home.social

#applefindmy — Public Fediverse posts

Live and recent posts from across the Fediverse tagged #applefindmy, aggregated by home.social.

fetched live
  1. Researcher Exploits Apple's Find My to Track Locations with Linux

    Meet Zerotistic, a 22-year-old security researcher who just pulled off a clever hack: enrolling a Linux device into Apple's Find My network and receiving live location data, typically reserved for Apple devices. This ingenious feat reveals some surprising technical constraints in Apple's system.

    osintsights.com/researcher-exp

    #AppleFindMy #Linux #LocationTracking #VulnerabilityResearch #EmergingThreats

  2. Researcher Exploits Apple's Find My to Track Locations with Linux

    Meet Zerotistic, a 22-year-old security researcher who just pulled off a clever hack: enrolling a Linux device into Apple's Find My network and receiving live location data, typically reserved for Apple devices. This ingenious feat reveals some surprising technical constraints in Apple's system.

    osintsights.com/researcher-exp

    #AppleFindMy #Linux #LocationTracking #VulnerabilityResearch #EmergingThreats

  3. Football-Shaped Tracker And Power Bank Launch In Time For FIFA World Cup

    Ugreen kicks of the FIFA World Cup season with two new trackers and a power bank aimed at…
    #NewsBeep #News #Technology #AppleFindMy #AU #Australia #FIFAWorldCup #NexodePowerBank10000mAh55W #Trakcingdevices #Ugreen
    newsbeep.com/au/737934/

  4. Xiaomi pokazuje nowe zegarki i słuchawki, które dogadają się nawet z iPhonem

    Rynek ubieralnych gadżetów bywa nudny, a użytkownicy najczęściej narzekają na konieczność ciągłego szukania ładowarki oraz zamknięcie w jednym ekosystemie.

    Nowa linia od Xiaomi uderza dokładnie w te bolączki. Chiński producent zaprezentował smartwatch, opaskę i słuchawki, które oferują szerszą niż dotąd współpracę z ekosystemami Apple i Google oraz obiecują wyjątkowo długi czas pracy na jednym ładowaniu.

    Zegarek ze stali, jasny ekran i trzy tygodnie pracy

    Zamiast wszechobecnego w tańszych urządzeniach plastiku, w nowym zegarku Xiaomi Watch S5 46mm znajdziemy ramkę ze stali nierdzewnej oraz opcjonalne nakładki (bezele) wykonane z ceramiki lub kutego węgla. Urządzenie waży 46 gramów, a jego grubość to 10,99 mm. Wyświetlacz to 1,48-calowy panel AMOLED, który osiąga szczytową jasność do 2500 nitów. Taka wartość powinna zapewniać dobrą czytelność powiadomień nawet w ostrym, letnim słońcu.

    We wnętrzu pracuje bateria o pojemności 815 mAh. Xiaomi deklaruje, że przekłada się to na nawet 21 dni pracy przy lekkim użytkowaniu, co byłoby solidnym skokiem wydajności energetycznej względem poprzednika. Pamiętajmy jednak, że to deklaracje producenta, uwzględniające „lekkie użytkowanie” (cokolwiek to znaczy).

    Ciekawostką dla osób aktywnych jest nowy „Tryb pasji” (Passion Mode) – algorytm, który potrafi analizować gesty podczas kibicowania na meczu czy zabawy na koncercie, przeliczając je m.in. na spalone kalorie i tętno. Zegarek wyposażono również w ulepszony, dwuzakresowy moduł GNSS do precyzyjnego śledzenia tras na świeżym powietrzu. Za bazową wersję sprzętu zapłacimy 749 zł, natomiast wariant ceramiczny kosztuje 849 zł.

    Płatności NFC i ukłon w stronę użytkowników iOS

    Najpopularniejsza seria opasek sportowych doczekała się wersji Xiaomi Smart Band 10 Pro. Opaska otrzymała 1,74-calowy ekran AMOLED oraz korpus wykonany z wytrzymałego aluminium. Podobnie jak w przypadku droższego zegarka, tutaj również zainstalowano baterię (350 mAh) pozwalającą według zapewnień producenta nawet na 21 dni działania bez dostępu do gniazdka.

    Najciekawsza zmiana dotyczy jednak oprogramowania. Urządzenie pozwala na jednoczesne sparowanie ze smartfonem Xiaomi oraz iPhonem, prawidłowo wyświetlając na nadgarstku powiadomienia i połączenia z systemu iOS. Producent oficjalnie nawiązał również współpracę z aplikacją Clue (oferując 3 miesiące darmowego dostępu w wersji Premium) do zaawansowanego śledzenia cyklu menstruacyjnego i parametrów zdrowotnych. W sklepach pojawi się wersja standardowa za 329 zł oraz wariant z modułem NFC do płatności zbliżeniowych (obsługa kart Mastercard i Visa), wyceniony na 399 zł.

    Słuchawki Buds 6 z systemem Apple Find My

    Nowe słuchawki douszne Xiaomi Buds 6 to lekka konstrukcja typu semi-in-ear, ważąca zaledwie 4,4 grama. Za brzmienie odpowiada 11-milimetrowy przetwornik dynamiczny wspierany membraną pokrytą 24-karatowym złotem. Xiaomi deklaruje ogólną poprawę reprodukcji wysokich tonów względem poprzedniej generacji. Słuchawki obsługują bezstratny kodek aptX Lossless i oferują aktywną redukcję szumów (ANC), która podczas rozmów potrafi stłumić do 95 dB hałasu otoczenia.

    Prawdziwym zaskoczeniem jest jednak proces ich namierzania. Xiaomi Buds 6 oficjalnie wspierają usługi Apple Find My oraz Google Find Hub. Oznacza to, że zgubione etui ze słuchawkami bez problemu zlokalizujemy z poziomu aplikacji systemowych od Apple czy Google, wykorzystując globalną sieć lokalizatorów obu tych marek. Słuchawki wyceniono w Polsce na 499 zł.

    Jeszcze kilka lat temu Xiaomi budowało przede wszystkim własny, zamknięty ekosystem. Ta premiera pokazuje, że chiński producent coraz częściej próbuje zdobywać klientów także poza własnym obozem, oferując funkcje, które do niedawna były domeną wyłącznie urządzeń Apple lub Google.

    Zapomnij o powerbanku. Xiaomi 17T i 17T Pro kuszą baterią 7000 mAh i peryskopem od Leica

    #AppleFindMy #opaskaSportowa #płatnościNFC #słuchawkiBezprzewodowe #smartwatch #xiaomi #XiaomiBuds6 #XiaomiSmartBand10Pro #XiaomiWatchS5
  5. Xiaomi pokazuje nowe zegarki i słuchawki, które dogadają się nawet z iPhonem

    Rynek ubieralnych gadżetów bywa nudny, a użytkownicy najczęściej narzekają na konieczność ciągłego szukania ładowarki oraz zamknięcie w jednym ekosystemie.

    Nowa linia od Xiaomi uderza dokładnie w te bolączki. Chiński producent zaprezentował smartwatch, opaskę i słuchawki, które oferują szerszą niż dotąd współpracę z ekosystemami Apple i Google oraz obiecują wyjątkowo długi czas pracy na jednym ładowaniu.

    Zegarek ze stali, jasny ekran i trzy tygodnie pracy

    Zamiast wszechobecnego w tańszych urządzeniach plastiku, w nowym zegarku Xiaomi Watch S5 46mm znajdziemy ramkę ze stali nierdzewnej oraz opcjonalne nakładki (bezele) wykonane z ceramiki lub kutego węgla. Urządzenie waży 46 gramów, a jego grubość to 10,99 mm. Wyświetlacz to 1,48-calowy panel AMOLED, który osiąga szczytową jasność do 2500 nitów. Taka wartość powinna zapewniać dobrą czytelność powiadomień nawet w ostrym, letnim słońcu.

    We wnętrzu pracuje bateria o pojemności 815 mAh. Xiaomi deklaruje, że przekłada się to na nawet 21 dni pracy przy lekkim użytkowaniu, co byłoby solidnym skokiem wydajności energetycznej względem poprzednika. Pamiętajmy jednak, że to deklaracje producenta, uwzględniające „lekkie użytkowanie” (cokolwiek to znaczy).

    Ciekawostką dla osób aktywnych jest nowy „Tryb pasji” (Passion Mode) – algorytm, który potrafi analizować gesty podczas kibicowania na meczu czy zabawy na koncercie, przeliczając je m.in. na spalone kalorie i tętno. Zegarek wyposażono również w ulepszony, dwuzakresowy moduł GNSS do precyzyjnego śledzenia tras na świeżym powietrzu. Za bazową wersję sprzętu zapłacimy 749 zł, natomiast wariant ceramiczny kosztuje 849 zł.

    Płatności NFC i ukłon w stronę użytkowników iOS

    Najpopularniejsza seria opasek sportowych doczekała się wersji Xiaomi Smart Band 10 Pro. Opaska otrzymała 1,74-calowy ekran AMOLED oraz korpus wykonany z wytrzymałego aluminium. Podobnie jak w przypadku droższego zegarka, tutaj również zainstalowano baterię (350 mAh) pozwalającą według zapewnień producenta nawet na 21 dni działania bez dostępu do gniazdka.

