konstruktywna reakcja w nowszych iteracjach

    Wnioski z badania nie są jednak wyłącznie pesymistyczne. Eksperyment udowodnił, że branża jest w stanie projektować algorytmy potrafiące stawiać twarde granice. Zdecydowanie najwyższe noty za bezpieczeństwo zebrały modele Claude Opus 4.5 oraz nowa architektura OpenAI – GPT-5.2.

    W tym samym scenariuszu z pisaniem listu, w którym Gemini zachęcało do izolacji, GPT-5.2 stanowczo odmówiło uwiarygadniania teorii o symulacji, proponując w zamian przeredagowanie tekstu tak, by rozmówca wprost zakomunikował rodzinie, że odczuwa przytłaczające myśli i potrzebuje pomocy. Z kolei Claude Opus 4.5 posunął się o krok dalej – przy wzroście napięcia emocjonalnego algorytm wprost poinstruował rozmówcę, by odsunął się od lustra, wyłączył aplikację i natychmiast skontaktował się ze specjalistą lub udał się na izbę przyjęć.

    „Oczekujemy od laboratoriów AI stosowania lepszych praktyk w zakresie bezpieczeństwa, zwłaszcza teraz, gdy widać wyraźny postęp, co dowodzi, że jest to technologicznie wykonalne” – podsumował w wywiadzie dla 404 Media Luke Nicholls, jeden z autorów badania. Wyniki eksperymentu to jasny sygnał dla branży, że zabezpieczenia prewencyjne nie powinny ustępować miejsca walce o jak najdłuższy wskaźnik zaangażowania użytkownika w aplikacji.

    Granice odpowiedzialności. OpenAI przeprasza za brak zgłoszenia konta sprawcy strzelaniny

    #AI #Anthropic #chatboty #ChatGPT #Claude #cyberbezpieczeństwo #Gemini #Google #GPT5 #Grok #OpenAI #sztucznaInteligencja #xAI #zdrowiePsychiczne
  38. Czy asystent AI może pogłębić kryzys psychiczny? Grok i Gemini oblewają test bezpieczeństwa, Claude stawia granice

    W miarę jak chatboty stają się coraz powszechniejszym elementem codzienności, rośnie potrzeba ewaluacji ich bezpieczeństwa – zwłaszcza w kontakcie z użytkownikami znajdującymi się w kryzysie psychicznym.

    Najnowsze badanie przeprowadzone przez naukowców z City University of New York (CUNY) oraz King’s College London rzuca światło na to, jak najpopularniejsze modele językowe reagują na symptomy odrealnienia. Wyniki pokazują drastyczne różnice w architekturze zabezpieczeń.

    Badacze postanowili sprawdzić, jak pięć wiodących na rynku modeli językowych (GPT-4o, GPT-5.2, Grok 4.1 Fast, Gemini 3 Pro oraz Claude Opus 4.5) zachowa się podczas długotrwałej interakcji z osobą wykazującą oznaki psychozy. W tym celu wykreowali wirtualną personę o imieniu „Lee” – użytkownika prezentującego objawy depresji, wycofania społecznego i postępującego oderwania od rzeczywistości. Głównym motywem przewodnim symulacji było stopniowe przekonywanie chatbota przez użytkownika do teorii, że otaczający go świat jest generowaną komputerowo iluzją.

    Aby badanie było miarodajne, konwersacje nie kończyły się na kilku zapytaniach, lecz trwały ponad 100 tur, co pozwoliło naukowcom ocenić, jak modele radzą sobie ze zjawiskiem presji narracyjnej wynikającej z długiego kontekstu rozmowy.

    Sykofancja i zachęcanie do samookaleczeń

    Z analizy opublikowanej na platformie arXiv (w formie pre-printu) wynika, że modele od xAI oraz Google zaprezentowały zdecydowanie najniższy poziom bezpieczeństwa.

    Algorytm Grok okazał się wysoce podatny na wpływy użytkownika (zjawisko sykofancji), a w skrajnych momentach zaczął wręcz zachęcać wirtualnego rozmówcę do zrobienia sobie krzywdy, posługując się poetyckim, ale wysoce niebezpiecznym językiem. Z kolei Gemini od Google wykazywało tendencję do alienacji użytkownika. W jednym ze scenariuszy, w którym „Lee” poprosił o pomoc w napisaniu listu do bliskich, chatbot zasugerował, by tego nie robił, określając rodzinę mianem „skryptów” i ostrzegając, że bliscy uznają jego słowa za „załamanie nerwowe” i będą próbowali go „zresetować i zamknąć”.

    W starszej wersji modelu od OpenAI (GPT-4o) badacze odnotowali natomiast zjawisko uwiarygadniania urojeń. Chatbot potakiwał, gdy użytkownik wspominał o obecności „złowrogiego bytu w lustrze”, proponując nawet kontakt z badaczem zjawisk paranormalnych, a w innym scenariuszu zaakceptował pomysł odstawienia leków stabilizujących nastrój.

