home.social

#historiait — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #historiait, aggregated by home.social.

fetched live
  1. Bardzo przyjemny felieton o #OpenSource autorstwa Bartka Lewandowskiego. Opowieść o tym, czym open source właściwie jest, a czym nie jest i jak wielkie firmy na nim zarabiają. Jest też trochę (a nawet więcej) historii Internetu.

    #HistoriaIT

    techsimplifiedbybart.substack.

  2. Bardzo przyjemny felieton o #OpenSource autorstwa Bartka Lewandowskiego. Opowieść o tym, czym open source właściwie jest, a czym nie jest i jak wielkie firmy na nim zarabiają. Jest też trochę (a nawet więcej) historii Internetu.

    #HistoriaIT

    techsimplifiedbybart.substack.

  3. Bardzo przyjemny felieton o #OpenSource autorstwa Bartka Lewandowskiego. Opowieść o tym, czym open source właściwie jest, a czym nie jest i jak wielkie firmy na nim zarabiają. Jest też trochę (a nawet więcej) historii Internetu.

    #HistoriaIT

    techsimplifiedbybart.substack.

  4. Wehikuł czasu dla fanów Apple i PC. The Virtual OS Museum pozwala odpalić ponad 600 starych systemów

    Zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądała praca na komputerach Apple kilkadziesiąt lat temu? A może zżera Cię nostalgia za wczesnymi wersjami Windowsa lub systemami z domowych maszyn 8-bitowych?

    The Virtual OS Museum to gigantyczny, darmowy projekt, który pozwala uruchomić w emulatorze ponad 1700 instalacji systemowych – od wczesnych maszyn liczących, po klasycznego Mac OS-a i platformę NeXTSTEP.

    20 lat cyfrowej archeologii. Gigabajty historii w dwóch wersjach

    Projekt The Virtual OS Museum to dzieło dewelopera Andrew Warkentina, który przez ponad dwie dekady archiwizował obrazy starych systemów operacyjnych i dokumentację techniczną. Efektem jego pracy jest gotowe środowisko emulacyjne, które zdejmuje z użytkownika cały ból związany ze żmudną, ręczną konfiguracją retro oprogramowania.

    Twórca udostępnia swoje zbiory w dwóch wariantach. Wersja pełna to potężna, ważąca 121 GB paczka (zajmująca po rozpakowaniu aż 174 GB), która zawiera wszystkie pobrane pliki i działa całkowicie offline. Z kolei dla osób z mniejszymi dyskami przygotowano wersję „Lite” o wadze 14 GB. Ten wariant pobiera obrazy poszczególnych systemów prosto z sieci dopiero przy próbie ich pierwszego uruchomienia. Oba pakiety obsługują automatyczne aktualizacje, dzięki czemu nowości trafiają do biblioteki bez konieczności ponownego pobierania całości.

    Od mainframe’ów po Newtona i pierwsze wersje iOS

    Lista obsługiwanych platform przyprawia o zawrót głowy. Z perspektywy fanów Apple najciekawiej prezentuje się możliwość płynnego odpalenia klasycznego Mac OS-a (aż do wersji OS X 10.5 PPC), zapomnianego A/UX, systemu NeXTSTEP czy oprogramowania przenośnego sprzętu Newton. Jeśli tylko pozwala na to emulacja, znajdziemy tam nawet wczesne wersje mobilnego systemu iOS.

    Baza muzeum nie ogranicza się jednak wyłącznie do sprzętu z Cupertino. Obejmuje ona łącznie 250 różnych platform sprzętowych. Wśród nich ukryto oprogramowanie z pierwszych komputerów typu mainframe z lat 50., przeróżne dystrybucje Unixa i Linuxa, systemy operacyjne komputerów Commodore, Atari i Sinclair, a także wszystkie wczesne iteracje Windowsa (od wersji 1.0 po wersje beta Longhorna) i mobilnego PalmOS.

    Ważny haczyk dla posiadaczy Maców z Apple Silicon

    Zanim jednak klikniesz przycisk pobierania, musisz pamiętać o jednym istotnym ograniczeniu technicznym. Twórca na oficjalnej stronie wprost zaznacza, że główna maszyna wirtualna hostująca cały projekt oparta jest obecnie wyłącznie na architekturze x86.

