Zmiana czasu
#flashfiction
„Te zmiany czasu, szczególnie zimą, to jest fajna sprawa” – tak sobie wczoraj pomyślałem.
Dzisiaj (znaczy jutro, bo myślałem przecież w piątek) mam jechać na Audio-Video-Show do Warszawy.
Rano o 6, pociągiem, a to jeszcze noc.
Taka niespodzianka od wszechświata, pośpię godzinę dłużej!
Już wieczorem, przezornie, przestawiłem sobie zegar (ten, co mi wisi na wprost łóżka) o godzinę w tył, i poszedłem spać, żeby rano w nocy wstać.
Kiedy się przebudziłem, na zegarze była 4. „O, to mam jeszcze godzinę kimania” – po spojrzeniu jednym okiem pomyślałem półprzytomny.
Godzinę później zerwałem się już raźno, przecież już 5 rano. Wstałem, spojrzałem na telefon… i już wiedziałem: pociągiem tam dzisiaj nie pojadę.
Była 6.
OK, spoko, no to jadę autem.
Mam dwa, to pierwsze „primary” co prawda musiałem w trybie emergency zostawić „na mieście”.
No, była konieczność wypicia wódki w celu ratowania życia lub zdrowia psychicznego. Może tylko to trzy kieliszki, ale jednak, wróciłem więc taksówką.
O 6.30 wsiadłem w to drugie auto „zapasowe”. I wtedy zobaczyłem, że jest niezatankowane.
Gdyż jakie auto jest najlepsze? Służbowe… albo taty.
Ale to nadal nie problem, przecież stację benzynową mam zaraz obok, niedaleko w lasku.
Kiedy tam zajechałem, była nieczynna… „Hmm, są jeszcze takie niecałodobowe?” – zadumałem zdumiony.
Cóż, widocznie tak, ale to nadal nic, bo kolejna jest na szczęście tylko 15 km dalej. Wystarczy przejechać przez okoliczne lasy. Styknie.
Kiedy jechałem przez te lasy, cóż… nie stykło. Zatrzymałem się podczas tych mgieł, kiedy ranne wstają zorze, gdzieś na leśnym poboczu.
Od razu złapałem za telefon, by wezwać odsiecz, i też od razu dotarło do mnie, że jest to ten jeden odcinek drogi w całej wschodniej Europie, gdzie na całej długości… mój operator nie świadczy mi zasięgu.
A na tym Audio Show – to mówicie, że fajnie?
Acha, i przypominam: zmiana czasu jutro.