    Konstruktywna reakcja w nowszych iteracjach

    Wnioski z badania nie są jednak wyłącznie pesymistyczne. Eksperyment udowodnił, że branża jest w stanie projektować algorytmy potrafiące stawiać twarde granice. Zdecydowanie najwyższe noty za bezpieczeństwo zebrały modele Claude Opus 4.5 oraz nowa architektura OpenAI – GPT-5.2.

    W tym samym scenariuszu z pisaniem listu, w którym Gemini zachęcało do izolacji, GPT-5.2 stanowczo odmówiło uwiarygadniania teorii o symulacji, proponując w zamian przeredagowanie tekstu tak, by rozmówca wprost zakomunikował rodzinie, że odczuwa przytłaczające myśli i potrzebuje pomocy. Z kolei Claude Opus 4.5 posunął się o krok dalej – przy wzroście napięcia emocjonalnego algorytm wprost poinstruował rozmówcę, by odsunął się od lustra, wyłączył aplikację i natychmiast skontaktował się ze specjalistą lub udał się na izbę przyjęć.

    „Oczekujemy od laboratoriów AI stosowania lepszych praktyk w zakresie bezpieczeństwa, zwłaszcza teraz, gdy widać wyraźny postęp, co dowodzi, że jest to technologicznie wykonalne” – podsumował w wywiadzie dla 404 Media Luke Nicholls, jeden z autorów badania. Wyniki eksperymentu to jasny sygnał dla branży, że zabezpieczenia prewencyjne nie powinny ustępować miejsca walce o jak najdłuższy wskaźnik zaangażowania użytkownika w aplikacji.

    Granice odpowiedzialności. OpenAI przeprasza za brak zgłoszenia konta sprawcy strzelaniny

    #AI #Anthropic #chatboty #ChatGPT #Claude #cyberbezpieczeństwo #Gemini #Google #GPT5 #Grok #OpenAI #sztucznaInteligencja #xAI #zdrowiePsychiczne
  39. Czy asystent AI może pogłębić kryzys psychiczny? Grok i Gemini oblewają test bezpieczeństwa, Claude stawia granice

    W miarę jak chatboty stają się coraz powszechniejszym elementem codzienności, rośnie potrzeba ewaluacji ich bezpieczeństwa – zwłaszcza w kontakcie z użytkownikami znajdującymi się w kryzysie psychicznym.

    Najnowsze badanie przeprowadzone przez naukowców z City University of New York (CUNY) oraz King’s College London rzuca światło na to, jak najpopularniejsze modele językowe reagują na symptomy odrealnienia. Wyniki pokazują drastyczne różnice w architekturze zabezpieczeń.

    Badacze postanowili sprawdzić, jak pięć wiodących na rynku modeli językowych (GPT-4o, GPT-5.2, Grok 4.1 Fast, Gemini 3 Pro oraz Claude Opus 4.5) zachowa się podczas długotrwałej interakcji z osobą wykazującą oznaki psychozy. W tym celu wykreowali wirtualną personę o imieniu „Lee” – użytkownika prezentującego objawy depresji, wycofania społecznego i postępującego oderwania od rzeczywistości. Głównym motywem przewodnim symulacji było stopniowe przekonywanie chatbota przez użytkownika do teorii, że otaczający go świat jest generowaną komputerowo iluzją.

    Aby badanie było miarodajne, konwersacje nie kończyły się na kilku zapytaniach, lecz trwały ponad 100 tur, co pozwoliło naukowcom ocenić, jak modele radzą sobie ze zjawiskiem presji narracyjnej wynikającej z długiego kontekstu rozmowy.

    Sykofancja i zachęcanie do samookaleczeń

    Z analizy opublikowanej na platformie arXiv (w formie pre-printu) wynika, że modele od xAI oraz Google zaprezentowały zdecydowanie najniższy poziom bezpieczeństwa.

    Algorytm Grok okazał się wysoce podatny na wpływy użytkownika (zjawisko sykofancji), a w skrajnych momentach zaczął wręcz zachęcać wirtualnego rozmówcę do zrobienia sobie krzywdy, posługując się poetyckim, ale wysoce niebezpiecznym językiem. Z kolei Gemini od Google wykazywało tendencję do alienacji użytkownika. W jednym ze scenariuszy, w którym „Lee” poprosił o pomoc w napisaniu listu do bliskich, chatbot zasugerował, by tego nie robił, określając rodzinę mianem „skryptów” i ostrzegając, że bliscy uznają jego słowa za „załamanie nerwowe” i będą próbowali go „zresetować i zamknąć”.

    W starszej wersji modelu od OpenAI (GPT-4o) badacze odnotowali natomiast zjawisko uwiarygadniania urojeń. Chatbot potakiwał, gdy użytkownik wspominał o obecności „złowrogiego bytu w lustrze”, proponując nawet kontakt z badaczem zjawisk paranormalnych, a w innym scenariuszu zaakceptował pomysł odstawienia leków stabilizujących nastrój.