    Co to oznacza w praktyce? Jeśli korzystasz z nowszych komputerów Apple wyposażonych w autorskie procesory z serii M (oparte na architekturze ARM), oprogramowanie będzie musiało polegać na dodatkowej warstwie translacji. Sam autor uprzedza, że w przypadku platform innych niż x86 wydajność działania emulatorów może być mocno ograniczona. Mimo to, chociażby dla sprawdzenia lżejszych, klasycznych systemów, jest to wirtualna kapsuła czasu, obok której żaden technologiczny geek nie powinien przejść obojętnie.

    #emulatory #historiaIT #maszynyWirtualne #NeXTSTEP #oprogramowanieApple #retroKomputery #staryMacOS #TheVirtualOSMuseum #Windows10
  5. Wehikuł czasu dla fanów Apple i PC. The Virtual OS Museum pozwala odpalić ponad 600 starych systemów

    Zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądała praca na komputerach Apple kilkadziesiąt lat temu? A może zżera Cię nostalgia za wczesnymi wersjami Windowsa lub systemami z domowych maszyn 8-bitowych?

    The Virtual OS Museum to gigantyczny, darmowy projekt, który pozwala uruchomić w emulatorze ponad 1700 instalacji systemowych – od wczesnych maszyn liczących, po klasycznego Mac OS-a i platformę NeXTSTEP.

    20 lat cyfrowej archeologii. Gigabajty historii w dwóch wersjach

    Projekt The Virtual OS Museum to dzieło dewelopera Andrew Warkentina, który przez ponad dwie dekady archiwizował obrazy starych systemów operacyjnych i dokumentację techniczną. Efektem jego pracy jest gotowe środowisko emulacyjne, które zdejmuje z użytkownika cały ból związany ze żmudną, ręczną konfiguracją retro oprogramowania.

    Twórca udostępnia swoje zbiory w dwóch wariantach. Wersja pełna to potężna, ważąca 121 GB paczka (zajmująca po rozpakowaniu aż 174 GB), która zawiera wszystkie pobrane pliki i działa całkowicie offline. Z kolei dla osób z mniejszymi dyskami przygotowano wersję „Lite” o wadze 14 GB. Ten wariant pobiera obrazy poszczególnych systemów prosto z sieci dopiero przy próbie ich pierwszego uruchomienia. Oba pakiety obsługują automatyczne aktualizacje, dzięki czemu nowości trafiają do biblioteki bez konieczności ponownego pobierania całości.

    Od mainframe’ów po Newtona i pierwsze wersje iOS

    Lista obsługiwanych platform przyprawia o zawrót głowy. Z perspektywy fanów Apple najciekawiej prezentuje się możliwość płynnego odpalenia klasycznego Mac OS-a (aż do wersji OS X 10.5 PPC), zapomnianego A/UX, systemu NeXTSTEP czy oprogramowania przenośnego sprzętu Newton. Jeśli tylko pozwala na to emulacja, znajdziemy tam nawet wczesne wersje mobilnego systemu iOS.

    Baza muzeum nie ogranicza się jednak wyłącznie do sprzętu z Cupertino. Obejmuje ona łącznie 250 różnych platform sprzętowych. Wśród nich ukryto oprogramowanie z pierwszych komputerów typu mainframe z lat 50., przeróżne dystrybucje Unixa i Linuxa, systemy operacyjne komputerów Commodore, Atari i Sinclair, a także wszystkie wczesne iteracje Windowsa (od wersji 1.0 po wersje beta Longhorna) i mobilnego PalmOS.

    Ważny haczyk dla posiadaczy Maców z Apple Silicon

    Zanim jednak klikniesz przycisk pobierania, musisz pamiętać o jednym istotnym ograniczeniu technicznym. Twórca na oficjalnej stronie wprost zaznacza, że główna maszyna wirtualna hostująca cały projekt oparta jest obecnie wyłącznie na architekturze x86.

    Co to oznacza w praktyce? Jeśli korzystasz z nowszych komputerów Apple wyposażonych w autorskie procesory z serii M (oparte na architekturze ARM), oprogramowanie będzie musiało polegać na dodatkowej warstwie translacji. Sam autor uprzedza, że w przypadku platform innych niż x86 wydajność działania emulatorów może być mocno ograniczona. Mimo to, chociażby dla sprawdzenia lżejszych, klasycznych systemów, jest to wirtualna kapsuła czasu, obok której żaden technologiczny geek nie powinien przejść obojętnie.