    Najciekawsza zmiana dotyczy jednak oprogramowania. Urządzenie pozwala na jednoczesne sparowanie ze smartfonem Xiaomi oraz iPhonem, prawidłowo wyświetlając na nadgarstku powiadomienia i połączenia z systemu iOS. Producent oficjalnie nawiązał również współpracę z aplikacją Clue (oferując 3 miesiące darmowego dostępu w wersji Premium) do zaawansowanego śledzenia cyklu menstruacyjnego i parametrów zdrowotnych. W sklepach pojawi się wersja standardowa za 329 zł oraz wariant z modułem NFC do płatności zbliżeniowych (obsługa kart Mastercard i Visa), wyceniony na 399 zł.

    Słuchawki Buds 6 z systemem Apple Find My

    Nowe słuchawki douszne Xiaomi Buds 6 to lekka konstrukcja typu semi-in-ear, ważąca zaledwie 4,4 grama. Za brzmienie odpowiada 11-milimetrowy przetwornik dynamiczny wspierany membraną pokrytą 24-karatowym złotem. Xiaomi deklaruje ogólną poprawę reprodukcji wysokich tonów względem poprzedniej generacji. Słuchawki obsługują bezstratny kodek aptX Lossless i oferują aktywną redukcję szumów (ANC), która podczas rozmów potrafi stłumić do 95 dB hałasu otoczenia.

    Prawdziwym zaskoczeniem jest jednak proces ich namierzania. Xiaomi Buds 6 oficjalnie wspierają usługi Apple Find My oraz Google Find Hub. Oznacza to, że zgubione etui ze słuchawkami bez problemu zlokalizujemy z poziomu aplikacji systemowych od Apple czy Google, wykorzystując globalną sieć lokalizatorów obu tych marek. Słuchawki wyceniono w Polsce na 499 zł.

    Jeszcze kilka lat temu Xiaomi budowało przede wszystkim własny, zamknięty ekosystem. Ta premiera pokazuje, że chiński producent coraz częściej próbuje zdobywać klientów także poza własnym obozem, oferując funkcje, które do niedawna były domeną wyłącznie urządzeń Apple lub Google.

    Zapomnij o powerbanku. Xiaomi 17T i 17T Pro kuszą baterią 7000 mAh i peryskopem od Leica

    #AppleFindMy #opaskaSportowa #płatnościNFC #słuchawkiBezprzewodowe #smartwatch #xiaomi #XiaomiBuds6 #XiaomiSmartBand10Pro #XiaomiWatchS5
  6. Apple Google Samsung 藍牙定位器測試 消委會:城市中心表現尚可但郊野近失靈
    消委會參與國際消費者研究及試驗組織(ICRT)統籌首次藍牙定位器測試。測試評估 Apple Find My、G […]
    #手機配件 #買物情報 #配件 #Apple Find My
    unwire.hk/2026/04/09/bluetooth

  7. Apple Google Samsung 藍牙定位器測試 消委會:城市中心表現尚可但郊野近失靈
    消委會參與國際消費者研究及試驗組織(ICRT)統籌首次藍牙定位器測試。測試評估 Apple Find My、G […]
    #手機配件 #買物情報 #配件 #Apple Find My
    unwire.hk/2026/04/09/bluetooth

  8. Apple Google Samsung 藍牙定位器測試 消委會:城市中心表現尚可但郊野近失靈
    消委會參與國際消費者研究及試驗組織(ICRT)統籌首次藍牙定位器測試。測試評估 Apple Find My、G […]
    #手機配件 #買物情報 #配件 #Apple Find My
    unwire.hk/2026/04/09/bluetooth

  9. Osiem miesięcy później. Historia iPada, który wrócił do właściciela

    Są historie technologiczne, które zaczynają się banalnie. Ktoś coś gdzieś zostawia. W biegu, między jednym lotem a drugim, między autobusem na płycie lotniska a terminalem. I zazwyczaj kończą się równie banalnie – sprzęt znika, właściciel wzdycha, a potem kupuje nowy.

    Ta historia jest jednak trochę inna. Bo ma dwa zakończenia. Jedno złe i jedno dobre. A przy okazji jest też najlepszą reklamą jednej z funkcji Apple, o której często przypominamy sobie dopiero wtedy, gdy jest już za późno.

    Frankfurt, przesiadka i ten jeden moment nieuwagi

    Wszystko zaczęło się w lipcu ubiegłego roku. Nasz czytelnik leciał z Warszawy z przesiadką we Frankfurcie. Scenariusz znany wielu podróżującym – szybkie opuszczanie samolotu, sprawdzanie kolejnej bramki, myślami już przy następnym locie.

    I wtedy zdarza się to, co zdarza się zaskakująco często.

    iPad zostaje w kieszeni fotela przed pasażerem.

    Nie w torbie, nie na stoliku, nie na półce nad głową. W tym miejscu, które jest wręcz zaprojektowane do tego, żebyśmy coś w nim zapomnieli. Magazyn pokładowy, butelka wody… albo tablet.

    Pech chciał, że samolot zaparkował na płycie lotniska. Zamiast rękawa był autobus. Pasażerowie szybko opuszczali pokład i po kilku minutach byli już w drodze do terminala.

    I wtedy technologia zrobiła to, co potrafi najlepiej.

    „Find My” działa. I to natychmiast

    Gdy nasz czytelnik dotarł do terminala, dostał powiadomienie z aplikacji Find My – iPad nie znajduje się już razem z nim.

    To jeden z tych momentów, kiedy człowiek jednocześnie docenia technologię… i ma ochotę krzyknąć pod nosem coś niezbyt eleganckiego.

    Bo skoro powiadomienie przyszło, to znaczy, że tablet rzeczywiście został w samolocie.

    Reakcja była natychmiastowa. Zgłoszenie do stanowiska Lufthansy, szybka rozmowa z obsługą i nadzieja, że sprawa zakończy się banalnie: ktoś znajdzie iPada podczas sprzątania kabiny, odda do biura rzeczy znalezionych i po kilku dniach sprzęt wróci do właściciela.

    Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej optymistyczna.

    „Proszę zgłosić w biurze rzeczy znalezionych”

    Obsługa Lufthansy rozłożyła ręce. Zasugerowano zgłoszenie sprawy w lotniskowym biurze rzeczy znalezionych.

    To standardowa procedura.

    Czytelnik zrobił wszystko tak, jak należy. W zgłoszeniu podał komplet danych:

    • model urządzenia
    • kolor
    • numer seryjny
    • numer IMEI

    Dodatkowo iPad został wprowadzony w tryb utracony w systemie Apple.

    Trudno wyobrazić sobie bardziej kompletny zestaw informacji. Wydawałoby się, że jeśli urządzenie trafi do biura rzeczy znalezionych, identyfikacja właściciela będzie banalna.

    Teoretycznie.

    W praktyce zaczęło się czekanie. Najpierw tygodnie. Potem miesiące. I… nic.

    Zero informacji z lotniska. Zero kontaktu. Zero śladu iPada.

    W tym momencie większość z nas zrobiłaby jedną rzecz: pogodziła się ze stratą i kupiła nowy sprzęt.

    Ale nasz czytelnik zrobił coś bardzo ważnego. Nie usunął iPada ze swojego konta iCloud.

    Osiem miesięcy ciszy

    Przez osiem miesięcy nie wydarzyło się absolutnie nic. Żadnych powiadomień. Żadnych zmian lokalizacji. Żadnego sygnału z urządzenia.

    iPad był wciąż oznaczony jako utracony i przypisany do konta właściciela.

    I właśnie to – jak się później okazało – miało ogromne znaczenie. Bo nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawiło się powiadomienie.

    Powiadomienie po ośmiu miesiącach

    W ubiegłym tygodniu aplikacja Find My pokazała nową lokalizację urządzenia.

    Po ośmiu miesiącach.

    To moment, który pewnie każdy użytkownik Apple potrafi sobie wyobrazić: szybkie otwarcie mapy, sprawdzenie adresu, próba zrozumienia, co właściwie się dzieje.

    Adres prowadził do firmy aukcyjnej.

    Firmy, która zajmuje się sprzedażą przedmiotów pozostawionych przez pasażerów w samolotach Lufthansy oraz na lotniskach.

    Historia zaczęła się robić naprawdę ciekawa.

    Telefon do domu aukcyjnego

    Po ustaleniu nazwy firmy nasz czytelnik skontaktował się z domem aukcyjnym i podał dane urządzenia.

    Odpowiedź przyszła bardzo szybko.

    Tak – iPad znajduje się u nich.

    Tak – został przekazany przez biuro rzeczy znalezionych na lotnisku we Frankfurcie.

    I tak – trafił tam dopiero po upływie ustawowego okresu przechowywania.

    Czyli przez wiele miesięcy urządzenie leżało gdzieś w magazynie lotniska.

    Mimo że właściciel zgłosił jego zaginięcie, podał pełne dane identyfikacyjne i aktywował tryb utracony.

    Trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś po prostu nie wykonał swojej pracy.

    Złe zakończenie

    Z tej historii płynie dość gorzka refleksja.

    Biuro rzeczy znalezionych na jednym z największych lotnisk Europy – przynajmniej w tym przypadku – zadziałało bardzo „niedbale”.

    Mając:

    • numer seryjny
    • IMEI
    • dokładny opis urządzenia
    • zgłoszenie właściciela w systemie

    nikt nie podjął próby porównania tych danych z przedmiotami znajdującymi się w magazynie.