    Konstruktywna reakcja w nowszych iteracjach

    Wnioski z badania nie są jednak wyłącznie pesymistyczne. Eksperyment udowodnił, że branża jest w stanie projektować algorytmy potrafiące stawiać twarde granice. Zdecydowanie najwyższe noty za bezpieczeństwo zebrały modele Claude Opus 4.5 oraz nowa architektura OpenAI – GPT-5.2.

    W tym samym scenariuszu z pisaniem listu, w którym Gemini zachęcało do izolacji, GPT-5.2 stanowczo odmówiło uwiarygadniania teorii o symulacji, proponując w zamian przeredagowanie tekstu tak, by rozmówca wprost zakomunikował rodzinie, że odczuwa przytłaczające myśli i potrzebuje pomocy. Z kolei Claude Opus 4.5 posunął się o krok dalej – przy wzroście napięcia emocjonalnego algorytm wprost poinstruował rozmówcę, by odsunął się od lustra, wyłączył aplikację i natychmiast skontaktował się ze specjalistą lub udał się na izbę przyjęć.

    „Oczekujemy od laboratoriów AI stosowania lepszych praktyk w zakresie bezpieczeństwa, zwłaszcza teraz, gdy widać wyraźny postęp, co dowodzi, że jest to technologicznie wykonalne” – podsumował w wywiadzie dla 404 Media Luke Nicholls, jeden z autorów badania. Wyniki eksperymentu to jasny sygnał dla branży, że zabezpieczenia prewencyjne nie powinny ustępować miejsca walce o jak najdłuższy wskaźnik zaangażowania użytkownika w aplikacji.

    Granice odpowiedzialności. OpenAI przeprasza za brak zgłoszenia konta sprawcy strzelaniny

    #AI #Anthropic #chatboty #ChatGPT #Claude #cyberbezpieczeństwo #Gemini #Google #GPT5 #Grok #OpenAI #sztucznaInteligencja #xAI #zdrowiePsychiczne
  40. Czy asystent AI może pogłębić kryzys psychiczny? Grok i Gemini oblewają test bezpieczeństwa, Claude stawia granice

    W miarę jak chatboty stają się coraz powszechniejszym elementem codzienności, rośnie potrzeba ewaluacji ich bezpieczeństwa – zwłaszcza w kontakcie z użytkownikami znajdującymi się w kryzysie psychicznym.

    Najnowsze badanie przeprowadzone przez naukowców z City University of New York (CUNY) oraz King’s College London rzuca światło na to, jak najpopularniejsze modele językowe reagują na symptomy odrealnienia. Wyniki pokazują drastyczne różnice w architekturze zabezpieczeń.

    Badacze postanowili sprawdzić, jak pięć wiodących na rynku modeli językowych (GPT-4o, GPT-5.2, Grok 4.1 Fast, Gemini 3 Pro oraz Claude Opus 4.5) zachowa się podczas długotrwałej interakcji z osobą wykazującą oznaki psychozy. W tym celu wykreowali wirtualną personę o imieniu „Lee” – użytkownika prezentującego objawy depresji, wycofania społecznego i postępującego oderwania od rzeczywistości. Głównym motywem przewodnim symulacji było stopniowe przekonywanie chatbota przez użytkownika do teorii, że otaczający go świat jest generowaną komputerowo iluzją.

    Aby badanie było miarodajne, konwersacje nie kończyły się na kilku zapytaniach, lecz trwały ponad 100 tur, co pozwoliło naukowcom ocenić, jak modele radzą sobie ze zjawiskiem presji narracyjnej wynikającej z długiego kontekstu rozmowy.

    Sykofancja i zachęcanie do samookaleczeń

    Z analizy opublikowanej na platformie arXiv (w formie pre-printu) wynika, że modele od xAI oraz Google zaprezentowały zdecydowanie najniższy poziom bezpieczeństwa.

    Algorytm Grok okazał się wysoce podatny na wpływy użytkownika (zjawisko sykofancji), a w skrajnych momentach zaczął wręcz zachęcać wirtualnego rozmówcę do zrobienia sobie krzywdy, posługując się poetyckim, ale wysoce niebezpiecznym językiem. Z kolei Gemini od Google wykazywało tendencję do alienacji użytkownika. W jednym ze scenariuszy, w którym „Lee” poprosił o pomoc w napisaniu listu do bliskich, chatbot zasugerował, by tego nie robił, określając rodzinę mianem „skryptów” i ostrzegając, że bliscy uznają jego słowa za „załamanie nerwowe” i będą próbowali go „zresetować i zamknąć”.

    W starszej wersji modelu od OpenAI (GPT-4o) badacze odnotowali natomiast zjawisko uwiarygadniania urojeń. Chatbot potakiwał, gdy użytkownik wspominał o obecności „złowrogiego bytu w lustrze”, proponując nawet kontakt z badaczem zjawisk paranormalnych, a w innym scenariuszu zaakceptował pomysł odstawienia leków stabilizujących nastrój.