    #emulatory #historiaIT #maszynyWirtualne #NeXTSTEP #oprogramowanieApple #retroKomputery #staryMacOS #TheVirtualOSMuseum #Windows10
  6. Wehikuł czasu dla fanów Apple i PC. The Virtual OS Museum pozwala odpalić ponad 600 starych systemów

    Zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądała praca na komputerach Apple kilkadziesiąt lat temu? A może zżera Cię nostalgia za wczesnymi wersjami Windowsa lub systemami z domowych maszyn 8-bitowych?

    The Virtual OS Museum to gigantyczny, darmowy projekt, który pozwala uruchomić w emulatorze ponad 1700 instalacji systemowych – od wczesnych maszyn liczących, po klasycznego Mac OS-a i platformę NeXTSTEP.

    20 lat cyfrowej archeologii. Gigabajty historii w dwóch wersjach

    Projekt The Virtual OS Museum to dzieło dewelopera Andrew Warkentina, który przez ponad dwie dekady archiwizował obrazy starych systemów operacyjnych i dokumentację techniczną. Efektem jego pracy jest gotowe środowisko emulacyjne, które zdejmuje z użytkownika cały ból związany ze żmudną, ręczną konfiguracją retro oprogramowania.

    Twórca udostępnia swoje zbiory w dwóch wariantach. Wersja pełna to potężna, ważąca 121 GB paczka (zajmująca po rozpakowaniu aż 174 GB), która zawiera wszystkie pobrane pliki i działa całkowicie offline. Z kolei dla osób z mniejszymi dyskami przygotowano wersję „Lite” o wadze 14 GB. Ten wariant pobiera obrazy poszczególnych systemów prosto z sieci dopiero przy próbie ich pierwszego uruchomienia. Oba pakiety obsługują automatyczne aktualizacje, dzięki czemu nowości trafiają do biblioteki bez konieczności ponownego pobierania całości.

    Od mainframe’ów po Newtona i pierwsze wersje iOS

    Lista obsługiwanych platform przyprawia o zawrót głowy. Z perspektywy fanów Apple najciekawiej prezentuje się możliwość płynnego odpalenia klasycznego Mac OS-a (aż do wersji OS X 10.5 PPC), zapomnianego A/UX, systemu NeXTSTEP czy oprogramowania przenośnego sprzętu Newton. Jeśli tylko pozwala na to emulacja, znajdziemy tam nawet wczesne wersje mobilnego systemu iOS.

    Baza muzeum nie ogranicza się jednak wyłącznie do sprzętu z Cupertino. Obejmuje ona łącznie 250 różnych platform sprzętowych. Wśród nich ukryto oprogramowanie z pierwszych komputerów typu mainframe z lat 50., przeróżne dystrybucje Unixa i Linuxa, systemy operacyjne komputerów Commodore, Atari i Sinclair, a także wszystkie wczesne iteracje Windowsa (od wersji 1.0 po wersje beta Longhorna) i mobilnego PalmOS.

    Ważny haczyk dla posiadaczy Maców z Apple Silicon

    Zanim jednak klikniesz przycisk pobierania, musisz pamiętać o jednym istotnym ograniczeniu technicznym. Twórca na oficjalnej stronie wprost zaznacza, że główna maszyna wirtualna hostująca cały projekt oparta jest obecnie wyłącznie na architekturze x86.

    Co to oznacza w praktyce? Jeśli korzystasz z nowszych komputerów Apple wyposażonych w autorskie procesory z serii M (oparte na architekturze ARM), oprogramowanie będzie musiało polegać na dodatkowej warstwie translacji. Sam autor uprzedza, że w przypadku platform innych niż x86 wydajność działania emulatorów może być mocno ograniczona. Mimo to, chociażby dla sprawdzenia lżejszych, klasycznych systemów, jest to wirtualna kapsuła czasu, obok której żaden technologiczny geek nie powinien przejść obojętnie.

    #emulatory #historiaIT #maszynyWirtualne #NeXTSTEP #oprogramowanieApple #retroKomputery #staryMacOS #TheVirtualOSMuseum #Windows10
  7. Wehikuł czasu dla fanów Apple i PC. The Virtual OS Museum pozwala odpalić ponad 600 starych systemów

    Zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądała praca na komputerach Apple kilkadziesiąt lat temu? A może zżera Cię nostalgia za wczesnymi wersjami Windowsa lub systemami z domowych maszyn 8-bitowych?