    Efekt? Tablet zamiast wrócić do właściciela, został skierowany do sprzedaży.

    Nie jest to niestety odosobniony przypadek. W wielu miejscach na świecie rzeczy znalezione trafiają po kilku miesiącach do sprzedaży hurtowej lub aukcyjnej.

    Ale w tej historii jest też druga, znacznie bardziej optymistyczna część.

    Dobre zakończenie

    Najważniejsza lekcja z tej historii jest bardzo prosta.

    Nie usuwajcie zagubionych urządzeń ze swojego konta iCloud.

    Nawet jeśli minęły miesiące.

    Nawet jeśli wydaje się, że sprzęt przepadł na zawsze.

    System Apple potrafi zaskoczyć swoją skutecznością nawet po bardzo długim czasie.

    W tym przypadku wystarczyło jedno połączenie z siecią i jedno powiadomienie z Find My, aby właściciel zlokalizował iPada i skontaktował się z firmą, która go przechowywała.

    I dzięki temu urządzenie nie trafiło na aukcję.

    Powrót do domu

    Historia kończy się dobrze. iPad został wysłany z Niemiec i jest już w drodze do właściciela. Po ośmiu miesiącach od momentu, gdy został zapomniany w kieszeni fotela samolotu.

    To świetny przykład na to, że technologie, o których często myślimy jako o dodatkach do systemu, w rzeczywistości potrafią mieć ogromne znaczenie.

    Bo czasami jedna aplikacja w telefonie potrafi zrobić więcej niż cała infrastruktura dużego lotniska.

    A morał tej historii jest prosty.

    Sprawdzajcie kieszeń fotela przed wyjściem z samolotu.

    Ale jeśli już coś tam zostawicie — nie skreślajcie swojego sprzętu zbyt szybko.

    Czasem wraca. Nawet po ośmiu miesiącach.

    AirTag 2 vs AirTag 1 – czy warto dopłacać do nowej generacji?

    Więcej linii lotniczych obsługuje funkcję Find My do lokalizowania zagubionego bagażu

    #AppleFindMy #FindMy #Frankfurt #iPad #Lufthansa
  10. Osiem miesięcy później. Historia iPada, który wrócił do właściciela

    Są historie technologiczne, które zaczynają się banalnie. Ktoś coś gdzieś zostawia. W biegu, między jednym lotem a drugim, między autobusem na płycie lotniska a terminalem. I zazwyczaj kończą się równie banalnie – sprzęt znika, właściciel wzdycha, a potem kupuje nowy.

    Ta historia jest jednak trochę inna. Bo ma dwa zakończenia. Jedno złe i jedno dobre. A przy okazji jest też najlepszą reklamą jednej z funkcji Apple, o której często przypominamy sobie dopiero wtedy, gdy jest już za późno.

    Frankfurt, przesiadka i ten jeden moment nieuwagi

    Wszystko zaczęło się w lipcu ubiegłego roku. Nasz czytelnik leciał z Warszawy z przesiadką we Frankfurcie. Scenariusz znany wielu podróżującym – szybkie opuszczanie samolotu, sprawdzanie kolejnej bramki, myślami już przy następnym locie.

    I wtedy zdarza się to, co zdarza się zaskakująco często.

    iPad zostaje w kieszeni fotela przed pasażerem.

    Nie w torbie, nie na stoliku, nie na półce nad głową. W tym miejscu, które jest wręcz zaprojektowane do tego, żebyśmy coś w nim zapomnieli. Magazyn pokładowy, butelka wody… albo tablet.

    Pech chciał, że samolot zaparkował na płycie lotniska. Zamiast rękawa był autobus. Pasażerowie szybko opuszczali pokład i po kilku minutach byli już w drodze do terminala.

    I wtedy technologia zrobiła to, co potrafi najlepiej.

    „Find My” działa. I to natychmiast

    Gdy nasz czytelnik dotarł do terminala, dostał powiadomienie z aplikacji Find My – iPad nie znajduje się już razem z nim.

    To jeden z tych momentów, kiedy człowiek jednocześnie docenia technologię… i ma ochotę krzyknąć pod nosem coś niezbyt eleganckiego.

    Bo skoro powiadomienie przyszło, to znaczy, że tablet rzeczywiście został w samolocie.

    Reakcja była natychmiastowa. Zgłoszenie do stanowiska Lufthansy, szybka rozmowa z obsługą i nadzieja, że sprawa zakończy się banalnie: ktoś znajdzie iPada podczas sprzątania kabiny, odda do biura rzeczy znalezionych i po kilku dniach sprzęt wróci do właściciela.

    Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej optymistyczna.

    „Proszę zgłosić w biurze rzeczy znalezionych”

    Obsługa Lufthansy rozłożyła ręce. Zasugerowano zgłoszenie sprawy w lotniskowym biurze rzeczy znalezionych.

    To standardowa procedura.

    Czytelnik zrobił wszystko tak, jak należy. W zgłoszeniu podał komplet danych:

    • model urządzenia
    • kolor
    • numer seryjny
    • numer IMEI

    Dodatkowo iPad został wprowadzony w tryb utracony w systemie Apple.

    Trudno wyobrazić sobie bardziej kompletny zestaw informacji. Wydawałoby się, że jeśli urządzenie trafi do biura rzeczy znalezionych, identyfikacja właściciela będzie banalna.

    Teoretycznie.

    W praktyce zaczęło się czekanie. Najpierw tygodnie. Potem miesiące. I… nic.

    Zero informacji z lotniska. Zero kontaktu. Zero śladu iPada.

    W tym momencie większość z nas zrobiłaby jedną rzecz: pogodziła się ze stratą i kupiła nowy sprzęt.

    Ale nasz czytelnik zrobił coś bardzo ważnego. Nie usunął iPada ze swojego konta iCloud.

    Osiem miesięcy ciszy

    Przez osiem miesięcy nie wydarzyło się absolutnie nic. Żadnych powiadomień. Żadnych zmian lokalizacji. Żadnego sygnału z urządzenia.

    iPad był wciąż oznaczony jako utracony i przypisany do konta właściciela.

    I właśnie to – jak się później okazało – miało ogromne znaczenie. Bo nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawiło się powiadomienie.

    Powiadomienie po ośmiu miesiącach

    W ubiegłym tygodniu aplikacja Find My pokazała nową lokalizację urządzenia.

    Po ośmiu miesiącach.

    To moment, który pewnie każdy użytkownik Apple potrafi sobie wyobrazić: szybkie otwarcie mapy, sprawdzenie adresu, próba zrozumienia, co właściwie się dzieje.

    Adres prowadził do firmy aukcyjnej.

    Firmy, która zajmuje się sprzedażą przedmiotów pozostawionych przez pasażerów w samolotach Lufthansy oraz na lotniskach.

    Historia zaczęła się robić naprawdę ciekawa.

    Telefon do domu aukcyjnego

    Po ustaleniu nazwy firmy nasz czytelnik skontaktował się z domem aukcyjnym i podał dane urządzenia.

    Odpowiedź przyszła bardzo szybko.

    Tak – iPad znajduje się u nich.

    Tak – został przekazany przez biuro rzeczy znalezionych na lotnisku we Frankfurcie.

    I tak – trafił tam dopiero po upływie ustawowego okresu przechowywania.

    Czyli przez wiele miesięcy urządzenie leżało gdzieś w magazynie lotniska.

    Mimo że właściciel zgłosił jego zaginięcie, podał pełne dane identyfikacyjne i aktywował tryb utracony.

    Trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś po prostu nie wykonał swojej pracy.

    Złe zakończenie

    Z tej historii płynie dość gorzka refleksja.

    Biuro rzeczy znalezionych na jednym z największych lotnisk Europy – przynajmniej w tym przypadku – zadziałało bardzo „niedbale”.

    Mając:

    • numer seryjny
    • IMEI
    • dokładny opis urządzenia
    • zgłoszenie właściciela w systemie

    nikt nie podjął próby porównania tych danych z przedmiotami znajdującymi się w magazynie.

    Efekt? Tablet zamiast wrócić do właściciela, został skierowany do sprzedaży.

    Nie jest to niestety odosobniony przypadek. W wielu miejscach na świecie rzeczy znalezione trafiają po kilku miesiącach do sprzedaży hurtowej lub aukcyjnej.

    Ale w tej historii jest też druga, znacznie bardziej optymistyczna część.

    Dobre zakończenie

    Najważniejsza lekcja z tej historii jest bardzo prosta.

    Nie usuwajcie zagubionych urządzeń ze swojego konta iCloud.

    Nawet jeśli minęły miesiące.

    Nawet jeśli wydaje się, że sprzęt przepadł na zawsze.

    System Apple potrafi zaskoczyć swoją skutecznością nawet po bardzo długim czasie.

    W tym przypadku wystarczyło jedno połączenie z siecią i jedno powiadomienie z Find My, aby właściciel zlokalizował iPada i skontaktował się z firmą, która go przechowywała.

    I dzięki temu urządzenie nie trafiło na aukcję.

    Powrót do domu

    Historia kończy się dobrze. iPad został wysłany z Niemiec i jest już w drodze do właściciela. Po ośmiu miesiącach od momentu, gdy został zapomniany w kieszeni fotela samolotu.

    To świetny przykład na to, że technologie, o których często myślimy jako o dodatkach do systemu, w rzeczywistości potrafią mieć ogromne znaczenie.