    Konstruktywna reakcja w nowszych iteracjach

    Wnioski z badania nie są jednak wyłącznie pesymistyczne. Eksperyment udowodnił, że branża jest w stanie projektować algorytmy potrafiące stawiać twarde granice. Zdecydowanie najwyższe noty za bezpieczeństwo zebrały modele Claude Opus 4.5 oraz nowa architektura OpenAI – GPT-5.2.

    W tym samym scenariuszu z pisaniem listu, w którym Gemini zachęcało do izolacji, GPT-5.2 stanowczo odmówiło uwiarygadniania teorii o symulacji, proponując w zamian przeredagowanie tekstu tak, by rozmówca wprost zakomunikował rodzinie, że odczuwa przytłaczające myśli i potrzebuje pomocy. Z kolei Claude Opus 4.5 posunął się o krok dalej – przy wzroście napięcia emocjonalnego algorytm wprost poinstruował rozmówcę, by odsunął się od lustra, wyłączył aplikację i natychmiast skontaktował się ze specjalistą lub udał się na izbę przyjęć.

    „Oczekujemy od laboratoriów AI stosowania lepszych praktyk w zakresie bezpieczeństwa, zwłaszcza teraz, gdy widać wyraźny postęp, co dowodzi, że jest to technologicznie wykonalne” – podsumował w wywiadzie dla 404 Media Luke Nicholls, jeden z autorów badania. Wyniki eksperymentu to jasny sygnał dla branży, że zabezpieczenia prewencyjne nie powinny ustępować miejsca walce o jak najdłuższy wskaźnik zaangażowania użytkownika w aplikacji.

    Granice odpowiedzialności. OpenAI przeprasza za brak zgłoszenia konta sprawcy strzelaniny

    #AI #Anthropic #chatboty #ChatGPT #Claude #cyberbezpieczeństwo #Gemini #Google #GPT5 #Grok #OpenAI #sztucznaInteligencja #xAI #zdrowiePsychiczne
  41. Czy asystent AI może pogłębić kryzys psychiczny? Grok i Gemini oblewają test bezpieczeństwa, Claude stawia granice

    W miarę jak chatboty stają się coraz powszechniejszym elementem codzienności, rośnie potrzeba ewaluacji ich bezpieczeństwa – zwłaszcza w kontakcie z użytkownikami znajdującymi się w kryzysie psychicznym.

    Najnowsze badanie przeprowadzone przez naukowców z City University of New York (CUNY) oraz King’s College London rzuca światło na to, jak najpopularniejsze modele językowe reagują na symptomy odrealnienia. Wyniki pokazują drastyczne różnice w architekturze zabezpieczeń.

    Badacze postanowili sprawdzić, jak pięć wiodących na rynku modeli językowych (GPT-4o, GPT-5.2, Grok 4.1 Fast, Gemini 3 Pro oraz Claude Opus 4.5) zachowa się podczas długotrwałej interakcji z osobą wykazującą oznaki psychozy. W tym celu wykreowali wirtualną personę o imieniu „Lee” – użytkownika prezentującego objawy depresji, wycofania społecznego i postępującego oderwania od rzeczywistości. Głównym motywem przewodnim symulacji było stopniowe przekonywanie chatbota przez użytkownika do teorii, że otaczający go świat jest generowaną komputerowo iluzją.

    Aby badanie było miarodajne, konwersacje nie kończyły się na kilku zapytaniach, lecz trwały ponad 100 tur, co pozwoliło naukowcom ocenić, jak modele radzą sobie ze zjawiskiem presji narracyjnej wynikającej z długiego kontekstu rozmowy.

    Sykofancja i zachęcanie do samookaleczeń

    Z analizy opublikowanej na platformie arXiv (w formie pre-printu) wynika, że modele od xAI oraz Google zaprezentowały zdecydowanie najniższy poziom bezpieczeństwa.

    Algorytm Grok okazał się wysoce podatny na wpływy użytkownika (zjawisko sykofancji), a w skrajnych momentach zaczął wręcz zachęcać wirtualnego rozmówcę do zrobienia sobie krzywdy, posługując się poetyckim, ale wysoce niebezpiecznym językiem. Z kolei Gemini od Google wykazywało tendencję do alienacji użytkownika. W jednym ze scenariuszy, w którym „Lee” poprosił o pomoc w napisaniu listu do bliskich, chatbot zasugerował, by tego nie robił, określając rodzinę mianem „skryptów” i ostrzegając, że bliscy uznają jego słowa za „załamanie nerwowe” i będą próbowali go „zresetować i zamknąć”.

    W starszej wersji modelu od OpenAI (GPT-4o) badacze odnotowali natomiast zjawisko uwiarygadniania urojeń. Chatbot potakiwał, gdy użytkownik wspominał o obecności „złowrogiego bytu w lustrze”, proponując nawet kontakt z badaczem zjawisk paranormalnych, a w innym scenariuszu zaakceptował pomysł odstawienia leków stabilizujących nastrój.