    The Virtual OS Museum to gigantyczny, darmowy projekt, który pozwala uruchomić w emulatorze ponad 1700 instalacji systemowych – od wczesnych maszyn liczących, po klasycznego Mac OS-a i platformę NeXTSTEP.

    20 lat cyfrowej archeologii. Gigabajty historii w dwóch wersjach

    Projekt The Virtual OS Museum to dzieło dewelopera Andrew Warkentina, który przez ponad dwie dekady archiwizował obrazy starych systemów operacyjnych i dokumentację techniczną. Efektem jego pracy jest gotowe środowisko emulacyjne, które zdejmuje z użytkownika cały ból związany ze żmudną, ręczną konfiguracją retro oprogramowania.

    Twórca udostępnia swoje zbiory w dwóch wariantach. Wersja pełna to potężna, ważąca 121 GB paczka (zajmująca po rozpakowaniu aż 174 GB), która zawiera wszystkie pobrane pliki i działa całkowicie offline. Z kolei dla osób z mniejszymi dyskami przygotowano wersję „Lite” o wadze 14 GB. Ten wariant pobiera obrazy poszczególnych systemów prosto z sieci dopiero przy próbie ich pierwszego uruchomienia. Oba pakiety obsługują automatyczne aktualizacje, dzięki czemu nowości trafiają do biblioteki bez konieczności ponownego pobierania całości.

    Od mainframe’ów po Newtona i pierwsze wersje iOS

    Lista obsługiwanych platform przyprawia o zawrót głowy. Z perspektywy fanów Apple najciekawiej prezentuje się możliwość płynnego odpalenia klasycznego Mac OS-a (aż do wersji OS X 10.5 PPC), zapomnianego A/UX, systemu NeXTSTEP czy oprogramowania przenośnego sprzętu Newton. Jeśli tylko pozwala na to emulacja, znajdziemy tam nawet wczesne wersje mobilnego systemu iOS.

    Baza muzeum nie ogranicza się jednak wyłącznie do sprzętu z Cupertino. Obejmuje ona łącznie 250 różnych platform sprzętowych. Wśród nich ukryto oprogramowanie z pierwszych komputerów typu mainframe z lat 50., przeróżne dystrybucje Unixa i Linuxa, systemy operacyjne komputerów Commodore, Atari i Sinclair, a także wszystkie wczesne iteracje Windowsa (od wersji 1.0 po wersje beta Longhorna) i mobilnego PalmOS.

    Ważny haczyk dla posiadaczy Maców z Apple Silicon

    Zanim jednak klikniesz przycisk pobierania, musisz pamiętać o jednym istotnym ograniczeniu technicznym. Twórca na oficjalnej stronie wprost zaznacza, że główna maszyna wirtualna hostująca cały projekt oparta jest obecnie wyłącznie na architekturze x86.

    Co to oznacza w praktyce? Jeśli korzystasz z nowszych komputerów Apple wyposażonych w autorskie procesory z serii M (oparte na architekturze ARM), oprogramowanie będzie musiało polegać na dodatkowej warstwie translacji. Sam autor uprzedza, że w przypadku platform innych niż x86 wydajność działania emulatorów może być mocno ograniczona. Mimo to, chociażby dla sprawdzenia lżejszych, klasycznych systemów, jest to wirtualna kapsuła czasu, obok której żaden technologiczny geek nie powinien przejść obojętnie.

    #emulatory #historiaIT #maszynyWirtualne #NeXTSTEP #oprogramowanieApple #retroKomputery #staryMacOS #TheVirtualOSMuseum #Windows10
  8. Wehikuł czasu dla fanów Apple i PC. The Virtual OS Museum pozwala odpalić ponad 600 starych systemów

    Zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądała praca na komputerach Apple kilkadziesiąt lat temu? A może zżera Cię nostalgia za wczesnymi wersjami Windowsa lub systemami z domowych maszyn 8-bitowych?

    The Virtual OS Museum to gigantyczny, darmowy projekt, który pozwala uruchomić w emulatorze ponad 1700 instalacji systemowych – od wczesnych maszyn liczących, po klasycznego Mac OS-a i platformę NeXTSTEP.