    Bo czasami jedna aplikacja w telefonie potrafi zrobić więcej niż cała infrastruktura dużego lotniska.

    A morał tej historii jest prosty.

    Sprawdzajcie kieszeń fotela przed wyjściem z samolotu.

    Ale jeśli już coś tam zostawicie — nie skreślajcie swojego sprzętu zbyt szybko.

    Czasem wraca. Nawet po ośmiu miesiącach.

    AirTag 2 vs AirTag 1 – czy warto dopłacać do nowej generacji?

    Więcej linii lotniczych obsługuje funkcję Find My do lokalizowania zagubionego bagażu

    #AppleFindMy #FindMy #Frankfurt #iPad #Lufthansa
  11. Osiem miesięcy później. Historia iPada, który wrócił do właściciela

    Są historie technologiczne, które zaczynają się banalnie. Ktoś coś gdzieś zostawia. W biegu, między jednym lotem a drugim, między autobusem na płycie lotniska a terminalem. I zazwyczaj kończą się równie banalnie – sprzęt znika, właściciel wzdycha, a potem kupuje nowy.

    Ta historia jest jednak trochę inna. Bo ma dwa zakończenia. Jedno złe i jedno dobre. A przy okazji jest też najlepszą reklamą jednej z funkcji Apple, o której często przypominamy sobie dopiero wtedy, gdy jest już za późno.

    Frankfurt, przesiadka i ten jeden moment nieuwagi

    Wszystko zaczęło się w lipcu ubiegłego roku. Nasz czytelnik leciał z Warszawy z przesiadką we Frankfurcie. Scenariusz znany wielu podróżującym – szybkie opuszczanie samolotu, sprawdzanie kolejnej bramki, myślami już przy następnym locie.

    I wtedy zdarza się to, co zdarza się zaskakująco często.

    iPad zostaje w kieszeni fotela przed pasażerem.

    Nie w torbie, nie na stoliku, nie na półce nad głową. W tym miejscu, które jest wręcz zaprojektowane do tego, żebyśmy coś w nim zapomnieli. Magazyn pokładowy, butelka wody… albo tablet.

    Pech chciał, że samolot zaparkował na płycie lotniska. Zamiast rękawa był autobus. Pasażerowie szybko opuszczali pokład i po kilku minutach byli już w drodze do terminala.

    I wtedy technologia zrobiła to, co potrafi najlepiej.

    „Find My” działa. I to natychmiast

    Gdy nasz czytelnik dotarł do terminala, dostał powiadomienie z aplikacji Find My – iPad nie znajduje się już razem z nim.

    To jeden z tych momentów, kiedy człowiek jednocześnie docenia technologię… i ma ochotę krzyknąć pod nosem coś niezbyt eleganckiego.

    Bo skoro powiadomienie przyszło, to znaczy, że tablet rzeczywiście został w samolocie.

    Reakcja była natychmiastowa. Zgłoszenie do stanowiska Lufthansy, szybka rozmowa z obsługą i nadzieja, że sprawa zakończy się banalnie: ktoś znajdzie iPada podczas sprzątania kabiny, odda do biura rzeczy znalezionych i po kilku dniach sprzęt wróci do właściciela.

    Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej optymistyczna.

    „Proszę zgłosić w biurze rzeczy znalezionych”

    Obsługa Lufthansy rozłożyła ręce. Zasugerowano zgłoszenie sprawy w lotniskowym biurze rzeczy znalezionych.

    To standardowa procedura.

    Czytelnik zrobił wszystko tak, jak należy. W zgłoszeniu podał komplet danych:

    • model urządzenia
    • kolor
    • numer seryjny
    • numer IMEI

    Dodatkowo iPad został wprowadzony w tryb utracony w systemie Apple.

    Trudno wyobrazić sobie bardziej kompletny zestaw informacji. Wydawałoby się, że jeśli urządzenie trafi do biura rzeczy znalezionych, identyfikacja właściciela będzie banalna.

    Teoretycznie.

    W praktyce zaczęło się czekanie. Najpierw tygodnie. Potem miesiące. I… nic.

    Zero informacji z lotniska. Zero kontaktu. Zero śladu iPada.

    W tym momencie większość z nas zrobiłaby jedną rzecz: pogodziła się ze stratą i kupiła nowy sprzęt.

    Ale nasz czytelnik zrobił coś bardzo ważnego. Nie usunął iPada ze swojego konta iCloud.

    Osiem miesięcy ciszy

    Przez osiem miesięcy nie wydarzyło się absolutnie nic. Żadnych powiadomień. Żadnych zmian lokalizacji. Żadnego sygnału z urządzenia.

    iPad był wciąż oznaczony jako utracony i przypisany do konta właściciela.

    I właśnie to – jak się później okazało – miało ogromne znaczenie. Bo nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawiło się powiadomienie.

    Powiadomienie po ośmiu miesiącach

    W ubiegłym tygodniu aplikacja Find My pokazała nową lokalizację urządzenia.

    Po ośmiu miesiącach.

    To moment, który pewnie każdy użytkownik Apple potrafi sobie wyobrazić: szybkie otwarcie mapy, sprawdzenie adresu, próba zrozumienia, co właściwie się dzieje.

    Adres prowadził do firmy aukcyjnej.

    Firmy, która zajmuje się sprzedażą przedmiotów pozostawionych przez pasażerów w samolotach Lufthansy oraz na lotniskach.

    Historia zaczęła się robić naprawdę ciekawa.

    Telefon do domu aukcyjnego

    Po ustaleniu nazwy firmy nasz czytelnik skontaktował się z domem aukcyjnym i podał dane urządzenia.

    Odpowiedź przyszła bardzo szybko.

    Tak – iPad znajduje się u nich.

    Tak – został przekazany przez biuro rzeczy znalezionych na lotnisku we Frankfurcie.

    I tak – trafił tam dopiero po upływie ustawowego okresu przechowywania.

    Czyli przez wiele miesięcy urządzenie leżało gdzieś w magazynie lotniska.

    Mimo że właściciel zgłosił jego zaginięcie, podał pełne dane identyfikacyjne i aktywował tryb utracony.

    Trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś po prostu nie wykonał swojej pracy.

    Złe zakończenie

    Z tej historii płynie dość gorzka refleksja.

    Biuro rzeczy znalezionych na jednym z największych lotnisk Europy – przynajmniej w tym przypadku – zadziałało bardzo „niedbale”.

    Mając:

    • numer seryjny
    • IMEI
    • dokładny opis urządzenia
    • zgłoszenie właściciela w systemie

    nikt nie podjął próby porównania tych danych z przedmiotami znajdującymi się w magazynie.

    Efekt? Tablet zamiast wrócić do właściciela, został skierowany do sprzedaży.

    Nie jest to niestety odosobniony przypadek. W wielu miejscach na świecie rzeczy znalezione trafiają po kilku miesiącach do sprzedaży hurtowej lub aukcyjnej.

    Ale w tej historii jest też druga, znacznie bardziej optymistyczna część.

    Dobre zakończenie

    Najważniejsza lekcja z tej historii jest bardzo prosta.

    Nie usuwajcie zagubionych urządzeń ze swojego konta iCloud.

    Nawet jeśli minęły miesiące.

    Nawet jeśli wydaje się, że sprzęt przepadł na zawsze.

    System Apple potrafi zaskoczyć swoją skutecznością nawet po bardzo długim czasie.

    W tym przypadku wystarczyło jedno połączenie z siecią i jedno powiadomienie z Find My, aby właściciel zlokalizował iPada i skontaktował się z firmą, która go przechowywała.

    I dzięki temu urządzenie nie trafiło na aukcję.

    Powrót do domu

    Historia kończy się dobrze. iPad został wysłany z Niemiec i jest już w drodze do właściciela. Po ośmiu miesiącach od momentu, gdy został zapomniany w kieszeni fotela samolotu.

    To świetny przykład na to, że technologie, o których często myślimy jako o dodatkach do systemu, w rzeczywistości potrafią mieć ogromne znaczenie.

    Bo czasami jedna aplikacja w telefonie potrafi zrobić więcej niż cała infrastruktura dużego lotniska.

    A morał tej historii jest prosty.

    Sprawdzajcie kieszeń fotela przed wyjściem z samolotu.

    Ale jeśli już coś tam zostawicie — nie skreślajcie swojego sprzętu zbyt szybko.

    Czasem wraca. Nawet po ośmiu miesiącach.

    AirTag 2 vs AirTag 1 – czy warto dopłacać do nowej generacji?

    Więcej linii lotniczych obsługuje funkcję Find My do lokalizowania zagubionego bagażu

    #AppleFindMy #FindMy #Frankfurt #iPad #Lufthansa
  12. Osiem miesięcy później. Historia iPada, który wrócił do właściciela

    Są historie technologiczne, które zaczynają się banalnie. Ktoś coś gdzieś zostawia. W biegu, między jednym lotem a drugim, między autobusem na płycie lotniska a terminalem. I zazwyczaj kończą się równie banalnie – sprzęt znika, właściciel wzdycha, a potem kupuje nowy.

    Ta historia jest jednak trochę inna. Bo ma dwa zakończenia. Jedno złe i jedno dobre. A przy okazji jest też najlepszą reklamą jednej z funkcji Apple, o której często przypominamy sobie dopiero wtedy, gdy jest już za późno.