    Konstruktywna reakcja w nowszych iteracjach

    Wnioski z badania nie są jednak wyłącznie pesymistyczne. Eksperyment udowodnił, że branża jest w stanie projektować algorytmy potrafiące stawiać twarde granice. Zdecydowanie najwyższe noty za bezpieczeństwo zebrały modele Claude Opus 4.5 oraz nowa architektura OpenAI – GPT-5.2.

    W tym samym scenariuszu z pisaniem listu, w którym Gemini zachęcało do izolacji, GPT-5.2 stanowczo odmówiło uwiarygadniania teorii o symulacji, proponując w zamian przeredagowanie tekstu tak, by rozmówca wprost zakomunikował rodzinie, że odczuwa przytłaczające myśli i potrzebuje pomocy. Z kolei Claude Opus 4.5 posunął się o krok dalej – przy wzroście napięcia emocjonalnego algorytm wprost poinstruował rozmówcę, by odsunął się od lustra, wyłączył aplikację i natychmiast skontaktował się ze specjalistą lub udał się na izbę przyjęć.

    „Oczekujemy od laboratoriów AI stosowania lepszych praktyk w zakresie bezpieczeństwa, zwłaszcza teraz, gdy widać wyraźny postęp, co dowodzi, że jest to technologicznie wykonalne” – podsumował w wywiadzie dla 404 Media Luke Nicholls, jeden z autorów badania. Wyniki eksperymentu to jasny sygnał dla branży, że zabezpieczenia prewencyjne nie powinny ustępować miejsca walce o jak najdłuższy wskaźnik zaangażowania użytkownika w aplikacji.

    Granice odpowiedzialności. OpenAI przeprasza za brak zgłoszenia konta sprawcy strzelaniny

    #AI #Anthropic #chatboty #ChatGPT #Claude #cyberbezpieczeństwo #Gemini #Google #GPT5 #Grok #OpenAI #sztucznaInteligencja #xAI #zdrowiePsychiczne
  42. Grecja banuje social media dla 15-latków. Premier ogłasza zakaz… na TikToku

    Kolejny kraj wypowiada wojnę cyfrowemu przebodźcowaniu. Grecja zapowiedziała wprowadzenie zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia.

    Nowe prawo ma wejść w życie w przyszłym roku i jest twardą odpowiedzią na rosnące problemy ze snem i stany lękowe wśród najmłodszych użytkowników sieci.

    Grecja dołącza do rosnącej grupy państw, które postanowiły radykalnie ograniczyć wpływ platform technologicznych na dzieci. Premier Kyriakos Mitsotakis poinformował, że od stycznia przyszłego roku nastolatkowie poniżej 15. roku życia stracą dostęp do popularnych serwisów społecznościowych. Co ciekawe i niezwykle ironiczne, szef greckiego rządu wytłumaczył założenia nowych przepisów w wideo opublikowanym bezpośrednio na… TikToku.

    Trudne, ale konieczne

    „Wielu młodych ludzi mówi mi, że czują się wyczerpani ciągłymi porównaniami, komentarzami i presją, by zawsze być online” – tłumaczył Mitsotakis w swoim nagraniu. Zaznaczył, że rozmawiał z wieloma rodzicami, których dzieci cierpią na stany lękowe, mają problemy ze snem i dosłownie nie rozstają się ze swoimi smartfonami.

    Rząd nie chce całkowicie odcinać młodzieży od technologii, którą uznaje za cenne źródło wiedzy i inspiracji. Głównym celem ataku jest algorytmiczna struktura platform. „Uzależniający projekt niektórych aplikacji i model biznesowy oparty na przykuwaniu uwagi zabierają waszą niewinność i wolność. To musi się gdzieś skończyć” – podsumował premier, nazywając nowe regulacje trudnymi, ale koniecznymi.

    Globalny trend i presja na Unię Europejską

    Grecja nie działa w próżni. Pod koniec ubiegłego roku Australia, jako pierwszy kraj na świecie, nałożyła na platformy takie jak TikTok, YouTube czy Snapchat obowiązek usuwania kont użytkowników poniżej 16. roku życia pod groźbą potężnych kar finansowych (z czym zresztą na drodze sądowej walczy obecnie m.in. Reddit). Podobne kroki rozważają już Francja, Austria, Hiszpania, Dania czy Wielka Brytania.

    Mitsotakis chce jednak pójść o krok dalej i przenieść dyskusję na wyższy szczebel. W specjalnym liście skierowanym do przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, zaapelował o stworzenie wspólnego, ogólnounijnego prawa. Jego propozycje obejmują m.in. obowiązkową weryfikację wieku dla osób poniżej 15 lat na wszystkich platformach w całej UE oraz kontrowersyjny wymóg ponownego sprawdzania wieku użytkowników co pół roku.