    20 lat cyfrowej archeologii. Gigabajty historii w dwóch wersjach

    Projekt The Virtual OS Museum to dzieło dewelopera Andrew Warkentina, który przez ponad dwie dekady archiwizował obrazy starych systemów operacyjnych i dokumentację techniczną. Efektem jego pracy jest gotowe środowisko emulacyjne, które zdejmuje z użytkownika cały ból związany ze żmudną, ręczną konfiguracją retro oprogramowania.

    Twórca udostępnia swoje zbiory w dwóch wariantach. Wersja pełna to potężna, ważąca 121 GB paczka (zajmująca po rozpakowaniu aż 174 GB), która zawiera wszystkie pobrane pliki i działa całkowicie offline. Z kolei dla osób z mniejszymi dyskami przygotowano wersję „Lite” o wadze 14 GB. Ten wariant pobiera obrazy poszczególnych systemów prosto z sieci dopiero przy próbie ich pierwszego uruchomienia. Oba pakiety obsługują automatyczne aktualizacje, dzięki czemu nowości trafiają do biblioteki bez konieczności ponownego pobierania całości.

    Od mainframe’ów po Newtona i pierwsze wersje iOS

    Lista obsługiwanych platform przyprawia o zawrót głowy. Z perspektywy fanów Apple najciekawiej prezentuje się możliwość płynnego odpalenia klasycznego Mac OS-a (aż do wersji OS X 10.5 PPC), zapomnianego A/UX, systemu NeXTSTEP czy oprogramowania przenośnego sprzętu Newton. Jeśli tylko pozwala na to emulacja, znajdziemy tam nawet wczesne wersje mobilnego systemu iOS.

    Baza muzeum nie ogranicza się jednak wyłącznie do sprzętu z Cupertino. Obejmuje ona łącznie 250 różnych platform sprzętowych. Wśród nich ukryto oprogramowanie z pierwszych komputerów typu mainframe z lat 50., przeróżne dystrybucje Unixa i Linuxa, systemy operacyjne komputerów Commodore, Atari i Sinclair, a także wszystkie wczesne iteracje Windowsa (od wersji 1.0 po wersje beta Longhorna) i mobilnego PalmOS.

    Ważny haczyk dla posiadaczy Maców z Apple Silicon

    Zanim jednak klikniesz przycisk pobierania, musisz pamiętać o jednym istotnym ograniczeniu technicznym. Twórca na oficjalnej stronie wprost zaznacza, że główna maszyna wirtualna hostująca cały projekt oparta jest obecnie wyłącznie na architekturze x86.

    Co to oznacza w praktyce? Jeśli korzystasz z nowszych komputerów Apple wyposażonych w autorskie procesory z serii M (oparte na architekturze ARM), oprogramowanie będzie musiało polegać na dodatkowej warstwie translacji. Sam autor uprzedza, że w przypadku platform innych niż x86 wydajność działania emulatorów może być mocno ograniczona. Mimo to, chociażby dla sprawdzenia lżejszych, klasycznych systemów, jest to wirtualna kapsuła czasu, obok której żaden technologiczny geek nie powinien przejść obojętnie.

    #emulatory #historiaIT #maszynyWirtualne #NeXTSTEP #oprogramowanieApple #retroKomputery #staryMacOS #TheVirtualOSMuseum #Windows10
  9. #datocurioso

    ¿Sabían que el nombre de la distribución SUSE Linux es originalmente un acrónimo en alemán y un homenaje al pionero de la informática Konrad Zuse?

    Fundada el 2 de septiembre de 1992 en Núremberg, Alemania, por tres estudiantes y un ingeniero (Roland Dyroff, Thomas Fehr, Burchard Steinbild y Hubert Mantel), la empresa se llamó inicialmente Gesellschaft für Software- und Systementwicklung mbH. Sin embargo, para fines comerciales utilizaron el acrónimo S.u.S.E., que significa Software- und System-Entwicklung (Desarrollo de Software y Sistemas). El nombre también fue elegido para honrar a Konrad Zuse, quien construyó la Z3, la primera computadora programable y totalmente automática del mundo.

    Originalmente, SUSE no era una distribución propia, sino que el equipo se dedicaba a vender manuales de Linux y paquetes de soporte para distribuciones existentes como Slackware y SLS (Softlanding Linux System). No fue hasta 1994 que lanzaron su primera distribución completa, S.u.S.E. Linux 1.0. Años más tarde, en 1996, lanzaron la versión 4.2, la cual incluyó por primera vez YaST (Yet another Setup Tool), la herramienta de configuración que se convirtió en el sello distintivo de la distribución por su capacidad para simplificar la administración del sistema.

