home.social

#morawiecki — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #morawiecki, aggregated by home.social.

  1. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Liniowość prognoz

    Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.

    Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.

    Błąd myślenia liniowego

    Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.

    Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.

    Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów

    Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.

    Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.

    Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja

    Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.

    Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.

    Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.

    Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja

    No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.

    Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.

    Świat nie działa w sposób liniowy

    Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.

    Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.

    #demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka
  2. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Liniowość prognoz

    Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.

    Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.

    Błąd myślenia liniowego

    Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.

    Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.

    Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów

    Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.

    Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.

    Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja

    Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.

    Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.

    Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.

    Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja

    No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.

    Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.

    Świat nie działa w sposób liniowy

    Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.

    Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.

    #demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka
  3. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Liniowość prognoz

    Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.

    Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.

    Błąd myślenia liniowego

    Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.

    Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.

    Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów

    Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.

    Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.

    Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja

    Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.

    Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.

    Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.

    Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja

    No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.

    Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.

    Świat nie działa w sposób liniowy

    Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.

    Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.

    #demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka
  4. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Liniowość prognoz

    Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.

    Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.

    Błąd myślenia liniowego

    Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.

    Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.

    Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów

    Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.

    Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.

    Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja

    Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.

    Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.

    Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.

    Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja

    No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.

    Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.

    Świat nie działa w sposób liniowy

    Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.

    Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.

    #demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka
  5. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Liniowość prognoz

    Klasa polityczna powoli zaczyna ogarniać, że mamy kryzys demograficzny. Powoli i ociężale, więc recepty są nie dość, że mało skuteczne, to jeszcze niezbyt mądre. Morawiecki ze swoim „zwijaniem się”, wzorem reszty, chciał po prostu dawać kasę. Jest to o tyle irytujące, że ten wariant był już testowany i, mówiąc delikatnie, nie zadziałał – choć dla finansów rodziców był miły.

    Darmowe żłobki i przedszkola pojawiają się dość powszechnie nawet u samorządowców. Nie dziwi to o tyle, że kurcząca się pula małych dzieci uwalnia mnóstwo miejsc w placówkach, co znacząco ułatwia wdrażanie tego typu rozwiązań. Tymczasem demografowie w mediach walą prognozami o 20-milionowej Polsce.

    Błąd myślenia liniowego

    Wszystko to wynika z dość powszechnej skłonności ludzkiego mózgu do myślenia w układach liniowych. Skoro populacja spadała w latach 2024 i 2025, to w 2026 też musi spadać. W rezultacie, gdy przeliczy się tempo tego spadku, nieuchronnie wychodzi armagedon. To oczywiście jedna z opcji, ale myślenie o demografii wyłącznie w kategorii dzietności jest jednowymiarowe i prowadzi na manowce.

    Problem z demografią ma dla polskiego państwa trzy podstawowe wymiary.

    Wymiar I: Materia i pokoleniowa wymiana zasobów

    Pierwszym jest wspominane rodzenie dzieci i cały obszar, który się z tym łączy: mieszkania, żłobki, przedszkola czy szkoły. I tu pojawia się moment, w którym można łatwo wskazać, kiedy sfera materialna przestanie być aż tak dużym problemem.

    Pokolenia schodzące na łono Abrahama (powojenny wyż), a w dalszej perspektywie przechodzący na emeryturę wyż lat 80., w naturalny sposób uzupełnią zasoby materialne. Wprowadzą na rynek ogromne ilości substancji mieszkaniowej – zarówno tej zajmowanej obecnie, jak i kupionej z myślą o emeryturze. Z kolei baza przedszkolno-żłobkowa rozbudowuje się na tyle silnie, że impuls urodzeniowy powinien w kolejnych latach wrócić do poziomów przedpandemicznych. Nie zrozumcie mnie źle — to nadal daleko od prostej zastępowalności pokoleń na poziomie 2,1 dziecka, ale nie jest to katastrofalne załamanie.

    Wymiar II: Dziura pokoleniowa i legalna migracja

    Drugi wymiar to sytuacja „tu i teraz”. Dzieci, które urodzą się w ciągu najbliższych lat, przez pierwsze 19–25 lat będą inwestycją — będą konsumować zasoby, zamiast je wytwarzać. Oznacza to konieczność zasypania luki pracowniczej.

    Zgadnijcie, jak to zrobimy? Dokładnie tak, jak robi to już większość Europy Zachodniej (choć z otwartą przyłbicą mówią o tym chyba tylko Hiszpanie): masową i — co kluczowe — legalną imigracją.

    Obecny problem polega na tym, że o mechanizmach obsługi tej migracji nie wolno ani mówić, ani pisać. Prawa strona odmawia przyjęcia imigracji do wiadomości (choć wizami handluje), a lewa chciałaby przyjąć wszystkich niczym dobra matka — mimo że dość jasne jest, iż migracja azylowa w obecnym systemie to droga donikąd. Na horyzoncie nie widać koniecznego porozumienia w kwestii akulturacji, nauki języka czy wymogów obywatelstwa — czyli wszystkiego tego, co powinno tworzyć przemyślaną politykę integracyjną.