    Frankfurt, przesiadka i ten jeden moment nieuwagi

    Wszystko zaczęło się w lipcu ubiegłego roku. Nasz czytelnik leciał z Warszawy z przesiadką we Frankfurcie. Scenariusz znany wielu podróżującym – szybkie opuszczanie samolotu, sprawdzanie kolejnej bramki, myślami już przy następnym locie.

    I wtedy zdarza się to, co zdarza się zaskakująco często.

    iPad zostaje w kieszeni fotela przed pasażerem.

    Nie w torbie, nie na stoliku, nie na półce nad głową. W tym miejscu, które jest wręcz zaprojektowane do tego, żebyśmy coś w nim zapomnieli. Magazyn pokładowy, butelka wody… albo tablet.

    Pech chciał, że samolot zaparkował na płycie lotniska. Zamiast rękawa był autobus. Pasażerowie szybko opuszczali pokład i po kilku minutach byli już w drodze do terminala.

    I wtedy technologia zrobiła to, co potrafi najlepiej.

    „Find My” działa. I to natychmiast

    Gdy nasz czytelnik dotarł do terminala, dostał powiadomienie z aplikacji Find My – iPad nie znajduje się już razem z nim.

    To jeden z tych momentów, kiedy człowiek jednocześnie docenia technologię… i ma ochotę krzyknąć pod nosem coś niezbyt eleganckiego.

    Bo skoro powiadomienie przyszło, to znaczy, że tablet rzeczywiście został w samolocie.

    Reakcja była natychmiastowa. Zgłoszenie do stanowiska Lufthansy, szybka rozmowa z obsługą i nadzieja, że sprawa zakończy się banalnie: ktoś znajdzie iPada podczas sprzątania kabiny, odda do biura rzeczy znalezionych i po kilku dniach sprzęt wróci do właściciela.

    Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej optymistyczna.

    „Proszę zgłosić w biurze rzeczy znalezionych”

    Obsługa Lufthansy rozłożyła ręce. Zasugerowano zgłoszenie sprawy w lotniskowym biurze rzeczy znalezionych.

    To standardowa procedura.

    Czytelnik zrobił wszystko tak, jak należy. W zgłoszeniu podał komplet danych:

    • model urządzenia
    • kolor
    • numer seryjny
    • numer IMEI

    Dodatkowo iPad został wprowadzony w tryb utracony w systemie Apple.

    Trudno wyobrazić sobie bardziej kompletny zestaw informacji. Wydawałoby się, że jeśli urządzenie trafi do biura rzeczy znalezionych, identyfikacja właściciela będzie banalna.

    Teoretycznie.

    W praktyce zaczęło się czekanie. Najpierw tygodnie. Potem miesiące. I… nic.

    Zero informacji z lotniska. Zero kontaktu. Zero śladu iPada.

    W tym momencie większość z nas zrobiłaby jedną rzecz: pogodziła się ze stratą i kupiła nowy sprzęt.

    Ale nasz czytelnik zrobił coś bardzo ważnego. Nie usunął iPada ze swojego konta iCloud.

    Osiem miesięcy ciszy

    Przez osiem miesięcy nie wydarzyło się absolutnie nic. Żadnych powiadomień. Żadnych zmian lokalizacji. Żadnego sygnału z urządzenia.

    iPad był wciąż oznaczony jako utracony i przypisany do konta właściciela.

    I właśnie to – jak się później okazało – miało ogromne znaczenie. Bo nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawiło się powiadomienie.

    Powiadomienie po ośmiu miesiącach

    W ubiegłym tygodniu aplikacja Find My pokazała nową lokalizację urządzenia.

    Po ośmiu miesiącach.

    To moment, który pewnie każdy użytkownik Apple potrafi sobie wyobrazić: szybkie otwarcie mapy, sprawdzenie adresu, próba zrozumienia, co właściwie się dzieje.

    Adres prowadził do firmy aukcyjnej.

    Firmy, która zajmuje się sprzedażą przedmiotów pozostawionych przez pasażerów w samolotach Lufthansy oraz na lotniskach.

    Historia zaczęła się robić naprawdę ciekawa.

    Telefon do domu aukcyjnego

    Po ustaleniu nazwy firmy nasz czytelnik skontaktował się z domem aukcyjnym i podał dane urządzenia.

    Odpowiedź przyszła bardzo szybko.

    Tak – iPad znajduje się u nich.

    Tak – został przekazany przez biuro rzeczy znalezionych na lotnisku we Frankfurcie.

    I tak – trafił tam dopiero po upływie ustawowego okresu przechowywania.

    Czyli przez wiele miesięcy urządzenie leżało gdzieś w magazynie lotniska.

    Mimo że właściciel zgłosił jego zaginięcie, podał pełne dane identyfikacyjne i aktywował tryb utracony.

    Trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś po prostu nie wykonał swojej pracy.

    Złe zakończenie

    Z tej historii płynie dość gorzka refleksja.

    Biuro rzeczy znalezionych na jednym z największych lotnisk Europy – przynajmniej w tym przypadku – zadziałało bardzo „niedbale”.

    Mając:

    • numer seryjny
    • IMEI
    • dokładny opis urządzenia
    • zgłoszenie właściciela w systemie

    nikt nie podjął próby porównania tych danych z przedmiotami znajdującymi się w magazynie.

    Efekt? Tablet zamiast wrócić do właściciela, został skierowany do sprzedaży.

    Nie jest to niestety odosobniony przypadek. W wielu miejscach na świecie rzeczy znalezione trafiają po kilku miesiącach do sprzedaży hurtowej lub aukcyjnej.

    Ale w tej historii jest też druga, znacznie bardziej optymistyczna część.

    Dobre zakończenie

    Najważniejsza lekcja z tej historii jest bardzo prosta.

    Nie usuwajcie zagubionych urządzeń ze swojego konta iCloud.

    Nawet jeśli minęły miesiące.

    Nawet jeśli wydaje się, że sprzęt przepadł na zawsze.

    System Apple potrafi zaskoczyć swoją skutecznością nawet po bardzo długim czasie.

    W tym przypadku wystarczyło jedno połączenie z siecią i jedno powiadomienie z Find My, aby właściciel zlokalizował iPada i skontaktował się z firmą, która go przechowywała.

    I dzięki temu urządzenie nie trafiło na aukcję.

    Powrót do domu

    Historia kończy się dobrze. iPad został wysłany z Niemiec i jest już w drodze do właściciela. Po ośmiu miesiącach od momentu, gdy został zapomniany w kieszeni fotela samolotu.

    To świetny przykład na to, że technologie, o których często myślimy jako o dodatkach do systemu, w rzeczywistości potrafią mieć ogromne znaczenie.

    Bo czasami jedna aplikacja w telefonie potrafi zrobić więcej niż cała infrastruktura dużego lotniska.

    A morał tej historii jest prosty.

    Sprawdzajcie kieszeń fotela przed wyjściem z samolotu.

    Ale jeśli już coś tam zostawicie — nie skreślajcie swojego sprzętu zbyt szybko.

    Czasem wraca. Nawet po ośmiu miesiącach.

    AirTag 2 vs AirTag 1 – czy warto dopłacać do nowej generacji?

    Więcej linii lotniczych obsługuje funkcję Find My do lokalizowania zagubionego bagażu

    #AppleFindMy #FindMy #Frankfurt #iPad #Lufthansa
  13. Xiaomi Tag Debuts with Cross-Platform Tracking and IP67 Durability

    The Xiaomi Tag debuts with cross-platform support for Apple Find My and Google Find Hub, IP67 protection, Bluetooth 5.4, and a battery that lasts over a year.

    #mymobprice #XiaomiTag #BluetoothTracker #SmartTracking #AppleFindMy #GoogleFindHub

    mymobprice.com/blog/article/xi

  14. Xiaomi Tag – koniec dylematu „Android czy iPhone”. Uniwersalny lokalizator za połowę ceny konkurencji

    Rynek lokalizatorów Bluetooth długo był podzielony murem na dwa obozy: Apple i Google. Choć szlak dla uniwersalnych urządzeń przetarło w zeszłym roku Chipolo, to Xiaomi zamierza ten standard upowszechnić dzięki zabójczej cenie. Nadchodzący „Tag” obsłuży obie sieci, a kosztować ma tyle, co dwie kawy (w dobrej kawiarni).

    Według informacji serwisu WinFuture, Xiaomi lada moment wprowadzi do Europy swój pierwszy globalny lokalizator o oznaczeniu kodowym BHR08SPGL. Urządzenie pojawiło się już w ofertach francuskich sklepów w cenie 17,99 euro (ok. 75 zł) za sztukę.

    Jeden brelok, dwa systemy

    Najważniejszą cechą Xiaomi Tag jest wsparcie zarówno dla Google Find Hub, jak i Apple Find My. Do tej pory takie rozwiązanie oferowało w zasadzie tylko Chipolo (w modelu Pop z 2025 r.). Problem w tym, że propozycja konkurencji to wydatek rzędu 140-160 zł. Xiaomi wchodzi na rynek z produktem o połowę tańszym, co może uczynić z modelu Tag domyślny wybór dla „rodzin mieszanych”, gdzie w jednym domu używa się iPhone’ów i Androidów.

    Czego zabrakło?