    #SUSE #Linux #OpenSource #HistoriaIT #Tecnología #YaST #distribucionlinux

  10. Sergey Brin chciał mieć swój „moment Steve’a Jobsa”. Zamiast tego stworzył jedną z największych porażek dekady

    Każdy w Dolinie Krzemowej chce być jak Steve Jobs. Ale rzadko kto przyznaje się do tego głośno, zwłaszcza gdy próba naśladownictwa kończy się spektakularną klapą. Współzałożyciel Google’a, Sergey Brin, zdobył się właśnie na rzadką chwilę szczerości.

    Występując na Uniwersytecie Stanforda, Brin wrócił wspomnieniami do 2012 roku i premiery Google Glass. Pamiętacie te futurystyczne okulary, skoczków spadochronowych lądujących na dachu Moscone Center i obietnicę, że świat się zmieni? Cóż, świat się nie zmienił, a „Glassholes” (jak nazywano użytkowników okularów) stali się obiektem drwin.

    „Myślałem, że jestem drugim Jobsem”

    Brin przyznał bez ogródek: „Wyskoczyłem przed szereg. Pomyślałem: 'O, jestem kolejnym Stevem Jobsem, mogę to zrobić. Ta-dam!’”. To wyznanie tłumaczy wszystko.

    Google Glass trafiło na rynek jako prototyp beta za 1500 dolarów (dziś to ponad 2100 USD!), bo ego twórcy chciało magicznego momentu „One More Thing”, zanim produkt był na to gotowy.

    Lekcja pokory

    Brin dał studentom jedną radę: „Zanim zrobisz fajny kaskaderski wyczyn ze sterowcami, upewnij się, że twój produkt jest w pełni dopieczony”. Dla fanów Apple to brzmi znajomo. Jobs słynął z tego, że potrafił zabić projekt na ostatniej prostej, jeśli ten nie był perfekcyjny. Brin zlekceważył ten etap, myląc showmaństwo z wizjonerstwem.

    Dziś, gdy inteligentne okulary wracają do łask (m.in. dzięki Meta Ray-Ban, ale wspominaliśmy też o planach Tima Cooka), Google musi gonić rynek, który samo próbowało stworzyć dekadę temu. To gorzka lekcja: nawet mając miliardy dolarów i najlepszych inżynierów, nie staniesz się Jobsem na życzenie. Do tego trzeba czegoś więcej niż tylko tupetu i pieniędzy.

    Obsesja Tima Cooka nabiera kształtów. Apple Glasses zobaczymy pod koniec przyszłego roku?

    #Apple #GoogleGlass #historiaIT #SergeyBrin #smartGlasses #steveJobs #wpadkiTechnologiczne
  11. Sergey Brin chciał mieć swój „moment Steve’a Jobsa”. Zamiast tego stworzył jedną z największych porażek dekady

    Każdy w Dolinie Krzemowej chce być jak Steve Jobs. Ale rzadko kto przyznaje się do tego głośno, zwłaszcza gdy próba naśladownictwa kończy się spektakularną klapą. Współzałożyciel Google’a, Sergey Brin, zdobył się właśnie na rzadką chwilę szczerości.

    Występując na Uniwersytecie Stanforda, Brin wrócił wspomnieniami do 2012 roku i premiery Google Glass. Pamiętacie te futurystyczne okulary, skoczków spadochronowych lądujących na dachu Moscone Center i obietnicę, że świat się zmieni? Cóż, świat się nie zmienił, a „Glassholes” (jak nazywano użytkowników okularów) stali się obiektem drwin.

    „Myślałem, że jestem drugim Jobsem”

    Brin przyznał bez ogródek: „Wyskoczyłem przed szereg. Pomyślałem: 'O, jestem kolejnym Stevem Jobsem, mogę to zrobić. Ta-dam!’”. To wyznanie tłumaczy wszystko.

    Google Glass trafiło na rynek jako prototyp beta za 1500 dolarów (dziś to ponad 2100 USD!), bo ego twórcy chciało magicznego momentu „One More Thing”, zanim produkt był na to gotowy.