    Wymiar III: Zarządzanie tranzycją i automatyzacja

    No i trzeci wymiar: zarządzanie kryzysem tranzycyjnym. Zanim ustabilizujemy populację i migrację, musimy zadbać o utrzymanie konkurencyjności gospodarki oraz wydolności systemów ochrony zdrowia i emerytur.

    Z jednej strony oznacza to wprowadzenie na rynek pracy maksimum dostępnych zasobów (wyższe realne wieki przechodzenia na emeryturę, aktywizacja osób niepełnosprawnych i rencistów), z drugiej — rozwój techniczny w postaci automatyzacji i robotyzacji. Pamiętajmy, że duża część tych procesów już się dzieje, ponieważ wbrew obiegowej opinii wiele polskich firm doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji zmian w otoczeniu gospodarczym.

    Świat nie działa w sposób liniowy

    Podsumowując: kiedy tworzymy prognozy — czy to entuzjastycznego rozwoju AI, czy demograficznej katastrofy — warto pamiętać, że rzeczywistość rzadko działa w sposób liniowy, a raz zapoczątkowane procesy rzadko są nieodwracalne. Najczęściej mamy do czynienia z układem cyklicznym, który podlega okresowym zmianom.

    Warto o tym pamiętać, czytając kolejne kasandryczne wizje. Co nie znaczy, że należy je ignorować. Każda taka prognoza powinna stanowić uwerturę do działań pozwalających zaadresować przyczyny i rozwiązywać problemy. Niestety, w naszych realiach najczęściej stanowi jedynie asumpt do kolejnej politycznej wojenki.

    #demografia #gospodarka #migracja #Morawiecki #Polityka
  6. zoonpolitikon @zoonpolitikonmigrated.wordpress.com@zoonpolitikonmigrated.wordpress.com ·

    Rokosz Morawieckiego

    Dokonało się! Albo i się nie dokonało, bo skalę słabości prezesa obrazują formalne trudności związane z wyrzuceniem Mateusza Morawieckiego et consortes z partyjnych szeregów. Za egzekutora ma podobno robić Karol Karski. Zaskoczenia jednak nie było – obserwatorzy od dawna wieszczyli, że Morawiecki po pierwsze musi zostać z PiS wyrzucony (a nie odejść samemu), a po drugie musi to nastąpić na około rok przed wyborami, aby zdążył rozkręcić własny projekt na wzór Polski 2050.

    Teorie spiskowe i szachy 5D

    Dla porządku przytoczmy też aktywną wersję teorii spiskowych. Wmyśl niej wszystko zostało z prezesem z góry dograne i stanowi jedynie element partyjnych „szachów 5D”. Cała operacja miałaby na celu zbudowanie szerokiego frontu: Czarnek z prawej, a Morawiecki z lewej docisną Tuska, po czym PiS triumfalnie wróci do władzy.

    Ta karkołomna hipoteza powstaje jednak w cieniu gigantycznego „sukcesu” Czarnka, który uprawiając mimikrę i cosplay Grzegorza Brauna (brakuje tylko opaski na oku), osiągnął przepływy elektoratu… jednoznacznie ujemne.

    Dryf w prawo i problem sukcesji

    Z punktu widzenia prezesa pozbycie się Mateusza nie załatwia jednak sprawy do końca, bo problem Czarnka pozostaje. Dryf w prawo z opcji taktycznej staje się wyborem strategicznym – i to wyborem, w którym spora część tzw. zakonu PC nieszczególnie potrafi się odnaleźć.

    Co więc zostaje? Jeździć i obserwować, bo nie wiadomo, jak ostatecznie ułoży się poparcie dla rozłamowców. Powrotu z podkulonym ogonem wykluczać nie należy – precedensy w postaci ziobrystów wszak już były. Tutaj jednak Morawiecki zgromadził wokół siebie ludzi zaradnych, także finansowo. Pytanie o kierunek kłusownictwa politycznego wyraźnie wskazuje na poszukiwanie sierot zarówno po soft-PiS, jak i po Szymonie Hołowni.

    Technokrata w prowincjonalnym mateczniku

    Czy Morawiecki ma potencjał na gracza pierwszego szeregu? Na pewno ma ambicje, jednak ciąży na nim ewidentnie technokratyczne i „banksterskie” emploi. Nie ułatwi mu to sprawy w prowincjonalnych, pisowskich matecznikach. Tym bardziej że nie sposób przewidzieć, ile trupów w szafie jeszcze posiada – polityczna hipoteka związana z aferą RARS czy wyborami kopertowymi jest ważąca.