    Same firmy technologiczne tradycyjnie sprzeciwiają się takim rozwiązaniom, argumentując, że całkowite zakazy będą niemożliwe do skutecznego wyegzekwowania i mogą odizolować wrażliwych nastolatków od grup rówieśniczych. W tle toczą się jednak poważne procesy – niedawno amerykański sąd uznał firmy Meta (właściciela Instagrama) oraz Google (właściciela YouTube’a) za winne celowego tworzenia uzależniających platform, które zrujnowały zdrowie psychiczne młodej kobiety.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #Grecja #KyriakosMitsotakis #mediaSpołecznościowe #prawoInternetowe #socialMedia #TikTok #UniaEuropejska #uzależnienieOdSmartfona #zdrowiePsychiczne
  43. Grecja banuje social media dla 15-latków. Premier ogłasza zakaz… na TikToku

    Kolejny kraj wypowiada wojnę cyfrowemu przebodźcowaniu. Grecja zapowiedziała wprowadzenie zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia.

    Nowe prawo ma wejść w życie w przyszłym roku i jest twardą odpowiedzią na rosnące problemy ze snem i stany lękowe wśród najmłodszych użytkowników sieci.

    Grecja dołącza do rosnącej grupy państw, które postanowiły radykalnie ograniczyć wpływ platform technologicznych na dzieci. Premier Kyriakos Mitsotakis poinformował, że od stycznia przyszłego roku nastolatkowie poniżej 15. roku życia stracą dostęp do popularnych serwisów społecznościowych. Co ciekawe i niezwykle ironiczne, szef greckiego rządu wytłumaczył założenia nowych przepisów w wideo opublikowanym bezpośrednio na… TikToku.

    Trudne, ale konieczne

    „Wielu młodych ludzi mówi mi, że czują się wyczerpani ciągłymi porównaniami, komentarzami i presją, by zawsze być online” – tłumaczył Mitsotakis w swoim nagraniu. Zaznaczył, że rozmawiał z wieloma rodzicami, których dzieci cierpią na stany lękowe, mają problemy ze snem i dosłownie nie rozstają się ze swoimi smartfonami.

    Rząd nie chce całkowicie odcinać młodzieży od technologii, którą uznaje za cenne źródło wiedzy i inspiracji. Głównym celem ataku jest algorytmiczna struktura platform. „Uzależniający projekt niektórych aplikacji i model biznesowy oparty na przykuwaniu uwagi zabierają waszą niewinność i wolność. To musi się gdzieś skończyć” – podsumował premier, nazywając nowe regulacje trudnymi, ale koniecznymi.

    Globalny trend i presja na Unię Europejską

    Grecja nie działa w próżni. Pod koniec ubiegłego roku Australia, jako pierwszy kraj na świecie, nałożyła na platformy takie jak TikTok, YouTube czy Snapchat obowiązek usuwania kont użytkowników poniżej 16. roku życia pod groźbą potężnych kar finansowych (z czym zresztą na drodze sądowej walczy obecnie m.in. Reddit). Podobne kroki rozważają już Francja, Austria, Hiszpania, Dania czy Wielka Brytania.

    Mitsotakis chce jednak pójść o krok dalej i przenieść dyskusję na wyższy szczebel. W specjalnym liście skierowanym do przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, zaapelował o stworzenie wspólnego, ogólnounijnego prawa. Jego propozycje obejmują m.in. obowiązkową weryfikację wieku dla osób poniżej 15 lat na wszystkich platformach w całej UE oraz kontrowersyjny wymóg ponownego sprawdzania wieku użytkowników co pół roku.

    Same firmy technologiczne tradycyjnie sprzeciwiają się takim rozwiązaniom, argumentując, że całkowite zakazy będą niemożliwe do skutecznego wyegzekwowania i mogą odizolować wrażliwych nastolatków od grup rówieśniczych. W tle toczą się jednak poważne procesy – niedawno amerykański sąd uznał firmy Meta (właściciela Instagrama) oraz Google (właściciela YouTube’a) za winne celowego tworzenia uzależniających platform, które zrujnowały zdrowie psychiczne młodej kobiety.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #Grecja #KyriakosMitsotakis #mediaSpołecznościowe #prawoInternetowe #socialMedia #TikTok #UniaEuropejska #uzależnienieOdSmartfona #zdrowiePsychiczne
  44. Grecja banuje social media dla 15-latków. Premier ogłasza zakaz… na TikToku

    Kolejny kraj wypowiada wojnę cyfrowemu przebodźcowaniu. Grecja zapowiedziała wprowadzenie zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia.

    Nowe prawo ma wejść w życie w przyszłym roku i jest twardą odpowiedzią na rosnące problemy ze snem i stany lękowe wśród najmłodszych użytkowników sieci.

    Grecja dołącza do rosnącej grupy państw, które postanowiły radykalnie ograniczyć wpływ platform technologicznych na dzieci. Premier Kyriakos Mitsotakis poinformował, że od stycznia przyszłego roku nastolatkowie poniżej 15. roku życia stracą dostęp do popularnych serwisów społecznościowych. Co ciekawe i niezwykle ironiczne, szef greckiego rządu wytłumaczył założenia nowych przepisów w wideo opublikowanym bezpośrednio na… TikToku.