    Lekcja pokory

    Brin dał studentom jedną radę: „Zanim zrobisz fajny kaskaderski wyczyn ze sterowcami, upewnij się, że twój produkt jest w pełni dopieczony”. Dla fanów Apple to brzmi znajomo. Jobs słynął z tego, że potrafił zabić projekt na ostatniej prostej, jeśli ten nie był perfekcyjny. Brin zlekceważył ten etap, myląc showmaństwo z wizjonerstwem.

    Dziś, gdy inteligentne okulary wracają do łask (m.in. dzięki Meta Ray-Ban, ale wspominaliśmy też o planach Tima Cooka), Google musi gonić rynek, który samo próbowało stworzyć dekadę temu. To gorzka lekcja: nawet mając miliardy dolarów i najlepszych inżynierów, nie staniesz się Jobsem na życzenie. Do tego trzeba czegoś więcej niż tylko tupetu i pieniędzy.

    Obsesja Tima Cooka nabiera kształtów. Apple Glasses zobaczymy pod koniec przyszłego roku?

    #Apple #GoogleGlass #historiaIT #SergeyBrin #smartGlasses #steveJobs #wpadkiTechnologiczne
  12. Sergey Brin chciał mieć swój „moment Steve’a Jobsa”. Zamiast tego stworzył jedną z największych porażek dekady

    Każdy w Dolinie Krzemowej chce być jak Steve Jobs. Ale rzadko kto przyznaje się do tego głośno, zwłaszcza gdy próba naśladownictwa kończy się spektakularną klapą. Współzałożyciel Google’a, Sergey Brin, zdobył się właśnie na rzadką chwilę szczerości.

    Występując na Uniwersytecie Stanforda, Brin wrócił wspomnieniami do 2012 roku i premiery Google Glass. Pamiętacie te futurystyczne okulary, skoczków spadochronowych lądujących na dachu Moscone Center i obietnicę, że świat się zmieni? Cóż, świat się nie zmienił, a „Glassholes” (jak nazywano użytkowników okularów) stali się obiektem drwin.

    „Myślałem, że jestem drugim Jobsem”

    Brin przyznał bez ogródek: „Wyskoczyłem przed szereg. Pomyślałem: 'O, jestem kolejnym Stevem Jobsem, mogę to zrobić. Ta-dam!’”. To wyznanie tłumaczy wszystko.

    Google Glass trafiło na rynek jako prototyp beta za 1500 dolarów (dziś to ponad 2100 USD!), bo ego twórcy chciało magicznego momentu „One More Thing”, zanim produkt był na to gotowy.

    Lekcja pokory

    Brin dał studentom jedną radę: „Zanim zrobisz fajny kaskaderski wyczyn ze sterowcami, upewnij się, że twój produkt jest w pełni dopieczony”. Dla fanów Apple to brzmi znajomo. Jobs słynął z tego, że potrafił zabić projekt na ostatniej prostej, jeśli ten nie był perfekcyjny. Brin zlekceważył ten etap, myląc showmaństwo z wizjonerstwem.

    Dziś, gdy inteligentne okulary wracają do łask (m.in. dzięki Meta Ray-Ban, ale wspominaliśmy też o planach Tima Cooka), Google musi gonić rynek, który samo próbowało stworzyć dekadę temu. To gorzka lekcja: nawet mając miliardy dolarów i najlepszych inżynierów, nie staniesz się Jobsem na życzenie. Do tego trzeba czegoś więcej niż tylko tupetu i pieniędzy.

    Obsesja Tima Cooka nabiera kształtów. Apple Glasses zobaczymy pod koniec przyszłego roku?

    #Apple #GoogleGlass #historiaIT #SergeyBrin #smartGlasses #steveJobs #wpadkiTechnologiczne
  13. Sergey Brin chciał mieć swój „moment Steve’a Jobsa”. Zamiast tego stworzył jedną z największych porażek dekady

    Każdy w Dolinie Krzemowej chce być jak Steve Jobs. Ale rzadko kto przyznaje się do tego głośno, zwłaszcza gdy próba naśladownictwa kończy się spektakularną klapą. Współzałożyciel Google’a, Sergey Brin, zdobył się właśnie na rzadką chwilę szczerości.

    Występując na Uniwersytecie Stanforda, Brin wrócił wspomnieniami do 2012 roku i premiery Google Glass. Pamiętacie te futurystyczne okulary, skoczków spadochronowych lądujących na dachu Moscone Center i obietnicę, że świat się zmieni? Cóż, świat się nie zmienił, a „Glassholes” (jak nazywano użytkowników okularów) stali się obiektem drwin.