    Realistycznie patrząc, to raczej gracz PR-owy niż rzeczywisty wizjoner czy reformator. Z zapowiadanych w „Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” sztandarowych projektów zrealizowany został właściwie tylko przekop Mierzei Wiślanej. Resztę w znacznej mierze realnie porządkuje i organizuje dopiero Tusk.

    Granice ekspansji: Co na to Konfederacja?

    Kluczowe pytanie brzmi: jak ten ruch wpłynie na Konfederację? Na ten moment nie widzę potencjału w sięganiu po ten elektorat. Morawiecki nie bez przyczyny dorobił się ironicznego pseudonimu „Pinokio”.

    Poza tym polityczne doświadczenie nie jest wśród wyborców Konfederacji ceniącą się walutą – znacznie wyżej stoi walor politycznego „dziewictwa”. Pole manewru jest więc umiarkowane, a ewentualne podgryzanie Mentzena wymagałoby ścigania się na paleoliberalizm. To z kolei wymagałoby pewnego ekonomicznego daltonizmu, którego Morawiecki chyba po prostu nie potrafi symulować.

    Ostatnia karta: Gra o schedę po Prezesie

    Jest jeszcze ostatnia opcja – gra na schedę po Jarosławie Kaczyńskim. Może to już ten moment? Osobiście, jako wielokrotna i nędzna Kasandra upadku prezesa, pozostaję sceptyczny. Nie takie lisy przechery chciały wysadzić go z siodła i albo wracały z podkulonym ogonem, albo ich polityczne ciała spływały rzeką. A poza tym sama gra o sukcesję byłaby o wiele łatwiejsza do przeprowadzenia od wewnątrz.

    Podsumowując: rokosz wynika głównie z przegranej walki o sukcesję i sukcesywnego marginalizowania pozycji Morawieckiego w partii. To, w połączeniu ze zwrotem PiS w prawą ścianę, w zasadzie nie pozostawiło mu wyboru. Czy jest to jednak nowa siła na wybory 2027 roku? Czas pokaże.

    #JarosławKaczyński #konfederacja #Mentzen #Morawiecki #PIS #PrzemysławCzarnek #Tusk #wybory2027
  7. Fostul premier #Morawiecki, la braț cu #GeorgeSimion în campanie, a fost exclus din #PiS.
    Partidul polonez Lege și Justiție pierde peste 30 de deputați care refuză apropierea de #ExtremaDreaptă.

    🔗 wp.me/p9KpFA-5qDu

    #Știri #Polonia #România

  8. Partidul polonez Lege și Justiție pierde peste 30 de deputați care refuză apropierea de #ExtremaDreaptă.
    Fostul premier #Morawiecki, la braț cu #GeorgeSimion în campanie, a fost exclus din #PiS.

    🔗 wp.me/p9KpFA-5qDu

    #Știri #Polonia #România

  9. Dzisiaj wyjątkowo nie fikcyjny cytat, ale w ustach Morawieckiego zabrzmiał całkowicie fikcyjnie 🤡

    "Nie będziemy narodem prawdziwie europejskim póki nie wyodrębnimy się z Europy - gdyż europejskość nie polega na zlaniu się z Europą, lecz na tym aby być jej częścią składową - specyficzną i nie dającą się niczym zastąpić".

    (Witold Gombrowicz, "Dziennik 1953-1956").

    @ksiazki #cytaty #polska #europa #gombrowicz #morawiecki #niezmyslonycytat

  10. Dzisiaj wyjątkowo nie fikcyjny cytat, ale w ustach Morawieckiego zabrzmiał całkowicie fikcyjnie 🤡

    "Nie będziemy narodem prawdziwie europejskim póki nie wyodrębnimy się z Europy - gdyż europejskość nie polega na zlaniu się z Europą, lecz na tym aby być jej częścią składową - specyficzną i nie dającą się niczym zastąpić".

    (Witold Gombrowicz, "Dziennik 1953-1956").

    @ksiazki #cytaty #polska #europa #gombrowicz #morawiecki #niezmyslonycytat

  11. Dzisiaj wyjątkowo nie fikcyjny cytat, ale w ustach Morawieckiego zabrzmiał całkowicie fikcyjnie 🤡

    "Nie będziemy narodem prawdziwie europejskim póki nie wyodrębnimy się z Europy - gdyż europejskość nie polega na zlaniu się z Europą, lecz na tym aby być jej częścią składową - specyficzną i nie dającą się niczym zastąpić".

    (Witold Gombrowicz, "Dziennik 1953-1956").

    @ksiazki #cytaty #polska #europa #gombrowicz #morawiecki #niezmyslonycytat