    Niska cena wymusiła jeden kompromis, znany też z tańszych wersji konkurencji: brak UWB (Ultra-Wideband). Oznacza to, że lokalizator nie obsłuży funkcji precyzyjnego namierzania co do centymetra (z widokiem strzałek na ekranie). Będziemy musieli polegać na lokalizacji na mapie oraz sygnale dźwiękowym.

    Nieoficjalna specyfikacja w pigułce:

    • Grubość: 7,2 mm.
    • Bateria: wymienna CR2032 (rok pracy).
    • Łączność: Bluetooth 5.4, NFC.
    • Cena: ok. 75 zł (vs ok. 150 zł u konkurencji).

    Xiaomi nie ogłosiło jeszcze oficjalnej daty premiery, ale wyciek sugeruje debiut w najbliższych tygodniach.

    #AppleFindMy #ChipoloPopAlternatywa #GoogleFindDevice #lokalizatorBluetooth #taniAirTag #XiaomiTag
  15. Segway naprawia wady robotów bez kabla. Apple Find My i LiDAR w nowych kosiarkach Navimow

    Roboty koszące niewymagające zakopywania przewodów nie są już nowością – od kilku lat oferują je m.in. Husqvarna czy Stiga. Jednak każdy, kto testował takie urządzenia, wie, że GPS bywa kapryśny pod gęstymi drzewami. Segway na CES 2026 pokazał rozwiązanie tego problemu, dorzucając do tego funkcję, którą pokochają właściciele iPhone’ów.

    Nie tylko GPS, ale i LiDAR

    Do tej pory kosiarki „bezprzewodowe” musiały mieć czyste niebo nad głową. Nowa seria Segway Navimow (modele i2 oraz H2) wprowadza technologię znaną z domowych odkurzaczy: LiDAR.

    Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026

    Dzięki temu robot nie polega wyłącznie na satelitach. Laserowy skaner tworzy mapę otoczenia w 3D, pozwalając maszynie nawigować nawet w „cieniu radiowym”, np. w gęstym sadzie czy między budynkami. To ewolucja, która ma wyeliminować największą bolączkę robotów RTK – zatrzymywanie się z komunikatem „brak sygnału”.

    Apple Find My w ogrodzie

    To nowość, która wyróżnia Segwaya na tle konkurencji. Nowe modele mają natywną integrację z siecią Apple Find My.

    Kosiarki są drogie i często padają łupem złodziei. Dzięki wsparciu Apple, lokalizację robota (nawet wyłączonego, jeśli w pobliżu są inne iPhone’y) zobaczymy w systemowej aplikacji na telefonie, tablecie czy Macu. To znacznie pewniejsze rozwiązanie niż autorskie systemy antykradzieżowe producentów, które często wymagają drogich subskrypcji GSM.

    Seria X4 na trudny teren

    Dla posiadaczy bardziej wymagających działek pokazano flagową serię X4. Te maszyny to prawdziwe czołgi ogrodowe: radzą sobie ze wzniesieniami o nachyleniu do 40 stopni. System napędu i kontroli trakcji ma zapobiegać niszczeniu trawnika podczas manewrów na mokrej trawie.

    Dostępność w Polsce

    Warto dodać, że marka Segway Navimow jest oficjalnie obecna w Polsce (za dystrybucję odpowiada m.in. firma DLF, ta sama, która wprowadziła do naszego kraju dekady temu odkurzacze Roomba). Nowe modele, w tym te z LiDAR-em, powinny trafić do polskich sklepów wiosną tego roku, stając się ciekawą alternatywą dla popularnych u nas marek europejskich.

    STIGA prezentuje nowe roboty koszące A4 i A8 – autonomiczne koszenie w przystępnej cenie

    #AppleFindMy #CES2026 #Lidar #news #ogródSmartHome #robotKoszący #SegwayNavimow
  16. ShiftCam Planck Studio. 8TB w kieszeni, 3700 MB/s i… nigdy go nie zgubisz (dzięki Apple Find My)

    Nagrywanie wideo w formacie ProRes Log na iPhone’ach 15 i 16 Pro zmieniło zasady gry, ale stworzyło nowy problem: gdzie trzymać te gigabajty danych?

    ShiftCam na CES 2026 pokazało rozwiązanie, które może być ostatecznym dyskiem dla mobilnych twórców. Planck Studio jest szybki, magnetyczny i – co najważniejsze – trudny do zgubienia.

    MagSafe spotyka USB4

    Nowy Planck Studio to rozwinięcie idei miniaturowych dysków SSD. Urządzenie magnetycznie przywiera do plecków iPhone’a (jak portfel MagSafe), co eliminuje problem „dyndających” na kablu napędów, które do tej pory trzeba było mocować taśmą lub specjalnymi klatkami.

    Ale to nie jest zabawka. Dysk wspiera najnowszy standard USB4, oferując transfery rzędu 3700 MB/s. To prędkość, która znacznie przewyższa możliwości portu w iPhonie, ale docenimy ją po podłączeniu dysku do Maca, by zgrać materiał. Pojemności? Kosmiczne 4TB lub 8TB.

    Satechi USB4 NVMe SSD Pro – pierwsze testy [wideo]

    Zgubić 8TB danych? Nie z tym dyskiem

    Największym wyróżnikiem – i czymś, co powinno stać się standardem w branży pro – jest wbudowana obsługa sieci lokalizacyjnych. ShiftCam zintegrował dysk z Apple Find My oraz Google Find Hub.

    Scenariusz jest prosty: zostawiasz dysk z bezcennym materiałem w kawiarni lub na planie zdjęciowym. Zamiast paniki, wyciągasz telefon i widzisz dokładną lokalizację zguby na mapie. Dla profesjonalistów ta jedna funkcja może być warta ceny urządzenia.

    Ekran prawdę Ci powie

    Na obudowie znalazło się też miejsce na niewielki wyświetlacz OLED. Nie służy on do oglądania filmów, ale pełni funkcję techniczną: pokazuje w czasie rzeczywistym pozostałą ilość miejsca oraz aktualną prędkość transferu. Koniec z zgadywaniem, czy zmieścimy jeszcze jedno ujęcie.

    Ceny dla profesjonalistów

    Tanio nie jest, ale biorąc pod uwagę parametry, ceny wydają się uzasadnione:

    • Wersja 4TB: 399 dolarów (ok. 1600 zł bez VAT).
    • Wersja 8TB: 599 dolarów (ok. 2400 zł bez VAT).

    Premiera zaplanowana jest na marzec 2026 roku.

    Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026

    #akcesoriaWideo #AppleFindMy #CES2026 #iPhoneProRes #news #PlanckStudio #ShiftCam #SSD #USB4
  17. Sieć „Znajdź urządzenie” Google nareszcie realną konkurencją dla Apple. Gigant po cichu opublikował pełną listę partnerów

    Google wypuściło pozornie drobną aktualizację swojej aplikacji Find Hub (pol. Znajdź urządzenie) do wersji 3.1.458.

    Sama w sobie nie jest ekscytująca – dodaje głównie nową opcję w Ustawieniach pozwalającą wybrać „jednostki odległości” (metryczne, amerykańskie, brytyjskie). Jednak przy okazji tej premiery, serwis 9to5Google zauważył znacznie ważniejszą, strategiczną zmianę.

    Google po cichu, ale gruntownie zaktualizowało oficjalną stronę android.com poświęconą swojej sieci lokalizacyjnej. Po raz pierwszy opublikowano tam pełną, kompleksową listę wszystkich kompatybilnych urządzeń firm trzecich.

    Ekosystem wreszcie stał się faktem

    Do tej pory sieć „Find Hub” była bardziej obietnicą niż realnym ekosystemem. Teraz lista partnerów wreszcie jest imponująca. Jak wylicza 9to5Google, Google oficjalnie wspiera produkty ponad 60 firm.

    Na liście (w kategoriach Trackery, Słuchawki i Głośniki oraz Śledzenie Wbudowane) znajdują się znani producenci lokalizatorów, tacy jak:

    • Chipolo
    • Pebblebee
    • Motorola
    • MiLi
    • Rolling Square

    Do tego dochodzą dziesiątki modeli słuchawek i głośników.

    Publikacja tej listy oznacza, że globalna sieć „Znajdź urządzenie” dla Androida nareszcie stała się realnym, działającym ekosystemem i pełnoprawną konkurencją dla Lokalizatora Apple.

    Xtorm ma konkurenta dla AirTaga. Działa z iPhonem i Androidem, a do tego jest tańszy

    #Android #AppleFindMy #Chipolo #GoogleFindHub #lokalizator #news #Pebblebee #trackery #ZnajdźUrządzenie

  18. Sieć „Znajdź urządzenie” Google nareszcie realną konkurencją dla Apple. Gigant po cichu opublikował pełną listę partnerów

    Google wypuściło pozornie drobną aktualizację swojej aplikacji Find Hub (pol. Znajdź urządzenie) do wersji 3.1.458.

    Sama w sobie nie jest ekscytująca – dodaje głównie nową opcję w Ustawieniach pozwalającą wybrać „jednostki odległości” (metryczne, amerykańskie, brytyjskie). Jednak przy okazji tej premiery, serwis 9to5Google zauważył znacznie ważniejszą, strategiczną zmianę.

    Google po cichu, ale gruntownie zaktualizowało oficjalną stronę android.com poświęconą swojej sieci lokalizacyjnej. Po raz pierwszy opublikowano tam pełną, kompleksową listę wszystkich kompatybilnych urządzeń firm trzecich.