    „Myślałem, że jestem drugim Jobsem”

    Brin przyznał bez ogródek: „Wyskoczyłem przed szereg. Pomyślałem: 'O, jestem kolejnym Stevem Jobsem, mogę to zrobić. Ta-dam!’”. To wyznanie tłumaczy wszystko.

    Google Glass trafiło na rynek jako prototyp beta za 1500 dolarów (dziś to ponad 2100 USD!), bo ego twórcy chciało magicznego momentu „One More Thing”, zanim produkt był na to gotowy.

    Lekcja pokory

    Brin dał studentom jedną radę: „Zanim zrobisz fajny kaskaderski wyczyn ze sterowcami, upewnij się, że twój produkt jest w pełni dopieczony”. Dla fanów Apple to brzmi znajomo. Jobs słynął z tego, że potrafił zabić projekt na ostatniej prostej, jeśli ten nie był perfekcyjny. Brin zlekceważył ten etap, myląc showmaństwo z wizjonerstwem.

    Dziś, gdy inteligentne okulary wracają do łask (m.in. dzięki Meta Ray-Ban, ale wspominaliśmy też o planach Tima Cooka), Google musi gonić rynek, który samo próbowało stworzyć dekadę temu. To gorzka lekcja: nawet mając miliardy dolarów i najlepszych inżynierów, nie staniesz się Jobsem na życzenie. Do tego trzeba czegoś więcej niż tylko tupetu i pieniędzy.

    Obsesja Tima Cooka nabiera kształtów. Apple Glasses zobaczymy pod koniec przyszłego roku?

    #Apple #GoogleGlass #historiaIT #SergeyBrin #smartGlasses #steveJobs #wpadkiTechnologiczne
  14. Sergey Brin chciał mieć swój „moment Steve’a Jobsa”. Zamiast tego stworzył jedną z największych porażek dekady

    Każdy w Dolinie Krzemowej chce być jak Steve Jobs. Ale rzadko kto przyznaje się do tego głośno, zwłaszcza gdy próba naśladownictwa kończy się spektakularną klapą. Współzałożyciel Google’a, Sergey Brin, zdobył się właśnie na rzadką chwilę szczerości.

    Występując na Uniwersytecie Stanforda, Brin wrócił wspomnieniami do 2012 roku i premiery Google Glass. Pamiętacie te futurystyczne okulary, skoczków spadochronowych lądujących na dachu Moscone Center i obietnicę, że świat się zmieni? Cóż, świat się nie zmienił, a „Glassholes” (jak nazywano użytkowników okularów) stali się obiektem drwin.

    „Myślałem, że jestem drugim Jobsem”

    Brin przyznał bez ogródek: „Wyskoczyłem przed szereg. Pomyślałem: 'O, jestem kolejnym Stevem Jobsem, mogę to zrobić. Ta-dam!’”. To wyznanie tłumaczy wszystko.

    Google Glass trafiło na rynek jako prototyp beta za 1500 dolarów (dziś to ponad 2100 USD!), bo ego twórcy chciało magicznego momentu „One More Thing”, zanim produkt był na to gotowy.

    Lekcja pokory

    Brin dał studentom jedną radę: „Zanim zrobisz fajny kaskaderski wyczyn ze sterowcami, upewnij się, że twój produkt jest w pełni dopieczony”. Dla fanów Apple to brzmi znajomo. Jobs słynął z tego, że potrafił zabić projekt na ostatniej prostej, jeśli ten nie był perfekcyjny. Brin zlekceważył ten etap, myląc showmaństwo z wizjonerstwem.

    Dziś, gdy inteligentne okulary wracają do łask (m.in. dzięki Meta Ray-Ban, ale wspominaliśmy też o planach Tima Cooka), Google musi gonić rynek, który samo próbowało stworzyć dekadę temu. To gorzka lekcja: nawet mając miliardy dolarów i najlepszych inżynierów, nie staniesz się Jobsem na życzenie. Do tego trzeba czegoś więcej niż tylko tupetu i pieniędzy.

    Obsesja Tima Cooka nabiera kształtów. Apple Glasses zobaczymy pod koniec przyszłego roku?

    #Apple #GoogleGlass #historiaIT #SergeyBrin #smartGlasses #steveJobs #wpadkiTechnologiczne