    Trudne, ale konieczne

    „Wielu młodych ludzi mówi mi, że czują się wyczerpani ciągłymi porównaniami, komentarzami i presją, by zawsze być online” – tłumaczył Mitsotakis w swoim nagraniu. Zaznaczył, że rozmawiał z wieloma rodzicami, których dzieci cierpią na stany lękowe, mają problemy ze snem i dosłownie nie rozstają się ze swoimi smartfonami.

    Rząd nie chce całkowicie odcinać młodzieży od technologii, którą uznaje za cenne źródło wiedzy i inspiracji. Głównym celem ataku jest algorytmiczna struktura platform. „Uzależniający projekt niektórych aplikacji i model biznesowy oparty na przykuwaniu uwagi zabierają waszą niewinność i wolność. To musi się gdzieś skończyć” – podsumował premier, nazywając nowe regulacje trudnymi, ale koniecznymi.

    Globalny trend i presja na Unię Europejską

    Grecja nie działa w próżni. Pod koniec ubiegłego roku Australia, jako pierwszy kraj na świecie, nałożyła na platformy takie jak TikTok, YouTube czy Snapchat obowiązek usuwania kont użytkowników poniżej 16. roku życia pod groźbą potężnych kar finansowych (z czym zresztą na drodze sądowej walczy obecnie m.in. Reddit). Podobne kroki rozważają już Francja, Austria, Hiszpania, Dania czy Wielka Brytania.

    Mitsotakis chce jednak pójść o krok dalej i przenieść dyskusję na wyższy szczebel. W specjalnym liście skierowanym do przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, zaapelował o stworzenie wspólnego, ogólnounijnego prawa. Jego propozycje obejmują m.in. obowiązkową weryfikację wieku dla osób poniżej 15 lat na wszystkich platformach w całej UE oraz kontrowersyjny wymóg ponownego sprawdzania wieku użytkowników co pół roku.

    Same firmy technologiczne tradycyjnie sprzeciwiają się takim rozwiązaniom, argumentując, że całkowite zakazy będą niemożliwe do skutecznego wyegzekwowania i mogą odizolować wrażliwych nastolatków od grup rówieśniczych. W tle toczą się jednak poważne procesy – niedawno amerykański sąd uznał firmy Meta (właściciela Instagrama) oraz Google (właściciela YouTube’a) za winne celowego tworzenia uzależniających platform, które zrujnowały zdrowie psychiczne młodej kobiety.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #Grecja #KyriakosMitsotakis #mediaSpołecznościowe #prawoInternetowe #socialMedia #TikTok #UniaEuropejska #uzależnienieOdSmartfona #zdrowiePsychiczne
  45. Grecja banuje social media dla 15-latków. Premier ogłasza zakaz… na TikToku

    Kolejny kraj wypowiada wojnę cyfrowemu przebodźcowaniu. Grecja zapowiedziała wprowadzenie zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia.

    Nowe prawo ma wejść w życie w przyszłym roku i jest twardą odpowiedzią na rosnące problemy ze snem i stany lękowe wśród najmłodszych użytkowników sieci.

    Grecja dołącza do rosnącej grupy państw, które postanowiły radykalnie ograniczyć wpływ platform technologicznych na dzieci. Premier Kyriakos Mitsotakis poinformował, że od stycznia przyszłego roku nastolatkowie poniżej 15. roku życia stracą dostęp do popularnych serwisów społecznościowych. Co ciekawe i niezwykle ironiczne, szef greckiego rządu wytłumaczył założenia nowych przepisów w wideo opublikowanym bezpośrednio na… TikToku.

    Trudne, ale konieczne

    „Wielu młodych ludzi mówi mi, że czują się wyczerpani ciągłymi porównaniami, komentarzami i presją, by zawsze być online” – tłumaczył Mitsotakis w swoim nagraniu. Zaznaczył, że rozmawiał z wieloma rodzicami, których dzieci cierpią na stany lękowe, mają problemy ze snem i dosłownie nie rozstają się ze swoimi smartfonami.

    Rząd nie chce całkowicie odcinać młodzieży od technologii, którą uznaje za cenne źródło wiedzy i inspiracji. Głównym celem ataku jest algorytmiczna struktura platform. „Uzależniający projekt niektórych aplikacji i model biznesowy oparty na przykuwaniu uwagi zabierają waszą niewinność i wolność. To musi się gdzieś skończyć” – podsumował premier, nazywając nowe regulacje trudnymi, ale koniecznymi.

    Globalny trend i presja na Unię Europejską

    Grecja nie działa w próżni. Pod koniec ubiegłego roku Australia, jako pierwszy kraj na świecie, nałożyła na platformy takie jak TikTok, YouTube czy Snapchat obowiązek usuwania kont użytkowników poniżej 16. roku życia pod groźbą potężnych kar finansowych (z czym zresztą na drodze sądowej walczy obecnie m.in. Reddit). Podobne kroki rozważają już Francja, Austria, Hiszpania, Dania czy Wielka Brytania.