    Ekosystem wreszcie stał się faktem

    Do tej pory sieć „Find Hub” była bardziej obietnicą niż realnym ekosystemem. Teraz lista partnerów wreszcie jest imponująca. Jak wylicza 9to5Google, Google oficjalnie wspiera produkty ponad 60 firm.

    Na liście (w kategoriach Trackery, Słuchawki i Głośniki oraz Śledzenie Wbudowane) znajdują się znani producenci lokalizatorów, tacy jak:

    • Chipolo
    • Pebblebee
    • Motorola
    • MiLi
    • Rolling Square

    Do tego dochodzą dziesiątki modeli słuchawek i głośników.

    Publikacja tej listy oznacza, że globalna sieć „Znajdź urządzenie” dla Androida nareszcie stała się realnym, działającym ekosystemem i pełnoprawną konkurencją dla Lokalizatora Apple.

    Xtorm ma konkurenta dla AirTaga. Działa z iPhonem i Androidem, a do tego jest tańszy

    #Android #AppleFindMy #Chipolo #GoogleFindHub #lokalizator #news #Pebblebee #trackery #ZnajdźUrządzenie

  19. Sieć „Znajdź urządzenie” Google nareszcie realną konkurencją dla Apple. Gigant po cichu opublikował pełną listę partnerów

    Google wypuściło pozornie drobną aktualizację swojej aplikacji Find Hub (pol. Znajdź urządzenie) do wersji 3.1.458.

    Sama w sobie nie jest ekscytująca – dodaje głównie nową opcję w Ustawieniach pozwalającą wybrać „jednostki odległości” (metryczne, amerykańskie, brytyjskie). Jednak przy okazji tej premiery, serwis 9to5Google zauważył znacznie ważniejszą, strategiczną zmianę.

    Google po cichu, ale gruntownie zaktualizowało oficjalną stronę android.com poświęconą swojej sieci lokalizacyjnej. Po raz pierwszy opublikowano tam pełną, kompleksową listę wszystkich kompatybilnych urządzeń firm trzecich.

    Ekosystem wreszcie stał się faktem

    Do tej pory sieć „Find Hub” była bardziej obietnicą niż realnym ekosystemem. Teraz lista partnerów wreszcie jest imponująca. Jak wylicza 9to5Google, Google oficjalnie wspiera produkty ponad 60 firm.

    Na liście (w kategoriach Trackery, Słuchawki i Głośniki oraz Śledzenie Wbudowane) znajdują się znani producenci lokalizatorów, tacy jak:

    • Chipolo
    • Pebblebee
    • Motorola
    • MiLi
    • Rolling Square

    Do tego dochodzą dziesiątki modeli słuchawek i głośników.

    Publikacja tej listy oznacza, że globalna sieć „Znajdź urządzenie” dla Androida nareszcie stała się realnym, działającym ekosystemem i pełnoprawną konkurencją dla Lokalizatora Apple.

    Xtorm ma konkurenta dla AirTaga. Działa z iPhonem i Androidem, a do tego jest tańszy

    #Android #AppleFindMy #Chipolo #GoogleFindHub #lokalizator #news #Pebblebee #trackery #ZnajdźUrządzenie

  20. Sieć „Znajdź urządzenie” Google nareszcie realną konkurencją dla Apple. Gigant po cichu opublikował pełną listę partnerów

    Google wypuściło pozornie drobną aktualizację swojej aplikacji Find Hub (pol. Znajdź urządzenie) do wersji 3.1.458.

    Sama w sobie nie jest ekscytująca – dodaje głównie nową opcję w Ustawieniach pozwalającą wybrać „jednostki odległości” (metryczne, amerykańskie, brytyjskie). Jednak przy okazji tej premiery, serwis 9to5Google zauważył znacznie ważniejszą, strategiczną zmianę.

    Google po cichu, ale gruntownie zaktualizowało oficjalną stronę android.com poświęconą swojej sieci lokalizacyjnej. Po raz pierwszy opublikowano tam pełną, kompleksową listę wszystkich kompatybilnych urządzeń firm trzecich.

    Ekosystem wreszcie stał się faktem

    Do tej pory sieć „Find Hub” była bardziej obietnicą niż realnym ekosystemem. Teraz lista partnerów wreszcie jest imponująca. Jak wylicza 9to5Google, Google oficjalnie wspiera produkty ponad 60 firm.

    Na liście (w kategoriach Trackery, Słuchawki i Głośniki oraz Śledzenie Wbudowane) znajdują się znani producenci lokalizatorów, tacy jak:

    • Chipolo
    • Pebblebee
    • Motorola
    • MiLi
    • Rolling Square

    Do tego dochodzą dziesiątki modeli słuchawek i głośników.

    Publikacja tej listy oznacza, że globalna sieć „Znajdź urządzenie” dla Androida nareszcie stała się realnym, działającym ekosystemem i pełnoprawną konkurencją dla Lokalizatora Apple.

    Xtorm ma konkurenta dla AirTaga. Działa z iPhonem i Androidem, a do tego jest tańszy

    #Android #AppleFindMy #Chipolo #GoogleFindHub #lokalizator #news #Pebblebee #trackery #ZnajdźUrządzenie

  21. Xtorm ma konkurenta dla AirTaga. Działa z iPhonem i Androidem, a do tego jest tańszy

    Na polski rynek wchodzi nowy lokalizator – Xtorm TravelTag2. To niewielkie urządzenie, które ma ułatwić odnajdywanie zgubionych przedmiotów, ale wyróżnia się na tle konkurencji dwiema kluczowymi cechami.

    O jakich cechach mowa? Otóż nowy produkt marki Xtorm współpracuje z sieciami lokalizacyjnymi Apple Find My i Google Find My Device , a jego standardowy kształt pastylki czyni go kompatybilnym z akcesoriami projektowanymi dla Apple AirTag.

    Zasada działania lokalizatora jest prosta. Po sparowaniu go ze smartfonem (co ma zajmować mniej niż minutę ), jego położenie można śledzić z dużą dokładnością na mapie w aplikacji „Znajdź” na urządzeniach Apple lub „Znajdź moje urządzenie” w systemie Android. Komunikacja odbywa się za pośrednictwem szyfrowanego sygnału Bluetooth, a dla ochrony prywatności żadne dane o lokalizacji nie są przechowywane w samym tagu. Urządzenie można przyczepić do kluczy, portfela, plecaka, roweru, a nawet do obroży zwierzęcia.

    W zestawie z lokalizatorem Xtorm TravelTag2 znajduje się brelok ułatwiający jego montaż. Dzięki standardowym wymiarom (3,1 x 3,1 x 0,8 cm ) jest on zgodny z szeroką gamą akcesoriów firm trzecich stworzonych dla popularnego lokalizatora Apple. Urządzenie jest zasilane jedną, łatwo wymienialną baterią CR2032, która według producenta wystarcza na 8 do 12 miesięcy pracy. Gdy bateria będzie bliska wyczerpania, użytkownik otrzyma stosowne powiadomienie na smartfonie. Po umieszczeniu w dołączonym etui tag jest odporny na pył i wodę zgodnie z normą IP64.

    Lokalizator Xtorm TravelTag2 jest już dostępny w Polsce w czarnej i białej wersji kolorystycznej. Cenę pojedynczej sztuki ustalono na 89 zł. W sprzedaży jest także bardziej ekonomiczny zestaw trzech tagów, który kosztuje 179 zł. Producent podkreśla również, że większość materiałów użytych do produkcji samego urządzenia oraz jego opakowania pochodzi z recyklingu.

    Bliska premiera nowego Apple TV 4K i AirTagów 2. generacji

    #AirTag #akcesoria #Android #AppleFindMy #gadżet #GoogleFindMyDevice #iOS #iPhone #jakZnaleźćKlucze #lokalizator #news #tagLokalizacyjny #TravelTag2 #xtorm

  22. Xtorm ma konkurenta dla AirTaga. Działa z iPhonem i Androidem, a do tego jest tańszy

    Na polski rynek wchodzi nowy lokalizator – Xtorm TravelTag2. To niewielkie urządzenie, które ma ułatwić odnajdywanie zgubionych przedmiotów, ale wyróżnia się na tle konkurencji dwiema kluczowymi cechami.

    O jakich cechach mowa? Otóż nowy produkt marki Xtorm współpracuje z sieciami lokalizacyjnymi Apple Find My i Google Find My Device , a jego standardowy kształt pastylki czyni go kompatybilnym z akcesoriami projektowanymi dla Apple AirTag.

    Zasada działania lokalizatora jest prosta. Po sparowaniu go ze smartfonem (co ma zajmować mniej niż minutę ), jego położenie można śledzić z dużą dokładnością na mapie w aplikacji „Znajdź” na urządzeniach Apple lub „Znajdź moje urządzenie” w systemie Android. Komunikacja odbywa się za pośrednictwem szyfrowanego sygnału Bluetooth, a dla ochrony prywatności żadne dane o lokalizacji nie są przechowywane w samym tagu. Urządzenie można przyczepić do kluczy, portfela, plecaka, roweru, a nawet do obroży zwierzęcia.

    W zestawie z lokalizatorem Xtorm TravelTag2 znajduje się brelok ułatwiający jego montaż. Dzięki standardowym wymiarom (3,1 x 3,1 x 0,8 cm ) jest on zgodny z szeroką gamą akcesoriów firm trzecich stworzonych dla popularnego lokalizatora Apple. Urządzenie jest zasilane jedną, łatwo wymienialną baterią CR2032, która według producenta wystarcza na 8 do 12 miesięcy pracy. Gdy bateria będzie bliska wyczerpania, użytkownik otrzyma stosowne powiadomienie na smartfonie. Po umieszczeniu w dołączonym etui tag jest odporny na pył i wodę zgodnie z normą IP64.

    Lokalizator Xtorm TravelTag2 jest już dostępny w Polsce w czarnej i białej wersji kolorystycznej. Cenę pojedynczej sztuki ustalono na 89 zł. W sprzedaży jest także bardziej ekonomiczny zestaw trzech tagów, który kosztuje 179 zł. Producent podkreśla również, że większość materiałów użytych do produkcji samego urządzenia oraz jego opakowania pochodzi z recyklingu.

    Bliska premiera nowego Apple TV 4K i AirTagów 2. generacji

    #AirTag #akcesoria #Android #AppleFindMy #gadżet #GoogleFindMyDevice #iOS #iPhone #jakZnaleźćKlucze #lokalizator #news #tagLokalizacyjny #TravelTag2 #xtorm

  23. Xtorm ma konkurenta dla AirTaga. Działa z iPhonem i Androidem, a do tego jest tańszy

    Na polski rynek wchodzi nowy lokalizator – Xtorm TravelTag2. To niewielkie urządzenie, które ma ułatwić odnajdywanie zgubionych przedmiotów, ale wyróżnia się na tle konkurencji dwiema kluczowymi cechami.

    O jakich cechach mowa? Otóż nowy produkt marki Xtorm współpracuje z sieciami lokalizacyjnymi Apple Find My i Google Find My Device , a jego standardowy kształt pastylki czyni go kompatybilnym z akcesoriami projektowanymi dla Apple AirTag.

    Zasada działania lokalizatora jest prosta. Po sparowaniu go ze smartfonem (co ma zajmować mniej niż minutę ), jego położenie można śledzić z dużą dokładnością na mapie w aplikacji „Znajdź” na urządzeniach Apple lub „Znajdź moje urządzenie” w systemie Android. Komunikacja odbywa się za pośrednictwem szyfrowanego sygnału Bluetooth, a dla ochrony prywatności żadne dane o lokalizacji nie są przechowywane w samym tagu. Urządzenie można przyczepić do kluczy, portfela, plecaka, roweru, a nawet do obroży zwierzęcia.

    W zestawie z lokalizatorem Xtorm TravelTag2 znajduje się brelok ułatwiający jego montaż. Dzięki standardowym wymiarom (3,1 x 3,1 x 0,8 cm ) jest on zgodny z szeroką gamą akcesoriów firm trzecich stworzonych dla popularnego lokalizatora Apple. Urządzenie jest zasilane jedną, łatwo wymienialną baterią CR2032, która według producenta wystarcza na 8 do 12 miesięcy pracy. Gdy bateria będzie bliska wyczerpania, użytkownik otrzyma stosowne powiadomienie na smartfonie. Po umieszczeniu w dołączonym etui tag jest odporny na pył i wodę zgodnie z normą IP64.

    Lokalizator Xtorm TravelTag2 jest już dostępny w Polsce w czarnej i białej wersji kolorystycznej. Cenę pojedynczej sztuki ustalono na 89 zł. W sprzedaży jest także bardziej ekonomiczny zestaw trzech tagów, który kosztuje 179 zł. Producent podkreśla również, że większość materiałów użytych do produkcji samego urządzenia oraz jego opakowania pochodzi z recyklingu.

    Bliska premiera nowego Apple TV 4K i AirTagów 2. generacji

    #AirTag #akcesoria #Android #AppleFindMy #gadżet #GoogleFindMyDevice #iOS #iPhone #jakZnaleźćKlucze #lokalizator #news #tagLokalizacyjny #TravelTag2 #xtorm

  24. Xtorm ma konkurenta dla AirTaga. Działa z iPhonem i Androidem, a do tego jest tańszy

    Na polski rynek wchodzi nowy lokalizator – Xtorm TravelTag2. To niewielkie urządzenie, które ma ułatwić odnajdywanie zgubionych przedmiotów, ale wyróżnia się na tle konkurencji dwiema kluczowymi cechami.

    O jakich cechach mowa? Otóż nowy produkt marki Xtorm współpracuje z sieciami lokalizacyjnymi Apple Find My i Google Find My Device , a jego standardowy kształt pastylki czyni go kompatybilnym z akcesoriami projektowanymi dla Apple AirTag.

    Zasada działania lokalizatora jest prosta. Po sparowaniu go ze smartfonem (co ma zajmować mniej niż minutę ), jego położenie można śledzić z dużą dokładnością na mapie w aplikacji „Znajdź” na urządzeniach Apple lub „Znajdź moje urządzenie” w systemie Android. Komunikacja odbywa się za pośrednictwem szyfrowanego sygnału Bluetooth, a dla ochrony prywatności żadne dane o lokalizacji nie są przechowywane w samym tagu. Urządzenie można przyczepić do kluczy, portfela, plecaka, roweru, a nawet do obroży zwierzęcia.

    W zestawie z lokalizatorem Xtorm TravelTag2 znajduje się brelok ułatwiający jego montaż. Dzięki standardowym wymiarom (3,1 x 3,1 x 0,8 cm ) jest on zgodny z szeroką gamą akcesoriów firm trzecich stworzonych dla popularnego lokalizatora Apple. Urządzenie jest zasilane jedną, łatwo wymienialną baterią CR2032, która według producenta wystarcza na 8 do 12 miesięcy pracy. Gdy bateria będzie bliska wyczerpania, użytkownik otrzyma stosowne powiadomienie na smartfonie. Po umieszczeniu w dołączonym etui tag jest odporny na pył i wodę zgodnie z normą IP64.

    Lokalizator Xtorm TravelTag2 jest już dostępny w Polsce w czarnej i białej wersji kolorystycznej. Cenę pojedynczej sztuki ustalono na 89 zł. W sprzedaży jest także bardziej ekonomiczny zestaw trzech tagów, który kosztuje 179 zł. Producent podkreśla również, że większość materiałów użytych do produkcji samego urządzenia oraz jego opakowania pochodzi z recyklingu.

    Bliska premiera nowego Apple TV 4K i AirTagów 2. generacji

    #AirTag #akcesoria #Android #AppleFindMy #gadżet #GoogleFindMyDevice #iOS #iPhone #jakZnaleźćKlucze #lokalizator #news #tagLokalizacyjny #TravelTag2 #xtorm

  25. Xtorm ma konkurenta dla AirTaga. Działa z iPhonem i Androidem, a do tego jest tańszy

    Na polski rynek wchodzi nowy lokalizator – Xtorm TravelTag2. To niewielkie urządzenie, które ma ułatwić odnajdywanie zgubionych przedmiotów, ale wyróżnia się na tle konkurencji dwiema kluczowymi cechami.

    O jakich cechach mowa? Otóż nowy produkt marki Xtorm współpracuje z sieciami lokalizacyjnymi Apple Find My i Google Find My Device , a jego standardowy kształt pastylki czyni go kompatybilnym z akcesoriami projektowanymi dla Apple AirTag.

    Zasada działania lokalizatora jest prosta. Po sparowaniu go ze smartfonem (co ma zajmować mniej niż minutę ), jego położenie można śledzić z dużą dokładnością na mapie w aplikacji „Znajdź” na urządzeniach Apple lub „Znajdź moje urządzenie” w systemie Android. Komunikacja odbywa się za pośrednictwem szyfrowanego sygnału Bluetooth, a dla ochrony prywatności żadne dane o lokalizacji nie są przechowywane w samym tagu. Urządzenie można przyczepić do kluczy, portfela, plecaka, roweru, a nawet do obroży zwierzęcia.

    W zestawie z lokalizatorem Xtorm TravelTag2 znajduje się brelok ułatwiający jego montaż. Dzięki standardowym wymiarom (3,1 x 3,1 x 0,8 cm ) jest on zgodny z szeroką gamą akcesoriów firm trzecich stworzonych dla popularnego lokalizatora Apple. Urządzenie jest zasilane jedną, łatwo wymienialną baterią CR2032, która według producenta wystarcza na 8 do 12 miesięcy pracy. Gdy bateria będzie bliska wyczerpania, użytkownik otrzyma stosowne powiadomienie na smartfonie. Po umieszczeniu w dołączonym etui tag jest odporny na pył i wodę zgodnie z normą IP64.

    Lokalizator Xtorm TravelTag2 jest już dostępny w Polsce w czarnej i białej wersji kolorystycznej. Cenę pojedynczej sztuki ustalono na 89 zł. W sprzedaży jest także bardziej ekonomiczny zestaw trzech tagów, który kosztuje 179 zł. Producent podkreśla również, że większość materiałów użytych do produkcji samego urządzenia oraz jego opakowania pochodzi z recyklingu.

    Bliska premiera nowego Apple TV 4K i AirTagów 2. generacji

    #AirTag #akcesoria #Android #AppleFindMy #gadżet #GoogleFindMyDevice #iOS #iPhone #jakZnaleźćKlucze #lokalizator #news #tagLokalizacyjny #TravelTag2 #xtorm