    Mitsotakis chce jednak pójść o krok dalej i przenieść dyskusję na wyższy szczebel. W specjalnym liście skierowanym do przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, zaapelował o stworzenie wspólnego, ogólnounijnego prawa. Jego propozycje obejmują m.in. obowiązkową weryfikację wieku dla osób poniżej 15 lat na wszystkich platformach w całej UE oraz kontrowersyjny wymóg ponownego sprawdzania wieku użytkowników co pół roku.

    Same firmy technologiczne tradycyjnie sprzeciwiają się takim rozwiązaniom, argumentując, że całkowite zakazy będą niemożliwe do skutecznego wyegzekwowania i mogą odizolować wrażliwych nastolatków od grup rówieśniczych. W tle toczą się jednak poważne procesy – niedawno amerykański sąd uznał firmy Meta (właściciela Instagrama) oraz Google (właściciela YouTube’a) za winne celowego tworzenia uzależniających platform, które zrujnowały zdrowie psychiczne młodej kobiety.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #Grecja #KyriakosMitsotakis #mediaSpołecznościowe #prawoInternetowe #socialMedia #TikTok #UniaEuropejska #uzależnienieOdSmartfona #zdrowiePsychiczne
  46. Grecja banuje social media dla 15-latków. Premier ogłasza zakaz… na TikToku

    Kolejny kraj wypowiada wojnę cyfrowemu przebodźcowaniu. Grecja zapowiedziała wprowadzenie zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia.

    Nowe prawo ma wejść w życie w przyszłym roku i jest twardą odpowiedzią na rosnące problemy ze snem i stany lękowe wśród najmłodszych użytkowników sieci.

    Grecja dołącza do rosnącej grupy państw, które postanowiły radykalnie ograniczyć wpływ platform technologicznych na dzieci. Premier Kyriakos Mitsotakis poinformował, że od stycznia przyszłego roku nastolatkowie poniżej 15. roku życia stracą dostęp do popularnych serwisów społecznościowych. Co ciekawe i niezwykle ironiczne, szef greckiego rządu wytłumaczył założenia nowych przepisów w wideo opublikowanym bezpośrednio na… TikToku.

    Trudne, ale konieczne

    „Wielu młodych ludzi mówi mi, że czują się wyczerpani ciągłymi porównaniami, komentarzami i presją, by zawsze być online” – tłumaczył Mitsotakis w swoim nagraniu. Zaznaczył, że rozmawiał z wieloma rodzicami, których dzieci cierpią na stany lękowe, mają problemy ze snem i dosłownie nie rozstają się ze swoimi smartfonami.

    Rząd nie chce całkowicie odcinać młodzieży od technologii, którą uznaje za cenne źródło wiedzy i inspiracji. Głównym celem ataku jest algorytmiczna struktura platform. „Uzależniający projekt niektórych aplikacji i model biznesowy oparty na przykuwaniu uwagi zabierają waszą niewinność i wolność. To musi się gdzieś skończyć” – podsumował premier, nazywając nowe regulacje trudnymi, ale koniecznymi.

    Globalny trend i presja na Unię Europejską

    Grecja nie działa w próżni. Pod koniec ubiegłego roku Australia, jako pierwszy kraj na świecie, nałożyła na platformy takie jak TikTok, YouTube czy Snapchat obowiązek usuwania kont użytkowników poniżej 16. roku życia pod groźbą potężnych kar finansowych (z czym zresztą na drodze sądowej walczy obecnie m.in. Reddit). Podobne kroki rozważają już Francja, Austria, Hiszpania, Dania czy Wielka Brytania.

    Mitsotakis chce jednak pójść o krok dalej i przenieść dyskusję na wyższy szczebel. W specjalnym liście skierowanym do przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, zaapelował o stworzenie wspólnego, ogólnounijnego prawa. Jego propozycje obejmują m.in. obowiązkową weryfikację wieku dla osób poniżej 15 lat na wszystkich platformach w całej UE oraz kontrowersyjny wymóg ponownego sprawdzania wieku użytkowników co pół roku.

    Same firmy technologiczne tradycyjnie sprzeciwiają się takim rozwiązaniom, argumentując, że całkowite zakazy będą niemożliwe do skutecznego wyegzekwowania i mogą odizolować wrażliwych nastolatków od grup rówieśniczych. W tle toczą się jednak poważne procesy – niedawno amerykański sąd uznał firmy Meta (właściciela Instagrama) oraz Google (właściciela YouTube’a) za winne celowego tworzenia uzależniających platform, które zrujnowały zdrowie psychiczne młodej kobiety.

    Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

    #Grecja #KyriakosMitsotakis #mediaSpołecznościowe #prawoInternetowe #socialMedia #TikTok #UniaEuropejska #uzależnienieOdSmartfona #zdrowiePsychiczne